Zobacz pełną wersję : Reportaż i człowiek.
Czym jest reportaż wie każdy...no prawie każdy, fotograf ;) Na kanwie jednego z wątków powstał spór czy też zawiązała się dyskusja. Podmiotem każdego reportażu jest człowiek i jego historia, ale...czy na zdjęciach musi być?
Jeżeli opowiadamy historię, gramy na emocjach, stosujemy odpowiednie środki wyrazu, możemy w pewnych okolicznościach odejść od tego "obowiązku". Takim przykładem jest imho reportaż z miejsca zbrodni. Szczególnym przykładem, reportaż z obozów koncentracyjnych. Opowiadając historię tego miejsca imho niekoniecznie musimy trzymać się ustalonej konwencji. Innym przykładem jest opowieść o miejscu umarłym. Brak "czynnika ludzkiego" w takim miejscu jest imho jak najbardziej na miejscu, baaa, nawet podkreśla "umarłość" tego miejsca.
Zapraszam do dyskusji :)
Marcin Borkowski
30-05-2011, 15:36
osobiście podzielam zdanie autora i mz nie wiem czy jest za bardzo nad czym dyskutować :D
osobiście podzielam zdanie autora i mz nie wiem czy jest za bardzo nad czym dyskutować :D
Alf, takie tematy to na długie zimowe wieczory. Podzielam Twoje zdanie. Właśnie śmigam na rower. Cześć.:smile:
Ach, ten reportaż… :)
Jak wielu z nas chciałoby być reportażystami, autorami reportaży na miarę WPP. Reportaż -- brzmi dumnie, nie jakieś tam focie, pstryki, foteczki… ale reportaż. Trąci profesjonalizmem i dojrzałością fotograficzną. Może to dlatego wszyscy chcą, żeby ich materiał klasyfikowany był jako ta jedna z trudniejszych i zacniejszych dziedzin fotografii?
Ale dlaczego?
Dlaczego dobry pejzaż ma być gorszy od reportażu?
Dlaczego dobry portret ma być gorszy od reportażu?
Dlaczego dobry dokument ma być gorszy od reportażu?
A dlaczego pytam? Bo często na siłę próbuje się podciągać niektóre zdjęcia (a zwłaszcza cykle) pod reportaż, co najmniej jakby miały przez to zyskać na wartości albo stać się lepsze. Kompletnie tego nie rozumiem. Czemu sztucznie klasyfikować jakieś zdjęcia, czemu to ma służyć?
Piszesz Jacku o „reportażu” z obozu koncentracyjnego. To pierwszy błąd, bo to już nie obóz, a miejsce pamięci -- muzeum, ze zbiorem eksponatów przypominających te ponure czasy. Reportaż z obozu koncentracyjnego byłby wtedy, gdyby fotograf wybrał się np. do Chin, Korei i zrealizował materiał o takim miejscu -- istniejącym, rzekłoby się paskudnie -- działającym. I teraz zestawmy takie dwa materiały: z byłego obozu koncentracyjnego (muzeum) i obecnie działającego, zatytułujmy je Reportaż z obozu zagłady. Oba mają być reportażami? Zdjęcia budynków i eksponatów z muzeum i obrazy z życia więźniów obozu z czasów obecnych, to jest to samo? To już nie ma znaczenia czy ja pojadę do skansenu i sfotografuję chatkę z płotkiem czy może wybiorę się na rubieże wschodnie i uwiecznię życie ludzi żyjących na wsi (takiej prawdziwej)? Jak pójdę do galerii (sztuki, nie handlowej ;)) i sfotografuję kilka obrazów -- to też reportaż?
Ktoś napisze, że miejsca przedmioty sfotografowane też mają historię -- jak reportaż. Prawda, tylko, że to wtedy nie zdjęcia opowiadają historię, a przedmioty na nich uwiecznione. Z samej takiej fotografii w znaczeniu reportażu nic nie wynika -- to nic innego jak lepsze lub gorsze (jak reportaż) ilustracje opisujące miejsca, przedmioty itp. -- czyli dokument fotograficzny.
Piszesz o reportażu z miejsca zbrodni. Jasne, jeśli reportaż traktowałby o pracy technika kryminalistyki, koronera, opowiadał o ich pracy -- rasowy reportaż. Natomiast jeśli to miałby być zlepek zdjęć: zakrwawiony nóż, łuska, podarte ubranie, upaprana ściana -- to już nie reportaż, to dokument (swojego czasu w Krakowie miała miejsce wystawa traktująca o miejscach zbrodni właśnie w kontekście dokumentu, nie fotoreportażu).
