Zobacz pełną wersję : Domowa nauka języka (angielski)
wychowany w okresie języka rosyjskiego i braku perspektyw na coś innego próbuje teraz
mam masę mp3 do słuchania jednak ciężko mi to idzie bo jestem wzrokowcem
samo mp3 może być dodatkiem a nie głównym trzonem nauki
macie jakieś inne sprawdzone metody nauki języka w domu?
uskuteczniam ostatnio prof. Henrego ale jakoś opornie mi to idzie
Bartek_902
24-02-2011, 09:45
ja bym nie liczył na dom tylko poszukał sobie lektora i poświecił 1-2 h w tygodniu na język, moze to bedzie drozsze rozwiązanie ale na pewno bardziej skuteczne, nawet przez te pół roku liźniesz podstaw, a potem bedziesz mógł sam próbować z książek czy coś
Dobrze radzą kurs.
I musisz się osłuchać z językiem, z jego "melodią".
Ustaw sobie radio BBC na kompie i słuchaj jakiś przegadanych audycji,
nie ważne, że na początku nie będziesz wiedział o czym mówią,
oglądaj nowe seriale w oryginale np. Hollyoaks, EastEnders, Little Britain itp.
oglądaj na kablówce (satelicie - nie wiem co masz) BBC i Discovery i w oryginale,
jest kupę programów w tworzonych w UK, w których posługują się normalnym, żywym językiem.
często można je znaleźć w oryginalnej wersji, i są fajne - top gear, come dine with me itp.
Do czego potrzebna Ci jest znajomość języka? (własna wewnętrzna potrzeba/praca - jaka?, wjazd/ coś innego? co?)
Ile masz lat? (już doczytałam:)
Ile czasu tygodniowo jesteś w stanie poświęcić na to nowe zajęcie - np zakładając, że musisz wyjść z domu, gdzieś podjechać/podejść, sama lekcja, zadanie, dodatkowe ćwiczenia - ile łącznie na to znajdziesz czasu?
pentaksik
24-02-2011, 12:12
Moja żona uczy uczyła się angielskiego oglądając serial przyjaciele (w wersji oryginalnej z napisami angielskimi). Język jest prosty i bardzo sytuacyjny i nawet bardzo początkujący zrozumie o co chodzi w danym odcinku. Serial oglądaliśmy non-stop (super serial, polecam obejrzeć od początku, a nie wyrywkowe odcinki).
Teraz żona potrafi się komunikować po angielsku. Jej gramatyka pozostawia wiele do życzenia, ale pogadać potrafi na każdy temat.
Wszystkie filmy/seriale itd oglądamy z angielskimi napisami w oryginale. Człowiek nie czuje że się uczy... a jednak gdzieś ten język zostaje w głowie.
Do czego Ile Ile - ile ....
niestety mam umysł ścisły, lepiej mi szła matematyka niż przedmioty humanistyczne
potrzebuje do komunikacji z innymi osobami, czasem coś na piśmie np. w necie
czasu na razie mam dużo, latem gorzej bo więcej pracy
niestety mam umysł ścisły, lepiej mi szła matematyka niż przedmioty humanistyczne
potrzebuje do komunikacji z innymi osobami, czasem coś na piśmie np. w necie
czasu na razie mam dużo, latem gorzej bo więcej pracy
Umysł ścisły z reguły pomaga! Serio. Nie masz czytać Szekspira w oryginale i analizować dzieła innych, ani zostać piszącym po angielsku poetą, chcesz zdobyć umiejętność komunikowania się z ludźmi!
Jeśli czas nie jest przeszkodą, poszukaj kursu - najlepiej gdyby w grupie było np 4-6 osób - idealnie tak jak Ty zaczynających od zera (no chyba, że coś minimalnie ze szkoły pamiętasz?).
