PDA

Zobacz pełną wersję : Po kiego grzyba komu światłomierz?



korsarz
07-11-2010, 16:06
Czy może ktoś mi wyjaśnić po co komu światłomierz w studio? Procedura jest taka: określam GO, dobieram przesłonę, do tego czas, do tego ISO jak chcę ziarno. Mam dane ekspozycji i do tego dobieram sobie moc lamp tak, bym miał to co chcę. Stracę 3-5 klatek na dobór mocy lamp i tyle. Po co zabawa ze światłomierzem który mi mówi, że tu czy tu mam użyć f8???? Może ja czegoś nie rozumiem, czy ktoś mnie może oświecić? :)

docxxx
07-11-2010, 16:26
Swiatlo odbite to nie to samo co swiatlo padajace. Teraz jasniej?

korsarz
07-11-2010, 16:34
No rozumiem, nie to samo, ale dalej pytanie: PO CO światłomierz?

Władca Pixeli
07-11-2010, 17:28
Stracę 3-5 klatek na dobór mocy lamp i tyle. Po co zabawa ze światłomierzem który mi mówi, że tu czy tu mam użyć f8???? Może ja czegoś nie rozumiem, czy ktoś mnie może oświecić? :)
Jak całe życie będziesz robić na tym samym ustawieniu to nie potrzebujesz. Ale jak po kilku zdjęciach będziesz zmieniać ustawienia świateł to więcej czasu spędzisz na testach.
Wyobraź sobie teraz frustracje modelki, gdzie co chwilę po kilku zdjęciach będziesz robił próby aby ponownie dobrać poprawne parametry.
Bez światłomierza nie jesteś w stanie również podać proporcji światła błyskowego do zastanego.
Ale kto w dzisiejszych czasach przejmuje się takimi duperelami :mrgreen:

!AGresT
08-11-2010, 11:25
Jest wiele przypadków, kiedy światłomierz bardzo ułatwia/przyśpiesz pracę, choćby kiedy korzystamy z kilku lamp i chcemy w określony sposób zrównoważyć ich światło. Dodatkowo praca ze światłomierzem pozwala na wcześniejsze dokładne rozplanowanie/rozrysowanie światła na planowaną sesję tak, że po wejściu do studia raz-dwa rozstawiamy i regulujemy lampy do konkretnych ustawień a nie spędzamy cenne godziny na pstrykaniu do "a nuż się uda".
Nie wyobrażam sobie możliwości nauczenia się poprawnie pracy ze światłem bez światłomierza.

Unrealkg
08-11-2010, 11:54
Jak będziesz miał 5-10 minut na zrobienie zdjęcia idealnego pod względem ekspozycji to będziesz błagał o światłomierz ;)
Po prostu znacznie przyspiesza robotę, nie musisz ustawiać się w miejscu z którego chcesz kadrować, wystarczy wziąć to w łapkę, pstryknąć przy twarzy modela, zobaczyć wynik na światłomierzu i do roboty. Oszczędność czasu jest spora moim zdaniem jeżeli potrafi się dobrze obsługiwać światłomierz. :)
Plus, masz pewność ze zdjęcie jest dobrze naświetlone, jak zaobserwował mój znajomy po dłuższej zabawie światłomierzem to np nikon d90 pokazywał idealnie naświetlone zdjęcie (porównane na 3 monitorach) jako niedoświetlone w wielu miejscach. :)

