Zobacz pełną wersję : W USA poznali się na Pilchu!
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/powiesc-polaka-jedna-z-najlepszych-w-usa,1,4109834,wiadomosc.html
Nie bardzo wiem o co kaman z tym rankingiem, na ile ma on wogóle jakąkolwiek wartość (pewnie jest totalnie bez znaczenia :D ), ale wygląda na to, że w US ktoś się poznał na jednej z moich najulubieńszych książkek Pilszka! Co w sumie dziwnym nie jest - p.Trąba daje w niej takie zmiany, że faktycznie - klękajcie narody :mrgreen:
Nb. szkoda, że ostatnio nic nie popełnił - a co gorsza wygląda na to, że zmówili się z Huellem...
marszull
14-01-2011, 00:56
dziennik trzaska do przekroju to czasu nie ma ;)
a w tytule mozna by dodac a do us
bo na poczatku mysllalem ze chodzi o jakies klopoty z urzedem skarbowym ;)
dziennik trzaska do przekroju to czasu nie ma ;)
Nie jest to dla mnie pocieszające - jak se chcę poczytać dzienniki, to mam Gombrowicza ;)
camaxtli85
14-01-2011, 01:30
no tak, widać z wiekiem mniej jest dobowych roboczogodzin;) nie każdy traktuje pisanie jak Pilipiuk, który dzień w dzień od 8 do 16 siedzi nad klawiaturą, choć z drugiej strony pojawia się pytanie czy lepiej być wyrobnikiem, czy artystą? pytanie nie tak znowu obce fotografom;)
donkiszot
14-01-2011, 04:54
[...]wygląda na to, że w US ktoś się poznał na jednej z moich najulubieńszych książek Pilszka![...]
Miło słyszeć. Swoją drogą dawno nić Pilcha nie miałem przed oczami -- czas to zmienić.
A skoro już powstał wątek... Przeczytałem (to chyba nie jest najadekwatniejsze słowo) Doktora Fuastusa. I muszę szczerze przyznać, że nudniejszej książki nie spotkałem. No po prostu nic, absolutnie nic mnie w niej nie zachwyciło, a góra dwa rozdziały przeczytałem z jako taką przyjemnością (szczególnie podpisanie paktu).
Może za wysokie progi? może nie moja bajka? nie wiem, ale wiem, że będę omijał.
[...]nie każdy traktuje pisanie jak Pilipiuk, który dzień w dzień od 8 do 16 siedzi nad klawiaturą[...]
Przecież on nie jest człowiekiem, on jest maszyną do pisania. ;)
A skoro już powstał wątek... Przeczytałem (to chyba nie jest najadekwatniejsze słowo) Doktora Fuastusa. I muszę szczerze przyznać, że nudniejszej książki nie spotkałem. No po prostu nic, absolutnie nic mnie w niej nie zachwyciło, a góra dwa rozdziały przeczytałem z jako taką przyjemnością (szczególnie podpisanie paktu).
Może za wysokie progi? może nie moja bajka? nie wiem, ale wiem, że będę omijał.
Mi w kwestii Faustusa ciężko być w 100% obiektywnym, bo przeczytałem go (z niekłamaną przyjemnością) będąc pod wielkim wrażeniem "Czarodziejskiej Góry". Ale przyznam bez bicia, że podczas lektury sam miałem wrażenie że jestem za głupi na tą książkę, bo wprawdzie brzdękałem nieco na gitarze czy klawiszach i jakieś tam blade pojęcie nt. muzyki posiadam, ale do hardkorowego melomana słuchającego przy obiedzie dodekafonicznych kompozycji Schönberga jest mi cholernie daleko.
Przecież on nie jest człowiekiem, on jest maszyną do pisania. ;)
Nie czytałem, ale przypadkiem przelotnie poznałem (Kraków jest mały). Dość osobliwy jegomość...
donkiszot
14-01-2011, 13:49
Nawet nie o kwestie muzyki mi chodzi -- miło było się czegoś dowiedzieć z zamieszczonych tam wykładów, nie spodziewałem się, że muzyka jest aż tak analityczną dziedziną -- ani fraza, ani historia, ani sylwetki bohaterów, nic mi nie podeszło. A do tego jeszcze ta wszechobecna gejowska fascynacja. Jak się później(!) dowiedziałem, wcale się nie myliłem co do tej fascynacji.
Dla mnie to książka telefoniczna, akcja nie za szybka, trochę dużo bohaterów... Nie mniej, warto było sprawdzić. W końcu noblista.
[...]Nie czytałem, ale przypadkiem przelotnie poznałem (Kraków jest mały). Dość osobliwy jegomość...
Myślę, że, w ramach poprawy humoru, kroniki Jakuba Wędrowycza można przeczytać/podczytywać. A co do reszty twórczości (choć czytałem tylko kilka pozycji), to warto w fantastyce się lubować, a przynajmniej nie mieć na nią alergii. Z tym, że to raczej zabijacz czasu niż wielkie arcydzieła.
camaxtli85
14-01-2011, 20:00
Z wielkich arcydzieł to pewnie jest rządek, ja mogę polecić ciężkostrawny Lód Dukaja i Diunę Franka Herberta, na pewno pierwszy tom, bo choć jestem w trakcie czytania reszty, to staram się walczyć z opinią i przekonaniem, że są to już popłuczyny po wielkim wstępie. No i renoma tytułu, który jako pierwszy podjął literacko temat ekologii. Zauważyłem, że fantastyce jest duża dysproporcja, albo kultowe dzieła, albo czytadła, podobnie jest z filmową fantastyką. Odchodząc od realiów bardzo łatwo przedobrzyć i pogubić się we własnej wyobraźni;)
Samego Wędrowycza lubię, ale po jednym opowiadaniu muszę robić przerwę. W ciągu czytelniczym bywa nieznośny.
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.