Bo czym w takim razie jest dokument fotograficzny (w końcu uznana i w pełni wartościowa -- jak reportaż -- dziedzina fotografii)? Skoro to wszystko reportaż… Zdjęcia ze skansenu kontra materiał z zamieszkałej, żywej wsi, z życia tych którzy stanową jej sedno -- ludzi. Strach to powiedzieć, ale sednem obozu koncentracyjnego też są ludzie -- a nie eksponaty muzealne…
Właśnie o to się w tym całym reportażu rozchodzi -- o sedno opisywanego zdjęciami problemu.
Oczywiście nikt nie twierdzi, że w reportażu, na każdym zdjęciu muszą znajdować się ludzie. Ale przydała by się choć część obrazków z owymi, gdzie reszta spokojnie może (lub wręcz powinna) być dopełniona wstawkami typu: detal (nie wiem… brudna łyżeczka na brudnym stole w reportażu o przytułku dla bezdomnych), pejzaż (jako ilustracja pomagająca zrozumieć dlaczego ci fotografowani w kontekście powodzi ludzie właśnie są zagrożeni), portret (charakterystyczny, portret człowieka na twarzy którego malują się wszystkie problemy z jakimi się dotąd borykał) itd…
No… to byłoby na tyle z mojej strony. Miłego popołudnia i słoneczka życzę. :)
PS.
Wiem, wiem… epistoła wyszła. :)
Zaryzykuję tezę, że niekoniecznie bohaterem każdego reportażu musi być człowiek. Reportaż to relacja w wydarzenia i niekoniecznie człowiek jest jego podmiotem. Na przykład: wyścigi psów lub pikniki lotnicze, lub inne takie z udziałem maszyn.
Myślę, że założenie jest fałszywe.
Zaryzykuję tezę, że niekoniecznie bohaterem każdego reportażu musi być człowiek.
Po części racja, może być reportaż pokazujący np. psiaki w schronisku albo polowanie. Ale swoistego rodzaju przyczynek do tych zdjęć, stanowi człowiek, który tak czy siak się pojawia.
Reportaż to relacja w wydarzenia i niekoniecznie człowiek jest jego podmiotem. Na przykład: wyścigi psów lub pikniki lotnicze, lub inne takie z udziałem maszyn.
Reportaż to nie relacja. Może inaczej, nie każda relacja stanowi reportaż. I (reportaż) nie koniecznie musi mieć związek z wydarzeniem -- to jest spłycenie tematu. Jak zrobię reportaż o babci i jej pasji do gier karcianych, to jakie to wydarzenie?
Repotraż to nie relacja. Może inaczej, nie każda relacja stanowi reportaż. I (reportaż) nie koniecznie musi mieć związek z wydarzeniem -- to jest spłycenie tematu. Jak zrobię reportaż o babci i jej pasji do gier karcianych, to jakie to wydarzenie?
To nie reportaż - to portret. Chyba że pokazujesz grającą babcię - tyle, że gra to właśnie jest owo wydarzenie.
donkiszot
30-05-2011, 19:08
Bez ustalenia definicji dokumentu, reportażu i podobnych, dyskusja prędko zgubi się we własnych zaroślach.
To raz.
A dwa.
Oczywiście, że da się bez ludzi. Nawet da się bez ludzi o ludziach. Jedyny problem to wygonić ich z kadru, a to nie zawsze jest łatwe ;) tym bardziej, że trzeba ich wygonić tak, aby akcja w kadrze pozostała.
jackrabbit
30-05-2011, 19:12
Dlaczego dobry dokument, ma być gorszy od reportażu?
bo nie ma takiego dzialu na forum?
To nie reportaż - to portret. Chyba że pokazujesz grającą babcię - tyle, że gra to właśnie jest owo wydarzenie.
Taaak -- jak siedzi to też wydarzenie, jak oddycha w sumie też. Daj spokój z tak naciąganą argumentacją, tym bardziej, że w poście wcześniejszym, przytaczając przykłady: wyścigi psów lub pikniki lotnicze, dokładnie pokazałeś o jakie wydarzenia Ci chodzi.
I już odchodzimy od tematu głównego, zaczynamy się czepiać słów, sformułowań, żeby tylko jak najdalej od sedna sprawy. Przypuszczałem, że dyskusja szybko zejdzie na inne tory.
Dlatego, póki jeszcze nie jest za późno, wycofam się i podziękuję. ;)
bo nie ma takiego dzialu na forum?
Walczę o niego. ;)
PS.
Na koniec polecam -- http://forum.nikoniarze.pl/showthread.php?t=181291
Dlaczego dobry pejzaż, ma być gorszy od reportażu?
Dlaczego dobry portret, ma być gorszy od reportażu?
Dlaczego dobry dokument, ma być gorszy od reportażu?
