<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>

<rss version="2.0" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">
	<channel>
		<title>Nikoniarze.pl - Blogi - Marta Baranowska</title>
		<link>https://forum.nikoniarze.pl/blogs/11444-Marta-Baranowska</link>
		<description>Forum fotograficzne. Tematyka to fotografia, sztuka fotografii, techniczne aspekty fotografii oraz sprzęt fotograficzny głównie marki Nikon. Porady, recenzje i testy sprzętu fotograficznego oraz galeria zdjęć.</description>
		<language>pl</language>
		<lastBuildDate>Sat, 06 Jun 2026 07:54:32 GMT</lastBuildDate>
		<generator>vBulletin</generator>
		<ttl>60</ttl>
		<image>
			<url>https://forum.nikoniarze.pl/images/tf_ideal_dark/gray/misc/rss.jpg</url>
			<title>Nikoniarze.pl - Blogi - Marta Baranowska</title>
			<link>https://forum.nikoniarze.pl/blogs/11444-Marta-Baranowska</link>
		</image>
		<item>
			<title>SAMOŚĆ</title>
			<link>https://forum.nikoniarze.pl/entries/1268-SAMO%C5%9A%C4%86</link>
			<pubDate>Fri, 14 Oct 2016 06:36:52 GMT</pubDate>
			<description>Dawno mnie tu nie było. U mnie temat jak zwykle niezmienny. Aż z tego wszystkiego zapomniałam jak dodać wpis. Zajęło mi to chwilę.  
 
Siedzę na...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">Dawno mnie tu nie było. U mnie temat jak zwykle niezmienny. Aż z tego wszystkiego zapomniałam jak dodać wpis. Zajęło mi to chwilę. <br />
<br />
Siedzę na łóżku, a w zasadzie to nie siedzę, a półleżę, z laptopem na kolanach i kieliszkiem w dłoni. No więc półleżę, piję wino, choć miałam nie pić i jem bagietkę, choć miałam nie jeść. I myślę sobie, że to jest, *****, strasznie smutne. Takie życie sam na sam ze sobą.<br />
<br />
Jestem chyba w naj****owszym momencie ever. Wiem już, czego nie chcę, ale jednocześnie nie za bardzo wiem, co jest dla mnie ważne. Wiem, że nie chcę plastra, związku na zakładkę, bycia z kimś tylko po to, żeby być. Bo to fajne jest &#8211; wracać do domu, w którym ktoś czeka, krząta się, wstawia wodę na herbatę albo pyta, jak minął dzień. Niby nic, ale uświadamiasz sobie, jak bardzo Ci tego brakuje dopiero w momencie, gdy zostajesz sam. I teraz masz dwie opcje do wyboru: albo kontemplować tę swoją samość (nie samotność, bo zbyt wielu bliskich ludzi jest obok mnie), albo wziąć i przygarnąć pierwszego lepszego Jasia, z którym będzie Ci się dobrze rozmawiać. Zaadoptować go, oswoić i tworzyć z nim coś na kształt domu. Bo tak jest raźniej. Łatwiej i przyjemniej. Been there. Done that. Więcej nie chcę.<br />
<br />
<br />
SAMOŚĆ*<br />
<br />
<br />
<br />
Tak więc wybieram samość. Wieczory z książką, muzyką, internetem i patrzeniem w sufit. Czasem ktoś przyjdzie, czasem ja wyjdę, ale generalnie zawsze wracam w to samo miejsce &#8211; miejsce ciszy. Miejsce pustki. Miejsce chaosu. Miejsce szczęścia. I wszystkich złych myśli. Moje miejsce. Im dłużej w nim jestem, tym bardziej uświadamiam sobie, że wolę być sama niż z kimkolwiek. I to jest z jednej strony dobre, oznacza progres z rozwojowego punktu widzenia, a z drugiej smutne, bo wiem, że być może już zawsze będę tylko ja.<br />
<br />
Me, myself and I.<br />
<br />
ZA-KOCHANIE<br />
<br />
Tymczasem przyszła jesień i człowiek czuje, że mógłby, a w zasadzie to chciałby się zakochać. Tylko widzicie, to już nie jest takie proste. Kiedyś wystarczyło, że spojrzał na Ciebie TAK, a potem wsadził Ci stokrotkę we włosy. Wiater wiał, kwiaty pachły, i żyli długo i szczęśliwie. Teraz, dziś, w wieku trzydziestu-kilku lat, kalkulujemy. Co robi w życiu, czym się interesuje, czy jest odpowiedzialny, czy byłby dobrym ojcem dla mojego potencjalnego dziecka?<br />
<br />
Załóżmy, że tak. Brawo, mamy kandydata na partnera! Tylko trochę, *****, gorzej, jak brakuje chemii, flow. Wzajemnego zrozumienia, czytania sobie w myślach, wybuchania głupkowatym śmiechem w tych samych momentach. Powiecie mi, że to najmniej ważne, kwestia dopracowania. ****a tam. To coś albo jest, albo tego nie ma. Naturalna więź, koneksja, czyste, szczeniackie zakochanie. Jak dla mnie, bez tego &#8222;porażenia prądem&#8221; nie ma związku. Nie ma w ogóle wstępu do niego.<br />
<br />
A wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze? Że człowiek po kilku nieudanych związkach, człowiek wybierający samość, staje się cyniczny. Sceptyczny. Sarkastyczny. Hasztag ironia. Słowem: przestaje wierzyć, że mógłby się znów tak czysto, niewinnie, szczerze zakochać.<br />
<br />
<br />
ŻYCIE<br />
Ot. Taki czas, że wolę patrzeć w ścianę niż w siebie.</blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Marta Baranowska</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">https://forum.nikoniarze.pl/entries/1268-SAMO%C5%9A%C4%86</guid>
