Zobacz pełną wersję : Jan Lisewski - bohater?
Witam,
natknąłem się na ciekawy wpis na blogu osoby, która wypożyczała urządzenie do lokalizacji jakiego używał "walczący z rekinami".
http://polphone.com/blog/index.php/2012/03/jan-lisewski-ku-przestrodze-omijajcie-ta-osobe/
Na początku całej akcji z zainteresowaniem śledziłem wszelkie informacje na jego temat, ucieszyłem się jak go znaleźli. Później jak oskarżył ratowników arabskich, gdzie Arabia Saudyjska wzięła na siebie miliony dolarów wpakowane w akcję poszukiwawczą, to mój stosunek do niego się nieco zmienił. Jeszcze bardziej zmienił się po dzisiejszej obecności na Kolos'ach w Gdyni, gdzie pan Jan był gościem. Miał opowiadać o przepłynięciu Bałtyku, ale cała hala czekała na pewne opowieści o jego ostatnich przygodach. Prowadzący imprezę zapowiadając Lisewskiego również nawiązał do ostatniej wyprawy, a on się wypiął i powiedział, że nie będzie o tym mówił.
Po powrocie przeczytałem ten wpis, który na stałe zmienił moje podejście do jego "bohaterstwa".
Nie wierze, ze mozna byc takim cymbalem...
2pompony
10-03-2012, 00:09
Dziś się z Faktów dowiedziałem, skąd to się bierze: dostanie za tę poronioną i idiotyczną eskapadę kretyna 40 tysięcy od miasta Gdańska (czy Gdyni, już nie pamiętam, wybaczcie). Tak się właśnie handluje własną twarzą za marne 4 dychy...
Dziś się z Faktów dowiedziałem, skąd to się bierze: dostanei za tą poronioną i idiotyczną eksapadę kretyna 40 tysięcy od miasta Gdańska (czy Gdyni, już nei pamiętam, wybaczcie). Tak się właśnie handluje własną twarzą za marne 4 dychy...
Tak od Gdańska za to, że miał herb czy logo Gdańska na latawcu.
Nie wierze, ze mozna byc takim cymbalem... dokładnie..
Zawsze to mnie zastanawia, czy ktoś się takim głupim urodził, czy chodził na szkolenie....
jacek.gold
10-03-2012, 01:35
społeczne przyzwolenie dla bohaterów jest tak duże że nie dostrzegane są idiotyzmy i nieodpowiedzialność
<| MICHAŁ |>
10-03-2012, 07:43
dobrze, ze rekiny nie żrą buraków, bo by jeszcze męczennikiem narodowym został
Bądźcie ostrożni w ferowaniu wyroków.
Internet sprzyja linczom, a pamiętajmy, że nikt z nas raczej nie posiada wystarczającej wiedzy, żeby się kompetentnie wypowiadać.
Nie wierze, ze mozna byc takim cymbalem...
Jak widać można :)
Bądźcie ostrożni w ferowaniu wyroków.
Internet sprzyja linczom, a pamiętajmy, że nikt z nas raczej nie posiada wystarczającej wiedzy, żeby się kompetentnie wypowiadać.
No litości, pewne fakty są przytoczone, a one dobitnie świadczą o tym, że koleś to debil. Jego zachowanie kojarzy mi się z: http://drytooling.com.pl/serwis/art/artykuly/1661-obys-nie-spotkal-polakow-felieton-artur-paszczak
Głupich nie sieją - fascynuje mnie wiara we własnę siły i pewność siebie. Tego trochę zazdroszczę.... ;)
elanek: mimo wszystko byłbym dużo bardziej powściągliwy w ocenianiu tej sytuacji.
Tekst Paszcza znam, a i temat też jest mi dobrze znany.
Nie znam tego człowieka osobiście, ale myślę, że to co usłyszałem i widziałem jak się zachowywał na Kolosach pozwala mi jednoznacznie stwierdzić, iż jest on typowym przykładem człowieka "co to nie ja". Nosi wysoko głowę i uważa, że wszystko mu wolno.
No i narodzil nam sie Najman kitesurfingu...
elanek: mimo wszystko byłbym dużo bardziej powściągliwy w ocenianiu tej sytuacji.
Tekst Paszcza znam, a i temat też jest mi dobrze znany.
No w sumie to masz rację, poczekajmy.
http://drytooling.com.pl/serwis/art/artykuly/1661-obys-nie-spotkal-polakow-felieton-artur-paszczak
Mocne ale jakże prawdziwe, i nie tylko w górach czy z latawcem w morzu......
Władca Pixeli
10-03-2012, 23:03
Rozwiązanie jest bardzo proste. Albo znajdujemy firmę która nas ubezpieczy albo ponosimy pełne koszty.
Kundzior
11-03-2012, 16:39
No i narodzil nam sie Najman kitesurfingu...
hahhahahahahaha bez kitu :) Ja jak sie dowiedziałęm o tym, sobie pomyślałem "O dziZUS", lipa na cały świat.
Po co go szukali, trzeba było olać :P
Jastrząb
11-03-2012, 20:29
Dziwię, się, że chyba doświadczony gość używał Spota a nie radiopławy osobistej. SPOT to taki, ten teges, nie chce powiedzieć, że zabawka - musisz o niego sam zadbać. Z radiopławą jest sprawa poważna, urzędowa.
Leciało coś w wiadomościach. Dziennikarze do jednego wora wrzucili GaRMINA 60-kę, Spota i bojkę :)
Michał Jędrak
11-03-2012, 23:19
Ale amatorszczyzna. Ilekroć robi się jakiś 'wyczyn' to działa cały sztab ludzi: na lądzie koordynatorzy, w miejscu docelowym też. Na morzu, w odpowiedniej odległości motorówka z ratownikami itd. Przecież obecnie nawet jak robisz jakąś imprezę na większą ilość osób, to masz obowiązek wynajęcia załogi medycznej. Tymczasem gość sobie wsiadł na deskę, nikomu nie powiedział i myślał, że jest herosem. Ale osioł.
Ja się trochę interesuję nawigacją z racji hobby i to co tam się działo na morzu, to jakaś farsa. Gość wypłynął zupełnie nieprzygotowany, jak pajac.
de Fresz
12-03-2012, 02:07
Rozwiązanie jest bardzo proste. Albo znajdujemy firmę która nas ubezpieczy albo ponosimy pełne koszty.
Pada to w co którymś poście w niemal każdej dyskusji o tej tragifarsie, więc drukowanymi:
RATOWANIE ŻYCIA NA MORZU JEST BEZPŁATNE!
Beż żadnych warunków, czy sytuacja wynika z głupoty, pecha, czy czegokolwiek innego. Co więcej, obowiązek udzielenia pomocy ma KAŻDY słyszący wezwanie, chyba że zagraża to bezpieczeństwu jego jednostki (z egzekwowaniem tego w praktyce bywa już różnie).
To dlaczego wystawiają potężne rachunki za udzieloną pomoc - np Paszke ma zdaje się zarekwirowany katamaran w Argentynie, w zeszłym roku to samo było z żaglowcem Fryderyk Chopin po tym gdy połamał 2 maszty. Życie ratują za darmo, ale za akcję trzeba zapłacić, bo uratowano sprzet?
Władca Pixeli
12-03-2012, 03:31
To dlaczego wystawiają potężne rachunki za udzieloną pomoc - np Paszke ma zdaje się zarekwirowany katamaran w Argentynie, w zeszłym roku to samo było z żaglowcem Fryderyk Chopin po tym gdy połamał 2 maszty. Życie ratują za darmo, ale za akcję trzeba zapłacić, bo uratowano sprzet?
Dokładnie o to chodzi.
Z tego co czytałem to ratownictwo górskie idzie po rozum do głowy i w wielu krajach zaczyna wystawiać rachunki.
Nie widzę powodu dlaczego jadąc samochodem muszę mieć ubezpieczenie a ktoś inny za swoją głupotę i bezmyślność nie ponosi żadnych kosztów.
Pada to w co którymś poście w niemal każdej dyskusji o tej tragifarsie, więc drukowanymi:
RATOWANIE ŻYCIA NA MORZU JEST BEZPŁATNE!
Beż żadnych warunków, czy sytuacja wynika z głupoty, pecha, czy czegokolwiek innego. Co więcej, obowiązek udzielenia pomocy ma KAŻDY słyszący wezwanie, chyba że zagraża to bezpieczeństwu jego jednostki (z egzekwowaniem tego w praktyce bywa już różnie).