A dlaczego pytam? Bo często na siłę próbuje się podciągać niektóre zdjęcia (a zwłaszcza cykle) pod reportaż, co najmniej jakby miały przez to zyskać na wartości albo stać się lepsze. Kompletnie tego nie rozumiem. Czemu sztucznie klasyfikować jakieś zdjęcia, czemu to ma służyć?
Masz rację, takie sytuacje mają miejsce. Też tego nie rozumiem. Może chodzi o dodanie sobie prestiżu, bo reporterka to takie ekscytujące, męskie zajęcie.
to już nie obóz, a miejsce pamięci -- muzeum
To zawsze będzie obóz, zwłaszcza dla ludzi, którzy go przeżyli i dla tych, którzy tam stracili bliskich. Oczywiście dzisiaj to obiekt muzealny, ale w tej ziemi są prochy i krew milionów ludzi...tego nic nie zmieni. Gdyby zbudować replikę obozu i stworzyć w niej muzeum, wtedy byłoby to tyko muzeum.
Prawda, tylko, że to wtedy nie zdjęcia opowiadają historię, a przedmioty na nich uwiecznione.
Jeżeli cykniesz fotki albumowe, to tak. Ale jeżeli dodasz do tego narrację obrazami i światłem, poprowadzisz wzrok po przedmiotach wybranych, w ustalonej opowiadaniem kolejności, zagrasz na ludzkich emocjach, to opowiesz historię miejsca...i ludzi, którzy tu kiedyś byli.
Jasne, jeśli reportaż traktowałby o pracy technika kryminalistyki, koronera, opowiadał o ich pracy
To byłby rep o pracy tych ludzi, a nie o zbrodni i jej miejscu.
to już nie reportaż, to dokument
Zdjęcia dokumentujące rządzą się innymi prawami niż reporterskie. To co w zdjęciach reporterskich jest dozwolony, a nawet konieczne, to w dokumentujących niewskazane, a nawet zabronione.
Walczę o niego. ;)
Ja też :D
Walczę o niego. ;)
Jeżeli nic się nie zmieniło to idę o flaszkę że nic z tego nie będzie :p
Jeżeli chodzi o reportaż to IMO nie ma sztywnej granicy co jest reportażem a dokumentem. Wszystko zależy od tego jak fotograf podejdzie do tematu. Np. popijam sobie teraz piwko. Można zrobić reportaż "Los butelki na piwo" czyli huta -> browar -> sklep -> konsument (i tak w kółko :D) Ale do rzeczy. Jeden zrobi z tego świetny reportaż a drugi natrzaska gniotów które poza wartością dokumentacyjną nie przedstawiają zupełnie nic. Pojawia się kolejna sprawa. Które zdjęcia mają jakąś wartość poza dokumentacyjną? I tak można w kółko bez końca.
Reportaż to ciężki dział fotografii bo skupia w sobie w zasadzie wszystkie dziedziny. Portret, krajobraz, architektura itd itp/
Piszesz Jacku o „reportażu” z obozu koncentracyjnego. To pierwszy błąd bo to już nie obóz, a miejsce pamięci -- muzeum, ze zbiorem eksponatów przypominających te ponure czasy. Reportaż z obozu koncentracyjnego byłby wtedy, gdyby fotograf wybrał się np. do Chin, Korei i zrealizował materiał o takim miejscu -- istniejącym, rzekłoby się paskudnie -- działającym. I teraz zestawmy takie dwa materiały: z byłego obozu koncentracyjnego (muzeum) i obecnie działającego...
Odniosę się do tego wybranego fragmentu.
Nie widzę różnicy, jako człowiek i jako fotograf; autor reportażu z byłego obozu koncentracyjnego właśnie, leżącego tu na forum.
Każdy jest takim samym człowiekiem [pewne uproszczenie, ale zrozumiałe dla wszystkich w tym kontekście]
i każda śmierć jest taka sama. Ta dawna i ta teraźniejsza.
Jeśli rozróżnisz, nawet przez pryzmat fotografii i jej działów, śmierć przeszłą od tej, która dokonuje się aktualnie umniejszysz tej dawnej. Tak uważam.
Robiąc ten materiał, który tu pokazałem, składając go w nieco fabularną całość starałem się być jak najbardziej poruszonym, oczywiście uczciwie poruszonym.
Starałem się widzieć to miejsce jako ciągle aktualnie, trwające...
Inaczej bałbym się, że materiał się nie uda, że umniejszę tamtym wydarzeniom...
