Zobacz pełną wersję : Co zrobić, żeby moje zdjęcia były lepsze?
Mam ostatnio swoistego fotograficznego doła - nie potrafię zrobić zdjęcia, z którego byłbym naprawdę zadowolony! Kilka lat temu, kiedy fociłem sobie swoim F-601 + 50/1.8 większość zdjęć wychodziła mi dobrze, czasem nawet bardzo dobrze. Potem miałem przerwę, ponad 2 lata. I teraz, po kupnie nowego sprzętu (tym razem cyfra) - czuje, że straciłem to "coś", co sprawiało, że moje zdjęcia były - dla mnie i moich przyjaciół, nie obiektywnie rzecz biorąc - niezłe. Nie jest to koniec świata, nie robię zdjęć zawodowo, ale lubię to. Byliście w podobnej sytuacji?
zależy co robisz ... ja zazwyczaj układam sobie zdjęcie w głowie, co chcę mieć, jaki kadr itp. dopiero potem przykładam wizjer do oka i odpowiednie nastawy body ale to działa jak masz czas by się zastanawiać np. w reportażu tego komfortu zazwyczaj nie ma, tu dobrą cechą jest przewidywanie sytuacji :)
co zrobic?
dużo czytac i jeszcze wiecej praktykowac... :)
Byliście w podobnej sytuacji?
Byliśmy. Pomogła zmiana sposobu myślenia i zmiana przyzwyczajeń.
Oczywiście wszystko co było do tej pory ważne a propos kompozycji, kadru, podziałów, rytmów, zasady działania GO, itp - pozostaje w mocy, ale zmienia się sam warsztat.
Kadr był niezależny od sprzętu, ale ekspozycja tak. Rytmy i podziały niezależne od sprzętu, GO jaknajbardziej.
Teraz po prostu masz szersze możliwości oddziaływania na efekt finalny - to oczywiście plus, ale jest też minus - musisz poznać nowy warsztat. A jeśli jest dla Ciebie bardzo nowy - to musi trwać.
Ot i wszystko.
generalnie cyfra zabija kreatywnosc czasami.
generalnie cyfra zabija kreatywnosc czasami.
Niestety, ale chyba muszę się zgodzić :(. Łapię się na tym, że czasami po prostu zamiast pomyśleć chwilę, po prostu walę serią - w końcu nic mnie to nie kosztuje. Kiedy parę lat temu, trzeba było sobie samemu w łazience nawinąć rolkę filmu, a potem wyjść w plener z 80 klatkami max, potem wywołać, to każde zdjęcie było bardziej wypieszczone. Ale może jak napisał bombel, potrzeba więcej czasu.
generalnie cyfra zabija kreatywnosc czasami.
Tak, ale wyłącznie w produkcji telewizyjnej, produkcji muzyki i produkcji sprzętu gospodarstwa domowego.
W fotografii nie ma takiej zależności (aczkolwiek jak komuś nie wychodzi ze zdjęciami, każda wymówka się sprawdza).
Ja mam swoją teorię per analogia do nauki jezyków obcych. W tej ostatniej osiąga sie pewne poziomy, które trudno przeskoczyć i wymaga to czasu. Przykładowo - opanowałem dobrze słownictwo i reguły gramatyczne, ale cos mnie blokuje przed płynnym mówieniem.
W pewnym jednak momencie (o ile oczywiscie nie poddamy sie w wysiłkach) cos pęka i od tego momentu wznosimy sie szybko na wyższy poziom.
Mysle, ze z fotografia jest podobnie. Dodatkowo zachodzi tu równiez efekt "krzywej doświadczenia". Swiadomy pstrykacz, zaczyna z czasem coraz bardziej krytyczni podchodzic do swoich dziel. To co jeszcze wczoraj wydawało mu sie bardzo dobre, teraz wygląda ledwie znośnie...Poprzeczka idzie w góre i to jest pożądany element rozwoju.
Kwestia warsztatu (analog, cyfra) jest moim zdaniem wtórna. Pierwszorzędna jest wrażliwośc.
hedgehog
23-06-2008, 11:27
Moim zdaniem strasznie pomaga znalezienie kogoś, kto otworzy ci głowę i pokaże, że można lepiej; kogoś, kto wyciągnie twój talent na wierz lub też go obudzi. Takiego Mistrza. Brzmi może śmiesznie, ale tak działało to wszystko w moim przypadku... Poznałem kogoś, kto mnie artystycznie obudził, otrząsnął i od tego czasu czuję się zadowolony ze swojej pracy.
Kwestia warsztatu (analog, cyfra) jest moim zdaniem wtórna. Pierwszorzędna jest wrażliwośc.
Z tym że gość pisze, że nie jest początkujący, tylko ma problemy po przesiadce na cyfrę. Czyli wrażliwości mu nie ubyło nagle po zmianie aparatu, a samozadowolenie i oceny przyjaciół spadły.
No chyba, że jak pisze po dwuletniej przerwie całkiem wypadł z rytmu i zrobił się z niego kompletny laik. W co nie bardzo wierzę... Myślę, że po postru nie umie dać sobie radę w nowym środowisku, z którego nie wychodzą mu już przepiękne widoki Velviowe, tylko suche i mało ciekawe 'prosto-z-puszkowe' obrazki.
Po prostu jeszcze nie do końca godzi się z tym, że zrobienie zdjęcia na cyfrze, to dopiero pierwsza częśc paracy za nim.
Sztolcman
23-06-2008, 13:22
A może to kwestia plastyki zdjęcia? Pełna analogowa klatka filmu 35mm i jasna stałka dawały małą głębię ostrości. Nie wiem jakich obiektywów teraz używasz, ale jeśli jakiegoś ciemnego kita to możliwe, że tu leży problem.
Ech, no powodów może byc wiele, począwszy od wypalenia artystycznego, skonczywszy na trwałej depresjii...;-)
Natomiast co do tego przejscia z analogu na cyfrę, to nie uważam zeby brak doswiadczenia w obrobce cyfrowej mogł jakoś szczególnie zdołować dobrego fofografa.
Kiedy masz nosny temat, poprawnie skomponowany kadr i właściwie dobrana ekspozycją, to nawet przy minimalnym doświadczeniu i fotografowaniu w jpg-ach, dostaniesz dobre a nawet i bardzo dobre zdjecie.
Czyli - bombel - jak widzisz sklaniam sie do stwierdzenia, ze fotki jak szprotki, powinny byc prosto z puszki :-D
shaddixx
23-06-2008, 14:20
mysle ze to zmęczenie materiału. Schowaj aparat do szafy, wyjmij po 2-3 tygodniach. Extremalne doznania gwarantowane;)
mysle ze to zmęczenie materiału. Schowaj aparat do szafy, wyjmij po 2-3 tygodniach. Extremalne doznania gwarantowane;)
Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że już go nigdy nie wyciągniesz :-)
Czyli - bombel - jak widzisz sklaniam sie do stwierdzenia, ze fotki jak szprotki, powinny byc prosto z puszki :-D
I Ty Brutusie?
Czyli - bombel - jak widzisz sklaniam sie do stwierdzenia, ze fotki jak szprotki, powinny byc prosto z puszki :-D
Hmmm... Może to jest jakiś ślad? Może autor przestawiając na JPGi i tu i ówdzie na Auto (np. auto WB, może auto ISO) odkryje na nowo frajdę fotografowania? Nieskrępowanego utrwalania chwil i miejsc, kombinowania z kadrem, dopieszczania fotki w plenerze, a nie przed kompem? Może czas an obróbkę przyjdzie dopiero później?
Niestety, ale chyba muszę się zgodzić :(. Łapię się na tym, że czasami po prostu zamiast pomyśleć chwilę, po prostu walę serią - w końcu nic mnie to nie kosztuje. Kiedy parę lat temu, trzeba było sobie samemu w łazience nawinąć rolkę filmu, a potem wyjść w plener z 80 klatkami max, potem wywołać, to każde zdjęcie było bardziej wypieszczone. Ale może jak napisał bombel, potrzeba więcej czasu.
W przypadku fotografii krajobrazu myślę, że dobrze jest po prostu (1) fotografować więcej, jednocześnie dużo (2) rzadziej naciskając spust. Zwiększyć ilość tego czego nam zawsze mało (wypady w teren) i minimalizować to co zbyt częste i łatwe (naciskanie spustu). W plener wybierać się jak najczęściej - dobre warunki trafiają się raz na długi czas. Jeśli jest się często w plenerze natura wcześniej, czy później, pokaże nam jakiś niezwykły spektakl świateł.
