Zobacz pełną wersję : Nikon d70s - padł?
Witam, pytanie takie mam. Zgrywałem fotki z aparatku na dysk. Kabelkiem oczywiście. Potem sobie go odłączyłem, przejrzałem zdjęcia i wróciłem do aparatu. Włączam...i nic. Zero reakcji. Nie włącza się w ogóle. Bateria może. Załadowałem do pełna i dalej nic. Nie mam innego pomysłu na poprawe jego stanu. Co z nijm robiłem wcześniej? Parę dni z rzędu latałem z nim po dworzu. Jakieś -8 Celsjusza było. Generalnie zachowywał sie najnormalniej w świecie. Nie narzekał na nic, więc doszedłem do wniosku, że z nim wszystko OK. No, a teraz nie odpala. Nie reaguje na nic.
Czy możliwe jest, że padł software od chamskiego odłączenia go od kompa, a nie poprzez Bezpieczne Usuwanie Sprzętu?
pozdr.
irek6311
26-12-2007, 22:09
Reset aparatu ... przy USB chyba w D70s masz .
jak nie to Serwis tylko .
A droga możliwość ze przez usb twoja płyta dala mu zadurze napięcie.
Nic takiego nie widzę, powiem szczerze. Przy USB mam dc in/video out oraz cos dziwnego co z ikonki nic mi nie mówi;-)
I co w związku z dużym napięciem? Co sie stac mogło i jak to naprawić?
irek6311
26-12-2007, 22:17
Nic takiego nie widzę, powiem szczerze. Przy USB mam dc in/video out oraz cos dziwnego co z ikonki nic mi nie mówi;-)W D80 między USB/dc in/video out mam reset aparatu .
Tak na marginesie przepięciem na USB nie uszkodzisz aparatu .
Napisz nam lepiej w jaki sposób wniosłeś swojego D70s z dworu (w plecaku, w ręczniku, tylko w ręku, od razu z zimnego w ciepłe, potrzymałeś chwilę w chłodniejszym miejscu dla ochrony przezd szokiem termicznym, etc), gdzie było -8 st. C do domu, gdzie pewnie z jakichś 18-20 st. C masz spokojnie a my się zastanowimy, czy zimne powietrze z zewnątrz po ogrzaniu się w domu miało prawo nabroić w korpusie i porobić jakieś szkody.
W D80 między USB/dc in/video out mam reset aparatu .
No dobrze...a jak to wygląda? Dzyndzelek jakiś? Przycisk? Czy raczej otworek żeby szpilke wsadzić?
Terminux
26-12-2007, 22:22
Ja bym proponował wyciągnąć baterię i zostawić w cieple na noc. Rano wsadzić załadowaną baterię do aparatu i dopiero wtedy sprawdzić, czy żyje.
Napisz nam lepiej w jaki sposób wniosłeś swojego D70s z dworu (w plecaku, w ręczniku, tylko w ręku, od razu z zimnego w ciepłe, potrzymałeś chwilę w chłodniejszym miejscu dla ochrony przezd szokiem termicznym, etc), gdzie było -8 st. C do domu, gdzie pewnie z jakichś 18-20 st. C masz spokojnie a my się zastanowimy, czy zimne powietrze z zewnątrz po ogrzaniu się w domu miało prawo nabroić w korpusie i porobić jakieś szkody.
Więc od początku. Byłem sobie w górach na święta. Latałem z aparatem po wsi mojej żony. Nie długo, ale tak powiedzmy po około 30 minut dziennie. Tam z -8 było. Potem do rozgrzanego mieszkania wchodziłem, a aparat niosłem w ręku, a potem w nie za bardzo profesjonalnej torbie. Ot, podejrzewam, że jakas torba ze starego aparatu jakiegoś. Ciepła nie trzymała na pewno. Po przyjściu do domu nie uruchamiałem go w ogóle. Po jakims czasie włączałem. Jak już złapał domowa temperaturę (choc nie jestem na 1000% pewien czy aby na pewno nie zdażyło mi się go włączyć na moment). Zrobiłem 600 fot. Przyjechałem do rodzinnego miasta, aparat poleżal w domu z godzinke bezczynnie, zrzuciełm foty na kompa po godzinie i resztę już znacie.
Jest to malutki punkt 2mm pod gniazdem usb.
Dc in powyżej przycisk Reset we wgłębieniu (plastikowy przycisk), pośrodku złącz tak ogólnie .
D70s ma taki boczek: http://www.shootmatt.com/blog/wp-content/uploads/2006/09/2006-09-27-160635.jpg
Czy któreś z wejśc przypomina Ci Twój reset?
Jest to malutki punkt 2mm pod gniazdem usb.
A czy jest możliwe, aby ten punkt był na spodzie aparatu? 2mm po usb nie mam nic.
