PDA

Zobacz pełną wersję : [ Reportaż ] Chiny - Shanghai. Pierwsze wrażenia



philig
18-08-2007, 23:02
Witajcie,

od piątku jestem w Chinach, właśnie mija drugi dzień pobytu w Shanghaju. Dorwałem kafejkę i mam możliwość pokazać kilka zdjęć, napisać do znajomych, poczytać po Polsku :-)

Na chwilę obecną najbardziej brakuje mi chleba, ponieważ tutaj tego praktycznie nie znają.

Niestety nie mam za dużo czasu teraz, obiecuję ale, że po powrocie za dwa tygodnie postaram się uzupełnić wątek i zdjęcia dokładniejszymi opisami.


1.
Sprzedawca owoców, ulica Nanjing Road

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


2.
Jeden z licznych bezdomnych, którym ostatnie zmiany w gospodarce nie wyszły na dobre

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


3.
Myślę, że nie trzeba komentarza

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Mam też kilka nieobronionych dokładnie ale niestety w trochę większym rozmiarze, gdyż trudno mi się tu obsługuje ich szlaczki :-)

Najwyżej niech mod skasuje:


4.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


5.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


6.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


I albumik :)
7.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

prz3mo
18-08-2007, 23:09
Bardzo fajne zdjecia. Kurcze, zazdroszcze wycieczki, mi marzy sie z kolei Japonia... Moze kiedys uda mi sie owiedzic ten dziwny kraj :)

zeber
19-08-2007, 20:25
Bardzo udane kadry.
5 jest super, a 3 bardzo dołująca
pozdrawiam

Zbigniew
19-08-2007, 20:40
Bez dwóch zdań zajebiste zdjęcia - bardzo dużo daje im to, że niektóre robione są na w miarę szerokim kącie. A 4 i 5 jako żywo przypominają mi widoczki z HK. Pozdrawiam!

ZaaaaK
19-08-2007, 20:53
piękne kolorki, czekamy na więcej:)
miłej wycieczkik:)

slavcic
19-08-2007, 21:52
ciekawe fotki. mi najbardziej podoba sie 6 (sorki ze tak banalnie) - jest naturalna, bardzo przyjemna i ma piekne kolory. po za tym pokazuje fajny moment.

philig
23-08-2007, 12:10
Witajcie!

Dzieki za liczne komentarze. Niestety chwilowo nic nie moge dodac, jestem w biurze informacji turystycznej w Pekinie. Jutro jade do Zangzou, aby zobaczyc klasztor Shaolin. Moze dorwe w koncu jakiegos kompa z laczem usb i w miare kumata obsluga.

Rzadzi tutaj jezyk migowy i tabletki przeciw biegunce :)

Spadam na wynajety rowerek. Dam o sobie znac :-)

leny1980
24-08-2007, 12:32
bardzo fajny reportaz jesli mozna to tak nazwac

Blastha
25-08-2007, 11:47
Super fotki jestem pod wieliim wrazeniem .... sama odmiennosc obiektow juz jest dla przedladajacego w pl bardzo intresujaca..... super pozazdroscic takiej wyprawy

charmside
26-08-2007, 19:40
Zazdroszcze wyprawy... ciekawie pokazany reportaz...

philig
31-08-2007, 16:35
Wszędzie fajnie ale w domu najlepiej :)

Właśnie wróciłem. Nie mogę się powstrzymać i pokazuję jedno z ostatnich zdjęć.
Dzień przed odlotem postanowiłem zrobić narzeczonej prezent i zebrałem całą kasę na noc w hotelu HYATT w Shanghaju.

Menedżerka hotelu pozwoliła mi wejść na samą górę i cyknąć fotkę:

8.


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


idę się umyć, odpocząć z podróży powrotnej, nadrobić kilkadziesiąt godzin snu. Wieczorem wrzucę parę kolejnych zdjęć, już z innych miast.

cinek85
31-08-2007, 17:51
no to bardzo miła pani menago ci sie trafiła :) i zrobiła ci super prezent. zdjęcia w ogóle bomba. pośpij sobie człowieku zmęczony i dawaj więcej. pozdr

philig
31-08-2007, 22:10
6 godzin różnicy w czasie i jakieś 12 tyś. km kompletnie rozstroiło mój wewnętrzny zegar :-)

Namawiam każdego do zwiedzenia tego kraju. Warto.
Niech koszty nie przerażają, gdyż wcale nie są wygórowane. Kupując odpowiednio wcześniej bilet lotniczy, wydałem na niego 2400zł z opłatami. W samych Chinach, przy intensywnym zwiedzaniu, podróżując po miastach taksówką lub rowerem, korzystając na długich dystansach z gęstej i taniej sieci kolejowej, śpiąc w hotelach budżetowo przystępnych, można się spokojnie zamknąć w 1750 PLN czyli ok. 4729 RMB.

Trzeba tylko zrozumieć o co w tym wszystkich chodzi i mieć oczy szeroko otwarte. Białas to tani zarobek, bogacz z zachodu, naiwniak. Mimo wszędzie okazywanej sympatii, trzeba na początku cholernie dbać o siebie, nie dać się naciągnąć, nie wchodzić w ciemne uliczki, uważać na włącznie taksometru w taryfie, targować się o ceny...Wiadomo, że wszystko zależy od konkretnego człowieka ale mam za sobą kilka przeżyć, których nikomu nie życzę i w wolnej chwili opiszę. Chętnie odpowiem też na pytania.

Zaliczyłem Szanghaj, Pekin, Wielki Mur, Zhengzouh, góry Songshan z klasztorem Shaolin.
Niby niewiele ale trzeba pamiętać, że ten kraj jest OGROMNY! Powierzchnia niemal identyczna jak Europy.
Z Szanghaju do Pekinu jedzie się 12 godzin pociągiem (ok. 1200km). Odradzam kupno tańszych biletów (ok 200RMB) - nigdy drugi raz nie popełnie tego błędu. Tam nie ma miejscówek. Sprzedaje się tyle biletów, ile wejdzie do pociągu ludzi - do oporu. Nie szło dojść do łazienki - kobiety załatwiały potrzeby fizjologiczne do pudełek po zupkach chińskich. Na szczęście znalazła się opcja dla białych - chiński "WARS". Co półtorej godzinki kupić coś do jedzenia i można było siedzieć. Ostatnie 4 godziny jednak znów były w tragicznych warunkach. Wracałem przez Zhengzouh w sypialnianym, ciut droższy bilet (ok 320 RMB) ale każdy miał dla siebie małe łóżko a nie 2 cm przestrzeni wokół całego ciała.

Kolejna sprawa. Język. Praktycznie nikt w istotnych dla turysty miejscach nie zna angielskiego. Króluje kartka, długopis, migowy, cierpliwość. Całe szczęście, że mają te same arabskie cyfry :-)
Zarówno w hotelach do ok. 1000 RMB za noc, jak i nawet w takich za 1500 nie zamówisz sobie po angielsku pokoju. Palcem się wskazuje, rysuje, dogaduje. Dopiero w Hyatt w Shanghaju byłem mile zaskoczony. Wszyscy, łącznie z Boyami mówili conajmniej w stopniu komunikatywnym. Ważniejsi z recepcji, z którymi załatwiałem pozwolenie wejśćia na górę, w celu zrobienia zdjęcia, mówili biegle po angielsku.

Po angielsku nie dogadasz się w Pekinie na dworcu. Nawet w okienku dla "Foreign people" - jedynym opisanym w sposób dla mnie i znajomych zrozumiały. Nie kupisz biletu lotniczego w Zhengzouh, nikt nie zna angielskiego oprócz Hello i Bye.

Żaden taksówkarz, a wielu poznałem, nie znał chociażby podstaw angielskiego. Trzeba mieć przy sobie mapę. A najlepiej znać trasę albo śledzić palcem po mapie. Zdarzają się nieuczciwi, którzy albo nie włączą taksometru albo robią sobie dodatkowe rundki, zatrzymują się celowo na wszystkich pomarańczowych (PORD w Chinach to tylko teoria). O taksówkach i ruchu drogowym w Chinach można napisać książkę :-)

Zdarza się, że w miarę angielski znają policjanci, młodzież, pracownicy fast-foodów. Zagadał nas nawet jeden z licznych sprzątających ulice. Wyciągnął swoje rozmówki i sobie pogadaliśmy.

Dobra. Teraz kilka zdjęć.

9. Przejazd rikszą po Pekinie. Tania i ciekawa sprawa, ale trzeba pamiętać, że uzgodniona za przejazd cena, jest często ceną za osobę. Więc jeżeli nawet uzgodnicie 20 RMB za drogę z A do B, a pojechało was z tyłu dwóch, to zapłacicie 40. To częsty sposób naciągania, a to co uzgodniono wcześniej okazuje się niby nieporozumieniem. Raz mnie tak "porobiono" i dopłaciłem dla świętego spokoju różnicę. Mimo wyraźnej "umowy", kolejni też tak próbowali. Wtedy się wysiada, płaci swoje i idzie dalej. Kierowca pomęczy 5 minut i da sobie spokój.


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

10. Twarzy wyglądających bardziej europejsko jest w Chinach praktycznie zero. Tym samym te kilka białasów w konfrontacji z ponad miliardem Chińczyków, to nie lada wydarzenie. Trzeba się przygotować na to, że wszyscy się gapią. Wielu robi sobie zdjęcia z nami, niektórzy z ukrycia, jedni "na ściemę, że niby to drzewo obok jest ciekawe", a większość sobie po prostu pstryka komórką. Jest to z początku dziwne, jednak należy do tego podchodzić z luzem, się uśmiechać. Kilkanaście razy poproszony mnie albo kogoś z naszej trójki do fotki rodzinnej, pamiątkowo-albumowej. W ten sposób zaliczyłem niejednego miśka z Chińczykiem :-)

Tutaj sytuacja naprawdę ekstremalna. Byliśmy w pekińskim parku, chciałem pofocić ptaki. Ten sam pomysł miało kilku miejscowych fotografów. Nasz przyrodniczy wypad przerodził się w burzę nikonowskich luster. Było wesoło, w końcu narzeczona zapozowała - zleciało się momentalnie tylu fotografów, że moje 12 mm miało problem wszystkich pomieścić w kadrze :-)


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

11. Chińska kuchnia jest specyficzna. Zupełnie inna niż to, co my tu znamy. Ja po 3 dniach miałem rozwolnienie. Trzymało mnie przez 8 dni. Nie pomagał węgiel ani gastrolit. Podobno to inna flora bakteryjna. W każdym razie to nie dla mnie było. W sklepach nie kupi się ani chleba, ani sera, ani czekolady, ani jogurta. Tylko woda, zupki, suche ciastka, orzeszki, soki, tytoń, ryż, makaron, jajka, suszone mięso z kurczaka i wszelkiego rodzaju owoce.
Czasami można trafić na sklep, gdzie w lodówkach jest coś innego, jak tylko napoje. Ale baaaardzo rzadko.

Niektóre potrawy są bardzo dobre, jednak ostre i nierzadko przyrządzane w mało higienicznych warunkach.
Np. w KFC i McDonaldzie w Szanghaju radzę kupować tylko butelkowane napoje. Wszystko z dystrybutorów podłączone jest IMO do kranu. Chlor czuć z odległości 20cm. W Pekinie było w porządku.


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

12.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


13. A tutaj wysokościowce z północnego Pekinu. Bardzo ciekawe architektonicznie.


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)



14. Oraz ludzie z budowy obok:


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


15. Kadr z dworca Pekin Xi


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

ufolek
02-09-2007, 05:26
Świetne fotki, jedne piękne inne ciekawe + opis zachęcający do pakowania plecaka ;-) Mam nadzieje, że CDN...

yendash
02-09-2007, 08:38
Bardzo ładne zdjęcia. Dodatkowo pociągający opis więc chętnie zobaczyłbym i przeczytał więcej. A co do wyjazdów w tamte rejony w ogóle, mój znajomy jest już któryś raz, ale ma dość niekonwencjonalny (jak na tę odległość) sposób podróżowania - stopem. W chwili obecnej jest w Japonii a wyjechał w lipcu. Tak że gdyby komuś szczególnie zależało to tabliczka z napisem szczecin-tokyo działała:)

wavman
02-09-2007, 10:48
Fajne fotografie, adekwatny opis i sporo przydatnych informacji... dobry reportaż wyszedł. :)

Zuzus
02-09-2007, 12:45
Zdjecie z papryczkami super..

Pozostale tez fajne, czuje sie tamten klimat. Wiem bo miesiac temu tez bylam w chinach.. Pekin, Xian.. :)

Szkoda ze jak ja bylam w parku nie bylo takich atrakcji :) a na dworcu bylo znacznie wiecej ludzi..

