PDA

Zobacz pełną wersję : Historia jednego zdjęcia



Keek
04-01-2023, 19:50
Macie jakieś swoje ulubione zdjęcie?
Albo może mniej lubiane - takie, które Wam nie wyszło?
Pamiętacie jak powstało, co działo się w momencie kiedy naciskaliście spust migawki?
A może co było przed albo po fotografowaniu?
Wklejcie i opiszcie.

- - - - kolejny post - - - - - -

Zacznę pierwszy na zachętę.

69057

— Co pan tu na moim polu? Z geodezji? Po niedzieli chodzicie? — Nie z geodezji - zdjęcia robię. Krajobrazowe.
— Krajobrazowe? Pacz pan. Tyle lat po nim orze i nie wiedziałem, że ono krajobrazowe. I co? Do gazety to pójdzie? Że niby jakieś?
— Nie do gazety. Zdjęcie na ścianę, dla ozdoby będzie.
— Na ścianę? No to rób se pan. Ino ja bym na ścianie wolał ładny obrazek powiesić a nie pole puste. Pan z Ciechanowa?
— Z Warszawy.
— To daleko po to zdjęcie zajechał. A auto gdzie?
— Kolega zabrał.
— Jak zabrał?
— Miał coś do zrobienia w mieście, podrzucił i pojechał dalej. Do trasy chyba stąd niedaleko? Jak dojść?
— Piechoto bedzie iść?
— Piechotą.
— No to pójdzie na prawo, tam za wsią dojdzie do stawu i skręci w lewo w droge do asfaltówki. Stawu musi pan dobrze wypatrzeć, bo zapiździone tak, że pewnie nie widać. Jak minie krzyż, to zaraz za zakrętem dojdzie do trasy, do przystanku. Tylko… — podrapał się pod czapką — …tylko pekaesa to pan już dziasiaj nie złapie, bo późno.
— Nie. Kolega będzie wracał to mnie zabierze z powrotem.
— Aaa… Bo jak pekaesem to za późno — podniósł rękę i pomachał — Do widzenia.
— Do widzenia.

Ruszyłem przed siebie. Minąłem niedużą wieś, której nazwy nie pamiętam i zacząłem wypatrywać stawu. Faktycznie - jak mówił gospodarz - trudno go było dostrzec. Domyśliłem się, że był nim biały równy placek, ledwo wyróżniający się z przysypanego śniegiem otoczenia. Skręciłem w lewo i zobaczyłem przydrożny krzyż. Wyjąłem aparat z plecaka. Ciężki, średnioformatowy, analogowy - były to czasy, kiedy wiedziałem, że dobre, artystyczne zdjęcie musi być zrobione conajmniej średnioformatową kamerą, koniecznie w kwadracie i na czarno-białym filmie. Niestety do stuprocentowego obrazu prawdziwego artysty brakowało mi statywu. Przyznam, że przez moment poczułem się bardzo niepoważnie. Otworzyłem kominek i zacząłem kadrować. Krzyż wspaniale współgrał z nagimi drzewami - przez moment zastanawiałem się czy to przypadkiem nie wierzby - i zaśnieżoną drogą skręcającą łagodnie w lewo.
— Przydałby się jakiś sztafaż — pomyślałem. Jak na zawołanie, z za zakrętu wyłonił się traktor. Szybkim ruchem, nie sprawdzając poprawności ekspozycji na zewnętrznym światłomierzu, przyłożyłem aparat do oka i nacisnąłem spust migawki.
— No i super — pomyślałem. Samotny krzyż na zapomnianej drodze i samotny traktor. Tak jakby, samotna prasłowiańska droga chroniła w swoich koleinach plebejski powóz. Nieźle. Będzie świetny fotogram — zadowolony z siebie, zdjąłem plecak i schowałem aparat. Szedłem i dociekałem w myślach, w której strefie umieściłem traktor i czy negatyw wywołać N+1, N-2, a może N+3?
— Mogłem zmierzyć wcześniej światło — westchnąłem. Zamyślony, nie zauważyłem kiedy coś pojawiło się na końcu drogi. Stanąłem i spojrzałem dokładnie. Zobaczyłem w oddali konia, a za koniem sanie. Odwróciłem się i zacząłem biec z powrotem w stronę krzyża.
— N+1! Nie! N-3! Nie! N+2! Cholera! Nie wiem! — wciąż biegnąc, drżącymi rękoma szarpałem pasek aparatu wyciągając go z plecaka. Przyłożyłem do oka — *****! — zdjąłem dekielek. Słyszałem dźwięk dzwoneczków za zakrętem. Dysząc, nastawiłem ostrość na krzyż. — *****!!! — zapomniałem wyjąć szyberka. Szybkim ruchem wysunąłem go z kasety. Koń z saniami pojawił się na zakręcie.

sailor
04-01-2023, 20:51
panie szanowny .. trudne sprawy pan porusza w opowiesci... zewnetrzny swiatlomierz, korekcja ekspozycji i do tego jakas kaseta i szyberek .... kto sie w tym wszystkim polapie? :D
A tak serio .. fajna historia i fajny kadr

andystar
04-01-2023, 21:12
Podoba mi się zdjęcie. Lubię zdjęcia z poprzedniej epoki. Może dlatego, że też jestem z poprzedniej epoki.
Salut i Kiew 88 to był kawał aparatu.

Wujot
04-01-2023, 23:36
dociekałem w myślach, w której strefie umieściłem traktor i czy negatyw wywołać N+1, N-2, a może N+3?


Ciekawe ile osób wie o co chodzi z tą strefą?

Kojocisko
04-01-2023, 23:59
Świetny pomysł i wysoko zawieszona poprzeczka pierwszym zdjęciem i opowieścią...
Nie wiem o co chodzi ze strefą.

