Zobacz pełną wersję : [ Reportaż ] Pocztówki znad morza
Nasze morze, a raczej nasze kurorty są niewątpliwie inspirującym miejscem. Korzystając z dłuższego weekendu wybrałem się z rodziną na wypoczynek do znanych miejscowości wczasowych. Tu gdzieś mi się przypomina opowieść Martina Parra, jak narodziła się seria Last Resort. W tej serii chciał zawrzeć charakterystykę brytyjskiej klasy pracującej. I opowiadał, że dopiero zjawisko plażowania ukazuje wśród Brytyjczyków ich prawdziwe ja. Cóż, ja niewątpliwie Parrem nie jestem, nawet nie aspiruję. Ta krótka relacja nie ma na celu analizy społeczeństwa odpoczywającego nad morzem. Natomiast chciałem pokazać kilka zjawisk charakterystycznych dla obsługi ruchu turystycznego w Polsce.
1.
73175
2.
73176
3.
73177
4.
73178
5.
73179
6.
73180
7.
73181
8.
73188
9.
73182
10.
73183
11.
73189
12.
73184
13.
73185
14.
73186
15.
73187
- - - - kolejny post - - - - - -
16.
73190
17.
73191
18.
73192
19.
73193
20.
73194
21.
73195
22.
73196
23.
73197
24.
73198
25.
73199
Świetne.
8 - brakuje tylko na samej górze tych parawanów drutu kolczastego :mrgreen:
Ciekawe kolory. To gotowy preset ?
Fajny pomysł i realizacja od siebie dodam, że w kurortach bez plaży (góry) znajdzie się prawie identyczne widoczki ;)
Świetne.
8 - brakuje tylko na samej górze tych parawanów drutu kolczastego :mrgreen:
Dlaczego?
Jak się odgradzać od innych i tworzyć swoje warownie to na całego.
Fascynuje mnie to negatywne postrzeganie tego zjawiska
chemik74
13-06-2023, 13:01
Fascynuje mnie to negatywne postrzeganie tego zjawiska
Bo to emanacja "polactwa".
Nie chcę przerywać znanej dyskusji, ale prócz funkcji oznaczania terenu, to ma znaczenie praktyczne. Bałtyk to nie Adriatyk i po prostu wieje zimnem od morza (vide 9).
- - - - kolejny post - - - - - -
Fajny pomysł i realizacja od siebie dodam, że w kurortach bez plaży (góry) znajdzie się prawie identyczne widoczki ;)
Tu bym polemizował. Znam trochę Sądeczcyznę i jednak bardziej cywilizowanie jest.
Bo to emanacja "polactwa".
Możesz sprecyzować?
se popatrzylem... i chyba jednak nie pojade w tym roku na Hel... :lol:
Ja generalnie nie rozumiem potrzeby leżenia blisko innych ludzi
jurkarol
13-06-2023, 17:06
Nie wiem po co wszyscy się tłoczą w pobliżu głównego molo czy wejścia, gdy 1km dalej mamy prawie pustą plażę, czy jeszcze dalej, gdzie można słuchać morza i nie ma różnych przybytków turystycznych. Tłoczyć się ale odgradzać parawanem... Może ludzie chcą mimo wszystko być wśród ludzi?
