PDA

Zobacz pełną wersję : kunszt pisarski



hellbike
23-08-2012, 15:26
Nie jest to najlepsze forum, lepszego jednak nie znalazlem ; ( a z racji tematyki jest tu pewnie sporo osob zainteresowanych fotoreportazem, czesci z was rowniez reportazem, wiec moze bedziecie w stanie pomoc mi, na temat slowa pisanego.

Jestem podroznikiem (autostopowiczem) i chcialbym relacjonowac swoje przygody na blogu;
nie mam jednak pojecia o pisaniu. Czy mozecie polecic jakies materialy edukacyjne, lub moze forum bardziej odpowiednie dla mnie, gdzie ktos moglby mi pomoc?

Wklejam tez krotki fragment, ktory powinien rozjasnic co mam na mysli.

Interesuje mnie tez, czy ciekawie sie to czyta, czy moze za duzo niepotrzebnych szczegolow i lepiej skrocic to do zaledwie kilku zdan.

"Podroz zaczela się raczej zniechecajaco, szczególnie dla koleżanki, która zadnego doświadczenia jeszcze nie miała, a chwila obecna w pełni kreowala jej wizje tego, czym jest autostop. Ruszylismy na weekend – i był to błąd. Ruszając z zielonej góry musialem zdecydować się na pociąg, po zmarnowaniu kilku godzin na spacer przez dosłownie cala zielona gore oraz zakończone fiaskiem proby lapania stopa. Już w tym miejscu musze prosić ludzi o pieniądze, a wiec nieco szybciej, niż się spodziewałem ; ). Weekendowe fatum autostopowe miało opuscic nas dopiero, jak latwo się domyslic, pod koniec weekendu. Wizyta w Poznaniu nauczyla mnie, ze droge wyjścia z dużych miast lepiej jest zaplanować wcześniej – jednak lubie uczyc się na bledach, a nic nie zapada w pamięci tak, jak 4 godzinny spacer w blasku slońca. Krotka przerwa na wino pod tesco dla rozluźnienia atmosfery (tu wydaje moje 5 euro, wyczerpując mój budżet podrozy), spacer, i jest! Kochana wylotowka, niczym pustynna droga z amerykańskich filmow. Przygarniaja nas zbuntowani bracia, jadący odebrać ścigacza wbrew woli ojca . Kilkadziesiat przejechanych kilometrow mija w milej atmosferze, zakończone dwoma kubusiami podarowanymi nam na pozegnanie (Agnieszka czaila się na lezace z tylu drozdzowki, których niestety nie dostaliśmy; ) ). Kolejny dzień to dalszy ciag spaceru po bezdrożach. Kanapki przygotowane przez mame ; ) prawie zniknely - jednak okolica bogata pola uprawne, gotowa jest oddac nam swe owoce, nie martwimy się wiec, zbierając jabłka i marchewke, marzac o nieobecnych niestety pomidorach. Spacery, długie odpoczynki, nieudolne proby lapania stopa – i ostatecznie ladujemy na stacji w Wolsztynie. Jeden z przejezdnych zapytany o papierosa wyznaje nam, ze rzucil palenie – a następnie, odjezdzajac ze stacji, z okna jego samochodu wypada kupiona dla nas paczka fajek . Po rozlozeniu się na trawie w końcu przydaje się urok mojej koleżanki (na który mocno licze z nadzieja, ze będzie naszym szczęśliwym talizmanem) – podjezdza do nas grupka 30-latkow zafascynowana oczami mej cudnej partnerki podrozy. "

Majek
23-08-2012, 15:43
Całkiem nieźle. Fajnie się czyta. Na tyle fajnie, że po jakimś czasie przestałem zwracać uwagę na literówki i drobne błędy ortograficzne. Khehe... Nawet nie wiedziałem, że jeszcze takie podróżowanie na krzywy ryj jest uskuteczniane. ;-)

freefly
23-08-2012, 15:44
Można wiedzieć, co skłania osoby pozbawione określonych talentów do parania się rzeczami do których po prostu nie nadają się, a nawet nie potrafią.
To co zaprezentowałeś, nie da się czytać. Nie obraź się. Wg mnie na początek najlepiej byłoby sięgnąć do gramatyki języka polskiego.
Majkowi podoba się , ale to już jego podejście do tego zaprezentowałeś.

Pawel.S
23-08-2012, 15:47
Po pierwsze - wielkie litery i polskie znaki. Odrobina staranności, zielona góra to lekka przesada, zwłaszcza u podróżnika (a nie podroznika :) )

Pierwszego zdania nie zrozumiałem, za dużo myśli naraz. Zniechęcenie, kreowanie wizji, brak doświadczenia, jakoś za dużo tego.
Albo tutaj: "a następnie, odjezdzajac ze stacji, z okna jego samochodu wypada kupiona dla nas paczka fajek " - była taka audycja radiowa : będąc młodą lekarką przyszedł do mnie pacjent. To karygodny, często popełniany błąd. Poza tym zdanie też się kupy nie trzyma: kupił Wam fajki, rzucił palenie czy jak ? Ogólnie tekst mocno niestaranny i chaotyczny.

Nie uważam się za mistrza słowa pisanego, ale niezależne źródła potwierdzają, że jestem w stanie treściwie i w miarę poprawnie wyłożyć co mam na myśli. Zawdzięczam to dużej ilości przeczytanych książek (książek, nie blogów/forów itp). Sto stron porządnego słowa pisanego dziennie i po miesiącu pisanie z sensem wchodzi w krew. Później można próbować iść w stronę własnego stylu. Czyli np. krótko i dowcipnie. Albo z zamiłowaniem do absurdalnych porównań (z tym łatwo przesadzić). Dobrym przykładem jest tutaj też kolega Czornyj, który z dużą dozą wyczucia i smaku szafuje rzadziej używanymi słowami (takimi jak infernalny) oraz porównaniami "wysokiej kreatywności".

