Zobacz pełną wersję : Praca w Fotojokerze - warto?
Rozważam pracę w salonie FJ, czy ktoś z obecnych tu forumowiczów miał przyjemność bądź nieprzyjemność pracować w tejże sieci i mógłby co nieco powiedzieć o warunkach itp?
Jeżeli lubisz robić zdjęcia to sobie odpuść, ta praca zabija hobby, po 8-10h pracy nie chce ci się już patrzeć na swój aparat. Co prawda z czasem przechodzi, no ale oprócz tego masz cały czas kontakt z klientem bezpośrednim, który miły czasami nie jest. a poza tym jak każdy inny handel bezpośredni :) trzeba to chociaż trochę lubić żeby wytrzymać dłużej :)
Pozdrawiam
Przemek Paśnik
27-09-2010, 20:07
No i najlepiej zakochaj się w Sony, bo to ostatnio jest w FJ na tapecie :wink:
Karl Johansson
27-09-2010, 20:10
W FJ nie pracowałem - co do pracy z ludźmi, natomiast, pewne doświadczenie mam.
Musisz się psychicznie przygotować do tego, że ludzie są różni.
I to, że teraz już to wiesz "z doświadczenia życiowego" wcale o niczym nie świadczy.
Ludzie są bardzo różni - potrafią być naprawdę super, bardzo mili, życzliwi, a potrafią też rzucać w Ciebie sprzętem (serio).
I jak Yova napisał - to trzeba lubić, inaczej staje się to źródłem frustracji i nerwów.
A pracę z ludźmi przerabiam ciągle od kilku lat, więc co nieco wiem ;)
No i najlepiej zakochaj się w Sony, bo to ostatnio jest w FJ na tapecie :wink:
A nieprawda, bo Samsung ;p
A tak na serio, to dużo prawdy jest w tym, co napisali koledzy.
Praca powoduje, że przechodzi ci ochota na zdjęcia, na szczęście jest to efekt czasowy, bo mi np.: po paru miesiącach teraz bardzo chcę się robić nowe zdjęcia - do tego stopnia, że zapisałem się specjalnie na kurs, żeby podszkolić warsztat.
Prawdą jest też, że praca potrafi trochę frustrować.
Czasem jest tak, że przez parę godzin nikt nie zajrzy, a czasami nie masz czasu się podrapać.
Do tego ludzie, którzy uważają się za znawców, a jak dochodzi co do czego, wychodzi że nie rozróżniają przysłony od czasu migawki :)
Ogólne warunki są moim zdaniem ok.
Dużo zależy od ciebie i od twojej ekipy, gdyż twoja wypłata w dużej mierze zależy od wyników sklepu.
Często organizowane są przez producentów konkursy, stąd często jest tak, że sprzedawca bardziej stara się sprzedać produkt danej marki.
mateo912
27-09-2010, 20:51
Z tego co kojarzę to kolega Kundzior robi w FJ ;)
Marian K
27-09-2010, 20:53
Podobno żadna praca nie hańbi,nawet sprzedawanie torebek foliowych reklamujących FJ.
Bierz tę pracę i zmień ten debilny zwyczaj.
... i wystrzegaj się podejścia do klienta "jak masz pan kasiorę, to pogadamy". Z ABfoto:shock:
Przemek Paśnik
27-09-2010, 21:50
Ja pamiętam, jak za gówniarza sprzedawałem graty w Media. Łójezusicku jakie tam klimatyczne człowieki się pojawiały. Sami spece, oni po aparat z gazetki, tylko, żeby ładne zdjęcia robił. Po pierwszym tygodniu już maiłem przerobione większość przypadków, ale od czasu do czasu ktoś mnie zaskakiwał. Teraz, jak sobie siedzę w labie, człowieki również dają czadu. Dwa tematy, które dostarczają odrobiny atrakcji do rutyny dnia codziennego: kalibracja monitora i nazwy papieru (szklący, z połyskiem, śliski, nabłyszczany, etc.) Ogólnie to w narodzie duch nie ginie i zawsze jakiś kabaret ktoś uskuteczni :)
Jak lubisz robić fotografie nocną to polecam. Tylko wtedy będziesz miał czas na zdjęcia. Praca jak to w handlu - trzeba to lubić. Kasa zależy od Ciebie i ekipy sklepu, ale to już ktoś pisał. Plusem są szkolenia, ale z tego co pamiętam to kosztem Twoich dni wolnych. Tajni klienci nasłani przez firmę do sprawdzenia czy pracujesz to norma. Mnie drażnił brak szacunku dla pracownika - nie istotna jest Twoja wiedza, tylko liczba zer w kasie i to czy wciskasz klientowi co Ci każą.
