Zobacz pełną wersję : "Bez czytania staniemy się barbarzyńcami..."
Za gazetką "METRO":
Edyta Błaszczak: Dlaczego walczy pan o zerowy VAT na książki?
Tomasz Piątek: - Bo nasza cywilizacja jest oparta na słowie pisanym i drukowanym. Nasz sposób myślenia, dowodzenie logiczne, przywiązanie do faktu, dowodu, dotrzymywanie obietnic - wszystkie te rzeczy są niemożliwe w kulturze opartej na słowie mówionym. Jak mówili Rzymianie: tylko to zostanie zapamiętane, co jest zapisane. Jednak przede wszystkim czytanie uczy ludzi koncentracji oraz zapamiętywania danych i faktów. To powinno odbywać się za pomocą książki tradycyjnej lub elektronicznej, a nie przez internet. Kiedyś ludzie narzekali, że 20 kanałów telewizji prowadzi do tego, że przeskakując z programu na program, niczego nie ogląda się do końca, a więc niczego się nie rozumie, nie zapamiętuje. Teraz istnieją miliardy stron, efekt niezrozumienia jest zwielokrotniony.
Boi się pan przyszłości bez czytania?
- Chcę, żeby nasze dzieci czytały książki. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie uratować cywilizację. Jeśli nie uratujemy książki, to nie uratujemy czytania - jako treningu myślenia i odczuwania. Staniemy się społeczeństwem, w którym nikt z nikim nie będzie mógł się dogadać, z nikim na nic nie będzie można się umówić. Boje się powrotu średniowiecza, kiedy zniszczenie tradycji literackich spowodowało zawalenie się struktur państwowych i rozpad społeczeństwa. Żeby do tego nie doszło, potrzebne są biblioteki, łatwy i tani dostęp do książki oraz zupełnie inna szkoła. Jestem za radykalnymi rozwiązaniami - wychowanie dzieci powinno być oparte na zakazach i ograniczeniach - nie mówię oczywiście o przemocy. Ale tak jak nie dajemy dzieciom alkoholu do 18 tego roku życia, tak samo powinniśmy je trzymać z dala od kultury audiowizualnej, od gier i filmów. Młody człowiek powinien mieć dwie rozrywki do osiemnastki: sport i książki.
--------------------------------------
Przytoczyłem fragment, cały artykuł tutaj: http://www.emetro.pl/emetro/1,85648,8343299,Bez_czytania_staniemy_sie_barbarzy ncami.html
Podpisuję się obiema rękami. Trafnie ujęto problem. Potraktujmy to jako przestrogę, i to poważną.
Facet ma 100% racji. Swoja droga cieszy, ze Minister Kultury ma taki sam poglad na sprawe.
Sendilkelm
09-09-2010, 11:58
Niby rządzący o tym wiedzą, a podatek Vat jest ważniejszy.Pewnie łatwiej jest rządzić "ciemną masą". Chyba za bardzo politycznie, pewnie post pójdzie do kosza?
Nie, jeśli dyskusja pójdzie odpowiednim torem.
Nie jestem pewny, co do zakazywania kultury audiowizualnej, tym bardziej, że kultura filmowa też ma swoje perełki. Co innego oglądanie ogłupiających produkcji filmowych. Powinno się z tym walczyć w inny sposób niż ograniczanie do 18 roku życia. Tak naprawdę to rodzice sami powinni to wiedzieć.
Trochę wątek podobny do tego o piractwie, na szczęście istnieją biblioteki i można wypożyczać. Nie wydaje mi się, żeby ludzie przestawali czytać. Jak wchodzę do empiku, to zawsze jest mnóstwo ludzi wybierających nowe pozycje lub/i czytających na kanapach. W autobusach roi się od tych trzymających książki. Jak jadę autobusem do pracy (ok. 1h) to sam czytam. Średnio kupuję 2 książki miesięcznie.
Nie wydaje mi się, żeby ludzie przestawali czytać.
A nie słyszysz często, że ktoś woli obejrzeć film, niż przeczytać książkę, na podstawie której ten film powstał? Czym to jest spowodowane?
Gdy byłem mały, telewizory mieli nieliczni. Pójście "na telewizję" było dużym wydarzeniem. Czytało się książki i słuchało się radia. Telewizor u mnie w domu pojawił się, gdy byłem w szóstej klasie - i też nic za bardzo wtedy ciekawego tam wtedy nie można było zobaczyć na ogół. Nie oznacza to, że nadal tak powinno być; warto korzystać z wszelkich zdobyczy cywilizacji, ale - nie jest łatwo wybrać i zachować umiar i proporcje...
Spowoduje, i to wlasnie jest cala batalia.
Ale w tych czasach książki były bardziej interesujące od telewizyjnej propagandy
A czy teraz książki stały się mniej atrakcyjne? "Pan Tadeusz" czy np. "Ogniem i mieczem" wyblakły, nie dają się czytać? Co się stało? Czemu ludzie wolą oglądać "Czemu oni śpiewają?" i tym podobne melasy?
Ekonet dla mnie książki nie stały się mniej atrakcyjne, czytam dalej. Ale chyba chodziło Ci o nowe pokolenia, ja jestem pokoleniem, które jest coraz bardziej na wymarciu.
Sendilkelm
09-09-2010, 12:29
A nie słyszysz często, że ktoś woli obejrzeć film, niż przeczytać książkę, na podstawie której ten film powstał? Czym to jest spowodowane?
Słyszę. Przedstawię to na swoim przykładzie. Jeśli chodzi o filmy typu "Pan Tadeusz", to w szkole interesowało mnie to, aby zaliczyć przedmioty. Nie chciało mi się akurat tego czytać to wolałem obejrzeć film. :) Czas zaoszczędzony, o ile tak można to nazwać, wolałem poświęcić na czytanie tego co mnie bardziej interesuje (fantasy,thriller).
Jeśli ktoś woli obejrzeć coś co lubi w danym temacie, zamiast przeczytać książkę to wtedy wg mnie można mówić o wymieraniu kultury.
