Zobacz pełną wersję : Wytrzymałość FE / FE2 - jak określić?
Jaka jest wytrzymałość modeli FE / FE2 - czy przebieg rzędu 200-300 filmów oznacza duże / średnie / małe zużycie. Wychodząc oczywiście z założenia kulturalnej współpracy fotograf - aparat. W cyfrach często mówi się o wytrzymałości migawki na poziomie 100-150 tysięcy klapniec, a jak jest w analogach? Zdaje sobie sprawę z tego ze ilość klapniec w analogach to inna bajka :-) Pozdrawiam Czarek
300 filmów to nieco powyżej 10 tys. zdjęć. Tej klasy aparaty były przewidziane chyba na przebieg 50 tysięcy (podczas gdy F3 na 150 tys. zdjęć). Oczywiście nie znaczy to, że zaraz potem miały się rozlecieć :) W każdym razie aparat po 300 filmach można uznać za "dotarty".
Mam FE od ponad 25 lat "przerobił" setki filmów i chodzi jak sieczkarnia - niezniszczalny
Pytanie czy te 300 filmow nie bylo z winderem. Jak aparat pracowal z motorem, powinien z nim zostac do konca swoich dni.
Mam na oku FE2. pierwszy właściciel od 1985. Mówi ze zrobił 200-300 filmów do roku 2003. Później leżał. Migawka z plastrem miodu. Bać się o migawke? Aparat użytkowany bez windera. Pzdr Czarek
Kupuj, to aparat , a nie dzisiejsza wydmuszka
jak był używany bez windera to oceń czy nie ma wyczuwalnych luzów (takiego klekotania głownie w osi pionowej ) na dzwigni naciagu filmu.
i ocen ogolny stan zuzycia, zadrapania , obicia , wgniecenia itd.
o migawke mozesz sie bac bo faktycznie te z plastrem miodu sie sypaly reporterom, ale oni dosc intensywnie katowali te puszki.
300 filmow nie jest duzo, liczac 1-1.5 filmu tygodniowo w 4 lata mozna tyle wyrobic. Kiedys uzywalem FE2 i robilem 2 filmy tygodniowo a kupilem go uzywanego.
1000 rolek rocznie przez pięć lat, tyle wytrzymywały bezproblemowo, oczywiście do pierwszego pechowego upadku (sławne szkiełko) lub wyrwania końcówki filmu, FM były bardziej odporne ;)
Migawki ze wzorem plastra miodu były 3 rodzaje. Pierwszy rodzaj się sypał, w następnych poprawili. Chodziło o nity, które dostawały luzy. Ostatnia wersja według mnie jest bardzo trwała. W FM2n zmienili na metalową gładką (i to nie w pierwszych sztukach a dopiero po roku 89) pewnie tylko z tego względu, że tą samą ładowali do F801, więc było taniej. Mam w swoich zbiorach dwa plastry miodu i 3 metalowe. Wszystkie śmigają tak samo a nawet brzmią tak samo. O przebiegi w tych aparatach bym się nie martwił, chyba że sprzęt po reporterze wojennym który chodził cały czas z gripem, ale to przecież widać.
Przede wszystkim, migawkę wymienisz w razie czego za grosze.
Tak? Ciekawe gdzie znajdziesz nowego Copala do FE2.
Prędzej znajdziesz kolejną puszkę za nie duże pieniądze.
Wtedy bez sensu bawic sie w wymiane migawki. Tak z ciekawosci przekopalem eBaya i znalazlem jednego Copala do FM2 ale bez listkow przyslony i jednego do FA ale raczej uszkodzonego.
...niezniszczalny...
No to ja wsadzę łyżkę dziegciu niestety.
Na co dzień, od ładnych paru lat, używam F3 i dla mnie to jest właśnie niezniszczalny sprzęt. Seria jednocyfrowa jest nieporównywalna z tą "amatorską" (bo FE/FM to aparaty zaprojektowane jako następcy Nikkormatów).
Żebyśmy się dobrze zrozumieli - FE/FM to są świetne korpusy których wielu zawodowców używało jako koni roboczych i wcale nie odradzam, bo to klasowy sprzęt (i uważam że chyba najlepszy w swojej klasie, dużo lepszy np. od Olympusów OM).
A ja zawsze chciałem mieć własnie FE/FE2 i na taki sprzęt polowałem. Przypadek sprawił że kupiłem F3 od kolegi z forum w stanie "zajechany" - bo po prostu miałem okazję i cena była niższa niż ta po której chodziły FE.
Wyglądał jak wyciągnięty spod gruzów WTC - wgniecenia, zdarty lakier, odłamane dźwigienki, folia migawki wręcz wypolerowana na gładko... Ale działa jak złoto (bez żadnego serwisu) i nigdy nie naświetlił mi źle ani jednej klatki.
I mimo że ciężki, brzydki i wizjer mniejszy - aparat mnie zauroczył i nie zamieniam go na jakikolwiek inny.
Jakiś czas później kupiłem wreszcie kiedyś wymarzonego FE (także od znajomego, więc wiedziałem że mało używany i miałem okazję popróbować go wiele razy wcześniej) i... no cóż, zawiódł mnie.
W porównaniu do F3 sprawia wrażenie "pozytywki". Tak jak F3 mogę wrzucić do plecaka luzem a ten potem grzmotnąć na beton, to przy FE mam wrażenie że powinienem go używać w białych rękawiczkach. Aparat sprawia po prostu wrażenie delikatnego. I to zarówno pod względem obudowy (inne materiały, łatwo o wgniecenia) jak i podzespołów (np. światłomierz z galwanometrem, naciąg).
We wspomnianym FE, który był niby w stanie cacuś glancuś - dość szybko rozregulowały się czasy migawki.
F3 ma oczywiście migawę o zupełnie innej kostrukcji, ale sterowaną oscylatorem kwarcowym (taka samo-kalibracja). Dlatego nawet jak aparat się z zewnątrz rozsypuje, to serce działa... Dla mnie to właśnie definicja niezniszczalności sprzętu.
Jeśli miałbym kupować następny korpus pod małą klatkę, to byłby to następny F3.
Co do FE - ma swoje zalety i to świetny sprzęt. Ale osobiście nie spotkałem zepsutego F3, a w FE które mieli np. znajomi dość często pojawiają się jakieś problemy z mechaniką (głównie migawka) - spotkałem kilka takich korpusów. A to czasy rozregulowane, a to nie działa czas B, a to światłomierz źle działa w automacie...
Podkreślę jeszcze na koniec - nie straszę ani nie odradzam nic autorowi wątku, no ale jak już omawiamy temat wytrzymałości tych sprzętów, tak dla potomności, to chciałem wspomnieć tylko nieco o swoich doświadczeniach.
Miałem kontakt z korpusami FE i w FE2 być może poprawili wiele wad wieku dziecięcego tej serii.
Jeśli cena jest rozsądna - brać, czemu nie?
Mam FE2, miałem też F3 i to była zła decyzja sprzedać go. F3 ma zupełnie inny feeling niż FE2. W trudnych warunkach oświetleniowych, F3 nawet ze szkłem 105 można robić zdjęcia z ręki do 1/30s. Waga i wyważenie korpusu są zupełnie inne niz FE2. Ale FE2 i tak nie oddam. Obecnie poluję na najbardziej rozwiniętą manualna amatorska lustrzankę N ... FA. A F3 i tak kiedyś kupię, nawet jakby miał stać na pólce.
FE2 ma zupełnie inna migawkę niż FE oraz inne elektroniczne serce (ma TTL błysku) w normalnej stopce. F3 ma powaloną stopkę do lampy ale ma genialną matówkę.
F3 ma powaloną stopkę do lampy...
F3 ma wiele wad, no ale cóż - nie ma na tym świecie nic idealnego. Ale i tak nie zamienię na cokolwiek innego.
Korpus udowodnił swoją trwałość w praktyce a do tej migawy mam po prostu pełne zaufanie.
Jeśli chodzi o serię FE/FM to właśnie ogromny wizjer zawsze przemawiał do mnie jako zaleta tych korpusów.
Ustawiane ostrości z takim powiększeniem to po prostu bajka. Najlepiej pracowało mi się na czystej matówce (bez klina, tylko z polem pomiarowym). Po prostu cudo, można idealnie trafić ostrząc po prostu na ziarno matówki. W F3 mam matówkę K z kropką - owszem, jest dużo jaśniejsza co pomaga w ciężkich warunkach/wnętrzach, ale bardzo klarowna, więc klin się przydaje.
marcin_G
31-05-2015, 20:51
Wszystko w zasadzie zostało powiedziane: FE2 to aparat-czołg, a po takim przebiegu jest zaledwie "dotarty". Przetrzyma 3 Twoje kolejne lustrzanki cyfrowe.
Kupuj i fotografuj (nie tak jak ja i Deep) :)
Dziękuję wszystkim za porady. FE2 niestety mi ktoś zwinal, wiec będę szukał dalej. Na osłonę przytuliłem FE i pierwsza próbna rolka poszła do labu, aby sprawdzić, czy mechanika jest sprawna. Zobaczymy. Jeżeli ktoś słyszał, ktoś wie o FE2 w dobrym stanie z pewnej ręki, to prośbąa o info. Pzdr Czarek
MorgothV8
02-06-2015, 15:58
Hmmm nigdy nawet się nie zastanawiałem ile przelotu mają moje FM2 i F4.....
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.