PDA

Zobacz pełną wersję : Jakość polskich wydawnictw elektronicznych



gALL
21-01-2014, 18:28
Rozmawialiśmy o czytnikach, może czas ponarzekać na jakość polskich książek elektronicznych. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że wydawnictwa nie zatrudniają osób, które powinny zajmować się korekcja tekstu. Nie rozumiem, dlaczego w książkach kupionych legalnie jest masa błędów ortograficznych, zlepieńców, złe dzielenie wyrazów przy przenoszeniu, poszatkowane wyrazy na pól lub z odstrzelonymi literami, złe podziały stron, czy nawet trafia się brak zgodności plików z formatem .epub.

O ile nie mylę się, obecnie każda książka jest przygotowywana w formie elektronicznej, czy to do wydawnictwa do druku, czy to bo publikacji elektronicznej.

Aby nie być gołosłownym książki, które zakupiłem legalnie a miały powyższe błędy:

- Gra Endera - Orson Scott Card,

- Ciemno, prawie noc - Joanna Bator,

- Nakarmić wilki - Maria Nurowska,

- Korona śniegu i krwi - Elżbieta Chrezińska,

- Lód - Jacek Dukaj,

- Wołanie kukułki - Robert Galbraith.

Miało być prosto: kupić, wgrać do czytnika i cieszyć się książka. Wyszło jak zwykle, czyli bez konwertera plików ani rusz. Jak mam bawić się Calibra z każdym plikiem, to może przejdę na Chomika. Zabawy tyle samo, jakość taka sama a książki przynajmniej za "darmola".

Może wersje papierowe tez są tak samo niedbale przygotowane a tylko czepiam się.

Aha, w domu są 2 czytniki, różnej generacji i różnych producentów, do tego mieszkam poza granicami Polandii.

ppfalcon
21-01-2014, 19:02
A możesz powiedzieć (o ile to nie tajemnica) gdzie dokładnie zakupiłeś te książki i z jakich źródeł? Ponieważ nie znam się na procesie wydawniczym, ale współpracuję z paroma wydawnictwami w tej materii i uważam, że to może być ważny głos dla nich, dlatego chciałbym wiedzieć gdzie leży przyczyna. Może to tak naprawdę nie jest wina wydawnictw jako takich a osób odpowiedzialnych za tworzenie plików elektronicznych (co może być obsługiwane przez firmy trzecie).

ekonet
21-01-2014, 19:20
Czy tytułowe "wydarnictwa" to lapsus czy spowodowany rozgoryczeniem świadomy zabieg stylistyczny? :)

!AGresT
21-01-2014, 20:11
Co do korekty, czyli konkretnych, zajmujących się tym osób, to jest już chyba zawód wymarły. Kilka lat temu, w żadnej redakcji z którą współpracowałem, takiego (osobnego) stanowiska nie było. W połowie lat '90, jak pani Basia - korektorka - nie podpisała strony, to nie mogła pójść do druku. Naczelny mógł sobie kląć i stawać na głowie (ja byłem tym od przekonywania pani Basi). A było zabawnie, bo redakcja motoryzacyjna, a dla pani Basia nie rozumiała/tolerowała takich słów jak dyferencjał, szpera czy inne branżowe :)

zdyboo
21-01-2014, 20:14
O ile nie mylę się, obecnie każda książka jest przygotowywana w formie elektronicznej, czy to do wydawnictwa do druku, czy to bo publikacji elektronicznej.

Fajnie by było, ale już niedaleka droga do tego. Przykładem może być premiera ostatniego Wiedźmina.
Natomiast, drukarski PDF nie ma nic wspólnego z formatem czytnikowym. epub czy mobi to zmutowane pliki html, a PDF z którego drukowana jest książka to plik przygotowany do druku właśnie. W celu przygotowania pliku epub lub mobi, należy książkę poskładać od nowa, a z tym jest różnie.
Przez ostatnie dwa lata, zakupiłem prawie setkę e-booków i jeszcze nie trafiłem na plik, którego nie dałoby się czytać. Owszem znajduję błędy, głównie składu, ale jak na razie nie są to rzeczy, które by odrzucały od książki.
Polecam natomiast w takim przypadku kontakt z księgarnią, najlepiej także w publicznym miejscu typu tablica na FB. Na polskim rynku jest duża konkurencja i dba się o klienta. Istnieje duża szansa, że księgarnia zwróci się do firmy przygotowującej e-booka o poprawę i otrzymasz poprawiony plik.

Ostatnio była premiera jakiejś książki, która wyglądała jak poskładana na chomiku. Na blogu z informacjami o promocjach została opublikowany komentarz o błędach w składzie, na którą zaraz odpowiedziała księgarnia, że sprawdzi temat. Okazało się, że taki skład jest pomysłem autora i w każdym przekładzie tak wygląda książka.

Andre
21-01-2014, 22:28
Ja niestety nie spotkałem się jeszcze z ebookiem którego bym nie musiał poprawiać w calibrze żeby wyświetlał się prawidłowo w moim Nooku. Owszem da się te książki przeczytać bez poprawiania, ale jednak przyjemniej dla oka jak jest wszystko ładnie poskładane.

gALL
21-01-2014, 23:19
Miejsca zakupu:
www.merlin.pl
www.publio.pl
www.ebook.pl
i parę innych.

Nie narzekam na pomoc ze strony sprzedawców ALE problem jest głębiej. Sprzedawcy są tylko pośrednikiem. Były tez przypadki odpowiedz "czytnik jest uszkodzony" albo "czytnik jest za stary" i "musieliśmy przygotować specjalna wersje pliku dla Pana". Aby było śmieszniej, przepuszczenie przez dowolny konwerter on-line epub do epub lub przez Calibre załatwiał lepiej sprawę niż ten "specjalny plik".

Zastanawia mnie, tez dlaczego nie ma większych problemów (poza chorym DRM) z wydawnictwami obcojęzycznymi i od wydawców zagranicznych. Książki wyglądają toczka w toczkę ja te papierowe.

velaskez
22-01-2014, 00:54
Mnie zastnawia inna rzecz. Skoro wydanie książki elektronicznie powinno być tańsze, to jak to jest robione, skoro wydawnictwo papierowe i elektroniczne mają taką samą, albo bardzo zbliżoną cenę?
Gdyby elektroniczne były tak 50% tańsze, to bym rozumiał i był skłonny je kupować. A tak, z tych dwóch wolę kupować papier.

gALL
22-01-2014, 01:00
Książki elektronicznej nie kupujesz de facto, a kupujesz licencje na jej czytanie. Nie jesteś właścicielem pliku, tak samo jak nie jesteś właścicielem żadnego programu, a tylko użytkownikiem.

Książka papierowa jest fizycznym produktem, który możesz oddać komuś, spalić, wyrzucić na makulaturę czy użyć w toalecie. Tego nie zrobisz z plikiem elektronicznym, bo tego nie obejmuje licencja.

freefly
22-01-2014, 03:06
Mnie zastnawia inna rzecz. Skoro wydanie książki elektronicznie powinno być tańsze, to jak to jest robione, skoro wydawnictwo papierowe i elektroniczne mają taką samą, albo bardzo zbliżoną cenę?
Gdyby elektroniczne były tak 50% tańsze, to bym rozumiał i był skłonny je kupować. A tak, z tych dwóch wolę kupować papier.

Gdyby babcia mała wąsy.......
A gdyby zniesiono VAT na towary i usługi? To sprzedawcy obniżyliby ceny o 23%?




Książki elektronicznej nie kupujesz de facto, a kupujesz licencje na jej czytanie. Nie jesteś właścicielem pliku, tak samo jak nie jesteś właścicielem żadnego programu, a tylko użytkownikiem.

Książka papierowa jest fizycznym produktem, który możesz oddać komuś, spalić, wyrzucić na makulaturę czy użyć w toalecie. Tego nie zrobisz z plikiem elektronicznym, bo tego nie obejmuje licencja.

A co taki sposób dystrybucji (elektroniczny) ma do ceny, o której pisze velaskez. Przedsiębiorca chce zarobić maksymalnie. To co zaoszczędzi chociażby na sposobie dystrybucji jest jego zyskiem.

P.S. Plik możesz skasować, zamiast spalić (jaka licencja tego zabrania). A plik udostępnić razem z czytnikiem/komputerem na którym jest zainstalowany. Na jedno wyjdzie.

gALL
22-01-2014, 12:29
A plik udostępnić razem z czytnikiem/komputerem na którym jest zainstalowany. Na jedno wyjdzie.

Oddasz komuś czytnik z jedna książka i kupisz sobie nowy, 1 książka == 1 czytnik? A psu na budę takie rozwiązanie. Dużo moich książek krąży wśród znajomych, a tanie wydania czasem zostawiam w komunikacji publicznej, aby ktoś inny mógł ja przeczytać. Często tez sam znajduje takie książki i po przeczytaniu idą dalej w obieg. Nie wciskaj mi, ze plikiem elektronicznym tez możesz tak zrobić zgodnie z licencja.

zdyboo
22-01-2014, 12:51
Są licencje, które pozwalają na określone dysponowanie plikiem w ramach licencji.
Problem jest bardziej złożony. W przypadku dokumentów z DMR rzeczywiście kupujesz licencję na użytkowanie. Jednak w przypadku plików zabezpieczonych w inny sposób, np. znakiem wodnym dostajesz fizycznie plik. Czyli towar, nie usługę.
Tu jest trochę rozważań na temat rynku wtórnego ebooków.
http://swiatczytnikow.pl/rynek-wtorny-e-bookow-legalny/

Co do cen, to pod warunkiem kupowania w ramach promocji, nie jest tak źle. Promocje są stale we wszystkich księgarniach i nie obejmują tylko starych tytułów. Zdecydowaną większość ebooków tak kupiłem, płacąc od 10-20 złotych za jeden.

ku6i
22-01-2014, 18:12
Co do korekty, czyli konkretnych, zajmujących się tym osób, to jest już chyba zawód wymarły.