Jako miłośnik rzetelnego dziennikarstwa i dobrej roboty szczerze życzę powodzenia w budowaniu i szlifowaniu warsztatu, ciężka praca przed Tobą :)

Majek
23-08-2012, 16:19
Wiedziaaałem... Że zaraz literaci rzucą się na żer... Freefly, nie obraź się, ale chcąc kogoś krytykować, należy mieć ku temu jakieś podstawy i wiedzę (ogólnie mówiąc)... Szczególnie chcąc używać takich określeń, jakich użyłeś. A te kilka zdań, które napisałeś recenzując fragment kolegi, nie stawia Cię w specjalnie dobrym świetle, jako krytyka i jakikolwiek autorytet w tej dziedzinie... ;-)
Inaczej mówiąc, odwalcie się. Jak kolega chce pisać, to niech pisze. Nie musi to być od razu miodkowa polszczyzna. Jeżeli tekst jest napisany w miarę zgrabnie i nie wali po gałach jakimiś ordynarnymi błędami, a jest wartki i potoczysty, zawsze fajnie się takie coś czyta. Przynajmniej mnie. A już najgorsze co może być, to jak kocioł przygania garnkowi... ;-)

hellbike
23-08-2012, 16:28
ogolnie prosze o konstruktywna krytyke, nie mam nic przeciwko jesli bedzie ostra.
Posty typu "nie nadaje sie zupelnie" nic nie wnosza, jak juz napisal kolega wyzej.

Zgodnie z sugestia poprawilem poczatek, przedstawiajac swoje mysli w bardziej klarowny sposob:

"Podróż zaczęła się raczej zniechęcająco, szczególnie dla koleżanki, która żadnego doświadczenia jeszcze nie miała, a początkowe niepowodzenia w pełni kreowała jej wizje tego, czym jest autostop. Ruszyliśmy w sobotę – i był to błąd. Weekend to samochody zapchane rodzinami jadącymi odwiedzić babcie, wylegiwać się na plaży, zwiedzić sąsiednie miasto - pozbawione wolnego miejsca dla autostopowicza. Bogatszy o tą wiedzę ruszyłem na pociąg ze świadomością, że prosić o pieniądze zacznę nie pod wieża eiffla, lecz już na dworcu mego rodzinnego miasta, Zielonej Góry – co zresztą zdarzało się już wcześniej :)"

Majek
23-08-2012, 16:42
Moje pierwsze spostrzeżenie jest takie, że masz tendencję do budowania zdań wielokrotnie złożonych. Mnie takie konstrukcje nie przeszkadzają, mało tego, sam mam podobną manierę (z która, nota bene, staram się walczyć). Takie konstrukcje gramatyczne są fajne, ale strasznie łatwo popełnić błąd, szczególnie gdy się nie ma wprawy. Głupi przecinek postawiony nie w tym miejscu, co potrzeba lub brak przecinka potrafi zniweczyć cały zamysł i zburzyć sens zdania. Uważaj na to.

freefly
23-08-2012, 17:32
Wiedziaaałem... Że zaraz literaci rzucą się na żer... Freefly, nie obraź się, ale chcąc kogoś krytykować, należy mieć ku temu jakieś podstawy i wiedzę (ogólnie mówiąc)... Szczególnie chcąc używać takich określeń, jakich użyłeś. A te kilka zdań, które napisałeś recenzując fragment kolegi, nie stawia Cię w specjalnie dobrym świetle, jako krytyka i jakikolwiek autorytet w tej dziedzinie... ;-)

A jakie to podstawy i wiedza potrzebna jest, żeby zauważyć błędy gramatyczne. Nie wiem jak u Ciebie?
U mnie wystarczy wiedza na poziomie szkoły podstawowej i średniej.



Inaczej mówiąc, odwalcie się. Jak kolega chce pisać, to niech pisze. Nie musi to być od razu miodkowa polszczyzna.

Ale niech będzie chociaż na poziomie maturalnym (zresztą współczesny poziom maturalny to dzisiaj kpina).



Jeżeli tekst jest napisany w miarę zgrabnie i nie wali po gałach jakimiś ordynarnymi błędami, a jest wartki i potoczysty, zawsze fajnie się takie coś czyta. Przynajmniej mnie. A już najgorsze co może być, to jak kocioł przygania garnkowi... ;-)

Bez komentarza (szkoda mojego czasu).

hellbike
23-08-2012, 17:54
poprawilem calosc, dodalem tez jeden bardzo osobisty fragment - prosze o opinie ; )

"Podróż zaczęła się raczej zniechęcająco, szczególnie dla koleżanki, która żadnego doświadczenia jeszcze nie miała, a początkowe niepowodzenia w pełni kreowała jej wizje tego, czym jest autostop. Ruszyliśmy w sobotę – i był to błąd. Weekend to samochody zapchane rodzinami jadącymi odwiedzić babcie, wylegiwać się na plaży, zwiedzić sąsiednie miasto - pozbawione wolnego miejsca dla autostopowicza. Bogatszy o tą wiedzę ruszyłem na pociąg ze świadomością, że prosić o pieniądze zacznę nie pod wieża eiffla, lecz już na dworcu mego rodzinnego miasta, Zielonej Góry – co zresztą zdarzało się już wcześniej . Po dotarciu do poznania czekała na mnie kolejna lekcja – drogę wyjścia z dużych miast lepiej planować jest wcześniej - jednak lubię uczyć się na bledach, a nic nie zapada w pamięci tak, jak 4 godzinny spacer w blasku słońca. Kontakt z kolezanka nie przebiega gładko. Moja introwertyczna czesc jest w pełni wladzy, nie pozwalając na prowadzenie rozmowy. Wędrujemy w ciszy. Agnieszka, pomimo tego jak niesamowicie żywa wydawała się na naszym pierwszym spotkaniu (o którym napisze później) , również okazuje się być raczej małomówna osobą. W mojej głowie zaczynają kłębić się myśli, ze nasza dopiero rozpoczęta podróż może przedwcześnie dobiec końca. Szukając lekarstwa na cisze oraz zmęczenie decydujemy się na krótka przerwę i wydanie całości naszego budżetu na wino, które pijemy pod drzewem przy tesco. kolejna godzina spaceru, i jest! Kochana wylotówka na główną drogę, opustoszała niczym pustynna droga z amerykańskich filmów. Na trasie przygarniają nas zbuntowani bracia, jadący odebrać ścigacza wbrew woli ojca ;). Kilkadziesiąt przejechanych kilometrów mija w milej atmosferze, zakończone dwoma kubusiami podarowanymi nam na pożegnanie (Agnieszka czaiła się na lezące z tylu drożdżówki, których niestety nie dostaliśmy; ) ). Nocleg na stacji, na zakonczenie krótka rozmowa z dwójka znajomych wybierających się na wiejskie disco (i zaproszenie na nią, z którego zrezygnowaliśmy) Kolejny dzień to dalszy ciąg spaceru po bezdrożach. Kanapki przygotowane przez mamę ; ) prawie zniknęły - jednak okolica bogata w pola uprawne, gotowa oddać nam swe owoce, nie martwimy się wiec, zbierając jabłka i marchewkę, marząc o nieobecnych niestety pomidorach. Spacery, długie odpoczynki, nieudolne próby łapania stopa – i ostatecznie lądujemy na stacji w Wolsztynie. Jeden z przejezdnych zapytany o papierosa wyznaje nam, ze rzucił palenie – by następnie w dobrej wierze kupić nam paczkę fajek . Rozłożyliśmy się na trawię, gdzie swą moc ujawniła niezwykła uroda Agnieszki (którą osobiście traktuje jako szczęśliwy talizman mający przynieść nam szczęście w podróży) – zaczepiła nas grupa 30-latków, zafascynowana jej kocimi oczami. "

stock
23-08-2012, 18:18
ogółnie szału nie ma - jeśli chodzi o tytułowy "kunszt pisarski". Chyba za bardzo starasz się budować wielokrotnie złożone zdania i to niestety kompletnie nie wychodzi. Odpuściłbym sobie emotikony. To zupełnie zbędne. Fatalnie się to czyta gdyż każde to nieudolnie sklecone przydługawe zdanie stanowi jakby osobną część historyjki. Jak już w jednym zdaniu poruszyłes temat papierosów i faktu że ktoś wam je kupił to kontynuuj to w następonym zdaniu. Napisz coś o tym że usiedliście zapaliliście i patrzyliście w chmury lub w tył Jelcza na stacji. Cokolwiek. Bo teraz to mamy historyjkę która niby ma tworzyć całość a jest zbudowana z kilkunastu długaśnych zdań tworzących niezależne mini historyjki.
Na koniec dodam ze kompletnie się na pisaniu nie znam - to tak żeby było ciekawiej hahaha :)

ekonet
23-08-2012, 18:28
Daj sobie spokój. Te błędy są nie do opanowania.
Tzn. zamysł jakiś niby widać, ale warsztatu nie ma. Na FB dla znajomych ujdzie. Ale kunsztem nazwać tego niepodobna.

Majek
23-08-2012, 18:32
U mnie wystarczy wiedza na poziomie szkoły podstawowej i średniej. Szkoda, że ta wiedza u Ciebie nie wystarczy, żeby błędów nie popłniać. ;-)

Jak napisałem wcześniej, "przyganiał kocioł garnkowi".

zdyboo
23-08-2012, 18:52
A ja napiszę tak, czytać da się, ale z trudem. Ten tekst, także po poprawkach, robi się zbyt skomplikowany w połowie długości, ucieka sens całości.
O zdaniach złożonych już napisano, może spróbuj jak Hemingway, pisz na stojąco. Zmęczenie szybko daje znać o sobie i u Niego objawiło się to krótkimi zdaniami, a często samymi równoważnikami zdań. Zbyt dużo powtórzeń, bezsensowne wtrącenia. Po co tyle myślników?
To co jeszcze uchodzi w mowie, w piśmie jest bezlitośnie widoczne. Tu nie ma intonacji, gestykulacji, zmiennego tempa, które pozwala właściwie rozłożyć akcenty. Każdy sobie to sam musi wytworzyć w głowie, a tekst do tego w żaden sposób nie zachęca, ba, nawet tego nie ułatwia.
Poza tym nie widać żadnego pomysłu na narrację, nic mnie nie wciąga, nic nie zachęca do dalszego czytania. Szybko gubisz wątki, wino pomogło rozwiązać języki?
Owszem może to i być dziennik, ale te Twoje kolubryny zamiast zdań, nie wskazują na taką formę.

Niestety do pisania, oprócz talentu trzeba mieć solidny warsztat i cały czas pracować z tekstem. Czytać, nie tylko swoje teksty, pisać, redagować, korygować. Napisz coś, przeczytaj (patrząc na Twoje błędy, nawet tego nie robisz), zostaw do następnego dnia. Wróć do tekstu, przeczytaj raz jeszcze, czasem pomaga czytanie na głos. Popraw, uprość co możesz. Staraj się ujednolić język, nie mieszaj nowomowy z anachronizmami. Nie w takiej formie na jaką się zdecydowałeś.
Jeżeli nie wprowadzisz dynamiki, na przykład dialogami, to uśpisz odbiorcę szybko.

Reasumując, dobrze się zastanów, bo długa, kręta i bardzo wyboista droga przed Tobą.

doktor
23-08-2012, 21:37
Zbyt wiele ozdobników. Czemu raczej zachęcacająco? Samo zachęcająco nie wystarczy? Jeśli koleżanka nie miała doświadczenia, to musisz ją jeszcze dobić pisząc "żadnego doświadczenia". Dodatkowe określenie nie dodaje nic do wypowiedzi. Czemu w pełni kreowała? Jeśli napiszesz, że kreowała, jest to zrozumiałe. Jak rozumiem chcesz napisać o tym, że wydarzenia korygowały jej wyobrażenie na temat tego, czym jest autostop. Zdanie jest de facto nienaprawialne. Jeśli kreowała wizję, to co się działo z rzeczywistością, czyli odczuciami które w danej chwili miała owa koleżanka. "Ruszylismy na weekend – i był to błąd. Ruszając " – nie za dużo tego ruszania? Ruszyliście już w poprzednim zdaniu. Czemu przez dosłownie całą Zieloną Górę? Co wnosi do wypowiedzi "dosłownie". A jeśli już, to raczej niemal. Jako sceptyk podejrzewam przesadę. "Weekendowe fatum autostopowe miało opuscic nas dopiero, jak latwo się domyslic, pod koniec weekendu." Hmm, nie będę odkrywczy, jeśli powiem, że to truizm. "nic nie zapada w pamięci tak, jak 4 godzinny spacer w blasku slońca" – niepotrzebna emfaza. Mnie inne wydarzenia bardziej zapadają w pamięć. "Krotka przerwa na wino pod tesco" – To jest nazwa własna, czyli Tesco. "Kochana wylotowka, niczym pustynna droga z amerykańskich filmow." ale co ta wylotówka? Rozumiem, miłość jest ślepa. "Przygarniaja nas zbuntowani bracia, jadący odebrać ścigacza wbrew woli ojca ." Jesteś pewien, że czytelnik zrozumie co chcesz mu przekazać? Poza tym jeśli to ten (on) ścigacz, to odbierać kogo?, co? (bienik) - ścigacz, a niego kogo?, czego? - ścigacza. "Kilkadziesiat przejechanych kilometrow mija w milej atmosferze, zakończone dwoma kubusiami podarowanymi nam na pozegnanie" - kilometrów... zakończone dwoma kubusiami, chyba podmiot upłynnił się*wraz z tokiem myśli autora, a gramatyka pozostała w tyle.

Rafał_Sz
23-08-2012, 21:50
Nie jest to najlepsze forum (...)

I w tym momencie możemy już zakończyć. :twisted:


;):)

stock
23-08-2012, 22:31
chyba najlepszym rozwiązaniem dla załozyciela wątku będzie prowadzenie fotobloga z naciskiem na foto :)

Sabvel
24-08-2012, 01:31
Do autora wątku!
Nie zrażaj się, jeśli masz ochotę to robić, to rób. Kilku kolegów, udzieliło Ci paru dobrych rad. Faktycznie, tekst jest za bardzo rozbudowany i ciężko się to czyta.
Nie musisz być Kraszewskim, to będzie Twój blog i tylko Ty zadecydujesz, czy warto dalej pisać. Gdyby brać pod uwagę pewne rady, 90% fotografujących powinna utopić swoje aparaty w Wiśle. O poczytności foto bloga decyduje wiele czynników. Powtórzę za kolegami, staraj się czytać dużo książek, pracuj nad błędami i stylem.
Pisz oszczędnie, bądź szczery w wypowiedzi i nic na siłę.
Jeśli ktoś zacznie obserwować Twojego bloga, nie odwzajemniaj się tym samym. Nikogo nie obserwuj, jednak pisz tak, jakbyś pisał dla tysiąca czytelników. Obserwuj statystykę wejść na bloga, jeśli będzie Ci rosła, będzie to oznaczać, że jesteś czytany. Nawet pisanie dla dwóch osób przynosi satysfakcję. Życie zweryfikuje czy masz do tego predyspozycje. Zbyt wiele samokrytyki, co do początków wszelkich działań jeszcze nikomu nie pomogło. Gdyby tak było, połowa fotografów cykających dziś niezłe fotki ślubne, miałaby własne zdjęcia na porcelanie.
I na koniec, jeśli stwierdzisz, że to nie jest to, zawsze możesz z równą pasją zająć się czymś innym i nikt Ci tego nie zabroni. Pozdrawiam !

Seeker
24-08-2012, 03:05
"Można wiedzieć, co skłania osoby pozbawione określonych talentów do parania się rzeczami do których po prostu nie nadają się, a nawet nie potrafią."

No tak, wszyscy powinni tylko jeść, spać i s..ć, bo nikt się przecież
nie rodzi utalentowany, a wyżej wymienione każdy jakoś ogarnia...

elanek
24-08-2012, 08:27
Na razie słabo.
Ciężko się czyta, taka krótka opisówka typu: tam byłem, wino wypiłem, z kimś tam pojechałem. Polecam przeczytać "Prowadził nas los". Nie chodzi o to, żeby tak daleko pojechać jak Kinga i Szopen, ale żeby do suchych opisów dołożyć trochę od siebie. Wspomnienia spisuj, ale publikacja na tym poziomie nie spotka się z aplauzem.
Wasz styl podróżowania stopem niespecjalnie mi się podoba. W samej idei podróży stopem przemieszczanie się jest sprawą drugorzędną. Chodzi tu o kontakt z ludnością miejscową, poznawanie ich zwyczajów, bywanie u nich w domu (Couchsurfing). Podróżuję czasem tak, polecam zwłaszcza Gruzję i Armenię. Stopowanie tylko dla przemieszczania się jest mało ciekawe.
Pierwsze koty za płoty.
Pamiętaj o karteczkach stopowych - pomagają.

Seeker
24-08-2012, 12:44
"Wasz styl podróżowania stopem niespecjalnie mi się podoba. W samej idei podróży stopem przemieszczanie się jest sprawą drugorzędną. Chodzi tu o kontakt z ludnością miejscową, poznawanie ich zwyczajów, bywanie u nich w domu (Couchsurfing)."

Prawie to samo można powiedzieć o stylu pisania.
Same suche i nieciekawe fakty. Nie czuje się ani jednej emocji,
a z tła przebija nie przystające nijak do tematu, nastawienie do życia.
Ważna jest przygoda, nie jazda za darmo.

hellbike
25-08-2012, 21:25
ktos chcial zdjecia, wiec tutaj kilka(nie wyselekcjonowane/nie obrobione): http://imgur.com/a/d1UzO


Akurat tutaj sam zdaje sobie sprawe, ze szalu nie ma.


Imgur zupelnie pomieszal zdjecia.

elanek
26-08-2012, 09:52
Zdjęcia klimatyczne. Jest całkiem nieźle, podobają mi się. Z pisaniem gorzej, ale trza czytać innych, ćwiczyć, ćwiczyć i być odpornym na krytykę. Odrobinka poezji w prozie musi być.

hellbike
26-08-2012, 21:10
uporzadkowalem zdjecia i wrzucilem na bloga http://szukajaczycia.blogspot.com


rezygnujac, przynajmniej tymczasowo, ze slowa pisanego.

hellbike
27-08-2012, 17:02
"Agnieszka powiedziała mamie, ze jedzie do przyjaciółki, do Poznania. Pomysł okazał się mało dopracowany. Skończyło się kilkoma siwymi włosami na głowie mamy i bratem Agnieszki grożącym mi śmiercią.

W podróży karmili nas ludzie których spotykaliśmy, z którymi podróżowaliśmy. Taka wyprawa to świetne lekarstwo dla osób przekonanych o zepsuciu świata. Oczywiście, spotyka się też ludzi mniej miłych, oraz całą masę osób neutralnych, które nasz los maja w dupie - jednak po krótkiej rozmowie niemal każdy oferuje pomoc. Najmilsze co nas spotkało, to pewien rumuński (tak, rumuński!) kierowca ciężarówki - po spytaniu, czy nie ma dla nas czegoś do jedzenia zaprosił nas do swojego samochodu, otworzył lodówkę i powiedział - "jedzcie co chcecie", po czym zostawił nas samych. Prawda, ze cudowne?
Innym razem zupełnie obcy Pan kupił nam paczkę fajek, jeszcze innym postawiono nam pizze... takich sytuacji było dość sporo - w końcu podróż trwała 9 dni, a nasze kanapki skończyły się dnia drugiego.

Wyjątkiem był Paryż. Tu nie poznawaliśmy wielu osób (w pełni zadowalało nas nasze własne towarzystwo) wiec o jedzenie trzeba było nieco zawalczyć - dnia pierwszego prosiliśmy ludzi o "2 euro for ticket", dnia drugiego zarobiliśmy nieco na puszczaniu baniek. Dnia trzeciego nakarmiły nas pootwierane produkty w tesco.

Jeśli chodzi o przygody, najciekawiej było chyba drugiej nocy - gdy zaczepiła nas grupa polaków zafascynowana oczami mej partnerki podróży. Zaprosili nas do siebie, oferując trawę i alkohol.
Nieszczęśliwy traf chciał, ze zostali za to wynagrodzeni zalaną łazienką - z mojej winy.

Będąc już przy narkotykach - w Paryżu poznaliśmy sympatycznego dilera, który podarował nam kilka tabletek valium."


A jak to się czyta?

Maycky
27-08-2012, 17:33
Jak dla mnie strasznie ciężko, znalazłem kilka błędów. Używasz za bardzo złożonych zdań, ciągle myślniki myślniki myślniki... Na koniec dodam, że wg mnie za dużo wyliczania:"drugiego dani(...), dnia trzeciego(...)". Musisz wybrać czy chcesz wypunktować czy opisywać.
Pozdro

ekonet
27-08-2012, 19:06
Mieszanka Raymonda Chandlera z popłuczynami po Chmielewskiej. "Pan" w tym kontekście piszemy małą literą, wielką jedynie w formach bezpośrednich/grzecznościowych; to często popełniany, również tutaj, błąd. Natomiast "Polaków" zdecydowanie piszemy wielką literą. A jeśli chodzi o meandry tematyki, to zahaczanie o prochy/używki/koks zdecydowanie podlega zmoderowaniu. Nie bardzo da się też powiedzieć "skończyło się [...] bratem Agnieszki grożącym mi śmiercią"; leżysz w zdaniach złożonych - niekonsekwencja gramatyczna.

Sabvel
27-08-2012, 20:13
Zachęcałem Cię wcześniej do pisania, pomyślałem więc, że powinienem zabrać głos. Przeczytałem to co napisałeś i popadłem w zadumę. Myślałem o tym, jak w kilku zdaniach najkrócej naświetlić Ci problem a jednocześnie nie zniechęcić, obrazić itp...
Uważam, że mając dwadzieścia lat, można pisać książki dla dzieci. Mając trzydzieści, można pisać dla młodzieży a po czterdziestce można pokusić się o to, aby pisać dla dorosłych. Bywały wśród pisarzy wyjątki, ale były to osoby wybitne , które już za młodu były "stare". Ty (domniemam), jesteś człowiekiem dwudziestoletnim, niestety nie masz nic, czym mógłbyś mi zaimponować. To nie jest Twoja wina, po prostu jesteś zbyt młody, za mało masz życiowego doświadczenia.
Od młodych też można się czegoś nauczyć, ale z Twojego tekstu nic do mnie nie przemawia. Brak Ci polotu, poczucia humoru, emanujesz życiowym nihilizmem - to nie dla mnie.
Jesteś na fajnej życiowej wycieczce, masz obok siebie ładną dziewczynę (muzę), oglądasz Paryż, a piszesz o jakiś [ciach] prochach. Nic w tym fajnego, źle wróżę na przyszłość. Nie wiem, może ja [ciach] jestem, albo powinienem już umierać?
Mógłbym więcej napisać na ten temat, postanowiłem jednak, że zrobię to w sposób jak najkrótszy.
W dalszym ciągu Cię nie zniechęcam, czytaj dobrych i pisz jak masz taką potrzebę, ale przed Tobą długa droga.
Mam nadzieję, że nie obraziłem. Jeśli w którymkolwiek zdaniu mógłbyś się tak poczuć - to przepraszam :)

hellbike
27-08-2012, 20:35
Zachęcałem Cię wcześniej do pisania, pomyślałem więc, że powinienem zabrać głos. Przeczytałem to co napisałeś i popadłem w zadumę. Myślałem o tym, jak w kilku zdaniach najkrócej naświetlić Ci problem a jednocześnie nie zniechęcić, obrazić itp...
Uważam, że mając dwadzieścia lat, można pisać książki dla dzieci. Mając trzydzieści, można pisać dla młodzieży a po czterdziestce można pokusić się o to, aby pisać dla dorosłych. Bywały wśród pisarzy wyjątki, ale były to osoby wybitne , które już za młodu były "stare". Ty (domniemam), jesteś człowiekiem dwudziestoletnim, niestety nie masz nic, czym mógłbyś mi zaimponować. To nie jest Twoja wina, po prostu jesteś zbyt młody, za mało masz życiowego doświadczenia.
Od młodych też można się czegoś nauczyć, ale z Twojego tekstu nic do mnie nie przemawia. Brak Ci polotu, poczucia humoru, emanujesz życiowym nihilizmem - to nie dla mnie.
Jesteś na fajnej życiowej wycieczce, masz obok siebie ładną dziewczynę (muzę), oglądasz Paryż, a piszesz o jakiś [ciach] prochach. Nic w tym fajnego, źle wróżę na przyszłość. Nie wiem, może ja [ciach] jestem, albo powinienem już umierać?
Mógłbym więcej napisać na ten temat, postanowiłem jednak, że zrobię to w sposób jak najkrótszy.
W dalszym ciągu Cię nie zniechęcam, czytaj dobrych i pisz jak masz taką potrzebę, ale przed Tobą długa droga.
Mam nadzieję, że nie obraziłem. Jeśli w którymkolwiek zdaniu mógłbyś się tak poczuć - to przepraszam :)

Nasza podroz w wiekszosci polegala na lezeniu na trawie i rozmowie/smianiu sie(stad tez malo kontaktu z innymi ludzi, bylismy w pelni szczesliwi sami ze soba), ale to nie jest zycie, o ktorym chce mowic swoimi zdjeciami czy tez jak dotad nieudolnymi probami literackimi. Gdybysmy nacpali sie i trafili do nielegalnego burdelu, to byla by historia, ktora chetnie bym przedstawil.

Czornyj
27-08-2012, 20:55
Wykroczenia stylistyczno-ortograficzne to mz. mniejszy problem - prezentowane frazy są tak drewniane, jakby ich autorem był nieszczęsny Pinokio.

Sabvel
27-08-2012, 20:56
To pisz o Was, o czym rozmawialiście, co Was bawiło? Pisz pod pseudonimem, nie pokazuj zdjęć. Musisz wybrać, bo pisząc musisz być szczery. Każdy fałsz czytelnik odkryje i nie wróci. Jeśli zaś decydujesz się na reportaż, to jest to jeszcze inna literacka historia.
Mam propozycję, daj sobie miesiąc czasu. Przeczytaj na początek coś Edwarda Stachury (mam nadzieję, że wiesz kto zacz), może być "Cała Jaskrawość". To był też taki wagabunda jak Ty, mieszkał 500 metrów ode mnie. Na wsi, to tak jakby w tej samej klatce.
Przeanalizuj jego sposób pisania, może Ci się spodoba, a potem przeczytaj coś jeszcze i jeszcze coś przeczytaj i pisz szczerze.
Pozdrawiam!

Czornyj
27-08-2012, 21:25
Co do szczerości, Czesław Miłosz miał na ten temat zgoła inne zdanie, cytując mój ulubiony wyimek z "Umysłu zniewolonego" - "Kiedy pisarz chce wiernie przedstawić to, co rzeczywiste, przekonuje się nieraz, że niewierność bywa największą wiernością".

Rada, by kolega zainteresował się lekturą beletrystyki jest tyleż trafna, co mz. trochę poniewczasie - miesiąc wystraczy może na zapoznanie się z wielkopomną serią "Poczytaj mi, Mamo", a nie na nadrobienie braków w oczytaniu i wyrobienie sobie stylu.

Nieśmiało polemizowałbym również z postulatem, by uzupełnianie braków czytelniczych zacząć od prozy Stachury. Parafrazując Jerzego Pilcha - być może jest to frapująca literatura dla wybranych, ale frapującą literaturę dla wybranych trzeba miarkować.

hellbike
27-08-2012, 21:25
yup!

Wlasciwie nigdy nie czytalem ksiazek.

Wiem, ze musze zaczac i czytac dosc sporo, jesli sam chce cos sensownego napisac.
Jedna z niewielu ksiazek ktore przeczytalem to "Panna Nikt", ktora byla rewelacyjna.
Teraz czytam "buszujacego w zbozu", ktory powinien byc mi bliski tematycznie.

Czornyj
27-08-2012, 21:40
Właściwie zawsze czytałem książki, epizodycznie studiowałem filologię polską, a mimo wszytko nie miałbym litości katować innych swą - wątpliwej strawności - frazą.

Niestety, kunszt prozatorski nie każdemu jest dany ;)

hellbike
27-08-2012, 21:58
Właściwie zawsze czytałem książki, epizodycznie studiowałem filologię polską, a mimo wszytko nie miałbym litości katować innych swą - wątpliwej strawności - frazą.

Niestety, kunszt prozatorski nie każdemu jest dany ;)

tobie moze nie, mi na pewno : D

Sabvel
27-08-2012, 22:03
Oj, Czornyj, co miałem Koledze James'a Joys'a zaproponować i jego Ulysses'a ? :)
Zaproponowałem Steda, ze względu na podobny typ osobowościowy. Niech czyta, od czytania jeszcze nikt nie umarł.
Bardzo Cię proszę Czornyj, nie mierz kolegi Miłoszem :)
I jeszcze jedno, o czym zapominasz, kolega chce pisać bloga a nie książki a braki w oczytaniu może jeszcze nadrobić, choć będzie ciężko.
Czornyj nie bądź taki skromny, bo na co dzień raczysz wszystkich swą prozą od wielu lat. Każdemu inaczej ona smakuje, rzecz gustu.
Pozdrawiam serdecznie i kończę, gdyż temat wchodzi na wyżyny literackie - dla mnie nieosiągalne :)

hellbike
27-08-2012, 22:07
Oj, Czornyj, co miałem Koledze James'a Joys'a zaproponować i jego Ulysses'a ? :)
Zaproponowałem Steda, ze względu na podobny typ osobowościowy. Niech czyta, od czytania jeszcze nikt nie umarł.
Bardzo Cię proszę Czornyj, nie mierz kolegi Miłoszem :)
I jeszcze jedno, o czym zapominasz, kolega chce pisać bloga a nie książki a braki w oczytaniu może jeszcze nadrobić, choć będzie ciężko.
Czornyj nie bądź taki skromny, bo na co dzień raczysz wszystkich swą prozą od wielu lat. Każdemu inaczej ona smakuje, rzecz gustu.
Pozdrawiam serdecznie i kończę, gdyż temat wchodzi na wyżyny literackie - dla mnie nieosiągalne :)

Na ksiazki pora nadchodzi w wieku lat 40 podobno, wiec jeszcze wszystko przedemna! Jednak narazie skupiam sie na blogu.

ekonet
27-08-2012, 23:15
Wlasciwie nigdy nie czytalem ksiazek.
Wstyd się przyznać.

Teraz czytam "buszujacego w zbozu", ktory powinien byc mi bliski tematycznie.
Trzeba uważać. Jeden taki, który to czytał, w trakcie stuknął Lennona. ;)

Na ksiazki pora nadchodzi w wieku lat 40 podobno, wiec jeszcze wszystko przedemna! Jednak narazie skupiam sie na blogu.
To zdanie jaskrawo unaocznia potężne braki. Niestety.
Do książek trzeba za młodu, od dziecka się sposobić.


Czornyj nie bądź taki skromny, bo na co dzień raczysz wszystkich swą prozą od wielu lat.
Oj, Mistrz Czornyj potrafi i rymami wypalić w razie potrzeby, czego już niejeden dał dowód. ;)

ASAHI
27-08-2012, 23:32
Poczytaj mistrza Kazwitę i zobacz jaka jest różnica.

stock
28-08-2012, 08:40
Na ksiazki pora nadchodzi w wieku lat 40 podobno, wiec jeszcze wszystko przedemna! Jednak narazie skupiam sie na blogu.

Boże, świat się kończy jak nam taka młodzież rośnie... Wstyd i tragedia.

zdyboo
28-08-2012, 08:55
Wlasciwie nigdy nie czytalem ksiazek.


Na ksiazki pora nadchodzi w wieku lat 40 podobno

Miałem dać jakieś jeszcze rady, ale nie, cycki mi opadły zupełnie.
W wieku 40 lat, to może być problem z zaczynaniem czytania ze względu na regres umysłowy i problemy ze wzrokiem.

hellbike
28-08-2012, 09:02
Miałem dać jakieś jeszcze rady, ale nie, cycki mi opadły zupełnie.
W wieku 40 lat, to może być problem z zaczynaniem czytania ze względu na regres umysłowy i problemy ze wzrokiem.

chodzilo mi o pisanie ksiazek, nie ich czytanie ; )

zdyboo
28-08-2012, 09:19
Tylko, że jedno z drugim się wiąże. Bez czytania, nie ma pisania, bo samorodnym talentem to już pokazałeś, że nie jesteś.

ekonet
28-08-2012, 09:22
W wieku 40 lat, to może być problem z zaczynaniem czytania ze względu na regres umysłowy
Chcesz w tę doniczkę gładką...? ;)

ASAHI
28-08-2012, 10:37
:D :D :D

A mnie jeszcze troszkę do 40 brakuje :D


Czy autor wątku poczytał już teksty Kazwity?

zdyboo
28-08-2012, 10:48
Chcesz w tę doniczkę gładką...? ;)

Hełm ochroni mnie. Nie to, żeby było co chronić, ale przynajmniej nadal będę tak pięknie wyglądał. :-)

elanek
28-08-2012, 11:42
W wieku 40 lat, to może być problem z zaczynaniem czytania ze względu na regres umysłowy i problemy ze wzrokiem.