Nauka w grupie jest bardziej efektywna niż w pojedynkę. Nie daj się namówić na lekcje "jeden na jeden" (czyli Ty sam i lektor) - to jest dobre do powtórek przed egzaminami, ewentualnie dla kogoś kto jest na wyższym poziomie i potrzebuje tylko pewne sprawności językowe udoskonalić.
Skoro teraz masz więcej czasu, to może lepiej - może uda się znaleźć kurs/grupę, która zaczyna od "drugiego semestru".
Wszystkie wyżej opisane metody (filmy, TV, muzyka, seriale) są dobre, ale jako wspomaganie, nie jako podstawowa nauka.
Dziś jest to wyjątkowo łatwo dostępne - internet, TV.
Na co zwrócić uwagę przy wyborze kursu:
-liczba osób w grupie
-poziom pozostałych uczestników - jeśli wszyscy zaczynają od zera to sytuacja jest prosta, jeśli jednak każdy deklaruje, że nic nie pamięta, ale kiedyś angielski gdzieś juz miał - dobra szkoła przeprowadzi tzw "placement test" - po to aby prawidłowo umieścić każdą osobę w odpowiedniej grupie. Nie bój się - idź na taki test! To nie jest egzamin!
-Idealnie gdyby pozostałe osoby w grupie były dorosłe - nie muszą być idealnie w Twoim wieku, ale ważne, aby nie było zbyt wielkiej różnicy wieku - z nastolatkami na pewno nie czułbyś się komfortowo.
- lektor prowadzący zajęcia... nie ma reguły, ale z moich zawodowych obserwacji wynika, że często lepszymi nauczycielami-praktykami są abslowenci kolegiów językowych niż absolwenci samych filologii (choćby dlatego, że mają znacznie więcej godzin spędzonych na praktykach w realnych szkołach) - wiele szkół daje możliwość 2-3 lekcji próbnych... warto skorzystać. Jak zobaczysz, że na zajęciach stawia się nacisk na komunikację (ustną na początku), uczestnicy są zachęcani do mówienia (nawet jeśli są to tylko mocno podstawowe krótkie zdania), to jest miejsce dla Ciebie. Natomiast gdybyś zobaczył, że zajęcia mijają na samym czytaniu (plus tłumaczeniu tekstu zdanie po zdaniu!), pisaniu słówek, ewentualnie mechanicznym powtarzaniu kwestii za lektorem (Callan) to ...bierz nogi za pas - to nie jest miejsce, którego szukasz. Dobry nauczyciel nawet na pierwszej lekcji będzie mówił po angielsku, a Ty i tak będziesz wiedział co robić, i czego się od Ciebie oczekuje. Może nie być łatwo, może czasami być zabawnie, ale cel zostaje osiągnięty:)
Lektor gadający cały czas po polsku, to nie jest to czego szukasz!
To tak w skrócie by było.
Powodzenia!
Witam,
Jeżeli chodzi o nauke angielskiego w domu to polecam profesora Henrego jest to jeden z nielicznych programów do nauki języka, który nie zniechęca wiem to z własnego doświadczenia, bo włąśnie tak uczyłem się angielskiego. Wioadomo nic nie zastąpi kursu a najlepiej wyjazdu za granicę aby się obyć w porozumiewaniu się po angielsku, ale nie zawsze jest taka możliwość a profesor Henry jest doskonałą alternatywą i bez porówania do innych kursów multimedialnych z którymi miałem do czynienia. Profesora Henrego ejst wiele częśći od gramatyki, konwersacji, ćwiczenia ze słuchu, słownictwo rózne poziomy po FCE, język biznesu itd. POLECAM!!!
