Szukaj
Taki mały OT dotyczący tzw. "całościówek".
A więc pytanie: może mi ktoś UPRZEJMIE wytłumaczy co to są te "całościówki"?
Bo, rozumując w bardzo prosty sposób o tej godz. myślę, że "całościówką" winna być nazwana sesja z której nie wyrzuca się ŻADNEGO zrobionego zdjęcia (czyli tak od ca.300 do >1000 - ech te Detrójki- wnioskując z iluś tam przeczytanych postów), a więc jeśli coś takiego przyjąć za całościówkę to proszę mi podać stronę www gdzie TAKĄ całościówkę mógłbym obejrzeć (spoko, przy browarze czas szybko leci, ew.usnę prędzej
)
Jeśli natomiast ktoś zakłada, że całościówką jest ileś tam zdjęć "x" okrojonych z liczby "y" to jak dla mnie to NIE JEST całościówka tylko plik zdjęć, w ten czy inny sposób, wybranych/wyselekcjonowanych i mówienie w tym momencie o uczciwości względem klienta "bo ja pokazuję/prezentuję całościówkę" jest jednak dorabianiem pewnej ideologii mijającej się poniekąd z prawdą.
Bo tak naprawdę kierując się uczciwością wobec klienta to może uczciwie byłoby pokazać WSZYSTKIE foty, nawet te spieprzone i powiedzieć "o, bo wie pan tutaj ktoś mi wszedł w kadr, a tu aparat nie zdążył złapać ostrości, a tu się potknąłem, o a to światło było taaakie ostre a ludzi tłum i w ogóle ale zaraz zrobiłem dobre zdjęcie a nawet kilka bo mój aparat to wali takie serie że hej"- ale mówienie takich rzeczy i pokazywanie takiej naprawdę całościówki to trochę jakby strzał w kolano
Nie padło gdzieś/kiedyś takie pytanie "a teraz pokaż mi swoje najgorsze zdjęcie to powiem ci jakim naprawdę jesteś fotografem"?![]()
Dobranoc
PS. Pytanie można zaliczyć do retorycznych... bo pewnie wszyscy już śpią![]()
Ostatnio edytowane przez popi ; 05-08-2009 o 00:19
"Któż jak BÓG!" - Św.Michał
hej,
Ja akurat nie śpię i skrobnę, bo się nie zgadzam,
całościówka to to co idzie do klienta; jeżeli umawiam się z klientem na 150 zdjęć i załóżmy 300 na płycie, a potem pokazuje te zestawy nowemu klientowi to przecież jest to hiperuczciwe.
Klient może zobaczyć jakiego poziomu materiał dostanie - to jest uczciwe: danie możliwości klientowi co kupuje.
Przecież nie wymagamy od cukiernika żeby dał nam spróbować zepsutych ciastek, tortów, co nas to obchodzi ile przy robocie zmarnował produktów, np. na eksperymentowanie?
Jego problem ile czasu i pieniędzy poświęcił na swój produkt.
Przecież nie licytujemy się ze znajomymi w stylu: "tak, Twoje zdjęcia ślubne są lepsze, ale mój fotograf mniej czasu i klapnięć migawki poświęcił na zrobienie mojego ślubu".
Przykładowo: komu chciałoby się oglądać 20 zdjęć z próbami "fajerwerków" weselnych, np. kręcenie zoomem i prawie identyczne ujęcia, jedno udane?
Tak jak napisałeś byłby to strzał w kolano i nieuczciwość wobec siebie i swojej ew. rodziny, bo pokazując taką "całościówkę" wywoływałbyś złe wrażenie i tracił zlecenia.
To tak jak z formą prezentacji: pokaż klientowi zwykły slideshow, a pokaż starannie wyklejony album tych samych zdjęć, ciekawe, co zrobi na nim większe wrażenie?
ps. ale naskrobałem truizmów, jak ktoś przelatuje tylko wzrokiem to O M I N Ą Ć !
pawel, nie dobijaj mnie, tyle naklepałem i na próżno?
"Z pasją fotografuj życie, ale nie zapomnij i żyć z pasją" Z. Kamm
... a wielkie produkcje filmowe trwałyby godzinami.