Wymarły, ale z przyczyn ekonomicznych, a nie braku zainteresowania tym zawodem. Mam kilkoro znajomych po specjalności edytorskiej na UJ i żaden z nich nie znalazł pracy w wyuczonym zawodzie. Praca na samozatrudnieniu jest w tym zawodzie standardem, a pracowników Znaku, którzy pracują na etacie jako korektorzy zawistni studenci pokazują sobie palcem na ulicy jak jakiś wybryk natury ;)

akustyk
22-01-2014, 20:05
Mnie zastnawia inna rzecz. Skoro wydanie książki elektronicznie powinno być tańsze, to jak to jest robione, skoro wydawnictwo papierowe i elektroniczne mają taką samą, albo bardzo zbliżoną cenę?
Gdyby elektroniczne były tak 50% tańsze, to bym rozumiał i był skłonny je kupować. A tak, z tych dwóch wolę kupować papier.

ja zwyklem na takie pytania ("dlaczego ebook jest taki drogi?") odpowiadac innym pytaniem:
jesli ksiazka kosztuje 40 PLN i daje za to najczesciej grubo ponad 10 godzin rozrywki, to skad w ogole bierze sie narzekanie na cene, przy koszcie 4 PLN za godzine dobrze spedzonego czasu. przeciez kino, teatr, lyzwy, fitness, wypozyczenie filmu - sa znacznie drozsze od ksiazek w przeliczniku godzinowym???


ja ksiazki po polsku raczej rzadko kupuje, z tych co mam moge pochwalic Fabryke Slow, bo robi to dobrze. nie ma jaj z przenoszeniem wyrazow i bledami. ktore de facto biora sie z publikowania OCR-owanych (przepraszam jezyk polski za tego potworka!) ksiazek papierowych, a nie przetworzonych na Epub, czyli de facto html (polecam plik np. z Merlina zapisac na dysku, zmienic rozszerzenie z epub na zip i odpakowac! :D ) dokumentow elektronicznych!

mam z tym dosc regularne problemy z ebookami po hiszpansku, bo potomkowie Wizygotow ni diabla sie do tego nie przykladaja. kupuje najczesciej w Kobo.

gALL
23-01-2014, 10:53
Wiem jak skonstruowany jest .epub. A jakosc w polskich książek w ksiegarnaich internetowych jest równa jakości tych z Chomika.

Nie zwalajmy winę na OCR, przeciez durnowaty Word, OpenOffice i podobne pakiety oferują sprawdzanie polskiej pisowni. Kuriozum jest "Gra Endera", gdzie błąd ortograficzny jest na 1 stronie i do tego wyraz napisany jest czcionka 16. "Lod" nie odbiega tez za bardzo, ponieważ przez ten opasły tom przwijaja się bledy w tych samych wyrazach. A "Ciemno, prawie noc" nie nadaj się do czytania, przez ilosc zlepiencow, brak interpunkcji.

Nie uwazam się za purystę językowego ani nie jestem filiologiem. Płacąc za produkt, który ma "odchamiac", wymagam minimum wkładu w jego przygotowanie.

Nie będę narzekał na jakość tlumaczen tzw. książek branżowych, bo to temat rzeka.

akustyk
23-01-2014, 11:13
Nie zwalajmy winę na OCR, przeciez durnowaty Word, OpenOffice i podobne pakiety oferują sprawdzanie polskiej pisowni.

no ja mialem na mysli bledy z ktorymi sam sie napotykam i na co mi one wygladaja. czytam aktualnie "El Medicus" Gordona, to jest na papierze cegla liczaca dobre 850 stron. i tutaj zdarzaja sie przede wszystkim bledy z przenoszeniem li- nijek ;), ale te ortograficzne dosc sporadycznie.

dosc duzo bledow mialem w epubach (tez hiszpanskich) Jo Nesbo, ale to bylo sciagane "za darmo" z sieci wiec domyslam sie, ze korektor jezykowy w tej cenie raczej nie przysluguje ;)



Kuriozum jest "Gra Endera", gdzie błąd ortograficzny jest na 1 stronie i do tego wyraz napisany jest czcionka 16. "Lod" nie odbiega tez za bardzo, ponieważ przez ten opasły tom przwijaja się bledy w tych samych wyrazach. A "Ciemno, prawie noc" nie nadaj się do czytania, przez ilosc zlepiencow, brak interpunkcji.

az tak dennie zrobionej ksiazki nie spotkalem.



Nie uwazam się za purystę językowego, ani nie jestem filiologiem. Płacąc za produkt, który ma "odchamiac", wymagam minimum wkładu w jego przygotowanie.

zgadzam sie. takie ksiazki zasluguja na bardzo krytyczne recenzje.

velaskez
23-01-2014, 19:39
Wedlug mnie to sie nazywa po prostu chciwosc, i wystepuje po stronie polskich wydawcow. Dla przykladu w US ksiazka kosztuje srednio 25 USD, eboook ca. 14. I to jest juz roznica w cenie, ktora moze mnie zachecic do kupna ebooka. Ale jesli w Polsce ksiazka kosztuje 33pln, a ebook 27...to cos jest nie halo. Przy takiej roznicy zawsze wybiore wydanie papierowe.

@akustyk, nie wiem co ma wyliczanie tego, ze place 4zl za godzine czytania. Place za cos wirtualnego, nie moge sobie tego zaniesc so drukarni i druknac. Ergo wartosc dodana jest mniejsza, wiec nie rozumiem wysokiej ceny.

gALL
24-01-2014, 00:48
Ba, o ile wersja elektroniczna jest. Wielu polskich autorow nie jest wydawana w formie elektronicznej.

akustyk
24-01-2014, 01:47
Ale jesli w polsce ksiazka kosztuje 33pln, a ebook 27...to cos jest nie halo. Przy takiej roznicy zawsze wybiore wydanie papierowe.

ktorego nie mozesz wszedzie ze soba zabrac...



Place za cos wirtualnego, nie moge sobie tego zaniesc so drukarni i druknac.
no wlasnie na tym polega zaleta ebooka, ze nie trzeba go drukowac i marnowac zasobow.

kupujac ksiazke (w jakiejkolwiek formie) kupujesz tak naprawde prawo do przeczytania tresci. a masz teraz wybor miedzy doplaceniem za papierowy nosnik i posrednikami w dystrybucji, a mniejsza cena po pominieciu tych dodatkowych kosztow.

ty zapewne przywiazujesz wieksza wartosc do obiektow fizycznych ode mnie. a nieodmiennie istota ksiazki jest nie jej fizyczna forma/ tylko tresc. po przeczytaniu ja wole latwy do usuniecia plik niz kilogram makulatury na polce ;)


niska roznica w cenie w PL jest dla mnie dziwna. aczkolwiek nadal nie przewaza wad papieru (wolna dystrybucja, brak bezposredniego dostepu do slownika, googla czy wikipedii). ja wiekszosc ksiazek kupuje w Kobo i tutaj praktycznie wszystko jest ca 1/2 tansze niz wersja papierowa. no chyba, ze sie czyta super nowosci, to moze i roznica jest mniejsza, no... ja nie czytuje



Ergo wartosc dodana jest mniejsza, wiec nie rozumiem wysokiej ceny.
nadal uwazam, ze cena pokroju 1/50 realnej pensji za kilkanascie godzin rozrywki jest smiesznie niska i jakiekolwiek narzekanie na ceny ksiazek (10-15 godzin rozrywki za kilkaset godzin pracy autora i redakcji do kupy) sa niestosowne.

a co do wartosci dodanej - jednak upieram sie, ze dla mnie podstawowa jest tresc ksiazki a nie jej dotykanie. ebook pozwala mi czytac ksiazki ktore chce w jezykach ktore mnie interesuja. dzieki niemu moge przeczytac rzeczy, ktore w klasycznej papierowej dystrybucji sa praktycznie nieosiagalne... ;) albo chocby w pracy na klopie dokonczyc rozdzial na komorce, gdzie widok ziomka dylajacego do przybutku rozkoszy z 800-stronna cegla moglby nie spotkac sie z akceptacja kierownika ;)


co do relacji dostepnosci w ogole, ale tez ceny ebooka do papieru to mam, swoja droga, takie spostrzezenie, ze jest ona znacznie blizsza 1.0 w tych krajach, gdzie szacunek dla wlasnosci intelektualnej jest (uzywajac eufemizmu) niewielki. wydawcom w Polsce to sie nawet nie dziwie, ze sie boja tej formy. z hiszpanskimi ksiazkami jest podobnie - sporo tytulow brakuje, a jesli sa to w cenach bliskich papierowi (lub oczywiscie za darmo na filestube). dla odmiany angielski czy niemiecki na takim Kobo/Amazonie/Google'u daje duzy wybor tanich ksiazek...

!AGresT
24-01-2014, 09:38
w polsce ksiazka kosztuje 33pln, a ebook 27...

To jak z kupowaniem plików muzycznych w Polsce - jak kupisz wszystkie utwory z płyty, to płacisz tyle, co za CD.
Biorąc pod uwagę, że czytnik kosztuje 300-600 zł, to dopiero po przeczytaniu 100-200 tytułów wychodzi się na zero. Dodatkowo u mnie papierowe wydanie krąży po rodzinie i znajomych - bywa, że dobry tytuł czyta 6-8 osób.

@akustyk - sądzę, ze jest więcej sytuacji, kiedy nie możesz zabrać czytnika niż książki (nie wszystkie mają 800 stron). Potrzebuje ładowania, delikatnego transportu w sensownej temperaturze i ładowania co jakiś czas (rejs jachtem, czy wypad w góry/pod namiot).

zdyboo
24-01-2014, 09:59
Biorąc pod uwagę, że czytnik kosztuje 300-600 zł, to dopiero po przeczytaniu 100-200 tytułów wychodzi się na zero. Dodatkowo u mnie papierowe wydanie krąży po rodzinie i znajomych - bywa, że dobry tytuł czyta 6-8 osób.

Mnie się zwrócił dużo wcześniej, ale zwrot zainwestowanych pieniędzy nie był celem kupna czytnika. I nie, nie "kupuję" książek na chomiku.


sądzę, ze jest więcej sytuacji, kiedy nie możesz zabrać czytnika niż książki (nie wszystkie mają 800 stron). Potrzebuje ładowania, delikatnego transportu w sensownej temperaturze i ładowania co jakiś czas (rejs jachtem, czy wypad w góry/pod namiot).Adam, mylisz się. Akumulator w czytniku nawet przy intensywnym, codziennym, kilkugodzinnym czytaniu wymaga ładowania co dwa, trzy tygodnie. Przy czytaniu podróżnym wytrzyma pewnie z miesiąc, może nawet dłużej.
Niską temperaturę znosi dość dobrze, trochę wolniej działa ekran, ale to w zasadzie wszystko. Nie wiem, jak znosi wilgoć, ale pewnie jak cała elektronika. Papier zresztą też nie lubi wilgoci.
W zeszłym roku tylko na jeden wyjazd, na który brałem cokolwiek do czytania, zabrałem papier zamiast czytnika.

!AGresT
24-01-2014, 10:03
Akumulator w czytniku nawet przy intensywnym, codziennym, kilkugodzinnym czytaniu wymaga ładowania co dwa, trzy tygodnie. Przy czytaniu podróżnym wytrzyma pewnie z miesiąc, może nawet dłużej.

