Zobacz pełną wersję : Lustrzanki na mrozie
tomi9506
23-10-2010, 12:18
Od kilku miesięcy jestem posiadaczem Nikona D5000. Nieuchronnie zbliża się zima, więc zastanawiam się, czy można lustrem robić zdjęcia na mrozie ? Słyszałem różne historie z tym związane, i w końcu nie wiem, jak to z tym jest. W instrukcji napisane jest, że optymalna temperatura pracy to od 0°C do 40°C. Co się stanie z aparatem, w niższej niż 0°C temperaturze ? Może wy macie doświadczenia z tym związane ?
Ja katowałem D200 na 3000 m n.p.m przy -28 C i nie było żadnego problemu:)
Z tego co kojarzę to chyba akku szybciej się zużywał.
Przy -11'C D40 działał mi bezproblemowo.
cervandes
23-10-2010, 12:28
instrukcja instrukcją, mój D80 wytrzymywał bez problemu kilkugodzinne spacery przy -20*C, pilnowałem tylko żeby po przyjściu do domu nie używać aparatu i nie wyciągać go z torby przez kilka godzin żeby się wilgoć na zimnej obudowie nie skondensowała.
D40 i D5000 używałem zimą (-10 przynajmniej) - bez problemów. Temperatura nie robi raczej wiele złego - bardziej chodzi i skraplanie wody jeżeli wejdziesz z zimnym aparatem do ciepłego, wilgotnego pomieszczenia. Woda skrapla się nie tylko na szkle (obiektyw, lustro, wizjer), ale też na elektronice. Dlatego jak wrócisz z akcji, to zostaw aparat w grubej torbie, żeby powoli doszedł sobie do temperatury pokojowej. A jak się jeszcze boisz, to zawsze można wyjąć baterię.
cervandes
23-10-2010, 12:56
aha, zapomniałem dodać, że mam w torbie wrzucone w zimie takie woreczki z kulkami odciągającymi wilgoć. Tak na wszelki...
lodzermensch
23-10-2010, 13:11
Ja katowałem D200 na 3000 m n.p.m przy -28 C i nie było żadnego problemu:)
Z tego co kojarzę to chyba akku szybciej się zużywał.
Właśnie o baterię chodzi.
(...) pilnowałem tylko żeby po przyjściu do domu nie używać aparatu i nie wyciągać go z torby przez kilka godzin żeby się wilgoć na zimnej obudowie nie skondensowała.
W tym rzecz cała.
aha, zapomniałem dodać, że mam w torbie wrzucone w zimie takie woreczki z kulkami odciągającymi wilgoć. Tak na wszelki...
Lekka przesada ;)
wojtas0009
23-10-2010, 13:41
http://www.youtube.com/watch?v=L-0AIYtdik4
;) jeszcze gdzieś był filmik, jak z D90 wspinali się w mrozie i cykali zdjęcia...
w każdym razie, podczas "dużych mrozów" zeszłych zim, mój kastrat dawał rade ( po 2, 3 godziny w temperaturce poniżej -20 stopni), tylko tak jak koledzy mówili- trzeba pamiętać, by nie doszło do skroplenia itd. ;)
Blasius.G
23-10-2010, 13:43
...Lekka przesada ;)
Dlaczego? Duzo ludzi tak ma. Ja nawet nie tyle mam je tam wrzucone, co nie wyjmowalem ich z toreb od nowosci:) Nie przeszkadzaja, a moga troche pomoc.
Przy mrozie nigdy zadnych problemow nie mialem (nawiazujac do watku).
Z d40 nie miałem rok temu najmniejszych problemów nawet na dużym mrozie.
Jednak z tego co pamiętam to znajomemu nie chciał na mrozie AF ruszać w d700
cervandes
23-10-2010, 15:15
Jednak z tego co pamiętam to znajomemu nie chciał na mrozie AF ruszać w d700
hahaha, bo to puszka dla bogatych ludzi którzy w zimie siedzą w ciepłych krajach :D
Jacenty Z.
23-10-2010, 21:57
Co się stanie z aparatem, w niższej niż 0°C temperaturze ? Może wy macie doświadczenia z tym związane ?
