Zaloguj się

Zobacz pełną wersję : 10 dni na testy sprzętu kupionego via net: prawda czy mit?



HN70
17-11-2010, 13:45
Zacznę niekonwencjonalnie od pytania:

Czy mogę wykonać aparatem kupionym w sklepie internetowym 50 zdjęć w celu przetestowania go i w razie stwierdzenia problemów, odesłać do sklepu w ciągu 10 dni,

czy też sklep odmówi mi zwrotu kasy powołując się na swój wew. regulamin mówiący o tym, że zwracany sprzęt "był używany" ?



A teraz wyjaśnię, o co chodzi:

Stojąc przed zakupem nowego sprzętu (w moim przypadku to będzie raczej D7000 + 24 i 35, ale temat dotyczy wszelkich zakupów sprzętowych) zastanawiam się, w jaki sposób zabezpieczyć się na wypadek trafienia w puszkę z walniętą matrycą, fikcującym AF, czy BF/FF na szkle (to tylko kilka przykładów z "Nikon D7000 w praktyce" w co można wdepnąć przy zakupie nowego sprzętu).


Oczywiście "po wdepnięciu" w takie "coś" można wysłać sprzęt do serwisu z nadzieją, że już za pierwszym razem serwis nam to naprawi, przeprosi i odeśle w ciągu tygodnia ;-) (jednak wątki o serwisie nikona nie napawają optymizmem :-( ).




Zastanawiam się, czy nie było by bezpieczniej, aby sprzęt kupować via internet i testować go dokładnie w domu przez okres 10 dni. Jeśli wszystko będzie OK to super.

Jeśli jednak okaże się, że dział kontroli jakości Nikona przepuścił bubla, to odesłać go do sprzedawcy otrzymując zwrot kasy na mocy przepisów obowiązujących w naszym kraju (dodatkowo można by na naszym forum podawać numery seryjne danej puszki, tak aby ostrzec innych forumowiczów przed zakupem bubla).



Wszystko było by jasne, gdyby nie treść regulaminu sklepu internetowego :o :" możesz nam zwrócić zakupiony produkt tylko wówczas gdy nie był używany, lub nie został w jakikolwiek sposób zniszczony i jest oryginalnie zapakowany ". Czy taki zapis jest zgodny z przepisami polskiego prawa?

Inny sklep internetowy ma nieco zmieniony zapis: Zwracany towar i dołączone do niego akcesoria nie mogą nosić śladów używania., który można już różnie interpretować...:confused:


W oryginale USTAWA z dnia 2 marca 2000 r. (http://merlin.pl/HTML/inne/ustawa.html) mówi:

3. (6) W razie odstąpienia od umowy umowa jest uważana za niezawartą, a konsument jest zwolniony z wszelkich zobowiązań. To, co strony świadczyły, ulega zwrotowi w stanie niezmienionym, chyba że zmiana była konieczna w granicach zwykłego zarządu. Zwrot powinien nastąpić niezwłocznie, nie później niż w terminie czternastu dni. Jeżeli konsument dokonał jakichkolwiek przedpłat, należą się od nich odsetki ustawowe od daty dokonania przedpłaty.:!:


Czy ktoś z was kupował sprzęt przez internet, testował go i odsyłał w ciągu 10 dni?

Czy ktoś z forumowiczów pracuje w sklepie internetowym i może powiedzieć jak to wygląda od strony sprzedawcy?




p.s.
w ostateczności:
czy sklep stacjonarny zgadza się na przestrzelenie puszki (20-50 zdjęć) na miejscu, czy też puszkę kupuje się w ciemno, a przestrzelać to sobie można jedynie obiektywy :-(

campermtb
17-11-2010, 13:50
Nie było by lepiej napisać do konkretnego sklepu zapytać?;)

HN70
17-11-2010, 13:54
nikt nie lubi zwrotów, pytanie czy mogą odmówić zwrotu w takim przypadku

AsKier
17-11-2010, 13:55
ślady uzywania to równiez przebieg migawki czy rozerwany woreczek od kabla/baterii itp.

arecki
17-11-2010, 13:56
ślady uzywania to równiez przebieg migawki czy rozerwany woreczek od kabla/baterii itp.

dokładnie, obiektyw to możesz sobie testować na wszystkie strony ale puszka musi wrócić w razie zwrotu w stanie jakim ją dostałeś.

HN70
17-11-2010, 13:58
ok.
ale ustawa mówi "zmiana była konieczna w granicach zwykłego zarządu".


btw: czy przypadkiem przepisy o zwrocie sprzętu zakupionego w ciągu 10 dni nie obowiązują w całej Unii Europejskiej?
Może sklepy w UK, czy DE są bardziej przyjazne dla klienta? Ktoś to sprawdzał?

AsKier
17-11-2010, 13:59
na folii w ktora owiniety jest aparat powinny byc plomby klejone w fabryce...zerwiesz = nie ma zwrotu

jak w fuji s5pro.

mklonizer
17-11-2010, 14:04
Ja ostatnio będąc przypadkiem w sklepie Foto Joker zapytałem o obiektyw który mnie interesuje. Pani zapytała jaką puszkę mam i czy mam ją przy sobie nie miałem akurat. Zapięła obiektyw do aparatu z wystawy i nie było problemu żebym pstryknął kilka razy na ich sprzęcie co pewnie zostało na liczniku w puszce. Naraża to sprzedawce na marudzenie klienta który kupi puszkę z przebiegiem. Wniosek z tego taki że co kraj to obyczaj i zależy od sprzedawcy.

HN70
17-11-2010, 14:09
a co wy na taką (http://www.sklepy24.pl/forum/w-granicach-zwyklego-zarzdu-t53.html) interpretację "zwykłego zarządu":

Na podstawie Art. 3. 3. (Ustawy z dnia 27 lipca 2002 r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego) Sprzedawca jest obowiązany zapewnić w miejscu sprzedaży odpowiednie warunki techniczno-organizacyjne umożliwiające dokonanie wyboru towaru konsumpcyjnego i sprawdzenie jego jakości, kompletności oraz funkcjonowania głównych mechanizmów i podstawowych podzespołów.

Wobec powyższego aby konsument miał identyczne prawa w zakupach na odległość, należy stwierdzić, że w granicach "zwykłego zarządu" mieści się:
-sprawdzenie jakości towaru,
-kompletności
-funkcjonowania głównych mechanizmów i podstawowych podzespołów.




p.s.
odnośnie plomb na opakowaniu:

Zgodnie z art. 7 ust. 3 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów spełnione świadczenia podlegają zwrotowi w stanie niezmienionym, chyba, że zmiana konieczna była w granicach zwykłego zarządu czyli np zdjęcie opakowania w celu dokładnych oględzin przedmiotu pod warunkiem, że nie zostaną przy tym naruszone plomby gwarancyjne producenta.

Prawo do zdjęcia oryginalnego opakowania zostało natomiast jednoznacznie wykluczone w przypadku nagrań audio i video oraz programów komputerowych zapisanych na nośnikach (art. 10 ust. 3 wspomnianej wyżej ustawy) - skoro ustawodawca wylicza towary odnośnie których nie wolno zdejmowac opakowania to należy domniemywać, że w przypadku pozostałych towarów jest to działanie dopuszczalne.

BolzZ
17-11-2010, 14:13
mklonizer, sprzęt powystawowy sprzedaje się na innych zasadach i w innych cenach ;)

qwerty44
17-11-2010, 14:15
Przepisy przepisami ... a czy ktoś chciałby dostać NOWY świeżo zakupiony aparat po 10 czy 20 "testerze w ciągu 10 dni" ? Bo raczej sklep po takim zwrocie nie wyrzuca aparatu do kosza tylko wysyła go do następnego kupującego - który chciałby dostać sprzęt absolutnie NOWY, "nie macany" przez nikogo.

mklonizer
17-11-2010, 14:17
w 10dni jakiś cwaniak zrobi wesele i dwie sesje i odeśle sprzęt do sklepu

HN70
17-11-2010, 14:29
Cwany to jest Nikon, który czasami sprzedaje niepełnowartościowy sprzęt, a potem trzeba męczyć się z serwisem....

Odnoszę wrażenie, że niektórym bardziej zależy na loterii ("a może tym razem nikon nie wciśnie mi bubla za 5000pln") niż na znalezieniu sposobu na zakup POPRAWNIE DZIAŁAJĄCEGO SPRZĘTU.

btw. jeśli kupisz sprzęt testowany przez 20-tego testera to znaczy, że coś z tym sprzętem jest nie tak i lepiej omijać go z daleka..... no chyba, że lubisz droczyć się z serwisem w Warszawie....


Macie jakiś inny pomysł na ominięcie bubli ?



A może sklepy od ręki wymieniają puszki z trafionym AF, czy matrycą? (to była by dobra wiadomość dla kilku naszych forumowiczów!!). Jeśli tak, to proszę o namiary - chętnie tam kupię puszkę i szkła!

cybermar
17-11-2010, 14:36
Cwany to jest Nikon, który czasami sprzedaje niepełnowartościowy sprzęt, a potem trzeba męczyć się z serwisem....

Odnoszę wrażenie, że niektórym bardziej zależy na loterii ("a może tym razem nikon nie wciśnie mi bubla za 5000pln") niż na znalezieniu sposobu na zakup POPRAWNIE DZIAŁAJĄCEGO SPRZĘTU.

btw. jeśli kupisz sprzęt testowany przez 20-tego testera to znaczy, że coś z tym sprzętem jest nie tak i lepiej omijać go z daleka..... no chyba, że lubisz droczyć się z serwisem w Warszawie....


Macie jakiś inny pomysł na ominięcie bubli ?



A może sklepy od ręki wymieniają puszki z trafionym AF, czy matrycą? (to była by dobra wiadomość dla kilku naszych forumowiczów!!). Jeśli tak, to proszę o namiary - chętnie tam kupię puszkę i szkła!


Podpisuje sie po tym obiema recami;) . To fatalnie ze czlowiek przy zakupie puszki skazany jest na loterie. Serwis jest do d*** wiec jesli źle trafimy to w 90% sytuacji zostajemy z bublem za który czesto wydajemy grube, ciezko zarobione pieniadze! Tymbardziej ze mieszkamy w kraju gdzie zarobki sa 3-4 x mniejsze niz na zachodzie a ceny sprzetow praktycznie takie same. +-

Antonioo
17-11-2010, 14:48
po pierwsze sklep na wymianę musiałby mieć większą ilość sprzętu, a przeważnie jest tak, że jest góra kilka sztuk.... to po pierwsze.....po drugie, trzeba by się dogadać w kwestii kart gwarancyjnych, bo podpisane karty, to już dupa zbita....serwis i tyle....sklepy nie dostają zapasu kart...1 pakiet na 1 aparat (europejska ma wybite nr seryjne dla konkretnego produktu), więc jak są wypełnione, (nr seryjne itp, to już nie ma ratunku)....jeśli karty nie są wypełnione, to przy dobrej woli można ewentualnie wymienić, a wadliwy aparat wysłać na przed sprzedażową....

ale z drugiej strony, to nie śmietana, która jak cuchnie, to znaczy, że ewidentnie jest zepsuta, i można wymienić.....
przy tego typu przypadkach....sprzedawcy mają obowiązek mieć ograniczone zaufanie do klienta....oczywiście są klienci uczciwi, którzy po prostu mają pecha i trza wysyłać zaraz do serwisu, ale z drugiej strony, skąd sprzedawca ma wiedzieć co się stało z puszką, (może spadła, może ktoś gdzieś nią walną....może zalał, ) w 80-90% nikt się nie przyznaje, że coś zrobił sam z własnym aparatem , licząc na odrobinę szczęścia....tym bardziej na początku, zwalając to na to, że aparat nowy i nagle po prostu coś nie działa... :)

więc niestety ograniczone zaufanie to podstawa.....tym bardziej , że w razie czego, to sprzedawca jest pociągany do odpowiedzialności w tym i finansowej, iż na własna odpowiedzialność zgodził się na wymianę bo zaufał miłemu panu, czy pani, którzy sprawiali wrażenie godnych zaufania...

qwerty44
17-11-2010, 14:53
Znając nasze "polskie realia" moja rada jest taka: przed zakupem brać wszystkie obiektywy (jeśli takie się ma) i w wybranym sklepie - po wcześniejszym dogadaniu ze sprzedającym - wykonać podstawowe testy na miejscu w sklepie. Wiem, że jest to trudne ale możemy wychwycić chociaż jakieś "ewidentne" nieprawidłowości w działaniu sprzętu - zostawiając sobie przy tym "furtkę" u sprzedającego, że w przypadku dalszego dogłębnego sprawdzenia sprzętu już w domu - ewentualny zwrot.
Zakup przez Internet to niestety "loteria". Oczywiście są odpowiednie przepisy które nas kupujących zabezpieczają przed bublami ale póki co mieszkamy w Polsce, gdzie z respektowaniem i wykonywaniem przepisów prawa bywa bardzo różnie.

cybermar
17-11-2010, 14:56
po pierwsze sklep na wymianę musiałby mieć większą ilość sprzętu, a przeważnie jest tak, że są góra kilka sztuk.... to po pierwsze.....po drugie, trzeba by się dogadać w kwestii kart gwarancyjnych, bo podpisane karty, to już dupa zbita....serwis i tyle....sklepy nie dostają zapasu kart...1 pakiet na 1 aparat, więc jak jest wypełniona, (nr seryjne itp, to już nie ma ratunku)....jeśli karty nie są wypełnione, to przy dobrej woli można ewentualnie wymienić, a wadliwy aparat wysłać na przed sprzedażową....

ale z drugiej strony, to nie śmietana, która jak cuchnie, to znaczy, że ewidentnie jest zepsuta, i można wymienić.....
przy tego typu przypadkach....sprzedawcy mają obowiązek mieć ograniczone zaufanie do klienta....oczywiście są klienci uczciwi, którzy po prostu mają pecha i trza wysyłać zaraz do serwisu, ale z drugiej strony, skąd sprzedawca ma wiedzieć co się stało z puszką, (może spadła, może ktoś gdzieś nią walną....może zalał, ) w 80-90% nikt się nie przyznaje, że coś zrobił sam z własnym aparatem , licząc na odrobinę szczęścia....tym bardziej na początku, zwalając to na to, że aparat nowy i nagle po prostu coś nie działa... :)

więc niestety ograniczone zaufanie to podstawa.....tym bardziej , że w razie czego, to sprzedawca jest pociągany do odpowiedzialności w tym i finansowej, iż na własna odpowiedzialność zgodził się na wymianę bo zaufał miłemu panu, czy pani, którzy sprawiali wrażenie godnych zaufania...

Antonioo - ok rozumiem twoje stanowisko Ale teraz wyobraź sobie taką sytuację. Zbierasz 2 lata na aparat, idziesz do sklepu kupujesz D700 , po 2 dniach okazuję się ze puszka ma problem z tajemniczym bledem niech będzie F-- , ktory objawia sie tym ze co 5 zdjęcie nie chce być zrobione i trzeba wyjmowac akumulator. Idziesz do sklepu - sklep oczywiscie sprzetu nie wymieni bo pewno ty uderzyles korpusem o sciane i trzeba miec do Ciebie ograniczone zaufanie. Serwis przyjmuje sprzet, po 2miesiacach odsyla z adnotacja ze aparat zostal poddany dlugotrwalym testom i bledu nie stwierdzono. Zostajesz z uszkodzonym D700 , ktory raz zrobi Ci zdjecia , a innym razem nie. I jak bys sie czul, poswiecajac oszczednosci z dwoch lat na wymarzony aparat. Jeszcze mozna rozwinac ta historie ze aparat wyslales 2 razy do serwisu i wsumie nie bylo go przez pol roku a i tak wrocil z ta sama usterka. Oczywiscie to tylk oprzykladowa sytuacja,ale w serwisie nikona takie zdarzenia sa na porzadku dziennym, sam padlem ofiara serwisu NIKONA i moja historie mozna pocztac na forum.

HN70
17-11-2010, 14:58
po pierwsze sklep na wymianę musiałby mieć większą ilość sprzętu, a przeważnie jest tak, że są góra kilka sztuk.... to po pierwsze.....po drugie, trzeba by się dogadać w kwestii kart gwarancyjnych, bo podpisane karty, to już dupa zbita....
Nie przeczę, że ciężkie jest życie sprzedawcy i zapewne możliwość wymiany wadliwej puszki na inną raczej nie wchodzi w grę (to nie Amazon). Jednakże nie wierzę, aby kwestia kart gwarancyjnych nie była w jakiś sposób rozwiązana z Nikon PL. W końcu zwrot sprzętu w ciągu 10 dni czasami się zdarza i nikt mi nie powie, że kolejny nabywca dostanie kartę gwarancyjną ze starą datą....


więc niestety ograniczone zaufanie to podstawa.....tym bardziej , że w razie czego, to sprzedawca jest pociągany do odpowiedzialności w tym i finansowej, iż na własna odpowiedzialność zgodził się na wymianę bo zaufał miłemu panu, czy pani, którzy sprawiali wrażenie godnych zaufania... Masz rację, ale co ma powiedzieć uczciwy klient, który wydał 5000pln lub więcej na "trafiony" sprzęt ? Można powiedzieć "widziały gały co brały", ale pod warunkiem, że przed zakupem (sklep stacjonarny), lub po otrzymaniu sprzętu (wysyłka via net), klient ma szansę sprawdzić, czy "sławna firma" (w tym miejscu można wstawić nazwę dowolnej firmy produkującej sprzęt fotograficzny) nie próbuje sprzedać mu szmelcu.



Znając nasze "polskie realia" moja rada jest taka: przed zakupem brać wszystkie obiektywy (jeśli takie się ma) i w wybranym sklepie - po wcześniejszym dogadaniu ze sprzedającym - wykonać podstawowe testy na miejscu w sklepie.
W miarę pewny test to w moim odczuciu (po lekturze wątków na forach i problemach ze sprzętem) to minimum 20 zdjęć.... Mało który sprzedawca zgodzi się na to :-(

{ przy okazji: Nie jestem wyczulony na ilość klatek nabitych przez testerów (oczywiście w rozsądnych granicach - nie jakieś paręset klapnięć, bo to zaczyna być podejrzane, że z puchą może być coś nie tak. Ale nawet wtedy jeśli stwierdzę, że z moimi szkłami pucha działa rewelacyjnie to kupię ją bez dąsania się na sprzedawcę) . Dla mnie ważniejsze jest, aby sprzęt był sprawny, a nie żeby to była "dziewica niedymanka". Podobno są ludzie, którzy kolekcjonują różne "niegdy-nie-otwierane z blisterów" produkty. Nie należę do tej grupy zboczeńców ;-) }



Zakup przez Internet to niestety "loteria". Oczywiście są odpowiednie przepisy które nas kupujących zabezpieczają przed bublami ale póki co mieszkamy w Polsce, gdzie z respektowaniem i wykonywaniem przepisów prawa bywa bardzo różnie. Żyjemy też w UE, jeśli faktycznie prawo jest po mojej stronie to ja już je wyegzekwuję :-) Tylko, czy w tym przypadku faktycznie prawo jest po mojej stronie?

