felipe
06-05-2011, 15:57
rzecz o Serwisie Nikona w Niemczech. Jeszcze kilka dni temu miałem ogromną ochotę dokopać niemieckiemu, żółtemu serwisowi. Ale coś mi mówiło by poczekać na finał mojej z nim przygody. No i dziś nie wiem, czy go dołować czy jednak pochwalić. Ale do rzeczy. Chodzi o obiektyw Nikkor 24 -70 mm f/2,8 - bardzo chwalony na forum za uniwersalność i znakomitą jakość zdjęć. Właśnie z tego powodu, że ja jakoś w moim obiektywie nie odnajdywałem do końca tych pozytywnych cech, po drobnej naprawie zooma w polskim Nikonie (opisałem to na forum w dziale optyka 24-70) postanowiłem, że niech go zdiagnozują Niemcy. Słyszałem wiele dobrego o ich serwisie, a że mieszkam 1,5 godziny od Berlina więc się tam udałem i zostawiłem Nikkora by go tam zdiagnozowano i ewentualnie naprawiono.
Pierwszy zonk, w berlińskim serwisie nikt nie mówił po angielsku, a ja języka niemieckiego niestety nie znam - mea culpa.
Na szczęście pomógł mi jakiś berliński fotograf tłumacząc o co chodzi z angielskiego na ichny. Jakoś udało mi się rzecz załatwić. Kazano czekać na maila z informacją o diagnozie i kosztach ewentualnej naprawy. Acha, tu ważna dygresja, w Berlinie jest tylko skromny punkt serwisowy, a taki ogromny co wszystko może naprawić ( na całe Niemcy ) znajduje się w Dusseldorfie. Po pobieżnych oględzinach w Berlinie pani powiedziała, że będą musieli mój obiektyw wysłać do tej dusseldorfskiej centrali. Ok, co kraj to obyczaj, Dusseldorf jest bardziej w centrum Niemiec niż Berlin i chyba z logistycznych względów opłacało się tam umiejscowić główne laboratorium Nikona. Dla mnie ganzegal, byleby szybko i tanio naprawili. Po kilku dniach otrzymałem mailem informację, że obiektyw został uszkodzony mechanicznie ( bladego pojęcia nie mam kiedy) i wada mojego obiektywu jest na tyle poważna, że muszą wymienić cały tzw. Lens Barrel Unit i podali kwotę 300 euro z pytaniem czy się zgadzam. Jako, że coś mi się tu nie zgadzało - cena stosunkowo niska za naprawę - (dziś wiem, że ten lens barrel unit to praktycznie nowy obiektyw) zapytałem ( mam w pracy tłumacza z niemieckiego ) czy to są wszystkie koszty łącznie z częściami zamiennymi, transportem itp. Otrzymałem odpowiedź twierdzącą i informację, że po 10 AT, czyli dziesięciu dniach roboczych, obiektyw naprawiony będzie do odbioru. Po otrzymaniu takiego potwierdzenia zgodziłem się na naprawę.
Po kilkunastu dniach dostałem (ten sam rachunek co wcześniej) + informację, że część zamienna ze względu na kataklizm w Japonii nie jest dostępna w Europie i nie wiadomo kiedy będzie możliwa naprawa. Nie chciałem czekać i wysyłać kolejnych maili, zadzwoniłem więc ( oczywiście nie ja tylko mój tłumacz) do biura w Berlinie, by się dowiedzieć co jest rzeczywiście grane. Tamta strona się gęsto tłumaczyła, że kataklizm, tsunami itp. ale, że mailowo odpowiedzą co będzie dalej.
No i po dwóch dniach otrzymałem kolejnego maila z informacją, że obiektyw został naprawiony, jest do odbioru i że całość będzie kosztować: 713 euro ( łącznie z 19% vatem). No i zgłupiałem, rozumiecie sami, dwa dni wcześniej informacja o braku części, a teraz że jest gotowy do odbioru i to za cenę ponad 2 razy wyższą od tej, którą akceptowałem. I się zaczęły pojedynki mailowe: ja, że nie zapłacę takiej sumy bo się na taką nie godziłem, oni że widocznie coś się musiało w pdf 'ach spieprzyć, i że oni cały czas wysyłali mi kwotę 713 euro, i że może coś na łączach i takie tam głupoty, ale muszę zapłacić te 7 stówek by odebrać obiektyw.
Widząc co się święci trochę im pogroziłem sądem, ale nie zrobiło to na nich większego wrażenia. Ponieważ potrzebuję tego obiektywu do bieżącej pracy, więc mi nie na rękę przepychanki sądowe, które długo trwają - a obiektyw leży bezczynnie. Zatem zaproponowałem im ugodę, że te ok. 300 euro podzielimy po połowie i będzie gut. Oni, że nic z tych rzeczy. I już się miałem wybrać do Berlina z odliczoną gotówką (713) euro i ze spuszczoną głową - jak polscy żołnierze po kampanii wrześniowej - jak mi moja kochana żona ( one są naprawdę kochane ) podpowiedziała, że przecież w Berlinie studiuje prawo nasza dobra znajoma. No i ja do niej zadzwoniłem, a potem przesłałem całą mailową korespondencję z Nikonem w Berlinie. Ona po zapoznaniu się ze sprawą tak pokierowała wydarzeniami, że w końcu zapłaciłem tylko 400 euro za wszystko łącznie z przesyłkami, a państwo z biura w Berlinie gorąco przepraszali za całe to nieporozumienie - jak je nazwali. Tak więc dziś mam prawie nowy, z roczną gwarancją obiektyw 24-70, i przeświadczenie że prawnicy się jednak do czegoś przydają.
I najważniejsze, że prawo w Niemczech coś znaczy, i że jeśli ktoś nie dotrzyma warunków umowy to musi ponieść tego konsekwencje. W tym przypadku było to ok. 313 Euro, które obciążyły konto niemieckiego serwisu. Wracając do tytułu postu, i początkowych rozterek: czy ganić czy chwalić Nikona - z jednej strony Nikon w Berlinie popełnił kilka poważnych błędów (m. inn. nie sprawdził co rzeczywiście do mnie wysyła mailem) potem mnie zwodził co do dostępności części, nie dotrzymał terminu naprawy ( to właśnie był gwóźdź do trumny serwisu w tej sprawie ) czyli napsuł mi mocno krwi. Ale z drugiej strony w momencie, w którym ( przestraszony czy nie, widmem odszkodowania ) serwis przyznał się do błędów to cała procedura: wydanie obiektywu, faktury bez vatu ( bo obiektyw jest firmowy) i sposób w jaki mnie przeproszono, mógłby być wzorem dla innych usługodawców. No i niebagatelna sprawa 313 euro to ok 1250 pln a za to można mieć nowego np. Samyanga 14 mm.
Czyli reasumując: serwis w Niemczech nie jest idealny też popełnia błędy, ale w momencie powstania jakichś sporów - na gruncie prawa można sporo zyskać, a prawo tam znaczy prawo. Rada dla tych, którzy by chcieli jednak z serwisu niemieckiego skorzystać: lepiej niech od razu kierują się do centrali w Dusseldorfie ( mniej ogniw pośrednich mniejsza szansa powstania błędu).
pozdrawiam
Felipe
Pierwszy zonk, w berlińskim serwisie nikt nie mówił po angielsku, a ja języka niemieckiego niestety nie znam - mea culpa.
Na szczęście pomógł mi jakiś berliński fotograf tłumacząc o co chodzi z angielskiego na ichny. Jakoś udało mi się rzecz załatwić. Kazano czekać na maila z informacją o diagnozie i kosztach ewentualnej naprawy. Acha, tu ważna dygresja, w Berlinie jest tylko skromny punkt serwisowy, a taki ogromny co wszystko może naprawić ( na całe Niemcy ) znajduje się w Dusseldorfie. Po pobieżnych oględzinach w Berlinie pani powiedziała, że będą musieli mój obiektyw wysłać do tej dusseldorfskiej centrali. Ok, co kraj to obyczaj, Dusseldorf jest bardziej w centrum Niemiec niż Berlin i chyba z logistycznych względów opłacało się tam umiejscowić główne laboratorium Nikona. Dla mnie ganzegal, byleby szybko i tanio naprawili. Po kilku dniach otrzymałem mailem informację, że obiektyw został uszkodzony mechanicznie ( bladego pojęcia nie mam kiedy) i wada mojego obiektywu jest na tyle poważna, że muszą wymienić cały tzw. Lens Barrel Unit i podali kwotę 300 euro z pytaniem czy się zgadzam. Jako, że coś mi się tu nie zgadzało - cena stosunkowo niska za naprawę - (dziś wiem, że ten lens barrel unit to praktycznie nowy obiektyw) zapytałem ( mam w pracy tłumacza z niemieckiego ) czy to są wszystkie koszty łącznie z częściami zamiennymi, transportem itp. Otrzymałem odpowiedź twierdzącą i informację, że po 10 AT, czyli dziesięciu dniach roboczych, obiektyw naprawiony będzie do odbioru. Po otrzymaniu takiego potwierdzenia zgodziłem się na naprawę.
