Zobacz pełną wersję : Zdjęcia w studio nagraniowym
Próbowałem szukać. Nie wyszło. :razz:
Znajomy poprosił mnie o zrobienie jemu i jego zespołowi zdjęć podczas nagrania w studio (+ krótki filmik) i jako że nigdy nie robiłem fot w takich okolicznościach, chciałbym posłuchać rad osób które już z czymś takim miały do czynienia. Wiem że wszelacy dźwiękowcy mają alergię na dźwięk pracującego lustra, więc kiedy najprawdopodobniej będę mógł focić, jak się dogadywać z pracownikami studio itd. To że potrzebne będzie mi jakiekolwiek zewnętrzne źródło światła wiem.
Trochę pomieszałem więc ogólnie: Chodzi mi najbardziej o to jak powinienem się zachowywać podczas takich nagrań. Bowiem nie mam kompletnie pojęcia jak cały proces wygląda. :D
Przede wszystkim nie przeszkadzać :) Zwykle muzycy robią kilka(dziesiąt) przebitek, więc wystarczy wychwycić, kiedy jest to próba, a kiedy faktyczne nagranie. Co do świateł - spróbuj załatwić dwa, trzy halogeny na statywach, wtedy przynajmniej sabinką nie będziesz piszczał ;) A poważnie mówiąc - da radę, postaraj się podejść do tematu również reportersko, pokaż co dzieje się w reżyserce, przygotowania do sesji. Jeśli studio jest małe to nie da się uniknąć hałasu lustra i migawki, więc w grę wchodzi tylko focenie pomiędzy nagraniami.
Chodzi mi najbardziej o to jak powinienem się zachowywać podczas takich nagrań. Bowiem nie mam kompletnie pojęcia jak cały proces wygląda. :D
Jeśli w ogóle ktoś Cię wpuści podczas robienia nagrania do sali gdzie siedzą muzycy, znaczy, że debil. Obojętne co powie, idź do kogoś innego - bo z tym nie warto będzie gadać.
Po drugie - studio nagraniowe, to zwykły pokój (może nie zwykły, ale zwykły dla fotografa), poczynając od kilkunastometrowych kanciap, skończywszy na halach średniej wielkości. Na ogół wszystkie są wyciszane czymś na ścianach i sufitach, wiele ma zastawki (takie parawany), na ogół nie ma okien (choć zdarzają się i takie).
Teraz co do fotografowania: wbrew pozorom będziesz miał straszną ilość czasu. Obojętne czy nagranie jest stuprocentowe (wszyscy grają na raz), czy każdy nagrywa pojedynczo, spora częśc pracy to ustawianie poziomów, barw, mikrofonów do akustycznych inbstrumentów, ćwiczenia i wprawki muzyków, ustawianie odsłuchów, i ogólnie praca bez nagrywania.
Samo nagranie to zwieńczenie dnia, można powiedzieć...
Dlatego, jeśli tylko właściciel studia się zgodzi na wpuszczenie do środka profana (potrącenie mikrofonu za kilkadziesiąt tysięcy może się skończyć jego popsuciem) będziesz miał wystarczająco dużo czasu na obfotografowanie każdego muzyka w trakcie rozgrzewki, wprawek, ustawiania poziomów, i tak dalej... Na zdjęciu nie będzie widać, czy ktoś gra w tej chwili solówkę życia, czy ćwiczy gamy (może poza bębniarzem :)).
Uszy do góry. Ważne, żebyś miał lampę (lampy), bo na ogół marnie świecą w środku, choć i to nie jest zasada.
EDIT
pisałem to długo, więc myślałem, że jedyny odpowiadam. Jak już się napisałem, tonie będasować, ale właśnie to chciałem powiedzieć, co przedmówca.
Ciekawe sceny możesz trafić w czasie, gdy kapela w reżyserce odsłu****e nagrane kawałki - miny, dyskusje, gestykulacje...