Najlepiej sprawdź sam - może coś się zmieniło...
KaleidoStar
27-09-2010, 22:27
Mam wrażenie, że kolega pytał konkretnie o warunki w FJ, o tę sieć sklepów pytał. Domyślam się, że na czym ta praca sama w sobie polega chyba wi.
Mam wrażenie, że ktoś z forum faktycznie tam robi/robił.. Ale czy to Kundzior czy inny stwor to nie mam pojęcia...
Siepacz (http://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=8920) - jeśli masz jakieś konkretne pytania, wyślij do mnie PM'kę.
Antonioo
27-09-2010, 23:12
... i wystrzegaj się podejścia do klienta "jak masz pan kasiorę, to pogadamy". Z ABfoto:shock:
to jest raczej domena większości sklepów, z własnej autopsji wiem, że przyłazi taki jeden z drugim, czekając aż żonka wyjdzie z kibelka np, albo kolejka w kserze za duża, i zawraca du**ę...., albo przechodził i wpadł i durne pytania zadaje....a czy dobre, a czemu takie drogie, itp...
ja z takimi ludźmi nie gadam....mam ważniejsze rzeczy do robienia, niż zabawiać kogoś rozmową, bo mu się nudzi, i nie ma co z czasem robić...
więc tekst "jak masz pan kasiorę,to pogadamy"uważam za jak najbardziej trafny. . .;)
teh_14m3
27-09-2010, 23:20
to jest raczej domena większości sklepów, z własnej autopsji wiem, że przyłazi taki jeden z drugim, czekając aż żonka wyjdzie z kibelka np, albo kolejka w kserze za duża, i zawraca du**ę...., albo przechodził i wpadł i durne pytania zadaje....a czy dobre, a czemu takie drogie, itp...
ja z takimi ludźmi nie gadam....mam ważniejsze rzeczy do robienia, niż zabawiać kogoś rozmową, bo mu się nudzi, i nie ma co z czasem robić...
więc tekst "jak masz pan kasiorę,to pogadamy"uważam za jak najbardziej trafny. . .;)
powiem tylko tyle: żenada, nie podoba się profesja - zmień pracę.
Antonioo
27-09-2010, 23:31
kolego nie sprowokujesz mnie :)
z własnej autopsji wiem
A z obcej??? Dlaczego używasz słów, których nie rozumiesz... Ehs...
Antonioo
27-09-2010, 23:33
to proszę o podpowiedzenie właściwego określenia, jeżeli popełniłem błąd... :)
i z góry dziękuję
marszull
27-09-2010, 23:44
Po prostu
"wiem z autopsji" - autopsja - naoczne stwierdzenie czegoś, własna obserwacja
Antonioo
27-09-2010, 23:45
marszull dziękuję bardzo Koledze ;) już wiem, że "wiem z autopsji" ma być :D
rkaniews
28-09-2010, 07:52
to jest raczej domena większości sklepów, z własnej autopsji wiem, że przyłazi taki jeden z drugim, czekając aż żonka wyjdzie z kibelka np, albo kolejka w kserze za duża, i zawraca du**ę...., albo przechodził i wpadł i durne pytania zadaje....a czy dobre, a czemu takie drogie, itp...
ja z takimi ludźmi nie gadam....mam ważniejsze rzeczy do robienia, niż zabawiać kogoś rozmową, bo mu się nudzi, i nie ma co z czasem robić...
więc tekst "jak masz pan kasiorę,to pogadamy"uważam za jak najbardziej trafny. . .;)
Bardzo dobry sposób na to, żeby klient nie wrócił do sklepu i wydał parę złotych. Sorry, ale jeżeli chodzę popatrzeć i się rozeznać w temacie, a koleś/sprzedawca ma mnie w tyle - to ja taki sklep też mam w tyle.
