PDA

Zobacz pełną wersję : Nie chce zapłacić...



nem
17-09-2010, 12:57
...za wykonanie pracy.

Kilka tygodni temu dwóch moich kolegów podjęło się pracy przy renowacji dachu. Ponad dwa tygodnie ciężkiej pracy, dla znajomego - umówili się na jakąś umowę o dzieło, której nigdy nie zobaczyli, ale "przecież to dobry znajomy jest". Dobry znajomy po tygodniach kręcenia, targowania itp, powiedział wprost: "nie zapłacę. i nic mi nie zrobicie". Dach stoi, są zdjęcia z budowy, wielu świadków - jak uważacie, sprawa jest do wygrania w sądzie? Jak się do tego zabrać?

Dzięki za wszelkie sugestie i porady.

Strus
17-09-2010, 13:02
Ja bym jakiś kataklizm w nocy zorganizował :) A tak serio to kolejna nauczka żeby nic nie zlecać znajomym ani nie brać zleceń od znajomych. Chyba że wszystko na piśmie

lodzermensch
17-09-2010, 13:04
jak uważacie, sprawa jest do wygrania w sądzie?

W sądzie raczej nie... :twisted:

nem
17-09-2010, 13:05
Obawiam się, że koledzy woleliby uniknąć rozwiązań "alternatywnych" :)

kisio
17-09-2010, 13:06
Niech przywrócą dach do stanu 'z przed' ;)

pawel
17-09-2010, 13:07
Wydaje mi się, że wygranie takiej sprawy w sądzie to banał.

stock
17-09-2010, 13:21
Moim zdaniem w kwestii dachu rozwiązania alternetywne chyba będa bardziej skuteczne. Z sądami może być róznie zwazywszy że brak jest jakichkolwiek papierów.

drosik
17-09-2010, 13:36
Umowa słowna jest tak samo wiążąca co umowa pisana, pod warunkiem, że ma się jakiegoś świadka lub jakieś maile ewentualnie inna korespondecje z warunkami tej umowy.

Sprawa prosta i banalna. Niech napiszą do gościa list polecony z potwierdzeniem odbioru z nakazem zapłaty kwoty, na którą opiewa słowna umowa w terminie 7 dni od otrzymania pisma, jeżeli ów Pan się nie poczuje do odpowiedzialności to należy zgłosić sprawę do sądu.

kisio
17-09-2010, 13:44
Do sądu i co? Na tryb nakazowy nie ma szans, a wtedy byłoby bez kosztowo w przypadku orzeczenia na korzyść. Zostaje tryb upominawczy choć bez żadnego świstka trudno będzie cokolwiek udowodnić a część kosztów i tak trzeba będzie ponieść - może niewiele mniej niż zaległa kwota.

To wcale nie takie proste jak się wydaje.

sea21
17-09-2010, 13:46
Niech próbują szczęścia w sądzie. A jak nie to niech wynajmą firmę windykacyjną zza Buga i po sprawie.
W ogóle to trzeba być niezłym skur.... żeby nie płacić za wykonane zlecenie.

Strus
17-09-2010, 13:47
Zdecydowanie szybsze i prostsze są w takich wypadek wspomniane metody alternatywne. Jako że znajomość i tak została (chyba) zakończona to tym bardziej nie miałbym skrupułów

stock
17-09-2010, 14:27
ja jestem za rozwiązaniem alternatywnym. Owszem - umowa słowna jest wiążąca. Ale postępowanie sadowe po pierwsze będzie trwała arcydługo, potrzeba bedzie mieć świadków, kilku, i nie będzie to bezkosztowe. Jesli wykonawcy maja czas na bujanie się z sądem i kase na to wszystko to można walczyć.
ja bym zrobił tak - wezwanie do zapłaty 7 dniowe ZPO a potem alternetywa od 8 dnia :)

marcinc
17-09-2010, 14:33
Przeważnie jest tak, że ufając innym robimy coś wbrew zasadom.
Zawsze wykonując jakąś pracę dla innej osoby ponosząc przy tym koszty powinniśmy spisywać umowę. To nie tylko sprawa zaufania, ale są również zdarzenia losowe na które nie mamy wpływu. Przecież nasz zleceniodawca może ulec wypadkowi i co wtedy z rozliczeniem umowy ustnej. Jest problem. Wiadomo, że i taka umowa jest wiążąca, ale ile niesie za sobą problemów z jej egzekwowaniem.