Dzięki za wskazówki. Czasu wprawdzie będę miał dużo, bo maksymalnie dwa pełne dni, ale wolałem wiedzieć co mnie czeka. Lampę zabieram i miejmy nadzieję, że pozwolą mi ją gdzieś na statywie postawić. :)
W sumie mogłem się domyślić że właściwe nagranie to tylko tylko mała część, a reszta to próby. No cóż, miejmy nadzieję że zarówno ja, jak i kolega będziemy mieli powody do mruczenia. ;)
Jeśli w ogóle ktoś Cię wpuści podczas robienia nagrania do sali gdzie siedzą muzycy, znaczy, że debil. Obojętne co powie, idź do kogoś innego - bo z tym nie warto będzie gadać.
musze przyznac, ze dosc mocno rozbawiles mnie tym fragmentem ;)
rozwiniesz mysl ?
co do swiatel - nie wyobrazam sobie raczej ze uruchomisz w trakcie sesji oswietlenie studyjne, no chyba ze wepniesz sie przez jakies mega filtry - w studiu kazdy najmniejszy trzask / pik sie liczy, a akurat ladujace sie lampy studyjne potrafia dawac w d ...
pozatym za przedmowcami - wez to na spokoj, poobserwuj i pstrykaj, jesli ogarniasz w miare co sie w danym momencie dzieje (tzn kto co nagrywa) to staraj sie odpuszczac pstrykanie gdy ktos np zaczyna robic siedemnasta przebitke danego fragmentu - po co mu dodatkowo utrudniac to, co i tak nie jest latwe ;)
musze przyznac, ze dosc mocno rozbawiles mnie tym fragmentem ;)
rozwiniesz mysl ?
Rozwinę.
W dobrych studiach stoi dobry sprzęt, w kiepskich kiepski.
Na przykład bębny można nagłośnić kilkoma estradowymi Shurami za 200 złotych i wtedy właściciel studia wpuszcza do środka tylu fotografów, ilu przyprowadzą muzycy. A także tyle panienek, waletów, ciekawskich i dodatkowych osób, ile tylko się zmieści.
Można też nagłośnić bębny dwudziestoma mikrofonami, których nazw nawet nie znam, porozstawianymi w bliższej i dalszej odległości, o koszcie ogólnym 30 tysięcy i wzwyż. W takich studiach zostawia się też instrumenty akustyczne (na przykład żeby dęci nie musieli się stroić co chwilę), i jak powiedzmy gra bębniarz, obok stoją sobie na stojaczku Selmer czwórka z '69 za kilka tysięcy euro, a obok trąbeczka Prana Monette'a jeszcze droższa...
I w takich studiach, gdzie jest nie tylko drogie wyposażenie, ale i pojawiają się drogie instruimenty istnieje zasada, że podczas pracy studia (bo nie wiem jak podczas imprez) w sali są muzycy i obsługa, nikt więcej.
Jak komuś spadnie na pysk na podłogę seryjny Ibanez za 500 dolców, to winowajca dzwoni po taksówkę, żeby przywiozła z najbliższego sklepu następnego. Ale jak ktoś łażąc nieuważnie spuści Sennheisera Twina (jakieś 3.5 tys $) na saksofon Selmera (kolekcjonerskie ceny, więc może być i kosmos), i klapy mu przestaną kryć - to tu już zwykłe przepraszam nie pomoże. Tu już nawet sprzedaż samochodu winowajcy może nie pomóc, nie mówiąc o potrzebie zorganizowania zastępstwa.
Dlatego, a także dla wszystkiego innego w dobrych studiach nie wpuszcza się do sali nagraniowej kogo popadnie. Nie wiem jak w studiach osiedlowych, przyparafialnych, kuchennych i partyzanckich - ale w dobrych komercyjnych jest właśnie tak - żeby wyeliminować wszelkie możliwości strat, wypadków i przerw w pracy, z której studio żyje.
nie sposob przeciwstawic sie Twojej argumentacji - z jednej strony ...
ale z drugiej - jesli ktos pyta jak wyglada focenie w studio to raczej bedzie to jego pierwszy raz w tym temacie
a skoro pierwszy raz to i podejrzewam, ze nie bedzie focil w Izabelinie ...
OT: naglosnic bebny 20 mikrofonami ? :) jasne i tak bywa ... tylko ... po co ? :)
i ile to my mamy tych dobrych, komercyjnych studio w PL ? takich, ktore sa w stanie wyprodukowac cos na "swiatowym" poziomie ?