Juz Paszke o tym mowil bo przeciez mu haltneli jacht i chca jakiejs kupy kasy za niby akcje ratunkowa (a Paszke twierdzi, ze cala akcja to bylo wplyniecie do portu bo wejscie do niego jest jakies pokrecone)... ratowanie osob na morzu jest bezplatne, ratowanie mienia kosztuje (czyli np. ratowanie takiego katamaranu albo jachtu albo Titanica)...
de Fresz
12-03-2012, 09:50
Dokładnie tak - co więcej, za ratowanie mienia liczy się grube procenty od jego wartości, pokroju 20-30% i więcej, co przy wartości większości pływadeł idących w miliony (i to w twardej walucie) czyni to całkiem dochodowym przedsięwzięciem. Problem Paszke wynika z tego, że Argentyna ma jakieś własne przepisy niezgodne z prawem międzynarodowym.
Ratownictwo górskie rządzi się innymi prawami.
Nie widzę powodu dlaczego jadąc samochodem muszę mieć ubezpieczenie a ktoś inny za swoją głupotę i bezmyślność nie ponosi żadnych kosztów.
Sprawdź jeszcze dokładnie jakie ubezpieczenie musisz mieć na drodze i czy aby na pewno pokrywa ono koszty akcji ratowniczej, gdybyś zrobił sobie jakieś kuku.
Chyba nie było - http://www.tvn24.pl/-1,1737788,0,1,awantura-o-gps-kitesurfer-oskarza-wlasciciela-lokalizatora,wiadomosc.html
Dokładnie tak - co więcej, za ratowanie mienia liczy się grube procenty od jego wartości, pokroju 20-30% i więcej, co przy wartości większości pływadeł idących w miliony (i to w twardej walucie) czyni to całkiem dochodowym przedsięwzięciem.
No to Lisewski ma szczęscie, że 30% jego deski i latawca kosztuje tyle, że nie warto mu ich odzyskiwać.
Ale amatorszczyzna. Ilekroć robi się jakiś 'wyczyn' to działa cały sztab ludzi: na lądzie koordynatorzy, w miejscu docelowym też. Na morzu, w odpowiedniej odległości motorówka z ratownikami itd.Taa... Ze sztabem ludzi na lądzie jednym, na lądzie drugim, na morzu to by każdy gupi umiał... To miał być wyczyn przecież! :???: Ech, głupich nie sieją...
Zastanawialiscie sie dlaczego nikt wczesniej tego nie zrobil? To ja wam dam odpowiedz, tego sie nie robi! Facet cudem zaliczyl Baltyk i to jedynie przez wlasny blad, bo nie przewidzial sztormowej pogody, ktora dala mu wiatr przez cale morze......
Zastanawialiscie sie dlaczego nikt wczesniej tego nie zrobil? To ja wam dam odpowiedz, tego sie nie robi!
Pomijając postawę bohatera wątku, to jakby każdy tak postępował. Nadal byśmy nie zeszli z drzew. ;)
Pomijając postawę bohatera wątku, to jakby każdy tak postępował. Nadal byśmy nie zeszli z drzew. ;)
Wiatr sie zmienia, zeglarz bez wiatru bedzie siedzial suchym tylkiem na krypie, kitesurfer jest bez wysjscia, latawiec spada do wody a sam "bohater" czeka na ratunek. Dodatkowo deska na ktorej plynal to byla zwykla deska freestyle ktora nie utzryma surfera na wodzie bez latawca, sa deski wave na ktorej mozna usiasc i spokojnie dryfowac, on takiej nie mial, reszty mowic nie musze, bo juz wspomniano.
Sa kitesurferzy wybitni, mega zdolni i naprawde zakreceni, "szaleni", to sport ekstremalny, ale nikt nie wchodzi w ogien z zalozeniem, ze sie nie poparzy!
Mam spory kontakt z tym sportem i srodowiskiem kitesurferow z zachodniego wybrzeza Irlandii, swiry jakich malo, wszyscy zgodnie pukaja sie w czola jak sie ich zapyta o naszego "co ja nie dam rady"......
Sorry, ale to są jakieś banialuki. Nie chodzi mi o przygody pana Lisewskiego, ale o podejście, że się nie da, bo się nie tak nie robi.
Jako odpowiedź napiszę tylko: Steve Fossett.
Sorry, ale to są jakieś banialuki. Nie chodzi mi o przygody pana Lisewskiego, ale o podejście, że się nie da, bo się nie tak nie robi.
Jako odpowiedź napiszę tylko: Steve Fossett.
Mi się wydaje, że tu jest tak cienka linia miedzy odwagą a głupotą, że nawet czasami trudno to oceniać. W każdym razie Steve Fossett zginął w czasie jednej ze swoich wypraw. Z drugiej strony jednak jego wyczyny zawsze były dobrze przygotowane.
Wracając do naszego Janka, to ogólnie trudno mi oceniać wykonalność całego zadania, bo nie znam kompletnie tej dyscypliny, ale z informacji jakie docierają po czasie jawi mi się on jako wielki bufon. Coraz więcej faktów świadczy o tym, że odwalił amatorszczyznę, a winnych szuka wszędzie w około. Jak to kiedyś przeczytałem "przesiąkł zajebistością" ;-)
Boryszuk
13-03-2012, 14:34
Mi się wydaje, że tu jest tak cienka linia miedzy odwagą a głupotą, że nawet czasami trudno to oceniać.
Przede wszystkim jest bardzo cienka granica między odwagą a brawurą.
Przede wszystkim jest bardzo cienka granica między odwagą a brawurą.
A najgorzej jak sie komus wydaje........
Mi się wydaje, że tu jest tak cienka linia miedzy odwagą a głupotą, że nawet czasami trudno to oceniać.
Najłatwiej po zakończeniu wyczynu. Jak się uda, to wszyscy może patrzą jak na szaleńca, ale z podziwem, bo dał radę.
Jak się nie udało, to wszyscy się pukają w czoło, że przecież udać się nie mogło i jak on śmiał porywać się z motyką na słońce.
Większość ludzi, którzy "żyją" z przekraczania kolejnych granic, doskonale zdaje sobie sprawę z konsekwencji. Taki Travis Pastrana, który ma na koncie niejeden szalony wyczyn, w końcu stwierdził, że kończy karierę w FMX i przenosi się do spokojniejszych rajdów.
Angole w 1940, tez nie mogli uwierzyć, że Dywizjon 303 ma tyle strąceń, dopiero jak się weryfikator z nimi przeleciał, to zobaczył, że można podlecieć na 100 m i dopiero otworzyć ogień, a nie zaczynać strzelać z 300 metrów. Tak uczono w RAF, bo bliżej się nie da podlecieć.
W każdym razie Steve Fossett zginął w czasie jednej ze swoich wypraw.
Nieprawda. KLIK (http://pl.wikipedia.org/wiki/Steve_Fossett)
Boryszuk
13-03-2012, 14:49
Najłatwiej po zakończeniu wyczynu.
To tak jak z Andym Murrayem tu w UK. Jak wygrywa to gazety piszą o nim 'Brytyjczyk'. Jak przegrywa- 'Szkot' ;)
Ja też nie znam zupełnie tego sportu i środowiska ale kompletnie nie rozumiem czemu nie płynęła z nim asekuracja.
Rafał_Sz
13-03-2012, 14:52
Przede wszystkim jest bardzo cienka granica między odwagą a brawurą.
To jak w np. Teksasie, jakiś zagubiony Czech zapyta się w knajpie dla kierowców o męską miłość, to jest to brawura czy odwaga?
:)
Nieprawda. KLIK (http://pl.wikipedia.org/wiki/Steve_Fossett)
Przynajmniej przeżył swoje życie, nie przewegetował.
A ja znam to srodowisko i ten sport, sam nie uprawiam kitesurfingu, ale od dwoch lat jezdze z ekipa na sesje zdjeciowe, robie im zdjecia kilka razy do roku a z koles z ktorym pracuje ma szkole kitesurfingowa. Z rozmow z nimi wiem, ze to co on zrobil bylo chore i nieodpowiedzialne, slowa "tego sie nie robi" to ich slowa......
Po przeplynieciu Baltyku tez gadali to samo, ale nie wiedzialem do konca o kogo chodzi, no i teraz wiem.
Dlugo tez myslalem jak on ma zamiar przeplynac 200km z jednym latawce 12m....co by sie stalo gdyby byly szkwaly i wiatr byl by za silny, ciekaw jestem co by wtedy zrobil.....przy 25m/s 2m latawiec potrafi ostro sponiewierac amatora, wiem bo sam takim czasami sobie latam. Przymierzam sie do latawca, ale ladowego, landboard i boogie.
