Zobacz pełną wersję : Wycena usługi, za ile moje zdjęcia, nie wiem po ile, za ile to?
Pozwolę sobie przytoczyć tutaj fragment artykułu którego popełniłem kilka dni temu.
Czytając fora tematyczne wiele razy natykam się na to samo pytanie. To samo pytanie pada w rozmowach z osobami które natknęły się na mój blog. Czasem jest to wymiana zdań w komentarzach lub emailach, częściej rozmowa przez gadu-gadu ale także podczas rozmowy telefonicznej. Pominę fakt, że ktoś czyta mój blog, który z braku wolnego czasu usycha.
Jak brzmi to pytanie?
Na ile wycenić taką usługę? Ile kosztuje sfotografowanie tego i tamtego? Ile zażądać za zrobienie zdjęć?
Wielu z Was może śmieszyć to pytanie. Mnie jednak prześladuje. Może zacznę od początku czyli od siebie.
Żyję tylko z fotografii. Zanim postanowiłem założyć własną działalność także żyłem z fotografii tylko, że nie na swój rachunek. Założenie swojej działalności było nieuniknione i od zawsze było to moim celem – tyle, że się bałem, że nie dam rady. Międzyczasie dorabiałem jako fotopstryk-ślubny (tak to idealne sformułowanie).
Właśnie to pytanie dopadło mnie przy pierwszym kliencie, który jakimś cudem znalazł moją stronę – wtedy siedziała na darmowym hostingu z darmową domeną.
Klient zapytał ile za sesję ślubną. Oczekiwał natychmiastowej odpowiedzi. Rzuciłem jakąś cenę. Zgodził się…Na tamte czasy było to 1/4 mojej wypłaty czyli na tamten okres mojego życia całkiem fajny pieniądz.
Od tego momentu pytanie to zaczęło mnie prześladować, pojawiać się co raz częściej i częściej.
Jak zacząłem ustalać ceny? Chyba jak większość z Was. Analizowałem rynek. Sprawdzałem poziom cen innych fotografów. Na takiej podstawie oparłem swój cennik.
Następnie przyszła kolej na własną działalność. Najpierw była analiza rynku. Wybadałem czy na rynku jest jeszcze miejsce dla kolejnego fotografa. Postanowiłem oprzeć swoją działalność na fotografii produktowej…i wiecie co? Ciągle opierałem się na średniej cenie rynkowej. Nie zaniżałem ani tym bardziej nie zawyżałem swoich cen. Obserwowałem i dotrzymywałem kroku innym.
Kiedy postanowiłem poszerzyć swoją ofertę o fotografię wnętrz zapytałem wprost osobę która wg mnie robi najlepsze zdjęci wnętrz. Przedstawiłem się jako fotograf i wyłożyłem kawę na ławę. Szczerość za szczerość – przynęta poskutkowała.
Wiecie co jest w tym najgorszego? W takim odrętwieniu przeżyłem rok. Przez rok opierałem się na cennikach innych i widełkach określonych przez ZPAF. Musiałem przeżyć rok, żeby odkryć, że jestem debilem. Wielu z Was się oburzy i zapyta – „Ale co w tym złego?”
Co? Brak myślenia. Brak myślenia o sobie, o swoich potrzebach o rodzinie. Moje ceny przez cały czas były wyssane z palca. Oczywiście ten stan rzeczy nie nastąpił samoistnie. Nie przeżyłem też żadnej przemiany duchowej czy nawiedzenia przez św. Adolfa czy innego z hula hop nad głową. Zostałem zaproszony na darmowe seminarium z marketingu, następnie przeszedłem się na darmowe szkolenie z prowadzenia firmy, ale to nic. Tutaj poznałem tylko teorię. Prawdziwym oświeceniem było wyciągnięcie ręki w stronę fachowej literatury z dziedziny marketingu. Znawcy tematu wiedzą, że tutaj górują zachodni autorzy i tylko po takie pozycję sięgałem.
Czego się nauczyłem? Między innymi liczenia. Głupio brzmi co nie?
W skrócie od około pół roku zmieniłem podejście do określania swoich cen. Dzisiaj ceny swoich usług wyliczam. Ostatni rok to była prawdziwa gonitwa za pieniądzem. Walczyłem z każdym dniem. Miałem dwa cele. Pierwszy utrzymać się. Drugi zarobić na swoje wesele.
Pierwszy cel osiągnąłem. Stać mnie było na płacenie podatków, ZUSu i innych zobowiązań. Dla mnie zostawało niewiele. Drugi cel nie został osiągnięty. Postanowiłem zrobić coś sprzecznego z logiką i zdroworozsądkowym myśleniem. Nie obniżyłem cen tak jak by to zrobiło 90% czytających ten nudny wywód. Co zrobiłem?
Otworzyłem arkusz kalkulacyjny. Wyznaczyłem sobie cel : 13 sierpień 2011 stan konta XX.XXXPLN, to po pierwsze. Po drugie policzyłem ile kosztuje mnie każdy miesiąc, tydzień, dzień i godzina. Po prostu wrzuciłem całoroczne koszty prowadzenia firmy. Nie tylko ZUSy, ale wszelkie koszty: wynajem mieszkania, koszt telefonu, utrzymania serwera i strony WWW, reklamy i promocji, jedzenie, opłaty, cholera wszystko. Dokładnie wszystko. Nie pominąłem nawet papieru toaletowego.
Zaraz ktoś sięgnie po kamień i nim we mnie rzuci (bo bystrzak będzie chciał jako pierwszy zabłysnąć przed innymi). Wielce oburzony co ma robienie kupy do cen fotografa? Już chętnie tłumaczę. Nic nie ma za darmo. Nawet zrobienie kupy kosztuje. Teraz rozumiecie?
Jestem sprzedawcą – sprzedaję siebie. Swój warsztat. Nie wypożyczam sprzętu fotograficznego w bonusie z operatorem. Sprzedaję siebie. Za to co i ile sprzedam będzie mnie stać na jedzenie lub nie, będę mieć na papier toaletowy czy może będę zmuszony podcierać się liśćmi, a odchody zasypywać trocinami.
Każdy mój dzień kosztuje. Jestem konsumentem co sekundę coś kupuję – teraz, w tej chwili doszedł właśnie koszt za energię elektryczną, którą pobiera mój PC.
Zatrzymaliśmy się na liczeniu. W tym przypadku podliczeniu kosztów. Oczywiście niektóre koszty możemy odliczyć, o tym też należy pamiętać.
Teraz cena.
Do kwoty, którą wcześniej sumiennie obliczyłem dodałem XX.XXXPLN. Tak teraz sobie myślicie zwariował chłopak. Przecież nie każdy bierze ślub ale to już na pewno nie co rok. Błąd. Zamiast ślubu możecie wpisać cokolwiek. Wycieczkę, kupno samochodu, roczny koszt kredytu mieszkaniowego, koszty poniesione na naukę swoich dzieci. W skrócie chodzi o nasz zysk. Bez tej kwoty wychodzimy na czysto – wegetujemy.
Następnie podzieliłem to na dni, tygodnie, miesiące. Na tej podstawie obliczyłem koszt moich usług. Wszystkich co do jednej. Wyszło jak wyszło. Ceny wg. moich obliczeń powinny poszybować w górę co najmniej dwu-trzy krotnie.
Z logicznego punktu widzenia sytuacja chora. Już teraz co raz trudniej o kolejne zlecenie, a co dopiero jak podwyższy się ceny. W skrócie są dwie drogi. Zająć się czym innym albo zacisnąć poślady i próbować dalej wyrwać dla siebie kawałek tortu. Czy raczej sera, bo mamy z gonitwą szczurów do czynienia.
Niestety to forum nie przyjmie w jednym poście całej treści dlatego skróciłem ile się dało i podsumowałem najkrócej jak się dało.
"Przepraszam", że musieliście tyle tego przeczytać i tak blisko połowa ludzi przeczyta to tylko po łebkach i na tej podstawie wysnuje swoje wnioski. Jeśli ktoś (o dziwo) będzie chciał przeczytać całość to odsyłam do źródła:
Marudzenie na temat cen — czyli nie jesteś fotografem — nie czytaj (http://fotografia-slubna.tomaszlacki.pl/index.php/2011/06/01/marudzenie-na-temat-cen-czyli-nie-jestes-fotografem-nie-czytaj/)
Tam też co wytrwalsi doczytają jaką drogą poszedłem. Czy była to droga Ludwika i Saby?
No dobra, przeczytalem. Zabraklo clue -- ile Ci wyszedl ten dzien pracy? No i jak go kalkulujesz, skoro fotografowie to nie piekarze i nie pracuja codziennie (chyba, ze przy paszportowkach)? Malo tego -- czasami pracuje sie jeden dzien w plenerze (w studio, u klienta czy jakkolwiek inaczej), a potem np. 5 dni przy kompie.
Takie liczenie jest hmmm... malo sensowne. Wlasnie dlatego, ze nie pracujemy kazdego dnia, na okraglo przez caly rok (no chyba, ze ktos faktycznie jest w takiej sytuacji, ale wtedy bardziej wspolczuje niz zazdroszcze). Ja np. czasami bimbam przez tydzien a nawet dwa (i wtedy najczesciej trafia sie robota z zakresu projektowania czy dtp), a pozniej mam zajob, ze przez 3, 4 tygodnie jade co 2 dzien. Prawde mowiac nie wiem jak mialbym z tego wyliczyc dniowke. Osobiscie wyceniam robote raczej na czuja. Biore pod uwage ile klient oczekuje zdjec, lub ile czasu bede musial u niego spedzic. Licze asystenta, jakie i ile gratow bede musial zabrac, ile czasu zajma mi przygotowania, a ile faktyczne fotografowanie (i obrobka). Oczywiscie licze kilometrowke, czy chociazby to, jakim samochodem trzeba bedzie jechac. No i z tego wychodza naprawde rozne dniowki... 500-900 za reportaz spoleczny kulturalny czy biznesowy, 2500-4000 za slub, czy 3000-6000 za wyjazd do klienta "korporacyjnego" i zapieprzanie przez caly dzien z drugim fotografem czy asystentem przy produktach, czlonkach zarzadu, architekturze, produkcji (rzecz jasna -- w tym jest policzone jeszcze killa dni na obrobke), etc. A czasami trafia mi sie jedno zdjecie, ktore cycam caly dzien i kasuje za nie 100 zl, bo po prostu temat mnie kreci, wiem, ze czlowiek kasy nie ma, ale lubie go i wiem, ze warto to dla niego zrobic.
@sting
Ale bardzo dobrze rozumujesz. Częściowo.
Liczę dokładnie ile dni zajmie takie zlecenie i to nie tylko sam etap pstryknięcia. Zdaję sobie też sprawę ilu klientów mogę mieć w ciągu roku / miesiąca - chodzi mi tutaj o klienta biznesowego-korporacyjnego czy zwał jak zwał wiesz o co mi chodzi.
Chyba po kilku dziesięciu miesiącach pstrykania ma się pojęcie ile czasu trzeba na oblecenie jednego hotelu, pakszotów, aranżacji żarcia.
Co do asystentów i całej reszty np. koszty wynajmu sprzętu oświetleniowego, koszty benzyny. Wszystko to dodaję do wartości zlecenia. Nie mogę dołożyć do zlecenia bo będę stratny.
@stingNie mam az takiego tupetu, zeby sobie taka ksywke przybrac... ;)
Chyba po kilku dziesięciu miesiącach pstrykania ma się pojęcie ile czasu trzeba na oblecenie jednego hotelu, pakszotów, aranżacji żarcia.Pojecie sie ma... Jakies tam. Czasami przez 3 lata z rzedu masz np. 40-50 zlecen, innego 20, a jeszcze innego mozesz miec 80. Ale na poczatku roku nijak nie mozesz wiedziec, ilu bedziesz mial tych klientow w ciagu roku. Mozesz wiedziec, ze bedziesz mial jakies tam sluby -- bo ludziska dosc szybko klepia terminy. Ale skad mozesz wiedziec, ile firm (albo czy w ogole) zglosi sie do Ciebie i o jakie zlecenia Ciebie poprosza? Przeciez to jest loteria. Ja czasami mam pusty kalendarz na np. dwa miesiace w przod, a kiedy czas juz do niego dochodzi, to mam go zawalonego. Rownie czesto jednak bywa odwrotnie. Teoretycznie -- jeden z najlepszych miesiecy w roku nagle okazuje sie nie zapelniac i pozostaje ze smiotami, z ktorych ledwo mieszkanie uda mi sie zaplacic, wrzucic cos do brzucha i w pluca. Albo np. pazdziernik/listopad... Czasami sa to zniwa na kalendarze, a czasami jest tak, ze robie jeden czy dwa g... trojdzielne, w nakladach 100-300 sztuk. Jednego roku skumuluje sie masa roznych uroczystosci czy ciagow imprez kulturalnych (bo ktos wyszapral niezla dotacje), a innego roku -- kompletna posucha. Tego naprawde nie mozna przewidziec. A skoro nie mozna przewidziec, to nie ma czego umiejscowic w obliczeniach.
Co do asystentów i całej reszty np. koszty wynajmu sprzętu oświetleniowego, koszty benzyny. Wszystko to dodaję do wartości zlecenia. Nie mogę dołożyć do zlecenia bo będę stratny.No ok -- koszty to koszty... Ale jesli sobie wycenisz, ze powiedzmy -- dzien Twojej pracy kosztuje 1000 pln i tyle zaspiewasz za zlecenie, to z czego zaplacisz te koszty, jesli np. przez nastepny miesiac nic nie zrobisz (albo zrobisz za 1/5 tego co planowales)? Wlasnie o to mi chodzi -- nieprzewidywalnosc, ktora uniemozliwia sensowne obliczenia... Nie wiem jak jest u Ciebie, ale u mnie kazdy prawie rok wyglada inaczej. Stalych zlecen, ktore robie kazdego roku mam zaledwie kilka, ale one nie zabezpiecza mi nawet 1/3 rocznych kosztow. Wszystko inne, to jest dzielo przypadku. Najczesciej to sa calkowicie nowi klienci, o ktorych poprzedniego roku nawet nie slyszalem. :)
sorry ;) Stig
parszywie się zagalopowałem do rzeczy:
Tak jak napisałem. Nie czekam na klienta. Gdybym miał czekać, że ktoś się do mnie łaskawie odezwie już dawno powyprzedawałbym cały swój sprzęt foto. To ja pozyskuję klientów - w 80% przypadków. Czyli już jedną niewiadomą masz. Śluby - u mnie wychodzi średnio(słowo klucz) 1 na miesiąc. Zresztą na ślubach nie mam opartej swojej działalności.
W sprawie nowych klientów. Trochę mnie zdziwiło Twoje zdanie. Inaczej. Wróć ;)
Wrzucam do wora produktówkę (100% pewności że coś wpadnie), wnętrza (110% pewności że coś wpadnie) to jest mój pewniak. Wiem, że jestem w stanie pozyskać min. jednego klienta średnio na miesiąc z tej dziedziny. Czyli czasem jest to 2 czasem 0 a jeszcze kiedy indziej 4. Tak to jest loteria. Ale mój plan - którego się trzymam - nie zakłada "przeżycia", "dożycia" tylko zakłada minimum + chyba coś koło 20% zysku minimum. To 20% nie tykam, nie ruszam - mam naturę chomika. Jest to przeznaczone na jakiś cel lub nie, ale nie ruszam gdy nie potrzebuję.
Reszta np. tak jak w tym miesiącu - nie dość, że gęsto od osób indywidualnych to jeszcze zlecenia od klientów biznesowych. To jest moja "górka". Zysk. Niespodzianka.
Zamotałem się ale prostuję.
Zakładam plan minimum i staram się go trzymać. Swoim klientom też nie pozwalam cenić mojej pracy w przeliczeniu na dni zdjęciowe. W tamtym tygodniu przygotowywałem ofertę dla pewnej firmy. Oczekiwali w zgłoszeniu ofertowym aby każdy z oferentów zaproponował stawkę za dniówkę (tak dodatkowo cholera wie po co). Bardzo ładnie wywinąłem się z odpowiedzi na to pytanie w swojej wycenie szacunkowej (słowo klucz). Staram się liczyć swoje ceny jako całość. W innym przypadku podaję cenę za hymm nie wiem jak to nazwać "wkład własny" + dodatkowo przedkładam cenę za 1 zdjęcie. "Wkład własny" jest coś jakby pewnikiem, a to ile zdjęć ze zlecenia kupi zleceniodawca jest hymm górką?
