Zobacz pełną wersję : polska nie elegancjafrancja
malyandrzejek
13-06-2011, 11:27
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.
W pewien czerwcowy weekend wybrałem się do swojego rodzinnego miasta. Mniejsza o to jakie to miasto. Historia taka prawdopodobnie może się zdarzyć w każdym mieście. Jedyną istotną sprawą jest to, iż jest to miasto turystyczne. A jak to w takich mieścinach, miejscowi za przyjezdnymi nie zawsze przepadają, delikatnie mówiąc. Oczywiście nie chciałbym uogólniać pewnych rzeczy, no ale jednak… Sytuacja tym bardziej niedorzeczna, iż sam w owym mieście się wychowałem i spędziłem w nim swoje dzieciństwo i młodość, a co za tym idzie kocham to miasto. Jak wynika z moich słów, obecnie już w tym mieście nie mieszkam. Jedną z konsekwencji takiej sytuacji jest to, iż moje auto które posiadam ma rejestrację z dwiema pierwszymi literami, świadczącymi o tym iż jestem „obcy” w moim rodzinnym mieście. Jak się okazuje, może to mieć (i ma) kolosalne znaczenie dla miejscowych autochtonów. (Teraz będzie opis sytuacji).
Miejsce: moje rodzinne miasto, godz. 13:00, niedziela
Jadę samochodem z narzeczoną oraz dwoma przyjaciółmi (obaj pochodzą i nadal mieszkają w moim rodzinnym mieście). Jedziemy w miejsce, w którym umówiliśmy się z kolejnymi czterema kolegami (wszyscy pochodzą i nadal mieszkają w moim rodzinnym mieście). Docieramy na miejsce przed pozostałą czwórką i parkujemy na chodniku, przed jakąś posesją (jak najbardziej prawidłowo). Na początku nieświadomi jesteśmy obecności na tej posesji dwóch młodocianych, pijanych osobników. Pech chciał, że dostrzegają rejestrację mojego samochodu i jak to się mówi, zaczyna się... Najpierw wywiązuje się dyskusja, którą zatytułować można słowami „Czy szukamy wrażeń?”. Treści chyba nie muszę przytaczać, bo zwykle większość z takich dyskusji ma praktycznie zawsze taki sam przebieg. Wraz za słowami idą czyny w stylu, plucia na auto. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, mimo iż panowie owi maja problemy z koordynacja ruchową, gramolą się na ogrodzenie posesji i przechodzą na drugą stronę. Nie wiem dlaczego nie używają wyjścia przez bramkę, znajdującego się 5 metrów od nich. Oczywiście sytuacja nie wygląda za ciekawie, nie jest przyjemnie. Wszystko na razie odbywa się na poziomie utarczek słownych (głownie ze strony młodocianych) ale zmierza niestety w wiadomym kierunku. Oceniając sytuację stwierdzamy, iż w bardziej kontaktowy i urazowy konflikt nie ma sensu się wdawać. W międzyczasie w miejsce spotkania dociera pozostała czwórka naszych znajomych. Powiem tak, jest obecnie dwójka pijanych, mających problemy z koordynacją ruchową, agresywnych chłopaków, przeciw siedmiu „przed trzydziestką”, trzeźwych, nieskromnie mówiąc dobrze wyglądających mężczyzn, no i moja urocza narzeczona. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, agresywni panowie, widząc iż nikt z nas nie wykazuje chęci do bitki, po początkowym ostudzeniu swojego zapału do agresywnego zachowania, w dalszym ciągu starają się doprowadzić do konfrontacji. Co jeszcze dziwniejsze, okazuje się że owi agresorzy „znają” dwóch z nas. Oczywiście nic to nie zmienia, a chłopaki jak dążyli do „pełnej” konfrontacji, tak nadal uparcie chcieliby nas przekonać do swoich poglądów.
Sytuacja kończy się po prosu w sposób dla nas najrozsądniejszy. „Olewamy” chłopaków i po prostu odchodzimy/odjeżdżamy. Oczywiście cały czas słysząc groźby, itp. Powiem szczerze, jestem w szoku i nawet komentować zaistniałą sytuację ciężko. Całe szczęście obyło się bez niepotrzebnych „ekscesów”, ale ciężko mi jest zrozumieć takie zachowanie. Nadal jestem w lekkim szoku.