jackrabbit
24-02-2011, 14:08
ja proponuje sluchanie tego http://www.lbc.co.uk/ zamiast bbc, ciekawsze :)
i mase filmow po angielsku z angielskimi napisami, do tego gry po angielsku i dasz rade :)
nie ma nic lepszego niz nauka w kraju anglojezycznym. w domu czy na kursie to nauczysz sie rozumienia jezyka pisanego. ewentualnie bedziesz rozumial czesc piosenek :P
dopiero jak pojedziesz za granice i gdy uslyszysz jak mowia mieszkancy danego regionu to zdasz sobie sprawe jak daleko jestes od 'znajomosci' jezyka. oczywiscie na poczatek lepsza nauka w domu niz zadna.
nie ma nic lepszego niz nauka w kraju anglojezycznym. w domu czy na kursie to nauczysz sie rozumienia jezyka pisanego. ewentualnie bedziesz rozumial czesc piosenek :P
.
I tak i nie. Prawdą jest, że pobyt w kraju anglojęzycznym daje inne możliwości. Zresztą nie dla każdego te możliwości są takie same i nie każdy potrafi je równie dobrze spożytkować.
Jest wielu Polonusów w USA czy UK, którzy mimo długiego pobytu, języka.... właściwie nie znają.. tzn potrafią funkcjonować jakoś albo nawet całkiem dobrze... ale do znajomości języka im daleko. W Chicago można bezbłędnie funkcjonować bez znajomości języka angielskiego w ogóle. W UK od pewnego czasu także.
Wszelkie uogólnienia nie mają sensu.
To co piszesz w drugiej części zdania o kursach dowodzi jedynie, że nie miałeś szczęścia być na dobrze prowadzonym kursie..., nikt znajomy o takim nie opowiadał itp
Zresztą pisałam o tym wcześniej.
Mając do wyboru naukę samodzielną w domu i dobry kurs - wybór jest oczywisty - kurs.
Władca Pixeli
25-02-2011, 05:21
Podstawowe błędy w nauce języka.
1. Nauczyciel tłumaczy w języku polskim znaczenie słów i gramatykę. Efekt jest taki, że uczeń w ciągu godziny ma kilkanaście minut styczności z angielskim i większość czasu styczność z językiem polskim. Na uczelniach w innych krajach idzie się na kurs i nauczyciel mówi tylko po angielsku bo innego języka nie zna. Nie mówię tutaj o różnych polskojęzycznych szkołach.
2. W Polsce duży nacisk kładzie się na gramatykę i wyjaśnia się ogromne ilości zawiłości gramatycznych. Później okazuje się, że w życiu codziennym używa się kilku podstawowych czasów.
3. Tak samo uczy się ogromnej ilości słów, których nie używa się na co dzień. Cała sztuka polega aby najpierw uczyć słów które są używane bardzo często.
4. Nauka odbywa się w różnego rodzaju wyciszonych laboratoriach. W życiu codziennym jest cala masa obcych dźwięków i cała sztuka polega aby w takich warunkach wyławiać konwersację.
5. Próbowanie tłumaczenia słowa po słowie w czasie konwersacji. Jest to bardzo duży błąd. Czasami zatrzymujemy się na chwilę aby przypomnieć sobie znaczenia jednego słowa, kiedy w tym samym czasie nasz rozmówca powie już kilka następnych zdań a my tracimy cały kontekst rozmowy. Nie jest to łatwe ale musimy kojarzyć słowa w uczonym języku bez tłumaczenia. Niestety wymaga to kilku lat praktyki.
Dodatkowy problem to nauczyciele wypowiadają słowa powoli i z odstępami a taka sytuacja nie występuje w codziennej konwersacji. Wystarczy się wsłuchać w rodzimy język. W trakcie potocznej mowy jest to jeden ciąg jak melodia i my to rozdzielamy. Tak samo musimy się uczyć języka obcego.
6. W języku polskim bardzo łatwo jest czytać bo znając alfabet i kilka wyjątków można swobodnie czytać. W języku angielskim niestety tak dobrze nie ma. Dzieci w szkołach ucząc się języka angielskiego ucząc się przez wiele lat na pamięć każdego słowa literując każde śpiewająco i następnie wymawiają poprawną wymowę słowa w całości.
Co tydzień 20 nowych słówek i tak przez większość szkoły podstawowej. Nie ma innego sposobu.
Władco,
w tym co piszesz masz trochę racji. Tyle, że nie uogólniałabym, że TAK SIĘ UCZY w Polsce. Podane przez Ciebie metody zostały wyparte przez metodę komunikacyjną, choć oczywiście nie wszędzie i nie zawsze. Starsi nauczyciele mogą (nie muszą) mieć dawne nawyki...
Stąd w dużym skrócie pisałam wcześniej na co zwracać uwagę w czasie lekcji próbnej:)
Punkt 1 - tak już nawet starzy, bardzo starzy nauczyciele nie uczą, "grammar translation" odeszło, mam nadzieję, że bezpowrotnie.
Punkt 2 i 3 jest w sporej części prawdą, ale to wynika, z tego jak konstruowane są podręczniki, a te pisane są pod konkretny egzamin (matura, FCE itp) - tam gramatyka, słownictwo i inne sprawności są wymagane i potrzebne. Zresztą to ile słownictwa i gramatyki jest komu potrzebne też zależy gdzie i kiedy oraz z kim bedzie się komunikował - inaczej z codzienną komunikacją, a inaczej kiedy inzynier albo prawnik ma mieć wykład po angielsku. Zatem... nie da się wszystkich bez gramatyki i słownictwa nauczać.
Punkt 4 sugeruje, że dawno w Polsce nie byłeś i piszesz o czyms co nie istnieje - modne w latach 80tych laboratoria językowe już od wieeelu lat nie są używane, z reguły jakieś kilkanaście lat temu wylądowały wraz z osprzętem na śmietnikach, taki był ich tragiczny koniec;) Jedyne miejsca, gdzie się czasem ostały to filologie, ale tam są i zawsze były, wykorzystywane do zajęć z fonetyki, a to już stawia nieco inne wymagania.
To jak? Kiedy byłeś ostatnio w Polsce na kursie angielskiego?
Władca Pixeli
25-02-2011, 20:34
To jak? Kiedy byłeś ostatnio w Polsce na kursie angielskiego?
Moje dziecko mówi, że to było w czasach kiedy dinozaury chodziły po ziemi :mrgreen:
Tak na poważnie w 93-94 przed wyjazdem uczyłem się prywatnie u osoby która pracowała długo w USA.
Był to całkiem inny sposób niż ten jaki był wtedy szkołach.
Wcześniej polskich szkołach. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że był to czas stracony.
Później kilka lat w szkołach w USA
Wcześniej polskich szkołach. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że był to czas stracony.
Później kilka lat w szkołach w USA
Moja żona była trzy razy ( 3 X 4 tygodnie) w szkole językowej w Nowym Jorku i twierdzi, że miesiąc intensywnej nauki "tam", bez polskiego dookoła, to jak rok nauki angielskiego w kraju. Godzina nauki w sumie wyniosła ok.62 PLN, a koszt jednego wyjazdu ok.12 tyś PLN. W ciągu miesiąca były 192 godziny nauki.
Moje dziecko mówi, że to było w czasach kiedy dinozaury chodziły po ziemi :mrgreen:
Tak na poważnie w 93-94 przed wyjazdem uczyłem się prywatnie u osoby która pracowała długo w USA.
Był to całkiem inny sposób niż ten jaki był wtedy szkołach.
Wcześniej polskich szkołach. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że był to czas stracony.
Później kilka lat w szkołach w USA
To uwierz na słowo - w sferze metod nauczania języków obcych w Polsce bardzo dużo się zmieniło, na lepsze.
Nie twierdzę, że wszędzie jest wzorowo, jak zawsze są szkoły i lektorzy lepsi i gorsi, ale ogólnie pewien standard się zmienił.
