Zobacz pełną wersję : Znak czasów: I prasę zamkną i sklep foto zamkną
No nie, znowu narzekam...
http://www.dpreview.com/news/2013/01/09/Jessops-Britains-biggest-camera-store-enters-administration
I trafny komentarz:
I don't blame Amazon that much. Mostly I blame the people who come to the shop, talk to me for nearly an hour, and once we've established exactly what they want and made it fit their budget... They say they're "going for a coffee" and never come back. Then show up a week later with the camera in hand, asking how to do something with it. And yet, I still end up helping them... It's MY FAULT! I was too nice...
Kazdy liczy grosz i kupie, gdzie taniej.
Skończy się to w ten sposób, że za obejrzenie towaru w sklepie trzeba będzie zapłacić, jak również za instruktaż użytkowania. W sumie słusznie.
Władca Pixeli
10-01-2013, 04:53
Byłem w ostatnią sobotę w Chicago wstąpić do największego sklepu foto w Illinois i okazało się, że sklep jest likwidowany.
http://img6.imageshack.us/img6/6938/helix.jpg
źródło (http://img6.imageshack.us/img6/6938/helix.jpg)
Miesiąc temu zamknęli ostatni profesjonalny lab w okolicy.
Pytałem się w punkcie foto, czy ktoś jeszcze jest w stanie wywołać E6, to patrzyli się na mnie jak na przybysza z innej planety. :mrgreen:
A w takim Seulu sklep na sklepie, można od ręki kupić dowolny aparat wyprodukowany na przestrzeni ostatnich 30, może 40 lat. Ceny zależą w zasadzie od tego jak dobrze umiesz się targować.
MEGALOPOLIS
10-01-2013, 09:20
A w takim Seulu sklep na sklepie, można od ręki kupić dowolny aparat wyprodukowany na przestrzeni ostatnich 30, może 40 lat. Ceny zależą w zasadzie od tego jak dobrze umiesz się targować.
Podobnie jest w Tokio... takich sklepów jak na zdjęciu widziałem kilka na jednej ulicy, niektóre nastawione tylko na sprzęt analogowy...
https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2013/01/stareaparaty-1.jpg
źródło (http://s1.pokazywarka.pl/i/1644704/597054/stareaparaty.jpg)
Rozbujajcie wyobraźnie :) -co dalej?
Wystarczy że powstaną molochy internetowe, które powybijają cenami małych sprzedawców. Kowalscy na całym świecie wolą wydać 100zł mniej w internecie byleby "było taniej". Potem powstaną koncerny międzynarodowe z siedzibą Bumbustanie ;) i wszelkie urzędy "prokonsumenckie" będą bezsensowne.
W naszym światku i narodzie nie ma powszechnej akceptacji i zrozumienia dla "naszych" rodzimych firm - ważna jest cena (czasem aż do przesady). Firmy małe i startujące mają "przesrane"
Rozbujajcie wyobraźnie :) -co dalej?
Firmy małe i startujące mają "przesrane"
Jakoś rok temu było sporo plotek o tym, że Amazon wchodzi do Polski. Na plotkach się skończyło, ale przez rok sporo się zmieniło na rynku książek w ogóle, a e-booków w szczególe. Wydawcy się nieco ogarnęli, dystrybutorzy też i choć wiele jest jeszcze do zrobienia, to jednak wchodząc na polski rynek teraz, Amazon natknąłby się na sporą konkurencję na dość sprawnie działającym rynku.
A co im będzie szkodziło załatwić te "firemki" - tak jak załatwiono kable ożarowskie ?
krolewicz
10-01-2013, 09:56
ebay miał załatwić Allegro i co? (inna kwestia, czy w ostatecznym rozrachunku nie wyszlibyśmy na tym lepiej)
Znikną sklepy w których będzie można pomacać towar, sprzedaż w sieci siądzie, chyba, że molochy interentowe otworzą w każdym mieście salony wystawiennicze. Większość ludzi decyduje się na zakup w sieci, po uprzednim pomacaniu towaru w realu, a później szuka lepszej ceny.
Przecież to zależy tylko od kupujących. Jaka jest teraz tendencja. Obroty sklepów wielkopowierzchniowych (spożywcze) spadają, bo ludziom coraz mniej chce się łazić z wielkim koszykiem po wielkim sklepie i za każdym razem szukać miejsca, gdzie przestawili makaron lub majonez i jechać do tego sklepu na drugi koniec miasta, bo to żadna oszczędność jest.
Może i znikną sklepy, ale to najwcześniej jak obecne pokolenie produkcyjne, obeznane z zakupami przez net się zestarzeje.
Widzę po swoich rodzicach, którzy o ile jeszcze do korzystania z Internetu zdołali się przekonać, to nie dają się przekonać do płacenia przez sieć. Może i słusznie, bo jak się czyta, nawet na forum, ilu jest młodych naiwnych, to lepiej, że są świadomi swoich ograniczeń.
najpierw się zmartwiłem ale potem stwierdziłem, że akurat takich jessopów to mi do końca nie żal. duże firmy sieciowe nie wpływały na rynek korzystnie i to one zaczęły walkę na obniżanie cen i wyniszczanie konkurencji. jak widać padli od własnej broni. dopóki handel w necie będzie rozdrobniony dopóty nam będzie OK. a o dostępność do sampli się nie martwcie. pokazuje to brytyjski rynek RTV i AGD. jak udział sprzedaży w sieci wzrósł wyraźnie to firmy zaczęły mieć dokładnie te same problemy jakie rysują się przed rynkiem FOTO. zaradziły temu w prosty sposób - otworzyły salony wystawowe pod nazwą sony center, panasonic center itp. ceny tam są jak na batorym ale to nie są punkty do kupowania to właśnie macalnie.
Widzę po swoich rodzicach, którzy o ile jeszcze do korzystania z Internetu zdołali się przekonać, to nie dają się przekonać do płacenia przez sieć.
U mnie jest odwrotnie - ja nadal nie mogę przekonać się do zakupów w sieci, od kilku tygodni dopiero mam konto z dostępem internetowym, wolę trochę dopłacić i kupić w zwykłym sklepie. Za to mój ponad siedemdziesiąt letni ojciec kupował w grudniu telewizor. Znalazłem identyczny, w takiej samej cenie w Euro (10 km od domu) i chciałem pojechać i mu kupić, na co on stwierdził, że woli w sieci :)
Rozbujajcie wyobraźnie :) -co dalej?
Wystarczy że powstaną molochy internetowe, które powybijają cenami małych sprzedawców. Kowalscy na całym świecie wolą wydać 100zł mniej w internecie byleby "było taniej". Potem powstaną koncerny międzynarodowe z siedzibą Bumbustanie ;) i wszelkie urzędy "prokonsumenckie" będą bezsensowne.
W naszym światku i narodzie nie ma powszechnej akceptacji i zrozumienia dla "naszych" rodzimych firm - ważna jest cena (czasem aż do przesady). Firmy małe i startujące mają "przesrane"
Wszedzie sie podkresla ze firmy to nie instytucje charytatywne i musza zarabiac.
A kupujacy? To tez nie 'charity' i kupia gdzie taniej.
Dlatego ja nie placze po zadnych zamknietych sklepach ktore nie moga przystosowac sie do zmieniajacego sie rynku.
Inne daja sobie rade, bedzie ich po prostu mniej.
Może i znikną sklepy, ale to najwcześniej jak obecne pokolenie produkcyjne, obeznane z zakupami przez net się zestarzeje.
Widzę po swoich rodzicach, którzy o ile jeszcze do korzystania z Internetu zdołali się przekonać, to nie dają się przekonać do płacenia przez sieć. Może i słusznie, bo jak się czyta, nawet na forum, ilu jest młodych naiwnych, to lepiej, że są świadomi swoich ograniczeń.
Niekoniecznie. Moja mama ma 91 lat - dwa konta internetowe do płacenia rachunków, mail i skype do komunikacji z rodziną i znajomymi. Zakupy spożywcze robi głównie w sieci (Alma). Od roku używa smartfona, na którym ma również skonfigurowany email, itd. :smile:
Wszedzie sie podkresla ze firmy to nie instytucje charytatywne i musza zarabiac.
A kupujacy? To tez nie 'charity' i kupia gdzie taniej.
Dlatego ja nie placze po zadnych zamknietych sklepach ktore nie moga przystosowac sie do zmieniajacego sie rynku.
Inne daja sobie rade, bedzie ich po prostu mniej.
Dokładnie. :smile:
Panowie to pogratulujcie rodzicom, ale ogólna tendencja jest taka, że jednak osoby, które się nie wychowały z komputerem albo nawet przez komputer ;) zachowują pewną nieufnośc wobec "nowinek" technicznych.
Moi rodzice opanowali poruszanie się w sieci, skype czy mejla też, ostatnio nawet Windowsa8. Problem pojawia się jak mają wydać pieniądze w inny sposób niż SMS, nie mają zaufania do swoich umiejętności i zakupów sami nie zrobią. Owszem znajdą co ich interesuje, ale transakcję muszą przeprowadzić ich dzieci. ;)
Spożywka, moim zdaniem i tak się nie przeniesie całkiem do sieci. Ja sobie cenię, że mam koło domu mały sklep, w którym mogę kupić bułki bez worka, bo lubię jak skórka jest chrupiąca. :)
Wszedzie sie podkresla ze firmy to nie instytucje charytatywne i musza zarabiac.
A kupujacy? To tez nie 'charity' i kupia gdzie taniej.
Dlatego ja nie placze po zadnych zamknietych sklepach ktore nie moga przystosowac sie do zmieniajacego sie rynku.
Inne daja sobie rade, bedzie ich po prostu mniej.
uhmmm...mniej = ....... ?
Podam ci jeden z przykładów : oligopol - znajdź definicję
Dla ciebie "zmieniający się rynek" i "sklepy które sobie nie radzą"(czyli według ciebie nie sprzedają wystarczająco tanio) to tylko element który w krótkim czasie da Tobie oszczędności. W długim terminie jest to niekorzystne zjawisko - także dla Ciebie
(porozmawiaj czasem , jeżeli masz okazję - jak wygląda zamawianie towaru foto/marże, ceny od dystrybutora itp.)
Acha... i podaj mi przykład jak można "dać sobie radę" jeżeli towar który mam w sklepie dostaję od dystrybutora za np.1600 - sam sprzedaję za 1670 a sklep powiązany(chyba) z mediamarktem (redcoon) sprzedaje za 1550....
Sorry ja nie mam pojecia
sokolnik
10-01-2013, 15:43
Acha... i podaj mi przykład jak można "dać sobie radę" jeżeli towar który mam w sklepie dostaję od dystrybutora za np.1600 - sam sprzedaję za 1670 a sklep powiązany(chyba) z mediamarktem (redcoon) sprzedaje za 1550....
Sorry ja nie mam pojecia
Może tak jest, bo sieci takie jak MM sprzedają/zamawiają u dystrybutora duuużo towaru więc dostają niskie ceny zakupy.
Zresztą, wiem od jednej z firm sprzedającej towar do MM, że MM strasznie zaniża ceny a prezes i tak sprzedaje, bo chce mieć obrót.
Inna firma wyniosłą się z sieci MM, gdzie towar sprzedaje się masowo, tanio, i słabej jakości. Przerzucili się na małe/średnie firmy które specjalizują się w czymś tam, i im dostarczają towar po wyższych cenach.
Po co harować i sprzedawać dla Marketów, i tylko ścigać się o jak najniższą cenę i zarobić X mało do poniesionych kosztów itp jak można robić trochę mniej, skupić się na lepszych klientach i zarobić tyle samo.
Nie wiem jak im to wychodzi i czy dobrze tłumacze.
Podobno nic nie daje takich zysków jak sprzedać produktu X w milionach sztuk, z marżą np 1 %. Niż sprzedaż 100 tyś sztuk z wyższą marżą.
Sory za moje teorię :)
ostatnio kupowałem parasolkę foto. W Olsztynie nie mogłem dostać parasolki. Musiałem kupić na allegro. Niby miasto wojewódzkie, a nie można kupić parasolki za 20-70 zł ? Statywu oświetleniowego za 100 też nie było, FJ i ABfoto nie mają. Info dostałem że w Olsztynie nigdzie nie dostane. Kolega i ja kupiliśmy w necie.
Czyli małym sklepom, nie opłaca się trzymać towaru i czekać aż ktoś go kupi. Nie chcą robić ze sklepu magazynu. Wolą powiedzieć, zamówimy panu, jutro do odbioru. Dlatego MZ duże sklepy wygrywają z małymi, bo mają towar na miejscu. Nic tak nie wkurza jak chcesz coś kupić, idziesz do sklepu specjalistycznego a oni mówią, nie ma, będzie za tydzień :)
Może tak jest, bo sieci takie jak MM sprzedają/zamawiają u dystrybutora duuużo towaru więc dostają niskie ceny zakupy.