Tak bywa w moim rodzinnym mieście. Niestety, pewnie nie tylko w moim.
Taka historyjka.
Przepraszam, jeśli to się nie nadaje na forum, ale w końcu to dział Cafe.
Miło, że duch w narodzie nie ginie a także ułańska fantazja. Dwóch przeciw siedmiu....
I było parkować, tam gdzie nie trzeba i denerwować miejscowych co są bardziej miejscowsi? :-)
darkmajin
13-06-2011, 11:45
spokojne masz miasto..rzadko na słowach się kończy nawet mimo prób uniknięcia konfrontacji
malyandrzejek
13-06-2011, 12:04
spokojne masz miasto..
Biorąc pod uwagę, że to byla godzina 13:00, niedziela oraz Zielone Świątki, to rzeczywiście spokojnie;)
...rzadko na słowach się kończy nawet mimo prób uniknięcia konfrontacji
No tak do końca na słowach się nie skończyło. Jeden z moich kolegów (tylko w odpowiedzi, na nieudaną próbę uderzenia), sam raz uderzył jednego z krewkich panów. Ale na tym zakończyliśmy "sprawę".
To wygląda na okolice Zakopanego. ;)
W knajpie, tamże:
- Skąd jesteście?
- z Wrocławia.
- no to mocie... 5 minut...
(ci z Warszawy podobno mają natychmiastowy wypad z baru ;))
Co za różnica, góry czy mazury, motyw ten sam... i totalny brak zrozumienia dla takich zachowań :|
To wygląda na okolice Zakopanego. ;)
W knajpie, tamże:
- Skąd jesteście?
- z Wrocławia.
- no to mocie... 5 minut...
(ci z Warszawy podobno mają natychmiastowy wypad z baru ;))
W takim razie proponuję nie jeździć turystycznie w tamte strony. Jak bida przyciśnie, to będą na kolanach błagać.......
To są jedyne metody na podejście miejscowych do obcych.:wink:
W takim razie proponuję nie jeździć turystycznie w tamte strony. Jak bida przyciśnie, to będą na kolanach błagać.......
To są jedyne metody na podejście miejscowych do obcych.:wink:
Na kolanach błagać będą przedsiębiorcy i włodarze miasta, a okoliczne chlory i koksy i tak będą robić swoje.
W takim razie proponuję nie jeździć turystycznie w tamte strony. Jak bida przyciśnie, to będą na kolanach błagać.......
To są jedyne metody na podejście miejscowych do obcych.:wink:
Też jestem tego zdania. ;)
Na kolanach błagać będą przedsiębiorcy i włodarze miasta, a okoliczne chlory i koksy i tak będą robić swoje.
Wtedy niech władze, radni, komendant policji, prokurator, sąd i przedsiębiorcy zastanowią się wspólnie co tym fantem zrobić. To nie jest nierealne tylko potrzeba odrobinę wolnej woli ze strony zainteresowanych stron.;)
Miałem ostatnio nieco bardziej optymistyczną, ale poniekąd podobną przygodę.
W sobotę odwiedziliśmy z kolegą niewielkie miasteczko pod Lublinem - udaliśmy się tam celem poskakania na rowerach po zorganizowanym przez lokalnego działacza (a naszego znajomego) torze do jazdy. Wypakowujemy się z samochodu na parkingu pod sklepem (najbliżej toru), podjeżdża rozklekotanym Peugotem 106 dwóch autochtonów. Z browarkiem, a jakże. No i do nas standardowo czy może papierosa mamy. Akurat tak się złożyło że kolega miał, poczęstował. To drugie pytanie : a skąd jesteście ?. Myślę sobie - sprawa zmierza w wiadomym kierunku :). Ale uprzejmie odpowiadam, z Warszawy. Chłopaki patrzą na nas, na nasze rowery i nagle przebłysk : aaa, do S. [nazwiska znajomego specjalnie nie podaje] żeście przyjechali, no to k...., za..... że jesteście, szacunek dla was że trenujecie, oby tak dalej - przybili piątkę, pogadali że nas wspierają i pojechali :).