Keek
05-01-2023, 00:16
Takie tam, zabawy z zeszłego wieku... System Strefowy (https://pl.wikipedia.org/wiki/System_strefowy)
Niech ktoś napisze coś o swoim bo jak nie, to będę przynudzał jutro następnym.

jurkarol
05-01-2023, 01:18
Trzeba było nosić ze sobą szarą kartę 18% ;)

sruba
05-01-2023, 11:00
Akurat pod koniec zeszłego roku popełniłem na zlecenie dużego portalu wspinaczkowego serię artykułów pod identycznym tytułem ;-) Jeśli ktoś byłby zainteresowany, to zapraszam:

https://wspinanie.pl/2022/06/marcin-ciepielewski-historia-jednego-zdjecia-daria-brylova-na-chinskim-maharadzy/
https://wspinanie.pl/2022/07/historia-jednego-zdjecia-marcina-ciepielewskiego-metallica/
https://wspinanie.pl/2022/07/historia-jednego-zdjecia-marcina-ciepielewskiego-babybel-8a-taghia/
https://wspinanie.pl/2022/08/historia-jednego-zdjecia-marcina-ciepielewskiego-deklaracja-niesmiertelnosci-jaskinia-mmautowa/
https://wspinanie.pl/2022/09/historia-jednego-zdjecia-marcina-ciepielewskiego-banana-joe-m9/
https://wspinanie.pl/2022/09/historia-jednego-zdjecia-marcina-ciepielewskiego-the-x/

Keek
05-01-2023, 11:21
http://robertkresa.com/PICTURES/202207-018-WARSAW.jpg

Na Chmielnej, na schodkach pod przychodnią zdrowia, naprzeciwko frytek i pączków siedzi grupka młodzieży w przedziale wieku od 12 do 30 lat. Podchodzi do nich facet, wyjmuje komórkę i zaczyna ich kręcić. Nie z daleka, bliziutko, dwa metry, może mniej. Młodzież zaczyna bluzgać i machać mu rękoma przed telefonem.
— Spier...j — cedzi przez zęby niezrażony koleś i filmuje dalej. Tłum młodzieży narasta; jest ich teraz tam więcej niż żebrzących o frytki gołębi. Facet kręci dalej. Bluzgów w powietrzu tyle, że chyba zaraz coś wybuchnie. W końcu chowa telefon i odchodzi w stronę Marszałkowskiej.
— No i co? Nie wpier...sz mu? — dwóch dwunastolatków bierze pod włos starszego kolegę. Trzydziestolatek zawiązuje buty, podciąga dres i szybkim krokiem rusza za facetem. Zaraz za nim pędzi dwójka małolatów. Mijają nowo wyremontowany plac Pięciu Rogów i dopadają go naprzeciwko Krowowarzyw. Lecą *****, piąchy i kopniaki. Widok jak ze starych filmów z Brucem Lee, Chuckiem Norrisem czy Stevenem Seagalem. Tańczą. Przepięknie tańczą ledwo dotykając chodnik stopami. Tańczą niczym Patrick Swayze w Road House. Cudne kadry. Przechodnie zatrzymują się w podziwie. Tak. Takie rzeczy w Warszawie tylko na Chmielnej - najbardziej zasyfionej ulicy Śródmieścia, a jednocześnie tak bardzo prawdziwej.

Kojocisko
05-01-2023, 12:30
Tańczą niczym Patrick Swayze w Road House.
Kocham pana, panie Sułku jedyny...

Wujot
05-01-2023, 15:01
U mnie chyba jak sruba mógłbym dać parę linków do realizacji. Ale to chyba się nie przysłuży wątkowi. Taka fota w studiu do bilboardów dla TP SA. Mówię do modela (prywatnie mój syn)

- uśmiechnij się
- mmhmmhm (jakiś niesprecyzowny mamrot i karp na twarzy)
- uśmiechnij się proszę
- (wycedzone przez zęby) ja nie uuuummmmiem się śśśśśśmiać

No to zrobiłem

69083

- - - - kolejny post - - - - - -


Trzeba było nosić ze sobą szarą kartę 18% ;)

Przy stosowaniu SSA nosiło się światłomierz punktowy lub, lepiej, na matówce za pomocą kasety pomiarowej (miałem taką w Sinarze). Ideą SSA w przypadku materiałów negatywowych było takie dobranie ekspozycji aby najgłębsze cienie były naświetlone najlżej jak się da ale przenosząc wszystkie informacje. Takie postępowanie dawało najlepszy możliwy negatyw do otrzymania pozytywu. Bo jak wszyscy doskonale wiemy ziarno jest związane z pierwiastkiem z gęstości optycznej, oraz podczas przejścia przez gęstsze warstwy powiększa się odblask dyfuzyjny. Podsumowując bardzo dobry negatyw wyglądał na niedoświetlony.

Można powiedzieć, że ten system wiązał naświetlenie z kontrastem sceny fotograficznej. Jeśli cała scena miała powiedzmy 5 EV to naświetlało się ją lżej niż scenę z 7 czy 9 strefami. SSA przydawało się świetnie w pracy z materiałami odwracalnymi bo tam należało "wtłoczyć" całą scenę w 7 stref (bo tyle miał użyteczny odcinek naświetleń). W plenerze skazywało nas to na decyzję co tracimy (górę czy dół) natomiast w studiu pozwalało sprawdzić czy poziom światła wypełniającego jest odpowiedni. Bo tam chodziło o to aby scena miała idealnie 7 stref. Pracowało się z dokładnością 1/3 EV - przynajmniej u mnie.

Najlepszą cechą SSA było uzmysłowienie sobie związku między kontrastem własnym obiektu, kontrastem oświetlenia a wynikowym kontrastem sceny fotograficznej. Ten ostatni jest iloczynem pierwszych. Przy bardzo dokładnej pracy można to traktować lokalnie a nie globalnie.

Keek
05-01-2023, 16:34
...(prywatnie mój syn)...

