Zobacz pełną wersję : Polskie oddziały firm, koncernów mają nasz (swój) kraj... "gdzieś"
Zawsze mi się wydawało, że duże firmy, koncerny stać na to by w danym kraju stworzyć oddział z prawdziwego zdarzenia, porządną stronę internetową, wsparcie etc...
Niedawno pomagałem komuś rejestrować produkt baaaaaardzo znanej firmy, która każdemu z nas nie jest raczej obca.
Wydawało mi się, że w Polsce językiem obowiązującym jest język polski, ale chyba nie wszyscy tak uważają. Rejestracja odbywa się po części w j. polskim, a po części.. w angielskim. Ot, komuś zabrakło zapału, czasu, ochoty by przetłumaczyć do końca...
Ktoś mi zaraz zarzuci, że jesteśmy w UE, powinniśmy znać języki etc... heh... Ja jednak myślę, że skoro kupiłem produkt w języku polskim, przeznaczony na rynek polski to i wsparcie i rejestracja powinny być w języku polskim.
Podczas rejestracji jest sobie obowiązkowe pole "województwo", hmm... szkoda, że są tam do wyboru tylko NIEKTÓRE województwa. Brak np.mojego województwa. Takich kwiatków było tam więcej, normalnie żenada.
Aaa... na stronie jest widoczny przełącznik na j. polski, ale po jego wciśnięciu strona zostaje przekierowana na stronę.. główną firmy.
W pewnym momencie zapragnąłem sobie jednak porozmawiać z kimś z infolinii firmy, a więc znalazłem kontakt, oczywiście numer polski wpisany na stronie chyba celowo w taki sposób, by raczej go nie znaleźć i nie dzwonić... Ok, dzwonię... jest sygnał... czekam.... czekam... kilkanaście minut... Wykonałem kilka prób, bez efektu. OK, zadzwonię do siedziby dystrybutora w Polsce, może nie wiedzą, że ktoś nie przyszedł do pracy i nie obsługuje infolinii. Udało się dodzwonic do dystrybutora, pani mówi, że nie jest w stanie mi pomóc, jedyne co mi powiedziała to "musi pan próbować dalej się dodzwonić" (powtórzyła to trzykrotnie).
I teraz pytanie. Dlaczego w tym kraju tak się dzieje? Nie sądzę by za taki stan rzeczy odpowiadał ktoś z kraju, z którego firma pochodzi. Pewnie znaleźli się ludzie, którzy tu w Polsce oddział stworzyli. Pewnie są to Polacy. Dlaczego w naszym kraju nie można zrobić czegoś od początku do końca dobrze? Czy taka jest nasza natura? Nie chce nam się? Nie umiemy... ? Nie pojmuję tego...
ps. Produkty tej firmy są w naszym kraju droższe niż te same produkty w innych krajach, ale to tak tylko przy okazji wspominam...
ps2. Aaa... żeby nie było, nie chodzi tu o firmę Nikon, ale gigant podobny choć trochę inne produkty.
niestety mam podobne odczucia.
Dodajmy do tego całą masę oprogramowania w polskiej wersji językowej, przy instalacji których trzeba oczywiście zgodzić się na warunki licencji w wersji... angielskiej.
co do języków w oprogramowaniu i filmach to mam poważniejszą uwagę. skoro na terenie unii wszystkie języki członkowskie są równoprawne to niech mi ktoś wytłumaczy jakim prawem wydawcy utrzymują prawo do wybiórczego traktowania tych języków? wiem oczywiście dlaczego tak robią a każdy kto nie wie niech sprawdzi ceny płyt w UK.
moja żona jest tłumaczem, znam jej stawki i wiem dlaczego nie robią wszystkiego po polsku ;)
Michał Jędrak
18-08-2010, 15:50
No dobra, ale jaka to firma?
A w Polsce tak jest, bo tak było od ponad 1500 lat. Zawsze bajzel. To przeklęta ziemia jest :-) Żeby gdzieś było dobrze to dla kontrastu gdzieś musi być źle no i padło na nas.
Niestety ale dotyczy to dużego obszaru życia:(. Ponoć jest ustawa chroniąca nasz język ojczysty - i co, wystarczy wyjść na ulicę żeby od tych wszystkich "szopów", "cymerów" "pabów" i innych dostać oczopląsów. Prawo konsumenta jest martwe, kupując nowe BMW nie ma w pakiecie językowym - Polskiego ( no tu nawet nie ma Rosyjskiego:) ), jest tylko Angielski, Niemiecki i Francuski, po wgraniu softu z j. Polskim oferowanym nawet w serwisie ( choć niejawnie ) traci się gwarancję. No ale niestety taka kolej rzeczy jest spowodowana przez nas obywateli, nie szanujemy swojego języka, obyczajów, historii i przede wszystkim siebie na wzajem:(
Marian K
18-08-2010, 16:00
Niestety ale dotyczy to dużego obszaru życia:(. Ponoć jest ustawa chroniąca nasz język ojczysty - i co, wystarczy wyjść na ulicę żeby od tych wszystkich "szopów", "cymerów" "pabów" i innych dostać oczopląsów. Prawo konsumenta jest martwe, kupując nowe BMW nie ma w pakiecie językowym - Polskiego ( no tu nawet nie ma Rosyjskiego:) ), jest tylko Angielski, Niemiecki i Francuski, po wgraniu softu z j. Polskim oferowanym nawet w serwisie ( choć niejawnie ) traci się gwarancję. No ale niestety taka kolej rzeczy jest spowodowana przez nas obywateli, nie szanujemy swojego języka, obyczajów, historii i przede wszystkim siebie na wzajem:(
Zawsze BMW kojarzyło mi się źle a po tym co napisałeś stracili mnie jako klienta.
