PDA

Zobacz pełną wersję : Etyka w makrofotografii



slanting_eye
17-04-2009, 10:13
takie male pytanko mi sie po glowie telepie....
czy robimy makro niezywym robakom?

Kropla
17-04-2009, 10:39
mój głos na NIE :evil: robak to też .... robak..

Proac150
17-04-2009, 10:45
My - nie wiem, ja - nie robię

Kropla
17-04-2009, 11:10
My - nie wiem, ja - nie robię

to znaczy w szczegółach podzielam tą opinię My - nie wiem, ja - nie robię

slanting_eye
17-04-2009, 11:13
wczoraj sie wybralem i jedynie znalazlem martwa muche.zrobilem kilka fotek i cos mnie tknelo dlatego pytam.

everyman
17-04-2009, 18:43
Zależy co chcemy pokazać...
...mamy przedstawić martwego robaka, nie ma wyjścia - żywy raczej nie będzie udawał.
...jednak duża część przyjemności w makro polega na polowaniu i umiejętnym złapaniu bydlaka.
Z martwymi to tak jakby pójść na ryby z rybami już w wiadrze. ;)

arachiusz
17-04-2009, 19:52
sam zrobiłem kilka takich fot , ale to ze względu na ciekawość zdarzenia , i ja takie preferuje

http://www.iv.pl/images/t00ykr3g9qhacvm43v0.jpg

wigi
18-04-2009, 19:47
Można robić takie foty, ale myślę, że raczej dla wprawki (dla początkującego szczególnie) i raczej nie do pokazywania, albo dla dokumentacji ciekawych przypadków, jak pisze arachiusz

borregaard
21-04-2009, 19:58
Można robić takie foty, ale myślę, że raczej dla wprawki (dla początkującego szczególnie) i raczej nie do pokazywania, albo dla dokumentacji ciekawych przypadków, jak pisze arachiusz
Pełna zgoda..
Nie wiem czy sobie przypominacie ,ale jakiś czas temu ktoś pokazywał robala przybitego szpilą....nie mogę zlokalizować tego klienta...

Dark
22-04-2009, 09:10
Kwestia etyki w fotografii przyrodniczej ma zapewne znacznie szerszy zasięg i można byłoby zrobić tasiemcowy wątek na ten temat. Choćby nt. ingerencji fotografa w obserwowaną scenę.

Martwe okazy, przerabiane na "żywe", bardzo z rzadka fotografuję. Robię to tylko wtedy gdy nie mam dostępu do żywego okazu, a jest to jakaś szczególna rzadkość. Jest to ułamek promila zdjęć, które dotychczas zrobiłem. Również zdjęcia dokumentacyjne kolekcji... jak najbardziej. Czasem martwy okaz jest sam tematem zdjęcia, np. ciekawie uchwycona martwa mucha, owad porażony przez pasożyta itp.

BTW. Popatrzcie sobie na zdjęcia w wielu przewodnikach i książkach o owadach. Widać tam okazy siedzące na drzewach/liściach z charakterystycznie ustawionymi nogami na boki, czułkami zaczesanymi do tyłu... czasem nawet bez wystemplowanej szpilki :mrgreen: Podobno nawet Włodzimierz Puchalski fotografował czasem wypchane ptaki lub okazy przyczepione do drzewka... ale to już inne sytuacje.

markB
22-04-2009, 16:29
A co sądzicie o fotografowaniu robali "mrożonych"? Żeby ukrócić podejrzenia - jeszcze nigdy nie zamroziłem robaka. W zamierzchłych czasach jednak często słyszałem o tej "technice". Teraz jakoś rzadziej. Może podniósł się poziom etyki? A może mniejsza teraz potrzeba mrożenia, bo cyfra pozwala na bezkosztowe (niemal) robienie wielu ujęć?

wigi
22-04-2009, 19:31
markB, to może opisz "technikę" mrożenia owadów, bo nie mam pojęcia (i chyba większość forumowych makromaniaków) w jaki sposób to się robi, więc trudno na ten tenmat się wypowiadać.

everyman
22-04-2009, 20:10
Może nie dokładnie o mrożenie chodzi... Na pewno każdy z was wie, że w chłodne poranki owady są niej ruchliwe, ale nie wszystkim chce się wstawać tak wcześnie, więc dlaczego nie złapać "muchy" w słoiczek i nie wstawić na chwilę do lodówki? Potem wystarczy ją wyłożyć na przygotowaną scenę strzelić kilka kadrów, a owad kiedy tylko złapie ciepły podmuch wróci do swojej wcześniejszej formy. Powstała nawet kiedyś zabawka działająca na tej zasadzie: http://img35.echo.cx/img35/1381/samolocik8ci.jpg. Podobnym rozwiązaniem jest stosowanie lakieru do włosów (z umiarem) na motylach - osobiście nigdy tego nie robiłem.

Nikuś
22-04-2009, 22:14
everyman, ja bym się takiej "zabawki" nie zrobił.. a napewno nie poleciłbym w przyszłości swojemu dziecku takiej zabawy. Ten przykład pasuje do tego wątku. Inna sprawa, jesli zrobić małe buciki i przykleić do samoltu, a zamrożonym wcześniej mufom włożyć w nie(te buciki) nóżki. Po locie wszystkie wyjąć i puścić wolno :)

Następnie złapać zamrozić i przeznaczyć na przynęte :twisted:

.

