Człowiek Refleksji
05-05-2014, 16:36
Drodzy przyjaciele!
Mój aparat – D7000, o nim właśnie wspomnieć chciałem.
Oto ten korpus jest źródłem mych cierpień jak i zachwytów jednocześnie.
To me utrapienie, mój radości płomień.
Jak statek, który to stacza się z fali, pozwalając ujrzeć jedynie wód bezkres i ich otchłań, naszym udziałem jest przygnębienie, stargane serce strachem się napełnia. Jednocześnie aparat, zachowuje się jak ten sam okręt, który po wspięciu na kraniec najwyższej z fal, pozwala dostrzec ogrom świata, nieskończoność horyzontu, wszystko, co w świecie nas zdumiewa, zachwytem przepełnia.
Moja historia Was urzeknie. Jest krótka, istna proza życia.
Zakupiłem D7000, jednak, to już wiecie. Byłem zadowolony, gdybym jednak na tym określeniu poprzestał, byłoby to tak, jakbym nic nie powiedział.
Wystarczyło bym dotknął spustu migawki, aby pamięć o zdjęciach już dokonanych, jak i tych, których jeszcze niema, lecz zaistnieją, czyniło mą duszę radością upojoną, światłem kojącym jej rany, w jednej chwili się wypełniała.
Minął miesiąc, drugi także swego kresu dotknął. Po nich przyszły kolejne, a ma radość trwała.
Owy okrutny dzień, gdy to mój D7000 swe prawdziwe oblicze ukazał, nadszedł ósmego miesiąca.
Jak złodziej, którego nie zapraszamy, przed którym się odgradzamy, a który jednak przychodzi. Czyni to wówczas, gdy nasza czujność najsłabsza, ledwo wyczuwalna.
Dzień był pochmurny, niebo poszarzało, ludzkie sylwetki zdawały się pochylone, a ich serca zamknięte.
Jednak nawet, gdyby ów dzień był piękny, słońce roztaczało swój bukiet promieni nad każdą istotą, uczuciem radości ich znękane serca przepełniając, i tak czułbym się podle.
Oto aparat przestał ostrzyc właściwie. Ewidentnie back – focus, choć, jak okazało się później, reguły tu nie było.
Czasami przed, niekiedy za obiektem, na którym ostrość winna się znaleźć. .
Tysiąc słów, a i tak nie oddadzą choćby atomu krzywdy, jaką me serce przepełnione było.
Oto strzała je przeniknęła, tkwiła w nim całymi dniami, ono krwawiło, a kolejne me kroki znaczone były strużką krwi, jaka me zbolałe serce opuszczała.
Cios, jaki zadał D7000 memu sercu, był najokrutniejsza strzałą, zatrutą strzałą, jaka mnie zraniła na przestrzeni tak wielu dni.
Korpus oddany, na ręce sprzedawcy go oddałem. Po dwóch tygodniach, otrzymałem telefon: aparat do odbioru.
Ponownie, szczęście było mym udziałem.
Choć moje serce skrycie przeczuwało nadchodzącą burzę, ignorowałem je.
Mija miesiąc. Piękne to dni w mej pamięci się zapisały.
Nie były tak urokliwe, tak wyjątkowe jak te, które mą duszę karmiły, gdy me dłonie po raz pierwszy na D7000 spoczęły. Jak wiele bym dał, by choćby ich atom był teraz mym udziałem.
Pierwszy cios przyszedł z rana. Oto zdjęcia dziecku robiłem. Ku memu przerażeniu, będąc już w domu, dostrzegłem, jak upiory przeszłości, cały zamęt i koszmar w jednej chwili powracają. Ostrość na obliczu dziecka winna się znaleźć, tymczasem, to nie tam ona spoczęła, a dalej, w tle jakby. Kolejne zdjęcie wyglądało podobnie. Identycznie trzy następne.
Poczułem jak nogi słabną, ciężar wielki jakby na me plecy opadł, kark mój pochylony, wzrok ku podłodze skierowany. Usiadłem. Potrzebowałem chwili, by zrozumieć co się stało. Oszukiwałem samego siebie.
Sekunda wystarczyła by pojąć moją sytuację. Potrzebowałem czasu, by koszmar obecnej chwili nie przygniótł mnie całkowicie. Chciałem przyjąć go na me barki stopniowo.
Nagle, dzień się nachylił, choć pora mroku jeszcze nie nastała, w mym sercu zdążył już zamieszkać.
Zostałem otoczony przez najbliższych. Choć nie powiedziałem ani słowa, ma posępna twarz uczyniła to za mnie. Wiatr, jaki wdzierał się do pokoju targał moje włosy, przykryły oczy, pozwalając zakryć ich obłędny widok przed zgromadzonymi.
Z oddali dochodził jedynie śmiech dziecka, było na dworze. Radowało się pięknem ogrodu, jaki okalał mój nowo zakupiony dom.
Ono nic nie rozumiało, nie było świadome, iż właśnie dotykam tego miejsca smutku, do którego nikt zbliżać się nie powinien.
Choć najbliżsi kierowali w mą stronę słowa otuchy, moja lodowata dusza ich nie przyjmowała. Nie docierały do niej. Pogrążona w smutku, stała się jakby głucha.
Ta jakże znienawidzona, zatruta strzała, przeniknęła me serce po raz drugi.
Uczyniła to równie boleśnie jak za swym pierwszym, podłym atakiem.
Oddam zatem aparat do naprawy po raz drugi.
Dziwna sprawa. Nie potrafię tego zrozumieć.
Poza tymi kilkoma przeklętymi fotografiami, aparat robi zdjęcia poprawnie.
Czy jednak to możliwe?
Wczoraj testowałem korpus stosując najmniejszą głębie ostrości, użyłem statywu, fotografowana kartka, na której znajdowały się cyfry, niemalże dotykała obiektywu.
Uczyniłem pięć zdjęć. Zastosowałem blokadę lustra.
Oto na wszystkich tych pięciu ujęciach, obiekt, który miał być ostry, istotnie był takim.
Pomóżcie mi.
1. Nie pojmuje, jak zrozumieć te kilka zdjęć, które spokój mej duszy odebrały, na tle tych pozostałych jakie udane się okazały.
2. Średnio, dwa razy na miesiąc, moje karty – Sony SDHC 94MB/S – zawieszają korpus.
Otrzymuję komunikat: ‘Card Err’. Jedynie wysuniecie i ponowne włożenie karty pozwala aparatowi zadziałać ponownie.
Przyjaciele, czy taka oto wywrotowa działalność kart pamięci, może uszkodzić korpus? Być może, to one właśnie były przyczyną pierwszej usterki?
Proszę o Waszą pomoc.
Za Wasz czas dziękuję.
Mój aparat – D7000, o nim właśnie wspomnieć chciałem.
Oto ten korpus jest źródłem mych cierpień jak i zachwytów jednocześnie.
To me utrapienie, mój radości płomień.
Jak statek, który to stacza się z fali, pozwalając ujrzeć jedynie wód bezkres i ich otchłań, naszym udziałem jest przygnębienie, stargane serce strachem się napełnia. Jednocześnie aparat, zachowuje się jak ten sam okręt, który po wspięciu na kraniec najwyższej z fal, pozwala dostrzec ogrom świata, nieskończoność horyzontu, wszystko, co w świecie nas zdumiewa, zachwytem przepełnia.
Moja historia Was urzeknie. Jest krótka, istna proza życia.
Zakupiłem D7000, jednak, to już wiecie. Byłem zadowolony, gdybym jednak na tym określeniu poprzestał, byłoby to tak, jakbym nic nie powiedział.
Wystarczyło bym dotknął spustu migawki, aby pamięć o zdjęciach już dokonanych, jak i tych, których jeszcze niema, lecz zaistnieją, czyniło mą duszę radością upojoną, światłem kojącym jej rany, w jednej chwili się wypełniała.
Minął miesiąc, drugi także swego kresu dotknął. Po nich przyszły kolejne, a ma radość trwała.
Owy okrutny dzień, gdy to mój D7000 swe prawdziwe oblicze ukazał, nadszedł ósmego miesiąca.
Jak złodziej, którego nie zapraszamy, przed którym się odgradzamy, a który jednak przychodzi. Czyni to wówczas, gdy nasza czujność najsłabsza, ledwo wyczuwalna.
Dzień był pochmurny, niebo poszarzało, ludzkie sylwetki zdawały się pochylone, a ich serca zamknięte.
Jednak nawet, gdyby ów dzień był piękny, słońce roztaczało swój bukiet promieni nad każdą istotą, uczuciem radości ich znękane serca przepełniając, i tak czułbym się podle.
Oto aparat przestał ostrzyc właściwie. Ewidentnie back – focus, choć, jak okazało się później, reguły tu nie było.
Czasami przed, niekiedy za obiektem, na którym ostrość winna się znaleźć. .
Tysiąc słów, a i tak nie oddadzą choćby atomu krzywdy, jaką me serce przepełnione było.
Oto strzała je przeniknęła, tkwiła w nim całymi dniami, ono krwawiło, a kolejne me kroki znaczone były strużką krwi, jaka me zbolałe serce opuszczała.
Cios, jaki zadał D7000 memu sercu, był najokrutniejsza strzałą, zatrutą strzałą, jaka mnie zraniła na przestrzeni tak wielu dni.
Korpus oddany, na ręce sprzedawcy go oddałem. Po dwóch tygodniach, otrzymałem telefon: aparat do odbioru.
Ponownie, szczęście było mym udziałem.
Choć moje serce skrycie przeczuwało nadchodzącą burzę, ignorowałem je.
Mija miesiąc. Piękne to dni w mej pamięci się zapisały.
Nie były tak urokliwe, tak wyjątkowe jak te, które mą duszę karmiły, gdy me dłonie po raz pierwszy na D7000 spoczęły. Jak wiele bym dał, by choćby ich atom był teraz mym udziałem.
Pierwszy cios przyszedł z rana. Oto zdjęcia dziecku robiłem. Ku memu przerażeniu, będąc już w domu, dostrzegłem, jak upiory przeszłości, cały zamęt i koszmar w jednej chwili powracają. Ostrość na obliczu dziecka winna się znaleźć, tymczasem, to nie tam ona spoczęła, a dalej, w tle jakby. Kolejne zdjęcie wyglądało podobnie. Identycznie trzy następne.
Poczułem jak nogi słabną, ciężar wielki jakby na me plecy opadł, kark mój pochylony, wzrok ku podłodze skierowany. Usiadłem. Potrzebowałem chwili, by zrozumieć co się stało. Oszukiwałem samego siebie.
Sekunda wystarczyła by pojąć moją sytuację. Potrzebowałem czasu, by koszmar obecnej chwili nie przygniótł mnie całkowicie. Chciałem przyjąć go na me barki stopniowo.
Nagle, dzień się nachylił, choć pora mroku jeszcze nie nastała, w mym sercu zdążył już zamieszkać.
Zostałem otoczony przez najbliższych. Choć nie powiedziałem ani słowa, ma posępna twarz uczyniła to za mnie. Wiatr, jaki wdzierał się do pokoju targał moje włosy, przykryły oczy, pozwalając zakryć ich obłędny widok przed zgromadzonymi.
Z oddali dochodził jedynie śmiech dziecka, było na dworze. Radowało się pięknem ogrodu, jaki okalał mój nowo zakupiony dom.
Ono nic nie rozumiało, nie było świadome, iż właśnie dotykam tego miejsca smutku, do którego nikt zbliżać się nie powinien.
Choć najbliżsi kierowali w mą stronę słowa otuchy, moja lodowata dusza ich nie przyjmowała. Nie docierały do niej. Pogrążona w smutku, stała się jakby głucha.
Ta jakże znienawidzona, zatruta strzała, przeniknęła me serce po raz drugi.
Uczyniła to równie boleśnie jak za swym pierwszym, podłym atakiem.
Oddam zatem aparat do naprawy po raz drugi.
Dziwna sprawa. Nie potrafię tego zrozumieć.
Poza tymi kilkoma przeklętymi fotografiami, aparat robi zdjęcia poprawnie.
Czy jednak to możliwe?
Wczoraj testowałem korpus stosując najmniejszą głębie ostrości, użyłem statywu, fotografowana kartka, na której znajdowały się cyfry, niemalże dotykała obiektywu.
Uczyniłem pięć zdjęć. Zastosowałem blokadę lustra.
Oto na wszystkich tych pięciu ujęciach, obiekt, który miał być ostry, istotnie był takim.
Pomóżcie mi.
1. Nie pojmuje, jak zrozumieć te kilka zdjęć, które spokój mej duszy odebrały, na tle tych pozostałych jakie udane się okazały.
2. Średnio, dwa razy na miesiąc, moje karty – Sony SDHC 94MB/S – zawieszają korpus.
Otrzymuję komunikat: ‘Card Err’. Jedynie wysuniecie i ponowne włożenie karty pozwala aparatowi zadziałać ponownie.
Przyjaciele, czy taka oto wywrotowa działalność kart pamięci, może uszkodzić korpus? Być może, to one właśnie były przyczyną pierwszej usterki?
Proszę o Waszą pomoc.
Za Wasz czas dziękuję.