Valdek_Tychy
18-08-2010, 16:02
I teraz pytanie. Dlaczego w tym kraju tak się dzieje? Nie sądzę by za taki stan rzeczy odpowiadał ktoś z kraju, z którego firma pochodzi. Pewnie znaleźli się ludzie, którzy tu w Polsce oddział stworzyli. Pewnie są to Polacy. Dlaczego w naszym kraju nie można zrobić czegoś od początku do końca dobrze? Czy taka jest nasza natura? Nie chce nam się? Nie umiemy... ? Nie pojmuję tego...
cytując klasyka - "Polska to dziki kraj"
Przypomniał mi się jeszcze jeden przykład. Jakiś czas temu do firmy kupiono sporo drukarek, do każdej z nich była dołączona taka wkładka, którą wsuwa się pod panel z przyciskami, by podpisy przycisków były w określonych językach. Oczywiście paneli w kartonie było mnóstwo, nawet języki naprawdę egzotyczne. Polskiego brak.
Nie wierzę, że producent nie wie, że jego sprzęt jest sprzedawany także w Polsce.
Na szczęście dystrybutor dołączył panel z językiem polskim, ale już dużo gorszej jakości. No i nie było go oryginalnie w kartonie, tyko dołączony "luzem".
Marian K
18-08-2010, 16:18
Swiat się zmienia i być może będziemy mówić jednym językiem (byle nie ...zresztą co za różnica).
Na razie można żądać,zgłaszać do odp.instytucji,do posłów ze swojego regionu,walczyć o swoje na każdym kroku.
Przemo,jakbym kupował większą ilość drukarek,to te podkładki by mi zrobili pozłacane.Ale zaopatrzenie ma w d...
tzn.musi coś obgryźć,a wiadomo," pojedzony głodnego nie rozumie".
bo w bardzo wielu przypadkach sprzęty są importowane poza oficjalną , polską dystrybucją. Oczywiście ze względu na koszty i częstą jej "ułomność" - patrz NP :D
Wtedy ów dystrybutor dołącza po taniości jakieś kserówki bo tego wymaga ustawa.
A to, że żyjemy w dziczy i wiele rzeczy jest u nas nie dość , że droższe to na dodatek gorszej jakości... zaakceptowałem ten fakt już dawno i zakupy robię poza granicami tego kraju.
Jeśli sprzęt nie jest z oficjalnej dystrybucji to wiadomo, że może nie być dokumentacji, czy takich paneli jak w przytoczonych drukarkach, po polsku. Ale tu chodziło o sprzęt, który był kupowany u oficjalnego dystrybutora na Polskę.
zaakceptowałem ten fakt już dawno i zakupy robię poza granicami tego kraju.
prywatnie - jak najbardziej ale gdy robisz to firmowo to nie bardzo się da :/
prywatnie - jak najbardziej ale gdy robisz to firmowo to nie bardzo się da :/
Dokładnie.
A poza tym co to za wyjście z sytuacji kupić za granicą, skoro języka polskiego tymbardziej nie będzie?
Nie jest dla mnie problemem obsłużenie drukarki, z panelem w jęz. angielskim, chodzi jednak o pewne zasady. Skoro Niemiec ma ten panel po niemiecku to ja chcę mieć po polsku.
Tak jak wspomniał wilk wyżej, przykładów można mnożyć mnóstwo...
prywatnie - jak najbardziej ale gdy robisz to firmowo to nie bardzo się da :/
przepraszam, że rozwinę OT ale spytać muszę. są pewnie branże, w których byłoby to trudno wykonalne technicznie ale co niby stoi na przeszkodzie w większości przypadków ?
Polsar74
18-08-2010, 22:43
no to ja dodam np. że menu w systemie Playstation dopiero od jakiś 10 m-c jest po polsku - pomimo że system ma już parę ładnych lat. Od ładnych kilku lat współpracuję z różnymi korporacjami i faktycznie tak jest jak autor wątku twierdzi - jesteśmy dla gigantów 3 światem lub wrzodem na d....e. O wyzysku cenowym nie wspomnę. Chociaż nie - wspomnę.
Czemu do ch...y nasz niemiecki sąsiad może większość produktów mieć nie dość że lepszych (dajmy na to proszki do prania, kawy itp.) to jeszcze tańszy ? Czy to jest cena jaką będziemy musieli płacić jeszcze dłuuuugie lata koncernom za ich łaskawy udział w naszym rynku ? To że niektóre firmy tworzą w naszym kraju miejsca pracy odbija się mocną czkawką cenową ! Przecież to jest chore...