A.. choroba zwiazana z tamtejszym jedzeniem.. to chyba co trzeciego turyste dopada.. W koncu inna flora bakteryjna i to wszystko :)

Odpoczywaj po wycieczce, przestaw sie na swoj czas, i wrzucaj kolejne zdjecia.. :)
Pozdrawiam, Zuzia

kajti
02-09-2007, 14:05
dobre zdjecia, chetnie zobaczylbym wiecej i przeczytal rowniez.
o sposobie podrozowania stopem opowiadal mi kiedys kolega ktorego poznalem w omanie, lecz wtedy jeszcze niestety
nie interesowalem sie fotografia,a szkoda,
w krajach arabskich problem wody i jedzenia mnie nie dopadl.
nowe marzenie mi sie pojawilo. dzieki za dobry reportaz.
pozdrawiam./

Artur
02-09-2007, 23:16
Bardzo lubie ogladac zdjecia z podrozy. Twoje sa naprawde bardzo fajne. Tylko pozazdroscic.

philig
03-09-2007, 09:50
Pod ręką mam dwa kolejne.

16.
Rzeka Huangpu. Szanghaj leży przy trzecim pod względem wielkości porcie na świecie. Ruch na tej "trasie" jest nie do opisania. Dosłownie autostrada wielopasmowa. Pod koniec dnia udało mi się zrobić zdjęcie zakorkowanego odcinka w okolicy Yangpu.
Załadowane pod sam brzeg kutry się najzwyczajnie na świecie przepychały, trykały i trombiły na siebie z taką samą częstotliwością jak robią to pojazdy na ulicach :-)


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

17.
Zhengzhou. Widok z hotelu na dach budynku obok. Jest to dom towarowy, na którym odbywała się poranna odprawa pracowników ochrony. Pożniej dorzucę zdjęcie w szerszym kadrze, na którym widać, że wiele firm motywuje w ten sposób swoich pracowników.


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Artur
03-09-2007, 14:11
Fajne sytuacje zlapales.

philig
04-09-2007, 11:23
Opowiem trochę o podróżowaniu koleją po Chinach.

Dworce w Pekinie, Szanghaju i Zhenghzou są ogromne. Często mają też "oddziały" na wschodzie albo zachodzie miasta. Należy o tym pamiętać, bo nikt nas nie poinformuje przy sprzedaży, że dany szlaczek na bilecie znaczy, że trzeba odjechać z innego dworca. W ten sposób spędziliśmy przymusowo jeden dzień dłużej w Pekinie.

Radzę się też pytać o to samo po kilkadziesiąt razy różnych ludzi. Zdumiewiające, jak różne mogą być odpowiedzi i wskazywane kierunki. Ale kiedy już zbierze się dwie/trzy podobne wersje można działać :)

Kupując bilet najlepiej mieć mapę dwujęzyczną. Nasze pismo to dla nich szlaczki i nie dogadamy się podając miasto docelowe na podstawie transkrypcji. Na trzy biletowe zakupy trafiła mi się jedna Pani, z którą się w miarę dobrze dogadałem. Z reguły jednak białasa obsługuje chmara Chińczyków i po jakimś czasie można dojść do porozumienia :)

Ceny biletów są bardzo zróżnicowane. Od ok. 120-130 RMB do nawet 500. Jak już pisałem wcześniej - nie kupować biletów bez miejscówek!!! Nikomu nie życzę takiej jazdy, jak ta którą przeżył mój kolega. Należy brać kuszetki, podróże są bardzo długie, bo i odległości kolosalne. Najlepiej kupować bilety z wyprzedzeniem - może zabraknąć miejsc.
Raz mieliśmy tak, że starczyło na dwa łóżka i jedno stojące osiem wagonów obok.
Kolega nalegał, że on postoi sobie te 10 godzin, był święcie przekonany, że sobie znajdzie miejsce do spania albo siedzenia. Pięć minut po ruszeniu pociągu dostałem esemesa "*** ratuj mnie. Jak podniosę nogę to jestem w powietrzu. Wszyscy się tu dotykają".
Zaczęło się kombinowanie, jakby go tu do nas ściągnać. Przeszedłem się przez te kilka wagonów sypialnianych, żeby dostrzec, że drzwi do tych "gorszych" wagonów są zakluczone. Nie szło otworzyć ani z mojej strony ani z drugiej. Po drodze znów nikt po angielsku. W końcu pojawił się na horyzoncie Pan, elegancko ubrany, czterdziestka na karku. Okazało się, że zna dość dobrze nie tylko chiński. Kilka rozmów z obsługą wagonu i wszystko z przeniesieniem za dopłatą kolegi było załatwione.
Esemes do Łukasza:
- "podaj numer wagonu, to po Ciebie przyjdą".
odpowiedź po kilku minutach:
- "już w porządku poradziłem sobie, mam nawet łóżko"

My ulga ale na wszelki wypadek zapytałem o ten numer wagonu ponownie, bo obsługa już się wczuła i węszyła łatwy zarobek. Kolejny esemes - "jest w porządku, daję tu radę".

I na tym się dla nas sprawa zakończyła.
Co się okazało po 10 kolejnych godzinach jazdy tym pociągiem?
Dojechaliśmy i odszukaliśmy Łukasza na dworcu w Szanghaju. Wyglądał masakrycznie. Cały przepocony, oczy czerwone, skończony człowiek. Opowiedział nam, że znalazł konduktora, zapłacił mu i w zamian wpuścił go do swojego przedziału pracowniczego, z jednym łóżeczkiem.
Szkoda, że konduktor go po godzinie z tego pomieszczenia wyrzucił i sam się w nim położył.
Kolega opowiadał, że 10 godzin stał, nie miał jak sięgnąć po telefon, nie szło przejść do łazienki, potrzeby fizjologiczne załatwiane były na stojąco do kubków po zupkach. A na dodatek ostatniego esemesa Łukasz wysłał do Polski, do kolegi "uzupełnij mi proszę konto w telefonie". W odpowiedzi dostał: "napisałem do Twojego brata, żeby Ci uzupełnił". A brat na wakacjach, bez telefonu był...

Także uważać na wykupienie odpowiedniego miesjac w pociągu. Wydawało mi się, że to co ja przeżyłem jadąc do Pekinu w ichniejszym Warsie było już dość mocne, to przeżycia Łukasza były straszne.

Do opowieści o koleji chińskiej wrócę, gdyż mam też kilka bardzo pozytywnych przeżyć i inne zdjęcia.

Tymczasem fotka z dworca zachodniego Bejing Xi, na którym wzbudzaliśmy nielada furorę:

18.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

AMI
04-09-2007, 12:09
Ehh wspomnienia :) sam ze trzy lata temu byłem w Chinach. Potwierdzam, tylko kuszetki. Aczkolwiek przedziały siedzące nie były zakluczone i na fajka chodziłem miedzy wagony z kuszetką i siędzącymi, źle to nie wyglądało ( druga klasa ). Tłoczno ale wszyscy siedzieli. Fajne zdjęcia, szczególnie bezdomnych. Mimo, że byłem tylko miesiąc w chinach, bezdomnego i to tylko jednego zobaczyłem w szanghaju, nigdzie indziej.

Pozdrawiam,
AMI

philig
04-09-2007, 21:14
Pewnie wszystko zależy od pory roku. Z nami przez pierwszy tydzień podróżowała dziewczyna kolegi, który w pracuje Ningbo. Jest Chinką. Wytłumaczyła mi, że jest okres powrotów studentów od rodzin na uczelnie do większych miast. To może wyjaśniać ten tłok.

Bardzo nam pomogła się odnaleźć w tym kraju. Cieżko by było bez niej. Nie wiem ile by trwało ogarnięcie szoku kulturowego i kompletnego braku komunikacji. Przy okazji wieczornych rozmów dowiedziałem się wielu ciekawych spraw na temat kultury, religii, języka, mentalności i wielu innych cech chińczyków.

Takie informacje z pierwszej ręki, tego mi nikt już nie weźmie. Wiadomo, że były na początku pytania o to, jak smakuje pies :) Usłyszałem, że jadła psa max dwa razy w życiu. Zresztą tylko pełnoletnim wolno jeść uwielbiane w innych krajach czworonogi. Chińczycy wierzą, że psie mięso dodaje sił i jest samo w sobie na tyle zaczarowane, że jeżeli spróbuje je dziecko, to z nosa będzie mu leciała krew.

Będę wracał podczas swojego reportażu do opowieści Mandy, dziewczyny Tomka, która właśnie tak prosiła aby siebie nazywać, gdyż wielu Chińczyków przyjmuje sobie angielskobrzmiące imiona.

Przejście podziemne w Szanghaju. Częsty widok:
19.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)
Wjazd (wlot w sumie) do Chin wiąże się z tym, że trzeba się przygotować na pełną inwigilację. Wypełnianie wszelkiego rodzaju kwitków jest na porządku dziennym. Już w samolocie dostaje się pierwszy komplet trzech formularzy...gdzie, kto, po co, na jak długo, chory, jak chory to na co, skąd itede...
Pieniądze wymienić mogą tylko obcokrajowcy po okazaniu ważnego paszportu. Chińczycy muszą bardzo dokładnie udokumentować jak weszli w posiadanie obcej waluty. Wymiania dolarów na RMB trwa ok. 10-15 minut. Jeden papierek, drugi, podpis tu, podpis tam, okazanie paszportu, przepisanie zawartych w nim informacji...Przy okazji ogłoszenie :-) Przez przypadek zostawiłem w kieszonce torby foto 1000 RMB. Myślałem, że zgubiłem, kiedy się okazało w Poznaniu, że zapomniałem o tej małej przegródce. Jeżeli ktoś jedzie do Chin - sprzedam za 300zł - warte są 370zł. Jestem zły na siebie, bo tutaj w Polsce w żadnym kantorze nie można wymienić ich waluty, na której NB na każdym banknocie widnieje rycina Mao ;-)
20.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

W Szanghaju kursuje z lotniska do centrum miasta mega szybki pociąg Maglev (Transrapid). Zbudowali go Niemcy i działa na zasadzie poduszek magnetycznych. W ogóle nie ma styczności z szynami. Rozwija prędkość 432 km/h. Przejazd po okazaniu biletów lotniczych kosztuje 30 RMB od osoby i trwa zaledwie 8 minut. Niesamowite przeżycie.
21.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Jak już będziemy w mieście należy zachowywać czujność. Na każdym kroku jesteśmy zaczepiani przez tamtejszych akwizytorów. Uzbrojeni w zalaminowane zestawienie asortymentu atakują wszystkich turystycznie wyglądających spacerowiczów.
"łoczes, bages, tiszerts, diwidis, szius, luka luka, cziper for ju, mejk szpesial prajs, wery gud diskaunt...." i tak co minutę...strasznie upierdliwe.
Najlepszy na to jest ignor i przyzwyczajenie się. Gorzej jak taki natręt zacznie za Tobą chodzić i ciągnąć za koszulkę.
Najgorsze jest to, że wcale nie prowadzą do sklepów. Zaciągają do ciemnych uliczek, gdzieś w dół albo pod górę, za zakrętem, za drzwiami...Lepiej tam nie wchodzić. Zdarzają się napady. My na szczęście zostaliśmy w porę uprzedzeni, że takie "okazje" należy omijać szerokim łukiem.
No chyba, że sprzedawca ma pod ręką cały asortyment wcale nie podrobionych rolexów, breitlingów, bulgari, gucci...itd. :) Wtedy to za 15zł można mieć coś co prawie przypomina drogi zegarek.
22.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)
23.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)
cdn.

krisis
05-09-2007, 10:23
Kapitalny reportaż, czekam na więcej.

Dyziek
05-09-2007, 10:59
Super opis połączony z bardzo fajnym zdjęciami:) Czekam na ciąg dalszy opowieści.

philig
11-09-2007, 23:17
Czym się poruszać w Chinach po mieście?
Napewno nie samochodem prywatnym!
Ruch jest w porównaniu z naszym krajowym o wiele bardziej intensywny, zróżnicowany i przede wszystkim brutalniejszy. Tutaj wszystko rządzi się swoimi prawami. Przywyknąć trudno. Pieszy musi być bardzo ostrożny a przy przechodzeniu przez ulicę, najlepiej robić za cień miejscowych - oni mają już obcykane, jak w jednym kawałku dojść do celu, jakim jest chodnik po drugiej stronie :)

Przejść dla pieszych jest i to dużo, są szerokie i ładnie zaznaczone. Ale co z tego, jeżeli praktycznie żaden pojazd nie respektuje chodzących po nich pieszych. Światła pełnią funkcję dekoracyjną. Jedynie na większych skrzyżowaniach, albo jeżeli ruchem kierują porządkowi, można mniej więcej zaufać ich wskazaniom. W przeciwnej sytuacji pierwszeństwo ma ten większy, szybszy i/lub cięższy. Chińczycy jeżdzą samochodami w sposób bardzo specyficzny. Używanie klaksonu jest niezwykle popularne, wymuszanie pierwszeństwa, mniej lub bardziej kontrolowane zmiany pasów to codzienność. Kierowcy, którzy się włączają do ruchu poprostu wjeżdzają na ulicę/skrzyżowanie. Rzadko kto spojrzy się w lusterko lub do tyłu, albo chociaż zredukuje bieg do dwójki. Wjeżdża się na "chama", na czwóreczce, z podporządkowanej, w akompaniamencie wyjących klaksonów. Martwią się Ci, którzy są na drodze z pierwszeństwem. I powiem Wam, że w tym wszystkim jest system, który usprawnia i upłynnia ruch. Na drodze nie ma agresji, a przez dwa tygodnie widziałem jedną stłuczkę. Skuter wjechał w bok busika. Kierowca skutera podniósł swój bicykl, pokrzyczał na właściciela samochodu, natomiast ten drugi wyszedł, zobaczył, że pierwszy już odjechał, z nogi poprawił zderzak, trzasnął drzwiami i ruszył dalej w swoją trasę.
Szybko i bezboleśnie :) Ale pękniętych zderzaków naoglądałem się mnóstwo.