W wieku 40 lat to człowiek dopiero zaczyna mieć coś ciekawego do powiedzenia.

doktor
28-08-2012, 18:48
W wieku 40 lat to człowiek dopiero zaczyna mieć coś ciekawego do powiedzenia.

Rimbaud zaczął pisać w wieku 16 lat, skończył mając 20.


Hełm ochroni mnie. Nie to, żeby było co chronić, ale przynajmniej nadal będę tak pięknie wyglądał.

Nie dam się sprowokować...

Rafał_Sz
28-08-2012, 21:46
W wieku 40 lat to człowiek dopiero zaczyna mieć coś ciekawego do powiedzenia.
Masz jakieś dowody? ;)

elanek
29-08-2012, 08:25
Rimbaud zaczął pisać w wieku 16 lat, skończył mając 20.
A potem wiódł bardziej normalny żywot. Handel bronią chyba wtedy był bardziej popłatny.
To poezja była, miałem na myśli prozę pisząc o tych 40 latach życia.


Masz jakieś dowody? ;)

Pierwszy, przełomowy, duży kawał prozy Kapuścińskiego (Cesarz) został wydany w 1978. Autor miał wtedy 46 lat. Wcześniej miał jakieś krótkie książki, też bardzo ważne, ale to Cesarz był chyba takim przełomem.
Lem publikował wierszyki w wieku 25 lat, ale jego dzieła największe, bądź najbardziej znane powstały w wieku lat około 40.
Oczywiście pewnie zależy też od rodzaju prozy jaką się pisarze parali. Niektóre rodzaje zależą tylko od wyobraźni autora, inne związane są z jego doświadczeniem życiowym i poznaniem świata. Ale tak na logikę - ktoś kto wiele widział, przeżył, przeczytał musi mieć więcej do powiedzenia. Zawsze są wyjątki, ale myślę, że tendencja jest wyraźna.

Seeker
29-08-2012, 18:55
"Ale tak na logikę - ktoś kto wiele widział, przeżył, przeczytał musi mieć więcej do powiedzenia. Zawsze są wyjątki, ale myślę, że tendencja jest wyraźna."

Też tak sądzę, ale ze wzrokiem, to niestety prawda.

Rafał_Sz
29-08-2012, 19:05
A potem wiódł bardziej normalny żywot. Handel bronią chyba wtedy był bardziej popłatny.
To poezja była, miałem na myśli prozę pisząc o tych 40 latach życia.



Pierwszy, przełomowy, duży kawał prozy Kapuścińskiego (Cesarz) został wydany w 1978. Autor miał wtedy 46 lat. Wcześniej miał jakieś krótkie książki, też bardzo ważne, ale to Cesarz był chyba takim przełomem.
Lem publikował wierszyki w wieku 25 lat, ale jego dzieła największe, bądź najbardziej znane powstały w wieku lat około 40.
Oczywiście pewnie zależy też od rodzaju prozy jaką się pisarze parali. Niektóre rodzaje zależą tylko od wyobraźni autora, inne związane są z jego doświadczeniem życiowym i poznaniem świata. Ale tak na logikę - ktoś kto wiele widział, przeżył, przeczytał musi mieć więcej do powiedzenia. Zawsze są wyjątki, ale myślę, że tendencja jest wyraźna.To ja już niedługo będę mądry. :)

Sabvel
29-08-2012, 20:08
Przed czterdziestką można pisać audiobooki - podobno są w pisaniu znacznie łatwiejsze ;(

doktor
29-08-2012, 20:14
Przed czterdziestką można pisać audiobooki - podobno są w pisaniu znacznie łatwiejsze ;(
Nie widać błędów ortograficznych

frostic
29-08-2012, 21:11
A kto Ci zabroni pisać bloga? Pisz ile się da! Nawet codziennie, po kilka godzin. To fajna zabawa jest. I taka twórcza. O jedno tylko proszę. Jak już praca ta pochłonie Cie bez reszty to za żadne skarby świata nie morduj niniejszą twórczością, mniej lub bardziej bliskich. Dla siebie do szuflady zwanej ostatnimi czasy pamięcią, dyskiem bądź twardzielem, jak najbardziej! I na tym koniec.
No chyba, że jednak łykniesz kilka godnych pozycji. I nie mówię o seksie. Literackich w sensie... Lub setkę wpisów kolegi Czornyja. To powinno wystarczyć. Dla Twojego spokoju ducha. I spokoju bliskich ;)

Uwierz. Wiem co mówię. Mnie też licho kiedyś podkusilo i mając nadzieję, że pisać potrafię, poczynilem kilka kroków w tym kierunku. Szkoda czasu. Nerwów. Nadziei. Złudnych w 99%, niestety...

elanek
29-08-2012, 21:45
To ja już niedługo będę mądry. :)

Obyś nie był wyjątkiem :)

Sabvel
29-08-2012, 22:24
Napisał frostic

Uwierz. Wiem co mówię. Mnie też licho kiedyś podkusilo i mając nadzieję, że pisać potrafię, poczynilem kilka kroków w tym kierunku. Szkoda czasu. Nerwów. Nadziei. Złudnych w 99%, niestety...

Żeby cokolwiek pokazać z własnej twórczości, to trzeba mieć wiele dystansu do własnej osoby.
Niestety, wielu ludziom tego brakuje. Ja rozumiem, to przychodzi z wiekiem, ale wtedy już bywa za późno.
Nie rozumiem Cię o jakie nerwy chodzi, jaką nadzieję? Myślałeś, że zostaniesz Sapkowskim i się nie udało?
Przecież , na blogu można pisać co Ci się podoba, byle bez błędów w dobrym stylu z poczuciem humoru i z dystansem.
A czego tu się wstydzić? To i mówić do innych też należałoby się wstydzić.
Właśnie to jest to, przerost ambicji, to jest najgorsza wada, która powoduje to, że człowiek szybko się zniechęca.
Jeszcze raz powtórzę, przede wszystkim do fotografujących - przerost ambicji to jest śmierć pasji.