A zapłaciłeś mu przynajmniej czy zbyłeś tekstem, że będzie miał do portolio?


Przy stosowaniu SSA...

Ile to człowiek musiał kombinować kiedyś, nie? A teraz wrzuca fotę na Luminara i ma wszystko od ręki.
Z tym konkretnym zdjęciem, od strony technicznej to jeszcze dodam, że przy robieniu odbitki zastosowałem zapomnianą już wszystkim technikę maski srebrowej.
Polegało to na tym - normalnie to chyba wszyscy wiedzą jak się kiedyś robiło printy w ciemni, nie? - że nienaświetlony papier wkładało się do wywoływacza, a następnie kładło pod powiększalnik, naświetlało i wyłączało. Odczekiwało się chwilę i kiedy zaczął pojawiać się orbaz świeciło się przez chwilę dalej a potem zdjęcie do utrwalacza. Magiczną umiejętnością było wiedzieć ile świecić w poszczególnych etapach. Obecnie to się nazwywa HDR i załatwia się to na sucho myszką.

sailor
05-01-2023, 18:32
Obecnie to się nazwywa HDR i załatwia się to na sucho myszką.
ale zawsze jak jest zbyt latwo to latwiej to s...kopac co widac w zalewie aktualnej fotografii wypluwanej na wszelakich serwisach :D

niech Wam bedzie wrzuce cos od siebie. Kilka generacji aparatow temu, ale juz z lustrzankami cyfrowymi :D fotografowalem hotele dla touroperatora. Trafilismy do Maroko. Dalo sie wygospodarowac toche wolnego czasu wiec od razu w auto i poznawac lokalne zycie.
Zakladajac ze moja znajomosc francuskiego byla znacznie lepsza niz arabskiego ale ograniczala sie do "żę no parlę" i "marhne shanse" a google translator nie byl jeszcze naszym najlepszym przyjacielem, pomijajac fakt ze 1mb internetu kosztowal jakis majatek, to zaraz po wyjezdzie poza hotel byla to troche bardziej walka o przetrwanie :D niz zwiedzanie. Ale do rzeczy.
Gdzie moze gringo pojechac w Maroko? oczywiscie ze do Marakeszu! i oczywisice ze od razu wpakuje sie na souk na ktorym po 10 minutach lazenia sie zgubi. Jak juz przeszedlem oblepione muchami mieso sprzedawane z ziemii i dziesiatki kolorowych sklepikow ze wszystkim, minalem farbiarnie ktore capily jak onuce radzieckiego zolnierza po pieszej wedrowce z wladywostoku do murmanska i wlazlem w ciemna slepa uliczke. Naprzeciw mnie gora pospawanych ozdob i ich tworca pracujacy nad nastepnymi. Ladne kontrasty i gra swiatla .. co tu myslec, lapie aparat robie zdjecie i nagle podnosi sie krzyk bowiem foto wyswietlilo sie na podgladzie. Wrzask podniosl jakis lokalny chomik ktory pętal sie przy mnie od jakiegos czasu, a ja bardzo uwazalem zeby nie zainteresowal sie moim portfelem, na smierc zapominajac wylaczyc podglad w aparacie.
Co dzieciak krzyczal nie mam pojecia ale skutkiem krzykow byl pedzacy w moim kierunuku kowal. Palnik trzymany w reku raczej nie swiadczyl ze chec mnie zaprosic na lokalna herbate. Pech chcial ze droga do wyjscia byla za nim :D
Zlapalem posiadany monopod (albo statyw, nie pamietam juz dokladnie) i przyjalem pozycje obronna z przekonaniem ze tanio aparatu nie oddam. Brzmi odwaznie, ale jak to mawia stary dowcip o piratach w glowie ciagle mi brzmialo "podajcie mi moje brazowe spodnie". Nie wiem jak by sie skonczyla sytuacja gdyby nagle nie pojawil sie majfriend w oryginalnym tshircie Jordana znajacy ze dwa zdania po angielsku i chyba majacy tam jakikolwiek szacunek. Razem z nim oczywiscie pojawil sie maly tlumek wiedzacych lepiej i nadal nie wiedzialem jak sie z tego wyplatac. Najblizsze 200lat (czyli pewnie jakies 7-10mint) trwalo tlumaczenie o tym ze robiac zdjecie kowalowi ukradlem mu dusze. Bylo to na tyle dawno ze zdarzali sie jeszcze tacy od ktorych duszy nie mozna bylo kupic, niestety kowal do takich nalezal i zadnych pieniedzy nie chcial (na razie). Pijac lokalna mietowa herbate po ktorej mozna bylo wyladowac na OIOMIE z potrzeba pompy insulinowej udalo nam sie uzgodnic ze ja sie ta czescia jego duszy na zdjeciu zaopiekuje i bede dbal by byla niesmiertelna. Dodatkowo by wynagrodzic przerwe w pracy i niedogodnosci ofiaruje 10 dolarow :D
Zostalem odprowadzony do uliczki z ktorej umialem trafic na parking. Foto zostalo w aparacie. Kilka lat pozniej trafilo na konkurs International Photography Awards gdzie dostalo wyroznienie. Zeby bylo weselej o wyroznieniu dowiedzialem sie pol roku albo rok pozniej widzac zdjecie w galerii, bowiem kompletnie zapomnialem ze wyslalem je na konkurs.

https://piotrfajfer.com/wp-content/uploads/2017/03/8-67207-14_IPA_ipa_blacksmith.jpeg

Wujot
06-01-2023, 02:13
Ile to człowiek musiał kombinować kiedyś, nie? A teraz wrzuca fotę na Luminara i ma wszystko od ręki.