		</item>
		<item>
			<title>boją się</title>
			<link>https://forum.nikoniarze.pl/entries/460-boj%C4%85-si%C4%99</link>
			<pubDate>Sat, 14 Dec 2013 17:32:30 GMT</pubDate>
			<description>Jako typ sangwiniczno-choleryczny z tendencją do marudzenia i czarów nad sensem życia, jestem sama lub jak to się dziś mówi: jestem (a może jestę)...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">Jako typ sangwiniczno-choleryczny z tendencją do marudzenia i czarów nad sensem życia, jestem sama lub jak to się dziś mówi: jestem (a może jestę) singlem/singielką/singlę(?). W każdym razie tak właśnie i jest i z uporem maniaka od lat się nie zmienia. Czy jestem sfrustrowana? Chyba nie, choć zdaję sobie sprawę z faktu, że potrafię być w tym temacie męcząca jak biegunka lub katar sienny. Piszę o tym głównie z tego względu, iż myślałam, że taki stan rzeczy denerwuje jedynie mnie. Jak się okazało cała moja rodzina jest w tym problemie umoczona, a przynajmniej żywo zainteresowana. Tadam, tadam, fanfary organowe, moja rodzina się martwi, że ja w wieku lat z dwójką na przedzie (faza wczesna, bo trójki jeszcze nie mam) wciąż pozostaję stanu wolnego bez męskiego majaku na horyzoncie. W każdym razie przeczytałam polecaną książkę i jedyne czego się dowiedziałam, to potwierdzenie durnych frazesów z podręcznika antropologii w stylu: mężczyźni to urodzeni myśliwi, kobiety reprezentują system zbieraczy&#8230;. Bla bla bla, nuda. Przepełniona polekturową goryczą poruszyłam temat osobistej samotności (znowu) podczas babskiego wieczoru, a zasadniczo ranka. Kto by się przejmował porą. W odpowiedzi na swoje jęki usłyszałam standardową odpowiedź koleżanek: &#8222;Bo jesteś inteligentna i onieśmielasz mężczyzn. Nie martw się, znajdziesz sobie faceta&#8230;&#8221;. I teraz kochani czytelnicy, ja się pytam: Gdzie się podział ten zdobywca, ten mityczny myśliwy? Mamuta się nie bał, tygrysa, żubra, bawoła się nie bał, a brunetki w okularach się obawia, jak diabeł święconej wody. Ja przecież wąsów nie mam, myję się często, mam ostatnio jedynie zarośnięte brwi, ale nie powinno mnie to dyskwalifikować! Bym chciała wiedzieć dlaczego ten mityczny zdobywca &#8211; mężczyzna, boi się osób takich jak ja? Nie gryzę, nie pluję jadem (dobra czasami), moje spojrzenie nie petryfikuje, a fryzura nie ma nic wspólnego z płazami. Więc w czym leży problem? Że dużo czytam? Że mam wiele zainteresowań? Że nawet, jak nie wiem to sobie wygugluję? No żyję w XXI wieku, to czemu mam sobie nie wyguglić i czemu mam nie wiedzieć? Bo może ja powinnam taki performans (modne słowo) wystawiać: &#8222;Jestem głupsza niż myślisz, chodźmy na kawę&#8221;. Może tutaj kryje się odpowiedź? Nie wiem, jestem w kropce. A potem nagle słyszę, że się mnie boją! Chłopy! Czy inteligencja, na którą całe życie ciężko pracowałam jest moim psem obronnym? Mam Dobermana przy nodze, bo sporo wiem? Bez kija nie podchodź, to tylko trzy dni w miesiącu, a potem kibitka do rany przyłóż, a oni się boją?! A czy ktokolwiek wziął pod uwagę, że może ja też się boję? Odrzucenia na ten przykład, albo bycia trzecią w parze? Nie, o tym nikt nie pomyśli, jak to się trzeba nagimnastykować, żeby wygrać czas antenowy z Assasin&#8217;s Creed, żeby zwrócić uwagę na siebie. Jak to się trzeba starać! Nie&#8230; bo oni się boją. Bać to się Boga powinni, a nie mnie. Sorry, ale tego nie kupuję! Pewne paradoksy są dla mnie wciąż niepojęte. Ja wciąż nie wiem &#8222;Dlaczego mężczyźni kochają zołzy?&#8221;, &#8222;Co on do diabła ma na myśli?&#8221;, ani dlaczego &#8222;Kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa&#8221;? Osobiście pochodzę z Ziemi i liczę na to, że poznam ziemianina, który zamiast myśleć za dużo pokocha taką ziemską zołzę, jak ja. I jakim cudem można się bać kobiety?! No jak???!!! Pozostaje mi tylko jedno, zostać łowcą.</blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Marta Baranowska</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">https://forum.nikoniarze.pl/entries/460-boj%C4%85-si%C4%99</guid>
		</item>
		<item>
			<title>zmiana zmienia</title>
			<link>https://forum.nikoniarze.pl/entries/452-zmiana-zmienia</link>
			<pubDate>Mon, 26 Aug 2013 19:32:09 GMT</pubDate>