Zwiększyć samokrytykę przed każdym "pstryk". Mój sposób okazał się równie prosty ;-) jak i skuteczny. Oto chronologiczny zapis czynności wykonywanych przy naświetleniu jednej klatki (dotyczy też klatki cyfrowej).
- rozłożyć statyw
- wyjąć aparat z torby i zamocować go na statywie
- zdjąć zaślepkę
- wysunąć osłonę przeciwsłoneczną
- otworzyć kominek
- kadrować
- ewentualnie obrócić kasetę do kadru pionowego
- ewentualnie odkręcić i przykręcić inny obiektyw
- rozłożyć lupkę i ostrzyć
- drugim aparatem lub światłomierzem sprawdzić ekspozycję
- polatać nim po całym kadrze i ocenić kontrast
- odłożyć do torby, to ważne bo nie raz zostawiłem coś w trawie
- przekręcić dwa pierścienie z ustawieniami czasu oraz przysłony
- ewentualnie podejrzeć głębię ostrości
- przykręcić wężyk spustowy
- wysunąć szyberek w kasecie
- podnieść lustro
- jeśli nie ma w/w opcji poszukać ciężkiego drąga którym dociska się cały zestaw do ziemi
- poczekać aż aparat przestanie drżeć
- nacisnąć spust
- wyjąć z torby i wsunąć szyberek na miejsce
- przewinąć film, naciągnąć migawkę
- złożyć kominek
- wyjąć z torby i założyć zaślepkę na obiektyw
- odkręcić i schować do torby wężyk
- zdjąć aparat ze statywu i schować do torby
- złożyć statyw
Takie to nudne, że czytać się nie chce a co dopiero niepotrzebnie (stojąc przed banalnym widokiem) wykonywać. W efekcie naświetlam tyko gdy nie mogę sie już oprzeć pokusie.
PS
To dlatego wymyślono inny (przy krajobrazie raczej gorszy) schemat:
- podnieść aparat do oka, wykadrować i nacisnąć spust
Ja zrobiłem 25tys. zdjęć... i w sumie mogę powiedzieć, że te 25tys. klików czegoś mnie nauczyły
Dzięki wszystkim za odpowiedzi, widzę, że ładnie się dyskusja rozwija :-). Wypróbuje na pewno niektóre rady!
Ja zrobiłem 25tys. zdjęć... i w sumie mogę powiedzieć, że te 25tys. klików czegoś mnie nauczyły
25 tyś. klików, a zdjęć ...... ? :mrgreen:
Kraftsman
24-06-2008, 01:18
Czy rzeczywiście chodzi o to, że wcześniej mozolnie zastanawiałeś się nad każdym zdjęciem, bo każde kosztowało parę centymetrów kliszy? Zresztą, czy rzeczywiście tak było? Jeśli tak, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie abyś teraz zastosował tę samą technikę. Rób każde zdjęcie tak jakbyś miał za nie zapłacić. Zresztą i tak płacisz - własnym czasem, który musisz poświęcić na przeglądanie tych setek nastukanych zdjęć. Potem trzeba to wołać NX-em :-) -- to dopiero kosztuje wiele czasu.
Szczerze: nie wydaje mi się, aby to naprawdę o to chodziło. Ale o co chodzi to trudno zgadywać, bo nie wiemy czego Ci brakuje w Twoich zdjęciach robionych cyfrą. Zastanów się nad tym -- może pokaż coś na forum. Czy zdjęcia cyfrowe innych autorów mają to "coś"?
Jeśli miałbym zgadywać, to postawiłbym na braki w warsztacie cyfrowym. Z aparatu cyfrowego wychodzi przecież półprodukt, który domaga się dalszej obróbki. I jest tak ZAWSZE. Jeśli chcesz być naprawdę zadowolony ze swoich zdjęć to zapomnij o czymś takim jak "zdjęcia prosto z aparatu cyfrowego" (tak samo zresztą było z analogiem). To co zrobisz z RAWem jest tak samo ważne jak to co robiłeś do momentu naciśnięcia spustu migawki. Przesunięcie kilku suwaków i postawienie kilku U-Pointów potrafi czynić cuda. I to jest moim zdaniem droga, którą powinieneś pójść aby doszukać się ponownie w swoich zdjęciach tego "czegoś".
mowiac ze cyfra zabija kreatywnosc mowilem o ludziach robiacych genialne zdjecia jednorazowka kodaka i ludziom ktorym fuzja kanona z nikonem ze szklem f0.1 8-1000mm nic nie da. (na przyklad niektorych fotografach slubnych ktorych arcydziela mialem zaszczyt ogladac)
w sumie sie wycofuje, kreatywnosc jest albo nie ma, robienia zdjec czasami mozna sie nauczyc poprzez kopiowanie i ciezka i dluga nauke. amen.
Nie pamiętam który z mistrzów odpowiedział na pytanie - co robić by mieć dobre zdjęcia, że trzeba ich bardzo dużo robić. Też wydaje mi się, że jednym z kluczowych elementów dobrych zdjęć jest umiejętność selekcji. Ale poruszasz też inny problem, aparat cyfrowy i analogowy. Tu chyba u każdego może być inaczej. Kiedyś robiłem sporo zdjęć analogiem i statystycznie na 36 zdjęc było kilka, kilkanaście do zaakceptowania. Teraz jest podobnie, no może trochę mniej, ale za to fotek więcej, no i chyba wymagania wzrosły, bo dostępność prób jest zdecydowanie większa. Jednak nadal nie umiem "siać cienkim śrutem", "szkoda" mi pustego pstryku obliczonego na łut szczęścia. Jeszcze jedno, stawiam tezę, że zdjecia robi człowiek, a nie aparat. Nasza forma intelektualna ma wpływ na aktualny poziom zdjęć (przynajmniej ja to widzę u siebie). A rola sprzętu w tym wszystkim? Chyba jednak jest. Przez kilka lat fotografowałem Minoltą. Mam wspaniałego psa, któremu prawie nie robiłem zdjęć, bo "nie widziłem go w dobrym kadrze". Mam Nikona, inny aparat inne trzymanie. Zaczynam fotografować psa i widze w tym sens. No i jak widzać, chyba muszę się zgodzić z tezą postawioną na początku, że jedyną receptą na dobre zdjęcia jest aktywność fotograficzna. Na szczęście, technologia nam to umożliwia. Cieszmy się, że żyjemy w takich czasach. Nie wiem co byśmy wszyscy robili za czasów Cypriana albo Dorysa :))).
Nie wiem co byśmy wszyscy robili za czasów Cypriana albo Dorysa :))).
Gumy, przetłoki i bromoleje :lol:
mowiac ze cyfra zabija kreatywnosc mowilem o ludziach robiacych genialne zdjecia jednorazowka kodaka i ludziom ktorym fuzja kanona z nikonem ze szklem f0.1 8-1000mm nic nie da. (na przyklad niektorych fotografach slubnych ktorych arcydziela mialem zaszczyt ogladac)
Zapewniam Cię, że jest też sporo ludzi robiących arcydzieła cyfrą i cała masa pstrykających gnioty analogiem. Do tego niektórzy do swoich analogowych gniotów dorabiają ideologię (coś o duszy, coś o zatraceniu sztuki, itepe).
Przede wszystkim pozbądź się wbitej Ci do głowy przez różnych ortodoksów idei, że "cyfra zabija kreatywność". Najprostszym na to sposobem jest traktowanie cyfry jak zwykłego aparatu.
(Za jchyrą): Zamiast 200 razy naciśnij spust 20 razy. Zabieraj ze sobą w teren jedną kartę zamiast pięciu. Na mojej 1 GB (D50) mieści się ok. 150-160 zdjęć, czyli ok. 4 rolek filmu. Można też zabrać kartę 512 MB...
Nie kasuj zdjęć w trakcie.
Nawet ich nie podglądaj po naciśnięciu spustu. Zobaczysz co zrobiłeś na monitorze po powrocie do domu.
Jak za dobrych czasów - ten magiczny moment po otworzeniu koreksu.
Od razu zaczniesz się zastanawiać nad tematem zdjęcia i ustawieniami aparatu.
P.
A zresztą co się będziesz zmuszał? Nie masz ochoty na robienie zdjęć to nie robisz.
A zresztą co się będziesz zmuszał? Nie masz ochoty na robienie zdjęć to nie robisz.Dokladnie tak -- nic na sile... Miewam okresy, ze przez tydzien nawet aparatu z torby nie wyciagam, a czasami takie 3 dni (jak ostatni weekend), ze robie tych zdjec nawet i 3000 -- bo po prostu jest co fotografowac. Nie ma sie po co zmuszac, bo to wlasnie najlepsza droga do tego, zeby na koniec stwierdzic: "jakies takie do dupy sa te zdjecia...".
