photobystander
26-02-2012, 02:53
Może zacznę od początku:
Ponad roczna puszka z przebiegiem ok 20k. Przyznaję - nie bardzo o nią dbam, ale staram się ostrożnie i szybko zmieniać obiektywy, itd. Ponadto przechowuję ją raczej w dobrych warunkach. I strzelam foty głownie indoor.
W zeszłym tygodniu przed jakimś małym eventem biorę aparat w łapy i widzę czarny punkcik w wizjerze. Pomyślałem, że pewnie matówka. Przedmuchałem z obu stron i... dalej to samo. Przyjrzałem się temu jeszcze raz i punkcik ten był ostry, wiec stwierdziłem że to gdzies pod pryzmatem :( No dobra - moglem to przezyć. Jeden mały punkcik...
Co wiecej - po kilku dniach zrobił się mniejszy i jakby troszkę w innym miejscu :|
Dziś biorę aparat w łapy, patrzę a obok małego punkcika pojawił się drugi-większy! Nosz q**a mać! przecież puche wydmuchałem. Nic nigdy w zyciu tak nie wydmuchałem jak tą komorę ;) ! Więc skąd ten punkt? Zacząłem wpatrywać się w wizjer jak jakiś zbok na potencjalną ofiarę. Ku mojemu zdziwieniu, ów większa kropka zaczęła sie poruszać! Argh! I teraz tak se zapier***a po pryzmacie od lewa do prawa. Ponadto, obawiam się że ta mniejsza kropka to... jakby to powiedzieć - "kupa" kropki większej :P więc... chyba mam nasrane pod pryzmatem!...
W sumie to tak mnie to zdenerwowało jak też rozbawiło, ale zastanawiam się czy ktoś z Was miał cos podobnego i ile w Polsce może kosztować czyszczenie pod pryzmatem (czyt. eksmisja robaka i chlewu, który zostawił po sobie)?
Chyba taniej wyjdzie muchozol ;)
Choć liczę jeszcze na to, że może zgłodnieje i zje to co zostawił. Po czym zachoruje i padnie gdzieś w nieprzeszkadzającym mi miejscu.
Pozdrawiam,
Tomek
Ponad roczna puszka z przebiegiem ok 20k. Przyznaję - nie bardzo o nią dbam, ale staram się ostrożnie i szybko zmieniać obiektywy, itd. Ponadto przechowuję ją raczej w dobrych warunkach. I strzelam foty głownie indoor.
W zeszłym tygodniu przed jakimś małym eventem biorę aparat w łapy i widzę czarny punkcik w wizjerze. Pomyślałem, że pewnie matówka. Przedmuchałem z obu stron i... dalej to samo. Przyjrzałem się temu jeszcze raz i punkcik ten był ostry, wiec stwierdziłem że to gdzies pod pryzmatem :( No dobra - moglem to przezyć. Jeden mały punkcik...
Co wiecej - po kilku dniach zrobił się mniejszy i jakby troszkę w innym miejscu :|
Dziś biorę aparat w łapy, patrzę a obok małego punkcika pojawił się drugi-większy! Nosz q**a mać! przecież puche wydmuchałem. Nic nigdy w zyciu tak nie wydmuchałem jak tą komorę ;) ! Więc skąd ten punkt? Zacząłem wpatrywać się w wizjer jak jakiś zbok na potencjalną ofiarę. Ku mojemu zdziwieniu, ów większa kropka zaczęła sie poruszać! Argh! I teraz tak se zapier***a po pryzmacie od lewa do prawa. Ponadto, obawiam się że ta mniejsza kropka to... jakby to powiedzieć - "kupa" kropki większej :P więc... chyba mam nasrane pod pryzmatem!...
W sumie to tak mnie to zdenerwowało jak też rozbawiło, ale zastanawiam się czy ktoś z Was miał cos podobnego i ile w Polsce może kosztować czyszczenie pod pryzmatem (czyt. eksmisja robaka i chlewu, który zostawił po sobie)?
Chyba taniej wyjdzie muchozol ;)
Choć liczę jeszcze na to, że może zgłodnieje i zje to co zostawił. Po czym zachoruje i padnie gdzieś w nieprzeszkadzającym mi miejscu.
Pozdrawiam,
Tomek