24. Dostawczak na Pudongu:

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

25.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


Obcokrajowcom nie wolno wypożyczać samochodów. Nie ma opcji, że skoczymy sobie do AVIS'a, wsiądziemy do Corsy i zwiedzimy kraj na własną rękę. Pozostaje conajwyżej możliwość wynajęcia samochodu i kierowcy.
I wiecie co? Dobrze, że tak jest. Bo wypadków na trasie jest tam podobno niezmiernie dużo, kończą się przeważnie tragicznie. Nic dziwnego, jeżeli na krajówkach dwupasmowych chodziły sobie normalnie przypięte do pobocza krowy. Środkiem drogi, na trasie, gdzie samochody jadą 90km/h hycają sobie krowy, a obok stoi właściciel i ma to gdzieś. Światła w samochodach w mieście włącza się ok 23.00, a i tak niektórym się nie chce.
Natomiast na trasie jedzie się albo na długich, albo bez świateł. Brzmi to niewiarygodnie, ale kiedy jechaliśmy taksówką ok. 00.30 w nocy z Zhengzouh do Songshan (100km), podczas mgły, na krajówce z "dwoma pasami", jechały ok. 4 pojazdy, piesi, rowery z przyczepkami bez świateł. Na poboczu brakowało latarni, kierunek wyznaczały drzewa, ciężarówki z węglem nadjeżdzały z naprzeciwka bez świateł, wyprzedzanie z lewej, z prawej, środkiem, 80 km/h - tego się nie da opisać. Tylko dla ludzi z mocnymi nerwami.

Także w mieście najlepiej taksówka albo rower. Na trasie pociąg albo....samolot.
Samolotem z Zhengzouh do Szanghaju można polecieć za 800 RMB, ale porozumiewanie się w biurze linii lotniczych graniczy z cudem. Dla mnie za drogo, ale warto było spytać o cenę.
Natomiast taryfa w mieście to jeden z najtańszych środków transportu. Zależnie od miasta stawka za trzaśnięcie drzwiami wacha się w okolicach od 6 do 11 RMB. Po ok. 5 minutach taksometr nalicza 2 RMB za każde dwa kilometry (w mieście). Z reguły nasze kursy w 3-4 osoby zamykały się w granicach do 15 RMB. Jeżeli jadą trzy osoby to wychodzi po 1,85zł. Najdroższy kurs mieliśmy za 148 RMB z centrum Szanghaju na lotnisko (ok 50km) - czyli jakieś 18,5zł na głowę, jeżeli jadą trzy osoby.

26. W Szanghaju wszystkie taksówki to VW Santana. Pomalowane w podobny sposób.


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

27.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Jest naprawdę tanio i chociażby samo wsiadanie do klimatyzowanego pojazdu na 15 minut jest warte zapłaty 2zł :-)
Należy mieć przy sobie mapę, śledzić trasę, pilnować włączenie taksometru (taka ruchoma klapka na lusterku albo na desce rozdzielczej). Wszyscy kierowcy taksówek są oddzieleni od pasażerów klatkami, albo przegrodami z pleksy. Po co takie coś - nie wiem. Jednak skutecznie utrudnia zrobienie kierowcy krzywdy - o czym się osobiście przekonałem. Jednak tą opowieść zostawiam na koniec.

W Pekinie wynająłem rower za ok 5 zł/doba. W okolicy Hutongów, czyli biedniejszej dzielnicy, jest pełno wypożyczalni.

28. Boczna uliczka w dzielnicy Hutongów:

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


W taki sposób miasto zwiedza się bardzo przyjemnie. Momentalnie przestaje dokuczać żar lejący się z nieba i duchota.

29.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

30.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Drogi rowerowe są rewelacyjne. Oddzielny pas ruchu, często oddzielony od jezdni barierką, wykończony gładkim asfaltem, bez dziur (to jest możliwe!), dobrze oznaczony, niekończący się nagle i kontynuowany 100 metrów za skrzyżowaniem.

31. "Rządowe" limuzyny :)


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Wszystko przemyślane. Bardzo przyjemnie się po tych drogach jeździ i zdobywa miasto.

32.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

33.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

34.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


Na deser mała ciekawostka. W ten sposób wielu Chińczyków czyta gazety. Specjalnie do tego celu w wielu miejscach w mieście zainstalowano witryny, w których codziennie zmienia się poszczególne strony:

34.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


CDN.

mjr
14-09-2007, 10:46
Chciał bym Ci podziękować, za tak wspaniałe opisy i cudowne zdjęcia.

Moim największym marzeniem jest zwiedzenie Chin. Niestety coraz bardziej się utwierdzam w tym, że nigdy do tego nie dojdzie.

Pozdrawiam
Krzysztof M.

deoc
14-09-2007, 12:56
super... coz wiecej mozna rzec... moze ktoregos dnia ??

lechupe
14-09-2007, 14:13
Kontynuując nieco wspaniałą opowieść philiga, warto dopowiedziec, ze Shanghai obecnie to najszybciej rozwijająca sie metropolia świata - myślę - absolutnie na topie jezeli chodzi o nakłady inwestycyjne i tempo przeprowadzanych prac budowlanych.

Rozwala sie tam całe dzielnice, aby nastepnie stawiać kolejne drapacze chmur, biurowce i apartamentowce. W tym miescie pracują najwybitniejsi swiatowi architekci. Rok po roku pada rekord najwyzszego budynku. Po kilkumiesiecznej nieobecności w Shanghaiu, nie poznaje sie całych dzielnic.

Ogromne tempo przebudowy wynika z niewielkiego liczenia sie z tymi, którzy zamieszkują "stare" dzielnice. Panstwo płaci im wprawdzie odszkodowania, ale nie uwzglednia zadnego protestu, czy innych form opóźniania rozbiórki.
Budowa wysokościowca trwa prawie non-stop, po 20 godzin na dobę. Robotnicy przywożeni z głebi kraju mieszkają w specjalnie wybudowanych dormitoriach na placu budowy, odrobinę nieco lepszych od slumsowatych lepianek okalających down-town.

Przebudowę miasta napędza również wzja EXPO, które odbędzie sie za 3 lata. Jadąc na miedzynarodowe lotnisko Pudong, po ou stronach rzeki widac ogromne place budowy kolejnych pawilonów.

Za niebywałym rozwojem Shanghaiu nie nadąża społeczeństwo. Stąd też na ultranowoczesnych ulicach wokół People's Ave ciągle widać przerdzewiałe roweropodobne wehikuły, wyładowane wszystkim, co tylko może sie przydać. (kto powiedział ze na rowerze nie da sie przewiezc półtorametrowej lodówki...)

Postępuje tez rozwarstwienie społeczenstwa. Inflacja zaczyna przekraczac 10% rocznie. Bilety na metro p0drożały z 1 RMB w 2005 do 4 RMB w 2007. Wynajęcie mieszkania w centrum, to kwota przekraczająca 12 000 RMB (1200 euro) miesiecznie. Miesieczne czesne w szkole /styl europejski/ to ponad 1000 dolarów.
Robotnik w fabryce w rejonie zarabia mniej wiecej 70-80 euro na miesiac (700-800 RMB). Białe kołnierzyki to 2000-3000 RMB.

Nie mniej, warto przyjrzec sie dynamice rozwoju tego miasta i całych Chin. A potem porównać to z procesem powstawania infrastruktury w Polsce. Nabywa sie zupełnie innej optyki...

philig
14-09-2007, 21:49
Moim największym marzeniem jest zwiedzenie Chin. Niestety coraz bardziej się utwierdzam w tym, że nigdy do tego nie dojdzie.


Czemu?

Ani to nie wychodzi drogo, bo drożej jest nad polskim morzem, ani nie jest szczególnie niebezpiecznie. Czyżbym Cię swoją opowieścią zraził do Chin? W jednym z pierwszych zdań namawiam wszytkich, aby tam jechali - bo warto!

Mentalność tych ludzi jest wspaniała. Tyle uśmiechów, życzliwości oraz chęci niesienia pomocy nie spotkałem w żadnym innym kraju. Spokój, którzy Ci ludzie mają jest godny pozazdroszczenia. Próbowałem sobie wyobrazić, w jaki sposób reagowaliby nasi rodacy w ich ruchu ulicznym, w tym ścisku w metrze, przy tej biedzie. Porównania wychodziły bardzo często na naszą niekorzyść. Ich religia/filozofia, która uczy harmonii i szuka sensu życia w najprostszych sprawach, to jest coś, co trzeba doświadczyć, aby zrozumieć. Taka wycieczka to niesamowita nauka życia!

35. Muzyk spotkany na placu Tiananmen w Pekinie. Takie reakcje budzi człowiek z innego świata, czyli my!

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)



Kontynuując nieco wspaniałą opowieść philiga, warto dopowiedziec, ze Shanghai obecnie to najszybciej rozwijająca sie metropolia świata - myślę - absolutnie na topie jezeli chodzi o nakłady inwestycyjne i tempo przeprowadzanych prac budowlanych.

Zgadzam się w pełni. Jeden wielki plac budowy - wszędzie jak grzyby po deszczu powstają jakieś nowe budowle. Każda musi być wyższa i piękniejsza od poprzedniej.

36.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


37.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)




Rozwala sie tam całe dzielnice, aby nastepnie stawiać kolejne drapacze chmur, biurowce i apartamentowce. W tym miescie pracują najwybitniejsi swiatowi architekci. Rok po roku pada rekord najwyzszego budynku. Po kilkumiesiecznej nieobecności w Shanghaiu, nie poznaje sie całych dzielnic.


Powiem więcej. Na Pudongu nie kupuje się gruntów. Można je jedynie dzierżawić. To najdroższe nieruchomości na świecie. Likwidacja biedniejszych dzielnic to sprawa dość kontrowersyjna. Ciekawe są te kontrasty między tymi prostymi chatkami a potężnymi wysokościowcami w tle. Pewnie skończy się na tym, że zostawią kąsek dla turystów, na zasadzie Pekińskich Hutongów, czyli miasto w mieście, otoczone betonowym murem.


38.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)




Ogromne tempo przebudowy wynika z niewielkiego liczenia sie z tymi, którzy zamieszkują "stare" dzielnice. Panstwo płaci im wprawdzie odszkodowania, ale nie uwzglednia zadnego protestu, czy innych form opóźniania rozbiórki.
Budowa wysokościowca trwa prawie non-stop, po 20 godzin na dobę. Robotnicy przywożeni z głebi kraju mieszkają w specjalnie wybudowanych dormitoriach na placu budowy, odrobinę nieco lepszych od slumsowatych lepianek okalających down-town.

Zgadzam się. Budowy praktycznie nie są przerywane. Czas to pieniądz. Nie mogę się jednak pogodzić z tym, w jaki sposób w Chinach traktuje się ludzkie życie. Podczas mojego pobytu w tym kraju, w mieście którego nazwy nie pamiętam, zawaliło się rusztowanie, na którym pracowało ok 65 robotników. Tylu właśnie zginęło. W Pudongu spadł z wieżowca pracownik, a że nie było żadnej asekuracji, to zleciał kilkanaście pięter, odbił się od budynku i spadł 10 metrów obok. Zalało kopalnie węgla - 200 ludzi zaginęło...a to jedynie informacje z i tak już ocenzurowanego China Daily...U nas byłaby conajmniej kilkudniowa żałoba narodowa. A wspomniane przeze mnie wydarzenia to raptem dwa tygodnie.


39.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


40.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)




Przebudowę miasta napędza również wzja EXPO, które odbędzie sie za 3 lata. Jadąc na miedzynarodowe lotnisko Pudong, po ou stronach rzeki widac ogromne place budowy kolejnych pawilonów.

Za niebywałym rozwojem Shanghaiu nie nadąża społeczeństwo. Stąd też na ultranowoczesnych ulicach wokół People's Ave ciągle widać przerdzewiałe roweropodobne wehikuły, wyładowane wszystkim, co tylko może sie przydać. (kto powiedział ze na rowerze nie da sie przewiezc półtorametrowej lodówki...)