			<description>Ludzie się zmieniają pod wpływem różnych czynników. Zmieniają się, gdy zmienia się ich otoczenie lub ich perspektywa patrzenia. Widzenie świata...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">Ludzie się zmieniają pod wpływem różnych czynników. Zmieniają się, gdy zmienia się ich otoczenie lub ich perspektywa patrzenia. Widzenie świata postrzegalne jest przez ludzi subiektywnie i zawsze jednostronnie. Perspektywa być może się zmienia, ale nie zmienia się kąt widzenia. Niektórzy widzą słabo i krótkowzrocznie, wręcz płytko. Niektórzy widzą więcej i głębiej. Ludzie się zmieniają także przez inne czynniki. Praca, stanowisko, pieniądze, trudne sytuacje, stres czy po prostu, bo chcą się zmienić. Ale zmiana nigdy nie powinna być skutkiem samym w sobie, bo wtedy zmiana nie powoduje zmiany samego siebie. Zmiana powinna być przyczynkiem zmiany też wnętrza, myśli, spostrzeżeń i odczuć. Zmiana powinna zmieniać. Nie dewaluować, ale rozwijać. Powinna prowadzić do czegoś więcej niż tylko do zmiany pozycji, ale także do zmiany postrzegania innych, ale nigdy z góry. A czasami tak czuję, że traktowani jesteśmy przez zmienionych z góry. To już nie zmieniony człowiek &#8211; tylko głupi.</blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Marta Baranowska</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">https://forum.nikoniarze.pl/entries/452-zmiana-zmienia</guid>
		</item>
		<item>
			<title>...</title>
			<link>https://forum.nikoniarze.pl/entries/438</link>
			<pubDate>Fri, 31 Aug 2012 14:40:40 GMT</pubDate>
			<description><![CDATA[Powtarzam sobie zawsze, gdy czuję, że jestem do dupy, gdy mam gorszy miesiąc: "Sztuka, która nie zdoła zapewnić swemu twórcy autentycznego istnienia...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">Powtarzam sobie zawsze, gdy czuję, że jestem do dupy, gdy mam gorszy miesiąc: &quot;Sztuka, która nie zdoła zapewnić swemu twórcy autentycznego istnienia w sferze duchowej, jest tylko nieustającym wstydem, upokarzającym świadectwem partactwa&quot;.</blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Marta Baranowska</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">https://forum.nikoniarze.pl/entries/438</guid>
		</item>
		<item>
			<title>Ukaz miłości</title>
			<link>https://forum.nikoniarze.pl/entries/437-Ukaz-mi%C5%82o%C5%9Bci</link>
			<pubDate>Thu, 12 Jul 2012 09:36:06 GMT</pubDate>
			<description>Na początku zawsze jest idealnie, gdyż znamy się za mało by prawić sobie wyrzuty, i szczerze prawić swoje racje. Cała znajomość polega na badaniu...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">Na początku zawsze jest idealnie, gdyż znamy się za mało by prawić sobie wyrzuty, i szczerze prawić swoje racje. Cała znajomość polega na badaniu granic- dokąd możemy się posunąć, aby nie naruszyć cierpliwości drugiej osoby. Im bardziej poznajemy swoją psychikę, tym bardziej brniemy w sprawy fizyczne. Bo jeżeli granice tkwią daleko, mamy dużo miejsca, a kiedy się zbliżają, uznajemy, że możemy je dobrowolnie przesuwać. Tak więc po dłuższej mowie ciała, która jak się okazuje nic nie wnosi lądujemy gdzieś w ciepłym łóżku, lub na miękkiej sofie. Zawiązani w supeł tracimy świadomość, dla kilku chwil, które jak się później okazuje nic nie znaczyły. Byłam pewna, że życie wypiękniało, że moje wewnętrzne szczęscie będzie trwało wiecznie. W jakże wielkim błędzie byłam/ jestem...  Pewnego dnia obudziłam się uświadamiając sobie, że fundamenty które powstały tak niedawno przegniły, gdyż nie były konserwowane i budowla się posypała. Chodzę struta, zamyślona, w piżamie, siorbiąc słabą kawę. Opieram się o zimną lodówkę, i myślę, że kiedyś była cieplejsza. Wśród gruzów dawnego gmachu szukam jeszcze nadziei, i resztek godności...  <br />
<br />
Bezskutecznie.</blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Marta Baranowska</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">https://forum.nikoniarze.pl/entries/437-Ukaz-mi%C5%82o%C5%9Bci</guid>
		</item>
		<item>
			<title>Gdzie jesteś gnido?</title>
			<link>https://forum.nikoniarze.pl/entries/436-Gdzie-jeste%C5%9B-gnido</link>
			<pubDate>Fri, 22 Jun 2012 10:39:32 GMT</pubDate>
			<description><![CDATA[Brak weny jest najgorszą możliwą karą dla kogoś, kto lubi pisać. To jak zabrać dziecku zabawkę, powiedzieć mężczyźnie, że amputowano mu &#8222;małego...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">Brak weny jest najgorszą możliwą karą dla kogoś, kto lubi pisać. To jak zabrać dziecku zabawkę, powiedzieć mężczyźnie, że amputowano mu &#8222;małego przyjaciela&#8221;, lub pozbawić ludzkość tlenu. Brak weny to kara za grzechy minionych dni i źle wykorzystanych okazji. Straciłam pazur, wypaliłam się. Nie chodzi o to, że mi się nie chce, bo chce mi się cholernie, ale nie mam pomysłu. Cierpię. Zjadłam już kiełbasę, nafutrowałam się magnezem, wypiłam cztery wiadra herbaty, a weny jak nie było tak nie ma. Próbowałam spać, stać na rękach, tańczyć, wychodziłam na balkon w piżamie i NIC. JEDNO WIELKIE NIC!!! Czyżbym się wypaliła? Rozumiem, że ostatnimi czasy miałam sporo do pisania, w zasadzie siedziałam i pisałam przez kilka dni non stop. Chodziłam spać o wschodzie słońca, bo jakoś inaczej nie dawałam rady. Nawet sprzątałam, co zdecydowanie mi się nie zdarza&#8230; Nie jestem w stanie napisać sensownego, uszczypliwego, sarkastycznego, inteligentnego i zabawnego tekstu. Totalne zero, dno, annus, koszmar itp&#8230; Mam nadzieję, że mi przejdzie. Może jestem zwyczajnie przemęczona, a proza życia przestała mnie bawić?<br />