Ja mam podobną sytuację. Firma w której pracuję, zainwestowała pieniądze w drukarki. Nie takie bzykadełka stołowe, tylko wydajne kombajny sieciowe. Dopiero teraz wylazł jeden problem ze sterownikami. Zadzwoniłem z problemem do "naszego" helpdesku. A tam, owszem siedzą panowie technicy i inżynierowie, ale okazało się, że oni są tam tylko od zbierania zgłoszeń i przesyłania ich dalej do centrali w Niemczech. Zniecierpliwiony, posłałem maila do centrali. Owszem otrzymałem zwrotnego maila pełnego marketingowego bełkotu, że się starają i cały czas do przodu. Tak było półtora miesiąca temu. Kiedy napisałem, że w następnym zakupie sprzętu będziemy omijać ich renomowaną firmę szerokim łukiem, przestały przychodzić maile z informacją o stanie prac. Czyli położyli na nas krechę...
I teraz pytanie. Dlaczego w tym kraju tak się dzieje? Nie sądzę by za taki stan rzeczy odpowiadał ktoś z kraju, z którego firma pochodzi. Pewnie znaleźli się ludzie, którzy tu w Polsce oddział stworzyli. Pewnie są to Polacy. Dlaczego w naszym kraju nie można zrobić czegoś od początku do końca dobrze? Czy taka jest nasza natura? Nie chce nam się? Nie umiemy... ? Nie pojmuję tego...
Nie chcę się zbytnio rozpisywać, ale większość międzynarodowych koncernów ma w swoich centralach departamenty z podziałem na strefy działań gospodarczych. W zdecydowanej większości Polska i kraje Europy Wschodniej wpakowane są do jednego worka z Afryką.
Dla nich jako odbiorcy towarów i usług niczym nie różnimy się od odbiorców z Afryki i tak traktują nasz rynek na którym funkcjonują.
miron19j
18-08-2010, 23:45
Dla nich jako odbiorcy towarów i usług niczym nie różnimy się od odbiorców z Afryki i tak traktują nasz rynek na którym funkcjonują.
niestety, ale z przykrością muszę to potwierdzić.
Dla nich jako odbiorcy towarów i usług niczym nie różnimy się od odbiorców z Afryki i tak traktują nasz rynek na którym funkcjonują.
niestety, ale z przykrością muszę to potwierdzić.
No to i tak trzeba się cieszyć:( w wielu rankingach jesteśmy daleko za Afryką - na przykład FIFA;)
miron19j
18-08-2010, 23:50
No to i tak trzeba się cieszyć:( w wielu rankingach jesteśmy daleko za Afryką - na przykład FIFA;)
no, ale to nie wina koncernów, tylko tych 11 nierobów :-D
TristisAnima
19-08-2010, 00:21
Przy tym jak nas traktują duże koncerny, istotne są 3 czynniki:
-siła nabywcza naszego rynku
-konkurencja na rynku
-świadomość konsumencka
Nie ma się co oszukiwać, w Niemczech, dajmy na to takich Nikonów, sprzedaje się kilka razy więcej niż w naszym kraju. Dzięki temu koncern dba o klientów, organizuje warsztaty, dba o serwis, dodaje różne fikczery do sprzętu, ogólnie robi wszystko by zachować przy sobie klienta i przyciągnąć nowego, bo wie, że zwróci mu się to z nawiązką. Konkurencyjność powoduje to, że koncern walcząc o klienta, jest bardziej skłonny opuścić nieco cenę i dodać różnego rodzaju dodatki (zwłaszcza na tak chłonnym i dużym rynku jak np. Niemcy). Cena produktów powiązana jest także z ilością produktu jaka jest w danym państwie rozprowadzana. Wiadomo, gdzie towaru idzie więcej, można spuścić nieco z ceny. Na koniec świadomość konsumencka. Zachodni konsument nie da się robić w przysłowiowe "bambuko". Wie co mu się należy i wie jak to wyegzekwować gdy tego od firmy nie dostanie. Nie małą tu rolę spełniają różnego rodzaju agencje ochrony konsumentów, które u nas co prawda są, ale jak działają każdy wie. My jako konsumenci, także nie potrafimy jeszcze walczyć o swoje, przez co łatwo w naszym kraju o różne nadużycia ze strony koncernów.
Te trzy czynniki są głęboko ze sobą powiązane i aby nasz rynek przestał być postrzegany jako trzeciorzędny, muszą być spełnione wszystkie trzy na raz. Jeśli z konkurencyjnością nie jest u nas tak najgorzej, tak pozostałe dwa, powiedzmy sobie, porządnie kuleją.
Przy tym jak nas traktują duże koncerny, istotne są 3 czynniki:
-siła nabywcza naszego rynku
-konkurencja na rynku
-świadomość konsumencka
Nie ma się co oszukiwać, w Niemczech, dajmy na to takich Nikonów, sprzedaje się kilka razy więcej niż w naszym kraju. dzięki temu koncern dba o klientów, organizuje warsztaty, dba o serwis, dodaje różne fikczery do sprzętu, ogólnie robi wszystko by zachować przy sobie klienta i przyciągnąć nowego, bo wie, że zwróci mu się to z nawiązką. Konkurencyjność powoduje to, że koncern walcząc o klienta, jest bardziej skłonny opuścić nieco cenę i dodać różnego rodzaju dodatki (zwłaszcza na tak chłonnym i dużym rynku jak np. Niemcy). Cena produktów powiązana jest także z ilością produktu jaka jest w danym państwie rozprowadzana. Wiadomo, gdzie towaru idzie więcej, można spuścić nieco z ceny. Na koniec świadomość konsumencka. Zachodni konsument nie da się robić w przysłowiowe "bambuko". Wie co mu się należy i wie jak to wyegzekwować gdy tego od firmy nie dostanie. Nie małą tu rolę spełniają różnego rodzaju agencje ochrony konsumentów, które u nas co prawda są, ale jak działają każdy wie.
