Zobacz pełną wersję : Jak znaleźć robotę...
I tak pewnie odpiszą te same osoby co zwykle, ale co tam, napiszę.
O ile fotografii nie traktowałem nigdy jako źródło jakichkolwiek zarobków, to od dłuższego czasu pieniądze zaczynają być coraz bardziej potrzebne i chciałbym coś dorobić.
Problem pojawia się w tym... o ile często ktośtam zapytuje mnie, nawet jakieś firmy, czy nie wykonałbym ich jakiś sesji/zdjęć produktu, to nigdy nie były to oferty poważne i pieniądze nie byłyby nawet zwrotem (100-200zł za zlecenie). Jedyną poważniejszą robotą jaką robiłem było prowadzenie warsztatów, za 3000zł, ale pojedynczą fuchę w głównej mierze zawdzięczam znajomości.
Pojawiają się czasem w internetach jakieś oferty typu "zatrudnię fotografa za głodową stawkę, zapewniamy sprzęt", aczkolwiek - nie chcę pracować na innym sprzęcie to raz, a dwa, że posiadam swój sprzęt, który w 100% przypadków był lepszy od zapewnianego przez potencjalnego zleceniodawcę.
Studiuję, więc też praca w regularnych godzinach i przy stałym planie odpada... Gdybym miał pracować przy takich warunkach, to nie rozmieniałbym się na drobne i pracował w zawodzie, ale nie wchodzi to w grę, gdyż chcę skończyć studia na zadowalającym mnie poziomie.
Więc pozostaje na dobrą sprawę łapanie jakiś drobniejszych zleceń. I tu jest problem - nie wiem/nie ma gdzie.
Ze sprzętu mam D800, N24-70, T 70-300, N 35. Parę lamp błyskowych (preferuję repo w studio, z racji tego, że zawsze pracowałem w małych studiach i większe lampy były przerostem formy nad treścią), jakieś podstawowe/średnie wyposażenie studia.
Fotografia w jakiej jestem w stanie coś zrobić to architektura, portret, akty, krajobraz. Miałem kilka sesji spieniężonych, głównie portret, parę aktów. Do tego jak już mówiłem prowadziłem też kompleksowe warsztaty foto (prowadzę grupę foto we Wrocławiu, poziom od zera do umiarkowanie-wysokiego), do tego robiłem też jakieś warsztaty fotoszopa.
Jakieś porady? Co robić, gdzie szukać, gdzie się zgłosić/ogłaszać?
DaroD300S
24-02-2016, 10:46
Posłuchaj rady byłego prezydenta " weź kredyt". A tak na poważnie to nie jest tak prosto. Ja pracując na etacie mam działalność, stronę, trochę znajomych ale wyżyć się z tego by nie dało. Nie wiem jakie ceny ma Wrocław ale na prowincji reportaż weselny za 1000 pln jest normą. A i tak mieszkańcy miejscowości bez praw miejskich kręcą głową, że kolega Ziutek też ma aparat. Próbuj nawiązać kontakt z jakimś "filmowcem ślubnym" czasami potrzebują fotografa. Niedawno ktoś napisał na forum złośliwie, że "przecież śluby to kopalnia złota" Ale w sezonie tak z 5 razy po 800-1000 zł nie zaszkodzi. Powodzenia
potwierdzam słowa kolegi powyżej-rynek powoli gnije i rozwarstwia się.
W większych miastach Ci najlepsi mają roboty w bród, na prowincji (jak u mnie) kręcą nosem jak muszą w ogóle zapłacić-"przecież pan tylko pstrykasz, kilka godzin i 2000zł w kieszeni. Do tego pan pojesz za free i cały tydzień pierdzisz w stołek przed kompem".
Od pół roku robię podyplomówkę i już marzę kiedy moja hobby (fotografia) znów stanie się hobby, a nie sposobem na życie.
W tym kraju trzeba finansowo stać na kilku nogach, więc radziłbym Ci aby fotografia była dodatkowym źródłem utrzymania.
DaroD300S
24-02-2016, 11:11
potwierdzam słowa kolegi powyżej-rynek powoli gnije i rozwarstwia się.
W większych miastach Ci najlepsi mają roboty w bród, na prowincji (jak u mnie) kręcą nosem jak muszą w ogóle zapłacić-"przecież pan tylko pstrykasz, kilka godzin i 2000zł w kieszeni. Do tego pan pojesz za free i cały tydzień pierdzisz w stołek przed kompem".
Od pół roku robię podyplomówkę i już marzę kiedy moja hobby (fotografia) znów stanie się hobby, a nie sposobem na życie.
W tym kraju trzeba finansowo stać na kilku nogach, więc radziłbym Ci aby fotografia była dodatkowym źródłem utrzymania.
Z tymi najlepszymi to nie do końca prawda. Ja nazywam to "efektem Kargula i Pawlaka". Zawsze lepszy swój wróg niż obcy. Kilkakrotnie byłem na tak zwanym wyborze wykonawcy na np. studniówkę bo "w poprzednim roku rodzice nie byli zadowoleni z firmy X". Przedstawiliśmy swoje oferty ( było nas kilka firm) to i tak rodzice wybrali firmę X "bo oni już robią od lat".
rafal_n5
24-02-2016, 11:25
są klienci którzy kręcą nosem ale są i tacy którzy są w stanie wydać sporą sumę na fotografa. Trzeba tylko wiedzieć jak trafić do takich klientów.Tutaj nie tylko zdjęcia są ważne ale również wiele innych czynników np. osobowość czy obsługa klienta.Trzeba umieć sprzedać swoje zdjęcia.
DaroD300s ogłaszanie się w twoim przypadku może okazać się ryzykowne,konkurencja nie śpi a twoje ogłoszenia prze US mogą być potraktowane jako działalność gospodarcza.Najlepiej chyba zaprzyjaźnić się z fotografem który podsyłałby zlecenia o ile ma ich nadmiar.
DaroD300S
24-02-2016, 11:55
są klienci którzy kręcą nosem ale są i tacy którzy są w stanie wydać sporą sumę na fotografa. Trzeba tylko wiedzieć jak trafić do takich klientów.Tutaj nie tylko zdjęcia są ważne ale również wiele innych czynników np. osobowość czy obsługa klienta.Trzeba umieć sprzedać swoje zdjęcia.
DaroD300s ogłaszanie się w twoim przypadku może okazać się ryzykowne,konkurencja nie śpi a twoje ogłoszenia prze US mogą być potraktowane jako działalność gospodarcza.Najlepiej chyba zaprzyjaźnić się z fotografem który podsyłałby zlecenia o ile ma ich nadmiar.
Ale jam mam zarejestrowaną działalność. Wolę nie ryzykować. Składkę zdrowotną do ZUS i tak odlicza się od podatku.
Z tymi najlepszymi to nie do końca prawda. Ja nazywam to "efektem Kargula i Pawlaka". Zawsze lepszy swój wróg niż obcy. Kilkakrotnie byłem na tak zwanym wyborze wykonawcy na np. studniówkę bo "w poprzednim roku rodzice nie byli zadowoleni z firmy X". Przedstawiliśmy swoje oferty ( było nas kilka firm) to i tak rodzice wybrali firmę X "bo oni już robią od lat".
zgadza się-studniówki itp. u mnie zawsze robią ci sami. Tak samo, co roku jest narzekanie, ale i tak za rok mają robotę.
Zdjecia w szkołach tym bardziej "obstawione" i nie do ruszenia.
Ned Stark
24-02-2016, 12:26
Moje dzieci co roku przynoszą koszmarki ze szkoły. Naprawdę koszmarki...
rafal_n5
24-02-2016, 12:42
zgadza się-studniówki itp. u mnie zawsze robią ci sami. Tak samo, co roku jest narzekanie, ale i tak za rok mają robotę.
Zdjecia w szkołach tym bardziej "obstawione" i nie do ruszenia.
studniówki to teraz studenci pstrykają za 10zł/osoby:)
RomanZWrocławia
24-02-2016, 13:01
_Ocean_
odwróć sytuację. Niech praca i klienci szukają ciebie. Ty podyktujesz warunki na jakich chcesz ją wykonać. Jak zrobić , żeby tak było? Trzeba siać. Oznacza to kilka lat samorealizacji i doskonalenia warsztatu i budowania swojej pozycji. Celowo nie piszę pracy za śmieszne pieniądze. Tymczasem rób dla siebie do co lubisz, pieniądze przyjdą z czasem. Próbując zacząć od drugiej strony zawsze musisz grać na czyichś warunkach. Przestań myśleć o pieniądzach zacznij o "miłości" do fotografii. Jak spieniężyć swoje umiejętności to już banał. w sieci jest na kopy poradników jak wykorzystać min. internet do tego celu. Ale twoja strona www musi mieć jak to mówią "content" - zawartość, treść. Trudno to zbudować na gównianych robótkach dla kogoś.
Polecam amerykańskie kursy - oni są sformatowani na pieniądze i ich sposób myślenia daje odświeżającego kopa.
Hmm a ja trochę bym inaczej doradził, nie wiem czy to co napiszę przekłada się w jakikolwiek sposób na twoja sytuację, ale może.
Ja sam pracuje odkąd pamiętam, na każdym etapie edukacji tyrałem na swoje. Wyszło mi to na razie na dobre, jednak jestem świadomy jak dużo rzeczy mogłem wiedzieć, nauczyć, przyswoić czy choćby liznąć w czasie gdy zajmowałem się dorabianiem.
Moja rada jest taka żebyś odpowiedział sobie na pytanie czy naprawdę musisz marnować czas na to żeby mieć te kilka groszy więcej? Czy warto mieć kilka plnów teraz kosztem dłuższej ścieżki żeby mieć ich sporo więcej w przyszłości?
Jak nie musisz - to weź książkę, odpal internet, poćwicz czy naucz się tego cochcesz żeby dawało ci kasę 'w zawodzie'.
Miałem okazje robić kilka rekrutacji, nie jakoś dużo ale trochę ludzi było, jakiez to smutne było gdy na pytanie czego nauczyłeś się poza uczelnią, w domu, z netu, bo sam byłeś ciekawy, rozpływali się w oczach.
Jeśli możesz dorabiać ale nie musisz (bo komornik, bo głód ) - dorabiaj w zawodzie lub spozytkuj ten czas na naukę.
DaroD300S
24-02-2016, 13:24
_Ocean_
odwróć sytuację. Niech praca i klienci szukają ciebie. Ty podyktujesz warunki na jakich chcesz ją wykonać. Jak zrobić , żeby tak było? Trzeba siać. Oznacza to kilka lat samorealizacji i doskonalenia warsztatu i budowania swojej pozycji. Celowo nie piszę pracy za śmieszne pieniądze. Tymczasem rób dla siebie do co lubisz, pieniądze przyjdą z czasem. Próbując zacząć od drugiej strony zawsze musisz grać na czyichś warunkach. Przestań myśleć o pieniądzach zacznij o "miłości" do fotografii. Jak spieniężyć swoje umiejętności to już banał. w sieci jest na kopy poradników jak wykorzystać min. internet do tego celu. Ale twoja strona www musi mieć jak to mówią "content" - zawartość, treść. Trudno to zbudować na gównianych robótkach dla kogoś.
Polecam amerykańskie kursy - oni są sformatowani na pieniądze i ich sposób myślenia daje odświeżającego kopa.
Mam książkę znanego 'amerykańskiego" fotografa ślubnego. Robi na materiałach Fuji 6x4.5 contaxem. Zdjęcia głównie pod światło, naświetlanie na cienie +1EV. Oddaje do zaufanego labu i bierze.... 3000 $ za wesele. Ja tak robiłem 20 lat temu przed erą cyfrówek. Ale wtedy utrzymywałem 3 osobową rodzinę. Amerykańskie standardy nie zawsze da się zastosować u nas. A tak dla ciekawości w styczniu miałem 2000 wejść na swoja stronę. Większość okazała się próbą włamania na konto wp-admin.
- - - - kolejny post - - - - - -
Hmm a ja trochę bym inaczej doradził, nie wiem czy to co napiszę przekłada się w jakikolwiek sposób na twoja sytuację, ale może.
Ja sam pracuje odkąd pamiętam, na każdym etapie edukacji tyrałem na swoje. Wyszło mi to na razie na dobre, jednak jestem świadomy jak dużo rzeczy mogłem wiedzieć, nauczyć, przyswoić czy choćby liznąć w czasie gdy zajmowałem się dorabianiem.
Moja rada jest taka żebyś odpowiedział sobie na pytanie czy naprawdę musisz marnować czas na to żeby mieć te kilka groszy więcej? Czy warto mieć kilka plnów teraz kosztem dłuższej ścieżki żeby mieć ich sporo więcej w przyszłości?
Jak nie musisz - to weź książkę, odpal internet, poćwicz czy naucz się tego cochcesz żeby dawało ci kasę 'w zawodzie'.
Miałem okazje robić kilka rekrutacji, nie jakoś dużo ale trochę ludzi było, jakiez to smutne było gdy na pytanie czego nauczyłeś się poza uczelnią, w domu, z netu, bo sam byłeś ciekawy, rozpływali się w oczach.
Jeśli możesz dorabiać ale nie musisz (bo komornik, bo głód ) - dorabiaj w zawodzie lub spozytkuj ten czas na naukę.
Kolego trafiłeś w samo sedno problemu. Jak tak zrobiłem. Uczelnia, podyplomówka, uprawnienia (wykonuję zawód regulowany) i tak po kilku latach mogę się zająć hobby. Kiedyś wyczytałem w gazecie dla panów, że facet powinien mieć takie hobby za które mu jeszcze ktoś zapłaci. A tu wszyscy chcą dorabiać na fotografii.
RomanZWrocławia
24-02-2016, 14:21
amerykańskich standardów nie da się tymczasem u nas zastosować. Z pewnością nie jeden do jednego. Chodzi o zainspirowanie sposobem myślenia, podpatrzeniem, skopiowaniem niektórych rozwiązań.