Przyznam Ci się, że z jednej strony to na całej cyfrowej rewolucji i ułatwieniach to pewnie straciłem multum kasy, bo kiedyś montowane analogowo foty kosztowały kupę kasy. I mało kto potrafił coś sensownego zrobić ale z drugiej ulga, że już nie trzeba wszystkiego tak dokładnie czyścić, że można strasznie przyspieszyć z realizacjami. Dalej, że na sesję wyjazdową nie trzeba brać dwóch asystentów i 100 kg sprzętu. I że można skupić się na koncepcjach, były dla mnie niezłą rekompensatą za te stracone (oczywiście w wyobraźni) pieniądze. Bardzo mi odpowiadało to odlekcenie naszej branży. Oczywiście do momenty gdy z niej wypadłem. :) Choć to mnie też aż tak bardzo nie ruszyło. Ileż można robić foty??? Choć największym plusem studia było to, że mogłem głośno, na dobrym sprzęcie słuchać muzy przez cały dzień. Szczególnie, że mój wspólnik był równie zakręcony na tym punkcie jak ja i multum ciekawych zjawisk mi pokazał. Dyskusji muzycznych było więcej jak fotograficznych. No i bardzo dużo szeroko pojętej sztuki bo Bartek był bardzo mocno osadzony w środowisku naszej ASP.

Keek
06-01-2023, 10:33
...słuchać muzy przez cały dzień...

Na ulicy w słuchawkach ciężko. Próbowałem kiedyś. Jak zaczęło mi szeptać żebym ustawił kurs na serce słońca to przepuściłem za dużo kadrów i wróciłem do domu z niczym. Nie opłaca się.

- - - - kolejny post - - - - - -

Wątek raczej nie wypalił. Myślałem, że będzie więcej ciekawy boków i interesujących historyjek. Nie chce się Wam pisać, czy po prostu walicie jak z karabinu na lewo i prawo, działając jak automat i nie zapamiętując nic. No niech ktoś coś jeszcze wrzuci.
Na koniec jeszcze jedno ode mnie - nie chcę żeby wątek zrobił się monopersonalny:

69098

Drogie forum nikoniarzy, opowiem ci dziś mrożącą krew w żyłach historię o buncie i młodzieńczej niezależności. Historię z czasów, kiedy nie było jeszcze smartfonów a pierwsze komórki nieśmiało pojawiały się w polskich kieszeniach i torebkach; kiedy dziwiliśmy się, że jakaś nieznana internetowa wyszukiwarka o śmiesznej nazwie, ma w odróżnieniu od Yahoo tak mało newsów i reklam na stronie, a o fejsbuku jeszcze się nikomu nie śniło.
Siedziałem w redakcji ogólnopolskiego dziennika, piłem kawę i patrzyłem na zmoczoną deszczem Pragę.
— Deszcz trzeba sfotografować — szef działu fotograficznego stanął nade mną i popatrzył za okno.
— Na ch...j komu deszcz? Jaki jest deszcz każdy widzi, po co zdjęcie? — w tych czasach można było jeszcze przeklinać w pracy, szczególnie w miejscach pełnych twórczej weny.
— Nie mędrkuj Keek tylko rusz dupę. Nająłeś się jako pies to teraz szczekaj — szef prosto i dosadnie zakończył moje przemyślenia nad sensem fotografowania pogody.
Wyszedłem na dwór i pojechałem na Stare Miasto - wiadomo przecież, że na warszawskiej Starówce wychodzą najlepsze zdjęcia. Pokręciłem się chwilę po Krakowskim Przedmieściu, podreptałem po Marszałkowskiej i z 12 klatkami - redakcja nie pozwalała zmarnować na taki duperel jak pogoda, więcej niż 1/3 filmu - zaszedłem do zaprzyjaźnionego labu. W ciemniowym rękawie wyciąłem kawałek negatywu z aparatu a resztę schowałem na później. Wrzuciłem film do wywoływarki i wróciłem do kontemplacji zmoczonego świata.
— Co tam Keek? — mój zachwyt nad mokrymi płytkami chodnikowymi przerwał kumpel z konkurencyjnej firmy — Też Cię na deszcz wysłali?
— Dzień jak co dzień — rzuciłem z westchnieniem.
— Kur...a, *****ane to — ciągnął kumpel — na ch..j komu zdjęcie deszczu? Czy ludzie deszczu na oczy nie widzieli żeby robić mu zdjęcia? Żeby jeszcze powódź była jak trzy lata temu… Chciałem już iść na piwo do Amatroskiej a mi tu kur...a z deszczem wyjechali. Deszcz, mgła, śnieg, może niedługo zdjęcia słońca będą chcieli: “Idż zrób newsa bo słońce świeci…”
— Miałem podobne przemyślenia — próbowałem przerwać mu jego wzburzenie.
— Po co biegać za deszczem? Deszcz jest zawsze taki sam. Nie można wziąć zdjęcia z jakiejś ilustracyjnej bazy danych?
— Niby można, ale chyba nie wypada - bądź co bądź to jaki news. Nie chodzi ogólnie, że pada, a że pada teraz i w tym miejscu. To j z tym, że nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki.
— Gówno prawda - nie mędrkuj; w zeszłym roku na wczasach, wchodziłem do tej samej rzeki kilka razy dziennie — kolega uspokoił się i zaczął żartować.
— Albo wyobraź sobie — ciągnąłem dalej — że masz taką funkcję w Photoshopie: wrzucasz fotę z dajmy na to placu Zamkowego, zrobioną kiedykolwiek, wybierasz odpowiedni filtr, a sztuczna inteligencja w kompie wedle życzenia zmienia ci pogodę. Super sprawa by była…
— Taa… Trochę się rozpędzasz stary; może w ogóle sobie podarujemy filtry. Odpalisz program, wpiszesz - “plac Zamkowy”, “zima”, “grudzień”, “ZOMO” i dostaniesz niepublikowane zdjęcia ze Stanu Wojennego?
— O! O! Właśnie — powoli zaczynaliśmy wpadać w śmiechawkę — a jak dorzucisz do opisu “Kino Moskwa” i “transporter” to się Niedenthal wkur...i na całego.
— Dobre dobre, ale to chyba nie za naszego życia. Potem co? Andki jak z Terminatora będą za nas zdjęcia robić? Zawód by się skończył.
— No nie nadążasz - jakie andki i zdjęcia, skoro foty będą z kompa? — ciągnęlibyśmy dalej naszą rozmowę, ale z wywoływarki powoli zaczął wychodzić negatyw — Spadam. Wieczorem w Amatorskiej?
— Koniecznie. Grzesiu kupił sobie M6-kę, będziemy macać i świętować.
Wyszedłem z labu i wróciłem do redakcji.
— Co tak długo — usłyszałem na wejściu — malowałeś te zdjęcia czy co? Dobra, dawaj.
Położyłem film na podświetlarce. Szef pochylił się nad nimi i zaczął przeglądać jedno po drugi.
— Dobra, to daj — wskazał palcem.
— Ale to przecież do dupy jest i poruszone. Zobacz dalej: to jak koleś sprzedaje parasolki, albo to zza pleców tej babki; a jak koniecznie chcesz dygnięte to weź to z biegnącą dziewczyną z marynarką nad głową.
— Nie dyskutuj, skanuj to które pokazałem — boss pozostawał nieugięty.
— No kur...a, nie — wzburzenie wyrwało mi się z piersi - Nie!
— Że co? Chcesz szukać nowej roboty?
— Pierd...ę taką robotę. Nie będę sobie przez twoje głupie wybory psuł marki na mieście. Jeszcze ktoś za 20 lat wygrzebie wydanie, zobaczy tą kichę i będę musiał świecić ze wstydu oczami — chwyciłem leżący na podświetlarce flamaster i maznąłem na wybranej przez niego klatce duży krzyżyk — Gówno będziesz miał a nie bębenek!
Nie pamiętam niestety co było dalej; może mózg w trosce o moje zdrowie psychiczne przyblokował to wspomnienie, a może zwyczajnie nie stało się nic. Szefu popatrzył jak na idiotę; pomyślał, że z jebniętymi lepiej nie wchodzić w głębsze dyskusje i odpuścił. Faktem jest jednak, że długo dalej w "Życiu" nie popracowałem. Po niedługim czasie przeszedłem do Super Expressu, w którym też nie zagrzałem miejsca. Jednak stamtąd doskonale pamiętam moment kiedy rzuciłem robotę. Tyle, że tą mrożącą w żyłach historię z wypożyczalni kaset video zostawię sobie na inny raz.