Zreszta sprawa wiatru dziala w obie strony, jak bedzie za mocno wialo to zle a jak przestanie wiac to tez zle.....wlasnie dlatego sie tego nie robi, warunki pogodowe sie zmieniaja, to bylo 200km a nie 20km.....nie mowil bym nic a wrecz byl bym dumny z Polaka gdyby to bylo zorganizowane na poziomie z lodzia asekuracyjna u boku.
zdybo a to mnie zaskoczyłeś - jakoś pamiętam informacje w tv, że steve zaginął w czasie kolejne próby bicia jakiegoś rekordu - widocznie mylę fakty, pewnie wtedy go uratowano.
W każdym razie wracając do Lisewskiego, to właśnie to mnie uderza jak bardzo było to nieprofesjonalnie przygotowane - wyłania się obraz jakby koleś pojechał na wakacje i pewnego dnia wsiadł na deskę i postanowił przepłynąć morze... Jeżeli prawdą jest, że nawet nie zapoznał się z obsługą sprzętu, który mógł mu uratować życie po czym wysyłał różne sygnały naciskając losowo guziczki... no to ja nie mam pytań. Zachowanie po akcji ratunkowej... Chyba każdy myślący/kulturalny człowiek wyrobił sobie zdanie po wypowiedziach tego pana.
Kilka razy w życiu spotkałem się z tego typu ludźmi - sam nie wiem co bardziej mnie wkurza - ich postawa, czy to, że zawsze znajdą sobie wpatrzonych w siebie ludzików, którzy łykają wszystko jak młode pelikany.
Szkoda, że nie dał rady - przygoda życia spotkałaby go w Arabii Saudyjskiej po wylądowaniu na brzegu....
To że człowiek przygotował wyprawę tak a nie inaczej to jedno, natomiast pretensje do całego świata że wyszło jak wyszło....
Syndrom pierwszej wizyty w kasynie - jeśli wygramy to wierzymy że następnym razem też będziemy "do przodu" i tragedia gotowa. Przegrana na początku pozwala się zreflektować.
Celebrycie-kiteowcowi niestety udało się przefrunąć Bałtyk i już okazało się że korona mórz stoi otworem. Proponuję Morze Beringa jako następne - dla ochłody "gorącej głowy".
Polecam kiteforum.pl. Jest tam sporo dyskusji na ten temat. Ludzie na razie staraja sie powstrzymac od komentowania, czekajac na wyjasnienia Janka. Duzo osob popiera "wyczyn" (chyba na zasadzie "nasz ci on"), troche mniej uwaza taki rejs za glupote.
Dla mnie niezrozumiala jest logika stojaca za przedsiewzieciem. Zakladac ze na dystansie 200+ km wiatr bedzie caly czas odpowiedni dla jednego rozmiaru latawca? OK - jezeli oslabnie na godzine-piec mozna posplawikowac a potem postawic latawiec z wody. A co jezeli wiatr wzrosnie powyzej zakresu latawca? Hmm, czy po liszowaniu sie (odpieciu latawca z haka i zostawieniu go na smyczy przy trapezie) mozna spowrotem sie wpiac? Zdaje sie ze nie.
Nie rozumiem dlaczego nie bylo jachtu asekurujacego na ktory moza uciec gdy sila wiatru sie zmieni poza zakres latawca. No dobra - taki jacht chyba niemoglby plynac do konca z kiterem bo to wtargniecie na wody terytorialne. Przypominam, ze Janek nie mial wizy kraju, ktory chcial zwiedzic.
Wydaje sie, ze haslo tripu to "poplyne, a jak cos nie wyjdzie, wiatr zdechnie, to niech mnie SAR ratuje". Takie zachowanie jest dla mnie mocno nie OK. Porownajmy to sobie z zachowaniem nurkow technicznych albo wspinaczy. Idac na 100m albo wspinajac sie wiedza, ze powodzenie zalezy przede wszystkim od nich i od zespolu, a nie od przypadku. Sluzby ratownicze wzywane sa na koncu (chyba). Zreszta w wypadkach nurkowych na duzych glebokosciach czesto nikt nie moze pomoc nurkowi - vide ciala plywajace sobie w Blue Hole w Dahabie.
Zeby nie bylo - nikt z kiterow nie ocenia pomyslu przeplyniecia morza jako glupoty. Rozne sa natomiast oceny wykonania tego pomyslu.
Ludzie plywaja po morzach i oceanach na malych lupinkach - ale w rozsadny sposob.
http://www.sieplywa.pl/siewie/5484/Sarah_Herbert_przerwala_swoja_wyprawe_na_desce_prz ez_Atlantyk
Pare lat temu Polak przeplynal na optymiscie z Polski do Szwecji bodajze. Mial asekuracje w postaci jachtu czy lodzi motorowej. Olek Doba przeplynal Atlantyk w "kajaku". Przynajmniej tak to sie nazywalo a byla to calkiem spora zabudowana lodka.
Jest takie powiedzenie - morze nie jest ani dobre ani zle. Morze tylko nie toleruje glupcow.
pozdrawiam
Piotr
ktory troche plywal na desce i daaawno temu zaliczy podstawowy kurs kita.
Polecam kiteforum.pl. Jest tam sporo dyskusji na ten temat. Ludzie na razie staraja sie powstrzymac od komentowania, czekajac na wyjasnienia Janka. Duzo osob popiera "wyczyn" (chyba na zasadzie "nasz ci on"), troche mniej uwaza taki rejs za glupote.
Sledzilem to forum zeby sie czegos dowiedziec.....zdziwiony jestem, oni go w Polsce maja za jakiegos guru a to zwykly buc jest.
Dla mnie niezrozumiala jest logika stojaca za przedsiewzieciem. Zakladac ze na dystansie 200+ km wiatr bedzie caly czas odpowiedni dla jednego rozmiaru latawca? OK - jezeli oslabnie na godzine-piec mozna posplawikowac a potem postawic latawiec z wody. A co jezeli wiatr wzrosnie powyzej zakresu latawca?
Dokladnie o tym pisalem kilka postow wczesniej
Hmm, czy po liszowaniu sie (odpieciu latawca z haka i zostawieniu go na smyczy przy trapezie) mozna spowrotem sie wpiac? Zdaje sie ze nie.
Mozna, ale postawic latawiec z wody to nie taka bajka i to sie "udaje" a nie jest to praktyka.
Zeby nie bylo - nikt z kiterow nie ocenia pomyslu przeplyniecia morza jako glupoty. Rozne sa natomiast oceny wykonania tego pomyslu.
Bo niezrozumiala jest dla mnie ta dziwna otoczka wokolo tego kolesia w polskim srodowisku kitesurfingowym....
Zeby nie bylo, znam kitesurferow ktorzy po nim jada jak po szmacie, poznali go osobiscie i dobrego zdania nie maja, konkurencji "Janek" im nie robi, wiec tu chodzi o czlowieka a nie interes.
ktory troche plywal na desce i daaawno temu zaliczy podstawowy kurs kita.
To bedziesz doskonale wiedzial jaka roznica jest z deska wave a freestyle, Lisewski plynal na freestyleowej a o ile sie nie myle wave dala by mu szanse posadzenia tylka, bo siedzenie na latawcu to dla mnie byla nowosc, powiem szczerze.
Szkoda że nie były to wody terytorialne Rosji. Rosjanie już by wiedzieli co z takim delikwentem zrobić.
Przypominam, ze Janek nie mial wizy kraju, ktory chcial zwiedzic.
Czyli po prostu debil. Liczył na brak konsekwencji prawnych przy tak nagłośnionym wyczynie. A oni go jeszcze ratowali i kasy nie wzięli.
Jak nic wpisuje się w cytowany przeze mnie wcześniej artykuł o "polaczkach" na szlakach:
http://drytooling.com.pl/serwis/art/artykuly/1661-obys-nie-spotkal-polakow-felieton-artur-paszczak
Szkoda że nie były to wody terytorialne Rosji. Rosjanie już by wiedzieli co z takim delikwentem zrobić.
Po prostu by się "nie znalazł" na morzu.
Może i lepiej, że się znalazł, bo został by martwym bohaterem a martwi bohaterowie i mężowie stanu to nasza specjalność =)
Może i lepiej, że się znalazł, bo został by martwym bohaterem a martwi bohaterowie i mężowie stanu to nasza specjalność =)
Czyli czyja?
Czyli czyja?