Kordian d70
26-12-2007, 22:37
nic nie powinno sie stac podczas odlaczania od kompa, chociaz bylo juz kilka postow na ten temat
sam mam w planach kupic czytnik, tak w razie co ....
Tak na spodzie aparatu, ale nie sadze by pomogło.
puchbeary
26-12-2007, 22:39
A czy jest możliwe, aby ten punkt był na spodzie aparatu? 2mm po usb nie mam nic.
tak. d50i d70 ma przycisk resetu na spodzie. takie małe gówienko co to je trzeba szpilką wciskać ale jeśli aparat zdechł to reset nic nie da. nie można zresetować czegoś co się nie włącza.
Więc od początku. Byłem sobie w górach na święta. Latałem z aparatem po wsi mojej żony. Nie długo, ale tak powiedzmy po około 30 minut dziennie. Tam z -8 było. Potem do rozgrzanego mieszkania wchodziłem, a aparat niosłem w ręku, a potem w nie za bardzo profesjonalnej torbie.
Lustrzanka to nie dość, że skomplikowane to jeszcze cholernie czułe urządzenie elektroniczne. I czułe jest włąśnie na duże wahania temperatur. W normalnej eksploatacji nie występują różnice temperatur +/-30 st. C, a Ty zafundowałeś swojemu sprzętowi taki właśnie szok. Będąc na dworze zimne powietrze przez pół godziny dobrze przeniknęło na wskroś Twojego Nikona. Wnosząc go z -8 do +20 masz prawie 30 st. i para wodna z zimnego powietrza w dość szybkim czasie paruje i osadza się na wszystkim, co napotka, również na eletkronice body wewnątrz czy wewnątrz samego obiektywu.
Wyjmij baterię, kartę pamięci, zdejmij obiektyw, załóż dekielek na obiektyw i korpus i połóż całość w suchym, lekko przewiewnym i co najważniejsze! w średnio ciepłym miejscu w domu. Poczekaj, aż wszystko wyparuje, całość niech poleży z dzień-dwa. Później spróbuj ostrożnie wszystko uruchomić od nowa, zresetuj sam korpus, przeczyść styki obiektywu. Jeśli nie wystartuje możesz tak pół na pół witać się z ulicą Postępu 14 (lub pomodlić się i liczyć na wstawiennictwo w sprawie swojego D70s).
Na przyszłość nie wność żadnej czułej elektroniki z zimnego prosto w ciepłe i nie uruchamiaj w niedługim czasie. Niejeden dysk twardy lądował u znajomych w śmieciach bo się im spieszyło.
PS. Jeśli nie posiadasz profesjonalnego plecaka to zrób tak jak np. ja. Wychodząc z aparatem na dwór wkładam go w puszysty ręcznik. Wracając z dworu zostawiam aparat w ręczniku w domu i niech tak sobie tam w tym ręczniku leży. Jeden ręcznik rozwiązuje dwie sprawy: w razie upadku może dodatkowo ochronić zestaw i dzięki samemu ręcznikowi aparat nie jest bezpośrednio atakowany przez ciepłe powietrze. Tanie, proste a jakie praktyczne. W domu wyjmuję tylko kartę i zgrywam zdjęcia przez czytnik.
Zrobie jak polecasz. Natomiast znamienna sprawa: jeszcze dzis w drodze z gór robiłem nim zdjęcia. Nie wychodziłem na długo (3 minuty) z samochodu, a kilka zdjęc cyknąłem wręcz z samochodu. Czy to coś zmienia, że dziś jeszcze działał i był wesół, a tak na prawde to zmarzł wczoraj?
Jeśli już po padnięciu aparat znów zaczął Ci działać to dobra Twoja. Wysusz jak pisałem, naładuj baterię do pełna, przeczyść styki, zresetuj aparat, jak trzeba będzie to i sformattuj kartę (na wszelki) i daj znać.
Sie podepne.
A czy przycinanie lustra tylko na mrozie (mialem moze z 4 razy w ciagu miesiaca) moze byc spowodowane wlasnie takim postepowaniem???
Tak sie przyzwyczailem, ze sprzet lezy w torbie lub na stole caly czas wlaczony. Wychadzac na dwor (- 5 stopni) po chwili wyjmuje z torby wlaczonego i cykam foty. Po jakiejs chwili przycina sie lustro. Potem znow wszystko dziala.
Az strach pomyslec ze z moim moglo sie cos stac bo wracajac wszedlem z nim na szyi do domu i az caly zaparowal na pol godziny. Oczywiscie znow byl wlaczony, ale nic z nim nie robilem az sie nie ogrzal.
Teraz widze, ze tak przeciez nie mozna.
Wiele razy przenoszac "twardego" do kumpla czekalismy z 20 minut az sie ogrzeje, a z aparatem zapominam.
Specu od NIKONA (nieomylny) powiedzial, ze... zasilacz komputerowy z komputera skladaka dal jakies dzikie napiecie i pierdyknal przez USB system zasilajacy w aparacie. Wszystko jest do zrobienia ;) wiec moja sprawa konczy sie w ten sposob. Specu sie tym zajmie.