Pozdrawiam,
Grzegorz Tadych
nie chce mi sie cytować i nie mam nic przeciwko zdjęciom adama i niech robi co chce z tym co robi i jak chce ale:
słabo się robi jak nazywa swoją TECHNIKE OBRÓBKI stylem sorry ale nie mogę. Robisz z ludzi idiotów i z siebie tak pisząc, zdjęcia jak zdjęcia są lepsze i gorsze ale stylu fotograficznego to niestety nie stworzyłeś.
coraz więcej ludzi naśladuje ta technikę po kursach i nie tylko, robi się to już męczące. Już nie wspomnę o nieudolności w nakładaniu masek, dobieraniu kolorów, przecież każdy ma swój styl nikt nie kopiuje(cytat o kredkach).
Gdzie te czasy gdzie spośród "czeladników" wybierało się mistrzów, teraz wszyscy ogłaszają się samozwańczymi mistrzami, tylko "czeladników" nie ma..
Rozmawiałem w gronie kilku znajomych fotografów ślubnych i coraz więcej jest tych co wymyślają swoje "style" robią z nich kursy ciekawe jest to że są bardzo podobne do adamowego(niekiedy).. spotkałem się też ze zdaniami że adam skopiował technike obróbki(styl) tyle że go rozpowszechnił w postaci kursów nazwał go swoim "stylem" świadomie! kto był pierwszy..?
Tak jak zawszę życzę udanych kadrów, dużo pieniędzy, a może i zdrowia..
Ostatnio edytowane przez trrr ; 05-08-2009 o 19:12
zacny kolego trrr,
mniejszy czy większy sukces niewątpliwie zmienia ludzi - jednym bije sodówa, inni zachłystują się kasą i faktem, że ktoś ich od czasu do czasu rozpozna w mięsnym sklepie, jeszcze inni udają, że nie zmienili się wcale. nasze warsztaty odniosły zdecydowanie wielki sukces - na pewno frekwencyjny, masa osób nas odwiedziła, masa aż rwie się do następnych edycji. zakładam też, widząc zdjęcia wielu naszych warsztatowiczów, że odnieśliśmy także sukces dydaktyczny. a że boli, bo na świecie nie ma nic za darmo, zwłaszcza nic dobrego? - będzie bolało zawsze.
z wszystkich plusów i negatywów mnie sukces nauczył jednego - odporności na uwagi zawistnych nieudaczników, ludzi o wielkim tupecie i skromnym talencie. jakkolwiek jeszcze kilka miesięcy temu żyłowałbym się w krwawych tyradach, dopytywał o jakim to tajemnym gronie "znajomych fotografów ślubnych oceniających >czy Adam T. ma swój styl, czy nie?<"wspominasz, dopytywał o twój fotograficzny dorobek, itd, itd, itd, dziś zbywam uśmiechem anonimowe, nadęte paszkwile i zniewalająco powierzchowne analizy - to potrafi każdy. pozdrawiam.
Ludzie wrzućcie już na luz.
Adam ciężką pracą i zapewne niemałym poświęceniem doszedł do tego co ma. Wypracował techniki dzięki, którym jest rozpoznawalny i ma klientów na swój sposób przedstawienia, udokumentowania ślubu. Przecież o to chodzi. Nikt nie każe robić zdjęć takich jak on, można oferować to co się komu podoba i jak się ma na to klientów, to oznacza że jest na to zapotrzebowanie.
Nagonka rozpoczęła się od stworzenia kursów. Wcześniej były tylko zachwyty, nad zdjęciami Adama i Kaliny.
Pytam się CO JEST ZŁEGO W TYM ŻE ADAM I KALINA DZIELĄ SIĘ WIEDZĄ? Może chodzi o kasę, którą za to biorą? Nikt nikogo przecież nie zmusza, a fundacją charytatywną przecież nie są i wiadomo że wypracowanych technik, za darmo nie będą uczyć (life is brutal - jak mawiają niektórzy)
Nie chcesz, nie potrzebujesz - to po prostu się nie interesujesz REPOGLAMUR i robisz swoje.
ps. Nie, nie byłem na kursie, nikt mnie nie nawrócił, nikt mnie do niczego nie zmuszał. Po prostu nie trawię już zawiści, która się zaczyna sączyć od pewnego czasu.
D9070s
wodstock, pięknie to podsumowałeś. Tego jadu na forum nie można już znieść.
Pozdrawiam,
Grzegorz Tadych
Skontaktuj się z nami