Zgadzam się z tym co napisał obuch i w jakimś sensie piszemy to samo. Punkt wspólny to rada, aby skupić się na samodoskonaleniu.
Tak jest, inwestycja w siebie a dukaty przyjdą.
Punkt wspólny to rada, aby skupić się na samodoskonaleniu.
Jeśli nie ma się kontaktów, nie można liczyć na polecenie to zostaje samodoskonalenie, ale w technikach sprzedaży. Dobry towar na półce, to za mało. Trzeba klienta przekonać, że powinien kupić właśnie ten, a nie konkurencji, zwłaszcza przy tak dużej jaka istnieje na rynku. Nie masz siły przebicia, nie masz pracy.
sokrates
24-02-2016, 15:06
Kiedyś, kiedyś się głupio łudziłem że coś tam dorobię (bo na podstawowe źródło dochodu to raczej nie liczyłem) na foto. Było parę wesel, jakieś szkolne, produktowe sesje. Ale rynek jak ktoś na początku wspomniał gnije, że hej. Wziąłem sprzedałem w cholerę zabawki, kupiłem sobie bezlustro parę manualnych szkieł i zapomniałem o pieniądzach z foto. Teraz fotografia sprawia mi przyjemność a nie frustrację ;-)
Podaż przewyższyła popyt. A weryfikacji zostali poddani wszyscy Ci są sądzili, że to łatwy chleb. Kupię sprzęt, zrobię portfolio i klienci będą walili drzwiami i oknami.
Czyli problem gnijącego rynku nie jest wymyślony przeze mnie i faktycznie jest ciężko.
Co do studniówek - tu sam przyznam, że miałem podobny problem o którym wspominaliście. Chciałem zaangażować swoją grupę foto we właśnie taką studniówkę, żeby pozyskać trochę kasy na sprzęt dla grupy (działamy non-profit, a jak wpada jakaś kasa, to kupujemy za to manele dla wszystkich). Parę dni przed podpisaniem umowy okazało się, że Rada Rodziców (...) wybrała jednak starą ekipę, z mniejszym "pakietem usług", za większe pieniądze. I nie będę już mówił jak wyglądały zdjęcia, bo było to liceum, do którego sam chodziłem.
Z filmami - to raczej niewypał taki w moim przypadku, w grupie też robimy filmy. Ale tutaj jest równie źle jak z foto - zlecenia gówniane, czasem gorzej jak w foto (przykładowo - po zrobieniu reklamówki na łeb przypada 100zł, za kilka dni zdjęciowych). Zresztą, nie za bardzo znam się na kręceniu, ja raczej jestem od światła. Dwa razy tylko udało nam się odpalić projekt na Polak Potrafi, jeden na teledysk, drugi na nakręcenie filmu krótkometrażowego. W pierwszym przypadku ledwo wyszedł zwrot, a w drugim koleś odpowiedzialny za organizację zbiórki wysiudał na koniec wszystkich (w grupie robimy wszystko na gębę), zwinął pieniądze i zostawił wszystkich samym sobie.
Problem pieniądza jest taki, że tracimy (jako grupa) w najbliższym czasie (do pół roku) studio, które nam udostępniano do tej pory za frajer. Co śmieszne - z powodów politycznych (długawa historia i nie powinienem pisać tu na temacie). Chciałbym jednak móc jakoś wspomóc swoją grupę i załatwić swoim ludziskom jakiś kąt, który do tej pory byłem w stanie im zapewnić. W tym momencie nie jestem w stanie nawet zrzucić się na wynajem czegokolwiek, choćby garażu.
Inną sprawą jest fakt, że ostatnio coraz mniej robię zdjęć. Zawsze jest coś innego do roboty, za mało czasu. Fakt, iż byłaby to opcja do dorobienia paru groszy na pewno zmotywowałby mnie nieco bardziej. A zdaję też sobie sprawę, że po studiach wcale nie znajdę więcej czasu na fotografie, bo pewnie wyjazd za granicę (jestem technologiem inżynierii elementów elektronicznych i fotonicznych) i raczej powinienem się wtedy nastawiać stricte na karierę naukową. A nie ukrywam, że chciałbym czasem poczuć nutkę radości z robienia zdjęć, wkurzenia terminami i nieciekawymi tematami.
RomanZWrocławia
24-02-2016, 20:05
Problem pieniądza jest taki, że tracimy (jako grupa) w najbliższym czasie (do pół roku) studio, które nam udostępniano do tej pory za frajer
na tym polega grzech pierworodny. Płatne zajęcia i usługi (np. wynajem studia - na godziny czy na stałe) to najlepsza weryfikacja tego czy uczestnicy grupy są mocno zmotywowani czy tylko wpadają pooglądać modelki.
Zdaje się, że nie ma grupy - są tylko ludzie spotykający się przy okazji wspólnych zainteresowań, ale dla zaistnienia czegoś więcej nie dają rady zorganizować prostej rzeczy jaką są pieniądze
mój syn ma 7 lat i żeby kupić sobie telefon komórkowy chodził przez rok pomagać w porządkowaniu sali zabaw. Nie ma nic za frajer.
taki mamy świat, ze wszystko niemal można przeliczyć na pieniądze. Na przykład czyjeś zaangażowanie.
Daj sobie luz z ludźmi, którzy nie maja w sobie energii bo się spalasz bez sensu. Zajmij się sobą i uszy do góry
Utrzymuję się z szeroko rozumianej fotografii jakieś 28 lat. Gdy w nią wchodziłem perspektywy wyglądały bardzo dobrze - dość powiedzieć, że po roku zarabiałem świetnie a w którymś momencie nawet zatrudniałem 3 fotografów. Jak się domyślacie to pieśń przeszłości. Cały czas skutecznie funkcjonuję na rynku i na brak roboty nie narzekam ale to są staranie przemyślane projekty i obszary gdzie moja fotografia jest tylko fragmentem całości. Patrząc krytycznie, to przy tym poziomie zaangażowania i pracy, to cokolwiek innego co bym przez ten czas robił dałoby mi lepszy poziom życia.
Nie raz się zastanawiam, gdzie bym był gdybym jakimś cudem wybrał inną drogę. Ale gdzieś koło 1990 roku wybór tej branży (szczególnie w powiązaniu z reklamą) wydawał się doskonałym pomysłem. Dzisiaj przesłanki są zupełnie inne - znikąd nie widać nadziei na poprawę. Sam przygotowuję sobie "nowe" obszary i nie zakładam, że przetrwam tam więcej jak kolejnych parę lat. Jaki jest sens inwestowania teraz czasu w taką branżę?
Gołym okiem widać jak bardzo świat się zmienia, całe branże przeżyły głębokie transformacje (np fotografia), przemysł uciekł za granicę do tanich krajów, za chwilę okaże się, że np. pracę stracą tysiące kierowców i też będą rozpaczliwie próbowali odnaleźć na rynku pracy. Ze świadomością tych procesów 10 x zastanowiłbym się w co inwestować czas. Teraz wydaje się, że jest go bardzo dużo ale to nieprawda - parę lat miotania może skutkować utratą jakiejś szansy. Lepiej podwyższyć swoje kwalifikacje w jakimś strategicznym kierunku.
Nie odbierajcie tego głosu jako kogoś sfrustrowanego bo wypadł z gry rynkowej. Fotografia dała (i daje) mi kupę radości, całkiem niezłą kasę, wydałem kilkanaście albumów, zrobiłem kilkaset stron edytorialowych w wysokonakładowych pismach ale dobry czas na fotografię już chyba się skończył...
pozdro
Wiesiek
GaijinPawel
25-02-2016, 15:36
Podziwiam parę fotografów, którzy są też na forum, to DR5000. Mają już renomę i za reportaż biorą naprawdę niezłą kasę. Widać u nich straszną konsekwencję w działaniu i niezły talent. Tylko że rynek się powoli rozpada. Nie wiadomo czy za jakiś czas oni nie będą mieli problem ze zleceniami. W necie co róż słychać że fotografów zwalniają. Nawet czytałem że jeden z największych magazynów radził swoim czytelniczką żeby wesela uwieczniały telefonami. Co za głupota. Jeszce trochę a panna młoda przejdzie się po sali, zrobi z rąsi zdjęcie z każdym i ślub uwieczniony. Fotografia pozostanie dobrym hobby i odskocznią os rzeczywistości.
Andrzej1974
25-02-2016, 16:31
[...] Jeszce trochę a panna młoda przejdzie się po sali, zrobi z rąsi zdjęcie z każdym i ślub uwieczniony. Fotografia pozostanie dobrym hobby i odskocznią os rzeczywistości.
I w takim kierunku to raczej podąża. Niestety.
I w takim kierunku to raczej podąża. Niestety.
Moim zdaniem nie pójdzie. Wystarczy wyłączenie światła na sali weselnej lub zdjęcia z małą GO i każdy telefon wymięka . Fotografia ślubna jak każda inna branża zależna jest od marketingu i zasobności portfela
Nigdy telefonem nie zrobi się takiego zdjęcia jak aparatem. Aparat zawsze będzie komórki wyprzedzał, i zawsze będą ludzie chętni na lepszą jakość zdjęć niż z telefonu. Rynek gnije dlatego, że ceny sprzętu który robi dobre zdjęcia to już nie 5 czy 10 wypłat, komplet do ślubów można złożyć za kilka tysi stąd rzesze chętnych do tej roboty. To z kolei powoduje zalew fotografów ślubnych, zresztą nie tylko ślubnych. Student kupi D300, ze dwa szkiełka, jakis tani lampiszon i jest pro fotografem (w swoim mniemaniu). Tak się składa, że część z tych domorosłych fotografów robi całkiem niezłe zdjęcia w porównaniu do dotychczasowych ziutków, którzy przez lata noszeni na rękach myśleli że nikt nic lepszego od nich nie wytrzaśnie. Do tego studenci/początkujący amatorzy biorą 3-4, 5x mniej od zawodowych siedzących po 15 lat w branży. Rynek się zweryfikował, ludzie zobaczyli że mogą mieć zdjęcia u studenta za 500zł nierzadko lepsze od zdjęć od zawodowca z 15letnim stażem i ceną 2000, stąd drastyczne spadki ilości zleceń, coraz częstsze narzekania że ktoś coś dostał dobrego za 1000zł a pan mi tu wywala taki szit za 2x więcej.
Nie wiem czy za zdjęcia na najwyższym poziomie profesjonaliści biorą z roku na rok coraz więcej, czy to stoi czy cena spada, tak czy siak obecnie dobrzy fotografowie zgarniają kilka tysięcy za reportaż i kalendarz mają pełny. Dla reszty sytuacja jest ciulowa dlatego, że jeśli nie potrafią się wybić nad studenciaków czy amatorów po dotacji to giną śmiercią naturalną - nie są w stanie cenowo konkurować z w.w. osobami i utrzymywać się wyłącznie z fotografii. Jak ktoś z Was pamięta stare czasy, to w latach 90' jak ktoś miał aparat to był gość, nawet jak zdjęcia robił totalnie proste, zwykłe pstryki. I tak się zarabiało dużą kasę i było jedną z najważniejszych osób na ślubie. Dziś trzeba się bardziej postarać i przede wszystkim oddawać dobry materiał. Fotografia pod tym względem zaczyna się wyrównywać z innymi specjalistycznymi dziedzinami - albo jesteś dobry w tym co robisz i zarabiasz dobrze, albo jesteś przeciętniak - wtedy zje Cię szara strefa, studenci, amatorzy, których pełno z powodu cen sprzętu.
Jak ktoś się decyduje na życie wyłącznie z fotografii musi być świadom tego, że trzeba to robić na odpowiednim poziomie, żeby się udało. Inaczej po 2 latach biznes trzeba będzie zwinąć.
spiritus
26-02-2016, 02:06
Nigdy telefonem nie zrobi się takiego zdjęcia jak aparatem. Aparat zawsze będzie komórki wyprzedzał, i zawsze będą ludzie chętni na lepszą jakość zdjęć niż z telefonu. Rynek gnije dlatego, że ceny sprzętu który robi dobre zdjęcia to już nie 5 czy 10 wypłat, komplet do ślubów można złożyć za kilka tysi stąd rzesze chętnych do tej roboty. To z kolei powoduje zalew fotografów ślubnych, zresztą nie tylko ślubnych. Student kupi D300, ze dwa szkiełka, jakis tani lampiszon i jest pro fotografem (w swoim mniemaniu). Tak się składa, że część z tych domorosłych fotografów robi całkiem niezłe zdjęcia w porównaniu do dotychczasowych ziutków, którzy przez lata noszeni na rękach myśleli że nikt nic lepszego od nich nie wytrzaśnie. Do tego studenci/początkujący amatorzy biorą 3-4, 5x mniej od zawodowych siedzących po 15 lat w branży. Rynek się zweryfikował, ludzie zobaczyli że mogą mieć zdjęcia u studenta za 500zł nierzadko lepsze od zdjęć od zawodowca z 15letnim stażem i ceną 2000, stąd drastyczne spadki ilości zleceń, coraz częstsze narzekania że ktoś coś dostał dobrego za 1000zł a pan mi tu wywala taki szit za 2x więcej.
Nie wiem czy za zdjęcia na najwyższym poziomie profesjonaliści biorą z roku na rok coraz więcej, czy to stoi czy cena spada, tak czy siak obecnie dobrzy fotografowie zgarniają kilka tysięcy za reportaż i kalendarz mają pełny. Dla reszty sytuacja jest ciulowa dlatego, że jeśli nie potrafią się wybić nad studenciaków czy amatorów po dotacji to giną śmiercią naturalną - nie są w stanie cenowo konkurować z w.w. osobami i utrzymywać się wyłącznie z fotografii. Jak ktoś z Was pamięta stare czasy, to w latach 90' jak ktoś miał aparat to był gość, nawet jak zdjęcia robił totalnie proste, zwykłe pstryki. I tak się zarabiało dużą kasę i było jedną z najważniejszych osób na ślubie. Dziś trzeba się bardziej postarać i przede wszystkim oddawać dobry materiał. Fotografia pod tym względem zaczyna się wyrównywać z innymi specjalistycznymi dziedzinami - albo jesteś dobry w tym co robisz i zarabiasz dobrze, albo jesteś przeciętniak - wtedy zje Cię szara strefa, studenci, amatorzy, których pełno z powodu cen sprzętu.