41. Rozbierana na drobny mak dzielnica w Szanghaju

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


42. Wynosi się wszystko, aby tylko zrobić miejsce pod kapitalizm.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)




Postępuje tez rozwarstwienie społeczenstwa. Inflacja zaczyna przekraczac 10% rocznie. Bilety na metro p0drożały z 1 RMB w 2005 do 4 RMB w 2007. Wynajęcie mieszkania w centrum, to kwota przekraczająca 12 000 RMB (1200 euro) miesiecznie. Miesieczne czesne w szkole /styl europejski/ to ponad 1000 dolarów.
Robotnik w fabryce w rejonie zarabia mniej wiecej 70-80 euro na miesiac (700-800 RMB). Białe kołnierzyki to 2000-3000 RMB.

Nie mniej, warto przyjrzec sie dynamice rozwoju tego miasta i całych Chin. A potem porównać to z procesem powstawania infrastruktury w Polsce. Nabywa sie zupełnie innej optyki...

Ja to widzę trochę inaczej. Rozwarstwienie jest. Brakuje typowej klasy średniej. Albo bieda/minimum potrzebne do życia albo średnia wyższa klasa/bogactwo. Problem inflacji zdaje się być opanowany. W ciągu ostatnich kilku miesięcy widać nawet umacnianie się RMB w stosunku do Dolara. Ceny za mieszkania nie znam ale podana przez Ciebie kwota musi odpowiadać naprawdę wysokiemu standardowi i mieć niesamowitą lokalizację. Co do zarobków, mogę się zgodzić.

CDN. może jeszcze dzisiaj.

Jacky
14-09-2007, 23:13
Gratuluje wyprawy, oka i wprawnego pióra. Przeczytałem wszystko i czekam na więcej :)

Pozdrawiam
Jacek

PS
Jutro dam do przeczytania cały wątek żonie, ale myślę, że germanistka wolałaby jednak inny zakątek świata :(

philig
14-09-2007, 23:23
Gratuluje wyprawy, oka i wprawnego pióra. Przeczytałem wszystko i czekam na więcej :)

Pozdrawiam
Jacek

PS
Jutro dam do przeczytania cały wątek żonie, ale myślę, że germanistka wolałaby jednak inny zakątek świata :(

A dziękuję :)

Może się spodobać żonie. Ja właśnie startuję siódmy rok germanistyki i bardzo chciałem jechać do Azji.

odii
14-09-2007, 23:40
kurde szczęka mi opadła :) świetne... całkiem inaczej sobie wyobrażałem ten kraj... Reportaż miazga!

lechupe
15-09-2007, 13:32
...Problem inflacji zdaje się być opanowany. W ciągu ostatnich kilku miesięcy widać nawet umacnianie się RMB w stosunku do Dolara. Ceny za mieszkania nie znam ale podana przez Ciebie kwota musi odpowiadać naprawdę wysokiemu standardowi i mieć niesamowitą lokalizację. Co do zarobków, mogę się zgodzić.

CDN. może jeszcze dzisiaj.

philig, inflacja dopiero sie zaczyna, podobnie jak schładzanie gospodarki - co zreszta zauważyła ostatnio nawet prasa (zobacz w internecie na Shanghai Daily z 11 wrzesnia).
Rośnie zwłaszca żywność - probowałes "włochatych krabów" - lokalnego przysmaku ? W zeszłym roku za kg trzeba było zapłacic coś ponad 31 dolarów, teraz prawie 50...

Ceny mieszkan, to oczywiscie downtown, ale wierz mi - to jest kwota, która sie płaci za cos, co od biedy przypomina europejski standard. Proszę - pierwsza z brzegu oferta - 3 pokoje (100m2) na Jing An Yu Yuan Rd - jakies 10min od lotniska (krajowego) HongQiao 19 000 RMB/miesiąc....

A wracając do tematu - naprawdę swietnie pokazałeś te miasto. No i miałes trochę szczęscia...słońce i niebo w Szanghaju to nie jest zbyt częsty widok...:-)

philig
16-09-2007, 01:43
Czyli po raz kolejny dowód na istnienie przepaści, która separuje poszczególne warstwy społeczeństwa. Tak wysoki czynsz jest pewnie możliwy ale nadal uważam, że jest sytuacja skrajna.

Niestety mogę bazować jedynie na cenach/standardach hoteli, w których przyszło mi nocować. Przeważnie zatrzymywałem się miejscach niedrogich. Z reguły za pokój trzyosobowy płaciliśmy ok 150 do 288 RMB czyli od 18PLN/osoba do 35PLN/osoba. Pokoje czyste, klimatyzowane, telewizor, codziennie sprzątane (można spokojnie zostawiać rzeczy w pokojach), czajnik, telefon, niekiedy komputer na wyposażeniu pokoju z dostępem do internetu. Także standard dość przyzwoity, przynajmniej dla mnie wystarczający. Uważam że wymienione przeze mnie ceny są jak najbardziej do zaakceptowania.

Pod koniec wyjazdu zostało mi trochę pieniędzy i postanowiłem zrobić narzeczonej niespodzianke i zameldowałem nas w ekskluzywnym hotelu. Noc kosztowała mnie +- 1900 RMB. Kwota szalona ale raz się żyje i nie wiem, kiedy znów będę miał okazję spać na 30 pietrze w Szanghaju, z widokiem na Pudong.
Pokój marzenie, styl i jakość materiałów z jakich wykonano meble, telewizor panoramiczny, dvd, masa gadżetów, darmowe gazety, obsługa, łazienka z marmuru, przesuwane ściany, dymione szkło...tą noc nie zapomnę do końca życia.
Pracownicy hotelu niezwykle uprzejmi, niektórzy operowali doskonałym angielskim, na prośbę oprowadzono mnie po najdroższym i najwyżej położonym pomieszczeniu, na samej górze.

Tutaj Suit 100m2. Aktualnie kończą ostatnie 3 piętra - tam będą pokoje prezydenckie ok 300m2
43.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

44.


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

45.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

46.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


Siedzieć wieczorem przy lampce wina, w towarzystwie ukochanej, z takim widokiem...
47.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


Przyszło mi też spać w "nieco" gorszych warunkach ;-). Ale o tym opowiem następnym razem. Tego drugiego hotelu też nie zapomnę do końca życia...ale z innych powodów.



A teraz zmiana klimatu. Było bardzo kolorowo, czas na desaturację.

W Szanghaju można dotrzeć w okolicy ogrodów Yuyuan do dzielnicy, w której znajdziemy typowe klasyczne chińskie budowle z charakterstycznymi dachami. Okolica roi się od turystów, tym samym na naszej drodze spotkamy masę sklepików, straganów, ręcznych manufaktur. Niestety trzeba się liczyć z tym, że znów będziemy zaczepiani przez naganiaczy.
Warto pamiętać, że podawane przez sprzedawców ceny, które przyjdzie nam odczytać z kalkulatora albo telefonu komórkowego to zaproszenie do targowania się. Jeżeli koszula ma kosztować 300RMB, na kartkę albo w liczydło wpisuje się np. 30RMB. I często można spokojnie przy swojej kwocie zostać. Tak długo aż trzeba będzie wyjść ze sklepu/odejść. Zakład że sprzedawca Ciebie zawoła? Nawet za rogiem? Tak właśnie się robi zakupy w Chinach.

Temat ten rozwinę przy najbliższej okazji.

Obawiałem się, że mi to zostanie we krwi i zacznę się w Polsce podczas sobotnich zakupów w spożywczym targować o cenę chleba :D

48.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

49.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


I hit sprzedaży ulicznej. Praktycznie na każdej uliczne znalazł się sprzedawca, który w swoim asortymencie miał to coś. Przypominało to elastyczny żel, który po rozbiciu o płaską powierzchnię wracał do swojej pierwotnej formy, czyli świnki. Widziałem tylko Chińczyków kupujących ten wynalazek :)

50.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Nabiorę weny, znajdę czas i cdn.

tomiu
16-09-2007, 01:54
Stary, jesteś niesdamowity z tym swoim reportażem!

RAMA
16-09-2007, 02:22
Apropo Chińskiej czytelni gazet... Mieliśmy taką w Białymstoku. Gabloty wisiały na ścianie budynku wzdłuż ulicy Suraskiej. Zawieszano w niej gazety do czytania przez szybkę. Zdjęto to wszystko około 20 lat temu :-)
Prawie jak Shanghai..... tylko wysokościowców jakoś nie widać ;-)

tomajk
16-09-2007, 19:09
Pokazałem ten wątek mojej żonie, i teraz całkiem mam przechlapane, co prawda i tak zawsze chciała jechać do chin ale teraz to już nieodwołalnie, a wszystko za sprawą genialnego wprost dzieła jakim jest ten reportaż.
Nie możemy się doczekać kolejnych fotek i opowiadań.

Artur
16-09-2007, 19:32
Swietne kolejne zdjecia i ciag dalszy reportazu czytam z wielkim zainteresowaniem. Super.

Nikuś
16-09-2007, 20:18
Fajna historia.. z zainteresowanie obejrzałem i przeczytałem.


pozdrawiam

Efexor
16-09-2007, 20:49
bomba. Ale wciąga. Jestem sypatykiem kolei i te historie o trasnporcie szynowym... Extra:) Już słyszałem o tym jak podrużuje się w chinach a twój reportaż uzupełnił moją wiedzę.

http://www.smog.pl/wideo/11300/o_krok_od_smierci/

ludzie tego pokroju:)

rabboni
16-09-2007, 22:46
bardzo dobry reportaż poparty świetnymi zdjęciami, z wielką przyjemnością czytam każdą następną część, dziękować :) pozdr.

philig
16-09-2007, 23:02
Zaskoczył mnie tak pozytywny odbiór tego reportażu. Niemniej jednak jest on dla niezwykle motywujący i utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze robię, przeglądając swoje foldery ze zdjęciami i wyszukując dla Was te ciekawsze. Przyznam również, że miło mi się wspomina chwile spędzone w Azji, przelewając je na "papier".


Ulubiony temat krępujących spotkań twarzą w twarz w windach...Pogoda :)

Wspominałem już, że jest to kraj olbrzymi. Podróż z Szanghaju do Pekinu, to jak wycieczka z Poznania do Zurychu. Tym samym pogoda jest bardzo zróżnicowana i w głównej mierze zależy od szerokości geograficznej. Choć zarówno w Pekinie jak i Szanghaju była taka sama. Mieliśmy niesamowite szczęście trafić w dobrą pogodę. Było praktycznie cały czas słonecznie. Dopiero w przedostatni dzień padał deszcz. Zazwyczaj było parno, trzydzieści pare stopni w cieniu, bardzo duża wilgotność powietrza. Szukało się schronienia w okularach przeciwsłonecznych pod parasolem...przeciwsłonecznym.

51. Tutaj jesteśmy akurat na wynajętej w Pekinie łódzce z napędem elektrycznym (60RMB/h). Patrząc na moją koszulkę możnaby pomyśleć, że właśnie wyszedłem z Wieliczki po 8 godzinnej zmianie.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


Co mi osobiście z punktu widzenia fotografa niezmiernie przeszkadzało to była wszechobecna mgła. Raz więcej tego świństwa było raz mniej. Ale z reguły gdzie człowiek by nie spojrzał...MGŁA. Najbardziej mnie bolało, że na Wielkim Murze około południa, do tego mgła i weź tu człowieku coś wymyśl, żebyś mógł jakieś foto w domu pokazać :( Ładne krajobrazy w Chinach = 2 miesiące pobytu minimum + własny kierowca, który lubi wstawać o piątej nad ranem.


52. Najgorzej było w przedostatni dzień. Nic tylko na zakupy albo do muzeum. Specjalnie prosiłem recepcję o budzenie. 5.40 rano, na balkonie (bo można pomyśleć, że robione przez brudną szybę)...iso 200, przymknięta Tokina do chyba ośmiu...a liczyłem na taki piękny wschód słońca :(

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Także pogoda specyficzna. Człowiek stara się choć trochę dopasować ubiorem do upałów. Pobyt w klimatyzowanym pokoju hotelowym, zimny prysznic to często większa pokusa niż zwiedzanie miasta.