Szkolenia nie zawsze są kosztem dni wolnych, a przyznaje że są fajne :) no i raz na 2 lata organizowany jest wyjazd na Photokine, jak masz szczęście i nie podpadłeś to lecisz i jest ciekawie :). Anonimowi klienci to standard w tego typu sieciówkach więc to nic nadzwyczajnego. No ale chyba najważniejsza sprawa to to z jaka ekipą będziesz pracował w sklepie. Jeżeli trafisz na fajnych ludzi będzie ok a to że centrala grozi palcem na swoich pracowników to chyba norma wszędzie, ale potrafi też nagrodzić :) aha jak się już zdecydujesz to nastaw się na polecanie dziwnych rzeczy do dziwnych zakupów, np. fotoksiążke dla klienta, który przyszedł kupić paluszek AA :)
... i wystrzegaj się podejścia do klienta "jak masz pan kasiorę, to pogadamy". Z ABfoto:shock:
Witam,
Tak się składa, że pracuję w handlu. Sprzedaję bardzo drogie buty od 1590-4490PLN(ceny na półce), a można zamówić i za ponad 10.000PLN. Wielu klientów, którzy do mnie wchodzą, nie jest w stanie zapłacić wspomnianej wyżej kwoty, ale ja dla każdego staram się być miły i uprzejmy, bez względu na zawartość portfela. Jak się wybrało ten zawód, powinno się być świadomym różnych zachowań i humorów klientów.
Nigdy nie wiadomo, ile klient ma w kieszeni... Jest w mojej rodzinie pewien facet, który na początku lat 90 wykręcił całkiem fajny numer. Otóż był we Wrocławiu salon komputerowy (bodajże Interams), w którym sprzedawano bardzo drogie komputery IBM. No i facet tam wlazł, stanął i się rozglądał. Ubrany był średnio, bo w podniszczoną kurtkę skórzaną, jakiś tam sweter i dżinsy. Sprzedawca się jednak przełamał, podszedł i standardowo zapytał "czym mogę służyć?". Padła odpowiedź "chcę kupić komputer". Sprzedawca: "jaki?". A ten ze środka pokazał palcem "ten, ten i ten" - wskazał trzy wypasione maszyny, w tym jeden laptop (przypominam, że to IBM!). Sprzedawcy zrobiło się słabo z wrażenia, ale przyjął gotówkę i wydał dzielnie sprzęt. :)
Stąd płynie dobra rada, aby nie lekceważyć klientów i być życzliwym.
To jak w tym polskim filmie (o pierwszym telefonie komorkowym), gdzie do sklepu z drogimi plytkami przyszedl "wsior" (tak sie wydawalo sprzedawcy). Klient pokazuje na drogie plytki i pyta: "po ile". Na to sprzedawca z niesmakiem i mysla "facet, nie stac Cie!" mowi: (tu pada duza kwota). A gosc (gra go A. Grabowski vel. "Kiepski") mowi: "no to daj Panie 350m2, bo buduje basen dla wnukow" ;)
Nigdy nie wiadomo, ile klient ma w kieszeni... Jest w mojej rodzinie pewien facet, który na początku lat 90 wykręcił całkiem fajny numer. Otóż był we Wrocławiu salon komputerowy (bodajże Interams), w którym sprzedawano bardzo drogie komputery IBM. No i facet tam wlazł, stanął i się rozglądał. Ubrany był średnio, bo w podniszczoną kurtkę skórzaną, jakiś tam sweter i dżinsy. Sprzedawca się jednak przełamał, podszedł i standardowo zapytał "czym mogę służyć?". Padła odpowiedź "chcę kupić komputer". Sprzedawca: "jaki?". A ten ze środka pokazał palcem "ten, ten i ten" - wskazał trzy wypasione maszyny, w tym jeden laptop (przypominam, że to IBM!). Sprzedawcy zrobiło się słabo z wrażenia, ale przyjął gotówkę i wydał dzielnie sprzęt. :)
Stąd płynie dobra rada, aby nie lekceważyć klientów i być życzliwym.