Polska, Polakow;)
Rafał_Sz
14-03-2012, 10:35
Polska, Polakow;)
Urodziłem się w Polsce, jestem Polakiem, mieszkam w Polsce i jestem z tego dumny. Ale w żaden sposób nie identyfikuję się z powyższą tezą.
Sa wyjatki, na szczescie;) Cieszy to, ze mentalnosc naszego narodu sie zmienia:)
Jest takie powiedzenie - morze nie jest ani dobre ani zle. Morze tylko nie toleruje glupcow.
Wolę określenie "Morze tylko mądrym się kłania".
O boChaterze tej historii chyba już wszystko napisano.
Nikonozaur
14-03-2012, 12:46
A ja znam to srodowisko i ten sport [...]
To chyba trochę nie tak.
W każdym takim wyczynie jest gruba dawka szaleństwa. Ostatni przykład to nasi wspinacze. Co prawda wleźli na szczyt, ale teraz mają kłopoty z zejściem. Tego nawet kłopotami nie można nazwać - chłopaki mają odmrożenia grożące amputacjami, a może nawet śmiercią. Inni atakujący tę górę z drugiej strony według wszelkich znaków na ziemi w gronie żywych już nie są.... A przecież profesjonalnego przygotowania odmówić im nie można.
Aleksander Doba (rocznik 1946) przepłynął kajakiem Atlantyk. Jakim czubem trzeba być aby się na takie coś porwać? Co prawda sprawił sobie odpowiedni sprzęt do studniowego rejsu, ale co to znaczy "odpowiedni" gdy nigdy nikt czegoś podobnego nie robił. Sam Doba wystąpił w roli królika doświadczalnego. Jemu się udało i dlatego jest bohaterem, a nie debilem, jak ktoś tu był uprzejmy nazwać Lisewskiego.
To samo tyczy się całej masy sportowców ekstremalnych, o których sam mówisz, że są zakręceni na maxa. Po prostu czasami coś idzie nie tak i ze szczytnych celów pozostają strzępy i niesmak. Czy ich "wariactwa" są komuś oprócz nich samych potrzebne?
Nawet biorąc pod uwagę "zwykłych" sportowców, czy można zrozumieć ich upór w osiągnięciu upragnionego celu? Mistrzem jest tylko jeden - drugi to pierwszy przegrany.
2pompony
14-03-2012, 12:56
Gdyby Lisewski w połowie się przygotował jak Doba (ten od kajaka na Atlantyku), to by nikomu do głowy nawet psioczyć nie przyszło. Ot próbował, nie udało sie, trudno. Ale brawo, że się starał.
Ale jak się jest debilem i w dodatku pyszałkowatym debilem, to tak się sprawy kończą - nie wspominając, o tym, co teraz wychodzi: nie taka deska, nie taki sprzęt, nie taki GPS, nie tak skonfigurowany, nie takie wszystko...
Andrzeju, to chyba nie do końca nawet o to chodzi, czy Jan Lisowski wpadł na rozsądny czy nierozsądny pomysł. Chodzi raczej właśnie o całą otoczkę - nieprofesjonalne przygotowanie, brak wizy, niepoinformowanie odpowiednich służb, brak konfiguracji wypożyczonego SPOTa, a później pretensje do wszystkich dookoła, grożenie adwokatami i generalnie wpadanie w ton bufona. Myślę, że to jest tutaj głównym problemem i za to Lisowskiemu przypinane są takie, a nie inne łatki. Przytaczany przez Ciebie Aleksander Doba przygotował się do wyprawy, miał odpowiedni sprzęt, przeszkolenie, miał wsparcie na łodzi (z tego, co wiem). Jednym słowem robił coś szalonego, ale z głową i minimalizowaniem niepotrzebnego ryzyka.
Przychylę się też do tego, że dla takich ekstremalnych sportowców nie powinno być żadnej taryfy ulgowej - coś się nie uda, to ponosi się całą odpowiedzialność (łącznie z kosztami ewentualnej akcji ratunkowej). Bo takie wyczyny to tylko miłe łechtanie ego sportowca - w tym czasie ekipa ratunkowa mogła np. nie zdążyć wyratować naprawdę potrzebujących, znajdujących się w zagrożeniu nie przez swoją brawurę (żeby nie powiedzieć dosadniej ;))
To chyba trochę nie tak.
W każdym takim wyczynie jest gruba dawka szaleństwa. Ostatni przykład to nasi wspinacze. Co prawda wleźli na szczyt, ale teraz mają kłopoty z zejściem. Tego nawet kłopotami nie można nazwać - chłopaki mają odmrożenia grożące amputacjami, a może nawet śmiercią.[...]
No właśnie, ale parę faktów pominąłeś.... Oni pozostali w bazie po zejściu ze szczytu tylko dlatego, że szukają/li Austriaków. Polacy zeszli z DI z niewielkimi odmrożeniami (takimi bezpiecznymi). Spokojnie mogli zejść w takim stanie. Postanowili jednak poszukać ekipy która zaginęła....
Ale o tym mało kto mówi....
Z ciekawosci wszedlem na kiteforum.pl juz wspomniane i co, nic......watki sie wyrzuca a temat Lisewskiego jest tematem zakazanym.
Ciekawy jestem ile wspolnego z tym forumm ma nasz "bohater":D
Janek Lisewski udziela sie na KF, chyba jako masterkitebording costam. Mam nadzieje, ze napisze cos wiecej. Na razie (podobno) KF bylo zrodlem informacji do przekrecania dla dziennikarzy, stad powsciagliwosc w dywagacjach.
Z tego co wiem, latawiec da sie postawic w powietrze po polozeniu go na wodzie, nic w tym szczegolnego? Mi sie prawie udalo ;) ;) Nie wiem jak wyglada sprawa po liszowaniu.
Olek Doba nie mial asekuracji jachtu a on i jego "kajak" wygladaja tak:
https://www.google.pl/search?q=olek+doba&hl=pl&client=firefox-a&hs=mxo&rls=org.mozilla:pl:official&prmd=imvns&source=lnms&tbm=isch&ei=wpZgT6OgAsXHsgaLpvCiCg&sa=X&oi=mode_link&ct=mode&cd=2&ved=0CBIQ_AUoAQ&biw=1440&bih=803
pozdr
Piotr
Z tego co wiem, latawiec da sie postawic w powietrze po polozeniu go na wodzie, nic w tym szczegolnego?
Tak, sam widzialem to nie raz.....ale nie jest to norma i nie zawsze sie to udaje a raczej nie czesto sie to udaje. Z tego co wyczytalem to sam Lisewski staral sie to zrobic i po nieudanych probach uzyl latawca jako tratwy. Do tego zeby latawiec postawic z wody musi wiac a jemu przestalo wiac.
Powiem jeszcze raz, gdyby to byla pozadnie przygotowana akcja z lodzia asekuracyjna u boku to bym niei powiedzial zlego slowa a wrecz byl bym dumny z proby Polaka.....a tak to mamy wstyd.
Aleksander Doba (rocznik 1946) przepłynął kajakiem Atlantyk. Jakim czubem trzeba być aby się na takie coś porwać? Co prawda sprawił sobie odpowiedni sprzęt do studniowego rejsu, ale co to znaczy "odpowiedni" gdy nigdy nikt czegoś podobnego nie robił. Sam Doba wystąpił w roli królika doświadczalnego. Jemu się udało i dlatego jest bohaterem, a nie debilem, jak ktoś tu był uprzejmy nazwać Lisewskiego.
Wywołany do tablicy za debila dopowiadam - różnice między Dobą a Lisiewskim są znaczne. Przygotowanie, zabezpieczenie, itp. Nawet nie chce mi się wymieniać. Z tego co dziennikarze pisali nawet nie miał wizy! Co to dodawać więcej? Cwaniaczek. Potem trza go było ratować. Ludzie robią różne szalone rzeczy.
Polecam serdecznie poczytać:
http://pedalrevolution.ovh.org/
Najtrudnieszy z etapów (etap 3) przewiduje dystans 650-900 km (ok. 50-60 dni) bez kontaktu z człowiekiem, bez możliwości pozyskania pożywienia, bez jakiejkolwiek pomocy w razie...czegokolwiek.
Chang Tang - zwany najbardziej niedostępnym i nieeksplorowanym miejscem na Ziemi. Jest jednym z trzech obszarów na świecie nie zamieszkanych przez ludzi (takimi regionami są również: Trójkąt Goualogo znajdujący się w Republice Kongo oraz najbardziej wysunięta na północ część Alaski zwana też Oceanem Arktycznym). Spowodowane jest to geograficzną izolacją, która czyni te miejsca surowymi i niedostępnymi.
