PDA

Zobacz pełną wersję : Skanowanie negatywów - poziom oczekiwań



sh
07-01-2014, 14:08
Właśnie odebrałem pierwsze filmy oddane do wywołania i skanowania w Fotojokerze.
Użyłem Fuji Superia 200 - akirat taki mieli a chciałem nowym Nikonem zaczać pstrykać jak najszybciej.

W każdym razie po odebraniu pierwszych efektów widzę jakąś żenadę. Zdjęcia wyglądają jakby były skanowane iPhonem w niezbyt jasnym pomieszczeniu - szumy + pomarańczowozielona poświata jak z Instagramu. Co gorsza o ile zrozumiałem to odbitki też byłyby zrobione z cyfry, a nie z negatywu.
Pan w Fotojokerze zasugerował, że lepiej być nie może w dzisiejszych czasach.

W związku z tym pytanie - czy aby napewno? Kolejne rolki dla porównania trafiły do Relaksu, Fotoramy i Rossmana (chociaż oni to chyba jedna mafia z Fotojokerem). Zobaczymy, ale może po prostu czas kolorowej fotografii analogowej w sensownej jakości się definitywnie skończył? Na Flikrze widuję niezłe technicznie skany np. na grupie I shoot film, więc chyba ktoś gdzieś coś potrafi.

&

jbrLAB
07-01-2014, 14:26
Można podrzucić cos do nas na próbę do skanowania. Trudno nam powiedzieć czy jesteśmy w stanie zrobić lepiej czy gorzej niż inne firmy bo nie znamy możliwości wymienionych firm, ale można spróbować.
Jeśli chodzi o odbitki to rzeczywiście chyba nie ma sprawnego działającego porządnego laba analogowego, który naświetla bezpośrednio z filmu. Na dzień dzisiejszy albo skan i dalej odbitka albo wyspecjalizowane firmy i tradycyjne metody naświetlania.
Pozdrawiamy

pastwisko
07-01-2014, 15:54
A ta Superia była w terminie i prawidłowo przechowywana? Sam film też nie jest jakichś najwyższych lotów. Poza tym pokaż może te skany, bo tak na opis to cięzko coś powiedziec.

sh
07-01-2014, 23:20
Superię wybrałem z rozmysłem, bo kupowałem ja za dawnych lat w róznych przedziwnych miejscach w ciepłych krajach bez lodówek i dawała radę. Chciałem porównać zdjęcia robione kilkanaście lat temu w Kodak Express z dzisiejszym cyfrowym Rossmannem i Fotojokerem.
Skany wrzucę jak będę przy kompie gdzie je mam.

&

sejmajnejm
07-01-2014, 23:33
Superię wybrałem z rozmysłem, bo kupowałem ja za dawnych lat w róznych przedziwnych miejscach w ciepłych krajach bez lodówek i dawała radę. Chciałem porównać zdjęcia robione kilkanaście lat temu w Kodak Express z dzisiejszym cyfrowym Rossmannem i Fotojokerem.
Skany wrzucę jak będę przy kompie gdzie je mam.

&

gdy zobaczylem odbitki z superii (?) zrobione analogowo w jakims labie 20 lat temu, to prawie sie rozplakalem porównując obecny szajs maszynowy. Odbitki z minilabow niestety przewaznie mozna sobie darować.

A.

pioter m
08-01-2014, 18:53
Ja też mam złe doświadczenia z FJ. Jeśli nie zniszczyli przy okazji filmu to już był sukces (rysy i takie tam).
Większość labów obecnie i tak skanuje, a potem drukuje, więc skończyłem z kliszą.

anghan
08-01-2014, 19:30
Ja właśnie wyszukałem dwa przeterminowane filmy w moich gratach. Już nie mogę się doczekać kiedy wrzucę je do mojego LOMO i wyjdę na ulicę ;) Jeden jest przeterminowany 6 lat, będzie fajnie. Po waszych doświadczeniach nie będę szukał najtańszego labu. Albo poszukam znajomego ze skanerem, albo oddam chłopakom z http://www.fotosilesia.pl/ Zawsze się starali.

Vifoto
08-01-2014, 20:09
Poprzednio byłem z Olympusem E-510. Mam cała baterię dobrych szkieł OM i dwa stare Olki. Też bawiłem się analogiem. Dalszy opis i fotki znajdziesz w linkach poniżej.
Fotki z Olympusa OM-10 i OM-40. Film Superia 200 wywołany w FJ następnie fotografowany Olympusem E-510
z obiektywem OM 50 1,8. Fotki dostępne: https://picasaweb.google.com/113816662882931113026/FotkiZOlympusaOM40
Oprzyrzadowanie do fotografowania filmu:
https://picasaweb.google.com/113816662882931113026/MojeNiepatenty?aut
Fotki z fotolabu i filmu tej samej jakości

JohnnyBravo
08-01-2014, 20:21
Dzisiaj odebrałem odbitki z kliszy kodaka (niestety nie pamiętam jakiej) z miejscowej firmy: http://www.fotomax.olsztyn.pl

Zapłaciłem jedynie za odbitki, więc wnioskuję że powstały z wywołanego filmu (gratis do zakupionej u nich kliszy), a nie ze skanu który jest odrębną pozycją w cenniku.

Raz na jakiś czas pobawię się swoim FM2 i przyznam że jestem jak najbardziej zadowolony z efektu w postaci odbitek. Być może wynika to z braku porównania do jakiejś wysoce wyspecjalizowanej firmy jednak nie widzę gorszej jakości niż na zdjęciach z przed ery cyfrowej.

sorevell
08-01-2014, 20:43
Zapłaciłem jedynie za odbitki, więc wnioskuję że powstały z wywołanego filmu (gratis do zakupionej u nich kliszy), a nie ze skanu który jest odrębną pozycją w cenniku.


Obawiam się, że w zwykłych labach nikt nie naświetla odbitek w tradycyjny sposób. W szczególności kolorowych odbitek.

pastwisko
08-01-2014, 20:43
Zapłaciłem jedynie za odbitki, więc wnioskuję że powstały z wywołanego filmu (gratis do zakupionej u nich kliszy), a nie ze skanu który jest odrębną pozycją w cenniku.

W cenniku jest osobno jakbyś chciał mieć pliki ze skanowania, to na bank nie będą odbitki tradycyjne, nie łudziłbym się.

JohnnyBravo
08-01-2014, 20:58
Prawdopodobnie macie rację.

Nie wiem natomiast jak mam rozumieć pozycję z cennika: "skanowanie filmu do formatu: 10x15, 15x21, 20x30"

Gdyby chodziło o skanowanie do plików byłaby chyba podana rozdzielczość??

xMAREKx
08-01-2014, 21:33
Prawdopodobnie chodzi o rozdzielczość, która pozwala na druk danego formatu przy 300dpi.

pastwisko
08-01-2014, 23:06
Nie wiem natomiast jak mam rozumieć pozycję z cennika: "skanowanie filmu do formatu: 10x15, 15x21, 20x30"

Skanują ci plik w takich wymiarach i rozdzielczosci, żebyś mógł wydrukować z niego dany format.

Podawanie skanów w rozdzielczości to dla mnie jakiś dziwaczny wybryk skanerowy. Generalnie używa sie dwóch rozdzielczości 72 do netu i 300 do druku, ew. niższych jak wydruki się robią większe. A wymiary się podaje w pikselach do sieci i w cm, do druku.

RobertMiernik
09-01-2014, 01:03
Podawanie skanów w rozdzielczości to dla mnie jakiś dziwaczny wybryk skanerowy. Generalnie używa sie dwóch rozdzielczości 72 do netu i 300 do druku, ew. niższych jak wydruki się robią większe. A wymiary się podaje w pikselach do sieci i w cm, do druku.