Teraz, jak już dorosłem troszkę, to wracam do książek, które kiedyś mnie nie interesowały, a teraz czytam z zaciekawieniem. Ostatnio połknąłem 2x opowiadania Hłaski oraz Gombrowicza. Nie wiem, może tylko ja tak miałem. Wydaje mi się, że wynikało to z tego, że mam umysł ścisły i uwielbiałem rozwiązywać zadania i łamigłówki, a język polski omijałem z daleka. Lektury także. :) Chociaż czytam niemało.
Witam!
Miałem okres, gdzieś tak w trakcie studiów, że nie czytałem, bo co to są dwie czy trzy książki w ciągu roku. Jednak po studiach wróciło, a od kilku lat, to jest właściwie jakiś rodzaj uzależnienia, czytam przeciętnie koło 4 książek w miesiącu i nie nowele długości kilkudziesięciu stron, ale raczej kilkusetstronowe tomiska. Może to nie jest literatura najwyższych lotów, ale czytanie dla mnie ma być rozrywką, nie żmudnym zastanawianiem się, co autor miał na myśli.
Zapisałem się także do biblioteki, głównie z tego powodu, że nie mam gdzie książek trzymać, po drugie nie widzę w tym sensu. Owszem może na znajomych odwiedzających mnie, ogromna biblioteka robiłaby wrażenie, ale nie chodzi o wrażenie. Niestety jak to z nałogami bywa, na bibliotece się nie kończy i nadal kupuję książki. Nie liczę, ale tak orientacyjnie pewnie 1000 PLNów rocznie idzie na książki. Na szczęście znalazłem sposób na "pozbywanie" się książek, które nie mieszczą się w biblioteczce. Prezentuje je bibliotece osiedlowej. Zostawiam sobie tylko, to co MZ rokuje nadzieje, na to, że wrócę do tego.
Akurat do książek Sienkiewicza mam mieszane uczucia, zwłaszcza do trylogii. Owszem świetnie się czyta, ale mało kto pamięta, że w tamtym okresie były pisane książki "na zamówienie", ku pokrzepieniu serc i niekoniecznie wszystko co tam jest opisane, należy traktować niemal jak podręcznik historii, a tak niestety traktowana jest Trylogia Sienkiewicza.
Co do filmów, to owszem lubię najpierw sobie obejrzeć film, a dopiero potem przeczytać książkę, która była kanwą filmu. Książkę traktuję niejako naturalne rozszerzenie wątków zawartych w filmie. Kilka razy robiłem odwrotnie, najpierw książka potem film, ale za bardzo mnie męczyło oglądanie filmu.
Film zamiast książki to jak deser zamiast śniadania. Można mieć oba. Tylko, że wypieranie książek powoduje wbrew pozorom zubożenie kultury wizualnej. Niczego nie trzeba sobie wyobrażać, bo wszystko już jest wymyślone i pokazane. Czyli przetrawione do łatwego przełknięcia. Nie mówię o sztuce filmowej jako takiej, bo to oddzielna twórczość. Chodzi mi raczej o zastępowanie własnej wyobraźni wizjami reżysera. A co do lektura szkolnych bądźmy sprawiedliwi. Część tekstów jest gorsza od grypy żołądkowej. Tak dla równowagi, cobyśmy się nie przeintelektualizowali.
"Dlaczego w poezjach wielkiego poety , Juliusza Słowackiego mieszka nieśmiertelne piękno, które zachwyt wzbudza?"
Ale kiedy ja się wcale nie zachwycam ( jęczy ). nie mogę wyczytać więcej jak dwie strofy. Jak to mnie zachwyca, kiedy mnie nie zachwyca!?
Ja się przyznaję, że "Nad Niemnem" jest meganudziarstwem. Mdliło mnie już w szkole i do tej pory nie przeszło. Nie mogę, flaki mi się wywracają. Docenionego Noblem "Ulissesa" za trzema podejściami nie przeczytałem. Doszedłem do 400. strony i dałem spokój. Czy ktoś przeczytał to dzieło do kończ, ale szczerze?
Czy ktoś przeczytał to dzieło do kończ, ale szczerze?
Próbowałem ze dwa razy, poległem. Podobnie jak "Wahadło Foucaulta" Umberto Eco - znudziło mnie straszliwie. ;)
Rafał_Sz
09-09-2010, 13:08
Tylko co ma VAT do tego? Zmiana VAT z 0 na 7% nie ma praktycznie znaczenia dla ceny końcowej, a nawet gdyby miała wielkie, to dla osoby która nie czyta nawet instrukcji obsługi jest to całkowicie obojętne. Obecne społeczeństwo dostaje uczucia i emocje podane na tacy, a ostatnio coraz częściej wciśnięte na siłę w pysk. Wiele osób nie potrzebuje sobie niczego wyobrażać. Muszą tylko wiedzieć jak korzystać z Googli czy YouTube. Rzeczy które miały nam ułatwić życie pomału nam je zastępują. Może tak ma być? Nie wiem. Na szczęście każdy ma jeszcze wybór, szkoda tylko, że nie każdy jest tego świadom.
(...) Telewizor u mnie w domu pojawił się, gdy byłem w szóstej klasie - i też nic za bardzo wtedy ciekawego tam wtedy nie można było zobaczyć na ogół.
I to akurat właściwie się nie zmieniło...
Przypomniał mi się film "Idiokracja" (Idiocracy), gdzie zahibernowany w ramach eksperymentu wojskowego przeciętny szeregowy armii amerykańskiej budzi się po pięciuset latach i okazuje się być najmądrzejszym człowiek na świecie.
Ludzie nawet nie wiedzieli, że woda jest do picia, bo używali jej tylko w kiblu.:smile:
A każdy, kto mówił poprawnie, a nie slangiem, uważany był za "pedała".
I to chyba ogólnie w tym kierunku raczej wszystko zmierza.;)
marszull
09-09-2010, 13:31
mimo ze watek o ksiazkach, ale zainteresowal mnie ten film ;)
nie pamietasz z ktorego roku?
I to akurat właściwie się nie zmieniło...
Zmieniło się, kiedyś nie było takich kanałów jak Discovery czy National Geographic, jako dziecko pamiętam jak chłonąłem Sondę czy Kwant. Programy popularno-naukowe kupione od BBC były tak rzadko emitowane, że łykałem niemal jednym tchem każdy. Wraz z popularyzacją telewizji kablowych i satelitarnych teraz tego jest w nadmiarze, polskich produkcji prawie nie ma. Ostatnie co dało się oglądać, to programy Bogusława Wołoszańskiego. BBC nadal wiedzie prym, oczywiście poziom tych programów jest bardzo nierówny, ale jak chcę poznać historię Układu Słonecznego, to przynajmniej nie muszę robić doktoratu z astronomii.
mimo ze watek o ksiazkach, ale zainteresowal mnie ten film ;)
nie pamietasz z ktorego roku?
Z 2006 roku. Film jest niskobudżetowy i nie pozbawiony przynudzań, ale prezentuje "ciekawą wizję" społeczeństwa przyszłości.
mimo ze watek o ksiazkach, ale zainteresowal mnie ten film ;)
nie pamietasz z ktorego roku?
Z 2006, a jeśli chodzi o szukanie informacji o filmach, to polecam IMDb (http://www.imdb.com/).
Popieram, książki i tak nie są tanie, a podniesienie VAT'u może sprawić że przeciętny Kowalski zacznie rezygnować z zakupu książek.
No właśnie i trzeba by coś przeczytać. W tym roku przeczytałam tylko 3 książki Zafona i "Marley i ja" po raz czwarty :razz:
Internet to "zło".. w tym roku zmarnowałam mnóstwo czasu na bezsensowne siedzenie przy komputerze. A książki wiele mi w życiu dały, oprócz emocji i poruszenia wyobraźni, przede wszystkim bogatszy zasób słów, przez co jak trzeba to i napisać wypracowanie potrafię, czy jakieś pismo, podanie (chociaż nie lubię pisać ;) ). Mój tż nawet ostatnio stwierdził, że musi zacząć czytać książki, bo czasem brakuje mu "języka w gębie".
Człowieka, który nie czyta, bardzo szybko można rozpoznać. A jak już słyszę: no ten tego, te łone połonacone to mi się ciśnienie podnosi ;)
miron19j
09-09-2010, 14:18
. Mój tż nawet ostatnio stwierdził, że musi zacząć czytać książki, bo czasem brakuje mu "języka w gębie".
Człowieka, który nie czyta, bardzo szybko można rozpoznać. A jak już słyszę: no ten tego, te łone połonacone to mi się ciśnienie podnosi ;)
potwierdzam, widzę to po sobie
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://forum.nikoniarze.pl/images/icons/icon9.gif)
Miałem taki okres w życiu, że czytanie (z różnych powodów) było na samym końcu potrzeb. I pewnego dnia z przerażeniem odkryłem, że nie potrafiłem opowiedzieć pełnymi zdaniami treści filmu, który obejrzałem w kinie. Teraz nadrabiam zaległości :-D
potwierdzam, widzę to po sobie
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://forum.nikoniarze.pl/images/icons/icon9.gif)
Miałem taki okres w życiu, że czytanie (z różnych powodów) było na samym końcu potrzeb. I pewnego dnia z przerażeniem odkryłem, że nie potrafiłem opowiedzieć pełnymi zdaniami treści filmu, który obejrzałem w kinie. Teraz nadrabiam zaległości :-D
To nie Twoja wina, a wina zakręconej fabuły filmu, że nie dało się jej opowiedzieć. :wink:
Gdy pójdę na film do kina, typowo rozrywkowo-relaksacyjny, zwany inaczej odmóżdżającym, to po wyjściu z kina nie dość, że nie pamiętam całej fabuły, to na drugi dzień nie pamiętam tytułu. Liczy się tylko to, że przez półtorej godziny, zrelaksowałem lub "uchachałem". :grin:
A jak na mój gust..młodzież jest zniechęcona do czytania. Ja lubiłem od zawsze czytać, ale jedyną lekturą którą przeczytałem w całości była akademia pana kleksa.... Nie potrafiłem przebrnąć przez lalkę, przez Pana Tadeusza, giaura, krzyżaków i innych. Jak każą takie książki czytać to nic dziwnego, że potem ludzie uważają książki za nudziarstwo...Spis lektur szkolnych powinien być bardziej aktualny...I przy okazji nie być omawiany w sposób " a co autor miał na myśli"... bo wyjść poza schematy tym nie można. Trzeba mieć wizję dokładnie taką jak krytycy. Bo jeśli nie to pała do dziennika.
Ja z reguły filmów na podstawie książki, które czytałęm nie oglądam.. Bo po co? Niech mi ktoś poda jeden powód, żeby oglądać film na podstawie książi, którą się przeczytało? Masz swoje wyobrażenie, po co to psuć oglądając wizję jakiegoś typa na krzesełku?
W całym liceum przeczytałam może ze 3 lektury. Nie przebrnęłam przez Pana Tadeusza którego miałam na maturze (co zresztą nie przeszkodziło mi w dobrym jej napisaniu :razz: ) Czytałam dużo, w porównaniu do moich znajomych, ale też tylko to co mnie interesowało.
Sendilkelm
09-09-2010, 15:38
Ja z reguły filmów na podstawie książki, które czytałęm nie oglądam.. Bo po co? Niech mi ktoś poda jeden powód, żeby oglądać film na podstawie książi, którą się przeczytało? Masz swoje wyobrażenie, po co to psuć oglądając wizję jakiegoś typa na krzesełku?
Dziwne podejście. To tak jakbyś powiedział, że jak już coś wiesz na jakiś temat to nie rozmawiasz o tym z innymi. Bo po co? Masz swoje zdanie, po co Ci zdanie innej osoby, psuć sobie swoją wizję. :)
Po 1. Film można obejrzeć później, aby zobaczyć czy to co sobie wyobrażałeś, tak samo sobie wyobrażał reżyser.
Po 2. Można obejrzeć po to, żeby "czasami" odkryć coś czego nie udało Ci się zauważyć czytając książkę. Film ogląda się 1,5h a książkę z reguły czyta dłużej i w różnych sytuacjach. Czasami można być zdekoncentrowanym i przeczytać 20-30 stron zapamiętując mniej. Po za tym reżyser analizuje książkę, a nie tylko ją czyta.
Po 3. Film można obejrzeć po to, aby poznać zdanie innych na temat książki (zależy jaka książka i jak pokazana).
Zakładając, że po obejrzeniu filmu zepsujesz swoją wizję, to faktycznie nie ma co oglądać. Jeśli podejdziesz do tematu luźniej to i czasami twórce jest w stanie przekonać Cię do swojej wizji jaką miał w odczuciu po przeczytaniu książki.
ja przeczytałem całego Ulissesa ;)
ja przeczytałem całego Ulissesa ;)
I dlatego czasem trudno się z Tobą dogadać... ;)
terazjużwieszdlaczegotakgadamjagadam ;)
Rycerz, to ja cię*podziwiam. I jesteś jedyną osobą, z tych, które znam, która przez to przebrnęła. Ale rodzi się we mnie robaczywa myśl... a może musiałeś? Tak z własnej nieprzymuszonej woli? Całą?
A co do lektur, to ze szkolnego przymusu wynika moim zdaniem tyle, że człowiek wie potem co mu odpowiada, a co nie. Pamiętam, że w I klasie LO - a było to w zamierzchłych czasach poprzedniego ustroju - w spisie lektur uzupełniających widniała pozycja: Stanisław Lem, "Bajki robotników". Drobna literówka a ile mieliśmy frajdy :-)
Jeśli chodzi o filmy, to raz widziałam film który był lepszy niż książka. To było Milczenie owiec.
tomisiek
09-09-2010, 16:42
Czy wzrost ceny książki z 30 zł na 32 zł (różnica 7% VAT-u) odstraszy Cię od kupienia książki? czy z tego powodu zrezygnujesz jeśli coś Cię w księgarni zainteresuje? Nie sądzę. Oczywiście - książki są stosunkowo drogie, ale to nie cena powoduje spadek czytelnictwa. Bilety do kina są jeszcze droższe (przejdź się do jakiegoś mulitpleksu na film - c.a. 18 zł za wejście - za 2 godziny przyjemności / lub nieprzyjemności oglądania), a kina nie świecą pustkami. A tu za 30 zł dostajesz fizyczną książkę, z którą spędzisz kilka / kilkanaście godzin.
Dlatego nie tu jest problem. Społeczeństwo robi się jałowe, leniwe, nie chce się rozwijać. Woli teleturniej w tivi zamiast rozrywek wymagających użycia szarych komórek. Ja kiedyś czytałem po kilka książek tygodniowo. Potem przyszły studia i czytelnictwo ograniczyło się do kierunku studiów (ale sporo tego było). Teraz pomimo wielu obowiązków (wiadomo - dzieci, dom, praca :)) czytam kilka książek w miesiącu. I cieszę się, że 12 letni syn też spędza dużo czasu czytając - nikt go nie zmuszał - widzi co ja robię i czerpie z tego wzór.
Dlatego - źle, że drożeją, ale to nie koniec świata. Są biblioteki czy kluby czytelnicze, które naprawdę mają duży wybór bardzo ciekawej literatury.
Jak się chce - znajdzie się rozwiązanie :)
miłego dnia
tomisiek
Ta, tylko gorzej, jak owym bibliotekom i klubom nagle skoncza sie mozliwosci nabywcze. A ksiazki za 30zl to chyba jakies tanie paperbacki.
Stawką 0% objęta jest dostawa sprzętu komputerowego dla placówek oświatowych przy zachowaniu warunków określonych w ustawie, m. in. Jednostki centralne komputerów, serwery, monitory, zestawy komputerów stacjonarnych. To znaczy, że komputer w szkole ma cel edukacyjny, a książka nie? Jeśli zaś komplet podręczników kosztuje 300 zł (załóżmy) to już jest 20 zł. A tutaj akurat może to być istotna różnica. Nie chodzi z mojego punktu widzenia o 2 zł, bo dla mnie to nie kłopot. Jednak społeczeństwo dostało wiadomość - książki będą droższe.
za 30zl kupisz normalną książkę w empiku... Bardzo tanio można kupić książki w miejscowościach turystycznych.. dębki, jastrzębia góra i tak dalej.. 10-15zł za książkę, któa w empiku kosztuje po 30zł...
na allegro są najtańsze,ale po doliczeniu wysyłki wychodzi tyle samo co w empiku, więc właściwie to się nie opłaca..
Nie trzeba być bogatym,żeby czytać książki. Można wypożyczać z biblioteki..ale ja książek nigdy nie oddam. Jedna z rzeczy które ojciec mi wpoił.. nie pozbywać się książek..
offthe niektóre książki na pewno. Ale ja np. nie raz chciałam sobie kupić konkretną książkę, którą byłam zainteresowana, ale zawsze to były ceny powyżej 50 zł, a w bibliotekach albo jeszcze nie było tej książki, albo było 20 osób w kolejce.
Marian K
09-09-2010, 18:43
Za gazetką "METRO":
Młody człowiek powinien mieć dwie rozrywki do osiemnastki: sport i książki.
--------------------------------------
Przytoczyłem fragment, cały artykuł tutaj: http://www.emetro.pl/emetro/1,85648,8343299,Bez_czytania_staniemy_sie_barbarzy ncami.html
Podpisuję się obiema rękami. Trafnie ujęto problem. Potraktujmy to jako przestrogę, i to poważną.
Ekonet,dodajmy - młody człowiek,zasypia z obiema rękami na kołdrze.:)
Czytanie jest ważne i nikt "normalny"tego nie kwestionuje,ale proszę bez demagogi - kto chce czytać ten czyta.
A ci co nie czytają też są bardzo potrzebni,przynajmniej do czasu jak zastąpią ich roboty.
Podobnie jak "Wahadło Foucaulta" Umberto Eco
to pikuś:smile:
Polecam "W poszukiwaniu straconego czasu" - na studiach kilka podejść:grin:, ale już mi przeszło.
Marian, trochę tak, a trochę nie. Fakt, szewców też potrzeba i jak się kto kształcić nie chce - jego wola i łopata w garść. Z drugiej strony jednak dla ludzi, dla których książka jest potrzebą ten VAT nie stanowi problemu. Są jednak tacy, dla których ta podwyżka cen jest istotna. Jeśli miałbym wybierać to wolę zrezygnować z finansowania partii politycznych z budżetu niż obłożyć książki VATem. Jeśli nawet zysk na czytelnictwie będzie niewielki, to na pewno zagonienie luminarzy życia politycznego do uczciwej pracy może mieć tylko pozytywne efekty. A zysk w pieniądzach spory
Jak tak patrzę to szarego człowieka po prostu nie stać na książki, ale to jest tak że jak ktoś złapał bakcyla czytania to nie przestanie czytać. I wtedy te 2 lub 3 zł więcej nie zrobia na nim wrażenia i kupi wymarzona książkę. Ale gdybym miał wybierać to wolę bez VAT :D
Ekonet,dodajmy - młody człowiek,zasypia z obiema rękami na kołdrze.:)
To znaczy, że masz na myśli, że jeśli nie będzie trzymał rąk na kołdrze, to będzie się zajmował wspomnianym przeze mnie podpisywaniem? To się tak teraz nazywa? :>
Ostatnio widziałem lektury szkolne pod postacią audiobooka... Ręce opadają:( Ja przynajmniej ja nie miałem czasu na przeczytanie lektury to czytałem streszczenie:p
Marian K
09-09-2010, 21:55
Marian, trochę tak, a trochę nie. Fakt, szewców też potrzeba i jak się kto kształcić nie chce - jego wola i łopata w garść. Z drugiej strony jednak dla ludzi, dla których książka jest potrzebą ten VAT nie stanowi problemu. Są jednak tacy, dla których ta podwyżka cen jest istotna. Jeśli miałbym wybierać to wolę zrezygnować z finansowania partii politycznych z budżetu niż obłożyć książki VATem. Jeśli nawet zysk na czytelnictwie będzie niewielki, to na pewno zagonienie luminarzy życia politycznego do uczciwej pracy może mieć tylko pozytywne efekty. A zysk w pieniądzach spory
Trochę się zgadzam,a trochę nie.
Załóżmy że zamiast podwyżki,książki tanieją,o tyle o ile miały podrożeć.Ciekawe czy wzrośnie "poczytalność" ludzi.:)
Marian K
09-09-2010, 22:44
To znaczy, że masz na myśli, że jeśli nie będzie trzymał rąk na kołdrze, to będzie się zajmował wspomnianym przeze mnie podpisywaniem? To się tak teraz nazywa? :>
No nie wiem jak to jest teraz,ale w młodości dużo się podpisywałem,co zresztą nie przeszkadzało mi w czytaniu.:)
Teraz takie wredne czasy,że musisz najpierw dokładnie przeczytać,co może skutkować niechęcią do podpisania:).
Nie jestem aż tak naiwny by sądzić, że obniżenie ceny książki spowoduje chęć zakupu u tych, którzy nie kupują książek. Jeśli kto przelicza wolumin na wolumin 40 proc. objętościowo to dobrze jeśli przynajmniej zagryche zawija w gazetę i w ten sposób kontakt z kulturą ma załatwiony. Ci zaś, którzy czytają książki mogliby to robić częściej. Myślę też, że rządzący szukając kasy mogliby się bardziej intelektualnie wysilić (o ile to oczywiście możliwe bez stwarzania zagrożenia dla zdrowia osobnika) i znaleźć mniej szkodliwy sposób. Choć co do polityków sam wątpię w możliwość zaistnienia wysiłku intelektualnego. Nie nauczysz kota trawy jeść
Ostatnio widziałem lektury szkolne pod postacią audiobooka... Ręce opadają:( Ja przynajmniej ja nie miałem czasu na przeczytanie lektury to czytałem streszczenie:p
Co jest zlego w audiobookach? Pomijam to, ze nie wyobrazam sobie jak mozna sluchac ksiazki, nie potrafilbym sie skupic i zapamietac o co chodzilo.
Sendilkelm
10-09-2010, 09:42
Ostatnio widziałem lektury szkolne pod postacią audiobooka... Ręce opadają:( Ja przynajmniej ja nie miałem czasu na przeczytanie lektury to czytałem streszczenie:p
Dużo osób jest niewidomych i też się uczy w szkołach. Nie odbierajmy im przyjemności posłuchania lektur.
EDIT:
Czasami mam wrażenie, że ludzie postrzegają Świat tylko i wyłącznie ze swojej perspektywy. W fotografii potraficie jakoś szukać innych spojrzeń. :)
nie miałem czasu na przeczytanie lektury to czytałem streszczenie:p
U mnie w szkole średniej ten numer by nie przeszedł - profesor otwierał na chybił-trafił książkę, czytał kilka zdań, po czym wskazywał osobę i było szybkie pytanie typu "kto o kim i do kogo mówi?". Kto nie czytał, ten leżał i kwiczał. ;)
Trzeba było czytać wszystko, a nawet jeszcze więcej, za to podejście do programu nauczania było bardzo swobodne i nacechowane szyderstwem z przysłowiowego "za co kochamy Słowackiego". Bezcenny nauczyciel, mało takich jest.
U mnie z nauczycieli największy wkład w czytelnictwo miał prof. od PO. Można było zaliczyć przedmiot 'normalnie', ale maksymalnie na 4, lub zgłaszając się do odpowiedzi na serię wyjątkowo wrednych i szczegółowych pytań z jednej z wybranych lektur. O ile dobrze pamiętam do wyboru były: "Mistrz i Małgorzata", "Hobbit", "Kubuś Puchatek" i "Przygody dobrego wojaka Szwejka" :D Zabawa była przednia.
O ile "Kubuś Puchatek" jest do opanowania nieomal na pamięć, to trzy pozostałe są dużym wyzwaniem. ;)
"Hobbit"
U nas lektura nadobowiązkowa, jedna z moich ulubionych, tak jak: O psie który jeździł koleją, Dzieci z Bullerbyn, Ten Obcy, Ferdydurke i jeszcze kilka innych :) Naprawdę niektóre książki w szkole czytało się z przyjemnością... co dla dzisiejszych dzieciaków z gimnazjum jest nie do pomyślenia.
Dzieci z Bullerbyn, Ferdydurke
Dzieci z Bullerbyn są super :D "Ach jak dziś pięknie się kurzy..."
Ale Ferdydurke nie cierpię, najbardziej idiotyczna książka jaką czytałam. Nie przebrnęłam przez nią.
A ja lubię Ferdydurke :-). A mój polonista w LO miał pytanie z Lalki, którym nas katował do końca szkoły. Na które oko był ślepy pies Rzeckiego? A na studiach (bynajmniej nie polonistycznych) profesor o ksywce Krętek Blady miał swoją giełdę i pytał na przykład: Na co zdechł Karusek?
Mimo że lubilem czytać to Ferdydurke jakoś nie przełknąłem..
Za to dzieci z Bullerbyn uwielbiam do dziś :D
Ale chyba już dziecinnieję na starość :-)
Ferdydurke to tragedia (poza jedną sceną) ;)
Ferdydurke to tragedia
masz na myśli jedną z odmian dramatu czy po prostu ci się nie podobała ?
ps
Gombrowicz wiele zrobił żeby nie być "dla każdego"...choć z drugiej strony jest to jeden z niewielu polskich pisarzy którego twórczość ma światowy zasięg ... ot taki paradoks - gość po uszy zanurzony w "ziemiańskości" i "polskości" ( nawet jesli na zasadzie sprzeciwu ) jest atrakcyjny dla kosmopolitycznego czytelnika ... a u nas? jak zawsze :P
Nie miałam na myśli rodzaju literackiego. Po prostu mi się nie podobała ;)
A mi Ferdydurke bardzo siadla. ALe ja zawsze lubilem absurdalny humor :)
U mnie w szkole średniej ten numer by nie przeszedł - profesor otwierał na chybił-trafił książkę, czytał kilka zdań, po czym wskazywał osobę i było szybkie pytanie typu "kto o kim i do kogo mówi?". Kto nie czytał, ten leżał i kwiczał.
U mnie z nauczycieli największy wkład w czytelnictwo miał prof. od PO. Można było zaliczyć przedmiot 'normalnie', ale maksymalnie na 4, lub zgłaszając się do odpowiedzi na serię wyjątkowo wrednych i szczegółowych pytań z jednej z wybranych lektur.
To właśnie potrafi zabić całą przyjemność z czytania. Jak wiesz, że musisz znać książkę niemal na pamięć. Też miałem taką nauczycielkę w technikum, co robiła kartkówki z treści lektury, jak minął czas na jej przeczytanie. Po co, po jakiego grzyba ja mam pamiętać, co Wokulski powiedział do Łęckiej podczas trzeciej wizyty w składzie Rzeckiego?
A już w ogóle od czapy jest pomysł, żeby czytelnik pamiętał kto o kim i do kogo mówił wybrane na chybił trafił z kilkusetstronowej książki. Rozumiem, że może są istotne jakieś kwestie, w punktach zwrotnych utworów, ale takie na chybił trafił to nie tędy droga.
Warunkowanie piątki przez odpowiedź na serię wyjątkowo wrednych i szczegółowych pytań z wybranej lektury. Myślącego ucznia, to tylko zniechęci, reszta oleje zadowalając się czwórką. Pozostaną ambitni, którzy się danej książki nauczą prawie na pamięć, a po zaliczeniu nawet nie będą wiedzieli o co tak naprawdę chodziło w książce.
Audiobooki są bardzo, ale to bardzo fajne. Na wyjazd nie zawsze mogę sobie pozwolić na zabranie książki, ale odtwarzacz mp3 i małe słuchawki, zawsze gdzieś upchnę.
A że tak wrócę do pytania: Na które oko mianowicie był ślepy piez Rzeckiego? :-)
grunia99
10-09-2010, 19:47
Prus nie pisał, na które oko był ślepy pies Rzeckiego.
Kiedyś czytałem bardzo dużo - teraz wygląda to znacznie gorzej 1 książka na miesiąc czasami dwa. Po 10 godzinach przed monitorem trudno jest mi skupić wzrok na literach. Ze starych czasów mam całkiem sporą biblioteczkę z ulubionymi pozycjami. Nie jest prawdą, że nie da się znać dokładnie opasłych tomisk typu Mistrz i Małgorzata. W całości przeczytałem ją z 10 razy, czytania wybranych fragmentów nie zliczę. Szwejka czytałem kilka razy - tak dobrze nie znam, ale pewnie też nie dał bym się zagiąć.
Jeśli chodzi o audiobooki, kiedyś byłem przeciwnikiem - do momentu, gdy nie spróbowałem. Obecnie bardzo dużo jeżdżę służbowo i audiobook stanowi dla mnie idealne rozwiązanie. Podczas jednego wyjazdu przeważnie udaje mi się wysłuchać całej książki. Do audiobooków nie wraca się tak jak do książki, nie da się doczytać ulubionych fragmentów.Tutaj idealnym rozwiązaniem jest biblioteka - można pożyczyć i posłuchać i oddać.
Czytałem i czytam.
Z rozmaitą częstotliwością i różną tematyką.
Od starych pozycji do których lubię wracać, po nowe.
Uwielbiam Steinbecka - nie wiem ile razy czytałem "Na wschód od Edenu" czy "Grona gniewu"...;)
Btw, pamiętam ze szczęnięcych lat, w perłach z lamusa, czy jak to sie tam nazywało, taki film - "wehikuł czasu".
Była tam taka symboliczna scena, gdy bohater przenosi się kilkaset lat naprzód, i pyta ludzi których spotyka o książki.
Pokazują mu rozsypującą się bibliotekę...
Nie jest prawdą, że nie da się znać dokładnie opasłych tomisk typu Mistrz i Małgorzata. W całości przeczytałem ją z 10 razy, czytania wybranych fragmentów nie zliczę. Szwejka czytałem kilka razy - tak dobrze nie znam, ale pewnie też nie dał bym się zagiąć.
Oj Marku, nigdzie nie napisałem, że się nie da, jedynie podważyłem zasadność "wkuwania" na pamięć lektur w szkole.
Wiadomo, że ten kto czyta, ma swoje ulubione pozycje i do nich wraca, ale raczej nie w realiach szkolnych. Jaki jest sens czytania raz po raz tej samej książki? Chyba nie napiszesz, że dzieło Bułchakowa dziesięć razy przeczytałeś zanim przerabialiście je w szkole.
Do dobrej książki warto wrócić, ale po jakimś czasie. Bagaż doświadczeń sprawa, że można wtedy z innej perspektywy oceniać decyzje bohaterów czy wizję autora.
grunia99
10-09-2010, 21:06
Oj Marku, nigdzie nie napisałem, że się nie da, jedynie podważyłem zasadność "wkuwania" na pamięć lektur w szkole.
O tym pisał
O ile "Kubuś Puchatek" jest do opanowania nieomal na pamięć, to trzy pozostałe są dużym wyzwaniem.
Jaki jest sens czytania raz po raz tej samej książki? Chyba nie napiszesz, że dzieło Bułchakowa dziesięć razy przeczytałeś zanim przerabialiście je w szkole.
Za moich czasów Bułhakowa nie przerabiało się w ogóle w szkole. Na liście lektur autorów radzieckich była "Szosa Wołokołamska", "Witia Malajew w szkole i w domu", "Timur i jego drużyna" oraz "Opowieść o prawdziwym człowieku".
"Mistrza" przeczytałem pierwszy raz pod koniec ogólniaka i co 2-3 lata wracam do niej (a że od pierwszego czytania minęło już kilka lat, to i z 10 czytań się zebrało). Nie wiem czemu, ale Woland i spółka świetnie na mnie działają w okresie chandry. Jakaś magia czy cóś.
Jeżeli ktoś nie czytał - polecam, jeżeli ktoś czytał polecam książkę Drawicza "Mistrz i diabeł" - daje inną perspektywę patrzenia na Bułhakowa.
A że tak wrócę do pytania: Na które oko mianowicie był ślepy piez Rzeckiego? :-)
Na jedno. ;)
zdyboo> uwierz lub nie, ale nikt z tych co w 'grze' brali udział nie był do tego przymuszany, ani nie kuł książek na pamięć. Ja zanim jeszcze się o tym dowiedziałem Hobbita przeczytałem chyba z 3 razy po polsku i raz po angielsku (przecież to się czyta w 2 godziny) więc nic zakuwać nie musiałem. A takie czytanie, żeby jak najwięcej zapamiętać to przydatna umiejętność i doskonałe ćwiczenie.
Zresztą, jak już pisałem, zawodu urządzał profesor od PO i przytoczyłem jego przykład głównie dlatego, że chyba lepiej potrafił zachęcić uczniów do czytania niż poloniści.
zdyboo> uwierz lub nie, ale nikt z tych co w 'grze' brali udział nie był do tego przymuszany, ani nie kuł książek na pamięć. Ja zanim jeszcze się o tym dowiedziałem Hobbita przeczytałem chyba z 3 razy po polsku i raz po angielsku (przecież to się czyta w 2 godziny) więc nic zakuwać nie musiałem.
To, że nie zakuwał, to wierzę, ale że nie był przymuszany, to już brak logiki. Jeżeli piątkę można było zdobyć tylko w taki sposób, to ciężko pisać o braku przymusu.
Ja na przykład miałem w jednej klasie podstawówki nauczycielkę chemii, która powiedziała, że piątki żadnemu chłopakowi nie postawi, bo tylko dziewczyny mogą umieć chemię na pięć. Wyście przynajmniej mieli jakiś wybór.
A takie czytanie, żeby jak najwięcej zapamiętać to przydatna umiejętność i doskonałe ćwiczenie.
Tyle, że chyba nie taki był zamysł autorów, żeby książek się uczyć na pamięć.
Przeczytałem wszystkie książki Stephena Kinga jakie tylko wpadły mi w ręce. Jak znajduję pozycję, której jeszcze nie czytałem, to od razu chwytam, nie ważne, czy po polsku, czy angielsku. Tak samo Graham Masterton:D
Jak byłem w ogólniaku, to windows XP wyszedł. Ja twardo pracowałem w DOS'ie na komputerze (286MHz, 2MB RAM) kupionym za własne zaoszczędzone pieniądze. Założę się, że gdybym wtedy miał "nówka kompa od starych i neta", to nie przeczytałbym wtedy nawet ćwiartki z tych książek, które przetrawiłem. Krzyżaków miałem w wersji czterotomowej, wydanie z bodajże 1949 roku. Przeczytałem w dwa dni, praktycznie nie śpiąc:D
Czy uda mi się nauczyć moje dzieci czytać (przede wszystkim LUBIĆ czytać) książki? Nie wiem, ale na pewno będę się starał.
Czy uda mi się nauczyć moje dzieci czytać (przede wszystkim LUBIĆ czytać) książki? Nie wiem, ale na pewno będę się starał.
Uda Ci się, jeśli będą codziennie widziały ojca z książką w łapie. To jest proste. :)
miron19j
11-09-2010, 00:46
Uda Ci się, jeśli będą codziennie widziały ojca z książką w łapie. To jest proste. :)
nie jest takie proste, niestety.
Oboje z żoną zaczytujemy się. Często zarywam noce, gdy książka mnie wciągnie. A syn niestety.
Albo to on jest takim wyrodkiem. ;-)
Uda Ci się, jeśli będą codziennie widziały ojca z książką w łapie. To jest proste. :)
nie jest to automatyczne, ale to prawda, ze przyklad staruszkow jest kluczowy. bo maluch od rodzicow wlasnie przyjmuje zachowania.
moja 4,5-letnia latorosl tez sie od nas nauczyla czytac(?) i uwielbia na rowerku przejechac sie do biblioteki. poki co de facto nie jest to czytanie (bardziej ogladanie obrazkow), ale ku rozbawieniu mojej malzonki potrafi zażądać przyniesienia czegos "do cytania" jak siedzi na klopie. podobno ma to po mnie, ale mam watpliwosci. osobiscie chetniej "do klocka" przegladam mapy i przewodniki ;)
cześć i czołem, w końcu sie tu dostołem :D ;)
przeczytałem kilka postów z tych tu zamieszczonych (wybór losowy) i chciałem zapytać ilu/ile z Was mających pociechy w postaci dzieci czyta im książki od najmłodszych lat?
