Zobacz pełną wersję : D300 - kłopoty z LCD
Witam,
Napotkałem problem w trakcie użytkowania mojego D300.
Podczas studyjnej sesji portretowej w aparacie nagle przestał działać główny ekran LCD.
W jednym momencie - przy próbie wyświetlenia menu - ekran mrugnął i już nigdy więcej się nie odezwał. Nie działa ani wyświetlanie zdjęć, ani menu, ani panel "Info".
Poza tym aparat działa, zdjęcia wykonuje poprawnie, wszystkie przełączniki na obudowie działają, zrzuca na kartę.
Można również zaobserwować, że tryb podglądu zdjęć również działa (bez wyśweitlania na LCD) - sugeruje to mrugająca dioda od CF przy przewijaniu zdjęć w tym trybie.
Czy ktoś spotkał się z podobnym problemem w tym modelu?
Chciałbym wykluczyć wszystkie inne możliwości, zanim wyślę body do serwisu (jest na gwarancji) i skarzę się na oczekiwanie na jego powrót...
U mnie kiedys jakies 3 dni po zakupie body miało jakiegos lekkiego focha i faktycznie przez kilka minut (moze z 5) nie działał wyswietlacz. Juz ciśnienie wzrosło a na czole perlił się pot bo aparat nówka, 4 dni do wyjazdu i takie suprice. ale dosłownie po kilku chwilach wszystko wróciło do normy mimo że poprzednio nie reagował na kilkukrotne wciśnięcie przycisku podgladu. Do dziś nie wiem co to było, pewno chciał zaznaczyc ze ma swój charakter. W każdym razie zdarzyło sie to raz i po chwili samo przeszło. Do chwili obecnej zrobione 1960 zdjeć i bez problemu działa dalej ;)
Nie wiem co poradzic, może temu ustrojstwu jakis kabelek sie odlutował ?? O ile nie wraca do normy chyba zostaje niestety serwis.
Cóż, jeśli w D300 odlutowują się kabelki.... to jest już dramat.
Ja rozumiem, że to tylko martwa elektronika i wszystko się może zdarzyć - ale żeby tak w okresie gwarancyjnym?
Zastanawiam się, co jescze może się odlutować/odpaść/popsuć, gdybym z aparatem wybiegł w nieco trudniejsze warunki niż cieplutkie i doświetlone studio.
Anyway - nie pozostaje nic innego jak czekać, czy tym razem serwis nikona się spisze, czy - jak to miało miejsce wiele razy (o czym poczytać można na forum)- zostaję bez podstawowego aparatu na długie tygodnie.
To zawsze troche loteria, troche jak z samochodami czy kazdym innym sprzętem. Jeden odbierze sprzet i w życiu nie zobaczy serwisu, drugi tylko wyjdzie za bramę sklepu i cos się popsuje.
Na pewno w tym sporo racji.
Niemniej - ja to widzę ciut inaczej:
To tak jak z samochodami:
Jeden kupuje (nie umniejszając nikomu - stereotyp) - fiata, drugi kupuje mercedesa.
Ten, kto kupił fiata liczy się z ewentualnością awarii znacznie bardziej, niż kupujący mercedesa.
Ma to zresztą najczęściej odzwierciedlenie w cenie...
W przypadku D300 - bardziej skłaniałbym się w kierunku zakupu mercedesa.
Jako, że jeździłem długo fiatem (i serwis odwiedziałęm dość często), teraz jeźdzę mercedesem - każde odwiedziny w serwisie (chociaż nie tak częste) są traktowane przeze mnie znacznie bardziej denerwująco niż przy fiacie.
Gdyby popsuł się sprzęt z niższej półki niż D300 (który odpowiednio sobie kosztuje) pewnie ból (i zdenerwowanie) przy serwisie również byłby mniejszy.
Cóż, nikt (nic) nie jest doskonały/e.
Co fakt to fakt, zgrabnie to Kolega ujął ;)
Nie chcąc otwierać nowego wątku - napiszę tutaj.
Czy spotkaliście sie z zakłóceniami lini telefonicznej w serwisie nikona? Ilekroć tam zadzwonię, tylekroć słyszę jakby modem kablowy po drugiej stronie.
I nie, nie dzwonię na faks :)
Słychać, że ktoś się odzywa, ale zupełnie nie wiadomo co mówi... dramat.
A uczucie jest takie, jakby mój D300 wpadł do czarnej dziury.
I nie, to nie jest fajne uczucie.