Tylko w ten sposób nie wiesz co dostajesz, bo oni stwierdzą, że wielkość 10x15 to z 72dpi spokojnie wystarczy i okazuje się, że zapłaciłeś za coś co z trudem można poglądówką nazwać.
Wielkości bezwzględne są jednak zdecydowanie bardziej miarodajne i uniwersalne

pastwisko
09-01-2014, 12:22
Wystarczy zapytać w jakiej rozdzielczosci skanują i tyle.

Skibek
09-01-2014, 18:03
Skanują ci plik w takich wymiarach i rozdzielczosci, żebyś mógł wydrukować z niego dany format.

Podawanie skanów w rozdzielczości to dla mnie jakiś dziwaczny wybryk skanerowy. Generalnie używa sie dwóch rozdzielczości 72 do netu i 300 do druku, ew. niższych jak wydruki się robią większe. A wymiary się podaje w pikselach do sieci i w cm, do druku.

Nic dodać nic ująć.

Plik o wymiarach 1600 x 1200px ze skanu w 72dpi i 300dpi pozwala na wydruk zdjęć w identycznej jakości. Rozdzielczość nie jest istotna, tylko ilość pikseli w pionie i poziomie.


Ja w Rossmanie kiedyś oddałem film i zażyczyłem sobie odbitek. To był Kodak BW ProPhoto. Oczywiście film zeskanowali w jakości miernej (jak nie beznadziejnej) i z tych skanów wykonali odbitki. Totalne dno. Jedna wielka plama z szumu i do tego w wielkości 1200 x 800px. Film BW, a odbitki zielone.
Powiedziałem panu, że nie jestem z tego zadowolony i że skanowanie, za które zapłaciłem (bo jest obowiązkowe) to chyba jakiś żart. Pan powiedział, że mogę złożyć reklamację, ale muszę do niej dołączyć oryginalny negatyw. Popukałem się w głowę i wyszedłem z wieeeelkim niesmakiem.

Tak jest chyba niestety we wszystkich labach. :(

jbrLAB
09-01-2014, 18:30
Tak jest chyba niestety we wszystkich labach. :(


To chyba zbyt ogólne stwierdzenie...
Pozdrawiamy

Skibek
09-01-2014, 19:29
To chyba zbyt ogólne stwierdzenie...
Pozdrawiamy
Fakt, źle się wyraziłem. ;)
Miałem na myśli te minilaby typu Rossmann, Fotojoker, Cewe i tego typu automaty.

hostman22
10-01-2014, 22:53
Na ogół wartość w labach podaje się 1000 dpi, 2000 dpi... itp do 6400 dpi (więcej chyba nie widziałem ;) )

zabierzmy 2000 dpi, trzeba wiedzieć że jest to podawana wartość na cal. Bierzemy się za prostą matematykę i...

1 cal to 2,54 cm
mamy klatkę z małego obrazka więc...
2,4cm / 2,54 = 0,94 cala 2000 x 0,94 = 1880 punktów
3,6cm / 2,54 = 1,38 cala 2000 x 1,38 = 2760 punktów

teraz wiemy, że dla druku z jakością 300 dpi daje nam to odbitkę 23x15 :D

Pamiętać należy, że dostajemy w bonusie cyfrowe ziarno.. :(, dlatego nie polecam skanować tak na styk.


p.s o jakości skanów byłoby sie łatwiej wypowiedzieć jakby autor wątku, udostępnił chociaż jeden ;)

JohnnyBravo
11-01-2014, 00:04
p.s o jakości skanów byłoby sie łatwiej wypowiedzieć jakby autor wątku, udostępnił chociaż jeden ;)[/FONT]

Też mnie to ciekawi ;) Dziś pobawiłem się w domowe "skanowanie", czyli ekran na biało w smartfonie (aplikacja latarki) podświetlamy kliszę i cykamy zdjęcie 24mpix, wycinamy klatkę, przekręcamy kolory, bawimy się kilkoma suwakami w programie graficznym i mamy profesjonalny skan :lol:

Oczywiście zrobiłem to z ciekawości, jakość słaba, jednak jestem ciekaw jak się ma w porównaniu do takiej z sieciowego minilaba :wink:

Kolejna ciekawostka dotycząca D7100, na zdjęciu klatki dopatrzyłem się słynnego efektu mory wynikającego z pixeli na ekranie telefonu (hd) :wink: muszę opatetntować inne podświetlenie

Skibek
11-01-2014, 10:53
Połóż kalkę techniczna na ekran i mora zniknie.

Wysłane z Zenit Xperia S przez Tapatalk 6.0

JohnnyBravo
11-01-2014, 12:04
Dzięki za podpowiedź ;) Może ktoś wrzuci jakiś skan z minilabu? Jestem ciekaw jak to wygląda w praktyce ;)

Skibek
11-01-2014, 12:26
Dzięki za podpowiedź ;) Może ktoś wrzuci jakiś skan z minilabu? Jestem ciekaw jak to wygląda w praktyce ;)

Tak to wygląda w moim przypadku.

Skan wykonany przez Rossmana (plik oryginalny).

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img208.imageshack.us/i/m69y.jpg/)

Plik w pełniej wielkości:
http://img208.imageshack.us/img208/51/m69y.jpg

Reprodukcja zrobiona "na oknie" przy pomcy Nikkora 85/1.8 oraz pierścienia makro. Wykadrowana ramka (bo załapała się perforacja). Odwrócone krzywe (negatyw/pozytyw). Zdjęcie robiłem w NEFie, więc mogłem pobawić sie balansem bieli (wiem, że za żółte ;) ).

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img594.imageshack.us/i/n92t.jpg/)

Plik w pełniej wielkości:
http://img594.imageshack.us/img594/633/n92t.jpg

pastwisko
11-01-2014, 12:59
kalka techniczna wbrew pozorom też ma dość wyraźną fakturę, zwłaszcza przy tak małym kawałku jakim jest klatka filmu. Dobre jest mleczne pleksi ale musi być nieporysowane, albo folia samoprzylepna biała - tylko wtedy trzeba mieć mocniejsze źródło światła.

A co do porównania twojego zdjecia z labowym skanem, to zwróć uwagę ze ty zrobiłeś tylko jeden skan, więc się przyłożyłeś do niego, miałeś świeże pokłady zaangażowania i entuzjazmu. Poskanuj 36 lub 72 klatki, albo od razu trzy rolki. Poza tym, jak chcesz porównywać z labowym, to raczej surowe i niepodkręcane, w labie nikt sie nie bawi pojedynczą klatką, wszystko leci z automatu. Dlatego najlepsze rozwiązanie to zaangażowanie własne w skanowanie wlasnego materiału + dobry sprzęt, przez który rozumiem jakiś skaner. Oczywiscie mozna sie bawić pudełkiem do butów, ale przy wiekszej ilości zdjec jest to dość upierdliwe. Oczywiscie ktoś moze zaprzeczy i powie ze nie, że to sprawnie idzie. Tylko tu pewnie znowu się pojawi kwestia tych pokładów entuzjazmu - wiadomo jak sie kupi fajne buty to się odcisk przełknie, bo przeciez buty takie fajne no i tylko w niedziele je zakladam...


Tak to wygląda w moim przypadku.


Troche bez sensu to porównanie bo to dwa kompletnie inne zdjecia, jedno z wnętrza, drugie z pleneru. Co do tego z Rossmana to stawiam, że było troche ciemniejsze w oryginale i je automat rozjaśnił, wiec wywaliło ziarno. Dlatego lepiej skanować samemu własnie, bo w labie sie nikt nie pochyli nad pojedynczą klatką.