Z mojego doświadczenia z ostatniej zimy, będzie nadal robił zdjęcia :) Akumulator działa krócej (do tego nie trzeba nawet zimy, wystarczyło ostatnio wyjść pofotografować w chłodny jesienny poranek). Przy dużym mrozie można sobie łatwo zachuchać przednią soczewkę obiektywu, a wtedy przez kilkadziesiąt sekund na zrobionych zdjęciach pozostanie darmowy efekt mgły (całkiem jak przy założonym filtrze Fog A). Tak samo można zaparować wizjer lub LCD (choć tego nie widać na zdjęciach, za to może nie być widać zdjęć ;) ). Czasem więc gdy grzebałem w aparacie wstrzymywałem oddech. Trzecia sprawa to śnieg - który czasem może być mniej upierdliwy niż deszcz (bo drobniejszy i pozornie suchszy), czasem jednak też bardziej zdradliwy (gdy topi się na aparacie i zaczyna płynąć). No i jak dekielek od obiektywu upadnie w zaspę to trzeba go szybko odszukać i długo potem osuszać :(
Miałem też dziwny przypadek, że sama przestawiła mi się data w aparacie (tak jakby jakieś mini-zwarcie w elektronice z powodu wilgoci) gdy stałem kilka godzin w padającym mokrym śniegu (choć aparat wyjmowałem tylko na krótko, przez większość czasu był w torbie i plecaku).
cinspire
24-10-2010, 23:06
No i jak dekielek od obiektywu upadnie w zaspę to trzeba go szybko odszukać i długo potem osuszać :(
Przypomniałeś mi tym tekst ubota, o przesiewaniu śniegu przez siatkę :P
W moim D3000 najsłabszym ogniwem poprzedniej zimy byłem ja sam. Niezależnie czy spory mróz, długo na mrozie, czy w mniejszym mrozie duże płatki śniegu, przyklejające się do puszki i topiące się, wszystko bez problemu.
Jedynie wkładałem po czymś takim na kilka godzin do torby i ją zamykałem, żeby doszedł sobie spokojnie do temp. wnętrza. Jak się wyciągnie wcześniej kartę, to zupełnie w niczym nie szkodzi i zdjęciami też można się bawić od razu.
No chyba, że problem jak przy deszczu, zachlapane jakąś kroplą szkło podczas focenia.
moje d40 chodzi ok ale bateria slabiej trzyma jak wkladam druga to w rekach troche ogrzewam
podobno na mrozie szumy są mniejsze.
Mój D300 wytrzymał w tamtym roku 3-godzinną sesje przy -19. Co ciekawe SB900 błyskała na jednym zestawie aku. Zrobiłem około 220 zdjęć.
U mnie zarówno D200, jak i D50 dawały radę pracować przez kilka godzin w mrozie -20C (w sumie to już bardziej ja nie wytrzymywałem ;) ). Bateria starcza wtedy na krócej (dobrze mieć zapas w kieszonce koszuli, pod kurtką), no i wiadomo, trzeba uważać z wilgocią po powrocie :D Zatem nie ma się co bać, tylko brać aparat i trzaskać ładne śnieżne krajobrazy czy lodowe makro :D
Witam. Używam D50 i przeważnie nie noszę żadnej torby "foto" bo mi przeszkadza. Mam za to w kieszeni zawsze pożądną reklamówkę, co by w razie śnieżycy czy deszczu załadować tam mojego Nikosia. Nikoś jak do tej pory przetrzymał wszelkie wybryki matki natury, jedynie jak poprzednicy- akumulator zimą żyje krócej, no i po powrocie do domu nie włazić od razu ze sprzętem do ciepłego pomieszczenia, ale np: w garażu niech się zaaklimatyzuje.
podobno na mrozie szumy są mniejsze.
Nie podobno a na pewno :)
mozna na mrozie robic, a nawet trzeba bo fajne kadry czasami wychodza :), a tak bardziej na serio, to bierzesz dwie baterie, jedna w kieszen przy piersi, druga w aparacie i od czasu do czasu zmieniasz je. aparat jak nie uzywasz to wkladasz pod kurtke i bedzie ok. po powrocie do domu, czekasz az bedzie mial temperature pokojowa, dopiero wtedy wlaczasz. na duzym mrozie, mozesz miec tylko troche opoznione dzialanie wyswietlaczy - smiesznie to troche wyglada.
Dlaczego? Duzo ludzi tak ma. Ja nawet nie tyle mam je tam wrzucone, co nie wyjmowalem ich z toreb od nowosci:) Nie przeszkadzaja, a moga troche pomoc.
Przy mrozie nigdy zadnych problemow nie mialem (nawiazujac do watku).
