PDA

Zobacz pełną wersję : Reportaż, akredytacje, portfolio



pudlox
12-08-2014, 23:48
Po ostatniej większej imprezie w moim mieście zacząłem myśleć o pracy początkującego fotoreportera(ogólnie, nie konkretnie o mojej osobie) i "psuciu rynku". Otóż dajmy na to, że młoda osoba obeznana z fotografią, posiadająca sprzęt (który nie ograniczy jej możliwości) i wprawne oko chciałaby zająć się tworzeniem fotoreportaży z imprez odbywających się w jego mieście. Niestety z powodu jego młodego wieku i krótkiego stażu nie posiada rozbudowanego portfolio. Zbliża się czas imprezy, ten młody człowiek chcący zrobić dobry reportaż pisze wiadomość do organizatora z prośbą o akredytacje, aby mógł wejść np do fosy czy innych części wydzielonej dla mediów. Po sformułowaniu odpowiedniego listu i przekazaniu go odpowiednim osobom, ten młody fotograf dostaje odpowiedź, że dostanie akredytacje, jeśli przekaże zdjęcia za darmo organizatorom (zaznaczam, że impreza jest darmowa i publiczna). Co w takim wypadku taka osoba ma zrobić, jeśli myśli kategorią, że nie chce pokazywać organizatorom imprez, że jego praca nie jest nic warta i, że zdjęcia są za darmo, skoro organizator znajdzie pewnie wielu pasjonatów fotografii, którzy chętnie oddadzą zdjęcia za darmo i jeszcze podziękują?

PS. Trochę ciężko poskładać mi w tekst pisany myśli, mam nadzieje, że zrozumiecie, co mam na myśli.

docxxx
13-08-2014, 00:15
Nie daj się dymać bez mydła. Chcesz być fotoreporterem? Zastanów się 100 razy. Już lepiej zbieraj butelki. Lepiej na tym wyjdziesz.

pudlox
13-08-2014, 00:41
Jeśli przyjąć, że fotografia reportażowa to nie jest jedyna dziedzina w której pasjonuje się ten młody fotograf, ale chce to robić i chce z tego chociaż symboliczne pieniądze, żeby pokazać ludziom, że fotografa nie jest darmowa, to jest szansa, żeby mu się udało? Jak?

docxxx
13-08-2014, 01:00
Wszystko to kwestia znajomości, szczęścia i systematyczności (pracy). Dobra rada, nie rób z siebie fotograficznej kur..., bo nikt Cię nie będzie szanował. Do mnie dzwonią i pytają czy i za ile wykonam dane zlecenie. Do znajomego dzwonią mówiąc "Romek, wpadnij tu i tam i zrób kilka zdjęć".
Ciekawostką jest fakt, iż ten Romek często dzwoni do mnie i pyta, czy pożyczę obiektyw. Zawsze odpowiadam, że nie, bo za darmo nie ma nic. On tego nie rozumie. Jego "zleceniodawcy" też.

pudlox
13-08-2014, 01:04
To w jaki sposób widzisz początki pracy takiej osoby?

Yanis
13-08-2014, 07:26
Jestem w podobnej sytuacji co ty, tzn. lubię fotografować, ale nie traktuję (i raczej już nie będę traktować) tego w kategoriach zawodowych. Z drugiej zaś strony staram się ambitniej, niż przeciętny fotoamator podchodzić do tematu.
Ja sprawę dostępu do reporterskich miejscówek rozwiązałem w ten sposób, że nawiązałem współpracę z jednym z wydawców czasopism. On mi wystawił legitymację prasową, a ja w zamian za to robię dla niego 2-3 fotoreportaże rocznie (w moim wypadku są to wystawy). On ma materiał na kilka artykułów bez ponoszenia kosztów (nie pobieram od niego pensji, sprzętu też nie musi mi zapewniać. Mam jedynie od niego zagwarantowany transport i noclegi w trakcie danej wystawy.). Dzięki takiej współpracy ja także mam pewne korzyści, bo taka legitymacja ułatwia dostęp do wielu miejsc, a także pozwala przyoszczędzić pieniążki przy wejściu na interesujące mnie imprezy (w moim wypadku są to pokazy lotnicze). Poza tym wzbogacam stale swoje portfolio, gdyż moje "fuchy" są drukowane w ogólnopolskim czasopiśmie.