Fotografia to kadr i swiatlo. Niby nic odkrywczego dla nas -- fotografow, ale jednak gro ludzi na pewnym etapie (to przewaznie ten moment, kiedy sa juz zadowoleni sprzetowo), zaczyna o tym zapominac, sadzac ze teraz w kazdej sytuacji powinni zrobic genialne zdjecie. A jesli takowe nie wychodzi, to cos w glowie zaczyna pytac -- dlaczego? Zasady sie nie zmieniaja -- nadal trzeba tego czegos przed obiektywem, co wymaluje sie slicznym obrazkiem. Jesli tego nie ma, to jakikolwiek sprzet bedziemy mieli i jak duzo doswiadczenia, to zawsze bedzie "jakies takie do dupy...".
ovserwator
24-06-2008, 11:52
Jedno pewne - fotografia na przestrzeni ostatnich lat doświadczyła pauperyzacji - na całej niemal rozciągłości... Mało tego, niebawem lustrzanką zrobisz zdjęcie - a przysłonę ustawisz już post factum - jak Ci pasuje :). To nie uniknione... problem tkwi gdzie indziej - wydaje mi się, że należy samemu sobie odnaleźć w tym tzw. FUN - jak go masz to świetnie - jak nie, to szukaj... Robienie zdjęć czasem a nawet i często jest tylko i wyłącznie narzędziem do przedstawienia, pokazania, opowiedzenia... i tu warsztat (analogowy czy cyfrowy) jest pomijalny... Spróbuj może od tej strony - olej brak ciemni, kliszy i innych dupereli... Że tak powiem za zwolennikami dalmierzy spod znaku Leica i ich filozofii fotografowania: "get eight and be there" - i tyle...
Mamy w "kadrze" Leica M8 i tam naprawdę każde zdjęcie wymaga czasu, wiedzy - i mało w tym przypadkowości :) - to także sposób na pozbycie się kompleksów braku weny i chęci do fotografowania "bo cyfra zabiła fotografię" - to hasło bzdura i tyle.
witam,
ciekawy temat i chyba wiekszosc rzeczy juz zostala powiedziana.
osobiscie nie slyszalem hasla, ze cyfra zabija kreatywnosc- dla mnie to niezrozumiale- choc domyslam sie dlaczego niektorzy tak moga myslec...
ja robilem 3-4 lata analogiem i faktycznie kazdy kadr mniej czy bardziej musial byc przeze mnie przemyslany (kreatywnosc).
teraz od miesiaca mam d200 i czy cos sie zmienilo w tym zakresie??? nic.
czym sie rozni analog od cyfry?? dla mnie z grubsza tylko jednym- sposobem zapisu zdjecia. ale czy to oznacza ze od teraz mam nie przemysliwac kadrów i robic 20 razy wiecej zdjec liczac ze 'cos sie wybierze`??? strata czasu i migawki :)
ostatnio wyszedlem sobie na miasto i przez 2 godziny spacerku z aparatem zrobilem chyba tylko z 35 zdjec.
20 z nich bylo [dla mnie] do zaakceptowania, 10 bylo bardzo fajnych i chyba o to chodzi :)
i tez nic na sile. oczy szeroko otwarte, oddech przeponowy POWOLNY i wtedy czlowiek widzi 4 razy wiecej i ma czas na ustawienie kadru i nastaw aparatu :) w takim stanie "dobre" kadry same sie znajdują z chwili na chwile ale tylko wtedy gdy nie ma w nas zbednego napiecia wynikajacego z checi zrobienia NA SILE dobrego zdjecia.
trzeba sie rozluznic :) a reszte zrobi Raw + NX ;)
pozdrawiam
Tak, ale wyłącznie w produkcji telewizyjnej, produkcji muzyki i produkcji sprzętu gospodarstwa domowego.
W fotografii nie ma takiej zależności (aczkolwiek jak komuś nie wychodzi ze zdjęciami, każda wymówka się sprawdza).
Nie wiem, czy teza, iż "cyfryzacja" zabija kreatywność. Ale stwierdzenie, iż w produkcji telewizyjnej i muzyce tak, zaś w fotografii nie, jest wg mnie nielogiczne. Nie mam osobiście nic przeciwko dobrej "produkcji" wszelkiego rodzaju, ale trudno zaprzeczyć tezie, że robienie zdjęć analogiem miało w sobie pewnoą dozę tajemniczości. Ustawiłeś parametry ekspozycji, kadr etp. ale i tak wiele zależało jak to zdjęcie zostanie wywołane. Nie było "skanowanie" i poprawiania. Albo zdjęcie było dobra albo do bańki.
Teraz robisz zdjęcie. Nie żadko masz szybki dostęp do efektu pracy, nieżadko w tym samym miejscu, w którym to zdjęcie zrobiłeś.
ps. Jestem jak najbardziej za cyfrą i nie wrócą do analoga.
trudno zaprzeczyć tezie, że robienie zdjęć analogiem miało w sobie pewnoą dozę tajemniczości.No i co ta "doza tajemniczosci" dawala? :) Co najwyzej radoche dwa dni pozniej (lub kilka godzin, jesli ktos mial laboratorium w lazience), lub kompletne rozczarowanie. Co za roznica, czy cieszysz sie po jakims tam okresie oczekiwania, czy od razu, kiedy zobaczysz efekt na LCD aparatu?
Nie żadko masz szybki dostęp do efektu pracy, nieżadko w tym samym miejscuKryste! "RZadko"!
ovserwator
24-06-2008, 16:33
No tak, tym tokiem myślenia (Bombla) to tylko Gwiezdne Wojny - Epizod IV i V i może ciupkę VI - się liczy... Pozostałe to papka dla mas i cała świta techniczna tychże powinna już mieć doła z tego powodu i strzelić sobie w łeb :). A już filmy animowane to wołają o pomstę do nieba ;) - ukłony dla reżysera piątku z pankracym - totalnie analogowego misterium
No tak, tym tokiem myślenia (Bombla) to tylko Gwiezdne Wojny - Epizod IV i V i może ciupkę VI - się liczy... [...] A już filmy animowane to wołają o pomstę do nieba ;) - ukłony dla reżysera piątku z pankracym - totalnie analogowego misterium
Ja sam od paru lat żyję z robienia filmów animowanych i efektów specjalnych, na komputerach jaknajbardziej. Ostatnio robiłem dla TVNu sporą produkcję, gdzie od początku do końca nie było cienia analogu, wszystko cyfrowe... Nie robiłem ani jednego odcinka Piątku z Pakracym.
W poprzedniej wypowiedzi użyłem gryzącej ironii, żeby obśmiać zdanie, z jakim się nie zgadzalem. Stąd m.in. zabijanie kreatywności w produkcji młynków do kawy czy mikserów... Myślałem, że to jasne.
Oczywiście sądzę, że cyfra nie tylko nie zabija żadnej kreatywności, ale wręcz ją wzmacnia, dając całkiem nową paletę narzędzi. W animacji na przykład jest to ewidentne, w fotografii (jak dla mnie) również.
Nie zmienia to faktu, że są ludzie, którzy dotąd próbują udowadniać, że cyfra schodząc pod strzechy zabija kreatywność, że idzie się na ilość, a nie na jakość... Co dziwne ci sami ludzie (na ogół) są przeciwnikami obróbki, bo przecież 'dawniej PSa nie było, a zdjęcia ludzie robili, że ho ho'.
Cała moja obecność na tym forum jest stanowczym sprzeciwem takich twierdzeń. Miałem nadzieję (jak widać płonną), że to widać. Szkoda, że męczyłem się tyle na darmo. :|
ovserwator
24-06-2008, 17:23
Bombel luzik - tym razem pomimo kontekstu nie udało mi się odczytać słusznych Proszę ja Ciebie zamiarów..
Pozdrawiam
niech wam bedzie, cyfra nie zabija juz kreatywnosci, nie da sie zabic czegos czego nie ma w niektorych osobnikach i tyle. moze wiec bardziej cyfra dla mas zabija sztuke lub wciska w oczy kicz bardziej odda moje uczucia.
nic do cyfry nie mam, wrecz przeciwnie, troche mnie drazni ze z roku na rok coraz mniej jest ciekawych zdjec a coraz wiecej tragedii dookola. moze inaczej, jest duzo ciekawych zdjec, wiecej niz zwykle, tylko czasami zanim sie do nich dokopie, ogarnia mnie zniechecenie.
Kryste! "RZadko"!