Co do Zakopanego. Kiedyś zaparkowaliśmy tam samochodem na pewnym parkingu. Podchodzi parkingowy, który najpierw sprawdza tablicę rejestracyjną samochodu. Pytamy o co chodzi, a parkingowy na to: ,,Sprawdzam, czy nie jesteście z Warszawy. Warszawiacy płacą podwójnie'' ;)
Jest druga strona medalu również:
Do wioski turystycznej przyjeżdża gównarzeria. Płaci za noclegi po 25 zł, kupuje piwko w sklepie, albo przywozi zapas z Biedronki po drodze. Gotują sobie sami. Chodzą non stop nachlani, śmiecą, klną, wydzierają się, poniżają miejscowych. Po ich wizycie na rzeką zostaje stos śmieci.
Tacy turyści są niepotrzebni. Więcej z nich szkody niż pożytku. Najgorsi są studenci. Ile to matołków teraz studiuje... Więc nie dziwię się lokalsom, że ich gonią. Sam parę razy musiałem interweniować i nie zawsze rozumieli proste polskie pożegnanie: "Wyp........ć!". No bo jak zareagować jak jakieś chamstwo niedokształcone z miasta obraża wszystkich naokoło, szczególnie kobiety? Porządna pucówka zapewni im moc wrażeń z wakacji i niezapomniane wrażenia.
(...)Najgorsi są studenci (...)
Najgorsi są ludzie ograniczeni, niekulturalni i nietolerancyjni. Tacy, którzy uważają że wszystko im wolno. Nie jest tu ważne czy studiują, czy są przyjezdni czy miejscowi, czy też czarnoskórzy.
Jakbym przyjechał z Warszawy do Zakopanego i na dzień dobry został podwójnie skasowany za parking, bo mam warszawskie blachy, to kto zachował się nie ok ? Ja, panicz na warszawskich blachach, czy też uczciwy góral, który tylko chce wyjść na swoje ? Może jeszcze należy mi się "pucówka" ?
malyandrzejek
13-06-2011, 15:43
Nie uogólniałbym. W samej Warszawie też kiedyś szedłem przez Ursynów przejściem podziemnym i dochodząc do grupy wyrostków, jeden z nich wychodził do nas w wiadomym celu, reszta jakby też się szykowała. Na szczęście kolega miał przy sobie policyjną "blachę" i samo jej pokazanie ostudziło zapędy... ale co by było gdyby?
Oczywiście mieszkając w mieście turystycznym widziałem mnóstwo sytuacji. Tam miejscowi mają wieczne wakacje, przynajmniej ci mniej zaradni, zdolni i bez pracy. Poszukują "atrakcji". bycie "stąd" nie daje statusu "nietykalnego" o czym niegdyś się przekonałem na własnej skórze i to nie raz. To są tacy ludzie, którzy tylko szukają pretekstu. A to rejestracja, a to źle spojrzałeś, a to masz za ładną dziewczynę, ogólnie prowokują.
A co do przyjezdnych. Uogólniając to stwierdzam, że jednak turyści się pilnują (oczywiście nie wszyscy). Zdają sobie sprawę z tego, że nie są stąd, że "w razie czego" nie zadzwonią po kolegów. Nie raz widziałem jak miejscowy "szczurek" prowokował naprawdę słusznie wyglądającego turystę i ten drugi wielokrotnie odpuszczał. I się nie dziwię, bo nieco dalej stali koledzy "szczurka". Ale fakt, że jeśli ci "turyści", to spora grupa młodych, głośnych panów, z kilkoma samochodami, z włączoną głośną muzyką... to zazwyczaj sami często prowokują takie akcje i nie powiem, że zasługują, ale to że dochodzi wtedy do konfliktów, to po prostu chyba ich sposób spędzania wakacji. A wśród miejscowych zawsze się znajdzie chętna "ekipa" do zaprowadzenia spokoju.
Maciek R
13-06-2011, 16:02
Uogólniać można na mieszkańców wszystkich miejscowości różnie.