Dobrze prawisz:wink: Moim zdaniem, są klienci, którzy mają pieniądze a ubierają się niezbyt dobrze, po to żeby sprawdzić podejście obsługi do klienta takiego jak oni!
to jest raczej domena większości sklepów, z własnej autopsji wiem, że przyłazi taki jeden z drugim, czekając aż żonka wyjdzie z kibelka np, albo kolejka w kserze za duża, i zawraca du**ę...., albo przechodził i wpadł i durne pytania zadaje....a czy dobre, a czemu takie drogie, itp...
ja z takimi ludźmi nie gadam....mam ważniejsze rzeczy do robienia, niż zabawiać kogoś rozmową, bo mu się nudzi, i nie ma co z czasem robić...
więc tekst "jak masz pan kasiorę,to pogadamy"uważam za jak najbardziej trafny. . .;)
no, to jesteś gość...
to jak już nabierzesz doświadczenia w kontaktach z tysiącami klientów wszelkiej maści to przekonasz się, że często ten dupozawracacz, gdy poczuje, że znasz się na rzeczy i fachowo (a co najważniejsze uprzejmie) mu doradziłeś potrafi wrócić nazajutrz, i zrealizować naprawdę spore zamówienie. Do tego rozreklamuje Cię wśród innych bliskich dupozawracaczy...
Zawsze powtarzam początkującym handlowcom starą , dobrą zasadę : "obsłuż klienta dobrze a zyskasz trzech innych, obsłuż go źle a stracisz dziesięciu". Sprawdza się to niemal zawsze.
Antonioo
28-09-2010, 13:27
patrzycie ogólnikami trochę...ja sobie z tego doskonalę zdaję sprawę i z doświadczenia i ze studiów....i nigdzie nie napisałem, że tak mówię i spławiam chamsko klienta takimi tekstami...., tylko, że się z tym trochę zgadzam....ale pomyślcie o tym co napisałem....."ludzi oczekujących" (czyli wchodzących do sklepu, bo na kogoś czekają i nie mają co z czasem zrobić) mam dziennie po kilkadziesiąt osób...takich co stoją w kolejce do ksera i im się dłuży połowa z tego...i co...mam rzeczowo i dogłębnie tłumaczyć, opowiadać, zachęcać, a nuż wróci??...a klient, który rzeczywiście chce coś kupić już nie wytrzymuje, tupie nerwowo nogami i łazi tam i z powrotem, a w końcu wychodzi....
no to wybaczcie, ale nie będę holował przez 30 minut takiego gadacza, tylko zajmuję się klientem który jest zainteresowany....a jeżeli gadacz rzeczywiście jest zainteresowany, to grzecznie przepraszam klienta który czeka i mówię proszę dać nam jeszcze kilka minut, i zaraz się Panem/Panią zajmę...
uważam się za osobę kompetentną, posiadającą "jakąś" wiedzę w tym czym się zajmuje, więc jeżeli już zaczynam rozmawiać z klientem, to na 5 minutach się nie kończy...a jestem sam na sklepie i się nie rozdwoję...
ps. dodam, że nie pracuję w abfoto w czyżynach , żeby nie było...;)
teh_14m3
28-09-2010, 17:52
Dobrze prawisz:wink: Moim zdaniem, są klienci, którzy mają pieniądze a ubierają się niezbyt dobrze, po to żeby sprawdzić podejście obsługi do klienta takiego jak oni!