Zaraz to przeczytam co napisałem i zedytuję bo staram się odpisać na szybko ;)
Z edytować się nie dało...
Jeszcze raz o kosztach.
Przypuśćmy chodzi o sesje poślubną. Jest pewna cena w skład tej ceny wchodzą fotki na DVD obrobione + odbitki).
Klient chce aby te odbitki były w albumie z bobrzej skóry - koszt. Dodaję to do wartości zlecenia.
Młodzi chcą mieć sesję plenerową na orbicie okołoziemskiej. Koszty dojazdu na stację kosmiczną Bajkonur (stamtąd najczęściej latam z młodymi w kosmos) dodaję do podstawowej ceny zlecenia. Bilet na lot Союз'em też jest moim kosztem, który wpindalam do podstawowej ceny zlecenia. Takim sposobem zamiast 600zł sesja plenerowa kosztuje młodych kilka milionów $.
Pod młodych podstaw dowolnego klienta biznesowego. Za Bajkonur miasto gdzie masz pracować. Za lot Союз'em dopisz sobie pozostałe koszty np. wizażystę, stylistę, asystenta (Ci akurat kochają pracować za darmo) etc itd itp
Przypuśćmy chodzi o sesje poślubną. Jest pewna cena w skład tej ceny wchodzą fotki na DVD obrobione + odbitki).
Klient chce aby te odbitki były w albumie z bobrzej skóry - koszt. Dodaję to do wartości zlecenia.
Młodzi chcą mieć sesję plenerową na orbicie okołoziemskiej. Koszty dojazdu na stację kosmiczną Bajkonur (stamtąd najczęściej latam z młodymi w kosmos) dodaję do podstawowej ceny zlecenia. Bilet na lot Союз'em też jest moim kosztem, który wpindalam do podstawowej ceny zlecenia. Takim sposobem zamiast 600zł sesja plenerowa kosztuje młodych kilka milionów $.No, ale to sie rozumie samo przez sie... Jest tak oczywiste, ze na kombinacje klientow, dadza sie zlapac tylko gowniarze, ktorzy chca wszystkich przebic cena, nie pytajac nawet klienta, co to wlasciwie maja byc za zdjecia. ;)
No, ale to sie rozumie samo przez sie... Jest tak oczywiste, ze na kombinacje klientow, dadza sie zlapac tylko gowniarze, ktorzy chca wszystkich przebic cena, nie pytajac nawet klienta, co to wlasciwie maja byc za zdjecia. ;)
Dlatego też - nauczony doświadczeniem i wytknięciem mi przez któregoś klienta co to wg. ustawy znaczy oferta, stosuję magiczny zwrot. Wycena szacunkowa. Cenę ustalam dopiero w "cztery oczy" (czyli na bezpośrednim spotkaniu) - chyba, że jest to pirat to wtedy w 3.
Dlatego też - nauczony doświadczeniem i wytknięciem mi przez któregoś klienta co to wg. ustawy znaczy oferta, stosuję magiczny zwrot. Wycena szacunkowa. Cenę ustalam dopiero w "cztery oczy" (czyli na bezpośrednim spotkaniu) - chyba, że jest to pirat to wtedy w 3.Mnie z kolei nie ciagnie do zbednych spotkan albo pisaniny bez celu. Olewam wszelkie konkursy ofert i inne takie. Uwazam, ze fotografa wybierac powinno sie na podstawie jego umiejetnosci czy stylu, i jesli klientowi to pasuje (tego potrzebuje i szuka), a jednoczesnie stac go, to nie widze powodu, zeby takimi uslugami kupczyc, jakby wszyscy tak samo pracowali i takie same efekty osiagali. Zglasza sie klient, ze widzial u innego klienta, ze chce, tratata... Pytam sie o co dokladnie chodzi... No to mi mowi, ze folderki i broszurki chce wydac i ze zdjec zakladu potrzebuje. Tlumaczy, ze to fabryka pudelek, ze trzeba sfocic tekturnice, jakies maszyny drukujaco-wycinajace, do tego bude z zewnatrz, do tego kilka najlepszych opakowan jakie zrobili. Prosze wtedy o szacunkowe ilosci z kazdej dziedziny (inna cena na produktowe, inna na zdjecia z produkcji, inna dla ludzi czy architektury). Na podstawie szacunkow ustalam ceny (jakas tam moja wyjsciowa + utrudnienia zwiazane np. z warunkami w ktorych przyjdzie mi pracowac) i doliczam procentowo wszystkie koszty (poczynajac od asystenta, kilometrowki, czy tego, jakie auto bede musial zabrac i ile gratow do niego spakowac, a konczac nawet na obiedzie w drodze powrotnej, czy stopniu zmeczenia jaki mi sie udzieli po calej robocie). Tak oto rodza mi sie ceny. Oczywiscie ustalam jeszcze wtedy pulapy minimalne, zeby nie wyszlo, ze kolo mowi, ze chce 10 zdjec produktowych, a na koniec wezmie tylko 3. Wtedy te 3 maja juz 200% wyjsciowej ceny. Kiedy juz wszystko jest jasne, mail z cenami potwierdzony i zaakcpetowany, umawiam sie na termin i jazda.
jacoslavgth
10-06-2011, 20:49
ja podszedłem do sprawy w najłatwiejszy znany mi sposób - czysty tygodniowy zysk netto powinien mi wyjść 600-700 pln, oczywiście jest to uśrednienie kwoty, ponieważ jest miesiąć gdzie mam 1000 miesięcznie a bywa że jest to 5000 - ponieważ zajmuję sie także architekturą wnętrz - tematy trwają zwykle ok 2-3 miesięcy więc jakoś udaje sie wyjść na swoje, ze zdjęciami jest inaczej, mam stałe stawki w zależności od ilości zdjęć i jest to jedyne kryterium ponieważ dotyczy zdjęć ślubnych, portretów i różnej maści plenerów, w cenę wliczony jest zarówno koszt albumu, wywołania oraz kosztów pośrednich, natomiast przy jakichkolwiek zleceniach graficznych strzelam cenę z du..py ale także zależy to od tematu i klienta,bo zdażają się porjekty całkiem offowe-ambitne za które nie biorę grosza
Uwazam, ze fotografa wybierac powinno sie na podstawie jego umiejetnosci czy stylu, i jesli klientowi to pasuje (tego potrzebuje i szuka), a jednoczesnie stac go, to nie widze powodu, zeby takimi uslugami kupczyc, jakby wszyscy tak samo pracowali i takie same efekty osiagali.
Nie ukrywam, że daleko mi do takiego etapu kiedy klient biznesowy wybierze mnie ze względu na mój styl i tylko dlatego. Uczę się. Błądzę. Szukam. Innym faktem jest też to, że klient nie wie czego chce. Tzn chce przypuśćmy zdjęcia lokalu i tyle.
Chociaż z drugiej strony podłapało mnie 2 klientów (rzeźników - tak rzeźników - dokładnie chodzi o producentów wędlin) bo spodobały im się moje wcześniejsze zdjęcia wykonane dla innego klienta (sieci sklepów mięsnych).
Tutaj też napiszę o tym co mnie tak zdziwiło w Twojej wypowiedzi na temat nowych klientów. Ja staram się przypominać o sobie. Nie co tydzień ale np max 5-6miesięcy. Dbam o swoich dotychczasowych kontrahentów i dla mnie są to (sorry za szczerość) ważniejsi klienci i łatwiej mi uzyskać od takiej osoby zlecenie niż pozyskać całkiem nowego klienta.
Co do spotkań etc. Akurat u mnie jest odwrotnie. Na bezpośrednim spotkaniu łatwiej mi jest "kupić" klienta. Dlatego dążę do takich spotkań. Nie jest to dużo czasu. Prezesy/dyrektory artystyczne i inne kieowniki mają napięte terminarze, a swój dzień dzielą na najczęściej 15minutowe jednostki czasu. Muszę się "sprzedać" w ciągu tych 15 max 2 jednostek czasu. Nie jest to nagadywanie klienta przez 15minut lecz próba hymm poznania wymagań/oczekiwań? Tak chyba to dobre określenie.
ja podszedłem do sprawy w najłatwiejszy znany mi sposób - czysty tygodniowy zysk netto powinien mi wyjść 600-700 pln, oczywiście jest to uśrednienie kwoty
Prawdopodobnie chodzi nam o to samo. Mam pewne założenia ile muszę zarobić miesięcznie, żeby było "joł". ceny mam w miarę sztywne. Ewentualnie zmieniam je o kilak % w zależności od wielkości klienta.
Jeśli moja cena jest wyższa niż zakładał to kontrahent - zdarza się, że mówi to wprost. Mamy budżet na tyle i tyle. Nie możemy go przekroczyć. W takim przypadku zazwyczaj renegocjujemy warunki zlecenia. Najczęściej manewry dokonujemy na polach eksploatacji. Na marginesie dla nowych klientów mam ceny podwyższone o parę złotych. Z tej kasy mogę zejść podczas negocjacji, obniżyć cenę w ramach "dobrej współpracy na przyszłość" lub zostawiam dla siebie ;)
Tutaj też napiszę o tym co mnie tak zdziwiło w Twojej wypowiedzi na temat nowych klientów. Ja staram się przypominać o sobie.Ja rownie bardzo jak pieniadze, cenie sobie wolny czas i swiety spokoj. Akurat klienci, dla ktorych juz pracowalem -- naprawde o mnie pamietaja. Nie ma takiej sytuacji, zeby sie nie odezwali do mnie (jesli faktycznie czegos potrzebuja) i zlecili to gdzie indziej. No chyba, ze szukaja oszczednosci i znajda kogos, kto sie bedzie z tym bujal za 1/3 moich stawek. Chociaz tak to sie chyba tylko raz trafilo -- a w przypadku tej firmy, to byl pierwszy i ostatni raz. ;) Aktualnie stosunek czasu wolnego do zajetego, jest jak dla mnie na dosc wygodnym poziomie. Bywa, ze tyram non-stop, posypiajac np. przez tydzien czy dwa po 4 godziny na dobe. Jednak wiekszosc czasu jest w miare spokojnie i wszystkie zlecenia, ktore robie, moge wykonac z maksymalnym zaangazowaniem i dbaloscia o szczegoly (oczywiscie w granicach jakiegos tam rozsadku). Dzieki temy nigdy nie musze sie wstydzic swojej pracy, a klienci zostaja. Zdaje sobie sprawe, ze moglbym zlapac wiecej klientow i wiecej przerobic. Jednak juz sie w zyciu troche natyralem... Cenie sobie mozliwosc wyspania sie, spokojne picie kawki, palenie papieroskow i czytanie porannych newsow... Za robote przy kompie zabieram sie nie predzej niz o 10tej. Koncze o 13-14tej (chyba, ze klienta bardzo pili). Lubie sobie poczytac ksiazki, isc na zakupy kiedy wszyscy inni slecza za biurkami, czy przez 1,5 godziny pichcic obiadek. Zycie jest tylko jedno i trzeba je przezyc na tyle wygodnie i przyjemnie, na ile to mozliwe...
(...)Pozbyłem się okrutnego zlecenia absorbującego mnie niemalże w 100% - bądźmy dokładni 50% - do tego pozostali klienci czyli kolejne 50% z tego co zostało.
Wyszło na to, że poświęcam obecnie 25% swojego czasu na <strong>fotografowanie</strong>(to należy podkreślić – FOTOGRAFOWANIE). Moje ceny wzrosły 2-3x. Teraz czysta matematyka z której wychodzi, że…mniej FOTOGRAFUJĘ , zarabiając tyle samo! Specjalnie pominąłem słowo PRACUJĘ. Dlaczego? Bo na moją pracę – pracę każdego fotografa składa się jeszcze więcej obowiązków np. marketing. Mogę teraz poświęcić więcej czasu na rozreklamowanie się, na badanie rynku – w sensie potrzeb klientów. Mam więcej czasu, żeby zadzwonić do kilku potencjalnych klientów w ciągu dnia i zapytać czy nie potrzebują mojej pomocy. No i przede wszystkim mam więcej czasu na naukę. Na zdjęcia za które nikt mi nie zapłaci.(...)
Czyli wychodzi jednak na to samo.
jacoslavgth
10-06-2011, 22:11
zgadzam się ze stigiem w 100% odnośnie poszanowania wolengo czasu, za dwa tygodnie przybedzie mi nowy członek rodziny i wiem że to zajmie większość mojego czasu, zamierzam patrzec jak zaczyna chodzić , mówic pierwsze słowa - a praca? nie ucieknie, a zawsze jest coś do zrobienia - kwestia dobrej organizacji pracy i umiejętnośc wyceny
Mogę się tylko podpisać pod Stigowym rajskim podsumowaniem. Życie trzeba cenić, jest tylko jedno, a czasu nie cofniemy, chociaż przez te lata ciężkiej pracy wydawało mi się, że czas stoi w miejscu, a życie czeka na mnie i będzie czekało... Trzeba sobie tak ustawić grafik, by czasu starczyło na pracę i na coś więcej.
Bliżej tematu - na forach ślubnych dla klientów foterzy przekonują się wzajemnie, że zleconko za tysiaka to dla nich full wypas, utrzymają firmę, zarobią dla siebie, itd. Jak oni to robią. Jakim cudem oddają w tej cenie 3 albumy z odbitkami, itp., i stać ich na ciąg dalszy? :shock: Jak w obliczu takich opinii wytłumaczyć klientowi, skąd się bierze moja cena, kiedy ja za kilkakrotnie więcej oddam tylko 1 album?
Inna sytuacja, dość znany serwis ogłoszeniowy z ogłoszeniami klientów, coś w stylu: "zlecę wykonanie zdjęć produktów, (np.) obuwia sportowego. Proszę o cenę". I walą foterzy z ofertami po 3 zł sztuka za foto, gdzie z sesji będzie ze 10 zdjęć na miesiąc. Czym oni żyją? Powietrzem? Mówię o firmach foto, oferujących nawet fvat. Pomijam niekolorową strefę.
NIE MAM POJĘCIA. Najgorsze jest, że takich osób nie brakuje. Ba. Czuć to nawet gdy dzwoni jakaś baba z jakiejś firmy i na moją cenę słyszę w słuchawce:
"BRUTTO?"
No cholera jasna...ale z takimi osobami/firmami nie ma co dyskutować. Ja takich nazywam trudnymi. Nie od tego, że są upierdliwi czy coś. To raczej od moich słów kiedy odkładam słuchawkę i zwracam się do mojego psa (patrzącego się na mnie spanielim wzrokiem) .."trudno..".
Co do wolnego czasu - właśnie o tym to wszystko napisałem. Żeby nie pracować i wypruwać z siebie żył. Tylko, żeby odpowiednio się cenić i nie mieć z tym problemu. Przez zdanie
(..)Na zdjęcia za które nikt mi nie zapłaci(..) miałem na myśli te chwile kiedy biorę aparat i robię zdjęcia niezobowiązująco. Na wczasach czy spacerze.
Jakiś początkujący w branży, albo klient, ktoś nie do końca w temacie mógłby pomyśleć, że jedyne na czym nam tu zależy, to nic nie robić tylko leżeć do góry brzuchem ;)
No ale nie o to chodzi? :)
Na początku prowadziłem firmę, pracując przez 24/24 przez siedem dni w tygodniu.
Teraz staram się trzymać 8-10h(jestem pracoholikiem). Co do weekendów się nie wypowiadam - staram się mieć wolne. W najgorszym przypadku wolna jest tylko niedziela.
jacoslavgth
10-06-2011, 22:58
Jakiś początkujący w branży, albo klient, ktoś nie do końca w temacie mógłby pomyśleć, że jedyne na czym nam tu zależy, to nic nie robić tylko leżeć do góry brzuchem ;)
ja jestem początkujący i wcale tak nie myślę :) uwielbiam swoją pracę ale co za dużo to nie zdrowo, najchętniej robiłbym jedno duże zlecenie (pełny pakiet) miesięcznie, kończe jedno zaczynam drugie, nienawidzę kiedy nakładają się różne rzeczy, mało czasu na wszystko...