Pracuję w Kołobrzegu, sezonowo, w budce gastronomicznej - kiedyś poznaniak (bez obrazy, chodzi mi o mieszkańca Poznania po prostu), bez słowa, rzucił mi wydanym jedzeniem w twarz, po czym stwierdził, że "kebab jest, kur**, za mały". ;) Natomiast nie mówię, że poznaniacy są najgorsi, bo znam kilku bardzo porządnych.
Ale fakt, trafić można na różnych. ;)
Rafał_Sz
13-06-2011, 16:10
"kebab jest, kur**, za mały".
No wiesz, z za dużymi kebabami w Kołobrzegu się jeszcze nie spotkałem. ;):)
A mnie nigdzie w Polsce nikt jeszcze nie zaczepił, nie obraził, nie pobił i vice versa.:smile:
Zauważyłem, natomiast, że są ludzie, którzy maja w sobie coś takiego, że wystarczy jedno jego spojrzenie, żeby nabrać chęci spuszczenia łomotu. W ich wyglądzie często jest coś takiego prowokującego, nie muszą nawet nic mówić i wykonywać żadnych gestów. Denerwują tylko i wyłącznie tym, że są obecni.
Co do Zakopanego. Kiedyś zaparkowaliśmy tam samochodem na pewnym parkingu. Podchodzi parkingowy, który najpierw sprawdza tablicę rejestracyjną samochodu. Pytamy o co chodzi, a parkingowy na to: ,,Sprawdzam, czy nie jesteście z Warszawy. Warszawiacy płacą podwójnie'' ;)
Może kiedyś usłyszał, że "przyjeżdżają tu do nas (do Warszawy) z wiosek i pracują za 1500 zł. Teraz to już w Warszawie prawie sami przyjezdni" ;)
Hedonista00
13-06-2011, 16:48
... a okoliczne chlory i koksy i tak będą robić swoje...
Od raz wiecie,że to kosy? Sami używacie stereotypów a wymagacie czegoś innego. To jak pacyfiści "walczący o pokój". Używając takiej retoryki można stwierdzić, że takie zachowania są dla tego bo 90% to katolicy w tym kraju.
Każda społeczność ma "swoich obrońców wartości i czystości", za granicami jest podobnie a są miejsca gdzie jest gorzej.
Takie zachowania są powszechnie negowane, tylko uważajmy by "z ofiar nie stać się katami" "walcząc o nasze cywilizowane zasady".
Bo to cywilizowana ludzkość z zasadami wytępiła "dzikich gorszych" i to całkiem nie tak dawno.
Megazordon
13-06-2011, 18:31
Przejawy patriotyzmu lokalnego są dość powszechne w naszym kraju, ale podejrzewam, że nie tylko w naszym. Ostatnio sam padłem ofiarą działalności chyba jakiegoś patrolu osiedlowego, który bronił niezawisłości swojej ulicy przed najeźdźcami z innych miast. Od kilku lat mieszkam we Wrocławiu. Od lat dwóch mam samochód, którego nie parkowałem zazwyczaj pod blokiem, bo nawierzchnia tam nierówna i zazwyczaj stawałem troszkę dalej. Raz się jednak zdarzyło, że na moim dotychczasowym "parkingu" miejsc nie było, więc skusiłem się na pozostawienie samochodu zaraz pod blokiem. Nadmienić muszę, że auto mam zarejestrowane w Wałbrzychu. Następnego dnia znalazłem za wycieraczką coś takiego:
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://img833.imageshack.us/img833/4191/jeszczeraz.jpg)
nieźle kuźwa !
My też czasem spotykamy się z takimi przejawami lokalnego patriotyzmu. Mimo mieszkania we Wrocławiu od chyba 8 lat, auto ma rejestrację OB. No i na ulicy często jesteśmy traktowani jak obcy i słyszy się niewybredne teksty w temacie parkowania, wjeżdżania na osiedle itp itd. Niestety taką patologie ciężko zwalczyć a na zaczepki odzywać się nie chce/nie ma potrzeby, bo dokupywanie lusterek, anten, malowanie rys na lakierze moim hobby bynajmniej nie jest...
velaskez
13-06-2011, 18:55
I właśnie dlatego w tej kwestii lubię Amerykę. Druga poprawka w ich konstytucji mówi, że mam prawo mieć broń.
