Zobacz pełną wersję : Incydenty podczas plenerów czyli "Heniek jakiś [...] łazi po twoim polu"
StachersDTR
19-08-2010, 11:48
Jakiś czas temu miałem nieprzyjemny incydent. Wszedłem do gościa na pole- w zasadzie było to już ściernisko ( tak sie to chyba nazywa gdy pole jest skoszone?). Aż tu nagle słyszę : "e ! Panie, [...] Pan z mojego pola!"
Z jednej strony się facetowi nie dziwie, w końcu jest to jego własność i sam pewnie również nie był bym zachwycony gdyby ktoś chodził po mojej własności, ale z drugiej.... no bez przegięć plonów mu nie deptałem bo tak jak powiedziałem wszystko było skoszone...
Często miewacie takie przygody?
Ja miewam. Ludzie łażą i jeżdżą kładami po moim lesie, a także rzucają niedopałki. Ostatnio jak były susze, to miałem przez to dusze na ramieniu.
jest tzw. "prawo przejścia" i nikt nie może zabronić przejścia między polami. Ale po polu nie powinno się chodzić ...
mnie też nieraz korciło aby wejść ale mimo wszystko poszanowanie czyjejś pracy i własności było silniejsze.
Z drugiej strony po co wchodzić na skoszone ??
mnie też nieraz korciło aby wejść ale mimo wszystko poszanowanie czyjejś pracy i własności było silniejsze.
Z drugiej strony po co wchodzić na skoszone ??
A jak w nie skoszone, to nie samemu i nie zawsze, żeby robić zdjęcia.;):lol:
A czy gdybyś wszedł do czyjegoś domu/mieszkania bez pytania i usłyszał owe "Panie, wypie..." -- też byś się tak zdziwił?
Jeśli kawałek ziemi jest "czyjś", to masz moralny obowiązek pójść do tego kogoś i zpytać, czy możesz z jego kawałka ziemi skorzystać w celu takim a siakim. Jeśli nie spytałeś, a wtargnąłeś, jak intruz, to chyba godzisz się na fakt, że ktoś podejdzie i Cię serdecznie pozdrowi.
I nie jest rzecz w tym, czy mu coś deptałeś, czy nie deptałeś, a w tym, że pojawiłeś się na jego terenie nie pytając o zgodę. W ameryce - AFAIK - miałby Cię tam prawo zastrzelić.
I nie jest rzecz w tym, czy mu coś deptałeś, czy nie deptałeś, a w tym, że pojawiłeś się na jego terenie nie pytając o zgodę. W ameryce - AFAIK - miałby Cię tam prawo zastrzelić.
i absolutnie nie jest to wzor godny nasladowania.
zdarza mi sie lazic po polach, czy w zasadzie w tym kraju to czesciej polderach i nigdy mi sie nie zdarzylo, zeby ktos za mna latal i robil klopoty, nawet jak mnie widzial z okien domu. co najwyzej z ciekawosci podszedl i pogadal, z czego czesto wielu fajnych rzeczy sie dowiedzialem.
w Polsce tez mi sie zdarza czasem wlazic na pole i tez jakos nie mam z tego powodu klopotow.
mysle ze to zalezy od kultury osobistej i wlasciciela i foto-turysty
z jednej strony prawo wlasnosci swiete jest, z drugiej sposob w jaki z niego korzystamy tez nie jest bez znaczenia...
problem polega na tym ze w Polsce chamstwo plynie we krwi na równi z osoczem i z jednej strony mamy ludzi co smieca i deptaja a zdrugiej chlopa co potego jest i basta
ogolnie kultura pozycia wzajemnego jest niska a pieniactow genetyczne wiec czesto dochodzi do slabych akcji
Z jednej strony to nigdy nie miałem problemów z przechodzeniem przez jakieś pole, oczywiście z poszanowaniem czyichś plonów, ale z drugiej strony czytając poniższy tekst:
jest tzw. "prawo przejścia" i nikt nie może zabronić przejścia między polami. Ale po polu nie powinno się chodzić ...
to szkoda że w polsce nie ma hamerykańskiego "prawa strzelby". Jak ktoś grzecznie by przechodził po moim to proszę bardzo, ale jeżeli ktoś z takim podejściem by to robił to tylko gnata w łapę i śrutem po .upie.
"Pole" to jakaś działka, działka prywatna. Nie ma czegoś takiego jak przejście "między polami" (chyba że odpowiednimi drogami, dróżkami, ścieżkami gminnymi). Tzw. "miedza" to też zawsze czyjaś własność (przynależność do sąsiednich pól/działek). A od własności wara.
W minioną sobotę byłem rano z kolegą się pokręcić z aparatem po okolicy i na jednej z wiosek spotkałem łażące po polu pawie (tak, tak pawie) chwyciłem aparacik, aby zrobić im fotkę, a z pobliskiego gospodarstwa wyleciał chłop i coś tam krzyczał i wymachiwał ręką. Nieco się wystraszyłem i cofnąłem do auta i już mieliśmy odjeżdżać, a ten sympatyczny Pan spytał czy nie chcemy pawich piór, bo ma. Jednak nie skorzystaliśmy i pojechaliśmy dalej.