Te trzy czynniki są głęboko ze sobą powiązane i aby nasz rynek przestał być postrzegany jako trzeciorzędny, muszą być spełnione wszystkie trzy na raz. Jeśli z konkurencyjnością nie jest u nas tak najgorzej, tak pozostałe dwa, powiedzmy sobie, porządnie kuleją.
Prawie, ale nie do końca się z Tobą zgodzę:
1. "Nie ma się co oszukiwać, w Niemczech, dajmy na to takich Nikonów, sprzedaje się kilka razy więcej niż w naszym kraju." - jakich, lustrzanek? Niemiec jest za leniwy, żeby targać taki sprzęt, za oszczędny żeby kupować do niego obiektywy, za leniwy żeby czytać instrukcję, jak zrobić zdjęcie na Majorce - on kupi dobrego kompakta z duużym zoomem, nic więcej (ślubów na pewno nie będzie chciał w przyszłości robić;) ).
2. " konkurencyjność " - jest dokładnie taka sama na obu rynkach, jedynie w sklepach dostępność od ręki jest większa! Jest to spowodowane kapitałem posiadanym, lub łatwością i konkurencyjnością uzyskania kredytu na zakup towaru.
3. " świadomość konsumenta" - tu się "prawie zgadzam", ale tam są inne prawa rynku i inne przepisy egzekucyjne jak i ubezpieczenie. Większość jest kupowana na kredyt, co pociąga obowiązek ubezpieczenia towaru i w związku z tym każdy jest ubezpieczony od wszystkiego i ma na telefon agentów ubezpieczeniowych i prawników. Jak coś jest nie tak, to się nie martwi klient, ale prawnik i ubezpieczyciel załatwia temat - niestety za to się płaci:(, nie w cenie towaru ale w polisie.
4. "Zachodni konsument nie da się robić w przysłowiowe "bambuko". Wie co mu się należy i wie jak to wyegzekwować gdy tego od firmy nie dostanie." - niestety on mniej wie niż polski konsument, ale ma wieeelką prawną pomoc, która w razie potrzeby załatwi temat.
Nam, Polakom, szkoda czasu na takie urzędy jak Sąd, UOK - bo w Polsce sprawy toczą się latami!, gdyby nie to dawno byśmy w egzekwowaniu swoich praw wyprzedzili Niemców, USA i nawet Japonię.
Niestety, ale to polski system prawny jest "kulawy", a koncerny świadome tego tylko na tym korzystają,
PS. To nie polityka, to tylko realia również dotyczące rynku-ponoć wolnego.
Nie ma się co oszukiwać, w Niemczech, dajmy na to takich Nikonów, sprzedaje się kilka razy więcej niż w naszym kraju.
Pewny jesteś, że rzeczywiście sprzedaje się w Niemczech więcej sprzętu Nikona niż u nas? Ja tego nie wiem, ale wcale nie byłbym tego taki pewny...
Z pozostałymi aspektami, które wymieniłeś, się zgadzam. Nie ma u nas świadomości, a do tego instytucje broniące praw konsumenta działają słabo.
TristisAnima
19-08-2010, 01:19
Pewny jesteś, że rzeczywiście sprzedaje się w Niemczech więcej sprzętu Nikona niż u nas? Ja tego nie wiem, ale wcale nie byłbym tego taki pewny...
Z pozostałymi aspektami, które wymieniłeś, się zgadzam. Nie ma u nas świadomości, a do tego instytucje broniące praw konsumenta działają słabo.
Nie wiem, może i mniej (w co osobiście wątpię) ale Nikon był podany tylko jako przykład. Widzę, że błąd popełniłem waląc skrótami myślowymi. Chodziło o ogół dóbr konsumpcyjnych. Dbałość o niemieckiego klienta większą niż o polskiego można zapewne każdemu koncernowi "zarzucić", czy to produkującemu aparaty czy szczoteczki do zębów :)
AD4.Tu wychodzi ułomność wspominanych przeze mnie naszych "obrońców" konsumenckich i ich bylejakość.
U nas nie ma organizacji konsumenckich z prawdziwego zdarzenia.
UOiK? To lipa jest, jak większość tego typu instytucji na państwowym garnuszku i komu tam będzie cokolwiek zależało. Robią coś czasem, ale tylko po to, żeby pozory zachować, że są potrzebni i żeby nie przyszło do głowy urzędu zlikwidować.
Federacja Konsumenta to również mało skuteczna organizacja. Raczej wujek dobra rada.
W USA konsument zapisuje się ( zostaje niejako członkiem) do organizacji obrony praw konsumenta. Opłaca roczne składki i jak ma problem konsumencki, to zgłasza problem, a opłacani ze składek kilkudziesięciu milionów członków prawnicy ruszają do boju.