Kryste! Zauważyłem za późno. PRZEPRASZAM. Nie lubię czytać takich błędów. Proszę o przebaczenie :)
Masz rację, że może przegiąłem z tą tajemniczością. Tak mi się zebrało na wspomnienia.
Pozdrawiam
Mam nadzieję, że dyskusja nie zwichruje po raz setny w stronę dywagacji nad wyższością cyfry nad zeszłorocznym bełkotem ;-)
Pytanie było proste: Co zrobić, żeby moje zdjęcia były lepsze?
A moim zdaniem cyfra i zabija kreatywność, i ją wzmaga. W moim przypadku (wiem, nieuleczalnym) jest tak, ze w głowie mam świetny kadr, i świetne jego wykończenie. Robię zdjęcie, kadr nawet pasuje, to zachęca, bo przecież kilka machnięć suwaczkami i będzie bosko - tu rozwój kreatywności. Zabija - gdy siedzę trzecią godzinę, i widzę, że niestety nie umiem odpowiednio machać suwaczkami ... :)
Mam nadzieję, że dyskusja nie zwichruje po raz setny w stronę dywagacji nad wyższością cyfry nad zeszłorocznym bełkotem ;-)
Pytanie było proste: Co zrobić, żeby moje zdjęcia były lepsze?
ćwiczyć.
ćwiczyć.
myśleć?
momenty obrzydzenia się zdarzają
staram się wtedy robić zdjęcia wbrew obrzydzającym warunkom (znaczy pada i ciemno- szukam pomysłu na "pada i ciemno", ostre słońce i bezchmurne niebo - takoż), nawet na siłę
zapisuję pomysły - 90% zostaje na papierze, 9% się w praniu zmienia
oglądam innych
A i właśnie - jak to jest z notatkami? Prowadzicie jakieś? Jakie? Ile? Dlaczego?
I skąd czerpiecie pomysły na kadry? Wasze własne, czy może inspirowane jakimiś "zawidzianymi" fotografiami?
o, ja na początku notowałem każde ujęcie, czas i przysłona, ale ja na analogu działam...
więc cyfra ma tą przewagę że samo ci notuje ;)
czasem jakieś gotowe obrazki nagle się pojawiają przed oczami - wtedy je zapisuję z krótkim opisem
czasem mam jakiś generalny pomysł - zapisuję, zastanawiam się nad realizacją, zapisuję pomysły na realizację
zapisuję pomysły zupełnie nierealizowalne, na przykład ostatnio jechałam na koncert Nicka C., słuchałam ostatniej płyty i nagle się pojawił obrazek w związku z jedną piosenką :D
w sumie najmniej zastanawiam się nad stroną techniczną
nie robię żadnych notatek względem tego, co już zrobiłam
no i czytam, oglądam, słucham i patrzę
No własnie, tez sobie zadawałem pytanie co zrobic, żeby zdjęcia były lepsze? Stwierdziłem, że najpierw trzeba poznac aparat, jak się zachowuje i dlaczego. Jestem wciąż na etapie poznawania swojego D70s i niestety idzie mi to dość opornie. Pomimo ponad 13.000 klatek w przeciągu 2-3 lat nie wiem jak zdjęcia mi wyjdą, wciąż to loteria. Teraz nie mam weny fotograficznej i aparat w plecaku leżał parę miesięcy. Chyba jestem zbyt leniwy lub mało zmotywowany. Wyciągnałem dopiero na wyścig kolarski Solidarnośći w Radomiu i analizuję zdjęcia wraz z ustawieniami. Tak jak się spodziewałem większosć jest nieostrych, tylko parę zdjęc z seryjnych jest ostra z wyraźnymi kolarzami.
Przede mną wciąz dużo nauki i cierpliwości, chciałbym, żeby fotografia przynosiła mi radość. Myśłałem o zmianie na lepszy sprzęt, ale doszedłem wniosku, że będzie tak samo, że lepiej jest wycisnąc soki z przestarzałego aparatu. Motywujące są zdjęcia ktróre zostały wyczarowane z D70 przez magików fotografii. Skoro oni potrafią, to i ja też mogę. Jestem zwykłym amatorem i hobbystą. Wiem, że zrobienie zdjęcia aparatem to jest dopiero pierwszy etap obróbki, ale zdaję sobie sprawę, że jaki będzie finalny efekt, to będzie zależało od prawidłowego zrobionego technicznie zdjęcia.
Ech ... długa droga jeszcze ...
No własnie, tez sobie zadawałem pytanie co zrobic, żeby zdjęcia były lepsze? Stwierdziłem, że najpierw trzeba poznac aparat, jak się zachowuje i dlaczego. Jestem wciąż na etapie poznawania swojego D70s i niestety idzie mi to dość opornie. Pomimo ponad 13.000 klatek w przeciągu 2-3 lat nie wiem jak zdjęcia mi wyjdą, wciąż to loteria. Teraz nie mam weny fotograficznej i aparat w plecaku leżał parę miesięcy. Chyba jestem zbyt leniwy lub mało zmotywowany. Wyciągnałem dopiero na wyścig kolarski Solidarnośći w Radomiu i analizuję zdjęcia wraz z ustawieniami. Tak jak się spodziewałem większosć jest nieostrych, tylko parę zdjęc z seryjnych jest ostra z wyraźnymi kolarzami.
Przede mną wciąz dużo nauki i cierpliwości, chciałbym, żeby fotografia przynosiła mi radość. Myśłałem o zmianie na lepszy sprzęt, ale doszedłem wniosku, że będzie tak samo, że lepiej jest wycisnąc soki z przestarzałego aparatu. Motywujące są zdjęcia ktróre zostały wyczarowane z D70 przez magików fotografii. Skoro oni potrafią, to i ja też mogę. Jestem zwykłym amatorem i hobbystą. Wiem, że zrobienie zdjęcia aparatem to jest dopiero pierwszy etap obróbki, ale zdaję sobie sprawę, że jaki będzie finalny efekt, to będzie zależało od prawidłowego zrobionego technicznie zdjęcia.
Ech ... długa droga jeszcze ...
Żeby się tylko nie okazało, że przez 3 lata męczyłeś się z uszkodzonym sprzętem ;-)).
Ja mam inny problem. Wiem co mi wyjdzie z aparatu, natomiast to co wychodzi, kompletnie mnie nie satysfakcjonuje pod względem jakości kadru, pomysłu, etc.
No własnie, tez sobie zadawałem pytanie co zrobic, żeby zdjęcia były lepsze? Stwierdziłem, że najpierw trzeba poznac aparat, jak się zachowuje i dlaczego. Jestem wciąż na etapie poznawania swojego D70s i niestety idzie mi to dość opornie. Pomimo ponad 13.000 klatek w przeciągu 2-3 lat nie wiem jak zdjęcia mi wyjdą, wciąż to loteria. ..
nie. Trzeba poznać zasady. Na co wpływa czas, na co przysłona, umieć dokonywać prawidłowych wyborów (jaki dobrac obiektyw, jak silnie błysnąć itp)
Aparatu nie trzeba poznawać. Jak będziesz znał zasady, to sprzęt będzie mniej istotny i zrobisz fotkę wszystkim, od D40 po D3 (poza kilkoma ograniczeniami kiepskich body).
Inna sprawa to umiejętność ciekawego spojrzenia na świat, albo kreatywność. Ale to niemal pozafotograficzne kwestie.
niech wam bedzie, cyfra nie zabija juz kreatywnosci, nie da sie zabic czegos czego nie ma w niektorych osobnikach i tyle. moze wiec bardziej cyfra dla mas zabija sztuke lub wciska w oczy kicz bardziej odda moje uczucia.
nic do cyfry nie mam, wrecz przeciwnie, troche mnie drazni ze z roku na rok coraz mniej jest ciekawych zdjec a coraz wiecej tragedii dookola. moze inaczej, jest duzo ciekawych zdjec, wiecej niz zwykle, tylko czasami zanim sie do nich dokopie, ogarnia mnie zniechecenie.
To "photoshop" zabija kreatywność. Mają na uwadze to, że każde zdjęcie można przerobić, lub też wykonanie kolejnego zdjęcia nic nie kosztuje, nie przykłada się do zdjęć. Żadne z moich zdjęć cyfrowych nie zobaczyło photoshopa, dlatego mam tak mało ładnych fotek.
Ot przykład. Mam D80 i F75. Na urlopie miałem oba... Bardziej jestem zadowolony z fotek analogowych niż cyfrowych. Oczywiście każde z nich to amatorszczyzna, ale widać różnicę w "kreatywności"... :-? Ale choćby się paliło i waliło, to nie zacznę photoshopa używać, bo moim zdaniem zdjęcie robi się naciskając spust migawki, a nie klikając "save".
