PDA

Zobacz pełną wersję : [ Krajobraz ] ..:: Błekit Lodu ::..



geralttt
08-10-2012, 18:44
Islandia, okolice lodowca Vatnajökull, a dokładniej - jaskinie pod wulkanem Kverkfjöll. :)


https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://imageshack.us/a/img651/3384/kverkfjolljaskinia1000p.jpg)

http://imageshack.us/a/img211/1513/kverkfjolljaskinia1800p.jpg - Wersja 1800pix


Po dotarciu w rejon lodowca meldujemy się w kolejnej bazie ITA i wykupujemy miejsce na namiot.
Przy okazji burza piaskowa przypomina nam o zachowaniu czujności - zrywa jedną z linek namiotu, wyrywa kilka śledzi i wspólnymi siłami bronimy naszego schronienia przed nieuchronnym przeobrażeniem w balon. ;D Kilkadziesiąt mniejszych i większych głazów załatwia sprawę, a my w autko i dalej - jak najbliżej lodowca.
Zanim ruszyliśmy - dowiedzieliśmy się od opiekuna Bazy ITA, że lodowcowe jaskinie będące celem naszej wyprawy zawaliły się niestety i nie mamy szans na tego typu przygodę. No cóż... jedziemy tak, czy siak. Kolejna niespodzianka kilka minut później - rzeka zerwała mosty prowadzące niemal pod same jaskinie.

Wysiadamy, patrzymy - nurt tej rzeki wyrwałby z korzeniami niezłe centrum handlowe, a co dopiero jakieś tam ichniejsze mosty. Auto mamy ogromne, ale skrajnie szaleni nie jesteśmy - więc jedyna rada to iść w górę rzeki i szukać jakiegoś przejścia, zakola, zwężenia. Ja sam często tak robiłem i robię, niejednokrotnie przebierając wiele kilometrów na moich nibynóżkach ażeby w końcu znaleźć jakieś przejście.
Zawsze działa, kwestia siły woli i wytrzymałości nibynóżek.. ;D

Zasuwamy więc... Gęsiego, kaczego, tyralierą - jak kto woli, ale lekko nie było. Oj nie... Wiatr!

Tylko tyle, wiatr i kamienie pod nogam, a teren coraz bardziej pod górkę. Tyle w zupełności wystarcza, żeby dobić niejednego skauta, a my przeca jedynie amatorami jesteśmy. Docieramy wrrreszcie do miejsca gdzie rzeka wypływa spod wzgórza! Dosłownie!
Nurt wcale się nie zmniejsza, po prostu płynie pod wzgórzem... Przed nami lodowiec z którego spływają mini strumienie, a rzeka skręca w prawo. Aaaa dumam, że to znaczy, że płynie pod lodowcem, który częściowo opiera się na tym wzgórzu.
Ok, zatem skaczemy jak kozice nad mini-strumieniami, wspinamy się na wzgórze, a lodowiec skutecznie nas odstrasza widocznymi szczelinami gotowymi pochłonąć każdego, kto w nie wpadnie. Sam fakt, że latem są widoczne jest sprzyjający, jednak z drugiej strony - mały poślizg na mokrym lodzie i zjazd w taką czeluść nam się zupełnie nie uśmiecha. Idziemy po kamiennym wzgórzu.
Na szczycie wiatr "otula" nas jeszcze dokładniej. ;D Moją żoną rzuca jak latawcem na wietrze, patrzę na nią, gdybym jej nie znał, to w tej chwili o epilepsję byłbym posądził.
No nie, tak to nie będzie - nikt mi żony szarpać nie będzie!!!! :D, a skoro w pysk wicherkowi dać nie mogę - z pomocą przychodzi moja (twardo ugruntowana) grawitacja.
Schodzimy szybciej niż byśmy chcieli - nie ma szans na podziwianie widoków, zasuwamy zatem uważając jedynie na potknięcia na kamienistej tarce.

Na dole czeka nas niespodzianka. Rzeka znów się pojawia, właściwie to są nawet dwie! Ta druga jest tematem naszej wyprawy, bo to ona wypływając z trzewi Vatnajokull'a tworzy lodowcowe jaskinie. Będąc przy niej - będziemy na miejscu.
Nieszczęśliwie pierwsza rzeka, którą musimy pokonać wygląda dość narowiście... :)
Wybierając wcześniej drogę lodowcem moglibyśmy ją ominąć, ale jak już pisałem - zdecydowaliśmy się lodowca nie prowokować do pokazania nam swojej mrocznej strony.
Kurcze mamy w sumie fest barierę, której ani nie przeskoczymy z kamienia na kamień, ani nie obejdziemy(wracać nie ma sensu).
Hmm... Chwila analizy, obserwacji otoczenia i pojawia się mały promyk nadziei. Trochę ryzykowny.
Nad ową rzeką rozciągnięty jest półkolem lodowy pomost potężnej wielkości, który już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie, że wytrzyma na sobie stadko słoni. Co jednak jeśli się mylimy i twór ów się zawali? Turyści giną tutaj z bardziej błahych powodów. Wspinaczka po takim pomoście? Kto za, kto przeciw? :D