Fakt, że jestem stary. Coraz częściej widzę, że na pewne sprawy za stary :)
Bez obrazy, że się odniosłem do Twojej wypowiedzi frostic :)

frostic
30-08-2012, 10:05
Napisał frostic
Fakt, że jestem stary. Coraz częściej widzę, że na pewne sprawy za stary :)
Bez obrazy, że się odniosłem do Twojej wypowiedzi frostic :)

Spoko! Mądrze waść prawisz więc wiec o żadnej "obrazie" mowy być nie może!
Pisałem z telefonu więc ograniczałem się znacznie, bo wirtualna klawiaturka nie jest moim ukochanym narzędziem pracy.

Ja również należę do tych "starych" ludzi a pisząc co powyżej odniosłem się do moich planów sprzed ok. 15 lat w temacie pisania scenariuszy. Mam jedną paskudną wadę polegającą na tym, że do łba cisną mi się zewsząd dziesiątki myśli, planów, obrazów... Skłonność do pewnej formy konfabulacji, generalnie. Pracując od blisko 20 lat w reklamie trudno niestety jest oprzeć się podobnym stanom umysłu, graniczącymi z chorobą wiadomego pokroju. I w sumie dobrze... Bez tego byłoby nudno raczej;)

I kiedyś właśnie, po przeczytaniu pewnej małej czerwonej książeczki dołączonej do poczytnego magazynu filmowego, autorstwa Piotra W., reżysera całkiem przyzwoitej kategorii komediowej, stwierdziłem, że jest to doskonały pomysł na pozbywanie się moich przypadłości.

I tu właśnie zaczęły się kolejne "wizje", ukazujące moje skromne lecz znacznie przerośnięte du...sko, balujące na czerwonych dywanach tego Świata. Oczywiście całkowicie niesłuszne i oderwane od rzeczywistości bardziej niż myśl, że potrafię robić zdjęcia.

Na szczęście wtedy na mojej drodze pojawił się pewien profesor jednej z uczelni filmowych, którego nazwisko ma bezpośredni związek z kicającym zwierzakiem. Dodam, że to nie zając. I człowiek ten, którego wówczas za tą wypowiedź szczerze znienawidziłem, powiedział te mądre słowa, które dedykuje wszystkim, mającym jakieś nadzieję i plany pisarskie:
"No pewnie panie Marku, trzeba pisać! Pisać jak najwięcej, jak najmocniej. Pisać, pisać i pisać!".
Super, panie profesorze. Będę! Będę pisał! A co potem?
On na to:
"Jak to co potem... Pisać i DO SZUFLADY"

I tak to chyba działa;) Święte słowa koledzy...

Nie będę kłamał udając, że zastosowałem się do jego nauki. Niestety nie. I generalnie poza kilkoma biegającymi w radio i TV reklamami oraz artykułami do mniej poczytnych gazet, głównie mających charakter tekstów sponsorowanych, nie stworzyłem zbyt wiele. Czego teraz naprawdę szczerze żałuję. A szkoda, bo szuflad mam sporo...

Teraz mamy inne czasy. Mamy szybki internet, WiFi, blogi.... I to stwarza marzycielom szereg nowych możliwości, do korzystania z których zachęcam, bo za lat kilka dojdziecie do wniosku, ze 40-stka na karku a z marzeń i ambicji pozostało niewiele.

Ja tam zamierzam jednak zacząć raz jeszcze. Otwieram więc szufladę i do boju.
I bez obawy! Nikogo twórczością niniejszą katować nie zamierzam...

Tyle lania wody.
Teraz lecę napisać coś na nr 33 Gadu-Gadu, bo jest telefon do łyknięcia.
Zona się ucieszy, choć to zaledwie Nokia.

Widzicie.... znowu się zaczynają "czerwone dywany" w mojej głowie... ;)

doktor
30-08-2012, 13:25
Widzicie.... znowu się zaczynają "czerwone dywany" w mojej głowie...

Od dawna tak się dzieje? Czy jakaś sytuacja lub zdarzenie nasila objawy? Czy pojawia się*przy tym niepokój lub lęk? Jakieś stany euforyczne?

elanek
30-08-2012, 14:48
Od dawna tak się dzieje? Czy jakaś sytuacja lub zdarzenie nasila objawy? Czy pojawia się*przy tym niepokój lub lęk? Jakieś stany euforyczne?
Nie odpowiadaj! Uciekaj!

Pawel.S
30-08-2012, 15:57
(...) Ale tak na logikę - ktoś kto wiele widział, przeżył, przeczytał musi mieć więcej do powiedzenia. Zawsze są wyjątki, ale myślę, że tendencja jest wyraźna.

Jak to ktoś kiedyś powiedział : "Rozum przychodzi z wiekiem, ale częściej wiek przychodzi sam."

frostic
30-08-2012, 17:40
Od dawna tak się dzieje? Czy jakaś sytuacja lub zdarzenie nasila objawy? Czy pojawia się*przy tym niepokój lub lęk? Jakieś stany euforyczne?

Nie, nie chodzi o kompleks małego dużego jeśli o to pytasz.
Nie należy sądzić wszystkich jedną własną miarą.
No chyba, że jedyną słuszną czyli 30 cm...

doktor
30-08-2012, 19:02
Nie, nie chodzi o kompleks małego dużego jeśli o to pytasz.
Nie należy sądzić wszystkich jedną własną miarą.
No chyba, że jedyną słuszną czyli 30 cm...

Pytałem o zespół urojeniowy, ale widzę, że problem jest innego kalibru...

Rafał_Sz
30-08-2012, 19:07
Ten zespół urojeniowy to się trudno leczy?

ASAHI
30-08-2012, 19:44
Młotek pomaga.

doktor
30-08-2012, 21:09
Ten zespół urojeniowy to się trudno leczy?
Lekko nie jest. Jednak potencjalna porażka terapeutyczna nie jest powodem do zaniechania starań


Młotek pomaga.
Proste zajęcia wspomagają terapię

frostic
07-09-2012, 17:21
Tyle lania wody.
Teraz lecę napisać coś na nr 33 Gadu-Gadu, bo jest telefon do łyknięcia.
Zona się ucieszy, choć to zaledwie Nokia.

Widzicie.... znowu się zaczynają "czerwone dywany" w mojej głowie... ;)

Choroba, nie choroba.... Sam nie wiem...
Fakty są takie, że jedna z 12 nagród jest już moja! :)
Dostaliśmy właśnie wiadomość.

Będzie fajny prezent dla żony!
Akurat padł jej telefon.

Czyli.... Warto jednak pisać i "chorować" nieco ;)