PDA

Zobacz pełną wersję : P900 a niskie temperatury



load6
24-01-2018, 20:24
Witam

Chciałem się dowiedzieć czy ktoś z posiadaczy aparatu z tematu używał go w temperaturach poniżej zera ? Biegam obecnie po lesie z lornetką i szkła potrafią zaparować, wiem że droższe lornetki są wypełnione specjalnym gazem . A jak niskie temperatury mają się do P900? Czym to grozi i czy były jakieś problemy z jego użytkowaniem .

PM.M
24-01-2018, 20:32
Ja tam nie wiem, ale we wszystkim szkła parują, z tym że nie na dworzu ale po powrocie do ciepłego. Nie sądzę, aby jakoś umiarkowany mróz miał zaszkodzić aparatowi, jak nie zmoknie mocno.

dziennikarz
25-01-2018, 04:53
load6 instrukcja głównie skupia się na zbyt wysokich temperaturach a nie za niskich, ale:

1. Ta sama instrukcja podaje np: Unikaj nagłych zmian temperatury
Nagłe zmiany temperatury, np. podczas wchodzenia i wychodzenia z ogrzewanego budynku w chłodny
dzień mogą powodować skraplanie pary wodnej wewnątrz urządzenia. Aby zapobiec skraplaniu, włóż
aparat do futerału lub plastikowej torby przed wystawieniem go na nagłe zmiany temperatury.

2. Instrukcja podaje też (tyle, że to dotyczy akurat akumulatora): Nie należy używać akumulatora, jeśli temperatura otoczenia wynosi poniżej 0°C lub powyżej 40°C, ponieważ może to prowadzić do uszkodzenia lub usterki.

3. Do do temperatury przechowywania producent podaje, że nie powinna być ona niższa niż -10 stopni.

4. Specyfikacja mówi jednak jasno, że temperatura pracy to 0-40°C więc co do zasady nie należy, ale osobiście bez problemu robiłem zdjęcia przy -10 stopniach. Nie trzymałem jednak w takiej temperaturze aparatu długi czyli on sam nie ochłodził się. Najdłuższa sesja przy ujemnej temperaturze jaką miałem to około godzina przy -2 -3 stopniach. Problemów nie było.

krzysztofz24
06-02-2018, 00:54
Kiedyś miałem taki kompakcik Pentaxa, taki kieszonkowy bez futerały.
Po robieniu zdjęć na mrozie wnioslem go do mieszkania i położyłem na stole.
Za jakieś pół godziny jak go włączyłem to zaczął iskrzyc:-).
I nastąpił jego zgon na skutek zwarcia.

I od tego czasu wiem jak obchodzić się z aparatem na mrozie i potem.
Musisz zastosować swoistą "dekompresje" wnosząc wychlodzony aparat do pomieszczenia.
Jeśli masz szczelny futerał/torbe na suwak to po zakończeniu zdjęć na mrozie wkładasz do niego aparat i dopiero zanosisz do domu.
Wyjmujesz go dopiero po około 5-6 godzinach. Jak temperatura stopniowo się wyrówna.
Jak nie masz futerału to możesz aparat włożyć do szczelnej foliowej torebki.
Chodzi o to żeby aparat powolutku i stopniowo ograł się do temperatury pomieszczenia.
Sam mróz nie szkodzi aparatowi, szkodzi wniesienie wychlodzonego aparatu do ciepłego pomieszczenia. I skraplanie pary wodnej.
Żeby tego uniknąć, stosuj koniecznie "dekompresje".

Ja używałem D90 cały dzień na około -30 w Tatrach.
Jedyna niedogodność to bateria szybciej się wyczerpywala.
A tak to działał bez zarzutu.
Po takim czymś to aparat miał calonocna dekompresje, a rano jeszcze był trochę chłodny w dotyku.

P.s Tak przy okolo -20 zaczyna już delikatnie smuzyc ekran LCD.
To nic złego, tak po prostu działa LCD.


A i nie wpadnij na pomysł że będziesz aparat trzymał pod kurtka i wyjmowal na mróz i potem chowal.
Takie przekładanie z np -10 pod kurtkę i z powrotem może zaowocować zaroszeniem aparatu.

Ligo
06-02-2018, 05:41
Sam mróz nie szkodzi aparatowi, szkodzi wniesienie wychlodzonego aparatu do ciepłego pomieszczenia. I skraplanie pary wodnej.
Żeby tego uniknąć, stosuj koniecznie "dekompresje".
Dokładnie. Bo to nie temperatura niszczy sprzęt, tylko różnica temperatur. Podobnie jak nie prędkość zabija człowieka, tylko różnica prędkości.
Bez problemu fociłem kiedyś kompaktem Olympusa przy -26C jakieś pól godziny, może godzinę, dopóki zasilanie nie siadło. Potem aparat do bagażnika, bo w środku zbyt ciepło i zostawiłem na noc w nieogrzewanym garażu. Na drugi dzień wyjąłem z auta i wszystko ok, nawet nie był zaparowany.