<br />
Obiecuję sobie i Wam, że gdy wena mnie już łaskawie odwiedzi, to przywiążę cholerę do krzesła i nie wypuszczę tak długo, jak tylko się da. A teraz wracam nauki, mojego nowego, nocnego nałogu.</blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Marta Baranowska</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">https://forum.nikoniarze.pl/entries/436-Gdzie-jeste%C5%9B-gnido</guid>
		</item>
		<item>
			<title>Zarys</title>
			<link>https://forum.nikoniarze.pl/entries/434-Zarys</link>
			<pubDate>Sun, 18 Mar 2012 19:32:30 GMT</pubDate>
			<description>Wszystkie możliwe więzy łączące nas z rzeczami rozluźniają się i rozpływają pod wpływem cierpienia, ono może wyzwolić od wszystkiego, ale nie od...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">Wszystkie możliwe więzy łączące nas z rzeczami rozluźniają się i rozpływają pod wpływem cierpienia, ono może wyzwolić od wszystkiego, ale nie od obsesji na punkcie samego siebie i poczucia, że jest się nieodwołalnie jednostką. To samotność w całej swej istocie. Najpierw wydaje się nam, że idziemy w kierunku światła później zmęczeni marszem bez celu zaczynamy się osuwać, ziemia robi się z chwili na chwilę coraz mniej zwarta, nagle nie może nas utrzymać i otwiera się. Na próżno próbowaliśmy podążać ku celom skąpanym w słońcu- ciemności rozpościerają się w nas i między nami. Nawet najmniejsze światełko nie towarzyszy naszemu spadaniu i wzywa nas otchłań, a my podążamy. Powyżej zaś zostaje wszystko, czym chcielibyśmy być, wszystko to, co nie miało dość siły, by wznieść nas wyżej...</blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Marta Baranowska</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">https://forum.nikoniarze.pl/entries/434-Zarys</guid>
		</item>
		<item>
			<title>Inside a waste of cells</title>
			<link>https://forum.nikoniarze.pl/entries/433-Inside-a-waste-of-cells</link>
			<pubDate>Wed, 07 Mar 2012 21:11:25 GMT</pubDate>
			<description><![CDATA[&#8220;[I]A więc to jest wszystko &#8211; pomyślała zupełnie łagodnie, jak gdyby leżała w łóżku. &#8211; Muszę uspokoić się na chwilę, a potem bardzo powoli iść po tym...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">&#8220;[I]A więc to jest wszystko &#8211; pomyślała zupełnie łagodnie, jak gdyby leżała w łóżku. &#8211; Muszę uspokoić się na chwilę, a potem bardzo powoli iść po tym jasnym piasku bólu, do tamtej błękitnej, błękitnej fali. Jakaż błogość kryje się w tym błękicie. Nigdy nie wiedziałam, że błękit może być tak błękitny. Życie to takie zamieszanie. Teraz wiem wszystko.[/I]&#8221;<br />
<br />
trochę dawno mnie tu nie było. No dobra, nie tak znowu dawno.<br />
<br />
od czasu ostatniej notki zrobiłam dużo prań.<br />
<br />
naciągnęłam na nóżki po czym porwałam sporo rajstop.<br />
napisałam wiele słów, jeszcze więcej przeczytałam..<br />
po tym, co zrobiłam nie ma śladu.<br />
moje włosy po wielokroć były brudne w międzyczasie.<br />
wypiłam hektolitry wody mineralnej.<br />
a bose stopy uprawiają promienne staccato na przestrzeniach podłogowych i co rano tak samo marzną.<br />
w zasadzie wiele się nie zmieniło, poza stratą natchniuzy i inną stratą po której się całkowicie już otrząsnęłam. (No może nie do końca.)<br />
<br />
takie dni jak dziś.. nawet lubię.<br />
<br />
po wesołym wieczorze, nieogarnięte myśli. chwile, niepodzielnie od dwunastej w południe do końca moje. dni, kiedy czuję się dobrze. kiedy mam ochotę cały dzień relaksować się przy muzyce,zdjęciach...<br />
dobre proste śniadanie. kawa. brokuł. kubek i talerz w konie.<br />
<br />
wiem, roztkliwiam się dziś nad codziennościami.. dawno nie pisałam, może to dlatego tak mam..<br />
zaczynam od włączenia dobrego filmu. potem... myślę. zanurzam się. analizuję dzisiejsze sny. zatapiam. bo marzyć można... wszystko można. Nikt mi tego nie zabroni.<br />