fafniak
06-01-2023, 10:52
Ja niestety nie mam jak wkleić zdjęcia gdyż to o czym chcę opowiedzieć wiązało sie z materiałem video dotyczącym wspomnienia z powstania 44
Bohater nei chciał tego robić w domu więc redakcja wymyśliła sobie że zrobimy to w budynku PASTy.
Niestety w środku jest koszmarnie pod względem filmowania. Po prostu masa biurowych korytarzy i pokoików.
Chodziliśmy długo i szukaliśmy czegoś gdzie byłby spokój i cisza oraz "ciekawe" tło a nie ściana która wchłonęła tony dymu papierosowego.
Okazało się że jedyne miejsce do gabinet szefa stowarzyszenia (nie pamiętam jakiego ale związanego z powstaniem/powstańcami).
Powstaje natychmiast problem bo "szef" jest nerwus i potrafi zrobić aferę z byle powodu. No więc rozpoczyna sie przekonywanie "lokalsów biurowych" że poustawiamy wszystko z powrotem i potrzeba nam ok 3h na całe nagranie.
Udaje się uzyskać zgodę bo okazuje sie ze "szefa" dziś nei będzie :D
Na ścianie była gablota ze sztandarem (Bóg Honor i Ojczyzna) i przy zrealizowaniu tego na dłuższej lufce i oświetleniu dedolightami - dawało jakiś klimacik. No więc wynieśliśmy stoły (kilka sztuk) pousuwaliśmy przeszkadzajki. Plan ustawiony, robimy światełko. Okazuje się że w tym gabinecie nie ma prądu w gniazdkach (????????)
No więc jedyne wyjście - ciągniemy druta z korytarza. Dźwiękowiec kręci nosem bo będzie słychać ludzi kręcących się po korytarzu. Na szczęście okazuje się że kabel przechodzi na wcisk pod drzwiami i daje sie zamknąć je choć z pewnymi oporami.
No więc usadzam się za kamerą, sprawdzam ekspozycję i kadry próbując wykroić ze 3 różne a nie sprzedając brzydkiego tła.
Po chwili tuż za drzwiami zaczyna sie "biurowa imprezka" - bardzo głośna.
Wstaję i idę uciszyć, wracam i zamykam ponownie drzwi.
Siadam za kamerą i wciskam pryszcza nagrywania
Nagle rozlega się pukanie do drzwi. Drzwi powoli się otwierają a w szczelinie pojawia się głowa starszego jegomościa który mówi:
- Przepraszam bardzo, ja nie będę przeszkadzał, zabieram tylko z gabloty sztandar i idę...
Cięcie i cisza :D :D :D
Bareja....

Wujot
06-01-2023, 19:33
No to o takiej, jednej z moich pierwszych, advertorialowych (a po prawdzie edytorialowej) realizacji. Jest niby w moim autorskim wątku ale profesjonalny serwis nikoniarze.pl zgubił tam foty więc jest dobry pretekst do przypomnienia.

Tak wygląda gotowa realizacja. Napiszę jak do niej doszło.

69117

Szkic obejmował zarys przedmiotów. Pod szklanym słojem narysowany był zapalony palnik, w słoju napis rosół, do tego lecące do słoja warzywa i plusk plus reszta przedmiotów. Od razu mi się nie spodobało. Lata, śpiewa, tańczy i... gazy puszcza. Nie cierpię baroku!