Nie wiedziałem. To nieźle.

ppfalcon
24-01-2014, 10:06
A czy nie jest przypadkiem tak, że książki są traktowane jako normalne książki, a ebooki jako usługi i przez to mają narzucony większy VAT? Tak mi się kiedyś obiło o uszy. Poza tym jak już ktoś tutaj napisał: przy tworzeniu książki to tak naprawdę koszt jej druku jest niewielki przy dużych ilościach. Najwięcej pieniędzy pochłania działalność wytwórcza, czyli honorarium autora, wszelkie korekty (pomimo że ich jakość jak piszecie w tytule jest coraz gorsza), skład książki, projekt okładki oraz działalność promocyjna. To są największe koszty związane z wydawaniem książki. Do tego oczywiście dochodzą koszty działalności wydawnictwa, które też muszą być pokryte z zysków ze sprzedaży książki i wliczone w jej cenę. Natomiast drukowanie książki w cenach hurtowych to z tego co wiem kosztuje mniej więcej od 4 do 10 złotych. Stąd taka a nie inna różnica w cenie.

blaise1973
24-01-2014, 10:23
Wedlug mnie to sie nazywa poprostu chciwosc, i wystepuje po stronie polskich wydawcow.

Mógłbym Ci długo opowiadać o kosztach pośrednich ponoszonych przez wydawców, o których najwyraźniej nie masz pojęcia, a które wpływają na cenę. Mógłbym Ci uświadomić, ile zarabia wydawca, a ile pośrednik (np. empik, jeśli chodzi o książkę papierową). Mógłbym też napisać, że na książkę papierową jest 7% VAT, podczas gdy na e-booki - 23% VAT. Mógłbym, bo - w przeciwieństwie do Ciebie - pracuję w wydawnictwie. Ale... szkoda czasu. Jeśli twierdzisz, że wydawcy są chciwi - bądź filantropem, załóż wydawnictwo i sprzedawaj e-booki po takich cenach, jakie Twoim zdaniem powinny być...

Co do jakości tekstów w wersji elektronicznej nie wypowiadam się. Faktem jest, że częstokroć znacząco odbiegają one od postaci papierowej, ale nie jest to bynajmniej proste zagadnienie. Chociażby dlatego, że podczas konwersji bez trudu zniszczyć można nawet najlepiej złamaną i kilkakrotnie przeczytaną (przez redaktora i korektorów) książkę.

ekonet
24-01-2014, 10:39
w polsce
Co skłania Cię do pisania nazwy naszego kraju w ten sposób?

velaskez
24-01-2014, 10:46
Ja tylko staram sie zrozumiec i pokazuje swoj punkt widzenia, ktory moze sie pokrywac z punktem widzenia wielu osob. Skoro to ma byc nowy wspanialy swiat, niech bedzie, ale na razie nie przekonuje mnie on do siebie, ze wzgledu na cene. Skoro wydawca moze zarobic wiecej na ebooku, powinien starac sie pozyskac klienta w postaci mojej i innych osob.
W domu mam ok. 12 tys ksiazek, i nie sadze bym je kiedykolwiek mial wszystkie w postaci ebookow. Ja bym chetnie placil troche wiecej za ksiazke z mozliwoscia jednoczesnego otrzymania ebooka mozna powiedziec...w pakiecie, lubie papier miec, a czytac mozna i tradycyjnie i cyfrowo.


Co skłania Cię do pisania nazwy naszego kraju w ten sposób?

Pisze z glupiego ipada...nie bij Krzysztofie :mrgreen:

ekonet
24-01-2014, 11:42
Pisze z glupiego ipada...nie bij Krzysztofie :mrgreen:
Będę lał, bo np. US potrafiłeś napisać! :mrgreen:

!AGresT
24-01-2014, 12:51
Będę lał, bo np. US potrafiłeś napisać! :mrgreen:

Może mu "kontrolerzy" poprawili?

gALL
24-01-2014, 15:17
Co do jakości tekstów w wersji elektronicznej nie wypowiadam się. Faktem jest, że częstokroć znacząco odbiegają one od postaci papierowej, ale nie jest to bynajmniej proste zagadnienie. Chociażby dlatego, że podczas konwersji bez trudu zniszczyć można nawet najlepiej złamaną i kilkakrotnie przeczytaną (przez redaktora i korektorów) książkę.

Wracamy do moje podstawowego pytania. Dlaczego książki elektroniczne nie są podawane korekcie edytorskiej?

Nie przyjmuje do dziecinnego wyjaśnienia "bo przy konwersji rozsypało się". Jak już napisałem, jako czytelnik, nie interesuje mnie czy książka jest papierowa czy elektroniczna. Ma wyglądać tak aby można było ja czytać, a nie zagryzać zęby, rozszyfrowywać wyrazy i wątpić we własna znajomość ortografii.

Skoro dla wydawnictw podwójna robota przy dwóch wersjach książki, to możne wrzuca do .epub-ow skany rękopisów, maszynopisów? Będzie szybko i tanio. Byleby byla o tym notka przy sprzedażny książki.

zdyboo
24-01-2014, 15:41
Nie wiem dlaczego, ale jak mogę sobie pogdybać, to czemu nie.
Wydawnictwa książek papierowych do niedawna w ogóle nie rozumiały koncepcji e-booka. Panował pogląd, że e-book jest tożsamy ze skanowanymi piracko książkami na chomiku. Przy zlecaniu konwersji czasem wymagały spełnienia dziwnych warunków.
Powstały firmy zajmujące się konwersją wersji pdf do epub/ mobi. Na przykład eLib.pl ma opinie bardzo solidnej, ale ogólnie poziom jest różny. Sama koncepcja e-booka też jest dość nowa i jak na razie w tym bym upatrywał głównej przyczyny braku korekty. Rynek książek elektronicznych w Polsce jest stosunkowo młody i na razie się prężnie rozwija, a każdy chce swój kawałek tortu. Wydaje mi się, że trzeba poczekać, aż się sytuacja ustabilizuje na rynku i zostaną firmy, które nie będą odstawiały lipy. Oczywiście przy wsparciu ze strony klientów, ponieważ równie dobrze mogą zostać tylko firmy z segmentu CCC (Cena Czyni Cuda) jak będzie przyzwolenie na byle jakie wydania elektroniczne.

blaise1973
24-01-2014, 21:10
Nie przyjmuje do dziecinnego wyjaśnienia "bo przy konwersji rozsypało się".

Nie podgrzewaj, proszę, dyskusji takimi epitetami, bo zaraz ktoś Ci wytknie, że w wydawnictwach robi się korektę, nie korekcję, a uniwersytety opuszczają filolodzy, a nie filiolodzy:)
Wyjaśnienie nie jest dziecinne, tylko rzeczowe. W jednej z firm konwertujących książki pracownik zobaczył w konwertowanym pliku puste znaczniki stylu. Nie zrozumiał, po co są, i z automatu wszystkie usunął. Było ich w tekście kilka (może -naście) tysięcy. Problem w tym, że ten znacznik był odpowiednikiem dywizu używanego przy dzieleniu wyrazów. Skutek? Z każdego podzielonego (w wersji papierowej) wyrazu powstały (w wersji elektronicznej) dwa wyrazy rozdzielone spacją, i to często w środku kolumny, nie na jej krawędzi, bo tekst został przeformatowany. Chciałem pokazać, jak łatwo podczas konwersji można coś zepsuć.

Inna sprawa, że pliki po konwersji powinny być rzetelnie sprawdzane. W mojej firmie się to robi, i to na tyle starannie, że zajmująca się tym dziewczyna znajduje czasem jeszcze literówki z wersji papierowej. Odpowiedź na pytanie, dlaczego inne wydawnictwa tego nie robią, jest oczywista - bo to kolejny koszt, i to niemały. Tego nie zrobi zwykły korektor czytający tekst na papierze. Tu trzeba biegle obsługiwać komputer, pracować w HTML-u itd. A taki pracownik kosztuje. Ale i to tylko część odpowiedzi, bo trzeba pamiętać, że rynek e-booków u nas wciąż jeszcze raczkuje, wszystko się rozwija, wydawcom może się wydaje (bo nie wydawali nigdy książek elektronicznych), że po konwersji tekst w komputerku, czytniku czy na komórce musi (no bo jak by nie mógł?) wyglądać tak samo jak tradycyjny. Ja jestem przekonany, że z czasem większość e-booków będzie wydawana równie starannie jak książki papierowe. Wydawców zmuszą do tego po prostu klienci.

Generalnie to samo napisał Ci zbydoo.

gALL
24-01-2014, 22:31
Przepraszam, za ten watek i za to, ze żyję. To się więcej nie powtórzy :D

Jak to w Polsce, kupić i odstosunkować się ... Dla mnie sprawa stała się jasna, lewe strony + Calibra i przynajmniej mogę mieć pretensje tylko do siebie o źle złożona książkę. Polskie ksiazki elektroniczne, nie są warte moich pieniędzy.

!AGresT
24-01-2014, 23:07
W jednej z firm konwertujących książki pracownik zobaczył w konwertowanym pliku puste znaczniki stylu. Nie zrozumiał, po co są, i z automatu wszystkie usunął.

Znaczy, mam zrozumieć, że wydawnictwo zatrudnia niekompetentną osobę, więc nie mogę mieć pretensji? Nie mam prawa oczekiwać, że będzie dla mnie pracowała osoba, która rozumie, co robi?
Znam rynek wydawniczy z doświadczenia od 1992 roku. Korekta zawsze była jednym z najważniejszych ogniw produkcji. Oszczędność na jednym etacie w wydawnictwie nie wydaje mi się być warta wstydu z poziomu puszczonych samopas publikacji.

blaise1973
24-01-2014, 23:46
Przepraszam, za ten watek i za to, ze żyję. To się więcej nie powtórzy :D

Jak to w Polsce, kupić i odstosunkować się ... Dla mnie sprawa stała się jasna, lewe strony + Calibra i przynajmniej mogę mieć pretensje tylko do siebie o źle złożona książkę. Polskie ksiazki elektroniczne, nie są warte moich pieniędzy.

Nie usprawiedliwiałem ludzi dostarczających towar, którego jakość Cię nie satysfakcjonuje. Pisałem, dlaczego, moim zdaniem, tak może się dziać. Pisałem też, że są firmy, które się starają (jak ta, w której pracuję, chociaż szef narzeka na te wydatki), i że moim zdaniem sytuacja się zmieni, tylko wymaga to czasu. To Ty uogólniasz, pisząc o polskich (jak rozumiem - wszystkich) książkach elektronicznych.

Jeśli wspominając o korzystaniu z "lewych stron", masz na myśli czerpanie z "chomika" i jej podobnych, to mogę powiedzieć Tobie jedno: kradnij dalej. Zastanawia mnie tylko to, jak ludzie, którzy okradają w ten sposób autorów i wydawców, a co za tym idzie, także czytelników, bo na nich są przerzucane ostatecznie wszelkie koszty - mają potem czelność narzekać na cokolwiek, choćby na ceny czy jakość wykonania książek. :(



Znaczy, mam zrozumieć, że wydawnictwo zatrudnia niekompetentną osobę, więc nie mogę mieć pretensji? Nie mam prawa oczekiwać, że będzie dla mnie pracowała osoba, która rozumie, co robi?



Wiesz, !AGresT, żadne chyba wydawnictwo w Polsce nie konwertuje dzisiaj samo książek - za mało ich wydaje (nawet te największe), żeby zatrudniać przez cały rok człowieka do takiej pracy. To robią firmy zewnętrzne. I mój szef nie ma wpływu na to, jakiego człowieka zatrudni firma X. Najwyżej ponosi tego koszty, bo ja czy ktokolwiek inny poprawiamy błędy tamtego...
Ja Twojej znajomości rynku nie podważam, ale - uwierz mi - dzisiaj NIKT (z wyjątkiem pewnie wskazanego Znaku), nie zatrudnia korektorów. Korekta oczywiście istnieje i odgrywa ogromną rolę, tyle że korektorzy pracują na umowę zlecenie. Powyżej wskazywałem, że usługi osoby sprawdzającej e-booki są jeszcze droższe od usług "zwykłego" korektora ze względu na dodatkowe, specyficzne umięjętności. I to może być wyjaśnienie (ale nie usprawiedliwienie, co najwyraźniej mi zarzucacie) takiego, a nie innego wyglądu e-booków. Zresztą - o czym również pisałem - jedno z wielu.

blaise1973
25-01-2014, 00:17
.

Boryszuk
25-01-2014, 00:25
To robią firmy zewnętrzne. I mój szef nie ma wpływu na to, jakiego człowieka zatrudni firma

Jeśli Twój szef na własny koszt poprawia błędy w wykonaniu usługi przez zewnętrzną firmę to jest dupa wołowa.

miron19j
25-01-2014, 00:28
a może, jak zdyboo napisał, zagłosować portfelem. Nie są winne portale typu Nexto, publio, tylko konkretne wydawnictwa. Które stoją za konkretnymi publikacjami. Jeżeli będziemy kupować tylko od tych, które przykładają się do przeróbek, może komuś otworzą się oczy.

blaise1973
25-01-2014, 00:40
Jeśli Twój szef na własny koszt poprawia błędy w wykonaniu usługi przez zewnętrzną firmę to jest dupa wołowa.

Łatwo przychodzi szafowanie epitetami, prawda? Zastanów się, czy chciałbyś, aby ktoś Ciebie i Twój życiowy dorobek tak zgrabnie jednym zdaniem podsumował. Ja tam Go szanuję, choćby za to, że daje mi (i kilkudziesięciu innym osobom) pracę i mam z czego dzieci utrzymać.


Oczywiście można się domagać poprawienia pracy (pytanie, czy ktoś, kto ją źle wykonał, jest ją w stanie poprawić) albo zadośćuczynienia, ale to wszystko wymaga czasu. Książki bardzo często się promuje, więc jeśli nie wydasz ich w terminie, tracisz promocję i wydane na nią pieniądze. Takich czynników skłaniających do szybkiej działalności jest zresztą więcej. Możesz mi wierzyć lub nie, ale często taniej jest mimo wszystko taką wpadkę kogoś z zewnątrz samemu naprawić. Niestety.


a może, jak zdyboo napisał, zagłosować portfelem. Nie są winne portale typu Nexto, publio, tylko konkretne wydawnictwa. Które stoją za konkretnymi publikacjami. Jeżeli będziemy kupować tylko od tych, które przykładają się do przeróbek, może komuś otworzą się oczy.

Do tego właśnie się wszystko sprowadza. Oczywiście, że odbiorcy zweryfikują firmy, wybierając te, które oferują dobre produkty. Jest to o tyle uczciwe, że ci wydawcy, którzy od początku się przykładali do pracy, będą więcej sprzedawali. A reszta będzie się musiała "podciągnąć".

Boryszuk
25-01-2014, 00:46
Jeśli ja nie wykonam swojej pracy zgodnie z określonym standardem jestem wezwany do przełożonego na rozmowę. Raz mnie upomni, drugim razem będę miał wpis do akt, trzecim razem rozwiążą ze mną umowę.
Jeśli produkt wykonany przez moją firmę nie spełnia wymogów to klienci go odsyłają. Za pierwszym razem wyrażają swoje niezadowolenie przez telefon, drugim razem wyznaczają karę za opóźnienie ich produkcji, za trzecim razem rozwiązują umowę.
W interesach nie ma miejsca na cackanie się z nierzetelnymi kontrahentami.

ku6i
25-01-2014, 00:55
Wiesz, !AGresT, żadne chyba wydawnictwo w Polsce nie konwertuje dzisiaj samo książek - za mało ich wydaje (nawet te największe), żeby zatrudniać przez cały rok człowieka do takiej pracy. To robią firmy zewnętrzne. I mój szef nie ma wpływu na to, jakiego człowieka zatrudni firma X. Najwyżej ponosi tego koszty, bo ja czy ktokolwiek inny poprawiamy błędy tamtego...

Głupie pytanie: to nie sprawdzacie jakości wykonanej pracy? Bogaci jesteście...

blaise1973
25-01-2014, 01:05
Jeśli ja nie wykonam swojej pracy zgodnie z określonym standardem jestem wezwany do przełożonego na rozmowę. Raz mnie upomni, drugim razem będę miał wpis do akt, trzecim razem rozwiążą ze mną umowę.
Jeśli produkt wykonany przez moją firmę nie spełnia wymogów to klienci go odsyłają. Za pierwszym razem wyrażają swoje niezadowolenie przez telefon, drugim razem wyznaczają karę za opóźnienie ich produkcji, za trzecim razem rozwiązują umowę.
W interesach nie ma miejsca na cackanie się z nierzetelnymi kontrahentami.

Doskonale rozumiem ten schemat. Może źle się zrozumieliśmy, ale ja nigdzie nie napisałem, że moja firma ciągle poprawia wpadki innych. Pisałem o jednym przypadku, w dodatku wskazanym tylko po to, żeby pokazać, że sama konwersja, źle wykonana, może zniszczyć dobry produkt. Mój szef, by użyć Twojego sformułowania, taka "dupa wołowa" nie jest.


Głupie pytanie: to nie sprawdzacie jakości wykonanej pracy? Bogaci jesteście...

Gdybyśmy nie sprawdzali - chyba jednak w przeciwieństwie do wielu wydawców - nie mielibyśmy świadomości, że komuś z zewnątrz jakąś pracę raz zdarzyło się źle wykonać. O ile mi wiadomo, na nasze e-booki klienci raczej się nie skarżą. Wiesz, byłoby dobrze, gdybyś przeczytał wszystkie moje wypowiedzi, bo już o tym pisałem...

blaise1973
25-01-2014, 01:59
Jeśli wspominając o korzystaniu z "lewych stron", masz na myśli czerpanie z "chomika" i jej podobnych, to mogę powiedzieć Tobie jedno: kradnij dalej. Zastanawia mnie tylko to, jak ludzie, którzy okradają w ten sposób autorów i wydawców, a co za tym idzie, także czytelników, bo na nich są przerzucane ostatecznie wszelkie koszty - mają potem czelność narzekać na cokolwiek, choćby na ceny czy jakość wykonania książek. :(

Myślę o tej swojej wypowiedzi i nie daje mi to spokoju. Doszedłem do wniosku, że powinienem przeprosić gALL, bo nigdzie nie napisał, że korzystał dotąd z "lewych stron", by konwertować książki, ale że otrzymałby lepszą książkę, gdyby tak zrobił, bo te, które kupił, były marnej jakości. Zagalopowałem się, za co przepraszam.
Nie zmienia to, rzecz jasna, mojego zdania na temat osób, które czerpią pliki z takich stron. To kradzież i trzeba to nazwać zgodnie z prawdą. O skali procederu niech świadczy fakt, że w samym grudniu 2013 roku z "chomika" pobrano 40 tys. plików z książkami wydawnictwa, w którym pracuję.

PS. Przepraszam za post pod postem.

gALL
25-01-2014, 11:43
Blaise1973: przeprosiny przyjęte :)

Przyznam się, ze z paru książek osunąłem DRMa, aby moja polówka mogła je przeczytać na swoim czytniku. Tak samo jak konwertuje CD na mp3 na użytek własny. Nie jestem święty, ale popieram, ze za książki należy płacić, tak samo jak za muzykę, programy czy zdjęcia do publikacji. Jeśli, książka mnie interesuje, kupuję ją, albo wypożyczam. Moja lokalna biblioteka wypożycza książki elektroniczne.

costi
25-01-2014, 12:15
Mógłbym Ci długo opowiadać o kosztach pośrednich ponoszonych przez wydawców, o których najwyraźniej nie masz pojęcia, a które wpływają na cenę. Mógłbym Ci uświadomić, ile zarabia wydawca, a ile pośrednik (np. empik, jeśli chodzi o książkę papierową). Mógłbym też napisać, że na książkę papierową jest 7% VAT, podczas gdy na e-booki - 23% VAT. Mógłbym, bo - w przeciwieństwie do Ciebie - pracuję w wydawnictwie. Ale... szkoda czasu. Jeśli twierdzisz, że wydawcy są chciwi - bądź filantropem, załóż wydawnictwo i sprzedawaj e-booki po takich cenach, jakie Twoim zdaniem powinny być...

Co do jakości tekstów w wersji elektronicznej nie wypowiadam się. Faktem jest, że częstokroć znacząco odbiegają one od postaci papierowej, ale nie jest to bynajmniej proste zagadnienie. Chociażby dlatego, że podczas konwersji bez trudu zniszczyć można nawet najlepiej złamaną i kilkakrotnie przeczytaną (przez redaktora i korektorów) książkę.

No to jakie są te koszty pośrednie ponoszone przy ebooku?
- druk - brak
- transport - brak
- magazynowanie - brak
- odbiór niesprzedanych egzemplarzy - brak

Jedyne, co mi przychodzi do głowy to koszt dodatkowego składu wersji elektronicznej i jakaś prowizja księgarni internetowej (zapewne niższa niż takiego empiku, biorąc pod uwagę konkurencję w sieci i możliwość sprzedawania na własną rękę).

Realnym problemem jest wyższy VAT (chociaż podobno są już jakieś powolne ruchy w tej materii), ale to też jest raptem 15% różnicy i częściej służy jako wygodna wymówka.


Jeśli wspominając o korzystaniu z "lewych stron", masz na myśli czerpanie z "chomika" i jej podobnych, to mogę powiedzieć Tobie jedno: kradnij dalej.
Korzystanie z utworu już rozpowszechnionego nie jest kradzieżą. Ba, nie jest nawet nielegalne.

A po drugie, taka zagadka myślowa: czym różni się, z punktu widzenia użytkownika końcowego, ściągnięcie książki z chomika od pójścia do biblioteki/pożyczenia od kolegi (oczywiście poza innym nośnikiem)? W obu przypadkach koszt przeczytania książki wynosi 0zł.

till
25-01-2014, 13:35
A gdyby zniesiono VAT na towary i usługi? To sprzedawcy obniżyliby ceny o 23%?



Wystarczy, że jeden by obniżył i zaczął przejmować klientów ceną niższą prawie o 1/4. Jak PLAY wprowadziła rozmowy za 29 gr inni szybko poszli w jej ślady. Tak działa wolny rynek, dopóki państwo nie zaczyna się wtrącać - np. różnymi stawkami VAT.

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-snc6/6789_10151340359437060_37551923_n.jpg)

blaise1973
25-01-2014, 14:03
No to jakie są te koszty pośrednie ponoszone przy ebooku?
- druk - brak
- transport - brak
- magazynowanie - brak
- odbiór niesprzedanych egzemplarzy - brak

Jedyne, co mi przychodzi do głowy to koszt dodatkowego składu wersji elektronicznej i jakaś prowizja księgarni internetowej (zapewne niższa niż takiego empiku, biorąc pod uwagę konkurencję w sieci i możliwość sprzedawania na własną rękę).

Realnym problemem jest wyższy VAT (chociaż podobno są już jakieś powolne ruchy w tej materii), ale to też jest raptem 15% różnicy i częściej służy jako wygodna wymówka.


Korzystanie z utworu już rozpowszechnionego nie jest kradzieżą. Ba, nie jest nawet nielegalne.

A po drugie, taka zagadka myślowa: czym różni się, z punktu widzenia użytkownika końcowego, ściągnięcie książki z chomika od pójścia do biblioteki/pożyczenia od kolegi (oczywiście poza innym nośnikiem)? W obu przypadkach koszt przeczytania książki wynosi 0zł.

Koszty pośrednie ponoszone przy e-booku są takie same jak przy książce papierowej, którą trzeba najpierw przygotować, by móc ją przekonwertować do e-booka, a więc:
1. Opłata dla autora
2. Prowizja agenta
3. Koszt tłumaczenia
4. Koszt redakcji i korekty
5. Koszt marketingu
6. Zysk wydawcy

Ponadto:

1. Opłata za możliwość wydania e-booka.
2. Przygotowanie wstępne plików w InDesignie (zawierających książkę do druku) do konwersji na e-booka. Tu składacz pracuje w kodzie HTML, wprowadza ręcznie poprawki stylów CSS, usuwa powtórzenia ilustracji (każdy ozdobnik z książki papierowej jest tu traktowany jako kolejna ilustracja), skaluje ilustracje, które mają pozostać w książce.
3. Koszt samej konwersji.
4. Koszt przygotowania nowych okładek - tu chodzi zarówno o aktualizację danych na już istniejących okładkach do wersji papierowych, jak i przygotowanie tych okładek pod e-booka (nie da się wykorzystać do e-booka okładki przygotowanej dla drukarza)
5. Prowizja platformy, która reprezentuje wydawcę i sprzedaje jego e-booki (założonej przez największych polskich wydawców, żeby uniezależnić się na rynku e-booków od empiku) lub koszt magazynowania i sprzedawania e-booka (serwery nie są za darmo, a zakładanie zabezpieczeń na sprzedawany plik to też praca, w dodatku wykonuje ją sprzedawca; jeśli więc to wydawca sam sprzedaje swoje e-booki, to on je zabezpiecza przy każdej sprzedaży)
6. Znacząco wyższy VAT. Teraz dla Ciebie "taka zagadka myślowa": Którą książkę kupi klient (ten sam tytuł) - kosztującą 42 zł czy 50 zł? To jest to Twoje "raptem 15%" (żeby być ścisłym - 16%)...

Dywagacje o korzystaniu z kradzionej własności pozostawię bez komentarza. Po prostu nie godzi się o tym dyskutować. Powiedz mi tylko, dlaczego kancelarie prawne wysyłają wezwania do zapłaty ludziom ściągającym udostępnione przez osoby trzecie pliki z filmami lub muzyką? Bo to lubią? Bo nie mają co robić?

Co do korzystania z biblioteki lub chomika nie chodzi o perspektywę odbiorcy końcowego, lecz autora i wydawcy. Biblioteka ich nie okrada (bo kupuje egzemplarz i nieodpłatnie udostępnia), ludzie z "chomika" tak, bo: 1. Częstokroć udostępniają to, czego w ogóle nie kupili; 2. Łamią prawo, udostępniając to tysiącom ludzi, kiedy utwór możesz udostępnić jedynie bliskim lub osobom osobiście znanym. I nie wolno Ci go publikować w internecie; 3. Często czerpią oni (lub także portal) z tego zyski.
Aby zrozumieć wydawcę, pisarza czy piosenkarza, trzeba samemu coś stworzyć (popracować ciężko, zainwestować swój czas i pieniądze), a potem patrzeć, jak ktoś na "chomiku" udostępnia innym za darmo to, na czym Ty powinieneś zarabiać.

till
25-01-2014, 20:39
Koszty pośrednie ponoszone przy e-booku są takie same jak przy książce papierowej, którą trzeba najpierw przygotować, by móc ją przekonwertować do e-booka, a więc:
1. Opłata dla autora
2. Prowizja agenta
3. Koszt tłumaczenia
4. Koszt redakcji i korekty
5. Koszt marketingu
6. Zysk wydawcy

Ponadto:

1. Opłata za możliwość wydania e-booka.
2. Przygotowanie wstępne plików w InDesignie (zawierających książkę do druku) do konwersji na e-booka. Tu składacz pracuje w kodzie HTML, wprowadza ręcznie poprawki stylów CSS, usuwa powtórzenia ilustracji (każdy ozdobnik z książki papierowej jest tu traktowany jako kolejna ilustracja), skaluje ilustracje, które mają pozostać w książce.
3. Koszt samej konwersji.
4. Koszt przygotowania nowych okładek - tu chodzi zarówno o aktualizację danych na już istniejących okładkach do wersji papierowych, jak i przygotowanie tych okładek pod e-booka (nie da się wykorzystać do e-booka okładki przygotowanej dla drukarza)
5. Prowizja platformy, która reprezentuje wydawcę i sprzedaje jego e-booki (założonej przez największych polskich wydawców, żeby uniezależnić się na rynku e-booków od empiku) lub koszt magazynowania i sprzedawania e-booka (serwery nie są za darmo, a zakładanie zabezpieczeń na sprzedawany plik to też praca, w dodatku wykonuje ją sprzedawca; jeśli więc to wydawca sam sprzedaje swoje e-booki, to on je zabezpiecza przy każdej sprzedaży)
6. Znacząco wyższy VAT. Teraz dla Ciebie "taka zagadka myślowa": Którą książkę kupi klient (ten sam tytuł) - kosztującą 42 zł czy 50 zł? To jest to Twoje "raptem 15%" (żeby być ścisłym - 16%)...

Dywagacje o korzystaniu z kradzionej własności pozostawię bezś komentarza. Po prostu nie godzi się o tym dyskutować. Powiedz mi tylko, dlaczego kancelarie prawne wysyłają wezwania do zapłaty ludziom ściągającym udostępnione przez osoby trzecie pliki z filmami lub muzyką? Bo to lubią? Bo nie mają co robić?

Co do korzystania z biblioteki lub chomika nie chodzi o perspektywę odbiorcy końcowego, lecz autora i wydawcy. Biblioteka ich nie okrada (bo kupuje egzemplarz i nieodpłatnie udostępnia), ludzie z "chomika" tak, bo: 1. Częstokroć udostępniają to, czego w ogóle nie kupili; 2. Łamią prawo, udostępniając to tysiącom ludzi, kiedy utwór możesz udostępnić jedynie bliskim lub osobom osobiście znanym. I nie wolno Ci go publikować w internecie; 3. Często czerpią oni (lub także portal) z tego zyski.
Aby zrozumieć wydawcę, pisarza czy piosenkarza, trzeba samemu coś stworzyć (popracować ciężko, zainwestować swój czas i pieniądze), a potem patrzeć, jak ktoś na "chomiku" udostępnia innym za darmo to, na czym Ty powinieneś zarabiać.

1. Czy nie jest tak, że łamaniem prawa jest udostępnianie plików a nie ich ściąganie?

2. No ale co z kosztami, których przy e-booku nie trzeba ponosić, a które przy książce są nie do ominięcia? Druk, magazynowanie, transport itd.? Bo chyba nie chcesz mi wmówić, że koszt "przygotowania okładki do e-booka" (IMO to bzdura, że jakiś grafik rysuje oddzielną okładkę - przecież najczęściej jest to ta sama grafika co na papierze poddana pewnie jakiejś edycji) może zrównoważyć druk np. 10 tys egzemplarzy książki...

blaise1973
26-01-2014, 08:50
1. Czy nie jest tak, że łamaniem prawa jest udostępnianie plików a nie ich ściąganie?

2. No ale co z kosztami, których przy e-booku nie trzeba ponosić, a które przy książce są nie do ominięcia? Druk, magazynowanie, transport itd.? Bo chyba nie chcesz mi wmówić, że koszt "przygotowania okładki do e-booka" (IMO to bzdura, że jakiś grafik rysuje oddzielną okładkę - przecież najczęściej jest to ta sama grafika co na papierze poddana pewnie jakiejś edycji) może zrównoważyć druk np. 10 tys egzemplarzy książki...

Ad 1. Nie widzisz niczego złego w darmowym ściąganiu pliku, który ktoś nielegalnie udostępnił (czytaj: okradł autora i wydawcę)? W ściąganiu pliku, za który inaczej musiałbyś zapłacić? Czy Ty, ściągając taki plik, nie masz z tego korzyści materialnej? Sam sobie odpowiedz...