Co do wolnego czasu - właśnie o tym to wszystko napisałem. Żeby nie pracować i wypruwać z siebie żył. Tylko, żeby odpowiednio się cenić i nie mieć z tym problemu.Ja tak robie np. ze slubami... Nie dalbym rady (mentalnie) zajmowac sie tym non-stop. Dlatego na moim lokalnym rynku mam cene 2x wyzsza niz inni (zaklady zajmujace sie tym zawodowo od lat). Taki maly knyf, zeby sie w to nie wkrecic na dobre. Jak ktos chce zaplacic tyle, no to juz wezme te robote, ale to wlasnie na przestrach nieco. Za mniej nie chcialoby mi sie po prostu ponosic odpowiedzialnosci i meczyc sie przez ten caly dzien w marynarce, czy pozniej siedziec i cycac te foty. Nie robie na tym kokosow, ale traktuje to jako odskocznie od pracy dla korporacyjnych. Czasami fajnie sie tak zje...c przez 14-16 godzin w upale, z 12 kg gratow na barach. :D
jacoslavgth
10-06-2011, 23:05
Ja tak robie np. ze slubami... Nie dalbym rady (mentalnie) zajmowac sie tym non-stop. Dlatego na moim lokalnym rynku mam cene 2x wyzsza niz inni (zaklady zajmujace sie tym zawodowo od lat). Taki maly knyf, zeby sie w to nie wkrecic na dobre. Jak ktos chce zaplacic tyle, no to juz wezme te robote, ale to wlasnie na przestrach nieco. Za mniej nie chcialoby mi sie po prostu ponosic odpowiedzialnosci i meczyc sie przez ten caly dzien w marynarce, czy pozniej siedziec i cycac te foty. Nie robie na tym kokosow, ale traktuje to jako odskocznie od pracy dla korporacyjnych. Czasami fajnie sie tak zje...c przez 14-16 godzin w upale, z 12 kg gratow na barach. :D
najgorsza to ta marynara :)
tomitom, oczywiście, że nie o to chodzi, jeszcze nie teraz, a u mnie to chyba nigdy. Podobnie jak Ty jestem pracoholikiem, albo inaczej - nie umiem się nudzić ;) Mam to szczęście, że fotografia daje mi jeszcze przyjemność, a siódme poty w sobotę, ciężkie kg przez naście godzin mają ciągle inny sens niż kasa.
Z drugiej strony, jeśli mam zlecenie produktowe na 500 sztuk tego samego, to trudno mówić o przyjemności, po 50-tym produkcie ;) Wtedy pozostaje odpowiednie nastawienie i praca zamienia się w relaks - studio mam w domu ;)
Jak dobrze, że jutro nie będzie upałów.
Marynara? Latem nie noszę. Nosiłem ale czarna koszula, kanciaki i trzewiki to i tak za dużo jak na moje zdrowie psychiczne ;)
PS
Kilogramy noszone na ślubnakach mają swój plus. Moje wesele tuż tuż a ja już opalony i odchudzony :D
Powodzenia na ślubniaku! Ja w ten weekend postanowiłam nieco nadrobić stocki ;)
Ja jutro tez mam slub i wesele, ale "pakiet" minimum. :) Zaczynam dopiero w kosciele, a koncze juz o 22giej. Takze lajcik...
Ja mam jakieś przygotowania, błogo brak, kościół, przyjęcie weselne (nie wesele) też do 22 ale...między czasie jakieś plenery i z tego co wiem jakieś konie czy coś.
Ja jutro tez mam slub i wesele, ale "pakiet" minimum. :) Zaczynam dopiero w kosciele, a koncze juz o 22giej. Takze lajcik...
To ja jestem lepszy, bo też zaczynam w kościele, a kończę o godzinę wcześniej, o 21-ej :-P
Taki offtop wstrętny - zanim położę się do wyra.
Co raz częściej łapię się na tym, że "zostaję na dłużej". Ostatnio wyszedłem o 2giej...szkoda mi było zarypistych kadrów gdy impreza rozkręciła się na maxa.
Jak to z Wami jest? Też jesteście takimi nałogowcami?
Ech miało nie być o ślubankach a znowu zeszło na to cholerstwo ;)
Panowie, ale precyzujcie - jak mnie klienci pytali o cenę, mówiąc że chcą tylko mszę i obiadek, to się już nauczyłam, że te 5 godzin robi różnicę - msza zaczyna się o 13:00 czy o 18:00?
13-22 = 9 godzin pracy,
18-21 = 3 h
Lekka różnica ;)
tomitom, chyba nie pożałujesz tej jednej godziny, kiedy robisz to z własnej nieprzymuszonej woli, a raczej wymuszonej dobrą zabawą? ;)
jacoslavgth
11-06-2011, 10:36
w umowie mam do 1, ale zdarza sie ze zostaje te pól godziny do godziny dużej, o tej porze jestem juz tak zmeczony ze jest mi wszystko jedno...
A ja wam powiem jak to wygląda z punktu widzenia zwykłego zjadacza chleba - 4 tys. zł za zrobienie zdjęć to jakaś paranoja. Zrobi zdjęcia przez 1-2 dni, obrobi przez kolejne 1-2 i za to 4 tys. zł? Większość ludzi tyra po te 8-10 godzin dziennie za 1500 zł na rękę, z czego trzeba wyżyć, a tu 4 tys. za 4 dni pracy?
A ja wam powiem jak to wygląda z punktu widzenia zwykłego zjadacza chleba - 4 tys. zł za zrobienie zdjęć to jakaś paranoja. Zrobi zdjęcia przez 1-2 dni, obrobi przez kolejne 1-2 i za to 4 tys. zł? Większość ludzi tyra po te 8-10 godzin dziennie za 1500 zł na rękę, z czego trzeba wyżyć, a tu 4 tys. za 4 dni pracy?Dlatego tez zwykli zjadacze chleba nie zlecaja sesji za 4 tysiace zlotych... Od tych 4 tysiecy odejmij paliwo, amortyzacje samochodu, jego ubezpieczenie, jakis grosik na sprzet (aparaty, obiektywy, swiatla), zaplac asystentowi badz drugiemu fotografowi, zaplac ZUS, odprowadz podatek i za prawie tydzien roboczy zobaczysz ile Ci z tego zostanie. Biorac pod uwage, ze fotograf to nie piekarz, i malo kiedy ma zlecenie za zleceniem, pomysl, czy to taka wielka zupa. :)
A ja wam powiem jak to wygląda z punktu widzenia zwykłego zjadacza chleba - 4 tys. zł za zrobienie zdjęć to jakaś paranoja. Zrobi zdjęcia przez 1-2 dni, obrobi przez kolejne 1-2 i za to 4 tys. zł? Większość ludzi tyra po te 8-10 godzin dziennie za 1500 zł na rękę, z czego trzeba wyżyć, a tu 4 tys. za 4 dni pracy?
Tak jak napisał Stig (dodałbym jeszcze czas i pieniądze na marketing) - nie wygląda to tak różowo jak się wydaje.
Poza tym napisałeś większość tyra - myślisz, że większość ślubnych ma ceny ok. 4k? Zresztą chyba Ci pracujący 8-10h zwykle zarabiają więcej niż 1500.
A nawet gdyby fotografowie mieli po 10k za te kilka dni to co z tego? Prawa rynku..
Swoją drogą ciekawy jestem na jakim poziomie oscylowałaby średnia gaża fotografa ślubnego w Polsce (wyliczona z wszystkich imprez, a nie z samych ofert, które miarodajne nie są bo jeden robi 8 w roku za 8k, a drugi 30 za 1k)..
Zdaje sobie z tego sprawę, ale nadal nie mieści mi się to w głowie. :P Zwykły człowiek też chce mieć samochód, też chce gdzieś mieszkać i jakoś się ubrać, a kasy nie ma. :D
Zdaje sobie z tego sprawę, ale nadal nie mieści mi się to w głowie. :P Zwykły człowiek też chce mieć samochód, też chce gdzieś mieszkać i jakoś się ubrać, a kasy nie ma. :DZawsze moze zostac fotografem. Pouczyc sie czesto dluzej niz trwaja studia medyczne, wrzucic kilkadziesiat tysiecy w sprzet, "wyrobic" sobie nazwisko i juz mozna "zarabiac 4 tysiace dziennie". :D
Mariusz888
11-06-2011, 12:25
Umbra - jak idziesz do pracy za te 1,5k to nic Cię nie interesuje - sprzęt ma Ci zapewnić pracodawca. Po za tym jest wiele zawodów gdzie takiemu pracownikowi nie trzeba zapewniać żadnego wyspecjalizowanego sprzętu. Dwa, że w "normalnej" pracy możesz mieć lepszy lub gorszy dzień - pracodawca oczekuje wyników ale jak trochę mniej zrobisz dziś to może trochę więcej jutro, albo zrobisz normę - fotograf nie może mieć gorszego dnia i powiedzieć "a tam - dziś się gorzej czuję, nie chce mi się to lepsze foty zrobię jutro" - klient oczekuje usługi dziś i dobrych zdjęć "tu i teraz" - dużo się wałkuje o ślubach - fotograf nie powie - "przełóżcie ślub o 2 dni bo dziś nie mam weny/ chęci/ źle się czuję itd" ;)
Takie myślenie nie prowadzi donikąd - dam kolejny przykład - ostatnio w firmie był pan który naprawiał nam ploter - samo czyszczenie 500zł a trwało z wymianą pewnych elementów (oczywiście doliczone dodatkowo do tych 500zł) - może 3-4 godz - teraz sobie weź czas pracy fotografa czyli np 12 godz w dniu ślubu i 5 dni po 8 godz średnio w tygodniu (dajmy na to minimum zanim wszystko obrobisz, pozmniejszasz, pozapisujesz, oprofilujesz, wyślesz do druku, odbierzesz, wkleisz itd) - czyli dajmy na to jest to 52 godz / średnio 3,5 (czyszczenie tego plotera) = 14,85 czyli tyle ploterów można wyczyścić CZYLI idąc dalej i mnożąc przez 500złza każdy, daje nam to 7450zł więc praktycznie 2x więcej niż fotograf - prosta kalkulacja prawda? Więc polemizowałbym czy fotograf jest tak drogi - po prostu to zupełnie inaczej wygląda od drugiej strony - klient najczęściej nie widzi ile pracy to wymaga...
jacoslavgth
11-06-2011, 12:32
A ja wam powiem jak to wygląda z punktu widzenia zwykłego zjadacza chleba - 4 tys. zł za zrobienie zdjęć to jakaś paranoja. Zrobi zdjęcia przez 1-2 dni, obrobi przez kolejne 1-2 i za to 4 tys. zł? Większość ludzi tyra po te 8-10 godzin dziennie za 1500 zł na rękę, z czego trzeba wyżyć, a tu 4 tys. za 4 dni pracy?
reportaż - 1 dzień, plener - w zależności 1 lub 2 dni, obróbka i przygotowanie zdjęć - 14-20 dni, paliwo, sprzęt, album, koszt wywołania zdjęć + inne związane z tym wydatki - czas łącznie 3 tygodnie, koszt ogólnie ( album, wywołanie zdjęc - mowa o pełnym pakiecie 90 wywołanych zdjęć) ok 400 pl + 400 zus i zdrowotne + podatek ok 500 pln = 1300 pln + 3 tygodnie ciężkiej pracy :)
Kazdy komus zazdrosci. Tez chcialbym zarabiac tyle, co prezes firmy zatrudniajacej ponad 1000 osob. Sluzbowe auto z gornej polki, ktore zmieniaja mu co 3 lata. Spory plik akcji, co miesiac prawie 50 tysiecy na reke, bajonskie ubezpieczenie, fundusz reprezentacyjny z ktorego moze sie spokojnie ubrac w markowe ciuchy i zywic w dobrych restauracjach oraz latac w klasie biznes. Wedlug mnie, ten facet nic nie robi, oprocz tego, ze jest. Podpisze jakies papiery, posiedzi na naradach, wyda dyspozycje dyrektorom, zda raport do centrali korporacji, i to wsio... :) Ze prawda jest nieco inna, to wiadome -- ale nikt z zazdrosnych (lub inaczej: chcacych byc na jego miejscu), nie dopuszcza do siebie takich mysli.
Pershing
11-06-2011, 13:05
Umbra Ty to piszesz z pozycji zwykłego zjadacza chleba czy fotografa?
Jesli to pierwsze to tak jak napisał stig zostań fotografem, załóż własną firmę i też będziesz jak my jeździł mesiem i wylegiwał się na Bora Bora. Bo fotograf to ma klawe życie popstryka se to tu to tam czasem cycki, czasem krzesła a kasa leci.
Tak na serio pracowałem 20 lat na etacie, praca pewna wypłata regularna, powiedzmy lekko powyżej średniej krajowej i zachciało mi się zostać zawodowym fotografem, ech człowiek to ma jednak nasrane w głowie...
Gdyby nie to że nie wyobrażam sobie już robić nic innego to zwinął bym ten majdan i wrócił na etat zamiast wbijać się na rynek po czterdziestce, wyrabiać nazwisko i pozycję, a z tym dziś łatwo nie jest bo ludzie właśnie sądzą, że fotograf to ma tak jak napisałem kilka wierszy wcześniej.
Ale nie narzekam, bo choć początkującemu w branży łatwo dziś nie jest to przynajmniej robię to co zawsze chciałem robić, a do tego nie stoi nade mną szef i nie krzyczy do ucha, że znowu się opier***am.
A pokażcie mi łatwy zawód. Nie ma łatwych zawodów.
jacoslavgth
11-06-2011, 13:27
A pokażcie mi łatwy zawód. Nie ma łatwych zawodów.
tyle że spłyciłeś pracę fotografa do jednego dnia pracy za bajońskie stawki ;)
A ja wam powiem jak to wygląda z punktu widzenia zwykłego zjadacza chleba - 4 tys. zł za zrobienie zdjęć to jakaś paranoja. Zrobi zdjęcia przez 1-2 dni, obrobi przez kolejne 1-2 i za to 4 tys. zł? Większość ludzi tyra po te 8-10 godzin dziennie za 1500 zł na rękę, z czego trzeba wyżyć, a tu 4 tys. za 4 dni pracy?
OK, w takim razie jak nazwiesz np. pięciominutową wizytę u lekarza, który bierze do kieszeni 50, 100pln?
Inna sprawa, że czasem się zastanawiam skąd w naszym przecież biednym społeczeństwei ludzie mają kasę na wesela, na których płacą krocie za torty, sale, wiązanki, zespół, kamerzystę za 7k, czy fotografa za (niech będzie) owe 4k pln. Chyba, że to na zasadzie - zastaw się, a pokaż się...
tyle że spłyciłeś pracę fotografa do jednego dnia pracy za bajońskie stawki ;)
Nie jednego, a czterech.
OK, w takim razie jak nazwiesz np. pięciominutową wizytę u lekarza, który bierze do kieszeni 50, 100pln?
Inna sprawa, że czasem się zastanawiam skąd w naszym przecież biednym społeczeństwei ludzie mają kasę na wesela, na których płacą krocie za torty, sale, wiązanki, zespół, kamerzystę za 7k, czy fotografa za (niech będzie) owe 4k pln. Chyba, że to na zasadzie - zastaw się, a pokaż się...
To jest łatwa praca? Gdzie musisz wryć na beton choroby, objawy, nazwy leków, łacinę, i ponosisz OLBRZYMIĄ odpowiedzialność?
Ja tam na swoim weselu nie widzę fotografa za 4k zł. Zwyczajnie moim zdaniem ta praca nie jest tyle warta.
Art Erie
11-06-2011, 14:07
[...]Ja tam na swoim weselu nie widzę fotografa za 4k zł. Zwyczajnie moim zdaniem ta praca nie jest tyle warta.
Dlatego tez kolega napisał wcześniej wyraznie:
[...]Dlatego na moim lokalnym rynku mam cene 2x wyzsza niz inni (zaklady zajmujace sie tym zawodowo od lat).[...]
Zobacz zdjęcia Stig'a, i je oceniaj; na koniec oceń to czy stać cię na takie zdjęcia, czy nie...
jacoslavgth
11-06-2011, 14:08
Nie jednego, a czterech.