Zabieram się do pracy. Producentka przywozi zabawki, oglądam wszystko. Zaczynam od analizy komplikatorów:
- otwarty ogień w studio. Raz, że groźba pożaru. Ale aby był widoczny - ciemne tło.
- słoj do rosołu wielki i nie koniecznie wygląda na żaroodporny
- rosół - jak wygląda rosół? Czy chodzi o przezroczystą żółtawą ciecz czy mętnawą zupę. Rosół jest oczywiście mętny ale przy efektach chlapania i szklanym naczyniu o wymiarze sporego gara nie będzie nic widać... To pierwsza rzecz do uzgodnienia jeszcze przed realizacją
- rosół wymaga ewidentnie jasnego tła a płomień ciemnego.
- kuchenka którą dostałem nie podoba mi się jest ewidentnie za wysoka i nie pasuje mi do kolorystyki. Teoretycznie mógłbym ją przemalować albo zakleić. Ale muszę ją oddać w stanie nienaruszonym (dygresja - to bardzo często jest jeden z warunków zdjęć - oddaje się przedmioty w stanie idealnym, szczególnie jak są to zegarki za 100 000 zł). Najwyżej przerobię w PS.
- zarejestrowanie "pluskania" to co najmniej 1/1000 s czyli lampy systemowe lub 20 kW ciągłego na planie.
- lecące warzywa
- duży plan, jakiś pomysł na stół
- ponieważ to rozkładówka to trzeba ją skleić z dwóch fot (mam Nikona d300)

Kurde... dużo tego. Jeden, dwa problemy to luzik, ale tyle...Zaczynam analizować kłopoty po kolei. Na początek (póki redakcja jeszcze jest) trzeba uzgodnić rosół. Powtarzanie takiego zdjęcia z tytułu niewłaściwej zupy byłoby głupie. Przygotowuję trzy próbki (klarowną, normalną i pośrednią w tonacji od jasnożółtej do ciemniejszej) wysyłam foty do akceptacji, wybierają zgodnie z rekomendacją pośrednią.

Teraz muszę spokojniej pomyśleć o wyrazie zdjęcia. Sterylny laboratoryjny styl kojarzy mi się z kontrastowym dolnym oświetleniem. Ustalam, że będzie to główny pomysł na wyraz zdjęcia. Postanawiam dodać do tego odbicie. Ale nie chcę aby to było "zwykłe"lustro tylko coś mniej oklepanego. Może poliwęglan.

- decyduje się jednak na światło z kompaktów, systemowe może być za słabe i mam tylko cztery lampy, żarowego na takim skomplikowanym planie z pluskaniem po prostu się boję. Mam nadzieję, że fekt będzie przyzwoity
- tło - musi być szare, zrobię tintę możliwie jasną za rosołem i możliwie ciemną za płomieniem
- decyduję się na "wpuszczenie" kuchenki pod blat, tracę w ten sposób kawałek płyty ale to najszybsze i najmniej kłopotliwe rozwiązanie. Robię więc piłką włośnicową odpowiedni otwór.
- postanawiam oddzielnie zrobić "plusk" i lecące warzywa - ze względów bezpieczeństwa.

Czas na montaż planu. Ponieważ studio ma słabe wyciemnienie a ja będę rejestrował płomień buduję wielki czarny namiot wokół planu. Rozkładam lampy. Ustalam światło, przynoszę rosól i resztę, wrzucam co tam trzeba do zlewek. Robię próbną fotę. Jest ok.

Teraz krytyczny moment - trzeba zapalić palnik. Przynoszę gaśnicę i czytam jej instrukcję. Wyobrażam sobie dwa warianty pesymistyczne:
- zapala się płyta a ja w ferworze gaszenia polewam sprzęt wodą. Później we włośienicy i sznurem pokutnym tłumaczę się Bartkowi (który gościnnie przytulił mnie chwilowo w studiu) i Przemkowi (właścicielowi wycacanej agencji) ze swojej głupoty. Jeszcze raz czytam instrukcję gaśnicy
- drugi wariant jest znacznie optymistyczniejszy. Pod wpływem ognia pęka szklany gar. 5 litrów rosołu zalewa mi dwie dolne lampy. Mam chlew, niedotrzymany termin ale straż nie musi przyjeżdżać.
Pora zaczynać. Zapalam gaz, rozkręcam go na maksa, uruchamiam pilota i zaraz gaszę. Sprawdzam wynik - jest dobrze. Pora na pluskanie. Przestawiam migawkę. W tej zabawie główny problem polega na złapaniu właściwej synchronizacji kiedy wrzucić przedmiot a kiedy nacisnąć spust. Bardzo często bywa, że spust trzeba uruchomić na chwilę przed rzutem bo aparat ma zwłokę w działaniu.Po paru rzutach łapię synchronizację i uznaję, że wystarczy już chlapania - są dwie przyzwoite klatki. Samo zamrożenie ruchu nie jest perfekcyjne ale uznaję, że jakoś z tą świadomością będę musiał żyć. Nadziewam warzywa na cienki drut wstawiam w plan. Póżniej wyretuszuję drut ale oświetlenie będzie się zgadzało. W gazecie wyglądało to tak

69118

Rozkładówkę uzupełniam zestawem próbek produktów. Mogę sobie poszaleć - ustawiam kontrastowe światło ale jednocześnie skupiam się na doskonałym oddaniu faktur produktów. Wychodzi nad podziw ładnie - taką robotę lubię!

69119

cybulski
07-01-2023, 06:40
Już wrzucałem to zdjęcie na forum w wątku portret uliczny ale historyjka mała jakaś jest z nim związana więc chyba pasuje.

