Zobacz pełną wersję : Wystawy/medale/stowarzyszenia itd.
Niestety dyskusja w innym wątku została zabita a przyznam ze wzbudziła moją ciekawość.
Chciałbym aby w tym wątku wypowiedziały sie osoby które mają jakieś zdanie własne na te tematy.
Moje obserwacje na podstawie oglądania wyników konkursów, oglądania wystaw i rozmów z artystami wszelkiej maści, są takie że jest to niestety koszmarne bagienko wzajemnych układów i zależności. A wiara w prywatne galerie i "marszandów" to naiwność wręcz koszmarna
Proszę bez wycieczek osobistych
Mój Tata (jak "donoszą kroniki") na wieść o tym ze ZPAF przyjąłby go "na członka" ale jakimś teście/egzaminie odpowiedział że w takim razie on pier... i ch... go obchodzi jak działa utrwalacz czy wywoływacz, ważne że działa a on wie jak tego używać ;) (miał już wtedy członkostwo w brytyjskim tow fotograficznym i innych na podstawie nagród i zdjęć)
Mam dużo przemyśleń w tym temacie, ale nie wiem czy chce mi się pisać, skoro zaraz przyjdzie admin i zamknie wątek, bo uzna, że napisałem coś nie po jego myśl. Wkleję więc z poprzedniego:
"W jaki sposób ZPAF może kogoś uwiarygodnić? Przecież tam już dawno przyjmują wedle klucza towarzysko-biznesowego; wystarczy zapisać się do nich na kurs a dalej będzie z górki. Wspomniałeś o Fotoklubie Rzeczpospolitej Polskiej w której jak widzę jest podobnie tylko w uproszczonym trybie
Przede wszytkim powinno się zadać pytanie co w dzisiejszych czasach daje i czemu ma służyć bycie członkiem podobnych organizacji. W starych czasach ze ZPAFem było prosto - łatwiejszy dostęp do materiałów i roboty. A dzisiaj? Towarzystwo wzajemnej adoracji i wspólnego wspierania się, moża stworzyć w mniej formalnych ramach. Czy medale i członkowstwo daje jakiś sensowny pogląd na twórczość? Czy fakt, że autor posiada tytuły i medale [należy do jakiegoś znanego stowarzyszenia] ma mnie do tego przekonać? Co w końcu jest ważne w fotografii? Obraz czy dyplomy? Z drugiej strony - znałem i znam rzesze fotografów, którzy mają wywalone na bycie członkiem, a rzeczy które tworzą wprowadzają mnie w zadumę i refleksję nad otaczającą mnie rzeczywistość. Czy oni są g... warci bo nie mają medali?
Rozumiem - a może nie rozumiem? - ludzi, którzy bawią się w takie rzeczy. Skoro daje im to ułudę bycia kimś i wartościuje ich prace, to OK. Ale to tylko zabawa. Nic więcej. Podobnie jak zdobywanie odznak za zbieranie trawy w PRL-owskim harcerstwie. Jeśli robią to dla siebie, OK. Przecież można powiesić sobie na ścianie w salonie dyplomy zamiast zdjęć [albo chwalić się legitymacją]. Jednak, jeśli próbują zabłysnąć tym w towarzystwie powinni przynajmniej nie posiadać własnej strony albo w ogóle zdjęć w sieci, by ewentualny oglądacz nie mógł skonfrontować ich twórczości z legendą. Wystawy w realu jeszcze przejdą, bo jak wszystkim wiadomo, hejterzy tacy chociażby jak ja, są domeną sieci. Na żywca nikt nikomu nic złego nie powie. Tym bardziej na wernisażu, kiedy ma możliwość napić się darmowego wina.
Aha - a te regulaminy, tytuły, dyplomy i punkty tego FIATA to w ogóle lecą mi jakąś dziwną piramidą. Zaczynamy od dołu a wierchuszka spija - jeśli nie kasę, to przynajmniej splendor i uznanie."
August68
31-12-2022, 15:26
Jestem totalnym fotograficznym amatorem, dla którego fotografia stanowi tylko hobby, będące sposobem na wypełnienie wolnego czasu, może też odskocznią od codziennego życia.
Nie uważam, że moje fotografie prezentują coś więcej niż pstryki do rodzinnego albumu - zresztą do tego je głównie wykorzystuję.
A jednak i mnie czasem korci - jak trafi mi się zrobić coś "fajniejszego" - by się tym pochwalić.
Dlatego jestem obecny na jednym, czy dwóch forach na których od czasu do czasu wrzucam jakieś zdjęcie.
Cóż - potrzeba uznania i bycia próżnym jest w każdym z nas.
Rozumiem zatem tych, którzy uważają, że w fotografii coś potrafią i mają coś do powiedzenia, że chcą się sprawdzić i tymi swoimi zdjęciami podzielić.
Naturalna ludzka potrzeba!
Jak maja to zrobić? Ano zaczynając od takich miejsc jak np. to forum.
Pokazują swoje prace i słyszą - kurczę świetne, cudo itp. itd.
Chcą zatem wskoczyć na wyższy poziom - zyskać uznanie nie tylko wśród amatorów, ale także wśród profesjonalistów.
Całkiem jak kiedyś czeladnicy różnych cechów - żeby zyskać tytuł "mistrza" musieli zostać uznani przez innych mistrzów.
Kiedy już się to uda - moim zdaniem - mają prawo być dumni, mają prawo się tym chwalić.
Kiedyś mistrz cechu wieszał sobie symbol nad drzwiami swojego warsztatu - dzisiaj takim symbolem są posiadane dyplomy i członkostwo w różnych organizacjach, które zrzeszają innych, podobnych mistrzów.
Czy to "towarzystwo wzajemnej adoracji"? Zapewne tak - to często ludzie którzy się znają, spotykają, podziwiają.
Czemu nie mieliby się nawzajem szanować i wspierać.
A co do uznania dla naszych prac...
Dobrze jest kiedy zachwyca się tym co robisz dużą grupa ludzi dla których twoje prace są "fajne". "piękne", "super" - bez szczególnego uzasadnienia dlaczego
Ale jeszcze lepiej kiedy zachwyt wyrażą tacy, którzy zobaczą w twojej pracy świetny kadr, super zabawę światłem, docenią złapaną chwilę, wiedząc ile to wysiłku musiało kosztować..
uzyskać poklask wśród nieświadomego tłumu jest łatwiej, niż znaleźć uznanie wśród świadomych i znających się na rzeczy odbiorców.
Rozumiem zatem tych, którzy uważają, że w fotografii coś potrafią i mają coś do powiedzenia, że chcą się sprawdzić i tymi swoimi zdjęciami podzielić.
Naturalna ludzka potrzeba!
Jak maja to zrobić? Ano zaczynając od takich miejsc jak np. to forum.
Pokazują swoje prace i słyszą - kurczę świetne, cudo itp. itd.
Chcą zatem wskoczyć na wyższy poziom - zyskać uznanie nie tylko wśród amatorów, ale także wśród profesjonalistów.
Kiedy już się to uda - moim zdaniem - mają prawo być dumni, mają prawo się tym chwalić.
A co do uznania dla naszych prac...
Dobrze jest kiedy zachwyca się tym co robisz dużą grupa ludzi dla których twoje prace są "fajne". "piękne", "super" - bez szczególnego uzasadnienia dlaczego
Ale jeszcze lepiej kiedy zachwyt wyrażą tacy, którzy zobaczą w twojej pracy świetny kadr, super zabawę światłem, docenią złapaną chwilę, wiedząc ile to wysiłku musiało kosztować..
uzyskać poklask wśród nieświadomego tłumu jest łatwiej, niż znaleźć uznanie wśród świadomych i znających się na rzeczy odbiorców.
Z tym co zacytowałem - całkowicie się zgadzam.
Problem dla mnie (to moje obserwacje) pojawia się gdy widzę jakie zdjęcia wygrywają lub są wyróżnione. Czasem w konkursach można też podejrzeć foty które nie zdobyły uznania. No i okazuje sie ze (jak dla mnie) są tam znacznie ciekawsze foty.
Tak wiem, kwestia gustu itd itp. Tylko problem polega na tym że "ten sam gust" docenia te same zdjęcia z przeszłości, które zostały uznane za dobre, wybitne, warte wyróżnienia. I co sie dzieje? W aktualnej rzeczywistości nagle powstaje dramatyczna różnica?
Nie twierdzę że to wynik umawiania się, TWA itp. Mam po prostu teorię że w całej masie tych wszystkich jurorów nastąpiła chyba zmiana poziomu. Masa zdjęć jak i innej sztuki (malarstwa, rzeźby czy instalacji) nie funkcjonuje bez "instrukcji/opisu"
August68
31-12-2022, 16:34
Zgadzam się całkowicie co do "zmiany poziomu".
Taki lekki off-top - słuchałem dzisiaj wypowiedzi po śmierci Benedykta XVI - według mówiącego to przedstawiciel ginącego inteligentnego Kościoła - takich ludzi jest w tej instytucji coraz mniej (dodam niestety).
Patrzę na muzykę - wychowany na Pink Floyd, The Doors, Led Zeppelin - dzisiaj nikt tak już praktycznie nie gra (albo media, których słucham takiej muzyki nie nadają...)
A gwiazdą na imprezie sylwestrowej znowu będzie Zenek albo Sławomir...
Inne czasy, inne standardy tego co się uznaje za piękne czy wyjątkowe.
Nie wiem czy gorsze - tzn. wiem, w mojej ocenie gorsze - ale dla współczesnych odbiorców, którzy nie znają/nie szukają wcześniejszych dzieł uznawanych za wielkie zapewne są super.
Z tego mogą wynikać różnice w ocenie konkursowych prac - jeśli jurorzy zatrzymali się na tym co uznawali za piękne kiedyś, głosują na takie prace.
A jeśli śledzili i śledzą dziejące się zmiany - może głosują tak, że nam się to wydaje dziwne?
Może to my się zatrzymaliśmy gdzieś na "naszych" standardach? Takie które rozumiemy?
I nie umiemy/nie chcemy docenić tego co dzisiaj jest za piękne uznawane?
chemik74
31-12-2022, 17:30
Zgadzam się całkowicie co do "zmiany poziomu".
Taki lekki off-top - słuchałem dzisiaj wypowiedzi po śmierci Benedykta XVI - według mówiącego to przedstawiciel ginącego inteligentnego Kościoła - takich ludzi jest w tej instytucji coraz mniej (dodam niestety).
Patrzę na muzykę - wychowany na Pink Floyd, The Doors, Led Zeppelin - dzisiaj nikt tak już praktycznie nie gra (albo media, których słucham takiej muzyki nie nadają...)
A gwiazdą na imprezie sylwestrowej znowu będzie Zenek albo Sławomir...
Inne czasy, inne standardy tego co się uznaje za piękne czy wyjątkowe.
Nie wiem czy gorsze - tzn. wiem, w mojej ocenie gorsze - ale dla współczesnych odbiorców, którzy nie znają/nie szukają wcześniejszych dzieł uznawanych za wielkie zapewne są super.
Z tego mogą wynikać różnice w ocenie konkursowych prac - jeśli jurorzy zatrzymali się na tym co uznawali za piękne kiedyś, głosują na takie prace.
A jeśli śledzili i śledzą dziejące się zmiany - może głosują tak, że nam się to wydaje dziwne?
Może to my się zatrzymaliśmy gdzieś na "naszych" standardach? Takie które rozumiemy?
I nie umiemy/nie chcemy docenić tego co dzisiaj jest za piękne uznawane?
Ja bym dodał - na szczęście nikt tak nie gra i era Floydów, Doorsów i Zepów odeszła bezpowrotnie. Piszę to z premedytacją, mimo iż Floydzi są jednym z zespołów które najczęściej słucham, a Animals jest płytą bardziej punkową w wydźwięku niż brytyjski punk rock razem wzięty. Nie jestem w stanie strawić kolejnego klona Flojdów czy Zepów - byli jedyni i niepowtarzalni, reszta niech szuka swojej drogi.
W dyskusji, która się zaczęła rozwijać w poprzednim i obecnym wątku przewija się mamoniowość. I teraz, albo gremia opiniotwórcze (decydenckie) zajmują pozycje bezpieczne i za ładne uznają to "co jest ładne" (bo oglądane po tysiąckroć), albo uznają pisuar za dzieło sztuki.
Z działalności na niwie bardziej fizycznej niż duchowej - wszędzie tam gdzie pojawiają się struktury, organizacje, nagrody, stypendia pojawia się grono tych, którzy będą decydować jak i co należy sądzić na dany temat. Ale na początku zawsze jest spontan, egalitaryzm i chęć pomocy. Później zaczynają powstawać regulaminy, wymagania, rosną obciążenia finansowe, aż wreszcie grupa niezadowolonych odchodzi i zakłada własną organizację (w najlepszym razie), albo działa jako wolni strzelcy. Ci co odeszli zaczynają tworzyć regulaminy, wymagania, zbierać składki, itd.
Problem sztuki (niezależnie jakiej) jest jej niewymierność i arbitralność. Czy portrety Annie Leibovitz byłyby równie wysoko oceniane, gdyby ich autorem była Anna Nowak. Albo czy legitymacja organizacyjna od razu nie powinna dawać +10 do oceny pracy konkursowej? Przecież to "swój" człowiek (a swoim trzeba pomagać przecież) a nagrody w danej kategorii są najwyżej 3 (wyróżnień nie liczę).
W ostateczności zawsze można wziąć pod uwagę aspekt finansowy - w kategorii "muzyka popularna" Zenek rozłoży konkurencję.
Chjyba sie nie zrozumieliśmy.
Wydaje sie że zdjęcia (dla uproszeczenia nazwę je "stare dobre") uznają wszyscy fotografujace (no też upraszczając). Potem okazuje się że powstaje różnica w ocenie współczesnych prac. Ci którzy mają okazję wybierać nowe "dobre" prace zaczynają się różnić diametralnie od mojej i wielu innych ludzi, oceny. I jeszcze raz napiszę, rozumiem wszelkiego rodzaju kwestie gustu. To jest jasne. Tylko gdzieś jest problem tego że, odskakując na chwilę od fotografii, wystarczy pójść na wystawę współczesnego malarstwa polskiego. Przeszedłem sie po wystawie i przyznaję że oczy wypadły mi z orbit. Prace których w życiu nie chciałbym mieć. Pomijając bardzo wysublimowany przekaz (tytuł lub opis o tym miał świadczyć) zderzałem się z poziomem kreski/pędzla na poziomie czasem dziecka z przedszkola (no przesadzam ale specjalnie) I tu nie mamy do czynienia z prymitywizmem pokroju Nikifora.
Ja nie wiem czy jasno to opisuję
chemik74
31-12-2022, 17:51
Wychodzi na to, że nie masz wyrobionego gustu:wink: skoro jest w muzeum to musi być sztuką.
Z drugiej strony - weź drucik, zwiń go w spiralkę i nazwij: "bez tytułu" albo "wichry namiętności".
Kurator napisze: holistyczne podejście do natury ludzkiej jest inherentnie związane z twórczością fafniaka. Apoteoza człowieczeństwa przedstawiona przy pomocy prymitywnych środków każe nam jeszcze raz przyjrzeć się kruchej jednostce uwikłanej we współczesność.
August68
31-12-2022, 17:55
chemik74 dobre ;-) i trafne.
Jakoś mi się przy tym przypomniał stary dowcip na temat zadania na maturze z matematyki:
"Rok 1950: Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty. Ile zarobił drwal?
Rok 1980: Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty, czyli 80 zł. Ile zarobił drwal?
Rok 2000: Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty, czyli 80 zł. Drwal zarobił 20 zł. Zakreśl liczbę 20.
Rok 2010 (tylko dla zainteresowanych): Drwal sprzedał drewno za 100 zł. W tym celu musiał wyciąć kilka starych drzew. Podzielcie się na grupy i odegrajcie krótkie przedstawienie,
w którym postaracie się przedstawić, jak w tej sytuacji czuły się biedne zwierzątka leśne i rośliny. Przekonajcie widza, jak bardzo niekorzystne dla środowiska jest wycinanie starych drzew.
Rok 2020: Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Pokoloruj drwala."
A może to jednak nie dowcip, tylko znak czasów?
I w sztuce jest podobnie? I w fotografii też?
Zgadzam się całkowicie co do "zmiany poziomu".
Taki lekki off-top
Patrzę na muzykę - wychowany na Pink Floyd, The Doors, Led Zeppelin - dzisiaj nikt tak już praktycznie nie gra (albo media, których słucham takiej muzyki nie nadają...)
A gwiazdą na imprezie sylwestrowej znowu będzie Zenek albo Sławomir...
Inne czasy, inne standardy tego co się uznaje za piękne czy wyjątkowe.
Nie wiem czy gorsze - tzn. wiem, w mojej ocenie gorsze - ale dla współczesnych odbiorców, którzy nie znają/nie szukają wcześniejszych dzieł uznawanych za wielkie zapewne są super.
Odniosę się do tego offtopu - to trochę tak jakbyś narzekał, że nikt dzisiaj nie produkuje Syrenek i ich na ulicach nie widać. Tymczasem są na niej stada innych, lepszych, konstrukcji. Muzyka przeszła nieprawdopodobny rozwój, są dziesiątki tysięcy wytwórni. Niektóre z nich zmieniły oblicze branży począwszy od pierwszych rewolucyjnych: Warp czy Ninja Tune a później tama się przerwała i poszło to już lawinowo. Dla mnie absolutnie szkoda już czasu na to co wymieniłeś. Przede wszystkim z takiego powodu, że przesłuchałeś to do znudzenia już wiele razy. A są tysiące ekscytujących zjawisk o których nawet nie masz cienia wyobrażenia. Jakość wielu produkcji, nawet na popularnym popowym poziomie, jest znakomita. Multum interesujących głosów, mikromuzyka - co zeszła pod strzechy, posłuchaj jak są wyprodukowane obecne utwory. Szczęka opada. W tym wszystkim jest oczywiście też i tandeta co ją wymieniłeś. Ale ta tandeta zawsze była. W każdym razie, jako słuchacz, masz teraz nieprzebrane możliwości odsłuchowe. Powiedzmy 1000 x większe jak w młodości. Jak z tego nie korzystasz toś trąba! ;)
W pewnym sensie podobnie (ale też inaczej) jest z fotografią. Tyle tylko, że tutaj chyba powiększyło się to o miliony a nie tysiące razy. To jeden z powodów dla których niektóre muzea likwidują swoje działy fotograficzne. W dodatku wydaje się, że nasza branża jest w sporej mierze samokopiująca. Jak ogląda się zdjęcia ... iksińskiego to rzeczywiście człowiek zadaje sobie pytanie czym się różni ten ckliwy cukierek od milionów innych równie ckliwych. I równie mdłych uniesień. Ale pewnie, numerycznie, istotnych fotografii znów jest znacznie więcej jak dawniej. Tyle, że przygniata to masa samokopiującej się produkcji. Ale bez problemu można znaleźć bardzo ciekawe zjawiska, na przykład (dosłownie pierwsze z brzegu - otworzyłem losowo książkę) - Karczeby Pańczuka. A opisanych w niej było około 100 sylwetek - i każda ciekawa.
To nie jest tak, że skazani jesteśmy na tandetę. W muzyce na przykład wystarczy przejrzeć podsumowania roku tworzone przez dedykowane portale. Wybierasz te co oceniasz jako wiarygodne i w różnych kategoriach (i przez różnych krytyków) masz nagle do przesłuchania 200 (albo i 500) płyt z danego roku. Przelatujesz wpierw to pobieżnie, zostaje na końcu powiedzmy 50 i tam już wszystko jest bardzo, ale to bardzo, mocne. Podobnie ze sztuką. I fotografią.
A tak narzekasz, że Ci nie podetkneli pod nos. I dobrze, że nie podetknęli! Bo w samokopiującym procesie uwierzyłeś, że Pink Floyd to jest cokolwiek. A kiedyś nie podetknęli Ci Throbbing Gristle czy Sex Pistols, kapel z tych samych lat, które otworzyły muzycznie nowe obszary. I z korzeni takiego TG "wyrosła" np Slovenska Akropolia Laibach, którą aż się prosi zestawić z Pink Floyd bo to jest kompletnie drugi, ciężki biegun. Posłuchaj i porównaj z kultowym "The Wall".
Jestem przekonany, że nigdy dostęp do kultury nie był tak łatwy, szybki i tani jak teraz. W czasach o których wspominasz tłukłem się pociągiem z Wro do Warszawy aby odwiedzieć Węgierski Ośrodek Kultury, Poljazz, i jeszcze parę innych stałych punktów, aby nabyć to co akurat się pojawiło. Na przykład Solaris — Marsbéli Krónikák albo 6 tańców w bułgarskim rytmie Bartoka i jakieś albumy. Do tego zajrzeć do Muzeum Narodowego. W rozrachunku, 12 godzin w pociągach. Teraz we Wrocławiu grywają gwiazdy światowego formatu, w warunkach odsłuchowych, że szczęka opada.
"w du..ch Wam się poprzewracało"
;)
Ależ to zupełnie inny temat
chemik74
01-01-2023, 12:46
Reasumując - klasyki nie ruszamy bo jest klasyką i podoba się wszystkim.
Natomiast, współcześnie - organizatorzy/mecenasi wystaw/konkursów wyróżniają prace, które w opinii Twojej i innych nie zasługują na wyróżnienie, bo (tu warto doprecyzować):
a) autorzy mają ewidentne braki warsztatowe, których nie da się uzasadnić, tzw. zamysłem;
b) prace przedstawiają sztampowe podejście do tematu, niewyróżniające się niczym szczególnym i nieodbiegające od kanonu (ale warsztatowo są co najmniej poprawne);
c) prace są technicznie poprawne, ale koncepcje są mgliste (lub wręcz ich brakuje), a braki w treści rekompensowane są "filozofią".
Dalej, organizacje (krajowe) zrzeszające ludzi z branży stawiają przed potencjalnymi kandydatami bezsensowne wymagania (to już raczej relikt czasów słusznie minionych, ale mogę się mylić), czego nie ma w przypadku organizacji "stamtąd".
I tu pojawia się pytanie skądinąd zasadne - co daje przynależność do organizacji zrzeszającej fotografów? Zdaje sobie sprawę, że są konkursy, w których można startować w kategorii "amator" i "profesjonalista (czyt. zrzeszony)", ale poza tym? Inne stawki, prestiż, możliwość zorganizowania wystawy, akredytacje?
August68
01-01-2023, 13:03
R
Dalej, organizacje (krajowe) zrzeszające ludzi z branży stawiają przed potencjalnymi kandydatami bezsensowne wymagania (to już raczej relikt czasów słusznie minionych, ale mogę się mylić), czego nie ma w przypadku organizacji "stamtąd".
I tu pojawia się pytanie skądinąd zasadne - co daje przynależność do organizacji zrzeszającej fotografów? Zdaje sobie sprawę, że są konkursy, w których można startować w kategorii "amator" i "profesjonalista (czyt. zrzeszony)", ale poza tym? Inne stawki, prestiż, możliwość zorganizowania wystawy, akredytacje?
Słuszne pytanie...
Znowu trochę offtopem pojadę, z własnego nieco innego podwórka.
Mam blisko trzydziestoletnie doświadczenie zawodowe - dotyczące m.in. systemów jakości i ich audytowania.
Ostatnio zmieniłem pracę - wchodząc w nieco inną branżę. Też wymagającą od producentów posiadania systemów jakości - ale według nieco innych norm.
Moje doświadczenie jest tu jak najbardziej przydatne - ale nie będzie się totalnie liczyło, dopóki nie zrobię kursu zakończonego certyfikatem jako audytora według tych innych norm.
Może z fotografią jest podobnie - bycie tym "certyfikowanym" profesjonalistą otwiera drzwi dla amatorów - nawet robiących świetne zdjęcia - normalnie zamknięte?
To wprawdzie najlepszy przykład na istnienie TWA, ale może też sposób na ochronę własnych interesów?
Reasumując - klasyki nie ruszamy bo jest klasyką i podoba się wszystkim.
Natomiast, współcześnie - organizatorzy/mecenasi wystaw/konkursów wyróżniają prace, które w opinii Twojej i innych nie zasługują na wyróżnienie, bo (tu warto doprecyzować):
a) autorzy mają ewidentne braki warsztatowe, których nie da się uzasadnić, tzw. zamysłem;
b) prace przedstawiają sztampowe podejście do tematu, niewyróżniające się niczym szczególnym i nieodbiegające od kanonu (ale warsztatowo są co najmniej poprawne);
c) prace są technicznie poprawne, ale koncepcje są mgliste (lub wręcz ich brakuje), a braki w treści rekompensowane są "filozofią".
Dalej, organizacje (krajowe) zrzeszające ludzi z branży stawiają przed potencjalnymi kandydatami bezsensowne wymagania (to już raczej relikt czasów słusznie minionych, ale mogę się mylić), czego nie ma w przypadku organizacji "stamtąd".
I tu pojawia się pytanie skądinąd zasadne - co daje przynależność do organizacji zrzeszającej fotografów? Zdaje sobie sprawę, że są konkursy, w których można startować w kategorii "amator" i "profesjonalista (czyt. zrzeszony)", ale poza tym? Inne stawki, prestiż, możliwość zorganizowania wystawy, akredytacje?
Owszem tylko uzupełnię
Przypadek "a" wydaje mi się że najczęściej występuje w szeroko pojętym malarstwie współczesnym
Przypadek "b" to najczęściej fotografia
"C" instalacje i multimedialne aktywności choć wszędzie po trochu można to o obserwować.
Przy czym to nie jest tak że to obejmuje 100% wystaw. Ale jeżdżąc dość często na różne tego typu "imprezy" jest to dość częste
I tu pojawia się pytanie skądinąd zasadne - co daje przynależność do organizacji zrzeszającej fotografów? Zdaje sobie sprawę, że są konkursy, w których można startować w kategorii "amator" i "profesjonalista (czyt. zrzeszony)", ale poza tym? Inne stawki, prestiż, możliwość zorganizowania wystawy, akredytacje?
Być moze gdyby istniał prawdziwy cech/stowarzyszenie/związek zawodowy, który miałby zasięg ogólnokrajowy, prawników i finansowanie NIEZALEŻNE od jakiegokolwiek medium/ministerstwa, to moze byłaby szansa na wpływanie stawki, prestiż.
W obecnej sytuacji to chyba jest ułatwienie zrobienia wystaw itp
chemik74
01-01-2023, 16:17
Ten pomysł ma kilka słabych punktów:
1) Jeżeli organizacja ma być niezależna, ale wpływowa to musi mieć pieniądze. Pieniądze pochodzące z darowizn, odpisów, działalności gospodarczej lub składek, z reguły te ostatnie stanowiące podstawę budżetu. Co oznacza, że musi być to organizacja masowa gdzie reprezentanci tworzący prace z kategorii a i b będą stanowili większość (statystyka). Czyli, albo członkowie stowarzyszenia będą przekonani, że są tymi, którzy spijają koniak ustami swoich przedstawicieli ("artystów"), albo działalność stowarzyszenia będzie musiał cechować egalitaryzm i promowanie każdej zrzeszonej grupy zgodnie z jakimś tam parytetem (ergo, wszystko zostaje po staremu i śrubka albo sprężynka może być wybitnym dziełem sztuki).
2) Organizacja nieliczna, ale elitarna. Oddziaływanie marginalne, poza tym jak zdefiniować przynależność do tej "elity"?
3) Nie bardzo wyobrażam sobie w jaki sposób taka organizacja (jakakolwiek) miałaby regulować i wpływać na stawki i na jakie stawki? Ceny regulowane jak za słusznie minionych czasów? Stawka minimalna za godzinę pracy, albo za zdjęcie? Cena za wejście na wystawę (od liczby wystawionych prac, uczestników, wysokości nagród)? Ten pomysł uważam za utopijny i szkodliwy.
4) Mecenat państwa. Temat drażliwy, bo skoro mecenas daje pieniądze to mecenas wymaga. Z drugiej strony, jest to jeden z obowiązków państwa względem obywateli. No, ale tu wchodzimy na grząski grunt polityki zarządców naszego mocarstwa.
Może z fotografią jest podobnie - bycie tym "certyfikowanym" profesjonalistą otwiera drzwi dla amatorów - nawet robiących świetne zdjęcia - normalnie zamknięte?
To wprawdzie najlepszy przykład na istnienie TWA, ale może też sposób na ochronę własnych interesów?
Otwiera drzwi do tych dokładnie organizacji i ich benefitów. I tak:
- Członkostwo w ZPAF daje/dawało (bo moja znajomośc tematu może być lekko zdezaktualizowana) dostęp do środowiska, "firmowych" prezentacji i galerii, oraz łatwiejszy start w innych galeriach. Kiedyś też niektóre roboty były, podobno, dystrybuowane przez organizację. Miałem praktycznie wolny wstęp do tego Związku - jako drugi rocznik Wyższego Studium Fotografii, szczególnie, że dyplom robiłem u jej szefa artystycznego. Ale jakoś mnie nie ciągnęło a profity nie były jakieś wyraźne. Dostęp do naszego dolnośląskiego środowisko, do tych paru sensownych osób, był... a resztę wolałem omijać. Nie mniej jednak w ZPAF-ie jest trochę ciekawych artystów, jakaś tradycja, jakaś dyskusja, więc nie negowałbym sensowności przynależności.
- Z innej bańki był/(jest?) PFSF. Czyli Polska Federacja Stowarzyszeń Fotograficznych. Tutaj były: fora w Uniejowie, dostęp do Obscury, możliwość znalezienia się w Fototece (za to płacili). No i Dni Fotografii w Świdnicy (te ostatnie ciągle są). Można było nawet dostać odznaczenia z Ministerstwa Kultury (kumpel zaliczył). Dla mnie był to długi i ważny okres w moim rozwoju fotografa. PFSF skupiała lokalne stowarzyszenia np Wrocławskie Stowarzyszenie Fotograficzne czy nasze. Bo założyliśmy Stowarzyszenie paraArtystycznej Fotografii.
- Dalej pion instruktorski. Na górze była CAK (co zastąpił COMUK) niżej domy kultury. Było tam całkiem sporo ciekawej literatury, działalność szkoleniowa i wystawiennicza. Mimo, że byłem/jestem instruktorem fotografii to akurat w tym nie uczestniczyłem (choć literaturę kupowałem). Ale znam parę bardzo sensownych osób co stamtąd trafiły do ZPAF.