Na całe szczęście klimatyzatorów nie brakuje. Jedna z dwóch wież hotelu Zhengzouh.
53.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)



Żeby nie było tak pięknie, to trochę pomarudzę :)
W sumie w tym rozdziale powinna się wypowiedzieć narzeczona, bo to jej najbardziej dokuczał pewien zwyczaj Chińczyków, zarówno młodych, starych, mężczyzn jak i kobiet. Nieważne kto i nieważne kiedy - pluje się na potęgę. Mi osobiście to aż tak nie przeszkadzało, wręcz chwilami rozbawiało, jednak osoby bardziej wrażliwe mogą mieć z tym problem. Na czym polega plucie Chińczyków? To takie jedno, dwusekundowe zbieranie treści z okolicy serca, z podkładem dźwiękowym przypominającym chrapanie, zgarbianie się i swawolne wydalanie owej przeźroczysto, żółto, zielonej mazi. Najlepiej na chodnik. Czasami trzeba przegryźć, bo się skubany nie chce oderwać.
W pociągach przygotowano na ten cel specjalnie torebeczki, na wzór lotniczych Airsickness Bag. Średnio raz na 10 minut, spacerując po ulicach można usłyszeć Chińczyka, który pluje.
Rząd stara się z tym walczyć na bilbordach, szyldach, w broszurkach - "NIE PLUJ". Także jest nadzieja, że do Olimpiady za rok, albo chociaż do EXPO coś się zmieni :-D

54. Ale zawsze lepsza taka mina poślizgowa, niż psie kupy, których w Chinach nie widziałem ani jednej.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


Pewne rzeczy są dla mnie paradoksalne. Większość Chińczyków, których spotkałem, bardzo dbało o higienę osobistą. Jednak totalną hipokryzją jest to, co spotkało mnie i 7 innych podróżnych w pociągu z Zhengzouh do Szanghaju, w przedziale kuszetkowym, otwarte drzwi na korytarz. Pan z naprzeciwka, który starał się nam pomóc i sprowadzić kolegę z wagonu obok, znajomość angielskiego, biznesmen, elegancka koszula, wyjściowe buty. Je sobie właśnie przygotowaną zupkę jakby nie było chińską. Na chwilę odgłosy pociągu zagłuszyło PFPFPFFRRRRRRRBRRRRR. Niewiarygodne ale Pan sobie między jednym a drugim kęsem uniósł lekko nogę i puścił...bąka.
Nikt. Absolutnie nikt nie zwrócił na to uwagi! Nagle kuksaniec od Kamili i na głos:

- Ej słyszałeś to?
- No tak
- No słyszałeś to?!
- Cicho. Tak tu widocznie wypada.

:)

Całą noc nam ten Pan w ten i podobny sposób koncertował. Miałem niesamowity ubaw.

Trochę pożniej, w tym samym pociągu, udałem się do łazienki. Ustawiłem się grzecznie przed drzwiami, gdyż kibelek był zajęty. Z przedziału wyszła kobieta, w wieku ok. 50lat. Wepchnęła się przede mnie. Przyzwyczajony do tego, że Chińczycy nie szanują kolejek, dałem sobie siana i odpuściłem sobie dyskusję na migi.
Przy okazji wrócę do tematu respektowania kolejek, gdyż i na to Chińskie władze mają swoje sposoby :)
Wracając do tej Pani. Stała tak przede mną i zaczęła na potęgę dłubać w nosie. Trzeba pamiętać, że mieszkańcy tego kraju trochę inaczej traktują "strefę bezpieczną w okół swojego ciała". W Europie jest to jakiś dobry metr. Czujemy się komfortowo, gdy naszego nieznanego rozmówcę oddziela mniej więcej taka odległość. U nich jest to dużo mniej - jakieś 50cm. Mandy tłumaczyła mi, że polega to na tym, że praktycznie wszyscy Chińczycy mają bardzo ciemne oczy. Tym samym trudno podczas rozmowy dostrzeć w nich reakcję soczewki. A jak wiadomo, większość komunikacji odbywa się w sposób nonwerbalny.
Także wracając kolejny raz do tej Pani, w odległości ok. 50 centymetrów, która właśnie w najlepsze kończy dłubanie w drugiej dziurce od nosa. Proces tego odkrywkowego kopania zaczyna przeradzać się na moich oczach w tzw. "kulanie babola". I teraz pytacie gdzie wylądowała owa koza? Odpowiadam - na framudze łazienkowych drzwi. Podaruję Wam opis widoku, który zastałem w łazience, kiedy Pani od Babola ją opuściła. To już naprawdę się nie nadaje do publikacji.
Aha...i nie mam na powyższe zdjęć. Mam nadzieję, że nie trzeba.

W Chinach trzeba pamiętać o słowach Terencjusza - „Człowiekiem jestem i nic co ludzkie, nie jest mi obce” :-)

55.Późno już. Rano do pracy muszę, więc zakończę swoją opowieść na dzisiaj tym oto pozytywnym akcentem:


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)



Pewnie u nas kiepsko by się sprzedawały :>

mjr
17-09-2007, 10:37
Czemu?

Ani to nie wychodzi drogo, bo drożej jest nad polskim morzem, ani nie jest szczególnie niebezpiecznie. Czyżbym Cię swoją opowieścią zraził do Chin? W jednym z pierwszych zdań namawiam wszytkich, aby tam jechali - bo warto!



Broń Cię Panie Boże :!:
W niczym mnie nie zraziłeś, co najwyżej bardziej zachęciłeś.
Powód jest bardziej prozaiczny.
Rodzina i to, że znów mi się powiększa. Czyli znów odpłynie spora część funduszy i itp....
A przy okazji człowiek jest coraz starszy, co również wpływa na wygodę i inne czynniki.

I tak jestem bardzo wdzięczny za choć wirtualną możliwość zobaczenia tego kraju, bez cenzury.

alexkoz
17-09-2007, 11:12
PHILIG zaje***cie czyta się Twój reportaż!
często wracam to tego wętku i czytam/oglądam go jeszcze raz i jeszcze, jeszcze.... może też dlatego, że jakiś czas temu z moją żoną bardzo poważnie planowaliśmy podróż w tamten rejon świata, praktycznie wszystko było już załatwione, no ale zamiast wyjazdu... powiększyła nam się rodzina i Chiny zostały odłożone na "później" :-(
pozdrawiam
a.

shaolin
18-09-2007, 21:53
Ja juz sie gdzies wypowiadalem ale powiem jeszcze raz [a chyba ja tu chyba moge najwiecej powiedziec skoro mieszkam w Chinach ;)] - mimo ze czasu mieliscie malo to fantastycznie go wykorzystaliscie! reportaz naprawde swietny, super foty, oprocz paru bledow jezykowych jest gicio. Oczywiscie czekam na wiecej!

Nasze watki na cyberfoto swietnie kontrastuja ze soba - bo mimo ze opisy sie pokrywaja [w koncu obaj piszemy prawde :D] to po zdjeciach widac ze patrzymy inaczej :) a przez to dobrze sie uzupelniaja :)

harb
18-09-2007, 22:29
stary przywaliles nam wszystkim tym reportazem ,obszernosc materialu ,kapitalne kadry z szerokiego kata ,zdolnosci edytorsko literackie-gratuluje

rajaz
18-09-2007, 22:30
W czerwcu 2006 roku miałem przyjemnosc odbyć podobną podróż trasą Pekin-Xi'an-Szanhghaj. Pamiątką po tej podróży jest 300 fotografii w albumie i blisko 1200 na dysku oraz mała figurka chińskiego smoka kupiona gdzieś pod Wielkim Murem. Z przyjemnością przejrzałem ten wątek.

mjr
19-09-2007, 09:22
J [a chyba ja tu chyba moge najwiecej powiedziec skoro mieszkam w Chinach ;)]

Jeżeli mogę prywatnie zapytać. A co ty robisz jako polak w Chinach ?
Pytam, bo kilkanaście lat temu mój sąsiad był (chyba tak to się mówi) vice konsulem.

Pozdrawiam
Krzysztof M.

philig
19-09-2007, 22:58
A to prawda Shaolin. Jestem z tych piszących, którzy się wiele nie zastanawiają podczas tworzenia. Klepię w klawiaturę, co mi do głowy przychodzi. Staram się to przeczytać przed wysłaniem w świat, ale po fakcie często widzę tu literówkę, tu stylistyczny, tam przecinek...Teksty powstają z reguły póżnym wieczorem, a nie lubię mieć pod postami "edytowano...data". Także przepraszam za błędy, jestem jak najbardziej świadomy, szczególnie czytając swoje wypowiedzi np. po tygodniu, że to i tamto trzeba było inaczej sformułować. Kiedyś zbiorę wszystko w całość, przeedytuję i wstawię ostateczną wersję na swoją stronę. A potem poszukam redakcji, która się tym wszystkim może zainteresuje ;)

Przeglądając swoje katalogi natknąłem się na kolejne zdjęcia obrazujące biedę. Nie chcę zbytnio tego tematu drążyć, bo zdaję sobie sprawę, że może to być dla niektórych monotonne. Jednak nie umiem przejść obojętnie obok krzywdy drugiego człowieka . A niestety zróżnicowanie warstw społecznych jest w ChRL bardzo widoczne.


56.Żebrak spotkany podczas spaceru. Nie zraził go nawet deszcz.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

57.Kolejki samochodowe imitujące pociągi. Kursują na Nanjing Road. Przed każdym odjazdem pasażerowie są oblegani przez żebraków.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Może to dlatego, że mieszka tam tylu ludzi i ciężko nad tym mieć jakąś kontrolę. Rażą mnie jednak inicjatywy rządu jak np. zakaz posiadania drugiego dziecka. Wolno mieć jedno i praktycznie na tym koniec. Chyba, że masz 20000RMB (tak mi powiedziała Mandy - nie wiem na ile ta kwota jest zgodna ze stanem faktycznym), wtedy można sobie kupić prawo do drugiego dziecka. W aptece można kupić bez recepty tabletki na poronienie - od wyboru do koloru. Kiedyś widziałem w necie zdjęcia z aborcji - ciąża była w 5 miesiącu. Nie zapomnę tego widoku.
Nad podejściem do życia ludzkiego, przede wszystkim jakości życia własnego narodu, muszą jeszcze dużo popracować. Dopiero co przedwczoraj czytałem o wypadku podczas jakiejś uroczystości w chińskiej szkole podstawowej. Świętowano jakąś uroczystość. Były baloniki a dokładnie było ich 1500. Czym się u nas napełnia, żeby fruwały? Helem. Czym u nich, w kraju nałogowych palaczy? 1500 balonów pełnych wodoru, nad głowami dzieci. Zajęły się ogniem. Kilkadziesiąt maluchów trafiło do szpitali z poparzeniami. Szok poprostu.


Ulica Nanjing Road. Najdłuższy deptak zakupowy w Chinach. Długie to na 6km i będąc w Szanghaju koniecznie trzeba się tą drogą przejść. Masa sklepów, restauracji, ładne pod względem architektonicznym (choć bardziej w Europejskim stylu), nocą niesamowite wrażenie robią setki neonów i banerów.

58. Grupka chińskich studentów. Zaskoczyli nas znajomością angielskiego i uwaga...kilku słow w języku polskim. Okazało się, że mają na roku Polaka, który nauczył ich "dziękuję" i "dowidzenia". Miło nam się zrobiło.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


W wielu miejscach w Chinach spotkałem się z tym, że główne ale i te mniejsze ulice są bardzo czyste tzn. nie ma na nich śmieci. Niewyobrażalnie często sprząta się też chodniki. Na Nanjing widać troskę o turystę szczególnie. Na bieżąco zamiatana przez dziesiątki w tym celu zatrudnionych robotników. Komuś coś spadnie na chodnik - minuta i ktoś to pozbiera. Gdyby u nas tak często opróżniano kosze...

59.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

60. "MJEO" czyli mobilna jednostka eksterminująca odpady

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Wielki plus dla władz: zajęcie dla biedniejszych, porządek na ulicach. Bardzo mi się to podobało.

Zresztą nawet nie trzeba dokończyć swojej butelki z napojem, gdyż całkiem prawdopodobne, że się ktoś pojawi w celu "przejęcia" tego kawałka plastiku. Kilka razy proszono mnie, abym z łaski swojej dokończył wodę mineralną, gdyż worek pełen pustych już czekał. Zdaje się, że można z tego uzbierać trochę pieniędzy w punktach skupu. Niezapomnę widoku rowerów upchanych workami o pojemności 4 metrów sześciennych zapelnionych butelkami PET :)

61.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Także bardzo polecam tą ulicę. Uwagę zwracać trzeba jednak i tutaj na zaczepki pozornie przychylnie nam nastawionych ludzi. Znajomość angielskiego niech będzie ostrzeżeniem. Oferowanie nam czegoś to już przesłanka, że lepiej sobie odpuścić dalszą rozmowę.
Pół biedy, jeżeli ktoś nam oferuje zegarek, koszulkę albo buty i zaprasza gdzieś w głąb bramy. O tym już wcześniej pisałem. Gorzej jest jednak, jeżeli człowiek porusza się samodzielnie. Nie zawsze chodziliśmy w trójkę/piątkę. Czasami się zdarzało przejść w pojedynkę (mieliśmy hotel bardzo blisko tej ulicy). Wtedy oferuje się człowiekowi "sex, massage"...jakieś zwiedzanie galerii sztuki. Wolę nie myśleć, co z takich propozycji może wyniknąć.

Mój kolega, który w Chinach pracuje, dał się kiedyś nabrać. Jeszcze nie wiedział, że lepiej być ostrożnym, jeżeli ktoś nas po angielsku zagaduje.
Zaczepiła go młoda i ładna dziewczyna. Porozmawiali, było sympatycznie. Zapytała, czy nie chcą kontynuować rozmowy w lokalu. Zgodził się. Zamówił jej i sobie po kawie. Po chwili na stół wjechała sałatka, którą nikt nie zamawiał. Zrobiła się awantura, pojawił się rachunek na ok 500zł. Historia znalazła swój ugodowy koniec, jednak lepiej nie mieć takich wspomnień z wakacji.