Ostatnio było głośno o zajmowaniu leżaków za pomocą ręczników w jakimś hotelu w Egipcie, i to nie byli Polacy :)
Też rozrywka - na leżaku w którymś rzędzie, z dala od morza, pić drinki. Dla mocno wymęczonych staniem za ladą na przykład, to owszem jest wypoczynek
Wszak już Arystoteles twierdził, że człowiek jest istotą społeczną i potrzebuje społeczności innych ludzi. Są tacy, co lubią głośne i stadne życie. Może taki fotograf potrzebuje więcej przestrzeni. Nie wiem. To już socjologia. Jak ktoś potrzebuje do odpoczynku ogrodzić się parawanem, wypić piwko i spalić plecy, proszę bardzo. Póki nie przeszkadza innym, nie powinno nas to boleć. Nie uważam, żeby Polacy, jako naród byli jakoś szczególnie wyróżniający. Nie powinniśmy mieć kompleksów, zwłaszcza wobec mieszkańców zachodu, którzy w czasie jak walczyliśmy z realiami socjalizmu, to oni mieli okres największego rozwoju. Doganiamy zachód, a umiejętność radzenia sobie w trudnych warunkach to raczej zaleta niż wada. Wg mnie problem kurortów leży raczej nie we wczasowiczach, ale w tych, co na nich żerują na każdym kroku. Te miejsca mają potencjał, ale wymaga to jednak trochę starania choćby ze strony władz lokalnych, aby ten bałagan ucywilizować. Zamiast zezwalać na stawianie blokowisk w polu 5 km od morza.
cz4rnuch
13-06-2023, 20:31
...Póki nie przeszkadza innym, nie powinno nas to boleć...Problem polega na tym, że parawan na plaży publicznej niczego nie zmienia. To nadal jest plaża publiczna, ale parawaniarze zazwyczaj uważają, że na ten czas staje się ich prywatną. Parawany przeszkadzają służbom porządkowym, karetce czy np. ratownikom wopr niosącym pomoc. Albo po prostu innym plażowiczom, którzy chcą się dostać do kibelka czy po piwko bez tego całego szukania wyjścia z labiryntu. Nie do końca zgodzę się z tym, że to ochrona przed wiatrem, może domyślnie, ale parawany nie znikają przy flaucie. Grodzenie mamy w genach. Czy to na plaży, czy na strzeżonych osiedlach. Parawaning, szlabaning itd. U mnie na dzielni nawet przed balkonami na parterze wyrastają już palisady. Ja osobiście nie jestem przeciwko parawanom, ale plaża to miejsce publiczne, dla wszystkich, a niektórzy chyba o tym zapominają. Nawet u mnie w mieście spotykałem już prawdziwe fortece, łączone z wielu parawanów, dodatkowo z wydzielonym prywatnym dostępem do morza. Tak nie wypada. Oczywiście prawdą jest, że nie tylko Polacy się tak zachowują. Zaklepywanie ręcznikami plażowych leżaków uwielbiają np. Niemcy czy Hiszpanie (i nie tylko), Anglicy wypić na falach, śmiecenie, szczanie po krzakach lubią chyba wszystkie nacje, paradowanie z wydętymi bebzonami po mieście kochają demoludy, niewłaściwe stroje, trzepanie kocyka na współplażowiczów itd. Z tego wszystkiego parawaning chyba nie wygląda tak najgorzej. Niemniej jednak nawet w polskim prawie są jakieś (niestety niezbyt przejrzyste) przepisy dotyczące "zagarniania" plaży. A nawet jeśli coś nie jest zabronione to warto czasami pomyśleć i o innych, którzy też chcą skorzystać z plaży.
PS A reportaż dobry skoro wywołał dyskusję. Nie wiem czy odpowiada mi kolorystyka, może bym to widział w jakimś krossie z majtkowym różem :), ale same kadry się bronią.
chemik74
13-06-2023, 22:59
Możesz sprecyzować?
Był taki moment, że miałem taki zamiar, ale się powstrzymałem, gdyż:
1) dyskusja rozwinęłaby się w kierunku historyczno-socjologiczno-martyrologicznym, a to nie wątek o tym;
2) zrobił to lepiej, np.: Varga;
3) w odniesieniu do tej konkretnej foty wypowiedzieli się już Koledzy, więc mogę tylko dodać od siebie, że parawaning to jest stan umysłu - patrz płoty przy ogródkach patodeweloperskich, albo przy hacjendach podmiejskich. Tym płotem (parawanem albo misiem) pokazuje porządny Polak, że to jest jego i nie jest to jego ostatnie słowo.