- Pion rzemieślniczy - nic o tym nie wiem, poza tym, że istnieje.
- Teraz odnotujmy FIAP. A wobec emocji jakie to budzi nie będę się wypowiadał ani o rodzaju promowanej twórczości ani zasadach. Choć nie, wypowiem się - getto.
Z podobnej bajki jest pewnie jeszcze kilka albo i więcej organizacji np.
- Światowe Stowarzyszenie Artystów Fotografików i Twórców Audiowizualnych - o tym wiem bo... znam prezesa.
-------------------------
Teraz rzeczy, potencjalnie, o wiele ważniejsze. Jestem członkiem Copyright Polska, który rozdziela tantiemy autorskie dla wydawców. I to są konkretne pieniądze.
A po stronie fotograficznej zajmuje się tym... organizacja od której zaczęliśmy. Ale jakoś nigdy nie przyjrzałem się według jakiego klucza ZPAF dzieli pieniądze, i czy autorzy tacy jak ja pracujący dla wydawców prasy, dostają tantiemy. Być może coś straciłem z tego tytułu. Bo pewnie kilkadziesiąt milionów reprodukcji moich prac zafunkcjonowało.
Wiem, że były próby stworzenia konkurencyjnych związków (np przez Mieczysława Cybulskiego) ale nie wiem czym się to skończyło. Chyba niczym, bo od strony fotograficznej znajduję ciągle tylko ZPAF.
Napisz o realiach FIAP
Ja jestem tylko w ZAPA ale to finanse
Napisz o realiach FIAP
Ja jestem tylko w ZAPA ale to finanse
O tyle nie interesują mnie realia (czyli opłaty) bo od zawsze uważałem, że to jest antyfotografia. Choć może gdzieś tam są jakieś perełki.
O realiach najlepiej dopytać tych co nie można ich palcyma wskazywać ;)
Ani krytykować ;)
Sztuka bez krytyki, hmmm ;)
Wind Mill
01-01-2023, 21:29
Hmmm...
A krytykuje się dzieło, czy twórcę?
;)
August68
01-01-2023, 21:54
Jak stworzy jedno "dzieło" to dzieło... ale jak zaczyna tworzyć więcej podobnych "dzieł" to znaczy, że z twórcą jest coś nie tak...
Wind Mill
01-01-2023, 22:02
Czyli wtedy się pisze "ten Kowalski" mi się nie podoba, zamiast "kolejny cukierek Kowalskiego" mi się nie podoba?
Bo moim mało znaczącym zdaniem, druga opcja jest właściwa.
August68
01-01-2023, 22:32
ja też jestem za tą drugą wersją... oczywiście jeśli się naprawdę nie podoba... co w moim przypadku nie ma miejsca, bo ja akurat te "cukierki" bardzo lubię.
Czyli wtedy się pisze "ten Kowalski" mi się nie podoba, zamiast "kolejny cukierek Kowalskiego" mi się nie podoba?
Bo moim mało znaczącym zdaniem, druga opcja jest właściwa.
Przecież rozmawiamy o fotografii!
Prosiłem aby "Kowalski" nie był tematem rozważań. Czy naprawdę jest w tobie Wind Mill tak silna potrzeba zabicia kolejnego wątku?
Wind Mill
01-01-2023, 23:46
Przecież rozmawiamy o fotografii!
O fotografii czy o takim lub innym fotografie?
Prosiłem aby "Kowalski" nie był tematem rozważań. Czy naprawdę jest w tobie Wind Mill tak silna potrzeba zabicia kolejnego wątku?
Zaraportowałem swój post z prośbą o zmianę w nim.
Czy naprawdę ja zabijam ów wątek? Nie ja wywołałem temat Kowalskiego.
Jak stworzy jedno "dzieło" to dzieło... ale jak zaczyna tworzyć więcej podobnych "dzieł" to znaczy, że z twórcą jest coś nie tak...
Kto rozsądza co jest dziełem, a co jest niedziełem?
Wysoka Akademia Sztuk Fotograficznych?
W Sevres przechowują wzorce dzieła i niedzieła?
:)
Kto rozsądza co jest dziełem, a co jest niedziełem?
Wysoka Akademia Sztuk Fotograficznych?
)
To proces. W sumie mocno tajemniczy, bo jeśli Van Gogh sprzedawał swoje obrazy po 20$ a teraz są 10 mln razy droższe, to nawet uwzględniając inflację, możemy dojść do wniosku, że wartość podniosła się w tajemniczy sposób. Być może dzięki temu jak dużo o tym napisano. Nawiasem mówiąc przypomina to tradycyjny proces fotochemiczny gdzie wywoływanie jest takim kilkumilionowym wzmacniaczem, gdy z prawie niezauważalnego centrum czułości i powstałego w nim centrum wywoływalnego mamy jednostkowe ziarno. Taka paralela.
W kwestiach praktycznych, COŚ dla jednych jest dziełem sztuki a dla innych nie. Proces weryfikacji i wartościowania odbywa się w niekończących dyskusjach i przy różnych argumentach. Czytałem gdzieś wypowiedź kogoś z grupy Bayer Full, że sprzedali ileś tam razy więcej płyt od Kazika więc są więksi. Ale gdyby zrobić ankietę wśród Polaków kto jest większym artystą to myślę, że jednak wyszłoby na Kazika. A gdyby do tej ankiety zaprząc ludzi zawodowo związanych z kulturą to pewnie Kazik zmiażdżyłby. I teraz czy pytając o klasę rozwiązań inżynierskich albo medycznych ludzi którzy nie mają o tym pojęcia będziesz przejmował się ich ocenami? Dlatego ja na przykład nie przejmuje się w ogóle głosem vox populi. Przeczytałem ileś książek z branży artystycznej, chodziłem na zajęcia z uznanymi krytykami, którzy zmusili mnie do sięgnięcia po pozycje, których nigdy w życiu bym nie przeczytał, funkcjonowałem chwilę w obiegu artystycznym i mam dokładnie gdzieś rozmowę na tym poziomie jak te zadane pytanie. Bo tak zadane pytanie świadczy o braku podstaw z historii sztuki, braku znajomości procesów artystycznych. Braku czegokolwiek.
To trochę jak ludzie co widząc czarny kwadrat na białym tle (a i późniejszy o parę lat biały na białym tle) albo wstawienie pisuaru do galeri przez Duchampa mówią:
- co to jest? Też bym tak potrafił!
Ale o tym co stało za suprematyzmem, albo o roli Marcela i jego dziełach (np akt schodzący po schodach), nie mają zielonego pojęcia. Ale co tam wypowiedzieć się wypowiedzą.
Być może uznasz, że w dyskusji, którą tu prowadzę przekraczam granice uprzejmości, zarzucając wypowiedzi (bo przecież nie Tobie!) ignorancję i brak znajomości tematu. Spieszę więc przeprosić za chwilę szczerości. Jestem zgredem, który czasem alergicznie reaguje na nagą głupotę.
O tyle nie interesują mnie realia (czyli opłaty) bo od zawsze uważałem, że to jest antyfotografia. Choć może gdzieś tam są jakieś perełki.
O realiach najlepiej dopytać tych co nie można ich palcyma wskazywać ;)
Ani krytykować ;)
Sztuka bez krytyki, hmmm ;)
Być może źle że "realia" nie zostały doprecyzowane "stosunków i zależności"
Być może źle że "realia" nie zostały doprecyzowane "stosunków i zależności"
Ale po prawdzie, czy te realia podnoszą bądź obniżają "fundamentalną" wartość dzieła? Jak coś jest ckliwym gniotem to jest ckliwym gniotem. Wrocławski rynek jest pełen wzruszających, kolorowych, pięknych akwarelek, czy jak je przeniesiesz gdzie indziej to nabiorą wartości???
To ostatnie pytanie jest mocno przewrotne i ciekawym jak z tego wybrniesz! :)
Każda praca istnieje dzięki relacji z odbiorcą. To zależność wynikająca wprost z doświadczeń i wyobrażeń odbiorcy. Ale sam odbiorca, jego pojmowanie, wrażliwość może być wykreowana(na przestrzeni dłuższego czasu - choćby socrealizm)Twoje pytanie należałaby raczej sprowadzić do pytania gdzie/dla kogo stałyby się te prace wartościowymi. Czyli szukamy "targetu" lub go kreujemy. To ostatnie da radę zrealizować sprawna galeria do spółki krytykami choć bardziej w kontekście zbieraczy czy inwestorów. "Fundamentalna wartość dzieła" to hasło które jest tak samo prawdziwe jak i fałszywe bo istnieje tylko w relacji dla jakiejś grupy ludzi.
Uciekasz od odpowiedzi o ZPAFie.
(Piszę z telefonu, więc wybacz błędy)
- - - - kolejny post - - - - - -
Pomijam kwestie wartości historycznej
Wind Mill
02-01-2023, 02:17
...COŚ dla jednych jest dziełem sztuki a dla innych nie...
Zauważyłeś, iż nie pisałem o sztuce (SZTUCE)? :)
Zatem nie mogę do siebie brać zarzutów o ignorancję w takowej dziedzinie - jakkolwiek słusznych bądź nie.
Jeśli do odbioru sztuki wymagana jest "znajomość podstaw historii sztuki oraz znajomość procesów artystycznych" - to świadczy raczej o sztuce, a nie o odbiorcy.
Oczywiście, może istnieć sztuka dla wyrobionego odbiorcy (a nawet dla kilku odbiorców) - it's a free country.
Do wyniesienia przyjemności z lektury przykładowej IX Beethovena nie potrzebuję żadnych wstępnych warunków czy fakultetów - być może LvB to kiepski artysta, skoro ignoranci go doceniają?
Szkoda, że nie możemy za dwieście lat docenić wartości białego bądź czarnego kwadratu. :)
Wracając do wątku.
Wypowiadam się tutaj tylko z jednego powodu.
Jak nie miałeś okazji zauważyć, w "medalowym" wątku (nie pierwszym, nie jedynym) się nie wypowiadałem - myśląc o sprawie co myślę, uznałem za właściwe milczeć.
Za to rozbawiły mnie "artystyczne" jazdy po producencie widokówek - stąd moje wpisy tutaj.
Dla porządku dodam, iż (zazwyczaj) cieszą moje oczy obrazki produkowane przez wymienionego autora.
Takoż jego obecność na forum uważam za cenną.
https://businessinsider.com.pl/lifestyle/podroze/falszywe-miasto-do-robienia-fotek-na-instagrama-w-ktorym-pracuja-aktorzy/ptfsplc
August68
02-01-2023, 10:04
W pierwszej chwili - oszustwo (?)
W drugiej - a czym to się różni od tego co się inscenizuje w studio?
Te wszystkie tła, światła, blendy, dymy - czyż to nie to samo?
Nie wspominając już o tym co się "wyczarowuje" w programach graficznych.
Ludzie tam mieszkający znaleźli swój sposób na zarabianie na tym co mogą zaoferować i to robią.
A fotografujący... cóż część będzie zapewne rozczarowana, ale na pewno znajdzie się mnóstwo takich, którzy wyjadą zachwyceni tym, że mają takie piękne zdjęcia.
https://businessinsider.com.pl/lifestyle/podroze/falszywe-miasto-do-robienia-fotek-na-instagrama-w-ktorym-pracuja-aktorzy/ptfsplc
No dobrze, a jaka jest różnica między ustawianiem rolnika-modela w sztucznej mgle z bawołem a ustawianiem modelki w nienaturalnych pozach i makijażem, ciuchami (albo i bez ciuchów) którego nikt normalny na codzień nie nosi? Także w sztucznej scenerii warsztatów foto, które odbywają się w specjalnie dobranych wnętrzach wynajętych pałaców czy ogrodów? Zrywanie modelki o 5 rano i rozbieranie jej bo wtedy wpada przez okno najlepsze światło, jeszcze rozproszone blendą przez kolegę, który stoi za oknem? Czy rozbieranie modelki do naga w styczniu i pozowanie na śniegu? ;-)
Masa ludzi w makdonaldzie jest zadowolona.
Jednak największy problem widziałbym w tym że wszyscy mają właściwie takie same zdjęcia
Masa ludzi w makdonaldzie jest zadowolona.
Jednak największy problem widziałbym w tym że wszyscy mają właściwie takie same zdjęcia
Uciekasz od odpowiedzi na pytanie jaka jest różnica. Sorry, ale patrzyłem na zdjęcia z Waszych plenerów, zarówno backstage jak i efekty i te zdjęcia są również bardzo podobne, jak i do setek tysięcy zdjęć modelek w internecie… jedna modelka i przed nią pięciu facetów z aparatami, różnica taka, że jeden stoi drugi kuca ;-) może nie wszystko musi być sztuką? Może czasem lepiej - może i banalne i przesłodzone zdjęcie ogranego widoczku/ładnej dziewczyny, ale porządnie, ładnie technicznie zrobione, dobrze zakomponowane niż wydumane na maksa „artystyczne” zdjęcie z dziwnym, niczym nie uzasadnionym kadrowaniem, koniecznie nieostre, zrobione manualnym obiektywem? A, no i podstawa dla sztuki, analogowo :-D może to właśnie jest kompletnie nienaturalne, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością, pozowanie modelki z nogami powyżej głowy w dziwnej, wydumanej pozie? Oczywiście upraszczam, bo w tym temacie nie ma schematów i jedynych słusznych odpowiedzi i wrzucanie kogokolwiek do jednego worka jest właśnie generalizacją i uproszczeniem, i tutaj mnóstwo zależy od fotografa. Widzisz problem że wszyscy mają takie same zdjęcia? To zrób lepsze, inne. Jak będziesz dobrym fotografem to nawet w takim miejscu jak Weibo zrobisz dobre oryginalne zdjęcia. A możliwość dogadania się z modelami może tylko Ci w tym pomoc. Poza tym, myślę że bardzo wielu fotografujących NIE CHCE mieć INNYCH zdjęć, wielu chce mieć właśnie TAKIE SAME jak widzieli w internecie, bo im się podobają i też bardzo by chcieli mieć takie fajne. Inna sprawa, do czego mają służyć te zdjęcia. Jeśli ma to być podejście „kreacyjne” to spoko, jeśli dokument na miarę „World Press Photo” to co innego. Kwestia przeznaczenia i uczciwości w stosunku do samego siebie i odbiorców.
Nie uciekam. Wydaje mi się oczywiste że kreacja nierzeczywistych obrazów występuje w obydwu przypadkach. Różnica polega jednak na tym że w przypadku indywidualnej sesji kreacja jest tylko moja. W przypadku plenerów 4/5 fotografujących. Czy zdjęcia są podobne? Wydaje mi się że części ludzi owszem podobne. Ale też powstają zupełnie różne których nie chcesz zauważyć a widzisz głównie foty zrobione z boku gdy widać więcej osób.
Co do reszty. Zgadzam się, ludzie kochają to co już widzieli, to jest bezpieczne, znane itp. Jest pewne że ogromnej większości też się spodoba na FB czy inście
Zapewniam Cię, że zauważam, idę tylko tropem generalizacji, którym podążasz, wrzucając ten link i zakładając że to oszustwo, fałsz, makdonald. Myślę że i z Weibo dałoby się znaleźć zdjęcia niezwykłe. Natomiast nie każdy musi/chce być artystą. Wiele osób fotografuje dla przyjemności, i tak jak wspominałem, bo chce mieć takie fajne jak kiedyś widzieli. Nie widzę w tym nic złego, Ty traktujesz fotografie ambicjonalnie, artystycznie, czegoś szukasz, kombinujesz. A wielu ludzi nie ma takich ambicji, foto to dla nich hobby, fajne spędzenie czasu, podróżowanie, oglądanie nowych, fajnych miejsc. Jeżeli twierdzisz ze problemem jest to, że wszystkie zdjęcia są takie same, to ja nie widzę w tym problemu, tym łatwiej dla Ciebie zrobić zdjęcie inne, wyróżniające się. Ludzie lubią fotografie „bezpieczne” bo dla wielu to oddech i azyl od codziennych problemów i codziennej walki, sposób na miło spędzony czas. Dla każdego starczy miejsca.
Ponad dwanaście lat temu na nieistniejącym już blogu robiłem wywiad z artystą fotografikiem. Wkleję go i dopiszę na końcu co się zmieniło.
“REWERS: Pozwól, że na początek zadam ci banalne pytanie - czy fotografia to sztuka?
EMILIO KWITZ-GRUNNER: Cóż, zależy jak do tego podejdziesz. Z pewnością nie każde zrobione w dzisiejszych czasach zdjęcie jest dziełem sztuki. Otaczają nas tysiące aparatów cyfrowych, używanych przez ludzi, którzy nie mają zupełnie nic do powiedzenia. Same naciśnięcie spustu nie jest formą kreacji. Dopiero odpowiednia interpretacja, a w szczególnych przypadkach wręcz nadinterpretacja, może określić i pokazać wartość dzieła. Bardzo ważna jest świadomość czynu. Zadawanie ważnych pytań i potrzeba szukania odpowiedzi są wynikiem solidnej edukacji w tej dziedzinie.
REWERS: Wykluczasz więc, że człowiek bez żadnego przygotowania jest w stanie zrobić ciekawe zdjęcie?
EKG: Ależ nie, skąd. Jest wielce prawdopodobne, że w setkach tysięcy pstryków wykonywanych na codzień, znajdzie się coś całkiem ciekawego; jednak bez odpowiednich przemyślanych działań, zdjęcia te, pozostaną zwykłymi, nic niewnoszącymi obrazkami.
REWERS: Jednak nie możesz zaprzeczyć, że w reportażu efekt przypadku ma dosyć istotne znaczenie.
EKG: Dobrze, że o tym wspomniałeś. Uważam, że reportaż to właśnie głównie suma przypadków. To kwestia bycia w odpowiednim miejscu i posiadania szybkiego sprzętu. Resztę załatwiają małpy.
REWERS: Małpy?
EKG: No wiesz, jak w tym powiedzeniu, że gdyby tysiąc małp posadzić przed maszynami do pisania, to po roku napisałyby Hamleta.
REWERS: Tak. Rozumiem już, że dużą wagę przywiązujesz do treści swoich prac...
EKG: Owszem. Mimo, że obracam się w świecie fotografii, to interesuje mnie w niej tylko obraz. Stronię od przetwarzania - szczególnie cyfrowego - i nieokreślonej wizualności. Bardzo ważne są dla mnie słowa Johannessa Bricka, że „artysta jest przekazem“. Nie chcę posuwać się zbyt daleko odrzucając także treść, ale fakt, że artysta jest w sztuce najważniejszy jest mi całkiem bliski.
REWERS: Uważasz, że prawdziwą misją artysty jest wychowywanie - wręcz narzucenie sposobu odbioru dzieła, nie dziwi mnie więc tak wyraźny wpływ Bauhausu w twoich ostatnich pracach.
EKG: Naprawdę trudno mi się do tego odnieść. Przyznam, że zawsze byłem miłośnikiem melodii klasycznych i nie przepadałem za muzyką rockową.
REWERS: Dobrze. Od czasu twojej ostatniej wystawy w Szałasie Sztuki minęło już sześć lat. Była dosyć kontrowersyjna. Mógłbyś przypomnieć naszym czytelnikom trochę więcej szczegółów?
EKG: Przedstawiłem tam barytowe odbitki z portretami sław, z którymi się przyjaźnię, tonowane w urynie. Chciałem w ten sposób zdeprecjonować atencję, z jaką moi koledzy podchodzą do technicznego aspektu swoich dzieł.
REWERS: Pamietam, że środowisko nie przyjęło tej wystawy zbyt ciepło. Kolorowa prasa dzień po dniu drukowała wywiady z gwiazdami, które nie wypowiadały się o tobie przyjaźnie.
EKG: No cóż. Nikt nie mówił, że bycie artystą to lekki kawałek chleba.
REWERS: W istocie. Zerknijmy teraz odrobinę w przeszłość. Z pewnością wielu zainteresują twoje początki kiedy po raz pierwszy zainteresowałeś się fotografią.
EKG: Przyznaję, że zaczynałem od dosyć prostej dziedziny, jaką jest fotografia przyrody. Krajobraz, zdjęcia zwierząt a szczególnie ptaków, w których zawsze dostrzegałem najlepszą boską kreację - wydawały mi się tym, co będę robił do końca życia.
REWERS: Czemu więc zarzuciłeś ten rodzaj?
EKG: Z powodu oczywistych ograniczeń. Po pół roku dźwigania dużych, profesjonalnych aparatów i długich ciężkich teleobiektywów, zauważyłem, że nie uda mi się dotrzeć i wywrzeć odpowiedniego wrażenia u odbiorcy. Każdy postrzega naturę na codzień, więc możliwości interpretacji są dosyć ubogie.
REWERS: Czy na koniec rozmowy, zdradzisz nam nad czym obecnie pracujesz?
EKG: Tym razem chciałbym skupić się na minimalizmie. Mój nowy projekt nazywa się „Zobaczyć rzeczy nie do ujrzenia“. Stosuję technikę totalnego prześwietlenia materiału. Polega ona na tym, że ustawiam aparat na statywie i bardzo długo naświetlam zdjęcie. Nawet kilka godzin.
REWERS: Stosujesz jakieś specjalne materiały?
EKG: Nie, nie. To zwykłe, klasyczne filmy.
REWERS: No ale w ten sposób niewiele będzie widać na fotografii.
EKG: Owszem. Pomyśl jednak, że rzeczywistość będzie w pewien sposób zarejestrowana na zdjęciu. Ludzie, ich otoczenie, ich gesty i zachowania zostaną zamknięte na małej celuloidowej klatce. Chciałbym skupić się tym razem na podejściu reporterskim i nie wykorzystywać do tych zdjęć zawodowych modeli a dotrzeć głęboko do prawdziwego świata i realnych problemów. Mimo, że na gotowej fotografii nie będzie można niczego rozpoznać i określić poza czarnymi klatkami, będziesz mógł zobaczyć rzeczy nie do ujrzenia.
REWERS: Zaiste, brzmi to fascynująco. Wybacz jednak, że wciąż zagłębiam się w kwestie techniczne, ale czy owe zdjęcia nie powinny być białe?
EKG: Nie do końca. Nie wspomniałem, że przed otwarciem migawki będę zasłaniał obiektyw grubym, czarnym aksamitem.
REWERS: Ale czy nie będzie to kolidowało z tym co powiedziałeś wcześniej? Przecież w ten sposób nie naświetlisz niczego na filmie.
EKG: Tak. I właśnie to jest najbardziej pociągające w tym projekcie.
REWERS: Obawiam się, że nie rozumiem.
EKG: Gwarantuję, że kiedy zobaczysz na żywo prace w galerii, wszystko stanie się dla ciebie jasne.
REWERS: Przyjdę z pewnością. W imieniu czytelników i swoim, dziękuję za rozmowę.
EKG: Dziękuję również.”
12 lat później, Emilio nie przywiązuje już wagi do techniki. Analog czy cyfra bez różnicy - cyfra mniej kłopotliwa. Obecnie myśli rozmiarami: im większy print tym lepiej. Najważniejsza w sztuce jest dla niego wielkość, pocztówkowy format uważa za coś wulgarnego. Prawdziwe dzieło zaczyna się od 2 metrów na krótszym boku, tak żeby stojący przed nim człowiek miał wrażenie, że może wejść do środka. Temat zdjęć jest drugorzędny bo do wszystkiego da się dorobić odpowiednią oprawę ze słów, która przytłoczy uszy czy też oczy urzędnika Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, rozpatrującego wniosek o dotację. Jest członkiem ZPAFów i innych, ale nie wiesza sobie dyplomów i medalów na ścianie, bo wie, że są g… warte. Trzyma je jednak, bo panu z ministerstwa i ludziom, którzy nie mają wyrobionego własnego gustu trzeba jakoś udowodnić, że jest się poważnym twórcą.
I tyle w temacie.
Jeśli do odbioru sztuki wymagana jest "znajomość podstaw historii sztuki oraz znajomość procesów artystycznych" - to świadczy raczej o sztuce, a nie o odbiorcy.
.
Ale to jest prawda, tyle że jest coś jeszcze. Chodząc po różnych wystawach, wyrobiłem sobie zdanie że to co zacytowałeś powyżej jest prawdziwe do pełniejszego odbioru. Dobra sztuka zainteresuje cię na tyle że będziesz skłonny sięgnąć do opisu lub poszukać w internecie elementów związanych z tym co widzisz, dlaczego co i jak. Czyli masz sytuację że wizualna strona jest na tyle ciekawa że brniesz dalej w poznawaniu problemów , przyczyn, czy inspiracji artysty.
Muzyka w odbiorze jest dziełem skończonym, jego interpretacja nastapiła w czasie kompozycji, lub wykonania(dla mnie to tak wyglada) (pomijam tekst - do dzisiaj ludzie zastanawiają sie czy rzeczywiście "Paint it black" to reakcja na pogrzeb dziewczyny/przyjaciółki)
Przy malarstwie, rzeźbie, książce i części fotografii dostajemy pole działania wyobraźni. A ta opiera sie także na doświadczeniach,, wrażeniach i wiedzy a to co mamy między uszami uruchamia się
- - - - kolejny post - - - - - -
Keek
REWERS: Czy na koniec rozmowy, zdradzisz nam nad czym obecnie pracujesz?
EKG: Tym razem chciałbym skupić się na minimalizmie. Mój nowy projekt nazywa się „Zobaczyć rzeczy nie do ujrzenia“. Stosuję technikę totalnego prześwietlenia materiału. Polega ona na tym, że ustawiam aparat na statywie i bardzo długo naświetlam zdjęcie. Nawet kilka godzin.
REWERS: Stosujesz jakieś specjalne materiały?
EKG: Nie, nie. To zwykłe, klasyczne filmy.
REWERS: No ale w ten sposób niewiele będzie widać na fotografii.
EKG: Owszem. Pomyśl jednak, że rzeczywistość będzie w pewien sposób zarejestrowana na zdjęciu. Ludzie, ich otoczenie, ich gesty i zachowania zostaną zamknięte na małej celuloidowej klatce. Chciałbym skupić się tym razem na podejściu reporterskim i nie wykorzystywać do tych zdjęć zawodowych modeli a dotrzeć głęboko do prawdziwego świata i realnych problemów. Mimo, że na gotowej fotografii nie będzie można niczego rozpoznać i określić poza czarnymi klatkami, będziesz mógł zobaczyć rzeczy nie do ujrzenia.
REWERS: Zaiste, brzmi to fascynująco. Wybacz jednak, że wciąż zagłębiam się w kwestie techniczne, ale czy owe zdjęcia nie powinny być białe?
EKG: Nie do końca. Nie wspomniałem, że przed otwarciem migawki będę zasłaniał obiektyw grubym, czarnym aksamitem.
REWERS: Ale czy nie będzie to kolidowało z tym co powiedziałeś wcześniej? Przecież w ten sposób nie naświetlisz niczego na filmie.
EKG: Tak. I właśnie to jest najbardziej pociągające w tym projekcie.
REWERS: Obawiam się, że nie rozumiem.
EKG: Gwarantuję, że kiedy zobaczysz na żywo prace w galerii, wszystko stanie się dla ciebie jasne
.
Zrobiłeś mi dzień - bardzo dziekuję :D
Czy na tym forum naprawdę nie da się uruchomić cytowania selektywnego ????
- - - - kolejny post - - - - - -
Zapewniam Cię, że zauważam, idę tylko tropem generalizacji, którym podążasz, wrzucając ten link i zakładając że to oszustwo, fałsz, makdonald.
Chyba jednak nie czytasz uważnie. To nie ja piszę o oszustwie. To wyczytałeś w artykule. Ja piszę o makdonaldzie
August68
02-01-2023, 11:39
Zapewniam Cię, że zauważam, idę tylko tropem generalizacji, którym podążasz, wrzucając ten link i zakładając że to oszustwo, fałsz, makdonald. Myślę że i z Weibo dałoby się znaleźć zdjęcia niezwykłe. Natomiast nie każdy musi/chce być artystą. Wiele osób fotografuje dla przyjemności, i tak jak wspominałem, bo chce mieć takie fajne jak kiedyś widzieli. Nie widzę w tym nic złego, Ty traktujesz fotografie ambicjonalnie, artystycznie, czegoś szukasz, kombinujesz. A wielu ludzi nie ma takich ambicji, foto to dla nich hobby, fajne spędzenie czasu, podróżowanie, oglądanie nowych, fajnych miejsc. Jeżeli twierdzisz ze problemem jest to, że wszystkie zdjęcia są takie same, to ja nie widzę w tym problemu, tym łatwiej dla Ciebie zrobić zdjęcie inne, wyróżniające się. Ludzie lubią fotografie „bezpieczne” bo dla wielu to oddech i azyl od codziennych problemów i codziennej walki, sposób na miło spędzony czas. Dla każdego starczy miejsca.
Podpisuję się pod powyższym wszystkim czterema kończynami :-)
Jeżdżę na plenery bardzo często we wciąż te same miejsca, jak jestem na wakacjach to czasem codziennie robię zdjęcia w tym samym miejscu.
Dla wielu takie podejście to "marnowanie czasu i potencjału" - ale dla mnie to właśnie ma tym być.
Bo mój "czas i potencjał" poświęcam zupełnie innej działalności - fotografia to tylko hobby.
I potem te zdjęcia zrobione w tym samym miejscu umieszczę w fotoksiążce, którą drukuję dla własnej przyjemności, żeby móc wspominać że tam byłem i to widziałem.
Oczywiście w miarę jak "świadomość fotograficzna" (cokolwiek by to było) mi wzrasta staram się, żeby te zdjęcia czymś się różniły.
Czasem zapewnia mi to sama natura - zmieniając np. układ chmur i światła - a czasem sam szukam innego podejścia, czy innych ujęć.
Nie ukrywam - że także i takich, które podpatrzyłem u innych, którzy już tu byli i fotografowali.
Ale ja chcę żeby to było MOJE zdjęcie...
To jak np. fotografujący ptaki - przecież inni sfotografowali już chyba każdy gatunek żyjący na ziemi - więc po co jeszcze kolejne ujęcia?
Ano po to, żeby się cieszyć że i mi się udało.
Bo większość - tak mi się przynajmniej wydaje - robi zdjęcia przede wszystkim dla siebie.