Zmiana tematu.
Poniżej kilka kadrów z Chin:

62. O wynajmowaniu rowerów pisałem już wcześniej. Zapomniałem dodać, że nie musimy się martwić o stan techniczny roweru. Na co piątym skrzyżowaniu można spotkać mały zakład serwisowy. Nieraz nawet w postaci mobilnej przyczepki, z wszelkimi potrzebnymi do naprawy narzędziami.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

63. Wszędzie można tanio kupić owoce.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


64. "Ja nie uniosę?!"

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


65. "Mam go!"

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


W Chinach jest bardzo dużo zieleni w miastach. Nie mam tu na myśli jakiegoś śmiesznego parku, stawo-brodzik + dwa gołębie. Z reguły jest kilka obszernych parków, do których można za minimalną opłatą wejść. Jest niezwykle czysto, krzaki są równo przystrzyżone, roślinność i grządki są zadbane, na bieżąco wszystko jest podlewane. Są ławeczki, czasami jezioro, często można sobie wynająć łódkę, dużo fauny i flory. My często odwiedzaliśmy takie miejsca, jak mieliśmy duży odstęp między kończącą się dobą hotelową a odjazdem kolejnego pociągu. Wtedy na spokojnie, na bagażach, można sobie przeczekać w miłej atmosferze, obserwując zwyczaje Chińczyków. A nie ma nic lepszego dla fotografa, jak zasiadka w jednym miejscu. Wiadomo, że podczas akcji należy się przemieszczać ale uroki zasiadki są często nieocenione ;)

66.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

67.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


68.Co ciekawe. Zakazane jest siadanie na murkach, parapetach, na podłodze itp. Praktycznie po kilku sekundach znajdzie się porządkowy/policjant/strażnik który człowieka upomni, że nie wypada. Trzeba sobie poszukać ławeczki. Sytuacja taka ma miejsce we wszystkich miastach, w jakich byłem.
Momentalnie się znajdzie ktoś, kto Ci zwróci uwagę.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


69.Często miałem okazję podejrzeć miejscowych podczas swoich porannych ćwiczeń. Nierzadki widok pełnego skupienia typowego dla tej sytuacji:

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

70.Warto się przejść rankiem (ok. godz 8) w okolice parków, deptaków, ogólnie miejsc, gdzie się spotykają Chińczycy. Kilka razy widziałem nauki tańca na środku chonika, w miejscu, gdzie nigdy bym się tego nie spodziewał.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Im dłużej człowiek się przygląda, sobie siedzi, staje się jednym z nich i przestaje być intruzem. Ludzie przestają na Ciebie zwracać uwagę i powstają najciekawsze ujęcia.


71.Dzisiejszą opowieść zakończę zdjęciem chłopca, który bawi się taką żelową świnką, o której wspominałem kilka postów wcześniej. Rzucał i rzucał i rzucał...trwało to jakieś 50 minut :)

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

najt
19-09-2007, 23:54
philig (http://forum.nikon.org.pl/member.php?u=5576) gratuluje reportarzu. Oczywiście wszyscy chcą więcej :) Teraz przez Ciebie spadnie bezrobocie w Polsce, bo wszyscy polecą do Chin :)

co do fotki 64, to jakieś nowe szkło C...? :)

shaolin
20-09-2007, 00:29
Jeżeli mogę prywatnie zapytać. A co ty robisz jako polak w Chinach ?

Mozna uznac ze to samo co Philipp tylko dlugoterminowo ;) ;)

Philipp, kolejna swietna seria :) ciesze sie ze pokazujesz Chiny z obu stron. A co do samych bledow - juz napisalem na cyberfoto - po prostu zwracaj wieksza uwage na chinskie nazwy :) bo sam tekst czyta sie bardzo przyjemnie :) i jego poprawiac juz nie trzeba :) i czekam na moj klasztor ;)

philig
25-09-2007, 22:44
Będąc w Pekinie trzeba koniecznie zmotywować się i wstać któregoś dnia przed wschodem słońca. W żadnym przewodniku o tym nie czytałem, także warto tutaj wspomnieć o codziennym rytuale Chińczyków na placu Tiananmen.

Być może niektórzy z Was kojarzą historię tego placu. Natomiast pozostałych odsyłam do wikipedii (ale nie polskiej, bo tam praktycznie nic nie ma) albo jeszcze lepiej youtube'a. W ogromnym skrócie - w 89 roku brutalnie stłumiono protest studentów. Na ulicę wyjechały czołgi, w ruch poszły karabiny maszynowe, miotacze ognia...obecnie czyściutki plac, był wg. opowieści jednego z taksówkarzy, który widział wszystko na własne oczy, zalany krwią. Zginęły tysiące niewinnych ludzi.

Dzisiaj rząd stara się za wszelką cenę ukryć przed własnym społeczeństwem historię tego placu. Już wtedy zachodnie media dopiero po długim czasie dowiedziały się o zamieszkach, nie było możliwości wyniesienia za granicę materiału dokumentującego zbrodnię.
Mandy, nasza chińska koleżanka dowiedziała się o wszystkim od nas. Z niedowierzaniem chłonęła moje opowieści. Dopiero jej późniejsza rozmowa z taksówkarzem przekonała ją o prawdziwości owych masakrycznych wydarzen.

Jakiś czas temu była afera, że google oraz bodajże kilka innych firm z branży IT, zgodziły się na prośbę chińskich władz, brać udział w cenzurowaniu niektórych treści. Z czystej ciekawości sprawdziłem sobie, co się wydarzy, kiedy w kafejce internetowej, w najbardziej popularnej wyszukiwarce wpiszę "Tiananmen Square". Wiecie ile wyników? ZERO!
Pod grafiką było kilka nic nie znaczących zdjęć, brakowało jednego z najsłynniejszych kadrów historii:


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Spróbowałem okrężną drogą. Otworzyłem sobie niemiecką Wikipedię. Wpisałem, znalazłem zapis, scrolluję na dół strony, widzę odnośnik a'la masakra na placu tiananmen. Klik. "Nie można wyświetlić strony"

Po tym wszystkim poczułem dziwny lęk i na wszelki wypadek opuściłem kafejkę. Pewnie zareagowałem przesadnie ale w jednej z moich ostatnich opowieści pokażę Wam, jak bardzo na własnej skórze poczułem chińską inwigilację.


Jak zwykle się rozpisałem, dlatego pora na kilka zdjęć. Godzina ok. 4.45 rano, Plac Tiananmen, Pekin. Tysiące chińczyków zbiera się i oczekuje wschodu słońca. Z okolicy bram Zakazanego Miasta maszeruje kilkudziesięciu żółnierzy z chińską flagą. Zatrzymują się wszystkie pojazdy na 6 pasmowych drogach. Wyczekiwanie:

72.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

73.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

74.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

75.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

76.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

77.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

78.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


Nadeszła ta chwila:
79.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


Nie można podejść bliżej niż na ok. 80 metrów. Ogrodzenie, umundurowani, mgła...wymarzone warunki do fotografowania ;)
W tle czuwa Mao. Wielki przywódca. Kilka dni wcześniej ktoś oblał środkiem łatwopalnym malowidło. Chwilę póżniej wisiało nowe. Nie wiem co się stało ze sprawcą, mogę się jedynie domyślać. Tego typu przejawy demonstrowania swojego niezadowolenia są podobno w Chinach bardzo częste. Jednak nie mówi się o nich. Z obawy...

80.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Po uroczystej części oddania fladze należytego honoru rozpoczyna się świętowanie. Tysiące chińczyków rozprasza się po tym wielkim placu. Ludzie wyciągają latawce. Panuje euforia. Niesamowite przeżycie.

81.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

82.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Nie wszyscy puszczają latawce. Niektórzy odpoczywają. Inni robią sobie zdjęcia z nami, z rodzinami. W ten sposób Chińczycy "siadają" na ziemi:
83.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Odmarsz Wojska:
84.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

85.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


Potężne chińskie mocarstwo i jednostki, pozornie wolne, jednak na uwięzi.
86.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

87.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Pamiątkowe, że się tu było, to zobaczyło, przeżyło.
88.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Klimat święta udziela się wszystkim. Przypadkowo spotkany muzyk. Uradowany na widok "nieswoich" twarzy:
89.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)


Być w Pekinie i nie przeżyć tego wznoszenia flagi to grzech. Polecam wszystkim. Bardzo miło wspominam te chwile.


Na zakończenie dzisiejszej opowieści cztery kadry z podróży chińską koleją. Wcześniej wspominałem i opisywałem, w jakich warunkach przyszło mi oraz mojemu koledze podróżować.
Raz nam się udało wydostać z niesamowitego ścisku na rzecz wagonu restauracyjnego. Tu było naprawdę niesamowicie komfortowo. Strzelone ok. 4 nad ranem...jakoś nie mogłem zasnąć na tym stole ;-)

90.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

91.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

W drodze z Pekinu do Zhengzouh trafiliśmy na rewelacyjny pociąg. Przemieszczał się z prędkością od 150km/h do 200 km/h. Średnio jakieś 165. Wygodnie, klima i przede wszystkim kapinka prywatności.

92.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

93.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

CD oczywiście N

Artur
25-09-2007, 23:42
W dalszym ciagu czytam i ogladam z wielkim zainteresowaniem. Swietne. Brawo!

shaolin
26-09-2007, 06:20
Philipp, ja juz napisalem gdzie indziej ze mi sie podoba ;) ale napisze i tutaj pare slow:

Widze ze natkneliscie sie na moj ulubiony chinski pociag - CRH, jezdze nim z Nankinu do Szanghaju, zycze sobie zeby w Polsce kiedys mozna bylo poruszac sie takimi pociagami... IC to pikus [wygoda porownywalnej klasy, ale predkosc przejazdu - niebo a ziemia... oczywiscie niebo w Chinach ;)]

O placu Tiananmen mozna by napisac encyklopedie... niestety chinski rzad skutecznie ocenzurowal wszystkie informacje dotyczace wydarzen z roku 89 i ogromna wiekszosc Chinczykow nie ma zielonego pojecia co tu sie wydarzylo... to tak naprawde zasluga obcokrajowcow, ktorzy byli swiadkami tego wydarzenia, ze ludzie sie o tym dowiedzieli. W uniwersytetach gdy tylko dowiedziano sie co sie dzieje to wszystkich studentow zagranicznych ewakuowano w trybie ekspresowym do swoich ambasad, a chwile pozniej do domu [czyt. do kraju skad przyjechali]. Nie mozna zapomniec o tej masakrze, trzeba uswiadamiac ludzi ze takie cos sie wydarzylo...

Dobra tyle o tym... czekam na wiecej!

natura2008
02-01-2008, 17:07
właśnie odkryłem ten wątek...że też wcześniej na niego nie wpadłem!
świetne zdjęcia!

ale....zapomniałeś opisać historii w taksówce.....


p.s. czyżbyś wszystkie zdjęcia robił jedynie tokiną 12-24/4 ?

philig
08-01-2008, 02:02
Będzie niebawem - ostatnia myślę najciekawsza...niestety poparta tylko jednym zdjęciem, bo nie byłem fizycznie w stanie zrobić więcej :/

philig
27-01-2008, 02:42
Trochę czasu minęło od ostatniej opowieści, czekających na ciąg dalszy przepraszam za zwłokę.
Jednak dobrze się stało, bo do tego co opiszę trzeba mieć dystans.

Będzie długi wstęp, którego cierpliwe przeczytanie wprowadzi Was ponownie w klimat Chin :)

Bogatsi o doświadczenie, że Chiny to jednak ogromny kraj, nasz powrót z Pekinu do Szanghaju chcieliśmy rozłożyć na dwie raty. Oczywiście nie było też mowy o oszczędzaniu na biletach - wspominałem wcześniej, jak to się może skończyć.

Pojechaliśmy z rana na dworzec główny w Pekinie. Wszędzie pełno ludzi. Wejście na dworzec, jak na każdym chińskim dworcu, prowadzi długą kolejką przez bramki z rentgenem. W środku chwila konsternacji..."gdzie tu się kupuje bilety" - bo wszystko opisane jedynie po chińsku. Drogą dedukcji poszliśmy w lewo, do bocznej nawy. Intuicyjnie udało nam się znaleźć szereg okienek...do każdej ok 20 osób. Na szczęście rąk do pracy w Chinach nie brakuje, komunizm zapewnia odpowiednią ilość etatów dla każdego, więc nie widziałem czegoś na wzór Poczty Polskiej "Okienko nieczynne. Przpepraszamy".

Spojrzałem w lewo...wszędzie szlaczki - żadnego napisu dla mnie zrozumiałego. Po jakimś czasie moje oko dostrzegło napis "Foreign People". W kolejce było raptem kilka osób, większość ludzi była narodowości innej niż chińska.
Ku naszemu zdziwieniu spotkaliśmy nawet parę z Polski. Chwilkę pogadaliśmy. Powiem Wam, że naprawdę miło się człowiekowi na sercu robi, kiedy się w Chinach spotka Europejczyka, a co dopiero ziomala :)

Przyszła kolej na nas. Jako dyżurny angielskojęzyczny zapytałem grzecznie:

"Do you speak English"
Na twarzy Pani z okienka ujrzałem zdumienie...chwila konsternacji i łamaną "angielszczyzną":

"...ehh...little..."

