Close

Strona 3 z 5 PierwszyPierwszy 12345 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 21 do 30 z 54

Mieszany widok

Poprzedni post Poprzedni post   Następny post Następny post
  1. #1

    Domyślnie

    Wróciłem i mimo, że jadłem po dziesięć obiadów dzienne to schudłem kilogram. Z resztą żarcie w Wietnamie (w Kambodży również choć jak dla mnie ta kuchnia dopiero się odradza po ciężkich latach) to temat na kilka opasłych tomisk. Za jakiś czas wrzucę jakąś mini relację (oczywiście jeśli będzie co wrzucać) a na razie jedna widokówka z widokiem na Angkor Wat z pobliskiej świątyni Phnom Bakheng. Z powodu lenistwa zdjęcie wykonałem w samo południe więc do ideału trochę brakuje. Pozdrawiam.


  2. #2

    Domyślnie Słów kilka o "Stolicy"

    Mówią, że Bangkok jest najcieplejszą stolicą na świecie. Mając to na uwadze po 5 minutach spędzonych pod słońcem Angkoru czułem że zaraz mnie spopieli, ewentualnie w swojej nieskończonej łasce zaaplikuje mi niegroźny udar. Przy okazji mała rada, zamiast statywu czy innego fotobadziewia warto raczej zaopatrzyć się w kilka litrów wody, wziąć pod pachy 2 kokosy, piwa albo coś innego innego w płynie (byle nie ryżówki). Jeśli jednak komuś zależy na zdjęciach to warto mieć ze sobą bardzo szeroki kąt. Ja nie miałem i zdjęcia mam takie jakie mam.

    Jako średnio uświadomiony turysta (przeczytałem "Angkor" Pałkiewicza i ze dwa blogi) mimo przestróg pierwsze kroki po zaopatrzeniu się w 3-dniową wjazdówkę(40 zielonych) kieruję w stronę Angkor Wat. Pomysł najgorszy z możliwych. Jest godzina 9 i właśnie tu z tuk tuków, autobusów, jeepów, rowerów i skuterów wysypują się rzesze turystów z Korei, Japonii, jednodniowe wycieczki z Bangkoku, pielgrzymi oraz cała Europa. Tłok jest niemiłosierny, nie ma jak przejść, wszyscy pozują do samojebek z patyka a do tego to słońce. Warto posłuchać kierowcy tuk tuka i odwrócić kierunek zwiedzania (albo najlepiej przygotować własny plan) by do AW powrócić późnym popołudniem. Ruch jest wtedy nieco mniejszy, a przy okazji można sobie zrobić oryginalne zdjęcie Angkor Wat skąpanego w promieniach zachodzącego słońca


    Sam AW ze względu na tłumy zrobił na mnie średnie wrażenie choć wielbicielom architektury powinien się spodobać. Wrażenie robią szczególnie setki metrów kwadratowych płaskorzeźb przedstawiające wszystko, od scen bitewnych po codzienne życie mieszkańców królestwa. Po kilku godzinach czuje że zasłużyłem na piwo więc udajemy się do pobliskich baraków na małą Cambodię i Lok Laka. Żarcie jakby na złość zupełnie inne niż w całej azji - drogie i niedobre. Żałuję że wzorem rodaków nie wziąłem ze sobą choćby gotowanego jajka. W dodatku ceny z menu w tych "knajpach" są zawyżane. Gdy już złapiemy się w sidła naganiaczy, po zaprezentowaniu menu należy się demonstracyjnie odwrócić na pięcie i ruszyć w przeciwną stronę. To chyba najszybsza droga do uzyskania "speszal diskąta". Po zapełnieniu żołądka wyruszamy na podbój Angkor Thom. Z potężnego miasta do dzisiaj zachowały się największe budowle, między innymi mury z 4 bramami strzegącymi miasta, taras słoni, taras trędowatego króla, świątynia Phimeanakas (na którą można się wdrapać) oraz bajeczny Bajon - efekt korespondencyjnego pojedynku między Dżajawarmanem VII a "twórcą" Angkor Wat Surjawarmanem II. Bajon miał przyćmić wielką budowlę a czy się udało to każdy musi ocenić sam. Na mnie zrobił ogromne wrażenie mimo że oglądałem jedynie kamienie, które za czasów Dżajego były dodatkowo pokryte złotem (przynajmniej same wieże). W Bajonie nie ma już takiego ruchu, dodatkowo warto się tam wybrać po południu kiedy światłocienie zaczynają grać swoją melodię ale i bez tego czuć atmosferę. Głównie dlatego, że na każdym kroku jesteśmy obserwowani przez 216 par oczu (nie licząc małp). Nieśmiały uśmiech kambodżańskiej Mona Lisy też nie pozwala czuć się zbyt pewnie. Po wypstrykaniu całej karty trzeba zwolnić miejsce innym i odszukać swojego kierowcę, który zabierze nas w tereny gdzie dżungla upomniała się o swoje.