Zebraliśmy się do kupy(ojj tak, była żarliwa dyskusja), a następnie powolutku zbadaliśmy pomost. Pokryty był miejscowo głazami większymi niż my sami - postanawiamy go więc wykorzystać!
Już kilka pierwszych kroków pokazało, że jest to kolejne ciekawe i 'na stówkę' niezapomniane doświadczenie.
Raz, że pulsująca w czaszce adrenalina zagłuszała nawet świst wiatru, dwa - nogi nasze w mieszaninie lodu z wodą, oraz piachem i kamieniami rozjeżdżały się ...ekhem!... Sami się pewnie domyślacie jak bardzo...

Jak to było? - krok do przodu, dwa do tyłu? Eee tam dwa, dwa to mało... :D

W głowie szybko pojawia się nowa myśl "Eee ten most lodowy wcale nie musi się zawalać - jak wpadniemy w poślizg i spadniemy z takiej wysokości i tak nie mamy szans"... Okeeey, koncentracja i skupienie...
Sposobem okazały się duże kamienie - opierając się na nich, miejscami na czworaka udało nam się wreszcie pokonać tę lodową przeszkodę!.

Dotarliśmy! :D

Jaskini nie ma.... a była przecież tak piękna na fotografiach, jeszcze nie tak dawno, ale efekt cieplarniany przez ostatnie 3 lata zrobił swoje i pozostała jedynie niewielka dziura, którą drąży nurt rzeki. :)
Cóż, 3ba cieszyć się tym co jest, a jest tam po prostu kapitalnie! Zresztą, żadne słowa nie dadzą wam namiastki tego, jak się człek czuje przy tych lodowych plastrach sklejonych jeden z drugim w zwarta masę...
Niespodziewanie wiatr ucichł, uspokoiło się... Ha! Użycie statywu jest zbawieniem i chyba także ... nagrodą...

Ciemno się zaczęło robić - oops, a przed nami TA SAMA droga powrotna! :D

W skrócie - poszło dużo sprawniej. :)

Na koniec mieliśmy przygodę z 'ambitnym' młodym rangerem, który uhonorował nas karą za OFFROAD (Zostawiliśmy samochód nad rzeką, zjechawszy kilka metrów na bok od drogi, ażeby auto drogi tej nie blokowało,). Żadne tłumaczenia, żadna logika, czy racjonalne podejście nie dawało rezultatów zatem z lekkim niedowierzaniem w to, co akurat się dzieje - pozwoliliśmy na wypisanie papierka.
Tak się w łatwy sposób naciąga turystów - kto chce się wybrać w takie rejony i zostawia auto na poboczu powinien być tego świadom. :)
Sęk w tym, że my jechaliśmy oznakowanym autem (nie będę tutaj wchodził w szczegóły), a kierowca nie chciał tego faktu zdradzać ciekaw zachowania młodego strażnika. W skrócie - formalizm i ambicje młodego rangera mógł on sobie w buty wsadzić. Jest to jednak przestroga i wskazówka dla turystów - Islandia to spokojny kraj, są jednak ludzie, którzy z chęcią nabiją sobie kilka punkcików i też chcą na kimś zarobić. Nie ma co idealizować - z tym jest jak wszędzie.

A my co? A my grilla, piwko - kolacja pod lodowcem była wyśmienita! ;D

W nocy walka o dach nad głową - zefirek kurde blaszka powrócił!

Rano eksmisja i powrót do domu... W głowie obrazy minionych dni i refleksja. Ehh... A może to było jakieś złudzenie? :D

W domu odpalam kompa - są fotki, nie ma złudzenia, emocje odżywają na nowo....

Pozdrawiam was wszystkich b. gorąco!

Rafał

...

militarius
08-10-2012, 18:50
Zdjęcie robi wrażenie, a sprawozdanie też niesamowite :D

Sobek00
08-10-2012, 18:58
Witam

Świetny tekst i zdjęcie . Naprawdę czyta się to z przyjemnością. Takie eskapady uwielbiam.
A lodowiec jest piękny. Ten kolor , bije z niego zimno.
Super gratuluję i pozdrawiam.

Greg77
08-10-2012, 19:09
Wow, swietne!
Zazdroszcze tych miejscowek;)

Bartekkw
08-10-2012, 19:40
Super opowieść Rafale i rewelka foto - aż chce się tam być ;) Dawaj więcej ;)

matios
08-10-2012, 20:34
Przy lodowcach zawsze się roztapiam ; )

bajcy
08-10-2012, 22:44
Eh, może zaczniesz pisać opowiadania na szerszą skalę?;) Dzięki Twojej opowieści, to zdjęcie nabiera jeszcze wspanialszego wyglądu:) Oby było takich więcej;)
Pozdrawiam.

hateom
09-10-2012, 07:53
No miejscówka czad :)