Oczywiście zdjęcia komercyjne to inna historia...
To "photoshop" zabija kreatywność.Photoshop jest jedynie narzedziem -- jak mlotek, dluto i patyna. A kreatywnoscia na pewno nie jest roznica miedzy obsluga aparatu analogowego a cyfrowego (jak by mozna bylo wnioskowac z dalszej czesci Twojego wywodu).
Mają na uwadze to, że każde zdjęcie można przerobićA wiedza na temat tego jak je przerobic, zeby nadal bylo dobre, a czesto i duzo lepsze, to wlasnie czesc kreatywnosci. Nie problem zdjecie spartolic w edytorze. Przykladow na forum, ze w ogole o internecie nie wspomne -- na tony.
Ot przykład. Mam D80 i F75. Na urlopie miałem oba... Bardziej jestem zadowolony z fotek analogowych niż cyfrowych. Oczywiście każde z nich to amatorszczyzna, ale widać różnicę w "kreatywności"... :-? Nie ma to jak wmawiac sobie takie bzdury... Sorry, ale piszac nam o tym -- przyznajesz sie, ze nie potrafisz robic zdjec, a roznice miedzy swoja "amatorszczyzna" a zdjeciami innych, tlumaczysz tym ze nie uzywasz Photoshopa. Wybacz, ale to dziecinada.
Ale choćby się paliło i waliło, to nie zacznę photoshopa używać, bo moim zdaniem zdjęcie robi się naciskając spust migawki, a nie klikając "save".Kazdy, kto nie potrafi uzywac cyfrowych narzedzi, dorabia sobie taka ideologie. :)
moim zdaniem to nie wciskaj sobie chlopie choroby i zamiast zakladac takie tematy to aparat w reke i zdjecia robic:)
przeciez cwiczenie czyni mistrza....
Ale choćby się paliło i waliło, to nie zacznę photoshopa używać, bo moim zdaniem zdjęcie robi się naciskając spust migawki, a nie klikając "save".
A Rawy z d80 to jak wywolujesz ?? ... moze w ogoole i dlatego cos z nimi nie tak ... Ja uzywam PSa jako Cyfrowej ciemni i tyle :)
Motorniczy
20-07-2008, 10:28
generalnie cyfra zabija kreatywnosc czasami.
Absolutnie prawda.
generalnie cyfra zabija kreatywnosc czasami.
Absolutnie prawda.
Generalnie, czasami, absolutnie prawda? :D
Cyfra, co najwyzej pomaga kreatywnosci. Kreatywnosc jest we lbie, a kazde narzedzie, ktore pomoze jej szybciej, lepiej i z mniejszym wysilkiem wykonac zalozenie -- jest tylko i wylacznie pomocne. Ciekaw jestem, czy gdyby nie bylo cyfrowych aparatow, to ludzie robili by zdjecia w takiej ilosci, tak szybko sie uczyli, i tak wielu z nich nagle okazaloby sie swietnymi fotografami. Ilu ludzi obecnie realizuje swoje wizje -- dzieki wlasnie temu, ze maja cyfrowy sprzet i cyfrowa ciemnie? Spojrzcie z ilu mezczyzn czy kobiet nagle wylewa sie talent do kadrowania czy komponowania ujec.
No, ale wedlug Was "cyfra zabija kreatywnosc". Brawo! :D
Moim zdaniem tylko cyfra (a raczej powszechna i tania digitalizacja fotografii) spowodowała eksplozję talentów. A to dala tego, że miliony ludzi zaczęło fotografować dzięki tej technice bo jest szybka i tania. Kolejne tysiące wróciły do fotografii dzięki możliwości obróbki cyfrowej bo jest... szybka i tania. Osobiście nigdy nie będę miał sił ślęczeć w ciemni. I śmiem twierdzić, że na to już dziś niemal nikt nie ma czasu. Nie w znaczeniu zarobku, ale ogólnie czasu. I nie chodzi tu o zalety cyfry w znaczeniu fabryki. Wręcz przeciwnie, chodzi o zalety cyfry w poszukiwaniach nazwijmy to artystycznych. Tu nie idzie o krótki czas, który podnosi wydajność. Nie mówię o tym, że w godzinę po wykonaniu zlecenia można mieć tysiąc opracowanych i przeniesionych na papier zdjęć. To jest "oczywista oczywistość" ;-). Moim zdaniem największą zasługą digitalizacji fotografii jest to, że człowiek w krótkim swoim życiu jest w stanie sprawdzić tysiące, miliony własnych pomysłów. Gdy fotografowałem na slajdzie nie mogłem pozwolić sobie na eksperymentowanie z nieostrością. Wyleczyłem się po pierwszej próbie gdy kilka filmów poszło do kosza. Nie mogłem pozwolić sobie na eksperymenty z kolorem bo to wiązało się z wyprawą do jedynego skanera w mieście, kosztami, czasem brakiem i komputera i oprogramowania odpowiedniej mocy. O fotografii czarno-białej lepiej już nie wspominać - zrobienie kilku wersji tonalnych czy kontrastu jednego zdjęcia zajmowało cały dzień. Uczyć się tego można było tylko w praktyce, tylko od kogoś w ciemni i trochę z książek. Teraz kilka minut po naświetleniu wszystkiego co nam do głowy wpadnie (choćby to była pajęczyna w kącie) możemy zobaczyć to w setkach wersji kolorystycznych i tonalnych, wybierać według gustu a za kilka minut już po umieszczeniu na forum internetowym uzyskać sugestie innych, czasem bardzo doświadczonych fotografów. Ten ostatni (z pajęczyną) proces jeszcze 10 lat temu kosztowałby duże pieniądze, ogrom czasu. Kupienie, naświetlenie, wywołania i wybranie ujęć z filmu. Odbitka, próby, odbitka, próby a potem wyprawa do kogoś kto może doradzić w sprawach fotograficznych. I teraz wystarczy, że pojedziemy kilka razy i dowiemy się że to jest śmiecie, to co my robimy. I już jest po fotografie. Bo kto ma siły poświęcać górę pieniędzy i godziny cennego we współczesnej epoce czasu na robienie śmieci. Znam wiele takich talentów, które zgasił słomiany zapał, zabił brak czasu, pieniędzy, muzy czy mistrza, który by motywował do pracy. W dzisiejszych, cyfrowych czasach te problemy stają się śmieszne i to jest wspaniałe. Technika obaliła mur za którym siedzieli ci co uważali się za wybrańców. Dziś każdy może robić świetne zdjęcia i może nimi wkurzać cyfrofobów publikując je poprzez internet na cały świat.
A czy fotograf naciska spust migawki raz dziennie czy tysiące razy dziennie, czy musi spróbować, posmakować zdjęcia w kilku wersjach, czy od razu wie co trzeba poprawić i w którą stronę ciągnąć suwak, to nie ma znaczenia. Każdy ma inny styl pracy. Najważniejsze jest to, że doświadczenie fotograficzne można dziś zdobywać z prędkością światła. A jeśli się to komuś nie podoba niech zdobywa je z prędkością wywoływacza. Ja zdobywam je z prędkością wywoływacza, w rytmie kilku zdjęć w miesiącu, ale tylko przy fotografii krajobrazowej bo tu wiele już widziałem i umiem przewidzieć jeszcze przed naciśnięciem spustu. Natomiast jeśli idzie o fotografię ludzi czy zwierząt chwytam cyfrę bo wyznaję zasadę, że łatwiej będzie mi uchwycić to co w dobrej fotografii najczęstsze - przypadek. Dobrze przygotowany i wyreżyserowany przypadek, chwilę ulotną, fart - nie ważne jak się to nazywa, ale jest czymś co trwa ułamek sekundy a cyfra pomaga go wyłuskać.
Dlaczego niby cyfra zabija kreatywność? :-) To ile razy naciśnie się spust podczas jednej sesji siedzi w głowie a nie wymuszone jest technologią...
Cyfra ROZWIJA kreatywność, bo łatwiej od razu zobaczyć efekty swojej pracy i coś na gorąco skorygować. To raz, a dwa jest możliwość ogromnej kontroli nad zdjęciem dzięki możliwości korekty na kompie, a nie zostawianie kliszy w labie i odbieranie tak naprawdę kota w worku (oczywiście dt to tych co nie wywoływali samodzielnie).