To jest żywica jonowymienna handlowo nazywana silkażel. Kombinujesz dobrze, ale ten środek nie działa w nieskończoność. Taka ilość wystarcza na podróż z Japonii do Polski i kończy żywot przy pierwszym rozpakowaniu. Po tym czasie jest już tak zapakowana wilgocią, że dalej nie absorbuje.
Są na to dwa sposoby:
1. Kupić nową żywicę
2. Tą, którą masz wsadzić do piekarnika o temperaturze 180-200 na dwie godziny ( i masz nowiutką żywicę :p)
Tak więc Twoja torebeczka służy obecnie jedynie do poprawy nastroju.
O!....idzie zima :) Wątek sezonowy.
Ostatniej zimy mój były D80 nie sprawiał najmniejszych problemów. Wcześniej ja miałem dość niż on.
Moim zdaniem najważniejszą sprawą jest to, aby pamiętać, że po powrocie z mrozu, do domu aparat wcześniej zapakować do plecaka i niech sobie tam dojdzie do temperatury pokojowej. Po co ma się na nim wilgoć osadzać.
Jacenty Z.
27-10-2010, 21:37
Powiedzcie, czy znacie jakąś metodę używania tego żelu inaczej niż w woreczkach? Bo sam żel OK, ale te torebeczki papierowe trochę się złuszczają i to być może z nich bierze się część drobnych białych pyłków w torbie od aparatu (?). Gdyby tak same te "kulki", tylko zapakowane w coś innego? Jakiś mały metalowy pojemnik z dziurkami? Tak, żeby móc je wymienić na nowe, albo odświeżyć i włożyć z powrotem.
To jest żywica jonowymienna handlowo nazywana silkażel. Kombinujesz dobrze, ale ten środek nie działa w nieskończoność. Taka ilość wystarcza na podróż z Japonii do Polski i kończy żywot przy pierwszym rozpakowaniu. Po tym czasie jest już tak zapakowana wilgocią, że dalej nie absorbuje.
Są na to dwa sposoby:
1. Kupić nową żywicę
2. Tą, którą masz wsadzić do piekarnika o temperaturze 180-200 na dwie godziny ( i masz nowiutką żywicę :p)
Tak więc Twoja torebeczka służy obecnie jedynie do poprawy nastroju.
Żywicą jonowymienną nie napełnia się woreczków osuszających sprzęt w transporcie! Żywica jonowymienna jak sama nazwa wskazuje służy do wymiany jonowej, głównie do zmiękczania wody. Masz ją w swojej zmywarce do naczyń. Regenerujesz poprzez płukanie roztworem soli (teraz już są kostki zawierające w swoim składzie środek zmiękczający.
Dla pochłaniania wilgoci stosuje się żel krzemionkowy (silikażel) który możne być używany wielokrotnie bo oddaje wodę po ogrzaniu- o czym piszesz. Żel do wielokrotnego użytku zawiera dodatek barwnika. Zmiana koloru sygnalizuje wyczerpanie zdolności wchłaniania wody i potrzebę jego regeneracji. Żel w saszetkach dołączanych do aparatury na czas transportu nie jest barwiony, bo nie zakłada się regeneracji.
Wiem, że do tematu ta informacja nic nie wnosi- ale czyta nas młodzież i źle nauczona może paść na jakimś egzaminie z chemii- stąd mój post.
Silikażel kupisz bez problemu przez internet za ok. 50zł/litr (cena może się różnić w zależności od rodzaju). Za te pieniądze dostajesz puszkę "kulek" i rób z nimi co chcesz. Widz w tym, że jest to materiał bardzo skuteczny i wystarczy przez kilka minut trzymać otwartą puszkę w wilgotnym miejscu(np. w czasie deszczu ) aby żywica przyjęła maksymalną ilość wody i przestała działać. Noszenie tej żywicy w "oddychających" torbach również nie ma sensu.
Dodam jeszcze dwie uwagi:
Elektronice i optyce nie szkodzi wilgoć w naszym klimacie, lecz kondensacja pary wodnej spowodowana gwałtownymi zmianami temperatur, co już wcześniej było omówione.
W handlu dostępny jest żel, który zmienia kolor wraz z ilością związanej wody, ale stosowanie tych rozwiązań ma sens jedynie, gdy zawijamy sprzęt w szczelny foliowy worek i wysyłamy pocztą na biegun południowy :p
W normalnych warunkach wystarczy unikanie szoków temperaturowych i odczekanie aby wilgoć odparowała po zakończeniu zdjęć w deszczu lub na mrozie.