Zmieniły się też diametralnie podręczniki, które niejako wymuszają inne metody pracy na lekcji i inaczej "pozycjonują" sprawności językowe. Choć i tu można trafić na "minę".
Niestety stworzenie tu na miejscu warunków w 100% odpowiadających kursowi zagranicznemu nie jest możliwe. Tu w grupie są najczęściej sami Polacy, których trzeba juz nie tylko zachęcać, ale nawet bardziej pilnować, żeby nie komunikowali się ze sobą po polsku. Na kursie zagranicznym ten problem odpada, bo każdy uczestnik grupy włada innym językiem jako ojczystym lub pierwszym, angielski staje się jedyną platformą porozumienia. Dodatkowo otoczenie poza salą lekcyjną wymusza inne niż w ojczyźnie zachowania.
Jednak, żeby nie było tak bardzo profi i fachowo i metodycznie - mój własny syn jest żywym zaprzeczeniem twierdzenia, że tylko na kursie i tylko z lektorem się da języka nauczyć. Zupełnie sam, w zupełnie polskim otoczeniu, bez udziału w kursie i bez długich pobytów we Włoszech nauczył się języka włoskiego w mowie i piśmie. Sam wyszukiwał sobie książki, sam szukał tekstów pisanych w języku włoskim. Nikt w domu włoskiego nie zna. Skąd wiem że się nauczył? - widziałam go w akcji na żywo we Włoszech:), ale ja nie znam włoskiego więc to nie dowód, potem zdał egzamin CILS (testowane wszystkie sprawności! i egzamin sprawdzany na uniwersytecie w Sienie) na poziomie B1, w zeszłym roku zdał ten sam egzamin na poziomie B2 - oba na poziomie 90-96%. W tym roku chce zdawać C1 (C2 to maks!) i w tym roku po raz pierwszy płacimy za konwersacje z żywym Włochem, żeby mógł się wygadać do woli i na każdy temat.
Czyli da się! Choć na pewno nie jest to dla każdego, nie w każdym wieku się uda, nie każdy rodzaj pamięci i stylu uczenia się do tego nadaje itp.
Twierdzę, że na dobrym kursie byłoby mu łatwiej; niestety tu gdzie mieszkam takich kursów nie ma. W przypadku języków bardziej popularnych konsekwentnie polecam DOBRY kurs.
Władca Pixeli
26-02-2011, 06:09
To uwierz na słowo - w sferze metod nauczania języków obcych w Polsce bardzo dużo się zmieniło, na lepsze.
:mrgreen:
http://www.youtube.com/watch?v=jf1H0s3QyVM
http://www.youtube.com/watch?v=g45OBLlpvSU
http://www.youtube.com/watch?v=JMVHTXq14jY
....,
ale w tym wątku nie mówimy o special care students;) :mrgreen: Nie wszyscy są jednakowo "nauczalni"..;))
Politycy w Polsce należą do uzdolnionych inaczej - no!:lol:
Autor wątku nie należy do tej grupy:) i co ważniejsze deklaruje, że CHCE się nauczyć.
Te chęci i motywacja to wbrew pozorom spore znaczenie mają.
PS Zresztą panowie z linka akurat uczyli się w czasach mocno dawnych, na pewno nie w ostatnich 5 -10 latach - Giertych wymiata:D
Polecam Metode Callana, w Polsce powstało wiele szkół oferujących ten sposób nauki języka.
Teoretycznie Wladca ma racje, o ile z jezykiem angielskim wiekszosc ludzi miala stycznosc i kazdy kilka slow rozumie to z takim norweskim nie da rady nauczyc czegokolwiek bez tlumaczenia chociazby na angielski. Wiekszosci ludzi kojarzy najprostsze slowa w angielskim a nauczyciel zawziecie machajac rekami moze wytlumaczyc ze "John mial zaparcie yesterday" . Niestety w jezyku w ktorym czlowiek nie zna nawet jednego slowa i jedyne co kojarzy to "Olsen banden" (i to blednie bo Gang Olsena jest dunski) to taka nauka bez tlumaczenia chociazby najprostszych slow nie ma sensu, ot uczenie sie na pamiec bez zrozumienia i wiekszoscdo konca zycia zle bedzie czytac podstawowe litery np "o", nie wspominajac o Ø, Æ, Å.
Moja żona była trzy razy ( 3 X 4 tygodnie) w szkole językowej w Nowym Jorku i twierdzi, że miesiąc intensywnej nauki "tam", bez polskiego dookoła, to jak rok nauki angielskiego w kraju. Godzina nauki w sumie wyniosła ok.62 PLN, a koszt jednego wyjazdu ok.12 tyś PLN. W ciągu miesiąca były 192 godziny nauki.
Jasne, że na miejscu uczy się lepiej. Ale nie każdy da radę ;)
Jak dla mnie to kurs, żeby załapać podstawy i ogólne reguły rządzące językiem. A żeby język naprawdę poznać (naturalną wymowę, potoczne zwroty itp.) polecam seriale i filmy (najlepiej z angielskimi napisami, wtedy kojarzy się wymowę z zapisem) oraz książki (słownictwo).
Mi, jak byłem dzieciakiem, bardzo pomogło Cartoon Network (za czasów Wizji TV było po angielsku) :) Potem wziąłem się za książki. Na początku było ciężko, książka w jednej łapie a słownik w drugiej. Ale stopniowo słownika było coraz mniej. Tylko nie zaczynaj od Pratchetta, który jest bardzo, bardzo trudny. ;)
Co prawda rodzice konsekwentnie pchali mnie na kursy, ale a czasem służyły mi one bardziej usystematyzowaniu tego, co już wiedziałem, niż nauczeniu się czegoś nowego (szczególnie, że uczyłem się jeszcze w czasach nacisku na gramatykę).
Kluczem w nauce jest tak naprawdę zacząć myśleć po angielsku, tzn. nie tłumaczyć sobie w myślach czytanych/słyszanych zdań na polski. Tę umiejętność nabywa się w miarę nauki i obcowania z językiem, ale jak się przyzwyczaisz tak robić, to nauka pójdzie Ci dużo szybciej, bo zaczniesz łapać znaczenie nieznanych słów z kontekstu (nawet jeśli nie przyjdzie Ci do głowy polski odpowiednik).
krolewicz
26-02-2011, 13:09
wysyłanie kogoś, kto ledwo lub wcale nie mówi po angielsku za granicę, to jednak chyba trochę chybiony pomysł
ja po roku na filologii angielskiej nieraz miewałem problem żeby zrozumieć ludzi w Londynie, jak mi zaczęli mówić w cockney i z glotalem w co drugim słowie, to nie rozumiałem praktycznie nic :) przynajmniej na początku
moim zdaniem kurs w grupie paru osób, nauka gramy i podstaw + konwersacje
wysyłanie kogoś, kto ledwo lub wcale nie mówi po angielsku za granicę, to jednak chyba trochę chybiony pomysł
ja po roku na filologii angielskiej nieraz miewałem problem żeby zrozumieć ludzi w Londynie, jak mi zaczęli mówić w cockney i z glotalem w co drugim słowie, to nie rozumiałem praktycznie nic :) przynajmniej na początku
Zaraz się okaże, że wszystkiemu winni wykładowcy na anglistyce i polskie metody nauczania..;);)
A serio - tu nikt chyba nie sugeruje komuś, kto w ogóle nie zna języka wyjazdu za granicę, żeby od razu na ulicach i w pubach dyskutować o bieżącej polityce i finansach, mowa jest o wyjeździe na kurs językowy - a to zupełnie co innego.
adolfik9501
26-02-2011, 13:47
Bardzo ciekawa stronka do nauki angielskiego: http://www.isel.edu.pl/index.php.
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.