Ale czy znajdzie się ktoś w naszym, kraju, kto chciałby takie dobrowolne składki regularnie opłacać, żeby taką odpłatną organizacją dbającą prawa konsumenta i występującą przed sądem w jego imieniu powołać.
Wątpię.
TristisAnima
19-08-2010, 01:43
Prawie, ale nie do końca się z Tobą zgodzę:
1. "Nie ma się co oszukiwać, w Niemczech, dajmy na to takich Nikonów, sprzedaje się kilka razy więcej niż w naszym kraju." - jakich, lustrzanek? Niemiec jest za leniwy żeby targać taki sprzęt, za oszczędny żeby kupować do niego obiektywy, za leniwy żeby czytać instrukcję jak zrobić zdjęcie na Majorce - On kupi dobrego kompakta z duużym zoomem, nic więcej ( ślubów na pewno nie będzie chciał w przyszłości robić;) ).
2. " konkurencyjność " - jest dokładnie taka sama na obu rynkach, jedynie w sklepach dostępność od ręki jest większa! Jest to spowodowane kapitałem posiadanym, lub łatwością i konkurencyjnością uzyskania kredytu na zakup towaru.
3. " świadomość konsumenta" - tu się "prawie zgadzam", ale tam są inne prawa rynku i inne przepisy egzekucyjne jak i ubezpieczenie. Większość jest kupowana w kredycie, co pociąga obowiązek ubezpieczenia towaru i w związku z tym-każdy jest ubezpieczony od wszystkiego i ma na telefon agentów ubezpieczeniowych i prawników. Jak coś jest nie tak to się nie martwi klient, ale prawnik i ubezpieczyciel załatwia temat - niestety za to się płaci:(, nie w cenie towaru ale w polisie.
4. "Zachodni konsument nie da się robić w przysłowiowe "bambuko". Wie co mu się należy i wie jak to wyegzekwować gdy tego od firmy nie dostanie." - niestety on mniej wie niż Polski konsument, ale ma wieeelką prawną pomoc, która w razie potrzeby załatwi temat.
Nam-Polakom szkoda czasu na takie urzędy jak Sąd, UOK - bo w Polsce sprawy toczą się latami!, gdyby nie to dawno byśmy w egzekwowaniu swoich praw wyprzedzili Niemców, USA i nawet Japonię.
Niestety, ale to Polski system prawny jest "kulawy", a koncerny świadome tego tylko na tym korzystają,
PS. To nie polityka, to tylko realia również dotyczące rynku-ponoć wolnego.
AD1. Nikon służył tylko za przykład. Statystyczny Polak także jest za leniwy żeby tachać ze sobą kilogramy sprzętu i tym bardziej oszczędny, żeby kupować do niego dodatkowe akcesoria. Ale tak jak w Polsce znajdziesz dajmy na to 40 000 zapaleńców z lustrzankami, tak w takich Niemczech znajdziesz ich pewnie ze dwa razy więcej. Dochodzi do tego jeszcze fakt, że u nas sprzęt jest eksploatowany 2 albo i 3 razy dłużej niż na zachodzie. W analogicznym okresie czasu Niemiec kupi 2 lub 3 razy więcej produktów niż Polak. Ponadto przykładowy aparat w rodzinie Niemieckiej ma żona, córka i/lub syn oraz głowa rodziny. U nas nierzadko jeden aparat obsługuje całą rodzinę. Rynek niemiecki jest większy i bardziej chłonny przez co wychodzi, że siła nabywcza jest większa.
AD2. Że taka sama jest konkurencyjność zgodzić się nie mogę. W niektórych gałęziach dóbr konsumpcyjnych może być dokładnie taka sama. Jednak są gałęzie gdzie ta konkurencyjność jest znacznie mniejsza u nas niż w Niemczech. Dajmy na to rynek samochodów luksusowych. Jeszcze do niedawna nie było u nas przedstawicielstwa Ferrari czy Bentleya (a takich przykładów można zapewne wyliczyć jeszcze więcej i nie tylko z zakresu dóbr luksusowych). Społeczeństwo się bogaci i coraz więcej firm dopiero teraz dostrzega potencjał w naszym rynku.
AD4. Tu wychodzi ułomność wspominanych przeze mnie naszych "obrońców" konsumenckich i ich bylejakość.
Odpowiadajac na pierwszy post, problem lezy w mentalnosci, nie ma obslugi klijenta - za drogo, nie ma strony po polsku - przeciez na otwarcie polskiej dystrybucji menagment sobie premie daje - za drogo, bankiety zrobic trzeba itp. - za drogo zadbac o klijenta:D
O ile sie nie myle to jest takie prawo o sprzedazy z polska instrukcja i opisem, takie prawo jest w calej unii, nie wolno nic sprzedawac bez instrukcji i opisu w jezyku danego kraju w ktorym dana rzecz jest sprzedawana (w Irlandii polskie produkty maja opis po angielsku, nawet musztarda stolowa pegaza:D)......ale co tam prawo - dorobyly my sie to tera szarpac, szarpac dopuki nas nie wywala:D
Znam taka mentalnosc, uczestniczylem w otwarciu angielskiej firmy w Poznaniu, dyrkiem zostal kolo ktorego nikt nie znal, doprowadzil firme prawie do bankructwa, ale co nakradl to jego......cos chyba tej komuny mamy w genach, jeszcze ze 20 lat zanim nam sie odmieni:(
cos chyba tej komuny mamy w genach, jeszcze ze 20 lat zanim nam sie odmieni:(
Pamietajmy, ze przez mur i polityke prowschodnia jestemy ok. 20-50 lat do tylu. To naprawde daje sie odczuc. Nie wiem, czy wiecie, ale Polacy byli prekursorami wielu wynalazkow i odkryc, ktore dopiero teraz zostaja ujawniane! Wczesniej bylo to niemozliwe, ze wzgledu na niechec wladz do wychylania sie i obawy przez zbytnim wyksztalceniem i swiadomoscia ludu.