Po kilkunastu dniach dostałem (ten sam rachunek co wcześniej) + informację, że część zamienna ze względu na kataklizm w Japonii nie jest dostępna w Europie i nie wiadomo kiedy będzie możliwa naprawa. Nie chciałem czekać i wysyłać kolejnych maili, zadzwoniłem więc ( oczywiście nie ja tylko mój tłumacz) do biura w Berlinie, by się dowiedzieć co jest rzeczywiście grane. Tamta strona się gęsto tłumaczyła, że kataklizm, tsunami itp. ale, że mailowo odpowiedzą co będzie dalej.
No i po dwóch dniach otrzymałem kolejnego maila z informacją, że obiektyw został naprawiony, jest do odbioru i że całość będzie kosztować: 713 euro ( łącznie z 19% vatem). No i zgłupiałem, rozumiecie sami, dwa dni wcześniej informacja o braku części, a teraz że jest gotowy do odbioru i to za cenę ponad 2 razy wyższą od tej, którą akceptowałem. I się zaczęły pojedynki mailowe: ja, że nie zapłacę takiej sumy bo się na taką nie godziłem, oni że widocznie coś się musiało w pdf 'ach spieprzyć, i że oni cały czas wysyłali mi kwotę 713 euro, i że może coś na łączach i takie tam głupoty, ale muszę zapłacić te 7 stówek by odebrać obiektyw.
Widząc co się święci trochę im pogroziłem sądem, ale nie zrobiło to na nich większego wrażenia. Ponieważ potrzebuję tego obiektywu do bieżącej pracy, więc mi nie na rękę przepychanki sądowe, które długo trwają - a obiektyw leży bezczynnie. Zatem zaproponowałem im ugodę, że te ok. 300 euro podzielimy po połowie i będzie gut. Oni, że nic z tych rzeczy. I już się miałem wybrać do Berlina z odliczoną gotówką (713) euro i ze spuszczoną głową - jak polscy żołnierze po kampanii wrześniowej - jak mi moja kochana żona ( one są naprawdę kochane ) podpowiedziała, że przecież w Berlinie studiuje prawo nasza dobra znajoma. No i ja do niej zadzwoniłem, a potem przesłałem całą mailową korespondencję z Nikonem w Berlinie. Ona po zapoznaniu się ze sprawą tak pokierowała wydarzeniami, że w końcu zapłaciłem tylko 400 euro za wszystko łącznie z przesyłkami, a państwo z biura w Berlinie gorąco przepraszali za całe to nieporozumienie - jak je nazwali. Tak więc dziś mam prawie nowy, z roczną gwarancją obiektyw 24-70, i przeświadczenie że prawnicy się jednak do czegoś przydają.
I najważniejsze, że prawo w Niemczech coś znaczy, i że jeśli ktoś nie dotrzyma warunków umowy to musi ponieść tego konsekwencje. W tym przypadku było to ok. 313 Euro, które obciążyły konto niemieckiego serwisu. Wracając do tytułu postu, i początkowych rozterek: czy ganić czy chwalić Nikona - z jednej strony Nikon w Berlinie popełnił kilka poważnych błędów (m. inn. nie sprawdził co rzeczywiście do mnie wysyła mailem) potem mnie zwodził co do dostępności części, nie dotrzymał terminu naprawy ( to właśnie był gwóźdź do trumny serwisu w tej sprawie ) czyli napsuł mi mocno krwi. Ale z drugiej strony w momencie, w którym ( przestraszony czy nie, widmem odszkodowania ) serwis przyznał się do błędów to cała procedura: wydanie obiektywu, faktury bez vatu ( bo obiektyw jest firmowy) i sposób w jaki mnie przeproszono, mógłby być wzorem dla innych usługodawców. No i niebagatelna sprawa 313 euro to ok 1250 pln a za to można mieć nowego np. Samyanga 14 mm.
Czyli reasumując: serwis w Niemczech nie jest idealny też popełnia błędy, ale w momencie powstania jakichś sporów - na gruncie prawa można sporo zyskać, a prawo tam znaczy prawo. Rada dla tych, którzy by chcieli jednak z serwisu niemieckiego skorzystać: lepiej niech od razu kierują się do centrali w Dusseldorfie ( mniej ogniw pośrednich mniejsza szansa powstania błędu).
pozdrawiam
Felipe