Od razu się przyznaję, że ja nie czytam, ale żona co dzień. Kto ma dzieciaka zarazić magicznym światem książki jak nie rodzic? Niestety "magiczny świat" w tej chwili jest dostępny za opłaceniem abonamentu i pilotem....
Osobiście uwielbiam książki i dużą część wieczoru im poświęcam. Jak mam co czytać, to zwykle ze trzy knigi w tydzień obrabiam (oczywiście kosztem snu). Zwykle jesienią i zimą więcej czytuję, bo latem to jakoś nie ma czasu :). Co prawda nie czytam ciężkich tematów jak wspomniany 20000 tematów temu Ulysses a zwykłe SF i tym podobne. Ale z drugiej strony moimi ulubionymi książkami są: Pan Tadeusz i Mistrz i Małgorzata.
Że bez książek będziemy barbarzyńcami, no pewnie że tak - przecież nawet tu na forum co chwilę wychodzą babole językowe. Skąd? ... sami se odpowiedzcie.
Pamiętam jak kładłem się kulturalnie do łóżka z książką i z nią zasypiałem.. Teraz kładę się z komputerem i zasypiam czytając Forum Nikoniarze;)
cześć i czołem, w końcu sie tu dostołem :D ;)
Że bez książek będziemy barbarzyńcami, no pewnie że tak - przecież nawet tu na forum co chwilę wychodzą babole językowe. Skąd? ... sami se odpowiedzcie.
Swieta prawda....przyznaje sie!
Gdyby nie prasa foto to bym calkowicie nic nie czytal w formie papierowej, ale prasa i tak po anglicku.....ech co za czasy....
Jedyny plus dla mnie to zwiekszona waga bagazu w liniach Wizzair, za tydzien juz bede szalal i kupowal ksiazki....ech razem z moja polowica nawieziemy towaru na zimne jesienno zimowe wieczory:)
A vat na ksiazki, oczywiscie ze ksiazki powinny byc wolne od podatku, jestem za!
Władca Pixeli
11-09-2010, 06:30
A książki wiele mi w życiu dały, oprócz emocji i poruszenia wyobraźni, przede wszystkim bogatszy zasób słów
Jeżeli chodzi o emocje i poruszenie wyobraźni to pod tym względem forum jest lepsze od książek. :mrgreen:
grunia99
11-09-2010, 17:27
cześć i czołem, w końcu sie tu dostołem :D ;)
przeczytałem kilka postów z tych tu zamieszczonych (wybór losowy) i chciałem zapytać ilu/ile z Was mających pociechy w postaci dzieci czyta im książki od najmłodszych lat?
Przyznaję się nie czytam (bo już za duża), ale też nie czytałem dziecku - ile razy zaczynałem czytać na głos, tyle razy zaczynałem automatycznie ziewać.
Córce czytała żona - dużo. Czytanie na głos dało efekty - teraz córka sama chętnie i dużo czyta - niestety nie lektury. Przez "W pustyni i w puszczy" nie może przebrnąć od początku wakacji.
cześć i czołem, w końcu sie tu dostołem :D ;)
przeczytałem kilka postów z tych tu zamieszczonych (wybór losowy) i chciałem zapytać ilu/ile z Was mających pociechy w postaci dzieci czyta im książki od najmłodszych lat?
ja czytam. ksiazki, komiksy, albumy zdjeciowe, ...
nie codziennie, ale jak tylko sie nawinie okazja, to jedziemy. i do snu, choc to akurat zona czesciej usypia, ale tez czytuje.
sam tez lubie czytac, a ze w obecnym natloku internetowego, telewizyjnego czy kinowego debilizmu jest to jedyny sposob na kontakt z wartosciowa i wymagajaca myslenia trescia - to staram sie jak najwiecej. swego czasu czytalem glownie w celach jezykowych (niemiecki, potem angielski, hiszpanski i niderlandzki), ale ostatnio glownie dla przyjemnosci i coraz czesciej tez po polsku (chociaz tu tez w gre wchodza powody jezykowe, bo nie uzywajac tak duzo polskiego na codzien zapomina sie chocby idiomy czy pojedyncze slowa).
maly czlowiek, lat obecnie 4,5, bardzo lubi posiedziec nad swoja bajka, czy chocby ksiazka z rebusami typu Dora czy Bob Budowniczy. zapotrzebowanie ma do tego stopnia, ze nawet mi sie w Portugalii zdarzalo kupowac malej ksiazeczki i po polsku czytac, w biegu tlumaczac. co przy nieznajomosci portugalskiego (a sam hiszpanski niekoniecznie wystarcza) bynajmniej nie bylo lekkie, latwe i przyjemne. poniekad, mimo jakiejs tam oferty ksiazek dla dzieci po polsku w lokalnej bibliotece, siegamy z zona glownie po wydawnictwa holenderskie i angielskie, ktore potem tez musimy w biegu tlumaczyc. czasem udaje sie po angielsku, jak sie mala zgodzi (bylo nie bylo, do szkoly chodzi angielskiej, wiec jezyk, kurcze, rozumie :D )... takie tlumaczenie online jest zreszta solidnym treningiem dla glowy i dla jezyka ojczystego...
ja niestety pobiadolę trochę ;)
kiedyś zagorzały czytelnik spędzający każdą wolną chwilę nad książką dziś lekko owładnięty inernetem ;) widzę że wiele straciłem...chyba trzeba nad tym popracowac! Czyli kupić nową książkę, przeczytać ją z zapałem jak kiedyś...
A literatura nie jest mi obca, a wręcz przeciwnie była kiedyś bardzo, bardzo ważna i byłem kiedyś nie tylko czytelnikiem ;)
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.