Szukaj
Moje systemy: Nikon F, D i Z, Hasselblad 503CX, Leica, Canon, Pentax, Olympus, Minolta, Rolleiflex TLR FKD, Zenity, Praktiki, ruskie dalmierze itd itd, blisko 100 szkiełek.
Dzięki temu na wyjściu od razu mieli obraz o wielkości (w pikselach) wymaganej do wielkości wydruku, skorelowanej z liniaturą rastra. "Niegdysiejszym" komputerom (jeszcze nie takim dawnym) "przeliczenie" pliku i np. podwojenie liczby pikseli zajęło by kilka, kilkanaście godzin.Stacje graficzne SG z prockiem 200 MHz to było coś.
Jednak , mimo pewnego postępu "płaszczaków", skanery bębnowe nadal są niedoścignione.
JB.
podepnę sie pod wątek. czy dla finalnej jakości skanu ma znaczenie czy w oprogramowaniu do skanowania zmienię sobie nasycenie ostrość itd czy tez dla skanera nie ma to znaczenia a całe zmiany są robione już jako obróbka taka sama jak każdym innym programie tylko ze ręcznie?
pytam bo robię cyfrowe archiwum i nie wiem czy muszę bawić sie z kazdym zdjęciem już na etapie skanowania czy tez mogę zrobić to niejako z automatu, a dopiero później na spokojnie sobie poprawiać.
Nikon
Ja zauważyłem, że ustawianie parametrów w programie do skanowania jest gorsze niż praca w LR. Wszystko trzeba robić 'na oko' bo program dopiero zakłada, że zeskanuje i te zmiany/ustawienia nałoży. Poza tym wtedy dane giną bezpowrotnie. Jak zeskanujemy negatyw kontrastowo to już nie wydobędziemy straconych danych w cieniach. Jak nałożymy redukcję ziarna to już ziarna nie odzyskamy. A najgorsze jest to, że te wszystkie programy są powolne i toporne. Nawet silverfast, który jest takim 'photoshopem' pośród programów do skanowania, jest toporny i ewidentnie zaprojektowany w poprzedniej epoce. Współczesny program do skanowania powinien mieć:
- przyciski preview i scan
- suwaczek od rozdzielczości
- suwaczek od ekspozycji
- opcję HDR, aby zrobić plik w stylu Fuji S5
- opcję negatywu/pozytywu, koloru/czb
- przyciski i narzędzia związane z zoomem i zakreślaniem dowolnej ilości zdjęć.
- zapisywanie w formacie RAW czy DNG
I to jest gwarancja niezmasakrowanego zdjęcia A tymczasem są setki pipet, próbników, kółek z widmem kolorów, haczyków, odszumiaczy, tysiące podmenu i innych opcji, które GWARANTUJĄ, że zdjęcie to nie będzie 'kliszą', czyli uniwersalną podstawą pod dalszą obróbkę.
Po prostu jestem w szoku, bo poprzedni mój skaner kupiłem chyba 10 lat temu i myślałem, że coś się zmieniło, a tu nic...
W chwili obecnej żaden skan nie jest oryginałem, jest tylko wersją oryginału, który nadal jest w postaci kliszy.
Ostatnio edytowane przez Michał Jędrak ; 03-04-2010 o 19:57
warto skanować jako TIFy IMO, skoro już bawisz się w średni.
Różnica w ilości detalu wynika z "jakości" piksela ze skanera bębnowego. W skanerze bębnowym odczyt jest "punktowy" i dzięki temu pojedynczy piksel już na wyjściu jest bardzo dobrze zdefiniowany. W płaskich odczytu dokonuje linia CCD (lub nawet 3) i podczas skanowania punkty "zaświetlają" się wzajemnie (to chyba niezbyt fortunne określenie) , prowadząc do spadku mikrokontrastu i w konsekwencji znacznie pogarszając definicję obrazu. W poligrafii rozdzielczość skanowania zawsze jest powiązana z finalnym rozmiarem wydruku - zastosowaniem. Co ciekawe , jeszcze niedawno max. rozdzielczość skanerów bębnowych była na poziomie 4000 - 5000 DPI. I między innymi stąd brała się konieczność pracy na minimum średnim formacie dla wydawnictw wielkoformatowych (powyżej A4). Do czegoś w końcu służyły Sinary, Cambo i inne "wynalazki" formatu 4x5", 8x10" i większe.
Dzisiaj komputery i oprogramowanie próbują zmniejszyć znaczenie "formatu". Optyka też uległa pewnej poprawie (ale czy na pewno? raczej wysoka jakość tejże spowszedniała). Jednak jej praw się nie zmieni - jest różnica pomiędzy obrazem z 20 mpix. z Nikona , Canona a np. z Leafa czy PhaseOne ?
Oczywiście w fotografii amatorskiej , z jej pędem do perfekcji , skanowanie jest sztuką samą w sobie , nie znającą żadnych rozsądnych ograniczeń (poza fizycznymi skanera - ale o to już dbają producenci). Coś jak 15 mpix. w kompakcie z matrycą wielkości małego paznokcia.