Był taki moment, że miałem taki zamiar, ale się powstrzymałem, gdyż:
1) dyskusja rozwinęłaby się w kierunku historyczno-socjologiczno-martyrologicznym, a to nie wątek o tym;
2) zrobił to lepiej, np.: Varga;
3) w odniesieniu do tej konkretnej foty wypowiedzieli się już Koledzy, więc mogę tylko dodać od siebie, że parawaning to jest stan umysłu - patrz płoty przy ogródkach patodeweloperskich, albo przy hacjendach podmiejskich. Tym płotem (parawanem albo misiem) pokazuje porządny Polak, że to jest jego i nie jest to jego ostatnie słowo.
To jest ciekawe zjawisko.
Obserwuję je od dość dawna. Negacja pragmatycznych przesłanek jakiegoś działania i kreacja negatywnej/prześmiewczej idei, która ma być podstawą tegoż działania. W tym wypadku piszę o tym parawaningu.
Nie twierdzę, że zjawisko budowania zapór, labiryntów, które uniemożliwiają przejście, jest dobre, bo to jest po prostu przesada i jest szalenie głupie. Natomiast kwestionowanie w taki sposób, przy pomocy takich sformułowań, jest przejawem czego? Pozostawiam to pytanie bez odpowiedzi, tak na wszelki wypadek. Chyba jesteśmy jedną z niewielu nacji, która uwielbia takie "autodojebywanie", przy jednoczesnym wizji tego, że tam "na zachodzie panie, jest lepiej".
Jeszcze raz napiszę, nie mam zamiaru bronić tego sposobu grodzenia plaży, parawan przy parawanie, bo to byłoby jak próba bronienia zachowań wielu kierowców w bmw, audi, mercedesie. To jest bezmyślność, egoizm i arogancja. Ale z dokładnie takimi samymi problemami spotykam sie w innych krajach, tyle że na innych polach ludzkiej działalności.
Wydaje mi się, że wystarczyłoby ustanowić przepisy: 1m między parawanami, 4m od wody i EGZEKWOWAĆ. Myślę, że pierwszych 5 lat to cudne wpływy do budżetu.
- - - - kolejny post - - - - - -
Co do samego reportażu.
Nie umiem wyrazić tego co czuję, bo pokazuje wszystko, od czego uciekam. Niestety nie zawsze się udaje.
Czy jest dobry? Nie potrafię tego napisać, wyrazić.
Zaletą jest na pewno to, że autor uwiecznił elementy, których nie znoszę. Czyli jakoś pobudził. Natomiast brak jakiegoś opowiadania, ułożenia, narracji oraz obrany styl kontrastowy i barwowy jest dla mnie niestrawny.
chemik74
14-06-2023, 10:11
Hold your horses, Panie Kolego.
Doszedłeś do wniosku, że krytyka dotyczy nie tyle osłaniania się od wiatru (sąsiadów, przechodniów, itd.), bo nad Bałtykiem potrafi powiać, co karykaturalnej formy tej aktywności. Jeżeli pobawilibyśmy się w socjologów-amatorów to pewnie ta przesada, o której piszesz, byłaby jedną z naszych cech. Pal licho jeżeli objawia się to w takiej formie, gorzej gdy przekłada się na działania o znacznie poważniejszych konsekwencjach (chociażby stanowienie prawa, czy nadpoprawność polityczna). Następnie wpadasz w bardzo przesadne tony dotyczące, cytuję: "autodojebywania", przy jednoczesnej wizji tego, że tam "na zachodzie panie, jest lepiej". (Te wnioski to chyba nie po mojej wypowiedzi?)
Wreszcie, wzorem rasowych eurokratów (i naszych rządzących) proponujesz wprowadzenie martwego (bo nieegzekwowalnego w praktyce) prawa.
