PDA

Zobacz pełną wersję : Potrzebuję pomocy przy stronie - Wordpress + tłumaczenia



Majek
04-02-2012, 00:39
Łeh, w końcu i ja się zabrałem za kończenie strony firmowej, którą męczę już z rok albo i lepiej... A to najpierw zdjęć nie miałem, jak porobiłem zdjęcia, to nie miałem czasu ich obrobić, jak obrobiłem, to nie miałem czasu wykombinować samej strony, jak już strona stała, były zdjęcia, to nie mogłem się zebrać, żeby trochę tekstu wypłodzić i tak leciało... Jak już tekst wypłodziłem, to się okazało, że zdjęcia przestały być aktualne, więc trzeba część zrobić od nowa... I tak do usr... śmierci... No ale dobra, jestem na ostatniej prostej... Mam szkielet strony, wypełniony jakimś tekstem, część zdjęć mam, część dorobiłem lub dorobię na dniach. Więc czego mi do szczęścia potrzeba? Ano muszę toto na angielski i niemiecki przetłumaczyć. Z angielskim bym sobie może poradził, ale nie chce się za to brać, wolę zlecić to fachowcowi. O niemieckim nawet nie wspominam, bo znam ze cztery słowa w tym języku. Takoż więc szukam osób, które podjęły by się przetłumaczenia kilku stron tekstu na te dwa języki. Tyle tylko, że jest to język, powiedzmy, techniczny. Wiadomo, przy tłumaczeniu ma to jakieś tam znaczenie. Jeżeli ktoś byłby zainteresowany, poproszę o kontakt na PW z jakąś informacją, ile mnie to będzie kosztowało i czemu tak drogo... ;-)
Aa... Strona oczywiście do wglądu: KLIK (http://bartech.radom.pl/).
Tekst będzie jeszcze pewnie ulegał drobnym modyfikacjom w najbliższych dniach, więc się za bardzo go nie czepiać. Tzn jeżeli jakieś uwagi merytoryczne, czy natury językowej się pojawią, to zamieniam się w słuch.

Druga sprawa to przystosowanie Wordpressa do współpracy z kilkoma wersjami językowymi. Mam już zainstalowany stosowny wtyks i na pierwszy rzut oka wydaje się, że się on sprawdzi, ale trzeba by go gdzieś z letka zmodyfikować, żeby był bardziej dopasowany. No, chyba, że jakiś inny sposób istnieje. Ja w każdym razie za krótki jestem, nie mam ani czasu, ani ochoty się tego uczyć. I znowu, jeżeli ktoś byłby chętny podjąć się tematu, poproszę o PW z jakąś cyferką.

de Fresz
06-02-2012, 02:16
W rozwiązaniu konkretnych problemów techniczno-językowych Ci nie pomogę, ale trochę się poczepiam, OK? ;-)
Doskonale rozumiem, że obecnie niezwykle popularne jest podejście w wielu dziedzinach pt. "ja siam", bo to i taniej i satysfakcja z własnoręcznego dzieła większa, ale niestety w praktyce efekty całkiem często bywają takie-se, co ciężko dostrzec autorowi z racji braku dystansu do własnej twórczości. I to niestety bardzo widać po tej stronie. Część graficzna jeszcze się jako-tako broni dzięki schludności i prostocie, choć można by się czepiać pewnego nadmiaru ozdobników w banerze z logo, ale znacznie gorzej jest z warstwą tekstową. Mówiąc wprost, jest ona na poziomie językowym liceum (czy tam inżynierskim, jak wolisz ;-)) – mimo że zapewne "targetem" nie są literaci, sugerowałbym poszukać wśród znajomych jakiegoś dziennikarza, copywritera, czy innego osobnika sprawnego w piórze, który doszlifowałby nieco te teksty za flaszkę czy inną miskę ryżu, zanim trafią do tłumaczenia.
Kolejną sprawą, która zwróciła moją uwagę, to straszliwa ogólnikowość zamieszczonych treści. Potencjalnego zleceniodawcę IMHO będą przede wszystkim interesowały konkrety: jaki macie park maszynowy, kto go obsługuje, jakie macie doświadczenie, jakie moce przerobowe itd. Czyli zamiast (lub jeśli wolisz obok) ogólników sensownie byłoby umieścić:
– listę (może z krótkimi opisami) kluczowego sprzętu
– "galerię bohaterów" – oczywiście nie chodzi o pełną listę do sprzątaczek włącznie, ale kluczowe postacie w firmie
– dotychczasowe realizacje i/lub firmy dla których pracowaliście.