Czasem jedna nachodzi nas ochota/potrzeba podzielenia się swoją radością z wyjątkowo udanego (naszym zdaniem) ujęcia, sukcesem ze złapania wyjątkowo rzadkiego okazu lub jakimś oryginalnym pomysłem z innymi.
I po to są różne zrzeszenia fotograficzne, związki czy fora (choćby takie jak to).
Dla niektórych robi się to sposobem na życie - a czasem i na przeżycie (kiedy czerpią z tego dochody) - i wtedy zaczynają mieć "dylematy" - bo jakoś trzeba się wyróżnić...
Nadal nie dowiedziałem się co daje taki ZPAF. Nie dowiedziałem się jakie realnie stosunki tam panują.
Nadal nie dowiedziałem się co daje taki ZPAF. Nie dowiedziałem się jakie realnie stosunki tam panują.
Myślę, że daje legitymację.
O stosunkach nie będę się wypowiadał, choć z tego co obserwowałem, jak to między ludźmi, r-ó-ż-n-i-e.
Czy istnieje gdzieś jakieś środowisko albo stowarzyszenie, w którym można szczerze i do bólu porozmawiać nawzajem o fotografii? O krytykę mi chodzi, taką klasyczną. Mam z tym duży problem. Wszędzie widzę wspólne spijanie sobie z dziubków albo kulturę wykluczenia. Albo się lubimy, klepiemy wspólnie po pleckach albo wyrzucamy z grona znajomych i przechodzimy na drugą stronę ulicy. Nie jestem członkiem ZPAFu. Koledzy namawiali mnie na to 20 lat temu ale już wtedy nie wydawało mi się to do niczego potrzebne - no i oczywiście jako biednego twórcy, nie było mnie stać na składki. Nie wiem jak jest tam teraz. Z tego co zauważam w necie - na ich fejsbukowej stronie, z opowieści kolegów i wywiadów z członkami, jawi mi się to jednak jako jakieś dziwne snowflakowe towrzystwo. A ja szukam czegoś innego. Nie wiem czemu ale nie spotykam się z krytyką moich zdjęć a bardzo mi tego brakuje. Co mi po niemych lajkach? Ja chcę kłótni, dyskusji, ostrej wymiany zdań bez grzecznych, sztucznych uprzejmości. Jak to mawiał śp. Jerzy Waldorff do Zygmunta Kałużyńskiego - Ty gówno wiesz o filmach mój drogi. Do kur..wy nędzy. Nie podciągajcie emocji w dyskusji pod hejt, bo staniemy się zlobotomizowanymi jednostkami. Jeśli ktoś nie obraża moich dzieci, matki, ojca, żony, a skupi się na fotografi i moim podejsciu do niej, to niech leci na całego. Beż żadnych ograniczeń. Odpowiem mu tym samym i jestem pewien, że gdy wieczorem w łóżku będziemy sobie lizać rany - każdy w swoim łóżku i domu, bez durnych skojarzeń, proszę - najdzie nas chwila przemyśleń, z której jeśli nie jesteśmy totalnymi zapatrzonymi w sobie dupkami, coś w nas zostanie.
Z konkstruktywnej krytyki może urodzić się nowy pomysł, może zasiać we mnie inne spojrzenie, itd. Z poklepywania nie mam nic.
PS. Najlepsze płyty Pink Floyd powstały w okresie kiedy panowie żarli się ze sobą na całego.
chemik74
02-01-2023, 13:48
12 lat później, Emilio nie przywiązuje już wagi do techniki. Analog czy cyfra bez różnicy - cyfra mniej kłopotliwa. Obecnie myśli rozmiarami: im większy print tym lepiej. Najważniejsza w sztuce jest dla niego wielkość, pocztówkowy format uważa za coś wulgarnego. Prawdziwe dzieło zaczyna się od 2 metrów na krótszym boku, tak żeby stojący przed nim człowiek miał wrażenie, że może wejść do środka. Temat zdjęć jest drugorzędny bo do wszystkiego da się dorobić odpowiednią oprawę ze słów, która przytłoczy uszy czy też oczy urzędnika Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, rozpatrującego wniosek o dotację. Jest członkiem ZPAFów i innych, ale nie wiesza sobie dyplomów i medalów na ścianie, bo wie, że są g… warte. Trzyma je jednak, bo panu z ministerstwa i ludziom, którzy nie mają wyrobionego własnego gustu trzeba jakoś udowodnić, że jest się poważnym twórcą.
I tyle w temacie.
Jak na bezkompromisowego twórcę urynującego zdjęcia znajomych, Pan Artysta jest człowiekiem nad wyraz zachowawczym. No i lubi skalę (nie jest odosobniony, wystarczy poczytać biografię Speera).
Przeczytałem ten wywiad, później usiłowałem znaleźć informacje o Artyście, z miernym skutkiem, niestety. Trudno jest odnieść się do twórczości (może na szczęście, bo nie mam tak dużego monitora, który pozwoliłby na właściwy odbiór dzieł), ale po lekturze tegoż należy się cieszyć, że nie wszyscy są (i chcą być) Artystami.
cz4rnuch
02-01-2023, 14:17
https://businessinsider.com.pl/lifestyle/podroze/falszywe-miasto-do-robienia-fotek-na-instagrama-w-ktorym-pracuja-aktorzy/ptfsplc
Inni już na ten temat pisali, ale ciekawi mnie dlaczego wrzuciłeś ten link akurat do tego tematu? Bo z tego co czytam to nie ma on z nim nic wspólnego. To zwykłe sprzedawanie marzeń jakich wiele na świecie. Sam widziałem chyba z kilkadziesiąt takich miejsc. Rybacy na palach na Sri Lance albo ich bracia z koszami znad jeziora Inle. Plemiona wszelkiej maści (zulustkie czy siakiś innych indian), wymuskane karawany w Petrze lub przy piramidach, zaklinacze węży w Marrakeszu, święci mężowe z Varanasi, udawacze mnisi w Azji PW. W sumie kiedyś sam się z tego śmiałem, a jeszcze wcześniej sam się kilka razy dałem nabrać na tego typu atrakcję. Ludzie po prostu chcą takich bajek i dlatego robią sobie lub innym takie zdjęcia. Dla większości to po prostu wytrych do pamięci, pretekst do przypomnienia sobie jakichś momentów z życia, które nie zaczynają się o 7 z rana i nie kończą o 21 prysznicem. Są tak samo twórcze jak fotki z całowaniem Sfinksa, pozowaniem w czerwonej budce telefonicznej czy podtrzymywaniem wieży w Pizie, ale co to ma do rzeczy? Ludzie nie po to je robią by wisiały w galeriach. Wystarczy na nie spojrzeć jak na pamiątki i tyle. Why so Serious? Obśmiać można wszystko. Jak ktoś wyżej słusznie zauważył dla złośliwca wasze plenerowe spędy mogą się wydawać bliźniaczo podobne. Najpierw wybieranie modelek, wolę taką, śmaką, jak z jakiegoś generatora nudesów, potem zameczek/dworek ale taki by blisko była rzeczka z kładką (coby panna mogła się na niej wyciągnąć jak struna, dodatkowo smagana promieniami zachodzącego słońca), zieziorko do brodzenia po kolana i duże okna w tym dworku, do fociek w kontrze. Nie zaszkodzi jakiś konik pasący się w pobliżu. Takie sielskie klimaty. Wiadomo, że większość kobiet można uchwycić właśnie w takich realiach. Gotowy przepis na najbardziej oklepane sesje ever. A potem do dzieła. Gdy kiedyś zajrzałem do waszego wątku bakstejdżowego gdzie kilku(nastu) fotografów pochyla się na tą "biedną" modelką to chcąc nie chcąc od razu mi się to skojarzyło ze stadem fotografów wycieczkowiczów, którzy po kolei wkładają obiektywy w twarz kobietom o długich szyjach w zainscenizowanych wioseczkach na granicy Tajlandii i Birmy. Ciężko się wyzbyć takiego oceniającego tonu, ale o ile fotografowie sami nie robią z tych zdjęć nie wiadomo jakich arcydzieł to chyba nie ma sensu tego oceniać? Teraz rozumiem, że to wasza pasja i sposób na spędzanie wolnego czasu w towarzystwie osób, które podobnie myślą. Przynajmniej używacie nietaniego sprzętu, który u mnie służy głównie do zbierania kurzu. To chyba nic złego. Sam bywam złośliwy, nabijam się czasami z kolejnych iteracji gdyńskiej torpedowni (mój ulubiony temat do żartów) czy widoczków robionych za każdym razem na bardzo długich czasach naświetlania w wiadomym celu. I pewnie jeszcze nie raz sobie z tego zażartuję. Ale właściwie z czego tu się śmiać? Że ktoś poświęca czas swojej pasji i robi to niestrudzenie? Co z tego, że nie robi niczego odkrywczego? Trzeba kogoś takiego (ironicznie) koniecznie sprowadzić na ziemię? I tak rzadko się to udaje. Niech sobie żyje w swojej bajce.
Ciekawe że jesteś kolejna osobą która przeczytawszy to co w linku sugeruje wyśmiewanie. To wiele mówi o stosunkach na forum :)
cz4rnuch
02-01-2023, 14:37
Sugeruję przede wszystkim, że moim zdaniem link, który podrzuciłeś nie ma wiele wspólnego z tematem, którego jesteś autorem :) Bo, napiszę to dość ostro (mam nadzieję, że się nie obrazisz), skoro wrzucasz to akurat tutaj to może sam nie zrozumiałeś o czym on traktuje?
Przyznam że wrzuciłem go bo zaskoczyło mnie to zjawisko. Tak po prostu. Choć jak dłużej się zastanowiłem to coś takiego musiało zaistnieć.
Ja jak gdzieś jadę i mam ochotę zrejestrować zdarzenia z otoczenia to szukam raczej tych prawdziwych i lubię być sam. Zacząłem wyobrażać sobie jak to wygląda z boku. Widzę że zabolało to sporo osób bo znowu odnoszą to do tego zamkniętego wątku. Trudno, zrobiłem błąd. Nie odkręcę tego.
Ciekawe że jesteś kolejna osobą która przeczytawszy to co w linku sugeruje wyśmiewanie. To wiele mówi o stosunkach na forum :)
Teraz odwracasz kota ogonem. Chcesz być właściwie zrozumiany to pisz w sposób jasny i klarowny dla odbiorców. Wrzucasz link bez żadnego komentarza w wątek o określonym kontekście - a w zasadzie kontynuację innego, i szczerze mówiąc sam się zastanawiałem, po co to zalinkowałeś bo do tematu wątku czyli stowarzyszeń fotograficznych ma się on nijak, jak zauważył cz4rnuch. Ale też pojawiły się dygresje, co jest a co nie jest sztuką, jak się to wartościuje. Więc uznałem biorąc pod uwagę kontekst, że podajesz to jako przykład do dyskusji nt fałszu, nieprawdy, braku autentyczności i makdonaldyzacji fotografii. Jeżeli miałeś na myśli coś innego to pisz to wyraźnie a nie oczekuj że ktoś odgadnie Twoje myśli i Twój zamysł dlaczego wrzucasz taki artykuł. I nie ma to nic wspólnego ze stosunkami na forum.
Czy jest to zjawisko zaskakujące? Mnie zawsze zaskakiwała popularność właśnie plenerów czy warsztatów, gdzie właśnie nie ma innej opcji jak produkcja sztampy. Kilku facetów, jedna modelka, no przecież nie ma siły, te zdjęcia będą takie same, różnice będą kosmetyczne. Ale jest na to ogromne zapotrzebowanie jak widać, bo wiele osób traktuje to jako urlop, fajne spędzenie czasu. I może po prostu w tym tkwi tego istota, a nie poszukiwania artyzmu w fotografii. Tak jak napisałem wcześniej, jest to kwestia uczciwości - w stosunku do siebie i w stosunku do odbiorców. Istotnym jest pytanie: po co to robisz i co z tym chcesz zrobić.
Trudno, zrobiłem błąd. Nie odkręcę tego.
Nie odkręcaj tego, to ciekawy news. Razem z tym co wyczynia obecnie graficzna AI - i co będzie wyczyniać kiedy poprawi jej się możliwości - jest forpocztą czegoś, czego jeszcze do końca nie potrafię sobie wyobrazić i nazwać. Czuję jednak, że to jakiś przełom. I nie chodzi mi o fotografię per se.
Ma się tak o czym pisałem wcześniej - ludzie lubią to co znają. Tworzą kolejne obrazy podobne do siebie - tak. Link prowadzi do artykułu który mnei zaskoczył bo właściwie jak w krzywym zwierciadle pokazuje problem. NIE wrzuciłem tego natomiast w kontekście poprzedniego wątku. To dopowiadacie sobie w głowach. Tak, plenery fotograficzne też są podobnym zjawiskiem i tylko od danych jednostek zależy czy potrafią wyciągnąć cokolwiek innego niż pozostał część fotografujących. Proponuje przyjechać i spróbować ;)
- - - - kolejny post - - - - - -
Nie odkręcaj tego, to ciekawy news. Razem z tym co wyczynia obecnie graficzna AI - i co będzie wyczyniać kiedy poprawi jej się możliwości - jest forpocztą czegoś, czego jeszcze do końca nie potrafię sobie wyobrazić i nazwać. Czuję jednak, że to jakiś przełom. I nie chodzi mi o fotografię per se.
Rozmawiałem właśnie z facetem który "tworzy" obrazy przy pomocy midjourney - powstaje bardzo ale to bardzo ciekawe realne zagadnienie
Ja niestety widzę to w kategorii problemu dla tych którzy żyją z ilustrowania. Po co płacić 30$ za pracę jak można za 3$ dostać gotowy produkt
- - - - kolejny post - - - - - -
Ja od dłuższego czasu bawię się w czytanie reakcji w różnych miejscach na niektóre zdjęcia :)
Kilka razy zacząłem analizować popularnosć pewnych zdjęć i czym sie charakteryzują. Z dostępnych moich zdjęć wyprodukowałem frankenstainy :D Stałem sie po części takim "midjournejem"
cz4rnuch
02-01-2023, 15:11
Wybacz, że trochę poćwiartuję twoją wypowiedź, ale niestety taki mam styl dyskusji.
Przyznam że wrzuciłem go bo zaskoczyło mnie to zjawisko. Tak po prostu. Choć jak dłużej się zastanowiłem to coś takiego musiało zaistnieć.Istnieje od bardzo dawna. Mnie dziwi, że kogoś to jeszcze dziwi. Może dlatego źle cię zrozumiałem.
Ja jak gdzieś jadę i mam ochotę zrejestrować zdarzenia z otoczenia to szukam raczej tych prawdziwych i lubię być sam.A jednocześnie jeździsz na te zloty na którym sam nie jesteś i generalnie, moim zdaniem, są one zaprzeczeniem ogólnie pojętej prawdy, której szuka się w fotografii. Piękne kobiety, bajkowe scenerie, sielskie klimaty, wydumane pozy. Dlatego się do tego odniosłem, bo szczerze pisząc nie widzę wielkiej różnicy pomiędzy tym co w linku i tym co czasami sobie przeczytam i zobaczę w tych wątkach plenerowych.
Zacząłem wyobrażać sobie jak to wygląda z boku. Widzę że zabolało to sporo osób bo znowu odnoszą to do tego zamkniętego wątku.Sam się do niego odniosłeś w pierwszym zdaniu pierwszego postu ;) Czytając twoje zarzuty czuję jakbyś był w tym wątku na trochę innych zasadach niż pozostali :)
- - - - kolejny post - - - - - -
...To dopowiadacie sobie w głowach. Tak, plenery fotograficzne też są podobnym zjawiskiem i tylko od danych jednostek zależy czy potrafią wyciągnąć cokolwiek innego niż pozostał część fotografujących. Proponuje przyjechać i spróbować ;)To chyba dotyczy też innych dziedzin fotografii, nawet tej kreowanej na potrzeby turystyki. Może warto się przejechać i spróbować? :)
Ma się tak o czym pisałem wcześniej - ludzie lubią to co znają. Tworzą kolejne obrazy podobne do siebie - tak. Link prowadzi do artykułu który mnei zaskoczył bo właściwie jak w krzywym zwierciadle pokazuje problem. NIE wrzuciłem tego natomiast w kontekście poprzedniego wątku. To dopowiadacie sobie w głowach. Tak, plenery fotograficzne też są podobnym zjawiskiem i tylko od danych jednostek zależy czy potrafią wyciągnąć cokolwiek innego niż pozostał część fotografujących.
Ano właśnie, dokładnie tak. Ale dalej nie rozumiem, dlaczego uważasz to za problem. Tak po prostu jest. To nie jest tak, że muzea są zapełnione reprezentatywnym wycinkiem tego, co malowało się w dawnych czasach. To staranna selekcja najwybitniejszych przykładów sztuki z tamtych czasów, szczytu piramidy. A pod spodem było tysiące mniej lub bardziej udanych przedstawień „Narodzin Wenus” czy „Gniewu Saula na Dawida”… wedle ścisłe określonych i popularnych przedstawień ikonograficznych. Czyli… bardzo podobnych do siebie. Kolejna rzecz - nie zawsze sztuka, która wisi w muzeach, miała jakąś wzniosłą treść. Jeżeli popatrzymy na małych mistrzów holenderskich, np w dziedzinie pejzażu, to tam też mamy setki bardzo podobnych, jak ktoś wspomniał „cukierkowych” widoczków, które były w tamtych czasach tanie, popularne i służyły po prostu do ozdobienia szacownego mieszczańskiego domu. Był na nie duży popyt, dlatego konkurencja była ostra i to doprowadziło do specjalizacji w danych motywach czy tematach. Były kupowane jak dzisiejsze pocztówki, na targach, nieraz obok stoisk z rybami czy mięsem. Więc znów - każdy ma swój pomysł na siebie, jakiś temat, jakieś ambicje. A od Ciebie zależy co z tym zrobisz, czy będzie to widoczek, czy jednak coś więcej.
cz4rnuch
Spróbuj, pojedź, może spojrzenie nie poprzez foty bekstejdżowe i kilka fotek na forum (bardzo ale to bardzo mało) pozwoli ci poznać przyczyny dla których się jeździ na takie zloty.
Mój pierwszy post nie zawierał informacji że chcę kontynuować tamten wątek, tylko kwestie medali, stowarzyszeń i wystaw. Niestety zdryfował gdzie indziej, tym bardziej ze właściwie nikt nie chce napisać konkretnych przemyśleń.
Czy istnieje gdzieś jakieś środowisko albo stowarzyszenie, w którym można szczerze i do bólu porozmawiać nawzajem o fotografii? O krytykę mi chodzi, taką klasyczną. Mam z tym duży problem. Wszędzie widzę wspólne spijanie sobie z dziubków albo kulturę wykluczenia. Albo się lubimy, klepiemy wspólnie po pleckach albo wyrzucamy z grona znajomych i przechodzimy na drugą stronę ulicy. Nie jestem członkiem ZPAFu. Koledzy namawiali mnie na to 20 lat temu ale już wtedy nie wydawało mi się to do niczego potrzebne - no i oczywiście jako biednego twórcy, nie było mnie stać na składki. Nie wiem jak jest tam teraz. Z tego co zauważam w necie - na ich fejsbukowej stronie, z opowieści kolegów i wywiadów z członkami, jawi mi się to jednak jako jakieś dziwne snowflakowe towrzystwo. A ja szukam czegoś innego. Nie wiem czemu ale nie spotykam się z krytyką moich zdjęć a bardzo mi tego brakuje. Co mi po niemych lajkach? Ja chcę kłótni, dyskusji, ostrej wymiany zdań bez grzecznych, sztucznych uprzejmości. Jak to mawiał śp. Jerzy Waldorff do Zygmunta Kałużyńskiego - Ty gówno wiesz o filmach mój drogi. Do kur..wy nędzy. Nie podciągajcie emocji w dyskusji pod hejt, bo staniemy się zlobotomizowanymi jednostkami. Jeśli ktoś nie obraża moich dzieci, matki, ojca, żony, a skupi się na fotografi i moim podejsciu do niej, to niech leci na całego. Beż żadnych ograniczeń. Odpowiem mu tym samym i jestem pewien, że gdy wieczorem w łóżku będziemy sobie lizać rany - każdy w swoim łóżku i domu, bez durnych skojarzeń, proszę - najdzie nas chwila przemyśleń, z której jeśli nie jesteśmy totalnymi zapatrzonymi w sobie dupkami, coś w nas zostanie.
Z konkstruktywnej krytyki może urodzić się nowy pomysł, może zasiać we mnie inne spojrzenie, itd. Z poklepywania nie mam nic.
PS. Najlepsze płyty Pink Floyd powstały w okresie kiedy panowie żarli się ze sobą na całego.
Praktycznie w całości mógłbym się pod tym podpisać.
1. TWA.
O tym, że musisz wsiąść do pociągu (może drezyny?) i tam grzecznie dobijać się pozycji przekonałem się po pierwszej mojej "poważnej" wystawie. Debiutowałem w FMA (Foto-Medium-Art) gdy była to jedyna, znana poza naszym krajem, instytucja sztuki fotograficznej z Polski. Jerzy Olek ukuł i wylansował pojęcie "fotografii elementarnej" i skupił wokól tego pojęcia grupę artystów z Polski i Czech. Szybko pojąłem, ze chodzi o pracę w grupie - wyjazdy na plenery, dyskusje, bywanie na wernisażach, wypracowywanie idei. Całkiem sporo świergolenia (termin od Sołżynicyna). Niezbyt mi to pasowało, szczególnie, że poza znalezieniem się w jakiś annałach nie widziałem szansy na przyziemne profity, bo wszyscy byli tam raczej ubodzy. Otrzeźwienie przyszło też po takiej rozmowie. Moja żona spytała mnie:
- zrobiłeś wystawę..
- no
- jesteś dumny
- no (rzeczywiście byłem bo jak na debiutanta parę recenzji w prasie ogólnej to był sukces)
- a co MY z tego mamy?
To było jak strzał w pysk, zrozumiałem, że ma rację. Poświęcam na to nasz rodzinny czas, wydaję kasę zamiast ją przynosić. W imię czego, abstrakcyjnej sztuki?
- zobaczysz, że jeszcze z tej fotografii będziemy żyli!
- kaktus mi wyrośnie
Wtedy w jednej chwili zakopałem swoje ciągoty artystyczne i postanowiłem zostać tylko zawodowcem. Co śmieszniejsze okazało się, że będąc już profesjonalistą zrobiłem parę projektów gdzie miałem wielką swobodę i trafiły one na przeglądy projektowania polskiego i europejskiego. A nawet są w zbiorach muzealnych, jako sztuka użytkowa.
2. Poszukiwanie prawdy.
Nie mniej jednak w fotografii zawodowej dalej pozostało mi to przekonanie, że tylko prawda nas oczyści. I, że nie ma nic cenniejszego jak słuchanie krytyki. I, że każda taka opinia jest warta zastanowienia. Zamiast szukania samopotwierdzeń szukałem dziury w całym:
- jak ci się widzi ten projekt?
- jest świetny!
- a co w nim jest takiego dobrego? (jestem podjarany)
- bo jest żółty, a ja lubię żółty (co qrwa? nie widzisz, jak to jest fajnie zaprojektowane??? - to w myślach)
Uczestniczyłem dość często w badaniach jakościowych moich projektów gdzie były prowadzone podobne rozmowy. Siedziałeś za lustrem weneckim... a nieraz chciałeś wypaść na salę i krzyczeć. To były lekcje pokory, czasem wychodziłem zdruzgotany, szkoda opowiadać. Ale zmieniło to bardzo moje patrzenie na projekty (które u mnie były zawsze fotograficzne, bo nic innego nie umiem). Pierwsza lekcja, dość nieświadoma, była zresztą parę lat wcześniej. Zrobiłem wtedy na mieście dużą kampanię bilboardową naszego Teatru Muzycznego. Wymyśliłem wtedy, że w teatralnych okolicznościach (bo to przecież teatr) pokażę śpiewających artystów. Były zbliżenia , dosłownie ślina w gardle, kontrowe obrysowania twarzy czy fragmentów ciała na czarnym smolistym tle, ostre białe linie. Z całości byłem w miarę dumny. Do czasu recenzji gdy czołowa dama naszej dolnośląskiej napisała w poczytnym dzienniku o tym, że piękne młode śpiewaczki i śpiewaków pokazałem na trupim tle. I, że nie ma w tym ani radości ani młodości. ITD. Ta recenzja wystarczyła aby wszyscy uznali kampanię za klęskę. I tak się skończyła moja przygoda z tym teatrem. Oczywiście pomyślałem, że może to tak ze złośliwości, że trzeba było się zakumplować, zabezpieczyć tyłek itd. Ale w parę lat później przy okazji badania moich innych czarnych projektów agencja co to robiła, podała, że około 5% ludzi absolutnie nie akceptuje czarnego tła w projektach. Nigdy, po prostu wykluczeniowo. I o ile można to pominąć (przy innych korzyściach) na przykład w folderze, czy reklamie prasowej to w billboardach warto mieć silną świadomość tego zagrożenia. To spowodowało zmianę mojego nastawienia i im byłem starszy tym statystycznie, jaśniejszą stosowałem tonację. Jak widać krytyka, nawet bolesna, może coś wnieść.
3. nikoniarze.pl
Czy ten portal jest klasycznym TWA? Trochę mnie tutaj śmieszy dyskusja czy można poddać ocenie artystycznej osiągnięcia kolegi co się go nie wymienia z imienia. Bo ja na przykład uważam, że ckliwa, przekolorowana produkcja pocztówek może być nazwaną ckliwą, przekolorowaną produkcją pocztówek. Podobnie zresztą jak system wzajemnego wsparcia stworzony przez organizację wspierającą ten system. Czy z tej prawdy (oczywiście MOJEJ prawdy) wynika jakieś zło? Autor może przyjąć na klatę takie denudacje, coś zmienić albo i nie. Czytelnicy mogą wysnuć takie a nie inne wnioski, na przykład jak to zawistnicy co foty nie potrafią zrobić wywnętrzają się w krytyce. A może ktoś sobie zada pytanie co jest siłą fotografii i w jakim kierunku iść.
4. Ten wątek
Chyba po raz pierwszy od długiego czasu czytam tutaj coś co mnie bardzo interesuje. I chyba nie ja jeden.
Ano właśnie, dokładnie tak. Ale dalej nie rozumiem, dlaczego uważasz to za problem. Tak po prostu jest. To nie jest tak, że muzea są zapełnione reprezentatywnym wycinkiem tego, co malowało się w dawnych czasach. To staranna selekcja najwybitniejszych przykładów sztuki z tamtych czasów, szczytu piramidy. A pod spodem było tysiące mniej lub bardziej udanych przedstawień „Narodzin Wenus” czy „Gniewu Saula na Dawida”… wedle ścisłe określonych i popularnych przedstawień ikonograficznych. Czyli… bardzo podobnych do siebie. Kolejna rzecz - nie zawsze sztuka, która wisi w muzeach, miała jakąś wzniosłą treść. Jeżeli popatrzymy na małych mistrzów holenderskich, np w dziedzinie pejzażu, to tam też mamy setki bardzo podobnych, jak ktoś wspomniał „cukierkowych” widoczków, które były w tamtych czasach tanie, popularne i służyły po prostu do ozdobienia szacownego mieszczańskiego domu. Był na nie duży popyt, dlatego konkurencja była ostra i to doprowadziło do specjalizacji w danych motywach czy tematach. Były kupowane jak dzisiejsze pocztówki, na targach, nieraz obok stoisk z rybami czy mięsem. Więc znów - każdy ma swój pomysł na siebie, jakiś temat, jakieś ambicje. A od Ciebie zależy co z tym zrobisz, czy będzie to widoczek, czy jednak coś więcej.
Ale czy to jest powód do tego ze nie można o tym mówić i pisać?
- - - - kolejny post - - - - - -
2. Poszukiwanie prawdy.
Nie mniej jednak w fotografii zawodowej dalej pozostało mi to przekonanie, że tylko prawda nas oczyści. I, że nie ma nic cenniejszego jak słuchanie krytyki. I, że każda taka opinia jest warta zastanowienia. Zamiast szukania samopotwierdzeń szukałem dziury w całym:
- jak ci się widzi ten projekt?
- jest świetny!
- a co w nim jest takiego dobrego? (jestem podjarany)
- bo jest żółty, a ja lubię żółty (co qrwa? nie widzisz, jak to jest fajnie zaprojektowane??? - to w myślach)
.
Taaak :) w troszkę innej wersji słyszałem to "kilka" razy
Odniesiesz się do poprzedniej wymiany zdań (o tych malunkach z wrocławia?) - ciekaw jestem jak to widzisz
[MENTION=38380]
Mój pierwszy post nie zawierał informacji że chcę kontynuować tamten wątek, tylko kwestie medali, stowarzyszeń i wystaw. Niestety zdryfował gdzie indziej, tym bardziej ze właściwie nikt nie chce napisać konkretnych przemyśleń.
Jestem rozczarowany bo sporym wysiłkiem odpisałem Ci dokładnie o korzyściach z bycia w określonych strukturach. Czego jeszcze oczekujesz?
Mea culpa - mój błąd !
Faktycznie jesteś jedyną osobą która zaczeła od konkretów. A twój post zdryfował z mojej pamięci przez masę innych postów -wybacz
- - - - kolejny post - - - - - -
Choć bardzo ale to bardzo interesuje mnie wzajemne relacje - to jest najbardziej interesujące - wnoszę to po rozmowach z niektórymi artystami :)
I zadziwiło mnie to zdanie :
"Teraz odnotujmy FIAP. A wobec emocji jakie to budzi nie będę się wypowiadał ani o rodzaju promowanej twórczości ani zasadach. Choć nie, wypowiem się - getto."
- a co MY z tego mamy?
DOKŁADNIE!