Osobiście z dwojga złego, wolę już ten cały parawaning (z całym sztafażem) niż to, że ktoś ma mnie traktować jak upośledzonego w stopniu znacznym i regulować każdy aspekt normalnego życia przy pomocy przepisów i paragrafów.
cz4rnuch
14-06-2023, 11:01
...Natomiast brak jakiegoś opowiadania, ułożenia, narracji oraz obrany styl kontrastowy i barwowy jest dla mnie niestrawny.Mnie to trochę przypomina zarówno pod kątem stylu jak i samej narracji reportaże z plaż wszelakich Martina Parra. Nie chcę przy tym ani popadać w przesadę ani oskarżać autora o plagiat czy inspirację. Ot takie luźne skojarzenie. Przy okazji zagłębiając się w temat to podobne obrazki, wnioskując po fotografiach Parra można spotkać także na plażach brytyjskich czy nawet na francuskiej riwierze. I to łącznie z parawaningiem :)
https://www.magnumphotos.com/arts-culture/travel/david-hurn-martin-parr-seaside/
...Wreszcie, wzorem rasowych eurokratów (i naszych rządzących) proponujesz wprowadzenie martwego (bo nieegzekwowalnego w praktyce) prawa...Takie prawa już istnieją. Np. odnośnie niegrodzenia linii brzegowej. Zresztą większość, jeśli nie wszystkie, oficjalnych strzeżonych kąpielisk ma swoje regulaminy. U mnie przy wejściu na plaże miejską wisi bardzo rozbudowany. Inne też często składają się z wielu punktów i regulują to gdzie i kiedy możemy się kąpać, często z podziałem na strefy w zależności od naszych umiejętności pływackich, co robić z pieskami, rowerami, grillami, ogniskami, piwkiem i papieroskami, dziećmi. Często w takich regulaminach umieszcza się też punkty odnośnie zakłócania wypoczynku innych plażowiczów. Oczywiście można na to patrzeć jak na ograniczanie naszej wolności, ale można też w myśl zasady, że moja wolność kończy się tam gdzie zaczyna się wolność innego człowieka.
Co do samego reportażu.
Nie umiem wyrazić tego co czuję, bo pokazuje wszystko, od czego uciekam. Niestety nie zawsze się udaje.
Czy jest dobry? Nie potrafię tego napisać, wyrazić.
Zaletą jest na pewno to, że autor uwiecznił elementy, których nie znoszę. Czyli jakoś pobudził. Natomiast brak jakiegoś opowiadania, ułożenia, narracji oraz obrany styl kontrastowy i barwowy jest dla mnie niestrawny.
Dzięki za uwagi, bo są cenne, zwłaszcza od kogoś, kto ma spore doświadczenie w fotografii.
Polskie plaże i okolice są w sumie dość prostym tematem pod tym względem, bo nie trzeba daleko szukać. Tak coś podejrzewałem, w którą stronę pójdzie dyskusja. Co do samej serii zdjęć, bo jednak reportażem to jeszcze pełnoprawnym nie jest, to wiem, że jest przegadana. Tutaj nie mam wyczucia edycyjnego, pewnie trzeba by wydrukować sobie to co pokazałem i tego czego nie pokazałem, porozkładać i usuwać, usuwać, usuwać. Pewnie dałoby się złożyć do jakiś 5-7 zdjęć z jakąś narracją, wstępem i zakończeniem. Podobnie wizja kolorystyczna, trzeba się zastanowić. Ten post to raczej wprawki i notatnik, niż gotowy projekt.
