Zobacz pełną wersję : Z psem w Bieszczady. Zakaz?
StachersDTR
25-04-2012, 10:41
Cześć wszystkim.
Wybieram się na tydzień w Bieszczady. Będzie to moja pierwsza wizyta w tym rejonie Polski, tym bardziej nie mogę się doczekać. Ostatnio zasmucił mnie wpis jaki przeczytałem gdzieś w sieci, że na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego obowiązuje zakaz wchodzenia z Psami.
Problem w tym, że na ten okres kompletnie nie mam z kim zostawić swojego psa. Czy ktoś z was wie jak to wygląda w praktyce? Czy rzeczywiście na szlaku nie spotyka się ludzi z Psami? Czy jest coś na zasadzie mandatów?
Żeby nie było, staram się nie łamać przepisów, zakazów itp. ale w tym wypadku obawiam się, że nie będę miał wyjścia.
Dlatego pytam wcześniej, żeby wiedzieć jakie konsekwencje mogą mnie spotkać.
przeczytałem gdzieś w sieci, że na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego obowiązuje zakaz wchodzenia z Psami.
Na stronie www.bdpn.pl i w menu u góry -> Regulamin
(www.bdpn.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=796&Itemid=189)
2. Wprowadzanie psów na obszar parku dozwolone jest wyłącznie w obszarze ochrony krajobrazowej.
Zabrania się wprowadzania psów na szlaki turystyczne i ścieżki przyrodnicze, za wyjątkiem odcinków
prowadzących wzdłuż dróg publicznych.
pzdw
Q
sorevell
25-04-2012, 10:50
Regulamin BPN (http://www.bdpn.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=478&Itemid=172), punkt 8:
"Wprowadzanie psów na obszar parku dozwolone jest wyłącznie w obszarze ochrony krajobrazowej. Zabrania się wprowadzania psów na szlaki turystyczne i ścieżki przyrodnicze, za wyjątkiem odcinków prowadzących wzdłuż dróg publicznych."
Oczywiście ludzie na to leją i z psami chodzą. Jak się natkniesz na strażnika, zapłacisz mandat, ale prawdopodobieństwo jest niskie. Mniej więcej tak to wyglądało kilka lat temu, sądzę że teraz jest podobnie.
Ja jestem przeciwnikiem tego typu zachowań, podobnie jak wchodzenia na połoniny w klapkach.
Bierz psiaka i nie przejmuj się zakazami.
Kilka razy spotkałem ludzi z psami na połoninach, nikt na mandaty się nie skarżył. Chociaż zakaz jest ewidentny.
sorevell
25-04-2012, 11:17
To tak jak ze sprzątaniem po psie na spacerze. Wszystko zależy od przyzwoitości i sumienia właściciela, bo dostać mandat za psią kupę nie jest łatwo.
To tak jak ze sprzątaniem po psie na spacerze. Wszystko zależy od przyzwoitości i sumienia właściciela, bo dostać mandat za psią kupę nie jest łatwo.
Więc właśnie… Jeśli ktoś jest świadom, że jego pies potrafi się zachować, nie jest typowym ujadaczem, do tego małych/średnich gabarytów, a właściciel to człowiek odpowiedzialny… odpowiednio się nim zajmie i będzie reagował na ewentualne niesubordynacje (naturalnie pies tylko na smyczy) -- ja bym wziął, zwłaszcza, że to Bieszczady. :)
Miałem kiedyś podobną sytuację w Gorcach (też jest zakaz wprowadzania psów na teren PN). Stoję tuż przed wejściem mając już zawracać… ale akurat nadszedł strażnik, to czemu nie zapytać czy jednak by nie można? :) Uśmiechnął się i powiedział, że jeśli tylko psiak będzie cały czas na smyczy to nie ma sprawy -- mogę iść, więc poszedłem. ;)
Trzeba tylko włazić na szlaki daleko od budek BPN z biletami.
W Gorcach nie ma opłat za wstęp więc sprawa o niebo łatwiejsza.
No chyba że wzorem mojego kolegi z GOPRu podhalańskiego załatwisz sobie "mundurek" psi z napisem "RATOWNIK". :)
Zakaz został chyba wprowadzony bo ze względu na duży ruch turystyczny pojawiali się ludzie w głupimi psami, które potrafiły zwiać do lasu. Stawały się pożywieniem miejscowej fauny. A ludzie szukali pociech schodząc ze szlaków, strasząc zwierzynę inną na potęgę.
StachersDTR
25-04-2012, 13:09
Zakaz został chyba wprowadzony bo ze względu na duży ruch turystyczny pojawiali się ludzie w głupimi psami, które potrafiły zwiać do lasu. Stawały się pożywieniem miejscowej fauny. A ludzie szukali pociech schodząc ze szlaków, strasząc zwierzynę inną na potęgę.
Też mi sie wydaje, że to jeden z powodów. Do tego należy dodać, że niestety większość osób nie sprząta po swoich pupilach. Szlaków jest kilka. Niech przez cały sezon przez taki szlak przewinie sie kilkanaście tysięcy właścicieli z psami, nie trudno się domyślić jak taki szlak będzie wyglądał.
Już doczytałem, że zakaz jest nałożony ustawą, i nie dotyczy tylko Bieszczad ale ogólnie Parków Narodowych na terenie PL. Generalnie nie kwestionuje tego zakazu, jeśli został nałożony to na pewno był ku temu powód i nalezy się do niego stosować. Ale no kurcze... nocleg w połowie opłacony, rodzice psa nie wezmą bo również wyjeżdżają, znajomi psa nie wezmą, bo nie i już.... I co? Musze go ze sobą zabrać. Wyjście jest takie, żeby go zostawić na cały dzień w wynajętym domku. Ale w takiej sytuacji, z dwojga złego lepiej narazić siebie na mandat, niż psa na stres z wiązany z pobytem w nowym miejscu.
MZ zamiast ogólnego zakazu powinny być podane konkretne wytyczne jak np. któtka smycz, sprzątanie po psie itd. i ewentualnie niedostosowanie się do takich zasad karać wysokimi mandatami.
Też mi sie wydaje, że to jeden z powodów. Do tego należy dodać, że niestety większość osób nie sprząta po swoich pupilach. Szlaków jest kilka. Niech przez cały sezon przez taki szlak przewinie sie kilkanaście tysięcy właścicieli z psami, nie trudno się domyślić jak taki szlak będzie wyglądał.
Już doczytałem, że zakaz jest nałożony ustawą, i nie dotyczy tylko Bieszczad ale ogólnie Parków Narodowych na terenie PL. Generalnie nie kwestionuje tego zakazu, jeśli został nałożony to na pewno był ku temu powód i nalezy się do niego stosować. Ale no kurcze... nocleg w połowie opłacony, rodzice psa nie wezmą bo również wyjeżdżają, znajomi psa nie wezmą, bo nie i już.... I co? Musze go ze sobą zabrać. Wyjście jest takie, żeby go zostawić na cały dzień w wynajętym domku. Ale w takiej sytuacji, z dwojga złego lepiej narazić siebie na mandat, niż psa na stres z wiązany z pobytem w nowym miejscu.
MZ zamiast ogólnego zakazu powinny być podane konkretne wytyczne jak np. któtka smycz, sprzątanie po psie itd. i ewentualnie niedostosowanie się do takich zasad karać wysokimi mandatami.
Sorry ale mam wrażenie, że szukasz usprawiedliwienia. Albo stosujesz się do zakazu albo nie. I już.
Bierz psiaka i nie przejmuj się zakazami.
Brawo.
Pogratulować.
sorevell
25-04-2012, 14:08
Sorry ale mam wrażenie, że szukasz usprawiedliwienia. Albo stosujesz się do zakazu albo nie. I już.
To takie bardzo polskie. Jak inni łamią zakaz, to i ja mogę.
Moje zdanie, w przypadku kolegi z psim problemem jest takie, że sprawiając sobie zwierzę, trzeba się liczyć ze wszystkimi obowiązkami i ograniczeniami z tym związanymi, a tego kolega chce uniknąć.
Podpowiem jeszcze, że są hotele dla zwierząt.
Nie słuchaj "wszystkich świętych" i bierz psiaka. Kombinuj. Albo załatw sobie ubranko dla psa z napisem ratownik.
sorevell
25-04-2012, 20:37
Nie słuchaj "wszystkich świętych" i bierz psiaka. Kombinuj. Albo załatw sobie ubranko dla psa z napisem ratownik.
Albo dla siebie białą laskę i ciemne okulary.
Cześć wszystkim.
Wybieram się na tydzień w Bieszczady. Będzie to moja pierwsza wizyta w tym rejonie Polski, tym bardziej nie mogę się doczekać. Ostatnio zasmucił mnie wpis jaki przeczytałem gdzieś w sieci, że na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego obowiązuje zakaz wchodzenia z Psami.
Problem w tym, że na ten okres kompletnie nie mam z kim zostawić swojego psa. Czy ktoś z was wie jak to wygląda w praktyce? Czy rzeczywiście na szlaku nie spotyka się ludzi z Psami? Czy jest coś na zasadzie mandatów?
Żeby nie było, staram się nie łamać przepisów, zakazów itp. ale w tym wypadku obawiam się, że nie będę miał wyjścia.
Dlatego pytam wcześniej, żeby wiedzieć jakie konsekwencje mogą mnie spotkać.
Oddaj psa do hotelu dla psów.
Na szlak psa zabierać nie możesz. Choćby z tego względu, że pies nawet najmniejszy może komuś przeszkadzać.
Boryszuk
25-04-2012, 21:36
Albo dla siebie białą laskę i ciemne okulary.
I aparat z namierzaniem dźwiękowym ;)
sorevell
25-04-2012, 22:31
I aparat z namierzaniem dźwiękowym ;)
Tylko częstotliwość namierzania trzeba tak dobrać, żeby pies nie zwariował ;)
KaleidoStar
25-04-2012, 22:35
Ja też sugeruję hotel dla psów. Zakaz zostal z jakiegoś powodu ustanowiony. Zwłaszcza w takim miejscu jak Park Narodowy trzeba zasad przestrzegać według mnie. Gdybym nie miała możliwości zalatwienia opieki dla moich zwierząt zrezygnowałabym z wyjazdu. Nawet w pelni opłaconego.
Boryszuk
25-04-2012, 22:39
Tylko częstotliwość namierzania trzeba tak dobrać, żeby pies nie zwariował ;)
To może małżonkę wziąć? Tylko czy wtedy nasz bohater nie zwariuje?
Jednak wybrałabym zostawienie psa w wynajętym w Bieszczadach domku na kilka godzin, powiedzmy na drugi dzień po przyjeździe, po wcześniejszym solidnym spacerze. Zresztą być może pies jest do takich sytuacji przyzwyczajony? Nasz jeździ z nami wszędzie - w zimie na narty, w lecie nad morze, nigdy nie było problemu z pozostawieniem go na kilka godzin w miejscu pobytu - pod warunkiem, że nie było to zaraz pół godziny po przyjeździe, no i pies był wygoniony na zapas.
Moim zdaniem będzie to dla niego znacznie mniejszy stres niż kilka dni i nocy w hotelu dla zwierząt.
PS oczywiście przy założeniu, że pies na co dzień zostaje w domu sam na jakiś czas i nie organizuje demolki, nie wyje, nie daje upustu złości itp
sorevell
25-04-2012, 22:49
To może małżonkę wziąć? Tylko czy wtedy nasz bohater nie zwariuje?
Tak, wziąć małżonkę i zostawiać ją z psem w wynajętym domku. Wilk syty i owca cała ;)
W tamtym roku w Bieszczadach byłem świadkiem sytuacji jak dwa turysty puściły wolno dwa psy na szlaku w lesie. Psy zwiały i turysty pół godziny latały drąc się wniebogłosy: Aaaareees, Aaafraaa (imiona psów mi się nawet wryły w pamięć).
Coś mam przeczucie, że autor wątku i tak weźmie psa na szlak, tak samo jak w niedawnym wątku o yorku pytający i tak zrobił jak sobie wymyślił.
StachersDTR
26-04-2012, 09:21
Sorry ale mam wrażenie, że szukasz usprawiedliwienia. Albo stosujesz się do zakazu albo nie. I już.
No to masz złe wrażenie:) Nie szukam usprawiedliwienia, juz na początku napisałem że chce wziąć psa, czyli do zakazu sie nie zastosuje i che się dowiedzieć jakie konsekwencje mnie czekają jeśli wejdę z psem na szlak
To takie bardzo polskie. Jak inni łamią zakaz, to i ja mogę.
Moje zdanie, w przypadku kolegi z psim problemem jest takie, że sprawiając sobie zwierzę, trzeba się liczyć ze wszystkimi obowiązkami i ograniczeniami z tym związanymi, a tego kolega chce uniknąć.
Podpowiem jeszcze, że są hotele dla zwierząt.
Niczego nie chcę unikać. Jadę na urlop z psem którego traktuje jak członka rodziny. Niedorzeczne jest dla mnie to, że jadąc "za miasto", na łono natury nie mogę zabrać ze sobą zwierzaka.