Sendilkelm
17-11-2010, 15:06
Kłopoty będą dopóki dopóty ludzie będą kombinować na każdym kroki - tak samo klienci jak i sprzedawcy.
Polak chciałby najtaniej więc szuka w sklepie int. i do tego chciałby mieć możliwość zwrotu. Jeśli chcesz mieć gwarancje, że Twój sprzęt nie jest fabrycznie uszkodzony, to idź do sklepu gdzie, fakt, będzie drożej, ale będziesz mógł wykonać kilka zdjęć testowych i popatrzeć na sprzęt. Wtedy będziesz miał gwarancje, że nie musisz zwracać sprzętu i odsyłać do serwisu, za taką usługę zapłacisz więcej.

jamirq
17-11-2010, 15:07
Antonioo - ok rozumiem twoje stanowisko Ale teraz wyobraź sobie taką sytuację. Zbierasz 2 lata na aparat, idziesz do sklepu kupujesz D700 , po 2 dniach okazuję się ze puszka ma problem z tajemniczym bledem niech będzie F-- , ktory objawia sie tym ze co 5 zdjęcie nie chce być zrobione i trzeba wyjmowac akumulator. Idziesz do sklepu - sklep oczywiscie sprzetu nie wymieni bo pewno ty uderzyles korpusem o sciane i trzeba miec do Ciebie ograniczone zaufanie. Serwis przyjmuje sprzet, po 2miesiacach odsyla z adnotacja ze aparat zostal poddany dlugotrwalym testom i bledu nie stwierdzono. Zostajesz z uszkodzonym D700 , ktory raz zrobi Ci zdjecia , a innym razem nie. I jak bys sie czul, poswiecajac oszczednosci z dwoch lat na wymarzony aparat. Jeszcze mozna rozwinac ta historie ze aparat wyslales 2 razy do serwisu i wsumie nie bylo go przez pol roku a i tak wrocil z ta sama usterka. Oczywiscie to tylk oprzykladowa sytuacja,ale w serwisie nikona takie zdarzenia sa na porzadku dziennym, sam padlem ofiara serwisu NIKONA i moja historie mozna pocztac na forum.

Tylko w takim przypadku sprzedawca zostaje z aparatem, a jest tak samo winny jak TY. Producent mu nie wymieni bo tak samo jak Tobie nie stwierdza usterki. Nie ma znaczenia czy oszczędzałeś 3 lata czy 1 tydzień bo to zawsze kupa kasy. Sam próbujesz być sprytniejszy niz inni bo zamiast isc do sklepu kupić i podjąć ryzyko, ze zawsze coś może byc nie tak wolisz kupić przez net pobawić sie i jak coś nie tak to niech sprzedawca sie martwi. Dlaczego ze względu na kiepski serwis Nikona chcesz przenieść odpowiedzialność na kogoś innego. Nie pasuje Ci serwis Nikona kup Canona czy Sony itd.

Antonioo
17-11-2010, 15:24
sprzedałem w swoim życiu sporo aparatów nikona, i przez 1,5 roku trafił mi się klient z zalanym d40, który twierdził, że sam z siebie przestał działać..i jeszcze po sądach ciągał, zgłosił sprawę do UOK.....tak się zawziął....chciał wymiany na nowy, lub rekompensatę finansową....ale zalał matrycę!....i g**o mógł, ale chciał wyłudzić.....

no i jedno d5000 z wadliwym układem zasilania, które po tygodniu serwis wymienił na nowe...(zaraz na początku wykrycia usterki) -potem naprawiali....

żadna d60,d3000,d90,d300s,d700, i inne.....

zakładasz od razu najgorszy scenariusz.....idź, do sklepu jak radzą inni zrób kilka zdjęć....możesz wziąć komp....i oceń....ale pamiętaj.....po wyjściu ze sklepu już tylko raczej serwis pozostaje.... (sorzedawca może wtedy powiedzieć tym bardziej...ale Pan testował i sprawdzał ;))

ale mówię....zakładasz od razu najgorszy scenariusz.....:).....ja jak kupowałem d90....ileż to było wątków...błąd taki, błąd śmaki, to nie działa, tu się odkleja....tam się nie zmienia itp....nie pracowałem jeszcze w sklepie foto, to ani mi przez myśl nie przeszło, żeby testować, wybierać....szukać, doszukiwać się, a może jednak nie działa, a może jednak coś nie halo...:) człowiek jak szuka, to zawsze znajdzie:)

teraz kupiłem p7000....prosto z półki w saturnie....poszedłem do kasy....nawet nie włączałem...wszystko działa, jak należy...czyli co hardcor ze mnie?....nie po prostu nie panikuje;)

HN70
17-11-2010, 15:24
Sam próbujesz być sprytniejszy niz inni bo zamiast isc do sklepu kupić i podjąć ryzyko, ze zawsze coś może byc nie tak wolisz kupić przez net pobawić sie i jak coś nie tak to niech sprzedawca sie martwi. Dlaczego ze względu na kiepski serwis Nikona chcesz przenieść odpowiedzialność na kogoś innego.
A może by tak sam sprzedawca zanim zacznie sprzedawać sprzęt przetestował go na okoliczność walniętego AF, matrycy, itp ? W końcu sprzedaż sprzętu za grubą kasę to nie handel marchewką - Takie rozwiązanie dla mniejszych firm sprzedających kilka puszek tygodniowo :-)

W przypadku większych firm, sprzedających po kilkaset puszek w tygodniu (są takie?) - wystarczyła by pro-konsumencka obsługa zwrotów. Jeśli nie ma zewnętrznych oznak uszkodzenia (np: uderzenie), a wada ma taki charakter, że mogła by wydarzyć się w fabryce (słynny walnięty AF, czy matryca, itp) to firma wymienia sprzęt na nowy (w ciągu załóżmy 3 dni od daty zakupu), a mając TAKI obrót sama sobie wynegocjuje (Z POZYCJI SIŁY) odbiór bubli przez zginający się pokłonach serwis nikon PL.

Proste?

Antonioo
17-11-2010, 15:33
A może by tak sam sprzedawca zanim zacznie sprzedawać sprzęt przetestował go na okoliczność walniętego AF, matrycy, itp ? W końcu sprzedaż sprzętu za grubą kasę to nie handel marchewką - Takie rozwiązanie dla mniejszych firm sprzedających kilka puszek tygodniowo :-)

W przypadku większych firm, sprzedających po kilkaset puszek w tygodniu (są takie?) - wystarczyła by pro-konsumencka obsługa zwrotów. Jeśli nie ma zewnętrznych oznak uszkodzenia (np: uderzenie), a wada ma taki charakter, że mogła by wydarzyć się w fabryce (słynny walnięty AF, czy matryca, itp) to firma wymienia sprzęt na nowy (w ciągu załóżmy 3 dni od daty zakupu), a mając TAKI obrót sama sobie wynegocjuje (Z POZYCJI SIŁY) odbiór bubli przez zginający się pokłonach serwis nikon PL.

Proste?



to proszę, masz możliwość założenia własnego sklepu z taką obsługą.....tylko czy to się opłaci?? jak jestem dealerem samochodowym, to mam pojeździć każdym autem.....np rundka po mieście i sprawdzić czy dobrze się prowadzi?, hmmmm....ale później auto brudne, i z baku jedzie benzyną....a ma być przecież nowe!!!!
jaka była by graniczna ilość klatek dla takiego testu?? 5000? 1000? 10???....i co....aparat sprzedawany jako nowy....i co sprzedawca ma obić pieczęcią i własnoręcznie podpisać, iż aparat przetestowano zgodnie z normami takimi czy takimi i daję gwarancję, iż działa i nic nie jest spier...niczone (CZY TO BY BYŁO NORMALNE?????) na jakiej podstawie mam dawać na coś gwarancję, skoro tego nie wyprodukowałem???---zrobię dębowy stół, no ok....daję 10 lat gwarancji!!, ale na aparat, tysiące części, itp. no lekko niepoważne... , a dla sporej liczby ludzi z tego forum 1 zdjęcie na liczniku,czyni już aparat używanym....

no nie popadajmy w paranoję,.....!!!.....a może powinni sprzedawać pakiet a la zrób sam swojego nikona- miej pewność, że działa....

cybermar
17-11-2010, 15:34
sprzedałem w swoim życiu sporo aparatów nikona, i przez 1,5 roku trafił mi się klient z zalanym d40, który twierdził, że sam z siebie przestał działać..i jeszcze po sądach ciągał, zgłosił sprawę do UOK.....tak się zawziął....chciał wymiany na nowy, lub rekompensatę finansową....ale zalał matrycę!....i g**o mógł, ale chciał wyłudzić.....

no i jedno d5000 z wadliwym układem zasilania, które po tygodniu serwis wymienił na nowe...(zaraz na początku wykrycia usterki) -potem naprawiali....

żadna d60,d3000,d90,d300s,d700, i inne.....

zakładasz od razu najgorszy scenariusz.....idź, do sklepu jak radzą inni zrób kilka zdjęć....możesz wziąć komp....i oceń....ale pamiętaj.....po wyjściu ze sklepu już tylko raczej serwis pozostaje.... (sorzedawca może wtedy powiedzieć tym bardziej...ale Pan testował i sprawdzał ;))

ale mówię....zakładasz od razu najgorszy scenariusz.....:).....ja jak kupowałem d90....ileż to było wątków...błąd taki, błąd śmaki, to nie działa, tu się odkleja....tam się nie zmienia itp....nie pracowałem jeszcze w sklepie foto, to ani mi przez myśl nie przeszło, żeby testować, wybierać....szukać, doszukiwać się, a może jednak nie działa, a może jednak coś nie halo...:) człowiek jak szuka, to zawsze znajdzie:)

teraz kupiłem p7000....prosto z półki w saturnie....poszedłem do kasy....nawet nie włączałem...wszystko działa, jak należy...czyli co hardcor ze mnie?....nie po prostu nie panikuje;)

a jesli klient by tak wlasnie zrobil (kupił na miejscu i przetestowal na tyle ile sie da w sklepie), a blad wyskoczylny dopiero po 2och dniach. zakladamy ze klient jest uczciwy i sam sprzetu nie uszodzil - taka hipotetyczna sytuacja. A potem serwis by tego nie naprawił.

Antonioo
17-11-2010, 15:50
to już się trzeba kłócić z serwisem.....serwis wydaję ekspertyzę, jeżeli jesteś pewien swoich racji, że samo z siebie-kaput, możesz załatwiać to właśnie np przez uok, itp....ale zawsze najpierw lepiej spokojnie i ze sprzedawcą i z serwisem....może znajdzie się jakieś wyjście....
w takich przypadkach , to serwis jest stroną rozstrzygająca, to oni sprawdzają, i wydają ekspertyzę....więc można też i próbować załatwiać coś samemu bezpośrednio u nich...a jak oni dalej twierdzą, że wszystko jest ok, a ok nie jest, to już wtedy możesz i do uok-u i straszyć sądami itp....

Sendilkelm
17-11-2010, 15:54
No właśnie, sprzedawca jest tylko pośrednikiem pomiędzy producentem a docelowym konsumentem. Fakt, że chce na tym zarobić, ale fabryczne usterki nie są winą sprzedawcy, a tak moim zdaniem oni są czasami traktowani w sklepach.

Zresztą to widać nie tyko przy sprzęcie, codziennie w sklepach widać najazdy na ekspedientów i ekspedientki za coś czego nie zrobili, ot tak aby klient niezadowolony mógł się wyżyć. Nic dziwnego, że sprzedawcy tym bardziej w małych sklepach podchodzą z dystansem.

jpyt
17-11-2010, 16:21
teraz kupiłem p7000....prosto z półki w saturnie....poszedłem do kasy....nawet nie włączałem...wszystko działa, jak należy...czyli co hardcor ze mnie?....nie po prostu nie panikuje;)

No to szczerze gratuluje. Ja mojego D7000 przetestowałem na tyle ile się dało w sklepie (bateria była nie za świeża, a i warunki nie za dobre chociaż sprzedawca nie poganiał) a potem po 4 godzinach zabawy w domu okazało się, że jest walnięta matryca. Następnego dnia rano D7000 pojechał do serwisu i raczej trudno mi powiedzieć że jestem zadowolny z tego faktu. Nawet jeśli serwis wymieni mi body na nowe to ..... to będzie to najszybciej pewnie za 2 może 3 tygodnie.

Fortaigne
17-11-2010, 16:31
To samo napisz do powiatowego urzędu konsumenta to odpowiedzą Ci rzeczowo i zgodnie z prawem co i jak wygląda. Każdy coś słyszał, coś wie i na tej podstawie bym nie ferował wyroków. Tam otrzymasz (mailowo) rzeczowa odpowiedź.

HN70
17-11-2010, 16:35
No właśnie, sprzedawca jest tylko pośrednikiem pomiędzy producentem a docelowym konsumentem. Fakt, że chce na tym zarobić, ale fabryczne usterki nie są winą sprzedawcy, a tak moim zdaniem oni są czasami traktowani w sklepach. Fabryczne usterki nie są także winą kupującego.
Wina leży po stronie producenta, a AUTORYZOWANY PRZEZ PRODUCENTA sprzedawca może być traktowany w oczach klienta jako jego przedstawiciel. To sprzedawcy powinno zależeć na tym, aby klient był zadowolony - czytaj: kupił sprzęt, który pozbawiony jest wad fabrycznych. A jeśli nie jest w stanie dostarczyć takiego sprzętu klientowi to przynajmniej powinien prowadzić pro-kliencką politykę wymiany wadliwego sprzętu na nowy (zwrot nawet w ciągu 1 dnia od daty zakupu) lub umożliwić dokładne przetestowanie sprzętu za dobrych parę(naście) tysięcy PLN.

Sprzedaż na zasadzie "jestem tylko pośrednikiem i jeśli kupisz ode mnie szmelc to ja umywam rączki" może być dobry w handlu małpkami, a nie sprzętem za grubą kasę. Nabicie na puszcze kilkudziesiesięciu zdjęć może odstraszyć przed zakupem niedzielnego pstrykacza (który najczęściej nie wyda takiej kasy na aparat foto), a nie kogoś, kto wie co oznacza błądzenie po serwisach z walniętym AF, czy niedogadującymi się szkłami z body, trafioną matrycą, itp....

Sendilkelm
17-11-2010, 16:39
Fabryczne usterki nie są także winą kupującego.
Wina leży po stronie producenta, a AUTORYZOWANY PRZEZ PRODUCENTA sprzedawca może być traktowany w oczach klienta jako jego przedstawiciel.
To idź do tego autoryzowanego, a nie kupujesz w pierwszym lepszym sklepie internetowym. Tam będziesz miał na pewno okazje przetestować dobrze to co chcesz kupić



Sprzedaż na zasadzie "jestem tylko pośrednikiem i jeśli kupisz ode mnie szmelc to ja umywam rączki" może być dobry w handlu małpkami, a nie sprzętem za grubą kasę. Nabicie na puszcze kilkudziesiesięciu zdjęć może odstraszyć przed zakupem niedzielnego pstrykacza (który najczęściej nie wyda takiej kasy na aparat foto), a nie kogoś, kto wie co oznacza błądzenie po serwisach z walniętym AF, czy niedogadującymi się szkłami z body, trafioną matrycą, itp....

I w tym momencie dyskryminujesz tych co kupują małpki, może komuś nie jest potrzebna lustrzanka, a chce być traktowany tak samo jak każdy inny klient, tu nie ma różnicy czy coś kosztuje 100 zł czy 5000 zł. Bo gdzie kończy się granica cenowa sprzętu przy którym mielibyśmy być inaczej traktowani?

HN70
17-11-2010, 16:49
To idź do tego autoryzowanego, a nie kupujesz w pierwszym lepszym sklepie internetowym. Tam będziesz miał na pewno okazje przetestować dobrze to co chcesz kupić
Rozumiem, że znasz sklep stacjonarny, w którym pozwolą mi strzelić minimum 20 zdjęć daną puszką?



I w tym momencie dyskryminujesz tych co kupują małpki, może komuś nie jest potrzebna lustrzanka, a chce być traktowany tak samo jak każdy inny klient, tu nie ma różnicy czy coś kosztuje 100 zł czy 5000 zł. Bo gdzie kończy się granica cenowa sprzętu przy którym mielibyśmy być inaczej traktowani? Rozumiem, że dla ciebie nie ma różnicy, czy handluje się ziemniakami, czy sprzętem nikona? W jednym i drugim przypadku obowiązuje zasada: "szybko pan zapłać i wynocha". ;-)

Sendilkelm
17-11-2010, 16:56
Rozumiem, że znasz sklep stacjonarny, w którym pozwolą mi strzelić minimum 20 zdjęć daną puszką?
Wiele, wystarczy być uprzejmym ... Ale pewnie nie kupisz tam sprzętu, bo będzie o 300 zł droższy. Właśnie w tym tkwi wielki problem, bo każdy by chciał najniżej z darmową dostawą do domu i jeszcze żeby sprzedawca nie robił problemów.


Rozumiem, że dla ciebie nie ma różnicy, czy handluje się ziemniakami, czy sprzętem nikona? W jednym i drugim przypadku obowiązuje zasada: "szybko pan zapłać i wynocha". ;-)
Ja pisałem o małpkach o których wspomniałeś, a nie ziemniakach. Sam podzieliłeś na małpki i drogi sprzęt, który (ten o którym mowa d7000) wg Nikona nim nie jest. Wg mnie nie ważne co i gdzie kupujesz, klient powinien być traktowany tak samo. Sprzedawca też.

HN70
17-11-2010, 17:09
300pln - za pewność, że nie kupuje się szmelcu z odrzutów nikona ? To przyzwoita stawka.

ziemniaki - to był żart ";-)" , ale faktem jest, że jeśli ktoś planuje zakup aparatu za 400pln to ewentualna wpadka i odesłanie do serwisu (nawet jeśli serwis przez pół roku będzie udawał, że coś z małpką robi, a na końcu odeśle tak samo wadliwy aparat) będzie mniej uciążliwe dla kogoś kto wyda 5000-10000pln i zostanie tak samo potraktowany przez serwis....nieprawdaż?

Acz oczywiście każdy powinien być traktowany uczciwie. To taka sama prawda jak "duży może więcej".
Może faktycznie duże MEGASTORY powinny bardziej przycisnąć producentów w sprawie bardziej pro-klienckiej polityki zwracania wadliwych fabrycznie urządzeń?



A tak na marginesie to wolałbym, aby to sprzedawca miał problem z wadliwą fabrycznie puszką, niż ja.....
A jedyna moja przewaga nad sprzedawcą to ta, że to ja mam pieniądze, a on towar, a nie odwrotnie. I to jemu powinno zależeć na sprzedaniu wolnego od wad fabrycznych towaru. Ja mogę sobie wybrać u kogo kupię. CZASY PRL-u się skończyły, gdzie podły klient był traktowany jak namolna mucha pragnąca tylko oszukać Pana Sprzedawcę.

Sendilkelm
17-11-2010, 17:15
ziemniaki - to był żart ";-)" , ale faktem jest, że jeśli ktoś planuje zakup aparatu za 400pln to ewentualna wpadka i odesłanie do serwisu (nawet jeśli serwis przez pół roku będzie udawał, że coś z małpką robi, a na końcu odeśle tak samo wadliwy aparat) będzie mniej uciążliwe dla kogoś kto wyda 5000-10000pln i zostanie tak samo potraktowany przez serwis....nieprawdaż?

No właśnie nie. Dla wielu ludzi odesłanie do serwisu sprzętu za 15 000 zł będzie gratką, bo na ten czas kupią sobie zapasowy. Z kolei dla innych, którzy mają tylko małpkę za 400 zł może być problemem odesłanie aparatu do serwisu, bo nie mają jak zdobyć innego, nawet już nie mają kasy kupić zastępczy za 150 zł.



A tak na marginesie to wolałbym, aby to sprzedawca miał problem z wadliwą fabrycznie puszką, niż ja.....
A jedyna moja przewaga nad sprzedawcą to ta, że to ja mam pieniądze, a on towar, a nie odwrotnie. I to jemu powinno zależeć na sprzedaniu wolnego od wad fabrycznych towaru.
No właśnie, a czasy są takie, że sprzedawca sprzeda wszystko aby tylko mieć kasę, ale to pewnie między innymi dlatego, że przyjdzie mu klient z zalaną puszką i będzie chciał wyłudzić zwrot. Kto mieczem wojuje, od miecza ginie.