Nie chce teraz siegac do zrodel (np. czasopismo "21. wiek"), ale byla masa wynalazkow i pomyslow, ktore zostaly zduszone w zarodku. A ktore kilka lat pozniej "odkryto" na zachodzie.
ps. Ktos kiedys trafnie powiedzial: musi wymrzec pokolenie 20. wieku, aby wyginela "ta" mentalnosci i w Polsce zaczelo byc normalnie.
Jeszcze chwila i będę następny ;)
Pamietajmy, ze przez mur i polityke prowschodnia jestemy ok. 20-50 lat do tylu. To naprawde daje sie odczuc. Nie wiem, czy wiecie, ale Polacy byli prekursorami wielu wynalazkow i odkryc, ktore dopiero teraz zostaja ujawniane! Wczesniej bylo to niemozliwe, ze wzgledu na niechec wladz do wychylania sie i obawy przez zbytnim wyksztalceniem i swiadomoscia ludu.
Nie chce teraz siegac do zrodel (np. czasopismo "21. wiek"), ale byla masa wynalazkow i pomyslow, ktore zostaly zduszone w zarodku. A ktore kilka lat pozniej "odkryto" na zachodzie.
ps. Ktos kiedys trafnie powiedzial: musi wymrzec pokolenie 20. wieku, aby wyginela "ta" mentalnosci i w Polsce zaczelo byc normalnie.
A co polska mentalność objawiająca się ciągłym narzekaniem, zawiścią, pluciem jadem, kłótliwością, ma do olewczego podejścia zachodnich koncernów do polskiego konsumenta. Po za tym, nie różnimy się specjalnie od innych nacji.
No może jest jeszcze coś bardzo charakterystycznego w naszym narodzie. Uważamy za baranów, idiotów wszystkich, którzy mają lepiej od nas. Nie wymieniłem świadomie kombinatorstwa, ponieważ ta cecha występuje w każdym narodzie i nie wiem czemu uważa się, że jesteśmy w pod tym względem jakoś szczególnie wybitni.
Różnica jest taka, że niektóre nacje kombinują mądrze, a my często głupio. W końcu to oni nam częściej sprzedają kit. My śmiejemy się z nich, że do wkręcenia żarówki dzwonią po elektryka, a oni z nas, że są w stanie sprzedać nam byle g.....
drhardware
19-08-2010, 10:37
[quote=wilk325;2034839.... nie szanujemy swojego języka, obyczajów, historii i przede wszystkim siebie na wzajem:([/quote]
I to jest najwiekszy ból, moim zdaniem. Nie szanujemy samych siebie. Zapominamy, iz zyjemy w społeczności, i każde działanie ma wpływ na innych. I że kiedyś inni bedą mieli wpływ na nas.
Michał Jędrak
19-08-2010, 10:42
Ktos kiedys trafnie powiedzial: musi wymrzec pokolenie 20. wieku, aby wyginela "ta" mentalnosci i w Polsce zaczelo byc normalnie.
No tak, tyle że na to miejsce wkracza pokolenie JP2 i potem pokolenie B16, więc będzie taki sam fanatyczny zaścianek jak 20, 100, 500 lat temu. To ludzie tworzą Państwo a u nas widać jak jest. W mojej dzielnicy, dość małej (Stara Miłosna) jest jedno państwowe przedszkole, nie ma innego boiska oprócz szkolnego (czyli nie jest ogólnodostępne), nie ma sali sportowej czy basenu itd... Ale za to budują już TRZECI kościół. Całą dzielnicę przejeżdża się samochodem z prędkością 50km/h w około minutę albo niewiele więcej. I dlatego nic się tu nie zmieni.
więc będzie taki sam fanatyczny zaścianek jak (...) 100, 500 lat temu.
o wypraszam sobie ! polska w tamtych czasach wcale zaściankiem nie była a wręcz przeciwnie.
No tak, tyle że na to miejsce wkracza pokolenie JP2 i potem pokolenie B16, więc będzie taki sam fanatyczny zaścianek jak 20, 100, 500 lat temu.
Splycam, ale to juz dawno jest w USA. Popatrz na tamtych mlodych ludzi.
ps. A co to jest pokolenie B16?
Pokolenie B16, powstało w wyniku integracji pokolenia B52 z pokoleniem T34 ;)
Napisał siona
o wypraszam sobie ! polska w tamtych czasach wcale zaściankiem nie była a wręcz przeciwnie.