lap odpalony. blog się pisze, pisze się też coś innego, w tle szumi przyjazne Diary of dreams... czeka mnie jeszcze trochę pracy nad sobą i poszukiwania... ale jest nadzieja że wszystko się dobrze skończy.. dobrze.<br />
<br />
<br />
mój czas.<br />
i jeszcze pragnę tylko, by tego ananasa co go pokroiłam dziś na kolację, podzielić na dwa talerze. maybe someday. na razie jeden musi mi wystarczyć.<br />
<br />
dobrej nocy.</blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Marta Baranowska</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">https://forum.nikoniarze.pl/entries/433-Inside-a-waste-of-cells</guid>
		</item>
		<item>
			<title>głu.pia</title>
			<link>https://forum.nikoniarze.pl/entries/432-g%C5%82u-pia</link>
			<pubDate>Sat, 14 Jan 2012 20:13:02 GMT</pubDate>
			<description>kobieta ma dobre serce albo jest zwyczajną głupią cipą. jak zwał, tak zwał, w 
każdym razie mężczyźnie smakuje i czerpie z niej pełnymi garściami....</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">kobieta ma dobre serce albo jest zwyczajną głupią cipą. jak zwał, tak zwał, w<br />
każdym razie mężczyźnie smakuje i czerpie z niej pełnymi garściami. dla niego<br />
kobieta sama wydłubuje z siebie co smakowitsze kąski, nawet wachluje go<br />
biodrami. pewnego dnia z serca zostają tylko niejadalne resztki. kobieta chce je<br />
zamienić na słowa, aby miłości starczyło na dłużej, jednak mężczyzna stanowczo<br />
odmawia: '*******isz bez sensu'. i wciąż istnieją nieskończenie, aż innego dnia,<br />
kiedyś, kobieta zrodzi małą grudkę ziemi i zwabi nią swoje tęsknoty<br />
niedoścignione. i one sfruną do niej, żeby się pożegnać.</blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Marta Baranowska</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">https://forum.nikoniarze.pl/entries/432-g%C5%82u-pia</guid>
		</item>
		<item>
			<title>spełnienia</title>
			<link>https://forum.nikoniarze.pl/entries/427-spe%C5%82nienia</link>
			<pubDate>Sat, 12 Nov 2011 09:15:00 GMT</pubDate>
			<description>tak to ze mną dziwnie jest, iż spełniając się w jednym miejscu, czuję się niespełniona w innym. 
 
okradam samą siebie z najlepszych lat,...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">tak to ze mną dziwnie jest, iż spełniając się w jednym miejscu, czuję się niespełniona w innym.<br />
<br />
okradam samą siebie z najlepszych lat, samodzielnie torpeduję najważniejszy cel.<br />
<br />
mieć ciastko i zjeść od razu to ciastko.<br />
<br />
nie zostawiam siebie na później. łapczywie łapię odkrytą chwilę i karmię się nią jak głodujący od tygodnia chomik.<br />
<br />
<br />
tak trudno po zbyt pochopnym skonsumowaniu chwili ulotnej wrócić do pracy, wrócić do rzeczywistości, wrócić do czegokolwiek.<br />
<br />
odliczasz czas wstecz, niedokończone pocałunki, historyjki bez pointy, liczysz zmarszczki i nie istniejące chwile, które miały przecież zaistnieć jak te w snach, zaplanowane zatargane na siłę do rzeczywistości, ale nigdy nie ujrzały innych świateł niż beztroskie senne mgły..<br />
<br />
takie tam.. kartofelki i rozprute małe szalone serduszko.<br />
<br />
<br />
teraz analiza. autodestrukcja trwa.<br />
<br />
w sensie absolutnie niedosłownym, niekrwawym bynajmniej..</blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Marta Baranowska</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">https://forum.nikoniarze.pl/entries/427-spe%C5%82nienia</guid>
		</item>
		<item>
			<title>my</title>
			<link>https://forum.nikoniarze.pl/entries/428-my</link>
			<pubDate>Fri, 11 Nov 2011 10:11:00 GMT</pubDate>
			<description><![CDATA["Ludzie sypiają ze sobą, nic ekscytującego. Zdjąć przed kimś ubrania i położyć się na kimś, pod kimś lub obok kogoś to żaden wyczyn, żadna przygoda....]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">&quot;Ludzie sypiają ze sobą, nic ekscytującego. Zdjąć przed kimś ubrania i położyć się na kimś, pod kimś lub obok kogoś to żaden wyczyn, żadna przygoda. Przygoda następuje później, jeśli zdejmiesz przed kimś skórę i mięśnie i ktoś zobaczy twój słaby punkt, żarzącą się w środku małą lampkę, latareczkę na wysokości splotu słonecznego, kryptonit, weźmie go w palce, ostrożnie, jak perłę, i zrobi z nim co...ś głupiego, włoży do ust, połknie, podrzuci do góry, zgubi. I potem, dużo później zostaniesz sam, z dziurą jak po kuli, i możesz wlać w tą dziurę dużo, bardzo dużo mnóstwo cudzych ciał, substancji i głosów, ale nie wypełnisz, nie zamkniesz, nie zabetonujesz, nie ma ****a.&quot;<br />
<br />
Jakub Żulczyk &quot;Ślepnąć od świateł&quot;</blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Marta Baranowska</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">https://forum.nikoniarze.pl/entries/428-my</guid>