Antonioo
17-11-2010, 17:17
Fabryczne usterki nie są także winą kupującego.
Wina leży po stronie producenta, a AUTORYZOWANY PRZEZ PRODUCENTA sprzedawca może być traktowany w oczach klienta jako jego przedstawiciel. To sprzedawcy powinno zależeć na tym, aby klient był zadowolony - czytaj: kupił sprzęt, który pozbawiony jest wad fabrycznych. A jeśli nie jest w stanie dostarczyć takiego sprzętu klientowi to przynajmniej powinien prowadzić pro-kliencką politykę wymiany wadliwego sprzętu na nowy (zwrot nawet w ciągu 1 dnia od daty zakupu) lub umożliwić dokładne przetestowanie sprzętu za dobrych parę(naście) tysięcy PLN.

Sprzedaż na zasadzie "jestem tylko pośrednikiem i jeśli kupisz ode mnie szmelc to ja umywam rączki" może być dobry w handlu małpkami, a nie sprzętem za grubą kasę. Nabicie na puszcze kilkudziesiesięciu zdjęć może odstraszyć przed zakupem niedzielnego pstrykacza (który najczęściej nie wyda takiej kasy na aparat foto), a nie kogoś, kto wie co oznacza błądzenie po serwisach z walniętym AF, czy niedogadującymi się szkłami z body, trafioną matrycą, itp....


Panie Kolego, bo zamiast włątku dotyczącego pomocy zaczyna się koncert życzeń jak być powinno...., gwarantuję Ci, że taka firma na załóżmy, że na 100 sprzedanych dziennie produktów w dniach najbliższych 90 wróci z powrotem, a bo to nie pasi, a bo to nie działa, a bo przecież można wymienić.....i hura...bujaj się ze zwrotami....a takie zwroty to co?,,,,można jeszcze sprzedać, czy już nie wypada??? a karty, to co?? kreślić daty, czy czekać aż NP wymieni na nowe- ok 1 mc czasu....no paranoja jakaś....

jeśli już, to miej życzenia do Nikon corp w Japonii.....żeby ..." prowadzili pro-kliencką politykę wymiany wadliwego sprzętu na nowy (zwrot nawet w ciągu 1 dnia od daty zakupu) lub umożliwić dokładne przetestowanie sprzętu za dobrych parę(naście) tysięcy PLN.".......

bo to jest jedno wielkie pobożne życzenie.....dlaczego sprzedawca ma się tym zajmować???

Cichy
17-11-2010, 17:21
dokładnie, obiektyw to możesz sobie testować na wszystkie strony

A to ciekawe.

Czyli mogę sobie kupić 400/2.8 iść na mecz, zrobić zdjęcia a po tygodniu oddać ?

Antonioo
17-11-2010, 17:27
A to ciekawe.

Czyli mogę sobie kupić 400/2.8 iść na mecz, zrobić zdjęcia a po tygodniu oddać ?

nie, możesz wziąć swoje body do sklepu i strzelić kilka fot....o to raczej chodziło....no i mieć świadomość, że jak Ci upadnie podczas testowania, to niestety płacisz....;)

cupcakee
17-11-2010, 17:28
Ogolnie sie przyjelo, ze sprzet nowy jest wolny od wad. Chociaz buble tez sie zdarzaja np.Nikon ;)
Jesli po zakupie zauwazysz jakies nieprawidlowosci masz prawo rzadac wymiany na nowy lub zwrotu pieniedzy.

cybermar
17-11-2010, 17:28
A to ciekawe.

Czyli mogę sobie kupić 400/2.8 iść na mecz, zrobić zdjęcia a po tygodniu oddać ?

mysle ze bez problemu , nalozysz tylko filtr aby przednia soczewka byla IDEALNA i w czym problem;)?

hydra_nt
17-11-2010, 17:31
A to ciekawe.

Czyli mogę sobie kupić 400/2.8 iść na mecz, zrobić zdjęcia a po tygodniu oddać ?

Tak, a później pójdziesz do drugiego sklepu ( lub co niektórzy w tym samym) i zrobisz podobnie z innym obiektywem i tak roczek zleci .... Z tego powodu jak ktoś pamięta, kiedyś wycofano możliwość zwrotu zakupionego towaru bez uzasadnienia . Okazało się , że pomysłowość ludzi jest nie do ogarnięcia.

Antonioo
17-11-2010, 17:32
nie wydaję się Wam, że dyskusja podążyła w nie tym kierunku co trzeba?....proponowałbym zamknięcie wątku, bo dalsze dywagowanie na ten temat jest bez sensu....

hydra_nt
17-11-2010, 17:40
Przeczytać dokładnie warunki gwarancji , porozmawiać ze sprzedawcą w miłej atmosferze o warunkach, w jakich można reklamować (czy wymienić) towar w jakich nie. Nie będzie ktoś zadowolony - trzeba zmienić sklep lub markę. Należy być świadomym zakupu i konsekwencji - naprawdę dłużej się pożyje - czego Wszystkim życzę. :)

cybermar
17-11-2010, 17:41
zaraz na forum będziemy mieć kupe sampli z wypasionych szkieł które ludzie " popożyczają " od sklepów:) . Swoją drogą to po co płacić w Sigmie PROCENTRUM - skoro i tak kaucje pobierają, lepiej "kupić" i oddać. hehe

Ciężkie jest życie sprzedawcy..

Popieram że wątek do zamknięcia.!

HN70
17-11-2010, 21:57
Ok.
Przepraszam, że założyłem ten temat.

Rozumiem, że nie ma wyjścia. Muszę zaakceptować loterię przy zakupie aparatu. Może będę miał szczęście i kupię od razu sprzęt, który będzie działał. Może nie będę miał szczęścia i kupię sprzęt z wadą fabryczną.
W drugim przypadku, będzie to tylko i wyłącznie mój problem, bo sprzedawca po zainkasowaniu wpłaty wszelkie uwagi dotyczące wadliwego działania sprzętu będzie traktował jako bezczelną próbę wyłudzenia kasy lub w najlepszym wypadku jako próbę zawracania mu głowy sprawami, za które nikt mu nie zapłaci. Bo oczywiście wszyscy uczciwi obywatele już dawno opuścili ten kraj mlekiem i miodem płynący. Pozostali tylko wredni i cwani klienci, którym czasami zdarzy się pech zakupu szmelcu za ciężko zapracowaną kasę.

Pechowcowi pozostanie jedynie znany z wysokiej jakości usług serwis w Warszawie.

OK.
Zrozumiałem. Dziękuję za pouczającą lekcję.


Przez chwilę myślałem, że może wspólnymi siłami (klientów i sprzedawców) uda się wymyślić sposób na rozsądne rozwiązanie problemu serwisu po-sprzedażowego. Bo głównym winowajcą nie jest ani klient, ani sprzedawca, ale PRODUCENT...... ale widocznie nic się nie zmieniło w mentalności obywateli.....


wątek można zamknąć.

ostatni gasi światło.

jamirq
17-11-2010, 22:31
No cóz rzeczywistość nie jest idealna. Ty jesteś teraz klientem i chcesz jak najlepiej dla siebie i uważasz ze te kilka tys jest duża kasą. Dla innych te kilka tys jest niczym tylko 1/3 szkla, a dla jeszcze innych wynagrodzeniem za pól roku. Postaw się na miejscu sprzedawcy i zastosuj wobec siebie te same roszczenia od potencjalnych klientów i zestaw to z realnymi kontaktami z producentem. Jest fajnie? O nie nie nie.

Erie
17-11-2010, 23:36
A może by tak sam sprzedawca zanim zacznie sprzedawać sprzęt przetestował go na okoliczność walniętego AF, matrycy, itp ? W końcu sprzedaż sprzętu za grubą kasę to nie handel marchewką - Takie rozwiązanie dla mniejszych firm sprzedających kilka puszek tygodniowo :-)

W przypadku większych firm, sprzedających po kilkaset puszek w tygodniu (są takie?) - wystarczyła by pro-konsumencka obsługa zwrotów. Jeśli nie ma zewnętrznych oznak uszkodzenia (np: uderzenie), a wada ma taki charakter, że mogła by wydarzyć się w fabryce (słynny walnięty AF, czy matryca, itp) to firma wymienia sprzęt na nowy (w ciągu załóżmy 3 dni od daty zakupu), a mając TAKI obrót sama sobie wynegocjuje (Z POZYCJI SIŁY) odbiór bubli przez zginający się pokłonach serwis nikon PL.

Proste?

jeżeli sprzedawca ma czas na to by każdego dnia przetestować np. 5 korpusów Canona, z drugie tyle Nikona to może i mógłby się w to bawić, ale jest mały problem - klienci chcą nówkę nieśmiganą, z zerowym stanem licznika i wówczas jest dupa blada, a nie testy - sklep może przetestowac dla klienta konkretny egzemplarz aparatu, ale w procesie zamawiania klient MUSI wpisać to w uwagach, aby potem nie było z tym problemów (tak działa parę znanych mi dobrych sklepów)

w drugiom przypadku... no cóż... największy sprzedawca aparatów w Polsce, czyli FJ tez ma problemy z serwisem Nikona, więc nie sądzę aby z pozycji siły można by coś Nikonowi narzucać :D

Fantomas-wawa
18-11-2010, 02:47
Ok.
Przepraszam, że założyłem ten temat.


OK.
Zrozumiałem. Dziękuję za pouczającą lekcję.


Przez chwilę myślałem, że może wspólnymi siłami (klientów i sprzedawców) uda się wymyślić sposób na rozsądne rozwiązanie problemu serwisu po-sprzedażowego. Bo głównym winowajcą nie jest ani klient, ani sprzedawca, ale PRODUCENT...... ale widocznie nic się nie zmieniło w mentalności obywateli.....


wątek można zamknąć.

ostatni gasi światło.


nie przepraszaj, zawsze sie znajdzie jakis madrzejszy od Ciebie ktory pozjadal rozumy i zamiast konkretnie doradzic zacznie sie wymadrzac ..
a teraz konkrety:
oddawalem dwa aparaty po wyjsciu ze sklepu dzien-dwa po kupnie ..
pierwszy raz analoga - kupiony byl w nieistniejacym juz sklepie (wiec nie polecam :) ) dla mojej siostry ciotecznej .. pech chcial, ze ktos z rodziny bez konsultacyjnie :) wpadl na ten sam pomysl ... dwa dni po zakupie podjechalem do sklepu opisujac cala sytuacje .. przyjeli, a pani za lada powiedziala, ze w takim razie ma klisze w aparacie za darmo i moze nia zrobic 24 zdjecia zanim wlozy go do pudelka dla nastepnego klienta :)

drugi raz umowilem sie ze sprzedawca, ze jezeli cos nie bedzie tak czy moge go oddac na drugi dzien .. byl srodek tygodnia wiec przemawialo to, ze nie wezme go na jakis slub/urodziny .. od razu ze sklepu pojechalem do serwisu podlaczyli mi go do komputera przetestowali, wyszlo, ze ma kilka zlych pikseli oprocz tego, ze aparat chyba jest powystawowy bo ma ponad 1500 zdjec na liczniku .. zaplacilem jakies grosze podziekowem i tego samego dnia oddalem aparat .. sprzedawca przyjal bez zmruzenia oka odkladajac go na polke ..

trzeci raz zrobilem to samo .. ale kupowalem uzywany i juz od znanej mi osoby .. umowielem sie, ze mam czas 2-3 dni do testow .. serwis powiedzial, ze aparat jest ok tylko, ze ma az 2 tysiace zdjec .. sprzedajaca osoba pokazywala mi rachunek i mowila, ze przez rok praktycznie lezal w szafie bo uzywala drugiego firmowego .. 2 tysiace na rok to juz chyba da sie zaakceptowac :) .. wiec kupilem ..

reasumujac .. ustawa ustawa, a dogadac sie mozna wszedzie tylko trzeba woli, a nie madral ktorzy karza Ci przegladac cale forum :)
aahhaa a w miedzyczasie kupowalem jakis aparat w MM .. powiedzieli, ze moge go wymienic jak mi cos nie bedzie pasowac .. nie wiem jak jest teraz ..

jutro jade ze znajomym prawdopodobnie po D90 bo decyzja jeszcze nie zapadla .. wiec tez bedziemy sie dopytywac co do zwrotu w przypadku wad ukrytych :)

Azazel85
18-11-2010, 03:46
Nie czytałem dokładnie całego wątku - więc być może powtórzę coś co ktoś już napisał.

W skrócie Wam powiem - w dobrym sklepie, nie będzie problemu.

Ale, "dobry" sklep to zazwyczaj będzie miał trochę wyższą cenę - to jest znak że nie zależy im na wypychaniu na ślepo ile się da, tylko stawiają na lojalność klienta, który za te parę złoty więcej, kupi spokój, kupi uczciwość sprzedawcy.

Oczywiście, pod warunkiem że i Ty będziesz w porządku wobec sklepu/sprzedawcy.

Bo wiesz co zrobi sprzedawca jak przyjdziesz i z tymi swoimi paragrafami mu wyjedziesz? Powie Ci żebyś napisał sobie pismo, on je przyjmie i poda dalej do działu reklamacji - i tu się jego rola skończy i dalej Cie oleje, bo to dział reklamacji będzie z Tobą rozmawiał. Sklep zazwyczaj wie kiedy jest winny a kiedy nie - i jak odrzuci Twoje roszczenia, Ty pójdziesz do rzecznika, rzecznik może nawet w Twoim imieniu aż napisze pismo że sprawa się może zakończyć w sądzie a ów dział reklamacji Wam odpisze że możecie sobie iść do sądu ;) Powodzenia :)
To oczywiście ten gorszy scenariusz - ale tak często się kończą roszczenia i wymagania.

Ale jak podejdziesz do tego jak człowiek, ze sprzedawcą się np jakoś umówisz, nie będziesz chciał przecwaniaczyć - w takim sklepie bez problemu raczej w ciągu pierwszych kilku dni od zakupu wymienią Ci sztukę za sztukę. I tyle.

Mówię oczywiście o sklepach stacjonarnych cały czas.
Po prostu wszystko zależy od wzajemnej dobrej woli, szacunku sprzedawcy wobec Ciebie, i Twojego szacunku do jego pracy. Bo jak będziesz chciał mu udowadniać co on musi, to domyślasz się jak to się skończy. Po prostu żyj i daj żyć innym. Pamiętaj że takich jak Ty dziennie jest tam dziesięciu. A wielu klientów niestety sądzą że jak chcą wydać kilka zł oczekują traktowania jak jakieś bóstwo[? nie wiem czy dobrze napisałem] - będąc jednocześnie niemiłymi i niegrzecznymi, z ewidentnie włączonym "roszczeniowym trybem". Najlepsi bywają Ci rzucający "ja to zarabiam ileś tam tysięcy i pan to mi może" - a chwilę potem pytający ile dostaną rabatu :lol:

Oczywiście - można po prostu wejść na takie ceneo, zamówić w pierwszym sklepie od góry, i zacząć odmawiać Zdrowaśki :)

Niestety, kupując cokolwiek zawsze jest ryzyko że okaże się że nie będziemy do końca zadowoleni z tego czy innego powodu. Dotyczy to nas wszystkich i chyba niemalże każdej dziedziny. Jak się komuś nie podoba - może nie kupować :)

Zawsze możesz się też zabezpieczyć wykupując ubezpieczenie sprzętu od m.in. uszkodzeń mechanicznych powstałych również z (teoretycznie nieumyślnej) winy użytkownika ;) To daje jakieś tam dodatkowe opcje. Choć 100% gwarancji i zabezpieczenia nie ma nigdy.

A podsumowując ten mój przydługi wywód i odpowiadając bezpośrednio na Twoje pytanie z tematu - To zależy :)
Może być tak że sklep zwrot przyjmie bez problemu z tytułu tych 10 dni, a może być i tak że jak będą chcieli to zawsze znajdą uzasadnienie do odrzucenia Twojego roszczenia. Klauzulę "sprzęt nie może nosić śladów użytkowania" przypiąć da się do wszystkiego - a wtedy zostaje tylko sąd.

Jakby interesowało Cię coś konkretniej, pisz na prv.

Fantomas-wawa
18-11-2010, 16:38
dzis kupilem z kumplem D90 + 18-105VR .. ma 7 dni rekojmi, jakby kupowal przez net mialby 10 (odpowiedz sprzedawcy) .. oczywiscie natychmiast pojechalismy do serwisu - wszystko ok .. tylko .. no wlasnie .. w sklepie obok nas kules kupowal D7K .. podlaczyl jedno body do swojego obiektywu .. ostrzy, nie ostrzy .. dali mu drugie ostrzy .. kupil drugie .. ciekawe czy to pierwsze nie pojdzie via net :)

wojtas0009
18-11-2010, 17:15
w jakim sklepie brałeś z kumplem tego D90? ( i gratuluje udanego zakupu ;) )

Feadin
20-11-2010, 01:07
Na wstępie zaznaczę, że studiuję prawo :P

Słuchajcie, generalnie z zakupami w sklepie stacjonarnym, nie przez internet, istnieje przez 6 miesięcy od wydania towaru domniemanie, że sprzęt był niezgodny z umową w momencie jego wydania. Czyli jeżeli przez 6 miesięcy ujawni się nieznana w momencie sprzedaży wada, to na sprzedawcy ciąży ciężar udowodnienia, że to konsument spowodował usterkę (Art. 4 ustawy o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej). Poza tym w art. 8 ust. 1 tejże ustawy mamy taki zapis: "Jeżeli towar konsumpcyjny jest niezgodny z umową, kupujący może żądać doprowadzenia go do stanu zgodnego z umową przez nieodpłatną naprawę albo wymianę na nowy, chyba że naprawa albo wymiana są niemożliwe lub wymagają nadmiernych kosztów."

Nie jest to więc kwestia uznania sprzedawcy, a obowiązek (z którego jest zwolniony jedynie w szczególnych przypadkach). Inna rzecz, że faktycznie nie ma co się rzucać w rozmowie i straszyć przepisami, w pierwszej kolejności trzeba spróbować się dogadać. Warto natomiast znać swoje prawa. W ostateczności, można iść rzeczywiście ze sprawą do rzecznika praw konsumenta - gdy już stoi za naszymi plecami, to sprzedawcy zwykle jednak "miękną". Prawda jest taka, że to oni w ramach ryzyka prowadzonej działalności, w pierwszej kolejności odpowiadają, gdy coś jest nie tak z produktem, tak, żeby roszczenia klienta jak najszybciej zaspokoić; rozliczenie z producentem jest zaś sprawą drugorzędną z perspektywy konsumenta.

Ważna kwestia - nie trzeba w ogóle powoływać się na gwarancję (no chyba że jakimś cudem gwarantuje super warunki), ani na rękojmię, należy sprzedawcy uświadomić, że dochodzi się swoich praw na podstawie niezgodności towaru z umową. Na zgłoszenie sprzedawcy niezgodności są zasadniczo 2 miesiące od ujawnienia się tej niezgodności. Zaś cały okres ochrony z tytułu niezgodności towaru z umową trwa 2 lata.

Warto także wiedzieć, że jeżeli kupujący, z powodów niemożliwości naprawy/wymiany lub gdyby powodowały one nadmierne koszty, nie może żądać właśnie naprawy ani wymiany, albo jeżeli sprzedawca nie zdoła uczynić zadość takiemu żądaniu w odpowiednim czasie lub gdy naprawa albo wymiana narażałaby kupującego na znaczne niedogodności, ma on prawo domagać się stosownego obniżenia ceny
albo odstąpić od umowy; od umowy nie może odstąpić, gdy niezgodność towaru
konsumpcyjnego z umową jest nieistotna. Przy określaniu odpowiedniego czasu
naprawy lub wymiany uwzględnia się rodzaj towaru i cel jego nabycia.

Tak więc warto, gdy zachodzą do tego przesłanki, próbować także dogadać się co do obniżenia ceny produktu.


Odrębną kwestią jest zamawianie produktów w sklepie internetowym (w ogóle każda sprzedaż na odległość), co z kolei podpada nie tylko pod sprzedaż konsumencką, ale i pod ustawą o ochronie niektórych praw konsumentów.