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://a.imageshack.us/img841/3328/89108238.jpg)
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://a.imageshack.us/img804/556/66228426.jpg)
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://a.imageshack.us/img441/6356/83170273.jpg)
problem polega na tym ze w Polsce chamstwo plynie we krwi na równi z osoczem i z jednej strony mamy ludzi co smieca i deptaja a zdrugiej chlopa co potego jest i basta
albo tez z drugiej strony: Polacy sobie (i obcym) nie ufaja i jeden od drugiego spodziewa sie raczej proby wydymania niz pomocy. wiec profilaktycznie wola nieznajomego potraktowac jak bandyte niz uwierzyc, ze jest uczciwy. na szczescie jest to dosc powierzchowne i wiekszosc Polakow, jak ich sie do siebie przekona (co wbrew pozorom nie jest trudne), jest naprawde brat-lata. tylko przez te wieki rozbiorow mamy jako narod rozerwane poczucie wspolnoty... :(
Ja miałem inny przypadek poszedłem na grzyby do lasu jak co roku z psem (labradorem)
Zbieram sobie grzyby a tu Paniusia zatrzymuje się na polanie z rocznymi sadzonkami sosen i świerków
gasi papierosa w ściółce (przy suszy) i z mordą do mnie że psa to się trzyma na smyczy .
Od słowa do słowa wysypało się z opla jeszcze 2 mądrali z puszkami piwa w ręku …
Poszedłem do domu na działce wlałem paliwo do piły i wyciąłem 3 stare chojaki na przesiece.
Las był moją własnością .
A niech łażą. Ja w ten sposób się dowiedziałem, że moja ukochana władza gminna chce budować drogę przez moją działkę. O tym że trwa jakieś postępowanie dowiedziałem się, kiedy po działce zaczęli beztrosko hasać i wbijać paliki panowie geodeci. Wtedy wyszedł cały bałagan, bo ktoś zapomniał mnie powiadomić jako stronę o trwającym postępowaniu...
BTW chodzenia po czyimś polu, to na myśl się pcha durne prawo o służebności koniecznej...
i absolutnie nie jest to wzor godny nasladowania.
zdarza mi sie lazic po polach, czy w zasadzie w tym kraju to czesciej polderach i nigdy mi sie nie zdarzylo, zeby ktos za mna latal i robil klopoty, nawet jak mnie widzial z okien domu. co najwyzej z ciekawosci podszedl i pogadal, z czego czesto wielu fajnych rzeczy sie dowiedzialem.
w Polsce tez mi sie zdarza czasem wlazic na pole i tez jakos nie mam z tego powodu klopotow.
Czy jest to wzór, czy nie jest, to już dyskusyjne. Ile głów, tyle zdań na ten temat.
Ja pisałem o sytuacji aktualnej, w naszym kraju, gdzie własność prywatna jest rzeczą świętą i wymaga odpowiedniego traktowania przez "gości".
Ja również często chadzam po różnego rodzaju polach/łąkach/pastwiskach... zawsze jednak wcześniej staram się ustalić do kogo należy ten teren i z nim pogadać. Nigdy nie spotkałem się z odmową (no, może raz, ale to pomijalne)
Ja mieszkam na wsi, tutaj się praktycznie każdy z każdym zna, przynajmniej z widzenia. Rzadko kiedy wejdę na czyjeś pole, ale jeśli już to albo skoszone, albo zwykła łąka i też nie urządzam tam wędrówek tylko wejdę kawałek, zrobię co mam zrobić i wychodzę. Nigdy jeszcze nie miałem z tego powodu nieprzyjemności. Oczywiście jakby właściciel był w pobliżu to bym się zapytał, ale jestem pewien, że nie miałby nic przeciwko, jeśli by chodziło o zdjęcia. Kiedyś to co innego, jak latałem jeszcze modelami i było niekontrolowane lądowanie w samym środku 10 ha zboża. :lol: Starałem się jak najmniej zniszczyć, ale po model pójść przecież trzeba. Nigdy nie spotkałem właściciela pola, ale wiem, że mojego znajomego to z widłami pogonili. Co innego jeśli chodzi o moje pole. :rolleyes: Kilka osób już przepędziłem, ale miałem ku temu powody, bo nie robili zdjęć tylko wywalali śmieci albo urządzali libacje. Niby to tylko łąka, ale to, że łąka to nie znaczy, że od razu wysypisko śmieci. No i miałem jeszcze sytuację z myśliwymi. Strzelali na moim polu we wszystkie strony, w stronę zabudowań również. Poszedłem tam do nich, a oni do mnie "idź pan stąd, bo my tu polujemy", to się tylko roześmiałem i powiedziałem, że to moje pole i oni mają stąd iść. Coś tam burknęli i poszli. Tak swoją drogą to myśliwi u mnie to prawdziwy koszmar. :evil: Szkoda, że jeszcze czołgami nie wjechali i z moździerzy nie walą. Strzelają jak już mówiłem we wszystkie strony, łażą wszędzie jakby to ich było, a potem się dziwią, że im wszystkie ambony spalili. Wybudowali nowe i jestem pewien, że więcej jak pół roku nie będą stały, bo znowu ktoś spali. ;)
Wie ktoś może jak to jest uregulowane prawnie, można chodzić czy nie, co jeżeli jest oznaczenie np teren prywatny itp, lub jakiegokolwiek oznaczenia brak, jeżeli są plony lub już zostały zebrane, pozdrawiam.