Chodząc po starówce w Warszawie, między tłumem:
- Dzień dobry, ale Pan tak wystrojony z tą lornetką tutaj w tym tłumie aż chciałoby się zdjęcie zrobić ….
- A dzień dobry, dzień dobry, a zdjęcie do czego bo wie Pan może zapozować jakoś mogę na tę okoliczność ?
- W zasadzie to zaciekawiła mnie ta lornetka … no i Pan oczywiście. W tym tłumie, gdy tak tu gęsto turystów dzisiaj a Pan z lornetką ?
- A widzi Pan Panie szanowny, bo ja tu pracuję w tej restaurancji i naganiam klientów. Wypatruję ich już z daleka i sobie obieram na cel. No nie obraź się Pan ale sam Pan rozumiesz, takich gdzie widać że zostawią rachuneczek, no to Pana nie zaczepiałem.
- No spoko, wiadomo jak jest, każdy ma coś swojego do zrobienia. To teraz skoro już wiem o co biega z tą lornetką, zapozuje mi Pan na kilka portretów a potem wybiorę coś z tego, tylko tak żeby nikt nam w kadr nie wszedł, bo gęsto tu dzisiaj.
- No dobrze, będę wypatrywał w dali jak to zazwyczaj robię gdy puściej na rynku ….

https://live.staticflickr.com/4404/36498390175_fcfc4f9f24_h.jpg

sailor
07-01-2023, 15:10
- Przepraszam bardzo, ja nie będę przeszkadzał, zabieram tylko z gabloty sztandar i idę...
Cięcie i cisza :D :D :D
Bareja....

a ja myslalem ze tylko mi sie takie przygody zdarzaly i nikt mi wierzyl nie bedzie jak opowiem :D
scena od klienta, mamy brief, na briefie mnostwo rozrzuconych czekoladowych "lollypopsow" w roznych posypkach, ogolnie duzo i superkolorowo, barbie stajl pelna geba. Jade do klienta po odbior produktu bedacego glownym bohaterem, uzgodnilismy ze 40-50szt powinno wystarczyc. Klient do mnie wychodzi z 3 (slownie trzema) lizakami, z czego jeden lekko uszkodzony i pyta "reszte zjadla zaloga, ale zrobicie cos z tego, prawda?"

Keek
07-01-2023, 15:13
A może by tak bez opisu?

Docelowe zdjęcie:

69129

I "making of":

69130

fafniak
07-01-2023, 18:20
a ja myslalem ze tylko mi sie takie przygody zdarzaly i nikt mi wierzyl nie bedzie jak opowiem :D
scena od klienta, mamy brief, na briefie mnostwo rozrzuconych czekoladowych "lollypopsow" w roznych posypkach, ogolnie duzo i superkolorowo, barbie stajl pelna geba. Jade do klienta po odbior produktu bedacego glownym bohaterem, uzgodnilismy ze 40-50szt powinno wystarczyc. Klient do mnie wychodzi z 3 (slownie trzema) lizakami, z czego jeden lekko uszkodzony i pyta "reszte zjadla zaloga, ale zrobicie cos z tego, prawda?"
Powiem tak ... Im większe zadęcie przed zdjęciami tym gorzej na zdjęciach. Ale wymagania by z desek i sznurka zrobić Titanica

Wujot
07-01-2023, 19:17
Przeważnie jest tak, że jak jest naprawdę ciężko to zdjęć nie robię. To poniższe powstało już po wszystkim i miało być/i jest tylko taką przypominajką.

69150

Naszym celem było Gran Zebru, chceliśmy zjechać spod szczytu. Tam jest taki układ, że spod końcowego gołoborza tuż pod szczytem jest szerokie, strome pole z epickimi widokami. Do tego pola dochodzi się wąskim, stromym kuluarem. Pokonaliśmy go w rakach ale wyżej zrobiła się kompletna dupuwa, więc zapadła decyzja o powrocie. Trzech kolegów, zgodnie z rozsądkiem, powiedziało, że schodzi z buta (czyli raków). My dwaj postanowiliśmy zjechać. Mój towarzysz gdzieś w połowie stracił nartę, na szczęście wyhamował i dalej drogę kontynuował z buta. Zostałem sam, i był to jeden z najbardziej stresujących zjazdów w życiu, bo to były wąskie lodowe rynny, stromo jak cholera, ja w leciutkim sprzęcie, na turowych deskach. Konfiguracja o tyle nieprzyjemna, że w razie upadku było duże prawdopodobieństwo wylądowania na skałach. Jakoś dotarłem na dół, koledzy już czekali i zgotowali mi owację. A ja wyciągnąłem aparat i zrobiłem sobie autoportret aby uwiecznić mój ambiwalentny stan.

Nawiasem mówiąc to już jest końcowy "dość płaski" odcinek (co możecie ocenić po zboczu ;) ) wyżej było dużo stromiej.

fafniak
08-01-2023, 17:17
Plener "Jackowy"
Rozkminiamy z Hesją ( i o ile dobrze pamiętam z Anihilem ;) ) zalety teleobiektywów 750mm ze światłem f40 gdy jedna z modelek przyholowała Jacka do chwilowo "naszego pokoju" i poskarżyła się
"Jaaaceeek.... a oni nie chcą robić mi zdjęć" - mina Jacka przekonała nas że należy przestać analizować aberracje sferyczne 750mm i udaliśmy sie na zdjęcia.
Niestety w czasie eksploracji zrujnowanego budynku usłyszałem że druga ekipa jest tuż obok a że niestety przypadkowo znalazł się obok nas także drugi obiektyw 750mm to w przypływie miłości bliźniego żem zaatakował modelkę ;)

69173

Nie wiem kto zrobił zdjęcie ale uważam że jest najlepszym zdjęciem plenerowym :D
(jeżeli pomieszałem plenery to przepraszam ;) analiza aberracji bywa męcząca) ;)

chemik74
08-01-2023, 17:47
Informacja pomocna do interpretacji zachowania modelki: czy miałeś Pan na sobie przepaskę biodrową (czy inne odzienie, które Artyści noszą) czy też występowałeś Pan sauté?