Warto znać ten przepis:

Art. 7.
1. Konsument, który zawarł umowę na odległość, może od niej odstąpić bez podania przyczyn, składając stosowne oświadczenie na piśmie w terminie dziesięciu dni, ustalonym w sposób określony w art. 10 ust. 1(w przepisie tym chodzi o to, że termin liczy się od wydania rzeczy). Do zachowania tego terminu wystarczy wysłanie oświadczenia przed jego upływem.
2. Nie jest dopuszczalne zastrzeżenie, że konsumentowi wolno odstąpić od umowy za zapłatą oznaczonej sumy (odstępne).
3. W razie odstąpienia od umowy umowa jest uważana za niezawartą, a konsument jest zwolniony z wszelkich zobowiązań. To, co strony świadczyły, ulega zwrotowi w stanie niezmienionym, chyba że zmiana była konieczna w granicach zwykłego zarządu. Zwrot powinien nastąpić niezwłocznie, nie później niż w terminie czternastu dni. Jeżeli konsument dokonał jakichkolwiek przedpłat, należą się od nich odsetki ustawowe od daty dokonania przedpłaty.

Przy czym parę uwag - wymóg złożenia na piśmie oznacza, że musi ono być fizycznie na papierze, z podpisem. Wysłanie e-maila to nie jest forma pisemna! Najlepiej po prostu wysłać listem poleconym odpowiednie oświadczenie.

Dzień wydania rzeczy przy wysyłce towaru - przeważnie jest to dzień, kiedy otrzymujemy przesyłkę i od tego się liczy termin. Wyjątkowo liczy się od wydania rzeczy przez sprzedawcę przewoźnikowi, gdy ma on nam dostarczyć rzecz w inne miejsce niż nasze miejsce zamieszkania lub siedziba naszego przedsiębiorstwa (gdy prowadzimy działalność gospodarczą). Warto o tym pamiętać, gdy np. kurier ma nam dostarczyć przesyłkę do miejsca naszej pracy.

Istotna rzecz - jeżeli producent nie poinformuje nas przy składaniu zamówienia o przysługującym nam prawie odstąpienia w terminie 10-dniowym - to mamy prawo zwrotu towaru w terminie 3 miesięcy! Obecnie jednak to już rzadka sytuacja, ale warto wiedzieć, gdyby się zdarzyła.

Gdybyśmy rezygnowali w ten sposób z towaru, to koszty przesyłki obciążają nas, a nie sprzedawcę - on ma zwrócić to, co my mu zapłaciliśmy (chyba że zachodzi wspomniany wcześniej a wynikający z przedpłaty obowiązek zwrotu odsetek ustawowych.

Wiem, że post jest długi :P, ale mam nadzieję że komuś to pomoże. W razie wątpliwości mogę coś jeszcze ewentualnie wyjaśnić, ale lojalnie uprzedzam, że wszystkich wątków nie odwiedzam, więc ewentualnie piszcie na priva, a ja coś dopiszę tutaj, jeśli tylko nie wykroczy to poza stan mojej wiedzy ;).

jpyt
20-11-2010, 01:13
Feadin - dzięki za super wyjaśnienie.
Jeśli mogę jeszcze dopytać to jak to jest jeśli zakup jest na firmę (duża grupa użytkowników tego forum tak właśnie robi) ? Z tego co się orientuję, firma powinna reklamować z tytułu rękojmi a osoba fizyczna z tytułu niezgodności z umową. Tylko jak to jest z rękojmią - daje takie same prawa firmie jak niezgodność z umową osobie fizycznej?

Feadin
20-11-2010, 02:24
Sprawa wygląda tak:

A) Niezgodność z umową - na to może się powołać, wg ustawy, osoba fizyczna, która nabywa tę rzecz w celu niezwiązanym z działalnością zawodową lub gospodarczą. Nie da rady się podpiąć pod to w przypadku zakupu sprzętu foto dla przedsiębiorstwa foto.

B) Sprzedaż na odległość - tutaj obowiązuje nieco inna definicja konsumenta, mianowicie jest nim osoba fizyczna dokonującą czynności prawnej niezwiązanej bezpośrednio z jej działalnością gospodarczą lub zawodową. Czyli gdyby np. przedsiębiorstwo zajmowało się doradztwem podatkowym, a chciałoby zakupić sprzęt foto w celu dokumentowania spotkań integracyjnych pracowników - to nie będzie w bezpośrednim związku z działalnością gosp./zaw., więc możnaby w takim wypadku odstępować w ciągu 10 dni od umowy. Co do przedsiębiorstwa fotograficznego - teoretycznie możnaby próbować udowodnić że akurat dany sprzęt będzie służył w celach pamiątkowych ;P, no ale coś takiego uczciwie przyznam - gdyby ktoś to zauważył, nie przejdzie.

C) Rękojmia za wady - na to przedsiębiorcy mogą się jak najbardziej powoływać. Różnice jednak są spore - podstawa to czas trwania - jedynie rok. Do sprzedawcy trzeba się zgłosić z wadą w ciągu miesiąca od jej ujawnienia (a jeżeli w stosunkach danego rodzaju zbadanie rzeczy przed wydaniem jest przyjęte - czyli przy sprzęcie foto wchodzi to w grę - to w terminie miesiąca od czasu, w którym wadę kupujący mógł wykryć, zachowując należytą staranność; w praktyce więc tylko miesiąc od daty zakupu przysługuje nam w miarę bezstresowo, w okresach późniejszych sprzedawca zawsze może zasłaniać się właśnie tym, że powinno się taką wadę zauważyć wcześniej). Sprzedawca odpowiada za wadę, niezależnie od jego winy, niezależnie także od jego stanu wiedzy o sprzedawanym przedmiocie. Rękojmię wyłącza fakt, że kupujący wiedział o istnieniu wady. Ważne, że strony mogą odpowiedzialność z tytułu rękojmi ograniczyć, lub nawet wyłączyć (czego nie można jednak uczynić w obrocie konsumenckim albo gdy sprzedawca podstępnie zataił wadę) Trzeba więc uważnie czytać umowę sprzedaży, jeżeli taka jest, ewentualnie jakiś wzorzec umowny, z jakim mogliśmy się zapoznać.

Uprawnienia kupującego z tytułu rękojmi (przy czym nie można korzystać z kilku naraz, np. po udanej naprawie nie można jeszcze żądać obniżenia ceny; można natomiast z jednego po drugim, jeżeli w wyniku skorzystania z poprzedniego wada nie została usunięta, a nic innego nie wynika z tego uprawnienia):
- odstąpienie od umowy, chyba że sprzedawca wymieni rzecz na wolną od wad albo te wady usunie, niezwłocznie. Nie znaczy to natychmiast, bo jeżeli usterka wymaga wysyłki do serwisu, to trzeba uznać, że to właśnie będzie oznaczać niezwłocznie - bez nieuzasadnionej zwłoki, bo taka zwłoka (potrzebna na naprawę) była uzasadniona. Sprzedawca może jednak tak postąpić raz - jeżeli rzecz nadal będzie wadliwa, to mamy prawo odstąpić od umowy
- kupujący może żądać obniżenia ceny
- jeżeli rzecz jest oznaczona co do gatunku (czyli mówiąc najprościej, gdy np. przyszło się do sklepu z zamiarem zakupu dowolnego modelu sprzętu i taki się wzięło) - można żądać dostarczenia zamiast rzeczy wadliwych rzeczy wolnych od wad i naprawienia szkody wynikłej z opóźnienia
- jeżeli rzecz jest oznaczona co do tożsamości (czyli np. dany model nam się spodobał, wiemy że chodzi o rzecz o danym numerze seryjnym, dany przedmiot jest w jakimś stopniu unikalny, albo umówiliśmy się nie tylko co do modelu, tylko co do konkretnego egzemplarza i tylko on miał być przedmiotem sprzedaży) - można żądać usunięcia wady przez naprawę, wyznaczając przy tym termin, z zagrożeniem że po jego bezskutecznym upływie odstąpi się od umowy

Kwestia rzeczy oznaczonej co do tożsamości/co do gatunku jest płynna, najłatwiej dostrzec to na przykładzie samochodu - jeżeli Kowalski idzie do salonu, kupuje BMW serii 1 z wyposażeniem podstawowym, to jest to rzecz oznaczona co do gatunku; jeżeli zaś dobiera indywidualnie odcień lakieru, nawigację, zamawia niestandardowy zestaw głośników i tapicerkę ze skóry nosorożca - to będzie to już samochód oznaczony co do tożsamości. Piszę to dlatego, żeby ukazać, że w zależności od podejścia stron, niektóre rzeczy kwalifikują się do różnych grup; a roszczenia są wtedy inne. W przypadku sprzętu foto należałoby przyjąć, że jeżeli jest dużo dostępnych egzemplarzy, to będą one oznaczone co do gatunku, natomiast jeżeli ciężko coś kupić, trzeba długo czekać, sztuki są trudno dostępne, sprowadzane - wtedy można taki sprzęt uważać za oznaczony co do tożsamości.

Jeszcze odnośnie terminów - jeżeli wada ujawni się np w ostatnim dniu obowiązywania rękojmi, to chociaż następnego dnia ona wygasa, kupujący i tak ma jeszcze miesiąc na zgłoszenie tego sprzedawcy.

No i rodzynek - mimo upływu terminów rękojmia nie wygasa, jeżeli sprzedawca podstępnie zataił wadę. (Inna sprawa, że czasami może być to trudne do udowodnienia.) Ponadto, jest taki wyrok Sądu Najwyższego w którym sędziowie uznali, że jeżeli towar zaopatrzono w znak jakości, to należy to traktować jak zapewnienie sprzedawcy o niewadliwości towaru. Nie jest to jednak powszechnie uznawane stanowisko.

No, z grubsza tak wygląda kwestia rękojmi, przynajmniej w ogólności. Jak widać, różni się sporo od niezgodności towaru z umową.

Azazel85
20-11-2010, 03:00
[...]
Feadin - super, dzięki za mocno merytoryczne informacje.

Ale... :)

(dodam że nie studiuję ani nie zajmuję się prawem - tylko staram się to rozumieć moim prostym "chłopskim" rozumem)

Piszesz że w ciągu 6ciu miesięcy od zakupu, cokolwiek by się nie stało, sprzedawca jest zawsze winien i to on musi się bronić i udowadniać swoją niewinność (a ponoć udowadnia się winę a nie niewinność :)).
A co dokładnie oznacza "nieznana wada"? Co można pod to podciągnąć a co nie?
I co oznacza "umowa"? Gdzie ona jest? Jakie są jej warunki? Idę do sklepu, dostaję paragon - nie mam żadnej umowy :)
Gdzie jest napisane jak długo sprzedawca gwarantuje mi że sprzęt będzie działał tip-top tak jak ja bym sobie tego życzył, że się nic nie zepsuje? KC narzuca na wszystko 2 lata?

Jak kupię np projektor multimedialny, gdzie producent nawet w instrukcji i danych technicznych zaznacza że lampa ma żywotność 2000h, i po tym czasie może stracić właściwości i nadawać się tylko do (drogiej) wymiany - to mogę projektor odpalić żeby chodził non stop, bo np będzie wyświetlał mi reklamę na ścianie mojego domu - to te 2000h "wypstrykam" w niecałe 3 miesiące. To i tak mogę iść wtedy do sprzedawcy i zażądać wymiany na nówkę, bo ta ukryta wada "słabszego świecenia" domniema się że była od początku (a ja np dopiero teraz sobie to sprawdziłem porównałem i wadę stwierdziłem), i to sprzedawca mi udowodnić realnie musi że było inaczej?

Albo choćby - kupiłem laptopa, po 5 miesiącach padł mi dysk, system się nie uruchamia. Mogę iść do sprzedawcy żeby mi wymienił laptopa na nowego, bo to on mi musi udowodnić że dysk od początku działał?

Jak kupię auto, będę jeździł prawie pół roku, coś sobie wymyślę - tak samo mogę iść do dealer'a i żądać wymiany na nowy? Albo zwrotu gotówki, mimo że po 6ciu miesiącach wartość auta jest sporo niższa niż była jako nówki z fabryki przy zakupie?

Wiem że może głupie pytania zadaję - ale chciałbym dobrze zrozumieć działanie mechanizmów tej ustawy.


A co do zwrotów internetowych - nie wspominasz o klauzuli że "zwracany towar nie może nosić śladów użytkowania". A przecież praktycznie wszystko pod to można podczepić, i tym zapisem sklep się może bronić. Rozcięta folia, sformatowana bateria, wyzwolone migawki w aparacie, itd. Co z tym?


Czyli w sumie i tak się sprowadza do tego, że metoda siłowa jak trafimy na upartego sprzedawcę/upartą firmę - to i tak czeka nas sąd, który będzie rozstrzygał kto ma racje, i każdy przypadek będzie trochę inny, prawda? :)

A ilu przeciętnym Kowalskim będzie się chciało dla tysiąca, trzech czy nawet pięciu tysięcy zł, szlajać się miesiącami czy latami po sądach, wydając przy tym drugie tyle na prawników? :)

Erie
20-11-2010, 09:27
Ważna kwestia - nie trzeba w ogóle powoływać się na gwarancję (no chyba że jakimś cudem gwarantuje super warunki), ani na rękojmię, należy sprzedawcy uświadomić, że dochodzi się swoich praw na podstawie niezgodności towaru z umową. Na zgłoszenie sprzedawcy niezgodności są zasadniczo 2 miesiące od ujawnienia się tej niezgodności. Zaś cały okres ochrony z tytułu niezgodności towaru z umową trwa 2 lata.

Dodaj tylko, że po 6 miesiącach od zakupu to na kupującym ciąży obowiązek wykazania, że reklamowana wada istniała w momencie wydania (zakupu). Czyli np. kupując Nikona d300s jak reklamujesz niedziałający tryb rejestracji filmów, z którego dotychczas nie korzystałeś i w 9 miesiącu przyszło ci do głowy nakręcić film i nie działa to masz duże szanse wykazać to, że nie funkcjonował od początku. Jednak jak w 9 miesiącu przestanie funkcjonować AF to już tak miło nie będzie, AF funkcjonował w momencie wydawania, funkcjonował przez te 9 miesięcy, więc odpowiedzialność sprzedawcy jest wykluczona i wówczas korzysta się z gwarancji. Producent gwarantuje, że sprzęt będzie sprawny przez 12 miesięcy i jak wystąpi usterka to ja bezpłatnie naprawi, a sprzedawca w myśl ustawy gwarantuje że sprzęt w momencie wydania (czyli w momencie zakupu + domniemywanie przez 6 miesięcy) był zgodny z umową.


Dzień wydania rzeczy przy wysyłce towaru - przeważnie jest to dzień, kiedy otrzymujemy przesyłkę i od tego się liczy termin. Wyjątkowo liczy się od wydania rzeczy przez sprzedawcę przewoźnikowi, gdy ma on nam dostarczyć rzecz w inne miejsce niż nasze miejsce zamieszkania lub siedziba naszego przedsiębiorstwa (gdy prowadzimy działalność gospodarczą). Warto o tym pamiętać, gdy np. kurier ma nam dostarczyć przesyłkę do miejsca naszej pracy.

tylko jedna uwaga - gdy prowadzimy działalność gospodarczą i zakup jest związany z tą działalnością to nie mamy 10 dni na zwrot towaru, gdyż NIE jesteśmy konsumentem.

Erie
20-11-2010, 09:33
B) Sprzedaż na odległość - tutaj obowiązuje nieco inna definicja konsumenta, mianowicie jest nim osoba fizyczna dokonującą czynności prawnej niezwiązanej bezpośrednio z jej działalnością gospodarczą lub zawodową. Czyli gdyby np. przedsiębiorstwo zajmowało się doradztwem podatkowym, a chciałoby zakupić sprzęt foto w celu dokumentowania spotkań integracyjnych pracowników - to nie będzie w bezpośrednim związku z działalnością gosp./zaw., więc możnaby w takim wypadku odstępować w ciągu 10 dni od umowy. Co do przedsiębiorstwa fotograficznego - teoretycznie możnaby próbować udowodnić że akurat dany sprzęt będzie służył w celach pamiątkowych ;P, no ale coś takiego uczciwie przyznam - gdyby ktoś to zauważył, nie przejdzie.

Jeżeli zostanie wystawiona na tą firmę faktura, którą ta firma wrzuci sobie w koszty i odliczy VAT (nie może tego zrobić jeżeli nie jest to związane z prowadzoną działalnością) to nie ma prawa do zwrotu w 10 dni - klientom jednak często się wydaje inaczej i kombinują oszukując albo sprzedawcę albo urząd skarbowy, a sprzedawcy później w przypadku złośliwych klientów odpowiadają równie "miłą" złośliwością powiadamiając urząd skarbowy o takim fakcie.

HN70
20-11-2010, 15:00
Dzięki za tak szczegółowe wyjaśnienia Feadin ! Może warto ten wątek posprzątać po wcześniejszych niepotrzebnych przepychankach i przyczepić na stałe w dziale 'Sprzęt i akcesoria' ?


Czytając niemiłe doświadczenia wielu forumowiczów (nie tylko nikoniarzy) ze sprzętem fotograficznym, zastanawiałem się, czy nie kupić aparatu w sklepie internetowym. Jednakże po Twoich wyjaśnieniach sądzę, że zakup w sklepie stacjonarnym też nie jest złym pomysłem.

Po pierwsze można spróbować sprawdzić mniej lub bardziej (w zależności od 'widzimisię' sprzedawcy) dokładnie sprzęt (bf/ff, af, hoty, itp), a jeśli kupi się pechowo jednak walniętą puszkę to..... zamiast samemu wysyłać sprzęt do serwisu, kazać sprzedawcy odesłać.

Co to za różnica kto odsyła? Wbrew pozorom BARDZO DUŻA !



- odstąpienie od umowy, chyba że sprzedawca wymieni rzecz na wolną od wad albo te wady usunie, niezwłocznie. Nie znaczy to natychmiast, bo jeżeli usterka wymaga wysyłki do serwisu, to trzeba uznać, że to właśnie będzie oznaczać niezwłocznie - bez nieuzasadnionej zwłoki, bo taka zwłoka (potrzebna na naprawę) była uzasadniona. Sprzedawca może jednak tak postąpić raz - jeżeli rzecz nadal będzie wadliwa, to mamy prawo odstąpić od umowy


Jeśli dobrze zrozumiałem, to sprzedawca może odesłać sprzęt do serwisu TYLKO RAZ. Jeśli sprzęt wróci z serwisu z tą samą wadą (a na forach można się doczytać, to wcale nie jest taki rzadki przypadek) to zgodnie z literą prawa można ODSTĄPIĆ OD UMOWY i (rozumiem, że to oczywiste) otrzymać zwrot gotówki od sprzedawcy.


Dodatkowo takie rozwiązanie potwierdza, że puszka posiada wadę nie z winy kupującego (w przeciwnym wypadku serwis odesłał by puszkę z adnotacją, że klient ją uszkodził i puszka nie podlega naprawie ).


p.s.
aby sprzedawcy nie wciągnęli mnie na czarną listę to im też zaproponuję rozwiązanie:
1) porozumieć się z dystrybutorem (samemu lub skrzyknąć większą grupę sklepikarzy) w sprawie zwrotu wadliwego sprzętu.
lub
2) samemu sprawdzić czy sprzęt nie jest uszkodzony. Nie sądzę, aby nasi drodzy sprzedawcy w swoich małych sklepikach sprzedawali więcej niż 5 lustrzanek tygodniowo ;-) Zważywszy na fakt, że nawet sporej wielkości sieć jaką jest FJ nie miała na stanie więcej jak 2-3 puszek danej lustrzanki (pytałem w zeszłym tygodniu).

Erie
20-11-2010, 19:43
2) samemu sprawdzić czy sprzęt nie jest uszkodzony. Nie sądzę, aby nasi drodzy sprzedawcy w swoich małych sklepikach sprzedawali więcej niż 5 lustrzanek tygodniowo. Zważywszy na fakt, że nawet sporej wielkości sieć jaką jest FJ nie miała na stanie więcej jak 2-3 puszek danej lustrzanki (pytałem w zeszłym tygodniu).