Powiedzcie, czy znacie jakąś metodę używania tego żelu inaczej niż w woreczkach? Bo sam żel OK, ale te torebeczki papierowe trochę się złuszczają i to być może z nich bierze się część drobnych białych pyłków w torbie od aparatu (?). Gdyby tak same te "kulki", tylko zapakowane w coś innego? Jakiś mały metalowy pojemnik z dziurkami? Tak, żeby móc je wymienić na nowe, albo odświeżyć i włożyć z powrotem.
Jacenty Z.
28-10-2010, 10:14
Sorry za mój poprzedni post - tak to się czasem zdarza, że człowiek coś pisze, a potem żałuje...
Żeby tak może już zamknąć dyskusję na temat tego nieszczęsnego żelu krzemionkowego (silikatowego? - nie wiem czy to drugie określenie jest również poprawne i po polsku), przypomnę, że choć u nas nie Arktyka, ani nie Bombaj, istnieje też tak prozaiczne zjawisko jak utlenianie, czyli rdzewienie, wszelkich nie zabezpieczonych powierzchni metalowych. I to sądzę też warto brać pod uwagę dbając o ochronę przed nadmiernym skraplaniem i osuszanie sprzętu.
hipcio_stg
28-10-2010, 17:40
Odnośnie dużych mrozów (powyżej -20 st C) w obiektywach Sigmy zamarza smar i można załatwić AF. Nie testowałem, ostrzegam cudzym ostrzeżeniem. Ile w tym prawdy? Nie wiem, ale wolę nie ryzykować.
cervandes
28-10-2010, 20:16
Odnośnie dużych mrozów (powyżej -20 st C) [...]
jak już to poniżej...
Moja 10-20 przeżyła -20-kilka, nie wiem... -22 czy -24 przez około 4 godziny, ani razu nie trafiła pod kurtkę.
Kundzior
02-11-2010, 20:13
Bez jaj....na forum co zima to samo, bo ktoś jest nie ogarnięty.....śmietnik się robi.
robertw33
04-11-2010, 12:21
d90 na -18 żadnych problemów
Niby mój D5k ma prace 0-40C to byłem z nim na -22 i nie było problemu żadnego. Tylko jak wszedłem na chwile do cieplejszego pomieszczenia zaczął obiektyw parować, musiałem schować do torby na 40 min aż powoli się ogrzeje. Nie ma się czego bać
mklonizer
20-12-2010, 10:04
Ostatnio pstrykając na mrozie zaobserwowałem że szumy przy iso 200 były kosmiczne wbrew opiniom jakie tu się pojawiają (temp. okolo -10) nawet na iso 100 wyszły dość znaczne czym to może być spowodowane ?
marciing
20-12-2010, 10:14
Ostatnio pstrykając na mrozie zaobserwowałem że szumy przy iso 200 były kosmiczne wbrew opiniom jakie tu się pojawiają (temp. okolo -10) nawet na iso 100 wyszły dość znaczne czym to może być spowodowane ?
na bank nie jest to wina mrozu :)
na bank nie jest to wina mrozu :)
Dokładnie. Na mrozie szum jest mniejszy :)
mklonizer
20-12-2010, 17:49
w takim razie czym to może być spowodowane ?
w takim razie czym to może być spowodowane ?
https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2010/12/gier_ktore_pewnie_zagramy_3538381-1.jpg
źródło (http://img.interia.pl/gry/nimg/o/6/gier_ktore_pewnie_zagramy_3538381.jpg)
Ostatnio pstrykając na mrozie zaobserwowałem że szumy przy iso 200 były kosmiczne wbrew opiniom jakie tu się pojawiają (temp. okolo -10) nawet na iso 100 wyszły dość znaczne czym to może być spowodowane ?
Wrzuc jakies sample, obejrzymy, bedzie mozna cos wiecej powiedziec.
P.S.
Odnosnie mrozu; bylem w sobote na nocnych zdjeciach i Duracelle sie poddaly po okolo 100-tu blyskach. Bylo zaledwie kilka stopni mrozu . . .