Dark
23-04-2009, 08:12
Mrożenie, jeśli rozumiemy je niemal dosłownie, nie jest najlepszym sposobem. Osobiście wolę "schładzanie" :)

Tak, czasem stosuję tę technikę zwłaszcza przy fotografowaniu pszczół, szerszeni i wyjątkowo szybkich i nie zatrzymujących się w jednym miejscu bezkręgowców. Wsadzam takiego delikwenta na 15 minut do lodówki, w pobliże zamrażalnika i mam wtedy 30-90s na w miarę bezproblemowe fotografowanie.

Zamrażarka nie jest dobrym patentem. Wiele bezkręgowców doznaje szoku termicznego i nawet po kilkudziesięciu sekundach może już nie być do odratowania. Dlatego zamrażania nie polecam.


PS. Pewnym wariantem unieruchomienia owada jest proste podanie mu żarcia. Z pająkami i muchami spisuje się to całkiem nieźle.

markB
23-04-2009, 16:21
Dokładnie o to mi chodziło, o schładzanie (stąd "mrożone" w cudzysłowiu).

wigi
24-04-2009, 08:42
Dla mnie mrożenie, czy schładzanie to już nie jest fotografia przyrodnicza (raczej "kreatywna"), póki co fotografuję owady wyłącznie w środowisku naturalnym, nie łapię i nie przynoszę ich do domu :)
Ale rozumię potrzebę i takich działań ;)

arachiusz
24-04-2009, 21:39
by mieć ładne światełko trzeba być w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze , czyli jak dla mnie z rana , a wtedy jest zimniej .....no i nie trzeba lodówki ze sobą zabierać :)

everyman
25-06-2009, 15:26
...wracając do etyki.
Czy zdarzyło wam się uśmiercić owada podczas sesji? Właśnie robiłem pierwszą przymiarkę do skakuna, bo akurat na balkonie się zawieruszył. Przygotowałem mu w pokoju w szklanym naczyniu wyspę z kamienia (tak żeby nie uciekł podczas fotografowania). Pech chciał, że jak go wypuściłem to zadzwonił telefon - myślałem, że przez fosę nie zwieje. Po 10min spuściłem wzrok na podłogę i się załamałem - utopił się w między czasie i z sesji znowu nici... tzn scenerię wykorzystałem z biedronką, ale to już nie to.

everyman
26-06-2009, 22:36
...dlaczego już nigdy nie przyprowadzę robaka do domu. Czyli, czy tylko ja mam takiego pecha?
Gdy po południu wróciłem do domu, to przy drzwiach powitał mnie żuczek - w sam raz na luźny strzał przy wieczornym piwku, tym bardziej że nie wykazywał skłonności do szybkiego przemieszczania się. Rzuciłem na biurko kawałek brzózki; z zielonej reklamówki zrobiłem tło; postawiłem lampę z dyfuzorem i wyjąłem aparat. Skoczyłem do lodówki po browarka i wypuściłem malucha na scenę. Oddałem dosłownie trzy próbne strzały jak mnie raczył poinformować, że chce polatać. Super, wystartował jak błyskawica i za cel obrał sobie rozgrzaną lampę w rogu pokoju - taki mały a tyle smrodu, że musiałem pokój wietrzyć. Jest to drugi bydlak, którego zaciągnąłem do domu w przeciągu dwóch dni i drugi, który popełnił na moich oczach samobójstwo! Czy tylko ja tak mam? Stosujecie jakieś środki bezpieczeństwa, bo zaczynam bać się fotografować już nawet ludzi. ;)

pgi
27-06-2009, 00:04
może zmień avatar ;)

arachiusz
27-06-2009, 01:33
ja tam wole światełko z nieba i jak mam skakuna to na spacer gadzinę wyprowadzam dla zfocenia...

Dark
14-09-2009, 15:29
Troszkę odświeżę temat... ale zważywszy na to, że od lipca się nie logowałem...

Wiele owadów jest aktywne wieczorem i w nocy. Światło wzmacnia ich niepokój, powoduje wzmożony ruch. Trzeba niestety znać obiekt i jego możliwości, tak by kreatywnie go wykorzystać. Np. kózkowate (ale też wiele innych owadów), odruchowo pnie się do góry i próbuje startować. Tuż przed tym, chwilę przebierają nogami, kręcą głową i rozprostowują skrzydła. To jest właśnie ten moment aby nacisnąć spust migawki! Czasem kierują się na światło. Zabezpieczona żarówka lub okno wyznacza trasę, wzdłuż której obiekt będzie się mniej więcej przemieszczał i tam nastawiam GO. Raz na kilkanaście strzałów można trafić idealnie. I to jest dobry patent na takie modele. Poniżej przykład z Industar'a 50. Namiot bezcieniowy, obiekt startował z gałązki w kierunku lampki biurkowej za ścianą namiotu.


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img269.imageshack.us/img269/3762/dsc6313.jpg)

Z drugiej strony, są owady, które startują nieprzewidywalnie i tak szybko, że do dziś, mimo wielu prób, nie zrobiłem im jednego udanego zdjęcia. Tak mam z kruszczycami. Może w przyszłym roku...