- - - - kolejny post - - - - - -
Mnie to trochę przypomina zarówno pod kątem stylu jak i samej narracji reportaże z plaż wszelakich Martina Parra. Nie chcę przy tym ani popadać w przesadę ani oskarżać autora o plagiat czy inspirację. Ot takie luźne skojarzenie. Przy okazji zagłębiając się w temat to podobne obrazki, wnioskując po fotografiach Parra można spotkać także na plażach brytyjskich czy nawet na francuskiej riwierze. I to łącznie z parawaningiem :)
Czyli jednak tego Parra dostrzec można. Tak, idąc na plażę gdzieś tam w głowie Last Resort i podobne siedzą, aczkolwiek Parr opisywał bardziej społeczeństwo. Mnie bardziej zależało na samym otoczeniu i wpływie człowieka na otoczenie.
cz4rnuch
14-06-2023, 11:11
Wybacz, nie doczytałem opisu, skupiłem się na zdjęciach i nie zauważyłem, że wspominałeś o inspiracji Parrem. Albo podświadomość zadziałała :)
chemik74
14-06-2023, 11:47
Takie prawa już istnieją. Np. odnośnie niegrodzenia linii brzegowej. Zresztą większość, jeśli nie wszystkie, oficjalnych strzeżonych kąpielisk ma swoje regulaminy. U mnie przy wejściu na plaże miejską wisi bardzo rozbudowany. Inne też często składają się z wielu punktów i regulują to gdzie i kiedy możemy się kąpać, często z podziałem na strefy w zależności od naszych umiejętności pływackich, co robić z pieskami, rowerami, grillami, ogniskami, piwkiem i papieroskami, dziećmi. Często w takich regulaminach umieszcza się też punkty odnośnie zakłócania wypoczynku innych plażowiczów. Oczywiście można na to patrzeć jak na ograniczanie naszej wolności, ale można też w myśl zasady, że moja wolność kończy się tam gdzie zaczyna się wolność innego człowieka.
Przypomina mi się scena z "07 zgłoś się" - są przepisy które mówią jak obywatel ma siedzieć w kajaku.
Chciałbym podkreślić kontekst - jeżeli każdy aspekt będziemy sobie regulować stosownymi przepisami, zamiast odwoływać się do zasad elementarnych, to co zrobimy w sytuacji, która nie jest przewidziana prawem?
Czytałem, że jakiś przedsiębiorca kupił jezioro na Kaszubach i ogrodził je płotem. Bez zezwolenia, bo to jego własność przecież. Sęk w tym, że to był wodopój dla zwierząt dosyć podobno licznych na tamtych terenach.
cz4rnuch
14-06-2023, 12:47
Przypomina mi się scena z "07 zgłoś się" - są przepisy które mówią jak obywatel ma siedzieć w kajaku...Można ironizować, ale przecież wyraźnie zaznaczyłem, że nie chodzi mi o samo stawianie parawanów. Jakoś mało kto jest przeciw przepisom, które np. zabraniają parkowania przy hydrantach. Bo przepis taki jest pożyteczny a nie tylko tłamszący naszą wolność. I na tej samej zasadzie, stawiajmy sobie parawany, ale miejmy też świadomość, że na takiej plaży są też inni użytkownicy. I oni też chcą korzystać z plaży na równych zasadach. Lubię wolność, ale nie mam nic przeciwko pewnym sensownym regulacjom jeśli dzięki nim z automatu szanuje się wolność innych. Jeśli są np. przepisy które informują jaka ma być odległość między parawanami albo ile metrów kwadratowych na osobę może zajmować jeden plażowicz (bo są takie plaże) to nie znaczy to, że każdy z nas ma z miarką sobie odmierzać wszystko co do centymetra. Kierujmy się zdrowym rozsądkiem. Odległość między parawanami jest po to by inni mogli w miarę swobodnie sobie między nimi przejść, np. pan z lodami, ratownik, inny uczestnik kąpieliska, a ilość metrów na łebka jest po to by również inni mogli się na też plaży pomieścić. Dla jednych takie "obwarowanie" przepisami to wtrącanie się władzy we wszystko a dla innych po prostu normy o których jak widać nie wszyscy wiedzą. Ja nie chodzę na plaże u siebie w wakacje, przynajmniej za dnia, z tego właśnie powodu, że ludzie nie są nauczeni nawet takich podstawowych zasad. I dlatego, że z domu pewnych rzeczy nie wynieśli tam gdzie nie działają normy zwyczajowe potrzebne czasami jest prawo, które im przypomni o tym, że nie są sami na świecie.