To jest koleś z jajami. Jakby się coś stało to by nikt nie widział gdzie i co. A nie jak z tym całym Lisiewskim - koleś porażka i tyle.
Nikonozaur
14-03-2012, 19:16
No właśnie, ale parę faktów pominąłeś.... Oni pozostali w bazie po zejściu ze szczytu tylko dlatego, że szukają/li Austriaków. Polacy zeszli z DI z niewielkimi odmrożeniami (takimi bezpiecznymi). Spokojnie mogli zejść w takim stanie. Postanowili jednak poszukać ekipy która zaginęła....
Ale o tym mało kto mówi....
Oczywiście ratowanie to szczytny cel, jednak mając samemu kłopoty (bo odmrożenie na wysokości 7km kłopotem bezsprzecznie jest) masz przed sobą bardzo trudny wybór. Jakby zeszli ratując siebie nikt nie miałby pretensji. Zostali licząc się pewnie z tym, że rachunek za tę decyzję może być ostateczny. Zrobili to z sobie tylko znanych pobudek i kalkulacji. Z drugiej strony ładując się w większe kłopoty uruchamiają lawinę, której finał jest całkowicie nieprzewidywalny - następni ludzie, helikopter. Na tych wysokościach o wypadek nietrudno, czego sami są dobrym przykładem. I jeżeli ktoś straci życie czyja to będzie wina? Ratujących czy ratowanych, którzy powzięli być może zbyt lekkomyślną decyzję? Pytanie jest retoryczne, bo wiem, że decydującą rolę grają tu niuanse, często odrobina zwykłego szczęścia, tego samego, którego zabrakło wszystkim tym, którym się nie udało. Między innymi Lisewskiemu.
[...] To jest koleś z jajami. Jakby się coś stało to by nikt nie widział gdzie i co. A nie jak z tym całym Lisiewskim - koleś porażka i tyle.
Pewnie dlatego z jajami bo do tej pory wszystko się udaje, czego nie można powiedzieć teraz o Lisewskim. Teraz, bo wcześniej wsławił się udanym sforsowaniem Bałtyku i wszystko było cacy. Nie znam się na tym sporcie, jednak posiłkując się wiadomościami Grega77 można wywnioskować, że wiatr zdechł i było po ptokach. Niestety morze ma to do siebie, że pogoda jest dość zmienna i nawet bycie geniuszem tego nie zmieni.
Nie interesuje mnie czy facet ma IQ 16 czy 160. Lisewski jest pierwszym człowiekiem, który porwał się na coś takiego, następni będą jedynie powielać jego bałtycki wyczyn, będą jedynie drudzy, krocząc po już przetartej ścieżce. Właśnie dlatego wspinacze próbują zdobywać góry nowymi drogami lub zimą (jeszcze cztery ośmiotysięczniki do wzięcia). Łażenie po przetartych szlakach zaczyna być turystyką, a przestaje wyczynem. Czyli tym o co chodzi w te klocki. Zdobycie Gubałówki jest niczym, ale jakbyś wlazł tam na rękach pewnie by o tym napisali tu i ówdzie. ;)
Zrobili to z sobie tylko znanych pobudek i kalkulacji.
Myślę, że słowo "kalkulacje" to nie jest tu najszczęśliwsze określenie.
Nikonozaur
14-03-2012, 20:43
Myślę, że słowo "kalkulacje" to nie jest tu najszczęśliwsze określenie.
Możliwe, kalkulować jednak musieli.
Nie interesuje mnie czy facet ma IQ 16 czy 160. Lisewski jest pierwszym człowiekiem, który porwał się na coś takiego, następni będą jedynie powielać jego bałtycki wyczyn, będą jedynie drudzy, krocząc po już przetartej ścieżce.
Andrzej a nie zastanowilo ciebie to, ze takich wyczynow od czasu "przygody Baltyckiej" nie bylo wcale....zastanowiles sie dlaczego?
Polecam ten filmik i rozmowa jego z portem 4:20 zobacz sam jak serio go potraktowali i jak serio podchodzi do tej imprezy.
Pewnie dlatego z jajami bo do tej pory wszystko się udaje, czego nie można powiedzieć teraz o Lisewskim.
No właśnie wydaje mi się, że się nie rozumiemy. Maliniak dobrze wiedział co go może spotkać, przygotował się i był gotów ponieść konsekwencje.
Lisiewski myślał, że mu się uda, a jak coś poszło nie tak, to wołał o pomoc, zresztą dosyć niezdarnie. A jak go uratowali już to kozakował. Dla mnie fakt, że nie miał wizy ustawia go w mojej ocenie gdzieś między debilem, cwaniakiem i idiotą.
Andrzej a nie zastanowilo ciebie to, ze takich wyczynow od czasu "przygody Baltyckiej" nie bylo wcale....zastanowiles sie dlaczego?
Polecam ten filmik i rozmowa jego z portem 4:20 zobacz sam jak serio go potraktowali i jak serio podchodzi do tej imprezy.
sorki jaki filmik?
Nikonozaur
15-03-2012, 02:00
No właśnie wydaje mi się, że się nie rozumiemy. Maliniak dobrze wiedział co go może spotkać, przygotował się i był gotów ponieść konsekwencje.
Lisiewski myślał, że mu się uda, a jak coś poszło nie tak, to wołał o pomoc, zresztą dosyć niezdarnie. A jak go uratowali już to kozakował. Dla mnie fakt, że nie miał wizy ustawia go w mojej ocenie gdzieś między debilem, cwaniakiem i idiotą.
Każdy myśli, że mu się uda. Co więcej, każdy w to święcie wierzy. To jest właśnie siła napędowa wyczynów ekstremalnych. Niestety okazuje się, że wiara nie zawsze czyni cuda. Czasami właśnie bierze górę nad chłodnymi kalkulacjami i wszystko trafia szlag - nieraz łącznie z życiem. I zanim przyjdzie ostateczność każdy woła o pomoc, KAŻDY.
Bo przecież właśnie kalkulacja / zdrowy rozsądek podpowiada, że są obszary leżące poza możliwościami człowieka, mimo to wymyślamy coraz to nowsze sposoby na miłe spędzenie czasu. Jeden gra w szachy, inny skacze z budynku otwierając spadochron w ostatniej chwili. Albo wspina się nań bez asekuracji jak sławny Francuz. Czy w/g Ciebie Alain Robert to mikstura złożona z debila, cwaniaczka i idioty, bo nie zawraca sobie gitary pozwoleniem i asekuracją?
To, że Lisewski nie miał wizy nie jest przyczyną jego porażki. Być może wszystko to było przeprowadzone na wariackich papierach. Może on i bufon jest. Co z tego?
Wielu sławnych piłkarzy, których tak chętnie i suto oklaskujemy na boisku ma problemy z w miarę poprawnym poskładaniu kilku słów. Zarabiający ponoć 27k PLN/h wielki Ronaldo nie jest z pewnością wzorem poza murawą. Tyle, że jemu płacą właśnie za to, co prezentuje od gwizdka do gwizdka, a nie za huczne imprezy, w których ochoczo bierze udział. Czyli będąc wzorem sportowca sensu stricto nie jest raczej wzorem człowieka. Następny Matti Nykanen. Ponoć nawet po kielichu skakał, olewał treningi, czy ktoś woła o wymazanie jego rekordów? A cała zgraja różnej maści straceńców zjeżdżająca z pionowych niemal górek to też debile? Co z tego, że czeka na nich karetka? O ile się nie mylę nawet tak daleko posunięta asekuracja nie zapobiegła dwóm tragediom w ostatnim czasie. Czy kasa sypana przez firmę Red Bull to sponsoring czy podżeganie do samobójstwa?
Ja rozumiem, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ, widać to szczególnie w chwilach słabości naszych sportowców. Np. dzisiaj Justyna Kowalczyk została zdegradowana ze stanowiska "naszej Justynki" do Polki, która znów zaliczyła glebę przegrywając Puchar Świata z astmatyczką. Jutro mamy skoki, w zależności jak się chłopaki zaprezentują zobaczymy w akcji naszych skoczków lub Polaków, co akurat w tym kontekście tożsame nie jest.
Nie bronię Lisewskiego za słowa, które wypowiedział po nieudanej próbie pokonania Morza Czerwonego. Jednak sam próba jest w/g mnie wyczynem, który leży poza możliwościami 99,9% "uprawiaczy" tego sportu. A że potrafi pokazał na Bałtyku. Właśnie on, debil i bufon, a także cwaniaczek i idiota.