Rozmowy telefoniczne z serwisem to moznaby napisac opasłe tomisko, Generalnie albo nikt nie odbiera, albo zajęte, albo nikt nie odbiera albo jak odbiorą to mówia że jeszcze nic nie wiadomo i proszę zadzwonic póxniej. I tak w kolo Macieju przez około 3 tygodnie , potem jak zdiagnozują problem to też zazwyczaj trwa chociaż byc moze jak się ich nęka telefonami działają trochę szybciej.
No i cóż.
Z przykrością znowu trzeba zauważyć, że się nie spieszą specjalnie w serwisie...
Dziś mamy 20-sty, sprzęt trafił do nich 8-ego.
A dziś Pani przez telefon poinformowała mnie, że "aparat trafił dziś do techników". Co prawda nie umiała wytłumaczyć co to tak konkretniej oznacza.
Ja to odczytuję w taki sposób, że do dziś leżał na półce w magazynie, czy gdzieś.
Moje szkło leży tam tydzień. Po zalogowaniu się na stronie Nikona, status naprawy ciągle pozostaje bez zmian - oczkuje na kosztorys:evil:. Trochę mnie to rozbawiło, że na przygotowanie kosztorysu serwis potrzebuje nawet 3 tygodnie, ale potem ewentualna naprawa to kwestia najdalej tygodnia:-? - przynajmniej wg. sympatycznego Pana z serwisu.
Zasanawiam się w związku z tym... czy oni mają tam aż tak dużo pracy, że się nie wyrabiają? Jeśli tak... to tym bardziej przygnębiające.
Już chyba wolałbym, żeby ich opieszałość wynikała nie wiem, z lenistwa, braku dobrych chęci, czegokolwiek innego niż zawalenia robotą (czyli popsutego sprzętu Nikona).
Swoją drogą ciekawe ile z tego sprzętu u nich jest jeszcze na gwarancji, a ile już po. Może ktoś ma tego typu statystyki?
Moje szkło leży tam tydzień. Po zalogowaniu się na stronie Nikona, status naprawy ciągle pozostaje bez zmian - oczkuje na kosztorys:evil:. Trochę mnie to rozbawiło, że na przygotowanie kosztorysu serwis potrzebuje nawet 3 tygodnie, ale potem ewentualna naprawa to kwestia najdalej tygodnia:-? - przynajmniej wg. sympatycznego Pana z serwisu.
oni poprostu nieprzepracowujac sie zarabiaja dobre pieniadze:twisted::evil:
Dziś w rozmowie telefonicznej z serwisem dowiedziałem się, że aparat jest już naprawiony.
Niestety Pan nie potrafił określić co zostało naprawione i w jaki sposób...
Obiecano wysyłkę jeszcze dziś.
Czy zdążą przed weekendem? Zobaczymy.
Jeśli zdążą - pomimo IMO przydługiego czasu - "operacja serwis" może został uznana w kategorii dostatecznej/dobrą.
Oczywiście - aparatu nie wysłali.
Pani "nie wie dlaczego tak się stało", ale aparat zostanie wysłany dopiero dzisiaj, przyjdzie (może) w poniedziałek.
Fajnie? Fajnie.
Tylko z czym ja pójdę w niedzielę na chrzest. Pożyczone puszki rządzą. Ehh.
paparazzo
25-08-2008, 18:08
jak ja mialam swoja puche w serwisie (jakies 5 tyg) to nawet dodzwonic sie nie moglam - po 2 tyg dzwonilam jakos 3 razy w ciagu dnia na kilka nr - nikt nawetnie odebral - dopoki nie poprosilam kumpla ze stolicy by zajrzal tam osobiscie - cale szczescie po jego wizycie aparat na drugi dzien byl w domu
Czyli sytuacja jak w kalejdoskopie... się powtarza. W moim przypadku było zupełnie podobnie - również kilkukrotne telefony w ciągu dnia, na różne numery...
Suma sumarum - aparat jest już u mnie. Co najistotniejsze - naprawiony!
Mam nadzieję, że nie prędko będę zmuszony do korzystania z "usług" serwisowych Nikona.
Może rzeczywiście na drugi raz warto rozważyć wysłanie aparatu za zachodnią granicę...
Z całej jednak tej sytuacji jedna rzecz jest in plus: niedzielny chrzest zrobiłem Canonem 40D, głównie z 17-40/4L :) I - pomimo najszczerszych chęci polubienia go - cieszę się, że mam czysetkę spowrotem... :) Czterdziestka zdjęcia może i robi dobre - ale do obsługi tego drania potrzeba by się przyzwyczajać naprawdę długo...