średnia sprzedawalność nikonów D90+18-105 VR w niewielkim dobrym sklepiku netowym to ponad 4 szt dziennie, nie licząc innych aparatów i tak wychodzi 20 szt tygodniowo, więc szacunki są trochę z księżyca wzięte

przeciętny salon FJ (nie licząc najlepszych salonów w Waszawie i Katowicach) sprzedaje również dużo więcej lustrzanek niż Twój szacunek, a to że mają w danym momencie 2 czy 3 szt danego aparatu o niczym nie świadczy, bo jesli się załóżmy dzisiaj sprzedadzą to jutro będą mieli kolejne 2 czy 3 szt, a FJ to nie "sporej wielkości sieć" tylko największa sieć foto w Polsce (nie licząc Vobisu, który ma więcej punktów, ale foto ma na dokładkę do komputerów i MediaExpertów który tak samo ma foto na dokładkę tylko że do pralek, lodówek i całego AGD :D)

na forum jest pare osób z FJ i AbFoto więc najlepiej niech oni powiedzą ile się lustrzanek sprzedaje

fotouser
20-11-2010, 21:01
dzis kupilem z kumplem D90 + 18-105VR .. ma 7 dni rekojmi, jakby kupowal przez net mialby 10 (odpowiedz sprzedawcy) .. oczywiscie natychmiast pojechalismy do serwisu - wszystko ok ..

Opowiedz cos wiecej o tym 'pojechaniu do serwisu'.
Tzn od razu po zakupie pojechales na postepu i powiedziales:
- Panowie jest sprawa, kupilem sobie nowe body, rzuccie okiem czy jest ok ?
I oni tak od razu na miejscu sprawdzili ci ?

Feadin
21-11-2010, 00:36
Do Azazel85, po kolei ;)

1. W ciągu 6 miesięcy istnieje domniemanie jedynie tego, że niezgodność towaru z umową istniała w momencie sprzedaży - czyli że jeżeli w takim okresie okaże się, że coś jest nie tak, to idziemy do sprzedawcy i nie musimy udowadniać, że tak było, bo chroni nas domniemanie. To sprzedawca, jeżeli chciałby się zwolnić od odpowiedzialności ma udowodnić, że tej niezgodności w momencie sprzedaży nie było (np. że zalaliśmy sprzęt i chcemy bezprawnie wykorzystać sytuację, jaką przyznaje nam ustawa). Tak więc nie cokolwiek by się nie stało sprzedawca jest winien, a jedynie odpowiada za niezgodność, która istniała w momencie sprzedaży, a z jakichś powodów nie było o niej wtedy wiadomo.

2. Wada nieznana - chodziło tutaj w tym kontekście nie o wadę (ta występuje przy odpowiedzialności z tytułu rękojmi) lecz o niezgodność towaru z umową (np. towar miał zapewniać podgląd na żywo, a z jakichś powodów, istniejących już w momencie sprzedaży, ta funkcja nie działa). Można pod to podciągnąć bardzo wiele, np. brak języka polskiego w menu, które miało tam być, albo mniejsza ilość czujników krzyżowych AF, niż zapewniał sprzedawca. Przy czym takiej niezgodności usunąć się z oczywistych względów nie da, więc w grę wchodziłoby od razu odstąpienie od umowy. Tak więc w świetle ustawy na sprzedawcy ciąży duża odpowiedzialność - musi wiedzieć co sprzedaje albo znać specyfikację sprzętu lub w każdym momencie móc ją sprawdzić. Jeżeli klient o zapyta o jakąś cechę sprzętu, a sprzedawca wprowadzi go co do niej w błąd, nawet nieświadomie, to będzie odpowiadał z tytułu niezgodności towaru z umową, jeżeli klient dostrzeże tą niezgodność.

3. Do zawarcia umowy sprzedaży nie jest wymagana forma pisemna. Rachunek zaś jest potwierdzeniem zawarcia. Zawsze mamy prawo domagać się takiego potwierdzenia.

4. Ustawa o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej określa czas, w którym można powołać się na niezgodność towaru z umową na 2 lata. Kodeks cywilny zapewnia czas trwania rękojmi za wady przez 2 lata. W obrocie konsumenckim nie można rękojmi wyłączyć czy ograniczyć, co może jednak mieć mniejsce w stosunkach między przedsiębiorcami. Dodatkowo możemy otrzymać gwarancję producenta/sprzedawcy, na jego warunkach (która de facto jest sklasyfikowana w przepisach jako umowa), ale nie wyłącza ona możliwości realizacji wyżej wymienionych uprawnień.

5. Przykład z projektorem jest zły - to nie jest niezgodność towaru z umową, skoro można się było bez problemu dowiedzieć, że żarówka ma świecić te 2000h, towar przecież był więc zgodny z umową. Nie ma więc przesłanek niezgodności, sprzedawca więc niczego nawet nie będzie musiał udowadniać. Co innego, gdyby np. sprzedawca zapewniał, że świecić ma ona 4000h, a konsument po jakimś czasie sprawdził w instrukcji, że działa ona tylko 2000h - wtedy jak najbardziej przysługuje nam roszczenie z tytułu niezgodności towaru z umową. Inna sprawa, że ciężko takie rzeczy może być udowodnić, jeśli nie ma wszystkiego na papierze. Lepiej więc dla bezpieczeństwa znać wcześniej specyfikację towaru, acz dla upartych jest droga sądowa.

6. Przykład z laptopem - z grubsza tak, z tym że sprzedawca ma doprowadzić do stanu zgodnego z umową. W praktyce więc w pierwszej kolejności po prostu wymieni dysk a nie laptopa. Zwolnić od odpowiedzialności może się, jeżeli wykaże, że np. laptop spadł z dużej wysokości, co skutkowało uszkodzeniem dysku. Domniemanie takie dotyczy wyłącznie sprzedaży konsumenckiej, gdy korzystamy z uprawnień z tytułu niezgodności towaru z umową; nie ma go przy rękojmi.

7. Z autem podobnie - wymiana nie od razu, najpierw doprowadzenie do stanu zgodnego z umową, czyli wolnego od wad; potem wymiana, a ewentualnie przy spełnieniu przesłanek, o których już pisałem - możliwość odstąpienia za zwrotem tego, co strony świadczyły.

Jeśli chodzi o prawo, to nauczyłem się, że nie ma głupich pytań ;P, życie daje takie bogate przypadki, że można się zdziwić. A co do zwrotów przy sprzedaży na odległość - to już ktoś zdaje się wspomniał w tym wątku o tym, że strony zwracają sobie świadczenia w stanie niezmienionym, chyba że zmiana była konieczna w granicach zwykłego zarządu. Rozpakowanie, zrobienie jakiejś tam testowej ilości zdjęć, nie stanowi więc (a przynajmniej nie powinno stanowić) żadnej przeszkody do skorzystania z uprawnienia.

Co do sądu, to już oczywiście każdy ocenia indywidualnie, czy opłaca mu się dochodzić swoich praw na tej drodze. Fakt, że sprawy trwają długo, jeśli jednak z sytuacji jasno wynika, że racja jest po naszej stronie, to prędzej czy później to wyegzekwujemy (przynajmniej jeżeli chodzi o stosunkowo łatwe zagadnienie sprzedaży konsumenckiej). Zaś co do poniesionych kosztów - istnieje taka instytucja jak zasądzenie pozwanemu obowiązku pokrycia kosztów postępowania. Acz jeśli chodzi o kwestie postępowania, to nie mam jeszcze wiedzy w tym zakresie aby dokładnie to opisać. Generalnie jednak czasem sprzedawcy stosują taką taktykę - na zamęczenie konsumenta, aż mu się odechce czegokolwiek; warto wtedy nie odpuszczać.



Do Erie

Zgadza się. Acz zanim przejdziemy do gwarancji, może być jeszcze sytuacja taka (z tym że dochodzi się tutaj roszczenia na podst. przepisów o rękojmi, a nie sprzedaży konsumenckiej), że "usterka" powstała w trakcie użytkowania wyniknęła z wady już tkwiącej uprzednio w rzeczy. Z tym, że to niestety raczej serwis jest w stanie ocenić z czego takie przypadki wynikały.

Co do przedsiębiorstwa - nic nie stoi na przeszkodzie aby przy zakupie rzeczy na odległość jako osoba fizyczna, nie w związku z działalnością gospodarczą, wskazać siedzibę prowadzonego także przez nas przedsiębiorstwa jako adres dostawy, jeśli tam będzie łatwiej nas zastać. Wtedy termin też liczy się od otrzymania przesyłki, a nie od przekazania przez sprzedawcę przewoźnikowi. Co do reszty, zgadzam się, fakt, że może nie napisałem tego jasno - zwrot w ciągu 10 dni przysługuje tylko przy sprzedaży na odległość albo poza lokalem przedsiębiorstwa (czyli np akwizycja, spotkania organizowane np. w domach kultury, gdzie mamy możliwość po prezentacji kupna produktu), gdzie występujemy jako konsument. Nie dotyczy to więc innych sytuacji, gdy np. sami udajemy się do sklepu, gdzie wprawdzie występujemy jako konsument, ale korzystamy tylko z ochrony z tytułu niezgodności towaru z umową, a nie z 10dniowego terminu zwrotu towaru bez podania przyczyny.

Jeśli chodzi o kwestie podatkowe i pieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu - tak jak napisałem, można próbować na własne ryzyko, ale jak ktoś się nam przyjrzy, to będą problemy.




Do HN70

Co do żądania odstąpienia od umowy po nieudanej naprawie - w ustawie nie jest jasno zapisane, że ma to być już po pierwszej nieudanej naprawie, ale taki pogląd występuje w doktrynie. Praktyka sprzedawców jest jednak zwykle taka, że do trzech razy sztuka (nie wiedzieć czemu). W praktyce powinno to wyglądać tak, że jeżeli wada jest istotna, to pierwsza nieudana naprawa uzasadnia wymianę rzeczy na nową. Co znaczy wada istotna? Należy rozumieć przez to taką wadą, która uniemożliwia normalne korzystanie ze sprzętu. Czyli np. zacinający się spust migawki, niedomykanie się obiektywu powyżej pewnej wartości przysłony, myślę, że także ponadprzeciętny FF/BF można by pod to podciągnąć. Ale za taką wadę nie będzie raczej uznany np. pojedynczy bad pixel, albo gdy z pomiarów okaże się, że lampa błyskowa ma rzeczywiście liczbę przewodnią niższą o powiedzmy parę procent od podawanej. A tak w ogóle, to dokładnie taka możliwość istnieje w grupie roszczeń przysługujących z tytułu rękojmi (więc dotyczy to także przedsiębiorców), a nie sprzedaży konsumenckiej, gdyby ktoś miał wątpliwości. Tam jest podobna sytuacja, ale istnieją pewne odstępstwa, o czym pisałem już w poprzednich postach.

daromax
21-11-2010, 18:15
A ja powiem tyle że znajomy zakupił obiektyw w sklepie za zachodnią granicą, mieli jedyną sztukę danego szkiełka, nie sprawdzał, wrócił do domku, podpiął szkło do body i wyskoczył mu spory FF. Zapakował szkiełko jak było i 3 dni później, wrócił do sklepu, że chciałby dokonać zwrotu bądź wymiany na inne z powyższego powodu, jak się okazało jeden pan dał mu do wypełnienia formularz, nazwa szkiełka + problem, podbił pieczątką i kazał iść do informacji, tam panie poinformowały, że mają już nowe sztuki i może wymienić chyba że woli zwrot kasy, ale on wziął, już przetestował i zabrał się z nowym szkiełkiem do domu.

Niby nić w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że ani pan od reklamacji ani panie w informacji nie zajrzały nawet do opakowania z wadliwym szkiełkiem, całkowite zaufanie do klienta, z racji że nigdzie nie podpisywał się nazwiskiem i imieniem mógł całkowicie swobodnie zostawić w pudełku ziemniaka :D tak, że po następne szkło przejadę się chyba za zachodnią granicę ;] ciekawe czy z body mają podobne procedury ;]

HN70
21-11-2010, 21:12
nazwa szkiełka + problem, podbił pieczątką i kazał iść do informacji, tam panie poinformowały, że mają już nowe sztuki i może wymienić chyba że woli zwrot kasy, ale on wziął, już przetestował i zabrał się z nowym szkiełkiem do domu.
no nie gadaj ;-)
ten sklep zapewne został z wadliwym szkłem....ojojoj to straszne... czy twój kolega nie ma wyrzutów sumienia, że pozostawił sprzedawcę z bublem? Czy on nie rozumie, że sprzedawca to też człowiek?? Jeśli nie, to Pan Antonioo chętnie mu wyjaśni, że takich numerów nie robi się sprzedawcy! Te szkopy tylko psują rynek i rozbestwiają klientów. Przecież nasi sprzedawcy (przynajmniej niektórzy) tak ciężko pracują, aby uświadomić tym wrednym (ew. nieuczciwym, vel cwanym) klientom, że żadna wymiana nie wchodzi w grę, bo biedny sklep nie jest od tego. 8-)

daromax
21-11-2010, 21:45
Nawet u nas tak jest, przykład ledwo z przed miesiąca, nie jest to może sprzęt warty tyle co obiektyw ale nawet głupie kołpaki 13', kupiłem z współlokatorem do jego samochodu, w Auchanie w Bonarce w Krakowie, wartość sprzętu 50zł :D tak że szału niema ale sam fakt że przy zakładaniu ich troszeczkę za mocno kumpel uderzył, no i pękło w jednym miejscu, zapakowaliśmy, pojechaliśmy tego samego dnia do auchana, powiedzieliśmy że jeden kołpak był pęknięty, i wypisał gość formularz i przyniósł nowy komplet, też nie sprawdzał czy faktycznie znajduje się tam sprzęt który kupiliśmy czy nie np jaki stary komplet od malczaka :D Wydaje mi się że w takich masowych sklepach jak MM, Auchan, Saturn i innych marketach nie przywiązują takiej wagi do tego, biurokracja ich przerasta :D

mklonizer
21-11-2010, 21:46
Kwestia zaufania do klienta i tyle jak się krajanie na obczyźnie wycwanią to będą skupować puste pudełka z paragonami

Czy myślisz że w którymś kraju hurtowo skupowali rozbite wyświetlacze z telefonów komórkowych ? Były czasy gdy rozbity lcd był uznawany przez serwisy jako wada telefonu reszty procederu nie trzeba chyba wyjaśniać. Do jakiego kraju trafia najwięcej telefonów komórkowych z recyklingu od producentów ? jak by inaczej nasi na wyspach też kombinują. W którym kraju autoryzowany przedstawiciel sieci komórkowej sprzedaje telefony z logo T-mobile ? lub vodafone albo O2 swoim klientom ? znowu polska. To tylko kilka wałów z mojego podwórka, a jest ich tyle że głowa mała. Musiała by się zmienić mentalność ludzi którzy potrafią przyjść z zalanym telefonem i udawać zdziwionego "to on nie jest ani trochę wodoodporny? to jak oni to robią że się raz zamoczy i koniec" sprzedawcy będą wychodzić z założenia że jak nie ja jego to on mnie. W rezultacie cierpią uczciwi ludzie którzy chcą dochodzić swoich praw i chcą sprzęt mieć sprawny i nowy.

daromax
21-11-2010, 23:35
A więc reasumując nasze spostrzeżenia nie warto ufać polskim sprzedawcą ;] i tak Cię zrobią w .... jeśli Ty ich wcześniej nie uprzedzisz ;] a wracając do wątku tematu to myślę że takie 10 dni na przetestowanie body to może będzie za jakieś xxx dziesiąt lat jak nadejdzie rewolucja marketingowo - handlowa i klient nagle zacznie się liczyć...

Umbra
21-11-2010, 23:39
To nie tak. 10 dni masz na zwrot sprzętu w nienaruszonym stanie. Jeśli pocykasz fotki i okaże się, że coś jest nie tak, to nie możesz (teoretycznie) powoływać się na ten przepis. Możesz za to powołać się na niezgodność z umową, rękojmię, wady ukryte, czy coś takiego.

mklonizer
21-11-2010, 23:50
A więc reasumując nasze spostrzeżenia nie warto ufać polskim sprzedawcą ;] i tak Cię zrobią w .... jeśli Ty ich wcześniej nie uprzedzisz ;] a wracając do wątku tematu to myślę że takie 10 dni na przetestowanie body to może będzie za jakieś xxx dziesiąt lat jak nadejdzie rewolucja marketingowo - handlowa i klient nagle zacznie się liczyć...

reasumując dalej będziemy w tym samym miejscu w którym jesteśmy

daromax
21-11-2010, 23:53
No tak, wiadomo, w Polsce rzucają się jeśli w ogóle otworzyłeś pudełko, to już jest dla nich podstawa że sprzęt nie jest oddany w prawidłowym stanie, ale to bez sensu bo przecież nie sprawdzając sprzętu nie damy rady określić czy jest sprawny czy nie patrząc sobie na niego ;/ ktoś powinien zając się prawami konsumenta w tym kraju...;/

A nawiasem mówiąc znajdźcie gdzieś statystyki przyjętych reklamacji w tym kraju, a dodatkowo sprawnie wykonanych, obawiam się że poza zakres jednej ręki w procentach nie wyjdziemy...

Feadin
22-11-2010, 02:18
Nie w nienaruszonym, można "naruszyć" o tyle, na ile jest to niezbędne do sprawdzenia działania. Ech, i po co się tyle naprodukowałem parę postów wcześniej ;P. Prawa konsumenta są już dobre, od strony regulacji prawnej mamy zbliżoną sytuację jak w innych krajach UE, tylko że albo nie potrafimy swych praw skutecznie egzekwować albo sprzedawca nas na tyle zniechęca swą postawą, że nam się nie chce. A trzeba walczyć o swoje i tyle. Jak sami będziemy odpuszczać, to nie zmienimy mentalności sprzedawców.

Azazel85
22-11-2010, 03:53
Wada nieznana - [...]np. towar miał zapewniać podgląd na żywo, a z jakichś powodów, istniejących już w momencie sprzedaży, ta funkcja nie działa). Można pod to podciągnąć bardzo wiele, np. brak języka polskiego w menu, które miało tam być, albo mniejsza ilość czujników krzyżowych AF, niż zapewniał sprzedawca. Przy czym takiej niezgodności usunąć się z oczywistych względów nie da, więc w grę wchodziłoby od razu odstąpienie od umowy. Tak więc w świetle ustawy na sprzedawcy ciąży duża odpowiedzialność - musi wiedzieć co sprzedaje albo znać specyfikację sprzętu lub w każdym momencie móc ją sprawdzić. Jeżeli klient o zapyta o jakąś cechę sprzętu, a sprzedawca wprowadzi go co do niej w błąd, nawet nieświadomie, to będzie odpowiadał z tytułu niezgodności towaru z umową, jeżeli klient dostrzeże tą niezgodność.

A i właśnie - tu trafiamy w bardzo istotną kwestię. CO TO JEST "NIEZGODNOŚĆ".
Wynika z tego mniej więcej tak jak myślałem - że na niezgodność uzasadnione jest powołanie się gdy zostaliśmy wprowadzeni w błąd - czyli aparat miał kręcić filmy, a jednak takiej funkcji nie posiada, coś miało być a tego nie ma. Sprzedawca błędnie nas poinformował, obojętnie czy umyślnie czy nie umyślnie.

Nie ma to jednak nic wspólnego z tym że coś się po prostu zepsuje - coś działało, było ok, i nagle się zepsuło. A tak przecież bardzo wiele osób myśli. Od tego jest gwarancja producenta przecież, że jak coś się zepsuje, producent obiecuje nam przywrócenie pełnej sprawności bez żadnych kosztów z naszej strony (lub ze znikomymi, np wysyłka do serwisu w jedną stronę na nasz koszt).

Nie rozumiem po prostu - czemu sprzedawca miałby ponosić konsekwencje, że komuś np. po półtorej roku zaczęły odklejać się gumy w jego ukochanym Nikonie.
Nikon tego nie dotknie, bo będzie już po ich gwarancji - czemu więc sprzedawca miałby sam miałby ponosić koszty naprawy/wymiany, czy nawet własnoręcznie kleić je na zapleczu? Nigdy przecież ów sprzedawca klientowi nie obiecał, że towar zakupiony przez klienta przez bite dwa lata tip top będzie.

Jak sprzedawca dał ciała, tak jak wyżej jest napisane, wprowadzając klienta w błąd - to jasne, niech ponosi tego konsekwencje. Ale jak się coś się zwyczajnie zepsuje??
Po to producent przecież daje gwarancje - deklarując trwałość swojego sprzętu, określa się w ten sposób że jego sprzęt tyle i tyle bez żadnych usterek będzie, a jeśli się pojawią obiecuje bezpłatnie je usunąć (gwarancja).
Jak się komuś nie podoba, może przecież wybrać innego producenta który deklaruje dłuższą żywotność swojego sprzętu - po co kupować Nikkora wiedząc, że Nikon mówi nam że po 12 miesiącach obiektyw może się rozsypać, skoro Sigma na swoje wybrane modele daje nawet 5 lat gwarancji niezawodności :)


Przykład z laptopem - z grubsza tak, z tym że sprzedawca ma doprowadzić do stanu zgodnego z umową. W praktyce więc w pierwszej kolejności po prostu wymieni dysk a nie laptopa. Zwolnić od odpowiedzialności może się, jeżeli wykaże, że np. laptop spadł z dużej wysokości, co skutkowało uszkodzeniem dysku.
No to właśnie nie do końca chyba rozumem. Kupiłem laptopa, wszystko było ok, nagle po 5 miesiącach zepsuł mi się dysk. Czemu mam się powoływać an niezgodność towaru umowy a nie zwyczajnie na gwarancję producenta?
Gdzie wystąpiła ta niezgodność? Dysk działał, i się zepsuł. Sprzedawca nie obiecywał mi przecież że nic się nigdy nie zepsuje. To producent mi to obiecuje dając gwarancję. Jeżeli gwarancja producenta jest np 12 miesięcy, a ów dysk padł mi po 14 miesiącach - czemu nagle sprzedawca sam miałby ten dysk mi wymieniać na nowy działający na własny koszt? Wiedziałem że gwarancja producenta wynosi 12 miesięcy.

Na baterie w laptopach, praktycznie zawsze jest tylko 6 miesięcy gwarancji. A baterie to w ogóle śliski temat, zużywają się wraz z upływem czasu, jest to normalne i powszechnie znane - nawet w instrukcji zazwyczaj jest info, że po jakimś czasie bateria będzie miała niższą wydajność. Do tego o baterię trzeba trochę dbać - tzn można ją zajeździć z kilka miesięcy, zamiast w 2-3-4 lata.
Jak taką baterię zajeżdżę w kilka miesięcy przez swoje niedbalstwo i nieznajomość tematu obchodzenia się z baterią (bo np nie przeczytam instrukcji), też mam kazać wymieniać ją sprzedawcy (bo 6 m-cy minęło i producent jej nie dotknie)?


Zaś co do poniesionych kosztów - istnieje taka instytucja jak zasądzenie pozwanemu obowiązku pokrycia kosztów postępowania.
Kosztów postępowania - ok. Ale jeśli to np ja wytaczam sprzedawcy proces, to czy za MOJEGO prawnika który będzie MNIE reprezentował, ta instytucja również zapłaci?



No tak, wiadomo, w Polsce rzucają się jeśli w ogóle otworzyłeś pudełko [...] ktoś powinien zając się prawami konsumenta w tym kraju...;/
A dlaczego sądzisz w Polsce tak jest?


Niby nić w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że ani pan od reklamacji ani panie w informacji nie zajrzały nawet do opakowania z wadliwym szkiełkiem, całkowite zaufanie do klienta, z racji że nigdzie nie podpisywał się nazwiskiem i imieniem mógł całkowicie swobodnie zostawić w pudełku ziemniaka :D tak, że po następne szkło przejadę się chyba za zachodnią granicę ;] ciekawe czy z body mają podobne procedury ;]

A więc reasumując nasze spostrzeżenia nie warto ufać polskim sprzedawcą ;] i tak Cię zrobią w .... jeśli Ty ich wcześniej nie uprzedzisz ;]
WŁAŚNIE DLATEGO.
Właśnie dlatego w Polsce tak być nie może.

Na podstawie swojego posta - wytłumacz mi dlaczego sprzedawca miałby zaufać klientowi??

Zobacz, sam pokazałeś "polskie myślenie i podejście". Cwaniactwo i kombinatoryka. Parafrazując Twoja wypowiedz - można by wiec dopisać ze tak samo niestety sprzedawca klientowi nie może ufać, jak klient sprzedawcy.
Na zaufanie trzeba sobie zasłużyć.

Załóżmy że jestem sprzedawcą - czemu miałbym Tobie czy jakiemukolwiek innemu klientowi zaufać na słowo, skoro widzimy się pierwszy raz, dokonujemy pierwszej wspólnej transakcji? Szczególnie że tych klientów dziennie jest kilkudziesięciu/kilkuset, z czego kilku/kilkunastu ma jakąś "sprawę".
Jak mam stałych klientów, których znam, do których mam zaufanie - nie ma problemu żeby załatwić praktycznie każda sprawę pozytywnie. Klient robi zakupy na kilkanaście tysięcy zł, ale prosi o fakturę przelewowa z terminem za 3-4 tygodnie do zapłacenia, a towar potrzebowałby odebrać już teraz? Nie ma problemu, bo wiem ze ten klient do wiatru mnie nie wystawi, ze zapłaci, choćby jakieś kłopoty przejściowe miał, sam do mnie zadzwoni pierwszy, powie ze prosi o wydłużenie terminu o kilku dni bo kontrahent spóźnia mu się z płatnością, czy cokolwiek. Albo przyjdzie po tygodniu, bo dopiero miał czas żeby coś otworzyć, pobawić się, sprawdzić, i okaże się ze coś jest nie tak - coś nie działa jak powinno, albo klient nie jest zadowolony - nie ma problemu, wymienimy na inny egzemplarz czy inny model spełniający lepiej oczekiwania klienta. Pod warunkiem ze to co klient będzie zwracał, chociaż na wystawę będę mógł wystawić. Itd itd. Taki klient nie wsadzi mnie na minę.
Po prostu uczciwy i lojalny klient, w dobrym sklepie będzie miał z automatu o wiele większe "niepisane" prawa, o nic nie będzie musiał się martwic - bo będzie znal zasady, szanował je jak i sprzedawce, bo będzie wiedział ze ten robi co w jego mocy żeby jego klient z zakupionego towaru był zadowolony.

Bez cwaniactwa i kombinatoryki.

Feadin
22-11-2010, 18:11
Niezgodność to nie tylko błędne zapewnienie sprzedawcy. Tak naprawdę to po prostu niezgodność... jakakolwiek (byle nie przesadzać, np. gdyby się okazało przy mierzeniu linijką, że aparat ma nie 137 mm a 136mm; co innego, gdyby się okazało, że średnica gwintu mocowania filtra w obiektywie ma inne wymiary, bo z tym się wiążą daleko dalej idące konsekwencje, w postaci np. niemożności przykręcenia filtra, który już posiadaliśmy i myśleliśmy że będzie pasował). Niezgodnością może być i wada - bo przecież kupujemy towar niewadliwy (chyba że sprzedawca uprzedzi, ale wtedy nie ma już tej niezgodności). Jeśli miał nie mieć wad, to wtedy ujawnienie się wady (a nie jej powstanie) będzie taką niezgodnością towaru z umową.

Przykład z dyskiem fakt, trochę kulawo uzasadniłem. Akurat przypadek dysku twardego w kompie jest dość śliski, bo nie podpadałoby to właśnie tak jak wspomniano pod niezgodność towaru z umową, a pod gwarancję, z drugiej jednak strony bardzo dobry aby coś wyjaśnić. W prawie jest tak, że decydują argumenty, siła przekonywania i doktrynalne interpretacja a także praktyka przyjęta w danych stosunkach, regionie i mnóstwo innych czynników, a nie samo literalne brzmienie przepisów. Ten przykład jest o tyle ciekawy, że dyski twarde nie padają ot tak, po paru miesiącach. Postawmy się w sytuacji kupującego - kupując nowy komputer raczej nie spodziewamy się że padnie w nim dysk po 5 miesiącach, tak sam z siebie. Z tego można wywnioskować, że w danym egzemplarzu istniała już jakaś usterka (czyli ta niezgodność towaru z umową mająca postać usterki), która po jakimś, dość krótkim, zbyt krótkim jak na przyjęty dla danego przedmiotu, czasie "zaowocowała" padnięciem całego dysku. W tym przypadku mogłaby to być np. nieskalibrowana głowica odczytująca dane z dysku, albo wadliwe łożysko, albo źle zarobione jakieś styki w konstrukcji które w końcu doprowadziły do zwarcia. Gdyby mnie padł dysk po 5 miesiącach, to gdyby próba dogadania się spełzła na niczym, powoływałbym się w pierwszej kolejności właśnie na niezgodność, powołując wspomnianą argumentację, że jeśli dysk padł w tak krótkim czasie, to niezgodność w postaci wady istniała już w momencie sprzedaży, a nie powstała w trakcie. Zaś gdybym to ja coś przy nim majstrował, to wbrew pozorom nie byłoby tego tak ciężko wykazać - wiem, bo miałem w ciągu tygodnia czarną serię 3-ech spalonych zasilaczy do kompa - za pierwszym razem sprzedawca (a nie serwisant) po spojrzeniu do środka i kontakcie tel. z serwisem wiedział, że po prostu sprzęt nie wytrzymał obciążenia, choć powinien. Zamontował następny - było to samo. W końcu zdecydował, że zamontuje zasilacz innej firmy, ale słabszy - ten o dziwo służy do dziś. Żeby było ciekawiej, wcale się na nic powoływać nie musiałem, ot, uznał to za granicę przyzwoitości, że skoro zamontował, sprawdził, działało, a nagle po paru godzinach u mnie padło, to coś jest nie tak ze sprzętem i że normalne będzie że to załatwi na moją korzyść.

Jeszcze odnośnie odklejających się po półtora roku gumkach - no więc właśnie, na odklejanie gumek to trochę wcześnie (w moim Nikonie nie odklejają się od 4 lat, wręcz trzymają się mocno) - ale po półtora roku to my mamy wykazać, że przyczyną jest zła jakość klejenia, sprzedawca nie musi nic kleić. Zwykle jednak będzie w takim wypadku taką przyczyną nadmierna eksploatacja. Gdyby zaś np. w ciągu powiedzmy 5 miesięcy odkleiły się gumki - no to istnieje domniemanie i to sprzedawca ma udowodnić nadmierną eksploatację (np. na podstawie przebiegu migawki), zwykle jednak w takim wypadku ciężko to wykazać, chyba że z aparatu wylewa się błoto. Więc z jednej strony jesteśmy chronieni, z drugiej - w pewnych sytuacjach na sprzedawcy ciąży dużo obowiązków, mogłoby się wydawać zbyt dużo, ale to już kwestia relacji między sprzedawcą a dystrybutorem, a to konsumenta nie powinno już obchodzić. Natomiast w przypadkach gdybyśmy chcieli jawnie wykorzystać sytuację związaną z korzyściami płynącymi z ustawy, to my mamy po pewnym czasie coś udowadniać, a nie sprzedawca. Po części wilk syty, owca cała. Poza tym jest taki przepis generalny KC, obowiązujący zawsze, a głoszący, że kto nadużywa swego prawa, nie korzysta z ochrony tego prawa, bo nie jest to uważane już za wykonywanie tego prawa. Czyli jeszcze odnośnie tego klejenia gumek po upływie półtora roku - należałoby się rozsądnie zastanowić czy to nie będzie właśnie już nadużywanie prawa. Jeśli ewidentnie będą odpadały, no to może jeszcze nie będzie, gdyby jednak jakaś się delikatnie zaczęła odklejać, a my żądaliśmy naprawy tego, to chyba byłaby to już lekka przesada.

EDIT:
Jeszcze dwie kwestie, nie zauważyłem w pośpiechu, ale napiszę od razu :)

Jeśli chodzi o koszty postępowania, to zasadniczo zalicza się do nich:
- koszty sądowe
- wydatki i wynagrodzenie pełnomocnika
- koszty przejazdów do sądu strony oraz równowartość zarobku utraconego wskutek jej stawiennictwa.

Co do szczegółów, to jak już zaznaczyłem, dopiero zagłębiam się w kwestie postępowania, więc szerszej odpowiedzi na razie nie udzielę. Wiadomo mi jeszcze ponad to jedynie tyle odnośnie tej kwestii, że to wynagrodzenie pełnomocnika ma być mniej więcej przeciętnie przyjęte w danych sprawach, więc jeśli wynajmiemy jakiegoś super drogiego prawnika z kancelarii o ogólnopolskiej renomie, to już nasza sprawa, zwrot otrzymamy w granicach właśnie przeciętnych stawek.

No i odnośnie tej baterii - cóż, nie było żadnej wady, nie było niezgodności - to że nie zapoznaliśmy się z instrukcją jeśli mogliśmy, to już nasza wina. Chyba że tej instrukcji nam sprzedawca nie przekazał, albo ładowaliśmy prawidłowo, a czas trzymania baterii się i tak skrócił - no to mamy te 6 m-cy domniemania. Ale są możliwości tego sprawdzenia, sprzedawca powinien mieć stały kontakt z serwisem. Nie można też przesadzać w drugą stronę, żeby sprzedawca mówił nam przy kupnie czajnika, że jak zagotujemy wodę, to można się nią oparzyć. Choć ostatnio dostrzegam i takie ostrzeżenia na opakowaniach ;).

daromax
22-11-2010, 19:25
Czytając to wszystko dochodzę do wniosku, że w tym kraju jak i pewnie kilku innych Studiowanie PRAWA powinno być zapewnione wszystkim obywatelom kraju wraz z dotacjami!! Może wtedy wyszlibyśmy chociaż troszkę na swoje, albo chociaż nie tracili..

HN70
03-12-2010, 13:13
Właśnie 'odkryłem', że istnieje jeszcze jeden sposób na zwrot pieniędzy za zakupiony sprzęt, jeśli okaże się że takowy posiada wadę fabryczną. Co więcej nie trzeba nawet kupować go przez internet. Wystarczy, że kupi się takiego bubla za pomocą karty VISA lub MASTERCARD. Wtedy wystarczy rozpocząć procedurę CHARGE BACK i pieniądze wracają do pechowca.

Przykładowo organizacja Visa przyczyny reklamacji zestawia w sześciu grupach. W grupie piątej czytamy:

5) przyczyny dotyczące zwrotu lub unieważnienia transakcji – np. akceptant był
powiadomiony o żądaniu unieważnienia transakcji, ale mimo to obciążył klienta, przysłane
towary lub usługi zakupione poprzez Internet lub drogą telefoniczną nie były towarami
zgodnymi z zamówieniem, otrzymane towary były uszkodzone lub niezupełne, nie został
dokonany zwrot zapłaty za towary lub usługi zwrócone akceptantowi;

Por. Rules for Visa Merchants. Card Acceptance and Chargeback Management Guidelines, s. 83, dostępne na stronie internetowej http://usa.visa.com/merchants/index.html. Z powodu dostępności autor opracowania powołuje się na źródła amerykańskie. W istocie proces reklamacji jest podobnie uregulowany na wszystkich obszarach, w których możliwa jest płatność kartą Visa.

Tutaj całość opracowania dotycząca usługi CHARGE BACK (w pdf). (http://www.mgrabowski.pl/do%20pobrania/M%20Grabowski%20chargeback%20pelna%20wersja.pdf)

Przed zakupem sprzętu dobrze jest jednak zadzwonić do swojego banku i upewnić się, jak bardzo dany bank jest życzliwy dla klienta. Może się okazać, że niektóre banki są bardziej pro-klienckie, a niektórym się nie chce zajmować takimi sprawami, lub będą utrudniać życie klientowi, kiedy zostaną przez niego zobligowane do zajęcia się sprawą w myśl przepisów organizacji VISA lub MASTERCARD. W takim przypadku radzę podzwonić po kilku bankach i wybrać ten, który wie co to jest CHARGE BACK i nie próbuje wymigać się z tej usługi. Podobno mBank jest mniej przychylny, lub kolega z naszego forum (http://forum.nikoniarze.pl/showpost.php?p=2179648&postcount=1340) miał pecha i trafił na niekompetentną osobę.

jpyt
03-12-2010, 14:43
HN70 dzięki za wyszukanie źródła informacji i podlinkowanie opracowania w PDF.

Ja jako ten "kolega z naszego forum" mogę na temat mBank-u powiedzieć, że:

1. Pierwszy raz jak się z nimi kontaktowałem to całkowicie wyparli się realizacji jakiego kolwiek Charge Back w Polsce. Na tamten czas dysponowałem tylko swiją wiedzą na podstawie takich operacji gdzie z mojej firmy zostało coś wyłudzone (klient odebrał towar ale postanowił nie zapłacić) - czyli znałem trochę od innej strony i nie z rynku polskiego.

2. Drugi raz kontaktowałem się dzisiaj po Twoim poście. W rozmowie przedstawiłem konkrety (jeszcze raz dzięki za naprowadzenie) i wówczas dowiedziałem się, że ok to prawda i oni mogą taką reklamację przyjąć ale nie w przypadku jeśli kupowałem w sklepie stacjonarnym. Na moje stwierdzenie, że z informacji na visa.com wynika co innego dowiedziałem się, że tu cytuję "Nawet jeśli jest taki zapis to mBank nie relizuje reklamacji Charge Back w innym przypadku niż przy zakupie zdalnym" !

Tak więc polecam wszystkim kartę kredytową z mBank ;)

HN70
03-12-2010, 15:36
Na Twoim miejscu wysłałbym pisemne zapytanie i zażądał pisemnej odpowiedzi, a następnie udałbym się do przedstawiciela VISA z prośbą o dalsze wyjaśnienia :-)

Taki DEUTSCHE BANK oficjalnie na swojej stronie internetowej podaje, że wyrabiając u niego kartę kredytową MASTERCARD (a nie sądzę, aby przepisy VISA odbiegały w jakiś znaczący sposób) otrzymuje się pakiet ubezpieczeń....między innymi: (trzeba rozwinąć zakładkę: super bezpieczna (https://www.kartadb.pl/nasze_karty,4.html))


"Pakiet Ubezpieczeń Bezpieczna Karta, zapewniający ochronę na wypadek nieuprawnionego użycia karty, kradzieży gotówki wypłaconej z bankomatu, rabunku karty i dokumentów, utraty bądź uszkodzenia towaru opłaconego kartą"


Warto sprawdzić w organizacji VISA, (http://www.visa.pl/) czy w/w ubezpieczenie nie jest również standardową usługą wynikającą z przepisów tejże organizacji.


Daj znać jak Tobie poszło :-)

Jak mBank będzie musiał wysłać Tobie pisemne uzasadnienie odmowy to być może okaże się, że jednak prawo jest po Twojej stronie.

Azazel85
05-12-2010, 05:02
Akurat przypadek dysku twardego w kompie jest dość śliski, bo nie podpadałoby to właśnie tak jak wspomniano pod niezgodność towaru z umową, a pod gwarancję
No właśnie - a dalej sam piszesz, że w takim przypadku powoływałbyś się na niezgodność, a nie gwarancję. Dlaczego??