Jest jakies minimum - rozumiem, ze chcial zrobic hard core, rozumiem ze ograniczony budzet (o czym wspomina). Jak planowal powrot z Arabii Saudyjskiej? - wizytya u konsula z prosba o bilet powrotny, czy moze kite surfing przez Morze Czerwone z powrotem do Egiptu?
Nawet wymyslajac ekstremalny wyczyn powinno sie zaplanowac takie rzeczy - minimalizowac ryzyko.
Chyba ze uznamy ze wyczyn bylby bardziej hard core gdyby wiazal sie z aresztem/wiezieniem w Arabii Saudyjskiej?
sorki jaki filmik?
http://www.youtube.com/watch?v=Gj-h1uZ5mZ8&feature=player_embedded
No rzeczywiście w 4:20 totalna amatorka. Jest konieczność zgłoszenia to zgłosił i luz.
No rzeczywiście w 4:20 totalna amatorka. Jest konieczność zgłoszenia to zgłosił i luz.
To tylko pokazuje jak to bylo zorganizowane. Nikt poza zainteresowanymi kitesurferami nie wiedzial o jego planach....czy to tak ma sie odbywac, zglupieli w tym kapitanacie, sam bym zglupial.
No z całym szacunkiem, ale gdyby chciał coś takiego oficjalnie i z wszystkimi pozwoleniami zrobić, to by NIKT mu ŻADNEJ zgody nie wydał.
No z całym szacunkiem, ale gdyby chciał coś takiego oficjalnie i z wszystkimi pozwoleniami zrobić, to by NIKT mu ŻADNEJ zgody nie wydał.
Dostałby pozwolenia, ale musiałby spełnić określone warunki, jak konwojowanie przez statek lub jacht, posiadać aktualne badania lekarskie, wykupione ubezpieczenie itp.
Dostałby pozwolenia, ale musiałby spełnić określone warunki, jak konwojowanie przez statek lub jacht, posiadać aktualne badania lekarskie, wykupione ubezpieczenie itp.
Czyli najnormalniejsze warunki jak przystało na cywilizowany kraj, mimo wszystko. A wg tego filmiku, koleś zajechał busem na plaże, sprawdzili na pogodynce pogodę odpalił latawca i popłynął w piz..u.
Na Bałtyku mu się udało, ale patrząc na organizacje musiało to się w końcu tak skończyć jak w Egipcie.
Natomiast najgorsze w tym wszystkim jest brak pokory i wdzięczności za to, że ktoś mu 4 litery uratował. Wyszła słoma z butów i tyle.
W sumie to trochę tak, jakby jakiś wyczynowy alipinista postanowił zdobywać jednego z niezdobytych zimą ośmiotysięczników samopas. Po czym pojechał do Chin, nielegalnie wkroczył do Nepalu i wchodził na ścianę w zwykłej kurtce i półbutach. A mniej więcej w połowie jednak zrozumiałby, że nie da rady, wezwałby pomoc (urządzeniem, którego instrukcji nawet nie chciało mu się przeczytać), a po uratowaniu narzekał, że ratownicy się guzdrali, producenta urządzenia pozwałby do sądu, a mediom opowiedział, że przez całą noc na ścianie walczył z 11toma yeti. Tak to niestety widzę...
Widzisz to doskonale i chyba naswietliles temat jak trzeba!
Tak to niestety widzę...
Jako "skydiver" (żeby nie było, że tylko gadam a nie robię nic związanego z "extreme ")z siedemnastoletnim stażem widzę to tak. Informuję władze i służby i spełniam wymogi formalne i wzywam pomoc jak noga się podwinie, albo robię wszystko po "cichaczu", a jeśli coś pójdzie nie tak czekam jak ktoś znajdzie moje zwłoki i sławę pośmiertną.
W sumie to trochę tak, jakby jakiś wyczynowy alipinista postanowił zdobywać jednego z niezdobytych zimą ośmiotysięczników samopas. Po czym pojechał do Chin, nielegalnie wkroczył do Nepalu i wchodził na ścianę w zwykłej kurtce i półbutach. A mniej więcej w połowie jednak zrozumiałby, że nie da rady, wezwałby pomoc (urządzeniem, którego instrukcji nawet nie chciało mu się przeczytać), a po uratowaniu narzekał, że ratownicy się guzdrali, producenta urządzenia pozwałby do sądu, a mediom opowiedział, że przez całą noc na ścianie walczył z 11toma yeti. Tak to niestety widzę...
Dobre hehe :)
Macie filmik (http://www.youtube.com/watch?v=P4Fp2XVqOmo), spotkalem Lukasza kilka razy.....i drugi filmik (http://www.youtube.com/watch?v=k7Ab8r3AZG0) z jego reki, drugi filmik jest na miejscowce gdzie jezdze na zdjecia.
Na tych filmikach sa rekiny "Basking", nie sa grozne, zywia sie poprzez filtrowanie wody jak wieloryby, maja zeby, ale nie notuje sie atakow na ludzi, kolejna odmiana w wodach Atlantyku u wybrzezy Irlandii to (tak zwany Dog Shark) Rekin Psi, maly, zebaty, ale tez nie grozny, nie atakuje ludzi - za duzy cel. Mamy tez Rekiny blekitne i te juz sa grozne, jednak w okolicach Irlandii wystepuja w okreslonych porach roku, jest dla nich tutaj za zimno.
Ciekawy jestem tych rekinow z ktorymi walczyl J. Lisewski, bo w morzu czerwonym spotyka sie Zarlacze, ale sadze, ze gdyby duza sztuka zainteresowala sie naszym kitesurferem to bylo by po nim.....
Pewnie walczyl z tym x11 (http://www.google.pl/search?client=opera&rls=pl&q=megashark&oe=utf-8&channel=suggest&um=1&ie=UTF-8&hl=pl&tbm=isch&source=og&sa=N&tab=wi&ei=sMJhT_SlG46L4gSAm9D9Bw&biw=1680&bih=938&sei=ssJhT8qLK8rh4QS8l5GeCA)
obstawiam tego (http://www.bdoutdoors.com/forums/surf-fishing/43566-smooth-dog-shark.html):D
A moze ten? (http://www.aakup.com/nuweiba/content/bin/images/large/_aak2822small.jpg)
No ten konkretny.....
Mogl byc tez taki (http://www.google.pl/search?q=brzanka+rekinia&hl=pl&prmd=imvns&source=lnms&tbm=isch&ei=XcRhT62DHIGZOqadzf8H&sa=X&oi=mode_link&ct=mode&cd=2&ved=0CBAQ_AUoAQ&biw=1280&bih=843):D
gdyby duza sztuka zainteresowala sie naszym kitesurferem to bylo by po nim.....
Tak, wykończyłby ją pozwami. ;)
Tak, wykończyłby ją pozwami. ;)
:lol:
To nie były żadne rekiny tylko to:
http://www.youtube.com/watch?v=wKB9sEtDJOs
"zesr.....em sie w zbroje".....bueheheheheh
Dobra lepiej skonczmy te jaja, bo nam watek zamkna i na kim bedziemy sie wyzywac:D
Jaja to już są w osobnym wątku, spoko... ;-)
Nikonozaur
15-03-2012, 14:36
To tylko pokazuje jak to bylo zorganizowane. Nikt poza zainteresowanymi kitesurferami nie wiedzial o jego planach....czy to tak ma sie odbywac, zglupieli w tym kapitanacie, sam bym zglupial.
Przykro mi Grzesiu, ale się mylisz. Nikomu wyjścia w morze zgłaszać nie musiał bo robił to z plaży. Obowiązek zgłaszania mają jednostki wychodzące z portów, a i to nie wszystkie. Czyli zrobił więcej niż trzeba, być może z niewiedzy. Jeśli o to chodzi to rzeczywiście jest amatorszczyzna... ;)
Przepisy dotyczące żeglugi były i są dość zagmatwane. W sumie do niedawna nie odróżniały latawca od lotniskowca. Sprawy nieco uprościło Schengen i Unia jednak do tej pory i wodniacy i służby mają kłopoty w interpretacji prawa. Wiem coś o tym, mam łódź, którą pływam zarówno po wodach śródlądowych jak i morskich i aby robić to świadomie jakaś tam wiedza prawna z tego zakresu jest potrzebna. Mam takie wody w obrębie swojego miasta. Na jednych i drugich przepisy są inne, w dodatku zależne od miejsca rejestracji łódki, ciężko jest się przez to przebić.