Nooo....np.Kopernik.. ;)
Napisał Michał Jędrak
jest jedno państwowe przedszkole, nie ma innego boiska oprócz szkolnego
Eee....z "dzieciami" to tylko kłopoty są a od sportu powstają zwyrodnienia stawów ;)
o wypraszam sobie ! polska w tamtych czasach wcale zaściankiem nie była a wręcz przeciwnie.
No i co z tego. Podczas, gdy kraje Europy Zachodniej zakładały i łupiły kolonie zamorskie, my łupiliśmy swoich.
Dzisiaj te kraje nas "łupią" w różny sposób, a my cały czas robimy to co kiedyś, łupimy swoich.
Valdek_Tychy
19-08-2010, 12:00
musi wymrzec pokolenie 20. wieku, aby wyginela "ta" mentalnosci i w Polsce zaczelo byc normalnie.
Pozwolę sobie nie zgodzić się z ta tezą.Długo przed pokoleniem XX W "ta" mentalność funkcjonowała i dłuuuuugo po też będzie - oni tak mają.
o wypraszam sobie ! polska w tamtych czasach wcale zaściankiem nie była a wręcz przeciwnie.
Była i to jeszcze jakim a powoływanie się na wybitnych Polaków z tamtych okresów nie ma najmniejszego sensu.Jeśli tacy byli to kształcili się na ogół we Włoszech,w Niemczech, we Francji i przeważnie tam żyli. To byli tacy sami polscy wybitni twórcy jak Kubica jest polskim kierowcą F1 (a serwis zapewnia mu FSO)
Nooo....np.Kopernik.. ;)
Kopernik była kobietą
Wracając do przewodniego tematu:
Narzekacie na złe traktowanie przez zachodnie firmy polskich konsumentów.Faktycznie można mieć pretensje o instrukcje w j.polskim i tym podobne pierdoły ale już o personalną obsługę to chyba nie.W takim serwisie nie pracują np. Japończycy czy jacyś inni Niemcy tylko panowie Józkowie,Staśkowie itp. polskie nacje a ich stosunek do polskiego konsumenta nie jest narzucany mentalnością ich zagranicznego pracodawcy tylko "tą" polską mentalnością
Napisał Valdek
Kopernik była kobietą
.....a w dodatku Niemką ,żaden mądry chłop by tak długo nie patrzył w gwiazdy,to jasne jak słońce ;)
a ja bym wolał wszystko po angielsku tylko taniej , bo jak już coś łaskawie przetłumaczą to jest 2 razy droższe i angielskiej wersji nie można legalnie w Polsce kupić...
a brak polskiej wersji językowej jest najczęściej skutkiem marginalnej sprzedaży na naszym rynku,
nasza siła nabywcza po 20 latach transformacji jest śmieszną , nawet w porównaniu do pogrążonej w tzw kryzysie Grecji
nie usprawiedliwiam dystrybutorów ( bo to ich najczęściej wina) ale myślę ze to jest wytłumaczenie takiej sytuacji
kronos28
19-08-2010, 13:04
Jak to już ktoś zacytował klasyka "Polska to dziki kraj" i niestety to smutna prawda. Nie chodzi o to, że u nas konkurencyjność jest niska - kto nie wierzy zapraszam chociażby do "marketu dla idiotów" czy innego centrum handlowego - wybór sprzętu, ilość marek do wyboru do koloru. Inną kwestią są ceny. Tutaj fakt faktem ten sam produkt w Polsce jest średnio 10% droższy od tego na zachodzie a czasem jeszcze więcej. Dalej idzie za tym obsługa posprzedażna - u nas klient oddający towar do serwisu gwarancyjnego jest traktowany jak zło konieczne i robi się wszystko aby skutecznie zniechęcić i utrudnić ten serwis zamiast z uśmiechem realizować usługę. I to się tyczy nie tylko rynku towarowego ale też i rynku usług.
Proszę sobie porównać chociażby oferty operatorów telefonii komórkowych dla stałych i nowych abonentów. Dla mnie chore jest to, że "łatwiej zdobyć nowego klienta" i chyba 99% firm wychodzi z tego założenia. Po podpisaniu cyrografu na rok czy więcej, operator czy to telefoniczny czy TV satelitarnej czy chociażby firma realizująca usługi remontowe ma cię głęboko w d.... Zgłoszenie awarii i szybkie jej usunięcie często porównywalne jest z "Cudem nad Wisłą", dodzwonienie się do biur obsługi jest... no żadko możliwe a jakość obsługi w takich biurach ma poziom -10 w dziesięciostopniowej skali ocen... Nierzadko chyba, każdy z nas miał okazję słyszeć jak "konsultant" w BOA gadał takie farmazony na temat chociażby różnorakich warunków/parametrów technicznych, że włosy w tym momencie jednocześnie siwiały i stawały dęba itd. itp.