Zdumienie zawitało również na mojej twarzy, gdyż co jak co ale za parę miesięcy olimpiada w Pekinie, a tu taki numer :/

Tymbardziej że zamierzałem kupić bilet nie do 30milionowej metropolii jak Shanghai, a "malutkiego" 7milionowego Zhengzhou. Pokazałem Pani mapę, określiłem palcem miejscowość. Niestety moja informacja okazała się niewystarczająca, moja wymowa miejscowości była również niezrozumiała. Całe szczęście za mną stała Chinka, która znała angielski i była w stanie powiedzieć i napisać nazwę miejscowości, do której zmierzaliśmy.
Moje próby werbalnego określenia terminu wyjazdu (tomorrow, next day) się również nie powiodły. Na takie sytuacje miałem pod ręką zawsze notatnik i długopis. Napisałem datę i było po problemie. Pokazałem palcem three tickets, one way i po chwili rozpoczął się proces drukowania biletów.

Nie pamiętam ile płaciliśmy ale trochę więcej niż z Szanhaju do Pekinu. Okazało się, że sprzedano nam bilet na ten nowoczesny i szybki pociąg o którym wspominałem we wcześniejszej opowieści.

Wyjazd mieliśmy ok. godziny 10 rano. Ostatnia noc w Pekinie na spokojnie. Kupiliśmy sobie po chińskiej wódce (niedobra), do hotelu, nastawili budzik na rano, spakowali, popili i zasnęli.

Rano pokazaliśmy w taksówce bilet i wyrusziliśmy w kierunku dworca głównego.

Zajechaliśmy jakoś 30 minut przed planowaną godziną odjazdu pociągu. Znowu procedura przechodzenia przez bramki, prześwietlenie bagaży. Pokazaliśmy funkcjonariuszowi bilet. Pokazał ze zdzwioną miną w lewo. Kolega Łukasz poszedł do innych funkcjonariuszy, pytać się o drogę do peronu.

Zdziwiliśmy się, bo my mieliśmy iść w drugą stronę, a Łukasza prowadzi dwóch policjantów za rękę..."Tej co on miał w torbie???"
Podbiegliśmy i Łukasz mówi, że wszyscy kiwają głową, że coś jest nie tak. Pytamy kolejnych ludzi. W końcu któryś z mapą pokazuje nam, że w Pekinie jest jeszcze dworzec Pekin Xi, czyli dworzec wschodni!!!
Że nam to do głowy nie przyszło!
Było już za póżno na dojechanie do drugiego dworca, więc marszem do "foreign people". Udało mi się wytłumaczyć, pokazując bilet, zegarek, mapę, Pekin Xi, Taxi, że nas źle przywieziono.
Bez opłaty wymieniono nam nasze bilety, z datą na kolejny dzień.

Następnego dnia pokazaliśmy na mapie dworzec wschodni. Na miejscu byliśmy kilka godzin wcześniej...tak na wszelki wypadek.

Do Zhengzhou dojechaliśmy ok. godź. 23.30 czasu lokalnego. Nie planowaliśmy długiego pobytu w tym mieście, chcieliśmy tylko zobaczyć klasztory Shaolin, które są oddalone ok. 100 km od centrum miasta.
Wg. przewodnika National Geographic, na górze Songshan, gdzie mieści się owe święte miejsce - jest zaplecze dla turystów.

Decyzja była szybka i następująca: kupujemy bilet do Szanghaju na za dwa dni, wsiadami w taxi i poszukamy hotelu na miejscu w Songshan.
Kupno biletu było znów zadaniem dla mnie. W dużym skrócie: obsługiwały mnie 4 kobiety, każda z oddzielna znała na tyle angielski, że musiałbym się ubiegać w ambasadzie o kartę stałego pobytu w Chinach, jednak razem tworzyły na tyle zgrany zespół, że w 15 minut miałem w portfelu trzy pachnące jeszcze tuszem bilety.

Kupiłem miejscową mapę i poszliśmy do taksówkarzy. Nasza propozycja to było 300 RMB. Moim zdaniem uczciwe pieniądze za ten kurs (i to w obie strony, żeby też było na powrót).
Jeden chciał 500, kolejny też, inny kiwał głową, jeden czterysta, w końcu jeden pokiwał i zgodził się na uzgodnioną kwotę 300 RMB.

Zapakowaliśmy do taksówki nasze bagaże.
Z narzeczoną usiedliśmy z tyłu, kolega obok kierowcy. Przypomnę tylko, że w chińskich taksówkach kierowca jest od pasażerów oddzielony metalową kratką.

Początkiem końca było moment, kiedy Łukasz dał taksówkarzowi całość ustalonej kwoty, czyli 300 RMB. My nawet jeszcze nie wyruszyliśmy!!!
Pieniądze momentalnie powędrowały do kieszeni kierowcy.

Wyruszyliśmy. Noc...ciemno...mgła...obcy kraj...obcy kontynet...inny świat!
Kierowca podjechał na stację benzynową i zatankował za parę RMB.

Po chwili opuściliśmy miasto. Taksówkarz na zmianę trąbił i włączał długie światła. Robił tak przy zakrętach, na skrzyżowaniach, na trasie, przy wyprzedzaniu.

Samochody z naprzeciwka robiły to samo. Byłem ogłuszony i oślepiony. Istny chaos.
Na trasie mijaliśmy pojazdy nieoświetlone, również ciężarówki, z których sypał się z naczepy chyba węgiel, piesi, rowerzyści, jakieś zwierzęta przypięte do drzew.

Po kilkudziesięciu minutach jazdy we mgle na długich (każdy, kto kiedyś spróbował taką kombinację wie, że to przecież jeszcze bardziej pogarsza widoczność) miałem już dosyć. Do tego dziurawa droga, 80-90 km/h. Mocne wrażenia.

Podjechaliśmy do bramki z poborem opłat za przejazd. Zatrzymaliśmy się i taksówkarz wyciąga do nas rękę po 10 RMB. Byłem mocno zdziwiony, tymbardziej, że pekiński taksówkarz, który nas zawoził na Wielki Mur, płacił za te wszystkie bramki z własnej kieszeni - to było wliczone w cenę, którą z nim wtedy ustaliliśmy. Zresztą bardzo miły Pan, mamy kontakt mailowy, miło się rozmawiało na migi, nawet zdjęcia sobie wspólnie robiliśmy.
Ale wracając do tego cwaniaka.
Siłą rzeczy i dla świętego spokoju daliśmy mu pieniądze na bramkę - przecież nie wysiądziemy na pustkowiu, w środku nocy.

Po kilku kolejnych kilometrach na drodze zniknęły samochody. Bardzo rzadko kogoś mijaliśmy. Droga była nieoznakowana, nieoświetlona, po bokach żadnej cywilizacji. Jednym słowem NIC.

Wjechaliśmy do lasu. Po chwili samochód zaczyna zwalniać, zjeżdża na pobocze...zatrzymuje się.
Kierowca wyciąga z kieszeni telefon i wpisuje na nim 800. Pokazuje Łukaszowi. Jestem z reguły spokojnym człowiekiem, dwa razy w życiu dopiero byłem w sytuacji, kiedy czułem się poważnie zagrożony i dotychczas zawsze byłem sam i odpowiadałem za siebie. Tutaj było trochę inaczej. Po mojej lewej siedziała Kamila, która ze strachu się cała trzęsła. Chciałem ją uspokoić i palnąłem jedno z moich największych głupstw w życiu:

"Uspokój się proszę, jest dobrze, całe szczęście, że pistoletu nie wyciągnął." Chciałem załagodzić sytuację, odniosłem skutek odwrotny do zamierzonego.

Widziałem przerażenie w jej oczach. Skończyły się żarty. Łukasz na telefonie wpisał 500. Zacząłem się na niego drzeć, że za chwilę się znów zatrzyma i następnym razem będzie 2000. Rozpętała się kłótnia.
Trwało to wszystko jakieś 5 minut. Kierowca również się udzielał...po Chińsku.
W końcu dał za wygraną i ruszył dalej.

Drgawki Kamili nie ustępowały, zaczęliśmy z Łukaszem kombinować, jak rozegramy potencjalne następne zatrzymanie oraz wysiadanie. Odpadała większa przemoc - kratka w okół kierowcy i groźba noży/pistoletów...do tego samchód nie jechał wolno. Wysiadać miał facet, padł pomysł wyrwania ze stacyjki kluczyków (do nich był dostęp), wysiąść, wywalić kierowcę i odjechać, na miejscu (oby) do wypakowania bagaży miały w środku zostać dwie osoby...i tak dalej.

Długo nie przyszło nam czekać na kolejny postój. Znów pustkowie, ciemno, las, żadnych innych pojazdów.
Straciłem panowanie nad sobą. Podskoczyła mi adrenalina. Kiedy zobaczyłem po raz kolejny 800 na telefonie i pokazywanie nam drzwi zacząłem wykrzykiwać na tego taksówkarza. Po niemiecku, po angielsku, padało z moich ust kilkakrotnie hasło POLICE (w chinach wozy policji mają też ten napis), Łukasz wyzywał go po polsku. Zacząłem wymachiwać swoją legitymacją prasową. Kiedy taksówkarz przez kratki chciał mi ją wyrywać, dostał ode mnie z pięści w ramię.
Sytuację komplikował fakt, że Kamila była już praktycznie nieprzytomna ze zdenerwowania.

Wyciągnąłem telefon i wybrałem telefon na policję chińską. W tym momencie kierowca ruszył.
Po drugiej stronie odebrał dyspozytor:

"Czing czong czong" czy coś tam. Zacząłem po angielski prosić o osobę, która mówi w tym języku, kogoś kto mnie zrozumie. Nic. Przez półtorej minuty słyszałem tylko coś na wzór "nie rozumiem" - powtarzane w kółko. W końcu się ze mną rozłączono. Udawałem dalej, że rozmawiam.

Kierowca musiał się na tyle wystraszyć, że przez następne kilometry do samego Shaolinu, żadne głupie pomysły mu już do głowy nie przyszły.

Kiedy zajechaliśmy na miejsce, zobaczyliśmy z auta kilka domków, pogaszone światła, żadnych hoteli. Wszędzie ciemno. Po prawej mignęło nam coś w oddali "Green Hotel" czy jakoś tak. Podjechaliśmy pod samo główne wejście do terenów Shaolin. Tutaj też nic do spania.
Zawróciliśmy do tego hotelu.

Wysiadł Łukasz i kierowca - wyjęli bagaże. Po potwierdzeniu że mamy wszystko wysiedliśmy, po czym ja chciałem zrobić zdjęcie temu gościowi. Byłem tak nabuzowany, było kompletnie ciemno, nie byłem w stanie odpalić swojego d70s. Nie mogłem trafić w główny włącznik - cały czas patrzyłem na sytuację w około.

Kierowca zdążył się już ewakuować do samochodu i ruszył. Po kilku sekundach w końcu doszedłem do siebie i pstryknąłem zdjęcie:

94.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)







Skoro nikt nic nie pisze, dorzucam ciąg dalszy:





Taksówkarz odjechał. Staliśmy niewiadomo gdzie, otoczeni naszym całym bagażem, w tle widzieliśmy zielonkawy pylon..."Green Hotel". W każdym razie jakoś tak - dokładnie nie pamiętam i dobrze, bo to co tam przeżyliśmy też będę opowiadał jeszcze wnukom.

Oświetlając sobie drogę stroboskopem z SB-800 ruszyliśmy w kierunku tego "hotelu".

Po kilkudziesięciu metrach doszliśmy do drzwi wejściowych. Były otwarte, w środku paliła się jedna maksymalnie 60cio watowa żarówka. Po lewej coś na wzór stołówki, kilka obrusami nakrytych kwadratowych stolików, obstawionych każde czterema krzesłami. Na niektórych sztućce, talerze, jedne posprzątane, na innych brud.

Po prawej stronie dwie duże stare lodówki, telewizor a'la Rubin, jakieś komunistyczne obrazy na ścianach. W tle po prawej zaimprowizowana recepcja, na którą składało się biurko z szufladami, regał, kalkulator, lampka i masa papierów.

Na suficie świstały 4 wentylatory, od których głośniejsze były już tylko lodówki.

Na samym środku tego pomieszczenia, ujrzeliśmy leżącego na pościeli, częściowo przykrytego kocami człowieka.

Podeszliśmy bliżej, wywróciła się jedna torba na kółkach - zaczął ujadać jakiś pies.
Obudził się "właściciel". Spojrzał na nas, podniósł jedną nogę i zanim cokolwiek powiedział przywitał nas głośnym soczystym mokrym pierdnięciem.

Historia tak absurdalna, że trudno w nią uwierzyć, dlatego ją przerwę, aby zapewnić, że to jeszcze nie koniec, bo będzie mocniej. Na potwierdzenie wszystkiego pokażę za chwilę kilka zdjęć.