Czytałem, że jakiś przedsiębiorca kupił jezioro na Kaszubach i ogrodził je płotem. Bez zezwolenia, bo to jego własność przecież. Sęk w tym, że to był wodopój dla zwierząt dosyć podobno licznych na tamtych terenach.Czyli jednak przydałoby się czasami przepisy, które nawet kosztem świętego prawa własności, regulują jakiś dostęp właśnie dla dobra ogółu? Bo w sumie taki był i wydźwięk mojej wypowiedzi. Poświęcamy część naszej wolności w imię wolności innych. Tu (w przypadku tego zieziorka) akurat sprawa nie jest tak prosta, prywatny akwen, jeśli jest własnością razem z ziemiami pod pod nim to z tego co kojarzę przedsiębiorca może je sobie ogrodzić.
chemik74
14-06-2023, 14:27
Żebyśmy się dobrze rozumieli - nie jestem przeciwko mądremu prawu i przepisom, tylko przeciwko mnożeniu praw i przepisów, których nie da się wyegzekwować (o czym tzw. prawodawca wie z góry). To jest najlepszy sposób na psucie prawa.
Przez lata jeździliśmy pod koniec czerwca do Cetniewa na obozy. Korzystanie z plaży było obwarowane regulaminami i obostrzeniami - nie widziałem nigdy nikogo, kto sprawdziłby czy i w jakim zakresie te przepisy są respektowane (a jak można się spodziewać nie były). Oczywiście, co jakiś czas jakiś nabuzowany testosteronem musiał się na tablicy z regulaminem wyżyć (zapewne w akcie obywatelskiego oporu).
Nie musimy się przekonywać do rzeczy oczywistych (jak mawiał Moczulski - nie przekonujmy się o truizmach), bo najlepsze prawo i przepisy nie zastąpią zdrowego rozsądku i kindersztuby.
Przez lata jeździliśmy pod koniec czerwca do Cetniewa na obozy. Korzystanie z plaży było obwarowane regulaminami i obostrzeniami - nie widziałem nigdy nikogo, kto sprawdziłby czy i w jakim zakresie te przepisy są respektowane (a jak można się spodziewać nie były). Oczywiście, co jakiś czas jakiś nabuzowany testosteronem musiał się na tablicy z regulaminem wyżyć (zapewne w akcie obywatelskiego oporu).
ale to przeciez nie o to w tym chodzi.
takie regulaminy sa po to, zebys w razie robienia przez kogos obory mial o co pogonic sluzby porzadkowe. jak ktos na plac zabaw dla dzieci wpusci pieska i ten piesek sie ze*a, to mozesz takiego czlowieka pogonic po pretekstem wezwania strazy miejskiej - i wtedy tak straz ma o co delikwenta zmusic do sprzatniecia.
jesli takiego leguraminu nie ma, to delikwent powie ci, zebys sie pocalowal w nos. i nic mu nie zrobisz na ten zdrowy rozsadek
Hold your horses, Panie Kolego.
Doszedłeś do wniosku, że krytyka dotyczy nie tyle osłaniania się od wiatru (sąsiadów, przechodniów, itd.), bo nad Bałtykiem potrafi powiać, co karykaturalnej formy tej aktywności. Jeżeli pobawilibyśmy się w socjologów-amatorów to pewnie ta przesada, o której piszesz, byłaby jedną z naszych cech. Pal licho jeżeli objawia się to w takiej formie, gorzej gdy przekłada się na działania o znacznie poważniejszych konsekwencjach (chociażby stanowienie prawa, czy nadpoprawność polityczna). Następnie wpadasz w bardzo przesadne tony dotyczące, cytuję: "autodojebywania", przy jednoczesnej wizji tego, że tam "na zachodzie panie, jest lepiej". (Te wnioski to chyba nie po mojej wypowiedzi?)