StachersDTR
19-08-2010, 13:05
A czy gdybyś wszedł do czyjegoś domu/mieszkania bez pytania i usłyszał owe "Panie, wypie..." -- też byś się tak zdziwił?
Jeśli kawałek ziemi jest "czyjś", to masz moralny obowiązek pójść do tego kogoś i zpytać, czy możesz z jego kawałka ziemi skorzystać w celu takim a siakim. Jeśli nie spytałeś, a wtargnąłeś, jak intruz, to chyba godzisz się na fakt, że ktoś podejdzie i Cię serdecznie pozdrowi.
I nie jest rzecz w tym, czy mu coś deptałeś, czy nie deptałeś, a w tym, że pojawiłeś się na jego terenie nie pytając o zgodę.
Ok zgadzam się z Tobą. Ale przypuśćmy że jest taka sytuacja, jedziesz gdzieś w Polsce, mijasz potężne pole usłane rolsami, jest akurat zachód słońca, aż się prosi żeby wyjąć aparat. Problem polega na tym, że na środku pola jest duże samotne drzewko. Żeby kadr wyszedł "cud- miód" musisz wejść w głąb pola na jakieś 500 m. Nie mów mi że jesteś aż takim idealistą, że w tym wypadku będziesz się zastanawiał, chodził i szukał osoby do której należy pole, żeby się jej zapytać czy możesz wejść i cyknąć kilka kadrów.
Po prostu nie wierzę, że fotograficzne zacięcie Ci na to pozwoli:)
W ameryce - AFAIK - miałby Cię tam prawo zastrzelić.
Amerykanom gratulujemy prawa....
Wie ktoś może jak to jest uregulowane prawnie, można chodzić czy nie, co jeżeli jest oznaczenie np teren prywatny itp, lub jakiego kol wiek oznaczenia brak, jeżeli są plony lub już zostały zebrane, pozdrawiam.
Czy jest uregulowane czy nie jest - to i tak wydaje mi się najlepiej jest to regulować zwykłą, ludzką przyzwoitością.
Będziesz to prawo ezgekwował z babiną, co się zdeneruje, że jej niszczysz maliny, albo podpitym chłopem, który uzna, że to ściernisko jest dla niego ważniejsze niż żona i dzieci?
W szczególności, że skoro to "Jego", to ma do tego zakichane prawo.
Po prostu nie wieże, że fotograficzne zacięcie Ci na to pozwoli:)
Amerykanom gratulujemy prawa....
Nie fotografuję natury. ;-) Pozostawiam to innym, którym fotograficzne zacięcie pozwala na robienie tego "po bożemu" i z dobrymi efektami :)
A tak praktycznie i na poważnie - to jasne, że w takiej sytuacji pewnie bym skorzystał z okazji na złapanie kadru i nie biegał szukając właściciela. Jednak aparat trzymałbym na solidnym statywie mając na uwadze fakt, że ktoś wyskoczy z widłąmi, a ja będę musiał się bronić. ;-)
Prawo amerykanów może i jest pokręcone i miejscami kontrowersyjne, ale prawo Polaków jest i tak zdecydowanie bardziej pokręcone i kontrowersyjne.
Ok zgadzam się z Tobą. Ale przypuśćmy że jest taka sytuacja, jedziesz gdzieś w Polsce, mijasz potężne pole usłane rolsami, jest akurat zachód słońca, aż się prosi żeby wyjąć aparat. Problem polega na tym, że na środku pola jest duże samotne drzewko. Żeby kadr wyszedł "cud- miód" musisz wejść w głąb pola na jakieś 500 m. Nie mów mi że jesteś aż takim idealistą, że w tym wypadku będziesz się zastanawiał, chodził i szukał osoby do której należy pole, żeby się jej zapytać czy możesz wejść i cyknąć kilka kadrów.
Po prostu nie wierzę, że fotograficzne zacięcie Ci na to pozwoli:)
Proszę Cię. ;/
To że chcesz zrobić zdjęcie nie upoważnia Cię do łamania prawa i wchodzenia na/do czyjąś własność.
Wie ktoś może jak to jest uregulowane prawnie, można chodzić czy nie, co jeżeli jest oznaczenie np teren prywatny itp, lub jakiegokolwiek oznaczenia brak, jeżeli są plony lub już zostały zebrane, pozdrawiam.