Jesteś panem swojego talentu, i to Ty decydujesz którą drogą i jakim tempem pójdziesz, tak w ogóle to nie oznacza że do czegoś dojdziesz... bo może nie starczy Ci zapału, pomysłu,wyczucia, albo tego właśnie talentu którego Bóg dał każdemu inaczej. Fotografia jest dziedziną która nie toleruje bezmyślności, mści sie paskudnymi lub bezwartościowymi zdjęciami, czasem tylko rzuci coś na otarcie łez. Od Ciebie zależy czy użyjesz PS, ale musisz wiedzieć czego od niego chcesz zanim usiądziesz do kompa.
ps. rozumie ktoś ten bełkot?
Fotografia jest dziedziną która nie toleruje bezmyślności, mści sie paskudnymi lub bezwartościowymi zdjęciami, czasem tylko rzuci coś na otarcie łez.
chyba sobie to wydrukuje, oprawie w ramki i powieszę nad stołem...
wykopuje ;)
Inna sprawa to umiejętność ciekawego spojrzenia na świat, albo kreatywność. Ale to niemal pozafotograficzne kwestie.
możemy miec świetny sprzet, znac zasady, rzemiosło fotograficzne a jednocześnie gdy sami będziemy nudni, nieciekawi świata i ludzi, to nasze zdjecia będą nudne...
pewien rosyjski pisarz udzielił rady młodemu koledze: brzmiała ona mniej wiecej tak: "jak chcesz pisac dobre książki naucz się dobrze życ"...
Fotografia i jej jakść jest bezpośrednim odbiciem duszy (dusza w tym wypadku, znaczy coś innego niż przewiduje katechizm koscioła katolickiego)"fotografera". To Jak fotograf widzi świat? - takie są efekty. Czy analogowo?, czy cyfrowo? - to rzecz wtórna. Dopnę się do "rycerza". Jak chcesz robić dobre fotki - naucz się żyć. Cytat powtórny.
Piotrze S. byłem wręcz pewny że się tu zjawisz ;) :)
(...)Oto chronologiczny zapis czynności wykonywanych przy naświetleniu jednej klatki (dotyczy też klatki cyfrowej).
(...)
- kadrować
- ewentualnie obrócić kasetę do kadru pionowego
(...)
O co chodzi z tym obracaniem kasety?
dzięki za przypomnienie mi tej ciekawej dyskusji :-)
szkoda że zwróciłeś uwagę tylko na aspekt techniczny...
dzięki za przypomnienie mi tej ciekawej dyskusji :-)
szkoda że zwróciłeś uwagę tylko na aspekt techniczny...
oj, zawsze można odpowiedzieć na pytanie i kontynuować wątek w aspekcie duchowym, mentalnym, poruszając gusta i guściki. Ja tymczasowo nie mam na to czasu, jestem między nauką do egzaminów, a oczekiwaniem na dostarczenie mojego pierwszego średniego formatu. Stąd moje trywialne, szybkie i być może dość głupie pytanie. Pozdrawiam
Jacenty Z.
24-01-2011, 00:40
To może ja kawałeczek podciągnę z tej mniej technicznej strony...
Ostatnio przyszła mi na myśl refleksja, że u wielu fotografów-amatorów można zauważyć różne fazy rozwoju, wiążące się z ich różnymi oczekiwaniami wobec zdjęć:
Faza I: "Aby było", zdjęcie wyłącznie jako pamiątka i/lub dokumentacja.
Faza II: Oprócz powyższego, żeby zdjęcie było poprawne technicznie i estetycznie.
Faza III: Żeby do tego wszystkiego zdjęcie przekazywało jeszcze jakąś treść, myśl czy uczucie.
Ja osobiście mam wrażenie, że utknąłem pomiędzy fazą II a III. Nieraz przed naciśnięciem migawki myślę: A po jaką chorobę ja to będę robił? Co to wniesie nowego do świata który mnie otacza? Fotografia może przekazywać stan ducha autora. Co jednak robić, gdy ten stan ducha jest taki, że nie za bardzo jest coś do pokazywania?
Czasem miło, gdy na swoich fotkach widzimy samolot linii lotniczej, która dawno nie lata, budynek, który wygląda już inaczej, coś, co było tymczasowe, chwilowe - dawna praca, mieszkanie, sympatia. To dużo, ale czy wystarczy? Częściowym rozwiązaniem mogą być także ciągłe zmiany sprzętu - z małpki na zaawansowany kompakt, z kompaktu na lustrzankę, z ciemnego szkła na jasne - dokupienie filtra, statywu, blendy, czegokolwiek - tylko na jak długo ta "nowość" da zapał?
Natomiast wiem, co może się przyczyniać do pogłębienia kryzysu: Nadmiar rutyny i utartych ścieżek. Ostatni urlop, większa zmiana otoczenia - kiedy to było? (W moim przypadku ostatni dłuugi urlop był chyba jeszcze w XX wieku...) Dobija mnie też konieczność spędzania potem czasu w "cyfrowej ciemni", bo tak naprawdę radość fotografowania to dla dodatkowa mnie możliwość wyjścia w teren, spędzenia czasu na łonie przyrody czy w mało znanym mieście - a nie ślęczenia nad plikiem.
Na różnych stronach tego wątku widzę rady typu "czytać i praktykować", albo "nie wmawiać sobie choroby i iść fotografować" - żadna z nich się w moim przypadku niestety nie sprawdza - temat zbyt miękki, by można było go załatwić szablonowo...
Witam,
Piękna dyskusja się wywiązała. Do tej pory będąc biernym użytkownikiem forum postanowiłem zabrać głos w fascynującym także i mnie temacie. Pokuszę się o kilka własnych przemyśleń odnosząc się do kwestii już poruszonych, mianowicie:
1. Lepsze zdjęcia.
Jakimiż to kryteriami mamy mierzyć wartość zdjęć? Czy lepsze to znaczy bardziej poprawne technicznie? A może wzbudzające większy zachwyt odbiorcy? Czy też wreszcie realizujące w pełni zamierzenia autora? Jak zwykle prawdy absolutnej nie ma. W przypadku większości z nas chyba tak wygląda kolejność w rozwoju umiejętności fotograficznych. Najpierw problemem jest sprzęt i jego opanowanie oraz techniki jego właściwego wykorzystania. Następnie zachwyt lub krytyka odbiorców. Na końcu szukamy pomysłów i sposobów na ich realizację, które spełnią nasze własne wymagania. Niewątpliwie najważniejsza w tym wszystkim jest wiedza. Na temat środków technicznych jakimi sie posługujemy, odbiorcy i jego wrażliwości oraz wiedza ogólna i szczególna o świecie i sobie samym, umożliwiająca nam swobodną translację swoich pomysłów i uczuć za pomocą znanych nam środków technicznych w sposób zrozumiały odbiorcy. Jakkolwiek byśmy nie zdefiniowali sobie kryteriów oceny naszych zdjęć, najważniejszą rzeczą w dążeniu do podniesienia ich jakości jest świadoma analiza relacji pomiędzy zamierzeniem i efektem, wyciągnięcie konstruktywnych wniosków w celu identyfikacji i eliminacji błędów. Ćwiczenie czyni mistrza, jednakowoż trzeba pamiętać że ćwiczenie to dążenie do wyznaczonego celu a nie bezmyślne robienie tysięcy zdjęć.
2. Warsztat fotografa - analog, cyfra, PS itp.
Temat rzeka a może i morze... Utrzymywanie że prawdziwa fotografia to umiejętność zrobienia dobrago zdjęcia "z puszki" to jak stwierdzenie że malarstwo polega na prawidłowym trzymaniu pędzla... W ten sposób pojęta fotografia to rejestracja rzeczywistości w sposób dokumentalny. Idąc dalej można stwierdzić że prawdziwa fotografia możliwa jest tylko przy świetle zastanym. Że ustawienie modela/sceny jest nadużyciem, bo zmienia postrzeganą rzeczywistość. Można tak iść dalej w ślepą uliczke... Przyjmijmy zatem, że fotorafia jako działalność twórcza polega na twórczym wykorzystaniu dostępnych środków. Nie ma znaczenia czy korzystamy z technik szlachetnych czy cyfrowych, czy stosujemy zaawansowane techniki ciemniowe czy PS. Ważne jest żeby używać i realizować pomysły które nam wykiełkują w głowie... Jednakże jak pokazuje historia niezbędne jest do tego opanowanie dostępnych narzędzi i technik. Ignorowanie technologii cyfrowych, traktowanie ich jako mniej wartościowe jest conajmniej niepoważne. Każde nowe narzędzie daje nam nowe możliwości tworzeni, nowe środki wyrazu. I tak być powinno. Zatem bez względu na wybrane środki wyrazu osiągnięcie mistrzostwa w posługiwaniu się nimi jest priorytetem.