Fafniak o tym doskonale wie, dlatego pyta jak ma sobie z tym poradzić.
sokolnik
10-01-2013, 16:13
Fafniak o tym doskonale wie, dlatego pyta jak ma sobie z tym poradzić.
raczej ciężko z tym sobie poradzić.
nie pomogę
Byłem w ostatnią sobotę w Chicago wstąpić do największego sklepu foto w Illinois i okazało się, że sklep jest likwidowany.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img6.imageshack.us/img6/6938/helix.jpg)
...
Oj przykrość... :sad: Uratowali mi kiedyś d...
... Nic tak nie wkurza jak chcesz coś kupić, idziesz do sklepu specjalistycznego a oni mówią, nie ma, będzie za tydzień :)
To czemu nie spróbowałeś kupić tej parasolki w molochu? Tez nie mieli? Uuuu i nawet nie chcieli zamówić? Proste - bo im się nie opłaca. Bo wiązałoby się to z założeniem nowego indeksu w programie księgowo/magazynowym, bo trzeba by było od razu zamówić np. 100 szt, bo magazynowanie itd itp. Wszystkie sklepy, każdy rodzaj (czy to mały, czy duży, czy specjalistyczny, czy wielobranżowy) mają swoje wady i zalety, więc nie można wymagać od molocha aby był elastyczny, a od małego sklepiku, aby miał ceny jak moloch który kupuje np. aparaty na wagony.
A z Fafniakiem się zgodzę, że cena i wyścig o jak najniższą cenę jest krótkowzrocznym podejściem. Potem narzekamy jako klienci, że np. sklep który ma złotówkę taniej realziauje zamówienie przez tydzień, że nie chce realizować gwarancji, że nie ma polskiej instrukcji itd itp. To się nie bierze znikąd szanowni dyskutanci.
I jeszcze jedno - podejście Kalego się kłania - jak Kali kupić tanio (np. aparat) to dobrze, ale jak od Kalego chcą kupić coś tanio (np. usługi fotograficzne) to źle. Czemu w wątkach o tym, że jest zaniżana cena usług fotograficznych to sieje się gromy na tych co zaniżają, a w wątkach o cenach sprzętu sieje się gromy na tych co nie chcą zaniżać? ;)
uhmmm...mniej = ....... ?
Podam ci jeden z przykładów : oligopol - znajdź definicję
Dla ciebie "zmieniający się rynek" i "sklepy które sobie nie radzą"(czyli według ciebie nie sprzedają wystarczająco tanio) to tylko element który w krótkim czasie da Tobie oszczędności. W długim terminie jest to niekorzystne zjawisko - także dla Ciebie
(porozmawiaj czasem , jeżeli masz okazję - jak wygląda zamawianie towaru foto/marże, ceny od dystrybutora itp.)
Acha... i podaj mi przykład jak można "dać sobie radę" jeżeli towar który mam w sklepie dostaję od dystrybutora za np.1600 - sam sprzedaję za 1670 a sklep powiązany(chyba) z mediamarktem (redcoon) sprzedaje za 1550....
Sorry ja nie mam pojecia
Ja rozumiem ze konkurencja z wirtualnymi sklepami czy molochami jest trudna ale to nie jest moja dzialka i cos co spedza mi sen z powiek.
Ja mam wlasny ogrodek i wlasne problemy.
A o brak konkurencji to sie nie boje.
Jessops akurat mial przyzwoite ceny i co ciekawe te online byly sporo nizsze niz w ich sklepach, mozna wiec bylo zamowic towar online i odebrac w najblizszym sklepie:)
Ja rozumiem ze konkurencja z wirtualnymi sklepami czy molochami jest trudna ale to nie jest moja dzialka i cos co spedza mi sen z powiek.
Ja mam wlasny ogrodek i wlasne problemy.
A o brak konkurencji to sie nie boje.
To proponuję żebyś zaczął
Na początek poczytaj - bo to co akurat tu jest opisane to pryszcz.
Natomiast to co dzieje się na rynku paliwowo/energetycznym ....( a to tylko jeden z problemów)
A tak na koniec ... w Weselu padło pewne zdanie które fantastycznie opisuje to zjawisko (własny ogródek i własne problemy) i "polską" mentalność ...
Upadek małych firm, czy to handlowych, usługowych czy wytwórczych spowodowany parciem na niskie ceny jest KATASTROFĄ. Przecież to albo ja albo Ty mamy w tym udział, czyli pracujemy bądź dajemy pracę.
Jeśli zmuszani jesteśmy do rezygnowania z marży to oznacza tylko i wyłącznie rezygnację ze swojej wypłaty.
Przecież jest to bardzo proste, jeśli osoba która sprzedaje mi przysłowiową bułkę nie zarobi godziwie choćby na mnie, to nie przyjdzie i nie skorzysta z usług lub towaru który ja oferuję, bo albo nie będzie jej stać, albo będzie się bardzo targować, bo przecież ona też mi musiała taniej sprzedać.
Wniosek jest prosty, jeśli chcecie dobrze zarabiać, musicie też dać dobrze zarobić innym, nie dopuszczając do nadmiernego wzbogacania się koncernów lub osób które wyprowadzają NASZĄ kasę gdzieś na koniec świata.
Ja zawsze wyszukuję towaru w sieci a zamawiam w sklepach miejscowych, nawet jeśli mają za ten sam towar wyższą cenę. Mam proste założenie, iż towary tanie takie do 100zł kupuję nawet jeśli są droższe o 20-50% bo przecież kurier czy przesyłka tyle wyniesie. Artykuły AGD bezwzględnie na miejscu, nie wyobrażam sobie wysyłania takiej pralki, TV czy lodówki na reklamację. Znalazłem w sieci zmywarkę taką która mi odpowiadała i poszedłem do sklepu zamówić ten dokładnie model, zaoferowano mi cenę o 250zł wyższą, czyli jakieś 7% nawet nie próbowałem się targować, ZAMAWIAĆ i koniec tematu. W tym sklepie dla przykładu pracuje dwóch moich znajomych, w tym jeden klient. O czym tu więcej gadać, srał pies te 250zł, jeśli klapki mi padną na oczy to znaczy że czas do piachu.
Znam jeszcze jedno dobre powiedzenie: SPRZEDAWAJ DROGO, BĘDZIESZ MIAŁ BOGATYCH KLIENTÓW.
Erie i tomajk pięknie to ujeli :) niestety u nas jest tak że najlepiej jak ktoś mi da za darmo ale ode mnie niech kupują za miliony :)
grissley
11-01-2013, 19:05
ebay miał załatwić Allegro i co? (inna kwestia, czy w ostatecznym rozrachunku nie wyszlibyśmy na tym lepiej)
Ludzie na allegrowe 3% prowizji klną - a w niemieckim ebaju kasują 9%, za wystawienie też odpowiednio drożej.
Ja tam wolę allegro...
Ludzie na allegrowe 3% prowizji klną - a w niemieckim ebaju kasują 9%, za wystawienie też ospowiednio drożej.
Ja tam wolę allegro...
Na brytyjskim 10% plus wystawienie plus (najczesciej) paypal...
Pozwole sobie podzielic sie sytuacja z wczoraj. Zaszedlem do pewnego ekskluzywnego salonu fotograficznego w Warszawie. Zastanawialem sie nad kupna Voigtlanderowskiej 12ki versja II, ktora akurat w owym salonie mieli na stanie. Cena na polce nad obiektywem - niecalem 3000zl. 2700 cos - nie pamietam dokladnie. Wiedzialem, ze to za malo, wiec dopytalem sie czy to w komplecie z zewnetrznym celownikiem. Sprzedawca odpowiedzial, ze nie. Spytalem wiec ile kosztuje zestaw. Dodalem, ze jestem zainteresowany kupnem za gotowke i spytalem sie czy dostane znizki dla glodujacego artysty. Pan poszperal w komputerze i rzucil cene 4700zl. Wielkie oczy zrobilem, cofnalem sie do polki i mowie, ze tam cena 2700 (i costam), wiec jak? Celownik 2000? Pan rozbrajajaco odrzekl, ze to cena za pierwsza wersje? Pytam wiec czy maja pierwsza? Nie - odpowiada pan. Nie sprzedawala sie, wiec nie sprowadzaja. Zdziwilem sie troche, ze tak zapracowani i nei maja czasu zdjec starej ceny. Powiedzialem, ze dziekuje, ze troche drogo, bo w sklepach internetowych nowy obiektyw razem z wizjerem kosztuje 3600-4000 zl. Pan zasugerowal, ze to okazyjna cena i proponuje tam kupic. No to do k.... nedzy, ja rozumiem, ze to ekskluzywny salon i pewnie dzentelmeni nie dbaja o drobniaki, ale placic za eksluzywnosc gorka 1000zl, jedna czwarta ceny obiektywu, to chyba lekka przesada? Dziwimy sie potem, ze nikt nie kupuje w sklepach?
Borat1979
13-01-2013, 01:36
Rozbujajcie wyobraźnie :) -co dalej?
Wystarczy że powstaną molochy internetowe, które powybijają cenami małych sprzedawców. Kowalscy na całym świecie wolą wydać 100zł mniej w internecie byleby "było taniej". Potem powstaną koncerny międzynarodowe z siedzibą Bumbustanie ;) i wszelkie urzędy "prokonsumenckie" będą bezsensowne.
W naszym światku i narodzie nie ma powszechnej akceptacji i zrozumienia dla "naszych" rodzimych firm - ważna jest cena (czasem aż do przesady). Firmy małe i startujące mają "przesrane"
Dużo zależny od kwoty, która wydajesz na sprzęt. Jak kupujesz coś za 1000 zł to nawet 40 zł robi różnicę i kupuje się przez internet. Jak kupujesz sprzęt za za 5 czy 10 tyś to jednak większość klientów woli możliwość odbioru i sprawdzenie w sklepie nawet jak cena jest odrobinę wyższa niż necie. Jak kupowałem D600 to różnica miedzy tradycyjnym sklepem a allegro wynosiła ok 400 zł. Tylko, że byli to jacyś drobni Allegrowi sprzedawcy, u których nie zaryzykowałbym wydania prawie 7 tys zł. Różnica między stacjonarnym sklepem a znanymi sklepami internetowymi z dobrą renomą była praktycznie pomijalna, nie przekraczająca ceny przesyłki kurierskiej.
Poza tym jak coś będzie nie tak ze sprzętem to biorę pod pachę i w kilka minut jestem w sklepie z reklamacją. Kupując przez internet , w przypadku jakiejkolwiek awarii trzeba się z tym bujać wysyłając sprzęt kurierami często po kilka razy bo się okaże, że mimo naprawy coś jest nadal nie tak.
No to do k.... nedzy, ja rozumiem, ze to ekskluzywny salon i pewnie dzentelmeni nie dbaja o drobniaki, ale placic za eksluzywnosc gorka 1000zl, jedna czwarta ceny obiektywu, to chyba lekka przesada? Dziwimy sie potem, ze nikt nie kupuje w sklepach?
No to po twojemu teraz :) No to do k.... nędzy dlaczego dop.... taki czynsz za lokal ? przykładowo jesteś właścicielem lokalu i ten sklep u Ciebie to wynajmuje :) zapytaj ich ile płacą ( myśle że około 30tys ) i ile wynoszą koszty utrzymania pracownika jednego a pewnie ma ze dwóch, prąd itd. Dopiero wtedy zastanów się przynajmniej odrobine jaki przemiał aparatów musiałby mieć przy zarobku 20zł na sztuce bo do tego dochodzi przez walki cenowe żeby to wszystko utrzymać opłacić i coś zarobić na jakiegś piwo przynajmniej :) bo o luksusach można zapomnieć :) To nie bułki czy chleb że sprzedaje się codziennie tego na tony. Teraz weź firmę jednoosobową która ściąga sprzęt z po za granicy kraju i koszty ma znikome więc dla niego obniżenie ceny żebyś to zakupił u niego nie jest problemem :) Teraz wiesz dlaczego często są tak różne ceny i dlaczego zaczynają się zamykać sklepy foto :)
Pozwole sobie podzielic sie sytuacja z wczoraj. Zaszedlem do pewnego ekskluzywnego salonu fotograficznego w Warszawie. Zastanawialem sie nad kupna Voigtlanderowskiej 12ki versja II, ktora akurat w owym salonie mieli na stanie. Cena na polce nad obiektywem - niecalem 3000zl. 2700 cos - nie pamietam dokladnie. Wiedzialem, ze to za malo, wiec dopytalem sie czy to w komplecie z zewnetrznym celownikiem. Sprzedawca odpowiedzial, ze nie. Spytalem wiec ile kosztuje zestaw. Dodalem, ze jestem zainteresowany kupnem za gotowke i spytalem sie czy dostane znizki dla glodujacego artysty. Pan poszperal w komputerze i rzucil cene 4700zl. Wielkie oczy zrobilem, cofnalem sie do polki i mowie, ze tam cena 2700 (i costam), wiec jak? Celownik 2000? Pan rozbrajajaco odrzekl, ze to cena za pierwsza wersje? Pytam wiec czy maja pierwsza? Nie - odpowiada pan. Nie sprzedawala sie, wiec nie sprowadzaja. Zdziwilem sie troche, ze tak zapracowani i nei maja czasu zdjec starej ceny. Powiedzialem, ze dziekuje, ze troche drogo, bo w sklepach internetowych nowy obiektyw razem z wizjerem kosztuje 3600-4000 zl. Pan zasugerowal, ze to okazyjna cena i proponuje tam kupic. No to do k.... nedzy, ja rozumiem, ze to ekskluzywny salon i pewnie dzentelmeni nie dbaja o drobniaki, ale placic za eksluzywnosc gorka 1000zl, jedna czwarta ceny obiektywu, to chyba lekka przesada? Dziwimy sie potem, ze nikt nie kupuje w sklepach?
Tylko teraz pytanie za ile oni to kupili - jesli kupili za np. 4300 to za 3600-4000 po prostu nie sprzedadzą i wcale nie jest to 1000 zł za "ekskluzywność".
grissley
13-01-2013, 02:16
Tylko teraz pytanie za ile oni to kupili - jesli kupili za np. 4300 to za 3600-4000 po prostu nie sprzedadzą i wcale nie jest to 1000 zł za "ekskluzywność".
Jak będą musieli, to sprzedadzą. Ja kupiłem pokrowiec Nikona na D100 (akurat pasuje do D200/S5) za stówę. Sklep wpisał od razu dwie stówki straty. Ale i tak byli zadowoleni, że po 5 latach (!) w końcu się tego pozbywają ;)
Inna sprawa, że jak się nie jest sieciówką, to mając punkt w dobrym miejscu i fachową obsługę nie da się cenowo konkurować z internetową firmą nie mającą zamrożonej kasy (zamawiamy dopiero jak ktoś kupi), nie płacącą za wynajem i opartą na pracy właściciela i jego rodziny.
To jassop padł?
A ja mam jeszcze kupon świąteczny z pracy do jessopa. :-(
Nie dawno padł Jacobs, (nie kawa).
Jak będą musieli, to sprzedadzą. Ja kupiłem pokrowiec Nikona na D100 (akurat pasuje do D200/S5) za stówę. Sklep wpisał od razu dwie stówki straty. Ale i tak byli zadowoleni, że po 5 latach (!) w końcu się tego pozbywają ;)
Owszem, czasem i tak się zdarza.
Inna sprawa, że jak się nie jest sieciówką, to mając punkt w dobrym miejscu i fachową obsługę nie da się cenowo konkurować z internetową firmą nie mającą zamrożonej kasy (zamawiamy dopiero jak ktoś kupi), nie płacącą za wynajem i opartą na pracy właściciela i jego rodziny.
Da się - np. Fotozakupy z TG, tylko trzeba mieć wówczas sporo kasy na zakupy i na wymuszenie rabatów u dostawców.
Michał Jędrak
13-01-2013, 02:50
Oj tam z lekka marudzicie. Jakieś dwa lata temu ściągnąłem sobie na komputer film pod tytułem 'spisek żarówkowy' i w końcu miesiąc temu obejrzałem. Warto, bo wbija do głowy to o czym chyba wszyscy wiemy, ale rzadko mamy czas o tym pomyśleć tak zupełnie świadomie.
Mnie zupełnie nie martwi zamykanie sklepów, bo świat jest w ciągłym procesie ewolucji: wyschnie jedno źródło to pojawi się drugie. Jeśli towar jest identyczny, to dla klienta liczy się w 99& cena i tylko cena oraz wygoda. Ja nie jestem dusigroszem, ale jak mam pojechać po aparat 10km, wystać swoje w korku, zapłacić za benzynę i zmarnować swój czas, to wiadomo, że wolę kupić przez internet. Nawet jeśli w ogólnym rozrachunku zaoszczędzę tylko 20zł. A dlaczego? Bo zamiast zmarnować godzinę czy dwie za kółkiem to wolę cokolwiek zrobić w domu. Zamiast zmarnować 20zł, to wolę kupić sobie i dziecku ciastka, albo tylko dziecku jakieś resoraki czy inną zabawkę.
Po wielu latach bilans i tak wyjdzie zerowy, bo jakieś tam firmy padną i może część pracowników będzie musiała coś założyć na własną rękę, a inna część się przebranżowi itd... Katastrofy nie będzie. Podobnie jak katastrofy by nie było, gdyby można było kupować samodzielnie kody kreskowe na listy zamiast znaczków. Pewnie 2/3 obsługi straci pracę, ale i tak znajdą ją gdzie indziej... bo będą musieli. Często też biadolę na to, że fotografia schodzi na psy, bo z honorariów poobcinali jedno zero albo i dwa. Jednak nie martwię się w sumie taką sytuacją. Owszem, nie jestem już dłużej w stanie się utrzymać z fotografii, bo musiałbym się płaszczyć dzień i noc przed klientami, aby mieć zlecenia, musiałbym dawać w łapę redaktorom, musiałbym chodzić z obcymi facetami do łóżka albo jakieś inne rzeczy, na które tatuś dwójki dzieci nie ma ochoty ani czasu. Jednak dzięki temu wyciągnąłem zakurzonego Hassela i odczuwam na nowo przyjemność z fotografowania (nigdy nie myślałem, że ponownie załaduję film i że w lodówce będę miał zapas kilkudziesięciu rolek). Być może to zakiełkuje i po paru latach bilans wyjdzie na zero, albo nawet na zero dodatnie.
Jedynym problemem jest konsumpcyjna gospodarka i taki rozrost hierarchii płac w korporacjach, że muszą produkować byle co, aby tylko klientowi wciskać nowy towar do tyłka.
Gdyby ludzie kupowali komórki na tak długo jak kiedyś telefony stacjonarne.
Gdyby ludzie kupowali samochody i jeździli nimi po 15 lat.
Gdyby ludzie reperowali pralkę zamiast wystawiać ją przed dom.
Gdyby ludzie oddali buty do szewca zamiast je wyrzucić...
... to wtedy żyłoby się nam, wbrew pozorom, lepiej i trochę by natura odetchnęła. Kiedyś korporacje były na tyle efektywne, że taki Nikon mógł wprowadzać nowy model aparatu co parę lat i firma nie padała. Teraz jeśli Nikon, Canon, Sony, Pentax, srentax nie wprowadzi jakiegoś durnego kompakta raz na miesiąc to bankructwo gwarantowane. A o jakości się nie wypowiadam, bo wszyscy wiemy jak jest. Mam teraz w ręku jakiś podstawowy kompakt Nikona (ale z nowej serii, S3300) i co z tego, że ładnie wygląda skoro przy ISO400 robi gorzej niż takie jednorazowe kartonowe aparaty. Obecnie rynek bazuje nie na doskonaleniu produktów, tylko na tym, że młodzi ludzie nie pamiętają lub nie wiedzą jak solidne rzeczy były kiedyś i kupują w wielkim podnieceniu.
A więc niech sobie sklepy padają, niech sobie banki padają i tak dalej.
OK. Pewnie macie racje. Nie znam sie. Widze tylko:
1. Cena u dystrybutora, w jego sklepie: 2779zl, celownik niech bedzie 1200 zl, co daje prawie 4000zl - jest to cena dla zwyklego czlowieka.
2. Ceny dla sklepow sa nizsze niz ceny detaliczne.
3. Jeden sklep ma w swojej ofercie ten obiektyw za 3700zl (3 lata gwarancji). (Z ciekawosci - cena Nikkora 24-70/2.8 to tutaj ok. 6100,-)
4. W drugim stoi za 4700zl (1 rok gwarancji). (Uwzgledniajac podobne roznice, Nikkor powinien kosztowac ok 7300,-)
5. Do obydwu sklepow mozna wejsc z gotowka i kupic na miejscu. Nie trzeba czekac na listonosza, ani robic przedplaty.
Ciesze sie, ze Wy rozumiecie powyzsza sytuacje i nie widzicie w niej nic dziwnego. Dla mnie roznica 1000zl i 2 lat gwarancji jest niezrozumiala. Przepraszam ekskluzywny salon za swoja arogancje. Przepraszam tez, ze nie przyszlo mi do glowy - jak zasugerowal kolega - ze mogli kupic drozej niz cena detaliczna w sklepie polskiego dystrybutora i nie oplaca im sie sprzedac taniej. Przepraszam i w ramach pokuty obiecuje, ze nigdy do ekskluzywnego salonu nie wejde.
Zwazywszy jeszcze, ze oferty na stronach internetowych polskich sklepow moga nie miec pokrycia w rzeczywistosci i okazac sie moze, ze dostepnosc sprzetu jest nie do ogarniecia, przy nastepnych zakupach bede zlym Polakiem i postaram sie je zrobic w Berlinie, gdzie wiekszy tlok na polce a ceny nizsze.
OK. Pewnie macie racje. Nie znam sie. Widze tylko:
1. Cena u dystrybutora, w jego sklepie: 2779zl, celownik niech bedzie 1200 zl, co daje prawie 4000zl - jest to cena dla zwyklego czlowieka.
2. Ceny dla sklepow sa nizsze niz ceny detaliczne.
3. Jeden sklep ma w swojej ofercie ten obiektyw za 3700zl (3 lata gwarancji). (Z ciekawosci - cena Nikkora 24-70/2.8 to tutaj ok. 6100,-)
4. W drugim stoi za 4700zl (1 rok gwarancji). (Uwzgledniajac podobne roznice, Nikkor powinien kosztowac ok 7300,-)
5. Do obydwu sklepow mozna wejsc z gotowka i kupic na miejscu. Nie trzeba czekac na listonosza, ani robic przedplaty.
Ciesze sie, ze Wy rozumiecie powyzsza sytuacje i nie widzicie w niej nic dziwnego. Dla mnie roznica 1000zl i 2 lat gwarancji jest niezrozumiala. Przepraszam ekskluzywny salon za swoja arogancje. Przepraszam tez, ze nie przyszlo mi do glowy - jak zasugerowal kolega - ze mogli kupic drozej niz cena detaliczna w sklepie polskiego dystrybutora i nie oplaca im sie sprzedac taniej. Przepraszam i w ramach pokuty obiecuje, ze nigdy do ekskluzywnego salonu nie wejde.
Zwazywszy jeszcze, ze oferty na stronach internetowych polskich sklepow moga nie miec pokrycia w rzeczywistosci i okazac sie moze, ze dostepnosc sprzetu jest nie do ogarniecia, przy nastepnych zakupach bede zlym Polakiem i postaram sie je zrobic w Berlinie, gdzie wiekszy tlok na polce a ceny nizsze.
Widzę że ironizujesz lub po prostu błazenadę odstawiasz (nie wiem tylko po co, bo w żaden sposób nie ma do tego uzasadnienia).
Załóżmy jednak, że tą zabawkę kupił ten sklep w momencie jak cena dystrybutora była 3500 (np. jak waluty były mocno na górce), a cena celownika była 1500 - daje to w sumie 5000 i już i tak sklep sprzedaje to pod wodą. Nie wiesz tego, ale już oceniasz sklep jako próbujący Cię naciągnąć "na ekskluzywność".
Jak kupujesz pączki to też możesz kupić pączka za 1 zł lub za 3 zł (np. na górze w schronisku) - wówczas też takie wywody robisz? Chyba nie, po prostu nie decydujesz sie na zakup i tyle. Tak samo tutaj - masz określoną ofertę, w określonym sklepie, w określonych warunkach - decydujesz się lub nie. Możesz próbować się targować, co zresztą jak przeczytałem robiłeś. Oferta jakoś drastycznie się nie zmieniła i zdecydowałeś się nie skorzystać z niej.
Zdecydujesz się (lub nie) na zakup w Berlinie - Twój wybór, Twoja kasa, nic nam do tego (a już na pewno nic do oceniania czy jesteś przez to dobrym czy złym Polakiem - to już absurd, ale jak napisałem mam wrażenie, że błazenadę odstawiasz jak małe dziecko, co to tupnie nóźką i już nie kocha tatusia, bo kazał czapkę ubrać).
Cytat :
Jedynym problemem jest konsumpcyjna gospodarka i taki rozrost hierarchii płac w korporacjach, że muszą produkować byle co, aby tylko klientowi wciskać nowy towar do tyłka.
Gdyby ludzie kupowali komórki na tak długo jak kiedyś telefony stacjonarne.
Gdyby ludzie kupowali samochody i jeździli nimi po 15 lat.
Gdyby ludzie reperowali pralkę zamiast wystawiać ją przed dom.
Gdyby ludzie oddali buty do szewca zamiast je wyrzucić...
... to wtedy żyłoby się nam, wbrew pozorom, lepiej i trochę by natura odetchnęła. Kiedyś korporacje były na tyle efektywne, że taki Nikon mógł wprowadzać nowy model aparatu co parę lat i firma nie padała. Teraz jeśli Nikon, Canon, Sony, Pentax, srentax nie wprowadzi jakiegoś durnego kompakta raz na miesiąc to bankructwo gwarantowane. A o jakości się nie wypowiadam, bo wszyscy wiemy jak jest. Mam teraz w ręku jakiś podstawowy kompakt Nikona (ale z nowej serii, S3300) i co z tego, że ładnie wygląda skoro przy ISO400 robi gorzej niż takie jednorazowe kartonowe aparaty. Obecnie rynek bazuje nie na doskonaleniu produktów, tylko na tym, że młodzi ludzie nie pamiętają lub nie wiedzą jak solidne rzeczy były kiedyś i kupują w wielkim podnieceniu.