AD 2. Nie chciałem niczego Ci wmawiać. Kolega prosił o wskazanie kosztów pośrednich, to je starannie wymieniłem, bez wdawania się w wyliczenia, jaki każdy z nich ma udział w ostatecznej cenie produktu.
Nawiasem mówiąc, z tą okładką nie jest tak prosto, jak Ci się wydaje - składacz wysyła okładkę do wydawnictwa, tam redaktor nanosi niezbędne poprawki i okładkę odsyła. Składacz nanosi poprawki i okładka wraca do wydawnictwa do podwójnej korekty. I znowu do składacza. Ten odsyła ją do wydawnictwa do rewizji (ostateczne sprawdzenie treści i naniesienia poprawek). Dopiero otrzymaną po rewizji okładkę przygotowuje do wersji e-bookowej. Nie, nie rysuje ilustracji na nowo (weź pod uwagę, że ilustracja to tylko jeden element okładki), ale przygotowuje bitmapy niezbędne do wydania okładki w formie e-booka. To wszystko praca, a więc i koszty.
Przy wydaniu e-booka odpadają wskazane przez Ciebie koszty (druk i transport). Ale już nie magazynowanie, bo serwery trzeba utrzymywać (wynajem lub zakup, serwis itd.). Nadal masz koszty marketingu, bo e-booki też trzeba promować. No i o 16% wyższy VAT, który zapewne w największym stopniu stanowi o niekorzystnej cenie. Ale za to możesz dziękować naszym władzom, a nie wydawcom. Rządowi tego kraju nie przeszkadza fakt, że za dwa, trzy pokolenia będzie miał naród gastarbeiterów, którzy książki w jakiejkolwiek postaci nie mieli w rękach, bo - pomijając inne czynniki - była zwyczajnie droga, za droga. Ten rząd interesują tylko bieżące podatki na bieżącą działalność. On nie myśli o tym, co będzie za kilkanaście, kilkadziesiąt lat...

till
26-01-2014, 11:10
Ad 1. Nie widzisz niczego złego w darmowym ściąganiu pliku, który ktoś nielegalnie udostępnił (czytaj: okradł autora i wydawcę)? W ściąganiu pliku, za który inaczej musiałbyś zapłacić? Czy Ty, ściągając taki plik, nie masz z tego korzyści materialnej? Sam sobie odpowiedz...

AD 2. Nie chciałem niczego Ci wmawiać. Kolega prosił o wskazanie kosztów pośrednich, to je starannie wymieniłem, bez wdawania się w wyliczenia, jaki każdy z nich ma udział w ostatecznej cenie produktu.
Nawiasem mówiąc, z tą okładką nie jest tak prosto, jak Ci się wydaje - składacz wysyła okładkę do wydawnictwa, tam redaktor nanosi niezbędne poprawki i okładkę odsyła. Składacz nanosi poprawki i okładka wraca do wydawnictwa do podwójnej korekty. I znowu do składacza. Ten odsyła ją do wydawnictwa do rewizji (ostateczne sprawdzenie treści i naniesienia poprawek). Dopiero otrzymaną po rewizji okładkę przygotowuje do wersji e-bookowej. Nie, nie rysuje ilustracji na nowo (weź pod uwagę, że ilustracja to tylko jeden element okładki), ale przygotowuje bitmapy niezbędne do wydania okładki w formie e-booka. To wszystko praca, a więc i koszty.
Przy wydaniu e-booka odpadają wskazane przez Ciebie koszty (druk i transport). Ale już nie magazynowanie, bo serwery trzeba utrzymywać (wynajem lub zakup, serwis itd.). Nadal masz koszty marketingu, bo e-booki też trzeba promować. No i o 16% wyższy VAT, który zapewne w największym stopniu stanowi o niekorzystnej cenie. Ale za to możesz dziękować naszym władzom, a nie wydawcom. Rządowi tego kraju nie przeszkadza fakt, że za dwa, trzy pokolenia będzie miał naród gastarbeiterów, którzy książki w jakiejkolwiek postaci nie mieli w rękach, bo - pomijając inne czynniki - była zwyczajnie droga, za droga. Ten rząd interesują tylko bieżące podatki na bieżącą działalność. On nie myśli o tym, co będzie za kilkanaście, kilkadziesiąt lat...

Pisałeś: "Powiedz mi tylko, dlaczego kancelarie prawne wysyłają wezwania do zapłaty ludziom ściągającym udostępnione przez osoby trzecie pliki z filmami lub muzyką? Bo to lubią? Bo nie mają co robić?" - czy znasz jakiś przypadek wyroku dla osoby ściągającej plik? Ja pisałem o aspekcie prawnym a nie moralnym. W tym drugim możemy mieć różne opinie.

Dalej sądzę, że nie można porównać kosztu jednostkowego "drogi" (autor-wydawca-korekta-grafika-druk-magazyn-transport-(co-tam-jeszcze-jest)-sklep-czytelnik) książki papierowej i e-booka. W przypadku papieru powtórzą się koszty z e-booka (opócz VAT) i dojdą te charakterystyczne tylko dla niego. Pisanie o przygotowaniu e-booka (przecież to prawie html) jak o programowaniu łazika na Marsa to trochę przesada ;)

gALL
26-01-2014, 12:55
Rządowi tego kraju nie przeszkadza fakt, że za dwa, trzy pokolenia będzie miał naród gastarbeiterów, którzy książki w jakiejkolwiek postaci nie mieli w rękach, bo - pomijając inne czynniki - była zwyczajnie droga, za droga. Ten rząd interesują tylko bieżące podatki na bieżącą działalność. On nie myśli o tym, co będzie za kilkanaście, kilkadziesiąt lat...

Banda kretynów łatwiej steruje się, niż ludźmi myślącymi. Aby nie było poza tematem, każda forma ksiazki w Polsce jest za droga, w stosunku do zarobków. W UK cena ksiazki (piszę o tanich wydaniach) jest równowartością ok. 60-7% najniższej stawki godzinowej brutto (6.31 funta). W Polsce do nie ma co podchodzić do polki z książkami bez 30zl w kieszeni (x3 minimalna stawka godzinowa na podstawie pełnego etatu i minimalnej krajowej). Stad moje utyskiwania na marna jakość książek elektronicznych w Polsce.

blaise1973
26-01-2014, 13:14
Banda kretynów łatwiej steruje się, niż ludźmi myślącymi. Aby nie było poza tematem, każda forma ksiazki w Polsce jest za droga, w stosunku do zarobków. W UK cena ksiazki (piszę o tanich wydaniach) jest równowartością ok. 60-7% najniższej stawki godzinowej brutto (6.31 funta). W Polsce do nie ma co podchodzić do polki z książkami bez 30zl w kieszeni (x3 minimalna stawka godzinowa na podstawie pełnego etatu i minimalnej krajowej). Stad moje utyskiwania na marna jakość książek elektronicznych w Polsce.

Nic dodać, nic ująć... Dlatego uważam, że opodatkowywanie książek (23% VAT na książki elektroniczne to już kpina) w biednych i rozwijających się krajach to szczyt głupoty. Zyski z tego podatku dla państwa są mierne, za to straty dla państwa i społeczeństwa - zwłaszcza w dłuższej perspektywie - ogromne.


Pisałeś: "Powiedz mi tylko, dlaczego kancelarie prawne wysyłają wezwania do zapłaty ludziom ściągającym udostępnione przez osoby trzecie pliki z filmami lub muzyką? Bo to lubią? Bo nie mają co robić?" - czy znasz jakiś przypadek wyroku dla osoby ściągającej plik? Ja pisałem o aspekcie prawnym a nie moralnym. W tym drugim możemy mieć różne opinie.

Dalej sądzę, że nie można porównać kosztu jednostkowego "drogi" (autor-wydawca-korekta-grafika-druk-magazyn-transport-(co-tam-jeszcze-jest)-sklep-czytelnik) książki papierowej i e-booka. W przypadku papieru powtórzą się koszty z e-booka (opócz VAT) i dojdą te charakterystyczne tylko dla niego. Pisanie o przygotowaniu e-booka (przecież to prawie html) jak o programowaniu łazika na Marsa to trochę przesada ;)

Nie wiem, czy były wyroki czy nie. Nie śledzę tego. Po prostu nie kradnę (ani nie wykorzystuję tego, co ktoś inny ukradł) i to nie mój problem. Sądzę jednak, że Ty nie znasz liczby przypadków, w których ludzie po otrzymaniu wezwania grzecznie zapłacili i uniknęli rozprawy...

Oczywiście, że koszty przygotowania książki papierowej i e-booka nie we wszystkim się pokrywają. I dlatego (np. z braku druku) e-book jest tańszy, nawet w Polsce. Ale wielu wydaje się, że e-book to taka papierowa książka uzyskiwana jednym kliknięciem myszki, więc powinna być w zasadzie za darmo, a najlepiej za dopłatą. Ja tylko starałem się pokazać, że z produkcją e-booka też wiążą się praca i pewne koszty.

jaś
26-01-2014, 13:37
Moim skromnym zdaniem gdyby ebook kosztował połowę ceny książki papierowej to i tak zyski wydawcy/autora powinny być większe niż na książce papierowej i vat nie ma tu nic do rzeczy.

blaise1973
26-01-2014, 13:48
Moim skromnym zdaniem gdyby ebook kosztował połowę ceny książki papierowej to i tak zyski wydawcy/autora powinny być większe niż na książce papierowej i vat nie ma tu nic do rzeczy.

E-book nie kosztuje tyle, ile byś sobie życzył, właśnie m.in. przez o 16% większy podatek (w stosunku do wersji papierowej). Gdyby VAT był niższy, ceny e-booków byłyby niższe, a co za tym idzie - wzrosłaby sprzedaż (i zyski wydawców oraz autorów).

amirez
27-01-2014, 17:01
Takie generalnie... masło maślane. E-booka nie trzeba: drukować /kupować papieru, farby, nie potrzeba drukarni/, zbędny jest transport /czyli nie potrzeba samochodu, benzyny i kierowcy/, zbędne są fizyczne punkty sprzedaży /nie potrzeba płacić ekspedientce pensji, czynszu, za ogrzewanie, wodę, itp./, państwo wali obywatela w rogi naliczając za wersję elektroniczną wyższy /23%/ podatek, itp.
Czyli za poprzednikami, również będę bronił tezy, że jestem oszukiwany. Wersja elektroniczna winna kosztować połowę tego co papierowa. Maksymalnie połowę!
Gdzieś był wykres kosztów wydawniczych. Najmniejszą kolumną było wynagrodzenie dla autora. Lwią część pożerali wszelkiej maści przestawiacze kartonów i papierów!

ppfalcon
28-01-2014, 10:55
Wtedy oznaczałoby że koszty druku wynoszą 50% ceny książki, a tak zdecydowanie nie jest. Poza tym chyba ciągle nie rozumiesz, że koszty które są w wersji papierowej również występują w wersji ebookowej. Druk w wersji papierowej w ebooku przekłada się na koszt składu. Koszt transportu papieru to koszt prawidłowego zwatermarkowania ebooka. A koszty fizycznego punktu sprzedaży przekładają się na koszty punktu elektronicznego - serwery również wymagają obsługi, dział informatyczny także. Obsługa płatności elektronicznych również narzuca swoją marżę, do tego trzeba doliczyć koszt domeny oraz całego skryptu sklepu. Wybaczcie, ale ja naprawdę nie widzę powodu dla którego coś miałoby być tańsze. To że coś jest niefizyczne nie znaczy że ma być za darmo. Ale niestety takie jest przekonanie większości osób dotyczące szeroko pojętej branży elektronicznej i informatycznej.

ekonet
28-01-2014, 11:02
To że coś jest niefizyczne nie znaczy że ma być za darmo. Ale niestety takie jest przekonanie większości osób dotyczące szeroko pojętej branży elektronicznej i informatycznej.
Coś o tym wiem - zrobi człowiek na zamówienie zmianę do programu, posiedzi nad tym dwa tygodnie, a klient zdziwiony, że trzeba zapłacić tysiąc lub dwa...

miron19j
28-01-2014, 11:32
ładnie piszecie o kosztach składu, serwerach itp. Tylko...
Empik bierze od wydawcy marżę dochodzącą do 50% ceny książki. Ceny ebooków dorównują (prawie) cenom empikowym. Patrząc na jakość ebooka, nie widzę w nim sładania pod wydanie elektroniczne. Co zresztą podniósł założyciel wątku.
To jak to jest z tymi kosztami?

Jeszcze coś. Serwer można postawić w pokoju obok stołówki. Ile ebooków można na nim zmieścić? Żeby zmagazynować taką ilość książek, trzeba by chyba wynająć całe Targi Poznańskie.
Więc to też nie trzyma się kupy.
Jet to typowy dylemat handlowca. Sprzedać raz drogo czy wiele razy taniej?
Jeżeli o mnie chodzi, wybieram książkę papierową. Książki czytam raz, sporadycznie wracam do przeczytanych pozycji Mając do wyboru książkę i niewiele tańszego ebooka, wybiorę książkę. Pomijając samą przyjemność z czytania, przeczytam ja i koleżanka, z którą pożyczany sobie książki. A na koniec ucieszy się pani bibliotekarka, której regularnie zanoszę porcję nowości.
I dziwić się, że rynek ebooków rozwija się powoli.

ppfalcon
28-01-2014, 11:40
A wie ktoś jakie są marże sklepów z ebookami? Może też są podobne?

akustyk
28-01-2014, 13:57
Rządowi tego kraju nie przeszkadza fakt, że za dwa, trzy pokolenia będzie miał naród gastarbeiterów, którzy książki w jakiejkolwiek postaci nie mieli w rękach, bo - pomijając inne czynniki - była zwyczajnie droga, za droga.
ja nie chce tu nikogo bronic, a juz na pewno nie osob parajacych sie czyms tak brzydzacym mnie jak polityka. ani zanadto uogolniac, bo w PL bywam raz na rok i czas ktory mam raczej "marnuje" na wypad w gory ew. wizyty rodzinne, zamiast na lazenie po sklepach. ale...

...ale ksiazki w PL sa ogolnie tansze niz za zachodnia granica. moze nie w relacji do zarobkow, ale nie kojarze nawet z drogiego empiku nowosci wydawniczych za 80 czy 100 PLN (cena w NL).

druga prawda jest taka, ze w Polsce mnostwo ludzi czyta i popularnosc ksiazki jako srodka na spedzenie czasu jest ogromna. i to nie jest moja opinia, ale wielu obcokrajowcow odwiedzajacych kraj nad Wisla.




Ten rząd interesują tylko bieżące podatki na bieżącą działalność. On nie myśli o tym, co będzie za kilkanaście, kilkadziesiąt lat...
od tego jest rzad, zeby zapewnic dostateczne przychody z podatkow na pokrycie wydatkow
od tego sa profesjonalni politycy, zeby myslec o wyborach i krotkotrwalym interesie (bo dlugotrwalego wyborca, badzmy szczerzy, nie ma!)

abstrahujac od oceny obecnie rzadzacych w PL partii (bodajze PO, ale od kilku lat mnie to nie interesuje, nie jestem podatnikem w PL). to wydaje mi sie, ze to co napisales oznacza ni mniej ni wiecej, niz wypelnianie swoich funkcji przez wymienione organy. rzad zapewnia finansowanie budzetu (bo nawet Grecy i Hiszpanie sie przekonali, ze wieczna fiesta i manko nie maja racji bytu) a politycy sa k*, ktore robia wszystko dla poklasku...

brakuje w tym obrazie tylko instytucji "meza stanu" czyli osob/think tankow, ktore mysla nad dlugofalowym interesem kraju. nie wiem jak to w Polsce wyglada, ale obserwowana z zewnatrz Polska jest krajem dobrze rozwiajajacym sie.



Banda kretynów łatwiej steruje się, niż ludźmi myślącymi.
zapytam kontrowersyjnie: a nie uwazasz, ze "banda kretynow" ogranicza tez to jak sie da sterowac?




Aby nie było poza tematem, każda forma ksiazki w Polsce jest za droga, w stosunku do zarobków. W UK cena ksiazki (piszę o tanich wydaniach) jest równowartością ok. 60-7% najniższej stawki godzinowej brutto (6.31 funta). W Polsce do nie ma co podchodzić do polki z książkami bez 30zl w kieszeni (x3 minimalna stawka godzinowa na podstawie pełnego etatu i minimalnej krajowej).

w Polsce z tego co pamietam sa niedrogie biblioteki miejskie. i dziala system pozyczania miedzysasiedzkiego.
co do bibliotek w UK to nie znam sytuacji, ale ostatnie rzady jakos nie napawaja mnie nadmiernym optymizmem. zakladam a contra, ze jest rownie dobrze jak w PL. ale nadal bedzie ci ciezko przekonac mnie, ze w kraju "my home is my castle" system miedzysasiedzkiego wymieniania jakiegokolwiek slowa (nad pisanym nawet nie bede sie rozwodzil) jest rozbudowany?




Stad moje utyskiwania na marna jakość książek elektronicznych w Polsce.
tu niestety sie przylacze. pracowalem kiedys jako tlumacz ksiazek z wydawnictwami, ktore przykladaly sie do jakosci, wiem jak wygladalo porownanie do tych przykladajacych sie do "efektywnosci"... jedyne co pozostaje to glosowac swoim portfelem. badz czytac w innych jezykach...

till
28-01-2014, 20:05
Wtedy oznaczałoby że koszty druku wynoszą 50% ceny książki, a tak zdecydowanie nie jest. Poza tym chyba ciągle nie rozumiesz, że koszty które są w wersji papierowej również występują w wersji ebookowej. Druk w wersji papierowej w ebooku przekłada się na koszt składu. Koszt transportu papieru to koszt prawidłowego zwatermarkowania ebooka. A koszty fizycznego punktu sprzedaży przekładają się na koszty punktu elektronicznego - serwery również wymagają obsługi, dział informatyczny także. Obsługa płatności elektronicznych również narzuca swoją marżę, do tego trzeba doliczyć koszt domeny oraz całego skryptu sklepu. Wybaczcie, ale ja naprawdę nie widzę powodu dla którego coś miałoby być tańsze. To że coś jest niefizyczne nie znaczy że ma być za darmo. Ale niestety takie jest przekonanie większości osób dotyczące szeroko pojętej branży elektronicznej i informatycznej.

Koszty dot. e-booka, o których piszesz, dotyczą jednego pliku. Wydrukować, przewieźć, magazynować trzeba każdy papierowy egzemplarz. I tego nie da się porównać i zrównoważyć.

costi
28-01-2014, 21:24
Wtedy oznaczałoby że koszty druku wynoszą 50% ceny książki, a tak zdecydowanie nie jest. Poza tym chyba ciągle nie rozumiesz, że koszty które są w wersji papierowej również występują w wersji ebookowej. Druk w wersji papierowej w ebooku przekłada się na koszt składu. Koszt transportu papieru to koszt prawidłowego zwatermarkowania ebooka. A koszty fizycznego punktu sprzedaży przekładają się na koszty punktu elektronicznego - serwery również wymagają obsługi, dział informatyczny także. Obsługa płatności elektronicznych również narzuca swoją marżę, do tego trzeba doliczyć koszt domeny oraz całego skryptu sklepu. Wybaczcie, ale ja naprawdę nie widzę powodu dla którego coś miałoby być tańsze. To że coś jest niefizyczne nie znaczy że ma być za darmo. Ale niestety takie jest przekonanie większości osób dotyczące szeroko pojętej branży elektronicznej i informatycznej.

1. Wersję papierową tak samo się składa, więc nie można powiedzieć, że w przypadku ebooka jest to dodatkowy koszt.
2. Koszt transportu (przy obecnych cenach paliwa) = koszt watermarka? Wolne żarty.
3. serwery, obsługa płatności, sklep itp. - to chyba się zawiera w prowizji platformy sprzedażowej, nie? Tak jak zajmowanie się egzemplarzami zalegającymi na półkach zawiera się w marży fizycznego sklepu. I nadal uważam, że jest to koszt nieporównywalnie niższy od powierzchni magazynowej, magazyniera, transportu z kierowcą i wszelkich innych kosztów powiązanych z dystrybucją fizycznego produktu. Na dystrybucję e-booków do sklepów wydawcy wystarczy serwer FTP z parę GB miejsca.

Wybaczcie, panowie, ale jakoś nie kupuję tych piramidalnych kosztów obsługi elektronicznej.


A wie ktoś jakie są marże sklepów z ebookami? Może też są podobne?
Promocje po 9,99 - 19,99 nawet na głośne nowości są w zasadzie normą, resztę sobie sam dopowiedz.

jaś
29-01-2014, 09:19
Wybaczcie, panowie, ale jakoś nie kupuję tych piramidalnych kosztów obsługi elektronicznej.


Promocje po 9,99 - 19,99 nawet na głośne nowości są w zasadzie normą, resztę sobie sam dopowiedz.

Dokładnie, takie bajki o składzie to można dzieciom opowiadać (tak po prawdzie to nawet trudno składem nazwać). Marża dystrybutora i niczym nieograniczona chęć koszenia. Kupią bo muszą kupić ale okazuje się że nie muszą. Wolałbym kupować elektroniczne wydania miesięczników ale cena takowego zamiast 20-15 zł za papierowe musiałaby wynosić 5-7zł bo tyle wydanie jest warte.

!AGresT
29-01-2014, 10:50
Wolałbym kupować elektroniczne wydania miesięczników ale cena takowego zamiast 20-15 zł za papierowe musiałaby wynosić 5-7zł bo tyle wydanie jest warte.

To chyba jednak nieco inna sytuacja. W pismach mamy z jednaj strony koszty utrzymania zespołu redakcji i pozyskiwania materiałów, a z drugiej przychody z reklam, stanowiące chyba główny zarobek. W e-wydaniach z tymi reklamami jest chyba gorzej. Tu nie oczekiwał bym aż takiej różnicy w kosztach wydania zwykłego i elektronicznego. Większa różnica jest w dostępności np. do archiwum, dodatków, audio itd.

blaise1973
29-01-2014, 11:09
Panowie, pracuję w wydawnictwie, ale... okazuje się, że o niczym nie mam pojęcia. Mnóstwo jest za to tych, którzy wiedzą lepiej.

Jeśli naprawdę uważacie, że jesteście w stanie wygenerować na stałe (to znaczy nie w promocjach) takie średnie ceny e-booków, o jakich piszecie (w stosunku do książek papierowych), to proponuję: załóżcie wydawnictwo, zrzućcie się na sprzęt, opłaćcie wszystkie rachunki (nie będzie tak ciężko, bo przecież ja przesadzam grubo w moich uwagach) i prowadźcie działalność. Spotkajmy się za rok i podyskutujmy raz jeszcze. Szczerze? Nie byłoby z kim ani o czym za ten rok rozmawiać.