Jak ktoś się decyduje na życie wyłącznie z fotografii musi być świadom tego, że trzeba to robić na odpowiednim poziomie, żeby się udało. Inaczej po 2 latach biznes trzeba będzie zwinąć.
Mimo tego iż mam D300, ze dwa szkiełka (może ciut więcej) i jakiś tani lampiszon to się odezwę, ba! mało tego- jestem nawet studentem :D
Chciałbym dorabiać sobie jako fot. ślubny (lub jakikolwiek inny). Jednak wiedząc jaki jest rynek to nie chcę go psuć jeszcze bardziej i próbuję szukać zatrudnienia jako 2,3...,10. fotograf na weselu za symboliczną stówkę (czy też za darmo) aby się fachu nauczyć. Jednak większość fotografów jest zarozumiała (lub ich nawet nie stać na późniejszą współpracę) i nie chce takiego padawana przyjąć co by im później konkurencję robił. Stąd pojawiają się odważniejsi ode mnie, biorą sprzęt w łapy, full auto i jedziemy. Później jakieś szmery bajery, uje muje (dzikie węże) w PS-ie i zgarnia te 500-600 PLN.
Po pierwsze, nie chciałem w żaden sposób ująć D300. To dobry aparat. Chodziło mi o koszty - D300 + 1-2 szkiełka to mniej niż 3000zł, a to żadne pieniądze dla żądnego szybkiego zysku amatora. Nawet student zarabiający najniższą krajową może sobie po 3 miesiącach odkładania taki sprzęt kupić i iść na ślub. Dziś sprzęt foto którym da się zrobić dobre jakościowo zdjęcia kosztuje bardzo niewiele.
Po drugie, nigdy nie zatrudniłbym Cię jako 2, 3, czy nawet 10 fotografa. I nie dlatego że boję się Ciebie jako konkurencji, bo konkurencji mamy na rynku tysiące, jeden w tą czy w tamtą różnicy nie zrobi. Zresztą, jak już pisałem, albo się robi dobre zdjęcia, albo się zwija biznes, jak bym miał patrzeć na konkurencję i liczyć że zrobi je do bani żebym mógł się utrzymać już dawno zamknąłbym firmę. Nie zatrudniłbym Cię z innego powodu - poświęcę mój czas i wiedzę zdobytą na przestrzeni kilku lat, żebyś robił zdjęcia które będę mógł spokojnie obrobić i oddać klientom, a Ty kiedy tylko się wszystkiego nauczysz pójdziesz na swoje, a ja znowu będę tracił czas na naukę kolejnego gościa fachu. A czas tu jest najważniejszy, stres na początku, co ten koleś przyniesie z wesela, kiedy w końcu załapie co się do niego mówi, i kiedy wypnie dupę a ja znowu będę musiał zaczynać przedszkole od nowa. Dziś wiedza i doświadczenie są dużo więcej warte niż się ludziom wydaje. Żebym ja wiedział, że przyjdziesz, nauczysz się, i będziesz dla mnie pracował, przyjąłbym Cię z otwartymi rękoma i przekazał co wiem. A tak to jaki ja mam biznes w tym, żeby zamiast robić konkretną robotę zajmować się szkoleniami co sezon? Jak myślisz, dlaczego w powaznych korporacjach gdzie ludzi się szkoli są lojalki? Albo w umowach masz zapis że jak zerwiesz umowę przed upływem np 2-3 lat to zwracasz za szkolenia na które wysłała Cię firma? Kto dziś będzie tracił swój czas na darmowe nauki? Przecież to się nie kalkuluje.
Najlepszy pracownik ślubny to człowiek który chce sobie dorobić. Jest pasjonatem, uwielbia robić zdjęcia, ma jednak swój zawód w którym na co dzień pracuje i nie chce tego zmieniać. Raz że kasa z wesel wpada dodatkowo, więc każdą wypłatę "się czuje" bo nie idzie na rachunki, dwa że takiej osobie nie zależy na własnym biznesie foto, i jak jej poświęcisz czas i pieniądze to będzie dla Ciebie pracować na stałe. Także naprawdę, nie chodzi tu że wszyscy się boją, bo kiepskim trzeba być żeby się bać konkurencji, trzeba ją szanować i obserwować, ale jak jesteś dobry to bać się nie musisz, bo po Twoje dobre zdjęcia i tak chętni się znajdą. Chodzi o to że w 90% przypadków ludzie chcą przyjść, wziąć darmową wiedzę i pójść na swoje, co dla fotografa-pracodawcy jest kompletnie nieopłacalne.
spiritus
26-02-2016, 02:32
Wielka racja!
Miałem to w mózgownicy ale nie dopisałem.
Jako, że studiuję to właśnie chciałbym sobie dorobić poprzez coś co lubię czyli zdjęcia. Po studiach znaleźć sobie jakaś pracę i dalej dorabiać za zdjęcia ale nie jako freelancer lub własna firma a własnie dalej z tą osobą która by mnie nauczyła fachu. Bo po co mam konkurować i się usamodzielniać, brać wszystko na swoją głowę jak można w duecie zrobić to przyjemniej, rozważniej a co najważniejsze lepiej.
Jeżeli utworzyłbym z kimś duet to bym się już tego trzymał (jak to mówią kupy nikt nie ruszy- chyba, ze patykiem).
Co do sprzętu to wiem, że D300 jest dobrym aparatem i też nie mam nic przeciwko, wiedziałem o co Ci chodzi ale chciałem aby trochę śmieszniej było :D
EDIT:
A tak zapytam: miałeś kogoś takiego na "stażu"? Jak to się potoczyło?
Żeby Ci było łatwo znaleźć pracę to masz 2 opcje:
- sam się wszystkiego nauczysz, będziesz robił dobre zdjęcia, wtedy każda firma szukająca dodatkowego fotografa Cię będzie mogła zatrudnić - od ręki po zatrudnieniu mogą Ci dać sprzęt i wysłać w teren będąc pewnym że przyniesiesz dobry materiał, czyli krótko mówiąc od początku zarobisz na swoją wypłatę i dla nich, a o to przecież chodzi w zatrudnieniu pracowników, nie ma strachu że po inwestycji w Ciebie rozpłyniesz się w powietrzu i będzie strata
- w ogłoszeniu że szukasz pracy jako fotograf dopiszesz że podpiszesz lojalkę - firma jak Cię zatrudni będzie spokojna że nie odejdziesz w momencie kiedy Cię nauczą wszystkiego czyli w momencie kiedy faktycznie zaczniesz dla nich należycie pracować, bo, nie oszukujmy się, dopóki fotograf nie jest 100% pewny to nikt myślący nie zostawi na jego głowie głównego materiału czy nawet jego części, nie robiąc obok tej samej roboty żeby w razie W mieć co dać klientowi, więc pożytek z fotografa jest dopiero kiedy umie to co pracodawca wymaga (a właśnie wtedy wspomniane 90% fotografów idzie na swoje -> firma jeszcze nie zdąży zarobić na pracowniku, a tego już nie ma)
spiritus
26-02-2016, 03:02
Tylko tak, gdzie zrobić te "dobre zdjęcia" jak się nie można załapać na "n-tego" fotografa?
Pójdę na ulicę i tam zacznę robić zdjęcia to osoby takie stwierdzą iż "aaa robi sobie na ulicy to niech tam zostanie, nam się nie przyda".
Jak jesteś totalnie początkujący to zrób ślub za darmo, powiedz młodym że nie wiadomo co wyjdzie, będą obie strony wiedziały na czym stoją. Jak już coś umiesz to wyceń te zdjęcia ile są warte i rób zlecenia za te pieniądze. Nie popsujesz rynku, bo jak masz psuć rynek sprzedając zdjęcia za 500, 1000, czy 1500zł jeśli właśnie tyle są warte patrząc na ich jakość? Przecież klient chcący świetnych zdjęć nie zrezygnuje z profesjonalisty za 4-6 czy 8k pln na rzecz Ciebie bo zdjęcia profesjonalisty będą odpowiednio lepsze kadrowo i jakościowo. A jak już robisz bardzo dobre fotografie ale klientów nie widać to zainwestuj w reklamę, bo zapewne ten aspekt leży i kwiczy.
PS. Nie widzę żebyś był chętny na lojalkę, wolałbyś jednak sam dojść do wszystkiego, tzn bez zobowiązań :) a to z tego co pisałeś lojalka to najlepszy układ dla Ciebie. Firma która coś takiego z Tobą podpisze nie będzie chciała się Ciebie pozbyć po szkoleniu bo jej się to nie opłaca, więc Ty też masz pewność że Cię nie wyleją zanim nie zarobią (a więc zarobisz i Ty, a nauka zostanie na zawsze). Więc jak szczerze chcesz się nauczyć i na tym dorabiać, bez tworzenia własnego biznesu foto, to się nad tą opcją poważnie zastanów, bo jest opłacalna i dla Ciebie i dla pracodawcy, więc napewno łatwiej znajdziesz zatrudnienie.
spiritus
26-02-2016, 03:19
I czyż nie wyjdę wtedy własnie na studenciaka co ma D300, ze dwa szkiełka, jakiś tam lampiszon i robi śluby za pińćset? :D
Ale rozważmy co napisałeś.
"wyceń te zdjęcia ile są warte"- skąd mogę wiedzieć ile takie zdjęcia mogą być warte jeżeli nie ma jakiegoś konkretnego wzorca z kosztorysem? Jak to się mówi: "produkt jest wart tyle ile jest się w stanie za niego zapłacić". Czyli, że co? Jestem na poziomie jakimś tam i jednego tygodnia zrobię zdjęcia za 1500 zł (dajmy na to znalazłem rozrzutnego typa) a tydzień później zrobię dokładnie tak samo technicznie za 500 zł bo nikt nie jest w stanie więcej zapłacić. To w takim razie co? Średnia arytmetyczna i mam oscylować w granicach 1000?
Fakt, reklamy nie mam żadnej no bo co wystawić?
Portfolio nie ma z czego zbudować. Wystawić szyld przed domem XYFoto - śluby za pińcset bez umowy?
Ale co komu do tego że jesteś studentem, masz D300 i robisz za pińćset? Jeśli zdjęcia są tyle warte to je za tyle rób. Będziesz psuł rynek jeśli za zdjęcia warte 2000zł będziesz brał 1000, dlatego swoje prace wyceń rzetelnie - wtedy nikt do Ciebie nie będzie miał pretensji. Po drugie ludzie mówią że jak trafisz do wora "tani fotograf" to potem z niego nie wyleziesz. Bzdura. Jest tak dużo ludzi, że Ci którym w 2017 zrobisz za 3000 wesele nie będą mieli pojęcia, że w 2016 robiłeś za 1000. Zresztą jak im pokażesz zdjęcia, które są warte np te 3000, to nie będą się łudzić że im spuścisz nagle cenę ot tak sobie na 1 czy 2k.
A wycenić zdjęcia bardzo łatwo. Sprawdź ceny konkurencji z wieloletnim doświadczeniem (na cenach początkujących bym nie polegał bo potrafią być od kosmicznie niskich do kosmicznie wysokich, kwestia ego/błędu na kalkulatorze), porównaj swoje zdjęcia do nich i wciśnij się z cennikiem tam gdzie pasujesz. Nie polegaj na tym ile ludzie są w stanie zapłacić, bo tego tak poprostu nie da się ocenić właśnie przez to co napisałeś - jeden za Twoje fotki da 1500, inny 500, a innemu stówka będzie dużo. Tak się nigdy nie wycenisz.
A firmę załóż, będziesz mógł umowy podpisywać. Kiedyś studenci nie płacili zusu, nie wiem czy tak dalej jest. Po drugie jak skończysz studia chcesz iść na etat - wtedy pracodawca Ci opłaci składki, Tobie zostanie zdrowotna którą i tak prawie całą odpiszesz od podatku. Także pracując na etat głupotą jest nie mieć firmy, koszty znikome a ryzyko kary ogromne (życzliwa konkurencja).
DaroD300S
26-02-2016, 10:11
Po pierwsze, nie chciałem w żaden sposób ująć D300. To dobry aparat. Chodziło mi o koszty - D300 + 1-2 szkiełka to mniej niż 3000zł, a to żadne pieniądze dla żądnego szybkiego zysku amatora. Nawet student zarabiający najniższą krajową może sobie po 3 miesiącach odkładania taki sprzęt kupić i iść na ślub. Dziś sprzęt foto którym da się zrobić dobre jakościowo zdjęcia kosztuje bardzo niewiele.
Po drugie, nigdy nie zatrudniłbym Cię jako 2, 3, czy nawet 10 fotografa. I nie dlatego że boję się Ciebie jako konkurencji, bo konkurencji mamy na rynku tysiące, jeden w tą czy w tamtą różnicy nie zrobi. Zresztą, jak już pisałem, albo się robi dobre zdjęcia, albo się zwija biznes, jak bym miał patrzeć na konkurencję i liczyć że zrobi je do bani żebym mógł się utrzymać już dawno zamknąłbym firmę. Nie zatrudniłbym Cię z innego powodu - poświęcę mój czas i wiedzę zdobytą na przestrzeni kilku lat, żebyś robił zdjęcia które będę mógł spokojnie obrobić i oddać klientom, a Ty kiedy tylko się wszystkiego nauczysz pójdziesz na swoje, a ja znowu będę tracił czas na naukę kolejnego gościa fachu. A czas tu jest najważniejszy, stres na początku, co ten koleś przyniesie z wesela, kiedy w końcu załapie co się do niego mówi, i kiedy wypnie dupę a ja znowu będę musiał zaczynać przedszkole od nowa. Dziś wiedza i doświadczenie są dużo więcej warte niż się ludziom wydaje. Żebym ja wiedział, że przyjdziesz, nauczysz się, i będziesz dla mnie pracował, przyjąłbym Cię z otwartymi rękoma i przekazał co wiem. A tak to jaki ja mam biznes w tym, żeby zamiast robić konkretną robotę zajmować się szkoleniami co sezon? Jak myślisz, dlaczego w powaznych korporacjach gdzie ludzi się szkoli są lojalki? Albo w umowach masz zapis że jak zerwiesz umowę przed upływem np 2-3 lat to zwracasz za szkolenia na które wysłała Cię firma? Kto dziś będzie tracił swój czas na darmowe nauki? Przecież to się nie kalkuluje.