Skibek
11-01-2014, 13:06
kalka techniczna wbrew pozorom też ma dość wyraźną fakturę, zwłaszcza przy tak małym kawałku jakim jest klatka filmu. Dobre jest mleczne pleksi ale musi być nieporysowane, albo folia samoprzylepna biała - tylko wtedy trzeba mieć mocniejsze źródło światła.
No, no... Ale zawsze będzie lepiej niż bez. ;)


A co do porównania twojego zdjecia z labowym skanem, to zwróć uwagę ze ty zrobiłeś tylko jeden skan, więc się przyłożyłeś do niego, miałeś świeże pokłady zaangażowania i entuzjazmu.
Nie, to nie był jeden skan. "Skanowałem" właśnie 2 rolki. ;))))
Z resztą, jak pewnie widzisz zdjęcie nie jest dopracowane. ;)


Poza tym, jak chcesz porównywać z labowym, to raczej surowe i niepodkręcane, w labie nikt sie nie bawi pojedynczą klatką, wszystko leci z automatu.
W moim porównaniu chodziło jedynie o porównanie wielkości oraz jakości tego szumu, którym mnie uraczyli. Do tego plik jest deczko skompresowany, co pogarsza jego jakość. Oni robią odbitki właśnie z takiego skanu.

deep
11-01-2014, 15:58
Najtrudniejsze przy robieniu zdjęć kliszy jest późniejsze zdjęcie maski. Ja mając do zeskanowania kilkadziesiąt klisz wolałem kupić sobie coolscana. Jakość lepsza, usuwanie rys i odpowiednie radzenie sobie z maską negatywu. Do BW spokojnie można się bawić w fotografowanie kliszy cyfrą.

pastwisko
11-01-2014, 16:02
Nie, to nie był jeden skan. "Skanowałem" właśnie 2 rolki. ;))))
Z resztą, jak pewnie widzisz zdjęcie nie jest dopracowane. ;)

Mnie chodziło o twojego przedpiszcę :)


Do BW spokojnie można się bawić w fotografowanie kliszy cyfrą.

Ja bym powiedział ze do jednej rolki - tak jak mnie się chciało bawić w skanowanie szitek 4x5" skanerem do sredniego, czyli skanowaniem na dwa razy po 2/3 zdjecia i sklejaniem w szopie - zwykle były to 2-4 szitki raz na kilka dni, wiec mi się chciało w to bawić. Jakbym miał wiecej i czesciej, to pewnie bym kupił lepszy skaner.

JohnnyBravo
11-01-2014, 16:28
Jak dla mnie oczywistą sprawą jest że raczej rodzinnego analogowego archiwum w ten (domowo-patentowy) sposób nie zdigitalizujemy :wink: Fajne jest natomiast to że przy odrobinie chęci można przenieść te kilka najciekawszych klatek na kompa. Samemu można to zrobić dla własnej radochy. Płacić za taką jakość jak powyższe foto z rossmana raczej nie ma sensu, już lepiej wywołać sobie te odbitki w większym formacie ;-)

Faktycznie mleczne światło z za okna lepie się sprawuje niż podświetlenie telefonem. Niestety do pełni szczęścia brakuje mi obiektywu makro.... bo 35/50 + pierścień odwrotnego mocowania nie daje rady. Mam jeszcze pomysł na wykorzystanie nikona P80 ;)

deep
11-01-2014, 16:49
Możesz do podświetlania użyć monitora, ja mam skalibrowany i odpowiedni poziom bieli, na dodatek powtarzalne parametry. Robię to z większej odległości tak by właśnie nie było widać faktury matrycy.

pastwisko
11-01-2014, 17:14
Generalnie to obecnie opcji jak mrówków, dzisiaj jedynym wytłumaczeniem dla niepowodzenia mogą być chyba tylko dwie lewe ręce lub lenistwo :)

Pamiętam jak swego czasu w Gdansku nigdzie nie wołali slajdów, albo w jednym jedynym zakładzie.. Teraz można przebierać wybierać.. <nostalgia_mode>

JacekB
12-01-2014, 02:27
Ja tam uważam, że aparat służy do robienia zdjęć, a nie do skanowania zdjęć, które już zrobiłem. Do skanowania służy skaner.

Mam różne doświadczenia. Odkąd w domu zaczęło mi brakować miejsca na albumy z prawdziwymi odbitkami spod prawdziwego powiększalnika na prawdziwym papierze światłoczułym, a jednocześnie świat na tyle się zmienił, że wszystko jest obrabiane cyfrowo i następnie drukowane, to zacząłem zamawiać wywołanie filmu ze skanowaniem na CD. Raz byłem zadowolony, a kiedy indziej byłem rozczarowany. Raz mi nawet - nie w żadnym Rossmanie, lecz w na pierwszy rzut oka profesjonalnym punkcie - zniszczyli negatyw przez porysowanie. No to przestałem dawać do skanowania i teraz na mieście zamawiam wyłącznie wywołanie z indeksem. Resztą zajmuję się we własnym zakresie.

Na początku miałem prosty i tani płaski skaner z wkładką do negatywów. Najpierw HP, a gdy tego zepsułem podczas przeprowadzki, to kupiłem Canona 4400F. Ogólnie taki skaner przydaje się jako podręczna kopiarka do książek i dokumentów, a zdjęcia są przy okazji. Przy pewnej dozie cierpliwości i treningu można z niego uzyskać przyzwoitą jakość do wydruku w formacie A4 włącznie. Wiszą u mnie w domu takie wydruki na ścianach w ramkach i nie wstydzę się ich przed krewnymi i znajomymi królika. Niektórym rozdaję moją produkcję jako prezenty na urodziny albo święto pracy i do tej pory wszyscy są zachwyceni jakością obrazów z siedmioletniego skanera wydrukowanych . warunek sine qua non - na dobrym papierze na dwunastoletnim Officejecie. Niestety jest to dość upierdliwa robota. Raz na miesiąc dwa-trzy kadry da się zrobić, ale więcej nie bardzo.
Jakoś te dwie-trzy klatki trzeba wyselekcjonować, a zdjęcia stykowe są malutkie, więc trzy lata temu kupiłem sobie skaner do negatywów. Taki prosty, działający na zasadzie fotografowania klatki jak w przykładach kolegów powyżej. Z definicji jakość jest słaba. Dobrze działa taki pseudoskaner tylko jako narzędzie do szybkiego archiwizowania filmów i w gruncie rzeczy wyłącznie do tego celu go używam. Po długich przemyśleniach sprawiłem sobie kilka tygodni temu prawdziwy fotoskaner. Nie jest to Nikon ani Minolta, których nowych na rynku już nie ma, ale pierwsze wyniki z Reflecty Proscan 7200 są bardzo dobre. Widzę, że będą piękne wydruki A3.

Może to jest jakaś droga dla autora wątku? Dla mnie jest. Nie mam zamiaru kopać się z koniem. Skoro świat schodzi na psy i trudno znaleźć zakłady pracujące tradycyjnymi technikami, to trzeba wziąć sprawy w swoje ręce, możliwie jak najbardziej uniezależniając się od tego świata. Na razie wciąż jeszcze jestem zależny od wywoływania, ale i to chyba się zmieni, gdyż niedawno kolega z pracy obiecał mi prezent w postaci kompletnego zestawu wyposażenia ciemni, który właśnie był odziedziczył i żal mu jest go wyrzucić na śmietnik. No to trzeba będzie wrócić do samodzielnego wywoływania filmów, ergo niemal całkowitej niezależności od zewnętrznego otoczenia. I bardzo dobrze. Jak coś spieprzę , to do nikogo nie będę mieć pretensji oprócz siebie.

szelas
12-01-2014, 15:58
No to przestałem dawać do skanowania i teraz na mieście zamawiam wyłącznie wywołanie z indeksem. Resztą zajmuję się we własnym zakresie.



... ale żeby powstał indeks, to również trzeba przeciągnąć film przez skaner/minilab, więc prawdopodobieństwo porysowania jest takie samo.

foveon
12-01-2014, 16:10
Robienie analogiem i potem skanowanie to dla mnie = robienie nędzną cyfrą. Jak bawić się analogowo to od początku do końca. Najprościej slajdy potem rzutnik na ścianę, potem cz-b - powiększalnik i samemu odbitki, kolor też da się w domu zrobić. Jedyny problem to jak się pochwalić w necie. Najlepiej skanować czymś tam z negatywu albo odbitki i chwalić się jaki jestem analogowy. Ja mam inny sposób. Nic nie pokazuje w necie bo analogowa pasja jest analogowa do końca. Chce komuś się pochwalić to go zapraszam w realu.
Jak chcesz słuchać winylowych płyt to nie zgrywasz ich na mp3.
W pełni analogowa odbitka jest zupełnie inna od cyfrowej i to można jedynie zobaczyć na własne oczy.
Na rynku wtórnym jest pełno sprzętu do odbitek kolorowych, a ich wykonanie wcale nie jest trudniejsze od odbitek cz-b. Powiem więcej odbitki w RA4 są znacznie tańsze od tradycyjnych cz-b. Jedyna upierdliwość to samo wołanie. Ja akurat mam wywoływarkę, ale na upartego można zrobić w kuwetach na starej chemii minilabu (musi być osobno zlewany wywoływacz, wybielacz i stabilizator).
Odbitka z pod powiększalnika z przeciętnym obiektywem jest znacznie lepsza od zeskanowanego paskudztwa w cyfrowych minilabach nawet w jakiś gigantycznych rozdzielczościach.
Zrobienie zdjęć analogiem i wywołanie negatywu to 50% sukcesów. Skanowanie później w nędznych urządzeniach nie ma dla mnie zupełnego sensu. Lepiej wziąć cyfrę nałożyć pończochę na obiektyw poprzestawiać EV i balans bieli i focić dziwaczne zdjęcia ;)

JacekB
12-01-2014, 16:11
... ale żeby powstał indeks, to również trzeba przeciągnąć film przez skaner/minilab, więc prawdopodobieństwo porysowania jest takie samo.

Zgadza się. Dlatego coraz poważniej myślę o całkowitym uniezależnieniu się od labów i samodzielnym wywoływaniu.

hostman22
12-01-2014, 16:14
nie ma co dalej prowadzić rozważań akademickich ;)

Film portra 400 wywoływana + 3EV :-P

Skanowana na minolcie ScanElite 5400, nie wiem czy technik używał Silverfast'a, ale najprawdopodobniej nie wnioskując po cenie jaką dałem.
Skany otrzymałem w rozmiarze 20mpx i tak poniżej crop 100%

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://mdz.comxa.com/portra_noise.jpg)


Ten sam plik po usunięciu kolorowego szumu w programie graficznym:

https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://mdz.comxa.com/portra_noiseoff.jpg)

Odbita 21x15 jest naprawdę ok, teraz będę robił album 30x30 cm też powinno być dobrze :D

Uważam że mając każdy lepszy skaner z przeznaczeniem foto czy to plustek, espon, reflecta z silverfastem da się uzyskać naprawdę dobre rezultaty :).

pastwisko
12-01-2014, 16:33
Robienie analogiem i potem skanowanie to dla mnie = robienie nędzną cyfrą.

A jeśli kogoś nie kręcą odbitki? Ja nie zrobiłem ani jednej odbitki swojego zdjecia, a bawie sie w focenie prawie 10 lat. To wtedy co, moje zdjecia na filmie są bez sensu i są gorsze od tru analogów i od cyfry? Czemu niby połączenie film+skaner jest kiepskie? Bo kiedyś tak nie robili? Ano nie robili, ale dlatego ze nie było internetu i komputerów takich jak dzis. Jak by były, a nie było by cyfrówek, to na bank by sie zdjecia skanowało. No i pytanie za sto punktów: ile osób widziało twoje analogowe zdjecia?

JacekB
12-01-2014, 16:39
Robienie analogiem i potem skanowanie to dla mnie = robienie nędzną cyfrą. Jak bawić się analogowo to od początku do końca. (...)
To również się zgadza. Problem dla mnie jest taki - o czym wspomniałem - że albumy z odbitkami papierowymi przestały mi się mieścić na półkach, a poza tym te dzisiejsze odbitki wykonywane na mieście są tak czy siak z obróbki cyfrowej. Takie coś, to mogę sobie zrobić i robię samemu. Wręcz z lepszym efektem, gdyż lab mi wszystko automatycznie uśredni, a ja sam w domu nad wybraną klatką mogę popracować indywidualnie: w razie potrzeby coś wykadrować, dopieścić jasność i kontrast, podregulować kolory i ostrość itd. Jak próbny wydruk mi się nie podoba, to do kosza i poprawiać tak długo, aż będzie dobrze. W finalnym efekcie własne wydruki A4 z dwunastoletniej drukarki HP Officejet (która niestety wkrótce prawdopodobnie wyzionie ducha, ale na to mam już nowy pomysł) podobają mi się bardziej niż zdjęcia odebrane z labu. Nie robię ich dużo, nie więcej niż dwa-trzy zdjęcia z każdego 36-klatkowego filmu, więc nie ma problemu z przechowywaniem na półkach, a reszta jest do oglądania na ekranie. W szafie leży oryginalny nośnik, do którego w każdej chwili można sięgnąć.
Najlepiej byłoby wszystko od wywołania aż do odbitek robić samodzielnie tradycyjnymi technikami. Do tego jeszcze nie dojrzałem. Jak będę mieć dość wolnego czasu na zabawy i stworzę sobie odpowiednie warunki lokalowe, żeby mieć osobne pomieszczenie na ciemnię, to tak będzie. Całkowite przerzucenie się na slajdy? Owszem, to też jest dobry sposób, aczkolwiek on również ma swoje ograniczenia. Nie ma idealnej metody.


Uważam że mając każdy lepszy skaner z przeznaczeniem foto czy to plustek, espon, reflecta z silverfastem da się uzyskać naprawdę dobre rezultaty :).
O tym właśnie poprzednio pisałem. Trochę cierpliwości i treningu, a rezultaty mogą być znakomite. Silverfast przećwiczony w wersji demo bardzo mi się spodobał, ale ze względu na spore koszty i dość absurdalną filozofię jego sprzedaży (płaci się kupę kasy za możliwość używania tylko z jednym wybranym skanerem, a na każdy inny trzeba płacić od nowa) na razie sobie odpuściłem. Na początek wybrałem znacznie tańszego Vuescana, który również bardzo mi się podoba.

foveon
12-01-2014, 16:52
No i pytanie za sto punktów: ile osób widziało twoje analogowe zdjecia?
Ok 15 i więcej nie musi.
Jak mogę odebrać 100 punktów ? :P
Pytanie za 100 punktów (będziemy kwita) czy nie lepiej robić od początku na cyfrze i wprowadzać sztucznie w jakimś programie analogowość?
PS
Rozumiem że się skanuje zdjęcia bo nie ma się warunków na zorganizowanie ciemni, ale zakładać z góry że nigdy się nie zrobi ani jednej odbitki lub nie obejrzy się na rzutniku sowich slaidów tego zupełnie nie rozumiem. Jaki ma się wtedy punkt odniesienia do prawdziwego analoga?
Czy ludzie nagrywają teraz na płyty winylowe i potem to digitalizują? W drugą stronę i owszem nagrywają cyfrowo i tłoczą winyle. Tak samo w fotografii po co robić analogiem i skanować. Lepiej cyfrą i doprowadzić do analogowo podobnego efektu. No chyba że chodzi o lans analoga.

pastwisko
12-01-2014, 17:41
Pytanie za 100 punktów (będziemy kwita) czy nie lepiej robić od początku na cyfrze i wprowadzać sztucznie w jakimś programie analogowość?

Po pierwsze jaki sens wprowadzać sztuczną analogowość, jeśli można mieć prawdziwą? Po drugie trzeba to zrobić, a ja zamiast siedzieć przy kompie nad suwakami w pogoni za analogowym lookiem, wolę sobie pokręcić koreksem i poskanować. Robię zdjęcie, wołam, skanuję i mam bez kombinowania.