Z czego to wynika? Mam na to swoją teorię. Imho to kompletny brak szacunku do nas samych, taka nasza mentalność narodowa. Polak polakowi wilkiem a bycie psem ogrodnika to norma. Pięknie pasuje tu do tego "modlitwa polaka" z "Dnia Świra". Po drugie to totalne "odrętwienie" i przyjmowanie stanu rzeczy za normalny chociaż takowy nie jest. Nie walczymy o swoje, nasze instytucje walczące o prawa konsumenta to odrętwiałe kłody bez żadnego wpływu na obecny stan rzeczy. Niektórzy wyśmiewają fakt, że w USA można wszystkich o wszystko pozwać. Może to i dla nas dziwne ale według mnie tak powinno być. Proszę zobaczyć - jak w USA małe dziecko pośliźnie się podczas zabawy na placyku zabaw, w centrum handlowym na źle zaprojektowanej i wykonanej podłodze i nie daj boże coś sobie zrobi to wszyscy skaczą na około tylko po to aby rodzic nie pozwał: właściciela placu zabaw, właściciela centrum handlowego i wykonawcy placu do sądu, bo wiadomo że by wygrał a ci musieli by płacić takie odszkodowania, że odbijało by to się im czkawką przez długie lata (nie wspominam już o możliwym szumie medialnym).
Niby śmieszne ale przez tą realną możliwość pozwu o byle pierdołę klient jest traktowany jak kruche jajko i robi się wszystko aby się nie stłukło... bo zacznie śmierdzieć.
A u nas - procesy jak są zakładane to od święta, tworzy się jakieś śmieszne "raporty konsumenckie" badające jakość obsługi i produktów, które są zasadniczo jedynie sztuką dla sztuki, bo nic ze sobą nie niosą. Agencje ochrony praw konsumentów zasadniczo mało mogą albo kompletnie nic. Każdy ma każdego gdzieś a w dzisiejszych czasach "bylejakość" zarówno produktowa jak i usługowa uważana jest za normalny stan rzeczy. Często zatrudnia się ludzi bez żadnych kompetencji do pracy na stanowisku, które takowych wymaga (mogę podać przykład chociażby z wczoraj, gdy poszedłem rozwiązywać umowę z jedną z firm świadczących usługi TV, bo po prostu jakość obsługi i samej usługi to tragedia. Pan zaczął mi butnie zarzucać, że pewnie mam złą instalację antenową, że mam sobie "po podłączać różne dekodery aby to sprawdzić" i zaczął rzucać technicznymi terminami. W tym momencie jego brak elementarnej wiedzy technicznej wyszedł jak na dłoni) do tego pracowników niby się szkoli (wiemy chyba wszyscy jak większość tych "szkoleń" wygląda) a kasa, którą płacimy w abonamentach właśnie idzie na to aby paru cwanych ziutków mogło sobie pochlać na szkolonku. Jak ktoś opowiada jak to pochał na szkoleniu to zrywamy boki ze śmiechu i klepiemy po ramionku mówiąc "jesteś harkorrem" biorąc to za coś normalnego albo jeszcze gorzej miarę "zajebistości" takiego człowieka. Po to się jedzie na szkolenie aby podwyższać swoje kwalifikacje a nie jak niektórzy myślą "zabijać szare komórki". Rzadko spotyka się kompetentne osoby. Smutne lecz prawdziwe. Trochę generalizuję, fakt ale niech ktoś powie, że ta nie jest.
Przykład jak się "podwyższa" kwalifikacje zawodowe w naszym kraju - koleżanka wpada do nas i prosi aby jej pomóc, bo jej znajomy pisze właśnie egzamin z j. angielskiego podwyższający kwalifikacje. Strzelił fotkę testu, wysłał mailem z telefonu do niej a ona (prosząc mnie o pomoc) wysyła mu odpowiedzi - gość miał ewidentnie brak podstawowej wiedzy pytając się nawet jak się pisze "the" przez "d" na początku czy przez "t" :?. Grzecznie przeprosiłem, powiedziałem że nie mam czasu i wyszedłem. Tak oto "podwyższa się" kwalifikacje. Potem taki kolo idzie na rozmowę o pracę, pokazuje świstek, że zdał egzamin, dostaje robote a jak przychodzi co do czego to "ani be ani me"...
Chyba część z nas wie jak traktuje się ściąganie na zachodnich uczelniach czy w szkołach - tam za takie numery po prostu relegują bez zastanowienia a samo ściąganie to wstyd a u nas... norma...
Niektórzy wyśmiewają fakt, że w USA można wszystkich o wszystko pozwać. Może to i dla nas dziwne ale według mnie tak powinno być. Proszę zobaczyć - jak w USA małe dziecko pośliźnie się podczas zabawy na placyku zabaw, w centrum handlowym na źle zaprojektowanej i wykonanej podłodze i nie daj boże coś sobie zrobi to wszyscy skaczą na około tylko po to aby rodzic nie pozwał:
u nas też można
chociaż akurat tego kut...sa ( niech mnie pozwie ;-) to bym wypuścił z dzidą na wierzchu na słonia, jak taki "mundry"
http://www.gloswielkopolski.pl/stronaglowna/283057,my-liwy-chcia-s-onia-a-ustrzeli-s-onic,id,t.html
kronos28
19-08-2010, 13:20
u nas też można
chociaż akurat tego kut...sa ( niech mnie pozwie ;-) to bym wypuścił z dzidą na wierzchu na słonia, jak taki "mundry"
http://www.gloswielkopolski.pl/stronaglowna/283057,my-liwy-chcia-s-onia-a-ustrzeli-s-onic,id,t.html
fakt trochę nakręciłem (efekt słowotoku ;)) - można. Mi chodziło o to, że pozywa się wszystkich o wszystko i dodam jeszcze, że sprawy nie ciągną się całymi eonami.
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.