Też miałem podobny "problem". Na jakimś prywatnym spotkaniu zagadałem kolegę, który wynajduje i wynajmuje przestrzenie na wystawy foto i inne podobne imprezy tego typu. Powiedział: "Co za problem. Zapłacisz i masz". No i zacząłem się wtedy zastanawiać co ja z tego będę miał. Ludzie przyjdą, napiją się wina, pogadają, pokiwają głową i pochwalą - bo przecież nie wypada krytykować. A ja? Co? Wpiszę sobie do porfolio :D
Bo ja na przykład uważam, że ckliwa, przekolorowana produkcja pocztówek może być nazwaną ckliwą, przekolorowaną produkcją pocztówek. Podobnie zresztą jak system wzajemnego wsparcia stworzony przez organizację wspierającą ten system. Czy z tej prawdy (oczywiście MOJEJ prawdy) wynika jakieś zło? Autor może przyjąć na klatę takie denudacje, coś zmienić albo i nie. Czytelnicy mogą wysnuć takie a nie inne wnioski, na przykład jak to zawistnicy co foty nie potrafią zrobić wywnętrzają się w krytyce. A może ktoś sobie zada pytanie co jest siłą fotografii i w jakim kierunku iść.
DOKŁADNIE!
Kieyś gdzieś ktoś powiedział, że on nie życzy sobie krytyki. Poszło w dyskusji, że wystawia zdjęcia, pokazuje, ale jakim prawem oglądający wyraża się o nich negatywnie. Przecież on go o to nie prosił. Nie pytał o krytykę. Argumentowałem, że sam fakt wyjścia z jakąkolwiek twórczością do publiki jest zaproszeniem do dyskusji. Nie. Nie przeszło.
Nie rozumiem tego. Ludzie otaczają się jaką komfotową bańką ułudy. NIE ROZUMIEM - jak można bezkrytycznie łykać słowa pochwały. Co się z tego ma skoro w połowie albo i więcej to czysty fałsz. Poprawność polityczna i uprzejmość. Masakra.
Jeśli ktoś powie mi, że nie podobają mu się moje zdjęcia, że są za kolorowe i zwyczajne to nie umrę od tego. Sprawdzę sobie tylko jeszcze kim jest ten człowiek, co nim kieruje i czy chce mi przekazać coś więcej, niż to że nudzi mu się przed kompem. To co napisał świadczy o nim a nie o mnie.
Kiedyś ktoś zkrytykowałem na fejsie jakieś pseudoartystyczne, ruszone zdjęcia z berlińskiego metra. Jedyna zawartość sztuki jaka w nich była to owe dygnięcia. Słowo honoru - nic więcej. Czysty, szybki pomysł na formę. Jako że sam robię coś "podobnego", co wynika z moich lęków i fobii, ciekawy bylem autora i chciałem go odrobinę szturchnąć - nie pamiętam co konkretnie napisałem. Minęło parę minut - wystarczająco tyle, żeby szybko zerknąć na moją stronę i poleciał tekst, że on nie będzie przyjmował krytyki od człowieka, który robi zdjęcia jak chiński turysta. Czy mnie to zabolało? Absolutnie nie. Wiedziałem, za to, że nie znajdę z nim nici porozumienia. Nie przejrzał całości na stronie - może gdyby poświęcił trochę więcej czasu, znalałby "maziaje" a co ważniejsze - utwierdził mnie w przekonaniu, że ponad wszystko liczy się dla niego forma i jest ślepy na treść. Ja mam na odwrót.
Kiedy indziej kolega - nota bene członek ZPAF, zagadał mnie przypadkiem na ulicy i powiedział, że moje ostatnie zdjęcia są "jakieś takie".
-- Jak to jakieś takie? -- spytałem.
-- No, że straciłem pazur -- odpowiedział i zaprezentował mi przed oczami koci ruch łapą.
-- OK. Ale ostatnie to znaczy, które? -- chciałem dalej ciągnąć wątek, bo nie wiedziałem czy chodzi mu o ostatni tydzień, miesiąć czy rok. No i nie doczekałem się odpowiedzi, bo spieszyl się na jakiś wernisaż w ZPAFie. Nie wiem czy natknie się kiedyś na ten wątek, mam nadzieję, że się nie obrazi. Ale piszę to dlatego, że strasznie żałuję, że się speszył, bo w końcu mogłem zacząć jakąś ciekawą dyskusję wychodząc z komfortowej pozycji krytykowanego a nie krytykującego. A może mu się faktycznie spieszyło? Ludzie. Nie obrażajcie się, że ktoś pisze, żle o Waszych pracach. Łapcie go wtedy za guzik i ciągnijcie ile tylko możecie. To są drogocenne rzeczy, które dadza Wam więcej niż nieme lajki na fejsie. A co ważniejsze nikt nie mówi o Waszych dzieciach, które już zrobiliście i odchowaliście. Nowych, poprawionych zdjęć możecie jeszcze cykać na kilogramy i wciąż się rozwijać!
PS. Ciekawe kiedy zamkną ten wątek :D
Jeżeli popatrzymy na małych mistrzów holenderskich, np w dziedzinie pejzażu, to tam też mamy setki bardzo podobnych, jak ktoś wspomniał „cukierkowych” widoczków, które były w tamtych czasach tanie, popularne i służyły po prostu do ozdobienia szacownego mieszczańskiego domu.
Spore uproszczenie, gdyż owe malarstwo było unikalne dla danego regionu w danym czasie, na tyle, że stworzyło kanon o którym uczy się dziś w szkołach. Zupełnie odwrotnie do samokopiujących "cukierkowych widoczków". W ogóle porównanie, od czapy.
cz4rnuch
02-01-2023, 16:09
fafniak
Nie muszę jechać, bo też i nie oceniam już od jakiegoś czasu waszych zlotów. Napisałem tylko jak to dla kogoś może wyglądać. Ja doskonale rozumiem co to jest pasja czy mniej górnolotnie hobby, nie trzeba mnie też przekonywać do tego, że każdy może dowolnie dysponować swoim wolnym czasem. A odnośnie twojego pierwszego wpisu to może faktycznie sądziłeś, że przywołując wcześniejszy wątek nie przywołasz jednocześnie tamtych demonów. Ale jesteś na tym forum od dawna i chyba sam przyznasz, że nieco to naiwne było? :) Tam też się pisało o medalach, dyplomach i członkostwie. Właśnie za takie chwalipięctwo przytemperowano kolegę. Dla niego to było jakieś osiągnięcie i nobilitacja, ktoś inny postanowił sprowadzić go, delikatnie, na ziemię. Wibracje tamtego wątku były jednak dość toksyczne i zważywszy na dość małą "odległość czasową" jaka dzieli oba wątki nic dziwnego, że to samo przeniosło się tutaj. Nie wiem, może spodziewałeś się, że wszyscy tu zgodnie (tzn. ci którzy coś wiedzą na ten temat) zakrzyczą, że całe te stowarzyszenia to tylko twa spijające sobie z dzióbków i z takiego obrotu sprawy byłbyś bardziej zadowolony. Z czym tak bajdełęj podświadomie po części się zgadzam. Tak mi przynajmniej podpowiada moja kobieca intuicja. Ale jak widać i w tamtym wątku pojawiły się nieśmiałe głosy, że komuś tego typu instytucje są (średnio) potrzebne. Dla podbudowania własnego ego, dla celów towarzyskich, może mglista obietnica monetyzacji. A dla ciebie i innych bardzo ambitnych osób widocznie nie. To chyba dość proste. No chyba, że tu chodzi o jakiś bardziej soczysty obrazek, trochę sekretów z kuchni to wtedy w sumie sam z chęcią przeczytam.
A jednocześnie jeździsz na te zloty na którym sam nie jesteś i generalnie, moim zdaniem, są one zaprzeczeniem ogólnie pojętej prawdy, której szuka się w fotografii. Piękne kobiety, bajkowe scenerie, sielskie klimaty, wydumane pozy. Dlatego się do tego odniosłem, bo szczerze pisząc nie widzę wielkiej różnicy pomiędzy tym co w linku i tym co czasami sobie przeczytam i zobaczę w tych wątkach plenerowych.
Muszę powiedzieć, że 100% zgadzam się z Tobą. Byłem na 2 może 3 takich spędach i uznałem to za stratę czasu. Pomijając ewentualnie aspekty towarzyskie. Choć tu też było tak sobie (tzn nic ekscytującego). Podobnym aspektem jest też turystyka pocztówkowa, i nie tylko ta co ją fafniak podał, ile po prostu zaliczanie ogólnie znanych miejscówek aby tam wyczekiwać na światło i uzyskać rezultat zbliżony do innych. To nazywałem zresztą samokopiującym się procesem. Takie zbieractwo tych samych "uniesień".
sruba nie widzi w tym nic nadzwyczajnego i pewnie ma rację. Ale po forum fotograficznym oczekiwałbym jednak innych oczekiwań :)
- - - - kolejny post - - - - - -
fafniak
Nie muszę jechać, bo też i nie oceniam już od jakiegoś czasu waszych zlotów. Napisałem tylko jak to dla kogoś może wyglądać. Ja doskonale rozumiem co to jest pasja czy mniej górnolotnie hobby, nie trzeba mnie też przekonywać do tego, że każdy może dowolnie dysponować swoim wolnym czasem. A odnośnie twojego pierwszego wpisu to może faktycznie sądziłeś, że przywołując wcześniejszy wątek nie przywołasz jednocześnie tamtych demonów. Ale jesteś na tym forum od dawna i chyba sam przyznasz, że nieco to naiwne było? :) Tam też się pisało o medalach, dyplomach i członkostwie. Właśnie za takie chwalipięctwo przytemperowano kolegę. Dla niego to było jakieś osiągnięcie i nobilitacja, ktoś inny postanowił sprowadzić go, delikatnie, na ziemię. Wibracje tamtego wątku były jednak dość toksyczne i zważywszy na dość małą "odległość czasową" jaka dzieli oba wątki nic dziwnego, że to samo przeniosło się tutaj. Nie wiem, może spodziewałeś się, że wszyscy tu zgodnie (tzn. ci którzy coś wiedzą na ten temat) zakrzyczą, że całe te stowarzyszenia to tylko twa spijające sobie z dzióbków i z takiego obrotu sprawy byłbyś bardziej zadowolony. Z czym tak bajdełęj podświadomie po części się zgadzam. Tak mi przynajmniej podpowiada moja kobieca intuicja. Ale jak widać i w tamtym wątku pojawiły się nieśmiałe głosy, że komuś tego typu instytucje są (średnio) potrzebne. Dla podbudowania własnego ego, dla celów towarzyskich, może mglista obietnica monetyzacji. A dla ciebie i innych bardzo ambitnych osób widocznie nie. To chyba dość proste. No chyba, że tu chodzi o jakiś bardziej soczysty obrazek, trochę sekretów z kuchni to wtedy w sumie sam z chęcią przeczytam.
:) :) :)
cz4rnuch
02-01-2023, 16:20
...3. nikoniarze.pl
Czy ten portal jest klasycznym TWA? Trochę mnie tutaj śmieszy dyskusja czy można poddać ocenie artystycznej osiągnięcia kolegi co się go nie wymienia z imienia. Bo ja na przykład uważam, że ckliwa, przekolorowana produkcja pocztówek może być nazwaną ckliwą, przekolorowaną produkcją pocztówek. Podobnie zresztą jak system wzajemnego wsparcia stworzony przez organizację wspierającą ten system. Czy z tej prawdy (oczywiście MOJEJ prawdy) wynika jakieś zło? Autor może przyjąć na klatę takie denudacje, coś zmienić albo i nie. Czytelnicy mogą wysnuć takie a nie inne wnioski, na przykład jak to zawistnicy co foty nie potrafią zrobić wywnętrzają się w krytyce. A może ktoś sobie zada pytanie co jest siłą fotografii i w jakim kierunku iść...W sumie sam w podpunkcie 1. dość dokładnie wytłumaczyłeś dlaczego nie opłaca się wkładać wysiłku tam gdzie nie ma z tego profitu. Dlatego całkiem na serio zapytam na ile oceniasz szansę, że kolegę, dość zaawansowanego wiekowo (co uważam za dość istotny argument) chwalącego się swoimi dyplomami z lekka lekceważącą wrzutką przekonasz do swoich racji, przewartościowania jego dokonań itd.? Czy może istnieje prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że tylko okopie się na swoim stanowisku? Mnie osobiście nie chodzi o to, że nie należy krytykować. Chodziło mi tylko i wyłącznie o to, że akurat w tamtym wątku nie miało to większego sensu.
fafniak
Nie muszę jechać, bo też i nie oceniam już od jakiegoś czasu waszych zlotów. Napisałem tylko jak to dla kogoś może wyglądać. Ja doskonale rozumiem co to jest pasja czy mniej górnolotnie hobby, nie trzeba mnie też przekonywać do tego, że każdy może dowolnie dysponować swoim wolnym czasem. A odnośnie twojego pierwszego wpisu to może faktycznie sądziłeś, że przywołując wcześniejszy wątek nie przywołasz jednocześnie tamtych demonów. Ale jesteś na tym forum od dawna i chyba sam przyznasz, że nieco to naiwne było? :) Tam też się pisało o medalach, dyplomach i członkostwie. Właśnie za takie chwalipięctwo przytemperowano kolegę. Dla niego to było jakieś osiągnięcie i nobilitacja, ktoś inny postanowił sprowadzić go, delikatnie, na ziemię. Wibracje tamtego wątku były jednak dość toksyczne i zważywszy na dość małą "odległość czasową" jaka dzieli oba wątki nic dziwnego, że to samo przeniosło się tutaj. Nie wiem, może spodziewałeś się, że wszyscy tu zgodnie (tzn. ci którzy coś wiedzą na ten temat) zakrzyczą, że całe te stowarzyszenia to tylko twa spijające sobie z dzióbków i z takiego obrotu sprawy byłbyś bardziej zadowolony. Z czym tak bajdełęj podświadomie po części się zgadzam. Tak mi przynajmniej podpowiada moja kobieca intuicja. Ale jak widać i w tamtym wątku pojawiły się nieśmiałe głosy, że komuś tego typu instytucje są (średnio) potrzebne. Dla podbudowania własnego ego, dla celów towarzyskich, może mglista obietnica monetyzacji. A dla ciebie i innych bardzo ambitnych osób widocznie nie. To chyba dość proste. No chyba, że tu chodzi o jakiś bardziej soczysty obrazek, trochę sekretów z kuchni to wtedy w sumie sam z chęcią przeczytam.
O masz... :D
Obawiam sie ze ja mam dość... nie wiem czy odmienne/inne podejście do plenerów ale wolę nie brnąć w wyjaśnienia. Dla mnie największa wartością jest odskoczenie od codzienności a jak zostaną zdjęcia z których jestem względnie zadowolony - świetnie!
Co do reszty - nie chcę zagłebiać sie w odpowiedź. Próbowałem dyskutować kiedyś z tym forumowiczem i zrezygnowałem. To nie jest tak ze tylko jedna strona winna jest tych "demonów"
Spore uproszczenie, gdyż owe malarstwo było unikalne dla danego regionu w danym czasie, na tyle, że stworzyło kanon o którym uczy się dziś w szkołach. Zupełnie odwrotnie do samokopiujących "cukierkowych widoczków". W ogóle porównanie, od czapy.
Oczywiście, że uproszczenie, niemniej w tamtym czasie była to produkcja czysto ozdobna i komercyjna, nikt nie traktował tego jako wielką sztukę. W tamtym czasie pejzaż, martwa natura byly traktowane jako pośledniejszy rodzaj malarstwa z definicji. Czy porównanie od czapy, jak to określasz? Moim zdaniem adekwatne, bo tamci malarze (a nierzadko jednocześnie karczmarze np., bo tylko ze swojego malarstwa wyżyć nie mogli) nie wiedzieli, że tworzą jakiś kanon i że będą się o nich uczyć w szkole, podobnie nie wiedział tego Rembrandt, który umarł w zapomnieniu a odkryli go dla sztuki dopiero romantycy. Moje porównanie oparłem na perspektywie świadomości XVII wiecznego „producenta pocztówek”, bo tak wtedy był właśnie traktowany. Więc chodziło mi o pewnien mechanizm a nie porównanie konkretnych zdjęć do pejzażu holenderskiego. To, że po latach odkryto unikatowość i wysokie walory artystyczne pejzażystów holenderskich, to jest inna historia. Myślę też, że przy wielkiej sztuce należy czasem wstać z kolan i uzmysłowić sobie, że w czasach jej tworzenia nieraz była zupełnie… zwykła. I proces bardziej przypominał zwykle rzemiosło (i nieraz artyści byli tak właśnie traktowani).
- - - - kolejny post - - - - - -
Wujot po prostu szkoda mi czasu na uszczęśliwianie innych na siłę ������ wolę skupić się na swojej pracy i robić swoje, po prostu. Ten świat jest pełen rzeczy na które nie powinnismy się zgadzać, ale nic z tym nie zrobimy, więc może po prostu warto pracować na swoim podwórku. Mam na niektóre tematy swoje zdanie, ale czasem uznaję, że ktoś inny może mieć inne i to bardziej jego sprawa niż moja. Jeżeli ktoś coś robi i sprawia mu przyjemność to ok. Jego sprawa co z tego wyniesie i czy w ogóle chce coś wynieść ;-)
Mea culpa - mój błąd !
Faktycznie jesteś jedyną osobą która zaczeła od konkretów. A twój post zdryfował z mojej pamięci przez masę innych postów -wybacz
- - - - kolejny post - - - - - -
Choć bardzo ale to bardzo interesuje mnie wzajemne relacje - to jest najbardziej interesujące - wnoszę to po rozmowach z niektórymi artystami :)
I zadziwiło mnie to zdanie :
"Teraz odnotujmy FIAP. A wobec emocji jakie to budzi nie będę się wypowiadał ani o rodzaju promowanej twórczości ani zasadach. Choć nie, wypowiem się - getto."
Wiesz moja opinia była w sporej mierze potraktowana oglądem z zewnątrz. Przez struktury organizacyjne, system tytułów ale i składek. No i też wystaw co je widziałem. Nie mam zaufania do takich sformalizowanych i rozbudowanych struktur (z 85 krajów). Popatrzyłem teraz na nazwiska Polaków co się załapali na te tytuły i trochę się zdziwiłem bo... jest tam trochę całkiem ważkich. Choć mam na to teorię, że mogła to być w czasach komuny jakaś forma wyjścia na świat. Dalej popatrzyłem na polskiego reprezentanta czyli Fotoklub RP i... tu mi już szczęka opadła bo prezesem jest kumpela "z ławki" z moich studiów. Więc tym bardziej nie chcę się wypowiadać ;) , szczególnie, że to są częściowo moje uprzedzenia i intucje. Więc o to co daje FIAP popytaj polskich członków tej organizacji - jest ich pewnie z 300.
- - - - kolejny post - - - - - -
W sumie sam w podpunkcie 1. dość dokładnie wytłumaczyłeś dlaczego nie opłaca się wkładać wysiłku tam gdzie nie ma z tego profitu. Dlatego całkiem na serio zapytam na ile oceniasz szansę, że kolegę, dość zaawansowanego wiekowo (co uważam za dość istotny argument) chwalącego się swoimi dyplomami z lekka lekceważącą wrzutką przekonasz do swoich racji, przewartościowania jego dokonań itd.? Czy może istnieje prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że tylko okopie się na swoim stanowisku? Mnie osobiście nie chodzi o to, że nie należy krytykować. Chodziło mi tylko i wyłącznie o to, że akurat w tamtym wątku nie miało to większego sensu.
Ale przecież jasno napisałem dla kogo w ogóle jestem na tym portalu. Dla tych którym przypasują prezentowane przez mnie treści. Jak przypasują inkryminowanemu ;) to świetnie, a jak komuś kto się zastanawia nad swoją drogą to też dobrze. A jak nikomu to też spoko, bo z tej dyskusji i tak coś wyciągam.
- - - - kolejny post - - - - - -
Wujot po prostu szkoda mi czasu na uszczęśliwianie innych na siłę ������ wolę skupić się na swojej pracy i robić swoje, po prostu. Ten świat jest pełen rzeczy na które nie powinnismy się zgadzać, ale nic z tym nie zrobimy, więc może po prostu warto pracować na swoim podwórku. Mam na niektóre tematy swoje zdanie, ale czasem uznaję, że ktoś inny może mieć inne i to bardziej jego sprawa niż moja. Jeżeli ktoś coś robi i sprawia mu przyjemność to ok. Jego sprawa co z tego wyniesie i czy w ogóle chce coś wynieść ;-)
Gdyby wszyscy do tego tak podchodzili to zniknęłoby parę opcji, które można wybrać. Gdybym się skupiał tylko na sobie to nie odpowiadałbym na posty niejakich 90s czy sruba w wiadomych wątkach A tak mam przekonanie, że może coś dobrego tam zrobiłem. Ale możesz zawsze wyprowadzić mnie z błędu.
Wujot
Odniesiesz się do poprzedniej wymiany zdań (o tych malunkach z wrocławia?) - ciekaw jestem jak to widzisz
- - - - kolejny post - - - - - -
To moja odpowiedź
Każda praca istnieje dzięki relacji z odbiorcą. To zależność wynikająca wprost z doświadczeń i wyobrażeń odbiorcy. Ale sam odbiorca, jego pojmowanie, wrażliwość może być wykreowana(na przestrzeni dłuższego czasu - choćby socrealizm)Twoje pytanie należałaby raczej sprowadzić do pytania gdzie/dla kogo stałyby się te prace wartościowymi. Czyli szukamy "targetu" lub go kreujemy. To ostatnie da radę zrealizować sprawna galeria do spółki krytykami choć bardziej w kontekście zbieraczy czy inwestorów. "Fundamentalna wartość dzieła" to hasło które jest tak samo prawdziwe jak i fałszywe bo istnieje tylko w relacji dla jakiejś grupy ludzi.
Uciekasz od odpowiedzi o ZPAFie.
(Piszę z telefonu, więc wybacz błędy)
- - - - kolejny post - - - - - -
Pomijam kwestie wartości historycznej
Gdyby wszyscy do tego tak podchodzili to zniknęłoby parę opcji, które można wybrać. Gdybym się skupiał tylko na sobie to nie odpowiadałbym na posty niejakich 90s czy sruba w wiadomych wątkach A tak mam przekonanie, że może coś dobrego tam zrobiłem. Ale możesz zawsze wyprowadzić mnie z błędu.
Oczywiście, masz rację i dlatego bardzo szanuję Twoje wypowiedzi i opinie, i bardzo za nie dziękuję ? w mojej wypowiedzi kluczowe są słowa „na siłę”, „czy ktoś chce coś wynieść” :-) jeżeli ktoś dobrze się czuje w swoim świecie i nie chce niczego zmieniać ani zastanawiać się nad tym, no to trudno go na siłę nawracać ;-) tak jak napisałem, niektórzy nie maja takich ambicji, dla innych to za trudne i za dużo wysiłku a inni jeszcze uważają ze to co robią jest świetne i należy to tylko chwalić a nie wolno skrytykować, nawet w dobrej wierze. A niektórzy chcą, bo w krytyce i wyzwaniach, a także porażkach widza szanse rozwoju.
-----------------
Zamieszczone przez fafniak
"Każda praca istnieje dzięki relacji z odbiorcą. To zależność wynikająca wprost z doświadczeń i wyobrażeń odbiorcy. Ale sam odbiorca, jego pojmowanie, wrażliwość może być wykreowana(na przestrzeni dłuższego czasu - choćby socrealizm)Twoje pytanie należałaby raczej sprowadzić do pytania gdzie/dla kogo stałyby się te prace wartościowymi. Czyli szukamy "targetu" lub go kreujemy. To ostatnie da radę zrealizować sprawna galeria do spółki krytykami choć bardziej w kontekście zbieraczy czy inwestorów. "Fundamentalna wartość dzieła" to hasło które jest tak samo prawdziwe jak i fałszywe bo istnieje tylko w relacji dla jakiejś grupy ludzi."
------------------------
Oczywiście, masz 100% racji. Obrazowo rzecz biorąc do pewnych prac trzeba dojrzeć. Mam tutaj zarówno odbiór osobniczy jak, przede wszystkim, społeczny. Jest kapitalna pozycja wiążąca rozwój sztuk wizualnych ze stanem świadomości ludzi. To Teoria widzenia Strzemińskiego. Lektura ciężka ale naprawdę warta wysiłku, u Arnheima też coś z tych związków znajdziesz i u Hockneya. Podejście rewolucyjne (załóżmy, że Bauhaus) po 50 latach jest kanonem. Ale ze względu na fatalną edukację w zakresie sztuki niektórzy zostali przy realizmie powiedzmy, że "fotograficznym". I Pollocka to oni sami by namalowali. Mamy więc jak nigdy chyba szerokie spektrum świadomościowe w tej dziedzinie.
Także jasne jest, że "efekt źródła" jest w sztuce kolosalnie ważny. Dobra galeria, dobra ekspozycja, sensownie napisane credo to tło, niezmiernie ważne dla interpretacji. Dalej dokumentacja. Zawsze mnie interesowało ile istotnych spraw zginęło, na przykład taki Sisley zauważony dopiero po śmierci. Ale może są umarli, których nikt nie pamięta. Tak jak rzekomo zbrodnia doskonała co jej niby nie ma. A nie ma, bo nikt nie potrafi podać choć jednego przykładu. Mam taki swój ulubiony przykład: zapomniany grafik i rysownik Stefan Żechowski, spora część twórczości spłonęła, resztki pozbierał jeden jedyny fun co postanowił to zachować wydając monumentalne jak na okoliczności epitafium. Na mnie w młodość te ilustracje (do Zmor i Trylogii Księżycowej) wywarły piorunujące wrażenie, i już przez całe życie zachowałem je w pamięci. I teraz fascynuje mnie czy kiedyś jeszcze rysownik ten znajdzie miejsce w historii polskiej sztuki. I teraz: czy to dzieło ma fundamentalną wartość czy nie ma? Sam nie wiem. Ale nawet jeśli nikt nie będzie znał tej twórczości czy znaczy, że jej nie ma? Może to jest jak ten nieodkryty diament. W fotografi chyba było tak z Atgetem - choć tutaj urzekają raczej tematy (scena) jak kreatywność fotografa.
- - - - kolejny post - - - - - -
Kieyś gdzieś ktoś powiedział, że on nie życzy sobie krytyki. Poszło w dyskusji, że wystawia zdjęcia, pokazuje, ale jakim prawem oglądający wyraża się o nich negatywnie. Przecież on go o to nie prosił. Nie pytał o krytykę. Argumentowałem, że sam fakt wyjścia z jakąkolwiek twórczością do publiki jest zaproszeniem do dyskusji. Nie. Nie przeszło.
Nie rozumiem tego. Ludzie otaczają się jaką komfotową bańką ułudy. NIE ROZUMIEM - jak można bezkrytycznie łykać słowa pochwały. Co się z tego ma skoro w połowie albo i więcej to czysty fałsz. Poprawność polityczna i uprzejmość. Masakra.
Jeśli ktoś powie mi, że nie podobają mu się moje zdjęcia, że są za kolorowe i zwyczajne to nie umrę od tego. Sprawdzę sobie tylko jeszcze kim jest ten człowiek, co nim kieruje i czy chce mi przekazać coś więcej, niż to że nudzi mu się przed kompem. To co napisał świadczy o nim a nie o mnie.
Ki
No to jesteśmy identyczni, muszę Ci powiedzieć, że bardzo zyskałeś na moim szacunku po reakcji w "literackim" wątku. Bo tam raczej bez owijania w bawełnę (czyli tak jak przeważnie robię) poddałem krytyce Twoją próbkę i byłem zaskoczony z jaką ochotą i dokładnością podjąłeś temat.
Drażliwość jaką mają niektórzy jest wprost zdumiewająca, siedzą przed kompem czy telefonem, często są nieidentyfikowalni a jak im coś napiszesz to prawie jakbyś ich przewrócił, zdeptał i pobił. Albo gorzej. O ile jeszcze rozumiem, że autor siedzi w bańce ułudy, to otoczenie forumowe dbające aby przez to bańkę nic się nie przebiło jest jeszcze bardziej intrygujące. Choć przypominam sobie jak to Mackarona paru ludków skutecznie zniechęciło do pokazywania tutaj swoich prac. Czyli pod ochroną jest tutaj lukier.
fafniak
Trochę z d..y jest tytuł tego wątku może byś zaproponował jakąś edycję na przykład coś typu:
- drzazga w d... fotografa
- o tym nie rozmawiamy
Może koledzy zaproponują jeszcze. Panowie - możemy mieć wreszcie jakiś klikbajtowy tytuł!
LeonardZelig
02-01-2023, 22:30
Może koledzy zaproponują jeszcze. Panowie - możemy mieć wreszcie jakiś klikbajtowy tytuł!
ZPAF? Lepiej tam nie zaglądaj! Mamy zdjęcia.
No to jesteśmy identyczni
Nie bój - znalazłbym jakieś różnice. Mam do tego talent. Zawsze znajdę jakiś haczyk i coś do wyciągnięcia żeby zabrać się za łby! Na przykład o takiej słynnej koszulce Rottena z Pink Floyd.
PS. Napisałem Ci w mailu, ale nie wiem czy dotarło, a może zignorowałeś - zdjęcie HHD w cegiełkach, które zobaczyłem kilka dni temu na Twojej stronie walnęło mnie tak po zmysłach, że gęba rozanieliła mi się jak nastolatek na widok nagiej sąsiadki w oknie. Pamiętam tą fotografię sprzed lat - nie wiem skąd, może z jakiegoś periodyku komputerowego, może z ulicy, może z jakiejś gazety foto; uśmiałem się, bo nie wiedziałem, że zwyczajny "packshot" może wywołać taki flashback! :D
cz4rnuch
02-01-2023, 23:01
Mundialowa miss Chorwacji pokazuje gdzie ma nikoniarzy [by fafniak].