Poza tym nawet jak się trafiają zdjecia z cyfry idealnie naśladujące film, to jednak jest róznica miedzy zdjeciami z filmu, a zdjęciami z cyfry. Nie każdy ją widzi, ja niestety tak. Inna sprawa jest zaś taka, że robienie zdjec na filmie + wołanie/skanowanie, to nie jest to samo co robienie zdjec cyfrą + zgranie na kompa. Jeśli by brać pod uwagę sam efekt koncowy czyli zdjęcie na monitorze, to owszem, roznicy nie ma, ale przy fotografii amatorskiej gdzie zdjecia się robi dla samego focenia, juz jest dość spora.

Gdyby jak twierdzisz nie było różnic miedzy skanami, a zanalogizowanymi fotami z cyfry, to z pewnością bym nie siedział przez parę lat w samym filmie, tylko kupił porządną cyfrę i siedział w lightroomie. Skoro jednak tego nie zrobiłem, to musi jakaś różnica w tym być.


Rozumiem że się skanuje zdjęcia bo nie ma się warunków na zorganizowanie ciemni, ale zakładać z góry że nigdy się nie zrobi ani jednej odbitki lub nie obejrzy się na rzutniku sowich slaidów tego zupełnie nie rozumiem. Jaki ma się wtedy punkt odniesienia do prawdziwego analoga?

Ale czy mnie musi interesować prawdziwy analog? Skan daje mi wystarczającą ilość analogowości, bo negatyw jest analogowy. Czym się bedzie rózniło obejzenie slajdu na scianie od skanu - i tu i tu nie oglądasz fizycznie slajdu, bo na scianę lecą fale swietlne, a na monitor lecą bajty. Oba przekłamują, oba nie oddają tego co jest na prawdę na kliszy. Rzutnik wydaje się bardziej tru tylko dlatego, że kiedyś się tak slajdy oglądało. Gdyby kiedyś wymyślono inną metodę, a rzutnik dziś, to pewnie rzutnik byłby nieprawdziwy. Prawdziwy slajd bedziesz miał tylko pod swiatło na przeglądarce :)

Nie ma prawdziwego analoga, jest co najwyzej analog tradycyjny.

hostman22
12-01-2014, 17:44
Tak samo w fotografii po co robić analogiem i skanować. Lepiej cyfrą i doprowadzić do analogowo podobnego efektu. No chyba że chodzi o lans analoga.

bo z d300 i takby nie było lepiej, a nie miałem wolnych 6 tysi, aby "50ka była 50ką" ;). Ale to nie jest wątek o tym czy jest sens robić analogiem, tylko o skanowaniu negatywów (mając przed sobą wywołane zdjęcia po tak mocnym forsowaniu filmu, jednak te po korektach są lepsze, a jednocześnie jest zachowany charakter filmu).
Wraz ze wzrostem wielkości klatki rezultaty w skanowaniu są jeszcze lepsze. Nawet mając FX w torbie i tak zagości u mnie 6x4,5 lub 6x6, więc w moim przypadku skanowanie zawsze będzie miało sens ;)

doktor
12-01-2014, 19:14
Lepiej cyfrą i doprowadzić do analogowo podobnego efektu. No chyba że chodzi o lans analoga.

Jak sam zauważyłeś, efekt jest "analogowopodobny". Prawie robi różnicę. W większości przypadków te analogowe efekty mają się do wyglądu analogowej odbitki lub techniki jak pięść do nosa. Poza tym dlaczego mam robić analogowy efekt skoro mogę*mieć analogowe zdjęcie, czyli oryginał zamiast zamiennika? Mam nadzieję, że coś takiego jak lans na analoga występuje, że przytoczę motto jednego z bywających tutaj: Snobless oblige.

szelas
12-01-2014, 21:23
No nareszcie jakaś dyskusja na AO, bo ostatnio wiało tu trochę nudą ;)

foveon
13-01-2014, 09:40
Czyli według Was skan analoga ma sens a analogowanie cyfry już nie.
W sumie to to samo tylko na odwrót.
Jedynym sens takiej zabawy to większe formaty analogów, lepsza archiwizacja prac.
Siedzenie przy kompie i wprowadzanie analogowości do cyfry na pewno mniej czasu zajmuje niż skanowanie i wołanie.
Gdybyście powiedzieli że po prostu uwielbiacie babrać się w chemii i sprawia to Wam przyjemność, a nie macie miejsca, czasu lub ochoty na siedzenie w ciemni, to bym to zrozumiał.
Skan całego filmu zajmuje powiedzmy godzinę, można to robić z przerwami w fotelu przy świetle.
Wejście do ciemni z jednym filmem to godzinka przygotowania (grzanie chemii cięcie papieru z roli) potem chwil kilka na dofiltrowanie, i jazda. Zazwyczaj 3 godzinki pękają równiusieńko. A potem posprzątaj to wszystko.
Szczerze ani jednego swojego filmu nie skanowałem bo nie widzę powodu dla którego miał bym to robić. Nie chwalę się moimi zdjęciami bo są one osobiste. Albumy ze zdjęciami owszem są ale kilka bo zajmują miejsca. Za to jest ogromne pudło i tam trafia większość. I żeby była jasność każda fotka jest opisana z tyłu choć by datą (nie powtarzam błędu swojego ojca który tak samo robił i teraz nie wiadomo kiedy robione były zdjęcia). Zdjęć cyfrowych w kompe również mam w terabajtach, ale te zawsze oglądane są rzadziej niż te z pudła.
Zdjęcia cyfrą zatraciły magie oczekiwania na efekt, tą niepewność czy aby na pewno jest ok.
Rozumiem że właśnie wracając do analoga tego oczekujecie ale nie mówcie że zależy Wam tylko na samym efekcie, bo po co szukacie coraz bardziej doskonałych skanerów czy wręcz sztucznego poprawiania analogowej niedoskonałości.

kkokosz
13-01-2014, 10:21
Jestem właśnie w trakcie "robienia" po raz pierwszy od ponad dwudziestu lat kliszy analogowej. Fotografuje się bardzo przyjemnie, natomiast powoli czas zastanowić się, co dalej, co zrobić z naświetloną kliszą? Na razie na pewno nie będę jej samodzielnie wywoływał, tylko oddam do odpowiedniego punktu. Z tego, co się naczytałem, zamawianie skanów lub odbitek to obecnie "jeden pies", bo laby i tak najpierw skanują, a potem drukują to, co im z tych skanów wyjdzie - nikt chyba już nie stosuje "normalnego" wywoływania filmu na papier (przynajmniej takie mam odczucie po pobieżnym zapoznaniem się z tematem). Z tego wątku dowiaduję się, że jakość skanów bywa mizerna, z wątku sąsiedniego, że można wywołany film "cyfryzować" za pomocą obiektywu makro i cyfrowej lustrzanki... Hm...

Przyznam, że decydując się na eksperyment z analogiem miałem nadzieję, że po prostu zaniosę film do punktu, gdzie mi go solidnie wywołają, po czym "normalnie" wykonają odbitki na papierze foto (z wykorzystaniem powiększalnika, kuwet itp. ;)) Teraz wychodzi na to, że w zasadzie, by zabawa miała sens (tj. by być pewnym jakości), to musiałbym sobie kupić odczynniki i koreks, samodzielnie wołać film w domu, a potem tandemem D700+N105 "poskanować" sobie negatyw lub zainwestować w dalszą chemię, kuwety, zegar i powiększalnik oraz (co najtrudniejsze) znaleźć odpowiednie pomieszczenie... :)

Naprawdę jest tak strasznie z odbitkami, robionymi na bazie skanów filmów? Interesują mnie tylko filmy cz-b, więc tak naprawdę chodzi tylko o ostrość i kontrastowość. Na razie mniej chodzi mi o postać cyfrową (archiwizacja), bo i nie spodziewam się cudów. Czy zna ktoś punkt w Poznaniu, wywołujący zdjęcia cz-b w tradycyjny sposób, aż po odbitkę?

miron19j
13-01-2014, 10:46
nie w Poznaniu, a w Wawie, ale on przyjmuje podobno pocztą.
www.czarno-białe.pl

doktor
13-01-2014, 10:58
Skanowanie jest bez sensu, a siedzenie w ciemni zabiera czas. Czyli wyjścia nie ma? Nikt nie każde ci chwalić się*filmami, choć nie jest to zabronione. Ale dodawanie "analogowości" na cyfrowych fotkach jest jak farbowana blondynka. Jest sprytna i wie, że faceci wolą blondynki, no to robimy się*na blondynkę. No i co z tego wychodzi - sprytna blondynka, czyli nieblondynka. Analogowanie cyfry może mieć sens gdy materiał jest mieszany, a ma być spójny. Może przy specyficznych projektach. Analogowanie en gross powoduje, że używasz presetów i po 3 zdjęciach widać, że to udawanie (powtarzająca się ramka z takim samym artefaktem). Cyfrowe ziarno - może tak, ale żeby zrobić ziarno jak grochy na babcinych pantalonach, czyli HP5 forsowane w Rodinalu, to trzeba się*sporo nakombinować. Jeszcze nie jest to takie proste. W dodatku, jeśli ktoś nie doświadczenia z analogowym materiałem, to i efekty będą, powiedzmy, analogowopodobne. Jak z montażami, których wiele można w sieci zobaczyć. Jeden rzut oka i wiesz, że to photoshop.
Co do powodów skanowania, przy sporej ilości negatywów łatwiej odszukać klatkę. Są też tacy, co w sieci pokazują swoje analogowe prace, jest to pewien kompromis, takie czasy. Powiedzmy, że nie mam właściwych kieliszków do burgunda, ale nie jestem aż tak ortodoksyjny, żeby z tego powodu go nie pić. Właściwie dowolna publikacja zdjęcia (sieć lub druk) wymaga zeskanowania materiału. Owszem, można do tego celu skanować odbitki, ale format limituje rozmiar szyby w skanerze lub bębna (A3 maximum). Do tego dla drukowanej publikacji musisz poprawić choćby zakres krycia farby i oprofilować. Frajda z babrania się*w ciemni to jedno, a ułatwianie sobie życia to drugie.


Rozumiem że właśnie wracając do analoga tego oczekujecie ale nie mówcie że zależy Wam tylko na samym efekcie, bo po co szukacie coraz bardziej doskonałych skanerów czy wręcz sztucznego poprawiania analogowej niedoskonałości.

Tutaj nie do końca wiem, co chciałeś powiedzieć. Nie szukam sposobów na poprawianie analogowej niedoskonałości. Doskonały skaner nie poprawi negatywu. Wręcz przeciwnie, pokaże wszelkie niedoskonałości. Miarą doskonałości skanera jest wierność przeniesienia analogowego materiału do komputera. Poza tym nie chcę jej usuwać analogowego wyglądu zdjęć. Jeśli chodzi ci o rysę na negatywie, to (pewnie, choć*nie zawsze) usunę ją na skanie, tak samo jak wyretuszuję pędzelkiem na odbitce. Per analogiam, nie maluje olejnego obrazu po to, by udawać, że to zdjęcie. Wręcz przeciwnie, nawet jeśli jest realistyczny.

doktor
13-01-2014, 11:03
Pozwolę sobie na post pod postem, gdyż to inna rzecz. Facet w Czarnobiałych na Prostej zna się*na rzeczy, umie wywołać zimy proces. Kokosz, może wyjściem z sytuacji jest koleżeńska współpraca. Może jest (a pewnie jest) w Poznaniu ktoś, kto ma koreks i chemię i za drobną opłatą (na przykładw w formie, jak Francuzi mawiają, płynnej gotówki) wywoła ci ten film lub użyczy sprzętu.

kkokosz
13-01-2014, 11:10
Pozwolę sobie na post pod postem, gdyż to inna rzecz. Facet w Czarnobiałych na Prostej zna się*na rzeczy, umie wywołać zimy proces. Kokosz, może wyjściem z sytuacji jest koleżeńska współpraca. Może jest (a pewnie jest) w Poznaniu ktoś, kto ma koreks i chemię i za drobną opłatą (na przykładw w formie, jak Francuzi mawiają, płynnej gotówki) wywoła ci ten film lub użyczy sprzętu.

:) No może, tylko jak kogoś takiego znaleźć? ;) A poważniej, to Czarnobiałych znam, bo tam zamawiałem filmy, więc może i się skuszę na wysyłkę, chociaż gdybym miał się wciągnąć w fotografię analogową, to rzeczywiście najbardziej opłacalne jest robienie wszystkiego samemu ;)

foveon
13-01-2014, 12:06
kkokosz jeżeli myślisz o dłuższej zabawie w analoga zakup koreks i chemię opłaci Ci się to na pewno. I jak sobie coś popsujesz to będziesz wiedział kogo objechać :) Jak byś był z okolic wrocławia to bym Cię zaprosił do siebie ale chyba za daleko.
Skanowanie aparatem nie jest wcale takie złe. Zwłaszcza bez problemu wychodzi na cz-b materiałach. Na pewno wyjdzie lepiej jak w nie jednym labie.
Można też robić stykówki używając zwykłej żarówki, tak robiła moja babcia, ale był to format 6x9.
Co do polemiki o skanowanie analogów chodzi mi tylko i wyłącznie o to że owa obróbka wycina pewny analogowy niuans, technika skanerów do negatywów nie rozwinęła się dostatecznie dobrze ponieważ została zastąpiona doskonalszą metodą - cyfrowymi aparatami. Metoda analogowych odbitek była doskonalona w zasadzie od początku fotografii aż w zasadzie do teraz (cyfrowe minilaby pracują na prawie takim samym materiale jak do analogów) i nie ma tam za dużo do powiedzenia operator powiększalnika (chodzi mi o możliwości cyfrowe ulepszania typu kontrast, gamma, nasycenie, wyostrzanie, etc). Zdjęcia na papierze (zwłaszcza kolorowe) są takie jakie jakie założyli że mają takie być panowie z Kodaka, fujii, czy Agfy przeprowadzając masę testów w swoich laboratoriach.

sejmajnejm
13-01-2014, 12:26
Co do polemiki o skanowanie analogów chodzi mi tylko i wyłącznie o to że owa obróbka wycina pewny analogowy niuans, technika skanerów do negatywów nie rozwinęła się dostatecznie dobrze ponieważ została zastąpiona doskonalszą metodą - cyfrowymi aparatami.

wszystko jest kwestia gustu, ale cyfra trąci plastikiem (90% zdjęc cyfrowych, żadne presety itp nie dają rady). Wole pobawić się z usuwaniem maski, co w 90% przypadków załatwia silverfast niż patrzeć na cyfrowe zdjęcia. Bardzo subiektywnie oczywiście. Nie stać mnie na photoshopa ani silverefexpro, a samemu nie mam potrzeby dochodzic do wpracy machając suwakami - a trzeba być sprawnym machaczem, aby efekty były dobre.

Samodzielna ciemna jest piekna i byla meczaca, nie mam w tej chwili na to juz miejsca i czasu, a skaner to pewnego rodzaju kompromis znacznie mniej podcinajacy skrzydla niz jpg z cyfry (znowu subiektywnie).

A>

pastwisko
13-01-2014, 12:26
Czyli według Was skan analoga ma sens a analogowanie cyfry już nie.
W sumie to to samo tylko na odwrót.

