Przewija się na forum coraz częstsze narzekanie na kłopoty z akredytacjami foto na ciekawsze koncerty oraz z ograniczeniami w pracy na takowych.
Wczoraj występował u nas Senor Paco. Po wielu ustaleniach wpuszczono mnie (i dwóch inny) na próbę, na której jednak menadżer nie zgodził się na zdjęcia. Ponieważ znam trochę człowieka, po rozmawialiśmy i zgodził się dopuścić fotografów do sceny na pierwsze 5 minut piątego utworu. Miód malina.
Na kilkanaście minut przed występem wparował polski organizator, powiedział, że menadżer nie ma nic do gadania i wywalił wszystkich (zebrało się nas już z 10) na wysokość konsoli nagłośnieniowej (na oko ze 20 metrów od sceny). Argumentował to tym, że nie ma ochoty na zwracanie drogich biletów z pierwszych rzędów słuchaczom "zmasakrowanym" prze nie umiejących się zachować fotografów. Wszyscy, jak jeden mąż - wielkie oburzenie.
No i co? No i (choć nie sądziłem, że przejdzie mi to przez gardło) - miał rację
Podczas pierwszego utworu - spokojnego solo gitarowego - dźwięcznie rozlegały się serie migawek i słuszne uwagi niezadowolonych słuchaczy (na szczęście tych z biletami po 100). Udało mi się spacyfikować większość towarzystwa, choć trzy osoby nic sobie z tego nie robiły i dalej akompaniowały mistrzowi... Dodam jedynie, że z takiej odległości sylwetka Paco zajmowała (przy f200 i DX) jakąś 1/10 kadru, więc zdjęcia raczej na pamiątkę. Ile takich można zrobić - 5?, 10?.
Nie będę się rozpisywał, ale zaczynam coraz bardziej rozumieć organizatorów, zabraniających fotografom wstępu na koncerty. Niestety, po raz kolejny środowisko własnymi rękami strzela sobie w stopę.
Szukaj





Odpowiedz z cytatem

Skontaktuj się z nami