Jeszcze co do Word Pressa – przy okazji pewnej stronki, która rodzi mi się w strasznych bólach gadałem z paroma specami od CMSów i wszyscy gremialnie odradzali go jako system pod regularne strony – on się świetnie sprawdza przy blogach, szczególnie jak się korzysta z gotowych szablonów i uda się skompletować zestaw plug-inów, które załatwią czego trzeba, przy bardziej przyziemnych zastosowaniach ponoć generuje wiele zagwozdek wcale niełatwych do obejścia. Najczęściej polecano mi zamiast WP Joomlę.

RobertMiernik
06-02-2012, 02:34
Tak na szybko, juto może więcej: na joomli straszliwie się nie tak dawno przejechałem, może i specjaliści ją polecają ale obsługa tego jest mocno upierdliwa dla prawie zwykłego śmiertelnika (mam dość sporo doświadczenia z różnymi CMSami, a mimo to joomla jest dla mnie maksymalnie nieprzyjazna).

docxxx
06-02-2012, 10:31
Tak na szybko, juto może więcej: na joomli straszliwie się nie tak dawno przejechałem, może i specjaliści ją polecają ale obsługa tego jest mocno upierdliwa dla prawie zwykłego śmiertelnika (mam dość sporo doświadczenia z różnymi CMSami, a mimo to joomla jest dla mnie maksymalnie nieprzyjazna).

Bzdury. No chyba, ze Twoja wypowiedz oznacza, ze joomla nie nadaje sie dla srednio rozgarnietego czlowieka. Wtedy tak, ale i notatnik z paintem nie pomoze.

ppfalcon
06-02-2012, 10:35
To jaki w takim razie z darmowych CMSów polecacie? Pytam ciekawości, bo ja i tak pracuję na własnym, ale chciałbym wiedzieć co z darmowców jest najlepsze

RobertMiernik
06-02-2012, 13:21
Bzdury. No chyba, ze Twoja wypowiedz oznacza, ze joomla nie nadaje sie dla srednio rozgarnietego czlowieka. Wtedy tak, ale i notatnik z paintem nie pomoze.

Właśnie to oznacza.
Nie wiem jak z tym paintem, jakoś sobie radzę, radzę sobie też ze sporymi systemami ERP, a jednak joomla po dwóch tygodniach dalej powodowała konieczność zastanowienia się, jak to cholerstwo znaleźć, już nie mówię o dwutygodniowej walce z 'bardzo polecaną i intuicyjną' wtyczką do tłumaczenia...

Może to kwestia przyzwyczajenia, ale w WordPressie nigdy nie musiałem się zastanawiać nad obsługą - jak do androida, nie ma potrzeby dodawania instrukcji, bo 'wszystkie' opcje są samotłumaczące się...

docxxx
06-02-2012, 13:45
Jeden nie nadaje sie to fotografii, drugi do webmasterki. Nic nie poradzisz. Joomla jest wspanialym CMSem. Wraz z DARMOWYMI rozszerzeniami mozna zrobic cuda na kiju. Postaw sobie taka Preste (sklep) i placz z braku bezplatnych komponentow. Dopiero teraz zrozumialem, jak wazny jest support.
Jest jeszcze Drupal, ale o nim sie nie wypowiadam, bo krotko pracowalem na tym silniku. Joomla vs. Drupal to takie Nikon vs. Canon ;)