To jest łatwa praca? Gdzie musisz wryć na beton choroby, objawy, nazwy leków, łacinę, i ponosisz OLBRZYMIĄ odpowiedzialność?
Ja tam na swoim weselu nie widzę fotografa za 4k zł. Zwyczajnie moim zdaniem ta praca nie jest tyle warta.
no dobra 4 dni, co nnie zmiennia faktu brania odpowiedzialności (jak zwał tak zwał) i nawału pracy, może ktoś uwinie sie w tydzień ze wszystkim, ja osobiście wole posiedzieć i byc zadowolony z finalnego efektu - nad obróbką siędze tyle czasu aż jestem zadowolony ale aby nie przekroczyc pewnej bariery czasowej.
co do lekarzy - mam własną opinię - znam wielu i wiem ile trudu ( 6 lat studiów, rok stażu, LEP, 5 lat specjalizacji ) kosztuje żeby zostac lekarzem, ale znam wielu dyletantów.
w każdej branży żeby osiągnąć poziom trzeba poświęcić czasu, oczywiście są zawody łatwiejsze, mniej absorbujące, nawet gwiazdor porno musi sie nieźle narobić:)
To jest łatwa praca? Gdzie musisz wryć na beton choroby, objawy, nazwy leków, łacinę, i ponosisz OLBRZYMIĄ odpowiedzialność?
Gdzie ja napisałem że to łatwa praca? Sam napisałeś, że nie ma łatwych zawodów (co jest prawdą).
Pershing
11-06-2011, 14:20
A czy praca fotografa jest łatwa? Z poziomu zjadacza chleba - pewnie, co za problem dziś każdy robi ładne zdjecia i nawet wujek Zdzisiu co se kupił lustrzankę w MM.
Piszesz że dla Ciebie 4k za ślub to cena nie do przyjęcia, ok. Z całą pewnością znajdziesz "fotografa" który zrobi Ci cały reportaż z 3-ma albumami za 1k a może i taniej i może nawet te zdjecia Ci się spodobają... może. Co do odpowiedzialności, akurat w przypadku ślubu odpowiedzialność jest ogromna, może nie chodzi tu o życie ale jak spierdzielisz najważniejsze momenty w życiu tych dwojga młodych ludzi? ciekawe co bedzie zakładając czysto hipotetycznie czego absolutnie Ci nie życzę, że właśnie na Twoim ślubie dostaniesz telefon w poniedziałek od fotografa, którego wynająłeś, że sorry bardzo ale miał awarię sprzętu i nie bedzie zdjeć z twojego ślubu. Pewnie się z tego powodu nie pochlastasz, ale napewno przyjdzie Ci na myśl, że mogłeś lepiej zadbać o to, aby taka sytuacja nie miała miejsca, no i trzeba to jeszcze wytłumaczyć żonie.
A reasumując każdemu wg jego potrzeb. Komuś nie zależy na estetycznych zdjęciach i nie przywiązuje większej wagi do wyboru fotografa bierze takiego za 500zł, ktoś chce zdjęcia w stylu powiedzmy stiga płaci i wie za co płaci i na myśl mu nie przyjdzie że przepłacił. Normalne prawa rynku.
Większość ludzi tyra po te 8-10 godzin dziennie za 1500 zł na rękę, z czego trzeba wyżyć, a tu 4 tys. za 4 dni pracy?
To rób tak ,aby nie znajdować się w tej większości, a nie jęczysz. Większości też nie stać na nowe ferrari, ba zarabiając 1500 na rękę + życie to nikogo w ogóle nie stać na jakiekolwiek nowe auto, mieszkanie - a jakoś ludzie kupują. Znam takich co mają 1500 na rękę + życie, jęczą jak to ciężko, a w jeden dzień potrafią 3-4tysie przetracić na automatach. Ksiądz, kościelny, organista też mają "szybką" kasę i do tego na lewo - jakoś nikt nie jęczy tylko płaci. Tak jest świat zrobiony ,że jedni mają więcej - drudzy mniej. A jak ktoś robi 10 godzin dziennie za 1500 do ręki to jego sprawa - jak mu nie pasuje to niech się zwolni i poszuka lepiej płatnej pracy zamiast narzekać. Z reguły ci co mają mniej to na wesela potrafią wydać fortunę w myśl przysłowia -> "zastaw się ,a postaw się". Na wsi sprzedadzą ostatnią krowę żeby tylko "stoły się uginały", a wóda lała strumieniami.
Na wsi sprzedadzą ostatnią krowę żeby tylko "stoły się uginały", a wóda lała strumieniami.
... a w prezencie od ojca dostaną "Ałdi Tete" :lol:
darek6902
11-06-2011, 15:49
A pokażcie mi łatwy zawód. Nie ma łatwych zawodów.
Jak to nie ma? Ja mam łatwy zawód. Pracuję na tankowcu, popływam to tu to tam, nic nie robię tylko zwiedzam i jeszcze mi za to nieźle płacą - przynajmniej tak to wygląda w pojęciu moich znajomych nie mających większego wyobrażenia o pracy na morzu.
A to, że przygotowanie do zawodu wymagało nauki, że ciągle doszkalam się na coraz to nowych kursach, że ponoszę dużą odpowiedzialność - tego przecież nie widać.
Podobnie niektórzy odbierają pracę zawodowych fotografów - kupi se taki niezły aparat, legalne (!!!) oprogramowanie i już kasę kosi - tylko dlaczego fotografie zawodowców tak bardzo się różnią od fotek kolegi z najnowszą lustrzanką ???
...
A reasumując każdemu wg jego potrzeb. Komuś nie zależy na estetycznych zdjęciach i nie przywiązuje większej wagi do wyboru fotografa bierze takiego za 500zł, ktoś chce zdjęcia w stylu powiedzmy stiga płaci i wie za co płaci i na myśl mu nie przyjdzie że przepłacił. Normalne prawa rynku.
Nie popadajmy w skrajności; to nie jest tak, że estetyczne zaczynają się od 4k!
W tym sezonie znam sporo ślubnych (wg mnie dobrych i bardzo dobrych), którzy z 3-3,5 za reportaż zjechali do 2-2,5.
IMHO dzisiaj jest dobra sytuacja dla młodych - naprawdę można znaleźć dobrego fotografa w takich pieniądzach.
A Stig sam dał do zrozumienia, że ceny zawyża coby za bardzo w śluby nie wdepnąć (:
Pershing
11-06-2011, 16:42
Stig był tylko przykładem, trochę uprościłem i może nie do końca zostałem dobrze zrozumiany. Konkretnie nie chodziło mi o to że dobre zdjęcia zaczynają się od 4k, ja biorę za slub średnio 2tyś a robię przecież dobre zdjecia:smile:, chodzi o to, że jak komuś zależy na porządnie wykonanym reportażu i przywiązuje dużą wagę do tego, żeby móc po latach otworzyć album i powspominać to będzie szukał fotografa, którego styl mu odpowiada i wtedy nie zaczyna się rozmowy od ceny, natomiast jeśli komuś zwyczajnie zwisa czy bedzie mieć zdjęcia czy też nie ale mama czy tata kazali wziąć fotera, bo tak trzeba to taki człowiek nie będzie szukał po jakości a po cenie.
Wyjątkiem są tu snoby którzy muszą mieć zdjęcia od światowej sławy fotografa jeszcze bardziej znanego niż miał sąsiad, ale to już inna bajka.
Z pewnością nie ma ceny od której zaczyna się fotografia na poziomie a bierze się to stąd, że młodzi fotografowie częstokroć bardzo utalentowani są zwyczajnie nieświadomi wszystkich kosztów ponoszonych prowadząc swoją działalność i nie potrafią rzetelnie wycenić swojej pracy. To przychodzi z czasem i doświadczeniem.
Pisząc to mam na myśli legalnie działających w branży, dla których to jest jedyne źródło utrzymania, bo Ci drudzy równie utalentowani mogą sobie najzwyczajniej w świecie pozwolić na zaniżanie stawki bo odpadają im koszta związane z legalnym biznesem.
A ja wam powiem jak to wygląda z punktu widzenia zwykłego zjadacza chleba - 4 tys. zł za zrobienie zdjęć to jakaś paranoja. Zrobi zdjęcia przez 1-2 dni, obrobi przez kolejne 1-2 i za to 4 tys. zł? Większość ludzi tyra po te 8-10 godzin dziennie za 1500 zł na rękę, z czego trzeba wyżyć, a tu 4 tys. za 4 dni pracy?
-suknia ślubna 2600 + dodatki
-garnitur + dodatki 2400
-ksiądz "co łaska" za ślub - 600-800zł
-ksiądz "zapowiedzi" - 20-50zł
-organista 100zł
-zachrystianka (pingwin trudniący się dekoracją kościoła) 200-300zł
-samochód 0-1500zł
-sala weselna za 60 ludków - od 10 000zł
-zespół od 2500 do 6000zł
-alkohol dla 60 ludków - 1700zł
-urzędowe gówna 84zł + 2x22zł
-obrączki - 1700zł
-noclegi - 3000zł
-tort - 600-1200zł
Z perspektywy zwykłego zjadacza chleba to jest debilne. Sorry kolo ale jak ktoś ma 20tysi na wysranie się w ciągu jednego dnia to dlaczego fotografowi ma odpalić 600zł wg Twoich uber pro obliczeń za 2tygodnie za*******u?
PS
Ceny nie są wyssane z palca. Akurat jestem na bieżąco.
PS2
wróciłem właśnie cały i... bez flaszki. Im ślub bardziej wystawny tym częściej zapominają, że fotograf na trzeźwo nie wraca samochodem z roboty :(
(..)dlaczego fotografowi ma odpalić 600zł (..)
bo teraz każdy wujo Zdzisio ma lustro z medjamarktu w ratach 50x0% taniej o VAT i jak trza to zrobi w przerwie między kielonem ,a zagrychą super zdjęcia spod okcia ze stabilzacjom i jeszcze nakręci filmik fulhade jak w reklamie TV :D
bo teraz każdy wujo Zdzisio ma lustro z medjamarktu w ratach 50x0% taniej o VAT i jak trza to zrobi w przerwie między kielonem ,a zagrychą super zdjęcia spod okcia ze stabilzacjom i jeszcze nakręci filmik fulhade jak w reklamie TV :D
AMEN. Tyle tylko powiem. Sam interesuje sie fotografia juz jakies kilka lat ale za slubniaka nie odwazyl bym sie zabrac. Pozdrawiam.
bo teraz każdy wujo Zdzisio ma lustro z medjamarktu w ratach 50x0% taniej o VAT i jak trza to zrobi w przerwie między kielonem ,a zagrychą super zdjęcia spod okcia ze stabilzacjom i jeszcze nakręci filmik fulhade jak w reklamie TV :D
Faktem jest, że w ostatnim czasie jest bardzo dużo lustrzanek wśród gości weselnych, co ciekawe w rękach osób starszych, wujkowie, dziadkowie etc. XXI wiek :)
Faktem jest, że w ostatnim czasie jest bardzo dużo lustrzanek wśród gości weselnych, co ciekawe w rękach osób starszych, wujkowie, dziadkowie etc. XXI wiek :)Ba! Na wczorajszym slubie i weselichu (raptem 50 gosci) byly 4 lustrzanki (3 Nikony i Oly). Malpek nawet nie liczylem...
Ciekawy temat brnący chyba nie w tą stronę w którą powinien... Merytoryczne wypowiedzi zmieniły się w dyskusję nad brakiem sprawiedliwości na świecie... Ja zarabiam 1500zł i ciężko pracuję, a on idzie i za 4 dni bierze 4000zł. Dla mnie żenadą jest wypisywanie takich bzdur i dziwi mnie tłumaczenie komukolwiek dlaczego taka cena?!... Jestem obecnie studentem ale moja wizja świata znacznie się różni od osób które "ciężko pracują" 8 godzin dziennie, klnąc na sąsiada który bierze 4 koła za zdjęcia w jeden weekend...
Dzisiaj nie jest problemem się czegoś dorobić, ale jak komuś wyjaśnić że trzeba na wszystko ostro zapierdalać? Ciężkie studia, nauka języków, zdobycie doświadczenia zawodowego, zdobycie wiedzy wykraczającej poza zakres naszych kompetencji itd to ciężka praca i ogrom czasu jaki trzeba poświęcić na rozwijanie samego siebie. Przeciętny dzień osoby która chce coś osiągnąć najczęściej zaczyna się wczesnym rankiem a kończy nocą, a nie ogranicza do 8 godzin po których zasiadamy do ogłupiającej telewizji... Dla osoby która pracuje te 8 godzin i dostaje 1500zł nigdy nie będzie do pojęcia jak można brać 4k zł za kilka dni "pstrykania zdjęć" bo przecież to nie jest praca!... Dziś nie musimy wcale studiów skończyć o czym pisałem wcześniej, trzeba jedynie wybić się ponad poziom przeciętności... Stawiać sobie małe cele i je zdobywać. Dążyć do tych najlepszych a nie obierać drogę przeciętniaków.
Nie uwierzę, że taki Stig wpadł na pomysł "będę fotografem" kupił lustrzankę i dał cenę 4000zł... Wiedzę zdobywał przez lata i przez lata rozwijał swój warsztat. Jak mniemam cena jego usług w momencie kiedy zaczynał z pewnością była wiele niższa niż jest obecnie, ale tak to właśnie wygląda... Dla mnie cena to nie to o czym piszecie czyli amortyzacja sprzętu, dojazd, albumy itd... Cena to przede wszystkim doświadczenie i kompetencje zdobywane przez lata, dlatego tak ciężko zrozumieć to "przeciętnemu" Polakowi...
Jeśli klient chce być pewny, że jego zlecenie zostanie wykonane bardzo dobrze powinien być świadom, że musi za to słono zapłacić. Doświadczenie i kompetencję to rzecz na którą ktoś pracował znacznie ciężej niż te 8 godzin, a fakt, że daje mu to duże pieniądze nie powinien nikogo dziwić. Im wcześniej ktoś osiągnie wysoki poziom w tym co robi tym wcześniej będzie mógł zwolnić i korzystać z owoców jakie jego praca przynosi. Jednym zajmuje to dłużej inni geniuszami się rodzą... Ważne by nie stanąć w miejscu i nie wpaść w samozachwyt, ale inteligentnej osobie raczej to nie grozi...
Nikt nikomu nie każe pracować 8 godzin za 1500zł. Każdy sam kieruje swoim życiem, a to co osiągnął zawdzięcza tylko sobie. Większość społeczeństwa uważa jednak, że za te 8 godzin byle jakiej pracy powinni bić kokosy koniecznie większe niż sąsiad...
Jaki jest więc sens tłumaczenia się ze swoich stawek? Jaki jest sens wyceniania siebie pryzmatem innych? Dla mnie nie ma żadnego... Jeśli ktoś dostaje 4000zł za zlecenie to znaczy, że rynek na to pozwala i ludzi na to stać. Chwała mu i powodzenia w dalszej karierze z życzeniami wielu sukcesów.
Tyle wywodu od kogoś przed kim jeszcze lata orki i rozwoju zawodowego (poza zawodowego również :) )
Ba! Na wczorajszym slubie i weselichu (raptem 50 gosci) byly 4 lustrzanki (3 Nikony i Oly). Malpek nawet nie liczylem...
Wczorajszy ślub i wesele kuzynki, tak na oko 80…90 osób. Trzy Nikony, jeden Canon, przed kościołem ktoś miał nawet starą analogową Praktce. Aha, wynajęty fotograf trzaskał na D80, SB900 i 18-105 (albo 18-135).
kazwita, podaj jeszcze jego stawkę i PF, bo nieraz można się zdziwić, co człowiek potrafi uczynić mając tylko (aż?) taki zestaw :)
Pershing
13-06-2011, 10:09
Fear, bardzo mądre przemyślenia, które dają nadzieję że z pokolenia na pokolenie mentalność Polaka ewoluuje i może moje dzieci kiedy dorosną będą żyły w całkiem fajnym i poukładanym kraju. Póki co jednak teraźniejszość jest jaka jest i narazie więcej tych zazdrosnych sąsiadów niż myślących jak Ty.
Ale ja zawsze byłem niepoprawnym optymistą i wierzę, że podobnych Tobie będzie przybywać.