W zeszłe wakacje dwóch kolesi tak z 15 i 16 lat chciało mi zabrać zegarek na wyspie słodowej we Wrocławiu. Ścisłe centrum. Moje szczęście, że trenowałem sporty walki. Najlepsze jest to, że nikt nie reagował do momentu kiedy to tłukłem głową mojego napastnika o śmietnik. Wtedy zbiegła się gawiedź i to ja byłem tym złym...no proszę was. Taka to sprawiedliwość.
Wystarczy mieć rejestracje DWR, spod Wrocławia i już bywają problemy.
Nie wiem czy to już weszło, czy lada dzień ma obowiązywać - możliwość zachowania starej rejestracji przy kupnie samochodu z innego miasta. Ciekawe jak to wtedy będzie wyglądać :)
Takich lokalnych "obroncow" trzeba wysyłać na OIOM i dwuletnią rehabilitacją czynem do którego sami prowokują...
Zresztą zawsze chciałem być założycielem takiej tajnej organizacja działającej pod przykrywkąpaństwa,
co by jeździla, i spuszczała w...l takim idiotom w całym kraju.
Wy tu o wakacjach albo dalszych wyjazdach, a może być niemiło tylko dlatego że jest się z sąsiedniego miasta lub nawet innej dzielnicy/ulicy tego samego miasta :]
dochodząc do grupy wyrostków, jeden z nich wychodził
To jak to - dochodził i wychodził? Cudotwórca. ;)
I właśnie dlatego w tej kwestii lubię Amerykę. Druga poprawka w ich konstytucji mówi, że mam prawo mieć broń.
Heh, warszawskich bezdomnych nasz zakaz chyba nie obowiązuje :D Rano, w drodze po bułeczki moją drogę i piękny poranek zakłóciła wiązka "słów", leciało najgorszymi, których tu mi cytować nie wolno ;) Po chwili zorientowałam się, że powodem tych strasznych stresów i wścieklizny była reklamówka, która postanowiła panu bezdomnemu pęknąć, wypuszczając z niej graty i (tego się nie spodziewałam) spluwę! Mam nadzieję, że to było tylko asg.
Sam pan bezdomny był bardzo w stanie "innej świadomości", największym jego problemem w tej chwili była właśnie urwana reklamówka, a nie fakt, że obok przechodzą ludzie i widzą tą niecodzienną zawartość.
velaskez
13-06-2011, 23:06
@credka - wyobraziłem to sobie, i tarzam się ze śmiechu :mrgreen:
Photoartbox
14-06-2011, 08:04
Miedzy innymi dlatego 25 lat temu wyjechalem z Polski . Jak widac nic sie nie zmienilo - "Karate po polsku" nadal aktualne. :(
jackrabbit
14-06-2011, 09:21
Zauważyłem, natomiast, że są ludzie, którzy maja w sobie coś takiego, że wystarczy jedno jego spojrzenie, żeby nabrać chęci spuszczenia łomotu.
proponuje odstawic te tabletki co bierzesz albo zastapic innymi, chec spuszczania ludziom lomotu powinna ustapic ;)
przyznam ze mialem pare ciekawych sytuacji za gowniarza, moze nie bylo ich tyle zebym sie znalazl w ksiazce do wiktymologii ale byly. co ciekawe - za granica nigdy mi sie takie cos nie przytrafilo, tzn jedna scena z Norwegii pamietam: Ide sobie ciemna uliczka, z naprzeciwka dwoch karkow i nagle slysze "to moze temu wp****my" (po polsku). Odpowiedzialem "sprobuj szczescia". Na tyle ich to zszokowalo ze grzecznie podreptali dalej
proponuje odstawic te tabletki co bierzesz albo zastapic innymi, chec spuszczania ludziom lomotu powinna ustapic ;)
Nie cytuj wybiórczo i przeczytaj początek mojego wpisu i wyciągnij logiczne wnioski.;)
Skądś się to bierze, że jedni są zaczepiani, bo ktoś ma ochotę dać im w papę, a inni nie. Ci inni nawet jakby szukali wrażeń w najgorszych dzielnicach, to pies z kulawa nogą ich nie zaczepi, a niektórym wystarczy jedno spojrzenie.
