JK
20-07-2011, 12:29
Kilka dni temu, dość przypadkowo i za niewielkie pieniądze, stałem się właścicielem lunety Spotting Scope RA III 65. Pierwszą myślą było: a może by się tak pobawić w digiscoping? Ale druga myśl: po co mi to? O digiscopingu jest tyle opinii, ilu wypowiadających się "specjalistów" i są one oczywiście diametralnie różne. Od zachwytu, po totalną krytykę i niestety w większości są to bardzo złe opinie. Pomyślałem, że może warto spróbować samodzielnej zabawy z digiscopingiem, choćby po to, żeby wyrobić sobie jakieś własne zdanie i nie powtarzać różnych "zasłyszanych dyrdymałów". Baaaardzo długa ogniskowa też trochę kusi. No, ale kota w worku brać nie chciałem, więc przystawiłem lustrzankę do wizjera lunety i zrobiłem testowy pstryk. Wszytko poruszone, to oczywiste, ale dało się i na dodatek nie było żadnej winiety, a tego się trochę obawiałem. Obraz w wizjerze jest na tyle jasny, że nie było większych problemów z manualnym ostrzeniem, wiec wziąłem to "cudo".
Kiedyś, w Łodzi na spotkaniu NKP, bawiłem się trochę lunetą Nikona i pamiętam, że potrzebny był specjalny adapter do lustrzanki. Są nawet dwa: FSA-L1 i FSA-L2. Trochę przeraziły mnie ceny tego czegoś, bo ta tańsza kosztuje jakieś 1100-1200 PLN, a ta droższa, ta z zoomem, już ponad 3500 PLN. Przy cenie lunety, którą można kupić już za 800-900 PLN, to dość sporo. Ale problem szybko sam się rozwiązał. Wynik konsultacji z naszym forumowym specem od lunet Nikona był jasny - ta luneta nie nadaje się do współpracy z lustrzanką. Z kompaktami TAK, ale z lustrzanką NIE. Adaptery FSA-L1 i FSA-L2 nie dają się nawet do tego cuda zamocować, czyli klapa. Dostałem nawet życzenia udanych zdjęć (czymś innym.....). :wink:
Pomyślałem - trudno. Ale nurtował mnie ten jeden testowy pstryk. Postanowiłem jakoś to jednak połączyć i spróbować, bo jeśli da się kompaktem, jeśli dało się bez mocowania, to dlaczego ma się nie dać solidnie zamocowaną lustrzanką? No i dorobiłem prostą tulejkę, wyposażyłem to coś w bagnet od starej 50-tki (ma nawet procesor :wink:), podłączyłem i działa. Nawet sensownie działa. Za niecały 1000 PLN (mój był znacznie tańszy) można więc mieć przyzwoity i stabilny mechanicznie zestaw do digiscopingu. Dla porównania dodam tylko, że ceny podobnych zestawów, firmowanych przez Nikona, w sklepach oscylują od 4500 do 7000 PLN w zalezności od tego magicznego FSA-Lcośtam, które jak się okazało wcale nie jest potrzebne. Teraz już wiem dlaczego do lunet Spotting Scope RA III 65 nie ma oryginalnego adaptera do lustrzanek - byłoby to zdecydowanie zbyt tanie. :wink:
Lunety to nie obiektywy i producenci nie podają ogniskowych, tylko powiększenia. Moja luneta powiększa 20x (oczywiście można zmienić okular) i ze wstępnych szacunków (można to policzyć dokładnie, ale po co) daje to kąt widzenia około 1.5 stopnia. I właśnie od tego kąta widzenia zaczyna się wiekszość problemów z digiscopingiem. Patrzymy w lunetę i jest ostro, przynajmniej tak się wydaje. Obraz co prawda trochę się "rusza", ale nasz mózg to kompensuje i jest OK. Patrzymy w wizjer i jest podobnie, czyli ostro, choć też trochę się rusza. Robimy zdjęcie i kiszka - wszystko poruszone. Nawet całkiem solidny fotograficzny statyw nie pomaga, bo lustro tak "tłucze", że wszystko się trzęsie, a przy kącie widzenia rzędu 1.5 stopnia nawet minimalne drgnięcie sprzętu daje mocno poruszoną fotkę. Jeśli lustro "tłucze", to trzeba skorzystać z funkcji opóźnienia i powinno być OK. Ustawiam w menu opóźnienie i robię zdjęcie. Niestety nadal kicha. To opóźnienie jest chyba zbyt krótkie, bo wszystko trzęsie się zbyt długo. No to ustawiam pełny tryb wstępnego podnoszenia lustra. Jest lepiej, nawet dużo lepiej, ale sam ruch migawki też chyba powoduje drgania i minimalne poruszenia obrazu. Można było nadal kombinować ze statywem, z jakimś dodatkowym podparciem, przypomnieć sobie statykę, kombinować z wstępnymi naprężeniami, z wywazaniem, itp., ale zadziałała stara metoda z workiem grochu. Tu już nic się nie trzęsie. No i na dodatek statywu nie trzeba będzie dźwigać :wink:.