Wczorajszy ślub i wesele kuzynki, tak na oko 80…90 osób. Trzy Nikony, jeden Canon, przed kościołem ktoś miał nawet starą analogową Praktce. Aha, wynajęty fotograf trzaskał na D80, SB900 i 18-105 (albo 18-135).
Zwróćcie uwagę, że profesjonaliści aż takiego ciśnienia na nowości nie mają. Wymieniają sprzęt jak już muszą. Dobry fotograf zrobi dobre zdjęcia nawet kompaktem - byle by miał przy sobie coś co pozwoli mu zarejestrować obraz.
Może to d80 to był zapas zapasu? ;) Obiektyw taki bo wcześniej złodzieje opędzlowali go z całego sprzętu, a akurat ten zoom był w MM bez VAT- któż to wie :]
Ciekawy temat brnący chyba nie w tą stronę w którą powinien... Merytoryczne wypowiedzi zmieniły się w dyskusję nad brakiem sprawiedliwości na świecie... Ja zarabiam 1500zł i ciężko pracuję, a on idzie i za 4 dni bierze 4000zł. Dla mnie żenadą jest wypisywanie takich bzdur i dziwi mnie tłumaczenie komukolwiek dlaczego taka cena?!... Jestem obecnie studentem ale moja wizja świata znacznie się różni od osób które "ciężko pracują" 8 godzin dziennie, klnąc na sąsiada który bierze 4 koła za zdjęcia w jeden weekend...
Dzisiaj nie jest problemem się czegoś dorobić, ale jak komuś wyjaśnić że trzeba na wszystko ostro zapierdalać? Ciężkie studia, nauka języków, zdobycie doświadczenia zawodowego, zdobycie wiedzy wykraczającej poza zakres naszych kompetencji itd to ciężka praca i ogrom czasu jaki trzeba poświęcić na rozwijanie samego siebie. Przeciętny dzień osoby która chce coś osiągnąć najczęściej zaczyna się wczesnym rankiem a kończy nocą, a nie ogranicza do 8 godzin po których zasiadamy do ogłupiającej telewizji... Dla osoby która pracuje te 8 godzin i dostaje 1500zł nigdy nie będzie do pojęcia jak można brać 4k zł za kilka dni "pstrykania zdjęć" bo przecież to nie jest praca!... Dziś nie musimy wcale studiów skończyć o czym pisałem wcześniej, trzeba jedynie wybić się ponad poziom przeciętności... Stawiać sobie małe cele i je zdobywać. Dążyć do tych najlepszych a nie obierać drogę przeciętniaków.
Nie uwierzę, że taki Stig wpadł na pomysł "będę fotografem" kupił lustrzankę i dał cenę 4000zł... Wiedzę zdobywał przez lata i przez lata rozwijał swój warsztat. Jak mniemam cena jego usług w momencie kiedy zaczynał z pewnością była wiele niższa niż jest obecnie, ale tak to właśnie wygląda... Dla mnie cena to nie to o czym piszecie czyli amortyzacja sprzętu, dojazd, albumy itd... Cena to przede wszystkim doświadczenie i kompetencje zdobywane przez lata, dlatego tak ciężko zrozumieć to "przeciętnemu" Polakowi...
Jeśli klient chce być pewny, że jego zlecenie zostanie wykonane bardzo dobrze powinien być świadom, że musi za to słono zapłacić. Doświadczenie i kompetencję to rzecz na którą ktoś pracował znacznie ciężej niż te 8 godzin, a fakt, że daje mu to duże pieniądze nie powinien nikogo dziwić. Im wcześniej ktoś osiągnie wysoki poziom w tym co robi tym wcześniej będzie mógł zwolnić i korzystać z owoców jakie jego praca przynosi. Jednym zajmuje to dłużej inni geniuszami się rodzą... Ważne by nie stanąć w miejscu i nie wpaść w samozachwyt, ale inteligentnej osobie raczej to nie grozi...
Nikt nikomu nie każe pracować 8 godzin za 1500zł. Każdy sam kieruje swoim życiem, a to co osiągnął zawdzięcza tylko sobie. Większość społeczeństwa uważa jednak, że za te 8 godzin byle jakiej pracy powinni bić kokosy koniecznie większe niż sąsiad...
Jaki jest więc sens tłumaczenia się ze swoich stawek? Jaki jest sens wyceniania siebie pryzmatem innych? Dla mnie nie ma żadnego... Jeśli ktoś dostaje 4000zł za zlecenie to znaczy, że rynek na to pozwala i ludzi na to stać. Chwała mu i powodzenia w dalszej karierze z życzeniami wielu sukcesów.
Tyle wywodu od kogoś przed kim jeszcze lata orki i rozwoju zawodowego (poza zawodowego również :) )
Nikt nie klnie ani nie jest zazdrosny. Po prostu moim zdaniem nie jest to tyle warte i śmieszą mnie narzekania fotografów. Jeśli znajdują się frajerzy, którzy chcą tyle zapłacić - tylko pogratulować. Wszystko.
Po prostu moim zdaniem nie jest to tyle warteDla Ciebie, jako zwyklego Kowalskiego, na pewno nie. Gdybys jednak prowadzil firme i potrzebowal najwyzszej jakosci zdjec, zeby odroznic sie od tandety, ktora reklamuja swoje uslugi skladnice zlomu, handlarze weglem czy mechanicy samochodowi, to niestety innego wyjscia bys nie mial. :)
jacoslavgth
13-06-2011, 11:01
Po prostu moim zdaniem nie jest to tyle warte i śmieszą mnie narzekania fotografów.
warte jest tyle ile jesteśmy w stanie za to zapłacić, kogoś stać to kupuje, nie stac i ma problemy natury moralnej to wciąż narzeka, znam ludzi którzy targują sie do upadłego o jeden grosz, ja nie mam takiego zwyczaju, uważam że jeżeli ktoś swoją pracę wycenił na daną kwote ( a wiem za co płacę) przyjmuje taką cenę i tyle.
warte jest tyle ile jesteśmy w stanie za to zapłacić, kogoś stać to kupuje, nie stac i ma problemy natury moralnej to wciąż narzeka, znam ludzi którzy targują sie do upadłego o jeden grosz, ja nie mam takiego zwyczaju, uważam że jeżeli ktoś swoją pracę wycenił na daną kwotę ( a wiem za co płacę) przyjmuje taką cenę i tyle.
Mało tego. Tak jak rozmawiam z innymi fotografami - nieważne z jakiej dziedziny - to mają wielki problem.
Niechętnie rozmawiają o kasie z klientem. Dużo osób też mówiło, że podczas negocjacji schodzi z ceny bez większych oporów i nalegań. Kiedyś też przy negocjacjach "schodziłem". Dzisiaj jeśli ktoś mówi mi "mam ograniczony budżet", albo czy dało by radę mniej - bez wahania zgadzam się i odpowiadam, że naturalnie.
Firmie która chce pakszoty odpowiadam - zrobię mniej fot i tyle lub nie oddam obrobionych czy innym razem ok ale wskazanie autora zdjęć wędruje na każda fotę.
Narzeczonym z uśmiechem na ustach odpowiadam - spoko - zrezygnujemy z błogo czy przygotowań i już jest taniej - a może nie chcecie oczepin i wyjdę o 2-3h szybciej.
To takie moje sposoby - żeby nie dopłacać do interesu. Ktoś chce taniej to albo niech szuka kogoś innego albo zamiast 2 bochenków chleba kupi 1. Ciekawe czy w osiedlowym sklepiku rozdają pieczywo jak się klient mocniej potarguje?
szulzykk
13-06-2011, 18:04
kazwita, podaj jeszcze jego stawkę i PF, bo nieraz można się zdziwić, co człowiek potrafi uczynić mając tylko (aż?) taki zestaw :)
Amen !
edit.
Dodam ze nie zgodze sie z tym iz: why tak drogo ! 4 tyz za jeden dzien pracy ! Szkoda ze ludzie nie widza godzin spedzonych przed monitorem czy ukladajac ladnie album i montujac film zeby to mialo rece i nogi...zal mi takich ludzi bo poprostu nie maja pojecia ile to nas tak naprawde kosztuje. Oby coraz wiecej bylo klientow "swiadomych" i wolacych wydac wiecej ale miec pewnosc ze wszystko bedzie na tip-top :)
No ile? 4 dni? 5 dni? I za tyle 4 tys.?
No ile? 4 dni? 5 dni? I za tyle 4 tys.?A nawet i 5 i 6... I co z tego? Caly czas chyba nie dociera do Ciebie, ze 4 tysiace od klienta, nigdy nie trafia do naszych kieszeni! Sa do oplacenia wszystkie koszty; asystenta, paliwa, naprawy samochodu, jego ubezpieczenia, serwisowania i zakupu sprzetu foto, komputera, oprogramowania, oplaty ZUSu, podatkow, wlasnego ubezpieczenia, itd. Ile razy trzeba Ci to tlumaczyc? Z tego jak zostaje 1/4 to jest dobrze, wiec co to wg Ciebie za zupa jest? W sklepie tez dyskutujesz, ze bulka kosztuje 50 groszy, skoro koszt jej wyprodukowania to pewnie jakies 3 grosze?
Art Erie
13-06-2011, 20:49
No ile? 4 dni? 5 dni? I za tyle 4 tys.?
Kolego ty tego nie rozumiesz, czy nie chcesz zrozumieć?
Piszesz o miesięcznej pensji przeciętnego człowieka w tym kraju i porównujesz to do wartości jakiegoś tam zlecenia stawiając znak " = ".
Weż sobie proszę ołówek i policz jaka jest wartość pracy zatrudnionego na etacie np. murarza, który pracuje za 2 tyś zł / miesięcznie, przy założeniu że 1m² tynku kosztuje 70-150zł.
Pewnie Ci wyjdzie, że przykładowy murarz wykonuje 1m² tynku dziennie :)
kazwita, podaj jeszcze jego stawkę i PF, bo nieraz można się zdziwić, co człowiek potrafi uczynić mając tylko (aż?) taki zestaw :)
Stawki i szczegółów umowy nie znam. Wielce jestem ciekaw wyników pracy fotografa i kamerzysty. Wyglądało, że tworzyli zgrany zespół. Na koszulkach mieli logo z nazwą firmy, więc ich stronkę bez problemu znalazłem – po powrocie do domu ok. 4 rano :). Daleki jestem od oceniania pracy zawodowców i wiem doskonale, że to nie sprzęt ma decydujący wpływ na efekt końcowy. Jednakże „nieco” szumiąca matryca z D80 i niezbyt jasny obiektyw pewnie nie dawały szans na zdjęcia z kościoła w świetle zastanym (błysk, błysk, błysk). Moim (bardzo subiektywnym) zadaniem, trochę szkoda, bo światło było bardzo ładne.
(…) Może to d80 to był zapas zapasu? ;) Obiektyw taki bo wcześniej złodzieje opędzlowali go z całego sprzętu, a akurat ten zoom był w MM bez VAT- któż to wie :]
Nie pytałem. Wychodzę z założenia, że nie wypada człowiekowi przeszkadzać w pracy, szczególnie gdy to nie ja za nią płacę. A ekipa miała co robić – plener w tym samym dniu.
No ile? 4 dni? 5 dni? I za tyle 4 tys.?
Jak zwykle punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Przykład z życia. Firma zleca uczelni ekspertyzę czy też przeprowadzenie badań. Dostają fakturę na 12000 zł. Ależ ci jajogłowi kokosy zarabiają! Tyle, że po odjęciu podatków, narzutów, ZUS'u i materiałów do wypłaty „na rękę” zostaje powiedzmy 3000 zł – do podziału między ludzi. Od drugiej strony więc nie jest już tak różowo.
A nawet i 5 i 6... I co z tego? Caly czas chyba nie dociera do Ciebie, ze 4 tysiace od klienta, nigdy nie trafia do naszych kieszeni! Sa do oplacenia wszystkie koszty; asystenta, paliwa, naprawy samochodu, jego ubezpieczenia, serwisowania i zakupu sprzetu foto, komputera, oprogramowania, oplaty ZUSu, podatkow, wlasnego ubezpieczenia, itd. Ile razy trzeba Ci to tlumaczyc? Z tego jak zostaje 1/4 to jest dobrze, wiec co to wg Ciebie za zupa jest? W sklepie tez dyskutujesz, ze bulka kosztuje 50 groszy, skoro koszt jej wyprodukowania to pewnie jakies 3 grosze?
Już sobie podyskutowałeś? Chcesz się kopać z koniem? Daj sobie spokój - szkoda Twoich i naszych nerwów. Nie widzisz, że to jakiś rozkapryszony nastolatek dla którego 50zł to majątek.
sprocket
13-06-2011, 21:49
Moze dodam cos od siebie tez, tzw. u mnie :) pracownik budowlany zarabia dosc sporo chodzi o stawki za godzine ale firmy dla ktorej on pracuje wogole nie obchodzi czym wykonasz ta prace i w jakich warunkach, musisz zagwarantowac sobie odziez, obuwie wysokiej klasy, okulary, kamizelki kaski o narzedziach juz nie wspomne, musisz dojechac na swoj koszt i zaparkowac na swoj koszt, poprostu masz byc gotowy, zabezpieczony bhp. o czasie w pracy, moze nie i na temat ale tak wlasnie zarabia 90% ludzi.
cranium84
13-06-2011, 22:20
Fotografowie .... :) ale po co Wy się tłumaczycie z tego ile bierzecie za swoje usługi? :) przecież to jakaś PARANOJA :) !! Czy 4 tys to dużo czy wręcz śmiesznie mało itd. TŁUMACZĄ SIĘ WINNI. :-) Czy widzieliście by jakakolwiek szanująca się firma tłumaczyła sie z swoich cen? :) no sorry mi to się w głowie nie mieści ....
Któryś już wątek o cenach.... tylko po co :)
No tak, polak narzekać lubi :)
przychodzi baba do salonu BMW
-chce kupic ten samochód. Ile za niego?
- 420 tys zł
- Oszalał Pan ? Przecież na przeciwko w fiacie są podobne po 50 tyś ! Dam za niego co najwyzej 42 tyś
-No bo pani wie my mamy KOSZTY .... pracowników, produkcji, super hiper technologie, materiały kosztują, blacha kosztuje, lakier kosztuje.....
:-]
No jak nie widziałem by którykolwiek salon TŁUMACZYŁ się ze swoich cen. :)
Szanujcie się
Ba! Na wczorajszym slubie i weselichu (raptem 50 gosci) byly 4 lustrzanki (3 Nikony i Oly). Malpek nawet nie liczylem...
tak samo w zeszłą sobotę miałem. Gośc trzaskał C400d z 24-70L !!! :) i lampą. Tylko że jak robił pionowe kadry nie raczył nawet złamać lampy i napieprzał mi po oczach pełnym błyskiem. No bo przecież ISO200 i musiał jakoś salę rozjaśnić :) I jak już popił solidnie to podszedł wielce zdziwiony z zapytaniem czemu ja mam jasne zdjęcia a on ma dwie białe główki na czarnym tle :) :)
W cenie za ślub trzeba też koniecznie ująć WIEDZĘ i ŚWIADOMOŚĆ fotografa. I to całkiem solidnie ten parametr wycenić. Bo jak się okazuje sprzęt dobrych zdjęć nie zrobi :)
Wiedzę i świadomość ujęłabym na pierwszym miejscu, dalej już tylko dane techniczne ;) To samo tyczy się każdej branży, no prawie każdej.
A nawet i 5 i 6... I co z tego? Caly czas chyba nie dociera do Ciebie, ze 4 tysiace od klienta, nigdy nie trafia do naszych kieszeni! Sa do oplacenia wszystkie koszty; asystenta, paliwa, naprawy samochodu, jego ubezpieczenia, serwisowania i zakupu sprzetu foto, komputera, oprogramowania, oplaty ZUSu, podatkow, wlasnego ubezpieczenia, itd. Ile razy trzeba Ci to tlumaczyc? Z tego jak zostaje 1/4 to jest dobrze, wiec co to wg Ciebie za zupa jest? W sklepie tez dyskutujesz, ze bulka kosztuje 50 groszy, skoro koszt jej wyprodukowania to pewnie jakies 3 grosze?
I oczywiście nie można sobie tego wliczyć w koszta i uzyskać zwrotu podatku?