A czy to reportaż, czy dokumentowanie muzeum - wobec takich wydarzeń to drugorzędne.
edit:
Odnalazłem wątek ze swoim reportażem, do którego nawiązuję w wypowiedzi:
http://forum.nikoniarze.pl/showthread.php?t=119210
dodam go tutaj, żeby bardziej zobrazować moje spojrzenie, i to fotograficzne i to o którym piszę wyżej.
pozdrawiam
do skasowania - przepraszam za zamieszanie :)
donkiszot
30-05-2011, 22:24
[…]drugi natrzaska gniotów które poza wartością dokumentacyjną nie przedstawiają zupełnie nic.[…]
Chciałeś postawić znak równości pomiędzy gniot, a wartość dokumentacyjna/dokumentalna czy tylko tak wyszło przypadkiem?
Niekoniecznie ale często takie odnoszę wrażenie oglądając dział reportaż na forum ;)
Taaak -- jak siedzi to też wydarzenie, jak oddycha w sumie też. Daj spokój z tak naciąganą argumentacją, tym bardziej, że w poście wcześniejszym, przytaczając przykłady: wyścigi psów lub pikniki lotnicze, dokładnie pokazałeś o jakie wydarzenia Ci chodzi.
I już odchodzimy od tematu głównego, zaczynamy się czepiać słów, sformułowań, żeby tylko jak najdalej od sedna sprawy. Przypuszczałem, że dyskusja szybko zejdzie na inne tory.
Dlatego, póki jeszcze nie jest za późno, wycofam się i podziękuję. ;)
Myslę, że zamiast zarzucać czepialstwo, naciągactwo oraz pisanie nie na temat i strzelać focha na koniec, wystarczy (jak napisał z resztą Donkiszot) przyswoić definicje reportażu.
Pozdrawiam
Nie widzę różnicy, jako człowiek i jako fotograf; autor reportażu z byłego obozu koncentracyjnego właśnie, leżącego tu na forum.
Każdy jest takim samym człowiekiem [pewne uproszczenie, ale zrozumiałe dla wszystkich w tym kontekście]
i każda śmierć jest taka sama. Ta dawna i ta teraźniejsza.
Jeśli rozróżnisz, nawet przez pryzmat fotografii i jej działów, śmierć przeszłą od tej, która dokonuje się aktualnie umniejszysz tej dawnej. Tak uważam.
Ale po co od razu ten patos śmierci. W jaki sposób umniejszam ludziom zamordowanym w obozach śmierci? Ponieważ twierdzę, że gro fotografii z tego miejsca, w obecnych czasach, tworzą dokument? A jakbym poleciał do Meksyku i sfotografował kilka piramid w Teotihuacán, to też mam pisać, że to reportaż bo oddano tam w ofierze kilkadziesiąt tysięcy ludzi? Przykłady można by mnożyć.
Odnalazłem wątek ze swoim reportażem, do którego nawiązuję w wypowiedzi:
http://forum.nikoniarze.pl/showthread.php?t=119210
Jak to jest reportaż to czym jest w takim razie fotografia dokumentalna?
Myslę, że zamiast zarzucać czepialstwo, naciągactwo oraz pisanie nie na temat i strzelać focha na koniec, wystarczy (jak napisał z resztą Donkiszot) przyswoić definicje reportażu.
To może podasz tę definicję, albo może lepiej pochwal się jakimś swoim reportażem?
Trzeba rozróżniać focha od braku chęci uczestnictwa w dyskusji (za dużo powiedziane chyba) w której reportaż albo jest zrównywany do fotek z pikników lotniczych albo mylony z dokumentem.
Niestety sporo osób ma szalenie wypaczone pojęcie dokumentu fotograficznego, myśląc, że to zdjęcia typu: byłem cyknąłem i jest fajnie, zrównując go ze zwykłymi gniotami. A reportaż wynoszą na piedestał przy okazji wrzucając do niego wszystkie materiały zdjęciowe, które składają się z więcej niż jednego zdjęcia. Byłem na wakacjach, kilka fot z miasta -- reportaż. Poszedłem na koncert Dody, cyknąłem jej kilka zdjęć -- reportaż. Festyn rodzinny w Pipidówce, kilka fociszy grającej kapeli, dzieciaków jedzących kiełbasę -- reportaż.
Tymczasem każda z tych dziedzin fotografii jest równie trudna co i ciekawa, pod warunkiem, że fotograf stanie na wysokości zadania i nie będzie wmawiał innym, że kura to sroka.
teh_14m3
30-05-2011, 23:56
Tymczasem każda z tych dziedzin fotografii jest równie trudna co i ciekawa, pod warunkiem, że fotograf stanie na wysokości zadania i nie będzie wmawiał innym, że kura to sroka.