Ten przykład jest o tyle ciekawy, że dyski twarde nie padają ot tak, po paru miesiącach.
Wierz mi - dyski, czy inna elektronika - zdarza się im padać "ot tak".


kupując nowy komputer raczej nie spodziewamy się że padnie w nim dysk po 5 miesiącach, tak sam z siebie. Z tego można wywnioskować, że w danym egzemplarzu istniała już jakaś usterka (czyli ta niezgodność towaru z umową mająca postać usterki), która po jakimś, dość krótkim, zbyt krótkim jak na przyjęty dla danego przedmiotu, czasie "zaowocowała" padnięciem całego dysku. W tym przypadku mogłaby to być np. nieskalibrowana głowica odczytująca dane z dysku, albo wadliwe łożysko, albo źle zarobione jakieś styki w konstrukcji które w końcu doprowadziły do zwarcia
W ogóle się tego nie spodziewamy;) Ale jak jesteśmy świadomi, wiemy że to się może zdarzyć - i po to pytamy ile sprzęt ma gwarancji, i bardziej się nam podoba jak przykładowy laptop ma 36 m-cy gwarancji zamiast 12stu :)
A skoro dysk wcześniej działał ok, a po jakimś czasie padł - może być ciężko dociekać czy to była głowica, łożysko czy coś innego. Może zaszkodził zbyt gwałtowny wstrząs podczas transportu, albo skok napięcia nie zatrzymany w zasilaczu. Itd itp.

Zmierzam po prostu do tego - czemu w takim przypadku miałbym korzystać z niezgodności a nie z gwarancji??


Żeby było ciekawiej, wcale się na nic powoływać nie musiałem, ot, uznał to za granicę przyzwoitości, że skoro zamontował, sprawdził, działało, a nagle po paru godzinach u mnie padło, to coś jest nie tak ze sprzętem i że normalne będzie że to załatwi na moją korzyść.
A widzisz - jakbyś kupił ten zasilacz te 10zł czy 20zł taniej gdzieś w jakimś sklepiku w necie - zachodu byłoby pewnie więcej. A tak, kupując w sklepie stacjonarnym, który ma swoje koszty utrzymania, opłaca tego sprzedawcę itd, płacimy te parę złoty więcej w cenie, właśnie za takie "możliwości".


Nie można też przesadzać w drugą stronę, żeby sprzedawca mówił nam przy kupnie czajnika, że jak zagotujemy wodę, to można się nią oparzyć
Była z tego co słyszałem w Stanach dość głośna sprawa sądowa, którą klientka z firmą wygrała, dowodząc że nie wiedziała że nie można kota wsadzać do mikrofalówki bo może mu to zaszkodzić - tym samym powodując że w tamtejszych instrukcjach pojawiają się teraz tego typu ostrzeżenia :)


"Pakiet Ubezpieczeń Bezpieczna Karta, zapewniający ochronę na wypadek nieuprawnionego użycia karty, kradzieży gotówki wypłaconej z bankomatu, rabunku karty i dokumentów, utraty bądź uszkodzenia towaru opłaconego kartą"

Czyli rozumiem z tego, że po co mi gwarancja producenta czy zapisy w KC, skoro jak mi się po jakimś tam czasie uszkodzi towar za który zapłaciłem kartą, mogę po prostu cofnąć płatność?



Kurde, osobiście, trochę przerażony jestem ogólną myślą tego i tym podobnych wątków - gdzie rozważanie jest typu "czym się zasłonić, żeby być większym cwaniakiem i wy*ymać drugą stronę" :|

HN70
05-12-2010, 12:34
Czyli rozumiem z tego, że po co mi gwarancja producenta czy zapisy w KC, skoro jak mi się po jakimś tam czasie uszkodzi towar za który zapłaciłem kartą, mogę po prostu cofnąć płatność?
TAK. To nie ja to wymyśliłem, ale VISA i MASTERCARD. Być może są jakieś ograniczenia czasowe np: 30dni od daty zakupu, ale generalnie jeśli ktoś sprzedał wadliwy towar to musi liczyć się z tym, że będzie to wyjaśniał z bankiem i dystrybutorem, a klient dostanie zwrot kasy. Klient nasz Pan :-)




Kurde, osobiście, trochę przerażony jestem ogólną myślą tego i tym podobnych wątków - gdzie rozważanie jest typu "czym się zasłonić, żeby być większym cwaniakiem i wy*ymać drugą stronę" Kurde, w końcu w całym cywilizowanym świecie usługa CHARGE BACK działa i jakoś nie słychać głosów, aby ją wycofać. W końcu JA jako klient wydając pieniądze na drogi sprzęt oczekuję, że będzie to sprzęt SPRAWNY. Nie interesuje mnie co czuje sprzedawca. Mam do tego prawo i z niego korzystam. Jeśli sprzedawca obawia się, że dystrybutor zostawi go z bublem to niech się z nim dogada w sprawie zwrotów wadliwego sprzętu, albo zmieni dystrybutora, albo zmieni branżę (zawsze może sprzedawać pietruszkę). To sprzedawca jest dla klienta, a nie odwrotnie. Być może nie wszyscy sprzedawcy to zrozumieli, ale na szczęście VISA i MASTERCARD nie są zarządzane przez dinozaurów z PRL-u.

Erie
05-12-2010, 15:03
TAK. To nie ja to wymyśliłem, ale VISA i MASTERCARD. Być może są jakieś ograniczenia czasowe np: 30dni od daty zakupu, ale generalnie jeśli ktoś sprzedał wadliwy towar to musi liczyć się z tym, że będzie to wyjaśniał z bankiem i dystrybutorem, a klient dostanie zwrot kasy. Klient nasz Pan :-)

Tak, Klient nasz Pan, do czasu aż zacznie oszukiwać i np. będzie chciał wymiany sprzętu który sam zepsuł/ rozbił i będzie cudował, stawał na głowie wręcz aby kasę odzyskać.


Kurde, w końcu w całym cywilizowanym świecie usługa CHARGE BACK działa i jakoś nie słychać głosów, aby ją wycofać. W końcu JA jako klient wydając pieniądze na drogi sprzęt oczekuję, że będzie to sprzęt SPRAWNY. Nie interesuje mnie co czuje sprzedawca. Mam do tego prawo i z niego korzystam. Jeśli sprzedawca obawia się, że dystrybutor zostawi go z bublem to niech się z nim dogada w sprawie zwrotów wadliwego sprzętu, albo zmieni dystrybutora, albo zmieni branżę (zawsze może sprzedawać pietruszkę). To sprzedawca jest dla klienta, a nie odwrotnie. Być może nie wszyscy sprzedawcy to zrozumieli, ale na szczęście VISA i MASTERCARD nie są zarządzane przez dinozaurów z PRL-u.

To nie sprzedawcy są z PRLu, tylko mentalność wielu naszych rodaków (obojętnie czy po stronie sprzedawcy czy klienta) i wielu z nich patrzy jak zakombinować, aby mu było dobrze. Jest 10 dni na zwrot towaru w stanie niezmienionym to się kupuje duże plazmy/ projektory do pooglądania filmów z przyjaciółmi w weekend i oddaje się je
do sklepu jak już przestają być potrzebne. Kupuje się drogie aparaty na zagraniczną wycieczkę, robi się zdjęcia, wraca do Polski i odstępuje od umowy zawartej na odległość. Albo inaczej - kupuje się sprzęt na ślub, robi się nim zdjęcia i następnie się zwraca do sklepu i oczekuje wrotu kasy. Cwaniactwo jest z obu stron, więc się nie dziw sprzedawcom, że podejrzliwie patrzą na pewne zagrania "klientów".

Wszystkim, którzy tak nawołują do tego że mają prawo, że wymagają polecam pomyśleć troszkę nad ich postawą. Aby się potem, nie okazało, że postawieni po drugiej stronie wcale im tak różowo nie będzie. A ogólnie to naprawdę polecam podchodzić do wszystkiego po ludzku, z empatią, a nie z roszczeniami "bo mi się należy". Gwarantuję, że będzie milej i skuteczniej.

Azazel85
06-12-2010, 03:45
jeśli ktoś sprzedał [/b]wadliwy[/b] towar to musi liczyć się z tym, że będzie to wyjaśniał z bankiem i dystrybutorem, a klient dostanie zwrot kasy

Nudny będę - ale znowu, co to znaczy "wadliwy towar"?? Jak kupię aparat, po jakimś czasie - miesiącu, dwóch, sześciu czy dziesięciu, się zepsuje, przestanie robić zdjęcia - nie wiem, kłapać lustrem - to mam iść do banku żeby mi oddali pieniądze bo płaciłem kartą??
Gdzie, które prawo które kodeksy jakie paragrafy o tym mówią? Jak wygląda procedura? Ktoś to przerabiał?


Kurde, w końcu w całym cywilizowanym świecie usługa CHARGE BACK działa i jakoś nie słychać głosów, aby ją wycofać
Ale właśnie w tym cywilizowanym świecie jest porządek, są przepisy ściśle określone których ludzie ściśle się trzymają. A u nas niestety znaczna cześć osób zaraz kombinuje jakby tu nagiąć te przepisy byle tylko coś dla siebie uszczknąć, bez względu na konsekwencje dla innych.


W końcu JA jako klient wydając pieniądze na drogi sprzęt oczekuję, że będzie to sprzęt SPRAWNY.
I w momencie zakupu jest sprawny. Wtedy też dostajesz instrukcję obsługi żeby wiedzieć jak ten sprzęt dalej sprawnym utrzymać :)
A jak Ci zepsuje, co jest absolutnie powszechne - wszystko się psuje i zużywa, my też chorujemy i się zużywany - wybierasz sobie takiego producenta, który gwarantuje Ci najdłuższą żywotność swojego sprzętu i obiecuje, że nawet jeśli coś się w jakimś tam czasie zepsuje, on Ci pomoże i bezpłatnie to naprawi (gwarancja).

Czemu więc tak usilnie kombinujemy, że jak skończyła nam się gwarancja, zrzućmy to na kogoś innego?


Jeśli sprzedawca obawia się, że dystrybutor zostawi go z bublem to niech się z nim dogada w sprawie zwrotów wadliwego sprzętu, albo zmieni dystrybutora, albo zmieni branżę
Naprawdę w to wierzysz?? Że jeden maleńki trybik zmienia system? Że taki Nikon Polska u którego zostawiłeś swoje powiedzmy 5 tyś ciężko zarobionych złotówek, się Tobą przejmie? Jeśli oni robią rocznie podejrzewam kilkadziesiąt jak nie kilkaset milionów zł obrotu, że Cię zauważą?
Niestety, co nikomu z klientów się raczej nie podoba, chyba niemal każda rzecz jest tak robiona i kalkulowana, żeby po określonym czasie trzeba było zamienić ją na nową - czyli np. Nikon jest świadom że po takim a takim czasie jego zabawka umrze a Ty będziesz musiał przyjść kupić nową - są tego świadomi i robią to umyślnie.
Dostawca ze sklepem się nie dogada, jeśli producent nie zrobi tego samego z dostawcą. Analogia na linii dystrybutor->sklep->klient jest identyczna jak piętro wyżej: producent->dystrybutor->sklep.
Piszesz że jak się sprzedawcy nie podobają oczekiwania klienta, to niech zmieni branżę - a czy nie działa to tak samo w drugą stronę?Jak Ci się nie podobają warunki zakupu - nie kupuj?
Sorry, ale w takim popapranym świecie żyjemy.

I nie chce tu prowadzić krucjaty w obronie sprzedawców/sklepów - bo często też jest sporo winy po ich stronie. Tylko tak jak pisze Erie - być świadomym różnych punktów widzenia czy czasami konfliktu interesów które można neutralnie z korzyścią dla wszystkich rozwiązać.
I tak jak pisałem wcześniej, "normalny" klient w swoim zaufanym sklepie o nic martwić się nie musi, bo wie że dołożone zostaną wszelkie możliwe starania, by jego sprawa była załatwiona dla niego jak najpomyślniej.
Wg mnie za taki komfort warto zapłacić czasami te parę zł więcej :)

jpyt
08-12-2010, 20:49
Przepraszam za OFT ale w sumie sprawa dotyczy zarówno D7000 (o którym w wątku) jak i szeroko pojętego prawa jakie mamy w sklepie.

No więc aktualnie jestem w procesie reklamacyjnym w stosunku do jednego z dość znanych sklepów (sieć ABFoto). Dzisiaj udałem się do niego z dość dobrym nastawieniem jednak to jak tam zostałem potraktowany po prostu zwaliło mnie z nóg - wszystko jest opisane w innym wątku - tutaj daję tylko linka (http://forum.nikoniarze.pl/showpost.php?p=2188583&postcount=1489).

Po prostu przeczytajcie jak to wygląda w praktyce - mnie narazie szkoda słów.

HN70
08-12-2010, 21:00
Przepraszam za OFT ale w sumie sprawa dotyczy zarówno D7000 (o którym w wątku) jak i szeroko pojętego prawa jakie mamy w sklepie.

No więc aktualnie jestem w procesie reklamacyjnym w stosunku do jednego z dość znanych sklepów (sieć ABFoto). Dzisiaj udałem się do niego z dość dobrym nastawieniem jednak to jak tam zostałem potraktowany po prostu zwaliło mnie z nóg - wszystko jest opisane w innym wątku - tutaj daję tylko linka (http://forum.nikoniarze.pl/showpost.php?p=2188583&postcount=1489).

Po prostu przeczytajcie jak to wygląda w praktyce - mnie narazie szkoda słów.

Proponuję wrócić do sklepu w towarzystwie drugiej osoby jako świadka (najlepiej aby był absolwentem prawa), lub od razu udać się do federacji konsumentów. Takich sprzedawców należy tępić z całą surowością prawa!



Nudny będę - ale znowu, co to znaczy "wadliwy towar"?? Jak kupię aparat, po jakimś czasie - miesiącu, dwóch, sześciu czy dziesięciu, się zepsuje, przestanie robić zdjęcia - nie wiem, kłapać lustrem - to mam iść do banku żeby mi oddali pieniądze bo płaciłem kartą??
Gdzie, które prawo które kodeksy jakie paragrafy o tym mówią? Jak wygląda procedura? Ktoś to przerabiał?


Ostatnio nie miałem zbyt dużo czasu, ale wybiorę się do DB banku, aby wyjaśniono mi jak wygląda procedura CHARGE BACK w praktyce. Bo jak ona wygląda w teorii to można sobie wygooglować.

Jak się dowiem szczegółów to dam Tobie i innym znać :-)


p.s. może należało by zmienić tytuł tego wątku na "Jak walczyć z nieuczciwym sprzedawcą lub/i producentem sprzętu" ?

HN70
10-12-2010, 09:49
Podaję kolejne sposoby na zwrot sprzętu z wadami fabrycznymi (przyda się przy okazji kupowania D7000 i nie tylko) rozrzucone po okolicznych wątkach:

- "Vobisie jest tak, że jeżeli towar okaże się wadliwy to do 7 dni od daty zakupu jest wymiana od ręki (http://forum.nikoniarze.pl/showpost.php?p=2190520&postcount=1532) bez żadnej dyskusji. Natomiast towary do 200zł wymienanie od ręki są przez cały okres gwarancyjny urządzenia." Meriox

- "weźmy taki np MM albo Saturn, albo inne większe placówki, gdy kupujesz sprzęt to masz kilka dni na sprawdzenie (http://forum.nikoniarze.pl/showpost.php?p=2190469&postcount=1530), dlatego między innymi karty gwarancyjne nie są od razu podbijane, aby nie było żadnego problemu z wymianą wadliwego urządzenia na drugi dzień i to nie są rady kolejnego "Pomysłowego Dobromiła" tylko fakty," SHOX!

jpyt
10-12-2010, 11:59
Czy faktycznie ktoś jest wstanie potwierdzić, że tak jest np. w MM?

W ABFoto też nie miałem podbitej gwarancji a jak przyszło co do czego i następnego dnia wróciłem z aparatem to i tak nie było mowy o wymianie albo zwrocie.

[EDIT] Może załóżmy gdzieś stały wątek gdzie będziemy prowadzić listę sklepów wraz z ich "przychylnością" do przypadków sprzedaży totalnego bubla? Z czasem może wątek by się przypięło i byłoby to jakiś wyznacznik gdzie udać się na zakupy.

wojtas0009
10-12-2010, 15:26
Jpyt, a jak kupiłeś tego D7000- zamówiłeś przez internet i odebrałeś w sklepie, czy wziąłeś od ręki aparat czy dostarczyli Ci kurierem? Pytam z ciekawości, bo gdzieś nie gdzieś było coś o zwrotach w zależności od odbioru... ciekawi mnie to bo najprawdopodobniej w ABfoto w DG będę brał aparacik dla siebie. Z obiektywami z ABfoto nie miałem jak do tej pory problemu...

Lento Violento
10-12-2010, 15:34
Czy faktycznie ktoś jest wstanie potwierdzić, że tak jest np. w MM?



Ja mogę potwierdzić, w MM oddałem w ten sposób komórkę oraz wymieniłem około miesiąca temu laptopa. Już przy zakupie pracownik MM poinformował mnie, że mam 7 dni na przetestowanie sprzętu, powyżej 7 dni pozostaje tylko ewentualny tryb reklamacyjny/serwisowy. Co do podstemplowania gwarancji w MM ma się na to 2 lata ...

jpyt
10-12-2010, 15:55
Jpyt, a jak kupiłeś tego D7000- zamówiłeś przez internet i odebrałeś w sklepie, czy wziąłeś od ręki aparat czy dostarczyli Ci kurierem? Pytam z ciekawości, bo gdzieś nie gdzieś było coś o zwrotach w zależności od odbioru... ciekawi mnie to bo najprawdopodobniej w ABfoto w DG będę brał aparacik dla siebie. Z obiektywami z ABfoto nie miałem jak do tej pory problemu...

Kupiłem po prostu w sklepie, ale jeśli zamówisz przez Internet z odbiorem w sklepie to będzie dokładnie to samo.

cervandes
10-12-2010, 22:11
Co do podstemplowania gwarancji w MM ma się na to 2 lata ...

Masz dowolną ilość czasu na podbicie, co i tak nic nie da jeśli sprzęt miał np rok gwarancji.

danielo
10-12-2010, 23:14
Sprzedawca udzielający gwarancji wydaje kupującemu wraz z towarem dokument gwarancyjny. To wystarczy by gwarancja obowiązywała. Nie potrzeba żadnych pieczątek.