A więc niech sobie sklepy padają, niech sobie banki padają i tak dalej.
Koniec cytatu.
Też to widzę, niestety dzisiejsze czasy to era Bylejakości.
Byle jak.
Byle dużo.
Byle taniej.
Byle szybciej.
Byle szybko się popsuło.
I tak to niestety działa.
krzysztofz24
14-01-2013, 00:48
(..............)
Też to widzę, niestety dzisiejsze czasy to era Bylejakości.
Byle jak.
Byle dużo.
Byle taniej.
Byle szybciej.
Byle szybko się popsuło.
I tak to niestety działa.
Wykorzystam twoj cytat, zeby napisac, ze ja jako konsument bylbym sklonny zaplacic wiecej zeby dostac rzecz wyprodukowana bez powyzszych "byle".
Np D600 i jego luszczace sie elementy. Jakbym mial pewnosc ze puszka jest w 100% sprawna i bez wad to dla mnie moze byc 1000zl spokojnie drozsza. I tak bym ja chcial i pewnie nabyl.
Ale chyba niestety wiekszosc osob chce byle taniej, na co producent odpowiada tymi "byle" ktore wypunktowales.
Wykorzystam twoj cytat, zeby napisac, ze ja jako konsument bylbym sklonny zaplacic wiecej zeby dostac rzecz wyprodukowana bez powyzszych "byle".
Np D600 i jego luszczace sie elementy. Jakbym mial pewnosc ze puszka jest w 100% sprawna i bez wad to dla mnie moze byc 1000zl spokojnie drozsza. I tak bym ja chcial i pewnie nabyl.
Ale chyba niestety wiekszosc osob chce byle taniej, na co producent odpowiada tymi "byle" ktore wypunktowales.
Niestety tak, dla dużej części osób im taniej tym lepiej - potrafią wybrać oferty sklepów o marnej reputacji, zgodzić się na uciązliwości, wręcz upodlenia oczekiwania na swój sprzęt tygodniami lub miesiącami po zapłacie i wielokrotne okłamywanie dla paru złotych oszczędności. Więc skoro jest grupa odbiorców to powstają takie sklepy. Podobnie ze sprzętem - byle taniej, może być badziew, ale tani (lub po prostu tańszy niż konkurencyjny) i... znajdzie kupca.
Ale tu nie chodzi o parę złotych oszczędności (i związane z tym upodlenie) - tylko o niezrozumiałą przebitkę, którą można spokojnie nazwać pazernością. I dlatego kolega dobrze radzi: tacyście zachłanni? ok, kupię w Berlinie, a wy zdychajcie.
To jassop padł?
A ja mam jeszcze kupon świąteczny z pracy do jessopa. :-(
Nie dawno padł Jacobs, (nie kawa).
tak padl... tutaj info: http://www.jessops.com/
ciekawo kiedy jeszcze WEX poleci: http://www.wexphotographic.com/
Ale tu nie chodzi o parę złotych oszczędności (i związane z tym upodlenie) - tylko o niezrozumiałą przebitkę, którą można spokojnie nazwać pazernością. I dlatego kolega dobrze radzi: tacyście zachłanni? ok, kupię w Berlinie, a wy zdychajcie.
Patrząc z boku - może to być pazerność, ale nigdy nie możesz być tego pewien
Ale tu nie chodzi o parę złotych oszczędności (i związane z tym upodlenie) - tylko o niezrozumiałą przebitkę, którą można spokojnie nazwać pazernością. I dlatego kolega dobrze radzi: tacyście zachłanni? ok, kupię w Berlinie, a wy zdychajcie.
Burz, czyli tak. Załóżmy że jesteś fotografem ślubnym i robisz zdjęcia na poziomie określonym (powiedzmy bardzo dobrym), czyli oferujesz pewien określony produkt za 4000 zł. I teraz czy ktoś kto oferuje produkt taki sam jak Ty ale za 2500 ma nazwać Ciebie zachłannym zdziercą? Klient też może powiedzieć to samo - takiś zachłanny, idę do kogoś kto oferuje to samo za mniej. To tylko przykład, zaraz pewnie podniosą się głosy, że to nieporównywalne itd.
Kolejny przykład - salon A oferuje samochód marki określonej z określonym wyposażeniem za 55000 zł, inny salon oferuje go za 52000 zł. Czy pierwszy salon to zdziercy? Czy też po prostu może być tak, że salon A jest w innej lokalizacji, ma inne opłaty za czynsz, za pracowników i po prostu tak sobie marżę wyliczył, do czego ma prawo. Chcesz to kupujesz w salonie A, nie chcesz idziesz do B.
kupię w Berlinie, a wy zdychajcie.
Hahaha i to jest właśnie TO. po HGW mamy mieć własny kraj, ojczyznę, język. Już już prawie wychodzimy na prostą po tych wszystkich wojnach i rozbiorach (można by porównać do kataklizmów, powodzi, pożarów itp.) a tu obecne "silne" pokolenie "patriotów" między wierszami mówi iż wolałoby być pod dyktandem choćby kanclerza RFN.
Pewnie, daj zarobić zagranica, po co ma zachłanny kupiec mieć dolę na TWOJĄ wypłatę. Przecież zgodzisz się pracować za mniej byle kupić taniej.
Ja pierdzielę, jak musiała nam w mózgach komuna zrobić kipisz by tępota i krótkowzroczność rosła w siłę i wygląda na to iż to przenosi się w genach czy jak.
Hahaha i to jest właśnie TO. po HGW mamy mieć własny kraj, ojczyznę, język. Już już prawie wychodzimy na prostą po tych wszystkich wojnach i rozbiorach (można by porównać do kataklizmów, powodzi, pożarów itp.) a tu obecne "silne" pokolenie "patriotów" między wierszami mówi iż wolałoby być pod dyktandem choćby kanclerza RFN.
Pewnie, daj zarobić zagranica, po co ma zachłanny kupiec mieć dolę na TWOJĄ wypłatę. Przecież zgodzisz się pracować za mniej byle kupić taniej.
Ja pierdzielę, jak musiała nam w mózgach komuna zrobić kipisz by tępota i krótkowzroczność rosła w siłę i wygląda na to iż to przenosi się w genach czy jak.
komuna?
raczej "prawdziwa europa" zwana eurosojuzem -
komuna?
raczej "prawdziwa europa" zwana eurosojuzem -
przecież to jest to samo - EU = sterowana odgórnie gospodarka, charakterystyczna dla komunizmu
Hmm troche szkoda, ze padli, bo traktowalem ich MM w PL (pojsc i zmacac ale kupic gdzie indziej). Ale z drugiej strony z tak denna obsluga co mieli to i tak dlugo przetrwali.
dla mnie komuna oznacza jednak duuużo więcej ;)
Ale demagogia. Składam to na karb niewiedzy, albo jakiegoś specyficznego patrzenia na świat.
Z chwilą gdy wstąpiliśmy do UE zniknął rynek polski. Dowolny produkt dopuszczony do obrotu w dowolnym kraju UE, automatycznie jest dopuszczony na innych rynkach wspólnoty. Oczywiście są wyjątki, ale w przypadku foto elektroniki pomijalne. Dlaczego mam z tego nie korzystać? W imię pseudoszczytnych racji patriotycznych? Co przepraszam ma wspólnego z patriotyzmem, że zakupy zrobię w Polsce, Hiszpanii czy Niemczech?
Właśnie taka zaściankowość, że moje, że nasze jest najważniejsze, doprowadziła kiedyś do upadku największej potęgi w Europie.
Ale demagogia. Składam to na karb niewiedzy, albo jakiegoś specyficznego patrzenia na świat.
Z chwilą gdy wstąpiliśmy do UE zniknął rynek polski. Dowolny produkt dopuszczony do obrotu w dowolnym kraju UE, automatycznie jest dopuszczony na innych rynkach wspólnoty. Oczywiście są wyjątki, ale w przypadku foto elektroniki pomijalne. Dlaczego mam z tego nie korzystać? W imię pseudoszczytnych racji patriotycznych? Co przepraszam ma wspólnego z patriotyzmem, że zakupy zrobię w Polsce, Hiszpanii czy Niemczech?
Właśnie taka zaściankowość, że moje, że nasze jest najważniejsze, doprowadziła kiedyś do upadku największej potęgi w Europie.
uhm...jakie ma znaczenie? Pomyśl przez chwilę, obrót pieniądza nie jest paneuropejski - kraje rozliczają sie wewnetrznie - dalej trzeba tłumaczyć ?
Na ile wspieram państwo polskie, widzę co miesiąc na pasku wypłaty, a także przy każdych niemal zakupach.
Owe państwo dało mi możliwość o której dyskutujemy, dlaczego mam z tego nie korzystać. Oprócz obowiązków, mam też prawa z jednych i drugich korzystam sumiennie.
Nie zmieniaj tematu
I przemyśl sytuację (ekstremalną oczywiście) - co dzieje sie gdy wszyscy zdecydują sie na zakupy poza granicami kraju. To oczywiście absurd ale daje pojęcie po co/ dlaczego warto kupowac w naszym kraju
Nie wydaje mi się żebym zmieniał temat, wszak cały czas chodzi o pieniądze, te z zakupów, zostawiane w sklepie i te z podatków, które bezpośrednio wspierają skarbiec narodowy. Zaproponowana przez Ciebie sytuacja zapewne spowodowałaby bankructwo Polski, co pewnikiem oznaczałoby IV rozbiór, jeśli nie terytorialny, to zapewne ekonomiczny.
Nadal jednak nie piszemy o żadnym przebiegłym spekulanctwie, nastawionym na oszukanie państwa, tylko na w pełni legalnym wykorzystaniu możliwości, która daje mi owe państwo. Nadal nie rozumiem co to wspólnego z patriotyzmem, ale chyba lepiej, że świadomie korzystam z przysługujących mi praw niż ślepo wierzę w biało-czerwony sztandar.
A co w wypadku i to nie abstrakcyjnym gdy w Polsce mogę kupić towar, najdelikatniej pisząc półlegalnie, a za granicą mogę kupić towar w pełni legalnie?
KrystianBaranowski
14-01-2013, 20:46
Panowie, nie marudzić i sio przed telewizory zaznawać rozrywki i odkrywać swoje najnowsze potrzeby. Przecież mamy w sklepach tyle sposobów na osiągnięcie życiowego spełnienia, a Wy tu bredzicie o jakichś przestarzałych gratach sprzed miesiąca. Nowsze nie dosyć, że są nowsze, to jeszcze bardziej kolorowe!
Bylejakość wszędzie, na każdym kroku. Rzygam tym, denerwuję się i ogólnie ble.
A bierze się to stąd, że ludzie sybstytuują się w życiu wszystkimi tymi gówno wartymi pierdołami, nie odnajdując spełnienia w życiu, którego realia w żaden sposób nie pozwalają na osiągnięcie punktu satysfakcji, a jedynie nieustannie go przesuwają. I będą tak próbować coraz to nowszych krótko lub wcale nie działających substytutów do końca. Gdyby tylko z nich korzystali, kupowaliby je wytrzymałe i działające latami.
Ale demagogia. Składam to na karb niewiedzy, albo jakiegoś specyficznego patrzenia na świat.
Z chwilą gdy wstąpiliśmy do UE zniknął rynek polski. Dowolny produkt dopuszczony do obrotu w dowolnym kraju UE, automatycznie jest dopuszczony na innych rynkach wspólnoty. Oczywiście są wyjątki, ale w przypadku foto elektroniki pomijalne. Dlaczego mam z tego nie korzystać? W imię pseudoszczytnych racji patriotycznych? Co przepraszam ma wspólnego z patriotyzmem, że zakupy zrobię w Polsce, Hiszpanii czy Niemczech?
Właśnie taka zaściankowość, że moje, że nasze jest najważniejsze, doprowadziła kiedyś do upadku największej potęgi w Europie.
Prawie masz rację, ale... tylko prawie. To samo kiedyś była mowa o przenoszeniu produkcji do Chin - że cały świat swoi otworem, że rynek juz nie europejski, czy amerykański ale światowy itd. I teraz okazuje się, że nagle miasta w USA mają po 50% bezrobocia, że Detroit i inne miasta znad wielkich jezior straszą jak w Mad Maxie. Ale tak, masz rację kupuj elektronikę w Niemczech, usługi zamawiaj w Bułgarii/ Rumunii bo taniej i tylko nie narzekaj potem na brak klientów na swoje prace, bo... albo nie będą mieli z czego za nie zapłacić, albo podejdą do tego tak samo jak Ty i zamiast Twoich usług kupią tańsze od kogoś ze wschodu.
Taki wierszyk:
Polak wstaje rano, włącza japońskie radyjko, zakłada amerykańskie spodnie, wietnamski podkoszulek i chińskie tenisówki, po czym z holenderskiej lodówki wyciąga niemieckie piwo. Siada przed koreańskim komputerem i w amerykańskim banku zleca przelewy za internetowe zakupy w Anglii, po czym wsiada do czeskiego samochodu i jedzie do francuskiego hipermarketu na zakupy. Po uzupełnieniu żarcia w hiszpańskie owoce, belgijski ser i greckie wino, wraca do domu. Gotuje obiad na rosyjskim gazie. Na koniec siada na włoskiej kanapie i... szuka pracy w polskiej gazecie wydawanej przez niemiecki koncern mediowy - Znowu nie ma nic dla mnie! I zastanawia się, dlaczego w Polsce nie ma pracy!
Ale coś poza patriotyzmem "bo tak!" macie do zaproponowania? Czy dalej tylko będziecie sypać sloganami? Obecnie ciężko znaleźć produkt nie z Chin czy ogólnie z Dalekiego Wschodu i nie ma znaczenia czy producent posiada kapitał polski, niemiecki czy holenderski, a jakoś kryzys dotknął szczególnie mocno taką Grecję. Pewnie tylko przez to, że Grecy zakupy robili w Bułgarii. Chyba przeceniacie rolę zakupów w odpływie kasy ze skarbca narodowego.
Obowiązki Polaka wypełniam sumiennie, zatem nie mam żadnych wątpliwości czy oporów, żeby korzystać z praw jakie mi Polska oferuje.
Napisałem już wszystko co mogłem w temacie, zatem dla mnie EOT.
grissley
14-01-2013, 21:42
Taki wierszyk:
qrde, uprzedziłeś mnie - też miałem to wkleić ;)
Ja staram się wspierać kraj kupując rzeczy towary "Made in Poland", jeśli są chociaż w miarę porównywalne z innymi (i w ogóle są - bo Polonezy średnio się do BMW porównywały, niestety).
A co do pasków wypłaty, to tam widać nie skalę wsparcia dla państwa polskiego, a to, jak bardzo jesteśmy ożynani przez hydrę urzędniczą i klasę próżniaczą, której główną zasługą jest prawo do głosu w "wyborach powszechnych".
Ale robi się politycznie i zaraz nas tu obsztorcują zieloni...
zdyboo - czy oprócz wypadku który opisałem i jego wyniku który dość chyba sensownie opisałeś - nic nie przyszło ci do głowy? Tzn jeżeli to się dzieje w mniejszej skali ? Co dzieje się z przepływem pieniędzy?
Co do patriotyzmu... w tym przypadku to nie slogany - to czysty ekonomiczny przelicznik - gdzie zostawiamy kasę - choćby w postaci kasy za usługi (w tym wypadku handel)
Dodatkowo wyobraź sobie sytuacje kraju który nie ma oparcia w produkcji tylko oparty jest na usługach - co dzieje się przy wszelkich zawirowaniach koniunktury , dodaj do tego własnie brak tego "sloganowego patriotyzmu" jak to nazywasz...
Polak wstaje rano, włącza japońskie radyjko, zakłada amerykańskie spodnie, wietnamski podkoszulek i chińskie tenisówki, po czym z holenderskiej lodówki wyciąga niemieckie piwo. Siada przed koreańskim komputerem i w amerykańskim banku zleca przelewy za internetowe zakupy w Anglii, po czym wsiada do czeskiego samochodu i jedzie do francuskiego hipermarketu na zakupy. Po uzupełnieniu żarcia w hiszpańskie owoce, belgijski ser i greckie wino, wraca do domu. Gotuje obiad na rosyjskim gazie. Na koniec siada na włoskiej kanapie i... szuka pracy w polskiej gazecie wydawanej przez niemiecki koncern mediowy - Znowu nie ma nic dla mnie! I zastanawia się, dlaczego w Polsce nie ma pracy!
dziekuje - nie znałem tego - 100% prawdy
Ale coś poza patriotyzmem "bo tak!" macie do zaproponowania? Czy dalej tylko będziecie sypać sloganami? Obecnie ciężko znaleźć produkt nie z Chin czy ogólnie z Dalekiego Wschodu i nie ma znaczenia czy producent posiada kapitał polski, niemiecki czy holenderski, a jakoś kryzys dotknął szczególnie mocno taką Grecję. Pewnie tylko przez to, że Grecy zakupy robili w Bułgarii. Chyba przeceniacie rolę zakupów w odpływie kasy ze skarbca narodowego.
Obowiązki Polaka wypełniam sumiennie, zatem nie mam żadnych wątpliwości czy oporów, żeby korzystać z praw jakie mi Polska oferuje.
Napisałem już wszystko co mogłem w temacie, zatem dla mnie EOT.
Tomaszu już Ci napisałem, po co zatem szukasz klientów na swoje usługi/ towary wśród Polaków?
Zakładając, że zajmujesz się fotografią, czemu narzekasz na spadające ceny swoich usług? Czemu narzekasz na odpływ zleceniodawców na rzecz innych tańszych opcji? Czemu aktualnie nie opłaca się powierzać obróbki grafikom w Polsce tylko zleca sie ją np. do Indii? Niby fajnie jest, bo taniej... tylko właśnie potem Twoi klienci nie mają za co kupować u Ciebie.
I nie, nie przeceniamy roli zakupów w odpływie kasy ze "skarbca narodowego" - gigantyczne (w porównaniu z polskimi sklepami) sieci wydrenowały rynek, dodatkowo na wiele lat zwolnione z podatków były mocno konkurecyjne w stosunku do polskich małych sklepów, więc skończylo się to tak, że Polacy mają doskonałe perspektywy pracy - kasjerka w Tesco lub magazynier w Realu. Bo małe sklepy padły, więc automatycznie zamiast właściciele tychże padniętych sklepów móc kupować Twoje usługi nie wydają grosza na to, bo ich nie stać. A duże sieci mają w plecach (dolna partia) Twoej usługi, bo ich obsługują np. duże zagraniczne agencje.
Nie pracuję w branży foto. Foto to hobby i jako takie je traktuję, zyski z foto raczej nie były i nie są materialne, poznałem fajnych ludzi i czegoś się nauczyłem. Nawet jak się trafi robota, a trafia się rzadko, to odmawiam, zwykle polecając kolegów, którzy tym się zawodowo zajmują. "Usługi" foto świadczę tylko rodzinie, a i to najbliższej. Taka zasada, co jest hobby, nim pozostaje, bo jak pojawia się bożek pieniążek sprawa robi się za poważna.
Może to nawet niektórych zdziwi, ale pracuję w firmie z kapitałem polskim i to chyba nadal w 100% polskim. Nawet godziny nie przepracowałem za granicą. Z wyników mojej pracy korzystają obywatele kilkunastu krajów w Europie, w tym mali i wielcy przedsiębiorcy choć oni głównie pośrednio.
Ja nie narzekam i nie marudzę, no czasem na prawo, że traktuje mnie jak ciemną masę, ale naprawdę rzadko. Mam za to kolegę w pracy, który wyczerpuje limit narzekania za cały dział. Mnie z reguły wystarczą trzy minuty słuchania jego wywodów i muszę się ratować słuchawkami z muzyką, też nierzadko polską. Książki takoż lubię głównie autorów polskich, ale i mam kilku ulubionych zagranicznych, przepraszam.
Co do marketów pobudowanych na preferencyjnych kredytach i ulgach podatkowych, to z tego co zauważyłem, wykosiły głównie największych badziewiarzy, którzy za chwilę i tak by samoistnie zniknęli z rynku. Nadal zakupy robię w lokalnych sklepach, bo z racji pracy, w marketach musiałbym bywać w weekendy, a tu wychodzi ze mnie socjopata i unikam tłumów.
Mamy we Wrocławiu sklep foto, długo istnieje, znany jest też tu na forum, choć głównie wrocławiakom. Cen nie mają niskich, kulturą obsługi zarówno przed- jak i posprzedażowej nie grzeszą. Mimo e-handlu, mimo sieci handlowych i mimo konkurencji utrzymują się w biznesie, mając spory lokal kilka kroków od Rynku, a nie dalej jak dwa lata temu otworzyli drugi punkt w ówczesnej najdroższej galerii handlowej we Wrocławiu. Widać da się.
Reasumując, Panowie wybaczą, nie będę jeździł na polskie wybrzeże, tylko dlatego żeby w imię źle pojętego patriotyzmu zostawić kasę w polskich kurortach. Zakupy będę robił tam gdzie mi na to pozwala prawo, nie kierując się tylko przynależnością państwową właścicieli sklepu. Pieniądze, które zarabiam w Polsce chcę wydawać tak jak mi na to Polska pozwala.
Michał Jędrak
15-01-2013, 01:31
No właśnie, zejdźmy z politycznych tematów, bo mody są na to wyczuleni. A szkoda, bo czasem, tak jak teraz, jest o czym pogadać. Na zakończenie dodam, że do tanga trzeba dwojga, a jeśli chodzi o miłość, to dobrze gdyby była ona obustronna. Niestety w przypadku stosunków państwo-obywatel nie widzę tej obustronnej miłości, a widzę jedynie presję, aby być patriotą i miłować swój kraj... Jednak nikt za bardzo nie tłumaczy za co? Wynika to z tego, że w sumie nie ma za co. Oprócz pięknej fauny i flory, która nie jest zasługą państwa, a milionów lat ewolucji, to nie widzę tu niczego, co by wymagało dowodów wdzięczności...
- zafundowanie naszym rodzicom i niektórym z nas pół wieku komuny?
- następnie zafundowanie ponad 20 lat przepychanek i bałaganu?
- a może stan dróg i opłaty za nie to powód do miłości?
- a może przyjazny system podatkowy?
- no może jednak skuteczna służba zdrowia?
- jeśli nie powyższe to w takim razie miłujmy stratę połowy pensji na różne przymusowe 'dodatki'.
Kiedyś byłem zdecydowanym narodowcem ale bańka prysnęła jak zacząłem pracować, zakładać rodzinę i trochę podróżować.
A sprzęt kupuję tam gdzie najtaniej i jeszcze nie spotkałem się z tym, aby mnie ktoś z tego powodu upodlił. Klikam w 'kup teraz' i za dwa dni rozpakowuję pudełko. Nie widzę powodów, aby wspierać Polskę, bo Polska nie jest w impasie od 20 czy 60 lat, ale przynajmniej od 1000. Odkąd pamiętam 'nasza' historia to historia porażek i zaściankowej mentalności. Nie bardzo więc jest co wspierać.
A sprzęt kupuję tam gdzie najtaniej i jeszcze nie spotkałem się z tym, aby mnie ktoś z tego powodu upodlił. Klikam w 'kup teraz' i za dwa dni rozpakowuję pudełko.
Michał bo nie kupowałeś jak widać w sklepach typu lider24, czy inne podobne, gdzie ludzie wpłacali kasę i po wielu, wielu staraniach czasem odzyskiwali kasę, gdzie byli okłamywani co do terminu najpierw wysyłki, a potem zwrotu kasy. Gdzie prosili, grozili, krzyczeli aby odzyskać swoją kasę. A wszystko dlatego bo się połakomili na parę złotych mniej. O takich sklepach mówiłem, że upadlały klientów.
RobertMiernik
15-01-2013, 02:14
Nie widzę powodów, aby wspierać Polskę, bo Polska nie jest w impasie od 20 czy 60 lat, ale przynajmniej od 1000. Odkąd pamiętam 'nasza' historia to historia porażek i zaściankowej mentalności. Nie bardzo więc jest co wspierać.
To chyba pod politykę nie podpada...
Strasznie smutne jest to co piszesz...
do swoich punktów dopisz jeszcze:
- tragiczny poziom szkolnictwa
nie wierzę, że wypisuje takie rzeczy, ktoś kto chodził do szkoły, 'za moich czasów' nauka historii wyglądała inaczej,
...ale może po prostu miałem szczęście...
W Polsce trzyma Cię tylko to, że mówisz po polsku?
grissley
15-01-2013, 02:23
Nie widzę powodów, aby wspierać Polskę, bo Polska nie jest w impasie od 20 czy 60 lat, ale przynajmniej od 1000. Odkąd pamiętam 'nasza' historia to historia porażek i zaściankowej mentalności. Nie bardzo więc jest co wspierać.
Polska to ludzie, którzy tu mieszkają. W tym Ty. I, niestety, od kilku już wieków jest tu sporo ludzi mających takie podejście, jak Ty. Właśnie dlatego to, co piszesz, niestety, częściowo jest prawdą.
Ale zauważyliście, że padają sklepy nie tylko w Polsce w UK też. Może i gdzieś jeszcze. ...
