PDA

Zobacz pełną wersję : Problem 'dopalania' cieni



krzyzne
02-03-2011, 15:16
Zastanawiam się nad taką sprawą.
Załóżmy, że nie mamy automatyki. Pełen manual lampy i aparatu. Mierzymy punktowo światła i cienie. Ustawiamy ekspozycję na światła. Pytanie: o ile doświetlić cienie?
Mając dane: Moc lampy, odległość lampy od modela (mniej więcej) i różnica w ev czy przesłonach między światłem a cieniem.
Ktoś pomoże sprawdzoną metodą, wzorkiem?
Pozdrawiam
Łukasz :)

conik
02-03-2011, 15:20
Pastwisko ma asystentke ktora to mierzy na oko;)

krokus66
02-03-2011, 15:24
Ja robiłem próby, no i oczywiście notowałem. Brałem również pod uwagę siłę światła naturalnego. Dawałem poniżej tego co mówiła
lampa, tak aby zachować naturalny światłocień. Każdy ma osobiste preferencje.

Uważam, że jest to szczególnie przydatne przy fotografowaniu postaci. Niestety nawet przy słabym słońcu mrużą oczy i wychodzi nieciekawie.

krzyzne
02-03-2011, 16:04
Pastwisko ma asystentke ktora to mierzy na oko

A ładna? :D Hmm to muszę numer do asystentki zdobyć.
Tak na poważnie..
Dawniej zgadywali czy co? Może przydałby się porządny drogi światłomierz ale jeżeli go nie ma?
Anyone? ;)

JacekCz
03-03-2011, 21:30
Mając dane: Moc lampy, odległość lampy od modela (mniej więcej) i różnica w ev czy przesłonach między światłem a cieniem.


Wypowiem się ponieważ, uprawiałem to w półautomatycznym analogu. Można przyjąć, że lampa w trybie A (aut. własna lampy) robi robotę swoją, mierzy w bardzo krótkim czasie, nie "patrzy" na zastane. Aparatowi zwykle to nie jest meldowane, więc koordynacja przysłony 'zastanego' a 'błyskowego' należy do zdolnego fotografa. Idealnie jak aparat ma program A (priorytet przysłony) jeśli szybko, lub manual. Również stary TTL błysku, nie przesadnie inteligetny w średniej półki analogach Nikona, pracował ok. Myślę że hiper-inteligenty TTL najwyższych analogów czy cyfr będzie to robił dobrze, ale nie mam wrażenia kontroli nad tym, co się dzieje.
Metoda pracy polega na określeniu przysłony jednej i drugiej, i ile działek różnicy. Dla lamp A zwłaszcza tańszych, nie wszystkie przysłony są dostępne, trzeba wykombinować.

Lampa w manualu i kalkulatorek, to uważam za średniowiecze, po drugie o większej precyzji tu się nie mówi.
Lampa z "A" błyśnie z każdym aparatem z którym cokolwiek błyśnie.

Efekty:
Jak lampa błyśnie działkę poniżej zastanego, cienie są rozświetlone, czytelne, kolor ok, ale to jest dość silne, widać, czyli poprawna, nawet dobra fotka ale informacyjna a nie ahtystyczna.

Dla zdjęć klimatycznych a czytelnych bym świecił -2EV, do klimatycznych jeszcze niżej (lampy nie widać, np. dajemy blask oczu). Jest to rozproszone w wielu książkach o fotografii, więc nie podam konkretnych tytułów. Na pewno jak mowa o kontrastach światła, choć nie identyczne warunki sprzętowe, każdy rozwijający się musi przeczytać Mroczka.

Wiem, że w instrukcjach do lamp metza jest to przyzwoicie objaśnione.

Pytanie, czy lampa podnosi ekspozycję ogólną.
Można przyjąć, że dopalenie na -1EV rozjaśnia światła o 50% czyli pół działki, co jest akceptowalne a nawet bez znaczenia za wyjątkiem slajdu. Dopalenia niższe już prawie wcale nie wpływają na światła. Matematyka tu akurat pracuje korzystnie dla nas, szybciej rozjaśniają się cienie niż światła.

Odnoszę się do moich doświadczeń z ekspozycją określoną pomiarem średnim lub średnio ważonym. Dla punktowego na światła liczby się zmienią, ale sens podobny.

Czas: kłopot w lustrzankach mieścić się w czasach synchro. Niskie czułości, jednak silne przysłony (bokehu żegnaj), lub szare filtry.

Ufff.....