I oczywiście nie można sobie tego wliczyć w koszta i uzyskać zwrotu podatku?Poprowadzisz swoja dzialalnosc, to bedziesz wiedzial ile tego zwrotu sobie wygospodarujesz.
marszull
14-06-2011, 11:12
Poprowadzisz swoja dzialalnosc, to bedziesz wiedzial ile tego zwrotu sobie wygospodarujesz.
Chce Ci sie jeszcze pisac?
krokus66
14-06-2011, 11:57
Na ogół wydaje się, że inna praca jest łatwiejsza, lżejsza i pieniądze łatwo za nic wpadają. Wynika to z wypowiedzi wielu rozmówców. A stare porzekadło mówi:
Wszędzie psy boso chodzą.
Prawda też jest taka, że każdy bierze za robotę tyle ile może. Jeśli obniża cenę, to znaczy, że musi. Sądzę, że tak jest na całym świecie, nigdzie nie ma sentymentów.
Produkt jest tyle wart ile klient jest gotów za niego zapłacić. Tak samo jest z usługą. Reszta, ale bardzo ważna reszta, to już marketing.
Zobaczcie Panowie, ile brzydkich ale to naprawdę brzydkich dziewczyn ma fajnych chłopaków, przy ciągłej nadwyżce płci pięknej. Marketing Panowie, marketing ... :lol::lol::lol:
jacoslavgth
14-06-2011, 12:20
I oczywiście nie można sobie tego wliczyć w koszta i uzyskać zwrotu podatku?
widzę że nikt nie jest w stanie przekonać Ciebie do cen za tego typu usługi, nie widzę więć sensu abyś kolejny raz przekonywał nas że nie zapłacisz 4 tys za zdjęcia ślubne, Twoja sprawa, ja mam jedno określenie na tego typu klientów, ale to nie czas ni miejsce...
Sapphiron
14-06-2011, 13:10
chce się wam jak to ktoś wcześniej napisał kopać z koniem?
Człowiek uważa że 4k to jest jakąś astronomiczną cena za zdjęcia ślubne to jego sprawa. Znajdzie napewno jakiegoś fotokameruna który zrobi zdjęcia i film hade za 2k i tak będzie pewnie kręcił nosem że jest kiepska jakość a płacił za coś lepszego.
Nie warto prowadzić takich rozmów bo to bez sensu.
Do sklepu nie idzie i się nie targuje bo to przecież nie warte zachodu bo przecież sprzedawca nie zejdzie z ceny...
krokus66
14-06-2011, 13:34
chce się wam jak to ktoś wcześniej napisał kopać z koniem?
Człowiek uważa że 4k to jest jakąś astronomiczną cena za zdjęcia ślubne to jego sprawa. Znajdzie napewno jakiegoś fotokameruna który zrobi zdjęcia i film hade za 2k i tak będzie pewnie kręcił nosem że jest kiepska jakość a płacił za coś lepszego.
Nie warto prowadzić takich rozmów bo to bez sensu.
Do sklepu nie idzie i się nie targuje bo to przecież nie warte zachodu bo przecież sprzedawca nie zejdzie z ceny...
Mała dygresja.
Żona kupowała mi nowy zegarek Atlantic, spytała delikatnie czy pani mogła by trochę opuścić. O dziwo miła ekspedientka zeszła od razu ok. 400 zł. Byłem miło zaskoczony. W innych sklepach ja poprzednio pytałem i często wynik był pozytywny. Nawet w prywatnej piekarni jak zagadałem, że mamy wspólnych znajomych, to przez kilka ładnych miesięcy chłopak / współwłaściciel dokładał mi za każdym razem 1-2 świeże bułki i nie chciał zapłaty.
jackrabbit
14-06-2011, 13:55
targowanie sie to jedno a marudzenie i psioczenie to drugie :)
krokus66
14-06-2011, 14:38
targowanie sie to jedno a marudzenie i psioczenie to drugie :)
Masz rację.
Powyżej napisałem: Wszędzie psy boso chodzą.
Sapphiron
14-06-2011, 15:24
targowanie sie to jedno a marudzenie i psioczenie to drugie :)
Też racja. A nawet powiem więcej, do sklepu nie idziesz i nie mówisz że ten towar nie jest tyle warty, nie oburzasz się że tak drogo, chcesz go kupić ale np chcesz zaoszczędzić itp. Jak się w ogóle nie podoba to idziesz do innego sklepu i innemu sprzedawcy trujesz tyłek...
Tutaj mamy sytuację taką koleś psioczy jojczy i w ogóle że 4tysiące za porządne zdjęcia z przygotowań, ślubu, wesela i pleneru(tudzież studia) to jest chora cena, w ogóle nie do przyjęcia i jak ktokolwiek śmie tak w ogóle sie cenić...
Tu nie ma motywu targowania się, tu jest motyw cwaniactwa, chamstwa i chęci zrobienia kogoś w balona...
Przykro mi że to powiem ale takie teksty jak tutaj zostały przez pewnego użytkownika napisane to tak na prawdę wycieczka osobista, owszem na okrętkę ale też jest niemiła i wręcz chamska...
Floyd Rose
14-06-2011, 19:39
nie raczył nawet złamać lampy i napieprzał mi po oczach pełnym błyskiem
A kto powiedział że napieprzanie lampą po oczach jest złe ?
krokus66
14-06-2011, 20:06
Po prostu moim zdaniem nie jest to tyle warte i śmieszą mnie narzekania fotografów. Jeśli znajdują się frajerzy, którzy chcą tyle zapłacić - tylko pogratulować.
Tyle się narobiło, że muszę zabrać głos. Żeby było jasne, to:
1. Piszę zupełnie na poważnie.
2. Stoję z boku, nie przyłączam się do żadnej grupy. Znaczy się, że w sposób całkowicie beznamiętny przedstawiam swoje zdanie.
3. Widzę za dużo emocji i wzajemnego okopania się na własnych stanowiskach.
4. Rozmowa służy wymianie myśli i stanowisk. Jeśli wszyscy całkowicie we wszystkim zgadzają się, to rozmowa staje się nudna, wręcz niecelowa. Podstawą każdej rozmowy i negocjacji jest próba zrozumienia stanowiska i intencji adwersarza czyli drugiej strony. Jeśli strony nie wykazują chęci wzajemnego zrozumienia, to taka rozmowa zakończy się kłótnią.
5. Umbra pisze wyraźnie: "... moim zdaniem ...". Nie pisze, że tak jest, ale pisze "... moim zdaniem ..." A to jest zasadnicza różnica. Uważam, że każdy ma prawo do swojego zdania, czy to nam się podoba czy nie. A jeśli kogoś w trakcie prowadzonej dyskusji nie uda nam się przekonać do swojego stanowiska, to czy jest to wystarczający powód aby odsądzić go od czci i wiary. Opamiętajmy się wszyscy. Czy Polacy jak się spotkają przy grilu bądź na święta, to zawsze muszą się pokłócić i brać za łby?
Proponuję więcej luzu i poczucia humoru, to jest najlepsze lekarstwo na dyskusję i pogodne życie.
jacoslavgth
14-06-2011, 21:37
A kto powiedział że napieprzanie lampą po oczach jest złe ?
najgłupszy komentarz jaki ostatnio czytałem...
najgłupszy komentarz jaki ostatnio czytałem...
Oj chłopie nie masz dostatecznej praktyki. Gdybyś takową miał wiedziałbyś, że napieprzanie full mocą w oczy jest doskonałym pomysłem. Oczywiście nie we wszystkich przypadkach ale na pewno gdy podchodzi dres i z elokwencją pyta nas "wpierd##?"
Żona kupowała mi nowy zegarek Atlantic, spytała delikatnie czy pani mogła by trochę opuścić. O dziwo miła ekspedientka zeszła od razu ok. 400 zł. Byłem miło zaskoczony. W innych sklepach ja poprzednio pytałem i często wynik był pozytywny. Nawet w prywatnej piekarni jak zagadałem, że mamy wspólnych znajomych, to przez kilka ładnych miesięcy chłopak / współwłaściciel dokładał mi za każdym razem 1-2 świeże bułki i nie chciał zapłaty.
Jak kupuję coś droższego, zawsze się targuje. Prawie zawsze udaje się kupic taniej.
Nawet w sieciowym sklepie, takim markecie muzycznym (riff) stargowałem prawie 20% :)
Też racja. A nawet powiem więcej, do sklepu nie idziesz i nie mówisz że ten towar nie jest tyle warty, nie oburzasz się że tak drogo, chcesz go kupić ale np chcesz zaoszczędzić itp. Jak się w ogóle nie podoba to idziesz do innego sklepu i innemu sprzedawcy trujesz tyłek...
Tutaj mamy sytuację taką koleś psioczy jojczy i w ogóle że 4tysiące za porządne zdjęcia z przygotowań, ślubu, wesela i pleneru(tudzież studia) to jest chora cena, w ogóle nie do przyjęcia i jak ktokolwiek śmie tak w ogóle sie cenić...
Tu nie ma motywu targowania się, tu jest motyw cwaniactwa, chamstwa i chęci zrobienia kogoś w balona...
Przykro mi że to powiem ale takie teksty jak tutaj zostały przez pewnego użytkownika napisane to tak na prawdę wycieczka osobista, owszem na okrętkę ale też jest niemiła i wręcz chamska...
Koleś to sobie możesz mówić do swoich znajomych. To po pierwsze. Po drugie, pisałem gdzieś, że szukam fotografa? Nie przypominam sobie. Gdzie tu chamstwo? Chamstwo to wychodzi z twojej wypowiedzi i to ty tu robisz wycieczkę osobistą.
Też racja. A nawet powiem więcej, do sklepu nie idziesz i nie mówisz że ten towar nie jest tyle warty, nie oburzasz się że tak drogo, chcesz go kupić ale np chcesz zaoszczędzić itp. Jak się w ogóle nie podoba to idziesz do innego sklepu i innemu sprzedawcy trujesz tyłek...
Tutaj mamy sytuację taką koleś psioczy jojczy i w ogóle że 4tysiące za porządne zdjęcia z przygotowań, ślubu, wesela i pleneru(tudzież studia) to jest chora cena, w ogóle nie do przyjęcia i jak ktokolwiek śmie tak w ogóle sie cenić...
Tu nie ma motywu targowania się, tu jest motyw cwaniactwa, chamstwa i chęci zrobienia kogoś w balona...
Przykro mi że to powiem ale takie teksty jak tutaj zostały przez pewnego użytkownika napisane to tak na prawdę wycieczka osobista, owszem na okrętkę ale też jest niemiła i wręcz chamska...
Trochę się zagolopowałeś - z tego co pamiętam w Polsce nie Sapphiron ustala co wolno, a czego nie wolno myśleć. Jeżeli Umbra uważa, że cena x tysięcy jest za wysoka to ma do tego prawo obojętnie od tego czy Ci się to podoba czy nie i nie jest to chamskie, za to Twoja wypowiedź do tego chamstwa się zbliża.
Trochę się zagolopowałeś - z tego co pamiętam w Polsce nie Sapphiron ustala co wolno, a czego nie wolno myśleć. Jeżeli Umbra uważa, że cena x tysięcy jest za wysoka to ma do tego prawo obojętnie od tego czy Ci się to podoba czy nie i nie jest to chamskie, za to Twoja wypowiedź do tego chamstwa się zbliża.
Przeczytałem cytowany tekst i szczerze powiedziawszy nie doszukałem się treści w których ich autor obrażałby kogokolwiek.
Jak byś mógł to podkreśl te zwroty które zahaczają o chamstwo. Możliwe, że jestem już całkowicie znieczulony na niektóre zdania. Sam mam ostry język i piszę w taki, a nie inny sposób - nie mając na uwadze wymierzenie ostrza słowa w kogokolwiek (cały czas mam nadzieję, że ludzie czytając moje wypociny mają to na uwadze - co ułatwić ma poniekąd durnowaty avatar).
Wracając do tematu.
Temat miał być o czymś innym. Myślałem, że zejdzie na właściwy tor. Ludziska co chętni powymieniają się informacjami - jak nie dać się nabić w bambuko i jak się cenić. Co mniej doświadczeni poczytają tą naszą zupę, zamieszają i nie pojawią się w przyszłości posty "za ile" i "po ile". W rezultacie jak zwykłe zeszło na durne śluby jakby to było główne źródło dochodu każdego fotografa, a już standardem przy temacie "ślub" są lęki, obawy i kłótnie.
krokus66
15-06-2011, 09:34
Jak kupuję coś droższego, zawsze się targuje. Prawie zawsze udaje się kupic taniej.
Nawet w sieciowym sklepie, takim markecie muzycznym (riff) stargowałem prawie 20% :)
Zagraj nam tu kiedyś coś na forum. No nie bądź taki ... :-o
Wracając do tematu.
Temat miał być o czymś innym. Myślałem, że zejdzie na właściwy tor. Ludziska co chętni powymieniają się informacjami - jak nie dać się nabić w bambuko i jak się cenić.
Kierunek dyskusji nie zachęca do wypowiadania się... ale poczułem się (tomitom) wywołany do odpowiedzi. Fotografią zawodową zajmuję się 20+ lat. nie mam nic wspólnego ze ślubniakami. A "kasa" jest oczywiście kwestią fundamentalną. Postaram się przekazać więc parę moich przemyśleń na ten temat:
1. Warto znać koszty swojej pracy. Te wszystkie wyliczenia z początku wątku (amortyzacja, koszty stałe, koszty zmienne, czas pracy). Do tego ja doliczyłem 10% fundusz urlopowy i 10% fundusz rezerwowy. Czyli wypoczynek i pieniądze odkładane na kiepskie miesiące lub moment przebranżowienia. Tak wychodzi, po założeniu określonej ilości dni pracy, minimalna stawka dzienna fotografa. Jak by nie liczyć będzie to od 1000 zł/dzień pracy.
2. Stawka minimalna to nie jest stawka za którą mam zamiar pracować! Nie po to pracuję w konkurencyjnej branży gdzie nie ma dwóch identycznych wyników aby zarabiać na poziomie minimum/średniej krajowej. Przecież to poziom mojej pracy decyduje o skuteczności komunikacji wizualnej. Dlatego ceny powinny być odbiciem hierarchii zawodowej. Najlepsi biorą więcej a inni chcą do tego "doskoczyć". I to powinna być ambicją każdego, poważnie traktującego swój zawód fotografa.
3. Zauważmy, że opisany na forum mechanizm "zejścia" z ceny np o 500 zł jest samobójczy.Jest tak ponieważ po odliczenie kosztów pracy (tych wyliczonych stawek minimalnych) może oznaczać obniżenie zysku (dla którego przecież pracujemy) o 50%. Dlatego nie schodzę z ceny. A nawet przeciwnie jak mam nowego i nieświadomego klienta dodaję zawsze 20% i jeśli dostanę tę robotę (rzadko) to jest to i tak często za mało.
4. Ze stoickim spokojem patrzę na konkurencję cenową. Jak słyszę (często) - Pana zdjęcia nam się bardzo podobają ale mamy oferty 3x tańsze - odpowiadam - proszę z nich skorzystać. Nawet nie staram się czegokolwiek tłumaczyć. Dajmy klientom "dojrzeć" - jest spora szansa, że po 6 nieudanych sesjach z różnymi kiepskimi fotografami pojmą już,że oprócz kasy na fotografa wydają pieniądze na organizację, tracą czas, lecą terminy ale co najważniejsze mają kiepski wizerunek. Niech więc to zauważą sami. Zdarza się, że wracają i są szczęśliwi jak dostaną wreszcie produkt na który czekali. I nie targują się już.
5. Jak widzę klienta co miał już 6 fotografów, każda sesja robiona przez kogoś innego. Są nawet niezłe foty a klient opowiada jacy to oni kiepscy, to "na drzewo z nim" - 100% w górę aby przypadkiem tego nie robić...
6. W świadomości części klientów fotografia z zawodu stała się umiejętnością. Co gorsza czytając to forum mam wrażenie, że tak uważa część fotografów aspirujących do bycia fotografami. Nie jest to wniosek budujący. Dlatego uważam, że warto w wolnych chwilach (tych fotograf trochę ma) rozejrzeć się za alternatywnymi źródłami zarobkowania. Wiele z nich "współgra" z fotografią. Mając alternatywne zasilanie być może, będziemy bardziej się cenić (a właściwie swój czas).