To wygląda jakby się przepisy UE zmieniły czy coś. ..
zdyboo tu nie chodzi teraz o Państwo bo mam je głęboko w du.....szy a o naród który powinien się wspierać zresztą podatki są wszędzie :) podam może przykład np na sobie gdyby ludzie kupowali wszystko w Polsce mógłbym zarobić na to żeby zatrudnić kilka osób mógłbym otworzyć kilka oddziałów w Polsce i znowu zatrudnić :) bezrobocie spada ? spada :) i teraz np Ty masz firmę reklamową którą zatrudniam do projektowania naszych reklam gadżetów itd, ale obecnie nie zatrudnie i na pewno nie będzie to duża ilość :) dlaczego? ano dlatego że obroty spadają, marże spadają, bo wszyscy chcą taniej taniej taniej kupują w Chinach, Niemcach itd i tak się kółko zamyka :) Zobaczymy jak długo popracujesz w tej 100% polskiej firmie jak Zachód zacznie jak Ty szukać taniej :) co wtedy? stracisz robote ale ja, on, oni Cie nie zatrudnie/ą bo nie będzie mnie/jego/ich na to stać i co wtedy? woda i suchary :D Za bardzo jesteś JA JA a jak to się mówi samemu to można do klopa iść :) Pamiętaj bez ludzi daleko nie zajedziesz :) przykładu daleko nie trzeba szukać choćby to forum znaczy ludziom dzięki którym się nauczyłeś tego i tamtego :)
Znam parę osób zza zachodniej granicy, tam też klną na kanclerza, rząd i całe to euro, z rozrzewnieniem wspominają markę ale spróbuj zaproponować im towar który nie jest Made in Deutschland, z pogardą odwracają się plecami. Ale ten naród ma 1000letnią tradycję ciut inną od naszej. Wolą w ostateczności kupić coś od wschodniego sąsiada bo wiedzą, iż on przyjdzie odrobić to przy łopacie choćby.
My-wy-cała nasza ta 4RP trzyma się tylko w kupie dlatego, iż sporo ludzi nie czuje się dobrze na "robotach" gdzieś za granicami, wracają z uciułanym groszem i inwestują w budowę czy nawet stworzenie jakiegoś miejsca pracy. To wszystko mało, bo więcej grosza odpływa niż przypływa, ale zawsze coś.
Mamy czasy "zabawkarskie" kupujemy zabawki których sami nie produkujemy nie mając do zaoferowania takim Azjatom nic w zamian. Bo cóż oni mogli by on nas chcieć ? sami robią więcej i taniej. Kupią kiedyś cały ten nasz zaściankowy kraj bez problemu. Sami podpisujemy teraz weksel in-blanco.
Życzę dalej takiego myślenia, generalnie ludzi na świecie nie brakuje, a miejsca coraz mniej, zawsze się znajdzie jakaś nacja, która zasiedli ten grajdołek, mam nadzieję tylko, że to nie za mojego żywota będzie, bo jednak mi bardziej odpowiada rodzimy język.
Ciekawe że na Słowacji, Czechach, Austrii - jest podobnie
Ciężko zrozumieć inny punkt widzenia
Jeszcze ciężej zrozumieć pojmowanie państwa tylko jako czegoś nieokreślonego ew. jako rząd/administrację.
A ja bym chciał żeby jakiś naród chciał zasiedlić Polskę i ruszyć gospodarkę.
A ja bym chciał żeby jakiś naród chciał zasiedlić Polskę i ruszyć gospodarkę.
stawiam na greków.
Wątek zaczął się od bankructwa zagranicznych sklepów, a w magiczny sposób zdryfował w kierunku tego, że "trzeba" działać "patriotycznie", czyli dawać się doić naszym biznesmenom zwanym "100% zwrotu po roku, bo inaczej nie będzie na nowego mercedesa". Jak najbardziej stoję za Keek'iem i Zdyboo i kilkoma innymi trzeźwiejszymi osobami. Sorry, 25% więcej za obiektyw? Co kupującego to obchodzi, czy to jest czysty zarobek, czy ewentualne kompensowanie straty wynikającej z nieumiejętnego prowadzenia sklepu? Założę się, że jeśli to czysta marża to właściciel sklepu z waszego "patriotyzmu" będzie się śmiał leżąc na plaży w jakimś ciepłym kraju. A jeśli strata, to może nie było sensu pchać się do eksluzywnego centrum handlowego, skoro wiadomo że nie ma się takiego obrotu żeby opłacić czynsz. To nie jest typ sklepu w którym kupujesz "impulsowo", to jest sklep którego szukasz i do którego pojedziesz specjalnie po ten obiektyw. Dlaczego kupujący ma finansować działalność komuś, kto nie potrafi jej prowadzić? A dla ekstremalnych "patriotów ekonomicznych" mam taki argument - jak myślicie, komu ten sklep teraz płaci czynsz - na pewno nie polskiej spółce. Gdyby wynajął podobny lokal w mniej popularnej dzielnicy (ale z dobrym dojazdem) to pewnie by płacił Polakowi...
Zdyboo pisze o polskim wybrzeżu, ja wspomnę góry. Raz na jakiś czas, gdy już sentyment do naszych gór wygrywa z pamięcią o jakości usług tam oferowanych, wpadam na szalony pomysł aby pojeździć na nartach na naszych stokach. I tak w tym roku jeden dzień na Jaworzynie Krynickiej kosztował mnie: na dzień dobry 10 zł za parking (kiedyś był za darmo), 85 zł za 6-godzinny karnet (pamiętam gdy kosztował 50 zł co było odpowiednią ceną za 2,6 km niezłej trasy), 30 zł za kiełbasę+szarlotkę+małe piwo grzane, i do tego jeszcze 1 zł za kibel, do cholery jasnej, 1 zł, zostawiam tam ponad stówę a jestem dojony jeszcze z tej złotówki... Wiecie, jakie jeżdżenie na nartach mam za taką kwotę w Alpach? Następna rozmowa, parking w Wierchomli (ok, tu jest darmowy ale daleko, ja chciałem blisko), parking 7 zł, 85% miejsc zajęte i powoli zaczyna się "upychanie samochodów", człowiekowi pilnującemu kończą się bloczki i się zastanawia jak "kasować następnych ludzi". Na moją sugestię "to może niech pan nie kasuje" popatrzył na mnie i odparł "właściciel chyba by zawału dostał"... I to najlepiej oddaje podejście polskich "biznesmenów". Ja mogę (na szczęście, bo różnie w życiu bywało) zapłacić więcej jeśli wiem że dostaję dobrą usługę. Ale płacić dlatego że ktoś jest po prostu pazerny, a "ludzie i tak przyjadą"? Sorry, jeśli tak definiujecie patriotyzm to ja odpadam. Dla mnie to frajerstwo.
Żeby nie było - zakupy robię w polskich sklepach (jedna lokalna spółdzielnia, jedna polska sieć handlowa) i na bazarze niedaleko mojego domu. Płacę trochę więcej niż pewnie bym zapłacił w jakimś hipermarkecie, ale po pierwsze owoce mają smak a chleb nie zsycha się zanim dojdę do domu, a po drugie sprzedający mnie rozpoznają i albo coś doradzą, albo przytną końcówkę ceny, albo nawet poczekają aż przyniosę brakującą kwotę później. I taki lokalny patriotyzm rozumiem. Ja jestem dla nich, oni są dla mnie.
Aha, i jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała:
A co im będzie szkodziło załatwić te "firemki" - tak jak załatwiono kable ożarowskie ?
Akurat ten przykład jest jak najbardziej chybiony. Kable ożarowskie kupiła i zamknęła firma w 100% polska, likwidując w ten sposób konkurencję.
Ależ nikt nie namawia do przepłacania o to 25% i więcej procent... !!! Gdzie to niby zauważyłeś?
Co do Ożarowa - tak masz rację - w głowie zostało mi znaczenie przejęcia w tym okresie przez Francuzów naszego operatora narodowego
Wątek zaczął się od bankructwa zagranicznych sklepów, a w magiczny sposób zdryfował w kierunku tego, że "trzeba" działać "patriotycznie", czyli dawać się doić naszym biznesmenom zwanym "100% zwrotu po roku, bo inaczej nie będzie na nowego mercedesa". Jak najbardziej stoję za Keek'iem i Zdyboo i kilkoma innymi trzeźwiejszymi osobami. Sorry, 25% więcej za obiektyw? Co kupującego to obchodzi, czy to jest czysty zarobek, czy ewentualne kompensowanie straty wynikającej z nieumiejętnego prowadzenia sklepu? Założę się, że jeśli to czysta marża to właściciel sklepu z waszego "patriotyzmu" będzie się śmiał leżąc na plaży w jakimś ciepłym kraju. A jeśli strata, to może nie było sensu pchać się do eksluzywnego centrum handlowego, skoro wiadomo że nie ma się takiego obrotu żeby opłacić czynsz. To nie jest typ sklepu w którym kupujesz "impulsowo", to jest sklep którego szukasz i do którego pojedziesz specjalnie po ten obiektyw. Dlaczego kupujący ma finansować działalność komuś, kto nie potrafi jej prowadzić? A dla ekstremalnych "patriotów ekonomicznych" mam taki argument - jak myślicie, komu ten sklep teraz płaci czynsz - na pewno nie polskiej spółce. Gdyby wynajął podobny lokal w mniej popularnej dzielnicy (ale z dobrym dojazdem) to pewnie by płacił Polakowi...
Rozumiem, że sam jesteś biznesmenem ze 100% zwrotem po roku (a czemu tylko 100, a nie 1000 albo 10 000?). Napisane było - jest określona oferta - korzystasz z niej lub nie. Tak sobie sklep x skalkulował cenę i z czegoś ona wynika, nie akceptujesz tego to idziesz gdzieś indziej i kupujesz gdzie indziej. Proste i nieskomplikowane. Tak samo masz skalkulowane ceny w np. Sony Centre - koszt aparatu 3000, obok jest Euro RTV - koszt 2500, a dalej FJ - koszt 2200 zł. Wybierasz opcję która Ci pasuje. Ale są ludzie którzy wolą iść do Sony Centre, bo tam zostaną np. lepiej obsłużeni, bo dostaną do zakupu gratisowe dodatki (typu przedłużona gwarancja), czy chociażby nie będą musieli płacić za reklamówkę.
Żeby nie było - zakupy robię w polskich sklepach (jedna lokalna spółdzielnia, jedna polska sieć handlowa) i na bazarze niedaleko mojego domu. Płacę trochę więcej niż pewnie bym zapłacił w jakimś hipermarkecie, ale po pierwsze owoce mają smak a chleb nie zsycha się zanim dojdę do domu, a po drugie sprzedający mnie rozpoznają i albo coś doradzą, albo przytną końcówkę ceny, albo nawet poczekają aż przyniosę brakującą kwotę później. I taki lokalny patriotyzm rozumiem. Ja jestem dla nich, oni są dla mnie.
A nam pewnie chodzi o coś innego, prawda?
Oj tam z lekka marudzicie. Jakieś dwa lata temu ściągnąłem sobie na komputer film pod tytułem 'spisek żarówkowy' i w końcu miesiąc temu obejrzałem. Warto, bo wbija do głowy to o czym chyba wszyscy wiemy, ale rzadko mamy czas o tym pomyśleć tak zupełnie świadomie.
[...]
Jedynym problemem jest konsumpcyjna gospodarka i taki rozrost hierarchii płac w korporacjach, że muszą produkować byle co, aby tylko klientowi wciskać nowy towar do tyłka.
[...]
Gdyby ludzie kupowali komórki na tak długo jak kiedyś telefony stacjonarne.
Gdyby ludzie kupowali samochody i jeździli nimi po 15 lat.
Gdyby ludzie reperowali pralkę zamiast wystawiać ją przed dom.
Gdyby ludzie oddali buty do szewca zamiast je wyrzucić...
... to wtedy żyłoby się nam, wbrew pozorom, lepiej i trochę by natura odetchnęła. Kiedyś korporacje były na tyle efektywne, że taki Nikon mógł wprowadzać nowy model aparatu co parę lat i firma nie padała. Teraz jeśli Nikon, Canon, Sony, Pentax, srentax nie wprowadzi jakiegoś durnego kompakta raz na miesiąc to bankructwo gwarantowane. A o jakości się nie wypowiadam, bo wszyscy wiemy jak jest. [...] Obecnie rynek bazuje nie na doskonaleniu produktów, tylko na tym, że młodzi ludzie nie pamiętają lub nie wiedzą jak solidne rzeczy były kiedyś i kupują w wielkim podnieceniu.
powtarzam to od wielu miesięcy w rozmowach ze znajomymi ;-)
moi rodzice uzywali toporny odkurzacz 15 lat [ i co z tego ze był kanciasty i niezgrabny ] skoro słuzył im tyle lat? Mój nowoczesny i wydajny po 3 miesiącach uzywania zaczał się rozsypywać a pralka zepsuła się dokładnie dzień po 2 letniej gwarancji. Przypadek ;-)
choć wątek nie o tym to tak mnie naszło...
Ależ nikt nie namawia do przepłacania o to 25% i więcej procent... !!! Gdzie to niby zauważyłeś?
W tym poście (http://www.forum.nikoniarze.pl/showpost.php?p=3021711&postcount=29) i to, jak koledzy wjechali na KeeK'a po tej wypowiedzi że wysokie czynsze, że może sprzedawca kupił drożej itd.
Co do Ożarowa - tak masz rację - w głowie zostało mi znaczenie przejęcia w tym okresie przez Francuzów naszego operatora narodowego
Póki co, tego operatora nie "położyli", tylko go "doją", a to jest różnica. Oczywiście takie przejmowanie mi się niespecjalnie podoba, ale chciałem zwrócić uwagę że "nasi" gdyby mieli większy kapitał, robiliby dokładnie to samo, więc powoływanie się na patriotyzm jest lekko mówiąc naiwne.
A nam pewnie chodzi o coś innego, prawda?
Cieszę się, że się zgadzamy. Oczywiście że trzeba się wspierać lokalnie, ale pytanie gdzie jest granica. Mogę zapłacić więcej np 5-10%, ale 30% to już tylko wtedy gdy jestem przyparty do muru - regularnie do takiego miejsca chodził nie będę.
"trzeba" działać "patriotycznie", czyli dawać się doić naszym biznesmenom zwanym "100% zwrotu po roku, bo inaczej nie będzie na nowego mercedesa". Jak najbardziej stoję za Keek'iem i Zdyboo i kilkoma innymi trzeźwiejszymi osobami.
Nic tylko przyklasnąć takiej postawie, zdecydowanie lepiej w ekstra mercedesie wygląda Helut niż Zenek.
Lepiej niech się dorobią inni, choćby grecy.
Nic tylko przyklasnąć takiej postawie, zdecydowanie lepiej w ekstra mercedesie wygląda Helut niż Zenek.
Lepiej niech się dorobią inni, choćby grecy.
Być może koledze chodzi o "kulturę tego dorabiania się polskich biznesmenów" - oczywiście uogólniam.
Nic tylko przyklasnąć takiej postawie, zdecydowanie lepiej w ekstra mercedesie wygląda Helut niż Zenek.
Lepiej niech się dorobią inni, choćby grecy.
Nie cytuj proszę wybiórczo. Jeśli przeczytasz całość mojej wypowiedzi, zrozumiesz o co mi chodzi. Cieszy mnie gdy mądrze gospodarujący przedsiębiorca dbający o relacje z klientami zbiera profity za swoją pracę, poświęcenie i ryzyko jakie podjął. Ale jeśli ktoś olewa swoich klientów, ceny ma z kosmosu i oczekuje że w imię "patriotyzmu" o którym piszesz będę u niego kupował, to po prostu tam nie pójdę. Czy to Zenek, Helmut czy nawet Dimitris.
Być może koledze chodzi o "kulturę tego dorabiania się polskich biznesmenów" - oczywiście uogólniam.
O to mi chodzi.
Strasznie narodowosciowo jedziecie. Jak w tych starych dowcipach o Polaku, Niemcu i Rusku. Ale skoro chcecie, OK. Wole zarabiac 5000zl u niemieckiego szefa (w Polsce), za zarobione pieniadze kupic dom, wyksztalcic dzieci, ktore beda zarabialy u angielskiego szefa 10000zl (w Polsce), niz cieszyc sie, ze wokol wszystko jest Polskie, mam polska prace, polskiego szefa i zarabiam polskie pieniadze czyli 1500zl. I raz w roku na urodziny szefa, calowac go w polska reke kiedy wysiada w angielskim garniturze z wloskiego samochodu.
Rozumiem, ze niektorym nie podoba sie takie nastawienie, chyba szczegolnie tym, ktorzy prowadza wlasne firmy handlowe, ale coz. Przede wszystkim jestem czlowiekiem, potem Polakiem. Mam tylko nadzieje, ze polscy szefowie - jesli tacy wypowiadaja sie w tym watku - zatrudniaja pracownika z wiekszymi kwalifikacjami i z radocia daja mu wieksza pensje, rezygnujac ze swoich zyskow. I naprawde, ciesze sie, bez cienia ironii i blazenady, ze niektorym powodzi sie tak dobrze, ze zamiast pojechac na drugi koniec miasta po samochod za 52000zl, kupia taki sam u blizszego dilera za rogiem za 62000zl.
grissley
15-01-2013, 13:44
Oczywiście że trzeba się wspierać lokalnie, ale pytanie gdzie jest granica. Mogę zapłacić więcej np 5-10%, ale 30% to już tylko wtedy gdy jestem przyparty do muru - regularnie do takiego miejsca chodził nie będę.
Granica jest tam, gdzie sami ją sobie ustawimy. Grunt, to mieć świadomość.
Być może koledze chodzi o "kulturę tego dorabiania się polskich biznesmenów" - oczywiście uogólniam.
Chwila, małe pytanie z tą "kulturą". Jak rozumiem w momencie jak fotograf ślubny (bardzo często z dotacji, czyli z pieniędzy pozostałych podatników) chce sprzedawać swoje "twórcze pomysły" za np. 3000* zł (i ma marżę rzędu 80%) to jest ok, ale jak ma kupić (i dać zarobić sklepowi) aparat z marżą powiedzmy 10% to już jest źle, tak bo marża ma być ile? 1%? 2%? Jak Kali wytwarza swój produkt i usługę to ma mieć miliony zysku, ale jak ma wydać i dac komuś zarobić to zapłacić chce grosze? O takiej "kulturze" mówimy?
Oczywiście podobnie jak i Ty uogólniam :D
*Jak sprzedaje za mniej to na tym samym forum jest nagonka na niego, że psuje rynek. Ale już psucia rynku w przypadku sprzedaży nie widzimy - ważne abym JA, władca kupił taniej, taniej, taniej. :D
Chwila, małe pytanie z tą "kulturą". Jak rozumiem w momencie jak fotograf ślubny (bardzo często z dotacji, czyli z pieniędzy pozostałych podatników) chce sprzedawać swoje "twórcze pomysły" za np. 3000* zł (i ma marżę rzędu 80%) to jest ok, ale jak ma kupić (i dać zarobić sklepowi) aparat z marżą powiedzmy 10% to już jest źle, tak bo marża ma być ile? 1%? 2%? Jak Kali wytwarza swój produkt i usługę to ma mieć miliony zysku, ale jak ma wydać i dac komuś zarobić to zapłacić chce grosze? O takiej "kulturze" mówimy?
Oczywiście podobnie jak i Ty uogólniam :D
*Jak sprzedaje za mniej to na tym samym forum jest nagonka na niego, że psuje rynek. Ale już psucia rynku w przypadku sprzedaży nie widzimy - ważne abym JA, władca kupił taniej, taniej, taniej. :D
Juz drugi raz podajesz ten przyklad. Mylisz marke z produktem. Kazdy fotograf ma swoja renome i kazdy robi inne zdjecia. NIekiedy z minimalna roznica, ale jednak. Jeden zyczy sobie za swoja prace 1000zl inny 10000,- wolny wybor. Podobnie 24-70 nikona kosztuje tyle a 24-70 sigmy tyle i nikogo to nie oburza. Problemem dla klienta jest, gdy uslugi tego samego fotografa kosztuja w jednej agencji 4000zl a w drugiej 5000, z czego sam fotograf dostaje taka sama kwote. Gdyby jeszcze obsluga w drozszej agencji zwalala z nog profesjonalizmem, kultura, dlugonogimi blondynkami - co kto lubi - rozumiem, ze wielu mogloby sie tym skusic. Dodatkowo, jesli sprzedawca w drozszym sklepie zachowuje sie wyniosle, jest oburzony uwagami o zawyzonej cenie sprzetu i sprawia wrazenie, ze klient nie jest tam mile widziany, to pozostaje trzymac sie od tego sklepu z daleka.
Kiedys bylo tak, ze sprzedawcy walcza o klienta, zmienilo sie to ostatnio?
I myslisz sie w ocenie tego co oburza ludzi. Nie jest wazne, zebym ja wladca, kupil taniej, ale zebym nie zaplacil wiecej za nic.
grissley
15-01-2013, 14:34
Chwila, małe pytanie z tą "kulturą". Jak rozumiem w momencie jak fotograf ślubny (bardzo często z dotacji, czyli z pieniędzy pozostałych podatników) chce sprzedawać swoje "twórcze pomysły" za np. 3000* zł (i ma marżę rzędu 80%) to jest ok, ale jak ma kupić (i dać zarobić sklepowi) aparat z marżą powiedzmy 10% to już jest źle, tak bo marża ma być ile? 1%? 2%?
To nie to samo. Fotografowie oferują różny produkt. Jeden robi chałturę, inny wizję ahtystyczną, inny rasową i wysokogatunkową reporterkę, jeszcze inny reporterkę niskich lotów itpitd. Całkiem normalne jest, że ceny są rózne - tak, jak normalne jest, że D600 ma inną cenę niż D800 czy 5D.
W drugim przypadku mamy produkt dokładnie ten sam - więc dopóki rynek jest konkurencyjny, cena zawsze będzie dążyłą do ustabilizowania się na relatywnie niskim poziomie (zgodnie z teorią, wręcz na poziomie z zerem zysków).
Juz drugi raz podajesz ten przyklad. Mylisz marke z produktem. Kazdy fotograf ma swoja renome i kazdy robi inne zdjecia. NIekiedy z minimalna roznica, ale jednak. Jeden zyczy sobie za swoja prace 1000zl inny 10000,- wolny wybor. Podobnie 24-70 nikona kosztuje tyle a 24-70 sigmy tyle i nikogo to nie oburza. Problemem dla klienta jest, gdy uslugi tego samego fotografa kosztuja w jednej agencji 4000zl a w drugiej 5000, z czego sam fotograf dostaje taka sama kwote. Gdyby jeszcze obsluga w drozszej agencji zwalala z nog profesjonalizmem, kultura, dlugonogimi blondynkami - co kto lubi - rozumiem, ze wielu mogloby sie tym skusic. Dodatkowo, jesli sprzedawca w drozszym sklepie zachowuje sie wyniosle, jest oburzony uwagami o zawyzonej cenie sprzetu i sprawia wrazenie, ze klient nie jest tam mile widziany, to pozostaje trzymac sie od tego sklepu z daleka.
Kiedys bylo tak, ze sprzedawcy walcza o klienta, zmienilo sie to ostatnio?
To wstaw sobie zamiast zdjęć ślubnych zdjęcia paszportowe (to chyba najbardziej powtarzalna dziedzina fotografii, żadnej marki tu nie trzeba), wstaw sobie wogóle zamiast zdjęć np. tłumaczenie, robienie wizytówek, wydruk czy dowolną inną usługę. I nie mylę marki z produktem - cały czas podawałem że poziom ma być porównywalny, bo oczywistym jest że zdjęcia np. Sailora będą więcej warte niz zdjęcia fotoziutka który wczoraj dostał dotację i od dzisiaj robi zdjęcia ślubne.
W przypadku sklepu (foto, komputerowego czy dowolnego innego) produktem nie jest tylko sam towar, ale również wartość dodana w postaci wiedzy sprzedawcy. I dlatego niektórzy klienci wolą "przepłacić" i pójść do sklepu, w którym sprzedawca wyjaśni doradzi niz do tego gdzie po prostu jest najniższa cena.
Jak Kali wytwarza swój produkt i usługę to ma mieć miliony zysku, ale jak ma wydać i dac komuś zarobić to zapłacić chce grosze? O takiej "kulturze" mówimy?
Jest pewna różnica między produktem, który mogę kupić w wielu sklepach i ode mnie zależy czy zrobię to w droższym acz eksluzywnym salonie, tańszym/droższym lokalnym sklepie lub najtaniej w sklepie internetowym, np z dwutygodniowym oczekiwaniem na dostawę (pomijam gorsze komplikacje); a usługą jaką jest zrobienie zdjęcia. Mimo pewnych wspólnych cech część fotografów ma swój styl/renomę/cokolwiek na co patrzy klient, i to jest nieporównywalne. I koszty aparatu nie mają z tym wiele wspólnego, bo jednemu wyjdą rewelacyjne zdjęcia z D300, a inny i z D4 nic nie wyciśnie.
Co do tego "taniej, taniej, taniej" - chyba z mojej wypowiedzi wynika co innego - może być drożej, jeśli dostaję za to coś ekstra - sklep jest bliżej, ma specyficzny towar dostępny od ręki, obsługa jest profesjonalna itd. Ale w sytuacji Keeka zrobiłbym dokładnie to samo.
EDIT: Czytam to co teraz napisałeś, i w zasadzie chodzi nam o to samo, nie wiem czemu polemizujemy :) Nie róbmy z tego kolejnego wątku o tym że ludzie nie chcą płacić fotografom, skupmy się na produktach.
To wstaw sobie zamiast zdjęć ślubnych zdjęcia paszportowe (to chyba najbardziej powtarzalna dziedzina fotografii, żadnej marki tu nie trzeba), wstaw sobie wogóle zamiast zdjęć np. tłumaczenie, robienie wizytówek, wydruk czy dowolną inną usługę. I nie mylę marki z produktem - cały czas podawałem że poziom ma być porównywalny, bo oczywistym jest że zdjęcia np. Sailora będą więcej warte niz zdjęcia fotoziutka który wczoraj dostał dotację i od dzisiaj robi zdjęcia ślubne.