dobra to w takim razie napisz, że denerwuje cię niski poziom zdjęć pseudoreportażowych (najlepiej pokaż przykłady) a nie zaczynasz bezsensowne dywagacje na temat obecności człowieka w reportażu jako warunku koniecznego ;)
Niestety sporo osób ma szalenie wypaczone pojęcie dokumentu fotograficznego, myśląc, że to zdjęcia typu: byłem cyknąłem i jest fajnie, zrównując go ze zwykłymi gniotami. A reportaż wynoszą na piedestał przy okazji wrzucając do niego wszystkie materiały zdjęciowe, które składają się z więcej niż jednego zdjęcia. Byłem na wakacjach, kilka fot z miasta -- reportaż. Poszedłem na koncert Dody, cyknąłem jej kilka zdjęć -- reportaż. Festyn rodzinny w Pipidówce, kilka fociszy grającej kapeli, dzieciaków jedzących kiełbasę -- reportaż.
dobra to w końcu o co chodzi? o reportaż czy o dokument?? Czy może jednak reportaż dokumentalny?? Granice są w nich bardzo cienkie i bardzo łatwo mogą się zatrzeć dla niedoinformowanego widza.
donkiszot
31-05-2011, 00:01
[…](jak napisał z resztą Donkiszot)[…]
Żebyśmy się dobrze zrozumieli, ja tylko prosiłem — celem sensu dyskusji — o przytoczenie swoich definicji. Często jest tak, w podobnych sporach, że jeden mówi o małych czekoladach, drugi o pralinkach, a obaj używają nazwy czekoladki. A prawda, jak zwykle, po środku i obu stronach na raz.
Nie ma sensu prowadzić rozmowy o granicach jeśli nie wiemy czego to są granice i opieramy się jedynie na potocznych skojarzeniach z danym słowem.
Żebyśmy się dobrze zrozumieli, ja tylko prosiłem — celem sensu dyskusji — o przytoczenie swoich definicji. Często jest tak, w podobnych sporach, że jeden mówi o małych czekoladach, drugi o pralinkach, a obaj używają nazwy czekoladki. A prawda, jak zwykle, po środku i obu stronach na raz.
Nie ma sensu prowadzić rozmowy o granicach jeśli nie wiemy czego to są granice i opieramy się jedynie na potocznych skojarzeniach z danym słowem.
Słusznie. Definicja reportażu (dla porządku), za Wikipedią:
Reportaż (franc. le reportage – reportaż) – gatunek literacki z pogranicza publicystyki, literatury faktu i literatury pięknej (przez krytykę zwany przewrotnie "bękartem literatury pięknej i brukowej popołudniówki").
Reportaż wykształcił się w 2. połowie XIX w., co wiązało się z dynamicznym rozwojem prasy w tym czasie. Obejmuje utwory, które stanowią relację z określonych wydarzeń, a których naocznym świadkiem był sam autor. Ze względu na stopień autorskiego zaangażowania reportaż przybrać może formę czysto informacyjną, relacjonującą bądź też przedstawiająco-sceniczną.
Fotoreportaż – fotograficzna zaangażowana dokumentacja życia, najczęściej przedstawiająca historie zwykłych ludzi. Stanowi zestaw min. 3 fotografii, ukazujących czas, miejsce, niewyreżyserowane zdarzenia i bohaterów w ich naturalnym środowisku. Powstał w USA jako odpowiedź na zapotrzebowanie utrwalania za pomocą obrazów ludzkich problemów.
Fotoreportaż jest znakiem; ma wywołać u odbiorcy reakcję, działając na jego zmysły i wrażliwość, często szokować, zwracać uwagę. Funkcja podpisu pod tego typu fotografią powinna być ograniczona i odwoływać się do cytatu lub aforyzmu. Twórca zdjęć fotoreporterskich nie aranżuje ich. Fotoreportaż musi oddawać nastrój i dramatyzm ukazywanych wydarzeń.
Za pierwszy fotoreportaż uznaje się cykl zdjęć z wojny krymskiej angielskiego prawnika Rogera Fentona, który opublikował je w Illustrated London News. Jednak według Historii Fotografii Światowej Naomi Rosenblum początkiem reportażu są fotografie z procesu zabójców Lincolna, wykonane przez Alexandra Gardnera, który (w przeciwieństwie do Fentona) żadnego ze zdjęć nie aranżował.
donkiszot
31-05-2011, 02:12
Ponieważ nie lubię stawiać Wikipedii na pozycji ostatecznej wyroczni ;), przytoczę nieco starsze definicje:
Fotoreportaż — 1) cykl zdjęć fotograficznych wraz z krótkimi opisami lub nazwany tylko tytułem, przedstawiający fragmenty jakiegoś wydarzenia (zwykle aktualnego) lub rozwój danego wydarzenia, cykl zdjęć reporterskich; pozwala w pełniejszy sposób przekazać informację o wydarzeniu i zawrzeć w nich często sugestywną, indywidualną wypowiedź fotografa oraz określić jego stosunek do przedstawionego wydarzenia, fotoreportaż taki określany jest jako artystyczny;
2) dział fotografii obrazowej i artystycznej zajmujący się wszechstronnym i szerokim ukazywaniem przejawów życia ludzkiego: pracy zabawy, zwyczajów, obrzędów, ceremonii itp., opiera się na założeniach realizmu prawdziwości i autentyczności, ukazuje człowieka w dynamice, chwyta życie na gorąco, bez pozowania i przygotowywania fotografowanych scen. […]
Fotografia dokumentalna — fotografia rejestrująca stan przedmiotów lub przebieg wydarzeń, zwłaszcza mających duże znaczenie historyczne; zdjęcia, których aktualnie nie można wykonać, gdyż przedmioty lub zjawiska przedstawione na nich przestały istnieć; poziom artystyczny, a nawet stan techniczny ma tu znaczenie drugorzędne, co nie wyklucza, że zdjęcia o najwyższym nawet poziomie artystycznym mogą mieć walory zdjęć dokumentalnych, zwłaszcza po upływie lat.
Henryk Latoś, 1000 słów o fotografii, wyd. 1 — W-wa 1976
Myślę, że można podkreślić pierwszy wniosek (przynajmniej na razie, w obliczu powyższych definicji): nie ma wydarzeń, akcji, działania się, nie ma reportażu.
[…]Zdjęcia dokumentujące rządzą się innymi prawami niż reporterskie. To co w zdjęciach reporterskich jest dozwolony, a nawet konieczne, to w dokumentujących niewskazane, a nawet zabronione.[…]
Czy tak powstaje dokument reporterski? ;)
Temat obszerny i złożony. Pomimo, że już trochę czasu zajmuję się FOTOreportażem(wyszczególniłem bo reportaż może być np.radiowy, literacki...) kupiłem książkę "Fotografia prasowa" Kennetha Korbe. Duży format i 512 stron odnośnie zapodanego tu tematu. Oczywiście jest również opisany "Fotoreportaż dokumentalny" :) . Polecam tą pozycję. Mi też się wydawało, że na ten temat wiem już dużo a jednak zszedłem na ziemie ;) .
Pozdrawiam.
Powiem tak, wykonuję tysiące zdjęć dokumentacyjnych oraz fotokopii zdjęć i dokumentów. Od nich wymagana jest najwyższa możliwa jakość, pokazanie zarówno ogółu jak i detalu. To, czym różni się fotografia dokumentacyjna od reportaży, to przede wszystkim emocje i środki artystyczne, bez których reportaż nie istnieje, a w fotografii dokumentacyjnej są niewskazane bo zaburzają odbiór rzeczywistości jako takiej.
Do definicji zaczerpniętej z Wikipedii (wszyscy wiemy jak pewne jest to źródło), nie odniosę się, bo od razu kojarzy mi się z niegdysiejszą rozmową o reportażu fotograficznym, gdzie jeden z uczestników podawał przykłady takowego, ze strony Onetu, która to miałaby posłużyć za wyrocznię w tej kwestii. Ale nie spodziewałem się innego źródła.
Fotoreportaż — 1) cykl zdjęć fotograficznych wraz z krótkimi opisami lub nazwany tylko tytułem, przedstawiający fragmenty jakiegoś wydarzenia (zwykle aktualnego) lub rozwój danego wydarzenia, cykl zdjęć reporterskich; pozwala w pełniejszy sposób przekazać informację o wydarzeniu i zawrzeć w nich często sugestywną, indywidualną wypowiedź fotografa oraz określić jego stosunek do przedstawionego wydarzenia, fotoreportaż taki określany jest jako artystyczny;
2) dział fotografii obrazowej i artystycznej zajmujący się wszechstronnym i szerokim ukazywaniem przejawów życia ludzkiego: pracy zabawy, zwyczajów, obrzędów, ceremonii itp., opiera się na założeniach realizmu prawdziwości i autentyczności, ukazuje człowieka w dynamice, chwyta życie na gorąco, bez pozowania i przygotowywania fotografowanych scen. […]
Fotografia dokumentalna — fotografia rejestrująca stan przedmiotów lub przebieg wydarzeń, zwłaszcza mających duże znaczenie historyczne; zdjęcia, których aktualnie nie można wykonać, gdyż przedmioty lub zjawiska przedstawione na nich przestały istnieć; poziom artystyczny, a nawet stan techniczny ma tu znaczenie drugorzędne, co nie wyklucza, że zdjęcia o najwyższym nawet poziomie artystycznym mogą mieć walory zdjęć dokumentalnych, zwłaszcza po upływie lat.
Henryk Latoś, [I]1000 słów o fotografii, wyd. 1 — W-wa 1976
Myślę, że te definicje w zasadzie wyczerpują to co chciałem wcześniej wyrazić i poniekąd potwierdzają moje słowa. Choć definicja dokumentu (zaznaczam, że to moje odczucie) jest troszkę zbyt „techniczna”, zwłaszcza jeśli chodzi o współczesną interpretację i pojmowanie fotografii dokumentalnej -- w sztuce.
Powiem tak, wykonuję tysiące zdjęć dokumentacyjnych oraz fotokopii zdjęć i dokumentów. Od nich wymagana jest najwyższa możliwa jakość, pokazanie zarówno ogółu jak i detalu. To, czym różni się fotografia dokumentacyjna od reportaży, to przede wszystkim emocje i środki artystyczne, bez których reportaż nie istnieje, a w fotografii dokumentacyjnej są niewskazane bo zaburzają odbiór rzeczywistości jako takiej.
Alf. Mylisz fotografię dokumentacyjną z dokumentalną (o której jest mowa).
Fotografia dokumentacyjna to tylko i wyłącznie rejestracja stanu rzeczy jakiegoś przedmiotu, budynku, maszyny, służąca najczęściej sporządzeniu jakieś dokumentacji (w czasie późniejszym, może również opisaniu, zarchiwizowaniu) uwiecznionych obiektów. Np. fotografia eksponatów muzealnych i ich opis. Czyli pozbawiona artyzmu (rzekłoby się oziębła), jakiegokolwiek przesłania, przekazu, służąca li tylko do najwierniejszego odwzorowania aktualnego stanu rzeczy (koloru, struktury, kształtu).
Fotografia dokumentalna -- to już sztuka. Można doszukiwać się w niej podtekstów, używać rozmaitych środków wyrazu… i tych artystycznych -- a jakże. To również jest uwiecznianie przedmiotów (jak w przypadku dokumentacji), ludzi -- ale w dużo mniej „techniczny” (nie chodzi mi o poprawność techniczną zdjęcia, ale jakieś bardzo sztywne ramy i nastawienie) sposób.
Jako dwa -- myślę, całkiem dobre -- przykłady dokumentalistów, można wymienić śp. Irka Zjeżdżałkę (przykład fotografii dokumentalnej z jego bloga: http://zjezdzalka.blogspot.com/2007/12/mikuszewo-2001-2007.html) oraz Wojtka Wilczyka i jego cykle: Czarno-biały Śląsk (http://fototapeta.art.pl/2007/wwi.php), Życie po życiu/Life after life (http://fototapeta.art.pl/2004/wwk.php).
A jeśli chodzi o reportaż. W zasadzie każdy reportaż (mało tego -- większość zdjęć, nie przemaglowana po tysiąckroć w PS, to fotografie dokumentalne) stanowi fotografię dokumentalną, jest swoistego rodzaju podzbiorem tejże, ale… nie każdy dokument jest reportażem. Niekiedy -- macie rację -- ogromna trudność stanowi klasyfikowanie materiału, ale w znakomitej większości przypadków, pomyłki reportażu z dokumentem to czysta ignorancja i chęć stworzenia czegoś z niczego.
Ja tak to czuję, może jest to wyrażone w sposób ułomny, nie do końca dla wszystkich strawny i zrozumiały, ale oprócz definicji to trzeba poczuć (tak myślę). Patrzę na zdjęcie(a) i wiem, że to dokument… wiem, że to reportaż.
donkiszot
31-05-2011, 16:40
[…]Ale nie spodziewałem się innego źródła.[…]
Ja natomiast chętnie poczytał bym definicje z innych źródeł. Przynajmniej jeszcze pięciu, oczywiście w miarę oficjalnych i uznanych źródeł. Wtedy dopiero można by uwiarygodnić wnioski a i światopogląd rozszerzyć. W socjologi na przykład funkcjonuje kilkanaście (albo i więcej, nie pamiętam) dość oficjalnych definicji tejże. Mimo, że z początku wydaję się to głupie i chaotyczne, to po głębszej analizie człowiek wie więcej niż gdyby zostawić go tylko z jedynie słuszną definicją.
Z drugiej strony, uważam, że klasyfikowanie, nazywanie środków wyrazów, opisywanie co autor miał na myśli i tym podobne sprawy, choć ciekawymi są, nie powinny być przedmiotem zainteresowania twórcy. A już na pewno nie w czasie tworzenia. Niech się tym krytycy i inni pasjonaci zajmują, a fotograf niechaj zajmie się zdjęciami.
Cała dyskusja, a i wcześniejsze pogawędki w dziale reportaż, myślę, wzięła się po raz kolejny z ułomności klasyfikacji działów zdjęciowych na forum (są nastawione na technikę powstania, a nie na treść; jeśli zrobiłem zdjęcie na ulicy, to będzie to fotografia uliczna ;)) i świdrowego głodu czystości reportażu.