imo to ubierają się jak lubią i jak jest im wygodnie, po prostu normalni ludzie nie "stroją się" jak idą do sklepu ;)
patrzycie ogólnikami trochę... (...)
uważam się za osobę kompetentną, posiadającą "jakąś" wiedzę w tym czym się zajmuje, więc jeżeli już zaczynam rozmawiać z klientem, to na 5 minutach się nie kończy...a jestem sam na sklepie i się nie rozdwoję...
popieram swoje wcześniejsze zdanie, żenada. Oczywiście chce cię sprowokować bo przecież warto dyskutować z tak wartościowym człowiekiem.
Co do tematu bo trochę zboczyliśmy: kolego Siepaczu, jeżeli jak mniemam ma to być twoja pierwsza praca to idź i się nie zastanawiaj. Jeżeli spodoba ci się praca w handlu to jeżeli zainwestujesz w samodoskonalenie może trafisz później do normalnej sprzedaży i będziesz miał masę ścieżek kariery do wyboru z brakiem perspektyw bezrobocia. Natomiast jeżeli nie będziesz potrafił się w tym odnaleźć i każdego klienta będziesz chciał zadźgać kartą SD lub przydusić paskiem, to nic się nie stanie - każdy rzuca swoją pierwszą pracę ;)
uważam się za osobę kompetentną, posiadającą "jakąś" wiedzę w tym czym się zajmuje, więc jeżeli już zaczynam rozmawiać z klientem, to na 5 minutach się nie kończy...a jestem sam na sklepie i się nie rozdwoję...
No to tylko czekać aż przyjdzie do Ciebie osoba bardziej kompetentna, która sprowadzi Cię na ziemie w mniej niż 5 min...
Są dwie zasady, po pierwsze każdy kto wchodzi do sklepu jest potencjalnym złodziejem (może to przykre i ogólnikowe ale tak jest), a po drugie wszyscy klienci są równi i tak powinni być traktowani i tacy którzy zostawiają kilkanaście tysięcy naraz i tacy, którzy przyszli tylko po baterię za 2,5zł bo jeżeli klient Cie polubi to będzie u Ciebie często kupował i w końcu wyda sporo ze swojej wypłaty właśnie u Ciebie.
Pozdrawiam
Dzięki za odpowiedzi i podpowiedzi, póki co jeszcze się zastanowię odnośnie wyboru z jednej strony zniechęcać się do fotografowania bym nie chciał z drugiej jakiś tam zarobek by się przydał...:D W branży handlowej nigdy nie pracowałem, nie wiem czy bym to polubił ale kiedyś ponoć trzeba zacząć i spróbować;)
Antonioo
28-09-2010, 19:37
..."uważam się za osobę kompetentną, posiadającą "jakąś" wiedzę w tym czym się zajmuje, więc jeżeli już zaczynam rozmawiać z klientem, to na 5 minutach się nie kończy...a jestem sam na sklepie i się nie rozdwoję..."
No to tylko czekać aż przyjdzie do Ciebie osoba bardziej kompetentna, która sprowadzi Cię na ziemie w mniej niż 5 min...
jak się to ma do tego co napisałem, bo wydaje mi się , że kolega źle zinterpretował moje słowa....
krzysztofz24
28-09-2010, 19:40
Na cykaniu slubow mozna sie podobno niezle oblowic:mrgreen:, jak juz jestesmy w temacie pracy zwiazanym z fotografia, zamiast sie meczyc z klientami;-)
oczywiscie joke, jakby ktos nie zauwazyl emotikonek
Na powaznie, pracuje w handlu i kontakcie z klientem kolo 8 lat...i ogolnie klient, jego rodzaje i relacje klient-sprzedawca to dzial na poooootezny watek w Cafe;-).
Chcesz to spruboj, zawsze mozesz zrezygnowac jak ci nie bedzie pasowac.
Antonioo
28-09-2010, 19:56
rósłby chyba szybciej niż o d7000 ;)
Chcesz to spruboj, ...
Hmmm.....
rainbowwarrior
28-09-2010, 20:56
Niedawno klientka chciała kupić nowe baterie do aparatu (paluszki), bo jak ostatnio próbowała naładować, to jej wybuchły...
Klienci są baaardzo różni, a to jak wyglądają, jak się ubierają, tak na prawdę nie świadczy o nich, ale to chyba każdy wie.
krzysztofz24
28-09-2010, 21:49
Hmmm.....
:$. A Pani w podstawowce mowila: "kto uje kreskuje, ten ma same dwoje":-P....
dla abfoto to mam pewną przypowiastkę - "szanuj każdego klienta swego bo możesz nie mieć... żadnego", ale cóż... to ich biznes i niech robią co chcą
PS powyższe nie dotyczy do końca Antonioo, bo nie wiem jak się zachowuje w sklepie, jaki ma stosunek do klientów, jedynie tyle co można wyczytać powyżej - obserwacja jest jednak poczyniona na podstawie przygód z abfoto, od pracowników w sklepikach po wyższe obszary
obserwacja jest jednak poczyniona na podstawie przygód z abfoto, od pracowników w sklepikach po wyższe obszary
Dokładnie. Chcę z facetem porozmawiać rzetelnie o N70-200, bo mają niezłą cene na stronce, ale w sklepie oczywiście zawyżona. No cóż, niech dalej szkiełko kurzy się na półeczce, bo już widzę te tłumy ustawiające się w kolejce:lol: Jakbym był szefem tego sprzedawcy, to gość w ten sam dzień szukałby kolejnej pracy.
Dokładnie. Chcę z facetem porozmawiać rzetelnie o N70-200, bo mają niezłą cene na stronce, ale w sklepie oczywiście zawyżona. No cóż, niech dalej szkiełko kurzy się na półeczce, bo już widzę te tłumy ustawiające się w kolejce:lol: Jakbym był szefem tego sprzedawcy, to gość w ten sam dzień szukałby kolejnej pracy.
Trochę cię uświadomię.
Sklep internetowy a stacjonarny to dwie oddzielne instytucje i nie mają ze sobą (praktycznie) nic wspólnego.
Zamawiając przez internet i wyborze odbioru osobistego, towar jest najpierw sprowadzany do sklepu (praktycznie) i dopiero wtedy sprzedawany klientowi.
Prawda jest taka, że nawet jeśli zamówisz przez net z odbiorem osobistym, jesteś zobowiązany do zapłacenia tzw. kosztów dostawy do sklepu, które wynoszą ok. 30 zł, co przy większych zakupach i tak się opłaca.
Dlatego nie miej pretensji do sprzedawcy, bo to nie jego wina.
Jeśli złożyłbyś zamówienie przez net nawet stojąc obok niego to i tak by ci nic nie poradził.
Trochę cię uświadomię.
Sklep internetowy a stacjonarny to dwie oddzielne instytucje i nie mają ze sobą (praktycznie) nic wspólnego.
Zamawiając przez internet i wyborze odbioru osobistego, towar jest najpierw sprowadzany do sklepu (praktycznie) i dopiero wtedy sprzedawany klientowi.
Prawda jest taka, że nawet jeśli zamówisz przez net z odbiorem osobistym, jesteś zobowiązany do zapłacenia tzw. kosztów dostawy do sklepu, które wynoszą ok. 30 zł, co przy większych zakupach i tak się opłaca.
Dlatego nie miej pretensji do sprzedawcy, bo to nie jego wina.
Jeśli złożyłbyś zamówienie przez net nawet stojąc obok niego to i tak by ci nic nie poradził.
Może masz racje jesli chodzi o PL, za to jako ciekawostkę napisze jak to wyglada w UK. Niedawno kupowałem N17-55 f/2.8 w sieci Jessops, wiadomo ze zanim poszedłem do sklepu przejzalem wszystkie dostępne możliwości coby nie stracić kasy zreszta nie małej, wyszło z tego ze Jessops ma najtaniej w cenie 899£ wiec długo się nie zastanawiałem, wsiadlem w samochód i długa do Glasgow. W sklepie gdy wszedłem zobaczyłem ze ten obiektyw stoi po 999£ wiec poczułem się trochę zniesmaczony, ale zaraz podeszedł do mnie sprzedawca i po chwili rozmowy dowiedziałem się ze 899£ to cena jesli zamówi się go przez internet wiec zaraz opalilem neta w telefonie, wszedłem na stronie Jessopsa dokonałem zamówienia z opcją odbioru w sklepie i juz po 5 minutach sprzedawca dostaje potwierdzenie o dokonanym przeze mnie zamówieniu, ja płace i wracam z obiektywem do domu, żadnych problemów ani dodatkowych kosztów, nic tylko się cieszyć.
Nie wspomniałem, że tak jest i w FJ.
Jeśli coś jest na stanie, to mogą ci to sprzedać, jednak zamówienie przez internet jest konieczne, żeby zgadzały się stany magazynowe.
Normalnie powinno to tak wyglądać, że ty zamawiasz przez net, wybierasz miejsce odbioru i dopiero centrala wysyła do wskazanego punktu obiektyw.
Ty czekasz na to kilka dni.
W rzeczywistości jest tak, że jeśli zamówisz przez net, będąc nawet w sklepie naprzeciw sprzedawcy, a sklep ma towar na miejscu, to wydadzą ci go bez problemu i nie będziesz musiał czekać, aż towar przyjedzie z magazynu.
Tyle, że ktoś musi pokryć koszty dostawy z magazynu do wybranego sklepu, więc opłata zostaje naliczona klientowi.
Różnica jest taka, że Jessops nie pobiera za takiej opłaty, a FJ tak.
Nie wiem, jak wygląda to w UK, czy Jessops to też taka duża sieć jak FJ, ale jeśli nie, to może oni mają wszystko na miejscu, bo mają tylko jedną siedzibę i stąd brak opłat.
Jessops jest nawiekszą siecią sklepów foto-video w UK
Ja kiedyś kupowałem małpke Canona w FJ. W necie mieli niezłą cenę ale zależało mi na czasie. Podjechałem do jednego z FJ i patrzę, że mają, więc odpaliłem przeglądarkę w telefonie, złożyłem zamówienie z odbiorem osobistym w tym właśnie sklepie, w którym byłem i był aparat. Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że internet sobie a sklep sobie i na swój zamówiony egzemplarz muszę poczekać. Nie pozostało nic innego, jak anulować zamówienie i dołożyć kasę, żeby kupić ten co był na półce.
Ze dwa lata temu kupowałem 105VR w Norwegii, znalazłem na necie najlepsza ofertę pojechałem do sklepu a cena na półce sporo wyższa a że ja narwany jestem i jak coś chce kupić to nic mnie nie zatrzyma to podchodzę do kasy i mówię co chce, gość podaje szkło czaruje na swoim komputerku a ja z ciekawości pytam czemu jest taka różnica między sklepowym a internetowym egzemplarzem. Facet odpalił przeglądarkę, porównał ceny, ładnie przeprosił a mi w kieszeni została spora sumka. Można i tak załatwiać sprawy. Teraz zakupy robię tylko w tym sklepie, nawet jeśli maja cenę niewiele większą niż konkurencja, dodatkowym plusem jest to że można za rozsądne pieniądze wykupić dodatkowe 4 lata gwarancji która obejmuje
- nieszczęśliwe wypadki
- uszkodzenia spowodowane zewnętrznymi czynnikami (cokolwiek to nie znaczy)
- szkoda z Twoich lub innych przyczyn
- czyszczenie
- uszkodzenia z powodu niewłaściwej konserwacji
- obtarcia
- zużycie wynikające z długotrwałego uzywania
Personel miły i fachowy (w innym sklepie sprzedawca polecił mi używanie Nikkora 85 1,8 na f5,6 to nie będę miał front focusa, oczywiście wiadomo że więcej tam moja noga nie stanie) a ja daję im zarobić dość często.