Nie umieszczając żadnego oznaczenia właściciel daje wszystkim wstęp wolny. Czyli, brak tabliczek, lub ogrodzenia - wolno Ci wejść. Jeśli właściciel chce, żeby respektować jego prawo, musi zadbać o oznaczenie terenu. Ty nie musisz wnikać, czyj to teren jeśli jest ogólnie dostępny.
Nie umieszczając żadnego oznaczenia właściciel daje wszystkim wstęp wolny. Czyli, brak tabliczek, lub ogrodzenia - wolno Ci wejść. Jeśli właściciel chce, żeby respektować jego prawo, musi zadbać o oznaczenie terenu. Ty nie musisz wnikać, czyj to teren jeśli jest ogólnie dostępny.
A czy to samo tyczy się np. szopy stojącej na takiej łące? Czy jeśli na niej nie ma tabliczki "NIE WŁAZIĆ BO TO MOJE" to znaczy, że mam tam wstęp wolny?
Pytam poważnie, bez złośliwości, nie znam się na tym.
StachersDTR
19-08-2010, 13:19
Aha, żeby było jasne: jak najbardziej jestem za tym żeby w miarę możliwości zapytać się właściciela o prawo wstępu na jego działkę no ale tak jak napisałem: w miarę możliwości...
Aha, żeby było jasne: jak najbardziej jestem za tym żeby w miarę możliwości zapytać się właściciela o prawo wstępu na jego działkę no ale tak jak napisałem: w miarę możliwości...
To tak, jak ja jestem za tym, żeby w miarę możliwości przestrzegać przepisów drogowych, ale... no właśnie, w miarę możliwości ;-)
... co raczej będzie słabym argumentem dla panów w niebieskich ubrankach.
StachersDTR
19-08-2010, 13:23
Proszę Cię. ;/
To że chcesz zrobić zdjęcie nie upoważnia Cię do łamania prawa i wchodzenia na/do czyjąś własność.
Nie napisałem, że mnie to upoważnia. Mówię jakie są realia...
Nigdy, nawet jedną stopą nie stanąłeś na czyimś polu ?
A czy to samo tyczy się np. szopy stojącej na takiej łące? Czy jeśli na niej nie ma tabliczki "NIE WŁAZIĆ BO TO MOJE" to znaczy, że mam tam wstęp wolny?
Pytam poważnie, bez złośliwości, nie znam się na tym.
Jeśli nie jest zamknięta na np. na kłódkę, nie jest ogrodzona lub nie ma tabliczek, to możesz. Nie będzie to wtargnięcie , ponieważ nie wyłamałeś kłódki, nie sforsowałeś ogrodzenie, nie zignorowałeś tabliczek ostrzegawczych.
jerezano
19-08-2010, 13:25
Myślę, że w sprawie chodzenia po ściernisku dzielicie włos na czworo (a może kłos ;) )
Często zdarza mi się chodzić po polach, czy to z flintą, czy z aparatem i jeszcze nie miałem takiego przypadku, żeby ktoś na mnie pomstował... :)
Nie przesadzajcie też z tą własnością prywatną, przecież nie chodzi o tratowanie zboża, zasiewów czy rozrzucanie snopków, tylko chwilowe wejście na rżysko - dziki zrobią więcej szkody niż Bogu ducha winny fotograf. :) Nawet w Ameryce tak od razu nikt nie strzela do przechodnia :mrgreen:
A czy to samo tyczy się np. szopy stojącej na takiej łące? Czy jeśli na niej nie ma tabliczki "NIE WŁAZIĆ BO TO MOJE" to znaczy, że mam tam wstęp wolny?
Pytam poważnie, bez złośliwości, nie znam się na tym.
myślę że kłódka jest wystarczającym sygnałem , że sobie nie życzysz wizyt
właściciela tez obowiązuje zabezpieczenie swojej własności w należyty sposób
jak zostwaisz kluczyki w stacyjce to ci ubezpieczenie AC nie odda.. logiczne ?
Często zdarza mi się chodzić po polach, czy to z flintą,(...) :mrgreen:
też bym cie nie wyprosił :P
Nie umieszczając żadnego oznaczenia właściciel daje wszystkim wstęp wolny. Czyli, brak tabliczek, lub ogrodzenia - wolno Ci wejść. Jeśli właściciel chce, żeby respektować jego prawo, musi zadbać o oznaczenie terenu. Ty nie musisz wnikać, czyj to teren jeśli jest ogólnie dostępny.
Chciałbym uściślić. Czy mogę wejść komuś z dziewczyną/chłopakiem (zbędne usunąć - lub nie - bo mogą być różne konfiguracje) w kukurydzę lub inne zboże? Jeśli oczywiście pole nie oznaczone. Czy fakt zasiania może jest oznaczeniem?
jerezano
19-08-2010, 13:33
Chciałbym uściślić. Czy mogę wejść komuś z dziewczyną/chłopakiem (zbędne usunąć - lub nie - bo mogą być różne konfiguracje) w kukurydzę lub inne zboże? Jeśli oczywiście pole nie oznaczone. Czy fakt zasiania może jest oznaczeniem?