Rozmowy telefoniczne z serwisem to moznaby napisac opasłe tomisko, Generalnie albo nikt nie odbiera, albo zajęte, albo nikt nie odbiera albo jak odbiorą to mówia że jeszcze nic nie wiadomo i proszę zadzwonic póxniej. I tak w kolo Macieju przez około 3 tygodnie , potem jak zdiagnozują problem to też zazwyczaj trwa chociaż byc moze jak się ich nęka telefonami działają trochę szybciej.
Czytając o waszych problemach (współczuje), ciesze się, że kupiłem D80 taniej a bez gwaracji i nic się nie zepsuło (odpukać) mam nadzieje, że tak będzie z kolejna puchą (kombinuje d300), ktore też chyba kupie z niepolskiej dystrybucji czyli bez gwaracji... Ale o kant d... taka gwarancje. Pozdrowienia dla wszystkich usidlonych przez NSP
Cóż. Pomimo, że to długo trwało - ostatecznie naprawili, za darmo.
A co, gdybym miał z usa tego nikona? Musiałbym płacić... a popsuć mógłby się równie dobrze.
A czasami jest tak, że nikt oprócz NSP nie pomoże przy danej usterce.
Od chwili, kiedy czysetka wróciła z serwisu - przestrzeliłem z 1000 klatek i jest wszystko w porządku. (oprócz paprochów, które zostawili mi pod osłoną LCD - taka szklana GSS - eh!)
No grunt że aparat masz już u siebie i śmiga ;)
Co do samej awartyjnosci bez przesady - ja w sumie w serwisie byłem 3 razy z czego 2 z moimi puszkami co jak na jakies 9 latek fotografii złym wynikiem chyba nie jest ;)
Pierwszy raz z moim N 80 (amerykański odpowiednik F) jak mu po kilku latach wylamał się zatrzask tylnej ścianki. O ile pamiętam w serwisie wtedy był koło miesiaca, wymiana tylnej ścianki i o ile pomnę coś około 300 złociszy mniej w portfelu. Tak na marginesie była to jedyna awaria puszki samej z siebie.
Kolejna wizyta była z moim zasłuzonym d 70 s kieduy po jakims roku użytkowania nieszczęśliwie spadł z kilkudziesieciu centymetrów. Aparat chodził, natomiast po upadku się wykastrował i nie działał ze szkłami bez silnika. Serwis zanim zajrzał tradycyjnie 3 tygodnie potem chyba jeszcze z półtora. Wymiana ciegła i mechanizmu af o ile pomne, coś w granicach 500 złociszy. Moja wina więc pretensji do firmy nie mam, natomiast serwis to slimaki. Nie wspomnę że było to przed pokazami lotniczymi okoo 3 tygodnie i te cholery mimo nękania telefonicznego i osobistego nie zdążyły z naprawa przed.
Natomiast ostatnia wizyta to z colpixem mojej mamy, kiedy to po upadku przestał dziaalć wyswietlacz. Tu akurat byłem w szoku, bo zawiozłem i chyba po 1,5 tygodnia oddzwonili że naprawili i do odbioru. Pamiętam ze wkurzony byłem, bo oddałem takie pstrykadełko i zaraz zrobili a mój wtedy dalej lezal w tym serwisie i leżał.
Generalnie niestety te 3 tygodnie zanim raczą zerknąć to u nich wartość CONSTANS.
decemberx
30-08-2008, 00:29
A chociaż odpowiedzieli co było przyczyną awarii?
Właśnie - nie.
Po tym, jak odebrałem aparat od kuriera spodziewałem się, że w paczce znajdę jakiekolwiek zdanie wyjaśnienia, przyczynę usterki, sposób naprawy.
Nic takiego nie znalazłem.
Zadzwoniłem do serwisu, gdyś sam byłem ciekawy co się stało i na czym polegała naprawa. Niestety nikt nie był w stanie udzielić mi takiej informacji...
Szkoda.
decemberx
31-08-2008, 19:55
Pytam, bo w wielu urządzeniach tak jest (szczerze mówiąc nigdy nie podłączałem aparatu do telewizora), że podłączając do niego wtyczkę, wygasa monitor w aparacie dając (przełączając) sygnał tylko na odbiornik zewnętrzny. Być może przycięło się coś w tym kierunku i wystarczyło np. wsadzić i wyjąć "dżeka" od telewizora. Gdybam tylko ale tak mogło być.
Niemożliwe. Nie podłączałem aparatu do telewizora...
W zasadzie, to nie mam telewizora :)
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.