Erie
10-12-2010, 23:21
Sprzedawca udzielający gwarancji wydaje kupującemu wraz z towarem dokument gwarancyjny. To wystarczy by gwarancja obowiązywała. Nie potrzeba żadnych pieczątek.

niekoniecznie, jeżeli w gwarancji jest zapis że jest wymagana pieczątka, podpis sprzedawcy i data sprzedaży to samo wydanie pustego dokumentu nie wystarczy

danielo
10-12-2010, 23:45
niekoniecznie, jeżeli w gwarancji jest zapis że jest wymagana pieczątka, podpis sprzedawcy i data sprzedaży to samo wydanie pustego dokumentu nie wystarczy

a i tu otwiera się sporne pole, byłby na pewno spór czy dodatkowe warunki ważności gwarancji mają wpływ na jej obowiązywanie tym bardziej, że warunki te nie dotyczą samej realizacji gwarancji lecz jej obowiązywania powyższy cytat pochodzi z ustawy o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej,


"Udzielenie kupującemu gwarancji następuje bez odrębnej opłaty przez oświadczenie gwaranta, zamieszczone w dokumencie gwarancyjnym lub reklamie, odnoszących się do towaru konsumpcyjnego; określa ono obowiązki gwaranta i uprawnienia kupującego w przypadku, gdy właściwość sprzedanego towaru nie odpowiada właściwości wskazanej w tym oświadczeniu..."

samo oświadczenie o tej treści jest moim zdaniem wystarczające do zaistnienia zobowiązania gwarancyjnego po stronie udzielającego gwarancji

mariuniu
11-12-2010, 00:41
Witam. Gwarancja gwarancją - tym terminem zawsze zasłoni się sprzedawca zrzucając tym samym odpowiedzialność na producenta/dystrybutora. Prawda jest taka, że gwarancja to tak naprawdę widzi mi się producenta sprzętu - może sobie tam pisać co chce i jak chce. Wydaje mi się, że nas z punktu widzenia konsumenta, który tak naprawdę ma bezpośrednią styczność ze sprzedawcą a nie z wytwórcą sprzętu powinno bardziej interesować pojęcie rękojmi lub jak kto woli towaru zgodnego z umową. Jest na to przepis i żaden sprzedawca łaski nie robi - ba jeżeli reklamujemy towar z tytułu rękojmi to nawet nie powinien żądać od nas dokumentu gwarancyjnego bo to on odpowiada za działanie sprzętu który sprzedaje zgodnie z tym do czego został stworzony. Usunięcie wady/ usterki powinno być przez sprzedawcę załatwione bezzwłocznie (pojęcie względne ale u nas przyjeło się 14 dni) - w przeciwnym przypadku sprzedawca powinien wymienić sprzęt na wolny od wad bądź jeżeli nie ma takiej możliwości to zwrócić gotówkę (odstąpienie od umowy) - A DOCHODZIĆ SIĘ Z PRODUCENTEM POWINIEN ON SAM. Zwłaszcza powinno się korzystać z tego prawa w przypadku, gdy po zakupie okazuje się, że aparat ma hot pixele, nie ostrzy w punkt itp - bo taka wada istniała przed momentem zakupu. Poczytajcie ustawę o rękojmi http://pl.wikipedia.org/wiki/R%C4%99kojmia bo wydaje mi się, że wiele osób jest tego nieświadomych. Nie wiem jednak jak to jest w przypadku usób które prowdzą działalność.

danielo
11-12-2010, 00:50
nie jest to takie obojętne czy chodzi o rękojmię czy o niezgodność z umową - to jest zbiór odmiennych uprawnień i obowiązków
podsumowując system ochrony kupującego mamy
- rękojmię
- niezgodność towaru z umową
- gwarancję
- roszczenie odszkodowawcze
- odpowiedzialność za produkt niebezpieczny

eldritch
12-12-2010, 13:47
W trakcie tych 10 dni o których mowa w tym wątku można korzystać ze sprzętu - wszelkie odmienne zapisy regulaminowe są bezprawne.
Drugą stroną medalu jest to - że Wy - my kupujemy później sprzęt, który zanim do nas trafił obrócił raz czy dwa kurierem do "10-dniowego nabywcy", który wykonał w tym czasie takie czy inne zlecenie...
To jest kwestia pewnej kultury...

Erie
12-12-2010, 14:28
W trakcie tych 10 dni o których mowa w tym wątku można korzystać ze sprzętu - wszelkie odmienne zapisy regulaminowe są bezprawne.
Drugą stroną medalu jest to - że Wy - my kupujemy później sprzęt, który zanim do nas trafił obrócił raz czy dwa kurierem do "10-dniowego nabywcy", który wykonał w tym czasie takie czy inne zlecenie...
To jest kwestia pewnej kultury...

nie do końca jest to prawdą - sprzęt można przetestować, sprawdzić działanie, ale nie mozna nim np. zrobić tysiąca zdjęć na ślubie i potem oddać, nawet jesli byłyby to 2 dni, a nie 10

poza tym wspomniane odmienne zapisy w regulaminie do końca bezprawne to nie są - są tylko interpretacją "stanu niezmienionego" którego ustawodawca nie sprecyzował, a to już wina ustawodawcy

Piotrek 77
12-12-2010, 14:33
jest jeszcze niezgodnosć towaru z umową gdzie to odpowiada za towar sprzedawca.
Natomiast co do MM to oni z niezgodności nic sobie nie robią, i nawet zostały nałożone kary za nieprzestrzeganie przepisów.

Piotrek 77
09-01-2011, 12:26
Większość przeczytałem z duża uwagą - ale parę postów sobie darowałem więc przepraszam jak to gdzieś było. Fajnie zostało wyjaśnione Niezgodnosć Towaru z Umową. Wszystko ładnie ale parę kwestii -

KUPUJĄCY TEŻ MA OBOWIĄZKI
Obowiązkiem kupującego jest sprawdzenie sprzętu przed zakupem. Np. kupujesz telewizor nie zajrzałeś do środka, nie obejrzałeś jego dokładnie a tam jest duza rysa na obudowie. Jakbyś wyciągnął go z pudła to byś tą rysę widział. Więc to twoja wina. Czasem kupujemy coś wadliwego wiemy o tej wadzie - więc tego nie można reklamować.

- masz określony czas powiadomić sprzedawcę o powstałej wadzie, jest to jak się nie mylę miesiąc czasu. Po tym terminie nie będziesz mógł sie powoływać na ustawę.

USTAWOWE 14 DNI
14 dni jest na rozpatrzenie reklamacji a nie dostarczenie dobrego sprzętu. Np. w ciągu kilku dni stwierdzą że padła ci matryca i to z winy producenta. Dostajesz odpowiedź że reklamacja pozytywnie rozpatrzona ale aparat dostaniesz za miesiąc bo wtedy będą mieć tą matrycę.
Dobrze by było jakby się prawnik wypowiedział na ten temat. Ile można naprawiać sprzęt. W ustawie tego nie ma.

DODATKOWE KOSZTY
Tu tez proszę o wypowiedź prawnika.
W ustawie masz napisane że możesz żądać zwrotu poniesionych kosztów.
Ale podobno jest haczyk. Np. koszt dojazdu - najkrótsza droga i najtańszy transport np. komunikacja miejska.
Kupiłeś telewizor - przyszedł fachowiec i tobie go podłączył ustawił kanały. A po dwóch dniach telewizor okazuje sie popsuty. Ile tobie zapłacą za podłączenie drugiego telewizora - ile możesz żądać? Np. sąsiad weźmie 20zł, facet z uprawnieniami 200zł a inny weźmie 500zł - podobno są na to odpowiednie przepisy że musisz mieć wystawioną fakturę Vatowską po cenach roboczogodziny wziętych z innej ustawy?

Erie
09-01-2011, 12:48
Większość przeczytałem z duża uwagą - ale parę postów sobie darowałem więc przepraszam jak to gdzieś było. Fajnie zostało wyjaśnione Niezgodnosć Towaru z Umową. Wszystko ładnie ale parę kwestii -

KUPUJĄCY TEŻ MA OBOWIĄZKI
Obowiązkiem kupującego jest sprawdzenie sprzętu przed zakupem. Np. kupujesz telewizor nie zajrzałeś do środka, nie obejrzałeś jego dokładnie a tam jest duza rysa na obudowie. Jakbyś wyciągnął go z pudła to byś tą rysę widział. Więc to twoja wina. Czasem kupujemy coś wadliwego wiemy o tej wadzie - więc tego nie można reklamować.

zły przykład - jeżeli kupujesz ten telewizor i ma on rysę o której nie wiedziałeś to jest to jak najbardziej wada/ niezgodność z umową, nie masz obowiązku wyciągać w sklepie i oglądać telewizora (powiedzmy kupujesz 100 cali i będzie to baaaaaardzo uciążliwe dla Ciebie), dobrze by oczywiście było obejrzeć sprzęt podobnie jak oglądamy buty czy ubrania jak je kupujemy czy nie ma gdzieś zaciągniętej nitki, zerwanego szwu itp, ale nie może to być wymagane do tego by sprzęt był zgodny z umową


- masz określony czas powiadomić sprzedawcę o powstałej wadzie, jest to jak się nie mylę miesiąc czasu. Po tym terminie nie będziesz mógł sie powoływać na ustawę.

masz dwa miesiące od zauważenia niezgodności (wady) do powiadomienia sprzedawcy


USTAWOWE 14 DNI
14 dni jest na rozpatrzenie reklamacji a nie dostarczenie dobrego sprzętu. Np. w ciągu kilku dni stwierdzą że padła ci matryca i to z winy producenta. Dostajesz odpowiedź że reklamacja pozytywnie rozpatrzona ale aparat dostaniesz za miesiąc bo wtedy będą mieć tą matrycę.
Dobrze by było jakby się prawnik wypowiedział na ten temat. Ile można naprawiać sprzęt. W ustawie tego nie ma.

ano nie ma i to jest pole do popisu zarówno dla klientów, sprzedawców jak i wszelkiej maści doradców :), a szkoda, bo jakby było kokretnie okreslone byłoby lepiej


DODATKOWE KOSZTY
Tu tez proszę o wypowiedź prawnika.
W ustawie masz napisane że możesz żądać zwrotu poniesionych kosztów.
Ale podobno jest haczyk. Np. koszt dojazdu - najkrótsza droga i najtańszy transport np. komunikacja miejska.
Kupiłeś telewizor - przyszedł fachowiec i tobie go podłączył ustawił kanały. A po dwóch dniach telewizor okazuje sie popsuty. Ile tobie zapłacą za podłączenie drugiego telewizora - ile możesz żądać? Np. sąsiad weźmie 20zł, facet z uprawnieniami 200zł a inny weźmie 500zł - podobno są na to odpowiednie przepisy że musisz mieć wystawioną fakturę Vatowską po cenach roboczogodziny wziętych z innej ustawy?

najczęściej te dodatkowe koszty które są zwracane to właśnie koszt dojazdu i/lub transportu (w przypadku sklepów internetowych), chociaż zdarzyły się nawet żądania zwrotu kosztów wycieczki do jakiegoś kraju w Azji (nie pamiętam samego kraju) bo tam się zepsuł plecak turystyczny (sytuacja prawdziwa w sklepie outdoorowym), ale raczej nie zostało to rozpatrzone pozytywnie

niech sie jednak wypowie jakiś prawnik z podaniem przepisów i paragrafów ;)

Piotrek 77
09-01-2011, 13:33
dzieki za wyjasnienie.
Chociaz z ta rysa to nie wiem czy przesadziłem. Chodzi o duza wadę którą jakbys wyciągnął telewizor to byś ją zobaczył. Nie o drobne ryski, czy wyciągniętą nitkę. Np kupując sweter miał jeden rękaw innego koloru niż drugi, a nie wyciagnieta nitka. Wada która bardzo dobrze jest widoczna.

Erie
09-01-2011, 15:20
dzieki za wyjasnienie.
Chociaz z ta rysa to nie wiem czy przesadziłem. Chodzi o duza wadę którą jakbys wyciągnął telewizor to byś ją zobaczył. Nie o drobne ryski, czy wyciągniętą nitkę. Np kupując sweter miał jeden rękaw innego koloru niż drugi, a nie wyciagnieta nitka. Wada która bardzo dobrze jest widoczna.

załóżmy, że kupujesz ekskluzywny sweter/ koszulę na prezent - idealnie zapakowane (jeszcze z tymi cholernymi szpilkami, których jak nie zauważysz to potem masz pełno w plecach lub niżej), wręczasz prezent i ups... sweterek ma rekaw zielony, a koszula nie ma wogóle rękawa - to są wady ukryte i tyle - nie masz szans ich zauważyć w sklepie, a nie oszukujmy się koszula rękaw musi mieć, a sweterek to nie był patchwork :)

freefly
09-01-2011, 16:51
załóżmy, że kupujesz ekskluzywny sweter/ koszulę na prezent - idealnie zapakowane (jeszcze z tymi cholernymi szpilkami, których jak nie zauważysz to potem masz pełno w plecach lub niżej), wręczasz prezent i ups... sweterek ma rekaw zielony, a koszula nie ma wogóle rękawa - to są wady ukryte i tyle - nie masz szans ich zauważyć w sklepie, a nie oszukujmy się koszula rękaw musi mieć, a sweterek to nie był patchwork :)

Życzę szczęścia w sądzie, przy ewentualnym dochodzeniu roszczenia, przy zastosowaniu takich argumentów.
W Twoim interesie jest, żeby obejrzeć towar przed zakupem, jeśli nie dokonujesz zakupu na odległość.
Nie dotyczy, to produktów spożywczych ( z wyjątkiem owoców sprzedawanych luzem).
Wada ukryta, to taka, której nie jesteś w stanie dostrzec przy oględzinach z zewnątrz lub taka która wyjdzie w trakcie użytkowania.

Nawet ekskluzywną odzież, masz prawo obejrzeć i przyymieeeerzyyyyć. A co zrobisz, gdy rękawy będą za krótkie?
Na jakiej podstawie będziesz chciał reklamować towar? To jest w Twoim interesie, dokładnie takim samym jak czytanie podpisywanych umów.
Jeśli sprzedawca nie chce Ci umożliwić obejrzenia towaru przed zakupem, to po prostu nie kupujesz.

Erie
09-01-2011, 17:15
Życzę szczęścia w sądzie, przy ewentualnym dochodzeniu roszczenia, przy zastosowaniu takich argumentów.
W Twoim interesie jest, żeby obejrzeć towar przed zakupem, jeśli nie dokonujesz zakupu na odległość.
Nie dotyczy, to produktów spożywczych ( z wyjątkiem owoców sprzedawanych luzem).
Wada ukryta, to taka, której nie jesteś w stanie dostrzec przy oględzinach z zewnątrz lub taka która wyjdzie w trakcie użytkowania.

Nawet ekskluzywną odzież, masz prawo obejrzeć i przyymieeeerzyyyyć. A co zrobisz, gdy rękawy będą za krótkie?
Na jakiej podstawie będziesz chciał reklamować towar? To jest w Twoim interesie, dokładnie takim samym jak czytanie podpisywanych umów.
Jeśli sprzedawca nie chce Ci umożliwić obejrzenia towaru przed zakupem, to po prostu nie kupujesz.

Freefly, ja nie mówię o wadzie (o ile to mozna nazwać wadą) typu za krótkie rękawy tylko o ewidentnej wadzie typu brak tego rękawa - jeżeli kupuję produkt z nastawieniem na prezent to go np. nie otwieram (nie wypijam odrobiny koniaku kupionego dla szefa, nie próbuję bombonierki dla teściowej itp., nie jeżdżę samochodem kupowanym jako prezent z okazji rocznicy ślubu itp.). Kupując zakładam, że jest wszystko ok (powiedzmy, że za to płacę).

Wiem, że można wszystko przekręcić tak jak się chce, można wykazać wiele róznych rzeczy przez obie strony, ale nie dajmy się zwariować :). Nie wszystkie produkty da się obejrzeć przed zakupem, sprawdzić czy wszystko gra itd. Kupując zasilacz do komputera mam go włączyć w sklepie (abstrahując od tego że bez obciążenia się po prostu spali)? Kupując silnik do samochodu mam go odpalić i posłuchać przez 0,5h/ 1h/ 4 godziny czy równo chodzi? Kupując kite'a mam sobie polatać po sklepie na nim (a sprzedawca mi podmucha abym miał noszenie)?

Jak do tej pory kupuję w takich sklepach gdzie nie mam problemów z ewentualnymi zwrotami (obojętnie czy stacjonarne czy wysyłkowe) i tego wszystkim życzę :), aby każdy sklep był taki.

freefly
09-01-2011, 17:40
Freefly, ja nie mówię o wadzie (o ile to mozna nazwać wadą) typu za krótkie rękawy tylko o ewidentnej wadzie typu brak tego rękawa - jeżeli kupuję produkt z nastawieniem na prezent to go np. nie otwieram (nie wypijam odrobiny koniaku kupionego dla szefa, nie próbuję bombonierki dla teściowej itp., nie jeżdżę samochodem kupowanym jako prezent z okazji rocznicy ślubu itp.). Kupując zakładam, że jest wszystko ok (powiedzmy, że za to płacę).

Wiem, że można wszystko przekręcić tak jak się chce, można wykazać wiele róznych rzeczy przez obie strony, ale nie dajmy się zwariować :). Nie wszystkie produkty da się obejrzeć przed zakupem, sprawdzić czy wszystko gra itd. Kupując zasilacz do komputera mam go włączyć w sklepie (abstrahując od tego że bez obciążenia się po prostu spali)? Kupując silnik do samochodu mam go odpalić i posłuchać przez 0,5h/ 1h/ 4 godziny czy równo chodzi? Kupując kite'a mam sobie polatać po sklepie na nim (a sprzedawca mi podmucha abym miał noszenie)?

Jak do tej pory kupuję w takich sklepach gdzie nie mam problemów z ewentualnymi zwrotami (obojętnie czy stacjonarne czy wysyłkowe) i tego wszystkim życzę :), aby każdy sklep był taki.

Dlatego wszystko jest cacy, gdy nic się nie dzieje, zwłaszcza gdy kwoty nie są jakieś duże, lub gdy sprzedajacy ma kosmiczny narzut. Kupił za 5 zeta, a sprzedaje po stówie. W ten sposób, to może Ci zwrócić kasę nawet po dwóch latach za wadliwy towar, bo więcej będzie kosztować go rozpatrywanie reklamacji, bo pracownikowi płaci 10 PLN za godzinę, a towar wart był 5 PLN.


Ale gdy przyjeżdżasz pod dom autem prosty z salonu i zauważasz rysę na drzwiach, to tłumaczenie, że nie zauważyłeś jej wcześniej tylko narazi Cię na śmieszność.
I nie podawaj przykładu silnika i wad w jego działaniu, bo każda wada, która wyjdzie w trakcie użytkowania, będzie właśnie wadą ukrytą, którą własnymi gałami nie jesteśmy w stanie dostrzec. Nie ma w zwyczaju chyba testowania przed zakupem sprzętu, dopóki się nie zepsuje.

Piotrek 77
09-01-2011, 17:51
ja podobnie uważam jak freefly to że nie wszystko odpieczętowujemy, nie oglądamy to nie znaczy że dobrze robimy.
Większe prawa mamy przy zakupie internetowym. Tylko tam też rożnie jest z zapisami - nie jest jasno powiedziane co jest sprawdzeniem sprzętu a co użytkowaniem. Czy np. można zrobić 5 zdjęć czy 50. Gdyby wszystko było łatwe to niepotrzebni by byli prawnicy.

A teraz ciekawostka:
Aby być rzecznikiem konsumenta wcale nie trzeba mieć jakiś kursów czy też prawa skończyć. Wystarczy mieć wykształcenie wyższe.

Więc czasem warto samemu poczytać przepisy bo może się okazać że ten rzecznik mniej wie od nas;)

Erie
09-01-2011, 17:55
Dlatego wszystko jest cacy, gdy nic się nie dzieje, zwłaszcza gdy kwoty nie są jakieś duże, lub gdy sprzedajacy ma kosmiczny narzut. Kupił za 5 zeta, a sprzedaje po stówie. W ten sposób, to może Ci zwrócić kasę nawet po dwóch latach za wadliwy towar, bo więcej będzie kosztować go rozpatrywanie reklamacji, bo pracownikowi płaci 10 PLN za godzinę, a towar wart był 5 PLN.

oczywista oczywistość :D


Ale gdy przyjeżdżasz pod dom autem prosty z salonu i zauważasz rysę na drzwiach, to tłumaczenie, że nie zauważyłeś jej wcześniej tylko narazi Cię na śmieszność.

albo jak wyjadę z salonu i "puknę bałwanka" :D, tylko... jeżeli okaże się że ta rysa nie jest spowodowana niedbałym prowadzeniem samochodu (przez kupującego), a została przykryta nową warstwą lakieru jeszcze w salonie to troszkę inaczej już jest panom w salonie i już się głupio nie będą uśmiechać


I nie podawaj przykładu silnika i wad w jego działaniu, bo każda wada, która wyjdzie w trakcie użytkowania, będzie właśnie wadą ukrytą, którą własnymi gałami nie jesteśmy w stanie dostrzec. Nie ma w zwyczaju chyba testowania przed zakupem sprzętu, dopóki się nie zepsuje.

no i w tym momencie przeczy to trochę wszystkim wątkom o testowaniu obiektywów/ aparatów w sklepie (których jest tutaj mnóstwo) ;)