A tak na serio to jestem mocno zszokowany (też klibejtowo). Ciężko mi polemizować z tym co napisał Keek odnośnie drażliwości na krytyczne uwagi. To są fakty. Tym bardziej trudno mi się przebić przez ścianę haseł(notuję i pogłębiam), które funduje nam Wujot, ale zastanawia mnie jedno. I pewnie wyjdę na cynika, ale serio was dziwi, że mało kto jest gotowy na wasze uwagi i wyjście z własnej strefy komfortu? Bo mnie nie. I choćby Wujot jeszcze ze sto razy napisał, że jest to forum fotograficzne, to jestem prawie pewny, że tak nie jest. Może z 15 lat temu. Przynajmniej w ten sposób na który ja rozumiem, że on to widzi. Czytam to i widzę jak żywych misjonarzy nawracających Indian na Chrystusa. Moim zdaniem najbardziej obiektywnie podszedł do tematu Śruba. Nie każdego, nie zawsze, nie wszędzie. Tu sobie niektórzy nie życzą krytyki, no i co z tym zrobić? Chyba tylko przyjąć do wiadomości i odmaszerować. Wy jesteście na nią otwarci, innym przychodzi to trudniej. Lub nigdy nie będą na nią gotowi. Wiem po sobie. W tematach dotyczących produktowej nie raz czytałem zaczepne od Sailora do Wujota "że też Ci się chce". Jakoś wcześniej odbierałem to jako zwykłą złośliwość, ale m.in. ten temat pokazuje, że nie zawsze trzeba i nie zawsze warto. Z drugiej strony wspomniane wątki 90tki czy Śruby pokazują, że czasami jak najbardziej. Szczególnie gdy komunikat płynie do osoby obdarzonej talentem. Tyle, że w tych wątkach od razu widać, że jest chęć nauki i krytyczne podejście do własnej twórczości. I jeszcze taka myśl mnie naszła. Niech Bóg was broni przed zawiązaniem własnego TWA. Tak się ze sobą we wszystkim zgadzacie :)
Nie bój - znalazłbym jakieś różnice. Mam do tego talent. Zawsze znajdę jakiś haczyk i coś do wyciągnięcia żeby zabrać się za łby! Na przykład o takiej słynnej koszulce Rottena z Pink Floyd.
PS. Napisałem Ci w mailu, ale nie wiem czy dotarło, a może zignorowałeś - zdjęcie HHD w cegiełkach, które zobaczyłem kilka dni temu na Twojej stronie walnęło mnie tak po zmysłach, że gęba rozanieliła mi się jak nastolatek na widok nagiej sąsiadki w oknie. Pamiętam tą fotografię sprzed lat - nie wiem skąd, może z jakiegoś periodyku komputerowego, może z ulicy, może z jakiejś gazety foto; uśmiałem się, bo nie wiedziałem, że zwyczajny "packshot" może wywołać taki flashback! :D
Kurcze, wysłaleś na skrzynkę na którą nie zaglądam. Mały szok, ta fota ma 30 lat! To jedna z pierwszych moich zawodowych realizacji. Pamiętam, że musiałem pojechać do ZDIUM i kupić/dostać(?) te kostki i były kur...sko ciężkie bo każda ważyła 20 kg. Czyli cały plan to mogło być z 300-400 kg. Ciężkie było życie fotografa!
W kwestii flashbacka - może byłeś upalony podczas pierwszego oglądania i dlatego? ;)
Natomiast co do Pinka Floyda to zgodzę się, że Spodek Tajemnic, a przede wszystkim Ummagumma to były solidne i interesujące płyty, a dalej to już wielka KLAPA. Nigdy im tego nie darowałem. Bo jak wiesz nie ma niczego gorszego od zranionej miłości.
I pewnie wyjdę na cynika, ale serio was dziwi, że mało kto jest gotowy na wasze uwagi i wyjście z własnej strefy komfortu? Bo mnie nie.
Uwielbiam cyników. I tak - masz rację, też nie wierzę, że to pisanie kogokolwiek przekona; czy ma 70 lat czy 17. Takie czasy. Ludzie się sprzedają, a dokładnie sprzedają swój perfekcyjny obraz. Nie tyczy się to tylko fotografii a życia jako całości. Nie potrzebują już przyjaciół do dyskusji a raczej fanów do bycia podziwianym. (Ciekawe co by powiedział Sartre - taki filozof - gdyby to wszystko zobaczył).
W moim wymarzonym TWA zgoda to byłoby coś chwilowego, coś co wprowadzałoby wszystkich w lekką niezręczną konfudację.
Mundialowa miss Chorwacji pokazuje gdzie ma nikoniarzy [by fafniak].
A tak na serio to jestem mocno zszokowany (też klibejtowo). Ciężko mi polemizować z tym co napisał Keek odnośnie drażliwości na krytyczne uwagi. To są fakty. Tym bardziej trudno mi się przebić przez ścianę haseł(notuję i pogłębiam), które funduje nam Wujot, ale zastanawia mnie jedno. I pewnie wyjdę na cynika, ale serio was dziwi, że mało kto jest gotowy na wasze uwagi i wyjście z własnej strefy komfortu? Bo mnie nie. I choćby Wujot jeszcze ze sto razy napisał, że jest to forum fotograficzne, to jestem prawie pewny, że tak nie jest. Może z 15 lat temu. Przynajmniej w ten sposób na który ja rozumiem, że on to widzi. Czytam to i widzę jak żywych misjonarzy nawracających Indian na Chrystusa. Moim zdaniem najbardziej obiektywnie podszedł do tematu Śruba. Nie każdego, nie zawsze, nie wszędzie. Tu sobie niektórzy nie życzą krytyki, no i co z tym zrobić? Chyba tylko przyjąć do wiadomości i odmaszerować. Wy jesteście na nią otwarci, innym przychodzi to trudniej. Lub nigdy nie będą na nią gotowi. Wiem po sobie. W tematach dotyczących produktowej nie raz czytałem zaczepne od Sailora do Wujota "że też Ci się chce". Jakoś wcześniej odbierałem to jako zwykłą złośliwość, ale m.in. ten temat pokazuje, że nie zawsze trzeba i nie zawsze warto. Z drugiej strony wspomniane wątki 90tki czy Śruby pokazują, że czasami jak najbardziej. Szczególnie gdy komunikat płynie do osoby obdarzonej talentem. Tyle, że w tych wątkach od razu widać, że jest chęć nauki i krytyczne podejście do własnej twórczości. I jeszcze taka myśl mnie naszła. Niech Bóg was broni przed zawiązaniem własnego TWA. Tak się ze sobą we wszystkim zgadzacie :)
No masz rację, całą rację. Ja mam taką przypadłość życiową, że jestem brakującym ogniwem. Jak wszyscy prą do przodu to ja przypominam o rozsądku, jak są strachliwymi cieniasami to gonię ich do przodu. Jak jest jakiś przywódca to z reguły nie wchodzę mu w paradę, ale jak trzeba lidera (lub wichrzyciela), a go nie widać to trudno mogę zarządzać.
Tu wiatr wyje po pustym polu, gdzieś tam jakaś grupka bawi się w zgadywanki, paru młodzieńców siedzi w krzakach i się nieprzyzwoicie bawi, czasem przemknie wystraszony fotograf, a częściej funkcyjny.
Czyli robię tutaj za ten wymierający gatunek. ;)
W kwestii flashbacka - może byłeś upalony podczas pierwszego oglądania i dlatego? ;)
Ja? W życiu! Najbliżej ognia to byłem jak kolega mi zapalniczkę pokazywał. A i tak z daleka, bo bałem się zbliżyć.
Ale powaga - nie chodzi tu o Twoje fotograficzne zdolności a raczej o niesamowity mechanizm naszej szarej istoty. No bo gdyby to było jakieś zdjęcie o miłości, o głębi sensu, czy jakąś inną humanistyczną bajką w tym rodzaju, ale że cegłówki tak na mnie podziałały... Wierzyć się nie chce. Ech... 30 lat temu...
Natomiast co do Pinka Floyda to zgodzę się, że Spodek Tajemnic, a przede wszystkim Ummagumma to były solidne i interesujące płyty, a dalej to już wielka KLAPA. Nigdy im tego nie darowałem. Bo jak wiesz nie ma niczego gorszego od zranionej miłości.
No to jedziemy. W końcu! Bzdury piszesz! Spodek i Umamuma to były popisy dla samych popisów; podobnie jak biedny obolały ogon Seamus'a. Popiskiwanie sonara jeszcze jakoś przejdzie, ale jazda zaczęła się kiedy koledzy zajęli się przemijaniem, samotnością i innymi idiotyzmami tego rodzaju, które... STOP. Zapomniałem się, że to forum fotograficzne...
pokazżcie tę fotę
- - - - kolejny post - - - - - -
Mundialowa miss Chorwacji pokazuje gdzie ma nikoniarzy [by fafniak].
)
yyyy ale o sssooo chodzi ?
PS. Ciekawe kiedy zamkną ten wątek :D
:shock: niby dlaczego? Jeden z najciekawszych wątków od paru miesięcy. Wreszcie sie dyskutuje o fotografii, jej kondycji itp. tego tu brak.
Tylko niech się nikt nie bierze za łby.
Przeczytam wątek od początku i bym się odniósł do wielu stwierdzeń, ale to już by był niesamowity elaborat.
Dalej nie czytajcie, to do cz4rnucha, niejako wywołano mnie do tablicy. :)
Jak ktoś wyżej słusznie zauważył dla złośliwca wasze plenerowe spędy mogą się wydawać bliźniaczo podobne. Najpierw wybieranie modelek, wolę taką, śmaką, jak z jakiegoś generatora nudesów, potem zameczek/dworek ale taki by blisko była rzeczka z kładką (coby panna mogła się na niej wyciągnąć jak struna, dodatkowo smagana promieniami zachodzącego słońca), zieziorko do brodzenia po kolana i duże okna w tym dworku, do fociek w kontrze. Nie zaszkodzi jakiś konik pasący się w pobliżu. Takie sielskie klimaty. Wiadomo, że większość kobiet można uchwycić właśnie w takich realiach. Gotowy przepis na najbardziej oklepane sesje ever. A potem do dzieła. Gdy kiedyś zajrzałem do waszego wątku bakstejdżowego gdzie kilku(nastu) fotografów pochyla się na tą "biedną" modelką to chcąc nie chcąc od razu mi się to skojarzyło ze stadem fotografów wycieczkowiczów, którzy po kolei wkładają obiektywy w twarz kobietom o długich szyjach w zainscenizowanych wioseczkach na granicy Tajlandii i Birmy.
....
...
Teraz rozumiem, że to wasza pasja i sposób na spędzanie wolnego czasu w towarzystwie osób, które podobnie myślą. ....... Ale właściwie z czego tu się śmiać? Że ktoś poświęca czas swojej pasji i robi to niestrudzenie? Co z tego, że nie robi niczego odkrywczego? Trzeba kogoś takiego (ironicznie) koniecznie sprowadzić na ziemię? I tak rzadko się to udaje. Niech sobie żyje w swojej bajce.
Nieco rozjaśnię temat. Grupy foto na modelkę są małe (ostatnio 4 osoby) a na backstage często jest więcej osób w kadrze. Skąd? Bo wybieram na tyle atrakcyjny teren, że jest obok siebie sporo fajnych miejscówek. Więc grupy się mijają, modelka sie musi przebrać, a fotografowie danej grupy (jako ciekawskie istoty) doklejają się na chwilę do cudzych sesji. Albo robią backstage, stąd zdjęcia. Układy między fotografami w grupach są różne. Fafniak ma koncepcje, realizuje ją, rządzi planem zdjęciowym. Nie kradnie kadrów. Inni fotografowie (choć wtedy też robią nieco zdjęć z innej perspektywy) nie publikują kadrów z takich sesji, bo wiedzą, że to nie ich pomysł. Owszem, bywają odstepstwa, ktoś coś pozmienia i zrobi swoją wersję, ale generalnie nie publikuje ich. Rzadko. Fafniak w tym co robi jest profesjonalny. Inni przy nim się uczą. To źle? Chyba nie. Fafniak kiedyś narzekał na te plenery, ale ... od 2012 do 2022 był na ośmiu takich plenerach i już prawie przestał narzekać ;) a nawet bywa zadowolony ;). Wie czego się spodziewać, nikt go nie zmusza do przyjazdu ;) i daje radę realizować swoje pomysły, choć wiadomo, że musi sie dzielić czasem, przyzwyczaił się, że inni patrzą jak pracuje.
Znasz dobrze Tomka, TOP67. On od 2011 do 2022 był na dwunastu plenerach. I ... robi tylko backstage, rozmawia z ludźmi. Na plenerach są "sami swoi". Określenie ich przyjaciółmi byłoby na wyrost, bo to spotkanie raz do roku, ale na pewno można powiedzieć, że sami dobrzy kumple. Pomiędzy skrajnościami fafniak (ale jest kilku innych "mocnych" fotografów, tylko ich nie skojarzycie) a TOP67 jest sporo osób średnio zaawansownych, którzy chcą się uczyć. Jak szukać światła, na co patrzeć, jak się pracuje z modelką itd. To są rzeczy, które wyniosą z pleneru i przydadzą sie im w indywidualnej pracy kiedyś, później. Ostatnie, oddzielone linijki z tego co zacytowałem z Twojej wypowiedzi to po części jest też odpowiedź. Pasja i wspólne, miłe, zapewniam, spędzanie czasu. Myślę, że "standardowy" ;) uczestnik ma średnią około 5 plenerów (moich). Ludzie są różni, mają różne cele, oczekiwania itd. Myślę, że plenery uczą też tolerancji (nie tylko do osób fotografujących aparatami z innych systemów, tam nie ma tego tematu!!!) i dobrze by było gdyby tamtejsza atmosfera się przenosiła na forum.
The End.
:shock: niby dlaczego? Jeden z najciekawszych wątków od paru miesięcy. Wreszcie sie dyskutuje o fotografii, jej kondycji itp. tego tu brak.
Tylko niech się nikt nie bierze za łby.
Wbrew pozorom w poprzednim też się o niej dyskutowało a Ty zamiast przeczyścić albo przenieść poszczególne posty, wylałeś dziecko z kąpielą bo jedyne co zauważyłeś to zranione uczucia kolegi. Nie wiem na co zwrócisz uwagę następnym razem a czego nie zauważysz, więc staram się pisać na lajcie i nie wnikać w temat głębiej. Szkoda by było pracy.
A o braniu za łby to jeśli zależy Ci na dobrej dyskusji - powinieneś marzyć. Nic nie jest lepsze niż wymiana zdań w przypływie głębszych emocji. Można wtedy wiele wyczytać pomiędzy wierszami.
Wytłumaczyłem w zamykanym wątku. Inaczej, jeszcze raz. Rozmowa o kondycji fotografii, stowarzyszeniach itp - OK, jak najbardziej. Natomiast tam z tego wyszła "jazda" po koledze z forum, (on jest temu winien?). Ty sam piszesz, że lubisz krytykę, nie jest nudno. Ale inni bywają ... inni. Niektórzy (powiem nawet, że chyba większość) lubią być cenieni, nawet jeśli masz inne zdanie w tym temacie. Nie zabieraj ludziom satysfakcji z tego co robią. Nawet, jesli jadą tam https://businessinsider.com.pl/lifestyle/podroze/falszywe-miasto-do-robienia-fotek-na-instagrama-w-ktorym-pracuja-aktorzy/ptfsplc i ich nie cenisz.
Wytłumaczyłem w zamykanym wątku. Inaczej, jeszcze raz. Rozmowa o kondycji fotografii, stowarzyszeniach itp - OK, jak najbardziej. Natomiast tam z tego wyszła "jazda" po koledze z forum, (on jest temu winien?). Ty sam piszesz, że lubisz krytykę, nie jest nudno. Ale inni bywają ... inni. Niektórzy (powiem nawet, że chyba większość) lubią być cenieni, nawet jeśli masz inne zdanie w tym temacie. Nie zabieraj ludziom satysfakcji z tego co robią. Nawet, jesli jadą tam https://businessinsider.com.pl/lifestyle/podroze/falszywe-miasto-do-robienia-fotek-na-instagrama-w-ktorym-pracuja-aktorzy/ptfsplc i ich nie cenisz.
Wiesz Jacek, nie wiem czy jest sens ciągnąć ten OT - nie chcę Cię zdenerwować, albo żebyś mnie żle zrozumiał. Ja akurat nie jechałem po koledze jako osobie tylko po jego podejściu do fotografii. Nie pokazywał on w tym wątku zdjęć tylko chwalił się swoimi "dyplomami i medaliami" i na tym skupiłem swoją krytykę - a właściwie niezrozumienie. Moim zdaniem ten post był zaproszemiem do dyskusji na ten temat. A kiedy pojawiła się dyskusja - jak sam napisałeś ciekawa - kolega zaczął dopominać się o moderację. Sorry ale to jest jakieś jakieś kuriozum. Nigdy, przenigdy nie będę się "przypieprzał" do rzeczy które sprawiają komuś przyjemność a mi nie wadzą. Niech ktoś fotografuje sobie gołe, białe ściany jeśli sprawia mu to radość - proszę bardzo. Ale jeśli wrzuca post, w którym (w domyśle) lokuje się jako ktoś lepszy ode mnie a ja poddaję to w wątpliwość i pytam się o miarę jego lepszości a następnie, kiedy nie ma żadnych argumentów w dyskusji przybiera postać skrzywdzonej ofiary i chwyta za nożyczki... No nie - odbieram to jako dziecinne zachowanie. (Mam nadzieję, że dobrze przeczytałeś: ODBIERAM i JAKO - nie napisałem, że kolega jest dziecinny). To jest podobna sytauacja z dzisiejszymi analogowymi fotografami. Oni nie zważają na to co fotografują. Liczy się dla nich zabawa i taplanie w dusznej łazience. OK. Skoro sprawia im to przyjemność zamykam buźkę i się nie odzywam. Niestety większość z nich, z powodu poczucia - nie wiem skąd - jakiejść magicznej szlachetności, zaczyna mi walić prosto w twarz, że w ogóle nie znam się na fotografii a moje zdjęcia są do dupy, bo pracuję cyfrowym aparatem. I co? Też mam uważać żeby nie urazić ich uczuć? Więc tak. Moim zdaniem autor sam jest sobie winien publikując - po raz kolejny chyba, bo mam wrażenie, że czytałem już wcześniej coś podobnego - taki post.
Ale powaga - nie chodzi tu o Twoje fotograficzne zdolności a raczej o niesamowity mechanizm naszej szarej istoty. No bo gdyby to było jakieś zdjęcie o miłości, o głębi sensu, czy jakąś inną humanistyczną bajką w tym rodzaju, ale że cegłówki tak na mnie podziałały... Wierzyć się nie chce. Ech... 30 lat temu...
No to jedziemy. W końcu! Bzdury piszesz! Spodek i Umamuma to były popisy dla samych popisów; podobnie jak biedny obolały ogon Seamus'a. Popiskiwanie sonara jeszcze jakoś przejdzie, ale jazda zaczęła się kiedy koledzy zajęli się przemijaniem, samotnością i innymi idiotyzmami tego rodzaju, które... STOP. Zapomniałem się, że to forum fotograficzne...
Dokładnie tak to odebrałem. Miałem już to parę razy gdy ludzie coś z moich rzeczy zapamiętali (szczególnie Polar-ów).
W kwestii Pinka Floyda to stan mojej pamięci mówi mi, że te dwie to były interesujące płyty ale to musiałbym to sprawdzić. I po pierwsze mam tysiące nie przesłuchanych płyt i szkoda mi czasu na sprawdzanie tego. A po drugie mogę przeżyć pewne, może nie rozczarowanie, ale zdziwienia. Bo kiedyś po równie długiej przerwie odpaliłem sobie Pianophonię (Serocki) która była jedną z najbardziej katowanych przeze mnie płyt akademików, i to co zapamiętałem jako bardzo agresywne, kontrastowe, nowoczesne, no i noisowe w partiach elektronicznych, wydało mi się teraz dość spokojne i klasyczne w brzmieniu. Podobnie było z Karin Krog - nawet się zastanawiałem jak to mnie kiedyś aż tak urzekało. Ale np. B-2 Unit Sakamoto po latach dalej budzi mój szczery szacunek jak bardzo to wyprzedzało epokę. I III symfonia Góreckiego, która przez 20 lat była moim ukochanym, prywatnym (bo nikt tego nie znał) utworem, i której kupiłem parę egzemplarzy z pierwszego tłoczenia (aby mi nie zabrakło). A teraz to numer jeden polskiej muzyki w całej jej historii. To jest też ciekawe - po trzydziestu latach okazało się, że to jest światowy hit. To a'propos wcześniejszej dyskusji o tym czy dzieło ma fundamentalną wartość.
W każdym razie stwierdziłem, COŚ zmieniło w moim podejściu i, że nie ma potrzeby aby do staroci wracać. A już na pewno wracać do późniejszej twórczości grupy PF bo chcąc nie chcąc co jakiś czas mnie i tak ona dopada. I zawsze upewniam się, że to porażka (dla mnie rzecz jasna). Jeśli chodzi o muzę to zawsze byłem zdecydowanie większym maniakiem muzycznym jak fotograficznym. I od dawna się zastanawiam co by było gdybym poszedł do tej szkoły muzycznej co rodzice mnie chcieli wysłać (a wylądowałem w klasie sportowej - czyli dla młotków ;) )
- - - - kolejny post - - - - - -
pokazżcie tę fotę
https://forum.nikoniarze.pl/threads/274205-Stolikowy-advertorial-i-edytorial/page38?p=3870588&viewfull=1#post3870588
- ta druga
...Jeśli chodzi o muzę to zawsze byłem zdecydowanie większym maniakiem muzycznym jak fotograficznym
No dobra, spasuję. Tym bardziej, że jak wspomniałem wcześniej to fotograficzne forum a i widzę, że wiesz w tym temacie więcej ode mnie :D
W muzie najbardziej cenię mariaż muzyki i tekstów, i sposobu ich podania. Zahaczałem o jakieś eksperymenty, o bunt, jazz i jakieś tam, ale "wolne numery podchodzą mi najbardziej". Cudów typu 4:33 Cage'a to nie dla mnie. Mam do nich mniej więcej takie podejście (prawie 10 minut, ale jak ktoś nie zna, to naprawdę warto zobaczyć):
https://www.youtube.com/watch?v=TebUMhJAKSM
Przeczytam wątek od początku i bym się odniósł do wielu stwierdzeń, ale to już by był niesamowity elaborat.
No to bierz się chłopie do roboty!
I nie chodzi tu bynajmniej o sprzątanie. Klawiatura czeka, serwer czeka i co najważniejszy MY czekamy!!!
W muzie najbardziej cenię mariaż muzyki i tekstów, i sposobu ich podania.
4:33 jest równie logiczne w historii muzyki jak czarny kwadrat Malewicza w malarstwie. Po prostu ktoś to musiał skończyć to co zaczął Schonberg. Akurat to powinieneś pojąć. Nawiasem mówiąc Cage skomponował także inne utwory.
Poniżej odważę Ci się zapodać coś co jest skrajnie bezkompromisowe i skrajnie, niewyobrażalnie niezauważone. Dla mnie bezwarunkowo najmocniejszy polski projekt o charakterze poetyckim jaki słyszałem. Zwerbalizuj sobie dokładnie o czym (i jak!) opowiada Bąkowski. Każdy utwór z obu płyt to jest, dla mnie, absolutna miazga. A po stronie realizacyjnej masz Szczęsnego (połowa Skalpela z Ninja Tiune - chyba wystarczy?). Ta minimalistyczna muza jest równie mocna jak deklamacje Bąkowskiego. Zacznijmy łagodnie
https://youtu.be/ZVS60-s0_Xs
a tu już jest mrok
https://youtu.be/AwkfnZDzt_A
dalej tematy ciężkie, cięższe i omijane. Dla mnie arcydzieło (mimo ledwo kilkutysięcznych do 100k) odsłuchów.
Tak się wtrącę - chciałem Wam wszystkim podziękować za to co tu było napisane.
Jestem nowy na forum, przeczytałem z zaciekawieniem, można się dużo mądrych rzeczy dowiedzieć, poznać inne punkty widzenia.
Co do meritum tego tematu - osobiście fotografia to dla mnie tylko hobby, robię to dla przyjemności.
Nie mam czasu, umiejętności ani ambicji na "sztukę", uważam że dobrze rzemiosło jest co tak samo ważne. Że nie wspomnę o tym że od zawsze miałem problem brakiem definicji tego co sztuką jest a co nie jest, oraz tym że to jakieś tajemnicze "elity" o tym decydowały.
A co do oceny czy odbioru cudzych zdjęć, dypmomów, członkostwa w stowarzyszeniach - cóż, dla mnie sprawa od zawsze była prosta - to jest dobre co się ludziom podoba i co się dobrze sprzedaje.
Moja firma (znaczy firma w której pracuję) zatrudnia kilku fotografów zawodowych, kiedyś na etacie, teraz tylko na zlecenia bo stocki coraz lepsze i jak ktoś tu napisał "wszystko już było".
Większość uznanych komercyjnych fotografów nie ma czasu na żadne dyplomy i zwisa im to, bo są zajęci zarabianiem pieniędzy robiąc zdjęcia dla swoich klientów.
Oczywiście nikogo nie oceniam, jeżeli ktoś ma potrzebę poprawienia sobie samopoczucia i "załatwi" sobie jakiś dyplom, to bardzo gratuluję i życzę powodzenia.
W końcu jak zawsze chodzi tu o nasze własne samopoczucie i naszą własną samoocenę, każdy jest inny nie ma o co kruszyć kopii.
Jeszcze raz dzięki Wszystkim za ten temat, naprawdę fajnie było poczytać.
... jeśli wrzuca post, w którym (w domyśle) lokuje się jako ktoś lepszy ode mnie a ja poddaję to w wątpliwość i pytam się o miarę jego lepszości a następnie, kiedy nie ma żadnych argumentów w dyskusji przybiera postać skrzywdzonej ofiary i chwyta za nożyczki... No nie - odbieram to jako dziecinne zachowanie. (Mam nadzieję, że dobrze przeczytałeś: ODBIERAM i JAKO - nie napisałem, że kolega jest dziecinny)....
Napisałeś "w domyśle" i tu sobie nadinterpretowałeś. Znam faceta. Nie taka była jego intencja. To co robi i co dostaje - dyplomy, medale daje mu radochę i tym się dzieli. Nie było jego intencją wywyższanie się, szczególnie nad Tobą, bo cie nie zna ;) choć zapewne miałeś na mysli nas wszystkich forumowiczów, to nie wszyscy jednak myślimy jak Ty.
Sprawa wyjaśniona, mam nadzieję.
Robią nam się OTy. Teraz o muzyce, już trochę dużo. Widzę, że Wujot tam kiedyś pisał https://forum.nikoniarze.pl/threads/79107-czego-teraz-słuchasz to właściwsze miejsce. Zobaczcie ile osób podziela Wasze gusty albo może czegoś innego słuchają i to bywa, że nawet interesującego?
Bo będę musiał być znowu tym złym (nie lubię tej roli) i poprzenoszę posty o muzyce do tego zalinkowanego wątku.
- - - - kolejny post - - - - - -
..
Większość uznanych komercyjnych fotografów nie ma czasu na żadne dyplomy i zwisa im to, bo są zajęci zarabianiem pieniędzy robiąc zdjęcia dla swoich klientów.
Oczywiście nikogo nie oceniam, jeżeli ktoś ma potrzebę poprawienia sobie samopoczucia i "załatwi" sobie jakiś dyplom, to bardzo gratuluję i życzę powodzenia.
W końcu jak zawsze chodzi tu o nasze własne samopoczucie i naszą własną samoocenę, każdy jest inny nie ma o co kruszyć kopii..
Ten temat został wydzielony z innego, nie będę do niego linkował bo właśnie temat ma być ogólny, a nie odnoszący sie do konkretnej osoby, naszego forumowicza.
Nie zawodowca, pana na emeryturze, robiącego zdjęcia dla satysfakcji.
Ten temat został wydzielony z innego, nie będę do niego linkował bo właśnie temat ma być ogólny, a nie odnoszący sie do konkretnej osoby, naszego forumowicza.
Nie zawodowca, pana na emeryturze, robiącego zdjęcia dla satysfakcji.
Jacku ale ja wiem o tym i pisałem ogólnie, a nie o konkretnej osobie, nie czyniłem też (przynajmniej świadomie) żadnych sugestii w tamtym kierunku.
...skomponował także inne utwory...a tu już jest mrok...
Domyślam się, że nie jest nikt nie wspomniałby o nim gdyby zrobił tylko jeden kawałek bez muzyki. Ale podobnie jak z "kwadratem" - mnie to nie interesuje. Ja chcę przefiltrowywać muzykę, książki, filmy, fotografię przez sumę własnych doświadczeń. Nie obchodzi mnie historia, która mnie nie obchodzi :), wolę oglądać zdjęcia z Warszawy niż z Wybrzeża Kości Słoniowej.
Jak widzisz - nie jesteśmy tacy sami :D
Przez muzyczne linki nie przebrnąłem. Przyblokowała mnie forma. Mimo, że cenię emocje w +/- Kalibra, nie trawię hiphopu, rapu - jakkolwiek to nazwać. Tak jak pisałem, jestem w tym temacie prostakiem - Życie na Marsie przemawia do mnie o stokroć bardziej. Przepraszam Cię za swoją ignorację i niechęć.
- - - - kolejny post - - - - - -
Napisałeś "w domyśle" i tu sobie nadinterpretowałeś. Znam faceta.
No właśnie! Nie znam go i to powinno świadczyć o tym, że odnoszę się tylko do tego co napisał/pokazał.
Mogę założyć, że prywatnie jest wspaniałą ciepłą osobą, ale nie wpływa to na moją ocenę jego twórczości i podejścia. Oceniam zajawisko a nie człowieka.
Ach, poczułem się jak na dawnym forum...
Bardzo ciekawa dyskusja a offtopy są jej niebagatelną zaletą. Jak na wazonach przy piwie.
Ta minimalistyczna muza jest równie mocna jak deklamacje Bąkowskiego.
Długo się w niego wgryzałem, a ponieważ nie mam własnych specjalnych osiągnięć, to pochwale się, ze mój syn jest u Bąkowskiego w pracowni.
Długo się w niego wgryzałem, a ponieważ nie mam własnych specjalnych osiągnięć, to pochwale się, ze mój syn jest u Bąkowskiego w pracowni.
Ja się nie umiem przekonać do performerów. Tych fotograficznych także. BTW. Zna ktoś jakiegoś fotograficznego performera???
Film jest.
https://www.youtube.com/watch?v=GC-zjmyWMX8
A co do oceny czy odbioru cudzych zdjęć, dypmomów, członkostwa w stowarzyszeniach - cóż, dla mnie sprawa od zawsze była prosta - to jest dobre co się ludziom podoba i co się dobrze sprzedaje.
Moja firma (znaczy firma w której pracuję) zatrudnia kilku fotografów zawodowych, kiedyś na etacie, teraz tylko na zlecenia bo stocki coraz lepsze i jak ktoś tu napisał "wszystko już było".
Większość uznanych komercyjnych fotografów nie ma czasu na żadne dyplomy i zwisa im to, bo są zajęci zarabianiem pieniędzy robiąc zdjęcia dla swoich klientów.
Oczywiście nikogo nie oceniam, jeżeli ktoś ma potrzebę poprawienia sobie samopoczucia i "załatwi" sobie jakiś dyplom, to bardzo gratuluję i życzę powodzenia.
W końcu jak zawsze chodzi tu o nasze własne samopoczucie i naszą własną samoocenę, każdy jest inny nie ma o co kruszyć kopii.
Myślę, że tutaj także wkradło się pewne uogólnienie, choć w tego typu wątkach posługiwanie się nim i pewnymi uproszczeniami i generalizacjami jest nieuniknione. Motywy brania udziału w konkursach mogą także być bardzo różne. Może na swoim przykładzie - sam od jakiegoś czasu biorę regularnie udział w kilku konkursach, z jakimiś już sukcesami. Zaczęło się z dwóch głównych powodów - pierwszy, to - tak, jak już wielokrotnie już przytoczono - chęć jakiegoś "obiektywnego" (piszę z tamtej perspektywy początków) potwierdzenia, oceny moich umiejętności. Wtedy było to jakoś dla mnie ważne, ponieważ chciałem otrzymać feedback od kogoś "wyżej", niż znajomi, niż moje wspinaczkowe i górskie "podwórko", gdzie w sumie wszyscy się jakoś znamy. Tym bardziej uznanie z zagranicy, od profesjonalistów w tej dziedzinie (których w Polsce w praktyce nie ma w pełnym tego słowa znaczeniu, bo nie ma po prostu branży, przemysłu wspinaczkowego, który mógłby kreować popyt na tego typu zdjęcia), czy faktycznie to, co robię już się jakoś kwalifikuje do czegokolwiek poważniejszego. Drugim powodem było moje ówczesne wyobrażenie (jakże błędne, o czym już wspomniał Wujot), że jeżeli odniosę sukces w jakimś branżowym, prestiżowym konkursie, to będzie to dla mnie brama do zleceń komercyjnych zza granicy, rozdzwonią się telefony, maile z ofertami kupna zdjęć i ze zleceniami od firm wspinaczkowych. Jak wygląda to z mojej obecnej perspektywy? Pkt pierwszy sprawdził się, faktycznie zdobyte wyróżnienia i nagrody dały mi dużo więcej pewności siebie i dużo satysfakcji. Nie ukrywam też, że już od dłuższego czasu przeżywam frustrację, mając świadomość, że potrafię robić rzeczy na światowym poziomie, ale - delikatnie mówiąc - pieniędzy z tego nie ma, a stawki oferowane za zdjęcia w polskich realiach są bardzo niskie i w sumie zainteresowanie jest bardzo niewielkie, jeśli chodzi o sferę komercyjną. Wizyta w europejskich miastach, spotkania z pro-fotografami. których zdjęcia zawsze oglądałem z podziwem i były moim szczytem marzeń, ich gratulacje - a także zawiązane przyjaźnie - na pewno były dawką motywacji i dawało mi poczucie jakiegoś realnego docenienia mojej pracy. To były bardzo miłe chwile, kiedy ja, ziutek z jakiejś Polski, mocarstwa, które wśród wspinaczy zachodniej Europy jest jednak wciąż raczej ciekawostką, był w stanie konkurować swoimi zdjęciami - wykonywanymi w kompletnie amatorskim stylu - z prosami, którzy wykonują foty na zlecenie dużych firm, ze światowej sławy wspinaczami i ogromnymi (z mojej perspektywy) budżetami. Takie uznanie dało mi także więcej odwagi w pisaniu do firm, magazynów, gazet za granicą z ofertą sprzedaży zdjęć. Także dużo łatwiej było mi proponować czołowym wspinaczom moje projekty. Myślę, że wiele osób w polskim środowisku zaczęło zauważać, że mimo iż to co proponuję wygląda na sporą orkę i jest czasem dziwne, to jednak efekty są na tyle dobre, że warto się zmęczyć i wziąć w tym udział. Za takie zaufanie bardzo moim kolegom wspinaczom dziękuję, bo czasem nie jest łatwo. Więc z perspektywy czasu myślę, że te sukcesy i doświadczenia bardzo mi pomogły w rozwoju fotograficznym i w mojej drodze fotografa - może w sposób nie bezpośredni, ale ogólnie otworzyło przede mną kilka nowych możliwości, kontaktów, co przełożyło się na kolejne projekty i kolejne, lepsze, bardziej śmiałe zdjęcia. Myślę, że na co dzień bierzemy na klatę tyle porażek, bardzo często sami jesteśmy bezlitosnymi krytykami swoich zdjęć, że od czasu do czasu takie "zewnętrzne" uznanie jest potrzebne, żeby dalej się z tego cieszyć i utrzymać motywację. Zwłaszcza w konfrontacji z Pkt 2, który okazał się kompletną porażką. Po wyróżnieniach ani wygranych konkursach nie odezwał się nikt, nie udało mi się pozyskać żadnego zlecenia od zagranicznych firm i producentów. Myślę, że taka droga do sukcesu komercyjnego - w sensie bezpośrednim - jest ślepą uliczką, nie ma co liczyć na zasypanie zleceniami.
Cały czas biorę udział w konkursach, jednakże ograniczyłem ich liczbę do takich, które dla mnie są najbardziej interesujące i mają renomę w świecie wspinaczkowym. Nie ma ich duzo. natomiast odpuściłem sobie startowanie w konkursach masowych typu Chromatic Photo Award lub International Photo Award. Odniosłem wrażenie, że jest to po pierwsze duży biznes (za udział pobierane są opłaty), a po drugie to jest właśnie takie trochę masowanie ego, ze względu na bardzo dużą liczbę wyróżnień. Odbieram to trochę tak, że jak zapłaciłeś, no to dostaniesz dyplom. Taki trochę medal z kartofla. Podkreślam - to moje wrażenie i mój odbiór.
Natomiast, co do uznanych fotografów, którzy mają gdzieś konkursy, bo trzepią kasę. Wydaje mi się, że trochę tak, trochę nie, to zależy. Z mojego doświadczenia, kiedy robisz zlecenie komercyjne, skupiasz się na tym, żeby zdjęcia były dobre i odpowiadały oczekiwaniom klienta. Kiedy musisz zrealizować brief, to koncentrujesz się, aby zrobić to jak najlepiej - więc nie ma za bardzo w tym miejsca, na podejście artystyczne, nieszablonowe. Zwłaszcza, że to wymagałoby np. dodatkowych przygotowań, czasu, jeszcze więcej wysiłku. Robiłem jakiś czas temu zdjęcia dla kolegi, który posiada małą firmę i szyje ciuchy wspinaczkowe. Potrzebowaliśmy zdjęć wspinaczkowych, z ciuchami w akcji. Zrobiłem mu porządny pakiet dobrych zdjęć, ale żadne nie nadaje się na konkurs, bo są... po prostu dobre i tyle. Natomiast praca nad zdjęciem konkursowym wymaga nieszablonowego, artystycznego podejścia, na zrobienie takiego zdjęcia schodzi nieraz cały wyjazd i masz z tego jedną klatkę. Ale możesz wtedy pracować nad swoim własnym, artystycznym projektem, czymś więcej niż nad typowymi zdjęciami komercyjnymi (jak już powiedzieliśmy, podoba się to, co już się zna). Oczywiście wiele zależy od danego przypadku - bywa, że fotograf faktycznie nie ma na to czasu, bywa też, że jest świetnym fotografem komercyjnym i zarabia duże pieniądze, ale... nie potrafi się wznieść ponad to - robi zdjęcia bardzo dobre, ale nie potrafi zrobić zdjęcia wybitnego. A bywa, że może go to po prostu nie interesuje.
Z mojej perspektywy wygląda to tak, że owszem - robię zdjęcia komercyjnie, ale prace na konkurs są pracą nad moim własnym, "artystycznym" że tak powiem, projektem (oczywiście wiem, że daleko mi do sztuki, bo jestem zwykłym producentem kadrów sportowych ;-) ). Ale praca nad takimi projektami wymaga od Ciebie czegoś więcej, jest jakimś poszukiwaniem, eksperymentem, wyzwaniem - więc nie jest to tylko masowanie ego - jak tutaj zostało to sprowadzone do tego poziomu - a aktywnością, która może Cię pchnąć bardzo do przodu w Twojej drodze fotografa. Nawet, jeżeli nie wygrasz żadnego konkursu.
Zdjęcia konkursowe i nagrody - pojawiło się też stwierdzenie, że czasem zdjęcia odrzucone są lepsze od nagrodzonych. No tak, tak bywa, tutaj jest to często loteria i sam nieraz wychodzę ze zdumienia patrząc na wyniki konkursów. Ale z tym trzeba się pogodzić. Jedno z moich zdjęć, które zdobyło pierwsze nagrody za granicą nawet nie zostało zauważone przez jurorów Polskiego Konkursu Fotografii Sportowej. Więc tak, jest to loteria, werdykty czasem zaskakują. Pamiętam też spore kontrowersje związane z Wielkim Konkursem Fotograficznym National Geographic, kiedy pierwsze miejsce zdobyły zdjęcia komórką z życia stewardessy. Nota bene, uważam, że ten konkurs, który miał szansę być bardzo ważnym i prestiżowym konkursem w Polsce stał się zabawą i zmarnowano cały jego potencjał...
Podsumowując - chyba się powtórzę - nie ma co generalizować, każdy może ze swojej aktywności fotograficznej i konfrontacji z krytyką, oceną (a w sumie konkurs też jest taką konfrontacją) wyciągnąć tyle ile chce i na ile jest gotowy. Uważam, że nie ma nic złego w braniu udziału w konkursach, ale na pewno należy traktować to z pewnym dystansem i zwracać uwagę także na "pozamedalowe" i mniej oczywiste i wymierne tego aspekty.
LeonardZelig
03-01-2023, 11:44
Nie mam czasu, umiejętności ani ambicji na "sztukę", uważam że dobrze rzemiosło jest co tak samo ważne.
Dla mnie ciekawe jest to co wykracza poza samo rzemiosło. Czyli ten wyróżnik, który powoduje, że kojarzę zdjęcia danego człowieka. Indywidualny język fotografa, jego spojrzenie, które często odbiega od mojego. Podobno Marcel Proust zanim napisał "W poszukiwaniu straconego czasu" kopiował style swoich kolegów, by w końcu napisać coś po swojemu. Co z tego przetrwało wiemy. I to jest moim zdaniem istotą twórczości wszelakiej.
Cały czas biorę udział w konkursach, jednakże ograniczyłem ich liczbę do takich, które dla mnie są najbardziej interesujące i mają renomę w świecie wspinaczkowym. Nie ma ich duzo. natomiast odpuściłem sobie startowanie w konkursach masowych typu Chromatic Photo Award lub International Photo Award. Odniosłem wrażenie, że jest to po pierwsze duży biznes (za udział pobierane są opłaty), a po drugie to jest właśnie takie trochę masowanie ego, ze względu na bardzo dużą liczbę wyróżnień. Odbieram to trochę tak, że jak zapłaciłeś, no to dostaniesz dyplom. Taki trochę medal z kartofla. Podkreślam - to moje wrażenie i mój odbiór.
Zgadzam się w pełni. Wysłałem kilka zdjęć na wspomniane konkursy. O ile zdjęcia TOP z reguły są bardzo dobre to z licznymi wyróżnieniami jest problem. Z pierwszego wyróżnienia byłem bardzo zadowolony, drugie już wzbudziło moje zwątpienie, a po trzecim doszedłem do takich samych wniosków jak Ty, że to "Honorable Mention" to chyba tylko na zachętę do dalszego udziału. Przy okazji gratuluję zdjęcia "The X". Kawał dobrej roboty. Dla mnie poziom nieosiągalny.
Przepraszam wszystkich, bo ja jestem klinicznym przypadkiem offtopiarza. Pomijając moje realizacje fotograficzne, nie cierpię porządku, zhierarchizowanych struktur ani powtarzalności.
Przez muzyczne linki nie przebrnąłem. Przyblokowała mnie forma. Mimo, że cenię emocje w +/- Kalibra, nie trawię hiphopu, rapu - jakkolwiek to nazwać. Tak jak pisałem, jestem w tym temacie prostakiem - Życie na Marsie przemawia do mnie o stokroć bardziej. Przepraszam Cię za swoją ignorację i niechęć.
Po pierwsze to Bąkowski nie jest raperem, bo to jest blisko na przykład Bukartyka albo Nowaka. Tylko 100 lat później. Po drugie warstwa tekstowa to poezja najwyższych lotów, wielu tekstów nie zrozumiesz do końca, bez wielokrotnych przesłuchań. Każde słowo ma tam sens. Jak nie przymierzając Białoszewski. Trzeba podjąć wysiłek. Pamiętam, jak będąc licealistą słuchałem audycji Mazurka (Bogdana - kompozytora), który w prowadzonym przez siebie Studiu Eksperymentalnym przed puszczeniem La Foli Szymańskiego powiedział, że to jest niezwykle piękny utwór. Pierwsze przesłuchanie było zderzeniem ze ścianą, ale nie poddałem się. Jeszcze i jeszcze. I znów. Tak pewnie z 10x. I za 11-tym nagle objawienie jak obuchem - zobaczyłem - to było po prostu piękne. Tylko tyle. Nic więcej. Ale aby to usłyszeć 10x przekroczyłem strefę komfortu. Wyglądasz mi na kogoś kto potrafii ją przekraczać. Muzyka to najbardziej specyficzna, najbardziej abstrakcyjna i najszersza dziedzina działalności artystycznej. Jeśli literaturę i sztuki wizualne uznalibyśmy za potoki, strumienie, jeziora i, może, morza, to muzyka jest panoceanem.
- - - - kolejny post - - - - - -
Ach, poczułem się jak na dawnym forum...
Bardzo ciekawa dyskusja a offtopy są jej niebagatelną zaletą. Jak na wazonach przy piwie.
Długo się w niego wgryzałem, a ponieważ nie mam własnych specjalnych osiągnięć, to pochwale się, ze mój syn jest u Bąkowskiego w pracowni.
:) :) :)
Gratki za syna. Ja swoimi też się chwalę przy każdej okazji.
- - - - kolejny post - - - - - -
faktycznie zdobyte wyróżnienia i nagrody dały mi dużo więcej pewności siebie i dużo satysfakcji. Nie ukrywam też, że już od dłuższego czasu przeżywam frustrację, mając świadomość, że potrafię robić rzeczy na światowym poziomie, ale - delikatnie mówiąc - pieniędzy z tego nie ma, a stawki oferowane za zdjęcia w polskich realiach są bardzo niskie i w sumie zainteresowanie jest bardzo niewielkie, jeśli chodzi o sferę komercyjną. Wizyta w europejskich miastach, spotkania z pro-fotografami. których zdjęcia zawsze oglądałem z podziwem i były moim szczytem marzeń, ich gratulacje - a także zawiązane przyjaźnie - na pewno były dawką motywacji i dawało mi poczucie jakiegoś realnego docenienia mojej pracy. (...)
Cały czas biorę udział w konkursach, jednakże ograniczyłem ich liczbę do takich, które dla mnie są najbardziej interesujące i mają renomę w świecie wspinaczkowym. Nie ma ich duzo. natomiast odpuściłem sobie startowanie w konkursach masowych typu Chromatic Photo Award lub International Photo Award. Odniosłem wrażenie, że jest to po pierwsze duży biznes (za udział pobierane są opłaty), a po drugie to jest właśnie takie trochę masowanie ego, ze względu na bardzo dużą liczbę wyróżnień. Odbieram to trochę tak, że jak zapłaciłeś, no to dostaniesz dyplom. Taki trochę medal z kartofla. Podkreślam - to moje wrażenie i mój odbiór. (...)
Zdjęcia konkursowe i nagrody - pojawiło się też stwierdzenie, że czasem zdjęcia odrzucone są lepsze od nagrodzonych. No tak, tak bywa, tutaj jest to często loteria i sam nieraz wychodzę ze zdumienia patrząc na wyniki konkursów. Ale z tym trzeba się pogodzić. Jedno z moich zdjęć, które zdobyło pierwsze nagrody za granicą nawet nie zostało zauważone przez jurorów Polskiego Konkursu Fotografii Sportowej. (...)
Podsumowując - chyba się powtórzę - nie ma co generalizować, każdy może ze swojej aktywności fotograficznej i konfrontacji z krytyką, oceną (a w sumie konkurs też jest taką konfrontacją) wyciągnąć tyle ile chce i na ile jest gotowy. Uważam, że nie ma nic złego w braniu udziału w konkursach, ale na pewno należy traktować to z pewnym dystansem i zwracać uwagę także na "pozamedalowe" i mniej oczywiste i wymierne tego aspekty.
Jak zawsze bardzo wyważone jest to co napisałeś. W zasadzie to jest bliskie z moim, że "trzeba szybko wygrać parę istotnych konkursów a później o nich zapomnieć". Oczywiście poza "zapomnieć" ale być może... też do tego dojdziesz. Albo i nie.
W każdym razie prawdziwe wyzwania można postawić samemu sobie. Bo tak to zaczynasz się zastanawiać jak myśli tych 5 członków jury. Szybko zauważysz, że czasem meandry ich decyzji są skutkiem wewnętrznych procesów decyzyjnych, jakiegoś układu, kompromisów itp. Coś o tym wiem bo bywałem też po drugiej stronie.
Powoli zbieram się aby tutaj o tym (to znaczy o ścieżce rozwoju) dalej jeszcze napisać.
August68
03-01-2023, 14:09
Jestem już w wieku raczej "starszym średnim" i jak pisałem fotografia to dla mnie tylko hobby, ale czytam ten wątek z ogromnym zainteresowaniem (ten muzyczny - off-topowy także, chociaż ja poruszam się po tych bardziej oczywistych obszarach muzyki).
A jakież to źródło inspiracji i wiedzy i - mam nadzieję powodu do przemyśleń - dla młodych adeptów fotografii, myślących o niej ciut poważniej.
Dzięki piękne za te treści i proszę o jeszcze...
...strefę komfortu. Wyglądasz mi na kogoś kto potrafii ją przekraczać...
Wiesiu, nie - nie przeskoczę tego, przepraszam. Tego typu muzyka nie wchodzi mi na synapsy. Nie daję rady. Próbowałem kiedyś, poległem. Zostawiłem ją sobie jako maszynkę do nostalgicznych powrotów do MOICH minionych czasów. Z roku na rok ogarnia mnie coraz większa frustracja.
[...]
Im starszy jestem tym - bardziej miota mną to co dzieje się wokoło fotografii. Z twórczej dziedziny, która służyła by pokazać i opowiedzieć coś o świecie, przerodziła się w sport, w którym ważne są osiągi mierzone wszelkiego rodzaju konkursami; w biznes gdzie nowe aparaty sprzedawane są ludziom z częstotliwością nabywania kiedyś kartonu filmów; w warsztatowy small-talk-coaching, na którym najważniejsze jest sprzedawanie dobrego samopoczucia i umiejętność bezkrytycznej akceptacji własnego ja. Burzliwe dyskusje zostały zastąpione grzeczną, miałką i nic nieznaczącą wymianą zdań na portalach społecznościowych. W lęku przed cyfrowym wykluczeniem boimy się mówić szczerze; kreujemy własną postać, która tak mało ma wspólnego z rzeczywistością. Sprzedajemy się nie za pieniądze, a za lajki i komfort wygodnego życia. Co to ma wspólnego - przepraszam za żenującą ckliwość - z udręką tworzenia? Niewiele. Może dlatego wszystko co widzimy wokoło zaczyna być kopią poprzedniej kopi wcześniejszej kopii…?
Tęsknię za starymi czasami. Nie za fotografią analogową, większymi formatami negatywów, a za głośnymi, prostymi bluzgami, którymi mogłem przekrzykiwać się z kumplami; z których wynosiłem więcej niż z dzisiejszych głębokich a tak miałkich dysput - jeszcze trochę a zagłaszczemy się na śmierć. Tworzenie dla tworzenia nie ma dzisiaj żadnej racji bytu, a dzieło nie istnieje bez osoby twórcy, którą należy natychmiast zweryfikować ilością niemych lajków na instagramie albo fejsbuku. Nikt nie ma czasu na analizę kadrów, na zastanowienie się nad nimi - to zajmuje zbyt dużo energii. Łatwiej policzyć wyciągnięte kciuki pod zdjęciami.
Poprzez totalną nadpodaż zdjęć, wszechobecne obiektywy smartfonowych kamer i nadchodzącą AI generującą realistyczne obrazy, fotografia traci na wartości z roku na rok. Z dnia na dzień ubywa jej głębszego sensu. Robienie zdjęć staje się powoli sportem i zabawą w fotograficzne maratony, zbieraniem trofeów i punktów; uroczystym wręczaniem pucharu pod koniec kolejnego sezonu.
Chwilę humanizmu i prawdziwej empatii mamy już za sobą, zostaje era kolorowych masek zakładanych na potrzeby portali społecznościowych; odchodzi czas przyjaźni, nadchodzi czas idoli i fanów.
[...]
Wiesz dlaczego monolog Hauera z Blade Runnera tak ryje banię?: “Widziałem rzeczy, którym wy, ludzie, nie dalibyście wiary. Statki szturmowe w ogniu sunące nieopodal Pasu Oriona. Oglądałem promieniowanie skrzące się w ciemnościach blisko wrót Tannhausera…” Wiesz czemu? Bo boimy się, że nadejdzie dzień gdy jedyne co nam zostanie to własne wspomnienia, i nikt z kim moglibyśmy się nimi podzielić. Śmiejemy się z emerytów mamrocących pod nosem coś o starych czasach, a skończymy podobnie. Media społecznościowe rozwalają społeczeństwo. Nie żyjemy i nie przeżywamy tylko pokazujemy; większość rzeczy robimy na pokaz. Z kubkiem kawy na wynos, wrzucamy w biegu posty o Slow Life nie zauważając co dzieje się wokoło nas. Rozwijamy swoje kariery, w których pożądaną zapłatą nie jest już nawet pieniądz, a mały, szybki ruch palca nieznajomego człowieka celującego w serduszko czy skierowany w górę kciuk. Z zamkniętymi oczami i zasłoniętymi uszami obściskujemy się przyjacielsko. Podaż i szybkość informacji zabija kreatywność. Tworzymy coraz więcej coraz mniej znaczących rzeczy: krzyczymy coraz głośniej, chcemy żeby ktoś nas usłyszał, ale nasz głos ginie w zagłuszającym wszystko szumie. W końcu zaczynamy płacić za chwilę uwagi; pieniędzmi, s******niem czy fałszywymi uśmiechami. Trwamy w tym chwiejnie - jedni krócej, inni dłużej - jednak prędzej czy później, kiedy maska ułudy opadnie, orientujemy się, że “…wszystkie te chwile znikną w czasie jak łzy w deszczu…” I zaczynamy się bać; pić, popadać w nerwicę, ból i samotność. Szarpiemy się jeszcze przez chwilę i wreszcie, kiedy jak w każdym dobrym czy kiepskim filmie, pojawiają się napisy końcowe, wypuszczamy gołębia z ręki.
[...]
Powtarzam się do znudzenia ale mam wrażenie, że powiedziałem już wszytsko co miałem do powiedzenia. Dziwię się bardzo, że wciąż młócę w tym wątku. Miałem dzisiaj wyjść, potuptać po mieście, uchwycić cos, ale nie mogłem się zmotywować. To coraz częstsze. Itd... itp... Bla, bla, bla... Ile jeszcze można?
Pewnie trochę nie na temat, ale naszła mnie refleksja landszaftowa.
Objechałem w tym roku Szkocję dookoła, kto był wie, że to raj dla fotopstryków. I poza kilkoma pamiątkowymi, z dzieciakami, nie robiłem zdjęć. Każde miejsce, warte uwiecznienia, w którym byłem, mogę w moment znaleźć w necie i obejrzeć kilkadziesiąt pięknych zdjęć.
Natomiast wszystko pamiętam. Przeżyłem ten wyjazd zupełnie inaczej niż poprzednie, gdzie z tyłu głowy tkwiła myśl o konieczności przywiezienia ładnego obrazka.
Im starszy jestem tym - bardziej miota mną to co dzieje się wokoło fotografii. Z twórczej dziedziny, która służyła by pokazać i opowiedzieć coś o świecie, przerodziła się w sport, w którym ważne są osiągi mierzone wszelkiego rodzaju konkursami; w biznes gdzie nowe aparaty sprzedawane są ludziom z częstotliwością nabywania kiedyś kartonu filmów; w warsztatowy small-talk-coaching, na którym najważniejsze jest sprzedawanie dobrego samopoczucia i umiejętność bezkrytycznej akceptacji własnego ja. Burzliwe dyskusje zostały zastąpione grzeczną, miałką i nic nieznaczącą wymianą zdań na portalach społecznościowych. W lęku przed cyfrowym wykluczeniem boimy się mówić szczerze; kreujemy własną postać, która tak mało ma wspólnego z rzeczywistością. Sprzedajemy się nie za pieniądze, a za lajki i komfort wygodnego życia. Co to ma wspólnego - przepraszam za żenującą ckliwość - z udręką tworzenia? Niewiele. Może dlatego wszystko co widzimy wokoło zaczyna być kopią poprzedniej kopi wcześniejszej kopii…?
Tęsknię za starymi czasami. Nie za fotografią analogową, większymi formatami negatywów, a za głośnymi, prostymi bluzgami, którymi mogłem przekrzykiwać się z kumplami; z których wynosiłem więcej niż z dzisiejszych głębokich a tak miałkich dysput - jeszcze trochę a zagłaszczemy się na śmierć. Tworzenie dla tworzenia nie ma dzisiaj żadnej racji bytu, a dzieło nie istnieje bez osoby twórcy, którą należy natychmiast zweryfikować ilością niemych lajków na instagramie albo fejsbuku. Nikt nie ma czasu na analizę kadrów, na zastanowienie się nad nimi - to zajmuje zbyt dużo energii. Łatwiej policzyć wyciągnięte kciuki pod zdjęciami.
Poprzez totalną nadpodaż zdjęć, wszechobecne obiektywy smartfonowych kamer i nadchodzącą AI generującą realistyczne obrazy, fotografia traci na wartości z roku na rok. Z dnia na dzień ubywa jej głębszego sensu. Robienie zdjęć staje się powoli sportem i zabawą w fotograficzne maratony, zbieraniem trofeów i punktów; uroczystym wręczaniem pucharu pod koniec kolejnego sezonu.
Chwilę humanizmu i prawdziwej empatii mamy już za sobą, zostaje era kolorowych masek zakładanych na potrzeby portali społecznościowych; odchodzi czas przyjaźni, nadchodzi czas idoli i fanów.
[...]
Wiesz dlaczego monolog Hauera z Blade Runnera tak ryje banię?: “Widziałem rzeczy, którym wy, ludzie, nie dalibyście wiary. Statki szturmowe w ogniu sunące nieopodal Pasu Oriona. Oglądałem promieniowanie skrzące się w ciemnościach blisko wrót Tannhausera…” Wiesz czemu? Bo boimy się, że nadejdzie dzień gdy jedyne co nam zostanie to własne wspomnienia, i nikt z kim moglibyśmy się nimi podzielić. Śmiejemy się z emerytów mamrocących pod nosem coś o starych czasach, a skończymy podobnie. Media społecznościowe rozwalają społeczeństwo. Nie żyjemy i nie przeżywamy tylko pokazujemy; większość rzeczy robimy na pokaz. Z kubkiem kawy na wynos, wrzucamy w biegu posty o Slow Life nie zauważając co dzieje się wokoło nas. Rozwijamy swoje kariery, w których pożądaną zapłatą nie jest już nawet pieniądz, a mały, szybki ruch palca nieznajomego człowieka celującego w serduszko czy skierowany w górę kciuk. Z zamkniętymi oczami i zasłoniętymi uszami obściskujemy się przyjacielsko. Podaż i szybkość informacji zabija kreatywność. Tworzymy coraz więcej coraz mniej znaczących rzeczy: krzyczymy coraz głośniej, chcemy żeby ktoś nas usłyszał, ale nasz głos ginie w zagłuszającym wszystko szumie. W końcu zaczynamy płacić za chwilę uwagi; pieniędzmi, s******niem czy fałszywymi uśmiechami. Trwamy w tym chwiejnie - jedni krócej, inni dłużej - jednak prędzej czy później, kiedy maska ułudy opadnie, orientujemy się, że “…wszystkie te chwile znikną w czasie jak łzy w deszczu…” I zaczynamy się bać; pić, popadać w nerwicę, ból i samotność. Szarpiemy się jeszcze przez chwilę i wreszcie, kiedy jak w każdym dobrym czy kiepskim filmie, pojawiają się napisy końcowe, wypuszczamy gołębia z ręki.
[...]
Powtarzam się do znudzenia ale mam wrażenie, że powiedziałem już wszytsko co miałem do powiedzenia. Dziwię się bardzo, że wciąż młócę w tym wątku. Miałem dzisiaj wyjść, potuptać po mieście, uchwycić cos, ale nie mogłem się zmotywować. To coraz częstsze. Itd... itp... Bla, bla, bla... Ile jeszcze można?
Śliczne, po prostu dałbym lajka albo i dwa!!!
Ruszyłeś coś niesamowicie ważnego i nie chodzi mi tutaj o SM i zmiany socjologiczne. To w pewnym sensie mam gdzieś. Dbamy o relację z żywymi ludźmi, nasz dom odwiedzają przyjaciele i znajomi, rodzina, nic więcej nie potrzebuję.
Otóż na naszych oczach upada wiarygodność fotografii. Bo dotąd głównym atutem było to, że przedstawia realny świat. Oczywiście ten realizm zawsze był umowny bo podlegał arbitralności wyboru czy kontekstowi pokazania. Fotografowie kombinowali z aranżacjami, z retuszem. Ale przeciętny człowiek utożsamiał obraz z realnym światem. Coś typu jest obrazek - jest świat. Powiedzmy ckliwe, przekolorowane widoczki zrobione w jednym dniu w roku gdy tam nie pada były dowodem na to, że to śliczne miejsce. Co jest dowodem na piękno świata.
Rozwój AI idzie w kierunku takim, że to już będą wyłącznie obrazki i oglądając cokolwiek nie będzie mogło być mowy o tym utożsamieniu. Będziemy mieli tysiące pięknych, nie istniejących realnie miejsc twarzy, sytuacji. Ja to widzę jednak szerzej, bo według mnie to kolejny kamyczek budowy wirtualnego świata gdzie ludzie w goglach (lub wprost z jakimś interfejsem do głowy) będą odbierali bodźce. Wpierw wizualne, a później wszystkie inne. Ten nowy świat zastąpi ten obecny, a my będziemy postrzegani jak ci brudni neadertalczycy biegający za pokarmem z maczugami. Na razie mamy okres przejściowy (coś na kształt sytuacji z Kongresu Futurologicznego Lema) ale później nastanie era szczęśliwości gdy codziennie będziesz mógł przeżywać Avatar. Jak znam życie to się oczywiście przekręci w jakimś nieprzewidywalnym kierunku z kolejnymi komplikatorami. Ale na naszych oczach upada fizyczny świat.
I nic Pan nie poradzisz...
Pees.
Pytanie o fotograficznego performera jest o tyle nietrafne, że każdy performer tworzy dokumentację fotograficzną (kiedyś) i video. Czyli fotografie są tutaj dokumentacją procesu, każdy performer jest więc fotografem. Jeżeli zaś intencją pytania było wskazanie kogoś kto zajmował się i fotografią i performance to na przykład Natlia LL będzie odpowiednia.
August68
03-01-2023, 15:07
Keek kiedyś zapewne usłyszałbyś: "weź się napij bo "pie....sz" jakieś smutki"
w wersji bardziej kulturalnej: "nie filozuj".
dzisiaj zapewne: "zjedz snickersa bo gwiazdorzysz" i ... łapka w dół albo zapłakana buźka...
cóż - ja na swoje potrzeby nazywam to SKSem - i zapadam na to z każdym rokiem coraz bardziej, chociaż staram się bronić na wszelkie sposoby.
niestety - za każdym razem dostaję coraz mocniejszy wpiernicz i - nie ma siły - przegrywam
nie ma burzliwych dyskusji - bo takie są przywilejem młodych, nieskażonych umysłów, nie obciążonych różnymi doświadczeniami ale i konwenansami.
nie chcemy takich dyskusji - bo nie będziemy mogli o nich długo zapomnieć, będą nas męczyć jak zgaga, która z wiekiem jest niestety coraz bardziej męcząca i trwająca coraz dłużej
kiedyś byś się tylko otrząsnął i parł dalej - dzisiaj będziesz to rozpatrywać i roztrząsać przez wiele dni (a przynajmniej mnie to dotyczy)
kontakt z anonimowymi ludźmi w sieci to nie to samo co bezpośrednie spotkanie i dyskusja - co cię obchodzi jakiś gościu co napisał kilkaset postów, jak nawet nie wiesz czy to pisał on, czy ktoś za niego...
co da choćby najbardziej zawzięta dyskusja z takim kimś?
"boimy się że zostaną nam tylko wspomnienia" ?
ależ tak - tak właśnie będzie, mało tego coraz mniej będzie tych, z którymi te wspomnienia będzie można dzielić... bo ten gość z kilkuset postami, z którym nawiązałeś jakiś tam kontakt nagle zniknie i nie nikt nie będzie wiedział dlaczego.
świat się przebudowuje - w stronę która mi totalnie nie pasuje, ale nie ma przed tym ucieczki/ratunku.
dla fotografii także nie - jak wielu pisze, niedługo zamiast zdjęć z realu będą tylko twory AI
oglądałem ostatnio program o sztuce NFT - dla mnie totalna abstrakcja, ale dla wielu to już styl życia i sposób na życie.
Idę na spacer bo i ja zaczynam "pie...yć" głupoty ;-)
Kojocisko
03-01-2023, 15:54
Zafiksowaliście się koledzy na Sztuce. A jeśli na tym forum jest Sztuka (a nawet sztuka), to raczej ukryta w kącikach.
A przecież fotografia to dla wielu z nas pamiątka z podróży i spotkań z przyjaciółmi. To przygoda przygotowania podróży i udziału w plenerze czy innym wydarzeniu. Nie zastąpi tego AI.
A że przy tego aktywnościach ktoś szuka potwierdzenia klasy swoich dzieł (w formie przynależności) w miejscach, które on uważa za wartościowe?
Dla jednych to jakiś istotny element hobby, dla innych nie. A jak już napisali tutaj zawodowcy - dla nich zupełnie nie istotny. Więc o czym dyskusja?
Poza tym, że może znów na forum będzie mniej zdjęć, bo ego okazało się ciut ważniejsze od kindersztuby.
Bardzo mnie zaintrygował tekst o odczuwaniu "wyższości"... dla mnie zabawne. Ale i tak was czytam z zainteresowaniem.
chemik74
03-01-2023, 16:26
A ja odnoszę wrażenie (być może mylne), że część chce i mieć przyjemność i cnotę zachować. Jak staruje w konkursach to nie po to by wygrać przecież, bo nagroda jest g... warta. No to po co startować i poddawać się osądowi innych? Jak stratuję to z myślą o wygranej (przynajmniej tyle z kariery sportowej zapamiętałem).
Ale ja nie o tym, ale z pytaniem, które w kontekście omawianych tu problemów wydaje się zasadne: czy zdjęcia z teleskopu Webba są sztuką?
A przecież fotografia to dla wielu z nas pamiątka z podróży i spotkań z przyjaciółmi. To przygoda przygotowania podróży i udziału w plenerze czy innym wydarzeniu. Nie zastąpi tego AI.
Oczywiście, że zastąpi.
Ale ja nie o tym, ale z pytaniem, które w kontekście omawianych tu problemów wydaje się zasadne: czy zdjęcia z teleskopu Webba są sztuką?
Eeee, to proste...
Jak je wystawisz w galerii sztuki to jest sztuką a jak na kongresie naukowym to jest zdjęciem naukowym. Już Duchamp to wyjaśnił.
krzysztofz24
03-01-2023, 23:35
(...)dlaczego monolog Hauera z Blade Runnera tak ryje banię?: “Widziałem rzeczy, którym wy, ludzie, nie dalibyście wiary. Statki szturmowe w ogniu sunące nieopodal Pasu Oriona. Oglądałem promieniowanie skrzące się w ciemnościach blisko wrót Tannhausera…” (...) “…wszystkie te chwile znikną w czasie jak łzy w deszczu…” I zaczynamy się bać; pić, popadać w nerwicę, ból i samotność. Szarpiemy się jeszcze przez chwilę i wreszcie, kiedy jak w każdym dobrym czy kiepskim filmie, pojawiają się napisy końcowe, wypuszczamy gołębia z ręki.
No nie no, musze sie nie zgodzic. Nie mozna tak interpretowac/odbierac/odczuwac tej sceny:-)
Bardzo zgrabnie to wkomponowales w ten watek, podlales troche sosem wlasnej frustracji (bez podtekstow, nie atakuje cie, tylko stwierdzam fakt o frustracji, o ktorej sam pisales).
Ale ta scena z tego filmu jest bardzo odlegla od tego co przedstawiles. Wogole tam o co innego chodzilo...choc ofc sa przerozne interpretacje i nikt nikomu nie moze jakiejs zabronic.
Bo to w koncu indywidualny odbior.
I jeszcze jedno "ryje banie"? A moze lepiej by bylo: porusza do glebi i opisac w jaki sposob. Wiem, to trudne. Zreszta to odsloniecie sie przed innymi.
Ale za duzo w tym watku wskazywania innych autorow, ze ten to robil tak a w tworczosci tamtego to sa wplywy jeszcze innego i ble, ble, ble. Takie gadki ahtystycznego krytyka w kaszkiecie i dziwnym szaliku.
Co to ma za znaczenie odbierajac dana sztuke i odczuwajac ja?
Po co "zaslaniac" sie takimi stwierdzeniami; ze ten artysta widac ze odebral szkole xxx i zapewne na jego tworczosci odcisnal sie X.Y. Czy nie lepiej przejsc do sedna i rozmawiac z kims jak sie czuje dane zdjecie, obraz, film, muzyke czy wiersz.
Oczywiscie potrzeba odpowiedniej osoby do takiej wymiany "mysli".
Ale jednak ja bym wolal poczytac jak ktos odbiera dane dzielo a nie szkolne "co autor mial na mysli i co wplynelo na jego tworczosc"
Zgadzam się w pełni. Wysłałem kilka zdjęć na wspomniane konkursy. O ile zdjęcia TOP z reguły są bardzo dobre to z licznymi wyróżnieniami jest problem. Z pierwszego wyróżnienia byłem bardzo zadowolony, drugie już wzbudziło moje zwątpienie, a po trzecim doszedłem do takich samych wniosków jak Ty, że to "Honorable Mention" to chyba tylko na zachętę do dalszego udziału. Przy okazji gratuluję zdjęcia "The X". Kawał dobrej roboty. Dla mnie poziom nieosiągalny.
Dziękuję bardzo. No to nie tylko ja mam takie wrażenie, odnośnie tych konkursów. Dlatego teraz startuję w takich, w których wiem, że bardzo trudno jest wygrać no i konkurencja jest bardzo ostra. Ale faktem jest, że są to w zasadzie dość niszowe konkursy dla środowiska górskiego i wspinaczkowego, choć np. w Memorial Maria Luisa czy MontPhoto tematyka wspinaczkowa jest tylko jedną z kategorii, ale zawsze bardzo mocno obsadzoną. Na pewno jeśli chodzi o skalę i zasięg największy jest RedBull Illume, choć znów, obejmuje szeroką tematykę sportów ekstremalnych, nie tylko wspinanie.
Wujot, kiedy napisałeś zdanie o "szybkim wygraniu kilku konkursów" w sumie trafiłeś w punkt w moje odczucia. Teraz już mniej mi na tym zależy, i tak jak napisałem, startuję, ale już bez takiej napinki jak kiedyś, kiedy traktowałem to jako swego rodzaju "potwierdzenie" moich umiejętności. Jeżeli uda mi się ustrzelić coś ciekawego i co moim zdaniem ma szansę, wtedy wysyłam - i też jest różnica - kiedyś wysyłałem tyle zdjęć ile się dało, teraz - jedno, dwa, które uważam, że ma szansę. Ale na pewno nie jest to już priorytet w mojej działalności foto.
Socjologiczny, społeczny rozwój dąży do notorycznej konsumpcji, a to powoduje zuborzenie sfer poznawczych.
Wygoda bierze górą nad kreatywnością i bliższym (emocjonalnym i pracą nad zagadnieniami duchowymi jak sztuka) poznaniem otaczającej rzeczywnistości.
Środowisko (oddziaływanie międzyludzkie) traci na wartości, a zastępowane jest mrzonką i wirtualem.
Stąd spłycenie ocen i wartości, czy potrzeby tworzenia.
Ludzie nie mają czasu na rozwój. Mają już gotowce które AI pomoże im przerobić.
Jak się zapytałem kolegę (młodszego) czy zna Dire Straits, to wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.
Dobry temat.
chemik74
05-01-2023, 15:37
Jak się zapytałem kolegę (młodszego) czy zna Dire Straits, to wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.
Dobry temat.
Czy to obowiązek, aby znać twórczość wszystkich "dziadersów"?
Narzekacie jak starzy ludzie, którzy tęsknią za dawnymi, lepszymi czasami ;)
Czy nam się podoba czy nie świat ciągle idzie do przodu, zmienia się. Co inne jest na topie teraz, co inne zajmuje młodych. Owszem dobrze znać jak najwięcej "klasyki wszelkiej" ale w sumie po co? Może wystarczy mieć otwarty umysł - zanim się zawyrokuje, że coś jest słabe dać temu szansę. Posłuchać, popatrzyć, pomyśleć. I dopiero później formować wnioski. Wcale nie trzeba wiedzieć wcześniej kto wielkim poetą był.
Chociaż... Dla rozluźnienia opowiem historię :) Ostatnio mieliśmy dyskusję w dziale firmowym i zeszło na filmy. Wypowiadali się młodsi tak bliżej 25-30 ja raczej słuchałem. I wyszło, że większość z nich nie wie kto to Bruce Lee. Rany! A Wy przeżywacie, że nie słuchają jakichś amerykańskich zespołów ;)
No idealnie się wtrafiłeś. Uroczy przykład.
Wszystkich dziadersów nie trzeba znać, ale tych którzy wywarli wpływ na pokolenia i twórczość, tak.
To przestarzałe `dziadostwo` które pozostawiło po sobie schedę to kolejny etap w rozwoju.
Urodziłbyś się sam na ziemi i nawet nie wiedziałbyś co krąży po orbitach.
Muzyka, jak i wszelka twórcza działalność człowieka jest następstwem (ciągłością) doświadczeń zeszłego pokolenia.
Na jej bazie budujesz nowe - taki jest schemat uczenia się człowieka.
Czy nam się podoba czy nie świat ciągle idzie do przodu, zmienia się. Co inne jest na topie teraz, co inne zajmuje młodych. Owszem dobrze znać jak najwięcej "klasyki wszelkiej" ale w sumie po co? Może wystarczy mieć otwarty umysł - zanim się zawyrokuje, że coś jest słabe dać temu szansę. Posłuchać, popatrzyć, pomyśleć. I dopiero później formować wnioski. Wcale nie trzeba wiedzieć wcześniej kto wielkim poetą był.
100%. Moim zdaniem to jest najfajniejsze - obserwować te zmiany. W kwestii młodzi-starzy to jest dość śmieszne, bo przecież gdybyśmy narodzili się teraz to należelibyśmy do "młodych". I vice versa oni by też rzucali kamieniami w zomo, gdyby ich przesunąć o te 40 lat wcześniej. Ukształtowały nas zupełnie inne okoliczności i to jest jedyna różnica. Mnie na przykład gryzie to, że w swoim nieumiarkowaniu i pazerności zabiliśmy ten obecny świat. Nawet tego nie zauważyłem kiedy! Jeszcze nogą tkwiłem w zimnej wojnie i stanie wojennym, a tu pędziła katastrofa ekologiczno-klimatyczna. To MY zrobiliśmy. I jakie możemy mieć pretensje, że nasi następcy mają gdzieś te nasze historyczne dyrdymały i doświadczenia. Bo problemy są gdzie indziej i to oni się z nimi zderzą. Choć myślę, że okoliczności też ich zaskoczą.
Bardzo mnie to też to końcowe zdanie bo przyznam się, że taki Mickiewicz wydawał mi się zawsze człowiekiem z kosmosu a jego twórczość (czysta strata czasu) zupełnie nieprzydatna do niczego. Wobec tego o jakim kanonie mówimy? O tym uszytym 100 lat temu? Dzisiaj to może powinniśmy mieć coś co ma jakiś związek z obecnymi czasami. Coś z czego można coś wyciągnąć (jak z Orwella czy Lema albo późniejszego) a może to też już mało przydatne śmieci bo świat zapierdala coraz szybciej.
- - - - kolejny post - - - - - -
No idealnie się wtrafiłeś. Uroczy przykład.
Wszystkich dziadersów nie trzeba znać, ale tych którzy wywarli wpływ na pokolenia i twórczość, tak.
To przestarzałe `dziadostwo` które pozostawiło po sobie schedę to kolejny etap w rozwoju.
Urodziłbyś się sam na ziemi i nawet nie wiedziałbyś co krąży po orbitach.
Muzyka, jak i wszelka twórcza działalność człowieka jest następstwem (ciągłością) doświadczeń zeszłego pokolenia.
Na jej bazie budujesz nowe - taki jest schemat uczenia się człowieka.
Mimo, że wiem co to Dire Straits to nie uważam, że można wbudować ich w jakiś kanon. Bo gdybyś w historii muzyki miał omówić tylko 100 nazwisk (czyli strasznie a strasznie dużo). To nagle okazałoby się, że popu i rocka byłoby to po 10 pozycji, z muzyki klasycznej kolejnych 10 (tam by się pewnie Chopin nie załapał), z muzyki świata pewnie nie zdołałbyś zmieścić gamelanów, z jazzu - Colemanna, z muzyki współczesnej akademickiej, z paru głownych nurtów po dwóch przedstawicieli (czyli jak wspomnisz o Rileyu i Glasie to już nic o Wrightcie). O IDM (który ukształtował współczesny dance) znów ledwo wspomnisz. A jeszcze nurty poetyckie, eksperymentalne. I kupę innych.
O jakiej ciągłości wiedzy tutaj mówisz? W XVIII w być może można było mieć świadomość najważniejszych problemów. Teraz nikt, nawet Umberto Eco (to żart) nie potrafi nawet wymienić miejsc, które mogą całkowicie przeorać świat. Większość ludzi na przykład nie wie co to ITER czy CRISPR. Większość ludzi nie wie nic. A nieliczni wiedzą to troszkę. I nikt nie ma szerszego oglądu. To jest naprawdę bardzo interferencyjny świat, w którym przetrwa coś zupełnie analogicznie jak w teorii Darwina - naturalnego doboru.
Gadamy innym językiem. Powinieneś wiedzieć że nazwiska którymi operujesz nie są stanami twojego umysłu tylko dziedziczeniem wiedzy.
Wszystko co wiesz nie jest jakimś objawieniem, bo się nagle urodziłeś i wiedziałeś że słońce nie jest w centrum naszej galaktyki. To są następstwa ciągłości w przekazywaniu wiedzy od której tak się odżegnujesz.
Jeśli uważasz że jest inaczej, to jest objaw głupoty.
Umberto mam jakiś tomik, ale dla mnie jest za ciężki. Zdecydowanie wolę Lema - akurat ostatnio `Solaris` czytam.
No proszę Ciebie, wyobraź sobie że nagusieńki rodzisz się wśród palm. Szumi morze, kraby na brzegu szaleją a żółwie składają jaja.
Cóż wiesz o świecie? O Umberto - kto Ci go podsunął - sam wpadłeś na nazwisko czy może uczelnia - czyli dziadostwo języka angielskiego.
I nie mówię tu o przeoraniu świata, bo uczenie się i doświadczenie to proces ciągły i trwający wiele lat.
chemik74
05-01-2023, 18:41
Profesor Pimko mi się kojarzy.
To co jest obecnie kanonem nie jest wynikiem żadnej obiektywnej klasyfikacji, podobnie jak to co było kanonem wcześniej.
Atencja do (to przykład, można sobie wpisać dowolną nazwę) Dire Straits to efekt dostępności nagrań tychże (w publicznym radiu) i przekonania słuchaczy przez autorytety, że to wybitny podmiot artystyczny jest.
Nauka to negowanie tego co zastane, ze świadomością, że następcy zanegują to co robią obecni.
Feynman nie czytał prac poprzedników, żeby pracować nad problemem z czystym umysłem.
Jeżeli urodzisz się nagusieńki wśród palm, to z całym szacunkiem - cała wiedza świata będzie do szczęścia potrzebna tak jak zeszłoroczny śnieg.
I może lepiej być ignorantem niż klejem do wszystkiego, który liznął trochę wiedzy i wypowiada się z przekonaniem na tematy, na które specjaliści odważają się tylko spekulować.
Gadamy innym językiem. Powinieneś wiedzieć że nazwiska którymi operujesz nie są stanami twojego umysłu tylko dziedziczeniem wiedzy.
Wszystko co wiesz nie jest jakimś objawieniem, bo się nagle urodziłeś i wiedziałeś że słońce nie jest w centrum naszej galaktyki. To są następstwa ciągłości w przekazywaniu wiedzy od której tak się odżegnujesz.
Jeśli uważasz że jest inaczej, to jest objaw głupoty.
Umberto mam jakiś tomik, ale dla mnie jest za ciężki. Zdecydowanie wolę Lema - akurat ostatnio `Solaris` czytam.
No proszę Ciebie, wyobraź sobie że nagusieńki rodzisz się wśród palm. Szumi morze, kraby na brzegu szaleją a żółwie składają jaja.
Cóż wiesz o świecie? O Umberto - kto Ci go podsunął - sam wpadłeś na nazwisko czy może uczelnia - czyli dziadostwo języka angielskiego.
I nie mówię tu o przeoraniu świata, bo uczenie się i doświadczenie to proces ciągły i trwający wiele lat.
:) :) :)
"Historia piękna" - akurat lektura w sam raz na to forum, a szerzej "zapiski na pudełku zapałek". Zajrzałbyś chociaż do Wiki jak już coś tam smarujesz.
Dokładnie tyle jest warta Twoja wiedza o świecie jak ta o Eco - coś dzwoni. Ale się wypowiesz. Do tego ta tandeta o podsuwaniu mi czegoś pod nos i jakieś wyciągane uczelniane kompleksy. Ale jak chcesz prowadzić dyskusję w takim tandetnym stylu to ja się dostosuję.
Jak się urodzisz nagi wśród palm to co najwyżej lektura Robinsona Cruzoe Ci się przyda. Przy całej swojej wiedzy o świecie i Wszechświecie nie będziesz potrafił uzyskać żelaza ani jakichkolwiek lekarstw. Będziesz w czarnej d.
Nauka to negowanie tego co zastane, ze świadomością, że następcy zanegują to co robią obecni.
jest to chyba najwieksze splycenie definicji nauki (w dodatku bledne w duzej ilosci procentow) jakie slyszalem w przeciagu ostatniej dziesieciolatki.
[
Jeżeli urodzisz się nagusieńki wśród palm, to z całym szacunkiem - cała wiedza świata będzie do szczęścia potrzebna tak jak zeszłoroczny śnieg.
akurat jak urodzisz sie nagusienki wsrod palm to wiedza - o tym jak zbudowac szalas zeby ci na glowe nie padalo i zebys nie zmarzl (bo jak sa palmy to sa duze deszcze rowniez), jak rozpalic ogien, zeby cie robale mniejsze lub wieksze nie potraktowaly jako przystawki, albo jak sobie zrobic dzide/wedke itp by miec co jesc bo nei samymi kokosami czlowiek zyje - bedzie wyjatkowo przydatne. Podstawowe zasady dynamiki i fizyki ktorymi poslugujesz sie czesciowo intuicyjnie a czesciowo na bazie posiadanej wiedzy tez sie przydadza zeby ci sie ten szalas na glowe nie zawalil, albo zeby wiedzec ze barracudy nie lapie sie golymi rekoma.
August68
05-01-2023, 19:13
Dire Straits wybitnym zespołem był - "Alchemia" to jedna z najlepszych płyt koncertowych ever.
Ale to oczywiście zdanie jednego z kilkudziesięciu (kilkuset?) milionów NIESPECJALISTÓW, nie mającego pojęcia o niczym.
Ale to jest często typowe dla specjalistów - oni uznają za godne ich szacunku tylko to, co jedynie sami potrafią pojąć/zrozumieć - jeśli coś jest świetne dla zbyt dużej grupy "niespecjalistów" to uznanie tego uraża ich ego...
(sam zresztą nie jestem tego uczucia pozbawiony, mówiąc "nie i be" różnym Sławomirom i Zenkom, których słuchają miliony...
chemik74 nie zgadzam się, że nauka to negowanie tego co zastane - a na pewno nie w 100%
Einstein nie zanegował klasycznej fizyki Newtona - po prostu przestała ona pasować do zjawisk, które zostały odkryte pomiędzy Newtonem a nim.
I zaczął szukać tych brakujących teorii i rozwiązań.
Nauka to szukanie odpowiedzi na kolejne pojawiające się pytania i wątpliwości - a fakt, że można korzystać z doświadczeń wcześniejszych pokoleń gra tylko na korzyść kolejnych pokoleń.
Feynman nie czytał prac poprzedników???
Nie znał matematyki? Nie znał geometrii? Nie znał praw grawitacji?
Czyli nie znał wiedzy zostawionej przez Pitagorasa, Euklidesa czy Newtona?
On być może nie czytał dzieł innych, pracujących nad rozwiązaniem nowych problemów/wyzwań - żeby podejść do rozwiązania jak piszesz z czystym umysłem.
Ale wcześniej pozyskał wiedzę opartą o tysiące lat doświadczeń i tysiące lat tej wiedzy gromadzenia.
chemik74
05-01-2023, 19:16
jest to chyba najwieksze splycenie definicji nauki (w dodatku bledne w duzej ilosci procentow) jakie slyszalem w przeciagu ostatniej dziesieciolatki.
[
akurat jak urodzisz sie nagusienki wsrod palm to wiedza - o tym jak zbudowac szalas zeby ci na glowe nie padalo i zebys nie zmarzl (bo jak sa palmy to sa duze deszcze rowniez), jak rozpalic ogien, zeby cie robale mniejsze lub wieksze nie potraktowaly jako przystawki, albo jak sobie zrobic dzide/wedke itp by miec co jesc bo nei samymi kokosami czlowiek zyje - bedzie wyjatkowo przydatne. Podstawowe zasady dynamiki i fizyki ktorymi poslugujesz sie czesciowo intuicyjnie a czesciowo na bazie posiadanej wiedzy tez sie przydadza zeby ci sie ten szalas na glowe nie zawalil, albo zeby wiedzec ze barracudy nie lapie sie golymi rekoma.
Jesteś wyznawcą popperyzmu? Jeżeli jestem w błędzie udowodnij mi to. Z pewnością nie znam się na fotografii, ale na temat nauki chętnie podyskutuję (może nie w tym wątku).
Rozumiem, że wśród tych palm znajdziesz tę wiedzę, która pozwoli zastosować w praktyce zasady fizyki. Czy też będzie to czysta empiria i (dosyć kosztowna) metoda prób i błędów?
Dzięki sailor.
Wujot
Nauka to kontynuacja wiedzy może i zastanej , a jednak kontynuacja.
Mam w domu proferorów i doktorów w nauce.
Wiem też, ze to nie jest to dla Ciebie żadna wykładnia.
Żyj po swojemu, mnie już szkoda czasu.
chemik74
05-01-2023, 19:38
Dire Straits wybitnym zespołem był - "Alchemia" to jedna z najlepszych płyt koncertowych ever.
Ale to oczywiście zdanie jednego z kilkudziesięciu (kilkuset?) milionów NIESPECJALISTÓW, nie mającego pojęcia o niczym.
Ale to jest często typowe dla specjalistów - oni uznają za godne ich szacunku tylko to, co jedynie sami potrafią pojąć/zrozumieć - jeśli coś jest świetne dla zbyt dużej grupy "niespecjalistów" to uznanie tego uraża ich ego...
(sam zresztą nie jestem tego uczucia pozbawiony, mówiąc "nie i be" różnym Sławomirom i Zenkom, których słuchają miliony...
chemik74 nie zgadzam się, że nauka to negowanie tego co zastane - a na pewno nie w 100%
Einstein nie zanegował klasycznej fizyki Newtona - po prostu przestała ona pasować do zjawisk, które zostały odkryte pomiędzy Newtonem a nim.
I zaczął szukać tych brakujących teorii i rozwiązań.
Nauka to szukanie odpowiedzi na kolejne pojawiające się pytania i wątpliwości - a fakt, że można korzystać z doświadczeń wcześniejszych pokoleń gra tylko na korzyść kolejnych pokoleń.
Feynman nie czytał prac poprzedników???
Nie znał matematyki? Nie znał geometrii? Nie znał praw grawitacji?
Czyli nie znał wiedzy zostawionej przez Pitagorasa, Euklidesa czy Newtona?
On być może nie czytał dzieł innych, pracujących nad rozwiązaniem nowych problemów/wyzwań - żeby podejść do rozwiązania jak piszesz z czystym umysłem.
Ale wcześniej pozyskał wiedzę opartą o tysiące lat doświadczeń i tysiące lat tej wiedzy gromadzenia..
Cieszę się, że należę do grona pozostałych kilkuset milionów NIESPECJALISTÓW, dla których Dire Straits (jeżeli nie przestaniemy to Knopfler dostanie czkawki) mógłby nie istnieć.
Różnica pomiędzy specjalistą a dyletantem jest prozaiczna - specjalista nie wypowie się na temat, którego nie zna a dyletant nie ma takich oporów. Co więcej - specjalista szanuje innego specjalistę, więc podnoszone przez Ciebie kwestie ego jest tu nie na miejscu.
Fizykę Newtona można przedstawić jako szczególny przypadek fizyki Einsteina.
Nie napisałem, że Feynman nie potrafił posługiwać się narzędziami - matematyka to narzędzie, którym się fizyk posługuje (raz lepiej raz gorzej). Czy robiąc zdjęcie zaczynasz się dopiero uczyć obsługi aparatu?
Dire Straits wcale nie był przypadkiem w mojej wypowiedzi
Uwypukla to niszowość naszej społeczności. DS jest najbardziej odsłuchiwanym utworem/autorem we świecie audiofilskim.
Wnioski sami sobie dopowiecie.
Jak marni jesteście w ocenie.
Źródło wśród Polaków zajmujących się naprawą sprzętu audio jak i światowe.
Jak będziecie uparci, to podam link. Jutro, jak będę miał nastrój.
Dzięki sailor.
Wujot
Nauka to kontynuacja wiedzy może i zastanej , a jednak kontynuacja.
Mam w domu proferorów i doktorów w nauce.
Wiem też, ze to nie jest to dla Ciebie żadna wykładnia.
Żyj po swojemu, mnie już szkoda czasu.
Chłopie ogarnij się! Przeczytaj sobie jeszcze raz, a potem jeszcze raz, i jeszcze raz zdania które napisałem.
O jakiej ciągłości wiedzy tutaj mówisz? W XVIII w być może można było mieć świadomość najważniejszych problemów. Teraz nikt, nawet Umberto Eco (to żart) nie potrafi nawet wymienić miejsc, które mogą całkowicie przeorać świat. Większość ludzi na przykład nie wie co to ITER czy CRISPR. Większość ludzi nie wie nic. A nieliczni wiedzą to troszkę. I nikt nie ma szerszego oglądu. To jest naprawdę bardzo interferencyjny świat, w którym przetrwa coś zupełnie analogicznie jak w teorii Darwina - naturalnego doboru.
Nadbudowałeś sobie na to jakiś obraz tego co sądzę, a szczególnie tego, że jestem antynaukowy. Jest dokładnie odwrotnie. Naukę uważam za jedyny wiarygodny sposób poznawania świata. Tyle tylko, że już za swojego życia zauważyłem w jak szalonym tempie zmieniają się paradygmaty. Tutaj masz obrazek, który mi, świetnie pasuje do tego co widzę.
69088
I niestety wygląda to tak, że to co Ci się wydaje, że coś wiesz po paru latach okazuje się bardzo ale to bardzo nieprawdziwe. Taką dziedziną gdzie w ciągu 5 lat zmienia się jak w innych przez, wieki jest genetyka. Co zresztą mocno podkreśliłem pisząc o CRISPR.
Ale zasadniczo to nie miałem zamiaru odnosić się do sposobu funkcjonowania nauki tylko do tego, że te różne obszary nauki wytwarzają różne rozwiązania które w dramatyczny sposób przeorganizowują świat. Na przykład rozwój użytkowej sieci internetowej doprowadził do powstania SM a te zmieniły kolejne pokolenia zanim ktokolwiek zauważył, że jest to potężny problem socjologiczny i psychiczny. Albo zanim się obejrzysz CRISPR pozwoli zaprojektować nowego człowieka i coś co 10 lat temu wydawało się być mrzonką wydaje się być już w zasięgu, albo ITER który da być może bogatym nieskończone źródło energii (drobiazg z wspólnych zasobów). Albo idąca do przodu jednak informatyka kwantowa i jej konsekwencje lub automatyzacja. Albo intensywne poszukiwania 5-go oddziaływania (czyli czarna masa i energia). Najważniejsze, że te odkrycia interferując ze sobą (ze szkoły może jeszcze pamiętasz? - przepraszam to próbka w Twoim stylu) i co z tego wyjdzie mnie trochę przeraża, szczególnie w dobie niezwykle skutecznej kontroli ludzi.
I o tym napisałem.
chemik74
05-01-2023, 20:51
Dire Staits wcale nie był przypadkiem w mojej wypowiedzi
Uwypukla to niszowość naszej społeczności. DS jest najbardziej odsłuchiwanym ustworem/autorem we świecie audiofilskim.
Wnioski sami sobie dopowiecie.
Jak marni jeteście w ocenie.
Żródło wśród polaków zajmujących się naprtawą sprzętu auudio jak i światowe.
Jak będziecie uparci, to podam link. Jutro, jak będę miał nastrój.
Spróbujmy oddzielić emocje od faktów i ich interpretacji.
Rozumiem, że można się czuć bezpośrednio zaatakowanym, gdy ktoś szarga jego świętość (tu akurat jest to DS). Natomiast ani w Twojej, ani Augusta68 wypowiedzi nie znalazłem nic co potwierdzałoby tezę, że (obiektywnie) jest to twórca wybitny, a nie tylko popularny (nie traktujcie tego jako zarzut personalny, bo nie jest to moją intencją, a tę dyskusję w sumie można rozciągnąć i na inne gatunki sztuki, w tym wizualne).
Fakty – podana przez Ciebie liczba odsłuchów jest nieweryfikowalna (na razie przynajmniej). A statystyka to narzędzie, którym da się wszystko uzasadnić, nierzadko ad absurdum.
Interpretacja(e) (możliwe przynajmniej dla naszego grajdołka):
- mamoniowość, czyli podoba mi się coś co już słyszałem i odsłu****ę po wielokroć;
- swego czasu Panowie Wojciech Mann i Jan Chojnacki (co tylko bluesa lubi) przekonali dzisiejszych 50-60 latków, że nie masz nic lepszego nad DS (czy inny bend z czasów ichniej młodości);
- nie było punktu odniesienia (bo punka tylko redaktor Wiernik w Trójce puszczał), a „wyrobiona” grupa melomanów traktowała miłośników muzyki gitarowej jako troglodytów.
Czyli, może niszowość, nieprzyswajalność i bezkompromisowość jest lepsza?
Nie ma za co. Rozumiem.
Uważasz świat zastany za normalność, uwikłane struktury odokryte.
Osobiście uważam, że to kontynuacja i tylko tyle.
W społeczności która masowo wymiera i rodzi nowe pokolenia zdarza się wyjątek który owocuje jakąś skuteczną metodę (na zło - utopia).
Jak fala - pokłosie umiera i pokłosie wzrasta - wzrasta dzięki nabytej wiedzy od matki i ojca, społeczności.
Dobrej nocy.
Ach, aby Ci się z tymi schematami pokryło to nasze życie:)
- - - - kolejny post - - - - - -
DS już od dawien dawna nie słucham. To tylko przykład i nic osobistego.
Byłem ciekaw reakcji.
Trójki słucham do dzisiaj.
Tak samo nie jest weryfikowalna liczba odsłuchów Pink Floyd - a tu na bank odezwą się audiofile.
Samemu możesz sprawdzić.
No dobra kochani, dobrej nocy.
chemik74
05-01-2023, 21:17
Uważasz świat zastany za normalność, uwikłane struktury odokryte.
Nie, za rzeczywistość, którą można zmieniać, albo przyjąć taką jaka jest i dać się ponieść fali (nie wartościując w tym momencie, które podejście jest lepsze).
Ach to mały prowakator.
Słucham, jak chcesz i potrafisz zmienić świat.
Czy tylko jak foka klaskając będziesz się godził na zmiany z UE?
sorrka, pytania nie było, zostańmy na - jak chcesz zmienić świat?
Kierunek z audiofilami - absurdalny. Ale co tam wątek żyje choć... od wystaw to trochę skręcił :) .
Znalazłem takie coś na forum audiofilskim.
Meloman słucha muzyki.
Kolekcjoner zbiera płyty.
Audiofila kręcą kable :lol:
I co, chciałeś mnie sprowadzić do parteru.
Niestety mam NADa i za 650 stów konektory, nie liczyć Audiolaba i kabli głośnikowych.
Może kiedyś ... co to za żenada.
krzysztofz24
05-01-2023, 22:02
No wlasnie tak troche dziwnie wymeandrowal ten watek;-).
Juz teraz bardziej filozofowanie na tematy wszelakie odchodzi, zamiast dyskusji o sztuce...
chemik74
05-01-2023, 22:11
Ach to mały prowakator.
Słucham, jak chcesz i potrafisz zmienić świat.
Czy tylko jak foka klaskając będziesz się godził na zmiany z UE?
sorrka, pytania nie było, zostańmy na - jak chcesz zmienić świat?
Nie uczestnicząc w jałowych dyskusjach, które nic nie wnoszą do tematu, ale dają (wątpliwą) satysfakcję, że ma się ostatnie słowo, że "moja prawda jest mojsza niż twojsza".
- swego czasu Panowie Wojciech Mann i Jan Chojnacki (co tylko bluesa lubi) przekonali dzisiejszych 50-60 latków, że nie masz nic lepszego nad DS (czy inny bend z czasów ichniej młodości);
- nie było punktu odniesienia (bo punka tylko redaktor Wiernik w Trójce puszczał), a „wyrobiona” grupa melomanów traktowała miłośników muzyki gitarowej jako troglodytów.
Czyli, może niszowość, nieprzyswajalność i bezkompromisowość jest lepsza?
Panowie z Trójki (w tym też Kordowicz, Kaczkowski, Beksiński) napisali jakąś własną wersję rozwoju muzyki popularnej w tym też i polskiej. Szkód jakie narobili (w tym ostatnim zakresie) już się nie odrobi.
Odnosząc się do pytania. Wydaje się, że ci "bezkompromisowi" tworzą narzędzia i idee które później są oswajane i włączane w mainstreamowe nurty. Na przykład Pierre Schaeffer tworząc muzykę konkretną w latach 40-tych ubiegłego wieku okazał się przez kolejnych 30 lat lata prekursorem dla muzyków akademickich i realizatorów dźwiękowych (na przykład naszego Rudnika) by taki Lustmord i jego dark ambient mógł wylądować w latach 80-tych w obszarze muzyki popularnej. Zupełnie identycznie było z Terry Rileyem w latach 60-tych (In C), który stał się prawzorem minimalu i muzyki sekwencyjnej. Nawiasem mówiąc była to reakcja na naszą szkołę kompozytorską o czym będzie za chwilę. Bardzo ciekawe jest też gdy awangardziści po okresie buntu i naporu nagle wracają na pozycje klasyków. U nas taką drogę odbył Penderecki, który w okresie muzyki sonorystycznej (Tren Ofiarom Hiroszimy) tworzył bardzo ekspresyjną ale jednocześnie agresywną i po prostu ciężką muzę, by za lat 20 czy 30 skomponować Symfonię Wigilijną, której się słucha jak XIX w klasyka. Ale technika gry, którą wtedy Polacy rozwijali (tak było coś takiego jak polska szkoła kompozytorska) weszła na stałe do użytku i jak dzisiaj słuchacie kontrabasu w Kammerflimmer Kolektief (naprawdę warto, bo to zespół jak mało który, rozpięty na kontrastach) to zawdzieczamy to Pendereckiemu. Innym kompozytorem co z skrajnej awangardy wylądował w folku był Zygmunt Krauze. Wojciech Kilar podobnie. Być może kojarzycie go zresztą jako kompozytora filmowego w dorobku na pewno ponad 100 ścieżek. Podobnie Górecki, z tą tylko różnicą, że po okresie sonoryzmu stał się on najbardziej znanym polskim kompozytorem gdy po 30 latach od prawykonania III Symfonia stała się hitem światowym. Muzyka niezwykle prosta i niezwykle ekspresyjna. Prawdziwie obowiązkowa.
Dla mnie czymś niesamowitym było gdy motywem przewodnim Sacrum Profanum w Krakowie ze 2 lata temu stało się zderzenie postaci Pendereckiego z Aphex Twinem. Dla tych co nie wiedzą: Sacrum Profanum to istotny festiwal, i z przykrością stwierdzam, że bije na głowę nasz Musica Polonica Nova czy Musica Electronica Nova. Natomiast Aphex Twin jest jednym z tych co tworzyli podwaliny pod to jak teraz wygląda i brzmi muzyka popularna, będąc, chyba najjaśniejszą, gwiazdą właśnie co założonego Warp. W jednym miejscu w Krakowie spotkały się dwa nurty. Nawiasem mówiąc Aphex Twin nie jest tutaj chłopcem do bicia, bo to kompozytor który doczekał się transkrypcji swojej muzyki elektronicznej na orkiestrową w wykonaniu bardzo znanej orkiestry (Alarm Wild Sound).
Jest sporo niezwykle ciekawych postaci, które mają doskonałą świadomość osiągnięć awangardy akademickiej a jednocześnie IDM, minimalu. Na przykład taki pianista Francesco Tristano (Schelle), który gra na całym świecie Bacha i Cage a jednocześnie ma minimalowe projekty typu Aufgang. I te połączenia słychać. Jednocześnie gdzieś z tradycji Schaeffera powoli wyewoluowała cała mikromuzyka, która z początku była absolutnie awangardowa (na przykład Autechre) a teraz słucham Jamesa Blake i wiem, że on musiał znać Niemców. Czy taka FKA Twigs, będąca w popie ale jednocześnie produkowana jak 20 lat wcześniej awangarda. Myślę, że też cały industrial, z początku masakrycznie bezkompromisowy i zamknięty (pamiętam pierwsze festiwale) wziął się od tegoż samego Schaeffera. Z czasem w wersji uładzonej znalazł się w wielu kompozycjach popwych. Nie chce mi się już wchodzić w to jak awangarda jazzowa flirtowała z akademicką i jak improwizacja charakterystyczna przeniknęła do niektórych kompozycji "poważnych". Albo do takich projektów jak nasz absolutnie bezkompromisowy kIRk (Msza Święta w Braswałdzie) gdzie muzyka improwizowana nabiera kosmicznego wymiaru.
W sumie to mi się nie chce już pisać bo pewnie mógłbym jeszcze parę stron napisać. W tym też o tym jak muzykę zmieniły nowe instrumenty czy przekaźniki akustyczne.
Wrzucę na koniec projekt, który jest dla mnie najlepszym połączeniem muzyki ze sztuką wizualną jaki znam. Tak aby pokazać, że są jeszcze inne obszary gdzie można coś zdziałać. Producentem było tu Ninja Tiune. Od nich (i WARP) zaczęła się rewolucja, która trwa do dzisiaj. Rozłóżcie się wygodnie, podłączcie duży monitor. Podkręćcie głośniki. Warto :)
https://youtu.be/XqyEZ0GwS3E
MZ nie jest to rewolucją a jedynie ewolucją muzyki od dawna wykonywanej. Elektroniczna muzyka progresywna ma swoich przodków i nikt nic nowego tu nie wymyślił, bo tak miał zapisane w genach.
To są spadkobiercy Kraftwerka, Tangerine Dream, czy Klausa Szulze. Nie wspominając o legendzie jakim jest Brian Eno. Z tego nurtu powstała m.innymi muzyka Hip_Hop.
Ale doceniam, sam lubię posłuchać np. Carbon Based Lifeforms.
MZ nie jest to rewolucją a jedynie ewolucją muzyki od dawna wykonywanej. Elektroniczna muzyka progresywna ma swoich przodków i nikt nic nowego tu nie wymyślił, bo tak miał zapisane w genach.
To są spadkobiercy Kraftwerka, Tangerine Dream, czy Klausa Szulze. Nie wspominając o legendzie jakim jest Brian Eno. Z tego nurtu powstała m.innymi muzyka Hip_Hop.
Ale doceniam, sam lubię posłuchać np. Carbon Based Lifeforms.
Ars non habet osorem nisi ignorantem
Twoi "przodkowie" weszli na scenę po 50 latach jej intensywnego rozwoju.
:) :) :)
Pierwsze syntezatory powstały na początku XX wieku. I to była jednak rewolucja.
http://www.studiomastering.net/mp3/syntezatory/theremine_clara.mp3
W latach 30-tych były już masowo sprzedawane, powstały na nie liczne utwory kompozytorów muzyki poważnej na przykład Hindemitha. Znalazły się w konserwatoriach (uczelniach) muzycznych. Próbka możliwości popularnego trautonium oraz martenota
http://www.studiomastering.net/mp3/syntezatory/trautonium.mp3
http://www.studiomastering.net/mp3/syntezatory/ondes_martenot_jolivet.mp3
I w 20 lat później
http://www.studiomastering.net/mp3/syntezatory/RCA_BabbittEnsembles.mp3
W 1965 roku Delia Derbyshire skomponowała muzykę do doktora Who, to już muzyka popularna i masowa
https://www.youtube.com/watch?v=CM8uBGANASc
Nawiasem mówiąc Delia jest mega ciekawą postacią i warto zajrzeć do jej dorobku, posłuchać na przykład elektronicznego Bacha a i bardziej eksperymentalnych utworów.
A z naszych polskich akcentów na YT są utwory Dobrowolskiego z 1962 r
https://www.youtube.com/watch?v=6BMztkI7ia8
August68
06-01-2023, 12:21
Wujot a gdzie Tamitu napisał, że Kraftwerk czy Klaus Schulze czy Tangerine Dream byli pierwsi?
Bo moim zdaniem on jedynie napisał, że byli przed Tobinem, a to akurat jest prawdą...
Wujot a gdzie Tamitu napisał, że Kraftwerk czy Klaus Schulze czy Tangerine Dream byli pierwsi?
Bo moim zdaniem on jedynie napisał, że byli przed Tobinem, a to akurat jest prawdą...
No tak tylko, że o projekcie Amon Tobina napisałem w kontekście połączenia z sztukami wizualnymi. Byłem na koncertach Klausa Schulze czy TD i poza wideo z dymami z komina w tle nie było tam jakichkolwiek bliższych interakcji. Uważam, że Amon Tobin otworzył jednak kompletnie nową jakość w tym obszarze. To znaczy zarówno obraz jak i muzyka są pełnoprawnymi składnikami dzieła gdzie jedno i drugie w pełni współgra ale zachowuje też autonomię. W jakimś sensie nawzajem na siebie wpływa. To nie towarzyszące koncertom wizualizacje. Gdybym chciał odnosić się tylko do warstwy dźwiękowej to ISAM jest co najwyżej średnim dziełem tego artysty.
Oczywiście w tej materii też pewnie dałoby się znaleźć poprzedników. Szukałbym ich w teatrach technicznych, pamiętam "Emanację Sensualną (lub Sensoryczną)" przygotowaną przez Centrum Światła, także ich występy w Teatrze Współczesnym podczas dni Muzyki Współczesnej, tak mniej więcej 1982 roku. Niestety nic z tego chyba się nie zachowało i trudno mi powiedzieć czy teraz można to uznać za w pełni wartościowe dzieła. W każdym razie Emancje wywarły na mnie wtedy piorunujące wrażenie. Były to spektakle w podziemiach, dosłownie dla kilkunastu osób, robione po adaptacji wzroku do ciemności, wykorzystujące efekty powidzenia i różnych kontrastów. Totalnie abstrakcyjne.
Na KUL-u miałem łacinę.
quidquid Latine dictum sit, altum videtur
Jesteś z tych nieroztropnych odobników którzy niszczą wszystko co zaszłe, Mniemasz w swojej zasłyszanej wiedzy wielką wartośc. To szybko się odwróci.
Spokorniejesz z czasem.
Dzięki August68
Dla mnie ogromnym odkryciem był malarz który na czarnym płótnie malował czarną farbą olejną i wykorzystywał jej trójwymiarowość do tworzenia niesamowitych obrazów. Zasada była jedna. Musiało być ciemno i po czasie przyzwyczajenia wzroku zapalało się pojedyncze źródło światła. Cóż za piękne kompozycje... Niestety jak zwykle nie pamiętam imienia
Jesteś z tych nieroztropnych odobników którzy niszczą wszystko co zaszłe, Mniemasz w swojej zasłyszanej wiedzy wielką wartośc. To szybko się odwróci.
Spokorniejesz z czasem.
Zamiast domorosłych analiz mojej osobowości czy kasandrycznych przepowiedni dyskutuj w temacie. A jeśli nie potrafisz odnieść się do argumentów to po prostu nie pisz. A tak masakrujesz wątek nic nie wnoszącymi wpisami ad personam.
Dla mnie ogromnym odkryciem był malarz który na czarnym płótnie malował czarną farbą olejną i wykorzystywał jej trójwymiarowość do tworzenia niesamowitych obrazów. Zasada była jedna. Musiało być ciemno i po czasie przyzwyczajenia wzroku zapalało się pojedyncze źródło światła. Cóż za piękne kompozycje... Niestety jak zwykle nie pamiętam imienia
Podejrzewam, że chodzo o impasto. Zetknąłem się, pracując dla malarzy, z czymś podobnym choć "w moich" był jeszcze złoty pył. Sfotografowanie tego było zadaniem niewykonalnym...
To był "nasz krajowy" artysta.
To był "nasz krajowy" artysta.
Ale to była abstrakcyjna struktura czy coś bardziej kojarzącego się?
69106
To były "realne" sceny
Most, rzeka przepływająca pod mostem, brzeg i chyba ludzie
To były "realne" sceny
Most, rzeka przepływająca pod mostem, brzeg i chyba ludzie
Próbowałem znaleźć ale ani widu ani słychu...
Kurcze - być może to Rafał Bujanowski - ale w mojej pamięci inne obrazy są niz można znaleźć w sieci
Kurcze - być może to Rafał Bujanowski - ale w mojej pamięci inne obrazy są niz można znaleźć w sieci
No całkiem to pasuje do tego co napisałeś...
69111
69112
69113
69114
jurkarol
06-01-2023, 17:59
Kurcze - być może to Rafał Bujanowski - ale w mojej pamięci inne obrazy są niz można znaleźć w sieci
BUJNOWSKI
który naście lat temu dał autoportret namalowany jako zdjęcie do wizy USA. Przeszło! Ambasada do tej pory tego nie skomentowała
jurkarol
06-01-2023, 18:04
- nie było punktu odniesienia (bo punka tylko redaktor Wiernik w Trójce puszczał), a „wyrobiona” grupa melomanów traktowała miłośników muzyki gitarowej jako troglodytów.
Czyli, może niszowość, nieprzyswajalność i bezkompromisowość jest lepsza?
Wiernik, a Przemysław Mroczek dawał jeszcze ciekawszą i niszowa muzykę. To było w tygodniu święto dla mnie, te audycje.
A co do DS to uważałem ich za bojsband z brakami sprzętowymi, grali jakby gitary miały po 3 struny. Ot, dla licealistów takich pozujących na oryginałów - sam też będąc licealistą, ale punkiem alternatywnym ;)
maniak666
06-01-2023, 18:13
Dla mnie ogromnym odkryciem był malarz który na czarnym płótnie malował czarną farbą olejną i wykorzystywał jej trójwymiarowość do tworzenia niesamowitych obrazów. Zasada była jedna. Musiało być ciemno i po czasie przyzwyczajenia wzroku zapalało się pojedyncze źródło światła. Cóż za piękne kompozycje... Niestety jak zwykle nie pamiętam imienia
Nazwisko wyswtarczy:D
I co ja poradzę, że lubię stare proste piosenki a od tych skomplikowanych więdną mi uszy?
https://www.youtube.com/watch?v=KIDu6a9COmg
Wujot, akurat miałem szczęśliwe dzieciństwo. Zagłab się trochę w dziedzinie psychologii i będziesz wiedział skąd to zdanie powstało.
Keek, jeden z moich ulubionych artystów.
https://www.youtube.com/watch?v=QVyfj7-mHqs
maniak666
06-01-2023, 22:19
Wujot, akurat miałem szczęśliwe dzieciństwo. Zagłab się trochę w dziedzinie psychologii i będziesz wiedział skąd to zdanie powstało.
Keek, jeden z moich ulubionych artystów.
https://www.youtube.com/watch?v=QVyfj7-mHqs
Witam w klubie muzycznych dziadersów. Też mi Gabriel zrobił dzisiaj dzień...:)
Z tymi dziadersami to tak, że i nowych wynalazkó sie nie wystrzegam.
chemik74
06-01-2023, 22:42
Wracając do głównego wątku, wystawy, konkursy i nagrody mogą być istotne dla tych, którzy chcą legitymować się stopniem lub tytułem w zakresie sztuki. Zgodnie z ustawą, np.: stopień doktora nadaje się osobie, która, m.in. ma w dorobku "dzieło artystyczne o istotnym znaczeniu". O istotności i znaczeniu działa decydują komisja i recenzenci, ale udokumentowanie, że dane dzieło zostało już wcześniej nagrodzone znacząco zwiększa szanse na pozytywne recenzje.
Nie wiem, jaka jest skala tego zjawiska w Polsce i ile osób zdobywa tytuły i stopnie w dziedzinie sztuki (konkretnie sztuk plastycznych), ani jaka jest dokładna procedura.
To ośrodek naukowy decyduje o przyznaniu doktoratu po serii publikacji.
Kiedyś i z tego co poamiętam do 4 lat po uzyskaniu mgr-a. Teraz pewnie to się pozmieniało.
W skrócie to praca, publikacja, praca i publikacja.
O pytanie o skalę zdobywania tytułów należy się zwrócić do konkretnej uczelni, bądź ministerstwa nauki.
chemik74
07-01-2023, 10:33
To ośrodek naukowy decyduje o przyznaniu doktoratu po serii publikacji.
Kiedyś i z tego co poamiętam do 4 lat po uzyskaniu mgr-a. Teraz pewnie to się pozmieniało.
W skrócie to praca, publikacja, praca i publikacja.
O pytanie o skalę zdobywania tytułów należy się zwrócić do konkretnej uczelni, bądź ministerstwa nauki.
Nie pisałem o stopniach w dziedzinie nauki, tylko o stopniach i tytułach w dziedzinie sztuki.
Jest to rozróżnione w ustawie i innym kryteriom podlegają ubiegający się o stopień naukowy i w dziedzinie sztuki. Publikacja (jedna) jest warunkiem koniecznym by stopień doktora nauk w ogóle mógł być przyznany, przy czym dosyć dokładnie jest określone co może a co nie jest uznane za publikację.
Jednostka może modyfikować warunki przyznania stopnia pod warunkiem, że nie będą to warunki zawężające te wynikające wprost z ustawy.
Praca (doktorska) może być klasyczną dysertacją lub komentarzem do prac opublikowanych. To ostatnie kiedyś było zarezerwowane dla habilitacji, teraz jest właściwie standardem w naukach ścisłych.
Studia doktoranckie w dziedzinie nauki trwają 4 lata, doktorat jest otwierany w momencie złożenia pracy. Można zdobywać stopnie w sposób eksternistyczny.
W przypadku stopnia w dziedzinie sztuki równoważne publikacji jest przynajmniej jedno dzieło o „istotnym znaczeniu”. W przeciwieństwie do nauk ścisłych, gdzie „istotność” publikacji daje się łatwo wymierzyć, a kwestią do dyskusji jest wkład w ich powstanie doktoranta(tki), tak o istotności dzieła decydują (arbitralnie) oceniający (recenzenci i tzw. komisja doktorska).
Jakiekolwiek pytania skierowane do ministerstwa to pisanie na Berdyczów. Zresztą nie ma powodu by było inaczej, skoro zarządzający tymże ma pojęcia o nauce i edukacji podobne jak Suski o Katarzynie Wielkiej.
Aż się zaśmiałem - przepraszam.
Rób swoje, ja Ci na bank nie jestem przeszkodą.
Nawet taki świetny aktor jakim był Emilian Kamiński..., zrersztą po co Ci blaszka order i, tytuły.
Większość docenianych jest po wielu latach, po śmierci.
Poczekam nawet te 10 lat. Napisz choć po sukcesie - którego akurat szczerze Tobie życzę.
chemik74
07-01-2023, 15:53
Aż się zaśmiałem - przepraszam.
Rób swoje, ja Ci na bank nie jestem przeszkodą.
Nawet taki świetny aktor jakim był Emilian Kamiński..., zrersztą po co Ci blaszka order i, tytuły.
Większość docenianych jest po wielu latach, po śmierci.
Poczekam nawet te 10 lat. Napisz choć po sukcesie - którego akurat szczerze Tobie życzę.
Niestety, nie jestem w stanie z tego bełkotu wyekstrahować żadnej logicznej myśli.
No proszę, niczego nowego się nie spodziwałem.
Delikatnie napisałem, że nic nowego nie stworzysz.
chemik74
07-01-2023, 18:04
No proszę, niczego nowego się nie spodziwałem.
Delikatnie napisałem, że nic nowego nie stworzysz.
Ejże, nie skreślaj mnie tak od razu, daj mi te 10 lat.
Jutro mam wiztytę duszparsterką.
Pisz se co tam chcesz.
Nwm czy miałbym tyle cierpiwości (pewnie tak) co mój pra-pra dziadek, Jan Zamoyski.
Polecam wystawę fotografii
https://www.mnw.art.pl/wystawy/bruno-barbey-zawsze-w-ruchu,257.html
A tu malarstwo :
https://www.zamek-krolewski.pl/aktualnosc/1953-sztuka-widzenia-nowosielski-i-inni
Ja polecę Vintage Photo Festival. Cieszę się, że coś takiego ma miejsce w mojej Bydgoszczy. Tu była jedna z pierwszych fabryk fotochemicznych - 1925 rok, Dziatkiewicz, fabryka "Alfa". Przekształcana wielokrotnie, finalnie to był Foton, nazwa lepiej wielu z Was kojarzona. Dlatego fotografia jest w tym mieście dobrze "zakotwiczona".
11 edycja, co roku większa. Teraz już nawet część wystaw w Toruniu.
https://www.vintagephotofestival.com/ https://www.vintagephotofestival.com/program-vintage-photo-festival
https://www.facebook.com/vintagephotofestival
Naprawdę warto, byłem na wernisażu. Największym magnesem to wystawa A Dual Gaze: Alice Springs x Helmut Newton
Wystawy będą dostępne do połowy listopada. W linku informacja. Dobre zdjęcia. Jeżeli ktoś spodziewa sie aktów to pudło. Jest ich tam kilka. Portrety gwiazd filmu, muzyki, topowych modelek, backstage, migawki z życia Alice Springs i Helmuta Newtona. https://www.vintagephotofestival.com/wydarzenia/a-dual-gaze-alice-springs-x-helmut-newton
Festiwal i wystawy dostrzegają nie tylko portale fotograficzne. Vogue, National Geographic itd.
https://www.national-geographic.pl/fotografia/vintage-photo-festival-2025-przenikanie-swiatla-czasu-i-pamieci/
https://www.vogue.pl/a/helmut-newton-alice-springs-bydgoszcz-vintage-photo-festival
Duże wrażenie zrobiła na mnie wystawa Tomasza Tomaszewskiego. Mocne zdjęcia. Do tego stopnia, że nie pójdę na Vintage Festival z (niepełnoletnimi) uczniami szkoły średniej. https://www.vintagephotofestival.com/wydarzenia/tomasz-tomaszewski---the-world-is-where-you-stop
Tomaszewski zresztą miał dzień po wernisażu spotkanie z widzami.
Trzecia z wystaw to ... ambrotypy Jana Skwary pokazujące indyjską sektę Aghori. Poczytajcie o nich choćby tutaj https://www.vintagephotofestival.com/wydarzenia/jan-skwara---portret-przeszlosci-aghori
Kiedyś w jakimś czasopiśmie widziałem reportaż barwny, nie pamiętam czy to też były zdjęcia Skwary. Chyba tak, ta sekta sie mocno izoluje, ciężko do nich dotrzeć. Dziwne, że tu teraz sa ambrotypy (całkiem sporych rozmiarów). Fotografowanie wielkim formatem to zaprzeczenie dyskrecji. Może te ambrotypy są zrobione inaczej, z małego obrazka. Jak sie pokombinuje to sie da.
Tu znalazłem artykuł, tekst Was raczej zaszokuje. https://www.onet.pl/turystyka/adam-bialas/polak-jan-skwara-dotarl-do-tajemniczej-sekty-kanibali-w-indiach/qft0lzh,30bc1058 https://janskwara.com/album/aghori/
Wystawy są na trzech piętrach muzeum. Tu się zmieściły wystawy kilkunastu autorów. W najbliższych dniach pójdę na wystawy w innych miejscach, tym bardziej, że jedna z wystaw jest mojego kolegi.
Tu linki o artykułach o Festivalu https://www.fotopolis.pl/newsy-sprzetowe/wydarzenia/38889-nadchodzi-11-vintage-photo-festival-miedzynarodowy-festiwal-milosnikow-fotografii-analogowej
Gdyby ktoś zaglądną na prowincję to może się umówimy na kawę? :)
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.