kisio
06-02-2012, 14:02
W rozwiązaniu konkretnych problemów techniczno-językowych Ci nie pomogę, ale trochę się poczepiam, OK? ;-)
Doskonale rozumiem, że obecnie niezwykle popularne jest podejście w wielu dziedzinach pt. "ja siam", bo to i taniej i satysfakcja z własnoręcznego dzieła większa, ale niestety w praktyce efekty całkiem często bywają takie-se, co ciężko dostrzec autorowi z racji braku dystansu do własnej twórczości. I to niestety bardzo widać po tej stronie. Część graficzna jeszcze się jako-tako broni dzięki schludności i prostocie, choć można by się czepiać pewnego nadmiaru ozdobników w banerze z logo, ale znacznie gorzej jest z warstwą tekstową. Mówiąc wprost, jest ona na poziomie językowym liceum (czy tam inżynierskim, jak wolisz ;-)) – mimo że zapewne "targetem" nie są literaci, sugerowałbym poszukać wśród znajomych jakiegoś dziennikarza, copywritera, czy innego osobnika sprawnego w piórze, który doszlifowałby nieco te teksty za flaszkę czy inną miskę ryżu, zanim trafią do tłumaczenia.
Kolejną sprawą, która zwróciła moją uwagę, to straszliwa ogólnikowość zamieszczonych treści. Potencjalnego zleceniodawcę IMHO będą przede wszystkim interesowały konkrety: jaki macie park maszynowy, kto go obsługuje, jakie macie doświadczenie, jakie moce przerobowe itd. Czyli zamiast (lub jeśli wolisz obok) ogólników sensownie byłoby umieścić:
– listę (może z krótkimi opisami) kluczowego sprzętu
– "galerię bohaterów" – oczywiście nie chodzi o pełną listę do sprzątaczek włącznie, ale kluczowe postacie w firmie
– dotychczasowe realizacje i/lub firmy dla których pracowaliście.

Jeszcze co do Word Pressa – przy okazji pewnej stronki, która rodzi mi się w strasznych bólach gadałem z paroma specami od CMSów i wszyscy gremialnie odradzali go jako system pod regularne strony – on się świetnie sprawdza przy blogach, szczególnie jak się korzysta z gotowych szablonów i uda się skompletować zestaw plug-inów, które załatwią czego trzeba, przy bardziej przyziemnych zastosowaniach ponoć generuje wiele zagwozdek wcale niełatwych do obejścia. Najczęściej polecano mi zamiast WP Joomlę.

No właśnie. Jaka może być rynkowa cena postawienie takiej strony? Warto się męczyć?

Majek
07-02-2012, 00:07
W rozwiązaniu konkretnych problemów techniczno-językowych Ci nie pomogę, ale trochę się poczepiam, OK? ;-)
Spoko, sam się to to prosiłem... ;-)

Natomiast napiszę kilka słów wyjaśnienia, czemu strona wygląda tak, a nie inaczej. Pierwsza podstawowa sprawa to fakt, że tej strony przez 15 lat nie było i jakoś do tej pory nikomu specjalnie to nie przeszkadzało. W tej chwili jesteśmy na takim etapie, że po prostu nie wypada nie mieć strony internetowej. W żadnym wypadku nie traktuję jej jako narzędzia marketingowego, ani próby rozreklamowania swojej działalności. Przynajmniej póki co. To jest na tyle specyficzna branża, specyficzny rodzaj produkcji, że grono klientów jest mocno zawężone i kto ma się dowiedzieć, to zazwyczaj się dowiaduje innymi kanałami. Dopiero później wklepuje w google nazwę firmy i chce sobie popatrzeć na obrazki, albo kilka słów o kontrahencie wpisać do jakiegoś raportu, czy innego papiera, z którego później będzie rozliczony.


Doskonale rozumiem, że obecnie niezwykle popularne jest podejście w wielu dziedzinach pt. "ja siam", bo to i taniej i satysfakcja z własnoręcznego dzieła większa, ale niestety w praktyce efekty całkiem często bywają takie-se, co ciężko dostrzec autorowi z racji braku dystansu do własnej twórczości.
Wiesz, tu nawet nie chodzi o "ja siam", bo była ta strona była ostatnią rzeczą, jaką miałem ochotę i czas się zajmować. Satysfakcja z dobrze wykonanej, nikomu niepotrzebnej roboty to też coś, co mi kalafiorem zwisa... Taniej... Hmm... no to z cała pewnością. Bo wykonanie szkieletu strony opartej na WP, dostosowanie stylu, to jeden wieczór. Nie siliłem się jakoś specjalnie na graficzne wodowytryski, bo po pierwsze, jestem na to za cienki, a po drugie mi się nie chciało... Zrobiłem właśnie prosto, schludnie i czytelnie... A jakbym to zlecił komuś na zewnątrz, to bym musiał rzygnąć 2 koła minimum (za samo wykonanie szkieletu), ten ktoś by się z tym bujał nie wiadomo ile, a efekt nie byłby pewnie zgodny z moim zamysłem... A tak, to posiedziałem jeden wieczór i zaoszczędziłem na ładną flaszeczkę. No co, piechotą nie chodzi... A czy jest brzydkie, czy ładne, to już inna sprawa... Nie to ładne, co ładne, tylko co się komu podoba. Nie mam zamiaru tutaj piać z zachwytu nad własnym artyzmem i się lansować. Zrobiłem, jest, jakoś za bardzo nie odrzuca od monitora, da się na to patrzeć, więc się tym więcej nie zajmowałem...