stachu321
17-09-2010, 17:51
proponowana przez stock'a wersja jest moim zdaniem najlepsza. Z tą różnicą, że do treści listu poleconego dodałbym zapis, że po upływie terminu 7 dni należność będzie egzekwowana przez firmę windykacyjną.... A Ci to już potrafią wyegzekwować :) To jest tak zwana "legalna" alternatywa. A że w firmach windykacyjnych zasiadają karki z Rosji to już inna bajka :D

sea21
17-09-2010, 17:53
Tyle że jak napiszą coś takiego to mogą mieć problemy w razie "windykacji"

stock
17-09-2010, 19:21
proponowana przez stock'a wersja jest moim zdaniem najlepsza. Z tą różnicą, że do treści listu poleconego dodałbym zapis, że po upływie terminu 7 dni należność będzie egzekwowana przez firmę windykacyjną.... A Ci to już potrafią wyegzekwować :) To jest tak zwana "legalna" alternatywa. A że w firmach windykacyjnych zasiadają karki z Rosji to już inna bajka :D

robie w windykacji od 2003 roku nieprzerwanie. Z tym egzekwowaniem to bym się tak nie cieszył - windykuja ludzie a nie firma. Musi się tematem zając dobry człowiek. Żadna windykacja szanująca się nie weźmie sprawy bez papierów. Nie wiem w której firmie windykacyjnej widziałeś karki z Rosji - na na 6 czołowych (wg rankingów Rzeczypospilitej i pism branżowych) firm windykacyjnych w kraju pracowałem w 5 wrocławskich. I żadnego rosjanina nie spotkałem. Karków również :) Windykuje głowa a nie mięśnie.

Aktal
17-09-2010, 19:42
Ja rozwiązań "alternatywnych" czyli w moim rozumieniu niecałkiem zgodnych z prawem bym się wystrzegał, bo poza jednym kłopotem mogą dojść koleje. Trzeba zasięgnąć porady prawnej i działać w oparciu o umowę ustną drogami oficjalnymi, a na przyszłość nie robć bez umowy.

Strus
17-09-2010, 20:14
Firma widykacyjna, taka prawdziwa, o jakich stock pisze, moze zleceniodawcy co najwyzej nadmuchac. Wiem, bo mialem nieprzyjemnosc zalatwiania 2 spraw z takimi firmami - w jednej wystepowalem w swoim imieniu, w drugiej jako pelnomocnik zajmujacy sie wszystkim od A do Z. Obie sprawy dotyczyly zadluzn powstalych w taki czy inny sposob. Jesli windykowany przez taka firme nie ma checi dac sie zwindykowac to firma moze tyle co nic. Polskie prawo, zdaje sie , dopuszcza jako forme dzialanosci takiej firmy akcje telefoniczne (zadzwonimy i postraszymy) oraz akcje listowne (napiszemy i postraszymy). Jak latwo sobie wywnioskowac ilosc sil nacisku jest mizerna i kompletnie nieefektywna. O ile chcemy sie dac zwindykowac to dlug z miejsca mozna zniwelowac o 50% proponujac odpowiedni rodzaj splaty. A widzialem tez pisma do dluznikow, w ktorych firma windykacyjna sama proponowala obnizenie dlugu o 50%..... Po negocjacjach mozna by z tego zrobic ze 25%.

Suma sumarum - legalna windykacja niestety mija sie tu z celem. Albo partyzantka, alba zapomniec o sprawie zeby sobie krwi nie psuc

krzysztof jot
17-09-2010, 21:59
Suma sumarum - legalna windykacja niestety mija sie tu z celem. Albo partyzantka, alba zapomniec o sprawie zeby sobie krwi nie psuc

no niestety tak to wygląda, sądowo tez jak wspomniano wyżej - długo, boleśnie i rezultat może być odwrotny - bo skoro tak znajomy sprawę załatwił, to równie dobrze może powiedzieć że zapłacił i też mieć na to świadka.
przysłowia nie biorą się z powietrza - "kochajmy się jak bracia, liczmy jak żydzi" - nie powstało z przypadku i to mówiąc podsuwam koledze papier do podpisu. Teraz to tylko metody alternatywne niezbyt cywilizowane ale .. i niekoniecznie rozbój czy dewastacja dachu - kiedyś ktoś nie chciał mi zapłacić, a przewidziałem to wcześniej i zrobiłem ksero tego i owego. Zadałem my tylko jedno pytanie - dostane jutro przelew czy mam wysłac te kartki do odpowiedniego Urzedu - i przelew wyszedł w tym samym dniu. Znajdźcie na niego haka i tyle :)

statler
17-09-2010, 23:02
Przy 'metodach alternatywnych' koledzy zamiast kasy i satysfakcji mogą skończyć na ławie oskarżonych... zastanówcie się co wypisujecie. Nie namawiajcie do bandytyzmu uczciwych ludzi.
Niech się koledzy wybiorą do dobrego prawnika, robotę wykonali, mają zdjęcia więc pewnie w końcu dostaną swoje pieniądze.

nem
18-09-2010, 02:42
Dziękuję za opinie, przekażę tam gdzie trzeba. Miło wiedzieć, że można na Was liczyć :)

Marian K
18-09-2010, 07:42
Przeważnie jest tak, że ufając innym robimy coś wbrew zasadom.
Zawsze wykonując jakąś pracę dla innej osoby ponosząc przy tym koszty powinniśmy spisywać umowę. To nie tylko sprawa zaufania, ale są również zdarzenia losowe na które nie mamy wpływu. Przecież nasz zleceniodawca może ulec wypadkowi i co wtedy z rozliczeniem umowy ustnej. Jest problem. Wiadomo, że i taka umowa jest wiążąca, ale ile niesie za sobą problemów z jej egzekwowaniem.

Moim zdaniem,nie ma umowy której nie można olać,wystarczy że po stronie olewającego ,jest odpowiednia siła
i zła wola.
Większość życia opiera się na umowie ustnej,bo przecież "słowo droższe od pieniędzy"
Nie wiem czy dobrze zrozumiałem,jeżeli nie to proszę poprawić:najpierw złamasa kopiemy w jaja,a potem działamy
alternatywnie,znaczy do sądu.

marcinc
18-09-2010, 09:11
Nie wiem czy dobrze zrozumiałem,jeżeli nie to proszę poprawić:najpierw złamasa kopiemy w jaja,a potem działamy
alternatywnie,znaczy do sądu.

Źle zrozumiałeś.
Nie chodzi mi o to, że zleceniodawca ulegnie wypadkowi z naszej przyczyny. Jestem daleki od tego typu metod załatwiania spraw.

grunia99
18-09-2010, 11:01
Źle zrozumiałeś.
Nie chodzi mi o to, że zleceniodawca ulegnie wypadkowi z naszej przyczyny. Jestem daleki od tego typu metod załatwiania spraw.

Miałem sąsiada, który jako sposób na budowę domu traktował niepłacenie wykonawcom. Brał ludzi, ci wykonywali pracę. Po wykonanej pracy nie płacił. Dotyczyło to zarówno osób całkiem obcych jak i sąsiadów. Kiedyś wziął do rozbiórki starego budynku gościa, który miał wykonać pracę za cegłę z rozbiórki. Gość harował w lipcu w upale przez 4 tygodnie. Po skończonej pracy sąsiad oczyszczone cegły sprzedał a gościa pogonił. Kilka razy ostrzegaliśmy ludzi, ale..., nikt nie posiadał umowy, wszystko było "na gębę".

Kilka lat temu sprzedał dom i zaczął budować pod Wrocławiem dom z drewna. Budowali górale.
Po jakimś czasie rozmawialiśmy z jego matką - była strasznie rozżalona - "bandyci połamali mu nogi i ręce". Jak się domyśliliśmy - góralom też nie zapłacił. O ile wiem były sąsiad ciągle żyje, czyli w końcu zapłacił.

Nie, popieram rozwiązań siłowym, ale są tacy, którzy permanentnie wykorzystują innych. Mają świadomość, że większość ludzi nie zdecyduje się na prowadzenie spraw w sądzie i nie zdecyduje się na opcje windykacyjne związane pobytem dłużnika w szpitalu na okres powyżej 7 dni.

Zawarcie umowy w postaci pisemnej - nawet ze znajomymi - daje jakiekolwiek szanse na odzyskanie pieniędzy. Umowę ustną zawiera się zazwyczaj bez świadków, nie ma również dowodów wypłaty należności - zamawiający może twierdzić, że ponieważ nie było umowy pisemnej nie było pokwitowań za wykonaną pracę - on już zapłacił.
Moje doświadczenia - kwity, kwity i jeszcze raz kwity - dokument nie zapewni uczciwości ale wspomoże egzekucję zobowiązań.

pietia79
19-09-2010, 00:14
Ja też radzę sąd. Jest umowa (choć ustna), jest dach, jest ich kilku, pewnie są też swiadkowie, przeciez nie postawili dachu w 10 minut ukradkiem. Świadkowie mają obowiązek zeznawać prawdę pod rygorem odpowiedzialności karnej. Z terminami też bym sie nie przerażał, może zanim dojdzie do rozprawy to będzie ugoda. Takie ****ki jak ten "znajomy" często miękną gdy przychodzi do konkretów.

Łukaszzz
19-09-2010, 01:56
Żadnych rozwiązań siłowych, to nie era kamienia łupanego.
Tak jak kolega wyżej pisze moim zdaniem warto przejść się po sąsiadach tego pana i poszukać świadków.
Zmiana dachu to nie lada wydarzenie dla wścibskich i podglądających sąsiadów... Dobrze że są zdjęcia z robienia dachu, ktoś kto wpuszcza na teren swojej posiadłości robotników musiał dać im na to przyzwolenie. Sprawa w sądzie może być dłuuuga i ciężka ale do wygrania. Kwestia dobrego łebskiego adwokata który dobrze zakręci i doradzi.
Koledzy na przyszłość będą jeździli z gotowymi formularzami umów... jak to mówią mądry Polak po szkodzie :/
Coraz częściej takie akcje mają miejsce, szczególnie w mniejszych miastach. Szkoda pracy chłopaków.

freefly
19-09-2010, 02:46
Tak jak kolega wyżej pisze moim zdaniem warto przejść się po sąsiadach tego pana i poszukać świadków.
Zmiana dachu to nie lada wydarzenie dla wścibskich i podglądających sąsiadów...

Tak, oczywiście. Ludzie postronni są bardzo chętni do chodzenia po sądach. Wątpię, żeby zgodzili się zeznawać, przeciwko sąsiadowi. Chyba, że któryś z nich ma na pieńku z nieuczciwym właścicielem dachu.
A nawet jak zostaną wezwani, to każdy z nich powie, że nic nie wie lub nie interesował się.
Takie są realia. Generalnie ludzie nie chcą świadczyć przeciwko swoim sąsiadom.

Strus
19-09-2010, 03:25
Ja mam po prostu wrazenie ze niektorzy z kolegow zyja w jakiesj rownoleglej rzeczywistosci.....

Marian K
19-09-2010, 08:33
Ja mam po prostu wrazenie ze niektorzy z kolegow zyja w jakiesj rownoleglej rzeczywistosci.....

Według źródeł,żyjących w rzeczywistości równolegle alternatywnej,wszystko załatwia sąd.
Wydaje się jednak że nawet Sąd Ostatecznie Najwyższy ma w dupie nasze problemy.

A co będzie jak zleceniodawca powie:wypłaciłem temu panu,a on miał podzielić się z drugim,

Zakładam że wiesz jak się poluje na strusie.:)

pietia79
19-09-2010, 21:55
Nie wszystko, ale generalnie różne spory często załatwia sąd :)

Co do świadków, musza zeznawać. A jesli pan sąsiad - co prawdopodobne - podobnie traktuje innych ludzi, to i swiadkowie może chętnie zeznają prawdę.

Jagienka
21-09-2010, 23:22
Jak poprzednicy proponuję krótkie postępowanie polubowne a potem sad i, może to zostanie niechętnie odebrane, profesjonalna pomoc, czyli kogoś, kto po analizie wskaże podstawę żadania zapłaty oraz środki dowodowe jeszcze zanim sprawa zostanie skierowana do sadu. Należy liczyć sie w takim postępowaniu, że może trwać długo, ale nie można także przesadzać że sie nie powiedzie, bo nie jest z góry przegrana.

urbik
22-09-2010, 00:05
a może info dla gościa, że zgłoszą sprawe do PIPy

FalkoN.pl
22-09-2010, 13:36
Proponował bym spróbować rozwiązać sprawę polubownie, bądź sądownie.... ale np. wabik na dzika, albo kwas masłowy, też może być dobrym alternatywnym środkiem motywującym ... :P

Grzybu
22-09-2010, 13:42
Na "środki alternatywne" to ja bym mocno uważał. Sąsiad może mieć głowę na karku i przewidzieć pewne ewentualne sytuacje. Koledzy, oprócz niezapłaconego zlecenia, mogą mieć też sprawę w sądzie i do zapłaty odszkodowanie, jakby tak sprawa się wydała.