Według mnie możesz. Tylko nie zachowuj się tam jak jeleń na rykowisku i nie tłucz wkoło wieńcem :mrgreen:
Przecież od samego wejścia nic się nie stanie.
Chciałbym uściślić. Czy mogę wejść komuś z dziewczyną/chłopakiem (zbędne usunąć - lub nie - bo mogą być różne konfiguracje) w kukurydzę lub inne zboże? Jeśli oczywiście pole nie oznaczone. Czy fakt zasiania może jest oznaczeniem?
Możesz wejść, tylko licz się z ewentualnymi konsekwencjami np. finansowymi zniszczenia zasiewów. Nawet jeśli teren nie jest oznakowany, to każde zniszczenie mienia na tym terenie wiąże się z pociągnięciem do odpowiedzialności przez właściciela terenu.
jerezano
19-08-2010, 13:35
Zresztą, jak ktoś nie chce wchodzić w kukurydzę tuż przy zagrodzie i narażać się na ewentualne przebicie płuc widłami, to wystarczy pojechać trochę głębiej w pola. Rolnik przecież nie czuwa non stop :)
Chciałbym uściślić. Czy mogę wejść komuś z dziewczyną/chłopakiem (zbędne usunąć - lub nie - bo mogą być różne konfiguracje) w kukurydzę lub inne zboże? Jeśli oczywiście pole nie oznaczone. Czy fakt zasiania może jest oznaczeniem?
ludzie!
a zdrowy rozsądek gdzie?
włazisz w zasiew = niszczysz
na ściernisko = raczej nic nie niszczysz
dla mnie jest to oczywiste, żeby nie niszczyć czyjejś własności, tak jak jest oczywiste, że jak ktoś grzecznie przejdzie przez moją łąkę czy rżysko to mi od tego nie ubędzie
ale mówiłem już - pieniactwo i chamstwo to u nas cechy narodowe... więc takie sytaucje mają miejsce
zostawmy to prawo w spokoju i zatrzymajmy sie na zwyklym ludzkim rozsadku.
jesli wchodze na czyjes pole to wiem, ze jest to czyjes i skoro juz musialem tam wlezc
dla raptem zrobienia zdjecia, to nie wydeptuje i nie niszcze. nie kryje sie z tym, ze wlazlem
i jesli gospodarz protestuje to bez dyskusji wychodze, a jak chce tylko zapytac sie o cos,
to z usmiechem na twarzy, jak z normalnym czlowiekiem (nie wrogiem) z nim rozmawiam.
ale nie robmy zamordyzmu, ze wlasnosc prywatna i w ogole pole silowe i anihilacja
przestepcow w promieniu 100 metrow. nie bede jezdzil po wiochach i dopytywal czyja
jest ta piedz ziemii o powierzchni dwoch basenikow ogrodowych, no k... no ;)
jak juz mi sie raz na ten ruski rok zdarza koniecznosc wlezc na takie pole (ale naprawde
koniecznosc, bo bardzo czesto takiej nie ma) to wlaze i sie nie modle. nie zyjemy
w Germanii, gdzie piernac nie wolno bez odpowiedniego przepisu prawnego :D
prawo nie jest stworzone po to, zeby regulowac kazda dziedzine zycia, tylko po to,
zeby rozstrzygac te spory, ktorych inaczej sie nie da. kurde no...
StachersDTR
19-08-2010, 13:59
zostawmy to prawo w spokoju i zatrzymajmy sie na zwyklym ludzkim rozsadku.
jesli wchodze na czyjes pole to wiem, ze jest to czyjes i skoro juz musialem tam wlezc
dla raptem zrobienia zdjecia, to nie wydeptuje i nie niszcze. nie kryje sie z tym, ze wlazlem
i jesli gospodarz protestuje to bez dyskusji wychodze, a jak chce tylko zapytac sie o cos,
to z usmiechem na twarzy, jak z normalnym czlowiekiem (nie wrogiem) z nim rozmawiam.
ale nie robmy zamordyzmu, ze wlasnosc prywatna i w ogole pole silowe i anihilacja
przestepcow w promieniu 100 metrow. nie bede jezdzil po wiochach i dopytywal czyja
jest ta piedz ziemii o powierzchni dwoch basenikow ogrodowych, no k... no ;)
jak juz mi sie raz na ten ruski rok zdarza koniecznosc wlezc na takie pole (ale naprawde
koniecznosc, bo bardzo czesto takiej nie ma) to wlaze i sie nie modle. nie zyjemy
w Germanii, gdzie piernac nie wolno bez odpowiedniego przepisu prawnego :D
prawo nie jest stworzone po to, zeby regulowac kazda dziedzine zycia, tylko po to,
zeby rozstrzygac te spory, ktorych inaczej sie nie da. kurde no...
za taką właśnie postawą się opowiadam
ludzie!
a zdrowy rozsądek gdzie?...