		</item>
		<item>
			<title>9 kwietnia 2o11 Starcie</title>
			<link>https://forum.nikoniarze.pl/entries/426-9-kwietnia-2o11-Starcie</link>
			<pubDate>Mon, 31 Oct 2011 10:32:07 GMT</pubDate>
			<description>Wczorajszy dzień zaczął się wspaniale. Horoskop w METRZE obwieścił mi, że czeka mnie uroczy poranek i uda mi się załatwić wiele spraw. Słoneczko, co...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">Wczorajszy dzień zaczął się wspaniale. Horoskop w METRZE obwieścił mi, że czeka mnie uroczy poranek i uda mi się załatwić wiele spraw. Słoneczko, co prawda nie przyświecało, ale nie zaspałam do biblioteki, a ponadto gdy już wychodziłam, Kalina mi napisała, że kończy kawę, więc i ja na spokojnie wypiłam :). Byłam zadowolona, mimo iż nie wszystko poszło po mojej neurotycznej myśli. Oczywiście do czasu. Niestety, około 12.00 mój piękny dzień, podczas którego nic nie było mnie wstanie zdenerwować, został skażony niespodziewanym spotkaniem pewnej osobistości. Te trzy sekundy były niczym wyciek toksyn z reaktora, gdyż mój prywatny Dementor przegonił wciąż jeszcze wątłe, wiosenne słońce na rzecz skrzeczącej, zimnej świetlówki. Osobistość przemkneła obok mnie złoszcząc mnie upartym milczeniem. Niczym Buka, osoba owa sprawiła, że kwiatki w wazonie zwiędły, ściany pokryły się szronem, a ja i mój zmącony spokój musieliśmy szczelniej okryć się płaszczem. Tak, Dementor robi mi to specjalnie, próbując pokazać swą wyższość na średniawym szaraczkiem, którym w oczach stwora jestem. Bawi mnie to wszystko nieustannie, choć co jakiś czas (w okresie PMSu) odbija się czkawką i impotencją pogodnego nastroju. Tym żałobnym sflaczeniem przekreślam swoje życie towarzyskie, dusząc w sobie jedno proste zdanie: Nienawidzę Cię. A jednocześnie nie dajesz mi o sobie zapomnieć.<br />
<br />
A moje drugie ja radziło, żebym wyrzekła myśl prosto z mostu i oczyściła toksyczne, milczące zaczepki osoby. Ale nie, ja jestem ponad to, ukryta za dumą promenuję ze skwaszoną miną przez życie, usilnie całą winą obciążając niesprzyjające warunki atmosferyczne. Na niektórych nie warto tracić ani czasu, ani energii. Na rachityczną, bestię zatruwającą dobry nastrój tym bardziej. Być może kiedyś się tego nauczę?<br />
<br />
Próbując jakoś ratować ostatek pokładów dobrego nastroju, spakowałam sie na trening i wyszłam wcześniej z Panną Anną, aby się jeszcze przespacerować. Traf chciał, że słonko radośnie ogrzewało atmosferę, a ja czułam, że horoskop raz w życiu się nie mylił. Niestety wiało. Piździło w zasadzie. Klęcie pod nosem, niczym bosman nic nie dawało, a na dodatek zgubiłam gdzieś gumkę do włosów i moje rozwichrzone włosy, niczym Chopin po nieudanym koncercie przysłaniały mi kwietniowe popołudnie. By uchronić się przed kolejnym zapaleniem ucha, wbiłam czarne słuchawki w przewody słuchowe i modliłam się o bezpieczny przyjazd E. Gdy mijałam szare mury wileńskie, słuchałam akurat Amos Lee, było więc nastrojowo i złowieszczo. Idę ja sobie, prawie radośnie, lecz w pełni na ślepo, aż nagle nie wiadomo skąd wylatuje na mnie kawał folii bąbelkowej, by niczym kłoda rzucić mi się pod nogi. Suche liście tańczyły wokół moich odzianych w czarny nylon pęcin, a ja usilnie próbowałam ogarnąć tą apokaliptyczną sytuację. Aż tu nagle, wiatr zawiał z drugiej strony, brązowe artefakty zeszłego lata toczyły się po chodniku niby posłuszna mi armia, czułam się jak władca wiatru. Wiatr wykręcał moje włosy we wszystkie strony, cień jaki rzucałam przypominał mityczne przedstawienia Meduzy. Tak, moje spojrzenie w stronę Dementora było ostatecznym pocałunkiem śmierci, rozliczeniem z fiskusem, zadośćuczynieniem poniesionych strat. Bez zadęcia, nadęcia, pierdnięcia, emocji, kwasu, żałoby czy histerii narodziłam się na nowo i jestem ponad to.<br />
<br />
Małe zwycięstwo uczciłam bagietką z czosnkiem w drodze do stajni, uznając, że żaden Dementor nie będzie mi psuł wiosny w pakiecie z radosnym nastrojem. Za dużo jest na świecie Buk, wampirów emocjonalnych i szarych, zakapturzonych stworzeń by się nimi martwić. Jak to mówi Kaś: Bądź ponad to. I jestem, od dzisiaj jestem.</blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Marta Baranowska</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">https://forum.nikoniarze.pl/entries/426-9-kwietnia-2o11-Starcie</guid>
		</item>
		<item>
			<title>...</title>
			<link>https://forum.nikoniarze.pl/entries/425</link>
			<pubDate>Sun, 30 Oct 2011 20:11:39 GMT</pubDate>
			<description>Myślę, że nie ma czegoś takiego jak dobrzy i źli przyjaciele. 