Mata_Hari
21-12-2010, 01:31
Ja w niedzielę byłam przez zaledwie godzinę w lesie na mrozie i ku mojemu zaskoczeniu, w obiektywie chyba zaczął mi zamarzać smar, bo miałam ewidentne problemy z zoomowaniem ( i czasem nawet AF nie chciał łapać, ale nie wiem, czy to też od mrozu - wcześniej nigdy mi się to przy tym szkle nie zdarzało). Przyznam, że trochę mnie to zaskoczyło, bo ani jakoś super zimno nie było, ani nie pstrykałam długo :(
w takim razie czym to może być spowodowane ?
Przyznaj się - rozgrzałeś się flaszeczką i ci zaszumiało.
A poważniej - czy to jest szum cyfrowy? Jeśli jakieś kolorowe placki sie pojawiły, to może z kondensacji oparów pomiędzy soczewkami.
mklonizer
21-12-2010, 23:22
https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2010/12/gier_ktore_pewnie_zagramy_3538381-1.jpg
źródło (http://img.interia.pl/gry/nimg/o/6/gier_ktore_pewnie_zagramy_3538381.jpg)
wystarczyło zajrzeć do kuli i sprawa się wyjaśniła wina "preseta" Dzięki za pomoc !!
Spascmar
22-12-2010, 22:21
Czesto w autach jak sa zaparowane szyby i pozniej odparuja, na szybach zostaje bialy nalot - lekke mgiełka.
Czy czeste wynoszenie lustrzanki na mroz i zpowrotem do cieplego pomieszczenia moze cos takiego spowodowac?
Chodzi mi o matryce - czy moze ja zabrudzic.
Reszta da sie wyczyscic.
Raczej nie zabrudzi matrycy bo to para wodna a ona raczej czysta jest. Kondensacja pary wodnej na obwodach elektronicznych może doprowadzć do zwarcia i zasadniczo to jedyne niebezpieczeństwo.
cervandes
22-12-2010, 23:52
Czesto w autach jak sa zaparowane szyby i pozniej odparuja, na szybach zostaje bialy nalot - lekke mgiełka.
Czy czeste wynoszenie lustrzanki na mroz i zpowrotem do cieplego pomieszczenia moze cos takiego spowodowac?
Chodzi mi o matryce - czy moze ja zabrudzic.
Reszta da sie wyczyscic.
umyj sobie szyby w aucie jak Ci się jakieś mazy po odparowaniu wody robią. Czysta szyba nawet na maxa zaparowana po odparowaniu jest czysta.
hirotaro
30-12-2010, 11:56
ja sie D60 przy -20 bawiłem i nic mu nie było
Grizzzly
30-12-2010, 14:32
Raczej nie zabrudzi matrycy bo to para wodna a ona raczej czysta jest. Kondensacja pary wodnej na obwodach elektronicznych może doprowadzć do zwarcia i zasadniczo to jedyne niebezpieczeństwo.
Dzięki systemu uszczelnień, jakie nikon proponuje do swych produktów (choćby półka półprofesjonalnych body) możemy się nie martwić o takie rzeczy?
damciop03
30-12-2010, 15:53
Według mnie sprawa jest prosta jak wracam ze sprzętem z długich wycieczek oraz dużych zimowych mrozów to tylko sobie wyciągam kartę jak mi się pali do oglądania zdjęć a sprzęt chociaż na godzinkę pozostawiam w plecaku czy torbie i nie wyciągam go żeby tam sobie spokojnie dochodził do temperatury zbliżonej do pokojowej i tyle nigdy nie miałem problemu ze sprzętem dzięki temu.
Ja polecam noszenie sprzętu pod kurtką, o ile jest to możliwe. Robiłem wycieczkę po kościołach (fotografowanie szopek). Aparat na szyi (bo na Starym Mieście co 50 metrów kościół). Musiałem w jednym dłużej posiedzieć. Bo para się zaczęła skraplać na obiektywie. Warto więc zainwestować w kurtkę, która ciasno nie opina :)
Motorniczy
01-01-2011, 10:17
Bez jaj....na forum co zima to samo, bo ktoś jest nie ogarnięty.....śmietnik się robi.
Nie bądź taki zasadniczy.
Akurat pomysł z kurtką do najlepszych nie należy- chyba, że aparat podczas fotografowania nie zdąży się wychłodzić. W innym wypadku wkładasz zimny aparat do ciepłego i dość wilgotnego środowiska i, co gorsze, taki cykl hartowania powtarza się co chwila. Kurtka- to tylko jeśli aparat wyjmujesz na zrobienie kilku szybkich ujęć i nie pocisz się zbytnio :)
D90 -15 stopni trzymany tylko w dłoni przez ok. 3h- mój egzemplarz bezproblemowo, druga D90 miała po 2h problemy z ostrzeniem (2 różne obiektywy). Oczywiście po powrocie aparat dochodził do siebie w 'szczelnym' plecaku kilka godzin zanim go wyjąłem- mimo to korpus wciąż był bardzo zimny ale kondensacji pary nie doświadczył...
Jeśli musimy fotografować zimą w ciepłych pomieszczeniach, a nie mamy czasu na kilkugodzinne wygrzewanie sprzętu, sprawdzonym rozwiązaniem będzie katalityczna grzałka benzynowa ogrzewająca torbę. Być może sprawdzi się też źródło chemiczne, ale tego nie sprawdzałem. Ponieważ katalitycznie spalana benzyna daje wyczuwalny zapach, na wszelki wypadek obiektywy i aparaty chowam w ściśle zawinięte torby foliowe.
wrzesientomek
04-01-2011, 08:39
Witam. Przeczytałem cały wątek i wszyscy, którzy wypowiadali się o używaniu aparatu na mrozie pisali o kilku godzinach. Ja już niedługo wybieram się na 3-4 dniowy biwak i aparat będzie na mrozie cały czas i będę musiał go w trakcie wędrówki używać. Jak było w miarę ciepło nie było z tym problemu. Aparat niosło się w ręku, albo na szyi. Torba była przypięta z tyłu do plecaka, więc żeby aparat schować musiałem korzystać z pomocy kolegi jeśli chciałem to zrobić w trakcie marszu, co było dość "upierdliwe". Plecaki mamy ciężkie, więc ściąganie ich za każdym razem również odpada. Więc pozostaje opcja niesienia aparatu luzem (na szyi lub w ręku), albo pod kurtką. Co będzie lepsze? Kilka postów wcześniej było o wilgoci pod kurtką, czy ktoś jeszcze mógłby coś o tym napisać?
Sprawę rozładowujących się szybciej baterii, chyba mam rozwiązaną. Mój oryginalny akumulator starczył ostatnio na dwudniowy biwak w temperaturach nieco powyżej zera, więc dość niskich. Teraz mam dodatkowe 2 zamienniki i pożyczony oryginał od kolegi. Baterie będą trzymane jak najgłębiej pod ubraniem (choć bez przesady:) a na raz będzie używana tylko jedna.
Myślicie że obędzie się bez kłopotów?
PS Czy jeśli na mrozie kręcimy filmy to aparat może znieść to gorzej niż robienie zdjęć? Chodzi mi o ciągłą pracę matrycy i tryb LV.
Co do wsadzania aparatow pod kurtki czy tez podgrzewanych toreb to jest to co najmniej dziwna propozycja i w 100% sie nie sprawdza.
Na mrozie nigdy nie chowajcie aparatu do cieplego bo jak go wyciagniecie to bedzie mieli zaparowane szklo i ze zdjec bedzie kupa.
Aparat niech zawsze przebywa w stalej dla niego temperaturze pracy.
Po zakonczeniu pracy na zimnie zanim wejdziecie do cieplego, wyciagnijecie karte pamieci z body i owincie sprzet w szara gazete i wlozcie z prowrotem do torby, im dluzej bedzie on tam lezal tym lepiej.
Poczytajcie sobie troche o kondensacji powierzchniowej pary wodnej!
...a zagrzybienie obiektywow myslicie, ze od czego jest?
To pare takich sprawdzonych sposobow od wuja Toma ;)
Pozdr.
Zgadzam się z kolegą co4en. Jednakże zamiast 'szarego papieru' stosuję plastikową reklamówkę z biedronki (miałem reklamówkę nikona z fotojokera, ale osobiście sądzę, że nic nie dodaje uroku fotografowi, jak wyciąganie dslr z biedronkowej reklamówki ;-) ).
Zgadzam się z kolegą co4en. Jednakże zamiast 'szarego papieru' stosuję plastikową reklamówkę z biedronki (miałem reklamówkę nikona z fotojokera, ale osobiście sądzę, że nic nie dodaje uroku fotografowi, jak wyciąganie dslr z biedronkowej reklamówki ;-) ).
Gazeta badz jakis szary papier dziala jako osuszacz absorpcyjny i doskonale wchlania wilgoc.