I żeby nie było - nie jestem urażony, nie piszę też tego złośliwie. Po prostu mi się już nie chce.

miron19j
29-01-2014, 11:40
I żeby nie było - nie jestem urażony, nie piszę też tego złośliwie. Po prostu mi się już nie chce.

ale my nie piszemy o wydawnictwach, które wydają tylko ebooki. Wtedy muszą ponieść większość kosztów wydania papierowego. Piszemy o wydawnictwach, które wydają ebooki jako dodatek do książek papierowych. Gdzie koszty tantiem, czynszów, pensji i tak są wliczone w cenę książki papierowej. I o księgarniach internetowych, które takie ebooki sprzedają.

gALL
29-01-2014, 16:37
W Polsce z tego co pamietam sa niedrogie biblioteki miejskie. i dziala system pozyczania miedzysasiedzkiego. Co do bibliotek w UK to nie znam sytuacji, ale ostatnie rzady jakos nie napawaja mnie nadmiernym optymizmem. zakladam a contra, ze jest rownie dobrze jak w PL. ale nadal bedzie ci ciezko przekonac mnie, ze w kraju "my home is my castle" system miedzysasiedzkiego wymieniania jakiegokolwiek slowa (nad pisanym nawet nie bede sie rozwodzil) jest rozbudowany?

W UK biblioteki miejskie są bezpłatne, w budżecie gminy i opłacane z podatków gminnych. Od paru lat, biblioteki maja dział wydań elektronicznych, który udostępnia ksiazki za darmo na określony czas. Podatek gminny masz obowiązek płacić jak wynajmujesz mieszkanie lub dom albo jesteś jego właścicielem i w nim zamieszkujesz. Podatek jest dość pokaźnym wydatkiem w domowym budżecie, bo to dobrze ponad 100 funtów miesięcznie. Ale w podatku jest sama usług świadczonych przez gminę, takie jak szkoły publiczne, policja, pogotowie, straż pożarna czy utrzymanie dróg oraz zabytków w mieście i jego skald wchodzi tez wywóz śmieci.
Wymiana papierowych wydań miedzy ludźmi i znajomymi owszem istnieje , w nie mniej rozbudowanej formie niż w pięknym kraju nad Wisła. A tanie wydania krążą, jako zostawione w komunikacji miejskiej. Sam parę razy znalazłem i pozostawiłem książkę w pociągu. Do tego dochodzą rożne maści pchle targi z książka używana za 0.50 czy jednego funta.

Cena za e-booka, jest jaka jest. Może być i wysoka jak jakość produktu dobra, co niestety nie jest często spotykane.

ppfalcon
30-01-2014, 10:54
...Piszemy o wydawnictwach, które wydają ebooki jako dodatek do książek papierowych. Gdzie koszty tantiem, czynszów, pensji i tak są wliczone w cenę książki papierowej...
Niemniej jednak ebooki są dobrem alternatywnym w stosunku do wydań papierowych (bo jak ktoś kupi jedno to nie kupi drugiego), dlatego też te wszystkie koszty muszą być również w cenie ebooka zawarte. I o to właśnie chodzi. Co innego jakby ktoś kupował zestaw papier+ebook, wtedy cena może być mniejsza - i tak często jest.

miron19j
30-01-2014, 11:11
ale bardzo często nie jest, nawet nie ma opcji kupienia w pakiecie.
Dla mnie ebook nie jest zamiennikiem książki i pewnie jeszcze długo nie będzie. Nie zastąpi przyjemności czytania papierowego wydania. Żeby to zmienić, ebooki musiałyby mnie czymś do siebie przekonać, np ceną, jakością. Na razie obie te rzeczy raczej zniechęcają.
Żeby nie było, czasem kupuję jakiś ebook, na wakacje. Ale tylko ze względu na wygodę w podróży.

zdyboo
30-01-2014, 11:32
Mam czytnik prawie dwa lata i przez te dwa lata może za 10 książek w sumie zapłaciłem koło 30 złotych. Cena reszty nie przekroczyła 20 złotych, a niemało książek kupiłem po 10 złotych.
Dla mnie e-book jest pełnoprawną alternatywą papieru. Kupno czytnika było potraktowane tym, ze w biblioteczce miejsce się kurczyło, a i tak co kilka miesięcy cześć książek przekazywałem do biblioteki osiedlowej.
Dla mnie i to podkreślam dla mnie nie ma żadnych istotnych różnic w czytaniu z czytnika, a w czytaniu papieru. Do tego dochodzą zalety wagi i rozmiaru oraz to, że jak skończę w podróży jedną książkę, to praktycznie od razu mogę zacząć następną. Nie muszę w panice szukać księgarni. W książce liczy się treść, nie otoczka w postaci przewracanych kartek czy zapachu farby drukarskiej. Czytanie jest dla mnie nałogiem, a przy tym czymś zwykłym, niemalże naturalnym. Zawsze jak czytam o tym, ze na papierze lepiej, to przychodzi mi na myśl, że również można kupić wypasiony zestaw kina domowego po to tylko, żeby oglądać tanie kino akcji klasy B.

Mając do wyboru e-booka i papier, zdecydowanie i świadomie wybieram e-booka. Cena jest dla mnie sprawą wtórną, oczywiście do granic rozsądku, ale nie decyduje w każdym razie o wyborze.

akustyk
30-01-2014, 12:35
Mając do wyboru e-booka i papier, zdecydowanie i świadomie wybieram e-booka. Cena jest dla mnie sprawą wtórną, oczywiście do granic rozsądku, ale nie decyduje w każdym razie o wyborze.

sie pod tym podpisuje. ebooki czytam sobie praktycznie wszedzie - w domu, w knajpie czekajac na zarcie, pod szkola oczekujac na wyjscie pasozyta, w aucie (w korkach)... i nie musze nosic fizycznej ksiazki (czasem dosc grubej)...

pol roku temu tez bylem przekonany, ze bez papieru to nie jest robota. po kupieniu malego tabletu (8") zainstalowalem sobie na probe Kobo i od tej pory slad po papierze praktycznie zaginal, jak dla mnie

gALL
30-01-2014, 14:38
... zapachu farby drukarskiej....

Wiesz, różne są uzależnienia. Jedni pokątnie wąchają klej a inni farbę drukarską :D

miron19j
30-01-2014, 15:25
Zawsze jak czytam o tym, ze na papierze lepiej, to przychodzi mi na myśl, że również można kupić wypasiony zestaw kina domowego po to tylko, żeby oglądać tanie kino akcji klasy B.

a kto bogatemu zabroni?
Nie lepiej, a inaczej. I ja wolę to inaczej.
To tak jak ze wszystkim. Ksiądz lubi pierogi, organista Magdę. :-)

zdyboo
30-01-2014, 16:01
Jasne że tak Mirku, ale w tym wątku wyszliście z tezą, że wydanie elektroniczne jest gorsze od wydania papierowego i to nie ze względu na błędy w składzie, ale tak ogólnie. Z różnych względów dla Was jest to mniej atrakcyjna forma książki. Głównym zaś argumentem przeciwko e-bookom uczyniliście cenę, że skoro jest podobna do wydania papierowego, to zawsze wybierzecie papier.
Wobec powyższego przedstawiłem tylko swój odmienny punkt widzenia. Książka to dla mnie treść, historia czytana na tyle mnie wchłania, że z reguły przymykam oczy na błędy składu. Wobec tego wybór tego czy będę miał to na czytniku, czy na papierze jest sprawą wtórną i z reguły wybieram czytnik ze względów opisanych poprzednio.

Kurtz
30-01-2014, 16:08
Książki mają swój klimat, czytniki mają wygodę i możliwości. A Amazon ma matchbook - czekam na takie rozwiązanie w sklepach polskich (bo jak na razie z tym się nie spotkałem).

miron19j
30-01-2014, 16:25
jeżeli tak odczytałeś moje słowa, to przepraszam. Nie to miałem na myśli. Ebook jest alternatywą, dla mnie nieciekawą. Jeszcze. Ani cena ani jakość nie motywuje mnie do zmiany.

!AGresT
30-01-2014, 16:39
Głównym zaś argumentem przeciwko e-bookom

Jest fakt, że muchy ani komara na ścianie nie ubijesz...

shaolin
30-01-2014, 16:41
Jak to nie? Co za problem rzucic czytnikiem?

!AGresT
30-01-2014, 18:36
Jednorazowo trochę, chociaż...

Boryszuk
30-01-2014, 18:42
Nie jeśli to czytnik żony. :-P

!AGresT
30-01-2014, 18:48
Znaczy czytnikiem żony można wielokrotnie?
Ja to sam nie wiem. Jestem z tych, co potrafią zepsuć metalową kulkę (chociaż też później ją naprawić). Mam wrażenie, że u mnie by za długo taki czytnik nie pociągnął.

zdyboo
30-01-2014, 18:51
A Amazon ma matchbook - czekam na takie rozwiązanie w sklepach polskich (bo jak na razie z tym się nie spotkałem).

Były już pojedyncze podobne akcje kilku polskich księgarni. Ja niespecjalnie na to czekam. Nie, jeżeli miałoby to podnieść cenę książek, a już zupełnie fatalnie by było jakby miało zostać jedyną opcją dystrybucji.
Mimo, że kilka ksiażek mam zdublowanych, bo posiadam zarówno wydanie papierowe jak i e-booka, to jednak mnie papier nie jest bardzo potrzebny.


Jest fakt, że muchy ani komara na ścianie nie ubijesz...

Książką też od biedy. Do ubicia muchy na ścianie i tak jest najlepsza gazeta, papierowa oczywiście. :)

miron19j
30-01-2014, 19:14
Tomku, z wiekiem zaczniesz doceniać formę na równi z treścią :-)

zdyboo
30-01-2014, 19:25
Możliwe Mirku, wszak od dawna twierdzę, że do wszystkiego trzeba dorosnąć, ale od dawna też nie lubię przerostu formy nad treścią.
Forma w kontekście książek jest dla mnie ważna przy albumach fotograficznych. Autentyczną przyjemność mi sprawia przeglądanie dobrze wydanego albumu ze zdjęciami, które mi się podobają. Lubię czuć pod palcami zmianę faktury na granicy wydruku i marginesu. E-book w takim przypadku stanowiłby wyjątkowo ubogi ersatz.

Władca Pixeli
30-01-2014, 20:49
Proponuję wejść na
www.amazon.com (http://www.amazon.com)
w opcji Search wpisać books
i porównać ceny książek w wersji papierowej i wersji elektronicznej. W większości pozycji są obie możliwości.