Jak już w miarę opanowałem "trzęsionkę", mogłem przyjrzeć się jakości obrazków. Najpierw ostrość. Z ostrością jest tak, że ustawia się ją manualnie, a na dodatek GO jest bardzo mała. Jak już udało się prawidłowo ustawić ostrość, to miałem wrażenie, że w środku kadru jest ostro, ale na brzegach już nie do końca. Mały ruch pokrętłem ostrości i ostrość ułożyła się w pierścień - w środku kiszka, ale na zwenątrz całkiem OK. Wniosek jest chyba dość prosty - nie jest to płaszczyzna ostrości, tylko sfera ostrości i przy zdjęciach ze stosunkowo małej odległości (np. 20 metrów :wink:) trzeba o tym pamiętać. Jeśli ostrzymy na 50, 60, czy 100 metrów, nie jest to już tak wielki problem, bo GO rośnie, ale dla "małych" odległości czasem trzeba uważać. Ostrość i rozdzielczość oczywiście nie powalają. Nie są idealne - to jest luneta, a nie AF-S 400/2.8 VR z TC-20 EIII :wink:, ale dla potrzeb netu i dla formatów rzędu 10x15, czy 15x20 (oczywiście po sensownej obróbce) powinno być akceptowalnie. Tu i tam pojawiły się też aberracje chromatyczne. Oczywiście należało się tego spodziewać w lunecie za kilka stówek, ale pewną niespodzianką było, jak łatwo jest te aberracje korygować. Może nie we wszystkich przypadkach, ale z korektą "fioletowych gałęzi" raczej nie ma większego problemu.
Na razie tyle wstepnych wniosków z jednodniowej zabawy z digiscopingiem. Nawet nie próbowałem jeszcze robić sensownych zdjęć, mam tylko jakieś tam testy, w których nie chodziło o kadr, tylko o w miarę sensowne ustawienie tego wszystkiego. Jeśli kogoś temat zainteresuje i jak coś sensownego upoluję, to dorzucę.
Kiedyś, w Łodzi na spotkaniu NKP, bawiłem się trochę lunetą Nikona i pamiętam, że potrzebny był specjalny adapter do lustrzanki. Są nawet dwa: FSA-L1 i FSA-L2. Trochę przeraziły mnie ceny tego czegoś, bo ta tańsza kosztuje jakieś 1100-1200 PLN, a ta droższa, ta z zoomem, już ponad 3500 PLN. Przy cenie lunety, którą można kupić już za 800-900 PLN, to dość sporo. Ale problem szybko sam się rozwiązał. Wynik konsultacji z naszym forumowym specem od lunet Nikona był jasny - ta luneta nie nadaje się do współpracy z lustrzanką. Z kompaktami TAK, ale z lustrzanką NIE. Adaptery FSA-L1 i FSA-L2 nie dają się nawet do tego cuda zamocować, czyli klapa. Dostałem nawet życzenia udanych zdjęć (czymś innym.....). :wink:
Pomyślałem - trudno. Ale nurtował mnie ten jeden testowy pstryk. Postanowiłem jakoś to jednak połączyć i spróbować, bo jeśli da się kompaktem, jeśli dało się bez mocowania, to dlaczego ma się nie dać solidnie zamocowaną lustrzanką? No i dorobiłem prostą tulejkę, wyposażyłem to coś w bagnet od starej 50-tki (ma nawet procesor :wink:), podłączyłem i działa. Nawet sensownie działa. Za niecały 1000 PLN (mój był znacznie tańszy) można więc mieć przyzwoity i stabilny mechanicznie zestaw do digiscopingu. Dla porównania dodam tylko, że ceny podobnych zestawów, firmowanych przez Nikona, w sklepach oscylują od 4500 do 7000 PLN w zalezności od tego magicznego FSA-Lcośtam, które jak się okazało wcale nie jest potrzebne. Teraz już wiem dlaczego do lunet Spotting Scope RA III 65 nie ma oryginalnego adaptera do lustrzanek - byłoby to zdecydowanie zbyt tanie. :wink:
Lunety to nie obiektywy i producenci nie podają ogniskowych, tylko powiększenia. Moja luneta powiększa 20x (oczywiście można zmienić okular) i ze wstępnych szacunków (można to policzyć dokładnie, ale po co) daje to kąt widzenia około 1.5 stopnia. I właśnie od tego kąta widzenia zaczyna się wiekszość problemów z digiscopingiem. Patrzymy w lunetę i jest ostro, przynajmniej tak się wydaje. Obraz co prawda trochę się "rusza", ale nasz mózg to kompensuje i jest OK. Patrzymy w wizjer i jest podobnie, czyli ostro, choć też trochę się rusza. Robimy zdjęcie i kiszka - wszystko poruszone. Nawet całkiem solidny fotograficzny statyw nie pomaga, bo lustro tak "tłucze", że wszystko się trzęsie, a przy kącie widzenia rzędu 1.5 stopnia nawet minimalne drgnięcie sprzętu daje mocno poruszoną fotkę. Jeśli lustro "tłucze", to trzeba skorzystać z funkcji opóźnienia i powinno być OK. Ustawiam w menu opóźnienie i robię zdjęcie. Niestety nadal kicha. To opóźnienie jest chyba zbyt krótkie, bo wszystko trzęsie się zbyt długo. No to ustawiam pełny tryb wstępnego podnoszenia lustra. Jest lepiej, nawet dużo lepiej, ale sam ruch migawki też chyba powoduje drgania i minimalne poruszenia obrazu. Można było nadal kombinować ze statywem, z jakimś dodatkowym podparciem, przypomnieć sobie statykę, kombinować z wstępnymi naprężeniami, z wywazaniem, itp., ale zadziałała stara metoda z workiem grochu. Tu już nic się nie trzęsie. No i na dodatek statywu nie trzeba będzie dźwigać :wink:.
Jak już w miarę opanowałem "trzęsionkę", mogłem przyjrzeć się jakości obrazków. Najpierw ostrość. Z ostrością jest tak, że ustawia się ją manualnie, a na dodatek GO jest bardzo mała. Jak już udało się prawidłowo ustawić ostrość, to miałem wrażenie, że w środku kadru jest ostro, ale na brzegach już nie do końca. Mały ruch pokrętłem ostrości i ostrość ułożyła się w pierścień - w środku kiszka, ale na zwenątrz całkiem OK. Wniosek jest chyba dość prosty - nie jest to płaszczyzna ostrości, tylko sfera ostrości i przy zdjęciach ze stosunkowo małej odległości (np. 20 metrów :wink:) trzeba o tym pamiętać. Jeśli ostrzymy na 50, 60, czy 100 metrów, nie jest to już tak wielki problem, bo GO rośnie, ale dla "małych" odległości czasem trzeba uważać. Ostrość i rozdzielczość oczywiście nie powalają. Nie są idealne - to jest luneta, a nie AF-S 400/2.8 VR z TC-20 EIII :wink:, ale dla potrzeb netu i dla formatów rzędu 10x15, czy 15x20 (oczywiście po sensownej obróbce) powinno być akceptowalnie. Tu i tam pojawiły się też aberracje chromatyczne. Oczywiście należało się tego spodziewać w lunecie za kilka stówek, ale pewną niespodzianką było, jak łatwo jest te aberracje korygować. Może nie we wszystkich przypadkach, ale z korektą "fioletowych gałęzi" raczej nie ma większego problemu.
Na razie tyle wstepnych wniosków z jednodniowej zabawy z digiscopingiem. Nawet nie próbowałem jeszcze robić sensownych zdjęć, mam tylko jakieś tam testy, w których nie chodziło o kadr, tylko o w miarę sensowne ustawienie tego wszystkiego. Jeśli kogoś temat zainteresuje i jak coś sensownego upoluję, to dorzucę.