Sytuacja z taksówki w obliczu obecnych wydarzeń poszła w zapomnienie, na naszych twarzach zagościł uśmiech. Musiałem się obrócić i kucnąć - bo inaczej nie zniesłbym tego purtnięcia :D

Właściciel wstał, podszedł do nas, zaczęliśmy pokazywać bagaże i międzynarodowy znak spania, czyli dwie złączone dłonie, imitujące poduszkę, na których opierała się przechylona głowa.
Pierdzący skinął głową, podszedł do biurka i wyciągnął swoje rozmówki. Pokazujemy, że chcemy pokój, na trzy osoby, na jedną noc. On nam pokazuje stoliki w tej jadalni. Kiwamy, że nie, że spać. On stoliki, lodówkę, sztućce, my że spać. Trwało to dobre 5 minut.
W tym momencie w mroku pojawia się kolejna ludzka sylwetka. Podchodzi coraz bliżej, znajdując się wciąż w tle, w ciemności, za pierdzącym właścicielem.
Nie wierzymy swoim oczom.
Ukazała nam się kobieta w wieku ok. 70 lat. Miała na sobie bamboszki, spodnie i ....nic więcej. Nie sądziłem, że w wieku 25 lat zobaczę nagą kobietę w wieku 70 lat. Ale gdyby tylko to...ona zaczęła się lewą reką drapać pod prawą piersią...w tym celu musiała ją nieźle unieść...PRZY NAS!!!

My chcemy z powrotem do tej taksówki!!!

Pojawiła się kolejna kobieta (ubrana). Znała kilka słówek po angielsku. Zrozumiała, że chcemy się przespać. Pokazała kluczyk od jakiegoś pokoju, napisała na kalkulatorze 40 RMB. W tym momencie myślałem, że to dobra cena za trzy osoby za noc.
Zaczęliśmy kiwać, wydawało się, że w końcu dzień dobiegnie końca, umyjemy się po tych kilkunastu godzinach pociągu. Byłem naprawdę brudny i zmęczony.

Za "stołówką" było jakieś podwórko. Było ciemno, nic nie było widać, poszliśmy za ubraną kobietą, w górę na pierwsze piętro. Za nami szedł pierdzący właściciel. Otworzyła nam drzwi od pokoju, w którym siedziała jakaś młoda dziewczyna i przewijała "pościel".

Postawiliśmy nasze bagaże....i czekaliśmy aż te 3 nadprogramowe, chińskiego pochodzenia osoby, opuszczą nasz pokój. Nic z tego. Usiedli naprzeciwko nas, podparli głowy rękoma i zaczęli mówić do nas coś po chińsku. Pokazuję im ręcznik, szczotkę do zębów, szampon, klapki...poszliśmy z Kamilą za ubraną kobietą w dół, w kierunku podwórka.

95. Nasz pokój, trochę później, kiedy już byliśmy sami.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Zapiszę i stworzę resztę

philig
28-01-2008, 03:03
Pokazano nam "łazienkę". Za chwilę pokażę zdjęcia, które zrobiłem z rana, po "przespaniu" się. Wieczorem było ciemno i nie dostrzegliśmy wszystkich smaczków owego wychodka.

Ostrzegam wrażliwe osoby, że następne dwa zdjęcia są naprawdę mocne. Jedno prowadzi do strony zewnętrznej, nie chcę robić tutaj hotlinka na to.

Klikanie na własną odpowiedzialność!

96.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

97.
http://img296.imageshack.us/img296/6572/dsc0660ce0.jpg

Żeby nie było - ostrzegałem.
Wracając do mojej opowieści. Kobieta nam pokazała drzwi do tego pomieszczenia. Nad tymi kibelkami wisiała słuchawka prysznicowa. Na szczęście po prawej było krzesło. Położyliśmy ostrożnie swoje ręczniki, szczotki, szampony. Całe szczęście mieliśmy klapki.
Ostatnio myłem się dobre 20 godzin temu, zrobiłem 800 km, był czas najwyższy na prysznic.
Rozebraliśmy się i spłukaliśmy z siebie pot, mycie włosów, zębów, założyliśmy świeże ciuchy i nagle Łukasz wykrzykuje moje imię.

Łazienka była "zakluczana" na rygielek w postaci zapałki. Przesunąłem wspomniany kawałeczek drewna, otworzyłem drzwi i wybiegłem. Na podwórku stała ubrana kobieta i Łukasz:

- "Philipp chodź do telefonu dzwoni chyba chińska policja i nic nie rozumiem".

Podchodzę do nich, Kamila też już wyszła z łazienki, podnoszę słuchawkę od stacjonarnego:

- "Hello...i do speak English, so please tell me, what's the reason of your call?"
- "Hello, Chinese Police, please tell me...(dalej po Polsku) co robicie w Shaolinie?"
- "Turyści z Polski, przyjechaliśmy trochę pozwiedzać kraj. Dzwoniłem ok. pół godziny temu
do Państwa, bo mieliśmy bardzo niebezpieczną sytuację z taksówkarzem"
- "Przyjechaliście uczyć się sztuk walki?"
- "Nie, chcemy tylko pozwiedzać, zrobić parę zdjęć i wrócić do Szanghaju"
- "Jakie zdjęcia, po co? do czego? Z rana macie wyjeżdzać z tego miasta i wracać do Szanghaju"

W ten oto sposób zakończyła się moja rozmowa z funkcjonariuszem chinśkiej policji, któremu w jakiś sposób udało się nas namierzyć na tym pustkowiu, wybrać telefon stacjonarny tego "hotelu" i wyrwać mnie z kąpieli :)

Znów zrobiło mi się nieprzyjemnie, dopiero co się uspokoiłem a tu kolejne wrażenia.

Poszliśmy na gorę, Kamila powiedziała, że musi zapalić. Nie byłem w stanie trafić płomieniem w końcówkę papierosa - tak jej się trzęsły ręce - odpaliła sobie sama.

Chwilkę pomilczeliśmy, po czym wybuchliśmy głośnym śmiechem. Co za przygoda :D

Łukasz zaczął robić jaja i pokazał nam swój "materac":

98.


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Wszystkie łóżka były tak wygodne.

Dostrzegliśmy, że nie jesteśmy sami w pokoju:

99.


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Położyliśmy się, tzn. ja na spód - Kamila na mnie, żeby choć trochę wygodnie miała. Na głowę założyłem czapkę, zakryliśmy się prześcieradłem.
Było już późno, ok. 2 w nocy - zasnąłem może po 4 godzinach, żeby wstać o 7 rano. Całe szczęście Kamila mogła się trochę zdrzemnąć - czułem się winny za to wszystko.

Rano znów wesoło - obudził mnie krzyk Łukasza:

"Co to jest??? Zejdź ze mnie!!!"

Na wprost jego głowy było coś takiego:

100.


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Łukasz mówi, że to coś ma tak wielką głowę, że mogą sobie spojrzeć głęboko w oczy.

Za chwilę widziałem tylko jak zrzucił tą cmę z łóżka. Spojrzałem a ten owad bierze na podłodze rozbieg. Wyglądało to jak bombowiec startujący z pasa lotniczego.

Dzisiejszą opowieść zakończę zdjęciem podwórka hotelu w dzień:

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us)

Także polecam :) Można powiedzieć wiele złego ale obsługa była naprawdę miła i to ostatnie mówię zupełnie poważnie.


Na dniach końcówka - czyli zdjęcia z Shaolin.
Na dniach opiszę resztę wycieczki, pokażę parę zdjęć z Shaolinu.

shaolin
28-01-2008, 10:12
Philippie uwielbiam Twoje reportaze ale... dziwie sie ze wiedzac w jakiej jestescie sytuacji [nie znacie jezyka chinskiego <i nie mowie tu o znajomosci na poziomie Dashana, tylko o podstawowych paru znakach w mowie i pismie takich jak nazwy miejscowosci do ktorych jedziecie, kasa biletowa, toaleta, itp>, wiecie ze zolci w znakomitej wiekszosci przypadkow nie znaja jezyka angielskiego i z tego wzgledu moze czesto dochodzic do pomylek, wiecie tez ze to cwane bestie itp] pozwalacie sobie na robienie wycieczek praktycznie bez przygotowania... no ale nic ;)

Ciesze sie ze przezyliscie to cali i zdrowi, ale mam nadzieje ze bogatsi o te doswiadczenia nastepnym razem wycieczki bedziecie planowac wczesniej i dokladniej ;)

Co do samego tekstu - jak zwykle dobrze napisane wiec i dobrze sie czyta, choc przyznam ze mnie to w klimat chinski nie wprowadzilo ale to moze wina mojego dlugiego pobytu w tym kraju i trudno mnie tu zaskoczyc [nawet takim pieknym kiblem] ;)

Fot z klasztoru juz troche widzialem i powiem tylko tyle - polecam wszystkim! i ja sam chetnie obejrze jeszcze raz! :) wiec czekam :)

p.s. Pierdzenie i bekanie w tym kraju to nic nadzwyczajnego wiec troszke dziwie sie ze tak wielka uwage do tego przywiazales w reportazu ;)
p.s.2. Populacja Shanghaju to liczba w granicach 18,5mln, ~30mln ma Chongqing ;)

HN70
28-01-2008, 23:47
mam nadzieję, że nie dasz długo czekać na dalsze relacje z Chin :-)

piotr w
31-01-2008, 15:34
Rewelacja, gratuluję sporych umiejętności narracyjnych i bardzo udanych zdjęć.

Mam nadzieję, że dzięki takim wątkom, wszyscy szumofobi, onaniści ostrości itp, choć odrobinę zrozumieją na czym polega robienie zdjęć.

mjr
31-01-2008, 22:11
Philippie, jak zwykle genialny opis.
Czekam na więcej.






Mam nadzieję, że dzięki takim wątkom, wszyscy szumofobi, onaniści ostrości itp, choć odrobinę zrozumieją na czym polega robienie zdjęć.

Oby zrozumieli

Marta Baranowska
31-01-2008, 22:15
swietnie,

reportaz niepowtarzalny

graf
31-01-2008, 23:46
hmm, miodzio. Gratuluję podróży i reportażu. Jak czytam i oglądam takie rzeczy to wiem, że wcześniej czy później też odwiedzę Chiny.

chicken
02-02-2008, 18:11
Jest to jeden z NAJLEPSZYCH reportaży jaki maiłem okazje na tym forum przeglądać o czytaniu nie wspomnę...

Gratuluje coś wspaniałego!!

aleksanderp
04-02-2008, 20:20
Super !

adam1277
05-02-2008, 00:26
uuuuuuuuuuuch teraz skończyłem.Switny reportaż,świetne foty.Historia z taksówkarzem jak powieść kryminalna czytałem jednym tchem.

ArtX
05-02-2008, 00:36
bardzo dobrze oddany klimat tego kraju. Czasem mysle, ze poki sie tego nie zobaczy, to zrozumiec sie nie da.. na szczescie calkiem niezle udaje Ci sie przyblizyc ta chinska rzeczywistosc, po trochu rowniez rzeczywistosc tam podrozowania :) Pozdrawiam
ArtX

adam1277
05-02-2008, 18:56
Philippie,jeżeli można wiedzieć to jakie szkiełka zabrałeś na tą wyprawę ?

philig
05-02-2008, 19:08
Proszę, z obiektywów:

szeroka Tokina 12-24 f 4.0, używana przewaźnie na 12mm - abberacje i zniekształcenia to norma ale za 1400zł może być

spacerniak Tamron 28-75 - używany głównie przez narzeczoną - może kilka fotek nim zrobiłem.

bardzo często Nikkor 50mm 1.8 - obowiązkowy obiektyw każdego nikonowca - chyba że stać nas na 1.4 - mnie jeszcze nie :)

również często niezastąpiona Sigma 70-200 HSM 2.8 - z oddali człowiek nie jest taki nachalny i można pozostać nierozpoznanym :)

Vodafone
06-02-2008, 20:49
Rewelacyjny reportaż... czekam na więcej takich ;-)

absolus
10-02-2008, 23:17
Gratuluję świetnej pracy

Już dawno nic mnie tak nie wciągnęło.
Czekam na kolejną wyprawę i relację

Pozdrawiam

philig
11-02-2008, 00:15
Witajcie po przerwie,

niestety mam złą wiadomość...nie będzie już dalszych relacji....bo....

ZNALAZŁEM WYDAWNICTWO :D

W tej chwili mam już 50 stron, a skorzystałem dopiero z 30% tego co jest w tym wątku :D
Szczegóły za dwa tygonie, jak napiszę książkę, wybiorę zdjęcia i przejadę się do Gliwic do redakcji :)

Dziękuję za Wasze wsparcie, bo dzięki niemu w ogóle powstawały kolejne wątki.

mikkay
11-02-2008, 16:02
philig - ooo :) To super :) Gratulacje! Jak coś z tego wyjdzie (a trzymamy kciuki) to daj znać na forum :)

m_cudny
20-02-2008, 16:47
przez Ciebie stracę robotę... Nic innego nie robię od godziny, tylko czytam i się gapię ;) gratuluję:)

DAWAJ, WIĘCEJ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :)