Zobacz pełną wersję : Powrót do Polski – przemyślenia i pytania.
Hej!
Po latach na wygnaniu ;) zaczynamy myśleć z rodziną o "powrocie" do Polski.
Nie ma ustalonej konkretnej daty, a "powrót" w cudzysłowie, dlatego, że partnerka jest Hiszpanką i córka technicznie też, więc dla nich to nie do końca powrót… Ponadto wszystko może skończyć się i tak, że zostaniemy w Hiszpanii.
Szukam paru rad, każdej serdecznie wysłucham, zapewne jednak moje pytania są raczej do osób, które mają jakaś wiedze o zakładaniu firm, budowie domów i rynku pracy…
Od sześciu lat nie mieszkam w Polsce, poza śledzeniem wiadomości, mało wiem o tym jak zmienia się cala koniunktura. Stąd pytania.
Jeśli chodzi o dom – jakie teraz są orientacyjne koszty budowy domu? Jeśli chodzi o kupno, to nie ma problemu, umiem znaleźć oferty, jednak interesują mnie pi razy oko koszty budowy domu około 180-220 mkw, 3-4 sypialnie, dwa salony, jadalnia, „biuro”, całość w rozkładzie parter, piętro i użytkowe poddasze. 3 łazienki (jedna na piętro). Wrocław, oczywiście nie centrum, po prostu gmina Wrocław lub okoliczne (20 minut samochodem).
Firma – czy łatwiej jest założyć firmę od nowa, czy też bezproblemowo prowadzi się działalność zagraniczną? Aktualnie firma jest zarejestrowana w UK jako działalność wykonywana „overseas”, w Hiszpanii. Czekam na tydzień przed Brexitem, żeby się wyrejestrować, bo może wtedy będą warunki jaśniejsze – na razie "trochę" nie wiadomo o co chodzi.
Czy utrzymanie hiszpańskiej firmy w PL to będzie ból? Jak by wyglądała sprawa ubezpieczenia itp.? Nie mam żadnych polskich klientów, ci, których teoretycznie bym ze sobą „przywiózł” płacą w Dolarach, Funtach, Euro. Czy to stawia jakieś dodatkowe wymagania fiskalne, podatkowe?
Rynek – jak teraz wygląda podaż i popyt w Polsce na usługi agencji medialno-reklamowych? Szeroko pojęty PR i marketing dla średnich firm?
Praca dla obcokrajowców – żona jest Hiszpanką, po inżynierii (na nieszczęście) agrarnej (produkcja wina i owoców). Nie zna słowa po polsku, angielski natywny. Czy szanse na prace dla niej są marne? Chciałaby się nieco uniezależnić, dla odświeżenia umysłu, bo ciężar pierwszych trzech lat z dzieckiem był głownie na niej, niestety.
Wrocław? Santander Bank? Lingwistyka jako lektor? Bez formalnego wyksztalcenia filologa?
Dziecko – nie mówi po polsku, ma obywatelstwo hiszpańskie i brytyjskie. 3 lata.
Co, gdzie, jak? Zrzec się jednego i zaaplikować o polskie?
Jak bez obywatelstwa wygląda szkoła, ubezpieczenie, służba zdrowia?
Z UK uciekliśmy, bo ceny nieruchomości sięgnęły absurdu. W Hiszpanii „trzyma” nas rodzina zony, ale mamy też świadomość, że warunki codziennego życia mogą być lepsze w Polsce.
Jak to wszystko ogarnąć?
pilon, a masz możliwość zrobić sobie dłuższy urlop i przyjechać do PL na parę tygodni? To zawsze zupełnie inaczej niż ktokolwiek udzieliłyby Ci nawet bardzo precyzyjnych odpowiedzi na powyższe pytania. Możliwość przetestowania przez decyzją to zwykle dobra opcja. :)
badtorro
16-10-2018, 12:31
Chyba nikt nie odpowie ci na twoje specyficzne pytania, bo masz bardzo szczególna sytuacje.
Ja rok temu wróciłem do Polski, do Warszawy po 7 latach spędzonych w Belgii. Wiec wiem co czujesz, tez bardzo długo biłem się z myślami.
Nie wiem co ci nie pasuje w Hiszpanii - teściowa to aż taka matrona? ;-) wydaje się ze jesteś silnie tam osadzony i masz dobre wsparcie.
My w Belgii byliśmy totalnie sami, bez znajomych, bez rodziny. Oboje jesteśmy Polakami i siła rzeczy nasze dziecko tez mówi po Polsku. Żona zdobyła b. Atrakcyjne wykształcenie w Belgii +języki i dzięki temu nasz powrót do Polski odbył się relatywnie bezbolesnie.
Na twoim miejscu rozpoczął bym zwiad od możliwości zatrudnienia twojego i żony. O sobie nic nie piszesz. Żona może raczej zapomnieć o zatrudnieniu w small-mid biznesie bez płynnego j.polskiego. Mój przyjaciel Belg przyjechał do Polski na stałe (żona Polka), do Warszawy, bez j. Polskiego, ale pracy szukał jeszcze przed wyjazdem i znalazł - w międzynarodowej korporacji, gdzie znajomość języków obcych to duży atut a brak polskiego to nie problem.
Z dzieckiem to już ostatni gwizdek na przeprowadzkę wmiare bezbolesnie. Dziecko 3 lata to już wiek przedszkolny. Im będzie starsze tym będzie trudniejsza adaptacja. Moi znajomi Polacy którzy przeprowadzili się z Belgii do Szwajcarii (włoski kanton) z 3 letnim dzieckiem mieli już trochę problem. Pierwsze 3 miesiące mała siedziała w domu oglądała bajki i uczyła się włoskiego. Potem już poszło z górki. Mam teraz w Warszawie sąsiadów Rosjan - przyjechali z Sankt Petersburga z dwójka chłopców w wieku 6+8 i dzieciaki mega to przezywają. Ogromny stres w związku z brakiem znajomosci języka polskiego.
Co do budowy domu - Warszawa jest inna niż Wrocław, wiec trudno powiedzieć. W Warszawie 1000m działka na granicy miasta lub tuż za miastem to Ok 400tys zł plus uzbrojenie. Dom w zależności ile sam się zaangażujesz w budowę - Ok 400tys. Wyposażenie domu 200tys. W milionie zł może być trudno się zmieścić.
Hobbits, mam szanse, tak. Zapewne na Święta Bożego Narodzenia... W tym roku bylem, pomagałem intensywnie Mamie, wiec nie zdążyłem poodwiedzać wszystkich urzędów, niestety.
Jeśli chodzi o przenosiny firmy, to bylem w UM, skonsultować. Poczułem się naciskany w kierunku założenia nowej w PL. Bardzo rozwodnione informacje o prowadzeniu firmy zagranicznej.
Firmy budowlane, które obdzwoniłem naciskają na przegląd projektów bądź chcą znać przybliżona lokalizacje domu. W jednym wypadku dostałem pi razy oko przybliżona kwotę na 650 tys. I to tyle.
Decyzja musi zapaść tutaj, niestety nie możemy sobie pozwolić na przeprowadzkę lub "wczasy" na próbę. Tak więc nawet 3 mce w Polsce nie dadzą realnego obrazu... tak mi się wydaje.
Nie znajdzie się na próbę domu i pracy, szkoły dla córki...
Badtorro - dzięki za odpowiedź – jeśli chodzi o mnie to mam aktywna firmę, profil jak pisałem – sam bym się zatrudnił w tym wypadku… ;)
Jako że dziecko właśnie w trybie ostatniego gwizdka – zaczęliśmy myśleć o budowie domu („pierwszego i ostatecznego”) i tak krok po kroku przez dwa miesiące zaczęliśmy myśleć czy na bank chcemy zostać w Hiszpanii – do wiosny chcemy zdecydować ostatecznie.
W kwestii firmy to założenie jest proste i działalność eksportowa w UE też bez problemów. Jak będzie na rynek angielski po brexicie to nie wiem.
"Rynek – jak teraz wygląda podaż i popyt w Polsce na usługi agencji medialno-reklamowych? Szeroko pojęty PR i marketing dla średnich firm?"
Rynek jest nasycony a stawki (chyba) niewygórowane. Jak wszędzie - masz klientów to żyjesz.
Pozdro
Wiesiek
badtorro
16-10-2018, 13:10
No właśnie. Pamiętaj, że decyzja podjęta teraz zaważy na waszych kolejnych 20 latach minimum.
Zerknij też na opłaty notarialne, bo na tle Belgii w Polsce akty notarialne są prawie za darmo :-)))
Co do obiegu pieniędzy w Polsce nie ma żadnych problemów z obrotem walutowym, w szczególności z tymi najbardziej popularnymi. Do tego Polska należy do strefy SEPA, więc praktycznie każdy bank obsługuje płatności EURO bez najmniejszego problemu.
Obieg walut mnie nie martwi, bo place i jest mi placone przez plaftorme platnicza - nie wprost na konto - wiec straty sa minimalne, a platforma obsluguje PLN rowniez.
W UK mam genialne progi podatkowe, ale pewnie bede musial to porzucic po marcu 2019, bo nie mam obywatelstwa. Jesli bysmy powrocili, to i tak pewnie zakonczy sie na rozwiazaniu firmy w Hiszpanii, i otwarciu nowej w Polsce.
Najwazniejsze zeby dziecko przez sluzbe zdrowia i oswiate nie bylo trakowane jak turysta. Wiec pewnie bede musial zaczac rozliczac sie w Polsce.
Z dzieckiem to już ostatni gwizdek na przeprowadzkę wmiare bezbolesnie. Dziecko 3 lata to już wiek przedszkolny. Im będzie starsze tym będzie trudniejsza adaptacja. Moi znajomi Polacy którzy przeprowadzili się z Belgii do Szwajcarii (włoski kanton) z 3 letnim dzieckiem mieli już trochę problem. Pierwsze 3 miesiące mała siedziała w domu oglądała bajki i uczyła się włoskiego. Potem już poszło z górki.
to tez zalezy od tego z jakiego do jakiego srodowiska sie dzieci przeprowadzaja. jesli zyly wsrod ekspatow i przeprowadzaja sie pomiedzy ekspatow, to jezyk i szok kulturowy nie sa problemem o tyle, ze to juz bylo i tak samo wygladalo, tylko sie sceneria zmienia.
moja corka miala 1,5 roczku jak przyjechalismy do NL i jak poszla do zlobka to przez pierwsze pol roku komunikowala sie pasywnie holenderskim (w sensie, ze w miare szybko zaczela rozumiec podstawowe zwroty i prosby, ale sama nic nie mowila). pol roku pozniej "otwarly sie wrota piekiel" i mloda zaczela nawijac jak nakrecona
potem w wieku 4 lat poszla do szkoly angielskiej i tu tez miala pol roku pasywnej komunikacji (po angielsku), po czym ponownie otwarly sie wrota piekiel :) z tym, ze tutaj przez pierwsze tygodnie w kaciku z innymi dzieciakami gadala po holendersku :) w tym z dzieciakami wloskimi, czeskimi, szedzkimi czy wszelkimi spotykanymi tutaj joint-venture (dzieci francusko-chinsko-wloskie, surinamsko-holendersko-wlosko-szwajcarskie, itp.), ktore przypadkiem nie mialo drugiego do pary w swoim jezyku (bo male Galie czy Germanie szybko sie potworzyly).
w jej szkole, tak sie sklada, jest dosc duzo dzieci rodzicow pracujacych w Shellu, gdzie specyfika kontraktow jest taka, ze oni czesto zmieniaja miejsce pobytu. dzieci zawsze laduja w jakiejs szkole angielskojezycznej ale jednak srodowisko sie zmienia. te dzieci jakos sobie z tym radza, dzieki temu, ze w tych szkolach taka rotacja nie jest niczym nadzwyczajnym, w koncu inne dzieciaki tez sie przeprowadzaja za praca rodzica/rodzicow...
Dzieki za wszystkie wypowiedzi.
Wyglada na to, ze bedziemy musieli na troche przyleciec i swoje w urzedach wystac - na przyklad, domyslam sie ze Polski USC nic tez nie wie o slubie, bo czemu mialby wiedziec skoro nie byl brany w polskim konsulacie... I tego typu historie...
Żona naciskała na powrót, po 2 tygodniowych wakacjach w Polsce wymiękła. A z przeprowadzką mam spokój na kolejne 2 lata :).
Krótko: w Polsce ceny zachodnie, zarobki.... nawet murzyn, za tyle nie będzie robił.
Tutaj ceny zachodnie, umiarkowanie (nie jak w Niemczech np.), ale tak szalone bezrobocie, ze az zal plakac. I umowy smieciowe na porzadku dziennym.
Ja zrodlo dochodu bym ze soba przywiozl i to jest jedna z glownych pokus - zarabiac w €, $ czy £ a spedzac i budowac w PLN.
Co zabawne - kiedy w sierpniu zaczelismy podchodzic do planowania budowy, nawet nie przeszlo nam przez mysl zeby sie stad ruszac. Z tygodnia na tydzien dylemat sie rozrosl.
sokolnik
16-10-2018, 18:21
Krótko: w Polsce ceny zachodnie, zarobki.... nawet murzyn, za tyle nie będzie robił.
racja, ceny w sklepach zachodnie, opłaty coraz większe a zarobki ... nic dziwnego że ludzie wyjeżdżają... samemu można się utrzymać, spoko... ale rodzina?
ja właśnie wróciłem z Hiszpanii z wycieczki (Costa Brava + nocka w Barcelonie) i bardzo nam się podobało :) i się zastanawiałem, jakby się tam przeprowadzić, czy jest praca, czy można normalnie pracować i żyć... a tu proszę... chcą wracać do Polski :)
oczywiście, Hiszpania widziana oczami podnieconego turysty jest inna niż zwykłego zjadacza chleba w Hiszpanii ... tak myślę.
(...) i się zastanawiałem, jakby się tam przeprowadzić, czy jest praca, czy można normalnie pracować i żyć... (...)
Bez natywnego hiszpańskiego, zapomnij. Ja, jak zdecydowaliśmy sie wyjechać z UK, wiedziałem, ze nie bede mial czy tez szukał tutaj "normalnej" pracy na umowę, wiec rybka, bez różnicy.
Chyba, że Madryt albo Barca, międzynarodowe korporacje, po angielsku. Ale nie chcemy w tych miastach mieszkać.
Natomiast żona i tak szukała 11 mcy pracy w zawodzie, znalazła jakieś dziwaczne konsultacje od czasu do czasu dla piwnic i kontrole jakości upraw. Trzy wyjazdy po 3 godziny w tygodniu, jeśli w ogóle, 250 Euro miesięcznie max. Alternatywą była kelnerka lub sprzątaczka na pełny etat, ale to nie coś co pomoże zrelaksować się po 3 latach w domu...
5 km od popularnej miejscowości wypoczynkowej, po angielsku już się nie dogadasz. Itp itd.
Rafał_Sz
16-10-2018, 19:09
1. Firmę zakładasz łatwo i jako "nowy" masz 2 lata preferencyjny ZUS. Teraz wszystko jest prowadzone przez CEIDG - tu masz więcej info: https://prod.ceidg.gov.pl/ceidg.cms.engine/
2. Chałupę jaką opisałeś spokojnie postawisz za 450 tysi plus działka. Minus taki, że ostatnio materiały mocno podrożały, ludzi do roboty też brakuje.
3. Wrocław bardzo się zmienia na plus. Jeśli ktoś w tym mieście jest bez niezłej pracy jest... no wiesz. ;)
4. Roboty w Twoim fachu jest od zarąbania.
5. Na pewno w Hiszpanii nie jest obecnie lepiej niż w PL. Byłem ostatnio w interesach i poznałem realia od "drugiej strony". Wiadomo, widać wpakowaną kasę z okresu hossy, ale to już tylko pamiątka "dobrych czasów". Natomiast hiszpańska prowincja nieco przeraża.
Jak wrócisz to nie koniecznie musi być lepiej. Ale na pewno gorzej niż Hiszpanii nie będzie.
Dzięki, Rafał!
1. Ostatnim razem babka w urzędzie mnie skonfundowała. Coś zaczęła tłumaczyć, że jeśli przyjmuje tylko płatności z zagranicy, to cos się będzie działo z VATem po iluś tam tys zł. Musze poszperać albo podzwonić.
2. Dobra wiadomość :)
3. Ja przetrwam, żona pewnie znajdzie coś prędzej niż tutaj. Bardzo polubiła Wroclaw i Szklarska Porębę. Z przyczyn edukacyjno-rozwojowych dziecka - wybór pada raczej na Wrocław ;)
4. Dobrze by było, bo lepiej mieć bardziej "fizyczną" klientelę na dłuższą metę, lepiej, niż tylko "cloud".
5. No niestety, gdybyśmy budowali to właśnie na prowincji. Madryt odpada - jeśli chodzi o realną strefę zamieszkania, to to chyba najbrzydsze miasto w Europie (kobieta podziela zdanie). Barca - to tak jakby znów kupować w UK, a lux nie jest nieziemski.
Dzięki, Rafał!
1. Ostatnim razem babka w urzędzie mnie skonfundowała. Coś zaczęła tłumaczyć, że jeśli przyjmuje tylko płatności z zagranicy, to cos się będzie działo z VATem po iluś tam tys zł. Musze poszperać albo podzwonić.
Firma będzie w Polsce a ty będziesz miał kontrahentów tylko z zagranicy czy jak?
Firma będzie w Polsce a ty będziesz miał kontrahentów tylko z zagranicy czy jak?
Do czasu zbudowania lokalnej klienteli - tak. UK, Francja, Niemcy, USA, Kanada, Malezja, Chiny.
5. No niestety, gdybyśmy budowali to właśnie na prowincji. Madryt odpada - jeśli chodzi o realną strefę zamieszkania, to to chyba najbrzydsze miasto w Europie (kobieta podziela zdanie).
oj to chyba w Brukseli nie byles. albo Eindhoven czy innym Radomiu :grin:
Madryt piekny nie jest, zgoda. plus klimat masakryczny, bo straszne ekstrema. ale az tak brzydko, naprawde, nie jest :)
badtorro
16-10-2018, 19:51
Zgadzam się z kolegą Akustyk (jak zwykle ;-). Gorzej niż w Brukseli to się nie da :-)
Rafał_Sz
16-10-2018, 20:29
1. Ostatnim razem babka w urzędzie mnie skonfundowała. Coś zaczęła tłumaczyć, że jeśli przyjmuje tylko płatności z zagranicy, to cos się będzie działo z VATem po iluś tam tys zł. Musze poszperać albo podzwonić.
Sprawa jest dosyć prosta. Rejestrujesz firmę jako płatnika VAT, następnie rejestrujesz VAT UE. To drugie chwilkę trwa zanim będzie decyzja (biurokracja UE). Następnie możesz świadczyć usługi/sprzedaż wewnątrzwpólnotową z zerową stawką VAT (nie mylić ze zwolnieniem z VAT). Musisz mieć tylko odpowiednie udokumentowanie (zlecenia, dowody na to, że faktycznie poszło to poza terytorium PL). Podatek dochodowy płacisz normalnie w PL. Ale. Będąc "watowcem" w końcu Ci się tego VATu uzbiera jako "nadpłata". Możesz wtedy wystąpić do US o zwrot (spodziewaj się kontroli) lub możesz wystąpić do naczelnika US o pomniejszenie podatku dochodowego o kwotę VATu który masz z górką. Czyli jak dobrze pójdzie, działając tylko na eksport podatki będą śladowe lub żadne. Od 10 lat sprzedaję na eksport więc coś tam o tym wiem i nie jedną kontrolę przeszedłem. Jak masz wszystko w papierach tip top, to nie ma stresu. Stanowczo polecam w PL dobre biuro rachunkowe, zagmatwania ustawy o VAT są gorsze od fizyki kwantowej.
Ale. Będąc "watowcem" w końcu Ci się tego VATu uzbiera jako "nadpłata".
A jak mu się to nazbiera? Kto płaci VAT? Jeśli jest to Reverse charge to przecież Tobie się to w żaden sposób nie odkłada.
Rafał_Sz
16-10-2018, 20:39
A jak mu się to nazbiera? Kto płaci VAT? Jeśli jest to Reverse charge to przecież Tobie się to w żaden sposób nie odkłada.
VAT płaci odbiorca. U nas tak samo - importujesz bez VAT, płacisz go u nas. A zbiera się z zakupów, kosztów, itp.
(...) plus klimat masakryczny, bo straszne ekstrema (...)
Madryt, ekstrema? Polecam El Bierzo, jako region :D W zeszłym roku mieliśmy bite +40 od lipca do września, w grudniu i styczniu dobiliśmy do maksimum +2 w dzień i nawet -11 w nocy. :D
Sprawa jest dosyć prosta. (...)
Dzięki - to więcej wyjaśniło niż zapytka w urzędzie :)
VAT płaci odbiorca. U nas tak samo - importujesz bez VAT, płacisz go u nas. A zbiera się z zakupów, kosztów, itp.
Aaaa, o to Ci chodzi, że nazbierasz sobie VATu z polskich faktur. W takim razie ok, racja.
merkator
16-10-2018, 20:50
Jeśli chodzi o dom – jakie teraz są orientacyjne koszty budowy domu? Jeśli chodzi o kupno, to nie ma problemu, umiem znaleźć oferty, jednak interesują mnie pi razy oko koszty budowy domu około 180-220 mkw, 3-4 sypialnie, dwa salony, jadalnia, „biuro”, całość w rozkładzie parter, piętro i użytkowe poddasze. 3 łazienki (jedna na piętro). Wrocław, oczywiście nie centrum, po prostu gmina Wrocław lub okoliczne (20 minut samochodem).
Stan developerski to od 4 tyś zł / m2 w górę, taniej nie znajdziesz. Ale locum dla rodziny to najmniejszy problem, przyjmij, że z powodu zmiany lokalizacji będziesz potrzebować środki finansowe na utrzymanie rodziny przez około 1-2 lata zanim wejdziesz na lokalny rynek i dochody zapewnią normalne funkcjonowanie. Najpierw wynająć mieszkanie a jak ustabilizujesz się na rynku z przychodami, wtedy podjąć decyzję o wydaniu zaskórniaków.
Firma – czy łatwiej jest założyć firmę od nowa, czy też bezproblemowo prowadzi się działalność zagraniczną? Aktualnie firma jest zarejestrowana w UK jako działalność wykonywana „overseas”, w Hiszpanii. Czekam na tydzień przed Brexitem, żeby się wyrejestrować, bo może wtedy będą warunki jaśniejsze – na razie "trochę" nie wiadomo o co chodzi.
Czy utrzymanie hiszpańskiej firmy w PL to będzie ból? Jak by wyglądała sprawa ubezpieczenia itp.? Nie mam żadnych polskich klientów, ci, których teoretycznie bym ze sobą „przywiózł” płacą w Dolarach, Funtach, Euro. Czy to stawia jakieś dodatkowe wymagania fiskalne, podatkowe?
Dobre pytanie: podatki, kredyty, ubezpieczenia itp. najlepiej w walucie w której się zarabia. Jak koledzy wspomnieli z opłacaniem podatków w kraju, wiąże się prawo do "bezpłatnej" opieki zdrowotnej, darmowej szkoły itp. Nie manipulując przy kwestiach związanych z obywatelstwem (zawsze można zrobić to w terminie późniejszym) załatwiasz rodzinie kartę stałego pobytu i zgłaszasz ich do swojego ubezpieczenia w ZUS które opłacasz w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą. Załatwienie formalności związanych ze zgłoszeniem aktu ślubu w USC i meldunek w kraju to jeden dzień.
Rynek – jak teraz wygląda podaż i popyt w Polsce na usługi agencji medialno-reklamowych? Szeroko pojęty PR i marketing dla średnich firm?
Raczej dobrze, ale musisz zaistnieć na rynku ...
Praca dla obcokrajowców – żona jest Hiszpanką, po inżynierii (na nieszczęście) agrarnej (produkcja wina i owoców). Nie zna słowa po polsku, angielski natywny. Czy szanse na prace dla niej są marne? Chciałaby się nieco uniezależnić, dla odświeżenia umysłu, bo ciężar pierwszych trzech lat z dzieckiem był głownie na niej, niestety.
....
Lingwistyka jako lektor? Bez formalnego wyksztalcenia filologa?
I to może być jej plus, inżynier rolnik z "wrodzoną" znajomością hiszpańskiego może być cennym pracownikiem dla firmy sprowadzającej z Hiszpanii produkty rolne. Znaczna część zaopatrzenia w warzywa i owoce: Lidl'a, Biedronki itp. pochodzi z Półwyspu Iberyjskiego. Ktoś kto gada z kontrahentem w Hiszpanii w jego języku to ogromne ułatwienie w handlu.
Jako "native speaker" hiszpańskiego w którejś z prywatnych szkół wyższych, możliwe, że od zaraz bo do tego nie potrzeba znajomości j. polskiego. A po roku "plotkowania" z sąsiadkami, załapie na tyle naszego "lengłidża", że bez problemu zrobi kurs pedagogiczny, co w połączeniem z posiadanym dyplomem inżyniera pozwoli jej pracować jako lektor.
Jak to wszystko ogarnąć?
Powoli, pośpiech wskazany przy łapaniu pcheł.
Stan developerski to od 4 tyś zł / m2 w górę, taniej nie znajdziesz. Ale locum dla rodziny to najmniejszy problem, przyjmij, że z powodu zmiany lokalizacji będziesz potrzebować środki finansowe na utrzymanie rodziny przez około 1-2 lata zanim wejdziesz na lokalny rynek i dochody zapewnią normalne funkcjonowanie. Najpierw wynająć mieszkanie a jak ustabilizujesz się na rynku z przychodami, wtedy podjąć decyzję o wydaniu zaskórniaków.
Szczęśliwie, ta część powinna pójść dobrze. Mieszkanie na czas budowy mamy, bez potrzeby wynajmowania. Zmiana lokum nie powinna wpłynąć na klientów - jedyna dla nich różnica to adres na fakturach. Od czasu wyjazdu z UK, klientów, których miałem i pozyskałem, nie widziałem na oczy poza Skype - nie sądzę żeby zerwali umowy bo adres się zmienił...
Dobre pytanie: podatki, kredyty, ubezpieczenia itp. najlepiej w walucie w której się zarabia. Jak koledzy wspomnieli z opłacaniem podatków w kraju, wiąże się prawo do "bezpłatnej" opieki zdrowotnej, darmowej szkoły itp. Nie manipulując przy kwestiach związanych z obywatelstwem (zawsze można zrobić to w terminie późniejszym) załatwiasz rodzinie kartę stałego pobytu i zgłaszasz ich do swojego ubezpieczenia w ZUS które opłacasz w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą. Załatwienie formalności związanych ze zgłoszeniem aktu ślubu w USC i meldunek w kraju to jeden dzień.
Ma to sens, dziękuję!
I to może być jej plus, inżynier rolnik z "wrodzoną" znajomością hiszpańskiego może być cennym pracownikiem dla firmy sprowadzającej z Hiszpanii produkty rolne. Znaczna część zaopatrzenia w warzywa i owoce: Lidl'a, Biedronki itp. pochodzi z Półwyspu Iberyjskiego. Ktoś kto gada z kontrahentem w Hiszpanii w jego języku to ogromne ułatwienie w handlu.
Jako "native speaker" hiszpańskiego w którejś z prywatnych szkół wyższych, możliwe, że od zaraz bo do tego nie potrzeba znajomości j. polskiego. A po roku "plotkowania" z sąsiadkami, załapie na tyle naszego "lengłidża", że bez problemu zrobi kurs pedagogiczny, co w połączeniem z posiadanym dyplomem inżyniera pozwoli jej pracować jako lektor.
O tym nie pomyśleliśmy :)
merkator
17-10-2018, 06:04
Jeszcze jedno, gdyby twa małżonka opanowała j. polski w sposób komunikatywny, to jest możliwość pracy w zawodzie i w specjalizacji, bez potrzeby nustryfikacji dyplomu (zakładam, że studiowała w UE). W rejonie Zielonej Góry oraz Wrocławia od wielu lat rozwija się winiarstwo a instytucją wspomagającą rolników są Ośrodki Doradztwa Rolniczego, np. ten we Wrocławiu.
http://www.dodr.pl/
Nie wracaj do Polski- jedz do Kanady http://www.ekanada.pl/tag/emigracja-do-kanady/
Nie wracaj do Polski- jedz do Kanady http://www.ekanada.pl/tag/emigracja-do-kanady/
Nie ma opcji - jeśli nie Polska, to w zasięgu trzygodzinnego lotu, maksimum.
3. Wrocław bardzo się zmienia na plus. Jeśli ktoś w tym mieście jest bez niezłej pracy jest... no wiesz. ;)
Nie mówimy przypadkiem o jakimś innym Wrocławiu? Moim zdaniem ostatnie kilka lat to równia pochyła w dół, ja się coraz bardziej zastanawiam nad uciekaniem z tego miasta.
-Komunikacyjnie to miasta to absolutna porażka. W godzinach szczytu(czyli praktycznie 6-19) niczym nie da się po nim poruszać, ani samochodem ani komunikacją miejską.
-Z sensowną pracą wcale nie jest tak wesoło. Mediana zarobków wśród moich znajomych(mgr inż) świeżo po PWR to jakieś 2k na rękę, za tyle nie da się żyć jak człowiek... Ale temat zarobków jest skomplikowany.
Nie mówimy przypadkiem o jakimś innym Wrocławiu? Moim zdaniem ostatnie kilka lat to równia pochyła w dół, ja się coraz bardziej zastanawiam nad uciekaniem z tego miasta.
-Komunikacyjnie to miasta to absolutna porażka. W godzinach szczytu(czyli praktycznie 6-19) niczym nie da się po nim poruszać, ani samochodem ani komunikacją miejską.
.
Ano Wrocław jest praktycznie non stop rozkopany albo przez remonty albo przez nowe budownictwo. Musi to wpływać na sprawne przemieszczanie się. Pomijając jakieś ekstremalne przypadki komunikacja tramwajowa jakos daje rade - przynajmniej po centrum gdzie z torowisk powywalano samochody i jakos da radę jechac. Przemieszczam się codziennie trasa mikołajów - gaj - kiedys od I Maja (sorry za stare nazewnictwo - przyzwyczajenie) do świebodzkiego to stałem czasem i 20 minut - obecnie idzie to bardzo płynnie. Podobnie jest w kilku innych miejscach gdzie torowisko zamalowano. Oczywiście korki są i tu nie ma co udawać że ich nie ma. Ale byłbym za opcja że jeśli chodzi o komunikację miejską to ciut się polepszyło - trochę więcej busów klimatyzowanych, tramwaje tez nowe i z klimą. Jak coś jebnie to wiadoma sprawa że korki na parę godzin, ale to raczej oczywista sprawa :)
Nie mówimy przypadkiem o jakimś innym Wrocławiu? Moim zdaniem ostatnie kilka lat to równia pochyła w dół, ja się coraz bardziej zastanawiam nad uciekaniem z tego miasta.
-Komunikacyjnie to miasta to absolutna porażka. W godzinach szczytu(czyli praktycznie 6-19) niczym nie da się po nim poruszać, ani samochodem ani komunikacją miejską.
-Z sensowną pracą wcale nie jest tak wesoło. Mediana zarobków wśród moich znajomych(mgr inż) świeżo po PWR to jakieś 2k na rękę, za tyle nie da się żyć jak człowiek... Ale temat zarobków jest skomplikowany.
o tym Wroclawiu, ktory ma nowiutkie, wyprzedane mieszkancom blokowiska 2-3km dalej niz one byly 10 lat temu, jak ja z niego wyjezdzalem? i to w cenie znacznie wyzszej za m.kw. w porownaniu z tym 2007
musi byc, ze jacys szaleni ludzie te mieszkania kupuja, za ta mediane 2000 PLN... albo jakas zupelnie nierykowa gospodarka jest, bo przeciez tu nie moze byc popytu ksztaltujacego taka podaz...
moi staruszkowie sie przeprowadzili 2 lata temu z Krzyk na Maslice (juz za obwodnica miejska). to byl drzewiej koniec swiata - jakies tam pare poniemieckich domkow i zaraz lany nadodrzanskie. dzisiaj do Wilkszyna (ktory dawniej byl "4 domy, 2 ulice") mozna jechac godzine, w sznurku aut z/do nowiutkich domow. a w Wilkszynie bynajmniej jeszcze nie jest po rozbudowie...
nie bede nawet porownywal z Wroclawiem z czasu moich studiow (poczatek tego wieku), bo to jest przepasc. przy tym miescie to caly DDR moze sie schowac, mimo wpompowanej tam kasy z "Reichu"...
Wniosek jest taki, ze pewnie za miesiac przylece na 10 dni, zeby wszystko posprawdzac - teraz przynajmniej mam zarys co i gdzie sprawdzac.
Nie to, zebym nie umial googlac, ale pytan urzędowych w polskim googlu lepiej nie zadawać - to sie od 2012 nie zmieniło ;)
Jakby ktos gdzies planowal we Wrocławiu spożywać napoje alkoholowe tak po polowie listopada, i poszukiwał towarzystwa do tego typu czynności, to ja bede dysponowany i pozostane w kontakcie.
Nie to, zebym nie umial googlac, ale pytan urzędowych w polskim googlu lepiej nie zadawać - to sie od 2012 nie zmieniło ;)
1012 chyba :)
Jakby ktos gdzies planowal we Wrocławiu spożywać napoje alkoholowe tak po polowie listopada, i poszukiwał towarzystwa do tego typu czynności, to ja bede dysponowany i pozostane w kontakcie.
swoj chlop!
ale nie jakas Sangria, OK? :grin:
ale nie jakas Sangria, OK? :grin:
Niet, Sangria to metoda na sprzedanie wina z kartonu rozcienczonego 50/50 w cenie całej butelki innego dobrego trunku. I sprzedanie tego Anglikowi albo Niemcowi na wczasach.
Tubylcy nie pija sangrii :D
Tęsknie za dobrym kuflem piwa, bo tutaj tylko 10% barów używa kufli. A nawet jeśli, to często są one tylko 440 ml.
Piwo schodzi głównie w szotach po 180-250 ml (caña).
Jakby ktos gdzies planowal we Wrocławiu spożywać napoje alkoholowe tak po polowie listopada, i poszukiwał towarzystwa do tego typu czynności, to ja bede dysponowany i pozostane w kontakcie.
Sie o to nie martw. Tu duzo ludzi do tego typu czynności a i wybór lokali z piwem przez duże P się ZNAAAACZNIE zwiększył :) I mówie o piwie a nie o czymś w smaku podobnym do wody :)
Thnx :) W 2015 jak przyleciałem, to znajoma zabrała mnie do "Kontynuacji". Bardzo mi smakowało, nawet były problemy z wysiadaniem z taksówki po całej uroczystości :D
co wy o piwie wiecie... :D
https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2018/10/belgianbrewerymap-1.jpg
źródło (https://distantmirror.files.wordpress.com/2011/01/belgianbrewerymap.jpg)
to sa te wieksze przybytki na splachetku ziemii wielkosci Wielkopolski :)
Wyglada na to, ze bedziemy musieli na troche przyleciec i swoje w urzedach wystac - na przyklad, domyslam sie ze Polski USC nic tez nie wie o slubie, bo czemu mialby wiedziec skoro nie byl brany w polskim konsulacie... I tego typu historie...
Transkrypcja zagranicznych aktów stanu cywilnego, nadanie numeru PESEL dziecku, które automatycznie dostanie obywatelstwo polskie (art.14 ust.1 ustawy o obywatelstwie polskim) to pikuś. Jeden dzień może wystarczy. Najlepiej pojechać z tym do jakiejś małej gminy pod Wrocławiem. Musisz mieć odpisy aktów (małż, urodz.) i tłumaczenia przysięgłe.
Jeśli wracać do Polski to gdzie jeśli nie w okolice dużych miast jak Wrocław, Poznań, Warszawa, Kraków czy Trójmiasto? Praca, ludzie, dobre szkoły itp. Najszybciej żonie będzie znaleźć pracę w jakiejś korpo bo i tak angielski jest językiem urzędowym. Ale dłużej niż kilka lat tam się nie da pracować.
Budowa domu to temat rzeka i nie czuję się za bardzo na siłach szacować. Sama odległość od miasta jest i tak średnio ważna. Liczy się dostępność komunikacyjna (pociąg, autostrada). Z moich obserwacji na błędach i rozsądnych rozwiązaniach znajomych wynika, że lepiej zbudować dom sporo mniejszy i od razu wyposażony w instalacje typu fotowoltaika i pompy ciepła. Żeby jak najmniej wydawać na użytkowanie i spokojnie spłacać kredyt. A szopę na podwórku na graciarnię, która powstanie niechybnie to już za grosze się zbuduje.
jurkarol
17-10-2018, 18:52
Rzeszów jeszcze jest ciekawy, przyjemny, coraz więcej firm się tam gromadzi
Wierze, słyszałem nawet jak sie Rzeszów rozwija :) Tylko, że biorąc pod uwagę, że we Wrocławiu mam mieszkanie (dziecko by dostało sypialnie, a my byśmy spali w salonie, troche nie romantycznie, ale na czas budowy OK), i rownież we Wro byłaby babcia do wykorzystania w chwilach trudnych, to albo Wrocław, albo nie Polska...
merkator
18-10-2018, 07:35
..... we Wro byłaby babcia do wykorzystania w chwilach trudnych,...
To bardzo ważny argument przemawiający za tą a nie inną lokalizacją. ;)
To bardzo ważny argument przemawiający za tą a nie inną lokalizacją. ;)
To wręcz jeden z koronnych argumentów.
Jedno jest pewne we Wro jest duży brak rąk do pracy. Robotę można znaleźć błyskawicznie. Oddzielną kwestią jest na ile dobrą.
Poza tym miasto jest dramatycznie zakorkowane - warto to bardzo mocno wziąć pod uwagę.
Pozdro
Wiesiek
To wręcz jeden z koronnych argumentów.
tak, ale miejmy tez na uwadze negatywne aspekty babci. w szeroko rozumianej formie archetypu kobiety w wieku juz po odchowaniu wlasnych berbeci i przeszczesliwej mogac dokarmiac kazdego i w ilosci dowolnej...
https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2018/10/MuskoSjokrogJulbord_600x300_02-1.jpg
źródło (http://3.bp.blogspot.com/-sW7POEyrNlI/UM7XHV2GNcI/AAAAAAAAANQ/Z6g1YsA9RBg/s1600/MuskoSjokrogJulbord_600x300_02.jpg)
Jedno jest pewne we Wro jest dramatyczny brak rąk do pracy. Robotę można znaleźć błyskawicznie. Oddzielną kwestią jest na ile dobrą.
Poza tym miasto jest dramatycznie zakorkowane - warto to bardzo mocno wziąć pod uwagę.
no napisales przyczyne i skutek :) jest robota, przyjezdzaja ludzie. a ze po za tym Polacy kochaja jezdzic autem a komunikacja publiczna jest dla leszczy... no to jest jak jest...
Rafał_Sz
18-10-2018, 09:39
Tak mi się przypomniało.
Przyszedł rudy do babci na pierogi i poprosił o dokładkę.
Nie dostał.
;)
Tak mi się przypomniało.
Przyszedł rudy do babci na pierogi i poprosił o dokładkę.
Nie dostał.
nie ma bata... fake news... propaganda wrogow naszej socjalistycznej ojczyzny... i w ogole :)
https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2018/10/27891636_910838292427993_183747420135987-1.jpg
źródło (https://scontent.cdninstagram.com/vp/8e8ebee0b1be8b32deb8cf08093f4ef8/5C5FA453/t51.2885-15/e35/27891636_910838292427993_1837474201359876096_n.jpg )
tak, ale miejmy tez na uwadze negatywne aspekty babci. w szeroko rozumianej formie archetypu kobiety w wieku juz po odchowaniu wlasnych berbeci i przeszczesliwej mogac dokarmiac kazdego i w ilosci dowolnej...
http://3.bp.blogspot.com/-sW7POEyrNlI/UM7XHV2GNcI/AAAAAAAAANQ/Z6g1YsA9RBg/s1600/MuskoSjokrogJulbord_600x300_02.jpg
no napisales przyczyne i skutek :) jest robota, przyjezdzaja ludzie. a ze po za tym Polacy kochaja jezdzic autem a komunikacja publiczna jest dla leszczy... no to jest jak jest...
Przyczyna jest fundamentalna - jest tutaj 5 większych rzek i bardzo rozbudowana wyniesiona na wysokie nasypy sieć kolejowa to wszystko paraliżuje miasto. Na to nakłada się absurdalna polityka urbanistyczna. We Wro to deweloperzy zadecydowali o powstaniu wielkich osiedli wiszących na maleńkich uliczkach. Jeśli chodzi o rozwój przestrzenny to banda idiotów pokierowała naszym miastem. Wrocław ma super odbiór zewnętrzny - po części uzasadniony ale jest wiele minusów wśród których paraliż komunikacyjny i smog są podstawowe.
Ja nie narzekam - poruszam się rowerem (i tu miasto zrobiło bardzo dużo dobrego) i mam wszędzie blisko. Planując jednak przenosiny koniecznie trzeba logistykę transportową dogłębnie przemyśleć. Inaczej można znienawidzić to miasto.
Pozdro
Wiesiek
Nie, nie, wszystko powyżej, to nie moja Mama ;)
Moja mama to raczej sałatki i wszystko czego Gary Rhodes i Nigel Slater dotknęli.
Ogólnie (i kulinarnie, licząc od Delii Smith), anglofilka :)
Pracuję w branży "reklamowej" od wielu lat, zbudowałem 2 domy, odchowuje i odchowałem liczną gromadę dzieciaków i brakuje mi najważniejszego pytania przy takiej decyzji a mianowicie:
- czy kraj do którego się wybieram dba o zdrowie i życie swoich obywateli, lepiej/gorzej od miejsca obecnego pobytu?
Jakąś odpowiedź dają statystyki dotyczące ilości osób osadzonych, ofiar wypadków drogowych oraz dostępu do usług medycznych. Reszta to umiejętność bycia szczęśliwym i czerpania radości z drobiazgów.
Dom to też drobiazg. Najbardziej bałbym się stracić dobrych sąsiadów.
(...)
- czy kraj do którego się wybieram dba o zdrowie i życie swoich obywateli, lepiej/gorzej od miejsca obecnego pobytu? (...)
Tak, lepiej. I to jest nawet nie różnica, a miejscami przepaść.
Przyczyna jest fundamentalna - jest tutaj 5 większych rzek i bardzo rozbudowana wyniesiona na wysokie nasypy sieć kolejowa to wszystko paraliżuje miasto.
nie do konca sie zgadzam. pamietam Wroclaw podobnie zakorkowany 10 lat temu. bez AOW, bez fragmentow istniejacej teraz obwodnicy srodmiejskiej, za to z cala masa rozpierniczonych drog i remontow.
to skad sie wzielo to zawalenie autami dzisiaj, skoro topologia sie nie zmienila? bo moim zdaniem wlasnie z tej dramatycznej rozbudowy na przedmiesciach i niedostatecznie dopasowanej do tego rozwoju sieci komunikacji publicznej plus zakochaniu narodu w jezdzeniu samochodem nawet po bulki do osiedlowej Biedronki...
nad umiejetnosciami kierowcow w Polsce sie nie bede znecal. mnostwo zatorow bierze sie z nadmiaru indywidualizmu i niedoboru wspolpracy na drodze... ale to akurat nie wyjatek, w wielu krajach swiata jest podobnie...
- czy kraj do którego się wybieram dba o zdrowie i życie swoich obywateli, lepiej/gorzej od miejsca obecnego pobytu?
pomiedzy Hiszpania a Polska... wybieram bezdyskusyjnie Polske. trupi oddech socjalistycznego myslenia jest mimo wszystko lepszy niz kompletna i wszedobylska maniana :/
No to z przekonaniem żony nie powinno być problemu.
nie do konca sie zgadzam. pamietam Wroclaw podobnie zakorkowany 10 lat temu. bez AOW, bez fragmentow istniejacej teraz obwodnicy srodmiejskiej, za to z cala masa rozpierniczonych drog i remontow.
to skad sie wzielo to zawalenie autami dzisiaj, skoro topologia sie nie zmienila? bo moim zdaniem wlasnie z tej dramatycznej rozbudowy na przedmiesciach i niedostatecznie dopasowanej do tego rozwoju sieci komunikacji publicznej plus zakochaniu narodu w jezdzeniu samochodem nawet po bulki do osiedlowej Biedronki...
nad umiejetnosciami kierowcow w Polsce sie nie bede znecal. mnostwo zatorow bierze sie z nadmiaru indywidualizmu i niedoboru wspolpracy na drodze... ale to akurat nie wyjatek, w wielu krajach swiata jest podobnie...
Problem jest w tym, że całą swoją wypowiedź opierasz na 2 fundamentach: "10 lat temu" i "wydaje mi się". Na dobrą sprawę zgadzam się tylko z częściami dotyczącymi umiejętności kierowców i niekontrolowanej rozbudowy.
Pod względem korków jest znacznie, znacznie gorzej niż było 10 lat temu. Po pierwsze ilość samochodów u mieszkańców Wrocławiu się podwoiła, po drugie obecnie w mieście jest dużo więcej słoików i Ukrainców. Całościowo myślę, że samochodów będzie z 2.5x tyle co te 10 lat temu.
Do tego doszli jeszcze pedalarze(czytaj nieznający przepisów i nie myślący debile na rowerach), którzy także swoje dokładają do paraliżowania miasta i blokowania ruchu.
Komunikacja miejska w tym mieście nie jest żadną alternatywą dla samochodu. Po prostu nie da się nią w żaden sposób podróżować. Tramwaje/autobusy nawet w godzinach szczytu jeżdżą co 10 minut, do tego:
-Często są tak nabite, że fizycznie nie da się do nich wejść.
-Bardzo często nie przyjeżdżają wcale.
-Ewentualnie przyjeżdżają 3 pod rząd(jeden za drugim w odstępie kilkunastu sekund :D), a przez poprzednie/następne 30 min nie przyjedzie nic.
-Do tego wszystkiego dochodzi też praktyczna konieczność sprawdzania na swojej skórze i nosie starego chińskiego przysłowia, które mówi "jeżeli żul jedzie tramwajem, to tramwaj jedzie żulem". Panowie kloszardzi niestety są plagą w komunikacji miejskiej.
Mieszkając w Warszawie nie miałbym problemów z odstawieniem komunikacji na rzecz samochodu, we Wrocławiu jest to absolutnie niewykonalne.
Ciekawe z tą komunikacją. Luty-marzec, byłem we Wro 5 tygodni, bo Mama złamała nogę i nie radziła sobie o kulach sama.
Z sumie używałem autobusów czy tramwai około 25-30 razy. Również taksówek. W wiekszości przypadków podroże przynajmniej 25-30 minut, z przesiadkami (bo 3 przystanki podjechać, to nie sztuka, jasne).
Ani razu nie było tak żeby coś nie zagrało albo przyjachało później/wcześniej niż 2-3 minuty. Nigdy nigdzie sie nie spóźniłem. Wszystko wyliaczne na jakdojade.pl, bo google mapy w tym czasie źle chwytały czasy przesiadek na Kromera.
Nie ironizuje, po prostu może miałem szczescie. I tak - trasy były przez centrum.
Problem jest w tym, że całą swoją wypowiedź opierasz na 2 fundamentach: "10 lat temu" i "wydaje mi się". Na dobrą sprawę zgadzam się tylko z częściami dotyczącymi umiejętności kierowców i niekontrolowanej rozbudowy.
no wydaje, bo nie mam obiektywnych pomiarow. nei wiem ile pamietasz sprzed 2012 roku, ale jak nie bylo AOW i wszystkie tiry pchaly sie Hallera albo Pulaskiego, to przejazd przez miasto byl horrorem. tyle ze wszystko blokowal przede wszystkim ruch tranzytowy
dzisiaj jest horror na Legnickiej, Grabiszynskiej, Borowskiej, Hubskiej... czyli ruch w godzinach szczytu do centrum i z centrum - ci wszyscy ludzie, ktorzy zakupili domy "na perypetiach" (wszelkie dramatyczne Jagodna czy Stablowice) a robote maja w centrum...
Pod względem korków jest znacznie, znacznie gorzej niż było 10 lat temu. Po pierwsze ilość samochodów u mieszkańców Wrocławiu się podwoiła, po drugie obecnie w mieście jest dużo więcej słoików i Ukrainców. Całościowo myślę, że samochodów będzie z 2.5x tyle co te 10 lat temu.
zgadzam sie. dlatego wlasnie nie kupuje wyjasnienia topologicznego (bo rzeki, bo tory kolejowe). oczywiscie, ze one sie dokladaja do problemu (pozdrawiam Jagodno ;) ), ale najgorsze jest rozrastanie miasta i niedostateczny transport publiczny
Do tego doszli jeszcze pedalarze(czytaj nieznający przepisów i nie myślący debile na rowerach), którzy także swoje dokładają do paraliżowania miasta i blokowania ruchu.
miejsce jednego auta w ruchu ulicznym zajmuje 10 pedalarzy. to dla nich powinna byc rozbudowywana siec komunikacyjna miasta. miasta/panstwa dbajacego o budzet (wydatki na zdrowie, straty gospodarki przez ludzi spoznionych do pracy)
nie chce mowic, ze mieszkam w Holandii i ze tutaj do centrum miast nikt przy zdrowych zmyslach nie wjezdza autem bez bardzo wyraznego powodu. i nie, nie tylko Amsterdamu, praktyczne kazdego wiekszego miasta (>50.000 mieszkancow tutaj, bo to taka skala).
albo rowerkiem (jesli ponizej 10km) albo pociagiem (i na stacji pozycza sie "rower kolejowy") albo pod miasto na P+R i w tramwaj/pociag podmiejski.
Komunikacja miejska w tym mieście nie jest żadną alternatywą dla samochodu. Po prostu nie da się nią w żaden sposób podróżować.
31 z Maslic jedzie sie OK do centrum. tloczno, prawda, ale szybko - zawsze pol godziny od Stadionu do Arkad. porownaj z 1h kwitniecia w blaszanej puszce na podobnej trasie...
Mieszkając w Warszawie nie miałbym problemów z odstawieniem komunikacji na rzecz samochodu, we Wrocławiu jest to absolutnie niewykonalne.
bo komunikacja publiczna nie jest dostatecznie rozwijana z rozbudowa miasta. to jest wina osob odpowiedzialnych za komunikacje i brak pomyslunku, ze ona musi byc alternatywa dla samochodow...
no wydaje, bo nie mam obiektywnych pomiarow. nei wiem ile pamietasz sprzed 2012 roku, ale jak nie bylo AOW i wszystkie tiry pchaly sie Hallera albo Pulaskiego, to przejazd przez miasto byl horrorem. tyle ze wszystko blokowal przede wszystkim ruch tranzytowy
dzisiaj jest horror na Legnickiej, Grabiszynskiej, Borowskiej, Hubskiej... czyli ruch w godzinach szczytu do centrum i z centrum - ci wszyscy ludzie, ktorzy zakupili domy "na perypetiach" (wszelkie dramatyczne Jagodna czy Stablowice) a robote maja w centrum...
Cóż mogę powiedzieć, mieszkam pomiędzy Borowską a Hubską, ruch stoi we wszystkich kierunkach, szczególnie teraz jak Hubska jest rozkopana.
miejsce jednego auta w ruchu ulicznym zajmuje 10 pedalarzy. to dla nich powinna byc rozbudowywana siec komunikacyjna miasta. miasta/panstwa dbajacego o budzet (wydatki na zdrowie, straty gospodarki przez ludzi spoznionych do pracy)
I tak i nie. Przy sensownej infrastrukturze dla rowerów i ludziach potrafiących korzystać z tego środka transportu owszem. W realnych "naszych" warunkach już nie. Geniusz jadący rowerem 10-15 km/h środkiem drogi, blokujący 20 samochodów za nim nijak tego ruchu nie usprawni. To co wyprawia na drogach większość "rowerzyści" to jest jakiś dramat. Zero myślenia, zero znajomości przepisów, nawet z samą mechaniczną jazdą mają problemy.
nie chce mowic, ze mieszkam w Holandii i ze tutaj do centrum miast nikt przy zdrowych zmyslach nie wjezdza autem bez bardzo wyraznego powodu. i nie, nie tylko Amsterdamu, praktyczne kazdego wiekszego miasta (>50.000 mieszkancow tutaj, bo to taka skala).
albo rowerkiem (jesli ponizej 10km) albo pociagiem (i na stacji pozycza sie "rower kolejowy") albo pod miasto na P+R i w tramwaj/pociag podmiejski.
Próbujesz przenieść rozwiązania z cywilizowanych krajów 1:1 na nasz grunt, to niestety tak nie działa :D
31 z Maslic jedzie sie OK do centrum. tloczno, prawda, ale szybko - zawsze pol godziny od Stadionu do Arkad. porownaj z 1h kwitniecia w blaszanej puszce na podobnej trasie...
Ta trasę akurat robię dosyć często, bo jeżdżę z Gaju na Stadion. Od drzwi mieszkania do drzwi centrum prasowego na stadionie podróż zajmuje mi średnio:
25-30 min samochodem jadąc Hallera, Bystrzycką, Lotniczą. Czasami da się nawet zejść poniżej 20 minut.
60-70 min komunikacją miejską.
Jakikolwiek komentarz jest chyba zbędny ;)
bo komunikacja publiczna nie jest dostatecznie rozwijana z rozbudowa miasta. to jest wina osob odpowiedzialnych za komunikacje i brak pomyslunku, ze ona musi byc alternatywa dla samochodow...
Problemem jest tutaj to, że wchodzimy trochę w błędne koło. Komunikacja nie jest rozwijana, bo ludzie nie chcą nią jeździć. Ludzie nie chcą nią jeździć, bo nie jest rozwijana.
Patrząc też na obecnych kandydatów w wyborach samorządowych... no nie ma nikogo na kogo chciałbym zagłosować, zostaje tylko wybór mniejszego zła.
Próbujesz przenieść rozwiązania z cywilizowanych krajów 1:1 na nasz grunt, to niestety tak nie działa :D
Ta trasę akurat robię dosyć często, bo jeżdżę z Gaju na Stadion. Od drzwi mieszkania do drzwi centrum prasowego na stadionie podróż zajmuje mi średnio:
25-30 min samochodem jadąc Hallera, Bystrzycką, Lotniczą. Czasami da się nawet zejść poniżej 20 minut.
nie masz szansy jesli trzymasz przepisowa predkosc i zatrzymujesz sie na czerwonych swiatlach :) nawet na pustej drodze, gdzie nie musisz czekac az ktos przed toba znajdzie jedynke :D
moj rekord z Krynickiej na Maslicka przy pomyslnym ukladzie swiatel i trzymajac do wysokosci Szkockiej wzorcowe "holenderskie" 64km/h, potem 4km/h nad znaki (zgodnie z uwarunkowaniem przez tolerancje tutejszych radarow :D ) to 30 minut. jadac po holendersku nie osiagniesz Stadionu ponizej 20 minut. wierze, ze jadac po polsku jest to osiagalne :D
ale ogolnie, to nie pytalem o weekend. tylko dzien roboczy o 7:30. i o trase na linii peryferia-centrum, wiec od Stadionu do Arkad. tam jest rano korek za korkiem, tylko Popowicka mozna kawale plynnie przejechac...
60-70 min komunikacją miejską.
Stadion-Arkady to 30 minut tramwajem, o tym mowilem.
Problemem jest tutaj to, że wchodzimy trochę w błędne koło. Komunikacja nie jest rozwijana, bo ludzie nie chcą nią jeździć. Ludzie nie chcą nią jeździć, bo nie jest rozwijana.
Patrząc też na obecnych kandydatów w wyborach samorządowych... no nie ma nikogo na kogo chciałbym zagłosować, zostaje tylko wybór mniejszego zła.
to juz sie nie wypowiem. nie chce uogolniac na podstawie jednej, i to chyba chwilowo najlepszej, linii tramwajowej w miescie. podaje ja natomiast jako przyklad czegos co dziala swietnie, a i tak kolo moich staruszkow na Maslickiej od 7:00 rano stoi sznurek w strone miasta. do samej Popowickiej. rowerem sie w te i nazad obroci ta trase w tym samym czasie co sie w korkach wystoi... wiec po co?
1. Dom to wydatek rzedu 550tysi+ (bez szalenstw typu pompa ciepla, ogrod zrobiony na tip-top, rekuperacja, etc) za dom wykonczony tak zeby mozna w nim bylo wygodnie mieszkac (kuchnia urzadzona, lazienki zrobione, wszystkie pomieszczenia przygotowane tak, zeby meble mozna bylo wstawiac). Jesli nie masz ziemi to minimum 650tysi+ (chociaz na sensowna dzialke 100tysi to czesto za malo). Nie wierz w teksty, ze za 400 tysi lekko pobudujesz dom o parametrach jakie podales i w lokalizacji jaka podales. Dodatkowo jest ogromny problem z ekipami budowlanymi. Przewaznie czeka sie miesiacami na wolne terminy a zadania cenowe przebijaja sufit.
2. Jesli chodzi o firme to nie wiem.
3. Tez nie pomoge.
4. W lokalizacji Wroclaw zona znajdzie prace bez najmniejszego problemu. Oczywiscie trzeba sie nastawic na prace w miedzynarodowej korporacji. Tu brak polskiego nie stanowi jakiegokolwie problemu.
5. Dziecko ma jeszcze czas na zlapanie polskiego. Co do obywatelstwa to nie wiem czy moze miec polskie i 2 inne, ale na 100% moze miec polskie i 1 inne.
Najlepiej rozpoczac budowe mieszkajac za granica. To ogromne wyzwanie organizacyjne, ale sie da. Pozwala to w miare komfortowo odkladac kase na budowe i sprawnie wybrac odpowiedni moment na powrot. Co do szukania pracy to oczywiscie najlepiej robic to bedac jeszcze za granica.
Hej!
Po latach na wygnaniu ;) zaczynamy myśleć z rodziną o "powrocie" do Polski.
Nie ma ustalonej konkretnej daty, a "powrót" w cudzysłowie, dlatego, że partnerka jest Hiszpanką i córka technicznie też, więc dla nich to nie do końca powrót… Ponadto wszystko może skończyć się i tak, że zostaniemy w Hiszpanii.
Szukam paru rad, każdej serdecznie wysłucham, zapewne jednak moje pytania są raczej do osób, które mają jakaś wiedze o zakładaniu firm, budowie domów i rynku pracy…
Od sześciu lat nie mieszkam w Polsce, poza śledzeniem wiadomości, mało wiem o tym jak zmienia się cala koniunktura. Stąd pytania.
Jeśli chodzi o dom – jakie teraz są orientacyjne koszty budowy domu? Jeśli chodzi o kupno, to nie ma problemu, umiem znaleźć oferty, jednak interesują mnie pi razy oko koszty budowy domu około 180-220 mkw, 3-4 sypialnie, dwa salony, jadalnia, „biuro”, całość w rozkładzie parter, piętro i użytkowe poddasze. 3 łazienki (jedna na piętro). Wrocław, oczywiście nie centrum, po prostu gmina Wrocław lub okoliczne (20 minut samochodem).
Firma – czy łatwiej jest założyć firmę od nowa, czy też bezproblemowo prowadzi się działalność zagraniczną? Aktualnie firma jest zarejestrowana w UK jako działalność wykonywana „overseas”, w Hiszpanii. Czekam na tydzień przed Brexitem, żeby się wyrejestrować, bo może wtedy będą warunki jaśniejsze – na razie "trochę" nie wiadomo o co chodzi.
Czy utrzymanie hiszpańskiej firmy w PL to będzie ból? Jak by wyglądała sprawa ubezpieczenia itp.? Nie mam żadnych polskich klientów, ci, których teoretycznie bym ze sobą „przywiózł” płacą w Dolarach, Funtach, Euro. Czy to stawia jakieś dodatkowe wymagania fiskalne, podatkowe?
Rynek – jak teraz wygląda podaż i popyt w Polsce na usługi agencji medialno-reklamowych? Szeroko pojęty PR i marketing dla średnich firm?
Praca dla obcokrajowców – żona jest Hiszpanką, po inżynierii (na nieszczęście) agrarnej (produkcja wina i owoców). Nie zna słowa po polsku, angielski natywny. Czy szanse na prace dla niej są marne? Chciałaby się nieco uniezależnić, dla odświeżenia umysłu, bo ciężar pierwszych trzech lat z dzieckiem był głownie na niej, niestety.
Wrocław? Santander Bank? Lingwistyka jako lektor? Bez formalnego wyksztalcenia filologa?
Dziecko – nie mówi po polsku, ma obywatelstwo hiszpańskie i brytyjskie. 3 lata.
Co, gdzie, jak? Zrzec się jednego i zaaplikować o polskie?
Jak bez obywatelstwa wygląda szkoła, ubezpieczenie, służba zdrowia?
Z UK uciekliśmy, bo ceny nieruchomości sięgnęły absurdu. W Hiszpanii „trzyma” nas rodzina zony, ale mamy też świadomość, że warunki codziennego życia mogą być lepsze w Polsce.
Jak to wszystko ogarnąć?
OK OK OK!
Co do komunikacji miejskiej, to kończymy offtop :) W moim przypadku albo Wrocław, albo nic.
Poza tym, po 5 latach w Londynie, wszystko traci sens przy porównaniu z tamtejszym metrem, wszystko zyskuje sens w porównaniu z prowadzeniem tam auta.
Nigdzie indziej jedno nie jest lepsze a drugie gorsze ;)
HYPER, dzieki.
Pierwszy krok to za miesiąc sie dowiedziec na miejscu, co gdzie i jak z potencjalnym domem.
zgadzam sie. dlatego wlasnie nie kupuje wyjasnienia topologicznego (bo rzeki, bo tory kolejowe). oczywiscie, ze one sie dokladaja do problemu (pozdrawiam Jagodno ;) ), ale najgorsze jest rozrastanie miasta i niedostateczny transport publiczny
Wyjaśnię - rzeki i tereny wydzielone na tory (gigantyczne) nie pozwalają na przemieszczanie się po obwodzie miasta. Gdziekolwiek chcesz dojechać musisz pchać się przez newralgiczne punkty. Np jadąc z Grabiszyńskiej na pobliską Strzegomską musisz pojechać przez pl Orląt Lwowskich lub obwodnicę śródmiejską. Na czterech kilometrach nie ma innego połączenia tych dość bliskich ulic. Dotyczy to dziesiątek miejsc. Albo most po drodze albo wiadukt, wszędzie trzeba coś objeżdżać.
Jasne jest, że gdyby nie było aut to by nie było ruchu. Możemy więc udowodnić tezę, że korki są bo są pojazdy. Nie zmienia to postaci rzeczy, że w każdym normalnym mieście o podobnej liczbie pojazdów jest lepiej bo wytwarza się "oboczne" krążenie. U nas nie ma takiej możliwości. Porównałbym to do sytuacji w górach gdzie możesz wyjechać tylko przez ujście doliny.
Co do korków to sytuacja dramatycznie się pogarsza. Kiedyś tworzyły się tylko w godzinach szczytu. Teraz normalne jest, że nawet o 19-20 jest totalnie zapchane. Strategią życia w tym mieście jest minimalizowanie koniecznych do pokonania odległości. Jest fatalnie a będzie gorzej. Dlatego zresztą jest taki rozwój komunikacji rowerowej. Miasto zresztą bardzo dużo zrobiło w kierunku rozdzielenia ruchu rowerowego od samochodowego. I to jest jedyne co mogę dobrego powiedzieć o transporcie we Wro.
pozdro
Wiesiek
Nie rozumiem decyzji o budowie domu.
Dojazdy, dojazdy, dojazdy, koszty utrzymania, dojazdy, dojazdy, czasochłonność zajmowania się tym. I to wszystko w perspektywie sprowadzenia się na nowe miejsce gdzie tysiąc inncyh spraw przez najbliższe lata będzie do załatwienia, w porównaniu z kimś zakorzenionym.
Nie rozumiem decyzji o budowie domu.(...)
Żeby wyjaśnić - wolimy zbudować dom, niż kupić dom. Przyczyna - jak każdy inny kto woli zbudować niż kupić.
Dlaczego teraz a nie np. za 3 lata - za około 3-4 lata najpóźniej chcielibyśmy być po narodzinach drugiego dziecka. I w ciążę zajść już w wykończonym domu.
Priorytetem jest "ostateczny" dom, nie przeprowadzka. Jeśli lepsze warunki i lepszy dom da sie stworzyć w PL, to dlatego przeprowadzka do PL. Nie odwrotnie.
Gdybyśmy budowali tutaj, to też dojazdy - minumum 23 km, bo budowalibyśmy poza miastem, na wsi w górach.
Kupić mieszkanie. Zaaklimatyzować się w nowym miejscu. Zobaczyć jak perspektywy zawodowe, jak się będzie żyć. Pracujesz z domu jak rozumiem, więc prawda, że dojazdy będą mniej uciążliwe, ale żona będzie się męczyć jeżeli będzie pracować nie-zdalnie. Dziecko - szkoła,. zajęcia dodatkowe. A jeżeli pracę masz na tyle solidną, to po co w ogóle pod miastem?
Mieszkanie to też większa mobilność, łatwiej zbyć, wynająć.
Jakoś tak sporo znajomych marzących o domu potem i tak narzeka na dojazdy, koszty, albo nie narzeka, bo mieszka pn-cz w mieszkaniu a dom ma na weekendy.
Co kto lubi, ale w Twoim przypadku na to nakłada się jeszcze sytuacja zmiany kraju - bardzo ambitnie.
Ale ja mam mieszkanie we Wrocławiu... Mamy gdzie się wprowadzić, żeby zobaczyć jak jest i się zaaklimatyzować.
Nie planowaliśmy zacząć budowy w pierwszym miesiącu. Tak czy inaczej - nie da się tak szybko i łatwo.
Aktualne mieszkanie ma 55 mkw, raczej kawalerski rozkład. Za 120 mkw mieszkania we Wrocławiu płaci sie 700 tys bez mrugnięcia okiem, jeśli chodzi o nowe budownictwo.
Za stare budownictwo w takim metrażu - dziękuje.
A w tej cenie powinno sie udać postawić 220 mkw dom, 15 minut od niektórych nowych "blokowisk".
Tak czy inaczej, z doświadczenia i przekonań, mieszkaniom mówimy nie.
Rafał_Sz
18-10-2018, 17:40
Jeszcze jedna kwestia. Polecam dobre ekipy budowlane z Ukrainy. Robią szybko, solidnie i w miarę przystępnie cenowo. Trzeba tylko zwrócić uwagę, czy są w PL legalnie. I wszystko najpierw na papier, żadnych uzgodnień na twarz. Najlepiej znaleźć takich z polecenia albo przejść się po osiedlu gdzie sporo domów jest w budowie, pogadać i zarezerwować sobie jakąś sprawną ekipę. Jest tylko taki ból, że polskie fabryki nie wyrabiają z produkcją materiałów, zwłaszcza na mury. Sporo ludzi którzy się budują w Jeleniej Górze jeździ na zakupy do Niemiec, bo u nas trzeba czekać. Takie czasy Panie. ;)
Zapamiętam, nie wiedziałem, że jest aż taki boom.
Chłopaki z Ukrainy nam wymieniali okna w UK. Czekało sie 5 tygodni na sama wymiane, ale dzień wymiany - czegoś takiego nie widziałem - 6 masywnych shash wymienione w 8 godzin.
Ostatnie pol godziny posprzątane na błysk, nawet nam było głupio, bo odsunęli sofe i odkurzyli nasz syf nie związany z oknami ;)
Właśnie dziś znajomy architekt mi to powiedział. Że są kolejki, zapisy, itp. Ale jaja.
Trzymam kciuki.
krzysztofz24
25-10-2018, 14:23
(.....)powinno sie udać postawić 220 mkw dom, 15 minut od niektórych nowych "blokowisk".(.....)
.
Przemysl to sobie bardzo dokladnie, bo stawiac dom 15 min od nowych blokowisk to bez sensu dla mnie.
Ja bym do tego 15 min od blokowisk jeszcze dodal 10km. Jezdzac samochodem to wiele dluzej nie bedzie.
Miasto sie rozrasta i pecznieje. Budujesz dom ucieszony ze cisza i spokoj i taka ladna okolica i bliziutko do miasta.
A za 5-10lat z tego wszystkiego zostaje tylko wspomnienie bo widzisz bloki z okna plus ruch o wiele wiekszy sie zrobil.
Po za tym bardzo czesto na scislym obrzezu miast buduja sie wielkie magazyny generujace ruch ciezarowek.
Albo supermarkety. Chcialbys miec widok na parking pod supermarketem;-).
Takze oddal sie troche od miasta niz te 15 min.
To był taki skrót myślowy, "15 minut a cena ta sama" za coś 2 razy większego z ogrodem. Też bym nie chciał mieszkać w cieniu bloków które rosną w tempie 3 na rok na każdym rogu.
We Wro bywam raz na rok, i za każdym razem coś nowego gdzieś sie wykluwa.
Nie wiemy jeszcze co zrobić.
Ja wolałbym w PL, niedaleko Wrocławia.
Z drugiej strony tutaj jest szansa kupić ziemię na skraju wsi, za bezcen. Konwersja z uprawnej pod zabudowę, to kilka dni, bo alkad zna się z teściem od dziecka (nie, że robota na lewo, po prostu facet trzaśnie od ręki). Problem - najbliższy sklep 15 minut autem, do lekarza 25, 2 godziny do miasta uniwersyteckiego, a sama wieś (której z przyszłego ogrodu i tak by nie było widać), no cóż... ekhm... kozie kupy na drodze i odbiór śmieci raz na tydzień. Dom byłby poza wsią, 200 m od najbliższego domu, praktycznie w górach. Widoki cudne, ale nie wiem czy tam bym nie osiwiał od sielskości, za 15 lat powiedzmy...
krzysztofz24
25-10-2018, 15:48
Podajesz skrajnie przeciwny przyklad:-).
Ja prponuje jakas wioske/miejscowosc blisko Wroclawia.
Ale na tyle oddalona ze nie grozi jej wchloniecie przez miasto w ciagu najblizszych 10 lat.
Mysle ze 15km od miasta byloby akurat.
Moja rodzina ma dzialke z domem pod Warszawa w odleglosci okolo 7-8km od granicy Wawy. Troche ta granica ostatnio sie zagescila;-).
Dobrze ze po jednej stronie drogi jest rezerwat w okolicy lotnisko bemowo i jednostka wojskowa.
To przynajmniej od tej strony miasto nie dojdzie:-).
Ale wioski 5 km dalej sa o wiele spokojniejsze.
Znajomy 20 lat temu wybudował się na przedmieściach Krakowa, z jednej strony las, z drugiej rezerwat motyli, z trzeciej domki i z czwartej działka zakonnic, obecnie mieszka w środku zabudowania bo las cwany syn radnego przekształcił w uprawy potem pod użyteczne i na koniec pod budowlane, rezerwat zaorano pod motel gdzie prowadzi biznes znajomek ważnego komucha z Krakowa, zakonnice sprzedały deweloperowi, a drogę chcą poszerzyć bo w godzinach szczytu ludzie uciekają z korków na skróty :)
Podajesz skrajnie przeciwny przyklad:-).
Skrajne przykłady, bo i opcje skrajne.
Jeśli w Hiszpanii, to w tej wiosce, bo blisko rodziny w mieście. W mieście nie chcemy, bo mieszkanie i tak tam mamy, to co za różnica. Pod miastem tutaj, budować się nie chcemy, bo to puste parki przemysłowe, jeden na drugim.
Jeśli w PL, to pod WRO ;)
Odnośnie ukraińskich ekip budowlanych. W mojej okolicy już wyparowały. Oficjalnie pojechali do domów, żeby odświeżyć wizy a nieoficjalnie to wynik nowych niemieckich ustaw, które maja być uchwalone na dniach a dotyczą zatrudniana emigrantów z kwalifikacjami. Już teraz niemieckie służby przestały ścigać tych nielegalnie zatrudnionych. Inwestorzy w nadmorskich miejscowościach mają olbrzymi problem. Ten sam problem mają duże firmy zatrudnione na większych budowach. Taki paradoks. W Polsce najczęściej upadają firmy budowlane i transportowe. Nie są w stanie wypełniać swoich zobowiązań z racji braków kadrowych. Jedyny możliwy kierunek - drastyczny wzrost płac w Polsce. Dla budującego to bardzo zła wiadomość.
robin102
25-10-2018, 22:43
Przy budowie domu można zaoszczędzić na materiałach na technologiach budowlanych, ale nigdy na fachowcach. Slaby, tani majster zepsuje najlepsze materiały, a dobry fachowiec nawet na słabych materiałach zrobi porządnie na lata.
tbogdanowicz
26-10-2018, 06:31
Przy budowie domu można zaoszczędzić na materiałach na technologiach budowlanych, ale nigdy na fachowcach. Slaby, tani majster zepsuje najlepsze materiały, a dobry fachowiec nawet na słabych materiałach zrobi porządnie na lata.
Uważaj z tą słabością materiałów. Wielu tak myślało i mocno się nabrali. Dobry fachowiec, często nie zgodzi się by robić z byle czego.
Czasy minione... Obecnie nie zaoszczędzisz, ani na materiałach ani na wykonawstwie. Zarówno ceny materiałów jak i wynagrodzenia pracowników w branży budowlanej idą do góry.
robin102
26-10-2018, 08:55
Uważaj z tą słabością materiałów. Wielu tak myślało i mocno się nabrali. Dobry fachowiec, często nie zgodzi się by robić z byle czego. Dobry fachowiec wie z czego da się dobrze niedrogo zrobić, a nie nabijać inwestorowi koszty aby miał wygodniej odrobinę przy pracy. Prosty przyklad, do klejenia gresu na tarasach zewnętrznych, na schodach balkonach ludzie używają klei super drogich niby super elastycznych po 70-80-90 zl Atlasy, Mapei, Sopro :D za worek. Kleju idzie ogromna ilość przy domach. Można użyć taniutkiego polskiego kleju mało komu znanej marki IZOLBET :D po 19.90 zł za 25 kg kupowany był. Wszystko ułożone starannie przez świadomego rzeczy człowieka i porządnie zafugowane i już wiele lat żadna płytka nawet nie ma zamiaru odstać, a mrozy ogromne, słonce świeci deszcz pada. Znajomym po Mapei, Atlasach super plus hiper, czy Sopro płyteczki po pierwszej zimie na mokrym tarasie odskakiwały. Wiem co mówię, podstawa to wykonawstwo. Materiały mogą być z niższej półki cenowej. Podobnie ludzie montują drogie wyczesane okna przez partaczy, albo robią izolację z najdroższych materiałów rękami człowieka który mówi, że "panie styropian grzeje" :D Po budowach chodziłem zdjęcia , dokumentację fotograficzną robiłem. Dramat co ludzie potrafią zepsuć.
Sugeruje tylko, że na wykonawcy nie oszczędzać, na materiałach można, oby nie śmieciowe.
Rafał_Sz
26-10-2018, 09:08
Robin, problem polega na tym, że obecnie fachowców którzy znają się choćby na tyle żeby nie zepsuć materiału, po prostu nie ma. Tzn. są, ale terminy mają zaklepane na długo w przód. Tak jest przynajmniej w moim regionie.
Jest też możliwość przywiezienia ekipy z Hiszpanii. Bardzo dobrej ekipy. Tutaj taka recesja, że po prostu budują raz na 2 lata. Poza tym życie na zasiłku i naprawy dorywcze, bez faktury, raz na miesiąc jakaś rura, czy elektryka, czy cieknący dach.
Facet który dla nas robił kosztorys, jak usłyszał, że MOŻE będziemy w budować w Polsce, to powiedział, żeby nikogo nie brać, że oni pojadą na 5 vanów, barakowóz wynajmą sami itp itd.
Generalnie, to dziwny pomysł i nie wiem jak to się by miało do Polskich pozwoleń i BHP, no ale teoretycznie jakaś tam opcja istnieje.
Je tak jak napisał @Rafał_Sz (http://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=7437)
Dobry fachowiec to długi termin i na pewno nie tanio.
@pilon (http://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=4741), ja bym nie wykluczał takiego wariantu.
Projektowanie, pozwolenie i kierownik budowy "krajanie" a wykonawcy "przybysze"...
robin102
26-10-2018, 12:32
Robin, problem polega na tym, że obecnie fachowców którzy znają się choćby na tyle żeby nie zepsuć materiału, po prostu nie ma. Tzn. są, ale terminy mają zaklepane na długo w przód. Tak jest przynajmniej w moim regionie.
U mnie tak samo. Dlatego trzeba z wyprzedzeniem. Dziś każdy może być fotografem i każdy może być glazurnikiem, takie czasy Panie :)
Pozwolę sobie tylko do autora wątku aby kupował działkę jak najbliżej miasta, jak najlepiej skomunikowaną z miastem choćby nawet 2 razy drożej niż dalej za miastem, bo to się opłaci. Koszty dojazdu, transportu, dwa samochody, pół życia spędzone w samochodzie, albo najmniej tydzień miesięcznie. Szkoda na to kasy. Jeśli jeszcze do tego ma się dzieci które trzeba wozić , na basen, na angielski, na inne zajęcia to po prostu masakra.
Znajomi pobudowali domy 15-20 km za miastem i miała być idylla, już się rozwodzą, już inni mieszkanie w centrum kupili aby tam pomieszkiwać. Dom daleko za miastem to zło, droższy zakup w mieście lub przy mieście samym się po prostu zwróci..
Zadupie jakieś za miastem to tylko dla wielbicieli, a i takich znam co po 10 -20 latach się zmęczyli i do bloku wrócili :D
Upieram się. 5, 10 czy 50 km nie ma takiego znaczenia, jak sąsiedzi. I ci najbliżsi i ci jeszcze nie uwzględnieni w gminnym planie zagospodarowania przestrzennego. Miewałem różnych sąsiadów ale tych dobrych cenie sobie bardziej niż wielu członków rodziny. To oni a nie mury dają poczucie stabilizacji. Umożliwiają wyjazd na urlop, podzielą się wyjątkowo udana zupą i wpadną na szybkie piwko w garażu. Nie wiem, co może to zastąpić. Szczególnie wtedy, kiedy dzieciaki pójdą już w świat.
robin102
26-10-2018, 12:58
Wiadomo sąsiedzi ważna sprawa bardzo, oby nie byli za blisko :)
Rafał_Sz
26-10-2018, 13:16
Wiadomo sąsiedzi ważna sprawa bardzo, oby nie byli za blisko :)
Pudzianowski podobno wykupił przed rozpoczęciem budowy wszystkie działki wokół jego. Bo jak mówił - ceni sobie spokój. :)
Sąsiedzi to jest loteria. I nie ma reguły. Nie uogólniam i nie ma tu nic nacjonalistycznego - najgorsi sąsiedzi jakich miałem w życiu to polska rodzinka w Londynie, przysłowiowy "Sebek" z kuzynami, którego to "Karyna" przyjechała na poród do UK, żeby zmyć się do PL jak zrobili certyfikat urodzenia i zasiłki na dziecko zostały zatwierdzone. Wtedy Funt to było jeszcze 6 PLN.
Cóż, przynajmniej gdzieś w Polsce żyje Harry Moż**eń, trzeba szukać plusów. Owe "Sebki" miały nielegalny "warsztat" samochodowy w przedogródku i na chodniku. Nie wiem jak to robili, ale chyba każdy Polak w promieniu 10km naprawiał u nich, a raczej oni im naprawiali. Na oleju przed domem dało się ślizgać.
Najlepsi sąsiedzi, to uchodźcy z Afganistanu, to było w Swindon, ale to nieistotne. Trójka dzieci, mąż i żona. Spokój, cisza, czysto, mąż dwa dni pomagał nam przy wyprowadzce do Hiszpanii, ja pomagałem mu malować dom, zawsze się wzajemnie częstowaliśmy jedzeniem, nim kupili auto, jeździliśmy razem na zakupy.
Bez urazy do imion, które użyłem i narodowości - to tylko po to, żeby podreślić - sąsiad to loteria. Jeśli nie kupujesz albo nie budujesz w okolicy znanej z sąsiedztwa - zapomnieć.
robin102
26-10-2018, 15:18
Najgorsze jest poza sąsiedztwem, że zmienią niby nie zmienialny plan zagospodarowania i tak jak mojemu znajomemu dosłownie po kilku latach wybudowali pod domem pętle tramwajową i dom poszedł na sprzedaż na jakiś magazyn.
A sąsiadami z dalekiego czy bliskiego wschodu to pamiętam do końca życia 10 noclegów w bloku w apartamencie w Wiedniu. Za ścianą mieszkało ze 3 pary jakiś Ahmedów, nikogo nie obrażając. 24 godziny na dobę coś krzyczeli kłócili się i wnioskując z emocjonalnego tembru wypowiedzi bombę chyba montowali :D Wychodzili z mieszkania grzeczni mili, uczynni no do rany przyłóż :)
Właśnie odwiedziliśmy działkę na sprzedaż, szczęśliwy traf bo ktoś usłyszał od sąsiada sąsiada, że chcemy kupić i budować. Genialna, pomijając trudności typu podciągnąć tam 200 metrów wody i prądu i 400 metrów internetu.... Poza tym miód. Zobaczymy co i jak.
robin102
28-10-2018, 13:40
Woda ze studni głębinowej, prąd od Energetyki z ustawy chyba musi być, a internet z GSM dobrze działa. To nie są argumenty aby jej nie kupić. Odległość od cywilizacji, od szkól , przedszkoli sklepów, ect. O tym wszystkim trzeba pomyśleć bez optymistycznego patrzenia na te sprawy.
Skraj wsi, w górach. 4 bary i restauracja, lekarz i sklepik wiejski.
Mniej niż 10 minut do Lidla, 15 minut do centrum miasta.
Nie wiadomo ile arów bo papiery pogubione, ale facet mówi, ze 15 pod zabudowę i 55 rolniczej. Cena śmieszna i nadal do negocjacji.
Tzn nie wiadomo czy w sumie 68 czy 72. Nie mogłem dziś zweryfikować bo niedziela.
Papierów brak ale wszystko jest w gminie do skopiowania.
Rafał_Sz
28-10-2018, 14:47
Właśnie odwiedziliśmy działkę na sprzedaż, szczęśliwy traf bo ktoś usłyszał od sąsiada sąsiada, że chcemy kupić i budować. Genialna, pomijając trudności typu podciągnąć tam 200 metrów wody i prądu i 400 metrów internetu.... Poza tym miód. Zobaczymy co i jak.
Wiele dowiesz się tutaj: http://mapy.geoportal.gov.pl/imap/?gpmap=gp0
(http://mapy.geoportal.gov.pl/imap/?gpmap=gp0)
Oj, przepraszam! W Hiszpanii :)
czupacabra
28-10-2018, 15:40
Weź aktualny wyciąg z Księgi Wieczystej. Tam jest wszystko napisane i aktualne.
Wysłane za pomocą Tapatalk
Weź aktualny wyciąg z Księgi Wieczystej. Tam jest wszystko napisane i aktualne.
Wysłane za pomocą Tapatalk
Niekoniecznie. Trzeba odwiedzić sąd, wydział ksiąg wieczystych i sprawdzić czy nie wpłynęły wnioski dot. danej księgi, takie, które nie zostały jeszcze rozpatrzone.
Oj, przepraszam! W Hiszpanii :)
Właśnie się zastanawiałem gdzie 15 minut od centrum Wrocławia są góry :wink:
Dzięki Kochani, ale to jest w Hiszpanii, tutaj nieco inaczej to działa i wszystko załatwia się z burmistrzem, czy tez alkadem, zwał jak zwał. Również kwestie sądowe tam mają początek, wiec każde, jeśli zaistniało to tam wzięło swój początek i jest odnotowane.
Damy radę ;)
Plus - ta akurat działka budowlana graniczy z naturalną, wiec np nie da się zacząć budowy bez geologa i inspektora agrarno-leśnego. Tutaj trwa kilka tygodni do kilku miesięcy ustalenie czy można finalnie cokolwiek zbudować i co można zbudować, mimo że działka pod zabudowę. Dlatego ten kawalątek taki tani. Bo plan urbanistyczny częściowo go pokrywa, ale to prawie nic nie znaczy w praktyce.
Boryszuk
28-10-2018, 17:59
A w której to części Hiszpanii? Zastanawiam się czy się na parapetówkę wprosić :mrgreen:
A w której to części Hiszpanii? Zastanawiam się czy się na parapetówkę wprosić :mrgreen:
Castilla y León, El Bierzo, Ponferrada, Congosto :D
Bierz kurtkę i czapkę jeśli by wypadło pod koniec października ;)
16178
Boryszuk
28-10-2018, 18:07
To może kiedyś Cię odwiedzę jak będę się wybierał z motocyklem promem do Santander.
Zapraszam. Do nowego domu, jeśli w ogóle, to pewnie pozna wiosna 2020, najwcześniej.
Jeśli nie, to nadal jest mieszkanie ;)
Skraj wsi, w górach. 4 bary i restauracja, lekarz i sklepik wiejski.
Mniej niż 10 minut do Lidla, 15 minut do centrum miasta.
Nie wiadomo ile arów bo papiery pogubione, ale facet mówi, ze 15 pod zabudowę i 55 rolniczej. Cena śmieszna i nadal do negocjacji.
Ok.
17.66 ara pod zabudowę, 33x53 metry z groszami. Do tego 52.34 ara rolniczej (naturalnej).
14000 Euro za całość.
Kopać na tej pod zabudowę można do 350 cm od powierzchni, więc mogłaby być piwnica, czy garaż wpuszczony w spad, który na niej jest... (dumam).
Pod zabudowę, około 20 metrów płasko, potem reszta, 13, na stoku, około 2 metry spadu na tych 13 metrach.
Spad przechodzi w rolniczą - tam mocniejszy spad, około 9 -10 metrów na trzydziestu metrach, potem 20 płasko i silny wznios na szczyt wzgórza.
Tak to wygląda:
Część płaska pod zabudowę:
16233
Spad na tej pod zabudowę:
16234
Końcówka pod zabudowę i spad w rolniczą (tam gdzie żółte "wino"). Działka kończy się na podejściu pod wzgórze w tle:
16235
Potencjalny widok z salonu (?):
16236
Coś rozsądniejszego cenowo w promieniu pół godziny od Wrocławia?
Pytam, bo już chyba wariuję....
Ale to nie jest płaski teren o.0
To w ogóle zmienia postać rzeczy (i cenę).
docxxx
Płasko jest 20-22 metry wszerz i całe 53 wzdłuż na tej pod zabudowę (z 33 całkowitej szerokości). Płasko wizualnie i fizycznie też (na ile budowlana libella pozwalała sprawdzić).
Ostatnie 13-11 metrów przed stykiem z rolniczą, jest na spadzie.
Rolnicza jest krzywa jak dolina i rozszerza się od tych bocznych 53 budowlanej, na około 72x72 metry, w "kopnięty trapez".
Co masz na myśli, że zmienia postać rzeczy? Ktoś mnie robi w butelkę?
Bo geologa i faceta agrarno-leśnego mógłbym zamówić na za 2-3 tygodnie...
Rodzice mieli dom na pochyłej działce (ale fakt, że spad był większy).
Sprzedali, bo była niepraktyczna.
A dom obok miał już wzmacniane mury, bo wszystko zaczęło pękać.
A, w tym sensie.
Nie, to nie aż taki spad. Zapewne dlatego budowlana kończy się przed tą prawdziwą pochyłością. No oko laika, nie powinno się to usuwać.
Geolog wyda papier dokąd można i jak głęboko, facet od lasu i natury - na jak wysoko (w graniach planu gminnego oczywiście, może być tylko nieco niżej). Limitu od drogi nie ma.
krzysztofz24
30-10-2018, 16:40
Polowa Zakopanego stoi na pochylych dzialkach, nie mowiac juz o okolicznych miejscowosciach:-).
Te okolice, to tak na całe Karpaty będzie trzeba rozciągnać.
jurkarol
30-10-2018, 17:11
Ok.
17.66 ara pod zabudowę, 33x53 metry z groszami. Do tego 52.34 ara rolniczej (naturalnej).
14000 Euro za całość.
Kopać na tej pod zabudowę można do 350 cm od powierzchni, więc mogłaby być piwnica, czy garaż wpuszczony w spad, który na niej jest... (dumam).
Pod zabudowę, około 20 metrów płasko, potem reszta, 13, na stoku, około 2 metry spadu na tych 13 metrach.
Spad przechodzi w rolniczą - tam mocniejszy spad, około 9 -10 metrów na trzydziestu metrach, potem 20 płasko i silny wznios na szczyt wzgórza.
Tak to wygląda:
Część płaska pod zabudowę:
16233
Spad na tej pod zabudowę:
16234
Końcówka pod zabudowę i spad w rolniczą (tam gdzie żółte "wino"). Działka kończy się na podejściu pod wzgórze w tle:
16235
Potencjalny widok z salonu (?):
16236
Coś rozsądniejszego cenowo w promieniu pół godziny od Wrocławia?
Pytam, bo już chyba wariuję....
tak jakbt hiszpańskie krajobrazy przypomina?
tak jakbt hiszpańskie krajobrazy przypomina?
Tak. El Bierzo.
Boryszuk
30-10-2018, 17:54
No to bierzo. :mrgreen:
Oki, można budować, praktycznie w każdym miejscu działki, byle nie bliżej niż 5 metrów od drogi, kopać 3.5 metra w dół, maksymalna wysokość to 9 metrów, wliczając anteny itp, bo chodzi o ptaki.
Na rolnej - muszę utrzymać i uprawiać istniejące wino, bo cała wieś jest w jakiejśtam strefie ochronnej dla starych szczepów. Poza tym mogę robić co chcę, poza uprawą roślin o których w życiu i tak nie słyszałem - dali listę może 40stu, których nie wolno mi wprowadzić.
Poza tym ok, wodę, prąd, kanalizację uda się podciągnać, bo jestem 130 metrów od jakichśtam węzłów. Światłowód - 600 metrów, wszystko na mój koszt, chyba że przekonam sąsiadów po drodze, by się podłączyli - szanse marne bo po drodze może 8 domów i sami staruszkowie.
Nie wiem co robić, pomyślimy przez tydzień. Facet obiecał że 2-3 tygodnie nie sprzeda nikomu innemu.
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.