znacznie gorzej jest z warstwą tekstową. Mówiąc wprost, jest ona na poziomie językowym liceum (czy tam inżynierskim, jak wolisz ;-))Tak, zdecydowanie tak wolę... ;-)


mimo że zapewne "targetem" nie są literaci, sugerowałbym poszukać wśród znajomych jakiegoś dziennikarza, copywritera, czy innego osobnika sprawnego w piórze, który doszlifowałby nieco te teksty za flaszkę czy inną miskę ryżu, zanim trafią do tłumaczenia.
Ano właśnie... Powieściopisarzem nie jestem, co tu dużo ukrywać... Tak w ogóle, to wypłodzenie tego tekstu, to była dla mnie największa mordęga. I problem jest nieco grubszej natury. A mianowicie chodzi o to, że tego tekstu nikt by za mnie napisał, nawet, jeżeli bym zlecił komuś... Bo nikt nie zna tak dobrze specyfiki tej firmy. Ot, taka drobnostka. A przecież nie chodzi o to, żeby tworzyć fikcję literacką, tylko jakoś, w miarę przystępny sposób opisać, co my jesteśmy i co robimy. I żaden copywriter, czy dziennikarz (szczególnie biorąc pod uwagę obecny poziom dziennikarstwa) by tego lepiej nie napisał. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Może się mylę, ale tak na zdrowy rozum, co sensownego może napisać obca osoba, która nie zna firmy, nie rozumie jej specyfiki, jej niuansów? I żeby nie wiem ile się nie natłumaczył i nie robił keynote'ow, to ten ktoś i tak zrozumie to po swojemu. Jedyne, co mogę zrobić, żeby poprawić poziom literacki tych wypocin, to dac to komuś kompetentnemu do korekty. Niestety nie znam nikogo takiego...


Kolejną sprawą, która zwróciła moją uwagę, to straszliwa ogólnikowość zamieszczonych treści. Potencjalnego zleceniodawcę IMHO będą przede wszystkim interesowały konkrety: jaki macie park maszynowy, kto go obsługuje, jakie macie doświadczenie, jakie moce przerobowe itd. Czyli zamiast (lub jeśli wolisz obok) ogólników sensownie byłoby umieścić:
– listę (może z krótkimi opisami) kluczowego sprzętu
– "galerię bohaterów" – oczywiście nie chodzi o pełną listę do sprzątaczek włącznie, ale kluczowe postacie w firmie
– dotychczasowe realizacje i/lub firmy dla których pracowaliście.
Chciałem to jakoś spigułkować, żeby czytający nie znudził się na 18 akapicie na temat parku maszynowego. Targetem nie są krawcowe i piekarze, tylko ludzie działający w branży. Więc jeżeli kogoś zainteresuje, czy zaintryguje ogólna informacja (zakładając, że ja wcześniej przyswoi) i będzie chciał sprawdzić dalsze możliwości ewentualnej współpracy, to złapie za telefon i zadzwoni lub napisze maila, poprosi o spotkanie, o audyt. A jak będzie mu potrzebny tylko krótki opis, bo robi rozeznanie rynku, czy akcję ofertową, to ma gotowca (to, o czym pisałem w pierwszym akapicie).