Może są po prostu tylko przyjaciele, ludzie, którzy są przy mnie, kiedy mi coś dolega,...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">Myślę, że nie ma czegoś takiego jak dobrzy i źli przyjaciele.<br />
Może są po prostu tylko przyjaciele, ludzie, którzy są przy mnie, kiedy mi coś dolega, i pomagają mi, abym nie czuła się zbyt samotna.<br />
To ludzie, dla których warto przeżywać strach, mieć nadzieję... i żyć.<br />
Być może są to ludzie, za których warto umrzeć, kiedy trzeba.<br />
Nie ma dobrych przyjaciół.<br />
Nie ma złych przyjaciół.<br />
Są jedynie ludzie, których pragnę i z którymi chce być - ludzie, którzy mają swoje miejsca w moim sercu.</blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Marta Baranowska</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">https://forum.nikoniarze.pl/entries/425</guid>
		</item>
		<item>
			<title>Herbaciara</title>
			<link>https://forum.nikoniarze.pl/entries/415-Herbaciara</link>
			<pubDate>Fri, 25 Mar 2011 10:59:37 GMT</pubDate>
			<description>Zima powoli odpuszcza i wybiera się na swój topielczy urlop, dlatego w imieniu całej ludzkości, życzę jej długiego wypoczynku na drugiej półkuli....</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">Zima powoli odpuszcza i wybiera się na swój topielczy urlop, dlatego w imieniu całej ludzkości, życzę jej długiego wypoczynku na drugiej półkuli. Osobiście mam jej już trochę dosyć, bo okazała się być gościem pokroju niechcianej ciotki, która nieco się zasiedziała&#8230; Ale, aby nie poświęcać jej już zbyt wiele uwagi, by zreflektowała się, że czas spakować walizki i wyjechać bez pożegnania, przejdę do sedna swojej wypowiedzi.<br />
<br />
W zimowe wieczory, gdy kiepskie krążenie odbija mi się fioletowym zabarwieniem wszystkich 20 palców, lubię mobilizować swoje arterie kubkiem gorącej herbaty. Nie jestem żadnym koneserem, zwyczajnie: kubek i herbata. Nie pijam Sag, powiedzmy, że mierzę nieco wyżej i oczywiście wygodniej. Odkąd mój tato popsuł urocze siteczko, bezpowrotnie porzuciłam fusiaste dobra, na które wydawałam sumy dość bajońskie, na rzecz błyskawicznych, bezstylowych torebeczek z esencją owocową. Bez zbędnych ceregieli wstawiam wodę, biorę kubek z kopytniakiem, wrzucam z dużą niedbałością woreczek, zalewam wrzątkiem i tuptam do swoich spraw. Czasem, gdy się zagapię, lub zapominam, że nie mam czasu, wpatruję się w ruch pary unoszącej się nad kubkiem. Te kłębki pachnącego dymu, tańczące jakieś podwodne, ukwiałowe tango napawają mnie zawsze dziwnym rodzajem nostalgii. Delikatne, efemeryczne kształty, uszyte jakby z transparentnego jedwabiu rozpływają się, nim zdążę zastanowić się na sensem myślenia. Potem zwyczajnie podnoszę kubek, tak boleśnie bez polotu i ogrzewając obie dłonie sączę gorący napar. Dziennie potrafię wypić nawet 7 takich kubków (lub kubłów, jak kto woli). Nie przykładam do tego dużej wagi, herbata jak herbata. Czasem dodam trochę różanego miodu lub plaster limety. Najwyraźniej w piciu herbaty nie silę się na większą ekstrawagancję - z lenistwa, to więcej niż pewne.<br />
<br />
Czasami odwiedzam miejsca, gdzie herbatę parzą za mnie i dla mnie. Ku mej uciesze jest ona wtedy jakaś bardziej namaszczona i wytworna. Szczególnie upodobałam sobie wszelkiego rodzaju roibosy oraz przysmaki złożone z fragmentów egzotycznych owoców. Kiedyś pokusiłam się o białą herbatę-kwiat, ale nie miała smaku&#8230; Uwielbiam herbaty miętowe! Najlepszą w całym dotychczasowym życiu piłam w lubianym przeze mnie miejscu na Starówce, gdzie w naczynku wielkości małej literatki podano mi brązową maź z migdałami. Coś cudownego, ten zapach, ten smak, te migdały! Gdy próbowałam parzyć ją w domu, była już tylko zwyczajną miętą&#8230;<br />
<br />
Ostatnio mój kolega uraczył mnie czymś, co było&#8230; Wciąż nie wiem, ale pijąc to cudo bałam się o własne życie. Ze względu na fakt, iż piszę, możemy uznać, ze napar nie był śmiertelny w skutkach. Ziółka pochodziły z Nepalu i pachniały trochę jak eukaliptus. A wszystko przez to, że chciałam wypić magiczną herbatę. W tym przypadku było mówisz-masz. Okazuje się, że owy kolega ma tyle herbat ile ja par butów i darzy je wielkim uczuciem &#8211; to widać. Nepalskie ziółka zdecydowanie polecam.<br />
<br />