No nie bardzo, to dwie rozne rzeczy.

analog --> cyfra, to przekształcenie filmu na inny rodzaj medium - przy dążeniu do zachowania jak największej wiernosci oryginałowi, czyli jak najwierniejsza konwersja ale bez wprowadzania zmian. owszem stosuje się czasem retusz na poziomie skanera, ale nie większy jak przy robieniu odbitek pod powiekszalnikiem.

cyfra --> pseudoanalog, to przerobienie zdjecia i to nadal w komputerze, dodanie efektów, zmiana. plik nadal pozostaje cyfrowy, nigdzie poza komputer fizycznie nie wychodzi.

na odwrót, cyfra --> analog - to jest raczej zrobienie odbitki lub naświetlonego na kliszy pliku cyfrowego - przejscie z bajtów na materiał. druk..


nie mówcie że zależy Wam tylko na samym efekcie, bo po co szukacie coraz bardziej doskonałych skanerów czy wręcz sztucznego poprawiania analogowej niedoskonałości.

Ale czemu mam nie mówić skoro tak właśnie jest. Już pisałem - nie kręcą mnie odbitki, nie mam potrzeby ich robienia, a nie uważam aby proces fotografowania na filmie był bez odbitki niekompletny. Byłby kiedyś bo nie było dzisiejszych opcji. Kiedyś byla droga A-B-C, a teraz masz A-B-C/D. I nie szukałem coraz lepszych skanerów - kupiłem jeden 4490 na początku i na nim skanowałem aż zdechł. A poprawiałem negatyw tak jak poprawia się odbitki pod powiększalnikiem. I to nawet w mniejszym stopniu bo zwykle jest tylko kontrast i kadrowanie, więc jak moje poprawianie negatywu ma się do tego np.:


https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2014/01/imagesqtbnANd9GcQ6S_g5kyq2780FOzfKSfdaFd-1.jpg
źródło (https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQ6S_g5kyq2780FOzfKSfdaFdAoyGHon fPTQMCH3zBSn7TwvOSpIQ)


https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2014/01/hLyH2DZIn84ms8t5Gofr58lL_400-1.jpg
źródło (http://26.media.tumblr.com/hLyH2DZIn84ms8t5Gofr58lL_400.jpg)


https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2014/01/pablo2copy1-1.jpg
źródło (http://theliteratelens.files.wordpress.com/2012/02/pablo2copy1.jpg)

foveon
13-01-2014, 12:56
Prezentowanie zdigitalizowanego analogowego zdjęcia zawsze obarczone jest tym że prezentując coś niezwykłego (np ciemno granatowe niebo w słoneczny dzień (użycie polara)) niesie pytanie - ile podkręcone jest w komputerze. Niestety kiedy pokazuje taką analogową odbitkę wszyscy mówią trochę przesadziłeś w photoschopie, choć to zupełnie nie prawda. Oglądając doskonałe analogowe zdjęcie w necie zastanawiam się ile jest jego analogowości. Oglądając świetne pracę wiedząc że były robione zupełnie analogowo widzę naprawdę kunszt fotografa. Żeby była jasność nie zaliczam się do takich fotografów, ale na tyle mam pojęcia aby docenić dobrą pracę.

markB
13-01-2014, 13:12
Czy zna ktoś punkt w Poznaniu, wywołujący zdjęcia cz-b w tradycyjny sposób, aż po odbitkę?

Kiedyś robił to Foto Gajek na Kramarskiej (http://www.fotogajek.pl/). Nie wiem czy jeszcze istnieje, bo dawno w tych rejonach nie byłem.

kkokosz
13-01-2014, 13:15
Oglądając doskonałe analogowe zdjęcie w necie zastanawiam się ile jest jego analogowości. Oglądając świetne pracę wiedząc że były robione zupełnie analogowo widzę naprawdę kunszt fotografa. Żeby była jasność nie zaliczam się do takich fotografów, ale na tyle mam pojęcia aby docenić dobrą pracę.

Pytanie tylko, co oceniamy - kunszt twórcy (jako rzemieślnika) czy ostateczną postać jego dzieła? Patrząc na prace np. Jamesa Nachtweya nie zastanawiam się, czy i jak pracował nad danym ujęciem w ciemni (tu rozjaśnił, tam ściemnił, tu przyciął) - liczy się końcowy kadr. Jeśli zaczynamy się zastanawiać, ile obróbki jest w danej fotografii, to chyba znak, że jesteśmy już za bardzo "skrzywieni" i nie potrafimy spojrzeć po prostu na obraz i jego wymowę...

RobertMiernik
13-01-2014, 13:41
Oglądając doskonałe analogowe zdjęcie w necie zastanawiam się ile jest jego analogowości. Oglądając świetne pracę wiedząc że były robione zupełnie analogowo widzę naprawdę kunszt fotografa.

Też tak miałem ale jakiś czas temu trafiłem na artykuł właśnie o ciemniowcach z Magnuma (między innymi zdjęcia powyżej) i teraz zastanawiam się na ile genialne były zdjęcia a co i jak poprawili w nich goście w ciemni pod samym powiększalnikiem. Nie mogę znaleźć tego linka, bo to dawno było a w internetach każdą fajną stronę można znaleźć tylko raz. W każdym razie były tam porównane odbitki 'czyste' z tymi 'ulepszanymi' i powiem Ci, że różnica była tak duża, że nad tymi bez efektów chyba bym się nawet nie zatrzymał przeglądając album.

A zbliżając się do puenty:
Oczywiście cyfrowo można dużo prościej wprowadzić dużo bardziej drastyczne zmiany w obrazie, ale kiedyś porządny fachowiec osiągał prawie to samo w ciemni i to jeszcze chytrzej (bo mało kto się spodziewał, że to w ogóle możliwe). Dlatego oceniając kunszt fotografa masz też przed oczami kunszt całej 'bandy', laboranta który wołał, technika w ciemni i pewnie jeszcze kogoś, kto po wołaniu określił planowany kierunek obróbki.

Ogólnie zgadzam się z chłopakami, analogizowanie cyfrowych zdjęć to jednak nie jest to, o co chodzi w fotografowaniu na błonie, bo chodzi o analogowy obrazek, głębie, plastykę obiektywów, charakter choćby średniego formatu, tego nie da się odwzorować cyfrowo.

edit:
świetny głos w sprawie:

Jeśli zaczynamy się zastanawiać, ile obróbki jest w danej fotografii, to chyba znak, że jesteśmy już za bardzo "skrzywieni" i nie potrafimy spojrzeć po prostu na obraz i jego wymowę...

Jako ludź lubię oglądać zdjęcia i wtedy rzeczywiście można spoglądać na obraz i jego wymowę, ale nie potrafię patrzeć na zdjęcie bez fotograficznego sznytu, więc obowiązkowym 'krokiem' oglądania zdjęcia, które w punkcie pierwszym określam jako interesujące to pytanie 'jak' dlatego wydaje mi się, że fotograf nie może oglądać zdjęć bez tego skrzywienia...

doktor
13-01-2014, 13:46
Dlatego oceniając kunszt fotografa masz też przed oczami kunszt całej 'bandy', laboranta który wołał, technika w ciemni i pewnie jeszcze kogoś, kto po wołaniu określił planowany kierunek obróbki.

Także tego laboranta, który zjarał filmy Capy z lądowania w Normandii.

RobertMiernik
13-01-2014, 13:58
Także tego laboranta, który zjarał filmy Capy z lądowania w Normandii.
czasem uda się lepiej a czasem uda się gorzej ;P

foveon
13-01-2014, 14:04
Także tego laboranta, który zjarał filmy Capy z lądowania w Normandii.
Zawszę w photoszkopie można coś domalować ;)

zdyboo
13-01-2014, 14:07
Także tego laboranta, który zjarał filmy Capy z lądowania w Normandii.