JB.
JB, ja w pełni rozumiem, że płaszczaki mają gorszą jakość niż skanery dedykowane, gdyż sam kiedyś miałem skaner do filmów Minolta i różnica jest duża. Niestety o ile skanerów dedykowanych do 35mm jest całe mnóstwo, to trudno coś dorwać na średni format w rozsądnej cenie. Po żmudnej analizie doszedłem do wniosku, że Epson V750 jest najlepszym skanerem do filmów w tej cenie, ale wiem, że nie jest to Nikon 9000. Dlatego też trzeba skanować z większą rozdzielczością niż wymaga tego przeznaczenie zdjęcia. Jednak nie sprzęt jest tutaj problemem, bo znamy jego ograniczenia i wiemy, że nic się nie zrobi, bo sama idea skanowania przez szybę bez możliwości ustawienia ostrości jest tak samo idiotyczna jak fotografowanie przez szybę bez ustawienia ostrości
Mnie po prostu załamuje to, że skaner wypuszczony gdzieś w erze Photoshopa CS i początków Aperture czy Lightrooma posiada oprogramowanie z czasów komputerów 486DX. A gwoździem do trumny jest to, że każde inne oprogramowanie jest tak samo zacofane.
Po prostu fotografia analogowa ( w aspekcie konsumenckim szeroko rozumiana) zamiera.
W zastosowaniach zawodowych sobie poradzą .
Amator archiwizując swoje materiały ma w zasadzie tylko jeden problem - czas.
Nie da się ukryć , im więcej go poświęcisz , tym lepsze uzyskasz efekty.
Mało tego , w miarę jak będziesz osiągał coraz lepsze efekty , coraz bardziej będą cię męczyć wcześniejsze skany - będą się domagać poprawienia.
To taka pułapka w którą kiedyś wpadłem.
Doszedłem nawet do jakichś absurdalnych plików , o blisko 80 mpix. rozdzielczości , z małego obrazka.
Strach pomyśleć , co czaiło się w średnim (a trochę też takich mam).Możliwości marnowania czasu wręcz nieograniczone .
I przyszło otrzeźwienie.
Porobiłem "podglądy" 300dpi/24 bit (6x9) i 600dpi/24bit (24x36).Takie "stykówki".
Ciekawsze obrazki - po ostrej selekcji - 1800 dpi/48bit (24x36) i 900 dpi/24bit (6x9) - tak żeby mieć z lekkim
zapasem na odbitkę ok. 20x15 (300dpi).
Wybitnym myślałem poświęcić czas indywidualnie - na razie nie miałem potrzeby. Nie żebym nie miał wybitnych kadrów - mam tylko takie(lekko licząc 12.000 klatek), tylko tak jakby nie bardzo wiem do czego by mi one były?
A skanowanie "przez szybę" ma ważną zaletę - skanowany materiał się nie "poruszy", co jest niemalże nieuniknione przy skanowaniu wieloprzebiegowym (to tryb w zasadzie właściwy tylko skanerom płaskim) , szczególnie średnich i większych formatów. Chyba , że stosujesz ramki z szybkami , ale to wtedy i tak jest przez szybę.
Odnośnie oprogramowania do skanowania negatywów - nie ma tutaj wielkiego postępu , choćby z tej prostej przyczyny - dla potrzeb zawodowych (poligrafia) pracuje się w zasadzie na przeźroczach.
"Normalnie" dostępne oprogramowanie jest załamujące - może nie tyle ono , co uzyskiwana w "domowych" warunkach wydajność. Najszybszy sposób to skanuj jako pozytyw , z ustawieniem ekspozycji na auto (jakoś to się w SilverFaście ustawia) ,z pominięciem profili skanowania (krzywe sobie sam potem "zmajstrujesz").Koniecznie pogrupuj je pod względem producenta , typu , ogólnej gęstości a nawet motywów - wiem , wiem , dobrze mówić.
Wybierz reprezentatywny dla całej grupy (płyty) , i pomierz go.
Jeżeli będziesz "mierzył" jasność "świateł" takiego obrazu (negatywu oczywiście) to pomiaru dokonaj na przerwie między klatkami. Dzięki temu , masz gwarancję , że nie utracisz niczego w cieniach rzeczywistego obrazu. Co do rzeczywistych świateł (miejsc najciemniejszych negatywu) to bym nic nie majstrował - ten Epson czyta chyba gęstość maksymalną 3,6 (czy nawet więcej) a takiej żaden negatyw (w stosunku do jego maski i własnego zadymienia) nie osiąga - poza kontrastowo wołanymi błonami graficznymi.
JB.
Moje systemy: Nikon F, D i Z, Hasselblad 503CX, Leica, Canon, Pentax, Olympus, Minolta, Rolleiflex TLR FKD, Zenity, Praktiki, ruskie dalmierze itd itd, blisko 100 szkiełek.
Skontaktuj się z nami