- Co do kluczowego sprzętu, to jest to też pewien problem, gdyż nie ma takiego... Znowu wynika to ze specyfiki produkcji. W tej firmie równie ważną dla procesu jest 40 letnia maszyna konwencjonalna, jak i najnowsze wieloosiowe centrum obróbkowe. Można powiedzieć, że wszystko w tej firmie jest mniej lub bardziej kluczowe. I mam teraz to wszystko opisywać? Z dwojga złego wybrałem wariant inny, czyli ogólną informację. Znowu - jak ktoś będzie się chciał dowiedzieć, ile mogę włożyć na stół czteroosiowej frezarki, to mnie o to spyta w mailu lub przez telefon. Albo po prostu przyśle rysunek wykonawczy i zapyta, czy będę w stanie to wykonać. Tak to działa od lat.

- O "galerii bohaterów" myślałem, ale zrezygnowałem. Po pierwsze nie chcę pokazywać gąb. Nie chcę mieć później jakichś chorych akcji z tym związanych. Podpisywania dokumentów, kręcenia nosem, strzelania focha, czy perfidnej próby wymuszenia podwyżki. Nie upubliczniam wizerunku pracowników, koniec. Po drugie - znowu specyfika firmy - nie ma takich typowych bohaterów. Owszem, są dwie czy trzy takie charakterystyczne osoby odpowiedzialne za produkcję (przygotowanie i realizację) w taki bezpośredni sposób, ale to pracownicy produkcyjni są siłą tej firmy i jeżeli już, to oni są bohaterami. Mam wszystkich pokazać? A jak pokaże jednego (wyróżnię), a drugiego nie pokażę (czyli będę uważał, że jest gorszy, mniej ważny itd), to ten drugi focha strzeli... Bo niestety to tak wygląda. Czasem z nimi, jak z dziećmi. To nie jest żart. A po trzecie nie mam pomysłu, jak to fajnie i z jajem zrobić. Żeby to nie były sztywne zdjęcia legitymacyjne z podpisem. Myślałem, żeby zrobić jakąś pozowana sesję, ale na to nie ma czasu, a i nie jestem pewien, czy modele potrafiliby się wczuć w rolę.

- Dotychczasowe realizacje będą pokazane w osobnym dziale. Wpierw myślałem, o jakiejś typowej galerii, ale od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie pomysł na coś w rodzaju portfolio. Gdzie umieściłbym przykładowe zdjęcia wytwarzanych elementów (co może być obarczone pewnymi problemami natury prawnej), fotki zrealizowanych własnych projektów, czy referencje firm, z którymi współpracujemy.

Generalnie dochodzimy do sedna sprawy, czyli do zdjęć. Bo oczywiście cały ten tekst będzie okraszony zdjęciami mojego, a jakże, autorstwa. ;-) Tylko kurde, no zarąbiście trudno jest zrobić dobre zdjęcia w takiej firmie, gdzie ciągle coś się dzieje, gdzie ciągle jest bałagan, bo trwa produkcja. Mam na myśli zdjęcie pokazujące coś konkretnego, niesące jakąś konkretną informację. Z drugiej strony nie mogę sobie pozwolić na zatrzymanie firmy na dzień czy dwa, celem wysprzątania i urządzenia sesji zdjęciowej (korzyści byłby niewspółmiernie za małe do poniesionych strat). Dlatego pstrykałem foty trochę po partyzancku. I często bywało tak, że nawet jeżeli miałem fajny pomysł na jakiś kadr, to zdjęcie się nie nadawało do pokazania, bo w tle stał jakiś fajans, który ewidentnie ten kadr psuł, a którego usuwanie (w sensie przestawienie w inne miejsce) trwałoby cały dzień. Dlatego w większości ujęcia będą takie bardzo ogólne (na których jeszcze nie widać bajzlu) lub bardzo szczegółowe (na których już nie widać bajzlu). Generalnie zdjęcia mam w większości zrobione, część obrobione, resztę dorabiam na bieżąco, w wolnych chwilach obrabiam (tak się noszę z zamiarem pokazania ich tu gdzieś kiedyś). I znowu robię "siam". No bo komu miałbym to zlecić i za ile? Nie znam dobrego fotografa, który zajmuje się fotografią przemysłową, tak ją nazwijmy. A jak robię sam, to przynajmniej wiem, do kogo mogę mieć pretensję, za zrobienie chłamu. ;-)