Reklamowki nie spelniaja tego zadania.
ajphotography
04-01-2011, 10:28
U mnie podobnie z żadnym z nikonów nie miłem problemów a robiłem w warunkach -27. Sa dobrze uszczelnione to chyba pomaga co do aku to prawda szybciej padaja i trzeba jeszcze wziąśc pod uwage Karte pamięci!!! nie kazda sobie poradzi na mrozie;)
http://tiny.pl/hc729
Tu jest fajny poradnik.
To wiele wyjaśni.
Gazeta badz jakis szary papier dziala jako osuszacz absorpcyjny i doskonale wchlania wilgoc.
Reklamowki nie spelniaja tego zadania.
No właśnie... przyznam że nigdzie nie spotkałem się z pomysłem zastąpienia szczelnego worka foliowego, papierem (nawet szarym).
Nawet w linku podanym przez jacyj-a napisano http://tiny.pl/hc729 :
Przed wejściem do ciepłego pomieszczenia (podkreślę, przed wejściem) umieść aparat w hermetycznym pojemniku, w którym go do ciepła wniesiesz, zabierając ze sobą suche powietrze z dworu. Może to być foliowa torebka, może to być specjalny worek, może to tez być pojemnik na kanapki (taki, plastikowy, do lodówki), który hermetycznie zamkniesz. Poczekaj, aż zamknięty w tym suchym powietrzu aparat ogrzeje się do temperatury pokojowej i dopiero go rozpakuj.
ja ostatnio pstrykałem przy ponad -10 i zaobserwowałem problemy z autofocusem i ostrością z moją 50, co dziwne po jakimś czasie jakby ustąpiły bo tylko pierwsze zdjęcia z serii są nieostre. Później podpiąłem 18-105 i wszystko było super.
Co do wsadzania aparatow pod kurtki czy tez podgrzewanych toreb to jest to co najmniej dziwna propozycja i w 100% sie nie sprawdza.
Na mrozie nigdy nie chowajcie aparatu do cieplego bo jak go wyciagniecie to bedzie mieli zaparowane szklo i ze zdjec bedzie kupa.
Po zakonczeniu pracy na zimnie zanim wejdziecie do cieplego, wyciagnijecie karte pamieci z body i owincie sprzet w szara gazete i wlozcie z prowrotem do torby, im dluzej bedzie on tam lezal tym lepiej.
...Poczytajcie sobie troche o kondensacji powierzchniowej pary wodnej!
Pozdr.
Moja rada (ogrzewana torba) dotyczyła sytuacji w której musimy fotografować w ciepłych pomieszczeniach natychmiast po powrocie z długiego pobytu na mrozie. Nie mamy wówczas czasu na kilkugodzinne ogrzewanie sprzętu. Jedynym wyjściem w takiej sytuacji jest właśnie ogrzewana torba. Wkładanie gołego aparatu do ciepłej torby może spowodować kondensację pary, lecz nie będzie ona duża (lub prawie żadna), z uwagi na małą objętość i niską wilgotność zimowego, uwięzionego w torbie powietrza. Jeśli aparat będzie owinięty to nic mu nie grozi. Zimowe suche powietrze, ogrzane w torbie nadal jest suche i nie ma obawy o kondensację na zimnym sprzęcie. Takie ryzyko natomiast istnieje po schowaniu aparatu pod pazuchę.
wrzesientomek
05-01-2011, 11:47
Ale co sądzicie o trzymaniu aparatu na mrozie przez 4 doby? Mój nikon będzie marzł cały czas. Myślicie że może mu się coś stać? Nie zamarznie mi nic?
cervandes
05-01-2011, 19:55
Ale co sądzicie o trzymaniu aparatu na mrozie przez 4 doby? Mój nikon będzie marzł cały czas. Myślicie że może mu się coś stać? Nie zamarznie mi nic?
Przy aktualnych mrozach myślę, że nic. Te kilka stopni to przecież nic wielkiego, przy -20 rzeczywiście smar gęstnieje, ale to chyba jedyny problem a skoro mi się z D80 udawało przeżyć pół dnia przy -20 to różnicy między 4 dniami a pół dnia raczej nie będzie, aparat się wychłodzi w takim samym stopniu (zimno dotrze do mechaniki na 100%).