    Edit: zapomniałem o linku: <<klik>>

    cdn.
    Ostatnio edytowane przez cz4rnuch ; 27-11-2014 o 13:50

  3. #3

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez cz4rnuch Zobacz posta
    Jeśli jednak komuś zależy na zdjęciach to warto mieć ze sobą bardzo szeroki kąt.
    Jak bardzo szeroki? Biorę ze sobą 17-50 i miałem na dzieję, że jako jeden, w miarę będzie ok (chodził mi po głowie S10-20, ale nie jest tak uniwersalny)

    A w ogóle, to pisz coś jeszcze, jakiś parę rad więcej, wszystko się przyda, bo też się tam wybieram, co prawda nie sam, a z Rainbowem "TKV" od 4.01 , więc pewnych rad być może nie będę mógł zastosować, ale czytam różne takie mikro relacje, może coś mi się przyda. Przede wszystkim co fajnego jeść, jak nie przepłacać tam, gdzie coś dodatkowo zobaczyć itp

  4. #4

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Presley Zobacz posta
    Jak bardzo szeroki? Biorę ze sobą 17-50 i miałem na dzieję, że jako jeden, w miarę będzie ok (chodził mi po głowie S10-20, ale nie jest tak uniwersalny)
    Z zasady lepiej zabrać coś szerszego bo w 90% problemem będzie odejście dalej żeby całość uchwycić a nie podejście bliżej

  5. #5
    Sith Hospodar Impaler Awatar Dex
    Dołączył
    01 2007
    Miasto
    Alpy Transylwańskie
    Posty
    5 307

    Domyślnie

    Przeczytane - chcieć więcej

  6. #6

    Domyślnie

    Super !
    Oczywiście obejrzałem już 2 razy - na raz nie można tyle wchłonąć.
    Spodziewałem się okropnych kontrastów i cieni - ale jest ok.

    Pzdr.
    D700 + N24-70 + N80-200D ED + N70-300VR, SB-900

  7. #7
    Sith Hospodar Impaler Awatar Dex
    Dołączył
    01 2007
    Miasto
    Alpy Transylwańskie
    Posty
    5 307

    Domyślnie

    Świetnie sie ogląda i czyta a po obejrzeniu wraca na poczatek i ogląda jeszcze raz

    Fajne to jasne "szkiełko"

  8. #8

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Dex Zobacz posta
    ...Fajne to jasne "szkiełko"
    Bardzo fajne, ale gdy się go za dużo używa potrafi sformatować kartę pamięci a i obraz w wizjerze mocno ciemnieje