2 ? 3 ? :)
i gdzie sa ludzie, ktorzy sa to w stanie na takimz poziomie zrealizowac ?
i - co chyba najbardziej w PL boli - kto bylby cos takiego w stanie zagrac ? :)
nie dazmy do przerostu formy nad trescia ...
OT: naglosnic bebny 20 mikrofonami ? :) jasne i tak bywa ... tylko ... po co ? :)
Żeby je dobrze nagłośnić. Kiedyś nagrywało się całą płytę dwoma mikrofonami (chyba jedynka Zeppelinów), ale te czasy odeszły w siną dal.
Teraz do byle crasha czy rida trzeba dwóch mikrofonów (żeby nie dostać dźwięku jak jpg prosto z puszki, tylko jak 14 bitowy RAW), w zależności czy się gra po rancie, po środkach, czy po kopułkach. Że o hi-hacie nie wspomnę, gdzie trzeba ominąć dzwięki mechanizmu, a wydobyć dźwięk talerzy... Posłuchaj, co Erskine robi na tylko na hi-hacie - dla niego to pół orkiestry - tego się jednym mikrofonem nie obsłuży, choćby krew szła...
Jak ktoś chce na jednym posiadanym werblu obskoczyć dźwięk i Hakima i Chambersa, to musi nagrać dzwięk, z którego da się coś zrobić. Jednym mikrofonem za 200 złotych się tego nie obskoczy, choćby się realizator popierdział z wysiłku.
Czy da się zrobić nagranie bębnów jednym lub dwoma mikrofonem? Pewnie się da, tylko ludzie, którzy to potrafili już dawno nie żyją. I nie ma już takich muzyków. Dlatego coraz częściej w użyciu sa samplery, i tam już się w ogóle wszystko nagrywa piezoelektrycznymi mostkami, które dają tylko atak, a całą resztę obwiedni robi się w kompie. Dlatego już się czasem tego słuchać nie da...
i ile to my mamy tych dobrych, komercyjnych studio w PL ? takich, ktore sa w stanie wyprodukowac cos na "swiatowym" poziomie
Multum, w Krakowie na prawie co drugiej ulicy. Teraz to nie jest jakiś cymes... I nie mówię o jakimś wyimaginowanym światowym poziomie, tylko po prostu o dobrym, rzetelnym rzemiośle, na europejskim poziomie, którego nie ma się co wstydzić.
Pierwszy dzień z głowy. Okazało się że wczoraj chłopaki nagrali już piloty i niemal całą perkusję, dziś ją tylko dokończyli a reszta dnia to gitary rytmiczne, leady, solówki etc. Generalnie nie wiedziałem że wszystko jest tak pracochłonnym procesem. Jutro bas i wokal oraz dobór efektów (ale na tym ostatnim już mnie nie będzie bo w sumie potrzebny przy tym nie jestem :D).
Atmosfera bardzo kameralna. Wszystko odbywa się w piwnicy domu i obsługuje cały sprzęt jedna osoba. Ale dzięki temu miałem dosyć spore pole manewru. Perkusję niestety mogłem strzelać tylko zza szyby i po nagraniu poprosiłem go na 5 minut żeby powyżywał się jeszcze trochę, a ja zrobiłem szybką sesję. Jedynym oświetleniem, jakiego użyłem to Sabina z parasolką i nawet dało to radę, a i przy okazji nie czyniło to szkody dla innych urządzeń. Muzycy bardzo wyrozumiali - powiedzieli że absolutnie im nie wadzi błysk od czasu do czasu i odgłos lustra, i tak było w istocie z tego co zauważyłem. Nad gitarzystami mogłem się już znęcać do woli bo grali w reżyserce (tak się to nazywa? :D), a piece i mikrofony były za szybą. Ogólnie z powodu ogólnej ciasnoty i wszechobecnego burdelu, nie mogłem zrobić wszystkiego tak, jak bym tego chciał, ale i tak jestem bardzo zadowolony z paru zdjęć.
Bombel bardzo dobrze pisze, studio nagraniowe to raczej malo przyjazne miejsce dla fotografa :)
Ale skoro sesja sie juz udala, to moze pochwalisz sie jakimis wynikami?