Gdyby nie laborant, zdjęcia Capy byłby "zwykłymi" zdjęciami z lądowania, a tak mamy "The Magnificent Eleven", którą zna każdy, a przynajmniej powinien znać. ;)

pastwisko
13-01-2014, 16:08
Prezentowanie zdigitalizowanego analogowego zdjęcia zawsze obarczone jest tym że prezentując coś niezwykłego (np ciemno granatowe niebo w słoneczny dzień (użycie polara)) niesie pytanie - ile podkręcone jest w komputerze. Niestety kiedy pokazuje taką analogową odbitkę wszyscy mówią trochę przesadziłeś w photoschopie, choć to zupełnie nie prawda. Oglądając doskonałe analogowe zdjęcie w necie zastanawiam się ile jest jego analogowości. Oglądając świetne pracę wiedząc że były robione zupełnie analogowo widzę naprawdę kunszt fotografa. Żeby była jasność nie zaliczam się do takich fotografów, ale na tyle mam pojęcia aby docenić dobrą pracę.

Mnie sie wydaje, ze ty masz po prostu klasyczne podejscie cyfra to zło. Było skanowane więc jest z urzedu gorsze.

No i czym się różni podkręcenie w szopie od podkręcenia pod powiększalnikiem? I tu i tu mamy do czynienia z korektą oryginału - negatywu. To że zrobisz to pod rzutnikiem nie sprawi że nie bedzie to bardziej prawdziwe. Bedzie tylko bardziej tradycyjne, - ale na pewno nie unikniesz przekłamań. Zresztą - daj negatyw 10 osobom i poproś o odbitki, wynik chyba będzie oczywisty?

RobertMiernik
13-01-2014, 16:25
Zresztą - daj negatyw 10 osobom i poproś o odbitki, wynik chyba będzie oczywisty?
Jeśli dobrze wybierzesz osoby, jest duża szansa, że każda będzie miała z tyłu napis Rossmann i rzeczywiście będą identyczne ;P

foveon
13-01-2014, 17:03
Moje podejście jest całkiem proste cyfra do cyfry analog do analogu. Po co mieszać wyjdzie muł ni koń ni osioł.
Jeżeli uważasz że zabawa w photoszopie jest taka sama jak kręcenie pod powiększalnikiem to czemu używasz analoga a nie cyfry? Photoschop i skanowanie to cyfra porównywanie jej do powiększalnika ma się tak jak by porównywać aparat analogowy z cyfrowym.
Siedzenie pod powiększalnikiem daje tyle samo przyjemności albo nawet więcej co robienie zdjęć i wołanie ich. Przecież to to samo tylko w drugą stronę.

RobertMiernik
13-01-2014, 17:13
fevon zdjęcie zrobione średnioformatowym aparatem analogowym ma całkiem inny charakter niż to samo zrobione cyfrą, nie da się tego w PSie odtworzyć, niektórym się to właśnie podoba i dlatego robią analogiem...

miron19j
13-01-2014, 17:14
mnie, podobnie jak pastwisko, daje frajdę fotografowanie. Aparatem na kliszę. I póżniejsza zabawa z chemią, rozrabianie, mieszanie...
A na zorganizowanie ciemni po prostu nie mam miejsca. Przymierzałem się kilkukrotnie i za każdym razem sprawa rozbijała się o lokal. I dlatego, jak do tej pory, pozostaje mi skanowanie.
I nie uważam tego za coś lepszego lub gorszego niż inny rodzaj obróbki.

foveon
13-01-2014, 17:19
O średnim formacie już wspominałem również o lepszej archiwizacji oraz braku możliwości zorganizowania ciemni.
Kolega pastwisko nie wspomniał a ni razu o tych rzeczach. A że fajnie z Nim się polemizuje to nie oczekuje od niego takich banalnych wkrętek :)
Sadziłem że będziecie mieli argumenty typu rejestrowanie barw na negatywach cz-b jest zupełnie inne od cyfry, możliwości eksperymentowania z forsowaniem, lub wołanie w jakiejś ektremalnej temperaturze lub to że materiały analogowe nie wykorzystują skomplikowanych algorytmów do rejestracji obrazu przez co jest on bardziej bliższym tego co oko rejestruje. Jest jeszcze bardzo wiele innych rzeczy które mówią za analogiem. Ale broń boże nie wywyższam go nad cyfrę.
U mnie najważniejsze jest to że wciągnąłem w to mojego syna i razem potrafimy spędzić bardzo miło czas w ciemni tak jak kiedyś ja ze swoim tatą.

pastwisko
13-01-2014, 17:41
Moje podejście jest całkiem proste cyfra do cyfry analog do analogu. Po co mieszać wyjdzie muł ni koń ni osioł.

To takie dość czarnobiałe podejscie, umykają ci wszystkie niuanse pośrednie. Miesza się po to żeby mieć cechy jednego i drugiego - tak jak muł ma cechy konia i osła, co czyni go bardzo efektywnym zwierzęciem. Ja natomiast mam zdjecie z analoga, ale z pominięciem nie interesującej mnie odbitki. Pisałem już że odbitki mi nie są potrzebne do szczęscia?


Jeżeli uważasz że zabawa w photoszopie jest taka sama jak kręcenie pod powiększalnikiem to czemu używasz analoga a nie cyfry? Photoschop i skanowanie to cyfra porównywanie jej do powiększalnika ma się tak jak by porównywać aparat analogowy z cyfrowym.

Czemu analog, a nie cyfra już pisałem. Ale mówiąc ponownie w dużym w skrócie: z cyfry otrzymuję inny materiał wyjsciowy. W przypadku skanera/powiększalnika materiał jest ten sam - negatyw - a negatyw się rózni od cyfry, przynajmniej dla mnie. Jest po prostu inny. Tak jak inny bedzie rysunek długopisem i cienkopisem. Także proces robienia zdjec cyfrą i analogiem sie różni - i ponownie - przynajmniej dla mnie.

foveon
13-01-2014, 18:03
Jeżeli założyć że skaner wykorzystuje tą samą technologie co aparat cyfrowy, to skanowanie analoga wprowadza między rejestrowanym obrazem a końcowym efektem bardzo niedoskonały filtr obarczony wieloma wadami podczas jego reprodukcji. Jeżeli chcemy uzyskać maksymalnie dobry efekt pozbawiony tych wad róbmy cyfrą. Efekt maski analoga będzie będzie można dodać już cyfrowo. Jeżeli mówisz o tym że cyfra inaczej rejestruje obraz niż negatyw (czy pozytyw) a jesteś zwolennikiem skanowania to zaprzeczasz samemu siebie bo i tak później obraz rejestrujesz cyfrowo (skaner) czyli tym co ci się nie podoba za pierwszym razem.

pastwisko
13-01-2014, 18:05
Cyfrą rejestrujesz scenę, skanerem rejestrujesz negatyw. To trochę dwie rózne bajki.

foveon
13-01-2014, 18:09
Ależ nie. Kiedyś Agfa wypuściła studyjny aparat cyfrowy wykorzystujący technikę skanowania. Czy w takim razie gdybyś mógł podłączyć do swojego skanera obiektyw zrezygnował byś z analoga?

pastwisko
13-01-2014, 18:45
Ale to bedzie skaner który zarejestruje scenę, to się nie bedzie wiele roznić od cyfry która zarejestruje scenę. Tyle że skaner skanując negatyw, skanuje już zarejstrowaną scenę. Na negatywie. Zaś sposób rejstracji sceny przez negatyw i cyfrę/skaner różni się dość diametralnie. Tak jak róznią się odbitki na plastiku i na barycie. Jeden nie zauważy, a dla drugiego bedzie niebo, a ziemia.

foveon
13-01-2014, 18:52
Fakt nie wziąłem uwagi na to iż negatyw odfiltruje bardzo dużo rzeczy które wyłapuje cyfrowe oko (choć by UV i podczerwień). A myślałem że może Nikon PF już odpowiedni lans wprowadza ;)

pastwisko
13-01-2014, 20:21
odpowiem cyfrowo ;)


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://forum.gamerage.com/grandchase/cfs-filesystemfile.ashx/__key/CommunityServer.Discussions.Components.Files/10/6303.AbandonThread.gif)