Pozdro
Wiesiek
Zagraj nam tu kiedyś coś na forum. No nie bądź taki ... :-o
♪♪♪♪♪♪!
O riffie wspomniałem, bo to taki supermarket, a mimo to, da się coś urwac. Dobra, koniec OT
@Wujot - słusznie prawisz.
@Wujot - dzięki wielkie! Właśnie o taki kierunek rozmowy mi chodziło.
Co do punktu 5 - w poniedziałek będę fotografować właśnie dla takiej firmy co miała już paru przede mną. Fakt niepewność jest.
Punkt 5 popieram w 200%! Przyszedł do mnie klient, co to miał za drogo u innych, a ja byłam tania. Już od początku wskazywał na wady zdjęć od moich poprzedników, pokazał czego nie chce na zdjęciach. Umowę podpisano, pierwsze foty zrobione i się zaczęło... Tu podciągnąć, tam poprawić, tu jednak inaczej zrobimy i tym sposobem z podstawowego najprostszego ujęcia okazuje się, że żeby osiągnąć efekt jakiego klient oczekuje, muszę zrobić kilka fot i sklejać w jedno foto, najprostsze, a wymagania rosną. Dodam, że jest sporo elementów trudnych jak metalowe łączenia, skóra i szew, którego ma być widać, ale tak żeby niezbyt było widać i cała masa temu podobnych zawikłanych żądań Po tym zrozumiałam, dlaczego klient chciał mojej ceny ... Mądry foter podniósłby cenę w odpowiednim momencie wraz ze wzrostem ilości wymagań. Ja ten moment przegapiłam - teraz płacę gapowe.
Poraz kolejny mam nauczkę - spisywać umowę... bardzo dokładnie, szczególnie w przypadku klienta, którego się dopiero poznaje.
Punkt 5 popieram w 200%! Przyszedł do mnie klient, co to miał za drogo u innych, a ja byłam tania. Już od początku wskazywał na wady zdjęć od moich poprzedników, pokazał czego nie chce na zdjęciach. Umowę podpisano, pierwsze foty zrobione i się zaczęło... Tu podciągnąć, tam poprawić, tu jednak inaczej zrobimy i tym sposobem z podstawowego najprostszego ujęcia okazuje się, że żeby osiągnąć efekt jakiego klient oczekuje, muszę zrobić kilka fot i sklejać w jedno foto, najprostsze, a wymagania rosną. Dodam, że jest sporo elementów trudnych jak metalowe łączenia, skóra i szew, którego ma być widać, ale tak żeby niezbyt było widać i cała masa temu podobnych zawikłanych żądań Po tym zrozumiałam, dlaczego klient chciał mojej ceny ... Mądry foter podniósłby cenę w odpowiednim momencie wraz ze wzrostem ilości wymagań. Ja ten moment przegapiłam - teraz płacę gapowe.
Poraz kolejny mam nauczkę - spisywać umowę... bardzo dokładnie, szczególnie w przypadku klienta, którego się dopiero poznaje.
Czyli zostałąś grafikiem (:
Mi każdego udaje się przekonać, że to ja wybieram zdjęcia (wybiorę naprawdę najładniejsze, ja wiem co można, np. z celowo niedoświetlonego zdjęcia wyciągnąć, a wy takie czarne odrzucicie i inne pierdupierdu..). Potem jak oddaję gotowy produkt to owszem mogę coś zmienić, ale byłaby to dodatkowa usługa..
Taa i tyle w tym temacie mam do powiedzenia.
Taa i tyle w tym temacie mam do powiedzenia.
brawo! - moje gratulacje.
http://www.ii-lo.tarnow.pl/~robertz/zarzadzanie/MESE/teoria4.pdf
tomitom, poruszyłeś ciekawy temat. Zresztą problem z wyceną i dylemat "brać zlecenie i zarobić cokolwiek, czy też unieść się dumą i nie robić za pół-darmo" jest obecny również i w innych zawodach. I akurat może bardzo mało wiem jeśłi chodzi o środowisko fotograficzne (bo jestem początkujący na tym polu), to już w graficznym się orientuję jako, że ostatnie kilka lat pracowałem jako freelancer. Dlaczego pracowałem? Bo po prostu pogorszenie warunków na rynku zmusiło mnie do stopniowej rezygnazji z tej formy działalności.
Niestety klienci uważają, że grafika (w fotografii pewnie jest tak samo) to zawód który może wykonywać każdy. Byle dzieciak w liceum przecież potrafi stworzyć stronę www, machnąć model 3d domu, wyretuszować zdjęcie. Zresztą sami pisaliście o nagłym wzroście osób z lustrzankami na ślubach. Więc nie dziwota, że klienci nie chcą płacić za usługę, jak żyją w przekonaniu, że dlaczego ktoś ma zarabiać kokosy na czymś co byle jaka pierwsza osoba może wykonać za 10 razy niższą sumę?
Ja niestety uniosłem się honorem i moje zarobki w pierwszej połowie tego roku spadły do tak niskiego poziomu, że zmuszony byłem poszukać pracy na stałe. I żeby nie było, to taka praca też jest nędznie płatna (zarobki oferowane przez firmy dla pracowników na cały etat, jak i dla indywidualnych zleceń nie różnią się aż tak bardzo), ale po prostu mam stały przypływ gotówki.
Ktoś mógłby doradzić, że trzeba szukać po dużych klientach. Niestety, Ci również zaczynają kombinować, bo oczywiście trafiały mi się i duże firmy, z tym że płaca nadal pozostawała na poziomie maleńkiej firmy, a wymagania co do jakości rosły. Po przeliczeniu na godziny, to stawka z tych zleceń wychodziło 3-5zł, co było po prostu dla mnie znakiem, że zleceniodawca traktuje mnie jak zwykłego śmiecia.
Nie wiem czy sytuacja się poprawi na rynku. Przewiduję, że nie. Powstaje masa głupawych serwisów do licytacji zleceń, które przezwyczajają ludzi do śmiesznie niskich cen. Fotografia, grafika, czy bycie muzykiem staje się ogólnonarodowym hobby, gdzie byle początkujący pcha się od razu do zleceń komercyjnych, psując rynek swoimi myślami o "rozbudowie portfolio", tworząc tak na prawdę prace, które się do niczego nie nadają...
krokus66
21-06-2011, 14:59
tomitom, poruszyłeś ciekawy temat. Zresztą problem z wyceną i dylemat "brać zlecenie i zarobić cokolwiek, czy też unieść się dumą i nie robić za pół-darmo" jest obecny również i w innych zawodach. I akurat może bardzo mało wiem jeśłi chodzi o środowisko fotograficzne (bo jestem początkujący na tym polu), to już w graficznym się orientuję jako, że ostatnie kilka lat pracowałem jako freelancer. Dlaczego pracowałem? Bo po prostu pogorszenie warunków na rynku zmusiło mnie do stopniowej rezygnazji z tej formy działalności.
Niestety klienci uważają, że grafika (w fotografii pewnie jest tak samo) to zawód który może wykonywać każdy. Byle dzieciak w liceum przecież potrafi stworzyć stronę www, machnąć model 3d domu, wyretuszować zdjęcie. Zresztą sami pisaliście o nagłym wzroście osób z lustrzankami na ślubach. Więc nie dziwota, że klienci nie chcą płacić za usługę, jak żyją w przekonaniu, że dlaczego ktoś ma zarabiać kokosy na czymś co byle jaka pierwsza osoba może wykonać za 10 razy niższą sumę?
Ja niestety uniosłem się honorem i moje zarobki w pierwszej połowie tego roku spadły do tak niskiego poziomu, że zmuszony byłem poszukać pracy na stałe. I żeby nie było, to taka praca też jest nędznie płatna (zarobki oferowane przez firmy dla pracowników na cały etat, jak i dla indywidualnych zleceń nie różnią się aż tak bardzo), ale po prostu mam stały przypływ gotówki.
Ktoś mógłby doradzić, że trzeba szukać po dużych klientach. Niestety, Ci również zaczynają kombinować, bo oczywiście trafiały mi się i duże firmy, z tym że płaca nadal pozostawała na poziomie maleńkiej firmy, a wymagania co do jakości rosły. Po przeliczeniu na godziny, to stawka z tych zleceń wychodziło 3-5zł, co było po prostu dla mnie znakiem, że zleceniodawca traktuje mnie jak zwykłego śmiecia.
Nie wiem czy sytuacja się poprawi na rynku. Przewiduję, że nie. Powstaje masa głupawych serwisów do licytacji zleceń, które przezwyczajają ludzi do śmiesznie niskich cen. Fotografia, grafika, czy bycie muzykiem staje się ogólnonarodowym hobby, gdzie byle początkujący pcha się od razu do zleceń komercyjnych, psując rynek swoimi myślami o "rozbudowie portfolio", tworząc tak na prawdę prace, które się do niczego nie nadają...
Widac, że masz już pewne doświadczenie życiowe i piszesz logicznie.
Uważam jednak, że niesłusznie, zbyt emocjonalnie i osobiście traktujesz problem pisząc, iż "... zleceniodawca traktuje mnie jak zwykłego śmiecia." Zbyt niska cena zaproponowana wcale o tym nie świadczy. Sam przecież piszesz dalej: "Powstaje masa ... serwisów ..., które przyzwyczajają ludzi do śmiesznie niskich cen."
Jak widzisz, sam sobie odpowiedziałeś na pytanie, dlaczego na wolnym rynku ceny spadają. Ale nikt Ciebie nie potraktował jak śmiecia, w biznesie trzeba na spokojnie i na chłodno.
Zabrałem głos w tym temacie, gdyż jesteś kolejną osobą, która użyła identycznej argumentacji.
krokus, a jak możesz inaczej nazwać takie zdarzenie, że np. wiem, że architekt wnętrz bierze za projekt mieszkania 12 tysięcy, a mi za wizualizację 3d tego zlecenia, gdzie oczywiście wymaga fotorealistycznej jakości, kilku renderów do bardzo dużych rozdzielczości, oferuje 300zł? I to nie jest odosobniony przykład. To jest po prostu brak poszanowania dla czyjejś pracy. W dodatku, że ten jego projekt opiera się głównie na mojej wizualizacji.
Wiem, że jestem jeszcze młody (znaczy to jest pojęcie względne :P), ale jeśli poświęciłem ostatnie 6 lat swojego życia na uczenie się tego zawodu, zrezygnowałem z różnych rzeczy w wolnym czasie, które powiedzmy normalnie ludzie w moim wieku robią, siedzę i psuję sobie zdrowie przed kompem po kilkanaście godzin dziennie, to chciałbym żeby ktoś docenił tą moją pracę na więcej niż 5zł za godzinę...
Ps. Wiem, że te 6 lat przy stażu niektórych tutaj na forum to może być mało, ale jak dla mnie jest to już spory kawałek czasu, hehe.
Ps2. Druga, inna rzecz, którą zauważyłem, to że ludzie zlecając jakąś pracę nie chcą tak na prawdę ustalić szczegółów wykonania. Nie wiem czemu takie zjawisko się pojawia. Może dlatego, że czym mniej szczegółów tym więcej wymówek będą mieć potem, aby nie zapłacić za projekt? W przeważającej ilości ostatnich zleceń gdy tylko przechodziłem do ustalenia szczegółów, spisania umowy itd. to kontakt z klientem się urywał, mimo tego że wcześniej wszystko się jak najbardziej podobało...
Ps. Wiem, że te 6 lat przy stażu niektórych tutaj na forum to może być mało, ale jak dla mnie jest to już spory kawałek czasu, hehe.Przyzwyczaj sie do mysli, ze tylko tym w czepku urodzonym, tyle czasu (a nawet i sporo mniej) zajmuje osiagniecie jakiejs tam pozycji na rynku, wysokich dochodow i szacunku. Przecietny czlowiek musi pracowac na to wszystko znacznie dluzej...
Ps2. Druga, inna rzecz, którą zauważyłem, to że ludzie zlecając jakąś pracę nie chcą tak na prawdę ustalić szczegółów wykonania. Nie wiem czemu takie zjawisko się pojawia. Może dlatego, że czym mniej szczegółów tym więcej wymówek będą mieć potem, aby nie zapłacić za projekt?Normalne u niektorych... Szczwani wiedza, ze czasami jeden "detal", ktory wyjdzie w praniu moglby juz na poczatku podniesc cene o 100 czy nawet kilkaset procent. Dlatego nalezyta praktyka jest spisywanie umowy przed podjeciem zlecenia, w ktorej jest zawarta dokladna specyfika zadania. Jesli nie umowa, to zawsze mozesz zawrzec opis swojej spodziewanej pracy -- odpowiedzi na zapytanie ofertowe.
Przyzwyczaj sie do mysli, ze tylko tym w czepku urodzonym, tyle czasu (a nawet i sporo mniej) zajmuje osiagniecie jakiejs tam pozycji na rynku, wysokich dochodow i szacunku. Przecietny czlowiek musi pracowac na to wszystko znacznie dluzej...
No ja to rozumiem, zresztą w grafice czy fotografii człowiek uczy się całe życie. Chodziło mi o to, że po prostu jestem świadomy, że "czegoś" już się tam nauczyłem. I że jednak takie kwoty jakie są mi oferowane są po prostu śmieszne. Więcej zarabiają ludzie bez wykształcenia, nie potrzebujący żadnego doświadczenia aby dostać się na dane stanowisko.
I od razu uprzedzając pytania w stylu "to dlaczego się tam nie zatrudnisz jak lepiej płacą i nie trzeba nic umieć" - bo grafika to dla mnie całe życie i staram się jeszcze trzymać swoich marzeń. Tylko, że z każdym rokiem jest już to co raz trudniejsze.
I od razu uprzedzając pytania w stylu "to dlaczego się tam nie zatrudnisz jak lepiej płacą i nie trzeba nic umieć" - bo grafika to dla mnie całe życie i staram się jeszcze trzymać swoich marzeń.To trzymaj sie dalej -- wbrew wszystkiemu. Praca zajmuje nam wiekszosc zycia. Jesli przez te wiekszosc zycia mamy sie poswiecac czemus, czego sie nie lubi, to w dupie z takim zyciem. ;)
Araiel bo moze nadszedl czas aby robic te wizualizacje podpisujac wlasnym imieniem i nazwiskiem??
Jest tak jak mowisz- zresztą temat troche znam, bo zona jest architektem, wspolpracuje z jedną firmą i mowi, ze jest u nich facet ktory jest cholernie zdolny i bardzo szybki (robi wizki praktycznie w "czasie rzeczywistym"- czyli kilka dziennie :) ) i
zarabia miesiecznie grosze....bo tez chyba nie ma "glowy" do tego aby otworzyc wlasną firme.
niestety jest troche tak: ze jak sie sam nie docenisz to nikt cie nie doceni. Skoro ktoś siedzi na etacie za 1200 zł to moze i narzeka, moze i mysli ze go nie doceniają- ale sam sie na to godzi (czyli jest mu w pewnym sensie "dobrze" z taką kasą).
krokus66
21-06-2011, 20:55
@Araiel.
1. W swej wypowiedzi sam napisałeś dlaczego zaproponowali Tobie tak niską cenę. Ja tylko przytoczyłem Twoje słowa, gdyż chciałem Cię wyciągnąć z dołka oraz z tego, że nie jesteś śmieciem. Bo nie jesteś.
2. U kolegi w domku jednorodzinnym architekt wnętrz wziął teraz 2,5 tys. zł. Bez umowy, bo i po co, wcześniej nie znali się. Są różni ludzie.
3. Przekonany jestem o racji Twoich argumentów, ale pamiętaj "Wszędzie psy boso chodzą" i "Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma". Te stare ludowe porzekadła są cały czas aktualne.
4. Cały ten nasz kochany kraj jest niestety porąbany. Był, a obecnie jest zdecydowanie ale to zdecydowanie bardziej porąbany. Wiem coś o tym.