Jeśli o to chodzi to rzeczywiście jest amatorszczyzna... ;)
Tylko o tym mowie....nie potraktowali go serio, bo nie jest dla nich jednostka plywajaca.;)
Nikonozaur
15-03-2012, 14:51
Tylko o tym mowie....nie potraktowali go serio, bo nie jest dla nich jednostka plywajaca.;)
No tak, ale przecież nie przekreśla to jego wyczynu i nie robi z niego idioty. Zrobił więcej niż musiał. Dla mnie bardziej jest to dmuchanie na zimne niż amatorszczyzna.
Dobra niech bedzie, wyjasnij mi dlaczego nikt po "Baltyku" tego nie zrobil, myslisz, ze Lisewski jest taki dobry.....
Plywasz to wiesz jakie potrafi byc morze, trzeba miec respekt i to samo w gorach, amatorszczyzna to malo powiedziane.
Każdy myśli, że mu się uda. Co więcej, każdy w to święcie wierzy. To jest właśnie siła napędowa wyczynów ekstremalnych. Niestety okazuje się, że wiara nie zawsze czyni cuda. Czasami właśnie bierze górę nad chłodnymi kalkulacjami i wszystko trafia szlag - nieraz łącznie z życiem. I zanim przyjdzie ostateczność każdy woła o pomoc, KAŻDY.
No tak, Lisiewski wierzył, że wiatr się nie zmieni. Dosyć naiwne to było.
Bo przecież właśnie kalkulacja / zdrowy rozsądek podpowiada, że są obszary leżące poza możliwościami człowieka, mimo to wymyślamy coraz to nowsze sposoby na miłe spędzenie czasu. Jeden gra w szachy, inny skacze z budynku otwierając spadochron w ostatniej chwili. Albo wspina się nań bez asekuracji jak sławny Francuz. Czy w/g Ciebie Alain Robert to mikstura złożona z debila, cwaniaczka i idioty, bo nie zawraca sobie gitary pozwoleniem i asekuracją?
Alain Robert wie, że jak popełni błąd to spadnie i ginie. Tu wszystko jest jasne. Nie angażuje milionów i zasobów ludzkich na akcje ratunkowe. Przecież ktoś na morzu mógł naprawdę potrzebować pomocy zamiast gogusia, któremu przestało wiać a nie chciało mu się eskorty załatwić. Nie wieje i trzeba ratować cwaniaczka.
To, że Lisewski nie miał wizy nie jest przyczyną jego porażki. Być może wszystko to było przeprowadzone na wariackich papierach. Może on i bufon jest. Co z tego?
To co wyżej - angażuje zasoby ludzkie i pieniądze z powodu swojej głupoty. Powinien zapłacić za akcję ratunkową.
Wielu sławnych piłkarzy, których tak chętnie i suto oklaskujemy na boisku ma problemy z w miarę poprawnym poskładaniu kilku słów. Zarabiający ponoć 27k PLN/h wielki Ronaldo nie jest z pewnością wzorem poza murawą. Tyle, że jemu płacą właśnie za to, co prezentuje od gwizdka do gwizdka, a nie za huczne imprezy, w których ochoczo bierze udział. Czyli będąc wzorem sportowca sensu stricto nie jest raczej wzorem człowieka.
Ale co to wnosi do tematu. Przecież prawie każdy zawodowy piłkarz to półgłówek, zapewniający rozrywkę gawiedzi. Przestanie dobrze grać to pojawi się inny. Podobny.
Po tym z tym "od gwizdka do gwizdka" to właśnie Lisiewski się nie popisał.
A cała zgraja różnej maści straceńców zjeżdżająca z pionowych niemal górek to też debile? Co z tego, że czeka na nich karetka?
Różnica jest taka, że karetka czeka. Gdyby coś się stało to jest na miejscu. To się nazywa przygotowanie do imprezy. Poza tym za darmo nie stoi.
Ja rozumiem, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ, widać to szczególnie w chwilach słabości naszych sportowców.
Jaki z niego sportowiec? czy ktoś krytykuje Mariusza Kamińskiego jak mu coś nie wyjdzie? Nie, bo to profesjonalista. Lisiewski to taki Rutkowski polskich sportowców.
W sumie to trochę tak, jakby jakiś wyczynowy alipinista postanowił zdobywać jednego z niezdobytych zimą ośmiotysięczników samopas. Po czym pojechał do Chin, nielegalnie wkroczył do Nepalu i wchodził na ścianę w zwykłej kurtce i półbutach. A mniej więcej w połowie jednak zrozumiałby, że nie da rady, wezwałby pomoc (urządzeniem, którego instrukcji nawet nie chciało mu się przeczytać), a po uratowaniu narzekał, że ratownicy się guzdrali, producenta urządzenia pozwałby do sądu, a mediom opowiedział, że przez całą noc na ścianie walczył z 11toma yeti. Tak to niestety widzę...
Lubię to!
Tak, wykończyłby ją pozwami. ;)
Dobre!
Wiesz.. jak 'sportowiec' ma solidny piwny brzuszek to łatwiej się z nim utożsamiać :D
Nikonozaur
15-03-2012, 16:06
Dobra niech bedzie, wyjasnij mi dlaczego nikt po "Baltyku" tego nie zrobil, myslisz, ze Lisewski jest taki dobry.....
Plywasz to wiesz jakie potrafi byc morze, trzeba miec respekt i to samo w gorach, amatorszczyzna to malo powiedziane.
Grzesiu, ja nie wiem czy on jest "taki dobry", wystarczy, że inni są w jakiś sposób gorsi. To Lisewski stał 10 godzin na maleńkiej desce. Inni jedynie kibicowali (garstka) lub na wszelkie sposoby dewaluowali jego wyczyn (w sumie cała reszta). Bo chyba zgodzisz się, ze wyczyn to jest. Bałtyk jest już zdobyty i nie ma sensu tego powielać. Niegdyś modny wśród pływaków Kanał Angielski już nie jest trendi, sławę ma tylko zdobywca reszta to naśladowcy. W takim wypadku szuka się emocji gdzie indziej, np. pokonanie go dwukrotnie, pokonanie go jako najmłodszy, najstarszy.
Często jestem w Rewie, tam pierwszy raz zobaczyłem na własne oczy ten sport. Podobało mi się jak ludzie rozpruwają wody zatoki, podziwiałem ich. Wystarczyło szerzej otworzyć oczy by dostrzec całe chmary kitesurfingowców. Czyli sport nie jest jakoś szczególnie trudny, na pewno nie dla wybrańców. Za to dla wybrańców jest wyczyn i można jedynie ubolewać, że warunki te spełnia facet z wyraźną nadwagą... ;)
Niestety wychodzą nasze cechy narodowe, kochamy chwile jak się komuś noga powinie. Właśnie Radwańska przerżnęła z Azarenko 0-6, 2-6 i już zaczęła się jatka w necie na jej temat i jej niewyparzonej buźki. Mimo przegranej awansowała na 4. miejsce co pewnie uratowało tenisistkę od totalnego linczu.
Zobacz na Gołotę, zgodzimy się chyba, że kozak z niego był nieprzeciętny. I co z tego gdy wbito go w ubranko tchórza? Następny Szpilka, po każdej walce opinie o nim są takie same: kryminalista walczył z kelnerem. Nawet jakby powalił za jednym zamachem braci Kliczko "eksperci" zapewne orzekliby o ich niesamowitym pechu, a nie jego klasie.
Nikonozaur
15-03-2012, 17:08
[...] Jaki z niego sportowiec? czy ktoś krytykuje Mariusza Kamińskiego jak mu coś nie wyjdzie? Nie, bo to profesjonalista. Lisiewski to taki Rutkowski polskich sportowców. [...]
Kamińskiemu akurat wszystko wyszło, nie zaliczył nieudanych wypraw. Między innymi dlatego, że miał również trochę szczęścia. Za to mogę podać całe mnóstwo profesjonalistów, którym owego szczęścia zabrakło. Czy oni wszyscy stali się idiotami?
Boryszuk
15-03-2012, 17:09
Kamińskiemu akurat wszystko wyszło, nie zaliczył nieudanych wypraw. Między innymi dlatego, że miał również trochę szczęścia. Za to mogę podać całe mnóstwo profesjonalistów, którym owego szczęścia zabrakło. Czy oni wszyscy stali się idiotami?
Ale powiedz, że rozróżniasz 'zabrakło szczęścia' od 'nie przygotował się do wyprawy'. Powiedz, proszę.
Za to mogę podać całe mnóstwo profesjonalistów, którym owego szczęścia zabrakło. Czy oni wszyscy stali się idiotami?
Ale czy ci "inni" grozili pozwami?