W takim razie proponuję nie jeździć turystycznie w tamte strony. Jak bida przyciśnie, to będą na kolanach błagać.......
To są jedyne metody na podejście miejscowych do obcych.:wink:
i dlatego nie jeżdżę :/
tylko takich miejsc, do których nie jeżdżę jest coraz więcej. nie uznaję warszawy, okolic zakopanego, karkonoszy zimą, okolic mielna i kilku mniej znanych miejsc ...
generalnie większość polskich dużych miast jest co najwyżej średnio przyjazna a ja nie będę jeździł tam gdzie nie czuję się dobrze i tyle.
W takim razie proponuję nie jeździć turystycznie w tamte strony. Jak bida przyciśnie, to będą na kolanach błagać.......To są jedyne metody na podejście miejscowych do obcych.:wink:
Nie musisz jeździć, tereny, o których mowa są już zakorkowane po uszy.
Zresztą w ten sposób ukarzesz raczej nie miejscowych. Pensjonaty, hotele i knajpy są w zdecydowanej większości własnością właśnie panocków z Warszawy, Krakowa, Trójmiasta czy Poznania. Dosyć często są w rękach mafii - są idealne do prania brudnych pieniędzy. Znajoma z Zakopca opowiadała mi historie o panach nachodzących właścicieli domów w takich miejscowościach i płacących zdecydowanie więcej niż wynosi wartość rynkowa za brzydkie domy w stylu z lat 80'. Natychmiast przerabiane były na pensjonaty. A taki szczęśliwy góralik dostawszy 2 mln złotych za paskudną chałupę urządzał się gdzieś za 1 mln (nad zbiornikiem Orawskim na przykład) i miał drugi milion na zapas.
Parę bogatych rodzin zakopiańskich siedzi w branży, ale są mniejszością.
No i sprawa zatrudnienia. Robota w hotelach i pensjonatach jest ciężka. Mało który właściciel bierze miejscowych. Miejscowi po 8 godzinach chcieliby iść do domu. Sprowadzeni mają swoje pokoje w suterenach czy poddaszu i można ich zawsze obudzić i kazać zapieprzać w środku nocy. Generalnie zatrudniane są kobiety w miejsc o wysokim bezrobociu (np. z mojej okolicy), przy wsparciu urzędów pracy. Nie wrócą do domu bo żyć za coś trzeba. Nie okradną pensjonatu bo do tego trzeba by mieć jakiś wspólników na zewnątrz. Nie wyjdą na miasto bo nikogo nie znają, zresztą mało zarabiają a Zakopane drogie. "Turnusy" pracownicze trwają po dwa tygodnie. Tyle można wytrzymać. Potem dwa tygodnie odpoczynku w domu i z powrotem do pracy.
Więc lokalsi, o ile nie mają ziemi do sprzedania czy wydzierżawienia, wcale nie mają różowo. Rynek usług i handlu jest bardziej zapchany niż gdzie indziej, ceny są sporo wyższe, drogi zakorkowane. Mają możliwość pracy w handlu, gastronomii czy hotelarstwie, ale za psią kasę. Ile może się przebierać za niedźwiedzia i pozować do zdjęć?
Popatrzmy dalej i wyobraźmy sobie ilu buraków i chamów w dresach, warszawiaków od pół pokolenia przyjeżdża do takich miejscowości jak Zakopane, Szczawnica, Krynica, Wisła itp.? Jak oni się zachowują?
Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla agresji, ale ze wszystkich rzeczy jakie oferują miejscowości turystyczne to dla siebie mają wysokie podatki lokalne, wysokie ceny w sklepach, korki, napływ taniej siły roboczej i wszechobecną mafię.
Jastrząb
14-06-2011, 13:10
Instrukcya, iako z różne nacye gadać zaleca:
"Z lokalesami poczciwey rozmowy nie masz, bo plemię złodzieyskie, tedy wszelką gadkę zaczynay dawszy wprzódy w pysk"
:)
*cytat z "Tarcza Żołnierza y Rycerza Ziemie Koronney", autor nieznany, ale obeznany,
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.