Raczej jego brak, wg mnie, jest tu:
Nie umieszczając żadnego oznaczenia właściciel daje wszystkim wstęp wolny.
...i dlatego wlazłem z tą kukurydzą.
A resztę napisał akustyk.
Michał Jędrak
19-08-2010, 14:43
Czy jest to wzór, czy nie jest, to już dyskusyjne. Ile głów, tyle zdań na ten temat.
Ja pisałem o sytuacji aktualnej, w naszym kraju, gdzie własność prywatna jest rzeczą świętą...
Bardzo świętą... Właśnie chciałem sobie porobić parę rzeczy na terenie i się okazało, że gmina sobie kawałek przywłaszczyła. Ot tak po prostu stwierdzili, że pewnie za 50 lat puszczą tędy ulicę więc na wszelki wypadek sobie ten kawałek zaklepią. Po cichu, szybko sprawnie i za darmo :-)
Bardzo świętą... Właśnie chciałem sobie porobić parę rzeczy na terenie i się okazało, że gmina sobie kawałek przywłaszczyła. Ot tak po prostu stwierdzili, że pewnie za 50 lat puszczą tędy ulicę więc na wszelki wypadek sobie ten kawałek zaklepią. Po cichu, szybko sprawnie i za darmo :-)
No taaak. Ale my tu nie o władzy, tylko o szarych obywatelach prawimy :-)
StachersDTR
19-08-2010, 15:48
Bardzo świętą... Właśnie chciałem sobie porobić parę rzeczy na terenie i się okazało, że gmina sobie kawałek przywłaszczyła. Ot tak po prostu stwierdzili, że pewnie za 50 lat puszczą tędy ulicę więc na wszelki wypadek sobie ten kawałek zaklepią. Po cichu, szybko sprawnie i za darmo :-)
o takich sytuacjach to mi nawet nie mów..... Rodzice mojej przyszłej żonki od kilkudziesięciu lat dzierżawią ziemię. Teoretycznie przysługuje im prawo pierwokupu tej ziemi. Ale że ziemia jest w bardzo atrakcyjnym miejscu (pod działki budowlane) to gmina dopatrzyła się jakiegoś kruczka prawnego i do końca nie wiadomo co z tą ziemią będzie...
Tak więc nasze podatki idą na instytucje które same robią nas w konia....
o takich sytuacjach to mi nawet nie mów..... Rodzice mojej przyszłej żonki od kilkudziesięciu lat dzierżawią ziemię. Teoretycznie przysługuje im prawo pierwokupu tej ziemi. Ale że ziemia jest w bardzo atrakcyjnym miejscu (pod działki budowlane) to gmina dopatrzyła się jakiegoś kruczka prawnego i do końca nie wiadomo co z tą ziemią będzie...
Tak więc nasze podatki idą na instytucje które same robią nas w konia....
Inaczej wygląda wygląda prawo pierwokupu dzierżawionej ziemi od osoby fizycznej, inaczej od skarbu państwa, a jeszcze inaczej od samorządu. Zależy również, czy to nieruchomość rolna, czy też nie. O ile dzierżawa uregulowana jest w Kodeksie Cywilnym, to dzierżawę nieruchomości rolnej i prawo pierwokupu reguluje ustawa o ustroju rolnym. I tak czy ziemię rolną chce sprzedać osoba fizyczna, czy też gmina, to prawo pierwokupu ma zawsze Agencja Nieruchomości Rolnych. Jeśli agencja nie wykaże zainteresowania, to sprzedaje się innemu chętnemu.
Często tak jest, że jak wspomniałeś teoretycznie przysługuje prawo pierwokupu, A finalnie okazuje się, że nie.
StachersDTR
19-08-2010, 16:19
Wiem o tym, bo mają w rodzinie prawnika który wytłumaczył co i jak, ale mimo wszystko toczy batalię o tą ziemię....
Ale mimo wszystko wyjaśnij to rolnikowi...;)
btw... dyskusja zeszła na nieco inny tor:)
grudzinsky
19-08-2010, 16:35
A czy gdybyś wszedł do czyjegoś domu/mieszkania bez pytania i usłyszał owe "Panie, wypie..." -- też byś się tak zdziwił?
Jeśli kawałek ziemi jest "czyjś", to masz moralny obowiązek pójść do tego kogoś i zpytać, czy możesz z jego kawałka ziemi skorzystać w celu takim a siakim. Jeśli nie spytałeś, a wtargnąłeś, jak intruz, to chyba godzisz się na fakt, że ktoś podejdzie i Cię serdecznie pozdrowi.