3. Kreatywność
Co do tego czy jest przyrodzona czy nie i czy możliwe jest jej rozwijanie należy zapytać psychologów, socjologów i filozofów. Kady pewnie powie co innego. Osobiście uważam, że kreatywność swoją zabijamy sami. Lenistwem - zwyczajnie nam się nie chce podjąć twórczego wysiłku. Ignorancją - nie chcemy poszerzać wiedzy i umiejętności przyjmując pewne założenia upraszaczające nasze życie. Brakiem rozwoju osobistego wynikającym poniekąd z powyższych dwóch. Ubóstwo wewnętrzne przekłada się na ubóstwo naszych prac. Tłumaczenie braku kreatywności technologią, światem nas otaczającym, brakiem czasu itp. jest szukaniem wymówek i okłamywaniem samych siebie.
Na koniec takie moje własne przemyślenia, które mi się nasunęły podczas lektury książek o sztuce i fotografii. Starożytni za sztukę uważali poezję, muzykę, goryfikując twórczość płynącą z umysłu. Malarze, rzeźbiarze uznawani byli za rzemiślników gdyż pracowali rękoma. Wiekami walczyli o uznanie, które zdobyli w renesansie. Podobnie fotografia ponad 100 lat walczyła o uznanie za sztukę. Z przyczyn zupełnie odwrotnych. Mechaniczność medium, chemiczna obróbka była zaprzeczeniem artysty tworzącego dzieła własnymi rękoma. W końcu i fotografia uznana została za dziedzinę sztuki, doczekała się swoich kanonów i prawideł. Dziś odmawia się statusu sztuki poraz kolejny twórczości cyfrowej, gloryfikując "techniki szlachetne", przy których znów trzeba popracować rekoma... Historia lubi się powtarzać. Jak twierdzi Ernst Gobrich w książce "O sztuce", którą gorąco wszystkim polecam, tylko historia oceni co jest sztuką i kto zasłużył na miano artysty.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich.
Wystarczy zdobyć odrobinę talentu, a zdjęcia automatycznie zaczynają wychodzić lepsze.;):smile:
atrem_foto
24-01-2011, 09:28
Popieram brzoocha - mam niemal takie same spojrzenie na fotografię (notabene, bardzo ciekawe spostrzeżenie w ostatnim akapicie na temat sztuki). Dyskusja w ogóle jest ciekawa, dobrze jest czasem popatrzeć na jakąś sprawę z wielu punktów widzenia.
Wystarczy zdobyć odrobinę talentu, a zdjęcia automatycznie zaczynają wychodzić lepsze.;):smile:
Podejrzewam, że jak wszędzie - talent to zaledwie 5%, 95% to ciężka praca ;)
Podejrzewam, że jak wszędzie - talent to zaledwie 5%, 95% to ciężka praca ;)
Wielu osobom brakuje właśnie tych 5%. Niby tak niewiele......................;)
Pershing
24-01-2011, 10:18
Wystarczy zdobyć odrobinę talentu, a zdjęcia automatycznie zaczynają wychodzić lepsze.;):smile:
Talentu nie da się zdobyć z nim trzeba się urodzić. Zdobyć można doświadczenie poprzez ciężką pracę.
Ci co mają talent są artystami w swoim fachu, pozostali to lepsi lub gorsi rzemieślnicy.
Talentu nie da się zdobyć z nim trzeba się urodzić. Zdobyć można doświadczenie poprzez ciężką pracę.
Ci co mają talent są artystami w swoim fachu, pozostali to lepsi lub gorsi rzemieślnicy.
Czyli trzeba zdobyć, poprzez urodzenie się z nim.;-):smile:8)
.
2. Warsztat fotografa - analog, cyfra, PS itp.
Temat rzeka a może i morze... Utrzymywanie że prawdziwa fotografia to umiejętność zrobienia dobrago zdjęcia "z puszki" to jak stwierdzenie że malarstwo polega na prawidłowym trzymaniu pędzla...
Ignorowanie technologii cyfrowych, traktowanie ich jako mniej wartościowe jest conajmniej niepoważne. Każde nowe narzędzie daje nam nowe możliwości tworzeni, nowe środki wyrazu. I tak być powinno. Zatem bez względu na wybrane środki wyrazu osiągnięcie mistrzostwa w posługiwaniu się nimi jest priorytetem.
.
Upraszczasz za bardzo. Narzędziem trzeba się umieć posługiwać. Mniej istotne czyt analogowym czy cyfrowym, ale zdjęcie się robi już w momencie naświetlania.
Zresztą pod koniec akapitu przyznajesz, że trzeba umieć posługiwać sie narzędziem. Trochę sobie przeczysz.
(...)Oto chronologiczny zapis czynności wykonywanych przy naświetleniu jednej klatki (dotyczy też klatki cyfrowej).
(...)
- kadrować
- ewentualnie obrócić kasetę do kadru pionowego
(...)
O co chodzi z tym obracaniem kasety?
W Mamiyach 67 kaseta jest montowana na sprytnej karuzeli, tak aby przy kadrach pionowych nie obracać całego zestawu z aparatem a jedynie jego dupeczkę. Kręci się wygodne i sprawne. :-)
Ubóstwo wewnętrzne przekłada się na ubóstwo naszych prac
dokładnie, choć to mocne słowa [ ale pisałem o tym już w tym wątku ;-) ]
Upraszczasz za bardzo. Narzędziem trzeba się umieć posługiwać. Mniej istotne czyt analogowym czy cyfrowym, ale zdjęcie się robi już w momencie naświetlania.
Zresztą pod koniec akapitu przyznajesz, że trzeba umieć posługiwać sie narzędziem. Trochę sobie przeczysz.
Może nie wyraziłem się tak precyzyjnie jak powinienem, może zbyt uprościłem skrót myślowy. Miałem na myśli celowe twierdzenie o sprzeczności używania narzędzi takich jak PS z definicją "prawdziwej" fotografii, które to pojawiło się w jednym z postów tegoż wątku. Odniosłem to do pędzla jako analogii gdyż powszechnie wiadomo że malarstwo to też farby, podkłady, oraz wszelakie wynalazki takie jak perspektywa, operowanie kolorem, światłocieniem itp, mając na myśli że fotografia to też ciemnia, wykonanie odbitki itp.
Nie miałem na myśli bylejakiego wykonania zdjęcia za pomocą aparatu i ratowania obróbką...
Za nieścisłość przepraszam.
Pozdrawiam
dokładnie, choć to mocne słowa [ ale pisałem o tym już w tym wątku ;-) ]
Nie chciałem broń Boże nikogo w ten sposób obrazić. Sam boleję nad swoim "prostactwem", które przejawia się marnym zrozumieniem sztuki bądź kompletnym jego brakiem. Większość z nas nie zajmuje się sztuką zawodowo, ci nieliczni którzy z fotografii żyją w wiekszości pracując na zlecenie zajmują się rzemiosłem co samo w sobie już jest dużym sukcesem biorąc pod uwagę, że historia pokazuje że właśnie tak pracowali i zarabiali najsłynniejsi i najbardziej podziwiani artyści. Tym którzy zapiszą się na kartach historii sztuki pozostaje tylko zazdrościć.
Mamy to nieszczęście i szczęście jednocześnie, że żyjemy w czasach kiedy artyści są naprawde wolni. Nie podlegamy żadnym sztywnym regułom. Z drugiej strony w tej dowolności ciężko znaleźć wskazówki umożliwiające przestrzeganie jakiegoś stylu, symboliki itp. nie popadając w naśladownictwo. A biorąc pod uwagę jak wiele osiągnęliśmy cywilizacyjnie na polu sztuki, trudno jest być naprawdę oryginalnym nie popadając w skrajności, nie uciekając się do drastycznych środków wyrazu...
Nikt nigdy nie powiedział, że będzie łatwo. Ci naprawdę wolni artyści w historii umierali w biedzie, obłedzie lub śmiercią samobójczą niedocenieni przez sobie współczesnych.
No ale na fatalizm to jeszcze za wcześnie. Póki życia puty nadziei. Uczmy się i rozwijajmy a może i choć jedną pracę uda nam się umieścić w przyszłych podręcznikach historii fotografii. Czego sobie i wam życzę.
Kazdego z czasem dopada brak weny tworczej czy jakby tego nie nazwac. Dobrze jest wtedy odlozyc aparat do szuflady, zamknac na tydzien i wybrac sie na "suche" zdjecia, bez zapisywania, mi pomaga. Fajnie jest zrealizowac jakis reportarz, zrobic pokaz slajdow dla znajomych itp.