Oddaj psa do hotelu dla psów.
Na szlak psa zabierać nie możesz. Choćby z tego względu, że pies nawet najmniejszy może komuś przeszkadzać.
Dla mnie to nie jest argument. Mi przeszkadzają rozwrzeszczane dzieciaki i jakoś muszę z tym żyć;)
Szczerze wątpię żeby przepis powstał ponieważ pies może komuś przeszkadzać, oczywiście pomijając przypadki w których pies biega spuszczony.
Jednak wybrałabym zostawienie psa w wynajętym w Bieszczadach domku na kilka godzin, powiedzmy na drugi dzień po przyjeździe, po wcześniejszym solidnym spacerze. Zresztą być może pies jest do takich sytuacji przyzwyczajony? Nasz jeździ z nami wszędzie - w zimie na narty, w lecie nad morze, nigdy nie było problemu z pozostawieniem go na kilka godzin w miejscu pobytu - pod warunkiem, że nie było to zaraz pół godziny po przyjeździe, no i pies był wygoniony na zapas.
Moim zdaniem będzie to dla niego znacznie mniejszy stres niż kilka dni i nocy w hotelu dla zwierząt.
PS oczywiście przy założeniu, że pies na co dzień zostaje w domu sam na jakiś czas i nie organizuje demolki, nie wyje, nie daje upustu złości itp
Generalnie to wielki śpioch i do demolki bardzo mu daleko. Normalnie zostaje w domu 8 h i nie ma z nim problemu. Ale w górach jest ta różnica że jak wyjdziemy o 8 rano to możemy wrócić o 8 wieczorem. Do tego jest jeszcze jeden problem w postaci nowego miejsca, nieznanych zapachów. Czytałem, że takie sytuacje są dla psa (nawet jeśli tego po nim nie widać) bardzo stresujące.
W tamtym roku w Bieszczadach byłem świadkiem sytuacji jak dwa turysty puściły wolno dwa psy na szlaku w lesie. Psy zwiały i turysty pół godziny latały drąc się wniebogłosy: Aaaareees, Aaafraaa (imiona psów mi się nawet wryły w pamięć).
Coś mam przeczucie, że autor wątku i tak weźmie psa na szlak, tak samo jak w niedawnym wątku o yorku pytający i tak zrobił jak sobie wymyślił.
To świadczy o tamtych turystach. Ja mimo, że mam małego psa nie puszczam go bez smyczy nawet w parku, bo zdaje sobie sprawę że ludzie boją się psów. A to czy wezmę czy nie wezmę- jasne, że wezmę bo nie mam wyjścia.
Tylko jest jedna zasadnicza kwestia: nie prosiłem o ocenę mojego postępowania, bo że jest złe każdy widzi. Łamanie przepisów jest złe i tyle, mam tego świadomość. Tylko, że do tej pory nie otrzymałem odpowiedzi na zadane pytanie: czy ktoś wie jakie konsekwencje mogą mnie spotkać za złamanie zakazu:)
A tak swoją droga (do wszystkich prawych i sprawiedliwych:P) nigdy nie zdarzyło sie Wam przejechać na czerwonym? Nigdy świadomie nie omineliście jakiegoś zakazu?
do tych, którzy są za wchodzeniem z psami:
NIE WOLNO !
Jestem temu przeciwny tak samo, jak wjeżdżaniem quadami itp.
A tutaj widzę jeszcze na forum poparcie dla takiego pomysłu. Bardzo mnie to dziwi i martwi, że wśród ludzi wyjątkowo uczulonych na piękno natury są osobniki tym pięknem gardzące. Tak trudno znaleźć enklawy spokoju i przyrody, więc niech przynajmniej w parkach narodowych będą jakieś zasady. Ile razy miałem sytuacje, że spacerując jestem atakowany przez psisko bez smyczy i kagańca i słyszę tylko "brutus ! zostaw ! fuj !"
Co to ma znaczyć ?!
Tylko jest jedna zasadnicza kwestia: nie prosiłem o ocenę mojego postępowania, bo że jest złe każdy widzi. Łamanie przepisów jest złe i tyle, mam tego świadomość. Tylko, że do tej pory nie otrzymałem odpowiedzi na zadane pytanie: czy ktoś wie jakie konsekwencje mogą mnie spotkać za złamanie zakazu:)
Do mandatów jest sporo chętnych: parkowcy, Straż Graniczna.
USTAWAz dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody
Art. 15.
1. W parkach narodowych oraz w rezerwatach przyrody zabrania się:
16) wprowadzania psów na obszary objęte ochroną ścisłą i czynną, z wyjątkiem
miejsc wyznaczonych w planie ochrony oraz psów pasterskich wprowadzanych
na obszary objęte ochroną czynną, na których plan ochrony albo zadania
ochronne dopuszczają wypas;
Tu jest ciekawostka: http://olgierd.bblog.pl/wpis,w;babiogorskim;parku;narodowym;z;psem;--;tak;a;nawet;nie,34455.html
Za to jak zapłacisz dwie dychy to sobie możesz jeździć koniem po BPNie.
A tak swoją droga (do wszystkich prawych i sprawiedliwych:P) nigdy nie zdarzyło sie Wam przejechać na czerwonym? Nigdy świadomie nie omineliście jakiegoś zakazu?
Daj sobie spokój, tu znajdziesz przede wszystkim takich co nawet stolec oddają w normach unijnych, a na myśl o wykroczeniu mdleją z oburzenia.
Mam takie, dość kontrowersyjne, pytanie do właścicieli czworonogów.
Jeśli podbiega do mnie obcy pies bez kagańca, to nie wiem czy pies jest łagodny i nigdy nikogo nie zaatakował, czy też może wprost przeciwnie. Mam czekać aż wyrwie mi kawałek łydki, albo odgryzie palca, czy mogę automatycznie przystąpić do obrony, albo próby skutecznego odstraszenia go z mojego otoczenia ?
sorevell
26-04-2012, 10:54
Nie szukam usprawiedliwienia, juz na początku napisałem że chce wziąć psa, czyli do zakazu sie nie zastosuje i che się dowiedzieć jakie konsekwencje mnie czekają jeśli wejdę z psem na szlak
To po co pytasz? Po co chcesz wiedzieć, jakie są konsekwencje? Jeśli ktoś by napisał, że BPN może cię ukarać mandatem w wysokości kilku tysięcy złotych, to bardziej by się opłacało przeznaczyć kilka stów na hotel dla psa, a tak bardziej opłaca się ryzykować?
Niczego nie chcę unikać. Jadę na urlop z psem którego traktuje jak członka rodziny. Niedorzeczne jest dla mnie to, że jadąc "za miasto", na łono natury nie mogę zabrać ze sobą zwierzaka.
Ależ zabieraj, byle byś go nie wprowadzał tam, gdzie jest to zabronione. Możesz się przejść z Ustrzyk Górnych do Wołosatego bez łamania zakazu. Dalej na Tarnicę już nie.
Drażni mnie ten temat, bo sam niejednokrotnie chodziłem po Bieszczadach i szczekanie przerywające ciszę panującą w BPN jest dla mnie nie do zaakceptowania. W końcu to Park Narodowy, nie trawnik między blokami i gdyby nie pewne obowiązujące tam zasady, byłby, podobnie jak owe trawniki, zadeptany i zasr***.
No to masz złe wrażenie:) Tylko, że do tej pory nie otrzymałem odpowiedzi na zadane pytanie: czy ktoś wie jakie konsekwencje mogą mnie spotkać za złamanie zakazu:)
A tak swoją droga (do wszystkich prawych i sprawiedliwych:P) nigdy nie zdarzyło sie Wam przejechać na czerwonym? Nigdy świadomie nie omineliście jakiegoś zakazu?
Skoro jesteś taki twardziel, to kasa chyba nie ma znaczenia. Czy też Twój czworonożny członek rodziny jest przeliczalny na pieniądze?
Zadzwoń sobie do PN i spytaj jakie są sankcje.
Drażni mnie ten temat, bo sam niejednokrotnie chodziłem po Bieszczadach i szczekanie przerywające ciszę panującą w BPN jest dla mnie nie do zaakceptowania.
Cisza? W weekend majowy? No chyba dawno temu chodziłeś po Bieszczadach. Tłok, chamstwo, papierki, puszki po browarach. Może inną porą, nie w długi weekend.
zgadzam się z sorevellem !
Pytanie "jaka mi grozi kara" jest dla mnie czymś takim, jak by ktoś rozmawiał o tym, ile dostanie za "włam", a ile za "włam z morderstwem" i sobie kalkulował. Nie mogę tego pojąć, skąd się biorą ludzie celowo łamiący zasady bezpieczeństwa lub dobrego współżycia z innymi ludźmi i jedynym dla nich problemem jest "jaka kara?" ...
a co do hałasujących ludzi to jest to tak samo, jak z psem: są określone zasady zachowania w parkach i służą one temu, żeby wszyscy mogli tam się poczuć w miarę dobrze. Ale wystarczy jeden szczekający pies lub jedna grupka pijanych nastolatków, żeby zepsuć wszystkim w koło radość z bycia na łonie natury ...
Ja jestem dość porywczy i już nie raz zwracałem uwagę ludziom w podobnych sytuacjach. Określenie "zwracałem uwagę" może być tutaj trochę mylące, bo ja nie bawię się w Wersal ...
owieczkax18
26-04-2012, 11:24
co do kosztu to ok 200 PLN http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,10343930,Niewidomemu_z_psem_w_parku_narod owym_nalezy_sie_mandat.html
I doszliśmy do paranoi przynajmniej w jednym. Z jednej strony mówione jest bierz psa mimo zakazu mniej to w d..., z drugiej strony narzekamy na hałas na szlakach , papierki, puszki i innego rodzaju śmieci. No i w czym problem? Jedni mają w d... zakazy i zabierają do parku psy inni wywalają śmieci. Każdemu coś przeszkadza, ale każdy ma w d... zakazy i przepisy i robi co chce. Polak to taki dziwny stwór, że przestrzeganie prawa ma gdzieś, a służby powołane do jego respektowania to statyści którzy też mają to w d...., no chyba że media się zainteresują to zrobi się pozorny szum i jest ok.
Gdyby kary były odpowiednio odczuwalne dla kieszeni i gdyby były nieuchronne to nie było by tej bezsensownej dyskusji.
StachersDTR
26-04-2012, 12:05
Daj sobie spokój, tu znajdziesz przede wszystkim takich co nawet stolec oddają w normach unijnych, a na myśl o wykroczeniu mdleją z oburzenia.
Dobre:)
Ale rzeczywiście ta dyskusja jest jak walka z wiatrakami....
co do kosztu to ok 200 PLN http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,10343930,Niewidomemu_z_psem_w_parku_narod owym_nalezy_sie_mandat.html
Dzięki:)
ehh... potrzeba było 3 stron bezsensownej dyskusji żeby dotrzeć do odpowiedzi.
owieczkax18 jeszcze raz dzięki ;)
Do mandatów jest sporo chętnych: parkowcy, Straż Graniczna.
USTAWAz dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody
Tu jest ciekawostka: http://olgierd.bblog.pl/wpis,w;babiogorskim;parku;narodowym;z;psem;--;tak;a;nawet;nie,34455.html
Za to jak zapłacisz dwie dychy to sobie możesz jeździć koniem po BPNie.
Daj sobie spokój, tu znajdziesz przede wszystkim takich co nawet stolec oddają w normach unijnych, a na myśl o wykroczeniu mdleją z oburzenia.
czyś Ty z byka spadł...?SG i mandaty za psa? jestem bardzo często na bieszczadzkich szlakach, (służbowo i prywatnie z aparatem...) i nigdy nie słyszałem, żeby ktoś dostał mandat za psa...co nie znaczy , ze jest to dobre...bo wszystko zależny od właściciela, jak zajmuje się psem...ale z SG to Ci sie udało...a...i policja tez sie tego nie czepia...
Mandat za psa? Nie, nazwijmy go po prostu biletem, który kosztuje 30zł :) Płacisz i możesz chodzić z psiakiem do woli-warunek to oczywiście pies na smyczy. Tylko nie zgub kwitka bo jak Cię spotka kolejny "patrol" to Ci wlepią kolejny mandat :)
Natomiast, jeżeli chciałbyś wejść z krową na szlak albo ze świnią - droga wolna, nikt Ci jej nie zastawi i nie wystawi mandatu....
No cóż, strażnicy wykonują tylko polecenia z góry i sami się śmieją z tych przepisów :)
Dla mnie to nie jest argument. Mi przeszkadzają rozwrzeszczane dzieciaki i jakoś muszę z tym żyć;)
Szczerze wątpię żeby przepis powstał ponieważ pies może komuś przeszkadzać, oczywiście pomijając przypadki w których pies biega spuszczony.
Otóż to. Nie rozumiem jak mógłby komuś przeszkadzać dobrze ułożony pies prowadzony przez przewodnika na smyczy? (no chyba, że ktoś ma jakąś "dogofobię" i sam widok psa przyprawia go o dreszcze albo mdłości - w tej sytuacji współczuję - lepiej wcale nie wychodzić z domu.)
Drażni mnie ten temat, bo sam niejednokrotnie chodziłem po Bieszczadach i szczekanie przerywające ciszę panującą w BPN jest dla mnie nie do zaakceptowania.
I właśnie szczekanie najbardziej Ci przeszkadzało? :D Proszę Cię... Ile razy słyszałeś na szlaku szczekanie psa, że aż tak Ci się to wryło w pamięć? (biorąc pod uwagę zakaz w PN - raczej niezbyt często...)
Żaden normalny pies nie szczeka bez sensu - idąc np. za swoim panem na smyczy. Jeśli nawet zdarzy mu się raz na ruski rok szczeknąć (nie ujadać bez przerwy) - to aż takie straszne i szkodliwe dla przyrody PN?
Wszechobecne na szlakach krzyki ludzi, głośny śmiech, nawoływanie czy choćby głośna, emocjonalna rozmowa Cię nie drażnią? (i w kontekście dobra przyrody)
Mnie np. bardziej przeszkadzają owe hałaśliwe i śmiecące stada ludzi na szlakach (ze szczególnym uwzględnieniem niewychowanych dzieciaków radośnie drących paszcze ku uciesze ich rodziców czy dziadków) - a im chodzić po parkach narodowych wolno i nie słyszałam o przypadku ukarania takiej nie umiejącej się zachować - za przeproszeniem - hołoty...
W końcu to Park Narodowy, nie trawnik między blokami i gdyby nie pewne obowiązujące tam zasady, byłby, podobnie jak owe trawniki, zadeptany i zasr***.
A nie jest? :)
Ktoś już zapytał - jak dawno temu byłeś na szlaku np. we wspomnianych Bieszczadach? :)
W swoim czasie będąc związaną z TPNem swoją pracą mgr miałam okazję sporo od pracowników owego nasłuchać się np. o tym jak to tuż przed majowym długim weekendem przygotowali w jednej z tatrzańskich dolinek piękną ścieżkę (pozimowa konserwacja, utwardzanie, naprawianie togo co woda i lód zniszczyły) - po weekendzie ze ścieżki kamień na kamieniu nie został. Jaka masa ludzi musiała tamtędy przejść żeby roznieść ceprostradę w takim czasie w przysłowiowe "drabiazgi"? Co złego w tej sytuacji zrobił by drepczący na smyczy za swoim panem pies?
Ludzie notorycznie śmiecą, robią mnóstwo hałasu, wszędzie chcieli by dojechać śmierdzącym samochodem (najlepiej na sam szczyt) - aaa i robią większe koopska niż przeciętny burek (tak tak - codzienność na szlaku) i jest OK. :lol:
------------------------------------------------------------------------------------------
Ogólnie zakazy powinny być przestrzegane (nawet te głupie i na logikę bezpodstawne) - tak być powinno.
Jednak życie czasem robi swoje - i tak np. w zeszłym roku u wejścia do jednego z parków narodowych spotkaliśmy strażników parku (swider już o tej sytuacji wyżej wspomniał) - ucieszyliśmy się że będziemy mieli kogo zapytać (mieliśmy podjąć decyzję o tym czy iść z psem na szlak czy nie po tym jak dowiemy się czy można). Okazało się że trafiliśmy na NORMALNEGO człowieka (nie bezmyślnego służbistę) i pod warunkiem prowadzenia psiaka na smyczy pozwolił nam wejść na teren parku.
Bywa więc i tak. :)
Mam takie, dość kontrowersyjne, pytanie do właścicieli czworonogów.
Jeśli podbiega do mnie obcy pies bez kagańca, to nie wiem czy pies jest łagodny i nigdy nikogo nie zaatakował, czy też może wprost przeciwnie. Mam czekać aż wyrwie mi kawałek łydki, albo odgryzie palca, czy mogę automatycznie przystąpić do obrony, albo próby skutecznego odstraszenia go z mojego otoczenia ?
Obecna! :)
W takiej sytuacji najlepiej zatrzymać się w miejscu i przeczekać (az pies przejdzie ew. powącha nogawkę) lub kontynuować spacer pewnym, ale spokojnym krokiem w swoim kierunku, ignorując szczekacza (zwykle to tylko szczekacz - psi awanturnik odważny na odległość). Po drugie - nigdy nie patrz w oczy psu którego z jakichś powodów się obawiasz. W języku psów, w sytuacji nerwowej, napiętej będzie to potraktowane jako wyzwanie. Psy chcące załagodzić spór, uniknąć walki przyjmują postawę uległą (podkulony ogon, spuszczony łeb, oblizywanie się, ziewanie itp.) - za wszelką cenę unikają patrzenia w stronę agresora (a w szczególności patrzenia mu w oczy). Będąc osobą bardzo obawiającą się psów - takie podstawy języka "wroga" warto poznać i uznać. ;)
Poza tym nie warto popadać w paranoję...
Sytuacje realnego zagrożenia pogryzieniem/ugryzieniem/pokąsaniem (niewłaściwe skreślić) są baardzo rzadkie.
W zdecydowanej większości przypadków pies wcale nie zamierza atakować (narażać się) - co najwyżej Cię obszczeka i pobiegnie dalej w swoją stronę.
Próba zapobieżenia temu co jeszcze nie nastąpiło (a tylko Twoim zdaniem może nastąpić-przy czym większe jest prawdopodobieństwo, że nie nastąpi...) jakimś agresywnym działaniem (typu kopnięcie) najpewniej zaowocuje tym czego najbardziej się obawiałeś - czyli atakiem zwierzęcia (z perspektywy wystraszonego lub wręcz zaatakowanego zwierzaka będzie to obrona).
Poza tym nie pies winny - tylko jego właściciel - jego powinieneś ukarać (opitolić) za potencjalnie groźnego psa puszczonego w miejscu publicznym, luzem, bez smyczy.
Mandat za psa? Nie, nazwijmy go po prostu biletem, który kosztuje 30zł Płacisz i możesz chodzić z psiakiem do woli-warunek to oczywiście pies na smyczy. Tylko nie zgub kwitka bo jak Cię spotka kolejny "patrol" to Ci wlepią kolejny mandat
Natomiast, jeżeli chciałbyś wejść z krową na szlak albo ze świnią - droga wolna, nikt Ci jej nie zastawi i nie wystawi mandatu....
No cóż, strażnicy wykonują tylko polecenia z góry i sami się śmieją z tych przepisów
o właśnie!!! :D
agape i co na szlaku powinna być Twoim zdaniem instrukcja jak należy się zachować w przypadku gdy podbiega do ciebie pies?
Ludzie czyście oszaleli, pieski są Waszym problemem i ja nie mam zamiaru ustępować drogi na szlaku dla turystów, bo ktoś nie ma z kim zostawić swojego pupila.
agape i co na szlaku powinna być Twoim zdaniem instrukcja jak należy się zachować w przypadku gdy podbiega do ciebie pies?
Ludzie czyście oszaleli, pieski są Waszym problemem i ja nie mam zamiaru ustępować drogi na szlaku dla turystów, bo ktoś nie ma z kim zostawić swojego pupila.
A czy Aga napisała, że jest za spuszczaniem psa ze smyczy na szlaku? Nie. Odpowiedziała tylko na pytanie kolegi. Swojego psa (dobrze ułożonego - widziałam i znam) prowadziła na smyczy. PS Dla mnie pies nie jest problemem :|
Ludzie czyście oszaleli, pieski są Waszym problemem i ja nie mam zamiaru ustępować drogi na szlaku dla turystów, bo ktoś nie ma z kim zostawić swojego pupila.
Pełna zgoda! To właściciel ma odpowiadać za psa aby nie był problemem dla innych.
Natomiast zapytam: psa kolega ominąć nie chce, a co z krową/świnią? zejdzie kolega na bok aby mogła przejść?
Wszystko w granicach rozsądku.... :)
agape i co na szlaku powinna być Twoim zdaniem instrukcja jak należy się zachować w przypadku gdy podbiega do ciebie pies?
Podbiega? Przecież cały czas piszę o tym, że pies ma iść na smyczy...
W mieście (na ulicy, w tramwaju, metro, autobusie, pociągu - gdzie wolno mieć ze sobą psa - a ludzi w bliskiej odległości jest dużo więcej) też mam rozdawać instrukcje przechodniom mijającym mnie i mojego psa?
(...)pieski są Waszym problemem i ja nie mam zamiaru ustępować drogi na szlaku dla turystów, bo ktoś nie ma z kim zostawić swojego pupila.
Kto powiedział, że chce zabierać psa na szlaki typu orla perć? (wąskie, z utrudnioną lub wręcz niemożliwą mijanką). Nikt normalny nie pomyślał by nawet o zabieraniu psa w takie miejsca...
Chodzi raczej o "deptaki" w dolinkach czy szerokie szlaki jakich w Polsce najwięcej - i gdzie ze względu na ich obszerność nikomu nie będziesz musiał ustępować.
Rozumiem, że rozwrzeszczane dziecko śmigające to w górę to w dół po całej ścieżce to też problem rodziców i powinni darować sobie zabieranie je na szlak turystyczny?
Stare (za przeproszeniem) babcie oraz panny w japonkach ledwo drepczące w tempie chorego ślimaka pod górę i tarasujące drogę to już nie problem?
Dla mnie nie - skoro wszyscy - to wszyscy. Mogę się złościć i bluźnić (bo to ludzie - istoty ponoć rozumne) - ale chcę być sprawiedliwa. Trudno - mają prawo tam być.
Najlepiej było by zamknąć parki dla turystów - wtedy przyroda naprawdę będzie miała szansę odżyć. Tylko wtedy.
Chodzi mi o ten zwykły zdrowy rozsądek.
Nie ma co stwarzać sztucznych problemów.
Też kocham przyrodę :)- ostatnią rzeczą jakiej bym chciała to jej dewastowanie za moją przyczyną.
W zabieraniu na szlak psa na smyczy naprawdę nie widzę żadnego zagrożenia. (czy może jednak analizując zagadnienie i nie dostrzegając problemu - czegoś nie wzięłam pod uwagę?)
A sprawa obecności i bezwzględnego respektowania zakazów (mimo wszystko) - tzw. postawa obywatelska - jest już innym tematem...
Natomiast zapytam: psa kolega ominąć nie chce, a co z krową/świnią? zejdzie kolega na bok aby mogła przejść?
Wszystko w granicach rozsądku....
Dziękuję... :lol: ;)
Pominę przepychanki z kilku(nastu) postów wyżej...
Powtórzę - skoro pies jest przyzwyczajony do spędzania po 8 godzin dziennie sam - śpi, nie hałasuje, nie urządza demolki, za to dużo ... śpi:) - to jednak najlepszym wyjściem dla wszystkich będzie zabranie zwierza w Bieszczady, ale pozostawienie go na czas wycieczki w wynajętym domku - z dostępem do wody, w jego legowisku, po wcześniejszym solidnym wybieganiu i powiedzmy nie w pierwszy dzień pobytu.
Myślisz, że nie wytrzyma od 8 rano do 8 wieczór (będzie cierpiał, będzie się stresował, będzie...?), to musisz zaplanować krótszą trasę - albo wręcz za pierwszym razem zostaw go w domku na 2-3 godziny. Pies się przyzwyczai do nowego "domu" zdąży poznać zapachy, wyczuje, że zapachy jego stada zostają w domku (więc po nie wrócicie!).
Koniecznie weź zwierzowi jego domowe legowisko!
PS Dawno temu z innym psem byłam w okolicach Doliny Kościeliskiej - był zakaz wprowadzania psów - pies zostawał w wynajętym domku - 3-4 godziny nie stanowiły żadnego problemu - miał spokój, odsypiał i zbierał siły na późniejsze harce...;)
czyś Ty z byka spadł...?SG i mandaty za psa?
Najwidoczniej tak, bo byłem przekonany, że SG karze za wykroczenia.
Po dzisiejszym telefonie do funkcjonariusza SG w Bieszczadach wiem, że nie karze. Więc dużo łatwiej psa wprowadzić :)
Nie rozumiem jak mógłby komuś przeszkadzać dobrze ułożony pies prowadzony przez przewodnika na smyczy? (no chyba, że ktoś ma jakąś "dogofobię" i sam widok psa przyprawia go o dreszcze albo mdłości - w tej sytuacji współczuję - lepiej wcale nie wychodzić z domu.)
Bo jest przepis i wszyscy forumowi święci się oburzają. Nawet jeśli przepis okazał by się durny to i tak znajdzie się krytykant.
Dogofobię trzeba leczyć, nie da się w życiu uniknąć spotkania z psami.
Ludzie notorycznie śmiecą, robią mnóstwo hałasu, wszędzie chcieli by dojechać śmierdzącym samochodem (najlepiej na sam szczyt) - aaa i robią większe koopska niż przeciętny burek (tak tak - codzienność na szlaku) i jest OK. :lol:
No i podcierają się papierem toaletowym lub nawilżanymi chusteczkami dla dzieci i potem te resztki sobie fruwają po lesie.
No i podcierają się papierem toaletowym lub nawilżanymi chusteczkami dla dzieci i potem te resztki sobie fruwają po lesie.
A czym szkodzi odrobina celulozy fruwająca po lesie?
2pompony
27-04-2012, 14:31
Tym samym czym obrzygany obrus. Schamieniem. Bo przecież też nie jest ani radioaktywny, ani trujący.
jak to się robi :-)
http://www.dogtrekking.com.pl/index.php?lang=polish
A czym szkodzi odrobina celulozy fruwająca po lesie?
O matulu, mam nadzieję, że to taki rubaszny żart...
Tym samym czym obrzygany obrus. Schamieniem. Bo przecież też nie jest ani radioaktywny, ani trujący.
Dziękuję za wsparcie.
Rozwrzeszczane bachory świadczą o ich rodzicach i nie należą do przyjemności nie tylko na szlaku. Istne utrapienie w samolotach, jest to nieodpowiedzialność albo niedojrzałość rodziców iż narażają na dyskomfort współpodróżnych.
Co do instrukcji zachowania się psa, to dotyczyło przecież tego co agape napisałaś, co robić gdy pies podbiega. A co do krowy, to nie widziałem szczekających, to po pierwsze, po drugie to jeśli wchodzisz na teren w którym ta krowa może się paść to TY jesteś tam intruzem. W PN czy nawet w zwykłym lesie pies jest INTRUZEM czy to dla człowieka czy dla zwierząt dziko żyjących, dziwi mnie tylko dlaczego nie potraficie tego zrozumieć.
Tak tylko gwoli ścisłości - człowiek w lesie też jest intruzem - nie jest częścią tego ekosystemu. Od dawna.
Tym samym czym obrzygany obrus. Schamieniem. Bo przecież też nie jest ani radioaktywny, ani trujący.
Czyli jednak chodzi o estetykę, a nie o środowisko jako takie. Musi być ładnie i schludnie. Gdyby "paw" na obrusie był w formie i o aromacie bzu lub fiołków, to by nie było to schamienie, a raczej w dobrym tonie i obyczaju byłoby sobie "haftnąć obrusa".
Tak tylko gwoli ścisłości - człowiek w lesie też jest intruzem - nie jest częścią tego ekosystemu. Od dawna.
Różne są punkty widzenia. Czasy się zmieniają, relacje człowieka z resztą przyrody również.
Jaki zresztą las? Przecież na większości lasów w naszym kraju człowiek prowadzi normalną gospodarkę leśną, wycina, sadzi, pielęgnuje. Parę parków narodowych z drzewostanem, który nie powinien tam być, jak choćby w Gorcach? Oczywiście nie mówię tu o puszczy Białowieskiej - są wyjątki, ale śladowe.
Człowiek jest związany z lasem, las z człowiekiem. Gdzie chętnie pasą się sarny, jelenie, łosie? Na polanach i łąkach. A czym są polany jeśli nie sztucznym tworem człowieka? 20-30 lat nie dbania o nie i zarosną lasem. Czy lisy, kuny, łasice nie stołują się chętnie przy gospodarstwach rolnych, gdzie łatwo o kurę, kaczkę, małego psa, kota? Albo wilki - mojemu znajomemu w Bieszczadach już w tym roku zjadły dwa albo trzy źrebaki, co prawda to chów tabunowy bez ogrodzeń, więc ryzyko większe, ale łatwiej dopaść źrebaka niż sarnę.
Oczywiście, że te ekosystemy nie są zależne od siebie, ale się przenikają. I nie rozpatrywał bym to w kategoriach tragedii tylko jakiejś ewolucji, bo człowiek jest częścią przyrody.
Też mi przykro, że zagrożone wyginięciem pantery śnieżne czy płetwale błękitne. Takie już są "decyzje" człowieka, który jednak na przyrodę ma decydujący wpływ.
2pompony
28-04-2012, 12:28
@ freefly - tania sofistyka. Gdyby babcia miała wąsy, gdyby rzygowiny pachniały, estetyka, srystyka...
Albo ktoś czuje, że kawałki obsranego papieru toaletowego fruwające po lesie mu przeszkadzają, albo tego nie czuje. Tego się wytłumaczyć nie da. Albo się takie poczucie z domu wyniosło, albo nie.
6 stron wątku o niczym:(.
Sam mam psa i w miejsca gdzie nie wolno się nawet nie zastanawiam czy mam jechać;
najpierw sprawdzam czy wolno z psem czy nie - wolno to jadę, nie wolno to szukam dalej.
Nauczmy się, że jak jest zakaz to dotyczy wszystkich, również ( a może przede wszystkim ) mnie; wtedy może zacznie być porządek.
Owszem jest część zakazów idiotycznych, no ale są i je też trzeba respektować ( można co najwyżej starać się zmienić przepisy - jak komuś się to uda ).
2pompony
28-04-2012, 12:54
Zgoda, o niczym.
Ja bym tylko powiedział, ze każdemu podoba się w lesie w Szwajcarii, ale nikomu w zagajniku przy szosie w Raszynie, gdzie właśnie widać śmieci, zużyty papier toaletowy w dużych ilościach i tego typu upiększenia. W zasadzie każdy w tej sytuacji powie to samo - gdzie fajniej.
Problem w tym, ze ludzie nie zdają sobie sprawy ze związku pomiędzy przestrzeganiem zasad, a oglądem i komfortem okolicy.
6 stron wątku o niczym:(.
Sam mam psa i w miejsca gdzie nie wolno się nawet nie zastanawiam czy mam jechać;
A jeśli już chcesz jechać tam gdzie piesek niemile widziany, to jedziesz sam.
Takie jest normalne zachowanie w cywilizowanym świecie, nie zostawia się śmieci, nie sra na obrus i nie prowadza psa gdzie nie wolno. Piejemy zachwyty jak tam w tej Szwajcarii pięknie, ale u NAS to można olać zakazy, pozostawić po sobie syf i narzekać. Zamiast popierać łamanie przepisów, to może warto byłoby zwrócić uwagę nawet tym strażnikom, że nie wypełniają swoich obowiązków i wpuszczają ludzi z psami, że nie karzą za pozostawianie śmieci, że mają d....pie swoją pracę, w końcu jesteśmy ICH pracodawcami więc mamy prawo wymagać.
PS. Mam psa, kota, rybki, ptaszki, kury i nie cierpię na żadną fobię, po prostu chciałbym, by w Polsce też było tak jak w tej Szwajcarii.
Albo ktoś czuje, że kawałki obsranego papieru toaletowego fruwające po lesie mu przeszkadzają, albo tego nie czuje. Tego się wytłumaczyć nie da. Albo się takie poczucie z domu wyniosło, albo nie.
Dobre!!!
6 stron wątku o niczym:(.
Sam mam psa i w miejsca gdzie nie wolno się nawet nie zastanawiam czy mam jechać;
najpierw sprawdzam czy wolno z psem czy nie - wolno to jadę, nie wolno to szukam dalej.
No i ta część Twojej wypowiedź się w tym mieści.
Nauczmy się, że jak jest zakaz to dotyczy wszystkich, również ( a może przede wszystkim ) mnie; wtedy może zacznie być porządek.
W przypadku rozsądnych zakazów, jak choćby palenie śmieci to jedyna droga.
Owszem jest część zakazów idiotycznych, no ale są i je też trzeba respektować ( można co najwyżej starać się zmienić przepisy - jak komuś się to uda ).
No i tu jest problem - idiotyczne zakazy, nakazy da się zmienić poprzez masowe nieposłuszeństwo obywatelskie. Jeśli nie ma głosu i czynów od narodu to żaden polityk tego nie zmieni bo i po co?
Tak jest z obowiązkiem meldunkowym. Czy ktoś jeszcze karze za niespełnienie go?
Jak i w tej sprawie uważam, że pies na szlaku w Bieszczadach, podczas weekendu majowego, gdzie pełno rozdartych buraków rozrzucających śmieci i puszki po piwie, jest zupełnie nieszkodliwy. A jeśli jest na smyczy to to szkodliwość ma na poziomie plecaka noszonego przez człowieka. A jak nie jest na smyczy to i tak się trzyma człowieka bo jest w obcym miejscu i jedyne co mu znajome to właśnie opiekun.
Za idiotyczny uważam zakaz wprowadzania psów tam, gdzie wejść może człowiek. Jeśli przyroda wymaga ochrony to zakazać wstępu wszystkim.
W przypadku rozsądnych zakazów, jak choćby palenie śmieci to jedyna droga.
No i tu jest problem - idiotyczne zakazy, nakazy da się zmienić poprzez masowe nieposłuszeństwo obywatelskie. Jeśli nie ma głosu i czynów od narodu to żaden polityk tego nie zmieni bo i po co?
Tak jest z obowiązkiem meldunkowym. Czy ktoś jeszcze karze za niespełnienie go?
Jak i w tej sprawie uważam, że pies na szlaku w Bieszczadach, podczas weekendu majowego, gdzie pełno rozdartych buraków rozrzucających śmieci i puszki po piwie, jest zupełnie nieszkodliwy. A jeśli jest na smyczy to to szkodliwość ma na poziomie plecaka noszonego przez człowieka. A jak nie jest na smyczy to i tak się trzyma człowieka bo jest w obcym miejscu i jedyne co mu znajome to właśnie opiekun.
Za idiotyczny uważam zakaz wprowadzania psów tam, gdzie wejść może człowiek. Jeśli przyroda wymaga ochrony to zakazać wstępu wszystkim.
ale w czym jest problem - w ocenie przez Ciebie?, dla Ciebie? itp - jest zakaz ( obojętnie jaki jest ) to się go respektuje czy się to podoba czy nie.
Jak jest zakaz parkowania pod Twoją bramą - hipotetycznie ( dla mnie "idiotyczny";) ) to znaczy że sobie mogę zaparkować i olać Ciebie i ewentualnie to że chcesz wyjechać lub wjechać.
Inaczej - stoi sobie zakaz wyprzedzania ( częsty przypadek i samo życie ) - dla wielu będzie idiotyczny, dla kogoś kto na tym zakazie straci zdrowie lub bliską osobę z powodów wyprzedzania na trzeciego przez innego użytkownika drogi "był właściwie postawiony"; ale miał pecha bo spotkał na swojej drodze "interpretatora" zakazów:(
Nauczmy się w końcu że przepisy ( nie tylko zakazy, ale również nakazy i inne ) trzeba respektować, od zastanawiania się nad ich umieszczaniem są inni do tego powołani.
ale w czym jest problem - w ocenie przez Ciebie?, dla Ciebie? itp - jest zakaz ( obojętnie jaki jest ) to się go respektuje czy się to podoba czy nie.
Jak jest zakaz parkowania pod Twoją bramą - hipotetycznie ( dla mnie "idiotyczny";) ) to znaczy że sobie mogę zaparkować i olać Ciebie i ewentualnie to że chcesz wyjechać lub wjechać.
Inaczej - stoi sobie zakaz wyprzedzania ( częsty przypadek i samo życie ) - dla wielu będzie idiotyczny, dla kogoś kto na tym zakazie straci zdrowie lub bliską osobę z powodów wyprzedzania na trzeciego przez innego użytkownika drogi "był właściwie postawiony"; ale miał pecha bo spotkał na swojej drodze "interpretatora" zakazów:(
Nauczmy się w końcu że przepisy ( nie tylko zakazy, ale również nakazy i inne ) trzeba respektować, od zastanawiania się nad ich umieszczaniem są inni do tego powołani.
Problem jest w tym, że jak w wątku o psach, gdzie wspomniałem o moich znajomych, którzy rozmnożyli bez papierów owczarki, a jakaś nadwrażliwa dla zdeprecjonowania mojej wypowiedzi, wkleiła zdjęcia z jakiś patologicznych, kryminogennych hodowli, tak Ty, w sprawie wykroczenia, zabierania psa w góry, podajesz przykład przestępstw, nieszczęść ludzkich, które prawie każdego z nas, bezpośrednio lub pośrednio, dotknęło w życiu.
Mam nadzieję, że takiego niesprawiedliwego porównania użyłeś nieświadomie. Czy popierając wykroczenie dotyczące psów w parkach narodowych, w miejscach dostępnych dla ludzi, popieram łamanie kodeksu drogowego skutkujące śmiercią, kalectwem i nieszczęściami osobistymi?
Zrzucanie odpowiedzialności na "innych do tego powołanych" jest niczym innym jak wycofaniem się z dyskusji.
Jestem zwolennikiem oddolnych inicjatyw i nieposłuszeństwa obywatelskiego, zwłaszcza, że w naszym kraju sporo ustaw jest pisanych pod dyktando grup interesów a nie zwykłych obywateli, którzy w ukryty sposób i tak za to płacą. Więc zostawianie wszystkiego tym "innym" i bezmyślne przestrzeganie wszystkich nakazów i zakazów to zrzucanie odpowiedzialności za myślenie. Nie chcę Cię obrażać, bo jesteś człowiekiem myślącym bardzo sprawnie, ale z Twoim zdaniem się po prostu nie zgadzam. I nie zgadzam się na takie manipulatorskie w swojej naturze przytaczanie ekstremalnych przykładów nie mających nic wspólnego w rzeczywistością.
Nie jestem żadnym anarchistą, większość regulacji prawnych ma głęboki sens, ale jak widać po przykładach z ostatnich miesięcy (ACTA w Parlamencie Europejskim), właśnie ci "inni" nawet nie wiedzą za czym głosują.
Problem jest w tym, że jak w wątku o psach, gdzie wspomniałem o moich znajomych, którzy rozmnożyli bez papierów owczarki, a jakaś nadwrażliwa dla zdeprecjonowania mojej wypowiedzi, wkleiła zdjęcia z jakiś patologicznych, kryminogennych hodowli, tak Ty, w sprawie wykroczenia, zabierania psa w góry, podajesz przykład przestępstw, nieszczęść ludzkich, które prawie każdego z nas, bezpośrednio lub pośrednio, dotknęło w życiu.
Mam nadzieję, że takiego niesprawiedliwego porównania użyłeś nieświadomie. Czy popierając wykroczenie dotyczące psów w parkach narodowych, w miejscach dostępnych dla ludzi, popieram łamanie kodeksu drogowego skutkujące śmiercią, kalectwem i nieszczęściami osobistymi?
Zrzucanie odpowiedzialności na "innych do tego powołanych" jest niczym innym jak wycofaniem się z dyskusji.
Jestem zwolennikiem oddolnych inicjatyw i nieposłuszeństwa obywatelskiego, zwłaszcza, że w naszym kraju sporo ustaw jest pisanych pod dyktando grup interesów a nie zwykłych obywateli, którzy w ukryty sposób i tak za to płacą. Więc zostawianie wszystkiego tym "innym" i bezmyślne przestrzeganie wszystkich nakazów i zakazów to zrzucanie odpowiedzialności za myślenie. Nie chcę Cię obrażać, bo jesteś człowiekiem myślącym bardzo sprawnie, ale z Twoim zdaniem się po prostu nie zgadzam. I nie zgadzam się na takie manipulatorskie w swojej naturze przytaczanie ekstremalnych przykładów nie mających nic wspólnego w rzeczywistością.
Nie jestem żadnym anarchistą, większość regulacji prawnych ma głęboki sens, ale jak widać po przykładach z ostatnich miesięcy (ACTA w Parlamencie Europejskim), właśnie ci "inni" nawet nie wiedzą za czym głosują.
dobra, wrócę do psa:
chodzę codziennie ze swoim na spacer - na smyczy ( pomimo, że jest łagodny ) no ale taki jest przepis; no i spotkałem 2 razy panią z bardzo agresywnym owczarkiem ( rzucił się na mojego psa bez ostrzeżenia co skończyło się u weterynarza szyciem:(, na inne psy też się rzuca ) który lata luzem i bez kagańca ( do karnych nie należy ). Kiedy jej zwróciłem za drugim razem uwagę to mnie jeszcze objechała; trzeciego razu już nie było-interwencja na policji poskutkowała mandatem, kagańcem i smyczą - no ale jak widać dopiero konsekwencje skutkują.
Dla tej pani z owczarkiem przecież zakaz był idiotyczny:(
dobra, wrócę do psa:
chodzę codziennie ze swoim na spacer - na smyczy ( pomimo, że jest łagodny ) no ale taki jest przepis; no i spotkałem 2 razy panią z bardzo agresywnym owczarkiem ( rzucił się na mojego psa bez ostrzeżenia co skończyło się u weterynarza szyciem:(, na inne psy też się rzuca ) który lata luzem i bez kagańca ( do karnych nie należy ). Kiedy jej zwróciłem za drugim razem uwagę to mnie jeszcze objechała; trzeciego razu już nie było-interwencja na policji poskutkowała mandatem, kagańcem i smyczą - no ale jak widać dopiero konsekwencje skutkują.
Dla tej pani z owczarkiem przecież zakaz był idiotyczny:(
Można normalnie wychować psa i nie męczyć go smyczą czy kagańcem dlatego, że jakiś procent ludzi nie umie wychować swojego pupila. Smycz i kaganiec powinny być dla agresywnych psów, a nie dla całości w imię odpowiedzialności zbiorowej i zbyt szeroko pojętej profilaktyki.
Prosta sprawa: masz psa i masz do niego zaufanie - puszczasz bez smyczy, ale jeśli się coś stanie to ponosisz pełną odpowiedzialność. Jeśli masz psa agresywnego - kaganiec i smycz obowiązkowa.
Niestety w prawie polskim zakłada się, że pies jest niebezpieczny i w zasadzie należy go izolować od świata poprzez smycz i kaganiec.
Nie mieści mi się w głowie wyjść na spacer z psem i nie spuścić go ze smyczy.
RobertMiernik
28-04-2012, 16:00
Pełna odpowiedzialność jak się coś stanie to może być ciut za późno.
Paręnaście lat temu bardzo spokojny i ułożony piesek ugryzł mojego brata, do tej pory ma pamiątkę na górnej wardze po zębach tego psa, a taki spokojny był...
Psa spuszcza się ze smyczy w miejscu gdzie nie może nikomu nic zrobić, na pewno nie w mieście gdzie wszędzie jest pełno dzieci...
2pompony
28-04-2012, 16:48
Akurat przed kilkoma dniami wójt wsi (i właściciel tych zwierząt), gdzie dwa psy zagryzły pięciolatka dostał dwa lata bez zawiasów (jeszcze nieprawomocnie). Dopóki nikogo nei zagryzły (na smierć!) też nikt ich nie męczył kagańcami i smyczami. Co tragiczniejsze chłopiec był na placu zabaw.
To taka uwaga, dla tych, którzy nadmiernie ufają we własną władzę nad psem i w jego dobre wychowanie. Nie sądzę, że wszyscy są tacy - niestety nie wykluczam, że mnóstwo takich sie znajdzie, a potem nawet może i powiedzą przepraszam, ale już po fakcie.
Akurat przed kilkoma dniami wójt wsi (i właściciel tych zwierząt), gdzie dwa psy zagryzły pięciolatka dostał dwa lata bez zawiasów (jeszcze nieprawomocnie). Dopóki nikogo nei zagryzły (na smierć!) też nikt ich nie męczył kagańcami i smyczami. Co tragiczniejsze chłopiec był na placu zabaw.
To taka uwaga, dla tych, którzy nadmiernie ufają we własną władzę nad psem i w jego dobre wychowanie. Nie sądzę, że wszyscy są tacy - niestety nie wykluczam, że mnóstwo takich sie znajdzie, a potem nawet może i powiedzą przepraszam, ale już po fakcie.
No i kolejny drastyczny przykład, który miał... no właśnie, jaki cel był tego przykładu? Dlaczego właściciele jamników, ratlerków, małych kundelków mają w imię bezpieczeństwa narodu je więzić na smyczy i zakładać kagańce? Wiesz, to przykład jak z Barei: "A gdyby wasza matka tędy przechodziła..."
Z powodu jednego dresiarza - pseudokibica, który kogoś zamordował, nikt nie zamyka reszty dresiarzy więzieniu, nie likwiduje klubów kibica itp.
Może idźmy dalej, ograniczmy maksymalną prędkość samochodów do 40 km/h, montujmy urządzenia w autach nie pozwalające tej prędkości przekroczyć. Wtedy raczej nikt nie zginie na drodze.
Wprowadźmy prohibicję, może liczba przestępstw związanych z przemocą domową się zmniejszy.
W ogóle może zabierzmy człowiekowi wolność i swobodę, na pewno się coś poprawi... :)
Popadacie w absurd.
Świat jest pełen przepraszających "za późno". Chcecie to zmienić?
KaleidoStar
29-04-2012, 02:12
Elanek..jedyny pies, jaki mnie ugryzł, to był właśnie ratlerek. Dziurę w dłoni miałam na wylot. Pies biegał luzem, bez kagańca. Żeby bylo śmiesznie, dziabnął mnie, bo byłam obok, a sprowokowało go zupełnie coś innego.
2pompony
29-04-2012, 02:20
Niestety, tak działa prawo. Nie mówi - jeśli jesteś grzeczny, przyzwoity, masz ratlerka lub dobrze wychowaną żabcię, to możesz. Prawo mówi tak: ponieważ ludzie ze swojej natury są raczej głupi, a nie raczej przewidujący - zostawmy im miejsca gdzie mogą chodzić z psami, a dla innych zostawmy miejsca, gdzie z psami chodzić nie wolno.
Można się z takim podejściem zgadzać lub nie, ale tak jest na każdym kroku: pasy bezpieczeństwa maja zapinać wszyscy, nie tylko ci którzy jeżdżą szybko. Ograniczenie prędkości w obszarze zabudowanym jest dla wszystkich, ci którzy uważają się za świetnei prowadzących rajdowcow nei są spod tego prawa wykluczani. Podobnie jest z psami w Bieszczadach, pomimo tego, że są znawcy, którzy uważaja swoich pupili za rozkoszne maluchy.
Tak już po prostu jest, i to po większej części dlatego, że jak mówię - ludzie na ogół są mądrzy dopiero po szkodzie. Przykład miał być nie na to, żeby wszystkie psy na świecie zaklatkować, tylko na to, że ludzie nie myślą i mają nadmierne zaufanie w swoją władzę nad psem, są zbyt zadufani we własne możliwości, a potem kończy się tragicznie.
Akurat przed kilkoma dniami wójt wsi (i właściciel tych zwierząt), gdzie dwa psy zagryzły pięciolatka dostał dwa lata bez zawiasów (jeszcze nieprawomocnie). Dopóki nikogo nei zagryzły (na smierć!) też nikt ich nie męczył kagańcami i smyczami. Co tragiczniejsze chłopiec był na placu zabaw.
To taka uwaga, dla tych, którzy nadmiernie ufają we własną władzę nad psem i w jego dobre wychowanie. Nie sądzę, że wszyscy są tacy - niestety nie wykluczam, że mnóstwo takich sie znajdzie, a potem nawet może i powiedzą przepraszam, ale już po fakcie.
Psy same z siebie nie atakują, winny jest zawsze człowiek. Czy to właściciel źle wychowujący psy, czy też ktoś kto prowokuje je. Miałem kontakt z wieloma psami, nie swoimi i jakoś potrafiłem sobie dać z nimi radę. Nawet z psem, którego bał się właściciel. Nikt nie uczy psychologii psów, a szkoda, bo to powinno być nauczane w szkole. Jeśli wiesz jak się zachować przy psie i wiesz jakie daje znaki to sobie poradzisz (poza psami specjalnie tresowanymi).
Psy osoby agresywnej też będą agresywne, bo mają taki wzór. Na wsiach psy uczy się specjalnie agresji. Ile osób spuszcza na wsi w nocy psy do lasu, żeby same się wyżywiły. Potem są tego takie efekty. Psy są często na wsi bite, kopane. Rośnie w nich agresja, w dodatku cały czas trzymane są na łańcuchach. Ciekawe jakbyś się zachowywał gdybyś dostawał głodowe racje, był trzymany na łańcuchu, bity?
RobertMiernik
29-04-2012, 12:26
A czy to istotne dla meritum sprawy?
Ważne jest jedno, 'ofiarą' możesz być nawet jeśli w żaden sposób nie sprowokujesz psa, bo może ma takiego właściciela, tak został ułożony albo coś innego go zaniepokoiło.
Przykład z 'dresami' całkowicie nietrafiony, jednak mimo wszystko człowiek ma wyższą świadomość i samokontrolę niż zwierze, człowiek jest odpowiedzialny sam za siebie i w 100% że jest to zadanie do ogarniecia, na dodatek odpowiada za swoje czyny osobiście i jest w stanie zrozumieć ich konsekwencje.
Dopóki nie osiągniemy poziomu (my albo zwierzęta) na którym zwierze będzie traktowane jak obywatel, będzie miało swoje prawa I obowiązki oraz będzie świadome tych obowiązków, nie wyobrażam sobie jak można im zaufać (im w sensie wszystkim).
Wiadome jest, że TY ufasz swojemu zwierzakowi, że posadziłbyś przy nim swoje 6 miesięczne dziecko, ale zrobiłbyś to samo z każdym spotkanym na ulicy zwierzakiem?
Jeśli nie to dlaczego NAS do tego zmuszasz?
My nie ufamy Twojemu zwierzakowi tak jak Ty nie ufasz naszym...
Czy potrzebna jest dalsza dyskusja o tym co jest tak oczywiste?
2pompony
29-04-2012, 12:54
wer - kompletnie nie rozumiesz o czym mówię. Nie mówię o tym czemu ani dlaczego, nie tłumacz mi tego.
Sprawa według mnie jest prosta, i w zasadzie zdolny jest to pojąć prawie każdy:
1. jeśli nie zaistniałyby wypadki spowodowane przez nadmierną, niedostosowaną prędkość, nie byłoby zakazów i ograniczeń prędkości.
2. gdyby nie było pogryzień, nie potrzebne byłoby potrzebne prawo zakazujące wprowadzania psów w różne miejsca.
To nic, że są psy, które nie gryzą i są ludzie jeżdżący zgodnie z rozsądkiem. Są też tacy, którzy nie jeżdżą rozsądnie i są psy, które gryzą, nawet jak są wyszkolone.
Nie idzie o to, czy wiesz, jak się zachowywać żeby nie rozdrażnić psa, czy nie wiesz. To nic nie znaczy. TO nic, absolutnie nic nie znaczy, że ty dajesz sobie radę z psami - to jest kwestia interesująca, ale w tym kontekście kompletnie bez znaczenia. Zobacz punkt drugi.
Naprawdę nie rozumiem, czego nie można w tym pojąć?
jackrabbit
29-04-2012, 13:54
No i kolejny drastyczny przykład, który miał... no właśnie, jaki cel był tego przykładu? Dlaczego właściciele jamników, ratlerków, małych kundelków mają w imię bezpieczeństwa narodu je więzić na smyczy i zakładać kagańce? Wiesz, to przykład jak z Barei: "A gdyby wasza matka tędy przechodziła..."
Z powodu jednego dresiarza - pseudokibica, który kogoś zamordował, nikt nie zamyka reszty dresiarzy więzieniu, nie likwiduje klubów kibica itp.
Może idźmy dalej, ograniczmy maksymalną prędkość samochodów do 40 km/h, montujmy urządzenia w autach nie pozwalające tej prędkości przekroczyć. Wtedy raczej nikt nie zginie na drodze.
Wprowadźmy prohibicję, może liczba przestępstw związanych z przemocą domową się zmniejszy.
W ogóle może zabierzmy człowiekowi wolność i swobodę, na pewno się coś poprawi... :)
Popadacie w absurd.
Świat jest pełen przepraszających "za późno". Chcecie to zmienić?
byl taki film.. Equilibrium... tak mi sie skojarzylo
2. gdyby nie było pogryzień, nie potrzebne byłoby potrzebne prawo zakazujące wprowadzania psów w różne miejsca.
Naprawdę nie rozumiem, czego nie można w tym pojąć?
Tego, że to nie z powodu pogryzień (a przynajmniej nie głównie) powstają takie zakazy. :)
Nie uważacie, że temat odpłynął już daleko od głównego nurtu i wypadałoby go zamknąć? Autor otrzymał odpowiedź na nurtujące go pytanie.
KaleidoStar
29-04-2012, 14:12
No to można zmienić temat wątku, bo dyskusja się rozpętała ciekawa.
RobertMiernik
29-04-2012, 14:19
Tego, że to nie z powodu pogryzień (a przynajmniej nie głównie) powstają takie zakazy. :)
Nie uważacie, że temat odpłynął już daleko od głównego nurtu i wypadałoby go zamknąć? Autor otrzymał odpowiedź na nurtujące go pytanie.
A jednak wydaje mi się, że tak.
Zauważ, że nigdzie nie ma zakazów wyprowadzania kotów, srają tak samo, tak samo do lasu 'nie pasują', różnią się tylko tym, że nie gryza...
A jednak wydaje mi się, że tak.
Zauważ, że nigdzie nie ma zakazów wyprowadzania kotów, srają tak samo, tak samo do lasu 'nie pasują', różnią się tylko tym, że nie gryza...
Robert, ale to chyba zły tok rozumowania. Np. zakazu wprowadzania wilków (psowate, dlatego przyszło mi do głowy) też nie ma, a podejrzewam, że mogłyby być z tego kłopoty. Z wprowadzaniem do sklepu świnki, osła, konia -- też problemów być nie powinno, bo zakazów nie ma. ;)
Tu chodzi o to, że kota raczej nikt na spacer nie wyprowadza, nie zabiera często ze sobą, to jest charakterna bestia i indywidualista. :) Z psami jest inaczej -- są szalenie popularne i lubią przebywać z człowiekiem, a ludziska chcą je wszędzie zabierać -- stąd zakazy.
Zauważcie też, że w środkach transportu publicznego MPK, PKP, PKS -- nie ma zakazu wprowadzania psów. Tam już nie gryzą? W moim przekonaniu chodzi o sam fakt wprowadzania zwierząt, w pewne miejsca. Bo mogą napaskudzić, narozrabiać itd. Ale patrząc na ten wspaniały i niedościgniony zachód (przytoczony kilka stron temu) to i w kwestii tolerancji dla zwierząt domowych w miejscach publicznych, jesteśmy sto lat za murzynami. Taki mały przykład (Niemcy):
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img848.imageshack.us/img848/4999/pieswsklepie.jpg)
Bodaj do Harrods też wpuszczają ludzi ze zwierzakami. :)
No to można zmienić temat wątku, bo dyskusja się rozpętała ciekawa.
Jeśli dyskusja byłaby na poziomie, ze wzajemnym szacunkiem i ociupinką empatii -- czemu nie? Obawiam się jednak kolejnej kopaniny i stada obrażonych… choć może… ;)
RobertMiernik
29-04-2012, 15:04
Zauważcie też, że w środkach transportu publicznego MPK, PKP, PKS -- nie ma zakazu wprowadzania psów. Tam już nie gryzą? W moim przekonaniu chodzi o sam fakt wprowadzania zwierząt, w pewne miejsca. Bo mogą napaskudzić, narozrabiać itd.
Ale tam masz obowiązek albo trzymać go na rękach albo założyć mu smycz/kaganiec...
Co robi sporą różnicę, pomijając może fakt, że dostałem kiedyś po jajcach metalowym kagańcem i chyba wolę to tylko trochę bardziej niż ugryzienie ;P
W każdym razie jeśli będziesz miał psa na smyczy (nawet bez kagańca) to nikt pretensji mieć nie powinien, za to biegający swobodnie pies jest 'w razie czego' nie do opanowania, nawet krzyknąć nie zdążysz a co dopiero dobiec i go powstrzymać...
Tylko, że na tym zachodzie w przypadku poważnego pogryzienia przez psa to właściciel miałby przeje...... finansowo przynajmniej, sam ten fakt już powoduje poważne przemyślenia na temat czy wziąć gdzieś psa czy nie.
A jeśli jest gdzieś zakaz wprowadzania psów to nie ma dyskusji i się z nim tam nie idzie, a gadanie "że mój nie gryzie" mam gdzieś - wszyscy to mówią.
No i kolejny drastyczny przykład, który miał... no właśnie, jaki cel był tego przykładu? Dlaczego właściciele jamników, ratlerków, małych kundelków mają w imię bezpieczeństwa narodu je więzić na smyczy i zakładać kagańce? Wiesz, to przykład jak z Barei: "A gdyby wasza matka tędy przechodziła..."
To ty chyba jamników nie widziałeś jak mogą być agresywne - bo je coś nagle zdenerwuje. Mnie zaś ugryzł mały kundelek, którego znałem, bardzo wesolutki i przyjazny.
Ale tam masz obowiązek albo trzymać go na rękach albo założyć mu smycz/kaganiec...
A co stoi na przeszkodzie żeby w innych miejscach, zamiast stawiać całkowity zakaz wprowadzania psów, umieścić nakaz prowadzania psa na smyczy, a w przypadku niektórych ras może faktycznie w kagańcu? :)
W każdym razie jeśli będziesz miał psa na smyczy (nawet bez kagańca) to nikt pretensji mieć nie powinien, za to biegający swobodnie pies jest 'w razie czego' nie do opanowania, nawet krzyknąć nie zdążysz a co dopiero dobiec i go powstrzymać...
Zdecydowanie. W miejscach publicznych pies tylko i wyłącznie na smyczy, nie ma zmiłuj. Z tym nikt nie polemizuje, ba -- nawet wcześniej widziałem, że podkreśla. :)
Co robi sporą różnicę, pomijając może fakt, że dostałem kiedyś po jajcach metalowym kagańcem i chyba wolę to tylko trochę bardziej niż ugryzienie ;P
Oj, to prawda. :mrgreen:
Tylko, że na tym zachodzie w przypadku poważnego pogryzienia przez psa to właściciel miałby przeje......
I tak samo powinno być u nas. Najważniejsza nieuchronność kary, mniej wysokość (choć też ważna).
Robert, ale to chyba zły tok rozumowania. Np. zakazu wprowadzania wilków (psowate, dlatego przyszło mi do głowy) też nie ma, a podejrzewam, że mogłyby być z tego kłopoty. Z wprowadzaniem do sklepu świnki, osła, konia -- też problemów być nie powinno, bo zakazów nie ma. ;)
Chciałbym zauważyć, że powszechnie używany piktogram
https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2012/04/imagesqtbnANd9GcRBrmv1wTCQUVh8G5cyMMutuQ-1.jpg
źródło (http://t1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRB-rmv1wTCQUVh8G5cyMMutuQ9h8uDOb20G-KfbN-W9vkyWSo6tA)p
oznacza ogólny zakaz wprowadzania zwierząt, a nie np. tylko psów.
Swobodnie polska interpretacja prawa, prawo zostalo ustanowione przecież dla wysoko agresywnych okazów, mój pitbulek nigdy nic nikomu nie zrobił, to przeciez też człowiek i ma prawo pobiegać bez smyczy i kagańca, a kupa się rozłoży (z czasem). Byłem na wakacjach w SPN zakaz jest generalnie przestrzegany strażnicy upominają turystów. Cywilizacja za wielką wodą dość skutecznie rozwiązała problem niesfornych właścicieli, perspektywa sprawy sądowej (skutecznej, szybkiej i bijącej po kieszeni) powoduje że problemy się nie pojawiają.
Dywagacje i rozważania nt. co można a co nie można najczęściej prowadzą ci, którzy z "kochanymi pieskami" nie mieli do czynienia gdzieś w lesie lub w polach.
Piszę właśnie po powrocie z wypadu rowerowego w pola i lasy. W lesie spotkałem dwóch gówniarzy z psem latającym luzem. Pies typu "wilczur". "Psinka" jak mnie zobaczył to ni huhu, żadne wołanie "właścicieli" nie pomogły. Bogu dzięki że było ostro w dół i w miarę prosto i długo to "piesek" odpuścił. Słyszałem tylko z daleka "on nie gryzie...", a w d... mam takie zapewnienia. Jak ktoś idzie z psem do lasu (szlaki bBieszczadzkie czy inne też) to również powinno być dla kogoś takiego jak ja dozwolone posiadanie broni i pozwolenie na natychmiastowy odstrzał takiego wolnobiegającego stwora. Do teraz mam podniesione ciśnienie i gdzieś mam tym razem miłośników czworonogów biegających luzem. Człowiek (właściciel stwora) to taka dziwna bestia że jak wlezie gdzieś dalej od ludzi to zaraz myśli "przecież tutaj nikogo nie ma i jak na chwilkę puszczę pupilka luzem to przecież nic się nie stanie... " . Dzisiaj to był w miarę duży "piesek", ale miałem przygodę z malutkim i milutkim pieskiem (naprawdę niegroźny) i bardzo skory do zabawy. Szliśmy ze znajomymi na spacer z dzieciakiem ok 3 letnim. Co z tego że piesek tylko chciał się bawić i zaczął skakać koło nóżek dziecka... zanim zdążyliśmy zareagować dziecko zdążyło się zdrowo nastraszyć i narobić krzyku.
Mały też może być groźny, wszystko zależy tylko od punktu odniesienia. A właściciel bardzo rzadko zdaje sobie z tego sprawę.
Piotrek 77
01-05-2012, 20:08
przepisy te pokazują jaki jest chory nasz kraj. Z jednej strony pełno różnego rodzaju stowarzyszeń ochrony zwierząt - podnieś rękę na psa to zaraz przylatują- a z drugiej pełno zakazów. Juz nawet w parkach miejskich psa spuszczać nie wolno. A każdy pies powinien się wybiegać - oczywiście pies powinien być posłuszny, ułożony.
Co do szlaków co komu przeszkadza pies na smyczy? Najlepiej psa w ogóle z domu nie wypuszczać, albo lepiej zamknąć w piwnicy żeby sąsiedzi się nie skarżyli.
A największym zagrożeniem to nie są psy tylko ich bezmyślni właściciele.
Nieraz się wystraszyłem jak jeżdżąc po lasach podleciał do mnie pies wielkości owczarka niemieckiego, ale jak był przy nim właściciel - to nic złego się nie działo. Dwa razy szczeknął powąchał i poszedł. Nauczmy się wspólnie żyć. A będąc na smyczy jeszcze nie widziałem by pies był jakimś zagrożeniem.
Piotrek 77
01-05-2012, 20:27
A co do meritum to jeszcze nie widziałem by pies będący na smyczy zrobił komuś coś złego.
Parę razy zdarzyło mi się by mnie pies lekko ugryzł - ale zawsze był to pies bezpański.