Bombel bardzo dobrze pisze, studio nagraniowe to raczej malo przyjazne miejsce dla fotografa :)
Ale skoro sesja sie juz udala, to moze pochwalisz sie jakimis wynikami?
Wczoraj byłem za bardzo wykończony a dziś za parę minut jadę na dogrywkę (bas i wokal). Jak wrócę do domu i będę miał jeszcze siłę to się pochwalę. :)
Tak się tylko wtrącę do dyskusji.
Co do samego nagrania - w pełni się zgadzam, że wpuszczanie kogokolwiek dodatkowego to po prostu kolejne godziny dogrywek i poprawek....
Dwa lata temu jak mieliśmy nagrywki do pewnego projektu muzycznego to robiliśmy dwa podejścia. Jedno w Studio, a drugie w takiej dużej hali, bo potrzebowaliśmy naturalny pogłos.
Pierwsze podejście w hali - co chwilę przerywanie nagrania, bo ktoś tupnął, zaszeleścił, chrząknął, pstryknął itp. Czułość mikrofonów przeogromna, żeby jak najlepiej zebrać cały efekt z hali (oczywiscie można było go dorobić odpowienimi efektami, ale zależało im na naturalności)
Drugie podejśćie - studio. Ładne, przestronne i baaardzo wyczulone na wszystko dookoła. Pięknie wycisszone, ze przy wejściu przez 3 minuty miało się wrażenie, że się siedzi pod wodą, ale mimo to - wszystko było słychac jak ktoś coś dodatkowego zrobił poza śpewaniem.
Nie wyobrażam sobie tego, że teraz przychodzi fotograf i trzaska lustrem, szura buciorami po wykładzinie czy niedajboże się odezwie o poprosi o inne ustawienie ;)
Na próbach - OK, na nagraniu - e-e, bo może dostać przez przypadek po zębach(różnie ludzie reagują jak trzeba x razy powtarzać w kółko dany fragment przez kogoś innego ;) )
Tyle ode mnie. Chętnie zobaczę efekty pracy autora wątku ;)
Jeśli w ogóle ktoś Cię wpuści podczas robienia nagrania do sali gdzie siedzą muzycy, znaczy, że debil. Obojętne co powie, idź do kogoś innego - bo z tym nie warto będzie gadać.
Dobre, dobre :mrgreen:
Dlatego, a także dla wszystkiego innego w dobrych studiach nie wpuszcza się do sali nagraniowej kogo popadnie.
To jest jeszcze lepsze :mrgreen:
Wybacz bombel, ale pierdoły piszesz. Na dodatek takim autorytatywnym tonem.
Wybacz bombel, ale pierdoły piszesz. Na dodatek takim autorytatywnym tonem.
Rozumiem, że twoim zdaniem do dobrego studia wpuszcza się kogo popadnie.
Gratuluję. I ty mówisz, że to ja mówię pierdoły...
:shock:
Rozumiem, że twoim zdaniem do dobrego studia wpuszcza się kogo popadnie.
Gratuluję. I ty mówisz, że to ja mówię pierdoły...
:shock:
Nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Właściciel studia nagraniowego może do niego wpuścić kogo tylko chce, poza tym nazywanie kogoś debilem dlatego, że pozwolił na przebywanie dodatkowej osoby w pokoju nagrań to lekkie przegięcie.
Uważam, że nie powinieneś pisać w takim tonie chociażby dlatego, że każda sesja i każdy muzyk/realizator/akustyk/fotograf jest inny i to co napisałeś nie jest prawdą absolutną ;-)
Multum, w Krakowie na prawie co drugiej ulicy. Teraz to nie jest jakiś cymes...
Się ten świat zmienia... :) A macie tylu muzyków, żeby je wypełnić?
A tak na poważnie, to przesadzasz i to bardzo. Mam prawie po sąsiedzku jedno z najlepszych studiów (odmienia się?) nagraniowych w Polsce i nikt tam nie sra, że mikrofon za tyle a kabelek za tyle. Można spokojnie się umówić, wejść i zrobić materiał. Studio to (tak jak w fotografii) głównie ludzie którzy realizują nagrania a nie dolary za sprzęt. Swoją drogą nie raz już robiłem zdjęcia w studio Lutosławskiego podczas transmisji na żywo połączonej z nagraniem płyt - da się.