Trzymaj się.
jacoslavgth
21-06-2011, 22:46
krokus, a jak możesz inaczej nazwać takie zdarzenie, że np. wiem, że architekt wnętrz bierze za projekt mieszkania 12 tysięcy, a mi za wizualizację 3d tego zlecenia, gdzie oczywiście wymaga fotorealistycznej jakości, kilku renderów do bardzo dużych rozdzielczości, oferuje 300zł? I to nie jest odosobniony przykład. To jest po prostu brak poszanowania dla czyjejś pracy. W dodatku, że ten jego projekt opiera się głównie na mojej wizualizacji.
nie zgodzę sie do końca, zajmuje się wnętrzami i wiem ile wymaga to pracy, stawki za m2 sa ogólnie przyjęte i kształtuja się w przedziale średnio 100 zł za m2. jeżeli apartament ma 120 m2 to wychodzi 12 tys. ale tylko ja wiem ile to kosztuje prracy, bieganie z klientami po sklepach, pokazywanie, przekonywanie, robienie inwentaryzacji, dobór okładzin, kolorystyki, mebli, sprzetów, projekt kuchni i łazienki z rozwinięciami ścian, instalacje elektryczne sanitarne,
rysunki sufitów z oświetleniem, szczegółowe zestawienie materiałów z powierzchniami itd itp., rypania co niemiara, srednio projekt w moim przypadku przy domu 140 m2 zajmuje 3 miesiące i do tego dochodzi nadzór autorski na czas trwania budowy. To także ciężki kawał chleba, ja w tej branzy sie nie reklamuje, nawet nie mam wizytówek, a projekty robie z polecenia i ludzie sie liczą z takimi stawkami, widząc efekt pracy sa skłonni wyłożyć pieniądze
ja bazuje na rysunkach technicznych a nie na wizkach, te sa czwartoplanowe i wystęują na etapie koncepccji :)
a widziałem realizacje na wizkach i nieograniczonej wyobraźni ekipy budowlane wespół z inwestorem - koszmar
zajmuje się wnętrzami i wiem ile wymaga to pracy
Ja tego nie neguję. Wiem, że architekt też ma masę roboty. Szkoda tylko, że w drugą stronę już się o tym zapomina. Wizki też się nie robi w chwilę. W dodatku, że jeśli chodzi o wnętrza, to przeważnie przy takich projektach trzeba wszystkie modele robić od nowa pod indywidualne zlecenie. Więc przy kwocie 10-12tysięcy za cały projekt te 400zł dla grafika 3d to śmiech na sali.
No dobra, ale mniejsza z tym jakie zlecenia mi się trafiają :P - chodzi tylko o to, aby zmienić podejście ludzi do osób z branży fotograficznej / graficznej. Tak aby jednak ten cały wysiłek w proces twórczy było doceniany, a nie że ktoś robi łaskę, że cokolwiek zapłaci.
No dobra, ale mniejsza z tym jakie zlecenia mi się trafiają :P - chodzi tylko o to, aby zmienić podejście ludzi do osób z branży fotograficznej / graficznej. Tak aby jednak ten cały wysiłek w proces twórczy było doceniany, a nie że ktoś robi łaskę, że cokolwiek zapłaci.
Wystarczy zredukować ilość fotografów/grafików na rynku, a ceny same pójdą w górę.
Musisz zrozumieć, że to nadpodaż doprowadziła do takiego stanu, a to są prawa rynku.
Araiel
Masz bardzo sensowne podejście i celne spostrzeżenia:
- niska stawka za naszą pracę to rzeczywiście brak szacunku dla naszej pracy, jeśli nie jesteśmy w stanie podnieść stawek to pozostaje zmienić pracę. Na początek zrezygnuj z najgorzej opłacalnych prac a bedziesz miał więcej czasu.
- czas który zaoszczędzisz poświęć na kombinowanie "co by tu zrobić". To będzie najlepsza inwestycja w życiu. Może będziesz potrzebował roku albo dwóch a nawet więcej ale na pewno się opłaci.
- jeśli sytuacja jest wyjściowo nieciekawa a trend ujemny (jest tak w grafice a też i fotografii) to moim zdaniem nie warto próbować "czarować" rzeczywistości. Trzeba szukać czegoś innego.
- jeśli to coś innego po paru latach zacznie się zatykać to bądź gotów to porzucić natychmiast. W tzw międzyczasie przygotuj sobie plan awaryjny.
- mając sensowne "dochodowe" zajęcie grafikę będziesz mógł traktować jako hobby
Tych paru punktów trzymam się konsekwentnie od 20 lat. Miałem m.in. agencje reklamową, medialną, wydawnictwo - każde przetrwało od 5 do 10 lat dając po parę lat godziwego życia, jak pogarszały się warunki to zamykałem (lub sprzedawałem) interes. Najdłużej przetrwało o dziwo studio foto ale bardzo podejrzliwie patrzę w jego przyszłość i pracuję cały czas nad paroma wariantami rezerwowymi. Wspomniany czas to sprawa najważniejsza - często w gonitwie życiowej o tym zapominamy. A zadaj sobie pytanie: czy kupiłbyś swoją wolną godzinę za 5 zł - aby za tyle poleżeć pod gruszą i pomyśleć lub odpocząć. Odpowiedź jest wtedy chyba oczywista. Nie warto pozbywać się swojego czasu zbyt tanio bo będzie nas to kosztowało utracone szanse...
Nie jest to co piszę może zbyt optymistyczne a może jednak jest. Bo oznacza to brak złudzeń, otwartość na zmiany, mobilność i odwagę no i ciągłą chęć nauki czegoś nowego. A, że niekoniecznie w grafice - no cóż "życie to nie je bajka". Ponieważ jednak dość szybko zdiagnozowałeś sytuację to pewnie dasz sobie radę. Czego Ci serdecznie życzę.
Pozdro
Wiesiek
krokus66
22-06-2011, 08:37
Brawo Wujot.
Podpisuję się pod całą Twoją wypowiedzią obydwoma rękami, mimo że pisać umiem tylko jedną.
Czytelnie i szeroko to wyłożyłeś. Masz absolutną rację! Trzeba być mobilnym i pozytywnie otwartym na zmiany. Oczywiście, to też nie jest łatwe, ale uważam takie podejście do życia za najwłaściwsze.
"Poezją życie bywa, ale rzadko i krótko. Na ogół jest prozą, szarą i głupią." myśl własna.
A nawet i 5 i 6... I co z tego? Caly czas chyba nie dociera do Ciebie, ze 4 tysiace od klienta, nigdy nie trafia do naszych kieszeni! Sa do oplacenia wszystkie koszty; asystenta, paliwa, naprawy samochodu, jego ubezpieczenia, serwisowania i zakupu sprzetu foto, komputera, oprogramowania, oplaty ZUSu, podatkow, wlasnego ubezpieczenia, itd. Ile razy trzeba Ci to tlumaczyc? Z tego jak zostaje 1/4 to jest dobrze, wiec co to wg Ciebie za zupa jest? W sklepie tez dyskutujesz, ze bulka kosztuje 50 groszy, skoro koszt jej wyprodukowania to pewnie jakies 3 grosze?
stig nie męcz się... Po Prostu jak ktoś kupuje wszystko na giełdzie( oprogramowanie i inne rzeczy ) to nie skuma..takich rzeczy. Pożyje ,zobaczy.
Życzę mu otworzenia własnej firmy ...
bialogardzianin
24-06-2011, 09:13
To i ja dorzucę swoje dwa grosze. Wycenić usługę, szczególnie początkującemu, jest bardzo trudno z powodów, o których tu była mowa. Sam się złąpałem na tym, że pewna instytucja publiczna wysłała zapytanie o cenę zdjęć do ulotki, zapewne w ramach jakiegoś projektu. Poczytałem sobie wątki na ten temat na naszym forum, zlustrowałem konkurencję, odjąłem od tych kwot kilkanaście procent "za wejście na rynek" i wysłałem ofertę mailem mając świadomość, że najprawdopodobniej wołam najmniej. W odpowiedzi dostałem informację, że instytucja wybrała najkorzystniejszą cenowo ofertę. Od tamtej pory zraziłem się do tego typu zleceń, bo moje przypuszczenie graniczy z pewnością, że było to ewidentna ustawka- 3 kolesi wysłało swoje oferty, a 4. koleś wysłał swoją na zasadzie "słuchaj, tamci dali tyle, ty daj 5 zł mniej i wygrasz". Rozumiecie co mam na myśli? Zapewne tej instytucji mniej zależało na zdjęciach, a bardziej komuś tam zależało, żeby konkretna osoba sobie zarobiła. Uważam więc, że tak jak są różni klienci, tak różne mogą być stawki i albo trzeba być tak dobrym jak Wy, Stig, tomitom i inni uczestnicy rozmowy, albo trzeba mieć znajomości, układy, by wkręcić się do jakiejś roboty "za pięć złotych mniej". Jedni klienci, świadomi kosztów prowadzonej działalności, zapłacą, a inni (których nie obchodzą koszty działalności, księgowej, paliwa, itd.) będą kręcić nosem, że drogo. Czy mylę się?
Sapphiron
24-06-2011, 09:38
A ja właśnie się popłakałem ze śmiechu...
Nie wiem czy opowiadałem już wam ale napiszę,
Jakiś czas temu pewien koleś na FB (gdzie mam chwilowo stronę firmy) napisał do mnie czy nie jestem zainteresowany zrobieniem reportażu z kościoła i sali weselnej, za przerażającą wielkością wręcz ceną AŻ 200zł ;)
do teraz nie wiem co kolesiowi odpisać ;)
Art Erie
24-06-2011, 09:57
Żeby sobie za te 200 zł kupił sobie nową klawiaturę, bo mu się pewnikiem 0 zacina :mrgreen:
Sorki, nie mogłem się powstrzymać :)
Sapphiron, to ja Ci powiem tylko tyle - zacznij się przyzwyczajać do takich ofert, bo dziwom nie będzie końca ;)
A ja właśnie się popłakałem ze śmiechu...
Nie wiem czy opowiadałem już wam ale napiszę,
Jakiś czas temu pewien koleś na FB (gdzie mam chwilowo stronę firmy) napisał do mnie czy nie jestem zainteresowany zrobieniem reportażu z kościoła i sali weselnej, za przerażającą wielkością wręcz ceną AŻ 200zł ;)
do teraz nie wiem co kolesiowi odpisać ;)
jak potrzebujesz 200zł na chleb to sie zgadzaj. jak nie to mu podziekuj. proste, nie?:)
Sapphiron
24-06-2011, 12:02
Szkoda nawet w jpgach robić... później pójdzie fama że gniotorób...
Za te 200zł to ja wolę pójść do sąsiada na budowę to w dwa dni normalnej roboty zarobię i nie będę musiał się męczyć w PSie nad tym :)
krokus66
24-06-2011, 12:12
Sapphiron, to ja Ci powiem tylko tyle - zacznij się przyzwyczajać do takich ofert, bo dziwom nie będzie końca ;)
Może nie do takich ofert, ale obawiam się, że idzie na gorzej i to na dłużej.
Nie tylko z cenami, ale i z szacunkiem do fotera coraz trudniej... Dziś miał być plener z parą, rano więc pytam co robimy, bo pogoda nie teges, a on mi odpisuje, że sobie podróżują poślubnie w ciepłych krajach... dodam, że byliśmy umówieni w stolycy. To bym sobie poczekała na swoją parkę ...:confused:
krokus66
24-06-2011, 16:54
Nie tylko z cenami, ale i z szacunkiem do fotera coraz trudniej... Dziś miał być plener z parą, rano więc pytam co robimy, bo pogoda nie teges, a on mi odpisuje, że sobie podróżują poślubnie w ciepłych krajach... dodam, że byliśmy umówieni w stolycy. To bym sobie poczekała na swoją parkę ...:confused:
To Ci współczuję takich klientów. Ja bym nie miał zdrowia do takich ludzi, za bardzo nerwowy jestem.
Jedyne czym można wytłumaczyć, to to, że panna młoda tak skołowała chłopaka, iż ten będąc w siódmym niebie o bożym świecie zapomniał. Z mężczyznami tak już jest. :mrgreen::mrgreen::mrgreen:
Nie tylko z cenami, ale i z szacunkiem do fotera coraz trudniej... Dziś miał być plener z parą, rano więc pytam co robimy, bo pogoda nie teges, a on mi odpisuje, że sobie podróżują poślubnie w ciepłych krajach... dodam, że byliśmy umówieni w stolycy.Rownie radosnie, trzeba bylo ich poinformowac, ze wlasnie przelecil im termin i wypadli z kolejki oczekujacych, a nastepne wolne terminy masz zima (albo w przyszlym roku).
Jedyne czym można wytłumaczyć, to to, że panna młoda tak skołowała chłopaka, iż ten będąc w siódmym niebie o bożym świecie zapomniał. Z mężczyznami tak już jest.Po slubie, to juz raczej o tego typu skolowaniu nie moze byc mowy. Juz predzej o przejrzeniu na oczy. ;)
Sapphiron
24-06-2011, 17:14
Rownie radosnie, trzeba bylo ich poinformowac, ze wlasnie przelecil im termin i wypadli z kolejki oczekujacych, a nastepne wolne terminy masz zima (albo w przyszlym roku).
No i prawidłowo...
Z poprzedniego pleneru para zrezygnowała po 2 czy 3 tygodniach przekładania, to skróciłam czas na plener po ślubie do miesiąca (miałam głupio na czas nieokreślony), tym razem skracam do 2 tygodni, a jak i to nie przyniesie efektu, to jestem coraz bliżej zrozumienia tych foterów, którzy liczą plener osobno i piszą osobną umowę na plener, czyli reportaż to 1 dzień (umowa) + plener (osobny dzień) osobna umowa. Może wtedy klientowi bardziej będzie zależało na dotrzymaniu terminu.
Jakiś czas temu pewien koleś na FB (gdzie mam chwilowo stronę firmy) napisał do mnie czy nie jestem zainteresowany zrobieniem reportażu z kościoła i sali weselnej, za przerażającą wielkością wręcz ceną AŻ 200zł ;)
do teraz nie wiem co kolesiowi odpisać ;)
Zapytaj go czy to stawka za 1h pracy?
Będziesz go miał z głowy, a odpowiedzi udzieliłeś i będzie pełna KULTURA całą gębą .
Niestety cześć klientów zaczyna narzucać swoje ceny.
Ja na takie oferty odpowiadam coś głupiego.
Na targowanie przez telefon też staram się zbyć ludzi, bo to nie ma sensu.
jacoslavgth
14-07-2011, 00:07
Zapytaj go czy to stawka za 1h pracy?
Będziesz go miał z głowy, a odpowiedzi udzieliłeś i będzie pełna KULTURA całą gębą .
Niestety cześć klientów zaczyna narzucać swoje ceny.
Ja na takie oferty odpowiadam coś głupiego.
Na targowanie przez telefon też staram się zbyć ludzi, bo to nie ma sensu.
to jest najlepsza metoda, miałem kilka pytań odnośnie różnych zleceń (chrzty, jakieś firmowe) a ponieważ nie jestem do tego przekonany i robic takich nie lubię, dawałem zaporową stawkę i rozchodziliśmy sie w kulturze :)
credka - martwisz sie tym ze nie moga umowic sie na plener? oddaj te zdjecia co masz, zostaw miesjce w albumie i jak beda chcieli moga sie umowaiac, jak nie masz mniej roboty :), niema co na sile uszczesliwiac jak im nie zalezy
Właściwie to zgodnie z zapisem w umowie materiał oddaję w ciągu ... dni od pleneru, jeśli na takowy podpisano umowę ;) Jak ludzie biorą fotera, to chyba po to, że chcą mieć zdjęcia... ? ;)
czesto sami nie widxza co chca, biora bo kazdy bierze, bo chca miec ze slubu, z przyjecia, a ten plener to taki dziwny jest, mi juz kilka par odrazu powiedzialo ze niechca pleneru
Podaj linka do fot, to zobaczę dlaczego nie chcą pleneru :p Do mnie trafiają głównie Pary z chętką na plener ;)
bialogardzianin
15-07-2011, 08:37
Ciekawostka- zobaczcie na ile wycenia swe usługi jeden z najlepszych fotografów ślubnych na świecie (w dolarach australijskich). Dane celowo zakryłem:
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://iv.pl/)
Fajny wątek, szkoda, że trochę umarł. Jak przedstawia się sytuacja na rynku po 2 latach?
Benny_Bennasi
17-10-2013, 16:40
To żeś reanimował trupa :D
Ktoś jeszcze to robi? ;)
Pytanie w sensie reanimuje trupy, czy żyje z fotografii?
To drugie :) W ramach ironii... ;)
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.