I na koniec sprawa CMSa. Wybrałem WP, bo go miałem pod ręką. Nie prowadziłem jakiegoś rozbudowanego researchu na ten temat, bo strona, którą chciałem zrobić miała i w dalszym ciągu ma być prosta, jak pier...nie. Ot kilka stron z informacjami no konkretny temat. Żadnych rozbudowanych podstron, sklepów itd. Po prostu link jeden, link drugi, link trzeci, może czwarty i piąty, ale raczej nie więcej... Co tu się rozwodzić? Ostatnio zaistniała potrzeba zrobienia wersji angielskiej i niemieckiej. Na upartego, mógłbym postawić trzy takie WP na trzech bazach i mieć to wszystko rzyci (jest tego contentu na tyle mało, że spokojnie można tak zrobić), ale pomyślałem, że jakoś tak bardziej elegancko zrobię. No i mam pewien problem, przy którym potrzebuję pomocy. Jak go nie rozwiążę, to postawię trzy bazy i cześć.

A tak w ogóle, to dzięki za zainteresowanie. ;-)

de Fresz
09-02-2012, 17:59
Natomiast napiszę kilka słów wyjaśnienia, czemu strona wygląda tak, a nie inaczej. Pierwsza podstawowa sprawa to fakt, że tej strony przez 15 lat nie było i jakoś do tej pory nikomu specjalnie to nie przeszkadzało. W tej chwili jesteśmy na takim etapie, że po prostu nie wypada nie mieć strony internetowej.

W takim przypadku może szkoda było pary i trzeba było skorzystać z usług jakiegoś PKT itp.?


W żadnym wypadku nie traktuję jej jako narzędzia marketingowego, ani próby rozreklamowania swojej działalności. Przynajmniej póki co. To jest na tyle specyficzna branża, specyficzny rodzaj produkcji, że grono klientów jest mocno zawężone i kto ma się dowiedzieć, to zazwyczaj się dowiaduje innymi kanałami. Dopiero później wklepuje w google nazwę firmy i chce sobie popatrzeć na obrazki, albo kilka słów o kontrahencie wpisać do jakiegoś raportu, czy innego papiera, z którego później będzie rozliczony.

Sądzę, że jesteś w błędzie czyniąc takie założenia. Wczuj się w rolę potencjalnego klienta, zastanów się jakich informacji potrzebujesz o potencjalnym wykonawcy, żeby w ogóle Ci się chciało brać za telefon, otwórz parę stron konkurencji (ile ich znajdziesz po 5 minutach guglania, z pół setki?) oraz swoją i sam spróbuj ocenić z dystansu na stronie której firmy znalazłeś odpowiedzi na swoje pytania, która wzbudziła w Tobie na tyle zaufanie, żeby się fatygować i dzwonić.
Bardzo często nasi rodzimi biznesmeni wychodzą z założenia, że "jak będzie chciał wiedzieć więcej, to zadzwoni" – rzecz w tym, że strona powinna być właśnie po to, aby potencjalny klient dowiedział się z niej czy ma w ogóle po co dzwonić. Bo może nie oferujecie obróbki magnezu, macie za małe lub niewystarczająco precyzyjne obrabiarki, nie macie niezbędnego doświadczenia przy produkcji części o krytycznym znaczniu konstrukcyjnym, nie oferujecie odpowiednich testów materiałowych itp. itd.


Zrobiłem właśnie prosto, schludnie i czytelnie...

To pomyśl jeszcze o wizualnym zaznaczeniu w meni na której podstronie znajduje się czytający.


A przecież nie chodzi o to, żeby tworzyć fikcję literacką, tylko jakoś, w miarę przystępny sposób opisać, co my jesteśmy i co robimy. I żaden copywriter, czy dziennikarz (szczególnie biorąc pod uwagę obecny poziom dziennikarstwa) by tego lepiej nie napisał. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie.

Weeeeź ;-) Teksty są tak ogólnikowe, że nawet początkujący kopirajter by Ci coś takiego spłodził na kolanie w 2 godzinki. Zdziwiłbyś się jak cudne techniczne teksty o olejach silnikowych kierowane do mechaników potrafi spłodzić drobna blondyneczka po filologii klasycznej, nie dość że nie posiadająca samochodu, to w ogóle prawa jazdy ;-) Oczywiście Ty musiałbyś ze swojej strony zawrzeć w briefie kluczowe informacje.