Fotografia dokumentalna jest bardzo szeroką dziedziną. Gdyby się uprzeć, to każda fotografia coś dokumentuje (choćby kreacyjnie zaistniałą chwilę abstrakcji), a reportaż w fotografii dokumentalnej mieści się na pewno. Innymi słowy, jeśli fotografię pozbawimy innych cech, to będzie dokumentalną, jeśli te cechy dołożymy, walory dokumentalne schodzą na plan dalszy. Byłbym ostrożny w rozróżnianiu fotografii dokumentalnej od dokumentacyjnej (może dlatego, że nie miałem okazji bliżej zapoznać tematu i opieram się wyłącznie na własnych przemyśleniach), ale zdaję sobie sprawę z czego chęć takiego rozróżnienia się bierze i tę chęć popieram.
Wracając do tematu głównego. Myślę, że nie znajdzie się odważny, który by naskrobał definicję jakiejkolwiek dziedziny fotografii, w której obecność sylwetki człowieka byłaby obowiązkowa. I tak, w reportażu właśnie, obowiązkowa jest relacja zdarzeń, niekoniecznie ludzi, to raz. Czyli już możemy sprawę obejść zwierzętami, roślinami, martwą naturą, czy (na przyszłość) robotami, androidami itd. (Np. filmy przyrodnicze, mimo ogólnego zarysu dokumentu, miewają wstawki reporterskie, z konkretnych wydarzeń). A dwa, moim zdaniem, można relacjonować wydarzenia bez umieszczania w kadrze czynnika wydarzającego, a skupić się na jeszcze trwających konsekwencjach czynności, które autor obserwował. Może się mylę i powstałby — mimo starań — dokument reporterski, ale tak bym kombinował gdybym sobie za honor wziął rygor bezludzia.
Uff, pofilozofowałm ;)
teh_14m3
31-05-2011, 22:23
Fotoreportaż — 1) cykl zdjęć fotograficznych wraz z krótkimi opisami lub nazwany tylko tytułem, przedstawiający fragmenty jakiegoś wydarzenia (zwykle aktualnego) lub rozwój danego wydarzenia, cykl zdjęć reporterskich; pozwala w pełniejszy sposób przekazać informację o wydarzeniu i zawrzeć w nich często sugestywną, indywidualną wypowiedź fotografa oraz określić jego stosunek do przedstawionego wydarzenia, fotoreportaż taki określany jest jako artystyczny;
2) dział fotografii obrazowej i artystycznej zajmujący się wszechstronnym i szerokim ukazywaniem przejawów życia ludzkiego: pracy zabawy, zwyczajów, obrzędów, ceremonii itp., opiera się na założeniach realizmu prawdziwości i autentyczności, ukazuje człowieka w dynamice, chwyta życie na gorąco, bez pozowania i przygotowywania fotografowanych scen. […]
Fotografia dokumentalna — fotografia rejestrująca stan przedmiotów lub przebieg wydarzeń, zwłaszcza mających duże znaczenie historyczne; zdjęcia, których aktualnie nie można wykonać, gdyż przedmioty lub zjawiska przedstawione na nich przestały istnieć; poziom artystyczny, a nawet stan techniczny ma tu znaczenie drugorzędne, co nie wyklucza, że zdjęcia o najwyższym nawet poziomie artystycznym mogą mieć walory zdjęć dokumentalnych, zwłaszcza po upływie lat.
Henryk Latoś, 1000 słów o fotografii, wyd. 1 — W-wa 1976
Moim zdaniem stajemy obecnie przed zmianą epoki w fotografii. Ponieważ jest to w miarę młoda dziedzina "sztuki" cały czas ewoluuje (tak samo jak literatura). Definicje mogą lekko się różnić od tych stworzonych kilkadziesiąt lat temu, ponieważ zmienia się społeczeństwo i zmieniają się jego cele. Człowiek nie jest już najważniejszy, gdyż każdy wie jak to w dzisiejszych czasach wygląda. Musi to mieć również odzwierciedlenie w formach wyrazu i dlatego reportaż niekoniecznie musi zawierać element ludzki.
W zeszlym roku wyroznienie chyba na grand press foto dostal reportaz o slimaku przechodzacym przez droge. Byl to jedyny cykl zdjec ktory zapamietalem z calej imprezy i nadal uwazam za najlpeszy jaki na tej imprezie ostatnio widzialem.. no moze poza reportazem z rzezni takze zeszlorocznym.
Slimak nie byl elementem ludzkim ale opowiedziano tam historie ustalono czas i miejsce. Byl to reportaz czy dokument?
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.