Wujot
10-11-2010, 13:32
Sprawa nie jest taka oczywista.
Światłomierz do światła padającego z kopułką (a lepiej też z końcówką płaska) jest urządzeniem "niezależnym" od rodzaju fotografowanej sceny. Biały sześcian na białym tle naświetli identycznie jak czarny na czarnym. Niby dobrze - ale tylko dla diapozytywu i plików jpg! Jeśli pracujemy na negatywie cz-b dobrze będzie naświetlony ten czarny a biały będzie przewalony o ca 4 EV, w przypadku RAW będzie odwrotnie - ten czarny powinien być naświetlony o te 4EV mocniej. Czyli pomiar światła bez uwzględnienia kontrastu własnego sceny nie zawsze prowadzi do dobrych wyników. Drugi argument "przeciw" pomiarowi światła padającego jest jeszcze istotniejszy. Otóż gdy scena jest oświetlona wieloma lampami szczególnie kontrowo jest wielki kłopot z interpretacją wyników. Najprostszy przykład - klasyczny portret ale z kontrowo ustawionym światłem za sylwetką tworzącym aureolę wokół głowy. W takiej sytuacji nawet nie wiadomo jak skierować kopułkę a wprowadzona poprawka to np 2-3 EV. Inny przykład - powierzchnie odbijające źródła oświetlenia - poprawka też będzie rzędu 3 EV. Pomiar o którym pisali koledzy sprawdzi się więc tylko w prostych przypadkach. Dlatego też "drzewiej" oprócz dogłębnego pomiaru światła padającego był zawsze wykonywany polaroid (albo instant) i dopiero po nim było robione zdjęcie. Były też kasety pomiarowe (odpowiednik dzisiejszego pomiaru matrycowego) ale szczerze mówiąc praca na nich była na tyle upierdliwa, że po paru użyciach wróciłem do polaroidów.
Reasumując - absolutnie nie jestem przeciwnikiem światłomierzy i różnych metod pomiaru - choć sam światłomierza w studiu od paru lat nie używam (skończyła mi się bateria i nie chciało mi się wymieniać). Wcześniej jednak przez wiele lat mierzyłem wszystko - kontrast własny obiektu, poszczególne składowe oświetlenia, kontrast oświetlenia i na końcu kontrast sceny fotograficznej. Daje to pojęcie o zależności tych elementów i intuicję fotograficzną (dlatego teraz stawiam światło ustalam moc i przesłonę i przeważnie jest dobrze z dokładnością do 0.5 EV). Na wspomniane zależności należy teraz "nałożyć" wybór nośnika (dia, negatyw, jpg, raw) i po uwzględnieniu kontrastu sceny oraz długości użytecznego odcinka naświetleń skorygować (lub nie) wyniki pomiaru.
Nie da się jednak ukryć, że gdyby mnie ktoś postawił przed wyborem albo światłomierz albo wyświetlacz to bym z pierwszego zrezygnował bez problemu. Żaden światłomierz nie pomoże nam przy subtelnościach interpretacyjnych gdzie reguluje się poszczególne lampy np o 1/3 EV.
Pozdro
Wiesiek

Jacek_Z
10-11-2010, 16:34
To co napisałeś wcale nie świadczy o "niepotrzebności" :) światłomierza, ale o tym, że nalezy umieć sie nim posługiwać (jak każdym narzędziem) i interpretować wyniki. Tak na szybko z tego co wymieniłeś można wyeliminować wady:
- istnieje pomiar punktowy światła odbitego (w wielu światłomierzach), więc idzie sprawdzić coś więcej niz ogólny pomiar
- trzeba patrzec jaką powierzchnie się oświetla (a więc i mierzy). Co innego mat, co innego połysk.
- trzeba patrzeć czy światło się po danej powierzchni ślizga - kąt rozwarty (jak na kontrach) czy też odbija sie pod ostrym kątem. To dość mocno zmienia postać rzeczy.
- niektóre światłomierze na skali "analogowej" pokazują zakres rejestrowanej sceny. Ba, niektóre pozwalają na wgranie charakterystyki matrycy, bo wiadomo, że rózne matryce mają rózne DR.

Ja osobiście stosuję interpretacje wyników, spota nie praktykuję prawie wcale, na DR też generalnie nie musze patrzeć, bo najczęsciej scena zdjęciowa nie ma w studiu az takiej rozpiętości. Gdyby była duża rozpiętośc - zacząłbym posługiwać sie spotem.

Marcin_gda
11-11-2010, 00:39
Dzisiaj znalazłem swojego Variosix-a, i gdyby nie to, że czasem odpalam moje 4x5, to pewnie znalazłbym mu nowy dom.
Co do pomiaru punktowego - mam jedynie swiatłomierz do światła ciągłego (pentax spot digital) i w czasach filmowych kilka razy pomógł mi jak diabli. W studio jakoś mi się bez niego udawało... Ale na 4x5 testowałem polaroidem ( wolałem go od fuji, bo łapał prawie cały zakres tonalny diapozytywu ).
Reasumując - mam swiatłomierz(e), a gdy nachodzi mię chęć kupienia nowego (tym razem sekonic-a ze spotem), to staram się jak najszybciej zająć czymś innym :)

Wujot
11-11-2010, 17:52
Moją intencją nie było wykazanie "niepotrzebności" ;) światłomierza ale raczej tego, że jego używanie to pierwszy krok do świadomej pracy studyjnej. Gdzie fotograf może kontrolować zarówno dobór materiałów (czyli kontrast własny) jak i światło (i jego kontrast) w każdym fragmencie planu, uwzględniając typ materiału na którym się pracuje. Tak aby mieć dokładnie to co się zaplanowało. Kiedyś bez dogłębnej znajomości tych pojęć praca zawodowa na dobrym poziomie była prawie niemożliwa. A uzyskanie zawsze idealnie trafionego listka 4" x 5" (bez breketingu) odróżniało zawodowca od początkującego.
Wprowadzenie wielopunktowego pomiaru na matrycy i interpretacji (kulawej bo kulawej ale jednak) tego przez SI aparatu sytuację zasadniczo zmieniło - każdy ma w miarę poprawnie naświetloną klatkę. I większości to wystarcza, kto będzie się zagłębiał w SSA i dalekie konsekwencje z tego wynikające. Sprawdzone wzorce znajdzie się w keysach, skopiuje się je i gitara gra. A jak coś nie gra to od czego jest postprodukcja!
Przy takim podejściu szkoda czasu na warsztat i światłomierz. Nawet na ustawianie światła - namiot bezcieniowy sprawę załatwi.
Oczywiście ironizuję. Uważam, że warto jest podjąć wysiłek i zrozumieć dogłębnie to o czym pisałem. Raz opanowane wystarczy na całe (fotograficzna) życie.
Pozdo
Wiesiek

Jacek_Z
11-11-2010, 18:43
Zgoda.
Pomiar matrycowy jest OK, ale to pomiar światła odbitego i nie mierzy nam błysku w studiu. Zresztą nie zawsze pomiar matrycowy jest dobry, przejście z analoga na cyfrę spowodowało konieczność opracowania na nowo algorytmów. Pamiętamy wątki o D80 z przepalaniem na matrycowym. Zresztą w specyficznych sytuacjach pomiar sie wyłoży, nawet w topowym body. Dlatego to producenci dają wybór - spot, matrycowy i CW, bo nie ma idealnej uniwersalnej metody. Czyli jak widać należy wiedzieć kiedy jaki pomiar powinno sie stosować, w dodatku stosując konkretny pomiar powinno sie umieć go interpretować (ewidentnie - spot).

korsarz pytał o studio.

Wujot
11-11-2010, 19:55
korsarz pytał o studio.

Przepraszam - zastosowałem tutaj nieświadomie pewne uproszczenie myślowe - miałem na myśli procedurę zaproponowaną przez założyciela wątku czyli zdjęcia próbne. W przypadku błysku, po paru strzałach, mamy prawidłową ekspozycję (na podstawie oceny histogramu). Można to uznać spokojnie za rodzaj pomiaru matrycowego i światłomierza. Oczywiście już bez SI aparatu.

Dopiero teraz (nie zaglądam na to forum tak często) trafiłem na wątek o histogramie

http://forum.nikoniarze.pl/showthread.php?t=55943

Warto go doczytać bo dobrze uzupełnia temat. Dygresja - dla mnie ciekawa była opisana tam metodologia ustawiania wielu świateł (w tym kontrowych) właśnie z światłomierzem. Sam pracuję od lat zupełnie inaczej i oczywiście uważam, że jest to optymalne ;) Jak widać są różne praktyki i upodobania. Ale dlatego warto dokładnie wiedzieć o wspomnianych tutaj problemach.

Jacek_Z
11-11-2010, 20:01
Dla mnie o dziwo praca w studiu, ze światłomierzem, to nie ustalanie ekspozycji, to proste, ale ustawanie świateł (tzn ich mocy). Ustawienie przysłony w aparacie to żaden problem. Cały sęk w ustawieniu odpowiednich stosunków mocy między kilkoma światłami. I po to jest światłomierz. Dlatego przy 1-2 lampach światłomierz można sobie podarować, ale przy 5 - ja chcę światłomierza :)
Ja pracuję dość prymitywnie (gdy pracuję z wieloma lampami) - mierzę każdą z lamp z osobna. Ale to pozwala na wyciaganie wniosków, naukę.

korsarz
11-11-2010, 20:52
Serdeczne Wan dzięki za trud włożony w pisanie każdego postu. No trochę mnie uświadomiliście. Ale...
Mam taką sytuację. Portret, czarne tło, 3 lampy. Jakiś główny soft, jakaś kontra i coś z plastrem dla udziwnienia.
Chcę mieć małą go, pracuję na 1,4-2.8. Dajmy 1,4. To teraz co mam zrobić z tym całym światłomierzem? Czas synchronizacji 1/200 więc mam podstawowe dane: ISO 100, f1.4, czas 1/200. Do tego chcę dobrać moc lamp i teraz co, z każdej strony modelki wyzwalam lampę i reguluję moc?

Dobrze myślę?

Jacek_Z
11-11-2010, 21:43
Mniej więcej tak. Ale uwaga. Jak zapalisz wszystkie lampy, to sumaryczna ekspozycja wzrośnie, bo będzie to suma błysków. Więc całkiem prawdopodobne, że chcąc mieć 1,4 pojedyncza lampa powinna ci dawać wynik 1,0, co będzie delikatnie mówiąc trudne (bo lampa na minimum będzie i tak za mocna).
Wszystko zależy od tego, czy będziesz błyskał dwiema lampami na ten sam fragment twarzy, czy nie. Jeśli obszary oświetlane przez 2 lampy będą się w częsci pokrywały, to tam jest suma błysków. Pociesz się,że to jest wzrost o góra 1 EV, jeśli lampy mają równą moc. Jesli jedna lampa jest słabsza, to jej wpływ jest mniejszy, zmieni wynik o mniej niż 1 EV.
Kontra oddziaływuje silniej niż wykazuje pomiar, bo światło się slizga po obiekcie.

W 1 poście nie sposób przekazać lata doświadczeń. To tak z grubsza.

Wujot
11-11-2010, 22:56
Parę porad praktycznych:
- w przypadku świateł modelujących, tłowego i wypełniającego kopułkę kierujesz w stronę aparatu
- w przypadku świateł kontrowych po dwusiecznej kąta miedzy osiami światła i obiektywu
- w miejscach gdzie światła się pokrywają po wykonaniu pomiaru sumarycznego można wysłonić (zacienić) kopułkę i zmierzyć proporcje składowych bez ganiania do reflektora (to samo można uzyskać przy płaskiej końcówce)

Ja pracuję inaczej - choć de'facto podobnie do Jacka_Z. Ustawiam aparat i optymalną przesłonę no i kadr. Następnie stawiam wszystkie światła wraz z "prognozowaną" mocą. Ogladam plan z pozycji lampy i odwrotnie z pozycji obiektu lampę - jak trzeba to poprawiam wtedy jej położenie.Teraz włączam lampy pojedyńczo, robię fotę próbną i bardzo dokładnie oglądam każdą składową - poprawiam np pracę wrót, jeśli trzeba doregulowuję moc. Acha nie używam pilotów. Praktycznie nigdy a nawet jak je włączę to i tak nie służą do oceny światła. Później zapalam wszystkie lampy robię fotę i oglądam efekt. Czasem wymaga on lekkiej poprawy.
Rzadko kiedy pokrywają mi się składowe świateł poza oczywiście wypełniającym. Od czasu wprowadzenia matryc cyfrowych dość znacząco obniżyłem kontrast sceny fotograficznej (czyli przeważnie kontrast oświetlenia) tak aby w 6-7 strefie Adamsa nie było obrazu. Oddala to szumy od obrazu w cieniach. Kontrast podbijam w obróbce.
Pozdro
Wiesiek

Jacek_Z
12-11-2010, 01:32
To co piszemy brzmi strasznie. Chyba zniechęcamy ludzi do światłomierzy i do studia :mrgreen:

fushiro
13-11-2010, 00:43
To co piszemy brzmi strasznie. Chyba zniechęcamy ludzi do światłomierzy i do studia :mrgreen:

Ci co mają później narzekać, lepiej niech się zniechęcą od razu :p Jak dla mnie - amatora w końcu jakieś konkrety w temacie nad którymi można się zastanowić. Mnie zniechęca tylko z lekka cena większości sprzętów.

Piotr.S
13-11-2010, 18:14
Ha. Używam światłomierza w studio do panowania nad kontrastem. Mimo, że fotografuję w studio poprzez laptopa i Nikon Capture, to wieloletnie doświadczenie z czasów analogowej fotografii nauczyło mnie czytać kontrast sceny w jednostkach EV. Średnio trzy pomiary pozwalają mi ocenieć praktycznie w 100% kontrast i dynamikę tonalną sceny. Poprostu oszczędzam czas.

sorry miało być Nikon Camera Control - przepraszam