Witam,
Zachowałem się jak ostatni idiota i pomimo tego, że wiedziałem czym ryzykuję, to jak tępy osioł podpiąłem do D80 jakiś ruski lampo-podobny twór i... no i.
Lampa zadziałała. Raptem kilka razy. Potem aparat przestał ja wyzwalać (lampa działa). Odpiąłem ją czym prędzej, rzuciłem w kąt i sprawdziłem czy aparat przeżył burzę z piorunami, jaką mu zafundowałem. Na szczęście wszystko zdaje się być ok, łącznie z wewnętrzną lampą, aparat działa jak działał.
Najprawdopodobniej jednak coś sfajczyłem, nie mam w tej chwili żadnej możliwości podpięcia SB (wokół sami kanonierzy), ale cóż innego mogłoby się stać...
Proszę, napiszcie co (najprawdopodobniej) mogło polec, ile +/- serwis bierze sobie za naprawę i czy w okolicach Bydgoszcz/Toruń można takie uszkodzenie naprawić (aparat jest już po gwarancji). Czy może pomysł zakupu normalnej lampy powinienem odłożyć na czas wymiany korpusu, a stopkę w D80 zakleić na amen?
Nie ma sensu rozwodzić się nad głupotą, mleko rozlane. Moje pytanie jest do tych, którzy już podobne "przygody" mają za sobą (zdaję sobie sprawę, że moja -ekhm- lekkomyślność jest wyjątkowa)
Przy okazji: mógłby ktoś krótko napisać coś o serwisie Nikona w Niemczech? Jakość, ceny itp.
Szukaj





Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami