PDA

Zobacz pełną wersję : Sprzęt foto w samolocie El Al



childintime
23-03-2012, 10:54
Cześć,
pomyślałem, że moje doświadczenia mogą się komuś przydać więc postanowiłem podzielić się nimi tutaj.

Otóż gdyby ktoś z szanownych forumowiczów miał w perspektywie lot liniami El Al, należy w odpowiedni sposób przygotować swój sprzęt fotograficzny do takiej podróży.
Nie będę wdawał się w szczegóły (opisałem je tutaj (http://www.lukaszjanus.com/PL/?p=654)), ale przytrafiło mi się być sklasyfikowanym jako "pasażer bardzo wysokiego ryzyka", a co za tym idzie, ja sam oraz mój bagaż, w tym cały sprzęt fotograficzny, został poddany bardzo szczegółowej inspekcji.
Filozofia służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo w El Al polega w skrócie na tym, żeby rozkręcić wszystko co znajdą w bagażu (podręcznym i rejestrowanym) tak dokładnie jak się da. W moim przypadku było to:
- odkręcenie obiektywu od body (szczęśliwie mogłem sam to zrobić)
- powyjmowanie wszelakich baterii z body i lampy
- rozkręcenie lampy (!) - tak, tak, i niestety stało się to bez mojej wiedzy, zauważyłem ślady na srubach już po wszystkim. Prawdopodobnie straciłem ok. roku gwarancji Nikona.
- odkręcenie wszelakich dekli od wszystkich obiektywów
- mini-drukarki Polaroida nie udało im się rozkręcić i nie mogła polecieć (ani w podręcznym ani w rejestrowanym) - została mi odesłana kurierem na koszt El Al do domu

Nie potrafię udzielić jakiejś pożytecznej, uniwersalnej rady, jak przygotować się do podróży liniami El Al. Jedyne co przychodzi mi do głowy to: NIE LATAJ LINIAMI EL AL, ale czasami po prostu nie mamy wyjścia.

serdecznie pozdrawiam:
Łukasz

P.S.
Nie chciałbym powyższym tekstem prowokować jakiejkolwiek dyskusji o zabarwieniu politycznym i w takowej nie będę się udzielał. Goście z El Al wiedzą co robią i są w tym jednymi z najlepszych na świecie fachowców. Jedyny zarzut jaki mam do linii lotniczych dotyczy kwestii braku uświadomienia mnie jako klienta, w momencie wybierania i kupowania biletu, że czeka mnie taka szopka i ryzykuję wymierne straty materialne.

Nikomat
23-03-2012, 11:38
Nie latalem i nie zamierzam - ale zawsze dobrze wiedziec :^)

Swoja droga Swiat wariuje, terrorysci i swiry roznych masci kombinuja ile wlezie,
wiec i sluzby wariuja razem z nimi ...
Ech

Wronaavd
23-03-2012, 15:05
Słyszałem, że tak to wygląda z wszystkimi lotami do Izraela. Może nie zawsze rozkręcają sprzęt, ale kontrola jest masakryczna. Niestety, albo trzeba przywyknąć, albo nie latać... Z tym, że faktycznie, linie powinny zrozumieć, że rozkręcony sprzęt = utrata gwarancji...

Michał Jędrak
23-03-2012, 17:49
Lepiej niech moderatorzy zamkną ten temat, bo być może nie będę się mógł powstrzymać od komentarzy politycznych i zrobi się wulgarnie na forum, ja dostanę bana dożywotniego i pozostanie niesmak :-)

Ale w sumie racja, niezła masakra z taką odprawą, właściwie przeprawą

mancur
23-03-2012, 21:33
Byłem w Izraelu w zeszłym roku w październiku. Rzeczywiście wylot, ze względu na ich procedury bezpieczeństwa, trochę trwa, ale w porównaniu z panami celnikami z ZSRR w latach 80-tych to naprawdę mały miki ;). Aparatów nikt mi nie dotykał, wystarczyło, że włożyłem je do kuwet i przeszły przez skaner więc pewnie to kwestia szczęścia i tzw. ślepego losu. Przylot, z kolei, w ogóle bez żadnych przygód. Stempel do paszportu a przed nim pytanie jak długo zamierzam zostać. Może to być też rzeczywiście kwestia EL-Al, ja leciałem ś.p. Malevem i takich jaj o jakich piszesz nie było. Dodam że miałem ze sobą parę klamotów (szkła, 2x body (cyfra i analog), lampa + szpeje). W sumie tak mi się tam spodobało, że lecę jeszcze raz :D

RobertMiernik
23-03-2012, 22:35
Z Izraelem wszystko zależy od poprzednich pieczątek w paszporcie, są osoby, które z pieczątkami państw, które nierozważnie odwiedziłeś, nie zostały w ogóle wpuszczone na terytorium Izraela, szczęściarzu...

mancur
23-03-2012, 23:03
To podobnie jak w niektórych krajach arabskich jak masz pieczątkę z Izraela... Po prostu wiesz, że musisz wyrobić nowy paszport... To obłęd ale cóż...

Jacek Q
24-03-2012, 00:31
W 2005 roku na granicy czesko-austriackiej "załapałem się" na szczegółową kontrolę samochodu będącego na gwarancji. Austriaccy celnicy z wkrętarkami chcieli przystąpić do demontażu auta. Głośno protestowałem i zadzwoniłem do polskiej ambasady w Wiedniu. Po awanturze u dowódcy celników zostawiłem mu kluczyki od samochodu z pisemnym oświadczeniem, że do rząd austriacki zobowiązuje się do pokrycia kosztów napraw wynikających z utraty gwarancji. Ksero tego oświadczenia włożyłem do koperty zaadresowanej do polskiej ambasady i wrzuciłem do skrzynki na listy. Oczywiście austriacy rozkręcili w odwecie połowę samochodu i nic nie znaleźli. Po miesiącu od tego zdarzenia dostałem z ambasady austriackiej pismo, że pokryją koszty ewentualnych napraw gwarancyjnych.
Zawsze trzeba dochodzić swoich praw.

Lukdz
24-03-2012, 08:20
Zawsze musimy pamiętać, że przed WTC kontrole też były, a jakoś porwali wtedy kilka samolotów.

P.R.P.
24-03-2012, 19:06
To podobnie jak w niektórych krajach arabskich jak masz pieczątkę z Izraela... Po prostu wiesz, że musisz wyrobić nowy paszport... To obłęd ale cóż...


Potwierdzam, głównie dotyczyło to Syrii, ale obecnie to i tak bez znaczenia bo sytuacja jaka jest każdy wie i pchać się tam nie ma po co.. ;) Poza tym, znam parę osób z obsługi El-Al'a (tak dokładnie to nie jest obsługa linii El Al tylko zwyczajnie pracownicy Mosad, którzy zajmują się rejsami El-Al przed odlotem) i tu w Wawie nigdy nie widziałem, żeby kogoś aż tak przeczesali jeśli nie sprowokował ich w jakiś sposób. Zresztą nie wiele im potrzeba, a nie daj Bóg jeśli babcia ci dorzuciła do walizki dżemik własnej produkcji, a ty nie wiedziałeś o tym, że masz to w torbie i od kogo - na bok, do pokoju i "osobista" niemal pewna. ;)

childintime
24-03-2012, 22:24
... i tu w Wawie nigdy nie widziałem, żeby kogoś aż tak przeczesali jeśli nie sprowokował ich w jakiś sposób.

W moim przypadku wystarczyły pieczątki: syryjska właśnie oraz libańska.