Nikonamający_na_7
24-01-2011, 22:22
Na drodze do lepszych zdjęć na pewno podstawą jest dobre opanowanie warsztatu. Dobry kierowca też posługuje się umiejętnościami technicznymi podświadomie. Kolejnym punktem w dążeniu do lepszych zdjęć jest MZ postawienie sobie celu, dla jakiego robię zdjęcia w ogóle (a także konkretne zdjęcie) i konsekwencja w dążeniu do jego realizacji, a nie liczenie na łut szczęścia. Dalej idzie doskonalenie wrażliwości estetycznej; tu możliwości działania są szerokie - od doskonalenia własnego życia po oglądanie dobrych albumów fotograficznych.
Te sposoby doskonalenia zdjęć (podałem te trzy sposoby przypadkowo i wybiórczo, bez systematyzacji - jest ich o wiele więcej) łatwiej realizować kontaktując się z fotografami lepszymi od nas, ale myślącymi podobnie. Dla mnie najważniejszą częścią plenerów i warsztatów, w których brałem udział, była zawsze ocena i analiza moich zdjęć, dokonywana przez grupę kilkunastu fotografów, a także możliwość brania udziału w żywej dyskusji o zdjęciach innych. Fotografia wymaga bowiem widzów zainteresowanych zdjęciem, robienie zdjęć do szuflady, czytaj do dysku twardego, mija się z celem. Żywa wymiana poglądów jest lepsza niż sztampowe w większości komentarze gości galerii internetowych. Dobrze jest też mieć w fotografii, jak w każdej sztuce, swojego przewodnika i mistrza.
Kilka miesięcy temu przypadkiem wpadłem na galerię jakiegoś fotografa, także ślubnego. Poziom ogólny prac mieścił się pomiędzy niskiej klasy fotoziutkiem z D40 + kit a zdjęciami cioci Maryli co właśnie kupiła swojego pierwszego kompakta.
Nie pamiętałbym tego zupełnie gdyby nie jeden szczegół. Ów Pan mieniący się fotografem chwalił się na stronie o mnie swoim sprzętem a było to coś takiego : 2x D3S, Nikkor 14-24/2.8, Nikkor 24-70/2.8, Nikkor 70-200/2.8 VR do tego były jeszcze stałki 50 i 85 1.4. Wydawało mi się, że to jest jakaś wielka ściema ale potem znalazłem tą osobę tutaj na forum i uwierzyłem, że jednak to jest możliwe ;-)
Różne aspekty duchowe, jak i szczęście posiadania talentu czy artystyczne wyrafinowanie zostało już poruszone. Zatem pragnę chwilowo wróci do kwesti technicznej, a zarazem podejmując temat wątku. Zgodzę się, że nie sprzęt czyni fotografa, nikt nie obejdzie się bez praktyk. Czy to w fotografii czy też innej dziedzinie życia. Każdego procesu musimy się uczyć. Ale! Wydaje mi się, że starsze pokolenie miało łatwiej pod względem praktyki. W Polsce było wiele kół fotograficznych, ponoć nawet w szkołach prowadzono zajęcia z fotografii, uczono poprawnego wywoływania. Zawsze jest lepiej uzyskać wiedzę od doświadczonej osoby, niż powoli, mozolnie brnąć do przodu samemu. Rozumiem i świadom jestem, że zaraz posypią się wątki "a dziś za ciemnie młodzież ma photoshopa, czego my nie mieliśmy". Nie w tym jednak sens.
Moim zdaniem, photoshop (w przypadku obróbki zdjęć) jest tylko narzędziem, kolejnym komputerowym systemem poprawiajacym jego wygląd. Ciemnia za to uczy pokory, rozwija i kształci, pozwala namacalnie zetknąć się z każdym aspektem fotografii. Gdy włączymy w to jeszcze rolę mentora, przewodnika, fotografia staje się dla młodego człowieka bardzo silną formą przekazu nie tylko zapamiętanych obrazów, ale i uczuć, emocji. Dziś właśnie brakuje tego aspektu, fotografia jest mega-masowa i niechlujnie tworzona, stąd też występuje taka zapaść.
Co zrobić, by fotografie były lepsze? Właśnie- uczyć, angażować się i dbać o pokolenia, by piękno wraz z przekazywanym w zdjęciu napięciem, ciekawostką, przesłaniem, nie wymarło.
Jacenty Z.
29-01-2011, 10:39
Co mnie trochę w niektórych Waszych wypowiedziach porusza, to jakoby przekonanie, że fotograf to - niczym lotnik - taki "skrzydlaty władca świata bez granic", że ma nad wszystkim władanie, sam sobie będąc sterem, żeglarzem i okrętem. Moim zdaniem to nie do końca tak...
Natchnienia nie da się kupić ani wymusić, zaś fotograf to tylko człowiek i tak samo jak my wszyscy podlega ludzkim ograniczeniom (chyba, że niczym Budda porzuci żonę i dziecko, aby siedzieć całymi dniami pod drzewem, bo on ma misję do spełnienia).
Łatwo jest mówić o sztuce, teoretyzować, rozwiązywać sprzętowe problemy innych. Co jednak zrobić, gdy napotykamy bardziej prozaiczne problemy? Zrobiłem sobie taką prywatną małą listę 3 rzeczy, które najbardziej pomagają mi w fotografowaniu i 3 które najbardziej przeszkadzają, i zgadnijcie, co było nr 1 na tej drugiej - LUDZIE.
Niewielu spotykam takich ludzi - ktoś błyszczący opryskliwością na forach, przeszkadzacz w terenie (typu pijak, wariat, czy żebrzący degenerat), wydawca "Digitalcośtam Poland" który sam najlepiej wie czego potrzebują jego czytelnicy, czy autor zdjęć trupów i kobiet w masce pgaz. wypełzających z jakiejś nory - jednak potrafią oni dość skutecznie zatruć łyżką dziegciu tą beczkę zdrowej części ludzkości i odebrać część czegoś, co dla mnie jest podstawą fotografowania - WIARY W LUDZKOŚĆ. Może problem jest w tym, że za mało spotykam ostatnio dobrych ludzi?
Być może winne temu jest też MIASTO, w którym zrządzeniem losu od kilku lat mieszkam: Gdzie nie jest normalne to, że wsiadając do autobusu najpierw wypuszcza się wysiadających, że pies nie może paskudzić gdzie popadnie, że w kinie się nie źre i nie pije się piwa - dokąd głodni konsumpcji dóbr uciekinierzy, nie przystosowani do życia w swoich mniejszych społecznościach, przywieźli brak zasad i kretyńskie maniery. Gdzie w galerii "Zniechęta" pośród ochów i achów podstarzały "mistrz fotografii" opowiada o tym jak fotografował nagą dolną część jakiejś lafiryndy w czasie gdy jego żona konała na szpitalnym łożu. Gdzie wśród odrestaurowanych staromiejskich uliczek nikt nie zauważa bijącego ze studzienek smrodu. Jak o takim mieście - po pewnym czasie - pisać wiersze, czy to słowem, czy obrazem?
Po co fotografować - czy raczej: dla kogo? Czy ludzkość jaką mamy jest rzeczywiście tego warta? Czy ten piękny świat, dzieło Stwórcy jeszcze widać zza hałdy egoistycznego szmelcu jakie doń wniosła nasza "cywilizacja"?
W podręcznikach fotografii wszystko jest proste. Natomiast jak ma fotografować obcych ludzi ktoś, kto czuje do nich głównie niechęć lub nieufność, lub "po bożemu" fotografować krajobrazy ktoś, kto nienawidzi statywów? ;)
"Łatwo jest mówić o sztuce, teoretyzować, rozwiązywać sprzętowe problemy innych. Co jednak zrobić, gdy napotykamy bardziej prozaiczne problemy? Zrobiłem sobie taką prywatną małą listę 3 rzeczy, które najbardziej pomagają mi w fotografowaniu i 3 które najbardziej przeszkadzają, i zgadnijcie, co było nr 1 na tej drugiej - LUDZIE."
Z tego co się orientuje ,a przeżyłem trochę latek to we wszystkim co sobie postanawiasz zrobić największą przeszkodą są ludzie( rodzina ,znajomi). Jakakolwiek książka o pozytywnym nastawieniu czy inne tego typu pozycje poruszają to w pierwszej kolejności.. Jedni nazywają to negatywami ,inni " wampirami energetycznymi", ale każde hobby ,pasja sprowadza się do wyboru czy robię to co lubię czy siedzę z rodzina na imieninach u cioci...
Takie życie,......Jak to rozwiązać ... każdy na swój sposób ma na to receptę...
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.