Moze opisz jak to sie skonczy, jak ten spec ci to zrobi. I jakie koszta
kazujaman
30-12-2007, 17:57
Lustrzanka to nie dość, że skomplikowane to jeszcze cholernie czułe urządzenie elektroniczne. I czułe jest włąśnie na duże wahania temperatur. W normalnej eksploatacji nie występują różnice temperatur +/-30 st. C, a Ty zafundowałeś swojemu sprzętowi taki właśnie szok. Będąc na dworze zimne powietrze przez pół godziny dobrze przeniknęło na wskroś Twojego Nikona. Wnosząc go z -8 do +20 masz prawie 30 st. i para wodna z zimnego powietrza w dość szybkim czasie paruje i osadza się na wszystkim, co napotka, również na eletkronice body wewnątrz czy wewnątrz samego obiektywu.
(...)
Na przyszłość nie wność żadnej czułej elektroniki z zimnego prosto w ciepłe i nie uruchamiaj w niedługim czasie. Niejeden dysk twardy lądował u znajomych w śmieciach bo się im spieszyło.
Nie przesadzajmy,SLR to aparat jak każdy inny i nie ma co się nad nim zanadto rozczulać.Ba,to,co produkuje Nikon jest o wiele lepiej wykonane,spasowane i solidniejsze niż większość aparatów typu P/S.Ja osobiście żadnej z moich idiotkamer nigdy nie wypieszczałem w ten sposób po powrocie do domu z zimowego focenia i nie robię też tego z moim D40.Na przedświątecznym wyjeździe w Alpy przez cały tydzień doznawał codziennie takich 'szoków' i nic mu się nie stało.Dodaj do tego zdjęcia robione w zadymce śnieżnej,kiedy w pewnym momencie obiektyw był cały w śniegu,przypadkowe nasypanie śniegu do futerału przy wkładaniu/wyjmowaniu sprzętu i niezliczoną ilość wywrotek na stoku z plecakiem,w którym był aparat. Generalnie jedynym objawem przenoszenia sprzętu z mrozu do pokoju/+20C jest kondensacja pary na szkle obiektywu/filtra i na wizjerze. W środku raczej nie ma prawa się nic stać,no chyba,że ktoś zmienia sobie obiektyw przy padającym śniegu,albo sam go tam sobie nasypie w ten czy inny sposób.
Skoro D40 nie ma problemów przy eksploatacji w takich warunkach,to nie powinno byc problemu z żadnym innym modelem - chyba,że ktoś naprawdę ma pecha albo talent do psucia. Nie popadajmy w paranoję,każde urządzenie elektroniczne ma jakiś zakres tolerancji na zmiany temperatur i wilgoć,gdyby było inaczej,to przeciętny obywatel rocznie niszczyłby pewnie średnio 5 apratów,30 telefonów komórkowych i 2 samochody,w których padałaby cała elektronika po włączeniu w nich ogrzewania.
A wracając do tematu - przecież kolega wyraźnie pisze,że te 600 fot zrobił na przestrzeni kilku dni i przez ten czas aparaowi nic się nie stało mimo możliwego szoku termicznego,a problem pojawił się przy przesyłaniu przez USB dopiero ostatniego dnia. Moim zdaniem bardziej prawdopodobne jest właśnie jakieś przepięcie,bo mój komputer spalił w ten sposób dwa pendrive'y - po postu jedno z wejść USB było wadliwie podłączone.I tak dobrze,że były to tylko peny,a nie droższy sprzęt,jak odtwarzacz MP3 albo aparat ;P
Moze opisz jak to sie skonczy, jak ten spec ci to zrobi. I jakie koszta
Do speca aparat trzeba wysłać, a zrobie to dopiero dzisiaj. Na razie nic nie wiem, oprócz tego, że nie jest to pierwszy przypadek ze szkodami narobionymi przez USB.
W kwesti usb.-"Tak na marginesie przepięciem na USB nie uszkodzisz aparatu" . :) Podam przypadek który mnie spotkał. Byla burza. Mieszkam w bloku. Nie wiem czy piorun trafił w mój blok. Ale coś sie stało w sieci lan, jaka jest spięty cały blok. Komuś w 3 klatce padł cały komp, sąsiadce piętro wyżej płyta główna, a u mnie przez usb spalił sie aparat (kompakt) którego przez lenistwo nie odłączyłem. Dodam ze komp był wyłączony z sieci elektrycznej, podłączona tylko karta sieciowa.
Aaa...bo nie dodałem...całemu zamieszaniu winien był zasilacz w komputerze, a że komputer jest totalnym składakiem więc i zasilacz był jakis nie do konca idealny i zrobił kuku. Spec na szczęście potwierdził, że aparat wróci cały i zdrowy.
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.