Studia nagraniowe przeżywają pobyt naje..ych w trzy dupy zespołów rockowych, przeżyją i fotografa.
Swoją drogą, gdyby wartość używanego sprzętu była wyznacznikiem tego, czy fotograf może tam wejść, to dobrze wyposażone studia fotograficzne świeciły by pustkami, bo przecież ktoś może przewrócić sinara z dobrym szkłem i przypiętym PhaseOne...
Nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Właściciel studia nagraniowego może do niego wpuścić kogo tylko chce
Nie wiem jak w studiach partyzanckich i nagrywających zespoły grające na grzebieniach. Może tam wchodzą wszyscy jak popadnie - nie wiem, nie byłem.
W studiach, gdzie pojawiają się dobre (tzn. drogie) instrumenty właściciel w trosce o własny tyłek (po prostu o to, żeby go ktoś nie oskarżył o uszkodzenie takiegoż drogiego instrumentu) wywali na zbity pysk każdego z obsługi - kto mu wpuści do studia obce osoby. Dodatkowo, w trosce o własny, kupiony za ciężkie pieniądze sprzęt - jeszcze szybciej wywali takiego na bruk.
Obsługant, jeśli o tym nie wie, albo tego nie rozumie - jest debilem.
PS
I jeszcze co do instrumentów: są dęciaki blaszane (np. słyną z tego waltornie), które tracą strój, jeśłi ktoś obcy - tzn. z innym aparatem - na nich pogra. Są dęciaki drewniane, którym klapy przestają kryć - to znaczy na których gra się dużo gorzej - jeśli ktoś z innymi łapami w nie podmucha. W studiach o tym wiedzą.
Można spokojnie się umówić, wejść i zrobić materiał.
I tu jest kwintesencja. Można wejść, jeśli się człowiek zapowie, umówi i pokaże, że jest poważny. Jak wszędzie (prawie).
Jak człowiek będzie chciał wejść z ulicy, z biegu, od razu, nie umówiwszy się i nie poczekawszy ma odpowiedni moment - sądzę, że jednak nie wejdzie. :)
Jestem zwolennikiem możności fotografowania wszędzie, gdzie się tylko da - wszelkie zakazy mnei denerwują do szczytu - ale rozumiem, że są miejsca, gdzei po prostu nie można (np. tam, gdzie kantylena fletu nei może być zakłócana sapaniem fotografa, lub co gorsza klapaniem lustra).
Co do naje*anych kapel - nie moja sprawa.
Koledzy - szkoda pary na licytowanie się w imieniu różnych realizatorów nagrań. Sam nieraz nagrywam w studio, czasem przy tym fotografuję. Różnie bywa z wymaganiami.
Skupmy się bardziej na poradach fotograficznych, o ile są jeszcze potrzebne.
Nie wiem jak w studiach partyzanckich i nagrywających zespoły grające na grzebieniach. Może tam wchodzą wszyscy jak popadnie - nie wiem, nie byłem.
W partyzanckich też nie byłem.
W studiach, gdzie pojawiają się dobre (tzn. drogie) instrumenty właściciel w trosce o własny tyłek (po prostu o to, żeby go ktoś nie oskarżył o uszkodzenie takiegoż drogiego instrumentu) wywali na zbity pysk każdego z obsługi - kto mu wpuści do studia obce osoby. Dodatkowo, w trosce o własny, kupiony za ciężkie pieniądze sprzęt - jeszcze szybciej wywali takiego na bruk.
Generalizujesz i staje się to niesmaczne. Właściciel może robić co mu się żywnie podoba, jednak nie będę o tym pisał ponownie. Polecam moją odpowiedź ciutkę wyżej.
Obsługant, jeśli o tym nie wie, albo tego nie rozumie - jest debilem.
j.w.
I jeszcze co do instrumentów: są dęciaki blaszane (np. słyną z tego waltornie), które tracą strój, jeśłi ktoś obcy - tzn. z innym aparatem - na nich pogra. Są dęciaki drewniane, którym klapy przestają kryć - to znaczy na których gra się dużo gorzej - jeśli ktoś z innymi łapami w nie podmucha. W studiach o tym wiedzą.