(w innym sklepie sprzedawca polecił mi używanie Nikkora 85 1,8 na f5,6 to nie będę miał front focusa,
I mial racje ;)
Teraz zakupy robię tylko w tym sklepie, nawet jeśli maja cenę niewiele większą niż konkurencja, dodatkowym plusem jest to że można za rozsądne pieniądze wykupić dodatkowe 4 lata gwarancji
daj linka
I mial racje ;)
Częściowo, jakbym chciał szło 5,6 to kupiłbym Nikkora 28-100 za 200zł a nie 85 za 1500 :-P
daj linka
Proszę bardzo (http://www.japanphoto.no/)
I właśnie z takiego podejścia nie chodzę do tych sklepów. Jak byłem kupować sprzęt to stałem i stałem a gość rozmawiał przez GG ,więc wyszedłem ,ponieważ to co chciałem pomacać i kupić było zamknięte za szybą .. A z drugiej strony te sklepy są nastawione na laików co pod wpływem reklamy kupują coś pod choinkę , komunię itd...
Podobnie jest z Foto Plusem w Krk. Ceny w sklepie odczuwalnie wyższe niż w necie, a jak płaci się gotówką i ładnie zagada ze sprzedawcą to nawet na głupiej ładowarce można coś urwać. :)
Podobnie jest z Foto Plusem w Krk. Ceny w sklepie odczuwalnie wyższe niż w necie, a jak płaci się gotówką i ładnie zagada ze sprzedawcą to nawet na głupiej ładowarce można coś urwać. :)
jak w sklepie pracuje właściciel lub jego znajomi/ rodzina to mają większe możliwości decydować o cenie niż szeregowy pracownik sieci jaką jest FJ/ Vobis/ MM czy cokolwiek tej wielkości
Trochę cię uświadomię.
Sklep internetowy a stacjonarny to dwie oddzielne instytucje i nie mają ze sobą (praktycznie) nic wspólnego.
Zamawiając przez internet i wyborze odbioru osobistego, towar jest najpierw sprowadzany do sklepu (praktycznie) i dopiero wtedy sprzedawany klientowi.
Prawda jest taka, że nawet jeśli zamówisz przez net z odbiorem osobistym, jesteś zobowiązany do zapłacenia tzw. kosztów dostawy do sklepu, które wynoszą ok. 30 zł, co przy większych zakupach i tak się opłaca.
Dlatego nie miej pretensji do sprzedawcy, bo to nie jego wina.
Jeśli złożyłbyś zamówienie przez net nawet stojąc obok niego to i tak by ci nic nie poradził.
Ja potrzebuję rzetelnej info na co mogę liczyć! Kupowałem w FJ body, dwa szkła przez net z odbiorem w sklepie. Ale oczywiście byłem wcześniej w sklepie, dostałem konkretną informację za jaką cenę mogę dostać towar (po doliczeniu kosztów przesyłki było dużo taniej niż z półki). Nawet więcej, przetestowałem sobie wczesniej sprzęt z magazynu, Pani odłożyła pod ladę, ja do domu złożyć zamówienie i z powrotem po towar. Wszyscy zadowoleni i nikt na wejściu nie rzuca mi tekstu "masz pan kasiorę, to pogadamy"
daj linka
W wielu sklepach w UK można wykupić dodatkową gwarancję, często za niewielkie pieniądze, obejmującą serwis i wszelkie zdarzenia losowe. Wystarczy popytać.
W tym nie trzeba pytać, sami wciskają, dziwne że tylko w tym sklepie.
W tym nie trzeba pytać, sami wciskają, dziwne że tylko w tym sklepie.
w MM tez wciskaja :)
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.