Chodzi o kościół, wesele oraz wnętrza. W plenerze to już inna sprawa.
Nie jestem w tym ekspertem, ale właśnie zrobiłem kolejny ślub i sam nie wiem czy mogłem to lepiej.
Byłem niedawno na takim seminarium dla amatorów którzy chcą robić śluby, i tam facet instruktor, a sam wzięty fotograf (http://www.brianleephoto.com/weddings/) przekonywał że on nigdy nie używa lampy, i bardzo nas do tego samego namawiał. Nigdy żadnej lampy. Nawet we wnętrzach. Owszem, mówi, jest to ryzykowne, ale to jest jego styl. I jakoś ma wzięcie.
Ja zrobiłem ślub w ostatni weekend zaraz po tym seminarium, i jakoś nie miałem odwagi zrezygnować z lampy. Tak się bałem skopania ślubu że prawie wszystko zrobiłem z SB-900. Strach był silniejszy niż chęć eksperymentu.
No i co wyszło? No wyszło dobrze, jestem zadowolony, ale problem pozostał - lampa na zdjęciach jest i ją wyraźnie widać. Niby wszystko w TTL z poprawką na -1, ale i tak widać. To nie to samo co z naturalnym światłem.
Zrobiłem też parę zdjęć bez lampy i wyszło rewelacyjnie, sto razy lepiej niż z lampą - D700 na ISO 1600 jest fantastyczny. Jakość światła i sam nastrój na zdjęciach bez lampy są bez porównania lepsze niż z lampą. Niemniej w tych kluczowych sytuacjach gdzie musiałem mieć 100% pewności poprawności technicznej lampę znowu włączałem. Lepiej było mieć średnie zdjęcie ze 100% techniczną poprawnością, niż zdjęcia potencjalnie bardzo dobre, ale z ryzykiem skopania.
Ale teraz się biję z myślami. Może trzeba było zaryzykować? Dla nauki, dla przyszłości. Nie wiem.
Jak to robicie Wy, eksperci? Opinie?
Szukaj





Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami