Zobacz pełną wersję : Prawa autorskie dotyczace fotografii budynkow
kinga2301
04-10-2016, 16:13
Witam wszystkich!! Ostatnio zaczelam sprzedawac zdjecia na shutterstocku, jednak mam watpliwosci co do fotografii znanych budynkow. Wyczytalam ze do niektorych potrzeba zgody, jednk nie wiem jak ta zgode uzyskac i co najwazniejsze skad mam wiedziec czy na publikacje zdjec tej konkretnej budowli potrzebne jest pozwolenie. Z gory dziekuje za odpowiedz :)
2pompony
04-10-2016, 18:58
Jeśli to nie Atomium czy wieża Eiffela nocą - w innych wypadkach wystarczy zamailować do administracji poszczególnych budowli (jeśli budowla jest odpowiednio znana, ma swoją stronę). Jeśli są normalni, to odpiszą, ale jeśli odpiszą, to trzeba będzie liczyć się z odpowiedzią, że sobie nie życzą, lub że zakazują.
Powstaje problem, czy się temu podporządkować, czy też nie i bynajmniej nie jest to problem trywialny. Jeśli np. jesteś obywatelką UK, niby czemu masz się stosować do prawa belgijskiego, skoro nie przebywasz na ich terenie. Podobnie ja, jako obywatel Polski czemu miałbym się ewentualnie stosować do prawa brytyjskiego, jeśli jestem w Polsce i np. chcę sprzedać zdjęcie mostu londyńskiego zrobionego w dobrej wierze przez siebie? Każda odpowiedź, czy tak czy nie - nie jest dla mnie oczywista.
Po drugie o ile zgody wymagają na pewno zdjęcia wnętrz przestrzeni niepublicznych (i to poniekąd rozumiem, choć nie popieram), o tyle zdjęcia zrobione na zewnątrz poza nielicznymi wyjątkami (właśnie Atomium czy wieża Eiffela, a i to jest problematyczne w dzisiejszym świecie) chyba nie wymagają jakichkolwiek zezwoleń.
Podczas zagranicznych wycieczek wiele razy dochodziło do sytuacji, że zabraniano mi fotografować wewnątrz jakiejś budowli, natomiast nigdy nie zdarzyło się, żeby zabraniali robić zdjęć samych budynków z zewnątrz. Takie jaja to tylko w Polsce, gdzie od lat utarło się, że w każdej jednostce najważniejszymi po bogu jest trójca: dyrektor, palacz CO i cieć. A jak cieć zabrania, no nie ma uproś!
Artur Małysiak
04-10-2016, 22:24
Raczej jest nie realne żeby ktos Cie pozwał..
gdariusz
04-10-2016, 22:40
Widziałem jak ochrona skoczyła do dziewczyny jak wyciągnęła statyw kóło Wembley ...
2pompony
04-10-2016, 22:59
Widziałem (i przeżyłem) mnóstwo wypadków, jak ochrona zakazywała fotografować - problemem ochrony jest to, że często robią to kompletnie nie mając podstaw prawnych, czyli nielegalnie, za pomocą argumentacji pięścią i ponurym pyskiem. Ale jak już masz zdjęcie, to potem ochrona może Ci skoczyć na pyrdel, a taka sytuacja ma tu miejsce.
Borat1979
04-10-2016, 23:18
Widziałem jak ochrona skoczyła do dziewczyny jak wyciągnęła statyw kóło Wembley ...
Ochrona w takich przypadkach może sobie najwyżej popatrzeć.
Są też sytuacje, że zakazu nie ma i masz na to papiery a resorty siłowe i tak swoje - przykład na własnej skórze. (http://forum.nikoniarze.pl/showthread.php?t=271424&page=5&p=3712498&viewfull=1#post3712498)
Zatem jest to pewnego rodzaju loteria, żeby nie powiedzieć rosyjska ruletka :D
gdariusz
06-10-2016, 23:47
Ochrona w takich przypadkach może sobie najwyżej popatrzeć.
Tu sie nie zgodzę. Ale ze długo by pisać a nie lubie na telefonie to tylko napisze, ze angole maja chopla na punkcie prywatności i własności. I mogą nawet wezwać policję, która przyzna im racje.
Trzeba tu pożyć chwile, ze zrozumieć dla czego ...