2pompony
15-03-2012, 17:57
Rany boskie, dajcież już spokój. TO jak z dowcipem purenonsensownym. Albo się to widzi i czuje - wtedy jest śmiech, albo się tego nie widzi - i wtedy najlepsze tłumaczenie wszechświata nie starczy.
I na nic argumenty czy rekin miał dwa metry czy dwadzieścia, albo czy przygotował się w 10 czy w 30 procentach, albo czy miał mniej czy więcej szczęścia. Jeśli ktoś nei widzi całego prostego buractwa w postępowaniu i kretynizmu w realizacji - to nikt go do zobaczenia tego nei przekona i kwita. Najwyżej się bardziej ludzie pożrą.
Jeden widzi, drugi nie widzi. I finał.
zanim zobaczylem goscia w tV , zanim przeczytalem to co tu podano na tacy , zanim wyrobilem sobie opinie na podstawie medialnego szumu , po raz pierwszy jak uslyszalem o tym , ze wyruszyl na morze , zaginal , i go szukaja dla jego wlasnej brawury , i wlasnego wybujalego Ego , juz wiedzialem , ze go nie lubie , przez takie akcje inni musza nadstawiac karku i ryzykowac . Bufon
Nikonozaur
15-03-2012, 19:43
Ale powiedz, że rozróżniasz 'zabrakło szczęścia' od 'nie przygotował się do wyprawy'. Powiedz, proszę.
A rozróżniasz brak wizy od przygotowania do rejsu? Czy jej brak położył latawiec na wodzie i całe przedsięwzięcie? Czy nieumiejętne obchodzenie się z GPS miało też na to wpływ? Można długo wymieniać mało inteligentnych za to wybitnych w zasadzie w każdej dziedzinie życia. Lisewski skromnością nie grzeszy niemniej jednak czegoś dokonał.
Lisewski skromnością nie grzeszy niemniej jednak czegoś dokonał.
Dokonał. No i...
Przytaczany był przykład polskich himalaistów. Wydali dziś oświadczenie, które przeczy większości bzdur jakie można było ostatnio na ich temat usłyszeć w TV.
Nikonozaur
15-03-2012, 20:46
Przytaczany był przykład polskich himalaistów. Wydali dziś oświadczenie, które przeczy większości bzdur jakie można było ostatnio na ich temat usłyszeć w TV.
A oto komentarze (http://www.tvn24.pl/4,251,8,11855337,0,0,forum.html)...
Grunt że media mają pożywkę. Gdyby mu się udało nikt by o tym nie wspomniał. A tak stał się rozpoznawalną postacią. Może złapie jakiś etacik w telewizji albo wystartuje w wyborach do sejmu. Jak poparcie będzie miał za małe to zawsze może zawalczyć z Najmanem :p
A rozróżniasz brak wizy od przygotowania do rejsu? Czy jej brak położył latawiec na wodzie i całe przedsięwzięcie? Czy nieumiejętne obchodzenie się z GPS miało też na to wpływ?
Brak znajomosci podstawowej i praktycznie najwazniejszej czesci ekwipunku jest brakiem przygotowania do wyprawy. Najwazniejsze zawsze powinno byc bezpieczenstwo, najwazniejszym sprzetem jest sprzet ratujacy zycie. Bez deski po prostu nie poplynie, bez pianki czy latawca tak samo. Jak nie wezmie aparatu, to nie zrobi zdjec. Nie wezmie komorki, nie zamowi sobie w drodze hotelu. Jezeli za to nie bedzie potrafil poslugiwac sie sprzetem ktory ma za zadanie zmaksymalizowac jego szanse przezycia, to zagrozone bedzie bezposrednio jego zycie, a przez to inni ludzie beda ryzykowali swoje, bo taka maja prace. Kazda osoba, ktora przed jakakolwiek wyprawa, nie rozwazy i nie przygotuje wlasnego bezpieczenstwa, nie szanuje ludzi ktorzy byc moze beda musieli ja uratowac, utrudnia ich prace, zwieksza ich ryzyko i nie szanuje ich poswiecenia ich gotowosci podjecia ryzyka. Dla mnie to wystarczajaco zeby podwazyc jakakolwiek profesjonalnosc tego czlowieka, jak i jego inteligencje badz moralnosc ( jedno z 2 - albo jest po prostu glupi i nie zna konsekwencji swoich dzialan, albo ma gdzies to jakie ryzyko pociaga na innych swoim ryzykiem )
Jezeli by mu sie udalo, byloby to tylko kolejnym przykladem szczescia. Dobrze dla niego, zle dla innych, ktorzy pomysla ze tak mozna.
Za brak szacunku dla ratownikow, czy to na morzu, czy to ( a moze szczegolnie ) w gorach, powinno sie obcinac rece. Moze to nauczyloby niektorych pewnych zachowan. Bo niestety, ratownicy beda ratowac wszystkich, zarowno tych ktorzy przegrali jedynie z natura, jak i tych ktorzy przegrali z wlasna glupota i dla kazdych beda ryzykowac.
Nikonozaur
16-03-2012, 01:13
Grunt że media mają pożywkę. Gdyby mu się udało nikt by o tym nie wspomniał. [...]
Nie taki nikt.
Gdański portal naszemiasto.pl: - "Przypomnijmy, że wyprawa odbywała się pod patronatem Lecha Wałęsy oraz przy poparciu ambasad Królestwa Arabii Saudyjskiej oraz Egiptu. Wcześniej Lisewski na desce z latawcem przepłynął Bałtyk."
Wychodzi na to, że ambasady Egiptu i Arabii Saudyjskiej działały "wspólnie i w porozumieniu" wpuszczając naszego dzielnego śmiałka w bezwizowe maliny. Lechowi można odpuścić - chłop miewał kontrowersyjne pomysły. ;)
Konkluzja jedna: gdyby dopłynął do celu, do uściśnięcia jego graby ustawiłaby się długa kolejka. Jednak kapryśna pogoda, co nad morzem jest do obrzydzenia normalne, pokrzyżowała ten ambitny plan. Zamiast spodziewanego po powrocie wianuszka wielbicielek los podesłał mu stado wygłodniałych rekinów.
Nie taki nikt.
Gdański portal naszemiasto.pl: - "Przypomnijmy, że wyprawa odbywała się pod patronatem Lecha Wałęsy oraz przy poparciu ambasad Królestwa Arabii Saudyjskiej oraz Egiptu. Wcześniej Lisewski na desce z latawcem przepłynął Bałtyk."
Wychodzi na to, że ambasady Egiptu i Arabii Saudyjskiej działały "wspólnie i w porozumieniu" wpuszczając naszego dzielnego śmiałka w bezwizowe maliny. Lechowi można odpuścić - chłop miewał kontrowersyjne pomysły. ;)
Zawsze wychodzi, gdy brednie czyta się na takich portalach.
Rafał_Sz
16-03-2012, 08:04
Nie znam człowieka, ale można to chyba podsumować tak:
Umiał stać na desce, ale zrobił z siebie durnia. I spadł.
W artykule w "Dużym Formacie" -> http://wyborcza.pl/1,75480,11344414,Janek__ktory_sie_rekinom_nie_klan ial.html
jest jeszcze taki wątek (str.4):
"Jakie zwyczaje Arabii Saudyjskiej są szczególnie ważne, pytam biznesmena, który jeździ tam w interesach.
- Jak dla mnie facet albo jest wariatem, albo ktoś mu coś obiecał w Egipcie, albo w Arabii Saudyjskiej, a on uwierzył. A jak zobaczyli, że wyczyn się nie udał, zostawili go na morzu. "
I jeszcze takie coś:
"Pytam Lisewskiego, po co tak ryzykuje.
- Nie chcę, by było napisane: Janek Lisewski tutaj uczył się, pracował, żył i zmarł.
Chcę, by było tak: Janek Lisewski, pierwszy człowiek na świecie, który przepłynął morze."
pzdw
Q
"Pytam Lisewskiego, po co tak ryzykuje.
- Nie chcę, by było napisane: Janek Lisewski tutaj uczył się, pracował, żył i zmarł.
Chcę, by było tak: Janek Lisewski, pierwszy człowiek na świecie, który przepłynął morze."
Niech sie modli, zeby nie bylo - Janek Lisewski, nie pierwszy czlowiek na swiecie, ktory dostal nagrode Darwina...
EDIT:
„Rekin z Morza Czerwonego opowiada kolegom: »Zeżarłem tydzień temu jakiegoś polskiego kitesurfera, taki miał pusty łeb, że się zanurzyć do tej pory nie mogę... «”
:lol: :lol: :lol: :lol:
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.