KaarooL
13-08-2014, 08:42
I to jest właśnie to, dawanie ciała za uścisk prezesa. Niektórzy próbują tak mocno, że w efekcie dokładają do tego focenia, przy okazji jeszcze mocniej psując rynek.

Yanis
13-08-2014, 09:35
I to jest właśnie to, dawanie ciała za uścisk prezesa. Niektórzy próbują tak mocno, że w efekcie dokładają do tego focenia, przy okazji jeszcze mocniej psując rynek.

Jeśli to tyczyło mojego wpisu, to źle trafiłeś. Bo ja akurat ostatecznie "wychodzę na swoje".
Idąc Twoim tokiem rozumowania należałoby najlepiej wprowadzić urzędowy zakaz sprzedawania aparatów osobom nie żyjącym z fotografii. Wtedy sytuacja na rynku "zawodowców" byłaby zdrowa, a konkurencja uczciwa.
Patrząc na ceny, jakie sobie wołają ślubni fotoreporterzy (a tu chyba jest największa konkurencja), sytuacja nie jest jeszcze tak zła.

pudlox
13-08-2014, 10:29
Patrząc na ceny, jakie sobie wołają ślubni fotoreporterzy
Od 0zł do 12 000 (może i więcej) :D

Właśnie o to chodzi, że ktoś chce robić fotoreportaże, ale szanuje swoją pracę i nie odda zdjęć za darmo, a jak nie odda zdjęć za darmo to nie dostanie akredytacji. Bo jak widzę, że na facebooku mojego miasta dzień/dwa po imprezie jest umieszczone kilkadziesiąt zdjęć z wydarzenia i jestem pewien, że organizator nie zapłacił ani złotówki za te zdjęcia. To przecież, jak tam ma za darmo, to po co miałby komukolwiek płacić? Więc jakie jest wyjście, żeby robić fotoreportaże i szanować swoją pracę?


Z drugiej strony nie rozumiem podejścia organizatorów.. Cała impreza pochłania ok 3 mln zł z budżetu miasta i im szkoda kilku tyś, żeby zatrudnić ekipę jedną porządną do zrobienia dobrego materiału foto-video, a wolą rozdawać za darmo akredytacje dla kilkunastu fotopstryków i kamerunów, a potem widzę jak miedzy tłumem biegają chłopczyki w wieku 16-17 lat z handycamem na statywie z Tesco służącym za monopod (i machają tym statywem przed głowami wokalistów z fosy)...

krolewicz
13-08-2014, 10:34
sześć lat temu kupiłem swój pierwszy aparat, nigdy wcześniej nie robiłem zdjęć, nie miałem znajomości ani układów
dzisiaj współpracuje z największą (najlepszą?) agencją foto w kraju, publikowałem w wielu polskich gazetach (nie chce zostać źle odebrany, nie jestem żadnym guru, jest wielu lepszych ode mnie, pokazuję tylko moją ścieżkę "rozwoju :D)

nie jest lekko, pieniądz z tego taki sobie, jak już na początku nie umiesz sobie wydeptać ścieżek i załatwić akredytacji na jakiś koncert, to warto się zastanowić, czy warto w to brnąć
cierpliwość i zacięcie jest bardzo potrzebne :)

zaczynasz od eventów niskich rangą, na które nie trzeba akredytacji, teraz wszyscy chcą fotografować od zaraz mistrzostwa świata albo papieża, zbierasz portfolio, jak uzbierasz coś przyzwoitego, to wysyłasz gdzie się da.
jakiś czas temu natknąłem się na moje "portfolio", które wysłałem do mojego pierwszego szefa, dziwie się, że w ogóle chciał ze mną rozmawiać, dał mi jednak szanse (za co jestem mu wdzięczny), bardzo dużo się nauczyłem przez pierwszy rok pracy dla agencji, zarówno fotograficznie, jak i powiedzmy interpersonalnie, rozwiązywanie problemów, załatwiania sobie czegokolwiek - taka szkoła fotożycia, przy okazji zarobiłem prawie nic :)

docxxx
13-08-2014, 10:36
Po co maja płacić, jak zawsze znajdzie się dębil z aparatem, co bezpłatnie zrobi zdjęcia.
Każdemu takiemu życzę zawsze, aby ten sprzet padł mu w trakcie pracy. Jak wyśle do serwisu i zapłaci kilka ładnych stow za naprawę, to wtedy zrozumie

pudlox
13-08-2014, 10:47
nie jest lekko, pieniądz z tego taki sobie, jak już na początku nie umiesz sobie wydeptać ścieżek i załatwić akredytacji na jakiś koncert, to warto się zastanowić, czy warto w to brnąć

Załatwienie akredytacji to nie problem, bardziej chodzi o załatwienie akredytacji i dodatkowo, żeby ktoś jeszcze zapłacił za te zdjęcia.

Keek
13-08-2014, 12:37
dzisiaj współpracuje z największą (najlepszą?) agencją foto w kraju, publikowałem w wielu polskich gazetach (nie chce zostać źle odebrany, nie jestem żadnym guru, jest wielu lepszych ode mnie, pokazuję tylko moją ścieżkę "rozwoju :D)

No i co? Zadowolony jestes finansowo z pracy dla East News?
Nie problem zrobic zdjeci i sprzedac je raz na jakis czas w agencji, tylko zrobic z tego glowne zrodlo utrzymania.
W dzisiejszych czasach, by pracowac jako fotoreporter, najwazniejsze sa lokcie do rozpychania sie na tematach, donosny glos do nawolywania celebrytow, ugodowy charakter by dobrze zyc z prowadzacym i prawie zupelny brak zycia rodzinnego by byc perfekcyjnie dyspozycyjnym. Umiejetnosci fotograficzne sa obecnie malo potrzebne w tym zawodzie.
Praca fotoreportera konczy sie juz od dluzszego czasu. Starszym kolegom nie pozostaje nic innego, bo to ich zawod, ktory wykonuja od lat i ciezko przestawic sie na cos innego. Mlodym ludziom, dopiero zaczynajacym, bez wysokich umiejetnosci interpersonalnych zdecydowanie nie polecam.

krolewicz
13-08-2014, 13:06
nie pracuje dla East Newsa, miałem na myśli PAP, robię też różne inne rzeczy związane z foto

jeden miesiąc jest lepszy, drugi gorszy, moim zdaniem fotoreporter to trochę styl życia, nie tylko sam zawód, trzeba to lubić i tyle

pudlox
13-08-2014, 13:20
No właśnie o to mi chodzi, żeby robić to z przyjemności, ale żeby szanować się i nie robić tego za darmo.

docxxx
13-08-2014, 14:33
PAP a inne agencje foto to jak praca w urzędzie a u prywaciarza :P

nikoniarz
13-08-2014, 16:28
.Każdemu takiemu życzę zawsze, aby ten sprzet padł mu w trakcie pracy. Jak wyśle do serwisu i zapłaci kilka ładnych stow za naprawę, to wtedy zrozumie

Są też tacy, na których to kilka stówek nie zrobi żadnego wrażenia- zapłacą bez mrugnięcia okiem i z uśmiechem na twarzy dalej będą robić to co sprawia im frajdę...

KaarooL
13-08-2014, 18:03
Dawanie za darmo jest przykre zwłaszcza na tym obszarze fotografii, bo panuje tam niezła gonitwa a terminy są nieludzkie. Nie dość że chłopaki rozpychają się łokciami to potem muszą selekcję i upload robić na kolanie, w biegu.

Powinno być to naprawdę nieźle opłacane a naiwni oddający zdjęcia za free lub za akredytację sprawiają, że światło w tunelu wciąż się oddala. Jasne i długie tele nigdy tanie nie były i raczej nie będą....

Yanis
13-08-2014, 18:29
(...)Powinno być to naprawdę nieźle opłacane a naiwni oddający zdjęcia za free lub za akredytację sprawiają, że światło w tunelu wciąż się oddala. Jasne i długie tele nigdy tanie nie były i raczej nie będą....

Kurczę... Właśnie przejrzałem na oczy... Chyba złoże wniosek do władz forum Nikoniarze.pl, żeby mi zapłacili za każde moje foto, które tu prezentowałem. Bo jakże to tak... Za darmo publicznie pokazywać??? Przecież wydałem (niemałe) pieniądze na aparat i szkła... Zmarnowałem tyle czasu i pieniędzy na te moje wyjazdy za granicę na airshow... (to był sarkazm, Panowie)

Nawiązując do tematu dyskusji (nie jest to bezpośrednie odniesienie do twojego wpisu, KaarooL), niektórym w głowie się nie mieści, że niektórzy pstrykają zdjęcia dla czystej przyjemności. A że nieraz wychodzi im to w miarę dobrze, chcieliby je czasem gdzieś zaprezentować.
Temat przenikania się tzw. zawodowej fotografii z amatorszczyzną oraz wpływu dostępności "szarego człowieka" do profesjonalnego sprzętu na rynek usług fotograficznych był wałkowany na tym forum już nie raz, więc nie będę tracił czasu na wyjaśnianie tego zjawiska.

Jeśli uważasz, że dla Ciebie, jako początkującego fotoreportera, stworzenie Ci przez organizatora imprezy bardziej sprzyjających warunków do zrobienia zdjęcia (czyli dostęp do miejsc niedostępnych dla innych ludzi) oraz ich późniejsza oficjalna publikacja z adnotacją Twojego autorstwa, to za mało i uraża Twoją godność, to nie bierz się za to. Proste.

Keek
13-08-2014, 23:37
Tak jak napisal wczesniej kolega. PAP to troche powazniejsze tamaty. Chociaz... Show biznes kusi wszystkich.
Czerpanie przyjemnosci z fotografowania i radosc z podpisanego zdjecia umieszczonego w prasie, nawet za darmo, doskonale rozumiem. Tyle, ze praca fotoreportera - taka powazna praca nie zabawa od czasu do czasu - to nie tylko przyjemnosci a obowiazki. Nie ma przebierania tematow i robi sie wszystko co trzeba. Nieraz tez rzeczy nieprzyjemnie. Nawet koncerty gdy jest ich kilka w miesiacu potrafia meczyc, i w koncu wieksza przyjemnoscia staje sie stanie w tlumie z publika niz wygibasy w fosie.

Aeon88
14-08-2014, 09:22
Ja miałem prosty sposób na początki z fotografią - "Panie, przyjdę i zrobię zdjęcia. Spodobają się, to sobie Pan kupi te które się spodobają za tyle i tyle, nie spodobają się, nie zapłaci Pan nic, więc nic Pan nie ryzykuje". Moim zdaniem to był uczciwy układ. Ja nie oddawałem zdjęć za friko (bo jak się nie spodobały to gość nie płacił ale też ich nie dostawał), a i ludzie jak widzieli że nie mam portfolio nie musieli się decydować w ciemno na zakup X zdjęć.

pudlox
14-08-2014, 19:35
Jaką cenę proponować za takie zdjęcia? Mówimy o miejskich imprezach publicznych, tak aby nie zniechęcić, ale też żeby nie wziąć za mało.