  9. #9

    Domyślnie Delta Mekongu, część I

    Wszystko ładnie, pięknie. Zaliczyłem Ping Pong Show na Patpongu czyli waginalne sztuczki rodem z Cirque du Soleil, piękną ale nudną jak flaki z olejem zatokę Ha Long, poszwędałem się trochę po starym mieście w Hanoi, pobyczyłem w Hoi An oraz pobiłem rekord obalonych piw w Sajgonie (tylko muszę przyznać, że mają tam tak słabe piwo że nie ma się czym chwalić) ale jakoś najbardziej bojowo byłem nastawiony na deltę Mekongu. Na zdjęciach tego raczej nie zauważycie, ale to naprawdę arcyciekawe miejsce. Ludzie są tu bardzo przyjaźni, jest bardziej swojsko i mniej turystycznie. Ma to niestety odbicie w standardzie hotelowym. Łazienki są prowizoryczne lub lekko udziwnione, np: prysznic można (a nawet trzeba)brać siedząc na klopie, futryna jest na wysokości 1,5 metra a po pokoju biegają dziwne stworzenia itd. Cała reszta na plus. Przy okazji nie chcę żeby ktoś pomyślał, że to była niewiadomo jaka wyprawa. Wykupiliśmy po prostu 3-dniową wycieczkę w biurze Sinh Tourist. Dawniej zwało się to Sinh Cafe, ale namnożyło się tyle podróbek tego biura, że zmienili nazwę. Na jednej ulicy w centrum Hanoi naliczyłem ponad dwadzieścia niby Sinhów. Ceny mają takie same ale ze standardem bywa różnie. Wykupując np rejs po Ha Long można się zdziwić wyglądem łodzi, który może trochę odbiegać od tego co pokazano nam w folderze. Zachęcam do zrobienia małego riserczu jeszcze w domu w sieci i kupna na miejscu bo można się targować. My wytargowaliśmy po 30 dolców upustu od łebka na deltę a ponadto zorganizowano wycieczkę tylko dla nas, bo nie pasowały nam inne terminy. Niewykluczone, że w innych dobrych biurach jest podobnie, nam jednak ze wszystkich tańszych biur właśnie Sinh najbardziej przypasował. Startowaliśmy z Sajgonu busem który zawiózł nas chyba do Ben Tre, potem zmieniając kilka razy łódź dostaliśmy się do Can Tho gdzie spędziliśmy noc. Następnego dnia popłyneliśmy do Chau Doc, by ostatniego dnia speedboutem przekroczyć granicę z Kambodżą gdzie po wpłaceniu dobrowolnego datku na rzecz pięknookich kambodżańskich celników (10 zielonych ekstra do wizy, nie oszczędzili nawet 3-letniej dziewczynki) mieliśmy zaszczyt wpłynąć po chrabiowsku do Phnom Penh na jakieś super regaty które odbyły się tu po raz pierwszy po dłuższej przerwie, podobno po jakiejś krwawej masakrze. W międzyczasie można naprawdę się wyluzować i podziwiać pajęczynę kanałów, dorzeczy, wysepek, ludzi przy pracy (rybaków, farmerów, handlarzy wszystkim) itd. Miejscami było też bardziej turystycznie, odwiedziliśmy kilka wiosek na wyspach gdzie obrabia się kokosy, zbiera miód, uprawia owoce itd. Wysepki te wyglądają z rzeki jakby były niezamieszkane, ale sporo się tam dzieje. Przemili ludzie i zabawne dzieciaki wystarczą za atrakcję a przy okazji coś tam zobaczyliśmy (nowo nabyte umiejętności zamierzam wykorzystać do obierania kokosa i zostać bohaterem w swoim domu ) Z średnio fajnych rzeczy to niestety tutaj stosunek do zwierząt jest trochę inny niż przywykłem więc są też atrakcje z pytonami itd. Z resztą podobnie jest w całym Wietnamie. Ciężarówki wypchane po brzegi psami nikogo nie dziwią (może i słusznie bo to dla nich mięso takie samo jak każde inne) ale już populane w okolicach Hanoi kolacyjki z żywego węża mnie osobiście nie rajcują. Jedzenie w Wietnamie jest tak pyszne, że można sobie znaleźć tysiąc lepszych sposobów na wypełnienie żołądka. Nocami, jako że zatrzymywaliśmy się w większych miastach można było wyskoczyć na jakąś potańcówkę przy riverfroncie, piwko albo nocny targ. Jest tu mnóstwo świetnego jedzenia, jakiś chiński badziew i koszulki. Większych atrakcji się nie dopatrzyłem. Jest też dużo ludzi, którzy wieczorem spędzają czas na przesiadywaniu w parkach i nad rzeką. Co chwilę zaczapialy nas młodziaki które chciały podszlifować swój angielski. Zazwyczaj już po kilku minutach było jasne kto od kogo może się czegoś nauczyć Z moim perfekt angolem nie miałem wyboru i brałem na klatę jedynie małe dziewczynki (trochę dziwnie to zabrzmiało). Przy okazji nie raz się dowiedziałem, że mamy bardzo silną reprezentację w piłce nożnej. Podobno już za cztery lata Ba Lan będzie mistrzem świata. Oprócz uroczych ale nieco męczących pogaduszek niemal wszystkie miasta mają jeszcze jedną fajną (przynajmniej dla białasa) atrakcję, pływające targi. Ale o tym może innym razem. Pozdrawiam i wrzucam jako zajawkę misz masz czarno-biało-kolorowych fociek. Żadnego ładu ani pomysłu na to nie miałem więc walę jak leci.

    1.

    2.

    3.

    4.

    5.

    6.

    7.

    8.

    9.

    10.

    11.

    12.

    13.

    14.

    15.

    16.

    17.
    Ostatnio edytowane przez cz4rnuch ; 10-12-2014 o 01:08

  10. #10

    Domyślnie

    Zdjęcia super, fajna relacja, wielkie dzięki!
    Czekam na CD
    http://www.krupienko.pl/galeria/

Strona 3 z 5 PierwszyPierwszy 12345 OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •