PDA

Zobacz pełną wersję : Do poczytania: Tomasz TOMASZEWSKI: „Nie każdy może być artystą. Na szczęście”



piter670
29-03-2014, 21:58
http://wszystkoconajwazniejsze.pl/tomasz-tomaszewski

barracuda
30-03-2014, 11:34
U mnie nie działa.

docxxx
30-03-2014, 13:15
U mnie nie działa.

No to właśnie pan Tomek miał na myśli: Nie każdy może... :mrgreen:

piter670
30-03-2014, 18:17
U mnie odpala bez problemu. Jakby co to na stronke http://wszystkoconajwazniejsze.pl. Tekst ciekawy. Nie zgadzam się z nim do końca, ale przeczytać warto.

fafniak
30-03-2014, 19:40
Ten tekst jest bardzo trafny

Władca Pixeli
30-03-2014, 23:23
Zajęcie to nie jest zresztą niczym trudnym. Wystarczy włożyć świeżą baterię do nowo zakupionego aparatu i pierwsza fotografia jaką wykonamy, będzie nienaganna technicznie.:mrgreen:

De Camtrois
31-03-2014, 10:21
A moim zdaniem ten tekst jest bardzo jednostronny i elitarystyczny. W dodatku rażąco widać cierpką mieszankę poczucia wyższości z rozgoryczeniem. No ale kto zna Pana Tomka, to wie, że oprócz fotografii kocha Single Malta, Jazz i arystokratyczne zabawki, więc rzeczywiście sytuacja na rynku nie sprzyja:D
Ja nie mam aż tak złego zdania o polskiej fotografii współczesnej, ani o światowej również. Powiem więcej, polska fotografia chyba nigdy nie miała się tak dobrze jeśli chodzi o świetne książki fotograficzne, niezłe wystawy, międzynarodowe nagrody, czasopisma (choć częściej internetowe jak choćby doc magazine). To, że ktoś nie może się utrzymać z fotografii prasowej (nawet będąc wielkim mistrzem), to nie znaczy, że sama fotografia ma się źle.
Ja mam wrażenie, że to takie same wylewanie żalu, jak krzyki starych adwokatów, że jest za dużo młodych aplikantów i psują im rynek (bo już nie ma aplikacji klanowej).
To, że każdy robi zdjęcia nie oznacza, że wszyscy aspirują do tworzenia sztuki, podobnie jak fakt, że zlikwidowano powszechny kiedyś analfabetyzm nie oznaczało, że każdy mógł zostać Tołstojem albo Proustem. Ale przynajmniej każdy ma równe szanse:)

marszull
31-03-2014, 11:38
Zal rzeczywiscie przebija, ale wiekszosc tez jest jak najbardziej prawdziwa. Może nie wszyscy kupujący aparat aspirują do bycia artystami, ale ja znam sporo osob ktore po kupnie aparatu w rozmowach zaczely przedstawiac sie jako fotograf ;)

De Camtrois
31-03-2014, 12:22
Zal rzeczywiscie przebija, ale wiekszosc tez jest jak najbardziej prawdziwa. Może nie wszyscy kupujący aparat aspirują do bycia artystami, ale ja znam sporo osob ktore po kupnie aparatu w rozmowach zaczely przedstawiac sie jako fotograf ;)

albo "fotografik":D
A tak apropos to ja pamiętam jakiś wywiad z Joelem Meyerowitzem, który zrobił karierę dzięki popularyzacji fotografii, zwłaszcza streetowej i on się wypowiadał na temat masowości fotografii w samych superlatywach - że fotografia jest dzięki temu bardziej demokratyczna, że na pewno odkryje się więcej talentów, że ludzie zaczynają robić zdjęcia rzeczy, których szkoda by im było fotografować na filmie (bo za drogo i za mało klatek).
Wszystko ma swoje plusy i minusy, ale ktoś taki jak Tomaszewski nie powinien moim zdaniem pozwalać sobie na tak daleko idące generalizacje, mity, i co gorsza - wylewanie prywatnych żali...

Kurtz
31-03-2014, 14:00
Demokratyzacja jakiejkolwiek dziedziny, oznacza to, że jednostki wybitne, które powinny się wybić, są zdominowane przez mierną większość, która, jako, że ma ogromną przewagę liczebną, decyduje o wyglądzie danej dziedziny.

De Camtrois
31-03-2014, 14:08
Demokratyzacja jakiejkolwiek dziedziny, oznacza to, że jednostki wybitne, które powinny się wybić, są zdominowane przez mierną większość, która, jako, że ma ogromną przewagę liczebną, decyduje o wyglądzie danej dziedziny.

A skąd będziesz wiedział, które jednostki to są te wybitne, a które to mierna większość? W przypadku sztuki nie ma chyba "wyborów" i "władzy" w ujęciu politycznym... a jeśli już są, to mają charakter typowo branżowy jak np. większość konkursów fotograficznych. Gdyby było tak jak mówisz, to cała sztuka współczesna nie miałaby szans zaistnieć:)

Kurtz
31-03-2014, 15:01
W przypadku sztuki nie ma chyba "wyborów" i "władzy" w ujęciu politycznym... a jeśli już są, to mają charakter typowo branżowy jak np. większość konkursów fotograficznych
W ujęciu politycznym, to znaczy?
Konkursy fotograficzne nie mają dzisiaj praktycznie żadnego związku ze sztuką - w znacznej większości przypadków to po prostu czysty biznes - marketing, etc. I to dokładnie obrazuje to co pisałem o "demokratyzacji". To co oglądamy kształtuje nasze gusta. Jeżeli w internecie oglądamy cały czas mierne, odtwórcze obrazki, nie mające żadnego praktycznie przesłania, zrobione przez autora niezaangażowanego w to co przedstawia, to takich obrazków się spodziewamy i takich się uczymy.
Internet, dał możliwość masom do tworzenia i publikowania wszelkiego rodzaju gniotów. Powszechność fotografii i prostota w publikowaniu zdjęć, a dodatkowo, cały system "lajków" i "facebookowe życie" przyczyniają się do tego, że jak zwykle, zgodnie z rozkładem Gaussa, równamy do jednostek co najwyżej średnich. Takie zjawisko jest niestety nie tylko związane z fotografią, ale funkcjonowaniem całego społeczeństwa i stało się szczególnie widoczne, kiedy internet stał się tak popularny i tak ważnym elementem naszego życia.

Specjalnie nie rozwinąłem poprzedniej wypowiedzi, by nie wdawać się w dyskusję o tym kto ma prawo oceniać, jak poznać jednostkę wybitną, etc. Nie jestem gotowy na bardzo szczegółową filozoficzną dysputę, dla tego posługuję się tak generalnym obrazem jak rozkładem normalnym, aby móc rozmawiać o całości zjawiska, a ni eo alternatywach.

PS
Też znam osoby, które po zakupie lustrzanki i kilkuset zrobionych zdjęciach ( + masakra photoshopo-instagramowa ) zaczęły się nazywać fotografami, co więcej! Artystami! A ja jestem po prostu ograniczony dogmatami i techniczną poprawnością, aby zrozumieć, że oni są ponad tym.

De Camtrois
31-03-2014, 15:57
Ale jest też druga strona medalu - Ci, którzy chcą znaleźć "dobrą", zaangażowaną, artystyczną (jakkolwiek ją nazwiemy) fotografię, też mają dużo więcej możliwości, żeby do niej dotrzeć. Dzięki temu o wiele większa liczba osób ma potencjalną możliwość rozwoju swojej twórczości i talentu. Jeśli przyjmiemy, że talent jest czymś wrodzonym i w jakimś sensie "naturalnym" to można też z dużym prawdopodobieństwem założyć, że w danej populacji w różnych okresach historycznych, osób z talentem w zakresie "sztuk wizualnych" jest mniej więcej podobna ilość.
Jeśli wśród tych "wybitnych" jak to sam ująłeś jednostek, dostęp do narzędzi (sprzęt) i do wiedzy (książki, wystawy, filmy, tutoriale) jest większy, to siłą rzeczy większa liczba tych utalentowanych będzie mogła się przebić.
Historia sztuki pokazuje coś zupełnie odmiennego, niż to o czym mówisz - że demokratyzacja powoduje równanie w dół, a nie w górę i że masowość wprowadza bylejakość. Jeśli większość obrazów (zdjęcia, malarstwo, film itp.) jest byle jaka, bez znaczenia, zaangażowania, to być może masa to kupi (tak jak masy chodzą na komedie romantyczne do kina, czytają 50 twarzy Greya i podniecają się techniczną doskonałością niektórych zdjęć na flickr licząc piksele i dynamikę tonalną). Ale Ci, których uznajemy za artystów, to nie jest ta masa, tylko Ci, którzy stworzyli właśnie coś nowego i świeżego. Zawsze tak było i nie rozumiem dlaczego teraz miałoby być inaczej.
Jak wszyscy robili fotografię piktorialną to przyszedł Frank, Klein i paru innych i zrobili rewolucję, mimo że na początku wszyscy mówili, że tak nie można...

Kurtz
31-03-2014, 16:38
Jeśli wśród tych "wybitnych" jak to sam ująłeś jednostek, dostęp do narzędzi (sprzęt) i do wiedzy (książki, wystawy, filmy, tutoriale) jest większy, to siłą rzeczy większa liczba tych utalentowanych będzie mogła się przebić.
Ale też procentowo będą mieli mniejszy udział wśród oglądanych i promowanych dzieł?


Historia sztuki pokazuje coś zupełnie odmiennego, niż to o czym mówisz - że demokratyzacja powoduje równanie w dół, a nie w górę i że masowość wprowadza bylejakość.
Ale czy kiedykolwiek mieliśmy do czynienia z taką masowością i powszechnością oraz możliwościami jakie daje internet? Taka globalizacja, do pewnego stopnia anonimowość i brak możliwości łatwego weryfikowania źródeł jest czymś zupełnie nowym.


Jeśli większość obrazów (zdjęcia, malarstwo, film itp.) jest byle jaka, bez znaczenia, zaangażowania, to być może masa to kupi (tak jak masy chodzą na komedie romantyczne do kina, czytają 50 twarzy Greya i podniecają się techniczną doskonałością niektórych zdjęć na flickr licząc piksele i dynamikę tonalną). Ale Ci, których uznajemy za artystów, to nie jest ta masa, tylko Ci, którzy stworzyli właśnie coś nowego i świeżego. Zawsze tak było i nie rozumiem dlaczego teraz miałoby być inaczej.
Ale właśnie o to mi chodzi - kto ma uznać ich za artystów? Skoro masa, w swojej większości dokonuje wyborów, decyduje co będzie promowane, zalewa nas kiczem i tym co uznają za "piękne", to znaczy że przeciętny odbiorca, wyrobi sobie taki a nie inny gust. Ja widzę coraz większe odejście od wypracowanych przez lata wartości. A co z autorytetami? W tej chwili, w dobie internetu jest kryzys autorytetów, tak samo wydaje mi się, że jest kryzys jeżeli chodzi o sztukę.
No i dałem się wciągnąć - zaczynamy się zbliżać do dyskusji filozoficznej na temat sztuki samej w sobie. Co jest sztuką, jakie są jej funkcje, a nawet czy są jakiekolwiek. Podobna dyskusja już była. :)
Ja wnioskuję z tego, co widzę, z tego jakie jednostki są promowane, z tego kto wygrywa konkursy, kto staje się autorytetem w internecie, etc.

fafniak
31-03-2014, 16:58
Kurtz - musze ci powiedzieć ze bardzo podobnie to widzę...

Lena&TheShadow
31-03-2014, 17:44
Brak zapotrzebowania na jakość widać przede wszystkim w muzyce.
Kto ma słuchać ambitnych wykonawców skoro nie wychowuje się ludzi ani do słuchania ambitnej muzyki ani do oglądania ambitnej fotografii. Ta dewastacja kultury nie jest oczywiście bezmyślną wypadkową celów "chciwych" producentów chały. To jest niestety wynik neomarksizmu, zarówno dobór promowanych obrazów jak i utworów, generalnie dobór promowanych treści nie jest przypadkowy.

Czornyj
31-03-2014, 18:15
Gombrowicz w swoim "Dzienniku" pisanym w 1962r. przytomnie konstatuje rozszerzanie się "horyzontu ludzkiego":
"Demokryt... Ile? Piszmy: Demokryt, 400 000
Św. Franciszek z Assyżu, 50 000 000
Kościuszko, 500 000 000
Brahms, 1 000 000 000
Gombrowicz, 2 500 000 000 "

Obecnie jest nas już 7 000 000 000, a dodatkowo mamy bezprecedensowo swobodny dostęp do możliwości komunikacji.
Nie ma co bić na trwogę - znając życie obecnie jest pewnie więcej dobrze przygotowanych odbiorców kultury wysokiej i ambitnych twórców, niż kiedykolwiek wcześniej. Po prostu - parafrazując Lema - dzięki internetowi i środkom masowego przekazu dotkliwie doświadczamy, ilu na świecie jest idiotów.
A jeśli ktoś uważa, że przez zalew miernoty nieuchronnie równamy nasz własny poziom w dół, to zacytuję mu słowa pieśni: "chcesz zmienić ten świat, to zacznij od siebie".

Kurtz
01-04-2014, 03:50
Sztuka przecież, jest przekazem, często znacznie lepszym niż przekaz prosty i logiczny, często potrafi pokazać coś, czego nie zrozumielibyśmy czytając tomy ksiąg, czy powiedzieć nam coś, czego nie zobaczylibyśmy oglądając dziesiątki rycin. Sztuka ma swoje miejsce i swoją funkcję, która moim zdaniem, w dzisiejszych czasach, w stosunku do poprzedniego stulecia, ulega diametralnej zmianie. Może przestaje być poszukiwaniem czegoś, a zaczyna być kolejną tubą dla pewnych ludzi?

Kurtz
01-04-2014, 04:39
Sztuka przestając być dążeniem do wyższych wartości, a jedynie pożywką dla tłumów, zubaża nasze życie emocjonalne i kulturowe, nie pozwala rozwinąć się naszym potrzebom duchowym, naszemu człowieczeństwu.
....
Co do tego ma sztuka? Moim zdaniem to co obserwujemy dziś, ta jak to zostało nazwane "demokratyzacja sztuki" powoduje, że tracimy kolejną formę przetrwania idei, przetrwania wartości i przekazywania ich. Czy jest to celowe? Myślę, że w ogólnym rozrachunku, działania mające sprowadzić nas do miernoty, łykającej miernotę na każdym kroku są w dużym stopniu celowe.

De Camtrois
01-04-2014, 07:19
Co do tego ma sztuka? Moim zdaniem to co obserwujemy dziś, ta jak to zostało nazwane "demokratyzacja sztuki" powoduje, że tracimy kolejną formę przetrwania idei, przetrwania wartości i przekazywania ich. Czy jest to celowe? Myślę, że w ogólnym rozrachunku, działania mające sprowadzić nas do miernoty, łykającej miernotę na każdym kroku są w dużym stopniu celowe.

Nie tracimy formy przekazywania idei, tylko idea się zmienia i wartości się zmieniają. No chyba, że ktoś wierzy w słuszność tylko jednego światopoglądu tak jak Ty i Lena&The Shadow, to rzeczywiście możecie być zaniepokojeni. Ja nie widzę zagrożenia ani w szkole frankfurckiej (polecam Teorię Społeczeństwa Komunikacyjnego J. Habermasa), ani w demokratyzacji sztuki. Wręcz przeciwnie. Jednocześnie nie jestem agentem MOSAD-u, KGB, ani nawet frankfurtczykiem:D

fafniak
01-04-2014, 07:33
No cóż , polecam mały eksperyment myślowy.
Wpierw proponuje przypomnieć sobie jak wyglądały stroje / ubiory na poczatku wieku 20stego , jak się zmieniały aż do dzisiaj (pod względem "od ważności" ;) ubioru).
To oczywiście śmieszny przykład w kontekście tego o czym jest dyskusja , ale obrazuje pewien proces. Jego przebieg jest bardzo charakterystyczny .
A teraz wyobraźmy sobie dalsza atomizacje społeczeństwa. Powolne zmniejszanie znaczenia a potem likwidacje grup i podstawowej jednostki społeczeństwa jaka jest rodzina.
Idee i wartosci się zmieniają... Jaki piękny wytrych

Czornyj
01-04-2014, 09:22
Wiara, oznacza przyjęcie pewnych wartości, przekazanych przez absolut. Brak wiary, odrzucenie ich. Jednocześnie, odrzucenie wartości uniwersalnych i pojęcia absolutu, jest brakiem wiary. Nie ma tutaj stanu pośredniego.

Bzdura - albo się wierzy w istnienie absolutu, albo się wierzy w jego niestnienie. Ja nie potrafię wierzyć ani w jedno, ani w drugie, co nie znaczy że cokolwiek neguję i przyjmuję jakiś dogmat - bynajmniej niczego mi to nie ułatwia. Jak dobitnie wykazuje praktyka wiara w Bozię nie przeszkadza osobom wierzącym zachowywać się niczym ostatnie świnie, podobnie jak mi brak wiary w istnienie bądź nieistnienie Boga nie przeszkadza w zachowywaniu się przyzwoicie, a wręcz przeciwnie. Postępuję etycznie nie dlatego, że ślepo przyjmuję istnienie pewnego imperatywu, a dlatego, by zachować*świadomość swego istnienia, zachować swoje człowieczeństwo.

W moim odczuciu Twój problem z kulturą jest taki, że nie masz o niej bladego pojęcia. Nie da się*zrozumieć "Mistrza i Małgorzaty" mentalnie tkwiąc w przysłowiowym "średniowieczu" (przysłowiowym, bo średniowieczni myśliciele mieli w przeciwieństwie do Ciebie spore pojęcie o mniemaniu).

De Camtrois
01-04-2014, 13:59
...
PS: nie sądzicie, że ostatnie kilka stron jest lekko nie na temat?

stock
01-04-2014, 14:22
polityka ... no ej..

Rafał_Sz
01-04-2014, 15:39
Dyskusja może sobie iść w dowolnym kierunku, poza polityką i religią. Bardzo proszę o tym pamiętać przy pisaniu kolejnych postów. ;)

!AGresT
01-04-2014, 16:15
Jako bierny czytelnik prosił bym o przeczyszczenie wątku z wszystkich postów niezwiązanych z wypowiedzią pana Tomaszewskiego.

ropusz
01-04-2014, 18:47
To co jest artystyczne to też kwestia gustu. Weźmy takie np. obrazy Picassa. Ktoś tam kiedyś uznał go za artystę i tak już zostało choć dla mnie nic w nich artystycznego nie ma. Ale ja prosty człowiek jestem. Tak samo z Panem Tomaszem. Jego twórczość może się podobać lub nie. I o niektórych zdjęciach też można powiedzieć, że niczym szczególnym się nie wyróżniają. No ale to Artysta przecież, więc każde zdjęcie jest super.

Władca Pixeli
01-04-2014, 19:32
Jako bierny czytelnik prosił bym o przeczyszczenie wątku z wszystkich postów niezwiązanych z wypowiedzią pana Tomaszewskiego.


http://imagizer.imageshack.us/a/img683/9536/lubie.gif
źródło (http://imagizer.imageshack.us/a/img683/9536/lubie.gif) :mrgreen:

Jacek_Z
01-04-2014, 20:57
Sorry, ale sytuacja na Ukrainie, rozważania o religii i filozofii są trochę za zbyt lużno związane z tematem wątku.

..
Ja nie mam aż tak złego zdania o polskiej fotografii współczesnej, ani o światowej również. Powiem więcej, polska fotografia chyba nigdy nie miała się tak dobrze jeśli chodzi o świetne książki fotograficzne, niezłe wystawy, międzynarodowe nagrody, czasopisma (choć częściej internetowe jak choćby doc magazine).Mówisz o elicie, a nie o fotografii w ogóle. Statystycznie to stało się coś strasznego.
Owszem, te zdjęcia, tzn słitfocie na FB nie mają pretendować do miana fotografii artystycznej, ani osoby je tworzące nie mają zamiaru okreslac sie artystami. Ale to nie zmienia faktu, że to są zdjęcia (potrafisz tak żyć, żeby ich nie oglądać? myslisz, że jak wiesz, że sa kiepskie to nic w tobie nie zestawiają? ludzie tak myśla o reklamie - że jej nie ulegają, ale prawda jest inna)
Firmy odzieżowe każą robić reklamę w stylu takich zdjęć. A jak już koncern XYZ daje taki "produkt", tzn że to jest wzór? Produkt robiony pod masy ma być wyznacznikiem sztuki?



Konkursy fotograficzne nie mają dzisiaj praktycznie żadnego związku ze sztuką - w znacznej większości przypadków to po prostu czysty biznes - marketing, etc. I to dokładnie obrazuje to co pisałem o "demokratyzacji". To co oglądamy kształtuje nasze gusta. Jeżeli w internecie oglądamy cały czas mierne, odtwórcze obrazki, nie mające żadnego praktycznie przesłania, zrobione przez autora niezaangażowanego w to co przedstawia, to takich obrazków się spodziewamy i takich się uczymy.
Internet, dał możliwość masom do tworzenia i publikowania wszelkiego rodzaju gniotów. Powszechność fotografii i prostota w publikowaniu zdjęć, a dodatkowo, cały system "lajków" i "facebookowe życie" przyczyniają się do tego, że jak zwykle, zgodnie z rozkładem Gaussa, równamy do jednostek co najwyżej średnich. Takie zjawisko jest niestety nie tylko związane z fotografią, ale funkcjonowaniem całego społeczeństwa i stało się szczególnie widoczne, kiedy internet stał się tak popularny i tak ważnym elementem naszego życia.
200% racji


Ale też procentowo będą mieli mniejszy udział wśród oglądanych i promowanych dzieł?

Ale czy kiedykolwiek mieliśmy do czynienia z taką masowością i powszechnością oraz możliwościami jakie daje internet? Taka globalizacja, do pewnego stopnia anonimowość i brak możliwości łatwego weryfikowania źródeł jest czymś zupełnie nowym.

Ale właśnie o to mi chodzi - kto ma uznać ich za artystów? Skoro masa, w swojej większości dokonuje wyborów, decyduje co będzie promowane, zalewa nas kiczem i tym co uznają za "piękne", to znaczy że przeciętny odbiorca, wyrobi sobie taki a nie inny gust. Ja widzę coraz większe odejście od wypracowanych przez lata wartości. A co z autorytetami? W tej chwili, w dobie internetu jest kryzys autorytetów, tak samo wydaje mi się, że jest kryzys jeżeli chodzi o sztukę.

Ja wnioskuję z tego, co widzę, z tego jakie jednostki są promowane, z tego kto wygrywa konkursy, kto staje się autorytetem w internecie, etc.Kolejne 200% ;)


Gombrowicz w swoim "Dzienniku" pisanym w 1962r. przytomnie konstatuje rozszerzanie się "horyzontu ludzkiego":
"Demokryt... Ile? Piszmy: Demokryt, 400 000
Św. Franciszek z Assyżu, 50 000 000
Kościuszko, 500 000 000
Brahms, 1 000 000 000
Gombrowicz, 2 500 000 000 "

Obecnie jest nas już 7 000 000 000, a dodatkowo mamy bezprecedensowo swobodny dostęp do możliwości komunikacji.
Nie ma co bić na trwogę - znając życie obecnie jest pewnie więcej dobrze przygotowanych odbiorców kultury wysokiej i ambitnych twórców, niż kiedykolwiek wcześniej. .


Mz. światem rządzi ludzka durnota i lenistwo, która wraz ze wzrostem populacji rośnie w potęgę, Weżmy te 2 powyższe wypowiedzi i zestawmy. Tzn dawniej było więcej elity, czy teraz? Teraz jest więcej, bo jest nas 7 mld. Ale % zmienił się, czy nie? Sądze, że na niekorzyść.


...
PS: nie sądzicie, że ostatnie kilka stron jest lekko nie na temat?Jest


Jako bierny czytelnik prosił bym o przeczyszczenie wątku z wszystkich postów niezwiązanych z wypowiedzią pana Tomaszewskiego.



https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imagizer.imageshack.us/a/img683/9536/lubie.gif) :mrgreen:
Już spełniam wasze życzenie.

Lena&TheShadow
01-04-2014, 21:14
Kochamy Cię Jacku Z z z skądkolwiek tam...

Grochu7
09-04-2014, 14:33
Kiedyś problemem było poprawne naświetlenie zdjęcia i początkujący prześwietlali filmy (a w albumach leżą nieudane zdjęcia, bo to jedyne co zostało z danego wydarzenia), dzisiaj obsługa funkcji "usuń" jest dla wielu czarną magią.

To prawda, że tanie karty pamięci zmniejszają przydział pracy umysłowej na pojedynczą klatkę - ale za to pozwalają na doskonalenie warsztatu i myśli na tysiącach "pstryków". "Najlepszy aparat to ten, który masz przy sobie" powiedzieli mądrzy w czasach, gdy był to rzadki luksus. Teraz w kieszeniach milionów ludzi są aparaty zupełnie wystarczające do "normalnych" zastosowań. Fotografują wszyscy i wszystko. Wielka część tych zdjęć zastępuje kartki z notatkami. Jestem w archiwum - robię tysiące zdjęć dokumentów, żeby przejrzeć je w domu. Idę po oponę - zrobię zdjęcie poprzednich, a nie przepiszę oznaczenia. Idę do sklepu ze zdjęciem przepisu kulinarnego. Tak jest wygodniej. A żadnymi z tych zdjęć nie obniżam "poziomu sztuki i artyzmu" tak długo jak a) nie zacznę ich publikować b) nie uszkodzą mi one mechanizmów aparatu.

Przybliżone statystyki mojego wykorzystania aparatu:
Od początku roku ~5 tys. wyzwoleń migawki. W tym: 2 tys. zdjęć w archiwum, 1 tys. na sesjach, 2 tys. na wyjazdach w góry / innych.
Pozostało na dyskach: 1,5 tys. z archiwum (tak, potrzebuję do pracy), 30-50 z sesji, ~300 pozostałych (pewnie mniej, sporo zostało sklejonych w panoramę)

Morały: Tak, aparat to nie tylko narzędzie artystyczne, to "wół do roboty", b.szybka maszyna do notatek z rzeczywistości. Ilość nie zabija jakości - bo to że wyzwalam migawkę n razy nie przeszkadza mi zostawić na dysku n/10. Gdybym robił zdjęcia na filmie zrobiłbym może n/5 (a może n/10) zdjęć, a z tego połowa by odpadła. Średnia klasa zdjęcia pozostawionego - zbliżona. I nikomu nie każę oglądać wersji "roboczych".

"Pokazuje ci gdzie trzeba szukać w śmieciach, szukać w kwiatach." - a to Cohen z krótkim podsumowaniem :)

kazak
10-04-2014, 23:50
Demokratyzacja jakiejkolwiek dziedziny, oznacza to, że jednostki wybitne, które powinny się wybić, są zdominowane przez mierną większość, która, jako, że ma ogromną przewagę liczebną, decyduje o wyglądzie danej dziedziny.

czyli poziom się zaniża... nie wiem czy w każdej dziedzinie, ale "jak pomyślę jakim jestem inżynierem, boję się iść do lekarza", a tymczasem delektujmy się słitfociami