Najlepszy pracownik ślubny to człowiek który chce sobie dorobić. Jest pasjonatem, uwielbia robić zdjęcia, ma jednak swój zawód w którym na co dzień pracuje i nie chce tego zmieniać. Raz że kasa z wesel wpada dodatkowo, więc każdą wypłatę "się czuje" bo nie idzie na rachunki, dwa że takiej osobie nie zależy na własnym biznesie foto, i jak jej poświęcisz czas i pieniądze to będzie dla Ciebie pracować na stałe. Także naprawdę, nie chodzi tu że wszyscy się boją, bo kiepskim trzeba być żeby się bać konkurencji, trzeba ją szanować i obserwować, ale jak jesteś dobry to bać się nie musisz, bo po Twoje dobre zdjęcia i tak chętni się znajdą. Chodzi o to że w 90% przypadków ludzie chcą przyjść, wziąć darmową wiedzę i pójść na swoje, co dla fotografa-pracodawcy jest kompletnie nieopłacalne.
Niestety w końcu każdy Cię zostawi. Rachunek jest prosty. Idziesz jako drugi dostaniesz np: 400pln. W sezonie 4*400 daje 1600. Pracujesz na etacie, opłacasz zus zdrowotny odpisywany od podatku i.... robisz jedno swoje w miesiącu za np 1500 pln. Zysk porównywalny ilość pracy nie.
Niestety w końcu każdy Cię zostawi. Rachunek jest prosty. Idziesz jako drugi dostaniesz np: 400pln. W sezonie 4*400 daje 1600. Pracujesz na etacie, opłacasz zus zdrowotny odpisywany od podatku i.... robisz jedno swoje w miesiącu za np 1500 pln. Zysk porównywalny ilość pracy nie.
Te 400 jako drugi to z czy bez obróbki?
madebyzosiek
26-02-2016, 11:21
Te 400 jako drugi to z czy bez obróbki?
Raczej bez, przychodzisz, robisz zdjęcia i oddajesz... Dobry sposób na obycie z branżą i dorobienie dodatkowych 100, nawet za darmochę na początku się robi takie coś, dla poznania warunków pracy na żywo. Mało jest niestety chętnych photographów chętnych do takiej współpracy i pewnie to wynika z tego, że faktycznie większość tych wyszkolonych kombinuje na boku lewe interesy ;)
Raczej bez, przychodzisz, robisz zdjęcia i oddajesz...
To IMHO bardzo dobra stawka dla osoby nie prowadzącej działalności gospodarczej. Zero dodatkowego nakładu pracy, jedyne koszty to sprzęt.
Nie wiem czy realna, chyba że przy "złotych pakietach" po 4 koła i więcej.
rafal_n5
26-02-2016, 12:02
To IMHO bardzo dobra stawka dla osoby nie prowadzącej działalności gospodarczej. Zero dodatkowego nakładu pracy, jedyne koszty to sprzęt.
Nie wiem czy realna, chyba że przy "złotych pakietach" po 4 koła i więcej.
Bez trudu można 2x więcej zarobić niż wspomniane 400zł. To jest kwota za same zdjęcia,bez obróbki. Sam miałem podobne zlecenie za kwotę 1000zł.
Bez trudu można 2x więcej zarobić niż wspomniane 400zł. To jest kwota za same zdjęcia,bez obróbki. Sam miałem podobne zlecenie za kwotę 1000zł.
Tzn. idąc jako drugi fotograf robisz rawy, oddajesz materiał i z głowy? Bez zusów, pitów, kosztów reklamy itp., które ponosi "pierwszy"?
W takim razie skąd te narzekania, że nawet przy stawkach po 2 koła za ślub ludzie kręcą nosem?
DaroD300S
26-02-2016, 12:12
Te 400 jako drugi to z czy bez obróbki?
To znaczy tak. Miały być JPG. Ja robię tylko tylko w RAW, więc przepuszczałem to przez LR poprawiając co nieco.
rafal_n5
26-02-2016, 12:25
Ja prowadzę działalność gosp.Na codzień wykonuje własne zlecenia, kiedyś zdarzyło mi się sporadycznie pracować jako drugi fotograf i podaje przykład że to nie koniecznie muszą być kwoty rzędu 400zł. Skąd narzekania? Myślę że między innymi Aeon88 wyżej wyjaśnił w czym rzecz:) Są ludzie którzy kręcą nosem ale są tacy którzy są w stanie wydać kilka tysięcy zł na fotografa.
Tzn. idąc jako drugi fotograf robisz rawy, oddajesz materiał i z głowy? Bez zusów, pitów, kosztów reklamy itp., które ponosi "pierwszy"?
W takim razie skąd te narzekania, że nawet przy stawkach po 2 koła za ślub ludzie kręcą nosem?
madebyzosiek
26-02-2016, 13:01
Tzn. idąc jako drugi fotograf robisz rawy, oddajesz materiał i z głowy? Bez zusów, pitów, kosztów reklamy itp., które ponosi "pierwszy"?
W takim razie skąd te narzekania, że nawet przy stawkach po 2 koła za ślub ludzie kręcą nosem?
Ja byłem nawet pierwszym na trochę lepszych warunkach finansowych, na umowę o dzieło. Ale jak chciałem poznać tą dziedzinę i znalazłem człowieka, który mnie przygarnął, to pierwsze trzy śluby jako drugi robiłem za darmo swoim sprzętem i oddawałem rawy. Teraz czasem u tego samego człowieka jestem jako jedyny, pracuję jego i swoim sprzętem, oddaję rawy i dostaję kilka 100 :)
Niestety w końcu każdy Cię zostawi. Rachunek jest prosty. Idziesz jako drugi dostaniesz np: 400pln. W sezonie 4*400 daje 1600. Pracujesz na etacie, opłacasz zus zdrowotny odpisywany od podatku i.... robisz jedno swoje w miesiącu za np 1500 pln. Zysk porównywalny ilość pracy nie.
Twoje rachunki są lekko mówiąc mocno okrojone.
Sytuacja 1: pracując na etat dorabiasz jako 2gi fotograf
- wiedza - może byc zerowa, nauczy Cię wszystkiego pracodawca
- sprzęt - nie musisz mieć, da Ci pracodawca
- serwis sprzętu - nie musisz się martwić, naprawy opłaca pracodawca
- auto, dojazdy - nie musisz się martwić, zawiezie Cię pracodawca
- czas pracy - pracujesz w tygodniu po 8h i w weekendy całą sobotę, resztę czasu masz dla siebie
- obróbka - nie obchodzi Cię, pracodawca obrabia
- praca podczas zlecenia - lajtowa, bez obawy że coś pominiesz, stoisz obok jako drugi fotograf i wyłapujesz momenty których on nie zauważy bo go np nie ma w pobliżu, nie ma parcia że musisz wszystko zrobić idealnie, bo głowny materiał robi ktoś inny
- opinia - jak coś spierniczysz totalnie to ostatecznie pracodawca oberwie, nie Ty, Ty masz zawsze czyste konto w świecie
- reklama - nie musisz się martwić, to Cię nie obchodzi w ogóle
- zlecenia, pełny kalendarz - nie obchodzi Cię to w ogóle
Biorąc pod uwagę 4*400zł/ślub i powyższe zarabiasz 1600zł/rękę.
Sytuacja 2: pracując na etat robisz zdjęcia sam dla siebie
- wiedza - musisz wszystkiego nauczyc się sam, ewentualnie za grube tysiaki opłacić kursy i szkolenia, z których czasem coś wyniesiesz pozytywnego, czasem nie, jeśli uczysz się sam nie weźmiesz od razu 1500zł/ślub bo nikt Ci za spierniczone zdjęcia nie będzie co tydzień tyle płacił. zejdzie sezon/dwa zanim ogarniesz sprawę, tym bardziej że bez portfolio kalendarza nie bedzie pełnego, więc okazji do nauki nie będzie tyle co pracując u kogoś innego
- sprzęt - na start musisz wydać minimum 20 000, to jest absolutne min aby pracować, ilu ma tyle $$ odłożone na starcie? I co bardzo ważne - biorąc pod uwagę pierwszą i drugą pauzę, ile Ci zejdzie zanim odrobisz na czysto te 20 000? Sezon? Dwa? Trzy? Pierwszy będzie kiepski, brak portfolio = mało wesel, drugi będzie kiepski finansowo, bo portfolio będzie po kilku weselach z 1 sezonu kiepskie wiec dalej w wielu województwach nawet 1,5k nie weźmiesz, widzisz, już 3 sezon leci a Ty dopiero sprzęt kończysz odrabiać, a gdzie Twój zarobek? 3 lata w plecy jesteś kolego
- serwis sprzętu - zakładając że na początku wydasz te 20 000 to sprzęt będzie nie najwyższych lotów i przez pierwsze 1-2 sezony pracy będziesz musiał obok odrobienia tych 20 000 wymienić sprzęt na coś lepszego. Regularnie zarobioną kasę wsadzasz w wymiany body na coraz lepsze, to samo ze szkłami, jak coś się zepsuje dodatkowe kilka stów w plecy
- auto, dojazdy - robię kilkadziesiąt tys km w roku, ile to paliwa? ile to kosztów na części które się zużywają? Naprawy? Awarie? I to Ty musisz się martwić żeby co sobotę auto zajechało do celu, więc musi być w super stanie, nie ma oszczędzania, bo jak nie dojedziesz to Cię klienci zjedzą
- czas pracy - pracujesz w tygodniu po 8h i w weekendy całą sobotę, a resztę czasu... jaka reszta czasu? Zapomniałeś że te zdjęcia trzeba jeszcze obrobić? Przyjmijmy 16h/całe wesele, to daje 4h dziennie przez 4 dni. Więc w piątek odpoczywasz. No nie, nie odpoczniesz, bo przecież kiedyś trzeba tej parze plener zrobić. Robisz go o 17 po pracy? Nie, bierzesz wolne, a że płatne dni wolne są w roku ograniczone to możesz zapomnieć o urlopie, bo prawie wszystko wykorzystasz na plenery. Jesli ci pracodawca w ogóle pozwoli, bo kto Cię będzie całe lato tydzień w tydzień puszczał 1 dzień z pracy? A jak niue będzie rób plenery w niedzielę, czyli w jedyny dzień kiedy mógłbyś po odespaniu soboty usiąść na dupie i wypić piwo. Podsumowując, pracuj 12h dziennie, w piątek plener, sobota zawalona, pół niedzieli prześpisz pół odpoczniesz, chyba że w piątek wolnego nie dostaniesz, to zasuwaj na plener. O ile pogoda pozwoli, bo ta akurat ma w dupie Twoje plany.
- obróbka - już się wyżej rozpisałem. Dodam tylko że można zrobić wesele w kilka a nie kilkanaście godzin, ale za takie ledwo liźnięte fotografie nie masz co liczyć na dobrą kasę.
- praca podczas zlecenia - wszystko jest na Twojej głowie, wszystkim się musisz zając, wszędzie zdążyć, jesteś jedyny, jak coś zwalisz to Cię klienci obsmarują i będzie problem z kolejnymi.
- opinia - jak coś spierniczysz totalnie to Ci internet nie wybaczy, nikt za Ciebie nie bedzie świecił oczami.
- reklama - wypozycjonowanie 1 słowa kluczowego w googlu na podkarpaciu typu fotografia ślubna to koszt ponad 100zł/miesięcznie, to dopiero 1 słowo, a nikt nie chce pozycjonować firmy dla 1 słowa, agencje wymuszają umowy na conajmniej 3-6 słów. Ile to stów? Myślisz że reklama jest za free na portalach ogłoszeniowych - fotografów jest tak dużo że jak nie zapłacisz za wyróżnienie ogłoszenia to będziesz na 10 stronie której już nikt nie przegląda.
- zlecenia, pełny kalendarz - sam musisz się postarać o klientów i zapełnienie kalendarza, nikt Ci zleceń nie odda, nikt ich nie zapewni, masz wolny weekend? nie szkodzi, odpoczniesz, wypijesz piwko, ale 1500zł Ci ucieknie sprzed nosa.
Biorąc pod uwagę 4*1500zł/ślub i powyższe zarabiasz 6000zł - podatki i koszty, które w wyniku prowadzenia przez Ciebie działalności ponosisz. Nie myśl sobie że na lajcie będziesz dorabiał, żeby kalendarz był pewny musisz ciągle dbać o wszystkie powyższe pauzy. Suma sumarum zarobisz sporo więcej niż u kogoś, ale jakim kosztem? I co mega ważne - PO JAKIM CZASIE ZACZNIESZ W OGÓLE ZARABIAĆ???
Na koniec dodam 1 rzecz o której kompletnie nie pomyślałeś. Kto przy zdrowych zmysłach mając 100% pewnego pracownika który robi bdb zdjęcia "marnuje go" wożąc go ze sobą na wesela jako 2giego? Wtedy bookuje się po 2 wesela na termin i 2gi jedzie pracować jako 1wszy, za 2x większą stawkę. Czas pracy się nie zmienia, zobowiązań dalej nie masz, inwestycji, zmartwień, a 3200 wpada na rękę co miesiąc.
Dalej sądzisz że każdy ucieknie? Już sam czas pracy wymagany aby pracować na etacie i jednocześnie prowadzić firmę dla wielu jest nie do przejścia. Sam kiedyś zatrudniłem się (mając swoją firmę) jako informatyk w innej firmie, stwierdziłem że zus mi odpadnie, dojdzie wypłata, więc będzie świetnie. Po miesiącu się zwolniłem, bo przy pełnym kalendarzu idzie się zaj****bać. Spróbuj, zobaczysz.
Ned Stark
26-02-2016, 16:41
Dzięki Aeon88 za ten wpis. Zostałem chyba całkowicie wyleczony z moich planów podboju fotograficznego rynku kiedy już będę prześwietnym fotografem...
madebyzosiek
26-02-2016, 17:48
Aeon88, Twój wpis powinno się pokazywać w urzędach pracy przed wypłaceniem dotacji ;) 100% prawdy! To wygląda kolorowo, przyjdzie se taki, impreza za darmo, naje się, napije i kilka fotek strzeli... Za co on chce te 1500+? Dlatego nie wyobrażam sobie, że mógłbym z tego żyć, chociaż na pewno są tacy co dają radę :)
Co do wyszkolenia sobie drugiego i korzystania z jego umiejętności, też nie można Ci nie przyznać racji. Tylko trzeba zobaczyć w nim potencjał i współpracownika, a nie konkurenta... Pozdrawiam serdecznie
Dzięki Aeon88 za ten wpis. Zostałem chyba całkowicie wyleczony z moich planów podboju fotograficznego rynku kiedy już będę prześwietnym fotografem...
robilem kiedys na forum kalkulacje ile powinien kosztowac slub by dzialalnosc byla oplacalna. wyszlo ze min. 1700pln netto. pamietam ze wtedy wszyscy mnie wysmiali.
po wielu latach utrzymywania sie wylacznie z fotografii, bez robienia fotorgafii okolicznosciowej typu sluby - bede jak mantre powtarzal - klienci chca placic i sa gotowi placic rozsadne stawki. problem w tym ze to fotorgafowie nie chca zarabiac i strzelaja sobie w kolano swoimi wycenami. skoro klient moze miec tanio lub za darmo to po co ma placic?
co zas do podoboju rynku - jesli jestes zdeterminowany, przygotowany do pracy po 16h, gotowy na to ze klienci czasem nie placa i czasem trzeba isc do sadu by po 2-3 latach odzyskac kase, na to ze czasem nie ma co jesc, a czasem stac cie na szampana kruga, na to ze majac zlecenia twoje zycie towarzyskie i rodzinne zostanie wystawione na ciezka probe - to walcz i podbijaj. po kilku latach bedizesz mial ustalona pozycje na rynku.
klienci chca placic i sa gotowi placic rozsadne stawki. problem w tym ze to fotorgafowie nie chca zarabiac i strzelaja sobie w kolano swoimi wycenami.
I to jest piękne, cudowna polska mentalność...
I to jest piękne, cudowna polska mentalność...
Raczej kompleksy i niska samoocena.
Problem jest w tym że ludzie nie szanują pieniędzy. Nie robią kalkulacji, faktycznego biznesplanu obejmującego wszystkie koszta. Inwestują na starcie te 20 000 czy nawet 10 000 i nagle cudownie zapominają że te pieniądze wydali. Bo mają sprzęt - ale sprzęt po wyjściu ze sklepu i strzeleniu 3 zdjęć mocno spada na wartości, więc nigdy już nie będzie wart wydanych pieniędzy. Ludzie nie patrzą na koszty, widnieje im tylko napis przed oczami "boże wezmę 1500zł za ślub ile to kasy masakra". Nie myślą nawet o podatkach, nie myślą o serwisie, reklamie, o niczym. Liczą tylko 1500zł/ślub, więc w oczach mają gigantyczne zyski. Niestety z powodu nie myslenia o w.w. sprawach i braku pf klientów nie ma, potem mało płacą bo zdjęcia średnie - znam kilka osób które robią świetne zdjęcia nie-ślubne, a jak poszli na wesele to była masakra, na kurs nikt nie pójdzie bo ile trzeba robić wesel żeby pójść na 1 kurs? Masakra jakaś, sam się nauczę, ciul że mi rok zejdzie. Potem kasa jest lepsza, ale ciągle siedzi marzenie o mitycznej Lce 85 1.2, człowiek zbiera i zbiera żeby wkońcu to kupic i przetracić cały zysk netto z ostatnich kilku wesel. Jak jest kiepsko z klientami to się idzie na łatwiznę, czyli obniża cenę. Bo reklama kosztuje, a ja biorę jednak mało za śluby, po zakupach na nic już nie starsza, to skąd wezmę na reklamę? A trzeba jakoś do klienta trafić. O i tak to się to kręci.
Co do wyszkolenia sobie drugiego i korzystania z jego umiejętności, też nie można Ci nie przyznać racji. Tylko trzeba zobaczyć w nim potencjał i współpracownika, a nie konkurenta... Pozdrawiam serdecznie
Każdy pracodawca zatrudniając fotografa chce w nim widzieć potencjał i współpracownika, a nie konkurenta. Problem w tym, że 90% takich pracowników konkurenta widzi w pracodawcy. Uważa go za okres przejściowy, darmową bazę wiedzy i macalnię sprzętu, który kiedyś sam sobie kupi. Uważają że przyjdą, popracują, podszkolą się, a potem pójdą na swoje. A jak już pisałem taki pracownik to nie pracownik tylko wrzód na dupie. Pracodawca biorąc fotografa jako drugiego ma tylko stratę, plusem jest jedynie wygoda na zleceniu, bo jest ktoś obok kto tez coś strzeli. Ale czy to jest warte 400zł + podatki od zlecenia? Pracodawca zwykle nie weźmie przez to więcej od zlecenia, ale pracownikowi zapłacić musi za każdy dzień pracy. Na pracowniku zarabia się jak pracownik sam wykonuje zlecenie, wtedy dostaje odpowiednią część wynagrodzenia, a pracodawcy zostaje plener i obróbka, po czym bierze dodatkowo resztę wynagrodzenia od młodych. I to jest opłacalne. Można oczywiście podnieść cenę i mówić młodym że to dlatego że nas jest dwóch - niestety większość młodych nie pójdzie na taki układ, gdyby 2gi był gratis brali by od ręki, jeśli trzeba dopłacić to sorry, ale pracuj sam, większość daje radę samemu to Ty też dasz. Jedyna opcja - podnieść cenę przez pracownika dodatkowego i nie mówić o tym młodym. Ale... jeśli znajdujesz pary za wyzszą cenę od zlecenia, to dlaczego nie wziąć tej wyższej ceny i dalej nie robić samemu? Przecież zarobi się więcej. Koło się zamyka.
klienci chca placic i sa gotowi placic rozsadne stawki. problem w tym ze to fotorgafowie nie chca zarabiac i strzelaja sobie w kolano swoimi wycenami. skoro klient moze miec tanio lub za darmo to po co ma placic?
Tak jest właśnie z powodu, który opisałem wyżej. Ludzie nie mają poważania do pieniądza. Klapki na oczach, brak konkretnych rozliczeń - ile ja z tego faktycznie mam, i mamy taki efekt, że niejednokrotnie dobre zdjęcia ktoś sprzedaje za 1500zł.
madebyzosiek
27-02-2016, 13:19
Każdy pracodawca zatrudniając fotografa chce w nim widzieć potencjał i współpracownika, a nie konkurenta. Problem w tym, że 90% takich pracowników konkurenta widzi w pracodawcy. Uważa go za okres przejściowy, darmową bazę wiedzy i macalnię sprzętu, który kiedyś sam sobie kupi. Uważają że przyjdą, popracują, podszkolą się, a potem pójdą na swoje.
I też oczywiście muszę przyznać Ci rację. Rozmawiałem kiedyś przy okazji powrotu z odległego zlecenia z kumplem, z którym współpracuje. Mówił, że nie zdecydowałby się na drugiego, gdyby nie miał pewności że ma człowieka niezarabiającego fotografią, który mu chętnie pomoże, ale nie chce własnego biznesu. Ja mu robię zdjęcia, on w tym czasie gra lub robi film :)
Tak jest właśnie z powodu, który opisałem wyżej. Ludzie nie mają poważania do pieniądza. Klapki na oczach, brak konkretnych rozliczeń - ile ja z tego faktycznie mam, i mamy taki efekt, że niejednokrotnie dobre zdjęcia ktoś sprzedaje za 1500zł.
to jest efekt braku matematyki i nauki logicznego myslenia w szkolach. roznica miedzy dochodem, przychodem, proste dodawanie .. nie wspominam juz o takich rzeczach jak amortyzacja
ostatnio pani W BANKU!!! stweirdzila ze dochd to to samo co przychod i nie ma roznicy co podam. rece mi opadly.
co z tego ze ktos robi sesje z budzetem 50tys skoro po rozliczeniu kosztow zostaje mu 1kpln w kieszeni?
pioterkow
28-02-2016, 12:52
klienci chca placic i sa gotowi placic rozsadne stawki. problem w tym ze to fotorgafowie nie chca zarabiac i strzelaja sobie w kolano swoimi wycenami. skoro klient moze miec tanio lub za darmo to po co ma placic?
Piotr napisał Ci bardzo ważną rzecz. Przeczytaj to sobie dokładnie ze zrozumieniem.
Są*klienci którzy chcą płacić - i płacą. A jeśli chcesz konkretnie zarabiać na fotografii to staraj się*dotrzeć właśnie do TAKICH klientów.
Nie pozycjonuj się na starcie na ziutka-srutka który obskakuje śluby i pogrzeby za 500 PLN, albo jakieś podrzędne imprezy w pipidówku.
Jeśli chcesz naprawdę zarabiać na fotografii to oprócz dobrego warsztatu musisz PRZEDE WSZYSTKIM dotrzeć do odpowiednich ludzi ze swoją ofertą.
Kontakty, kontakty i jeszcze raz kontakty.
Nie znajdziesz konkretnych klientów wśród ludzi którzy myślą żeby było “jak najtaniej” - olej takich ludzi - szkoda na nich czasu.
Inaczej zawsze będziesz fotoziutkiem który podnieca się że zrobił ślub za kilka groszy lub pstryka podrzędne imprezy na wioskach i kreuje się na wielkiego fotografa.
Postaw sobie wysoko poprzeczkę i staraj się do tego dążyć.
pioterkow
28-02-2016, 15:07
ostatnio pani W BANKU!!! stweirdzila ze dochd to to samo co przychod i nie ma roznicy co podam. rece mi opadly.
Nie bulwersuj się - te tzw. "panie w banku" to jak "panie na poczcie" - od lizania znaczków i przystawiania pieczątek na kopertach. Zbyt wiele od nich wymagasz... ;)
Mnie nie raz nie tylko ręce ale wszystko opadło jak babka czery razy myliła się z wpisaniem poprawnego adresu pukając jednym palcem w klawiaturę.
kurczeblade
28-02-2016, 21:18
Ja dzisiaj stoję przed wyborem zrezygnowania z dobrej pracy na etat. Poprzedni rok był koszmarem, brak wolnego czas, ciągłe kombinowanie z urlopami. W****... przełożonego gdzie jak nie został mi podpisany urlop, to brałem na żądanie. Gdzie urlop na żądanie wykorzystałem w 2 miesiące, a później jak potrzebowałem to nie było bo jak wiadomo są tylko 4 w roku. Przez pierwsze pół roku w tej robocie, mogłem spokojnie sobie wybierać urlop poza planem urlopowym, w każdy dzień jaki chciałem, zwalniać się wcześniej itp, zmieniać harmonogram pracy, po dłuższym czasie takiego hulania przełożony stwierdził że tak nie może być i wiem że w tym roku nie będzie łatwo pogodzić etatu ze zleceniami fotograficznymi, dlatego stoję przed decyzją rezygnacji dobrej stabilnej pracy na etat. Bo wiem że w tym roku skończy się branie urlopów w kratkę. Poza tym, to jest hardcore tak pracować, okropna męczarnia, ludzie sobie jeżdżą na wakacje, odpoczywają na piwkach w weekendy po całym tygodniu pracy, a człowiek zap... dzień i noc, po 8h pracy, obrabianie w domu, po tygodniu w robocie, sobota z aparatem, niedziela zgon! Później w robocie kombinacje alpejskie z pobieraniem urlopu,żeby z Parą Młodą zrobić plener. MASAKRA!
Ciesz się, że masz wolną niedzielę. Ja pracuję w handlu i jak mam wolny dzień, to chętnie spędzam go z aparatem, jeśli jest okazja, ale na drugi już muszę zasuwać do roboty. :P
Ned Stark
29-02-2016, 10:19
Ja wczoraj byłem fotografować dziecko mojego kuzyna. Sesja trwała 4,5 godziny, obróbka potrwa cholera wie ile. Dzisiaj wiadomo rano do pracy. Już jestem zmęczony. I teraz nie wyobrażam sobie siebie po np. ślubie...
kurczeblade
29-02-2016, 10:53
Wolna niedziela... taaa jasne :D
wolny dzień ... ehe :D
Ostatecznie jak się znajdzie wolny dzień od obowiązków w pracy, to trzeba nadrobić zaległości i uporządkować inne rzeczy które czekają w kolejce.
Nie jest łatwo jeśli ktoś chcę wejść w taki tryb. Musi mieć bardzo wyrozumiałego pracodawce, albo stanowisko pracy które pozwoli mu swobodnie rozplanować harmonogram pracy. Jeśli nie ma takiej możliwości, to prędzej czy później będzie chodził po cienkiej linii w pracy, i w między czasie można sobie narobić problemów z czasem oddawania materiału ślubnego Młodym, a z tym wiadomo że pójdą złe opinie w eter - w poprzednim ro sezonie byłem opóźniony z wydawaniem materiału, bo nie wyrabiałem z etatem i ślubami, ale na szczęście trafiały mi się cierpliwe MP :)
Nie wspominając nic o tym, że narzeczona też momentami się złościła, że nie spędzamy razem czasu.
Ned Stark
29-02-2016, 11:04
Wolna niedziela... taaa jasne :D
Potem się okazało, że mój syn sprowadził kumpli (bandę dziesięciolatków) na mecz. Czuję się jakbym imprezował dwa dni :D Chyba pójdę w makro, taki spokój, cisza, nikt nic nie chce, nie marudzi, nie ryczy, nie robi nagle siku ani niczego innego na tło i rekwizyty :D
I racja, żona i dzieci marudzą już po jednym takim dniu...
Nie wspominając nic o tym, że narzeczona też momentami się złościła, że nie spędzamy razem czasu.
Jaki to problem? Kup jej drugi aparat, będziecie spędzać czas razem :-)
A tak na poważnie - jeśli ten etat taki dobry jak piszesz, to po cholerę z niego rezygnować?
Ja Łukasza rozumiem, ciężko jest pogodzić etat z nawet "weekendowym" foceniem ślubów. Materiał trzeba obrobić, złożyć albumy, spotkać się z młodymi, znaleźć w tygodniu czas na plener. Dodatkowo trzeba być wypoczętym, mieć też czas dla siebie i na swoje przyjemności, o bliskich nie wspominam.
Jak ktoś idzie "na fuchę" w sobotę, oddaje pliki prosto z aparatu to może i problemu nie widzi.
Ja wczoraj byłem fotografować dziecko mojego kuzyna. Sesja trwała 4,5 godziny, obróbka potrwa cholera wie ile. Dzisiaj wiadomo rano do pracy. Już jestem zmęczony. I teraz nie wyobrażam sobie siebie po np. ślubie...
Niestety fotografia ślubna to tyranina .W tych czasach młodzi nie chcą pleneru w parku za rogiem itd ,trzeba smigac 200, 300 km bo tam jest fajne miejsce:)
Ned Stark
29-02-2016, 16:06
Tak sobie to wyobrażam. Plener to plener, wszystko musi być zaplanowane, a nie sesja w parku za rogiem ;-). I teraz tak a propos mojego doświadczenia wczorajszego (bez kasy, dla bliskiej rodziny), takie sesje na gruponie chodza po 100 pln. 100 złotych za dzień pracy. Więc ten, tego...
Groupon bierze z tego prawie połowę kasy dla siebie. Wiem bo żona założyła też działalność foto (zdjęcia 360 stopni w formie gifa) i przez bardzo krótki okres miała tam swoją ofertę. Także ten tego... :D
Może zamiast zwalniać się całkowicie, przejdź na pół lub 4/5 etatu?
Nie, niech podniesie znacznie ceny za ślub. Będzie miał dużo mniej zleceń ale za znacznie lepsze pieniądze. 1-2 śluby w miesiącu można obskoczyć mając etat, i plener z wesela z 1 soboty miesiąca zrobić w drugą sobotę, lub trzecią, lub niedzielę, tak czy siak conajmniej połowa weekendów wolna i obróbka nie trwa cały miesiąc tylko 1-2 tygodnie po pracy przy 1-2 ślubach, także pozostałe 2 tygodnie ma czas dla siebie i rodziny po pracy. Etat dobry zostaje a dodatkowa kasa dalej wpada, mniejsza, ale się śpi po nocach i żyje w miarę normalnie.
madebyzosiek
29-02-2016, 17:46
Tak sobie to wyobrażam. Plener to plener, wszystko musi być zaplanowane, a nie sesja w parku za rogiem ;-). I teraz tak a propos mojego doświadczenia wczorajszego (bez kasy, dla bliskiej rodziny), takie sesje na gruponie chodza po 100 pln. 100 złotych za dzień pracy. Więc ten, tego...
Mam znajomego, który w takie gruponowe badziewie się wpakował i na czysto za sesję ma jakieś maks 40 zł...
Ned Stark
29-02-2016, 18:02
Nie wiem, ale dla mnie taka cena nie ma żadnego uzasadnienia. Czysty masochizm.
Poza tym, to jest hardcore tak pracować, okropna męczarnia, ludzie sobie jeżdżą na wakacje, odpoczywają na piwkach w weekendy po całym tygodniu pracy, a człowiek zap... dzień i noc, po 8h pracy, obrabianie w domu, po tygodniu w robocie, sobota z aparatem, niedziela zgon! Później w robocie kombinacje alpejskie z pobieraniem urlopu,żeby z Parą Młodą zrobić plener. MASAKRA!
jesli myslisz ze prowadzac legalna DG bez pracy na etat bedziesz mial tak jak ci co jezdza na wakacje i maja wolne weekendy to bardzo sie rozczarujesz.
etat to gwarancja utrzymania - wieksosc etatowcow wlasnie niszczy rynek pracujac za smieszne kwoty bo to tylko hobby przeciez przynoszace dodatkowy dochod. Dodatkowo pensja z etatu zawsze jest. z DG niekoniecznie. Nawet jak wykonasz zlecenie to zdarza sie ze klient nie zaplaci. Mozna sie rozchorowac. W DG jak chorujesz to nie pracujesz, nie pracujesz to nie zarabiasz, nie zarabiasz to nie jesz. No i mit tego ze na swoim mozna odpoczywac jest chyba najgorszym stereotypem. wystarczy popytac kiedy ludzie prowadzacy DG mieli ostatni prawdziwy urlop :)
Wystarczy sobei odpowiedziec na pytanie - zona/narzeczona/znajomi/wolny czas - czy zdjecia. Trzeba naprawde kochc fotografie by wpakowac sie w utzymywane tylko i wylacznie z tego. Ale oczywiscie ze sie da. Kwestia priorytetow, determinacji i konsekwencji. jak w kazdym zawodzie
gerronimo
29-02-2016, 18:34
Na pewno każdy z nas, kto zajmował się lub zajmuje fotografią ślubną wie z czym to się wiąże. A że nie jest łatwo... no niestety, często trzeba się mocno poświęcić i to bez gwarancji, że ta "mordęga" się opłaci. Moim zdaniem najgorsza w tym biznesie jest niepewność. Nigdy tak naprawdę nie wiesz jak będzie wyglądał następny sezon. U mnie to jest taka huśtawka - przykładowo w jednym sezonie mam ok. 20 zleceń ślubnych, a w następnym już tylko połowa tego, albo mniej. Ciężko w takim przypadku coś planować. Z drugiej strony już teraz nie wyobrażam sobie łączyć pracy na etacie z pracą fotografa. Tak robiłem tylko przez pierwszy rok, gdy zleceń miałem chyba 5. Ale przy 15 i więcej w sezonie po prostu się nie da.
Ned Stark
29-02-2016, 19:10
To jest tak piękne hobby, że szkoda by było je znienawidzić jak robotę przy pakowaniu masła ;-)
Z ciekawością przeczytałem prawie :) wszystkie posty i chyba najlepszym podsumowaniem tej dyskusji są poniższe słowa:
[...]Trzeba naprawde kochc fotografie by wpakowac sie w utzymywane tylko i wylacznie z tego. Ale oczywiscie ze sie da. Kwestia priorytetow, determinacji i konsekwencji. jak w kazdym zawodzie
PS. Nadal zadziwia mnie przekonanie niektórych osób o tym, że im lepszy aparat kupią tym lepsze będą mieli zdjęcia.
Na pewno każdy z nas, kto zajmował się lub zajmuje fotografią ślubną wie z czym to się wiąże. A że nie jest łatwo... no niestety, często trzeba się mocno poświęcić i to bez gwarancji, że ta "mordęga" się opłaci. Moim zdaniem najgorsza w tym biznesie jest niepewność. Nigdy tak naprawdę nie wiesz jak będzie wyglądał następny sezon. U mnie to jest taka huśtawka - przykładowo w jednym sezonie mam ok. 20 zleceń ślubnych, a w następnym już tylko połowa tego, albo mniej. Ciężko w takim przypadku coś planować. Z drugiej strony już teraz nie wyobrażam sobie łączyć pracy na etacie z pracą fotografa. Tak robiłem tylko przez pierwszy rok, gdy zleceń miałem chyba 5. Ale przy 15 i więcej w sezonie po prostu się nie da.
Trzeba sie zdecydowac.Ja uwazam ze nie ma ryzyka nie ma zabawy.Chyba ze jest rodzina - zona ,dziecko - .
Andrzej1974
29-02-2016, 19:22
Twój PS. @popi jest smutny ale jakże prawdziwy...
kurczeblade
29-02-2016, 20:42
Dzisiaj poszło rozwiązanie umowy za porozumieniem stron ;)
Dzisiaj poszło rozwiązanie umowy za porozumieniem stron ;)
Jak to sie mówi wszystko na jedną karte.hehe.Grubo, grubo panie kolego.
Żeby wygrać to trzeba grać :)
(..) wystarczy popytac kiedy ludzie prowadzacy DG mieli ostatni prawdziwy urlop :)
Urlop? A co to jest?
(...)Kwestia priorytetow, determinacji i konsekwencji. jak w kazdym zawodzie
Dokładnie, jest to kwestia priorytetów. Jeden pracuje 7 dni w tygodniu, ale po pewnym czasie "spija szampana" lub kupuje wymarzone auto, a drugi kręci nosem i mówi, że on weekendy to ona ma na wypady z kolegami i oglądanie filmów. I wcale tego nie neguję. I jeden i drugi jest zadowolony.
Urlop? A co to jest?
Ja wiem, pamiętam. Miałem z 6 lat temu.
lipalipski
01-03-2016, 00:54
Ot, jeden żyje, żeby pracować, a drugi pracuje żeby żyć. W normalnym kraju praca i życie są do pogodzenia bez biedowania. W Polsce trzeba wybierać zazwyczaj.
No i mit tego ze na swoim mozna odpoczywac jest chyba najgorszym stereotypem. wystarczy popytac kiedy ludzie prowadzacy DG mieli ostatni prawdziwy urlop :)
Nie no, narzekać nie mogę, zajmując się tylko fotografią ślubną pracowałem jakieś 100 dni w roku, reszta to był czas dla mnie, na dokształcanie się, roszady sprzętu, przemyślenia, inne zajęcia zarobkowe (grafika, strony www, sesje komercyjne), urlopy itp itd. Ale kilka lat minęło zanim biznes stricte fotograficzny pozwolił na spokojne życie. Ja niestety nie miałem na starcie grubych tysięcy więc latami się dochodziło do tego co teraz, tak czy siak nie żałuję, żyję na luzie i tak naprawdę tylko 1 rzecz bym zmienił, ale co to zostawię dla siebie ;]
Moim zdaniem najgorsza w tym biznesie jest niepewność.
A moim zdaniem właśnie to w tym biznesie jest najlepsze - pewność :P umowy podpisane przynajmniej rok do przodu, rozpisujesz sobie ile zarobisz, ile zostanie po odjęciu zadatków i podatków, dzielisz to na 12 i masz wypłaty maj-kwiecień, potem kolejne rozliczenie i kolejne wypłaty. Nikt mnie nie zwolni, nikt nie straszy, nikt nie mówi kiedy mam pracować, a jak kiedyś odpukać klientów będzie mało to od listopada do kwietnia będzie czas żeby robotę znaleźć.
Dzisiaj poszło rozwiązanie umowy za porozumieniem stron ;)
Kamikaze :D ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana jak to mówią :)
PS. Żona pewnie skakała z radości? :P
Nie no, narzekać nie mogę, zajmując się tylko fotografią ślubną pracowałem jakieś 100 dni w roku
zazdroszcze w tam razie.
Ale kilka lat minęło zanim biznes stricte fotograficzny pozwolił na spokojne życie. Ja niestety nie miałem na starcie grubych tysięcy więc latami się dochodziło do tego co teraz, tak czy siak nie żałuję, żyję na luzie i tak naprawdę tylko 1 rzecz bym zmienił, ale co to zostawię dla siebie ;]
ja zmienilbym wiecej niz jedna :) ale nie narzekam ;)
A moim zdaniem właśnie to w tym biznesie jest najlepsze - pewność :P umowy podpisane przynajmniej rok do przodu, rozpisujesz sobie ile zarobisz, ile zostanie po odjęciu zadatków i podatków, dzielisz to na 12 i masz wypłaty maj-kwiecień, potem kolejne rozliczenie i kolejne wypłaty. Nikt mnie nie zwolni, nikt nie straszy, nikt nie mówi kiedy mam pracować, a jak kiedyś odpukać klientów będzie mało to od listopada do kwietnia będzie czas żeby robotę znaleźć.
zawsze mowilem ze foto slubna to najpewniejszy z foto biznesow :) lepsze sa tylko szkolenia :D
w foto reklamowej jest kompletnie inaczej. jesli nie masz stalych kleintow ktorzy regularnie daja ci zlecenia, to jest to bezustanna walka w dzungli :) przetargi, rozmowy, marketing, rozmowy jeszcze raz rozmowy .. samo fotografowanie to niewiele czasu :) pomijam zlecenia odwolane tuz przed czasem, niezaplacone faktury, opoznienia bedace standardem w branzy itp itd ;)
Kamikaze :D ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana jak to mówią :)
PS. Żona pewnie skakała z radości? :P
bez budzetu i zapasow jest ciezko. ale sie da.
@kurczeblade: Powodzenia Łukasz - może w końcu znajdziesz czas na sesję modową, jak będę jej znów potrzebował, bo rzeczywiście wiem, że ciężko u Ciebie było z czasem. Trzymam za Ciebie kciuki! Swoją drogą szkoda, że nigdy nie było nam dane spotkać się w realu.
Sailor pięknie to podsumował i niestety taka jest prawda.
Jednak czego by nie mówić, to najważniejsze w tym wszystkim jest podjeście marketingowe. Jedni "powieszą się" w darmowych katalogach firm w internecie, drudzy nastawią się na stocki, a jeszcze inni postanowią wykorzystać wszystkie możliwości, jakie niesie współczesny marketing. Od czegoś trzeba zacząć - nie ma lekko, bo przecież klienci nie zaczną walić drzwiami i oknami po zamieszczeniu reklamy w 10 katalogach firm. Moim skromnym zdaniem na początku trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, w którą stronę uderzyć z udziałem 80% sił, a które 20% z dziedzin fotografii traktować jako "pomocnicze". Potem zacząć budować portfolio, zgodne z naszymi założeniami 80/20, poświęcać czas na samokształcenie i odkrywanie nowych możliwości. Sam zrobiłem kilka ślubów, ale po podliczeniu zysków i strat doszedłem do wniosku, że pracując na etat mi się to po prostu nie opłaca (poza tym mnie to nie kręci). Minimum 12 godzin na nogach i tydzień siedzenia po nocach i walki z odcieniami skóry, WB i kolorem sukni panny młodej - to nie dla mnie. Wolałem nastawić się na komercję i samochody. I w moim przypadku zdecydowanie bardziej się to opłaca. Sesja samochodu to 2-3 godziny w sobotę albo niedzielę plus kolejne 4 na obróbkę, a za usługę albo płacą właściciele samochodów albo magazyny moto. Podobnie jest z wnętrzami. Taki materiał (przynajmniej dla mnie) dużo łatwiej jest ogarnąć niż różowy i "posolariowy" kolor skóry stryjka i kuzynki na jednym zdjęciu, co przekłada się na zdecydowanie mniejszą ilość godzin poświęconą na obróbkę materiału z sesji, a to w prostej linii przekłada się na zysk "netto".
Tytułowe pytanie z wątku ma wiele odpowiedzi. Inaczej ma się sprawa, gdy zwalnianie migawki ma zarobić na zus i utrzymać dom i rodzinę, a inaczej gdy fotografia to tylko miły "dodatek do dochodu" i tak naprawdę kwestia pojawienia się klienta nie jest priorytetem i nie wpływa na naszą determinację. Każdy robi to, co lubi lub to, co musi. Myślę, że lepiej jest robić to, co się lubi i tak, jak Ned Stark wspomniał - czasem makro da większą frajdę, niż ślub, a i pieniądze się na tym da zrobić, jeśli się odpowiednio zajmie "marketingiem". Jedni się idealnie nadają do tego biznesu, inni będą walczyć z samymi sobą, bo nie potrafią aktywnie szukać klientów i przyjmują postawę pasywną - czekają na cud, a to w dzisiejszych czasach jest po prostu głupotą.
gerronimo
01-03-2016, 02:26
A moim zdaniem właśnie to w tym biznesie jest najlepsze - pewność :P umowy podpisane przynajmniej rok do przodu, rozpisujesz sobie ile zarobisz, ile zostanie po odjęciu zadatków i podatków, dzielisz to na 12 i masz wypłaty maj-kwiecień, potem kolejne rozliczenie i kolejne wypłaty.
Ja nigdy nie mam pewności ile będę miał zleceń ślubnych za rok czy 2 lata. Umowy podpisuję z różnym wyprzedzeniem. Część wpada rok wcześniej, część pół roku, zdarza się złapać klienta na miesiąc przed ślubem. Czasami też klient na miesiąc przed ślubem zrezygnuje i nici z zarobku. I właśnie taką niepewność mam na myśli. To nie jest praca na etat, gdzie co miesiąc o tej samej porze wpływa stała kasa i można sobie planować wakacje :). U mnie jak pisałem huśtawka. Zeszły rok miałem (według mnie) bardzo dobry. 15 zleceń ślubnych, parę chrztów, jakieś sesje narzeczeńskie itp. Trochę się tego nazbierało od kwietnia do października, dało się całkiem nieźle zarobić. A w tym roku niestety bida. Na razie tylko 8 zaklepanych ślubów i jeden chrzest. Tak więc moim zdaniem nie da się tego wszystkiego przewidzieć i zaplanować.
Da sie, ale u Ciebie prawdopodobnie reklama leży i kwiczy. A bez tego ani rusz. Dobra strona, dobre pf i porzadna reklama - klienci będą Ci sami wpadać. Ludzie jedzą oczami, więc musza zobaczyć co potrafisz, najlepiej jeszcze zanim zaczną konkretnie szukać. Co do rezygnacji klientów kara umowna w umowie załatwia sprawę. Wiadomo, że jak przyjdzie do zapłaty to klient jest bardzo niezadowolony bo przecież nic nie zrobiłeś a kasę musi dać, ale trzeba być "kwardym a nie mientkim" i kulturalnie wytłumaczyć takim osobom że 1. miesiąc przed ślubem nie znajdziesz klienta i jesteś kilka tysi w plecy, a zadatek to tylko ułamek całości pokrywający koszty poboczne jak dojazdy czy nocleg, 2. Trzeba się trzymać umowy, gdybyś to ty się nie pojawił nikt by ci kary umownej nie odpuścił, pewnie jeszcze sprawa o odszkodowanie by była i zrypana opinia na każdym znanym młodym portalu. Także trzeba być uczciwym, jak się od Ciebie wymaga czegoś to od siebie też trzeba wymagać tego samego, w końcu każdy podpisuje umowę żeby pod tym wzgledem mieć spokój, jesteśmy dorośli, zachowujmy się jak dorośli.
Zdjęcia to biznes, jak każdy inny, w biznesie nie ma kolesiostwa, bo wykolesiowany koniec końców będziesz tylko Ty.
DaroD300S
01-03-2016, 10:55
Każdy z Was ma rację. Jest tylko pewne ale... Czas. Jesteście młodzi, zdrowi popatrzcie w przyszłość. Tak już po czterdziestce zaczniecie się zastanawiać kto siwiejącego gościa zatrudni na wesele ?. Za kilka lat ilość "fotografów ślubnych" się podwoi. Ceny spadną koszty wzrosną. Zbliżają się kolejne niże demograficzne, młodzi emigrują, ślubów nie biorą. To taki czarny scenariusz ale myślę, że prawdopodobny. Ja to przerabiałem.
zeby znalezc robote trzeba byc obrotnym
i tyle w temacie
dziekuje za uwage i pozdrawiam zarono bezrobotnych jak i przepracowanych , ktorzy zapewne nie Maja czasu tego czytac.
gerronimo
01-03-2016, 12:00
Da sie, ale u Ciebie prawdopodobnie reklama leży i kwiczy. A bez tego ani rusz. Dobra strona, dobre pf i porzadna reklama - klienci będą Ci sami wpadać. Ludzie jedzą oczami, więc musza zobaczyć co potrafisz, najlepiej jeszcze zanim zaczną konkretnie szukać.
To też po części prawda. Zaniedbałem trochę tę kwestię z chwilą gdy uznałem, że i tak 90% umów mam z poleceń. Do tego dochodzi ogromna konkurencja (mieszkam w Warszawie) i standardowo zaniżanie cen przez innych fotografów. Przykładowo, gdybym obniżył teraz ceny do poziomu jakie miałem 2 lata temu, to miałbym spokojnie 2x więcej zleceń. Zapytania generalnie ciągle przychodzą, ludzie jednak mnie zauważają, ale odzew po wysłaniu oferty znacząco się zmniejszył. Takie tam dylematy fotografa ślubnego ;)
Co do rezygnacji klientów kara umowna w umowie załatwia sprawę. Wiadomo, że jak przyjdzie do zapłaty to klient jest bardzo niezadowolony bo przecież nic nie zrobiłeś a kasę musi dać, ale trzeba być "kwardym a nie mientkim" i kulturalnie wytłumaczyć takim osobom że 1. miesiąc przed ślubem nie znajdziesz klienta i jesteś kilka tysi w plecy, a zadatek to tylko ułamek całości pokrywający koszty poboczne jak dojazdy czy nocleg
Miałem kiedyś w umowie ten zapis o karach. Usunąłem, bo po prostu sporo par rezygnowało przez to z podpisania umowy. Mimo, że oczywiście kulturalnie tłumaczyłem dlaczego taki zapis musi być. Doszedłem do wniosku, że lepiej raz na rok, albo rzadziej stracić zlecenie, bo PM zrezygnuje, niż stracić kilkanaście zleceń z powodu tego zapisu w umowie. Od pewnego czasu biorę po prostu większy zadatek jako zabezpieczenie.
Każdy z Was ma rację. Jest tylko pewne ale... Czas. Jesteście młodzi, zdrowi popatrzcie w przyszłość. Tak już po czterdziestce zaczniecie się zastanawiać kto siwiejącego gościa zatrudni na wesele ?. Za kilka lat ilość "fotografów ślubnych" się podwoi. Ceny spadną koszty wzrosną. Zbliżają się kolejne niże demograficzne, młodzi emigrują, ślubów nie biorą. To taki czarny scenariusz ale myślę, że prawdopodobny. Ja to przerabiałem.
Dobrze mieć zapasowy biznes na boku, robiąc same zdjęcia ślubne zostaje wiele czasu, więc każdy myślący człowiek na przestrzeni lat wystartuje z czymś dodatkowym, co w razie W da utrzymanie.
Miałem kiedyś w umowie ten zapis o karach. Usunąłem, bo po prostu sporo par rezygnowało przez to z podpisania umowy. Mimo, że oczywiście kulturalnie tłumaczyłem dlaczego taki zapis musi być. Doszedłem do wniosku, że lepiej raz na rok, albo rzadziej stracić zlecenie, bo PM zrezygnuje, niż stracić kilkanaście zleceń z powodu tego zapisu w umowie. Od pewnego czasu biorę po prostu większy zadatek jako zabezpieczenie.
Jacyś niewyrozumiali w tej Warszawie... podpisałem już kilkadziesiąt umów z tym punktem i nikt nigdy nie zrezygnował.
pioterkow
01-03-2016, 12:58
Jacyś niewyrozumiali w tej Warszawie... podpisałem już kilkadziesiąt umów z tym punktem i nikt nigdy nie zrezygnował.
Bo wiesz... w Warszawie każdą taką umowę opiniuje co najmniej trzech radców prawnych, doradca podatkowy i adwokat... :mrgreen::mrgreen:
Bo wiesz... w Warszawie każdą taką umowę opiniuje co najmniej trzech radców prawnych, doradca podatkowy i adwokat... :mrgreen::mrgreen:
Karę umowna można zastrzec tylko na naprawienie szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania niepieniężnego.
K.C.
Art. 483. § 1. Można zastrzec w umowie, że naprawienie szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania niepieniężnego nastąpi przez zapłatę określonej sumy (kara umowna).
Jeśli przedmiotem umowy jest zapłata kwoty pieniężnej, to jest to zobowiązanie pieniężne.
Ja dzisiaj stoję przed wyborem zrezygnowania z dobrej pracy na etat. Poprzedni rok był koszmarem, brak wolnego czas, ciągłe kombinowanie z urlopami. W****... przełożonego gdzie jak nie został mi podpisany urlop, to brałem na żądanie. Gdzie urlop na żądanie wykorzystałem w 2 miesiące, a później jak potrzebowałem to nie było bo jak wiadomo są tylko 4 w roku. Przez pierwsze pół roku w tej robocie, mogłem spokojnie sobie wybierać urlop poza planem urlopowym, w każdy dzień jaki chciałem, zwalniać się wcześniej itp, zmieniać harmonogram pracy, po dłuższym czasie takiego hulania przełożony stwierdził że tak nie może być i wiem że w tym roku nie będzie łatwo pogodzić etatu ze zleceniami fotograficznymi, dlatego stoję przed decyzją rezygnacji dobrej stabilnej pracy na etat. Bo wiem że w tym roku skończy się branie urlopów w kratkę. Poza tym, to jest hardcore tak pracować, okropna męczarnia, ludzie sobie jeżdżą na wakacje, odpoczywają na piwkach w weekendy po całym tygodniu pracy, a człowiek zap... dzień i noc, po 8h pracy, obrabianie w domu, po tygodniu w robocie, sobota z aparatem, niedziela zgon! Później w robocie kombinacje alpejskie z pobieraniem urlopu,żeby z Parą Młodą zrobić plener. MASAKRA!
Ja stałem przed podobnym dylematem i wybrałem etat. Raz, mam regularnie zadowalające mnie pieniądze, dwa, siedzę w dziedzinie, która mnie jednak kręci i mogę się pobawić fajnymi "zabawkami" ;) Niestety w robocie i na dojazdach tracę w sumie 14h dziennie, więc na fotografię pozostaje niewiele czasu. Dodatkowo w weekendy dorabiam prowadząc warsztaty i kursy, więc wolnego pozostaje bardzo mało. Fajnie, że mój pracodawca idzie mi na rękę i jak w końcu biorę urlop, to mogę wyjechać na miesiąc ciurkiem, co w handlu jest chyba sporą rzadkością. Wtedy mogę się wypstrykać za cały rok ;)
Fotografię, jako źródło zarobku, traktowałem trochę po macoszemu. Czasem sprzedam foty do publikacji lub reklamy, regularnie wpada mi jednak kasa tylko ze stocków. Choć nie jest to rozwiązanie lubiane przez fotografów, ja znalazłem swoją niszę. Wiem, że pewnie mógłbym sprzedawać foty za więcej, ale stanowczo rzadziej. Tu wgram tylko foty, dam słowa kluczowe i reszta kręci się sama. Grunt, że hobby całkowicie mi się zamortyzowało i zarabia na siebie.
Fotografowania ludzi się nie podejmuję... gdyby mieli po 1 cm wysokości... to może ;)
No dokładnie. Makro przynajmniej nie dyskutuje... ;-)
Ned Stark
01-03-2016, 15:20
No dokładnie. Makro przynajmniej nie dyskutuje... ;-)
ale może ciebie zawsze ugryźć i zabić :D
No dokładnie. Makro przynajmniej nie dyskutuje... ;-)
No właśnie. Wychodzę z założenia, że muchy lub pająka brzydkim portretem nie skrzywdzę. A przynajmniej nie będzie żadnych protestów i potrzeby załączania "model release" ;)
ale może ciebie zawsze ugryźć i zabić :D
Jak coś małego gryzie, rzadko zabija. Chyba, że się złapie tężca. Gorzej jak coś może ukąsić ;)
Ned Stark
01-03-2016, 16:17
Oj tam oj tam, powiedz to mojej żonie :D My mieszkamy blisko siedlisk pająków torfowiskowych i one lubią wchodzić do domów... (naprawdę fajne okazy, nie znam się, ale spróbuję na takiego fotograficznie zapolować) i często się zdarza, że po okolicy roznosi się przeraźliwy krzyk, jakby jakaś kobieta zobaczyła straszliwą bestię - strzygę prosto z prozy Sapkowskiego....
Oj tam oj tam, powiedz to mojej żonie :D My mieszkamy blisko siedlisk pająków torfowiskowych i one lubią wchodzić do domów... (naprawdę fajne okazy, nie znam się, ale spróbuję na takiego fotograficznie zapolować) i często się zdarza, że po okolicy roznosi się przeraźliwy krzyk, jakby jakaś kobieta zobaczyła straszliwą bestię - strzygę prosto z prozy Sapkowskiego....
U mnie na odwrót, żona przynosi pająki mnie lub sama sfotografuje :P
Aby wrócić choć trochę do głównego wątku dyskusji, to "lepsza połowa", dzieląca pasję fotograficzną, to połowa sukcesu. Nie kwestionuje potrzeb zakupów, sama zrobi część materiału foto i pomoże przy sesji lub warsztatach. Sytuacja marzenie. Tylko ktoś ten sprzęt na plecach nosić musi ;)
kurczeblade
01-03-2016, 16:53
Żona pewnie skakała z radości? :P
Jeszcze narzeczona :) w sumie zadowolona bo nie będzie musiała robić prezentacji na DVD. :)
@kurczeblade: Powodzenia Łukasz - może w końcu znajdziesz czas na sesję modową, jak będę jej znów potrzebował, bo rzeczywiście wiem, że ciężko u Ciebie było z czasem. Trzymam za Ciebie kciuki! Swoją drogą szkoda, że nigdy nie było nam dane spotkać się w realu.
O tak, już odświeżam kontakty z wizażystkami/stylistkami - mimo tego że TFP to zło, to pewnie z dwie lub trzy sobie takie sesje strzele na moich zasadach dla relaksu. Co do spotkania, to może kiedyś na jakimś zlocie fotograficzno- forumowym strzeli się jakieś piwko, albo dziesięć piwko :) i nie dziękuję, nie chcę zapeszać :)
Generalnie to nie było tak że pod wpływem impulsu rzuciłem wypowiedzeniem w pracy, i niczego nie mam na starcie. Przemyślałem bardzo sprawę, wszystko zaplanowałem już wcześniej i ostatecznie stwierdziłem że nie ma sensu przepychać się z przełożonym, a zarazem tłumaczyć się klientom że na czas nie udało mi się obrobić materiału. itp. mam troszkę wolnego budżetu i troszkę zleceń z których spokojnie utrzymam się przez 1-2 lata. Ale mam też alternatywne pomysły jeśli nie wypali fotografia, to mam bramkę awaryjną, w razie problemów mogę się szybko odbić. :)
Andrzej1974
01-03-2016, 16:54
Ot, jeden żyje, żeby pracować, a drugi pracuje żeby żyć. W normalnym kraju praca i życie są do pogodzenia bez biedowania. W Polsce trzeba wybierać zazwyczaj.
Niedługo, dzięki "dobrej zmianie", wyprzedzimy Niemcy, Francję i Wlk. Brytanię razem wziętych. Przynajmniej tak słyszę od jakiegoś czasu w "narodowej". Wówczas każdy będzie miał nie tylko mnóstwo roboty ale i kasy. O urlopach nawet nie wspominam...
Karę umowna można zastrzec tylko na naprawienie szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania niepieniężnego.
K.C.
Art. 483. § 1. Można zastrzec w umowie, że naprawienie szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania niepieniężnego nastąpi przez zapłatę określonej sumy (kara umowna).
Jeśli przedmiotem umowy jest zapłata kwoty pieniężnej, to jest to zobowiązanie pieniężne.
Dlatego kara umowna ma moc dopóki nie wykonasz zlecenia. Jak je wykonasz a ktoś nie zapłaci to nie rozwiążesz umowy i nie zażądasz kary umownej z powodu braku zapłaty bo to jest właśnie wspomniane zobowiązanie pieniężne. Wtedy wystawiasz fakturę za wykonaną usługę, upomnienie pierwsze, drugie, potem sąd i/lub windykacja, czyli normalne ściąganie należności, bo usługa została wykonana.
Jeśli jest umowa na wykonanie usługi niepieniężnej (wykonania zdjęć na ślubie) a strona zamawiająca odstępuje od umowy z jej winy mimo że zleceniodawca był gotowy usługę wykonać, wykonawca może żądać naprawienia szkody wynikłej z niewykonania zobowiązania niepieniężnego.
Dlatego kara umowna ma moc dopóki nie wykonasz zlecenia. Jak je wykonasz a ktoś nie zapłaci to nie rozwiążesz umowy i nie zażądasz kary umownej z powodu braku zapłaty bo to jest właśnie wspomniane zobowiązanie pieniężne. Wtedy wystawiasz fakturę za wykonaną usługę, upomnienie pierwsze, drugie, potem sąd i/lub windykacja, czyli normalne ściąganie należności, bo usługa została wykonana.
Jeśli jest umowa na wykonanie usługi niepieniężnej (wykonania zdjęć na ślubie) a strona zamawiająca odstępuje od umowy z jej winy mimo że zleceniodawca był gotowy usługę wykonać, wykonawca może żądać naprawienia szkody wynikłej z niewykonania zobowiązania niepieniężnego.
Aeon, żebyśmy się zrozumieli. Świadczenie niepieniężne to takie, w których świadczenie dłużnika nie określa kwota pieniężna. Twoim dłużnikiem jest zleceniobiorca. Jest Tobie winien pieniądza z tytułu zawartej umowy. Jest to więc świadczenie pieniężne z jego strony. Dlatego zapis o karze umownej jest niezgodny z KC i nieważny. Przypadku nie wywiązania się zleceniodawcy (wykonanie zlecenia - brak płatności) ze swojego zobowiązania należą Ci się odsetki karne (ustawowe) i dochodzenie roszczeń na drodze sądowej.
A to, że byłeś gotowy wykonać zlecenie, a z winy zleceniobiorcy do realizacji usługi nie doszło, to regulują to inne zapisy KC.
Art. 746.
§ 1. Dający zlecenie może je wypowiedzieć w każdym czasie. Powinien jednak zwrócić przyjmującemu zlecenie wydatki, które ten poczynił w celu należytego wykonania zlecenia; w razie odpłatnego zlecenia obowiązany jest uiścić przyjmującemu zlecenie część wynagrodzenia odpowiadającą jego dotychczasowym czynnościom, a jeżeli wypowiedzenie nastąpiło bez ważnego powodu, powinien także naprawić szkodę.
Inne są prawa i obowiązki zleceniodawcy jak również zleceniobiorcy.
Twoje świadczenie jest niepieniężne, klienta w stosunku do Ciebie pieniężne. I to klient w stosunku do Ciebie może zastosować zapis o karze umownej. To kwestia tego, która strona co świadczy.
Sprawdzę sprawę u prawnika, bo jak to ostatnio konsultowałem to tak mi to zostało wyjaśnione.
Jeśli prowadzisz DG, to wielu przypadkach świadczysz usług również konsumentom. Pamiętaj o klauzulach niedozwolonych UOKiK.;)
Aeon, żebyśmy się zrozumieli. Świadczenie niepieniężne to takie, w których świadczenie dłużnika nie określa kwota pieniężna. Twoim dłużnikiem jest zleceniobiorca. Jest Tobie winien pieniądza z tytułu zawartej umowy. Jest to więc świadczenie pieniężne z jego strony. Dlatego zapis o karze umownej jest niezgodny z KC i nieważny. Przypadku nie wywiązania się zleceniodawcy (wykonanie zlecenia - brak płatności) ze swojego zobowiązania należą Ci się odsetki karne (ustawowe) i dochodzenie roszczeń na drodze sądowej.
A to, że byłeś gotowy wykonać zlecenie, a z winy zleceniobiorcy do realizacji usługi nie doszło, to regulują to inne zapisy KC.
Art. 746.
§ 1. Dający zlecenie może je wypowiedzieć w każdym czasie. Powinien jednak zwrócić przyjmującemu zlecenie wydatki, które ten poczynił w celu należytego wykonania zlecenia; w razie odpłatnego zlecenia obowiązany jest uiścić przyjmującemu zlecenie część wynagrodzenia odpowiadającą jego dotychczasowym czynnościom, a jeżeli wypowiedzenie nastąpiło bez ważnego powodu, powinien także naprawić szkodę.
Inne są prawa i obowiązki zleceniodawcy jak również zleceniobiorcy.
Twoje świadczenie jest niepieniężne, klienta w stosunku do Ciebie pieniężne. I to klient w stosunku do Ciebie może zastosować zapis o karze umownej. To kwestia tego, która strona co świadczy.
nie bardzo to tak widze.
jesli w umowie nie ma Jakis szczegolnych regulacji , to beda mialy zastosowanie przepisy K.C.
tzn jesli umowa na ten temat milczy , obowiazuje ten przepis K.C.-niejako automatem.
Obydwie strony moga sie umowic , ze na wypadek jesli jedna z umawiajacych sie stron zrezygnuje z wykonania umowy , to drugiej przysluguje odszkodowanie , kompensata czy jak to nazwiemy , w okreslonej wysokosci X.
i Taki zapis bedzie zgodny z K.C.
Mozna sie umowic , ze nawet jesli zamawiajacy odstapi od zamowienia , to placi pelna kwote zgodnie z umowa.
mozna spisac umowe , ze ktos placi okreslona kwote za nic.
Mozna umowic sie co do wysokosci odstek karnych z tytulu zwloki zaplaty naleznosci.
Jesli sie nie umowimy , mozna liczyc na odsetki ustawowe.
pozdrowienia i przyjemnego wieczorku zycze.
nie bardzo to tak widze.
jesli w umowie nie ma Jakis szczegolnych regulacji , to beda mialy zastosowanie przepisy K.C.
tzn jesli umowa na ten temat milczy , obowiazuje ten przepis K.C.-niejako automatem.
Obydwie strony moga sie umowic , ze na wypadek jesli jedna z umawiajacych sie stron zrezygnuje z wykonania umowy , to drugiej przysluguje odszkodowanie , kompensata czy jak to nazwiemy , w okreslonej wysokosci X.
i Taki zapis bedzie zgodny z K.C.
Mozna sie umowic , ze nawet jesli zamawiajacy odstapi od zamowienia , to placi pelna kwote zgodnie z umowa.
mozna spisac umowe , ze ktos placi okreslona kwote za nic.
Mozna umowic sie co do wysokosci odstek karnych z tytulu zwloki zaplaty naleznosci.
Jesli sie nie umowimy , mozna liczyc na odsetki ustawowe.
pozdrowienia i przyjemnego wieczorku zycze.
Art.58 § 1
Czynność prawna sprzeczna z ustawą albo mająca na celu obejście ustawy jest nieważna, chyba że właściwy przepis przewiduje inny skutek, w szczególności ten, iż na miejsce nieważnych postanowień czynności prawnej wchodzą odpowiednie przepisy ustawy.
Art. 353 (1).
Strony zawierające umowę mogą ułożyć stosunek prawny według swego uznania, byleby jego treść lub cel nie sprzeciwiały się właściwości (naturze) stosunku, usta-wie ani zasadom współżycia społecznego.
Art.58 § 1
Art. 353 (1).
Strony zawierające umowę mogą ułożyć stosunek prawny według swego uznania, byleby jego treść lub cel nie sprzeciwiały się właściwości (naturze) stosunku, usta-wie ani zasadom współżycia społecznego.
jesli obydwie strony uzgodnia w umowie wysokosc odszkodowania na wypadek odstapienia ktorejs z nich od umowy , Taki zapis bedzie odpowiadal art 353. Nie bedzie sprzecznosci.
Fakt, przepis KC, iz zlecajacy moze wypowiedziec zlecenie w kazdym czasie i zleceniobiorcy nalezy sie odszkodowanie , nie stoi w sprzecznosci z ewentualnym zapisem , ze zleceniobiorca ma prawo wypowiedziec umowe a zleceniodawcy nalezaloby sie odszkodowanie. Ten drugi zapis nie wykluczalby pierwszego , sprzecznosci nie ma, warunki art 353 sa spelnione - tak to widze.
pozdrowienia.
madebyzosiek
02-03-2016, 11:17
Generalnie to nie było tak że pod wpływem impulsu rzuciłem wypowiedzeniem w pracy, i niczego nie mam na starcie. Przemyślałem bardzo sprawę, wszystko zaplanowałem już wcześniej i ostatecznie stwierdziłem że nie ma sensu przepychać się z przełożonym, a zarazem tłumaczyć się klientom że na czas nie udało mi się obrobić materiału. itp. mam troszkę wolnego budżetu i troszkę zleceń z których spokojnie utrzymam się przez 1-2 lata. Ale mam też alternatywne pomysły jeśli nie wypali fotografia, to mam bramkę awaryjną, w razie problemów mogę się szybko odbić. :)
Ja też trzymam kciuki! Masz bardzo rozsądne podejście do tematu, jesteś przygotowany i można powiedzieć, że start już masz za sobą więc teraz czas na rozwinięcie skrzydeł :)
Mam sporo znajomych, którzy się potknęli na fotografii jako źródle utrzymania, ale oni startowali z niczym. Powodzenia!
Sprawdzę sprawę u prawnika, bo jak to ostatnio konsultowałem to tak mi to zostało wyjaśnione.
dobrze ci zostalo wyjasnione.
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.