I nie jest rzecz w tym, czy mu coś deptałeś, czy nie deptałeś, a w tym, że pojawiłeś się na jego terenie nie pytając o zgodę. W ameryce - AFAIK - miałby Cię tam prawo zastrzelić.
ja bym sie tak "hameryka" nie sugerowal...poszukal bym wzorcow w europie. na ten przyklad Szkocja! tu mozna wlezc rolnikowi na pole, przejsc je w te i spowrotem, ale pod jednym warunkiem ;) nie mozna wyrzadzic szkod w uprawach i nie wolno ploszyc ani draznic zwierzat pasacych sie. wniosek jest taki. wchodze na pole, robie zdjecie i sobie ide dalej. w Szkocji wszystkie pola sa pogrodzone i wlasciciel takiego pola zobowiazany jest do zrobienia przejscia nad drutem kolczastym, tak by trysta, rolnik bez wiekszego problemu mogl wydostac sie z pola lub przedostac sie do nastepnego...
to prawo obowiazuje tylko w Szkocji :) w Anglii juz nie :D byla taka dosyc glosna sprawa kilka lat temu. grupka turystow rowerowych podrozujacych po Szkocji zatrzymala sie przy jakims sciernisku, wieczor wiec spac trzeba bylo ;) nie zdazyli rozstawic namiotow jak pojawil sie wlasciciel z psami i strzelba w reku. kazal im sie pakowac i wynosic, bo to teren prywatny i on sobie nie rzyczy by ktos ot tak sobie nocowal na "jego" ziemi. rowerzysci od razu zakumali, ze to "Angol" ktory przepowadzil sie do Szkocji :D prosby i grosby nie skutkowaly i wlasciciel zadzwonil po Policje. Ci przyjechali, dowiedzieli sie o co chodzi i "have a good night" rzucili na odjezdne. wlasciciela pola szlag trafil, a turysci spokojnie mogli sie wyspac :D
chcial bym zeby kiedys i tak bylo w Polsce :)
ostatnio gosciowi na polu parkowalem samochod, bo nie bylo gdzie stanac zeby zdjecia zrobic. wlasciciela widzialem jak quadem smigal jakies 200m ode mnie :D zrobilem swoje, wsiadlem do samochodu i jak goscia mijalem to mu pomachalem w podziekowaniu za mozliwosc skorzystania z pola :D
w Szkocji wszystkie pola sa pogrodzone i wlasciciel takiego pola zobowiazany jest do zrobienia przejscia nad drutem kolczastym, tak by trysta, rolnik bez wiekszego problemu mogl wydostac sie z pola lub przedostac sie do nastepnego...
to prawo obowiazuje tylko w Szkocji :) w Anglii juz nie :D
W Anglii ten obowiązek nałożony jest na Urzędy Miejskie i tak samo są przejścia i kładki oznaczone nawet jako "Public Footpath", tyle że Anglicy to wredne świnie (zupełnie obiektywnie) i czasem się burmuszą, albo psy puszczają...
A wracając do tematu..
Mamy tutaj dwie grupy. Jedni chcą wchodzić bez pytania, drudzy nie.
Wychowałem się na wsi i bez potrzeby nie wchodziłem na czyjeś pole. Jeśli już musiałem, to uprzejmie się pytałem. Swoje dwa hektary mam i mogę powiedzieć, że jak ktoś włazi w środek pola (nawet nieużytków), to tak jakby ktoś mi wszedł do mieszkania bez pytania. Kultura nakazuje zapytać i już. Założę się, że 99% rolników, zapytanych czy można wejść na teren, wyrazi zgodę bez żadnych problemów. Ja bym jeszcze dodał "nazrywajta se aroniów na polu, bo sie zmarnujom":D
Podczas jednego ze spacerów idąc dróżkami na polach zboża zostałam delikatnie mówiąc wyproszona z miejsca. Starsza babka uznała, że człowiek z aparatem to zło zagrażające wszelkim jej dobrom i dla własnego bezpieczeństwa dorwała grabie/ widły ... bardzo szybko ewakuowałam się w stronę ulicy.
StachersDTR
19-08-2010, 22:50
A wracając do tematu..
Mamy tutaj dwie grupy. Jedni chcą wchodzić bez pytania, drudzy nie.
Wychowałem się na wsi i bez potrzeby nie wchodziłem na czyjeś pole. Jeśli już musiałem, to uprzejmie się pytałem. Swoje dwa hektary mam i mogę powiedzieć, że jak ktoś włazi w środek pola (nawet nieużytków), to tak jakby ktoś mi wszedł do mieszkania bez pytania. Kultura nakazuje zapytać i już. Założę się, że 99% rolników, zapytanych czy można wejść na teren, wyrazi zgodę bez żadnych problemów. Ja bym jeszcze dodał "nazrywajta se aroniów na polu, bo sie zmarnujom":D
Zgadzam się z Tobą, jeśli na polu jest jego właściciel, zawsze pytam o pozwolenie wejścia, no ale umówmy się że jestem 30 km od swojej miejscowości jest droga w okół szczere pole i chcę cyknąć dwa-trzy kadry- nie będę leciał do najbliższej wioski i wypytywał ludzi, czy przypadkiem nie wiedzą kto jest właścicielem tego i tego pola.