Wreszcie, wzorem rasowych eurokratów (i naszych rządzących) proponujesz wprowadzenie martwego (bo nieegzekwowalnego w praktyce) prawa.
Osobiście z dwojga złego, wolę już ten cały parawaning (z całym sztafażem) niż to, że ktoś ma mnie traktować jak upośledzonego w stopniu znacznym i regulować każdy aspekt normalnego życia przy pomocy przepisów i paragrafów.
Oczywiście, że moja wypowiedź nie dotyczyła tylko i wyłącznie twojej wypowiedzi, tylko "tendencji" w którą się wpisałeś (przynajmniej w moim odczuciu)
"autodojebywanie" czy tego chcesz, czy nie, stało się jakimś dziwnie popularnym zjawiskiem i zwykle powiązane jest z tym, że "tam panie na zachodzi to inaczej się "zachowujom""
Kwestia regulowania ... Cóż, istnieją opinie, że prawidła ruchu samochodowego istnieją dlatego, że są debile na drogach. Dlatego nie brnijmy może w kwestie "czy jest sens", tylko czy to jest do wyegzekwowania.
jurkarol
14-06-2023, 17:35
Przepisy powinny regulować jakiekolwiek działania w efekcie szkodliwe. Natomiast przykre jest, że trzeba regulaminem określać kulturę osobistą. Tylko w idealnym świecie tak nie ma...
chemik74
14-06-2023, 17:39
Oczywiście, że moja wypowiedź nie dotyczyła tylko i wyłącznie twojej wypowiedzi, tylko "tendencji" w którą się wpisałeś (przynajmniej w moim odczuciu)
"autodojebywanie" czy tego chcesz, czy nie, stało się jakimś dziwnie popularnym zjawiskiem i zwykle powiązane jest z tym, że "tam panie na zachodzi to inaczej się "zachowujom""
Kwestia regulowania ... Cóż, istnieją opinie, że prawidła ruchu samochodowego istnieją dlatego, że są debile na drogach. Dlatego nie brnijmy może w kwestie "czy jest sens", tylko czy to jest do wyegzekwowania.
Być może mamy inny ogląd, ale nie sądzę by tendencja do "autodojebywania" była bardzo popularnym zjawiskiem, co więcej, raczej teraz to mamy do czynienia ze wzmożeniem patriotycznym (przynajmniej oficjalnie). W żadnej z wypowiedzi nie zauważyłem też gloryfikowania tego co na Zachodzie. Każdy kto tam pomieszkał, popracował (płacąc podatki) zdaje sobie sprawę jakie są plusy i minusy.
Egzekwowanie - premier Składkowski miał w zwyczaju osobiście doglądać jak obywatele II Rzeczypospolitej stosują się do jego rozporządzenia o budowie i korzystaniu z wychodków...
a propos "Zachodu" i glupich przepisow... w Belgii jest prawo nakazujace myc rece po wizycie w toalecie. w kazdym publicznym klopsiku jest stosowna tabliczka/karta w co najmniej jednym z dwoch urzedowych jezykow ;)
co do zwyczaju "parawaningu" czy tez innego zajmowania przestrzeni na plazy - w Holandii z kolei latwo rozpoznac kiedy na plazach dochodzi do inwazji gosci ze wschodu (Niemcow z Zaglebia Ruhry, bo NL to "ich" wybrzeze). wlasnie wtedy, kiedy plaze sa rozkopane setkami grajdolow. zaden Holender tego nie robi i tylko pomiedzy soba zartuja, ze plaze znowu dziurawe przez "Duitsers"
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.