Widziałem jak ochrona skoczyła do dziewczyny jak wyciągnęła statyw kóło Wembley ...
bo statyw oznacza profesjonalnego fotografa. mialem tak w maroko gdy ochrona nie pamietam jzu jakeigo zabytku zakazala mi robenia zdjec - ze wzgledu na posiadanie statywu. chwile czasu zajelo zanim wytlumaczylem im ze jestem u nich sluzbowo, ich ruiny mnie malo interesuja a zdjecia zrobic musze bo ida do katalogu, ktory ma im napedzac turystow i ktorym beda mogli sprzedawac okazyjnie jedyne na swecie wyajtkowe pamiatki :)
Rafał_Sz
07-10-2016, 16:43
Mnie policja przegoniła w sobotni ranek z londyńskiego City. Stwierdzili, że lustrzanka na statywie łamie ustawę antyterrorystyczną, bo w ten sposób mogę tworzyć dokumentację do przygotowania zamachu. Żadne argumenty do nich nie przemawiały, byli grzeczni acz stanowczy. Złożyłem statyw i zacząłem pstrykać z ręki. Policjanci towarzyszyli mi ze dwie godziny. Co prawda siedzieli w radiowozie w pewnej odległości, ale zawsze mnie mieli na widoku. "Piękne" czasy nam nastały... :/
Naprawdę tak trudno zapytać wujka go-go? Poszukać na forum? Z miejsca publicznego możesz pstrykać co się tobie żywnie podoba i jak podoba. Tak wykonane zdjęcia możesz wykorzystywać komercyjnie, pod warunkiem, że na podstawie tegoż zdjęcia nie wybudujesz sobie takiej samej chałupy. Dot. praw autorskie u nas.
Tu (http://forum.nikoniarze.pl/showthread.php?t=156490) i tu (http://www.fotopolis.pl/warsztat/porady-fotograficzne/10915-prawo-a-fotografia-o-fotografowaniu-architektury).
2pompony
07-10-2016, 22:18
Z miejsca publicznego możesz pstrykać co się tobie żywnie podoba i jak podoba
To spróbuj wyjść wieczorkiem i ze statywu zrobić z deptaku nad Tamizą (miejsce publiczne, bliziutko Mostu Tower) zdjęćie ratusza miejskiego. Zobaczysz co mówią. Chyba że tabletem, to można, bo miejsce publiczne, ale jak ze statywu, to już miejsce się magicznie publiczne być przestaje...
Z tym, że na szczęście nei są konsekwentni, więc jak sobie pójdą, to zdjęćia można zrobić, ale cały czas mając w tyle głowy, że w razie recydywy upomnienia może być mandat.
Zbliżam się do momentu, kiedy chyba będę mógł wydać jakiś tomik poezji na temat fotografowania w UK w miejscach publicznych. "Za zdjęcia" z policją miałem do czynienia nie raz (w tym jedną wizytę dwóch wielkoludów w domu :mrgreen:) i nie raz w mniej, niż 5 minut udowodniłem im, że nie mają racji, o ile nie byłem na terenie prywatnym, na którym wyraźnie obowiązuje zakaz fotografowania, bądź fotografowanie jest w jakiś sposób ograniczone. Jeśli zasłaniają się terrorist act, to pierwsze, co należy powiedzieć, to żeby Cię aresztowali, a drugie żeby przez radio zapytali kogoś, kto ma pojęcie jak wygląda sprawa fotografowania w przestrzeni publicznej i podeprzeć się google street view :mrgreen: Nie podawać im swoich danych na ulicy, bo jeśli nie jest się o nic podejżanym, to w UK nie mogą Was o to zapytać (takie pytania padają dopiero na posterunku :mrgreen: ). Muszą natomiast podać swój numer odznaki i nazwisko. Przy okazji oczywiście można im robić zdjęcia i ich nagrywać, bo w mundurach są osobami publicznymi. Po 5 minutach gwiazdorzenia i 5 zdjęciach odpuszczą - sprawdzone :mrgreen: Nie mają prawa skasować żadnego zdjęcia na aparacie - do tego potrzebny jest wyrok sądu. W ogóle nie dawać im aparatu do rąk! Możecie ze swojej ręki pokazać im zdjęcia, ale to jest wszystko, co mogą! Dotknąć, ani zmusić siłą do opuszczenia terenu też nie mogą - muszą aresztować (i będą tym straszyć, ale w 99.9% przypadków tego nie zrobią) I naprawdę nie dajcie się zastraszyć policji w Londynie - niektórzy mają tendencje do bycia jak John Wayne w westernach - samotny, groźny stróż prawa. A jak coś się wydarzy, albo kogoś szukają, to apelują w TV, gazetach i tweeterze do ludzi żeby im przesyłali zdjęcia z danego dnia i danego miejsca - no to, o co w końcu biega? A takich apeli wcale nie jest mało.