Jeszcze kwestia jakie szkło mieć będziesz, bo pamiętam, że ze starszymi szkłami jakieśtam problemy były. Czasem ktoś na Sigmy narzeka też - a jak wiadomo każdy producent ma swoje rozwiązania jeśli chodzi np o kwestie smarowania. Akurat jedyna Sigma jaką mam dawała na tej mojej kilkugodzinnej wyprawie radę, na moich Nikkorach też taka temp nie robi wrażenia.
Raczej nie zabrudzi matrycy bo to para wodna a ona raczej czysta jest. Kondensacja pary wodnej na obwodach elektronicznych może doprowadzć do zwarcia i zasadniczo to jedyne niebezpieczeństwo.
Jak sam napisałeś para wodna jest czysta (to destylowana woda). A woda destylowana nie przewodzi prądu - skąd więc możliwość zwarcia?
deseroza
05-01-2011, 23:30
lecz para wodna PRZEWODZI prund...
Para wodna, to nie woda destylowana.
lecz para wodna PRZEWODZI prund...
Para wodna, to nie woda destylowana.
A niby co? ;-) Woda odparowana jest wodą demineralizowaną.
Ja dziś z D700+16-35VR robiłem zdjęcia przy temperaturze -8 w Kuźnicach. Wszystko ok.
lecz para wodna PRZEWODZI prund...
Para wodna, to nie woda destylowana.
To jakaś nowa teoria - nie wiedziałem.
deseroza
05-01-2011, 23:42
Mój błąd w nieprecyzyjnym wyrażaniu się, już się poprawiam...
Woda dejonizowana (czyli demineralizowana) to nie do końca to samo, co woda destylowana - różnią się one sposobem otrzymania. Wodę demineralizowaną otrzymuje się przez przepuszczenie wody wodociągowej przez złoże tzw. jonitu, którego zadaniem jest wymiana jonów pochodzących od rozpuszczonych w wodzie soli na jony H+ i OH- (które normalnie występują w wodzie). Woda destylowana natomiast, jest otrzymywana przez odparowanie, a następnie skroplenie wody wodociągowej.
Produkt finalny posiada identyczne właściwości, zakładając, że OBA złoża jonitowe (kationit i anionit) są tuż po regeneracji.
Witajcie. Jeśli kogoś urażę odkopem to przepraszam, ale wziąłem pierwszy lepszy nagłówek z Google. Przymierzam się do zakupu D5600, dodatkowo idzie zima. Fotografuję transport publiczny i czasem czekanie na środek transportu zajmuje chwilę. Wyciągnę aparat, ustawię odpowiednie parametry i chowam aparat, po czym wyciągam po chwili, gdy oczekiwany pojazd nadejdzie. Czasem też jest spontan i coś nagle się pojawi. Dotychczas robiłem to kompaktem, który nigdy w niekorzystnych warunkach nie odmówił posłuszeństwa. Teraz przyjdzie jednak czas na aparat specjalnej troski. I tu pytanie: czy chwilowe wyciągnięcie i schowanie aparatu do torby lub plecaka nie przyniesie mu szkód? Czy może niech dynda te parę minut zanim coś przyjedzie? Nie ukrywam, że nie lubię zwracać zbytnio na siebie uwagi, więc to też jest powód chowania sprzętu.
Nic się nie będzie działo. Przecież po kilkunastu minutach na mrozie temperatura wewnątrz torby i na zewnątrz będzie jednakowa. No, chyba że torba posiada niezależne ogrzewanie.;-)
Jedynie baterie będą krócej trzymać, więc dobrze jest trzymać zapas w kieszeni blisko ciała.
Tylko mówimy o mrozach, a nie o -5C.
Nic się złego nie powinno wydarzyć. Może Ci się przydać ściereczka. Zdarza się, że jeśli z niskiej temperatury wejdziesz do wyższej (np. z dworu do sklepu) zaparuje obiektyw - warto go przetrzeć.
Zdarza się, że jeśli z niskiej temperatury wejdziesz do wyższej (np. z dworu do sklepu) zaparuje obiektyw - warto go przetrzeć.
Z dworu może nie ;-), dwory z reguły powinny być lepiej ogrzewane od sklepów. U nas gorzej bo do sklepu wchodzisz z pola!!
To akurat było nawiązanie do tego, by nie chować aparatu pod kurtkę ? Na mrozie pewnie będę rzadko focił (jak już to max. do - 5 stopni, a jak wiadomo, to prawie nie mróz). Ważne, by przy wyższych temperaturach nic się nie działo - by wejście z +5 do +20 nie wywoływało szkód.
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.