Nie znam się na herbacie. Piję ją raczej w sposób czysto mechaniczny, rzadko kontemplując jej właściwości. Moje kubki smakowe się buntują, a ja zwyczajnie nie mam na to czasu, poza tym herbaty z uczelnianych bufetów są ohydne i podawane w poliuretanie, co zupełnie niszczy ich smak, do tego cytryna wrzucana jest PRZED zaparzeniem samej herbaty...co w moim wypadku jest niedopuszczalne, i nie do przełknięcia. Dlatego postanowiłam zostać gejszą i zdać eksternistyczny egzamin z ceremonii herbaty, bo niestety na bycie koneserem nie mam czasu.<br />
<br />
Ciekawy weekend za mną, a stresujący tydzień przede mną. Muszę iść jutro do dziekanatu... w złej sprawie...<br />
Trzymajcie kciuki.</blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Marta Baranowska</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">https://forum.nikoniarze.pl/entries/415-Herbaciara</guid>
		</item>
		<item>
			<title>Syndrom Trzeciego Roku</title>
			<link>https://forum.nikoniarze.pl/entries/406-Syndrom-Trzeciego-Roku</link>
			<pubDate>Mon, 06 Dec 2010 12:08:11 GMT</pubDate>
			<description>Jestem bardzo poważną studentką, która w przerwach między Szujeckim i poważnymi pozycjami hippicznymi czytuje Twój Styl malując paznokcie na różowo....</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">Jestem bardzo poważną studentką, która w przerwach między Szujeckim i poważnymi pozycjami hippicznymi czytuje Twój Styl malując paznokcie na różowo. Mimo wrodzonego poczucia odpowiedzialności za globalne ocieplenie, staram się funkcjonować w miarę normalnie i rozwijać się na różnych polach. <br />
<br />
Człowiek jest takim zwierzątkiem, które wybitnie lubuje się w usprawiedliwianiu swoich wad. Tłumaczymy sobie wszystko: złość, zazdrość, niecierpliwość czy lenistwo. Ostatnio jestem niepoprawnie leniwa, nie mam ochoty wstać nawet z łóżka. Najchętniej leżałabym całe dnie oglądając sufit i rozmyślając o wszystkim. Ten stan zaczyna mnie męczyć. Czuję jak coś dziwnego zżera mnie od środka, zupełnie jak podmiot liryczny Stepów Akermańskich i Bajdarów. Nie mam siły płakać, nie mam ochoty się śmiać, nie chcę nawet oglądać ludzi. Zostałam okradziona z radości życia, duchowo okaleczona i porzucona w najgorszym możliwym momencie. Do tego dochodzi jeszcze to moje dziwne poczucie odpowiedzialności i obywatelskiego obowiązku, które trzyma mój moralny kręgosłup w ryzach. Ktoś zasznurował mi gorset zbyt ciasno i chyba byłam to ja sama. Nie lubię środy na uczelni, nie lubię samej myśli że środa jest każdego tygodnia. Nie znoszę kapania wody z kranu, nawet jesiennych liści. Mam pustkę w sercu i głowie. Nie mogę oglądać filmów, które kiedyś lubiłam, czytać książek, słuchać muzyki. Musze się zresetować i zacząć wszystko od nowa. Targa mną dziwna ambiwalencja. Z jednej strony moja życie zmienia się na lepsze i powinnam akceptować to co nadchodzi, z drugiej jednak nie uporałam się z przeszłością i ona zabija mnie od środka... <br />
Jeśli Syndrom Trzeciego Roku istnieje, to u mnie ożenił się z okresem rozpaczy i melancholii. Przepraszam, że tak smęcę, ale od dwóch miesięcy nie mam powodów do jakiejkolwiek radości. Zupełnie jakbym straciła część siebie. Na dodatek cały czas pluję sobie w brodę, że nie uporałam się z niektórymi sprawami szybciej. Może wtedy byłoby mi łatwiej. <br />
A tak, telefon ma czkawkę lub milczy jak grób, bibliografii nie ma, pomysłu na pomysł nie ma, polotu nie ma, nawet makijażu nie ma! Jest coś i chyba się przepoczwarza... Chyba.<br />
<br />
Chyba mam początki depresji o charakterze dwubiegunowym. Dziękuję życiowa sinusoido, że akurat teraz siedzisz pod kreską. Cholerna trygonometria!<br />
<br />
 Chciałabym przeprosić Shaddixxa, za to, że nieustannie mu smęcę, choć nie mam w zasadzie powodów. Chciałabym przeprosić moich rodziców, za to, że przez tyle lat musieli patrzeć, na to jak udaję, że jest dobrze, bo było mi wstyd przyznać się, że to nie prawda. Nawet moje zwierzęta chciałabym przeprosić za to, że jestem męcząca, dodając, że i vice versa</blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Marta Baranowska</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">https://forum.nikoniarze.pl/entries/406-Syndrom-Trzeciego-Roku</guid>
		</item>
	</channel>
</rss>