Może się mylę, ale tak na zdrowy rozum, co sensownego może napisać obca osoba, która nie zna firmy, nie rozumie jej specyfiki, jej niuansów?

Bez urazy, ale nic z tego o czym piszesz w tych tekstach nie widzę.


- Co do kluczowego sprzętu, to jest to też pewien problem, gdyż nie ma takiego... Znowu wynika to ze specyfiki produkcji. W tej firmie równie ważną dla procesu jest 40 letnia maszyna konwencjonalna, jak i najnowsze wieloosiowe centrum obróbkowe. Można powiedzieć, że wszystko w tej firmie jest mniej lub bardziej kluczowe. I mam teraz to wszystko opisywać?

Ile tego jest, z 10 różnych maszyn, czy 200? I sam się zastanów czy aby na pewno każda z nich (w sensie rodzaj, typ) jest kluczowa z punktu widzenia waszych możliwości produkcyjnych?


Z dwojga złego wybrałem wariant inny, czyli ogólną informację. Znowu - jak ktoś będzie się chciał dowiedzieć, ile mogę włożyć na stół czteroosiowej frezarki, to mnie o to spyta w mailu lub przez telefon. Albo po prostu przyśle rysunek wykonawczy i zapyta, czy będę w stanie to wykonać. Tak to działa od lat.

Ale jak sam wcześniej napisałeś, dzwonią raczej ludzie z polecenia i dla takich ta strona jest w dużym stopniu zbędna, idąc Twoim tokiem rozumowania równie dobrze takie ogólnikowe teksty możesz wysyłać mejlem, po wcześniejszym zapytaniu, bo pewnie też nie każdemu są potrzebne do raportów.


- O "galerii bohaterów" myślałem, ale zrezygnowałem. Po pierwsze nie chcę pokazywać gąb. Nie chcę mieć później jakichś chorych akcji z tym związanych. Podpisywania dokumentów, kręcenia nosem, strzelania focha, czy perfidnej próby wymuszenia podwyżki.

Trza było zapłacić parę złotych, spisać umowę i tyle. Wybór uzasadnić "a bo panu Zdzisiowi dobrze pyska patrzy i jest ten, no, fotogenetyczny" ;-)


Nie upubliczniam wizerunku pracowników, koniec. Po drugie - znowu specyfika firmy - nie ma takich typowych bohaterów. Owszem, są dwie czy trzy takie charakterystyczne osoby odpowiedzialne za produkcję (przygotowanie i realizację) w taki bezpośredni sposób, ale to pracownicy produkcyjni są siłą tej firmy i jeżeli już, to oni są bohaterami. Mam wszystkich pokazać?

Jeeeeżu, no nie mogę, za grosz zmysłu marketingowego :-P Nawet jak ich nie ma, to zawsze można wykreować. Pana Stasia, brygadzistę, co to wcześniej 20 lat w FBR przepracował i zamek do AKM z zawiązanymi oczami wyfrezuje w 7'49", żaden użytkownik nigdy do niego z reklamacją nie wrócił ;-), pana Henryka, inżyniera z 30 latami stażu, co to w młodości projektował silniki do Sputników, a później na kontraktach przy szybach naftowych robił i cały Bliski Wschód zjeździł, pana Andrzeja, Kij Ekant Menedżera, co zawsze ma przy sobie tubkę wazeliny i dar bezbłędnego odgadywania jaka jest ulubiona restauracja rozmówcy itd. itp. Nie chodzi o to by zmyślać straszliwie, chodzi o sprzedanie wizurunku firmy zatrudniającej zajebiaszczych fachowców.
Zresztą, nie mam żadnego interesu w przekonywaniu Cię, że warto do tematu podejść porządnie, może w Twojej branży takie zdawkowe ogólniki są standardem przemysłowym i nie chce Ci się wychylać*ponad to, wyraziłem swoją opinię popartą jakimś tam doświadczeniem w pracy w reklamie, chcesz to skorzystasz, nie, to też na zdrowie ;-)