Jeśli wyskakuje jakiś ochroniarz i zaczyna w sposób mało kulturalny mówić, że nie wolno robić zdjęć, to po pierwsze zapytajcie dlaczego (podstawa typu tabliczki na ścianach itp.) i jeśli nie potrafią tego umotywować, to poproście żeby wezwał policję, bo macie wątpliwości, co do jego wiarygodności. Ochronniarze mają oczywiście jeszcze mniejsze prawa niż policja i im nawet nie musicie tłumaczyć po co w danym miejscu jesteście, a już tym bardziej pokazywać zdjęć. Mają wąty - muszą wezwać policję - nie mogą nic zrobić, a już tym bardziej użyć jakiegokolwiek sposobu perswazji - słowem nie wolno im was nawet dotknąć, bo to już podpada pod naruszenie nietykalności (w końcu nic złego nie zrobiliście, więc ręce z dala!), a za to traci się robotę i płaci odszkodowanie.
Nie ma co jednak "kozakować" na każdym kroku i pamiętać, że np. Canary Wharf w Londynie, które jest w całości terenem prywatnym, wymaga zgody od zarządcy na foty ze statywu - można sobie "wykupić" wejściówkę na statyw online i cykać do woli. Opłata nie jest jakaś tam specjalnie wysoka i od razu idzie na cele charytatywne. Rozwiązali tym dwie sprawy - ilość statywów, o które się można potknąć i pozwać fotografa o wybite zęby - tak, to nie żart i biedne dzieci mają zastrzyk gotówki. Jeśli zdjęcia mają być do celów komercyjnych, to już tak łatwo nie będzie i trzeba mieć na to osobne pozwolenie.
W niektórych miejscach w Londynie obowiązuje zakaz używania statywów i informują o tym tabliczki i ochrona - na samym moście Westminster i na deptaku od mostu Westminster do London Eye (tak pi x drzwi). Dlaczego? Bo jest tam tyle ludzi, że znów dochodziłoby do wielu wypadków, powywalanego sprzętu itp. Wolą dmuchać na zimne. Sam zostałem stamtąd przepędzony, a właściwie poinstruowany, że za London Eye w stronę Tower Bridge mogę się rozstawiać ze statywem do woli. Zakaz kręcenia filmów i fotografowania w celach komercyjnych obowiązuje też na Trafalgar Square (ze statywem, czy bez).
Carlos_lo
08-10-2016, 02:52
a na carboot'cie mozna robic zdjecia ludziom?;) a pytam bo ja tak jakos portrety, ludzi, malpy, ciassny portret, rozne rodzaje lubie i robie, i dla swietego spokoju kiedy muslimski pan sie obruszyl, kiedy mu fotke trzepnalem ze sliczna coreczka bo pasowali w otoczenie, i poprosil mnie bardzo zbulwersowany zebym skasowal zdjecie, to ze chamem nie jestem przychylilem sie zyczliwie do prosby nerwowej nieco, ale w sumie potem gryzlo mnie sumienie, ze jednak cos nie tak i ze nie powinienem czasami ustepowac w tak blahej sprawie, szczegolnie ze zlych intencji nie mialem a publikowac i sprzedawac za ciezka kase tym bardziej
jack_friends
26-10-2016, 12:14
Dołączę do tematu. Jakiś czas temu robiłem zdjęcia na lotnisku w stolicy na Okęciu, nie robiłem ani znajomym ani osobom tylko obiektom. Jako że lustrzanka w oczy się rzuca, odrazu przyleciała biegiem ochrona jakby mnie miała zaraz aresztować informując mnie że nie wolno robić zdjęć i chcieli rekwirować aparat. Grzecznie pytając na podstawie jakiego przepisu nie można robić zdjęć, albo gdzie jest jakaś informacja że zdjęć nie można robić nie potrafili odpowiedzieć na to pytanie. Odpowiedź brzmiała: "bo nie wolno, nie i już". Więc powiedziałem że ja dalej sobie wracam do robienia zdjęć a jeśli jest jakiś przepis na podstawie którego nie mogę tych zdjęć wykonywać to czekam aż mnie o nim poinformują. Temat się skończył, przyglądali mi się co robię i tyle. Nie było więcej żadnego "ale".
2pompony
26-10-2016, 12:58
Mnie kiedyś na Balicach (lotnisko krakowskie) za fotografowanie samolotu stojącego na płycie sprzed wejścia do terminalu najpierw zatrzymał taki zwykły ciura z długą giwerą, a potem szło po kolei: kapral, sierżant, dwóch poruczników, aż zatrzymało się na pani kapitan - notabene jedynej osoby z jajami, która podjęłą w końcu jakąś decyzję, a nei poleciała po starszego stopniem.
Decyzja polegała na przyznaniu, że nie ma sprawy, aczkolwiek upomnienie było - do tej pory zresztą nie wiadomo za co, skoro mnie puścili luzem po godzinie dyskusji. Zdjęćia pokazałem, ale na prośbę, bez przymusu.
To było 2 lata temu. Pozdrawiam panią kapitan jeszcze raz.
Mając te przejścia na uwadze moja żona strasznie kręciła nosem, jak tydzień temu wracając z urlopu znowu na Balicach wyciągnąłem aparat - więć od razu złapałem za guzik jakiegoś kręcącego się żołnierza i spytałem po ludzku: czy wolno mi tu fotografować cokolwiek, łącznie z widokami lotniska. Zdziwiony rozejrzał się wkoło, powiedział, że nei widzi żadnych zakazów, więc wolno.
Widać co miasto, to obyczaj - choć przecież prawo jednakowe w stolycy i na prowincji. :)
Biegałem po Londynie z rodziną i nigdy nikt się nie przyczepił. Be statywu.
Za to na lotnisku w Düsseldorfie poprosili żebym schował aparat jak chciałem zrobić zdjęcie samolotu stojąc przy nim na płycie.
2pompony Balice to częściowo lotnisko wojskowe, więc mogli mieć jakieś swoje rozkazy
2pompony
26-10-2016, 20:53
Nie, na mój rozum mieli tylko zakodowane w głowie, że mają każdego interesującego się zanadto zgarnąć i sprawdzić, podobnie jak dawniej na kolei. Zapomnieli, że czasy się zmieniły po prostu - dawniej fotograf to szpieg i bandyta, i tak im zostało w głowach.
Opisywałem już raz gdzie indziej tą historyjkę, więc powiem tylko tyle, że złapał mnie facet od obsługi jeżdżący hulajnogą po lotnisku i przekazał do ciury z bronią - i od tego się zaczęło. Ciura jedyne co wymyślił, to to, że pójdzie po wyższego stopniem, tamten wymyślił to samo (że po wyższego) i tak po 3 kwadransach powolnego złażenia się wojskowej braci otaczało mnie 5 uzbrojonych gości i nie wiedzieli co ze mną począć. Jedenasta w nocy, puścić żal bo na wała się wyjdzie, a zakuć w dyby nie ma o co - więc mnie straszyli w kółko regulaminem. Nawet nie wiem, czy ich wewnętrznym wojskowym, lotniskowym, pasażerskim, miejskim krakowskim, czy jakim...
Jak na ironię dwóch się puściło po całej sali szukać oznaczenia, że nie wolno fotografować, ale nie znaleźli. I to wszystko wolnymi kroczkami, a czas leci, za chwilę będzie północ, a ja chcę w końcu na własnym sraczyku po urlopie... Ech...
Pod koniec bylem tak zły, że zacząłem dowcipkować, żeby już raczej budzili telefonem generalicję, jak nie wiedzą co zrobić - na szczęście za którymś wezwaniem starszego stopnia przyszła pani kapitan, wypytała co jest, poprosiła, czy mogę pokazać zdjęćia (pokazałem) i podjęła decyzję, że nie ma sprawy. Na moje pytanie po co w takim razie ta cała szopka - udzieliła mi ustnego upomnienia, co rozumiem, bo jak inaczej miała wyjść z twarzą przed podwładnymi.
Słowem godzina przekomarzania się, zbiórka wszystkich będących akurat na dyżurze, upomnienie i do domu. Myślisz, że gdyby naprawdę coś mieli w zanadrzu to by się tak skończyło? Jest jeszcze jedno możliwe wyjaśnienie - że im się tak sakramencko nudziło tamtego wieczoru... :)
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.