Odkrywcze to nie jest, poza tym nie rozumiem co to ma to tematu tego wątku albo do przebywania fotografującego w studio? Od aparatu fotograficznego waltornia się nie rozstroi. Nie wiem jaki wpływ na strój mają inne aparaty ;-)
Generalnie - KOMPLETNIE nic rozmowa o waltorniach i saksofonach nie wnosi do tej rozmowy. Niepotrzebnie zbaczasz z tematu.
I tu jest kwintesencja. Można wejść, jeśli się człowiek zapowie, umówi i pokaże, że jest poważny. Jak wszędzie (prawie).
OMG, dyrdymały... można wejść jak właściciel/realizator/zespół/inna odpowiednia osoba pozwala.
Jak człowiek będzie chciał wejść z ulicy, z biegu, od razu, nie umówiwszy się i nie poczekawszy ma odpowiedni moment - sądzę, że jednak nie wejdzie. :)
j.w.
Jestem zwolennikiem możności fotografowania wszędzie, gdzie się tylko da - wszelkie zakazy mnei denerwują do szczytu - ale rozumiem, że są miejsca, gdzei po prostu nie można (np. tam, gdzie kantylena fletu nei może być zakłócana sapaniem fotografa, lub co gorsza klapaniem lustra).
A zza szyby? Z reżyserki?
Co do naje*anych kapel - nie moja sprawa.
Nieważne, czyja - mogą więcej syfu narobić niż fotograf.
Tak poza konkursem. Często przebywasz w studio nagrań? W ilu różnych studiach byłeś?
Ekonet - biorę poważnie co powiedziałeś. Pozwól, że nie skomentuję poza jednym pytaniem:
Często przebywasz w studio nagrań? W ilu różnych studiach byłeś?
Nie. W żadnym.
O byciu w studiach nagraniowych Krakowa, Katowic, Warszawy, Wrocławia, Norymbergi, Luzerny, Como tylko czytałem.
Ekonet - biorę poważnie co powiedziałeś. Pozwól, że nie skomentuję poza jednym pytaniem:
Nie komentuj, nie ma sensu. Robi nam się z tego kółeczko -> wracamy w to samo miejsce zamiast rozmawiać jak ludzie...
O byciu w studiach nagraniowych Krakowa, Katowic, Warszawy, Wrocławia, Norymbergi, Luzerny, Como tylko czytałem.
Ech...
Panowie, nie ma sensu się kłócić. ;) Prawda jest taka że najwyraźniej bardzo dużo zależy od charakteru właściciela oraz popularności, renomy studia itd.
Robiłem zdjęcia w studiu, które dopiero się rozwija (choć z tego co zauważyłem stara się dać klientowi naprawdę dobrą jakość) i jest prowadzone przez jedną osobę, z którą z miejsca przeszliśmy na "ty". Dodatkowo sprawę ułatwił fakt, że dobrze znam gitarzystę, a resztę zespołu poznałem i polubiłem całkiem szybko. :mrgreen:
Tak więc chłopaki nie burzyli się gdy poprosiłem ich od czasu do czasu żeby stanęli bliżej/dalej/wyżej/niżej/głębiej/płyciej/etc., powiedzieli że nie jest dla nich problemem błysk flesza, a czasem bardzo chętnie wygłupiali się do obiektywu. ;)
Jednym słowem genialna atmosfera i wszyscy czuli się swobodnie, mimo że skupieni na swojej pracy.
Zdaję sobie sprawę z tego, że w przypadku zespołu, z którym nie mam koleżeńskich stosunków, albo w dużym studiu ze większą ekipą w sporo większym stresie, zapewne byłbym wszędzie traktowany jak intruz. ;)
Nie żałuję minionych dwóch dni. Najfajniejsze w tym wszystkim było to, że mogłem zobaczyć po raz pierwszy w życiu jak to wszystko wygląda od kuchni. :D
... i właśnie skończyłem obrabiać materiał z tej sesji. ;)
http://piotrnosek.pl/portfolio/index.php?page=galeria&gallid=18 - no i oto efekty. ;)
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.