Piotrek, myślę, że ta dyskusja nie ma sensu. Dopóki są ludzie którzy nienawidzą psów (zwierząt) i najchętniej by do nich strzelali, dopóty będą tego typu spory i coraz więcej dzieciaków, które na widok czworonoga popuszczą w gatki, ze strachu.
PS Może dodam, że w pełni rozumiem (i popieram) osoby bulwersujące się spuszczonymi psami w miejscach publicznych (zwłaszcza zatłoczonych), zasranymi trawnikami i chodnikami, czy nierozgarniętymi właścicielami pozwalającymi czworonogom kompletnie na wszystko. Jak już wspomniałem -- karać, karać i jeszcze raz karać, aż zrozumieją… że pozbieranie kupy swojego pupila, to żaden wysiłek.
Na wsiach porzucane jest (w sezonie wakacyjnym) co roku setki, jeśli nie tysiące "pupilków" z którymi pseudo opiekunowie nie wiedzą co zrobić, lub nie mają już chęci dalej opiekować się, lub inaczej - PONOSIĆ odpowiedzialności za posiadanie owego pupila. To świadczy o tym, iż w naszym kraju jest nieuregulowane prawo do posiadania zwierząt domowych. Przede wszystkim opłaty, powinny być dużo wyższe i do tego egzekwowane, pewnie nie byłoby problemu z bezpańskimi pieskami jak i można by wprowadzić darmową sterylizację(opłaty pokryłyby koszty zabiegów, oraz rakarzy). To samo dotyczy kotków, klatki przesiąknięte "kocinami" to jakże znajomy KLIMAT naszych bloków. Pies jaki by nie był, jest tylko i wyłącznie psem, jeśli ktoś będzie walczył o zniesienie (w jego rozumieniu durnego zakazu wprowadzania psów na teren PN czy do lasu) to ja będę walczyło o zaostrzenie i respektowanie tego przepisu i nie ma zmiłuj się, z ludźmi nie idzie się nie raz dogadać a co dopiero z obcym czworonogiem.
Padło też ostatnio takie zdanie "każdy pies powinien się wybiegać" ale nie KAŻDY OBYWATEL POWINIEN MIEĆ PRAWO DO POSIADANIA PSA, jeśli było by ich (psów itp.) zdecydowanie mniej, to i przepisy nie musiałyby być tak restrykcyjne. Niestety u nas KAŻDY musi mieć psa i choćby nie miał do tego warunków, to co? Więc chcesz mieć pieska, kotka i inne zwierzaki, to ma być Ciebie na to stać, czyli musisz im zapewnić warunki godnego bytowania, jeśli nie no to niestety Twój problem, ja i wielu innych nie chce Twoich pupilków spotkać na szlaku, to jest chyba proste i zrozumiałe.
Z większością rzeczy, które napisałeś zgodzę się, jednak w jednym miejscu przeczysz sam sobie.
Pies jaki by nie był, jest tylko i wyłącznie psem, jeśli ktoś będzie walczył o zniesienie (w jego rozumieniu durnego zakazu wprowadzania psów na teren PN czy do lasu) to ja będę walczyło o zaostrzenie i respektowanie tego przepisu i nie ma zmiłuj się, z ludźmi nie idzie się nie raz dogadać a co dopiero z obcym czworonogiem.
[…]
Więc chcesz mieć pieska, kotka i inne zwierzaki, to ma być Ciebie na to stać, czyli musisz im zapewnić warunki godnego bytowania, jeśli nie no to niestety Twój problem, ja i wielu innych nie chce Twoich pupilków spotkać na szlaku, to jest chyba proste i zrozumiałe.
Jeśli jest zakaz -- zgoda, wchodzisz, licz się z tym, że zapłacisz mandat, ale… skoro ja nie mogę z psem wybrać się na spacer nawet do lasu, to przepraszam bardzo gdzie ja mam z nim chodzić? Miejsca publiczne -- nie, las -- nie… Mam z nim chodzić wokół domu/bloku? Jak mam mu zapewnić dobre warunki życia skoro nigdzie nie mogę z nim wyjść? Mam sobie kupić albo wydzierżawić kawałek lasu? Przecież to już zakrawa na paranoję.
Na szlakach, w restauracjach (zwłaszcza), parkach -- mnie przeszkadzają rozwrzeszczane bachory i nie mam ochoty spotykać ich w tych miejscach -- to też jest proste i zrozumiałe, nie? I podobnie jak z psami -- nie każdy człowiek powinien mieć prawo do posiadania dzieci… a ktoś to reguluje?
Tyle z mojej strony, obiecałem sobie, że nie będę się już wtrącał do dyskusji bo ani krzty zrozumienia u niektórych nie widać, a tylko mentorski ton i postawę roszczeniową. Dobrej nocy.
PS Dodam, że nie ma żadnych zakazów wprowadzania psów do lasu, więc póki co będę chodził tam z psem na wycieczki.
PPS Ja się jeszcze zastanawiam nad psami myśliwskimi… one mogą latać po lesie z nagonką i płoszyć zwierzynę w obrębie kilku km? To już jest fajne i zgodne z przepisami. Ale to tylko tak sobie… na głos myślę. ;)
Akurat mnie nie chodziło o to że "nie wolno i już" tylko właśnie o ten "malutki" niuansik... pies w lesie/parku/czy innej dziczy TYLKO i WYŁĄCZNIE na SMYCZY.
Ja jako zwykły uczestnik zbiorowego wypoczynku w ww. miejscach nie wiem czy dany "stworek" zbliżający się do mnie z wywalonym jęzorem chce sprawdzić smak mojej łydki czy tylko grzecznie poda łapę. Dlatego mając przykre doświadczenia z ... no własnie, to raczej nie pies jest winien tylko jego właściciel... jak tylko z daleka widzę wolnobiegającego psa (kilka, kilkanaście metrów od PANA) odruchowo szukam kamienia/kołeczka czy innego czegoś co w razie czego pomoże mi odstraszyć "pupilka".
No i nie wiem co to ostatnio za moda panuje... "karki" na spacerku z pitbulami. Już kilka razy się z takim "duetem" spotkałem. Nie ma nic do "karków" ani do pitbuli, ale widok jest... fajny...
KaleidoStar
01-05-2012, 23:55
Zuto, w ten sposób właśnie prowokujesz psa do ewentualnego zachowania agresywnego. Uczą nas od dziecka jak zachowywać się w róznych sytuacjach, powinni też uczyć PODSTAW zrozumienia mowy psiego ciala. Ja bez problemu rozpoznaję intencje większości zwierząt, jakie spotykam.
Przyswojenie takiej wiedzy, to nie jest kwestia jakiegoś super doświadczenia w obcowaniu z psami. Wystarczy poświęcić dosłownie kilka minut na przeczytanie odrobiny informacji, obejrzenie kilku zdjeć czy nagrań.
Na argument typu "nie mój pies, dlaczego ja mam się uczyć, niech właściciel pilnuje" - ok, zgoda, Ale np uczą nas postępowania w razie pożaru... a przecież sami się w ogień nie pchamy. Tak samo uczymy się zachowania bezpieczeństwa przy przechodzeniu przez ulicę albo coś...
Na wsiach porzucane jest (w sezonie wakacyjnym) co roku setki, jeśli nie tysiące "pupilków" z którymi pseudo opiekunowie nie wiedzą co zrobić, lub nie mają już chęci dalej opiekować się, lub inaczej - PONOSIĆ odpowiedzialności za posiadanie owego pupila. To świadczy o tym, iż w naszym kraju jest nieuregulowane prawo do posiadania zwierząt domowych. Przede wszystkim opłaty, powinny być dużo wyższe i do tego egzekwowane, pewnie nie byłoby problemu z bezpańskimi pieskami jak i można by wprowadzić darmową sterylizację(opłaty pokryłyby koszty zabiegów, oraz rakarzy).
Mam dwa psy, w tym jednego wyrzuconego z samochodu. Prawie każdy sąsiad przygarnął jakąś psinę wyrzuconą przy drodze. Mieszkam na wsi, tu ludzie są biedni. Podnieś opłaty, a sam obie będziesz te psy łapał i wychowywał.
Pies jaki by nie był, jest tylko i wyłącznie psem, jeśli ktoś będzie walczył o zniesienie (w jego rozumieniu durnego zakazu wprowadzania psów na teren PN czy do lasu) to ja będę walczyło o zaostrzenie i respektowanie tego przepisu i nie ma zmiłuj się, z ludźmi nie idzie się nie raz dogadać a co dopiero z obcym czworonogiem.
Pies idący na smyczy przy nodze właściciela jest mniej szkodliwy dla Parku Narodowego niż sam człowiek. Skąd ta nienawiść do psów? I traktowanie lasu jako swojej własności czy jakiegoś sanktuarium?
Jeśli jest zakaz -- zgoda, wchodzisz, licz się z tym, że zapłacisz mandat, ale… skoro ja nie mogę z psem wybrać się na spacer nawet do lasu, to przepraszam bardzo gdzie ja mam z nim chodzić? Miejsca publiczne -- nie, las -- nie… Mam z nim chodzić wokół domu/bloku? Jak mam mu zapewnić dobre warunki życia skoro nigdzie nie mogę z nim wyjść? Mam sobie kupić albo wydzierżawić kawałek lasu? Przecież to już zakrawa na paranoję.
Pewnie, że to paranoja. I dyktat ludzi z psimi fobią.
KaleidoStar
02-05-2012, 01:51
Tomajk i nienawiść do psów? Elanek, czytaj dokładnie, proszę Cię. Tak samo tekst o podnoszeniu oplat. Wyższe ceny będą oznaczać, ze mnie osób kupi psa, a jeśli już, to decyzja będzie bardziej świadoma, ergo - mniej psów będzie wyrzucanych. Również zgadzam się z Tomajkiem w kwestii bezpłatnych kastracji/sterylek. W sytuacji, jaka jest, nigdy nie wygrzebiemy się z lawiny bezdomnych zwierząt. Wtym roku Gdynia przeznaczyła na sterylizację wolnobytujących kotów niewiele ponad 30.000 zł. A to daje 300 zabiegów. Śmiech na sali. W Gdańsku tydzień po ruszeniu akcji nie było już zabiegów...efekt - musimy z wlasnej kieszeni placić za to, bo inaczej..sytuacja nie ruszy do przodu :( A i tak w lecznicach dlugi że hoho...gdyby nie datki, fundacje takie jak moja leżałyby i kwiczaly.
RobertMiernik
02-05-2012, 01:58
Słuchajcie - nie ma żadnej nienawiści do psów, jest tylko 'strach/troska' o swoje bądź swoich dzieci zdrowie.
Nikt z nas nie wie z jakim psem właśnie ma do czynienia, nikt z nas nie będzie się uczył 'mowy psiego ciała' tylko dlatego, żeby Wam (psiarzom) było wygodniej łatwiej. Pamiętajcie, że biorąc psa to Wy jesteście za niego odpowiedzialni a nie My, to Wy macie Nam zapewnić bezpieczeństwo i to My mamy się czuć w Waszym towarzystwie bezpiecznie a nie Wy w Naszym.
Pies to zwierze, jako zwierze jest nieprzewidywalne (a twierdząc co innego sami się oszukujecie!) więc nie wmawiajcie Nam, że to My prowokujemy i sami sobie jesteśmy winni, bo brzmi to co najmniej jak tłumaczenie kobiecie, że to ona sprowokowała gwałt i to jej wina, bo miała 'za krótką spódnicę'...
Odrobinę wyrozumiałości, nie ma szans, żebyśmy Wam albo Waszym psom zrobili krzywdę za to w drugą stronę - Wasze psy mogą Nam albo Naszym bliskim zrobić dużą krzywdę - Więc skąd te dziwne dyskusje = pies w miejscu publicznym MA mieć obowiązkowo smycz i tyle, naprawdę chcecie później się tłumaczyć, że to pierwszy raz i on nigdy-przenigdy?
KaleidoStar
02-05-2012, 02:16
Oczywiście, że pies w miejscu publicznym ma być na smyczy.
Ale sięganie po kij czy kamień na widok psa to szansa na jego sprowokowanie, to chyba oczywiste.
A poza tym napisałam dlaczego każdy powinien nauczyć się rozpoznawania psich zachowań. Tak samo, jak postępowania na wypadek pożaru czy czegokolwiek. Ale w razie jakiegokolwiek wypadku właściciel jest odpowiedzialny, w ogóle nie mam zamiaru tego negować. No i warto uczyć dzieci szacunku do psa, jakoś przekazać, że to tylko zwierzę, któremu nie można zaufać na 100 procent (nikt z nas chyba tego nie twierdził)..a jednocześnie nie można pchać w stronę strachu.
Z tym uczeniem się zachowań - to nie dlatego, zeby psiarzom było latwiej. To dla zwykłego bezpieczeństwa. Jakoś podobnie jest na drogach, tzn pilnuemy tego, jak jedziemy, ale bierzemy pod uwagę, że może trafić się jakiś idiota, który doprowadzi do wypadku.