W przypadku sklepu (foto, komputerowego czy dowolnego innego) produktem nie jest tylko sam towar, ale również wartość dodana w postaci wiedzy sprzedawcy. I dlatego niektórzy klienci wolą "przepłacić" i pójść do sklepu, w którym sprzedawca wyjaśni doradzi niz do tego gdzie po prostu jest najniższa cena.
Sorry, ale ani zdjecia paszportowe, ani wizytowki, ani wydruk, ani na boga - tlumaczenie, nie sa rzeczami powtarzalnymi i mozna je zrobic lepiej i gorzej. Z pewnoscia jest tam wiekszy rozrzut niz w przypadku rzeczy produkowanej maszynowo.
Rozumiem roznice cen w sklepach na poziomie 5% (+ marza, o ktorej z powodu tajemnicy hadlowej nie mamy pojecia, a z wlasnych doswiadczen moge sie domyslac, ze nie sa to male procenty), natomiast wartosc dodana sklepu w postaci wiedzy sprzedawcy, jego sympatii do klienta, rzetelnosci czy dlugonogich blondynek procentuje wysokimi obrotami, co przeradza sie w wysokosc zyskow. Gdyby wszyscy w Polsce kupowali w jedynym sklepie w ktorym Nikkor 24-70 kosztuje 5000zl, to mimo, ze sklep zarabialby na nim chociazby tylko 100zl, zarobi na swoje utrzymanie wiecej niz inny, ktory sprzeda jedna sztuke za 6000,-.
Strasznie narodowosciowo jedziecie. Jak w tych starych dowcipach o Polaku, Niemcu i Rusku. Ale skoro chcecie, OK. Wole zarabiac 5000zl u niemieckiego szefa (w Polsce), za zarobione pieniadze kupic dom, wyksztalcic dzieci, ktore beda zarabialy u angielskiego szefa 10000zl (w Polsce), niz cieszyc sie, ze wokol wszystko jest Polskie, mam polska prace, polskiego szefa i zarabiam polskie pieniadze czyli 1500zl. I raz w roku na urodziny szefa, calowac go w polska reke kiedy wysiada w angielskim garniturze z wloskiego samochodu.
Rozumiem, ze niektorym nie podoba sie takie nastawienie, chyba szczegolnie tym, ktorzy prowadza wlasne firmy handlowe, ale coz. Przede wszystkim jestem czlowiekiem, potem Polakiem. Mam tylko nadzieje, ze polscy szefowie - jesli tacy wypowiadaja sie w tym watku - zatrudniaja pracownika z wiekszymi kwalifikacjami i z radocia daja mu wieksza pensje, rezygnujac ze swoich zyskow. I naprawde, ciesze sie, bez cienia ironii i blazenady, ze niektorym powodzi sie tak dobrze, ze zamiast pojechac na drugi koniec miasta po samochod za 52000zl, kupia taki sam u blizszego dilera za rogiem za 62000zl.
Znajdź sobie niemieckiego szefa, który zapłaci Ci 5000, pomimo tego, że znajdzie dziesięciu na to miejsce za 3000pln. Przecież nie ma przymusu pracować u polskiego szefa, który niemieckim i innym zagranicznym właścicielom centrum handlowego za lokal 60m2 płaci prawie 100tyś.pln + nadwyżki od deklarowane obrotu z umowną pięć lat bez możliwości wypowiedzenia (takie są warunki najmu, sklep możesz zwinąć, a płacić musisz do końca umowy, nie wspominając o dostępie administratora CH do ksiąg rachunkowych ).
Ewentualnie załóż działalność, zatrudnij ludzi, z którymi trzeba się użerać i zobaczymy jakim będziesz "polskim szefem" i jakie będziesz płacił pensje.
Sorry, ale ani zdjecia paszportowe, ani wizytowki, ani wydruk, ani na boga - tlumaczenie, nie sa rzeczami powtarzalnymi i mozna je zrobic lepiej i gorzej. Z pewnoscia jest tam wiekszy rozrzut niz w przypadku rzeczy produkowanej maszynowo.
Zdjęcia paszportowe sa jak najbardziej powtarzalną rzeczą, nie oszukujmy się - są określone wytyczne i tyle. Podobnie np. wymiana opon czy inne usługi. Oczywiscie można je wykonać lepiej lub gorzej i dlatego jeden pójdzie wymienić opony w ASO i zapłaci 100 zł, a inny pójdzie i wymieni w punkcie obok Tesco za 40 zł. Tak samo jak z tym sprzedawcą - jeden poda Ci aparat jak ochłap mięsa i skasuje x, a drugi będzie wokół Ciebie biegał, tłumaczył, wyjaśniał i skasuje x+y.
Rozumiem roznice cen w sklepach na poziomie 5% (+ marza, o ktorej z powodu tajemnicy hadlowej nie mamy pojecia, a z wlasnych doswiadczen moge sie domyslac, ze nie sa to male procenty), natomiast wartosc dodana sklepu w postaci wiedzy sprzedawcy, jego sympatii do klienta, rzetelnosci czy dlugonogich blondynek procentuje wysokimi obrotami, co przeradza sie w wysokosc zyskow. Gdyby wszyscy w Polsce kupowali w jedynym sklepie w ktorym Nikkor 24-70 kosztuje 5000zl, to mimo, ze sklep zarabialby na nim chociazby tylko 100zl, zarobi na swoje utrzymanie wiecej niz inny, ktory sprzeda jedna sztuke za 6000,-.
Kolejny który ma pojęcie o marży - oczywiście, na sprzęcie foto, na sprzęcie komputerowym marże są przecież po 100%, przecież jakby inaczej. A co do reszty wywodu to proponuję nic innego jak wziąć 1 mln wsadzić w sklep foto i zarabiać miliony, miliardy wręcz ;). Notabene nawet jakby wszyscy kupowali Nikony tylko w jednym sklepie i sprzedawałby ich setki to wcale nie zakładałbym, że przy zarobku np. tylko 100 zł wyszedłby na swoje. Jeśli bowiem okazałoby się, że rozłożony koszt jednej transakcji to 90 zł (czynsz, płace, zus, telefony, porównywarki cenowe i cholera wie jakie jeszcze opłaty) to gwarantuję, że mało kto się w to by pchał. Inwestycja 5000 zł w celu zarobienia 10 zł to dość chora sytuacja.
OK. Starczy z mojej strony. Wszyscy, ktorzy mieli zrozumiec zrozumieli o co mi chodzi. Rozmowy o biznesie ani o polityce mnie nie interesuja. Dzieki.
OK. Starczy z mojej strony. Wszyscy, ktorzy mieli zrozumiec zrozumieli o co mi chodzi. Rozmowy o biznesie ani o polityce mnie nie interesuja. Dzieki.
Keek, dziękujemy zatem za udział w dyskusji. Szkoda, że się wycofujesz szczególnie po podaniu argumentów, co do których nie masz podstaw żadnych, ale to Twój wybór.
Tak jestem pracodawcą, nie mam dużej firmy, ale taką mikro, jednak staż spory i trochę życia poznałem. W temacie mercedesów, garniturów i szefów zdzierających z Was wierni i oddani pracownicy to śmieszy mnie ta nieodparta chęć dzielenia się łaskawie ze swoim szefem JEGO pensją. To nic, że to jego i jego rodzinę będzie ścigał komornik jak pójdzie coś nie tak, to nic, że jak ów sumienny pracownik spierniczy robotę to trzeba mu zapłacić za kolejne godziny które poświęca na poprawę tego co zepsuł. To nic, że wypłaty, czynsz, rachunki, ZUS, podatki trzeba zapłacić z dokładnością dnia i godziny, MA BYĆ I KONIEC. Ale jak już coś skapnie do przodu, to nie, masz jeździć byle czym, mieszkać byle jak i stać przy budce z piwem integrując się ze swoimi pracownikami. Bo tak jest właściwie, jesteś Polakiem więc masz żyć jak przystało na klasę pracującą miast i wsi. Myślicie jeden z drugim, że kultura zdzierstwa zagranicznego szefa jest lepsza niż polskiego? Mało ludzi nie otrzymało wynagrodzenia za kilka miesięcy pracy a ów John czy inny tam zerwał się z kasą gdzieś na kajmany? A ile ludzi pogoniono z zagranicy nie dając im ani grosza za pracę? To jest ku...wa kultura pierwszej klasy, to właśnie z tego super zachodu my rodzimi szefowie uczymy się jak wydoić was biednych pracowników. Zachłyśnięci tym rajem nawet nie widzicie jak sami siebie wpędzacie w coraz większe długi. Tak długi, bo czym innym jest jak ciągle wydajesz kasę za granicą na coś na co tak naprawdę cię nie stać. Bo jeśli jest tak, że masz na to kasę to nie szukasz gdzie taniej a szukasz gdzie wygodniej i myślisz trochę a nie tylko marżą, procentami i samochodem szefa.
Gdzieś tu padło o tym że dlaczego niby klient ma fundować przedsiębiorcy Mercedesa, a teraz w drugą strone :) dlaczego ja mam fundowac klientowi gdy on zakupuje u mnie z praktycznie zrowym zarobkiem sprzęt, usługe czy obojętnie co wczasy na nartach w kurortach zagranicznych itd :) uogulniam teraz. Nie lepiej by było wzajemnie sobie pomagać że Ty masz to a ja tamto na podobnym poziomie ? Dlaczego Polskie kurorty górskie podnoszą ceny ? ano dlatego że jest mniej turystów i żeby zarobić na utrzymanie pensjonatu/obsługi a nie są to małe pieniądze muszą ceny podnieść albo zamknąć ineteres :) Pisze tu cały czas o małych przedsiębiorstwach a nie o molochach kombinatorach którzy kombinują zamykają zakłady żeby na tym zarobić. Swiat istnieje dzięki właśnie tym małym a nie tym dużym :) Dlaczego nie targujecie się o cene prądu,gazu,telefonu,paliwa bo to są duże firmy i praktycznie monopoliści którzy mogą wam/nam narzucić swoją wole a jak nie to pal ognisko, i siedź przy świeczkach albo wysyłaj gołębie pocztowe, a do roboty na girach 20 km. Im dłużej mali będa dostawać po tyłku tym gorzej się to skończy bo zostaną tylko monopoliści i wtedy porozmawiamy o tym jak jest pięknie.
Jedno jest pewne, edukacja seksualna i podstawy ekonomii powinny być w programie nauczania od pierwszej klasy szkoły podstawowej. :-)
Jedno jest pewne, edukacja seksualna i podstawy ekonomii powinny być w programie nauczania od pierwszej klasy szkoły podstawowej. :-)
Ekonomia od biedy ale seksualnej edukacji mówię stanowcze NIE!
Ekonomia od biedy ale seksualnej edukacji mówię stanowcze NIE!
Jeśli nie potrzebujesz, to nie ucz się.:wink:
ja jakoś sobie poradziłem, mówię o moich dzieciach, nie życzę aby ktoś ich edukował. I mam do tego prawo, teoretycznie. Politycy jednak będą wiedzieć lepiej. Niestety.
ja jakoś sobie poradziłem, mówię o moich dzieciach, nie życzę aby ktoś ich edukował. I mam do tego prawo, teoretycznie. Politycy jednak będą wiedzieć lepiej. Niestety.
Problem w tym, że oprócz rodziców i szkoły nasze dzieci edukują ich rówieśnicy oraz otaczający je świat, w tym internet - im starsze tym wpływ rodziców mniejszy.
OK. Starczy z mojej strony. Wszyscy, ktorzy mieli zrozumiec zrozumieli o co mi chodzi. Rozmowy o biznesie ani o polityce mnie nie interesuja. Dzieki.
Starczy to jest uwiąd...
Nikt nie pisał że trzeba kupować "u polaka" nawet jak ma o 25-50% drożej. Tłumaczono tylko, że nie musi to wynikać z pazernosci ale np. z tego że taki efekt daje koszt ludzi, wynajmu powierzchni albo po prostu zakupienie towaru po wyższych/wcześniejszych cenach. Pójdziesz i kupisz gdzie indziej - ale fajnie by było jakbyś kupował w polskim sklepie - tak aby twoje dutki zostały w kraju i pozwalały żyć naszemu krajowi (pisząc to myślę -społeczeństwu)
Co ma postępowanie france telekom z naszym operatorem albo gdyby nasz operator miał przejąc frnace telekom i mieszanie do tego patriotyzmu... nie mam pojęcia - zbyt trudne dla mnie
Życzę wszystkim aby mieli gdzie pracować i mogli wydawać kasę tam gdzie chcą - oby klienci firm w których pracują chcieli wydawać w kraju ;)
aby twoje dudki zostały w kraju i pozwalały żyć naszemu krajowi (pisząc to myślę -społeczeństwu)
Bardzo ładne ptaki. Też chciałbym, żeby było ich w kraju jak najwięcej.
faktycznie błąd
dutki - powinno być - prośba o poprawienie
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.