fafniak
08-01-2023, 17:54
Absolutnie byłem grzeczny czyli ubrany (no bez koszulki) :D

fafniak
24-01-2023, 22:28
i temat umarł
lepsza jest jest masturbacja szkłami
Tak ze 20 lat temu byłem na imprezie znacznie młodszych ludzi
Dziwnie się czułem - taki dziaders ;)
Ale w pewnym momencie w kuchni(chyba) usłyszałem rozmowę która mnie zainteresowała i rozbawiła jednocześnie. Dotyczyła pozowania.
Dziewczyna z pełną stanowczością twierdziła ze pozowanie nago nie byłoby dla niej problemem. Po którymś takim zapewnieniu wkroczyłem i oświadczyłem ze w takim razie fajnie sie składa bo mam studio i zapraszam :D

Jacek_Z
01-02-2023, 03:05
O. Ciekawy wątek. Muszę znaleźć jedno zdjęcie to też opowiem historię.

Plener "Jackowy"
Rozkminiamy z Hesją ( i o ile dobrze pamiętam z Anihilem ;) ) zalety teleobiektywów 750mm ze światłem f40 gdy jedna z modelek przyholowała Jacka do chwilowo "naszego pokoju" i poskarżyła się
"Jaaaceeek.... a oni nie chcą robić mi zdjęć" - mina Jacka przekonała nas że należy przestać analizować aberracje sferyczne 750mm i udaliśmy sie na zdjęcia.
Niestety w czasie eksploracji zrujnowanego budynku usłyszałem że druga ekipa jest tuż obok a że niestety przypadkowo znalazł się obok nas także drugi obiektyw 750mm to w przypływie miłości bliźniego żem zaatakował modelkę ;)

Nie wiem kto zrobił zdjęcie ale uważam że jest najlepszym zdjęciem plenerowym :D
(jeżeli pomieszałem plenery to przepraszam ;) analiza aberracji bywa męcząca) ;)
Plener w Wymysłowie (Paradizo) czerwiec 2016. Na zdjęciu jest Sylwia i to nie ona sie skarżyła, tylko Paulina, której wreszcie zrobiono makijaż, ubrała się (jak to brzmi :) ) i czekała na fotografów.
Normalnie to fotografowie czekają aż się modelka ubierze (jak wiadomo kobiety już tak mają, że to trochę trwa).
Teleobiektywów o pojemności 500 - 750 ml i ogniskowej 40% ;) było tam więcej i panowie jakoś się nie mogli od nich oderwać :grin: albo raczej dali do zrozumienia modelce, że skoro oni czekali na nią to ona tez może poczekać na nich.

Ja z tego pleneru zapamiętałem sesje Izy, o 6 rano, opłacilismy stajennego by wyprowadził konia i mieliśmy (ci co wstali) sesje amazonki (nagiej).
No i Leszek. Stojąc po pas w wodzie, w zakolu rzeki Brdy, na szyi wisiał mu Canon 1D z 70-200 podtrzymywał blendę. No i nagle grunt pod nogami mu zniknął, ale zdążył chwycić tego Canona i unieść go nad głowę. Aż się spocił w tej wodzie ;) bo to nie był tani sprzęt. Co mi przypomniało moją przygodę na Sardynii. W ręku miałem Mamiyę RZ, stałem w wodzie, chciałem przejść na sąsiedni kamień ale ... okazało się że ten kamień jest tak z 0,5 m głębiej niż myślałem. Woda była nieprawdopodobnie klarowna. Też zdążyłem :)

Tak w ogóle to było wiele pamiętnych akcji, ciekawszych niż ta (sorry). Plener w Centrum Molo i sesja w korytarzu, z rzutnikiem i z 4 modelkami. Albo w Łebie - kurczaczek czyli Emilia i jej powrót z sesji z plaży. I wiele, wiele innych.
Wydałem dwa albumy z plenerów. Fotoksiążki, znaczy się, każdego sztuk 1 :)

Wracając do fafniaka. Lubi pozować i ma całą galerię świetnych zdjęć plenerowych, backstage znaczy się. Właściwie to go kiedyś zapytałem, czy mogę to wrzucić na forum i się zgodził. Ale jakoś zapomniałem. Wrzucić?
Ale bym musiał to w dziale akt, bo same gołe laski sie koło niego kręcą ;)

krzysztofz24
01-02-2023, 03:12
Nie wiem czy autorowi wątku chodziło o to żeby "jego zdjęcia" wrzucać.
Ale dawać je. Z odpowiednim tytułem i linkiem tutaj, żeby nie przeoczyc:-);-)

Gremium oceni czy model pozuje tak dobrze jak fotografuje:-).

Jacek_Z
01-02-2023, 03:18
Niech potwierdzi. Ale jak wspomniałem to bym nie umieścił tu, tylko w dziale akt.
Tak w ogóle to chciałem wiosną wrzucić duże backstage nie tylko z ostatniego pleneru. Bo jest na plenerach troche osób z tego forum, a na forum prawie nie ma o nich informacji czy relacji. Czasami nawet nie zdąże zrobić belki z info o kolejnej imprezie. Obiecałem sobie, że teraz rozpuszczę tu wici, a taki wątek z backstage będzie zachętą.

Model pozuje fantastycznie, zapewniam. Jak nie pozuje to też super wychodzi. Są jego foty jako reżysera. Albo taki tryptyk on z Angeliką, wodzianką od Wojewódzkiego.

fafniak
01-02-2023, 13:03
spoko umieszczaj :D

Jacek_Z
04-02-2023, 15:24
Umieściłem. Jeśli ktos jest ciekaw tego gościa przy pracy to zapraszam :) https://forum.nikoniarze.pl/threads/314463-akty-fafniaka-%29