Oczywiście co innego moralne czy prawne przyzwolenie wejścia na czyjąś ziemię, a co innego fakt jak posterujemy w rzeczywistości.
Dodam że mój ojciec ma niewielki sad z wiśniami. Nie raz zmuszeni byliśmy przepędzać szabrowników. Rok w rok zimą złomiarze rozpieprzali nam altankę dla głupich gwoździ. Ale mimo wszystko inaczej reagowaliśmy na bandę podrostków którzy przyszli w wiadomej sprawie, a inaczej na dorosłego faceta który wszedł na naszą działkę bo pies mu się ze smyczy urwał, czy chłopaka który szedł z dziewczyną za rękę...
Podczas jednego ze spacerów idąc dróżkami na polach zboża zostałam delikatnie mówiąc wyproszona z miejsca. Starsza babka uznała, że człowiek z aparatem to zło zagrażające wszelkim jej dobrom i dla własnego bezpieczeństwa dorwała grabie/ widły ... bardzo szybko ewakuowałam się w stronę ulicy.
Może pomyślała, że jesteś z gazetki FAKT, albo SUPER EKSPRES:D
grudzinsky
19-08-2010, 23:06
W Anglii ten obowiązek nałożony jest na Urzędy Miejskie i tak samo są przejścia i kładki oznaczone nawet jako "Public Footpath", tyle że Anglicy to wredne świnie (zupełnie obiektywnie) i czasem się burmuszą, albo psy puszczają...
jak by mnie psami poszczuli to wyciagnal bym telefon i wybral 112, pozwolil bym psom mnie ugryzc, a jak by sie Policja zjawila zwijal bym sie okropnie z bolu ;) po wszystkim wytoczyl bym gosciowi proces i tak robil bym za kazdym jednym razem, az dotarlo by do "czlowiekow" , ze tak sie robic nie powinno ;)
jak by mnie psami poszczuli ...
Ludzie wypuszczają psy wolno wieczorami w pobliżu gospodarstw tam, gdzie akurat biegną "public footpath". Gaz pieprzowy, albo zejście z trasy (o ile można, bo czasami do ogrodzenia jest kilkaset m) załatwia sprawę. Psy nie są też na ogół zbyt agresywne. Ujadają tylko, żeby odstraszyć z terenu, którego pilnują.
StachersDTR
19-08-2010, 23:24
Miałem ze 3 niepewne sytuacje z bezpańskimi psami i poważnie zacząłem się zastawiać nad zakupieniem pistoletu gazowego
grudzinsky
19-08-2010, 23:33
Ludzie wypuszczają psy wolno wieczorami w pobliżu gospodarstw tam, gdzie akurat biegną "public footpath". Gaz pieprzowy, albo zejście z trasy (o ile można, bo czasami do ogrodzenia jest kilkaset m) załatwia sprawę. Psy nie są też na ogół zbyt agresywne. Ujadają tylko, żeby odstraszyć z terenu, którego pilnują.
ciesze sie, ze mieszkam w "bardziej" cywilizowanym kraju ;)
ciesze sie, ze mieszkam w "bardziej" cywilizowanym kraju ;)
Wszyscy są bardziej cywilizowani niż angielskie pospólstwo.
Miałem ze 3 niepewne sytuacje z bezpańskimi psami i poważnie zacząłem się zastawiać nad zakupieniem pistoletu gazowego
Nie polecam. Można mieć tylko problemy. Dobra puszka z gazem wystarcza w 100%
Inaczej wygląda wygląda prawo pierwokupu dzierżawionej ziemi od osoby fizycznej, inaczej od skarbu państwa, a jeszcze inaczej od samorządu. Zależy również, czy to nieruchomość rolna, czy też nie. O ile dzierżawa uregulowana jest w Kodeksie Cywilnym, to dzierżawę nieruchomości rolnej i prawo pierwokupu reguluje ustawa o ustroju rolnym. I tak czy ziemię rolną chce sprzedać osoba fizyczna, czy też gmina, to prawo pierwokupu ma zawsze Agencja Nieruchomości Rolnych. Jeśli agencja nie wykaże zainteresowania, to sprzedaje się innemu chętnemu.
Często tak jest, że jak wspomniałeś teoretycznie przysługuje prawo pierwokupu, A finalnie okazuje się, że nie.
Chyba już znieśli prawo pierwokupu Agencji Nieruchomości Rolnych.
Eeeee...tam, takie pierdoły :D W czasie jednego z plenerów GKJ wylądowałem na policji z oskarżeniem o pobicie :D
Eeeee...tam, takie pierdoły :D W czasie jednego z plenerów GKJ wylądowałem na policji z oskarżeniem o pobicie :D
Nawet nie startuj, lol. Na jednym z plenerów Anglicy wylali się w najbardziej uczęszczanej części wybrzeża a później obrzucili nas kupą :x Nikt nie ucierpiał całe szczęście. Bydło, ot co!
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.