Tomajk i nienawiść do psów? Elanek, czytaj dokładnie, proszę Cię. Tak samo tekst o podnoszeniu oplat. Wyższe ceny będą oznaczać, ze mnie osób kupi psa, a jeśli już, to decyzja będzie bardziej świadoma, ergo - mniej psów będzie wyrzucanych.
Ale moich sąsiadów w części nie stać na podatki za psy, wystarczy, że je przygarnęli i dokarmiają. Mi również byłoby średnio fajnie przygarnąć kolejnego. Jak się trafi to wezmę, ale mam płacić wysoki podatek bo ktoś nie chciał i psa wywalił z samochodu?
Uważam, że wysoki podatek za psa jest rozwiązaniem niesprawiedliwym.
KaleidoStar
02-05-2012, 08:43
No niestety ciężko tu znaleźć złoty środek i nie wylać dziecka z kąpielą...
Zuto, w ten sposób właśnie prowokujesz psa do ewentualnego zachowania agresywnego. Uczą nas od dziecka jak zachowywać się w róznych sytuacjach, powinni też uczyć PODSTAW zrozumienia mowy psiego ciala. Ja bez problemu rozpoznaję intencje większości zwierząt, jakie spotykam.
Przyswojenie takiej wiedzy, to nie jest kwestia jakiegoś super doświadczenia w obcowaniu z psami. Wystarczy poświęcić dosłownie kilka minut na przeczytanie odrobiny informacji, obejrzenie kilku zdjeć czy nagrań.
Na argument typu "nie mój pies, dlaczego ja mam się uczyć, niech właściciel pilnuje" - ok, zgoda, Ale np uczą nas postępowania w razie pożaru... a przecież sami się w ogień nie pchamy. Tak samo uczymy się zachowania bezpieczeństwa przy przechodzeniu przez ulicę albo coś...
Nie, prowokuje właściciel który puścił psa samopas. Ja tylko i wyłącznie daję znać takim zachowaniem właśnie właścicielowi że jak tylko zobaczę że coś jest nie tak to przywalę albo zwierzakowi albo właścicielowi jak będzie za mocno oponował. I nie musisz mnie uczyć "psich zachowań", wychowałem się na wsi wśród wielu piesków, kotków i innych stworów i wiem że właśnie takie gadanie jak Twoje jest całkowicie bez sensu "...uczyć PODSTAW zrozumienia mowy psiego ciala..." dobre, wystarczy że pies podbiegnie w pierwotnie pokojowych zamiarach, a z bliska niech poczuje jakiś niepasujący mu zapach (kot, inny człowiek, inne zwierzę którego akurat nie lubi...) i z pokojowego zmieni się w warczącego i szczekającego. Są psy reagujące agresją na sam zapach piwa (alkoholu) czy papierosów. Ty mówisz o pieskach dobrze poukładanych, często szkolonych przynajmniej w podstawach, a ja mówię o większości psach jakie można spotkać na spacerze, mówię o wiejskich burkach i gówniarzach którzy chodzą do lasu z psami typu "wilczur" które biegają samopas. I ja mam czytać "mowę psiego ciała" który biegnie do mnie pełnym pędem z wywalonym jęzorem? w lesie gdzie jego właściciele są jakieś 200m za "pieskiem"? No sorry kolego, ale na czytanie "mowy ciała pieska" w takim przypadku nie ma czasu.
Wiem że wrzucanie wszystkich właścicieli psów do "jednego wora" na równi z tymi bezmózgimi jest dużym uogólnieniem, ale czy to moja wina że właśnie większość spotykanych na ścieżkach jest właśnie z gatunku tych durnych? Może właśnie wysokie mandaty i ich nieuchronność odsiały by tych durnych od myślących.
No sorry kolego
Mówiłeś do koleżanki, a nie do kolegi.
Mówiłeś do koleżanki, a nie do kolegi.
A nie napisał...;)
Mówiłeś do koleżanki, a nie do kolegi.
ups... wtopa... soooryyyy... :oops:
teraz już będę grzeczny... ;)
A nie napisał...;)
napisał napisał, ale nie zauważyłem...
...
A poza tym napisałam dlaczego ...
:)
KaleidoStar
03-05-2012, 09:50
Ze przepraszam z babą to się już kłocić nie będziesz? Znaczy ten, dyskutować? Phi :P
Sorry, ale jeśli leci na Ciebie pies, a Ty podnosisz kij... to nawet jeśli lecial w zamaiarach pokojowych, po czymś takim może zaatakować ze strachu. I wlaśnie o tym pmyślałąm pisząc o podstawowej znajomości zachowań.
Miałam przez cale życie do czynienia z róznymi psami, nie jestem jakąs tam wymuskaną paniusią z ułożonym psiaczkiem. Zajmowałam się też psami agresywnymi, tak więc tekst o ten o "...Ty mówisz o pieskach dobrze poukładanych, często szkolonych przynajmniej w podstawach, a ja mówię o większości psach jakie można spotkać na spacerze" trochę nietrafiony :P
Nie twierdzę, ze taka wiedza w stu procentach pomaga czy coś, ale na pewno zmniejsza ryzyko ataku przez wolno latającego psa. W większości przypadków jeśli odpowiednio sie zachowasz, pies Cię oleje. W mojej okolicy jakiś czas temu szwędały się dwa zdziczale psy. W nocy, na trasie mojego powrotu do domu. Nie mam pojęcia czy komuś uciekly, ale na pewno nie były zbyt miłe... nawet ja się ich bałam. Na szczęście dzięki spokojowi i opanowaniu zawsze udawało mi się je omijać. Strach pomyśleć co by było, gdyby szedł tam ktoś, kto reaguje np paniką :/
RobertMiernik
03-05-2012, 10:33
Albo na przyklad... Dziecko?...
Wybaczcie brak diakrytykow pisane z komorki....
Kaleido, żeby była jasność - nigdy nie reaguję paniką na widok psa. Tak to jest jak się rozmawia z kimś kogo się kompletnie nie zna... to działa w obydwie strony, wiem.
Odpowiednio się zachować w obecności psa też potrafię.
Cała moja wypowiedź zaczęła się od przykładu z rowerem (mojego, świeżego przykładu), a tutaj prawie żadne układanki w stylu "mowa ciała psa" nie działają. Psy najczęściej (prawie zawsze) reagują agresją na rowerzystę który nagle pojawia się szybko jadąc prosto na niego. Często jest tak że pies jest bardziej przestraszony niż np. rowerzysta, ale gdyby był na smyczy nie było by żadnego problemu. Dlatego właśnie pisałem że powinien być zakaz i wysokie kary za wchodzenie z psami luzem do lasu czy innych miejsc publicznych.
Później rozmowa potoczyła się już trochę pod wpływem mojego podniesionego ciśnienia spotkaniem właśnie z gówniarzami z psem w lesie, a Twojej chęci wytłumaczenia mi że jestem w błędzie. I tutaj znów prawdopodobnie doszło do sytuacji kiedy ja Tobie, a Ty mnie tłumaczymy coś co druga strona doskonale zna, rozumie i wie o co chodzi.
Więc pozostańmy przy tym że ja ogólnie uwielbiam psy, zawsze miałem psa (no teraz nie mam, ale nie mam serca trzymać psa w mieszkaniu), a nie ścierpię ludzi którzy nie dorośli do tego żeby mieć psa. Pies z natury nie jest głupi, głupi może być tylko właściciel.
KaleidoStar
03-05-2012, 15:50
Ładnie podsumowałeś, zgadzam się z Tobą. Nie ma to jak gadać przez kilka dni, żeby dojść do wniosku, że chodzi nam mniej więcej o to samo ;]
Niestety też nie mam teraz psa, praca mi nie pozwala. W mieszkaniu nawet bym i trzymala, bo mam gdzie go wylatać do padnięcia - ale długo mnie nie ma w domu. Póki co więc zajmuję się psami znajomych ;]
PeterWolf
04-05-2012, 11:01
Wracając na moment do meritum, na dzień dzisiejszy można się pokusić o stwierdzenie, że sytuacja z wprowadzaniem psów do BdPN wygląda źle. Źle - czyli jak to bywa w większości dziedzin życia - ludzie sami decydują o tym, które przepisy są dobre a które "gupie i bez sensu". Oczywiście dobre są te, które nam odpowiadają lub są dla nas neutralne bo nie mamy z nimi do czynienia a bez sensu są takie, które nas w jakiś sposób ograniczają.
Nadrzędnym celem Parku Narodowego jest ochrona przyrody. Park nie roztrząsa problemu czy jakiemuś mieszczuchowi przeszkadza na szlaku piesek innego mieszczucha czy nie, tylko Park prowadzi działania chroniące przyrodę oraz udostępnia go do zwiedzania w takim sposób, aby ingerencja w środowisko była jak najmniejsza (fakt, to teoria, choć ma swój wymiar praktyczny). Żeby nie było - sam jestem mieszczuchem, który jedynie bardzo długo bywał i często bywa w Bieszczadach. Mam psa, który przeszedł całe Bieszczady - ale po parku łaził póki nie było zakazu. Obecnie nie łazi, bo nie ma takiej potrzeby. Psu to wisi czy "zdobędzie" po raz kolejny Tarnicę czy inną połoninę. Często nawet wolałby poleżeć w cieniu niż być ciągany po szlaku - dotyczy to zwłaszcza psów, które nie są przyzwyczajone do długich spacerów i górskich wędrówek. Zatem stosuję złoty środek, tak jak tu już wcześniej padło: jak muszę iść do Parku to pies grzecznie sobie czeka na kwaterze czy w domku. Na pozostałe tereny go zabieram - a Bieszczady dostępne dla psów to baaaardzo rozległy teren, że wymienię choćby całe pasmo graniczne od Łupkowa po górę Jasło włącznie, całe pasmo Wysokiego Działu z Jeziorkami Duszatyńskimi, Chryszczatą, itd., całe pasmo Łopiennika, Otrytu, dolina Sanu, Osławy, Solinki i setki hektarów innych pięknych terenów.
Nie padł w całej tej dyskusji argument, na który powołuje się dyrekcja Parku: mianowicie psy roznoszą patogeny szkodliwe dla wilków. Na pewno po części jest to prawda (zakładam, że naukowcy, fachowcy,, wiedzą co mówią) a po części dobry argument na wprowadzenie zakazu. Z wieloletnich obserwacji jestem natomiast na 100% o jednym przekonany: gdyby zezwolić na wchodzenie z psem na smyczy to skończyłoby się jak zawsze. Na wielu forach są piękne zapewnienia jak to wszyscy grzecznie z pieskami chodzą przy nodze, na smyczy, w kagańcu, itd. Niestety w praktyce wygląda to zupełnie inaczej - psy ganiają po parku luzem i robią co chcą - mimo zakazu, a gdyby go nie było? Jeżeli właścicielowi zwróci się uwagę, to jeszcze jest oburzony: bo co taki mały piesek komu szkodzi. Deklaracje fajnie się składa, ale nie przekładają się one na rzeczywistość, co nie znaczy że wszyscy tak robią, ale można się pokusić o stwierdzenie że większość. Parkowcy też mają oczy i widzą co się dzieje. Nie muszą wszystkich karać, ale wnioski wyciągają. I to jest już dla nich wystarczający argument, aby zakaz był i funkcjonował. To tak jak z tym cielakiem, palcem i ręką :)
podrapegnu
05-05-2021, 16:56
Stary wątek ale napiszę w Polsce to by najchętniej wszystkiego zakazali. Jesteśmy krajem debili. Jakoś na Słowacji czy w Czechach nie ma takiego problemu w Szwajcari na szlakach pies bez smyczy to jest standard i nikt problemu z tym nie robi. Dyrektorzy parków leśnicy i inne obiboki najchętniej by wszystko zamknęli przed ludźmi. W Polsce jest tak w lesie z pieskiem nie, w góry też nie, na plaże nie, w mieście w parkach też często zakaz. Noż kraj debili i wcale się nie dziwię, że ludzie leją na te coraz durniejsze zakazy. Na Słowacji pieski nie szkodzą przyrodzie tylko w Polandi. Najbardziej to są pożyteczne leśne dziadki z giwerą strzelające do wszystkiego co się rusza. Ogólnie to wolę jeździć za granicę i tam zostawiać swoje pieniądze niż użerać się z polską głupotą. Co do wielkości psów to duże psy są na ogół spokojniejsze niż małe szczurki robiące dużo hałasu z byle powodu. Prędzej użre cię ratlerek niż np. rotwailer.
krzysztofz24
05-05-2021, 17:07
Ale ratlerek co najwyżej się nogawki śmiesznie uczepi o ile nie wystraszy sie najpierw tupniecia.
A rotweiler może cały poldupek wygryźć:-D.
czupacabra
05-05-2021, 19:12
To prawda w Polsce to jest przegięcie. W wielu miejscach w europie można wejść z psem a w Polsce nie . Nie wiadomo dla czego.
Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
Nie wiesz dlaczego? Przecież kolega już odpowiedział:roll:
Jesteśmy krajem debili.
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.